Strony

niedziela, 26 lipca 2026

Czarnogóra vel Montenegro - Kotor - po kościółkach i cerkwiach

Pamiętacie czarnogróskie wakacje mła i odwiedziny Kotoru? Jak nie pamiętacie to możecie sobie poczytać o nich tu. Wracam do Kotoru, pokażę wam troszki świętości z tego miasta. Zacznę od świętego Tryfona, postaci niezwykle ważnej dla Kotoru. Zdaniem mła świętość to mu się już należała za samo noszenie imienia. Dla mła mocno egzotyczne ale w rzeczywistości było dość popularne. W starej grece słowo tryfe oznaczało łagodność. Święty Tryfon z Kampsady, wsi we Frygii, jest świętym zarówno Kościoła Katolickiego, jak i Cerkwi Prawosławnej. Znany jest też jako święty Tryfon Apamejski, ponieważ jego rodzinna wieś leżała koło miasta Apamea. Szczerze pisząc jakoś ładniej dla ucha mła brzmi cerkiewna wersja miana świętego - Muczenik Trifon Apamiejskij. Urodził się gdzieś tak na początku III wieku, został stracony w Nicei, w roku 250. Pochodził z rodziny ludzi uprawiających ziemię, jak wieść gminna niesie w dzieciństwie pasał gęsi. Będąc dzieckiem, na etapie gęsiarczyka, otrzymał od Boga dar uzdrawiania chorych i wyganiania z pól szarańczy, bardzo przydatny w rolniczej profesji. Dezynsekcję pól załatwiał za pomocą modlitwy, ponoć był tak skutecznym dezynsektorem i deratyzatorem, że za jego sprawą pojawiło się mnóstwo nawróconych. Do dziś imię świętego wspominane jest w nabożeństwach sprawowanych na polach w intencji ich ochrony. Ta skuteczność załatwiania szarańczy, przy jednoczesnym powiększaniu trzódki chrześcijan, nie przysporzyła mu popularności wśród rzymskich urzędników cesarza Decjusza. Tryfona wtrącono do lochów, torturowano i następnie ścięto, choć krąży wersja że nim miecz dotknął Tryfona, ten już nie żył. Pochowano go w rodzinnej wsi a w późniejszym czasie relikwie świętego przeniesiono do Konstantynopola, gdzie za panowania cesarzy Justyniana I i Justyna II na jego cześć zbudowano dwie cerkwie. Następnie relikwie przeniesiono do Rzymu. No i tu zaczyna się związek świętego Tryfona z Kotorem. 

W 809 roku weneccy kupcy i żeglarze płynący z Konstantynopola przewozili szczątki świętego. Z powodu silnego sztormu musieli oni jednak zawinąć do Zatoki Kotorskiej. Mieszkańcy Kotoru skorzystali z okazji i postanowili odkupić od Wenecjan  relikwie. Jeden z bardzo zamożnych i bardzo wpływowych obywateli miasta, Andrea Saracenis, ufundował dla umieszczenia relikwii świętego pierwszą świątynię, miejsce uznane za chronione przez moc świętości Tryfona i cel pielgrzymek okolicznej ludności. Ten ruch patrycjusza zadecydował o ogłoszeniu świętego  Tryfona patronem miasta a także całek Boki Kotorskiej, Kotor zyskał na znaczeniu.  Na ikonach Tryfon przedstawiany jest jako młodzieniec bez zarostu, w przewieszonym przez ramię jasnoczerwonym płaszczu. Zależnie od ujęcia w dłoni trzyma laskę ( służącą do wypasu zwierząt, wspominki po gąskach, he, he, he ), białego ptaka lub krzyż. Na terenie j Serenissimy święty przedstawiany jest z modelem miniaturowego kościoła i palmą męczeństwa. Swoje święto Tryfon ma 10 listopada w Kościele Katolickim i  1 lutego, czyli 14 lutego według kalendarza gregoriańskiego w Cerkwi Prawosławnej. Trygon jest świętym od  wielu spraw, wierni modlą się o jego wstawiennictwo w naprawdę bardzo różnych intencjach. Proszony jest  o uleczenie z chrapania, o odpędzanie złych  duchów i smutku, ochronę od czarów, o pomoc w tzw. sprawach codziennych.  Szczególną atencją darzą go rolnicy i ogrodnicy, chroni pola i sady przed szkodnikami. Ponoć przypisuje się mu też opiekę nad myśliwymi i wędkarzami, to taki rosyjski ślad, historia sokolnika Iwana Groźnego, Tryfona Patrykiewa, którą opisał Aleksy Tołstoj. Do mła najbardziej przemawia patronat świętego Tryfona nad winnicami.  Tak po prawdzie to jest tzw. bułgarski trop w historii świętego. Hagiografia bułgarska jest coś mało hagiograficzna, zupełnie inna od opowiastek o cudownym wyleczeniu przez  świętego Tryfona  córki rzymskiego cesarza Gordiana.

