Strony

czwartek, 4 czerwca 2026

Dolina dolin

Wróciłam, cała i zdrowa, mimo tego że okoliczności przyrody były naprawdę mało sprzyjające. Te 35 stopni w cieniu dały mła popalić, na szczęście mła przebywała wśród lasów i pól i nad wodą. Mła uciekła przed kukumunizmem do Doliny, którą zwykło się nazywać od nazwy głównej rzeki, która ją przecina, tak trochę niesprawiedliwie, bowiem w Dolinie płynie wiele rzek i rzeczek, które skromnym zdaniem mła tworzą nieraz bardziej spektakularne widoki niż największa z rzek przepływających przez Dolinę.  Mła mieszkała razem z Mamelonem, Dżizaasem i Jądrzejem w małym domku wakacyjnym położonym w lesie, którego główną atrakcją były psy gospodarzy: przemiła Lili i uroczy Bully.  Rasy niby groźne, bo cane corso i american bully, ale te psy to sama słodycz. Wiewiórki mogły biegać przed nosem i nic. Głównie interesowały się jak by tu nam towarzyszyć przy posiłkach, z wiadomych względów. Jednak pełna kultura, żadnych złodziejstw , zaślinionych pycholi i żebrzących oczu, tylko dyskretne towarzyszenie. Właściciele najpierw nieco się szczypali, bowiem nie wszyscy goście życzą sobie towarzystwa psów, ale szybko pokumali że przebywanie ich psów przy naszym domku, a nawet nielegalne pojawianie się w domu,  sprawia nam przyjemność i odpuścili sobie akcje wychowawcze.  Dla nas było to niezwykle miłe, kiedy wracaliśmy do domku i psy wychodziły nam na przeciw z radosnym szczekaniem i merdającymi ogonami. 

Dolina jest jedną z najbardziej znanych dolin na świecie z racji wybudowanych w niej zamków, stojących tu od wielu stuleci, zwiedziliśmy niewielką część z nich, coby sobie wyrobić pogląd jak to taki zamek z zachodniej części Europy wygląda i czym różni się od naszych zamków. W związku ze związkiem mła czuje obecnie przedawkowanie zamkami, mimo tego że tuptanie po komnatach  i ogrodach przerywane było wycieczkami do miast, z wizytami w boulangeries i innych patisseries a nawet z uczestnictwem w wielkim brocante urządzanym przy miejscowym château ( niestety Mamelona rozczarowały wszystkie cztery brocante, które odwiedziliśmy, jedynie mała szklana buteleczka pocieszenia jej się trafiła! ). Od châteaux de la vallée de la Loire mła będzie musiała zdrowo odpocząć, żeby zebrać się na napisanie czegóś tam na ich temat. Także nie ma  moi drodzy co liczyć na szybkie sprawozdanie z tych zwiedzań, bo mła mogłaby dostać waporów połączonych z womitami, gdyby musiała obrabiać więcej fotek zamkowych. Niech się to wszystko we mła uleży. Będzie jak znalazł na jesienne chłody to przypomnienie majowych zwiedzań zamków w upalne dni.

Dla porządku to nasza grupka odwiedziła château de Chenonceau, château de Chambord, château  Clos - Lucé,   château d’Amboise, château de Villandry, château d'Azay-le-Rideau, château de Blois. Dołożyliśmy sobie jeszcze katedrami i to tak solidnie, bo zaczęliśmy z najwyższego tonu - od katedry w Chartres, by potem obejrzeć katedrę w Tours i te nieszczęsną pokrakę naruszoną huraganem w Blois. Mła uprzejmie przeprasza za niedogodnościowanie ale katedr gotyckich mła też obecnie na tyle dość, że postanowiła pisanie o nich przełożyć na później.

Mła jakoś mniej stresująco a bardziej życzliwie się myśli o tych małych francuskich miasteczkach i wioskach, które wydawały jej się pozornie opustoszałe ( pozornie, bo czasem przez uchylone  okiennice udawało się zobaczyć kryjących się w mieszkaniach przed upałem ludzi ), bowiem nie było w nich tego znanego jej z Italii, Anglii czy Belgii wylegania na ulicę, do knajpki, czy na ławeczkę na ploty. Tak po prawdzie to nie wiem czy to kwestia upału czy temperamentu Francuzów, ale coś ciężko mła się było dopatrzyć w tym regionie Francji osławionej joie de vivre. Może tutejsi ludzie po prostu mają dość turystów  kręcących się po ich miejscach jak po Disneylandzie i chowają się przed nimi w tych uroczych domkach, z których niejeden pamięta czasy królów francuskich. Wicie rozumicie, mła odniosła baaardzo niepokojące wrażenie że turystyka wcale nie służy mocno Val de Loire. Coś jest nie tak jeżeli główną ofertą kulinarną są hamburgery i frytki, przeplatane pizzą. Nie ma małych knajpek dla zwykłych ludzi, są albo gwiazdki Michelin, albo fast food. Kontakt  z francuskimi kulinariami to najczęściej  quiche lorraine, albo crêpe. Jeżeli marzyliście o eskalopkach,  to sobie dalej marzcie, w knajpkach dla lokalsów wcale nie ma lokalsów, ani regionalnej kuchni. Znacznie lepiej jest ze słodyczami, francuskie ciastka są naprawdę pyszne i jest jeszcze sporo prywatnych cukierenek i piekarni, nie jest się skazanym na sieciówki.  

