niedziela, 8 marca 2026

Weekendownik - smutaśnie

Ech... nie jest dobrze z Kasiuleńką, zachodzi nam jak słoneczko. Bez wcierki nie ma apetytu, nawadniać trzeba coraz częściej, zmierza to nieuchronnie w tym kierunku, o którym mła nie chce się myśleć, choć myśleć musi. Dla dobra koty. Zbieram się w sobie, bo wiem że decyzja będzie musiała zapaść. Ciężko mi ale nie można skazywać stworzenia na cierpienie. Co innego lekki dyskomfort a co innego ciągłe kłucie, nieprzynoszące poprawy i postępujący spadek wydolności organizmu. Jakby tego było mało wczoraj jak grom z jasnego nieba rąbnęła mła wiadomość o śmierci Babci Halinki, babci Jądrzeja. Niby z racji wieku można się tego było spodziewać, Babcia Halinka miała lat 90, jednakże wydawała się dość zdrowa a na zeszłorocznej Wigilii, mła była wręcz zaskoczona jej świetną formą.

No wicie rozumicie, włos ufarbowany, oko zrobione, zgrabne nogi w butach na obcasie - nikt by nie dał tych 90 lat.  A tu w ciągu tygodnia od stwierdzenia ostrej białaczki Babci Halinki nie ma. Misia, kotka Babci Halinki dostanie się Pani Krysi, przyjaciółce Babci Halinki, kto zaopiekuje się starymi żółwiami jeszcze nie wiadomo. Na razie wszyscy zgłuptani, bo Babcia Halinka odeszła ledwie wczoraj. Ech... a tak się cieszyła na wakacje w tym roku. Tak szczerze pisząc mła sądziła że wcześniej odejdzie druga babcia Jądrzeja, 105 letnia Babcia Chapcia, jednak ona szczęśliwie trzyma się nieźle, choć nie wiem jaki to rodzaj szczęścia można czerpać z przykucia do łóżka. Szczęściem można wtedy nazwać nieświadomość, choć może mła się myli, ludzie są przecież tacy różni, różne sprawy ich przerażają. No i tak to wygląda. Ponieważ wpis jest z tych przygnębiających, to choć zdjęcia będą przyjemne. Na Muzycznik nie mam dziś siły, jakoś mła się nie chce niczego wyszukiwać.

środa, 4 marca 2026

Odpryski wojenne

Yankees zrobili sobie swoje własne SWO, bardzo się starają tej dupandy na Bliskim Wschodzie nie nazywać wojną. Nasza prawica cóś zaczęła głupieć bardziej niż zwykle od tych stanozjednoczńskich przykrywek akt Epsteina. Cenckiewicz: "Jeśli ktoś myśli, że Polska dzięki SAFE zbuduje takie zdolności, które pozwolą nam zaatakować naszego wroga na jego terytorium w takiej skali, jak zrobiły to USA i Izrael, to się myli." Mam nadzieję że nigdy nie będziemy atakować naszego wroga na jego terytorium, tak jak to zrobiły USA i Izrael. Do tych wszystkich, którzy głosowali na obecnego prezydenta RP może w końcu dotrze że powołany przez niego na urząd facet,  nie powinien zajmować się polityką bezpieczeństwa średniej wielkości kraju, jakim jest Cebulandia. Polityk, który ćwierka o atakach na inny kraj, powinien być natychmiastowo wykopany z wszelkich instytucji związanych z obronnością. Cenckiewicz ma problemy i jak widać nie są one małe. Prawiczki kole naszego prezydenta dostały na tle amerykańskiej wojenki hopla i wydaje im się że oni to orły, sokoły. Sorry, mła widzi w Pałacu Prezydenckim stado nierozumiejących sytuacji kretynów, paplających głupoty w najgorszym z możliwych stylu - małofiutkizmu zakompleksionych facetów, którym się ubzdurało jak to na wojence ładnie. Noż kurwa! Polska nie ma  atakować, Polska ma być na tyle uzbrojona we wszelkie rodzaje broni żeby nikt nie chciał zaryzykować ataku na nasze terytorium. No i ma na to wziąć jak najtańszy kredyt i to jak najszybciej, a jak ktoś chce przejrzystości dystrybucji pozyskanych środków to zawsze może je śledzić i stworzyć w tym celu odpowiednie narzędzia. Tego czego prawica naprawdę się boi,  to związania Polski z UE, byłoby miło gdyby okazali się twardzielami stawiającymi sprawę jasno i nie posuwali się do bardzo krótkonóżkowych kłamstw, które są tak idiotyczne, że po prostu żenujące. 