W Bułgarii święty Tryfon  zwany Sekatorem, pokazuje nieco mniej święte oblicze. Patron winogrodników i producentów wina, którego atrybut, sekator,  uznawany jest za symbol plenności i ... płodności  Tryfon  w tych bułgarskich opowieściach wychodzi nie tylko na osobę uprawiającą winorośl, czy robiącą wino, uznawany jest za miłośnika tego trunku, do tego stopnia że nosi swojską ksywkę "Pijak". Krąży taka mało chwalebna przypowieść o tym jak to nieco wstawiony przycinał pędy w winnicy i objawiła mu się przy tej czynności Matka Boska. Tryfon na bańce postanowił podzielić się z nią wątpliwościami na temat jej macierzyństwa, mianowicie wdał się w rozważania jakie to niefortunne że Matka Boska nie bardzo wie jak wygląda ojciec jej syna. Matka Boska uznała że granica jej tolerancji dla pijackich mamrotań właśnie została przekroczona i w ramach działań wychowawczych nakazała Tryfonowi  tym samym sekatorkiem. którego używał  do przycinania pędów, obciąć sobie nos. Dlatego w Bułgarii Tryfon dorobił się też przezwiska Beznosy. Jest  taka wersja że Matka Boska ochłonąwszy z nerwów, zastanowiła się nad posłuszeństwem Tryfona wobec jej rozkazu. Na bańce ją obrażał, na bańce gorliwie wypełniał jej polecenia, stan zabańkowania  Tryfona skłaniał go zarówno do wątpienia jak i wiary. Matce Boskiej wyszło że u Tryfona permanentne upojenie nie ma wpływu na wybory moralne i postanowiła karę beznosowości zamienić na zwykłego kaca. Cóż, różne są drogi do świętości. 14 lutego na Bałkanach obchodzi się święto wina, swoisty karnawał, wspominki po Dionizjach. Wybiera się wówczas winnego cara, no i oczywiście podjada i popija. Święty Tryfon jak widzicie nie jest postacią jednowymiarową. 

Kościół wzniesiony przez Andrea Saracenisa był jak na dzisiejsze  standardy maleńki, jednakże wówczas zbudowanie tej świątyni z środków prywatnych uchodziło za duże przedsięwzięcie. Historia powstania tego  kościoła została opisana w krótkim dokumencie zwanym "Kartą Andrzeja", uznawanym za najstarszy przykład literatury czarnogórskiej. Od samego początku istnienia  kościół był miejscem licznych pielgrzymek, bowiem uchodził za miejsce w którym działy się liczne cuda, o czym wspomina choćby  cesarz Konstantyn VII. Budowla Saracenisa miała powstać na planie koła, figury doskonałej, co ponoć miało sprzyjać leczeniu chorób, szczególnie tych duchowych. W miejscu tym u  osób opętanych przez nieczystego ducha, następowało pozbycie się gadziny za wstawiennictwem świętego Tryfona i magii figur. Jednakże archeolodzy nie potwierdzają by  kotorska świątynia była kiedykolwiek rotundą, no nie  nie była okrągła. Być może cesarzowi ciś się pokićkało   lub jego kronika została błędnie przetłumaczona ( chodzi o to że słowo rotunda mogło oznaczać kopułę świątyni ). Tak naprawdę to pierwotny, przedromański kościółek z 809 wzniesiony został na planie  kształt krzyża z trzema apsydami. Z tego co nam wiadomo kościół posiadał kopułę nad centralną  częścią. Kościół w obecnym kształcie wzniesiono w stylu romańskim w roku 1166 jako katedrę diecezji kotorskiej, która utrzymała się mimo schizmy wschodniej. Była to pierwsza świątynia romańska wzniesiona na wschodnim wybrzeżu Adriatyku. W 1331 roku wnętrze kościoła ozdobiono freskami, które fragmentarycznie się zachowały. Bardzo fragmentarycznie, bowiem Kotor leży w rejonie aktywnym sejsmicznie i często był nawiedzany przez trzęsienia ziemi.  

Kościół był kilkakrotnie niszczony przez takie trzęsienia ziemi i przebudowywany, pierwsze poważne uszkodzenia katedry miały miejsce w XV wieku. Poważne przebudowy miały miejsce na przełomie XVI i XVII wieku. kiedy nadano budowli  renesansowo-barokowy wygląd. Usunięto wówczas  mocno nadwyrężoną kopułę, zamalowano freski, a potrójne okna galerii zostały zamurowane. Podczas kolejnego trzęsienia ziemi w 1667 roku zniszczeniu uległa zachodnia część świątyni z bogato zdobionym portalem romańskim i atrium oraz z dwiema dzwonnicami. Postanowiono wówczas wybudować na ich miejsce dwie nowe, renesansowe dzwonnice połączone tarasem, które miały za zadanie wzmocnić konstrukcję z fasadą ze sklepioną loggią nad wejściem. Ze względów na brak funduszy, lewa dzwonnica nie została w pełni odbudowana. W XVII wieku  zmieniono główny relikwiarz świątyni, na wenecki barok, tak bym to określiła. W XIX wieku po wielokrotnych wstrząsach, które budynek przeszedł w swojej historii, było tak źle  że katedrze groziło zawalenie. Rozpoczęto prace ratunkowe, a jednocześnie postanowiono przywrócić całości pierwotny wygląd ( zmieniono portal wejściowy, a wieże z owalnych znów stały się czworokątne ). Prace obejmowały także budowę nowych sklepień w nawach bocznych, rekonstrukcję południowej ściany i budowę dwóch tarasów nad wschodnią częścią galerii bocznych, a także układanie nowej podłogi. Ostatni remont budowla przeszła po, jakżeby inaczej, pamiętnym dla Czarnogóry trzęsieniu ziemi z 1979 roku. Te prace zostały wyróżnione przez prestiżową fundację na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego - Europa Nostra. Mimo tak licznych przebudów i rekonstrukcji świątynia zachowała pierwotny kształt trójnawowej romańskiej bazyliki. Nie zdecydowano się przywrócić podczas prac rekonstrukcyjnych kopuły. Uznano że  jej odtworzenie ze względu na słabą wytrzymałość takiej konstrukcji podczas trzęsień ziemi, jest w zasadzie bez sensu. Również  nie dokończono odbudowy jednej z wież ( która jest zdaniem mła, średnio widocznie niższa, to jakieś dwa metry różnicy ).