No dobra, to by było na tyle. Nie wklejam za dużo zdjęć, będzie więcej na później. A tak poza tym to jestem zmęczona tym całym odpoczywaniem, chyba był to zbyt czynny odpoczynek. No cóż, mare się w tym roku jakoś mła nie kroi. Mła się za to zdobywa na Muzycznik, ło rany - piosenki jej dzieciństwa uchodzo teraz za klasyki. Straszne.

21 komentarzy:

  1. Zdaje się ze musisz odpoczac po urlopie 😃😃😃. Ale przeżyłaś, wróciłaś, hura!, w jednym kawałku, napchana do wypęku innym. Widokami, budowlami, winem i kulinariami jednak chyba innymi niż codzienne. Innym rytmem dnia też 😄😄😄. Podobno na tym ma polegać udany urlop 😃😃😃. Sukces.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Romi, 16 godzin w podróży. Samochodem bym zajechała do tego Paryża. Podróże samolotem nie zawsze są opcją najtańszą i najwygodniejszą, bywa że to samochód albo szybki pociąg jest bardziej cool i to nie tylko ze względu na koszty podróży. Teraz tadam, tadam - w kraju wina nie piłyśmy z Mamelonem wina. Zero, null, żadnego moczenia usteczek. Starczyło nam że dzięki wodzie targanej na te zamkowe wzgórza jesteśmy w stanie przeżyć te cholerne upały. W dniu w którym wylądowałyśmy i wtoczyłyśmy się do katedry w Chartres, we Francji parę osób zmarło z powodu upałów. Z kulinariów to mła zjadła bardzo dobre crêpes Suzette w L'Odette Restaurant Creperie w Azay - le - Rideau, w miłym miejscu, w którym oprócz nas byli głównie Niemcy ( bardzo miła para z terierem, który usiłował kłócić się z prowokująco bezczelnym restauracyjnym kotem! ) i Amerykanie. W ogóle żarłam słodkości - eklerki, tartaletki, flany i croisanty. W domu gotowaliśmy a jak nam się nie chciało to pożeraliśmy coś na zimno. Mamelon dorwała naprawdę dobrego melona, Jądrzej truskawki, mła udało się wyczaić carpaccio na szaleńczej promocji przedweekendowej. Namiętnie pożeraliśmy bagietki. No i oczywiście były lody, niestety nie aż tak dobre jak te włoskie ale naprawdę przyzwoite. Co do rytmu życia - w domu zapieprzam jak mały samochodzik, we Francji zapieprzałam jak mały samochodzik. Chyba bardziej się mła podobią urlauby takie jak ten w Ligurii, gdzie zwiedzanie kończy się kąpielą w mare. Nawet Mamelon mówiła o tęsknocie za morską kąpielą i to naprawdę jest znak z tych wielkich. Oczywiście to nie tak że to był pobyt nieudany czy cóś, bardzo mi było w tej Francji ciekawie, psy przemiłe i tylko upał cholerny, ale przydałby się nam wszystkim choć dzień na wypluskanie się.

      Usuń
    2. Tabi. Myślałam że coś te ponad dwieście to coś za dużo, . Obłęd jakiś, Loara krótsza od Wisły a w dorzeczu ma tych zamków ponad trzysta, zwiedzany jeden zamek dziennie przez rok. Dopiero byś się przeladowała architekturą, może i dobrze że miałaś ten urlop krótki. 😃😃😃

      Usuń
    3. To prawda, w Dolinie Loary ilość zamków przypadająca na kilometr kwadratowy robi wrażenie. Te zamki są bardzo różne; od ruin w których można się dopatrzyć jakichś rzymskich fundamentów, poprzez karolińskie i normańskie budowanie, renesansowe palazzo in fortezza z których Dolina słynie, po barokowe ciężkości, rokokowe lekkości i różne romantyczne wizje. Każdy cóś tam dla się znajdzie. Mła chciała odwiedzić zamki renesansowe, choć tak po prawdzie to tak z ręką na sercu, to mła może tylko o jednym z odwiedzonych zamków napisać że on czysto renesansowy, znaczy nówka sztuka nieśmigana. Reszta to przebudowy. Gdyby to były dwa tyźnie zamiast jednego, to mła zapakowaną w kaftanik niewątpliwie przywiozłaby karetka. W końcu jak można nie zobaczyć Angers, Chinon, Saumur? ;-D

      Usuń
  2. Oooo, no pięknie, pięknie, wzdech!
    Bym się chyba czuła przebodźcowana tym zamkowaniem plus katedrowaniem😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mła jest przezamkowana i przekatedrowana na całego, ledwie parę zdjęć obrobiłam a mam ich mnóstwo, bo było co focić. W końcu byłam w miejscach, które uchodzą za wyjątkowe, co zresztą jest prawdą i które warte są użycia aparatu. Tylko było tego duuużo, przynajmniej jak na mła. A przeca to ledwie siedem zamków z tych ponad dwóch setek, które znajdują się w Dolinie Loary. ;-D

