Upał i po upale i znów upał - żyć się żyje ale co to za życie. Marzę o wyjeździe, Mamelon marzy o wyjeździe, ba, nawet Sławencjusz marzy o wyjeździe a tu nic - kicha totalna, łobowiązki i wyjechać się nie da nawet blisko miasta. Wakacji nie ma, wycieczek nie ma, w związku z czym zaczynamy snuć wraz z Mamelonem niecne plany ( taa, zima na Bahamach, te klimaty, he, he, he ). Generalnie nic się człowiekowi robić nie chciało i nadal nie chce ale robić musi. Ogrodowo to wiadomo że nie chciało mi się wysilać bo aura dobijała ale musiałam wziąć jestestwo w karby i choć co nieco popracować na tzw. friszym lufcie bo przyjechały irysy. SDB to główne variegaty w odcieniach violet - blue a TB są różniste. Cieszę się bo pojawił się u mnie wyczekiwany TB 'Enter the Dragon', odmiana którą zamierzam dosadzić do 'Jeaolus Guy' i 'Coffee Trader'. Trochę się na tę odmianę czaiłam ale wreszcie jest. Dosadzę też do 'American Maid' dość okrutną 'I'm All Shook Up'. Tak, to jest irys powodujący lekką trzęsawkę, kolorki ma "burzowo - lekstryczne". Mam co prawda nieco podobną kolorystycznie odmianę 'Smoke And Thunder' Blyth'a ale cóś ona wrednie nie kwitnie. Może utrzymana w chłodniejszych odcieniach odmiana Blacka będzie bardziej skora do współpracy. Oczywiście nie wiem jak to upchnę by nie gryzły się te nówki z 'Tuscan Glow' i 'Luxuriant Lothario', no i przede wszystkim z 'Trillion'. Przydałoby się żeby Sucha - Żwirowa w porze sadzenia irysów była z gumy - odpowiednio rozciągliwa. Zresztą nie tylko Sucha - Żwirowa powinna być gumiasto rozciągliwa - tajemnicą mundialu ( jak to kiedyś śpiewano ) jest decyzja w sprawie miejsca posadzenia wysokich irysów 'Coraline' i 'Fine Romance'. Miejsca w których chciałam je posadzić będą zajęte przez inne rośliny. Taa, co zrobi durna, łakoma Tabazella?! "To tajemnica mudialuuu, mundialuu to tajemnicaaa." No i co to ja kiedyś publicznie twierdziłam? - że najlepiej w ogrodzie wyglądają eleganckie irysowe kwiaty typu self. No tak i dlatego u mnie głównie rosną amoeny, odwrócone amoeny, bitony, bicolory i blendy. "Blenda" ta moja irysowa strefa rabaty, w sporej części "blendna".
Na irysowych sprawach ogród się nie kończy, upał niestety dał się we znaki niektórym z ogrodowych zielonych rezydentów. Wystarczy jeden dzień w którym temperatura w słonecznej części Alcatrazu przekracza czterdzieści stopni i robi się mało ciekawie. Zmawiam paciorki w intencji szybszego przyrostu posadzonych drzew, cieniu cień! To już nie jest tylko walka z szyszkizmem, to ratowanie wszelkiego zielonego ściągniętego i posadzonego w obmurowanej niecce jaką jest mój ogród. Powietrze "stoi" i jest tak ciężko odczuwalne że jeszcze trochę i będzie je można kroić i formować jak bloki masła. Temperatura piekarnikowa, wilgoć wyparowuje w tempie błyskawicznym, smród miasta wdziera się do ogrodu a ja czuję się jak ryba w zasyfionym akwarium. Koty niby zadowolone ale Felicjan ma coroczne problemy ze sznupą a do całego towarzystwa cóś mocno doczepiły się pchły. Tak, koty były zapchlone, chyba. To znaczy ja podejrzewam że obrzydliwe pchełki trafiły na moje nogi z sprawą kotów. Zdziwne takie odrobiństwa, maleńkie ale zażarte i paskudne. Koty po raz enty potraktowane wyciągiem ziołowym, mieszkanie chlorem, ja nacieram się wonnościami pełna nadziei że pchły nie znoszą zapachu tiare. Pcheł już niby nie widać ale mam nerwowe swędzenie kończyn. No imaginuję sobie że gdzieś tam siedzą i się czają. Koty się nie drapią, nic nie skacze ale ja nadal czujna jak komsomolec. Małgoś - Sąsiadka twierdzi że koty niewinne pchlego roznosicielstwa i trza nam złapać jeże i zakropić ziółkami. Prawda może to być. No jak tak to czekają mnie nocne łowy. Oczywiście atak małych pchełek też jakoś tak mi się kojarzy z upałem, myślenie mam jak ten średniowieczny który był święcie przekonany że z gorączki złe się lęgnie. Ech, żeby ten nieznośny gorąc już się tego lata skończył i przyszły miłe temperatury, tak do dwudziestu trzech stopni na plusie i deszczyk nocą. I tak do października przynajmniej. Dziś za ozóbstwa robią zdjątka irysowe, wszak przeżycia irysowe mam w związku z sadzeniem kłączy.