Najbardziej oko mła przyciągnęło umieszczone w absydzie romańsko - gotyckie cyborium z drugiej połowy  XIV wieku. Cyborium to w architekturze sakralnej taki daszek wsparty na kolumnach, który umieszczano nad jakimś ważnym miejscem w kościele - mogła to być chrzcielnica, grób świętego albo ołtarz. To katedralne cyborium zostało  stworzone przez miejscowego mistrza Wita Kotoranina, składa się z czterech ośmiokątnych kolumn z różowego marmuru podtrzymujących trójpiętrowy, biały baldachim zwieńczony figurką anioła. Dekorację rzeźbiarską stanowią sceny z życia świętego Tryfona. Całość  sprawia wrażenie niesłychanie lekkiej, bardzo przestrzennej i eleganckiej. Skrzydełka anioła wieńczącego cyborium  są złote, w końcu posłaniec nieba złotego. W ogóle katedra pełna dzieł złotników,  obok cyborium znajduje się piękna, srebrna płaskorzeźba, wykonana w połowie XV wieku  przez miejscowych złotników a od tego co znajduje się w skarbcu katedralnym można dostać lekkiego zawrotu głowy. W samej katedrze też sporo skarbów, po lewej stronie od apsydy, nad wejściem do zakrystii, wisi  obraz "Matka Boska i święty Dominik" autorstwa Tryfona Kokolji  z Perastu, namalowany najprawdopodobniej na przełomie wieku XVII i XVIII, dalej natkniemy się na gotycką pietę i XVI wieczny obraz "Święty Bartłomiej apostoł, święty Jerzy i święty Antoni". W ołtarzu świętego Mikołaja, jest obraz tego świętego, pochodzący  z XVIII wieku  a za nim znajduje się ołtarz Błogosławionej Dziewicy Maryi z obrazem z początku XVIII wieku W nawie południowej znajduje się renesansowy nagrobek biskupa Tryfona Bizantija a tuż obok niego, po prawej stronie od wejścia do świątyni, kamienny sarkofag z IX wieku, Nad tą starocią wisi  obraz "Ukrzyżowanie" Jacopa de Ponte Bassano, syna malarza i ojca malarzy, jednego z najwybitniejszych twórców weneckiego renesansu. Po lewej stronie od wejścia, tam gdzie biegną schody prowadzące do skarbca,  stoi chrzcielnica z IX wieku a nad nią znajduje się kamienna luneta z XIII wieku, pochodząca  z dawnego kościoła Świętego Krzyża.

Do skarbca wchodzi się przez kute żelazne drzwi, ozdobione romańsko - gotycką figurą ukrzyżowanego Chrystusa. Tu przechowuje się najcenniejszą relikwie świątyni, umieszczone w srebrnym relikwiarzu szczątki świętego Tryfona. Mła była przygotowana na to co może zobaczyć, bowiem oglądała skarbiec katedralny w Splicie. Skarbiec katedry w Kotorze nie jest aż tak zarelikwiarzowany, ale świętych szczątków w nim sporo, tak że ma się uczucie lekkiego odlotu. Przechowuje się w nim  wiele  przedmiotów zrobionych przez artystów w swoim fachu, można podziwiać między innymi: srebrne relikwiarze z różnych okresów, monstrancje cud urody, okucia starych mszałów, przepiękne koszulki ikon, utensylia używane przy sprawowaniu mszy. Poziom wykonania naprawdę mistrzowski.  Tak po prawdzie mla złotnictwo z regionu zachodnich Bałkanów kojarzyła raczej z techniką filigranu, zwaną tu kujundžija, a tymczasem pełna  zaskoczka - w skarbcu srebro repusowane, odlewy a przedmiotów zdobionych techniką filigranu cóś malutko. Mła się wydawa że kotorscy  mistrzowie to w gruncie rzeczy mistrzowie dalmatyńscy, choć geografia niby sugeruje że Czarnogóra była i jest bytem odrębnym, to miasta na jej wybrzeżu są  z tego bytu wyalienowane, są mocno kulturowo związane z Dalmacją.  Pewnie co bardziej krewcy Czarnogórcy by mła za to chętnie gardzioło podgryźli, choć nie wiem za co, bo ta przynależność kulturowa miast wybrzeża przeca nie czyni z nich Chorwatów, tak jak kultura interioru Czarnogóry nie czyni z nich Serbów - Czarnogóra to po prostu typowa kraina pogranicza, składanka różnych kultur. To zresztą czyni Czarnogórę tak ciekawym miejscem. Jeżeli dodać do tego bliskość Albanii, kraju w którym dominującą religią jest islam ( w wersji sunnickiej, wszystkim przerażonym islamskim państwem w Europie zapodaję że Albańczycy nie urządzają świętej wojny, jak są z nimi jakieś kłopoty w Europie,  to są one raczej związane z klanową przestępczością zorganizowaną a nie z islamistami ), to Czarnogóra jest świetnym miejscem do obserwowania kulturowych mixów.