      Usuń
  3. 😄😄😄😄 podziwiam, w takich tperaturach, to lezalabum plaxkiem na,zimniej posadzce, choćby i zamkowej lub katedralnej.
    W tym czasie odbywa się Roland Garos, ogladam namiętnie jak mam czas, a,szczefolnie,że chocisz Igs odpsdła , to pojawola sie nowa perelka Maja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mła puchnie z dumy, bo Mamelon dała radę! Wszelkie zarzuty Sławencjusza na temat kondycji Mamelona mogą się... tralala!
      Mła zerkała na rozgrywkę o półfinał na lotnisku, pół naszego samolotu się wgapiało.

      Usuń
    2. Jeżu, ależ napisalam ,jak kura pazurem,i nie sprawdziłam, i poszłoo

      Usuń
    3. Nie przejmuj się Dorko, mła doczytała co trza. ;-D

      Usuń
  4. Piekna wycieczka i chyba ci troszke posluzyla odstresowac codziennosc. Mnie dopadlo zniechecenie kompleksowe, zyje, pracuje , robie tysiac rzeczy bo musze, bo nie ma innego wyjscia, a czlowiek chcialby usiasc w kacie i zeby mu wszyscy dali spokoj i zeby nie musiec robic tego wszystkiego. Chyba jestesmy w podobnym miejscu, tylko ty masz tam apart wspomagajacy , u mnie z tym krucho. Kitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitty masz rację, mam aparat wspomagający. Dzięki Najwyższemu. Mła stara się być dobra dla aparatu a aparat bierze na się podtrzymywanie, kiedy mła już ledwie wyrabia. Teraz odpoczywam po odpoczynku. ;-D

      Usuń
    2. I bardzo slusznie🤞Odpoczynek po odpoczynku musi byc, inaczej czlowiek nie wypocznie:)) Kiedys moglam prosto z wyjazdu isc do pracy, juz od dawna musze miec min.24h na odpoczecie i przegrupowanie, a walizka stoi nierozpakowana na ogol tydzien:). Tylko brudy wrzucam do prania. Apart niech sie tam spisuje , w obie strony, to dacie rade. Trzymam kciuki za zamiane 🤞🤞🤞

      Usuń
    3. Na razie to mam wkarw na samą myśl co mam jeszcze do roboty co przede mną. :-/

      Usuń
  5. O jeżu, piekne te zamki, choc i nieco podobne czasem. A miesteczka cos mało zielone dla mnie, ale to pewnie klimatu przyczyna? Ja w tym roku chyba tylko w odległosci rzutu beretem popoczywam. Jak sie uda- pewnikiem klepnę posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Tupaju, one są podobne. To dlatego że mła wybrała te, które są z najlepszego dla Doliny Loary czasu - Franek I odkrył właśnie włoski renesans a jego potomkom on się spodobał na tyle, że kontynuowali. Te zamki to tak po prawdzie echo gotyku flamboyant i ich wymieszanie z nowymi, włoskimi wzorcami. Ale co tam zamki, otoczenie zamków to jest cóś. Francja zalesiona dość mocno w tych okolicach, drzewa z tych, które zachwycają. Przyroda wcale nie tak uładzona, jakby się to wydawało na pierwszy rzut oka. Miasteczka mają zielone placyki i są obsadzane bylinami, ale główne uliczki są bezdrzewne. Za to zieloność wokół miasteczek jest na tyle duża że nazywają ten region ogrodem Francji. Te beżowo - szare miasteczka, z małymi domkami, bez żadnych ekscesów budowlanych, zanurzone są w zieleni. Nawet nowe domki z ogrodami są niewielkie i tak wtopione w krajobraz, że jakoś nie rażą przy tych starych i wydają się być kontynuacją tego starego budowania, tyle że wzbogaconą o te ogrody wokół domów i nowe, obsadzone drzewami uliczki. Co mła początkowo zdziwiło - nie ma ekranów przy autostradach, chyba też ze względu na ochronę krajobrazu.

      Usuń
  6. Najważniejsze, że udało się odpocząć ;) nawet jeśli było 35 w cieniu.... Kto wie co nas czeka latem 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocurrku mła to sobie zapowiedziała że wszystkie dni powyżej 30 stopni będzie starała się spędzić w cieniu. Używałam kremów z filtrem, ponoć niezdrowym, ale wyglądam jakbym z plażowania wróciła. Kolejny krok do zrobienia sobie z gęby suszonej śliwki.

      Usuń
  7. Podróż ciekawa, szkoda, że w upale. Nazwy zamków jakoś kojarzą mi się z nazwami róż historycznych, pewnie nie bez powodu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludmiłko róż zatrzęsienie, historycznych i nie tylko. Nazwanych na cześć ludzi, którzy zamki zamieszkiwali, jak i samych zamków. Na mła największe wrażenie zrobiła 'Lavender Dream', piękna okrywowa, z kwiatami w typie "polucha". ;-D

      Usuń