Druga kwestia, która mła podniosła ciśnienie, to nasi dzielni podróżnicy oczekujący na samoloty ewakuujące ich ze strefy konfliktu. Mła jest  z tych, które lubiejo podróże, dużo spraw jestem w stanie zrozumieć. Sama byłam zdumiona tym że polska ambasada w Lizbonie posiada tzw. głuchy telefon i nie ma w niej dyżurów. Jednakże od ponad miesiąca MSZ nadawa komunikaty w sprawie zagrożeń i ostrzega, przed podróżami w rejon Bliskiego Wschodu i tamtejszymi miejscami przesiadkowymi i do mła coraz słabiej trafia argument "Wycieczkę mieliśmy zamówioną rok temu". Sorry, pretensje o to że się siedzi na lotnisku w ostrzeliwanym mieście należy wnosić do własnej głupoty,  Izraela, USA i Iranu, dokładnie w tej kolejności, nie do polskiego zarzundu. Bo niezależnie czy ten zarzund pełowski, pisdnięty, czy razemkowo - konfederacki,  to nie ma on obowiązku myśleć za łobywatela. Przestrzeń powietrzna była zamknięta, do najbliższych bezpiecznych lotnisk w wuj daleko i trzeba myśląc nad głupotą własnych poczynań ponosić konsekwencję swoich działań a nie biadolić. Mła rozumie na ten przykład że konsulaty czy ambasady powinny troszczyć się czy Polakom na obczyźnie nie jest głodno, zimno, czy leki są dostępne, jednakże zagrożenie ostrzałem to podróżnicy i rezydenci sami sobie na głowę ściągnęli i trudno wymagać żeby polski podatnik ponosił koszty powrotu z  ryzykownych, egzotycznych wakacji swoich współobywateli. Pomoc na miejscu tak, płacenie za czyjąś głupotę i organizowanie ryzykownej ewakuacji stanowczo nie. Jak prezydent chce pomagać, to z prywatnych środków a jak chce poziom działania ambasad podnieść, to chyba najwyższa pora przestać się bawić w obrazę, tylko nominację ambasadorskie podpisać. 

Jakby człowiek nie dość miał domowych kłopotów ze słabującym zwierzaczkiem, jakby ceny energii czy paliw nie były już wystarczająco paskudne, jakby nie dość dwóch konfliktów mających na nas olbrzymi wpływ, to jeszcze mamy w społeczeństwie zbyt duży jak na mła odsetek roszczeniowych ale słabo odpowiedzialnych za siebie głupków i wojowniczo usposobionych idiotów. Dla uspokojenia kocie obabrazki z podpisem autora a w Muzyczniku stara piosenka Queen o dziewczynach z grubymi tyłkami, które wprawiają ten świat w ruch.

niedziela, 1 marca 2026

Przedwiośnie czy pozimie?