Dla mła najpiękniejsze w tej złotniczej części skarbca były monstrancje. No i krucyfiksy, w tym ten najsłynniejszy, związany z naszą  własną historią. To krucyfiks, który według podań posłużył do pobłogosławienia przez legata papieskiego polskich wojsk króla Jana III Sobieskiego przed bitwą pod Wiedniem,  dlatego nazywany jest Krucyfiksem Wiedeńskim.  Monstrancje w skarbcu pochodzą z okresu renesansu i baroku, mła zachwycała się wszystkimi, choć nie uchodzą  one za zabytki tej klasy co relikwiarze, których w skarbcu jest 68. Relikwiarz świętego Tryfona został wykonany w drewnie i pokryty srebrną blachą z reliefami w latach 1539 - 1551, przedstawia sceny z męczeńskiej śmierci patrona miasta Tzw. relikwiarze głów pochodzą z XIII - XVII wieku, można prześledzić jak zmieniało się złotnictwo na przestrzeni wieków. Ciekawe są też inne anatomiczne relikwiarze, kości świętych zostały zamknięte wewnątrz srebrnych nóg i rąk. Być może na odbiór mła wypłynęła świadomość, że w tych wszystkich kunsztownie wykonanych pojemnikach znajdują się fragmenty zwłok. Wicie rozumicie, słowo kości niesie inny ładunek emocjonalny niż fragment zwłok, mła od niedawna zrobiła się mocno uczulona na to że kości to też fragment zwłok, kiedyś nie wiązałam ich tak mocno z ciałem człowieka, bo przeca niewidoczne. No a czego oczy itd.  Jakoś mniej mła przeszkadza opowieść o przemienionym ciele Chrystusa w monstrancjach, mła nie ma wrażenia że ogląda trumny przecudnej urody i nie myśli o tym jak te kości pozyskiwano, co sprawia że mła ma przed oczami nie tylko makabrę rozkładu, ale też te wszystkie historie z  ćwiartowaniem i wygotowywaniem zwłok. Mogę skupić się na urodzie srebrnych aniołów, kwiatów, kłębiastych chmur i złoconych kurtyn, żadna kostka, chocby nalezeć miała do Marii Magdaleny,  nie uwiera młowego jestestwa. Podobnie jest z kielichami, cyboriami i tym podobnymi sprzętami. Czysta radość  pasienia oczu, bez tego vanitas vanitatum i preprosektoryjnych historii.

W skarbcu na złotnictwie się zbiory nie kończą, znajdują się tam ikony pochodzenia greckiego, bizantyjskiego oraz italo - kreteńskiego, które odzwierciedlają dość skomplikowane religijne dziedzictwo całego regionu. Najsłynniejsza z ikon kotorskiego katedralnego skarbca jest dwustronna ikona maryjna, tzw. dyptych, która jest niezwykle ważnym zabytkiem  z XIV - XV wieku,  przedstawiającym z jednej strony Imago Pietatis ( Mękę Pańską ), natomiast  z drugiej strony Matkę Boską z Dzieciątkiem.  Jest tak ikona tak ważną dlatego że odegrała istotną rolę w praktykach religijnych lokalnych bractw biczowników.  Tak, na Bałkanach też działali flagellanci. W kolekcji ikon znajdują się  również późniejsze wizerunki świętych namalowane w stylu kreteńsko - weneckim, stanowiące dowód wielowiekowych wpływów zarówno weneckich, jak  i wschodnich w sztuce Boki Kotorskiej. Tak przy okazji ikon trzeba też wspomnieć o wczesnochrześcijańskich mozaikach, mła się tak jakoś one z ikonami kojarzą, pewnie przez bizantyńską proweniencję obu sztuk. Mła przyglądała się ikonom przedstawiającym Marię z Dzieciątkiem, choć nie jest to najsłynniejszy w Kotorze zbiór ikon w typie Hodegetria. Tak. przy okazji to tym mniej w sztuce bizantyńskiej obeznanym  wyjaśniam - ikona Matki Bożej typu Hodegetria ( czyli wskazującej drogę ),  to przedstawienie a Marii trzymającej Dzieciątko Jezus. Wizerunki tego typu opierają się na starożytnym wzorze przypisywanym Ewangeliście Łukaszowi. W takim typie jest wizerunek Czarnej Madonny z Częstochowy.  W sztuce sakralnej w Czarnogórze obrazy Madonny i ikon Hodegetria  występują niemal masowo. Czasem widać na tych przedstawieniach jak Wschód spotyka się z Zachodem, dlatego mła się w nie tak wgapiała.