No i masz te 23 stopni C. Rany, jak ja dziś rano zmarzłam w ogródku. Po gołych łydach i paluchach w klapkach ciągnie zimnem. Musiałam dłuższe gacie wciągnąć i kaftanik z długim rękawkiem. Nie lubię, be. Chociaż rozumiem, oddech dla spalonej słońcem ziemi i wszystkich zimnolubnych jest potrzebny. Ale już od czwartku ma być jak należy :) To znaczy u nas na dzikim centralnym wschodzie. Może do Ciebie nie dojdzie ten skwar. W zeszłym tygodniu, gdy usłyszałam, że szykuje się u nas pogoda jak ta lala, zadzwoniłam do Pana Władysława, właściciela kwatery w Krasnobrodzie na naszym pięknym Roztoczu. Spakowałam rodzinę, w samochód i zawiozłam nas wszystkich na doroczne kąpiołki w ciepłym jak zupa zalewie. Syn ma 9 lat, więc musi. Na plażowym termometrze było 43 st C. Zatem: piasek gorący tak, że nie dało się chodzić bez klapków, smarowanie się balsamem z filtrem 50, namiot plażowy, frytki, piwo, lody i gotowana kukurydza - full wypas. Polecam wszystkim Krasnobród i Roztocze, nieobrzydliwym - zalew, pozostałym - ścieżki rowerowe, spacerowe, konne, pobożnym - sanktuarium i święte źródełka. Jezu jak tam jest ładnie, cicho i niedrogo, jacy przyjemni gospodarze. I najlepsze ruskie pierogi, jakie jadłam w życiu, są w restauracji Kmiecic przy głównej ulicy 3 Maja. Tam też jest doskonały w smaku kotlet schabowy po lubelsku z pieczarkami. A jak jedzie się drogą z Lublina na Tarnawę (nie tą szybką na Zamość) i dalej na Szczebrzeszyn (gdzie mnóstwo chrząszczy) widoki są takie, że zapierają dech. Jedź na Roztocze, Tabaziu, gdy znajdziesz chwilkę.
OdpowiedzUsuńJak jest 43 na plusie to ja układam się w cieniu w pozie protestującej i rozmyślam o zamknięciu się w lodówce. Zalew nie nęci bo woda w nim ciepła ale bezfalowa a ja nad morzem wychowana i wody typu "Stille" czyli tej gładzi po kaszubsku zwanej sztilem nie znoszę ( choć wcale nie kojarzy mi się z ciepłą zupą tylko raczej z pierońsko zimnymi prądami z północnego - wschodu, często letnią porą uniemożliwiającymi kąpiele w Bałtyku ). Dobra, średnia fala ( żadnych ekscesów ) to jest to co tygrysy w wodnych igraszkach lubią najbardziej. Zupa ciepła lub pierońsko zimna odpada jako kąpadełko. Natomiast Roztocze samo w sobie jest kuszące, od dawna nęci. Tylko ten czas złośliwie pożerany przez łobowiązki. Ech... :-(
UsuńUpał rzeczywiście jest mocny, ale irysy pięknie u Ciebie kwitną. U mnie kwitną mieczyki ale zdecydowanie krócej niż zazwyczaj. Za gorąco dla roślin. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńAgatku to czerwcowe wspominkowe kwitnienia. Teraz to tylko zdezorientowane Australijczyki kwitną. U nas ponoć najgorzej ma być w czwartek - ja już jestem zła!
UsuńO raju jakie pokręcone piękności! Cudne! Dobrze, że wymyślono aparaty i możemy sobie przedłużać sezon kwitnienia! Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJestem na etapie wyobrażania sobie przyszłych kwitnień, zawsze tak mam jak przychodzi paczka z kłączami albo przywlokę coś od znajomków. He, he, widzę te łany!
Usuń