Mła wczoraj wychynęła do ogrodu, zwabiona ciepełkiem. Na oko to w ogrodzie przedwiośnie, mła jednakże taka cóś mniej sprawna, znaczy mła w fazie pozimia. Jednakże tak było miło że nawet słabująca Kasiuleńka raczyła wyjść na słoneczko, po czym z tego szczęścia nastąpiło rzyganie. No bo Kasiuleńka porządnie wody się napiwszy. Tak średnio jest z naszą Kasiuleńką, co się polepszy, to się popieprzy, obecnie brak apetytu ale w kocinie życie się telepie i uszka popuchnięte Aestinem smarowane jakby ciut, ciut lepsze. Mamy nadzieję że przetrwa marzec ten starzec, staramy się bardzo. Mła ustępuje jej we wszystkim, jest na każde miauknięcie,  kota nasza odziedziczyła niemal cały majątek łóżeczkowy po Sissi, nikt nie śmiał zająć spanek, bo Kasiuleńka łypała oczkami. Jedzenie jest na żądanie i mła czyma kciuki za to by apetyt znów się pojawił, całowanie tako samo na życzenie, miejsca priorytetowe na parapecie zajmowane na chama to święte prawo a wszelkie pretensje stada wobec zajmującej są natentychmiast uciszane przez mła. Nie wiem jak długo Kasiuleńce uda się z nami zostać, widzę że to zdrówko to naprawdę problematyczne, nie jest z nią dobrze, ale mła sobie postanowiła że teraz to ma być luksus, a nie takie zwykłe, kocie życie i robię wszystko by Kasiuleńce stworzyć warunki dla królewny. Jutro jedziemy na płukankę i kontrolę uszek. Z ludźmi kole mła tyż nie jest najlepiej. Geriatria w naszej kamienicy niby trzyma się jako tako, jednakże martwi mnie brak apetytu też u Gieni i pozimowa forma Irenki. Nie da się ukryć że tegoroczna zima nie była dla nich łaskawa. O Panu Dzidku nawet nie chce mła się pisać, za smutne to jego bytowanie na pół gwizdka. Starość, ta kocia i ludzka, daje nam w kość.

Mła stara się tyż cóś w chałupie robić, choć tak po prawdzie to zdaję sobie sprawę że to próba ogarnięcia stajen Augiasza. Potrzeba rozwiązania problemu dostosowania powierzchni życiowej do możliwości sprzątalniczej mła robi się coraz bardziej paląca. Mła zamierza w tym miesiącu ruszyć do przodu ze sprawami najważniejszymi, Kitty ma rację twierdząc że trzeba to robić, kiedy ma się jeszcze siły. W ramach sprzątań i układań, mła ponachodziła różne rzeczy. Na przykład znalazła starą lampkę Małgoś - Sąsiadki, wewiórkę wykonaną przez zakład w Katowicach, z dumnym napisem "Wykonano ręcznie", choć jest to odlew, co dla mła jest oczywiste. Rzecz stara ale nie na tyle żeby mła czuła szaconek dla zabytku. Czym prędzej wyjęłam farby do porcelany i wkurzająca mła biel pieńka zniknęła. Teraz cza wyjąć jeszcze z środka wewiórki żarówkę i farby wypalić w niezbyt wysokiej temperaturze. Wyjmowanie ustrojstwa przekracza zdolności mła, więc chyba udam się do Sławencjusza, któren jest geniuszem dłubactwa wszelkiego.  Mła zaczęła też wiosenny przegląd roślin domowych, głównie sukinkulentów ale nie tylko, bo przeca mła się dorobiła stadka asparagusów i kliwii. Ponieważ w tym roku wielkich strat nie było, mimo tych cholernych mrozów i dość oszczędnego grzania przez mła, kupiłam sobie w nagrodę przeceniony po kwitnieniu storczyk. Nie jest to ulubiony sabotek, tylko chyba jakieś dendrobium. Chyba, bo market ograniczył się do info - "Storczyk mix".  Nie powinnam narzekać, bo cena była "biletowo - miejska". No i to by było na tyle. Fotki ogrodowo - domowe,  z  olbrzymią przewagą tych ostatnich  a w Muzyczniku muzyczka z czasów  młodości mła. Pamiętacie lata 80 i to odjechane brzmienie?  Jak nie pamiętacie to sobie posłuchajcie Tears For Fears.