Liczne ikony świętych, które mła oblookiwała w skarbcu, były zamawiane i darowane katedrze przez  mieszkańców miasta oraz żeglarzy. To pewnego rodzaju malarstwo wotywne, jak to się określa - darowane w intencji. Większość tych ikon pochodzi z XVII i XVIII wieku, ze znanej niegdyś na całym wybrzeżu wschodniego Adriatyku szkoły malarskiej Boki Kotorskiej ( ikony pisały rodziny Dimitrijević - Rafailović, prawdziwe dynastie pisarzy ikon ). Jednakże to powstałe w XV wieku prace Lovra Dobričevicia i Żyjącego na przełomie wieków XVII i XVIII Tripo Kokolji uchodzą za najcenniejsze obrazy z kolekcji katedralnego skarbca. Lorenzo Bon, bo tak z wenecka zwano Lovra Dobričevicia, urodził się w Perzagno w 1419 roku jako najstarszy syn w mieszczańskiej rodzinie związanej z miastem znanym wówczas jako Cattaro. Jego brat Marco przebywał w rodzinnej posiadłości w Perzagno, a drugi brat Leonardo został złotnikiem w Cattaro. Jak widzicie były artystyczne zapędy w tej rodznie. Gdy Lovr miał 12 lat, jego ojciec Marino oddał go na służbę gubernatorowi Cattaro, Nicolò Pisano. W 1435 roku 16  letni Lovr udał się do Wenecji jako sługa gubernatora Cattaro. Jakoś tak się porobiło że zamiast kształcić się w trudnej sztuce dyplomacji, Lovr zaczął się kształcić w całkiem innej sztuce. Przypuszcza się że uczył się u wybitnych malarzy Antonia Vivariniego i Michele Giambono. W 1447 roku, mając około 29 lat, powrócił do Kotoru, gdzie cieszył się tak dużym szacunkiem że przyznano mu zaszczytne miejsce pochówku i zwolniono ze służby dziennej i nocnej na murach, która była obowiązkiem mieszczan. Lovr mieszkał przy ulicy świętego Marcina, niedaleko kościoła świętej Anny, prowadził słynną pracownię malarską do 1459 roku, kiedy to przeniósł się z rodziną do Ragusy, czyli dzisiejszego Dubrownika, gdzie zmarł w roku 1478. Mimo weneckiego wykształcenia  Lovr nie tylko malował w zachodnim stylu, pisał również prawosławne ikony. Niektóre z jego prac są tak gdzieś pomiędzy, że tak to określę.


Tripo Kokolja, znany jest również pod weneckim imieniem i nazwiskiem jako  Trifone Cocchiglia. Żył w latach  1661 - 1713 był znanym dalmatyńskim malarzem z rejonu Zatoki Kotorskiej. Dziś pamięta się go głównie za wprowadzenie martwej natury i malarstwa pejzażowego do sztuki wschodniego Adriatyku. Jego obraz wisi tuż przed wejściem do skarbca, w samym skarbcu, też mła oglądała jego malarstwo. Jak dla mła jego obrazy są bardzo weneckie, czemu się nie należy dziwić, bowiem malarze z całej Republiki Weneckiej uważali za najbardziej wskazane uczyć się  sztuki malarstwa w metropolii. Najwybitniejszym, takim jak Lovr Dobričević, udawało się scalić osiągnięcia sztuki weneckiej ze sztuką stron rodzinnych, inni poddawali się całkowicie magii malarstwa Wenecji.  Jak dla mła to Tripo Kokolja był bardziej Trifone Cocchiglią.  Są też w skarbcu dzieła Wenecjan, Girolamo da Santacroce czy Paola Veroveza. Girolamo, uczeń Gentille Belliniego,  to dość znany malarz działający na  początku XVI wieku. Znany był głównie jako kopista tuzów weneckiego malarstwa - Tycjana i Palmy Vecchia. W jego pracach  samodzielnych widać wpływy obu tych mistrzów. Może nie jest to malarz najwyższych lotów, ale trzyma zarówno wysoki poziom rzemiosła, jak i artyzmu, co jest charakterystyczne dla mających dobrych nauczycieli malarzy z laguny. W skarbcu znajduje się  170 obiektów, szczerze pisząc malarskie zbiory w odbiorze mła znajdują się na drugim miejscu podium, za złotnictwem. Nic na to nie poradzę ze bardziej mla urzekły wyroby z kruszcu niż sztuka malarska.

W zbiorach skarbca znajduje się też rzeźba,  która na wielu osobach robi duże wrażenie.  Jest XV wieczna kamienna Pieta,  przedstawiająca bolejącą Matkę Boską z martwym Chrystusem na kolanach.  Poza typowa dla gotyckich Piet, nie ma tu jakichś szaleństw kompozycyjnych. Jest dziełem anonimowego mistrza, mła nazwała go Mistrzem od falbanek. Mła bezczelnie przyznawa że zamiast wgapiać się w ciało umęczonego skupiła się na szacie Marii. Niestety nie mogę Wam zaprezentować foty, bo nie wyszła. Mła w ogóle była zainteresowana szmatkami, nie tylko tymi, których wizerunek oddano w kamieniu ze śladami polichromii. W skarbcu jest sporo szat liturgicznych:  kap, ornatów, fragmentów alb,  o tych tekstyliach rzadko wspominają przewodniki, które głównie skupiają się na zbiorach sztuki złotniczej, albo na sztuce kamieniarskiej.  To jest  primum movens kolekcji. Dla mła jednak ta część zbiorów była bardzo interesująca, szczególnie mła oblookiwała stareńkie hafty i wiekowe koronki. Kolekcja obejmuje zarówno całe szaty, jak i tylko zachowane fragmenty tkanin jedwabnych i aksamitnych zdobionych złotymi oraz srebrnymi nićmi, których użycie  było charakterystyczne dla warsztatów z bogatych kupieckich miast weneckiego państwa. W tych tkaninach widać dawną chwałę  morskiego Kotoru, weneckiego portu, klejnotu Serenissimy na wschodnio - południowym wybrzeżu Adriatyku. Tkaniny pochodziły przeważnie z weneckich warsztatów, zdobienie złotymi haftami najprawdopodobniej wykonywali rzemieślnicy z okolic Boki Kotorskiej,  jak też z samego Kotoru.

Mła wsiąkła w ten świat adamaszków ( dla słabych w tekstyliach adamaszek to taka dwustronna, wzorzysta tkanina wykonana w technice którą później nazywano żakardową, o matowych wzorach na błyszczącym tle, albo na odwrót,  gdzie wzór tworzy się przez połączenie różnych splotów, np. atłasowych i skośnych, a jednobarwnym tle ), brokatów ( brokat to od włoskiego brocatto - przeszywanie - oznacza tkaninę z wypukłym wzorem, przetykaną nicią z metalu szlachetnego ), haftowanych atłasów ( to z kolei tkanina dwustronna, która wykonana jest splotem atłasowym, powodującym że po jednej stronie jest matowa a po drugiej matowa, nazwa  tkaniny pochodzi od arabskiego słowa atlas, po naszemu tłumacząc -  gładki ), koronek z metalowych nici, barokowych haftów wypukłych i bielutkich drzewiej a teraz z lekka pożółkłych weneckich merletto oraz koronek wykonanych techniką filet. Mła zawsze miała słabość do szmat historycznych, pewnie przez robótkowe zacięcie. W skarbcu można przyjrzeć się im z bardzo bliska, nawet zobaczyć w miejscach nadgryzionych zębem czasu  ślady techniki, w jakiej zostały wykonane. W kolekcji skarbca zgromadzono tekstylia pochodzące z przedziału czasowego przypadającego na wiek XV - XVIII, mamy zatem wspominki po gotyku, chwałę renesansu i bogactwo baroku. Mła szczególnie skupiła się na haftach, bowiem część z nich została wykonana w okolicach Kotoru. Haftowanie metalowymi nićmi, znane tu jako zlatovez, było niejako specjalnością okolic położonych nad Boką  Kotorską.Ten rodzaj haftu cieszył się popularnością zarówno na ziemiach weneckich, jak też sąsiadujących z nimi ziem  pod kontrolą Imperium Osmańskiego.

Najstarsze pisane wzmianki o hafcie nićmi metalowymi  na wschodnim wybrzeżu Adriatyku pochodzą już z XIII wieku z Dubrownika. Dubrownik jako potężna republika kupiecka sprowadzał luksusowe kruszce i jedwabie, a tutejsi majstrowie szybko opanowali kunszt zdobienia tkanin złotą i srebrną nicią, czerpiąc z wzorców włoskich i bizantyjskich. Metalowe nici lub cienkie druciki ( złote lub srebrne ) układano według rysunku na podłożu i precyzyjnie przyszywano drobnym ściegiem za pomocą nici jedwabnych. Często stosowano wypukłe formy przez podkładanie pod haft grubszego papieru lub stosowano spiralnie skręcane druciki nadające dekoracji trójwymiarowy blask. Hafty wykonane na wysokich podkładach określano czasem acusculpturą - rzeźbieniem za pomocą igły. Z kolei technika polegającą na przytrzymywaniu nici metalowych jedwabnymi, co w zależności od gęstości ściegów lub użytych barw dawało efekt cieniowania kształtów i plastyczności, nazywana była się z francuska -  or nué. Precyzyjne, gęste ściegi pokrywały całą powierzchnię kompozycji. Nić metalowa składała się z cieniutkiej blaszki złotej lub srebrnej, oplecionej na jedwabnej nici zwanej czasem duszą. Posługiwano się też tzw. nićmi cypryjskimi, czyli składającymi się z duszy owiniętej cieniutką, złoconą błoną. Haft or nué jest haftem z dużym udziałem nici jedwabnych, różni się tym od haftu z czasów wcześniejszych że nić złota występowała z reguły w tle barwnych jedwabnych haftów, wykonywano nią także części szat, aureole i atrybuty świętych, jednakże cały haft nie był metalowy. Tego właśnie typu hafty mła oglądała w skarbcu.

Partie figuralne były często wykonywane na oddzielnym kawałku materiału, następnie wycinano je i naszywano.Takie naszywane na ornaty hafty wykonywano na podkładach z płótna lnianego o luźnym splocie. Płótno nie było nowe, starano się o to by było sprane, bowiem taki materiał nie kurczył się i nie deformował. Płaskie hafty cieniowane, przedstawiające świętych, sceny biblijne itd. wykonywane były wg. projektów malarzy, ten rodzaj hafciarstwa nazywano acupicturą, czyli malowaniem igłą.  Haftowano barwnymi nićmi jedwabnymi o słabym skręcie, do najbardziej rozpowszechnionych ściegów w XIV i na początku XV wieku należał ścieg rozłupany. Polegał on na wbijaniu nitki każdego ściegu w koniec poprzedniego, przez co ten rozszczepiał się na dwoje. Ściegi te mogły biec w dowolnym kierunku, bardzo często podkreślano nimi układ fałdów szat oraz stosowano je w partiach twarzy dla podkreślenia rysów. W XV wieku, aby  osiągnąć dekoracyjny efekt, zaczęto stosować grubszą przędzę jedwabną, którą wykonywano dłuższe, nierównomierne ściegi, co niestety odbiło się na  jakości  haftów. Do pokrywania większych płaszczyzn  stosowano technikę point d’Orient, która polegała  na kładzeniu równolegle i gęsto nici jedwabnych, które następnie przytrzymywano pojedynczymi, ułożonymi poprzecznie w kilkumilimetrowych odstępach nićmi złotymi, przyszytymi do podkładu. 

W XVI wieku pojawiły się pierwsze hafciarskie wzorniki, w Wenecji w 1567 roku wydano wzornik Giovanniego Ostausa. Był bardzo ceniony, zawędrował nawet na dwór polskiej królewny Anny Jagiellonki, uchodzącej za najbardziej biegłą w robótkarstwie przedstawicielkę żeńskiej linii rodu. W XVII wieku hafty figuralne powoli zaczęły zanikać, kościelne szaty były ozdabiane  precyzyjnie wykonanymi   motywami roślinnymi.Wiązało się to z zainteresowaniami botanicznymi ludzi tamtej epoki, po raz pierwszy zaczęły pojawiać się atlasy botaniczne. Nie bez znaczenia były też naturalistyczne odtworzenia roślin w popularnym malarstwie niderlandzkim i flamandzkim.  W XVIII wiecznych ornatach czasem trudno dociec w którym miejscu mamy do czynienia z raportem wzoru tkaniny a w którym miejscu z haftem, bywa baaardzo bogato i bardzo kwieciście. O koronkach z nici lnianych mła się nie będzie rozpisywać, bowiem zanudziła już Was tym przy okazji wpisu dotyczącego młowych odwiedzin wyspy Burano. Po wyjściu ze skarbca wylazłyśmy z Mamelonem na ogrodzony łącznik między dwiema wieżami katedry z którego  rozciągał się widok na katedralny plac i góry otaczające miasto. Katedra w Kotorze nie jest z tych przytłaczających, stworzona tak na ludzką miarę, jej zwiedzanie nie było z tych męczących ( no dobra, mła się przyznawa że ona się w czasie kościółkowych wycieczków nie nudzi się i nie męczy a kiedy na dworze upał jak w Kotorze, to mła wręcz bezczelnie wypoczywa w chłodzie zapewnianym przez grube mury świątyń ). Z katedry wylazłyśmy na słoneczny plac i powędrowałyśmy dalej, obiecując sobie że wleziemy do kolejnego otwartego kościoła.

Trafiłyśmy do kościoła Świętej Klary, który znajduje się przy Trg Svetego Luke, z zewnątrz nie robi jakiegoś oszołamiającego wrażenia. Dawniej stary kościół był  połączony z nieistniejącym już klasztorem franciszkańskim, z którym stanowił zespół. Klasztor zbudowano w 1362 roku dla zgromadzenia benedyktynek, w 1543 roku przekazano go franciszkanom, ponieważ w okolicach Boki Kotorskiej zabrakło kandydatek na benedyktynki.  Obecny budynek kościoła powstał znacznie później, bo w XVII wieku, częściowo na miejscu starego klasztoru. Spuścizną po działalności  zgromadzenia franciszkanów jest duża zabytkowa kościelna biblioteka, w której znajdują się cenne inkunabuły, w tym jeden z X wieku.  Kościół Świętej Klary odwiedzany jest dziś głównie dla ołtarza głównego, wykonanego w roku 1708.  W tej  jednonawowej  świątyni znajduje się pięć ołtarzy,  ale to główny jest odjazdowy. Stworzył go z wielobarwnego marmuru całkiem niezły  wenecki rzeźbiarz, choć lepszy rzemieślnik niż artysta  i ciężki grzesznik, Francesco Penso zwany Cabianca.  Postać nietuzinkowa, urodził się jako Penso, ale po to by  odziedziczyć majątek po rodzinie żony,  przyjął jej nazwisko rodowe. W Dalmacji znalazł się dlatego że chorobę weneryczną postanowił leczyć zmianą klimatu, kasę którą zarobił w Dalmacji przeputał na hazard a potem usiłował być garbem dla syna. Aż dziw że dożył 72 lat, kiedy zmarł w 1737 roku grzeszne ciało pochowano, a jakże, w szacownym kościele San Giobbo w w weneckiej dzielnicy Cannaregio, w którym to obrazy Belliniego i Carpacia dają nieźle po oczach.  No cóż, nie jedyny to grzesznik pochowany w kościelnych murach w Wenecji. Ten przynajmniej pozostawił po sobie odjazdowe ołtarze.

Kolegiata Błogosławionej Katarzyny Czarnogórskiej też jest budynkiem, który w oczy się nie rzuca.  Ten kościół, nazywany bywa  również kolegiatą Świętej  Hosanny ( vel Ozany ) lub Svetej Marije od Rijeke lub Svetej Marija Koleđata.  Pochodzi z XIII wieku, konkretnie to ten jednonawowy romański kościół wzniesiono w 1221 roku ( na miejscu znacznie starszego kościoła z VI wieku, którego istnienie potwierdziły badania archeologiczne ) i tak naprawdę był i wciąż jest kościołem mariackim. Dziś używa się zarówno starej mariackiej, jak i nowej nazwy, której używają raczej turyści. A z tą zmianą nazw to zaczęło się w XVI wieku,  kiedy do miasta przybyła bogobojna dziewica Katarzyna. Urodziła się w Księstwie Zeta, w 1493 roku,  w dniu świętej Katarzyny Aleksandryjskiej, jako córka prawosławnego, serbskiego duchownego. Na chrzcie otrzymała imię Jovana. W wieku lat nastu przeszła na katolicyzm i przyjęła imię patronki dnia swojego urodzenia. Została tercjarką dominikańską i wówczas przyjęła imię Hosanna ( vel Ozana ), na cześć bardzo znanej w XVI wieku mistyczki obdarzonej stygmatami, błogosławionej Hosanny z Mantui. Hosanna z Kotoru co prawda nie miała stygmatów, ale za to miała wizje. Twierdziła  że objawił się jej Jezus jako Dzieciątko oraz kilkoro świętych. Dominikanki uwierzyły w te jej wizje i Hosanna zebrała wokół siebie spore grono katoliczek. Podczas obrony miasta wraz z biskupem Kotoru i księciem Ivanem Bembą zachęcała ludność do obrony. Cieszyła się tak dużą szacunkiem, że gdy zmarła jej ciało obnoszono po całym Kotorze w uroczystej procesji.  Umarła w opinii świętości, co potwierdzić miał brak rozkładu ciała. Dziś spoczywa na terenie kolegiaty w wykonanym w XX wieku sarkofagu. Została beatyfikowana w 1927 roku przez papieża Piusa XI.

Na współcześnie wykonanych drzwiach kościółka przedstawiono sceny z życia błogosławionej. W prezbiterium świątyni zachowały się fragmenty fresków z XIV wieku. Jednakże na tle innych świątyń, kościół mariacki, mimo szacownego wieku, zdaniem mła wypada tak se. Pewnie to przez te XX wieczne wtręty. Kościół z relikwiami  Hosanny z Kotoru znajduje się na północy miasta, niedaleko kościoła Świętej Anny, świątyni z przełomu XII i XII wieku, niestety wielokrotnie przebudowywanej. To takie zagłębie kościółkowe, jest tam też jednonawowy kościół Świętego Pawła z 1263 roku  i nieczynny obecnie XVII wieczny kościół Świętego Józefa.  Wystarczy minąć apsydę katedry, by dojść do bocznej ściany kościoła Świętego Pawła.  Kolejnym kościołem na który się napatoczyłyśmy łażąc była malutki kościół świętego Michała czy też  Svetog Mihaila. Świątynię prawdopodobnie wzniesiono ją na ruinach średniowiecznego klasztoru, choć wykopaliska archeologiczne wskazują na istnienie tu jeszcze starszej budowli. Współcześnie w środku działa niewielkie lapidarium, można też obejrzeć częściowo zachowane freski. Myśmy do tego kościółka nie wstąpiły z prostego powodu. Po prostu był zamknięty na cztery spusty. Tyle katolickich świątyń. Jak widzicie wszystkie one znajdują się w obrębie Starego Miasta, nie dotarłyśmy z Mamelonem na wysepki Sveti Đorđe i Gospa od Škrpijela u wybrzeży Perastu, tak chętnie zwiedzane przez turystów przyjeżdżających do  Kotoru. Miałyśmy w końcu w planach leniwe zwiedzanie a dziki bieg. Z tego samego powodu nie zwiedzałyśmy świątyń położonych na wzgórzach nad miastem, w tym tej najsłynniejszej, zwanej przez mła Uciekajką. Dla nas w obrębie weneckich murów było aż nadto ciekawych obiektów do zwiedzania.

Teraz będzie o cerkwiach. Przy Trg Bratstva i jedinstva znajdują się  dwie cerkwie: Świętego Lukasza i Świętego Mikołaja. W Crkva Svetog Nikole  niegdyś mieścił się  klasztor dominikanów, ale po wkroczeniu wojsk napoleońskich zakonnicy zostali usunięci z zajmowanej siedziby. Budowlę oddano ludności prawosławnej. Cerkiew spłonęła w roku 1896, budynek obecnej cerkwi został wzniesiony w latach 1902-1906, jak na Kotor to świeżynka. W tej cerkwi znajduje się słynna ikona Bogurodzicy Trojeručicy ( Trójrękiej ), na czym ta słynna trójręczność polega, mła się niestety nie mogla dowiedzieć, bo w cerkwi przeprowadzano prace restauracyjne i mogłyśmy z Mamelonem głównie rusztowania podziwiać.  Ckrva Svetog Luke  to niewielka świątynia ( z charakterystycznym trójłukiem na fasadzie ), która uchodzi za najstarszą świątynię miasta.  Powstała w 1195 roku za panowania serbskiego zwierzchnika Kotoru, Stefana Nemani, wielkiego żupana Raszki ( zwanej później Serbią ) i świętego cerkwi prawosławnej. Akt fundacyjny na marmurowej tablicy powiadamia w języku łacińskim że świątynię ufundowali  Mavro Kacafranga i jego żonę Bona. Do XVII wieku budynek znajdował się w rękach katolików, potem postanowiono podzielić się świątynią z prawosławnymi. Taki trochę to nierówny podział, bo  cerkiew otrzymała całość dla siebie, ale jeden z ołtarzy został zarezerwowany dla katolików.  Tak to trwało do 1812 roku. Ta cerkiew jest jedną J z nielicznych budowli miasta, która nie została uszkodzona przez trzęsienia ziemi w 1979 roku. Świątynia jest taka romańsko - bizantyńska ale ma późniejsze dobudówki - barokową dzwonnicę na fasadzie i XVIII wieczną kaplicę świętego Spirydona. Z czasów najdawniejszych, czyli z przełomu XII i XIII wieku ostało się nieco fresków, ale  największe wrażenie robi podłoga. Ta cerkiew jest bowiem zarazem cmentarzem, aż do 1930 roku odbywały się tu pochówki. Nagromadzenie płyt cmentarnych jest naprawdę solidne. No dobra, to by było na tyle tych wspominków z Montenegro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz