niedziela, 15 lipca 2018

Codziennik - snujny paskudnik

Humor mam paskudny, szczerze pisząc to czuję się źle sama ze sobą. Zawsze tak jest  jak cóś się dzieje ze zwierzakami i to niekoniecznie tymi mieszkającymi ze mną. Mamba! Wiem jak to jest czekać na kota z którym nie wiadomo co się stało. Nadzieja ciągle jest ale  w człowieku  kłębią się czarne myśli. Zdaję  sobie sprawę że  może być  ciężko zrozumieć postawę tych którzy zapewniają stworzeniom swobodę a potem się martwią jej ceną ale tak naprawdę to stuprocentowego bezpieczeństwa nie zapewni zwierzakowi nawet zamknięcie w sejfie.  W domach po prostu zdarzają się wypadki, recepty  na wieczny oddech od kłopotów ze zwierzętami  nie ma. Jakby mało było wyczekiwania na Mambę to co i raz czytam o chorobach starszych stworzeń, otwierają się ledwie co zabliźnione rany polalusiowe  i do  dupy  mi z tym.
Z pozytywów to jest właściwie godne odnotowania tylko to że pogoda jest w końcu przyzwoita.  Co prawda nie nawodniło  u mnie  gleby nawet  na tzw. sztych szpadlem ale ponoć ma dalej padać.  Bardzo dobrze, pogoda "wakacyjna" była w tym roku w kwietniu, maju i czerwcu, teraz czas na odpowiednią pogodę dla tych co w ziemi grzebią.  I to by było na tyle. Zdjęć nie ma tylko obabrazek z osobliwościami ( osobowościami  ) roślinnymi ,  do pisania mam niechęć, chyba polezę do  ogrodu na dłużej.  Kto wie może uda mi się namówić na towarzyszenie mła Felicjana wytrwale trenującego sułtanizację na wyrze?

piątek, 13 lipca 2018

Sułtan Felicjan Kaplan Wielki


Okres żałoby po Lalusiu koty zakończyły gryząc mła i siebie wzajemnie.  Nastąpiła karuzela stanowisk i oto mamy w domu  nowy układ. Felicjan postanowił że  zostanie sułtanem bo inaczej się nie da. W naszej kamienicy mieszka dziewięć kotek oraz dwie suczki i tylko jeden  Felicjan.  W tak "sfeminizowanej" zwierzęcej społeczności  można  jako ten rodzynek zostać tylko sułtanem. Felicjan przybrał sułtańską ksywę Kaplan  ( po turecku  to tygrys,  Felicjan uznał że będzie odpowiednie i zaczął reagować na moje nawoływanie  "Kaplanku obiaaadek !" ) i zachowuje się po tygrysiemu ( tzn. tak jak  Felicjan zawsze lubił się zachowywać - z lekka nieprzewidywalnie ). Oczywiście przybiera  sułtańskie  pozy i wymaga ode mnie usług ponadnormatywnych.  Od czasu do czasu zapomina  o majestacie i usiłuje wyżerać  haremowi z misek ale  czuwam żeby ten proceder nie wszedł mu w nawyk. Sułtan ma uczulenie  ale jakoś dajemy radę i  bardzo wielkich ran na buzi nie ma.  Za to wraz z nową godnością przybyła nowa  mina z wywalonym jęzorem. W służalczej głupocie myślałam  że to jakiś problem z paszczą ale okazało się że to tylko odzwierciedlenie  jego stosunku  do mła.

Dziewczyny następująco podzieliły się stanowiskami: Sztaflik - wezyr i janczarek, co wynika z jej naturalnych predyspozycji do ostentacyjnego  "rzundzenia" i do bitek, Okularia - główna hurysa zalegająca w pobliżu władcy, żarcie i zaleganie oraz głośne  domaganie się piescot od Jego Sułtańskiej Złośliwości to jej główne zajęcia, Szpagetka została valide sultan choć ona  dla Felka  żadna matka. Tak po prawdzie chodzi o to że valide sultan miała najwięcej do powiedzenia  nie tylko w haremie zgodnie ze starą  mundrością "Prawo matki jest prawem Boga".  Szpagetce ta rola rzecz jasna bardzo odpowiada, w przeciwieństwie do  Sztaflika  Janczarka zewnętrzne polory władzy jej nie kręcą, zadowala się skutecznością w dochodzeniu swoich roszczeń.  Taki  Machiavelli  w czarnym  futerku.  Za dochodzącego gościa, wroga, przyjaciela, w zależności od sułtańskiego humoru,  robi Epuzer. A jaka  jest moja rola w tym stadzie?  Hym... wygląda na to że robię za  eunucha, to jest pilnuję haremu i doglądam sułtana.  Znaczy nic  nowego.

czwartek, 12 lipca 2018

'Paź Królowej' - irys SDB z "niedokończonym opisem"

Kolejna  plicata która debiutowała u mnie w tym roku na rabacie. Jeszcze jej w rejestrach AIS nie ma ale  niecierpliwi  irysowi już ją sadzą w ogrodach.  No wicie rozumicie, genealogia genealogią, błogosławieństwo z Hameryki niby rzecz ważna jednak najważniejsze dla człowieka zairysowanego to zdobyć  i posadzić u się.  Niech rośnie i cieszy, papirami nie będziem się przejmować. Dlatego za wiele o "Paziu"  Wam nie napiszę, tym bardziej że odmiana pierwszy rok u mnie rośnie , co prawda to sezon w którym pojawiły się kwiaty ale jak wiadomo pierwszy sezon nie jest miarodajny dla właściwej oceny irysów bródkowych. Trza poczekać, przeżyć z tą odmianą co  nieco i dopiero będzie można  cóś  tak bardziej konkretnie na jej  temat napisać.  Mam jednak  tzw. wrażenia i tymi  mogę się z Wami podzielić. Wygląda na to  że odmiana jest z tych  żywotnych, ładnie się rozkłącza i zakwitła w pierwszym sezonie po  posadzeniu ( z tym różnie wśród  irysów SDB bywa, choć nic nie pobije w kaprysach kwitnieniowych irysów TB ).  No a w końcu to nie był tak  do końca łatwy sezon i tegoroczna zima tyż nie pieściła. Wydaje mi się  że najmocniejszym atutem kwiatu jest jego kształt, piękne  pofalowanie  płatków ( zazwyczaj te  ładnie pofalowane pierwszosezonowe kwiaty zamieniają się w drugosezonowe olśniewające kwiaty  ). Drugą sprawą która  "robi" tę odmianę jest wspaniała bródka,  cytrynowo - biała, pokaźnych rozmiarów i gęsta, jak u ajatollaha.  Czekam z niecierpliwością na drugi sezon  pełna nadziei  że powtórzy się historia Robertowej odmiany 'Calineczka' - pierwsze kwitnienie bardzo, bardzo dobre, drugie wręcz powalające.



środa, 11 lipca 2018

'Bacicia' - mój pierwszy włoski irys SDB

'Bacicia' został zarejestrowany przez Augusto Bianco w roku 2008 a do handlu wprowadzono go rok później za sprawą szkółki Iride. Odmiana powstała w wyniku krzyżowania 'Melograno' X 'Hoodlum', dorasta do 38 cm i kwitnie od początku sezonu SDB do jego środkowej części. Znaczy tak niby książkowo powinno być ale u mnie nie było. Pierwsze kwiaty 'Bacicia' pokazał kiedy sezon był już dobrze rozkręcony a ponadto troszkę mu się bujnęło, przez co zastanawiałam się czy aby cóś mnie się nie potaśtało i nie dosadziłam na tym stanowisku irysa IB. Przeprowadziłam  tzw. drobiazgowe  śledztwo i dotarło do mnie  że to nietypowa pora kwitnienia  i wzrost pędu kwiatowego spowodował u mnie zakręcenie i podejrzenia. Odmiana przyjechała od  Roberta w zeszłym roku, została "wciągnięta' w zeszycik, wstukana w kompa i nie ma że  ona to nie ona. No to tadam, tadam,  mój pierwszy irys z Italii, można pokusić się o twierdzenie że z miejsca od którego wszystko irysowe się zaczęło ( taa, wzgórza Florencji i te sprawy ). Odmiana produkuje urocze kwiaty, odcień fioletu rzeczywiście jest bardzo  piękny. Mam nadzieję że uda  mi się zgrać jej kwitnienie z kwitnieniem odmiany irysa MDB Paula Blacka 'Be  Brief'. To byłby piękny plicatowy duet.



wtorek, 10 lipca 2018

Czwarty stopień zasuszania

 Nie padało od ho, ho i co gorsza jest ciepło.  To że ciepło to normalne o tej porze roku ale gdzie te   lipcowe  burze  z deszczami? Okolica sucha  jak pieprz, w zasadzie powinny trwać żniwa ale  nie wszędzie się ludzie  spieszą bo kłosy zbóż puste ( no bo nie padało w maju ).  Początek lipca a już widać jak  liście na niektórych drzewach  żółkną.  No i po  co się było  cieszyć  z letniej wiosny?  Jak  kto mieszka w okolicy w której pada to szczęśliwy bo jest miło ale w całkiem sporej części Cebulandii jest po prostu kiepsko, za sucho. Oczekujemy na ten deszcz jak na zbawienie, wyglądamy go z utęsknieniem, nawet  typy lubiące się jaszczurczyć na słoneczku ( Małgoś - Sąsiadka na ten przykład ) z utęsknieniem wyglądają dżdżu. Ech, znów nie jest tak  jak być powinno. Nad nami szare niebo ale spadających kropli ni ma! Duszno, parno i ciężko, czuć  wilgoć w powietrzu ale się nie skrapla.  A rachunek za wodę mimo oszczędnego podlewania   wbijający w glebę i ostudzający moje zapały  podróżnicze. A nie ma jeszcze połowy lipca, prawie całe lato przed nami. Mój  Ty Wielki  Ogrodowy, aż strach się bać jak będzie wyglądało zielone w sierpniu.




W ogrodzie i owszem trwa sadzenie irysów bródkowych.  I nie tylko  ich, postanowiłam ściągnąć jeszcze ze dwie doniczki krwawnika Achillea millefolium 'Cerise Queen'.  Posadziłam jedną doniczkę  w zeszłym roku, jedną bo sądziłam że pójdzie jak  burza.  Nie poszedł, pogoda nie sprzyjała.  No ale krwawnik całkiem nieźle daje radę  w czasie suszy, znacznie lepiej niż krwawnice, których  błyskawiczne kwitnienie ledwie zauważyłam ( chyba już o tym pisałam ). Posadziłam też sadzonki krwawnika 'Summer Pastels', przy tych kłoskach lawend, czyśćców, hyzopów, perowskii, wszelkie baldachy dobrze zrobią wyglądowi  rabaty. Dziurwy po  niespecjalnej pamięci zeszłorocznych zakupach lawendowych zapełniam twardą rośliną jaką jest ożanka właściwa Teucrium chamaedrys. Dosadziłam kolejne  gipsówki i morinie, przybyła też jeszcze jedna odmiana rozchodnika białego, walczę  mocno  o każdy wypalony nieobsadzony  kawałek gleby. Pewnie za tych co zabetonowali, zakostkowali do bólu swoje przydomowe  ogrody, za tych którzy na maleńkich działeczkach stawiali prawdziwe schlossy, za te pieprzone trawniki z rolki tak bzdurne w kontynentalnym  klimacie, za wycinane na skalę przemysłową drzewa bo lud kocha "Wolnoć Tomku w swoim domu"  i nawet jak z domku zrobi  miejsce nie do życia to z  trudem przypomina sobie słowa Kochanowskiego "Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi". No sadzę za tych wszystkich co nie sadzą!



 
Może ten mrówczy czyn społeczny będzie tą kroplą która sprawi że nie wyschniemy na wiór w tych zabetonowanych miastach w których nie potrafimy zatrzymywać w glebie wody.  Nie dość  że klimat nam się ociepla  to gospodarka wodna jak za króla  Ćwieczka o czym piszę po raz kolejny. Ciekawe gdzie się podziewają piniędze z "podatku dachowego"?  Qźwa a dupsk ruszyć za naszą kasę opłacanych to nie można i opracować jakiś rozsądny plan nawodnienia Najjaśniejszej Pospolitej?! Za parę lat prorokuję u nas  kolejną powódź z tych zwanych powodziami tysiąclecia. Klęska  będzie wyglądała inaczej ale jej powód będzie dokładnie taki sam  - wieloletnie zaniechania "na odcinku gospodarki wodnej". Człowiek wyżywa się na tych co powinni być bardziej świadomi czyli  rzundzoncych ale problemem  jest  tak naprawdę niski poziom  świadomości ogółu w wodnej kwestii, nie wymagamy pewnych rzeczy jako społeczeństwo dopóki nas nie wysusza albo nie zalewa. Macki opadajo, idę sadzić zielone czyli robić swoje. Może w końcu spadnie ten zapowiadany od prawie dwóch tygodni deszcz i podleje przyszłe  irysowe łany, ożywi  jeżówki i zrobi po całości dobrze Alcatrazowi.

sobota, 7 lipca 2018

Der Hölle Rache Angela M.


Taa, od czego by tu zacząć?  Najlepiej to od początku czyli od umiłowania tzw. bezguścia  przez  Wujka Jo. Wujek od zawsze "cierpi" na ociepkizm, znaczy czuje  że musi posiadać na własność krasnoludka służącego mu do straszenia  starszych, nobliwych sąsiadek działkowiczek, głównie tych ze sfer prawie artystycznych ale nie tylko tak wysoko odjechanych. Krasnoludek stoi na ganko - tarasie działkowego domku Wujostwa i ohydzi na całego. Naprawdę szpeci bo Wujek Jo preferuje chińskie szpetoty.  Twierdzi  że są nie tylko bardzo ale to bardzo paskudne ale dodatkowo są jeszcze wykonane z pękającego   plastiku i człowiek zyskuje dzięki temu nowe przestrzenie do zagospodarowania. Na ten przykład w dziurze powstałej na zaczapeczkowanym łbie krasnoludka  może ukryć narządka ogrodnicze, z tych drobnych które tak lubią się zapodziewać. Znaczy krasnoludek jest praktyczny. Cio Mary nie tyle toleruje krasnoludkostraszenie  co wręcz  Wujka  Jo podkręca do wystawienniczych  ekscesów bo ma niezłą bekę z powodu tzw. obserwacji  socjologicznych. Znaczy czysta rozrywka dla Wujostwa to działkowanie z krasnoludkiem będącym dziś mocno passé .

Niestety wszystko co dobre ma swój kres, poklejone chińskie  badziewie ledwie się trzyma kupy i co  gorsza Cio Mary odkryła że Wujek Jo  schował w dziurwie w krasnoludkowym łbie nie tylko narzędzia ogrodnicze ale i ćwiartkę nabytą w sklepiku koło działek.  Nie chodzi o to że krasnoludek robi za barek, takie jest życie pękniętego chińskiego krasnoludka ale o to że Wujek Jo zamiast Cio Mary zaproponował degustację ćwiartki jednemu z sąsiadów.  Cio Mary poczuła się pominięta i urażona w związku  z czym zaknuła i postanowiła pozbyć się Dziurawego  a nabyć  Wujkowi Jo nowego krasnoludka, najlepiej takiego niepękającego. Jako zbierająca zdziwności na lumpach, pchlich targach, wystawkach w sposób oczywisty zostałam faktorem Cio.  Pierwszy krasnoludek przeze mnie zakupiony został odrzucony  w przedbiegach jako "dizajnerski". No może  to nie był design wysokiej próby ale dopatrzono się że  krasnoludek cóś mało ohydny. Za to drugie trofeum powala! Wiernemu Mamelonowi który  z ciężkim sercem ( Mamelon ma uczulenie na  krasnoludki ) ale mimo  to bardzo wytrwale przeglądał ze mną tony wysortów wpadł w oko prawdziwy "niemniecki" Zwerg, starawy mocno ( myślę że to może być mój równolatek a Mamelon podejrzewa go o członkostwo w Hitlerjugend, niesłusznie  bo krasnoludki były w opozycji antyhitlerowskiej ).

Tadam, tadam, prosto z kraju Angeli M., która jak wiadomo z poważnego   źródła jakim jest telewizja państwowa,  kombinuje w stylu  Cio Mary jak tu  unieszczęśliwić nas, skolonizować i w ogóle zaprowadzić nam  nad Wisłą ten ich cholerny niemiecki porządek! No i Niemce co to są  obrzydliwie bogate napluły nam do kraju tym krasnoludkiem i to w tym momencie kiedy krasnoludki nie są  już u nas na topie. To wszystko przez Angele M.! Bogate są bo baba cwana nie ma szaconku dla bolącego kolana, nas wysysa z kasy wpychając siłą te beemki czy tam inne mercedesy dziesiątej świeżości  a potem jeszcze  pluje innymi starociami. I to  to jest przemoc i w ogóle IV Rzesza. A my niewinni, nasza chata z kraja i  tak po prawdzie  to choć nikt nie wie  gdzie  jest Zdzisiek co sprowadza śmieci co się palą na  hałdach ani gdzie są te pieniędze co leżały na kupce na czarną godzinę odłożone jakoś  sobie  bez szwabskiego  ordnungowania żyjemy (  od czasu do czasu do Reichu  do roboty się pojedzie, parę groszy przywiezie od Niemrawych  ). Ale mniejsza  o to, prawda jest jedna i objawiona - Angela się mści jak to Niemra. A teraz w całej krasie  zemsta  Angeli - agent w czerwonej czapeczce, z gębą sugerującą duże problemy z genetyką i tym ich  "niemnieckim" poczuciem wyższości wyrażanym przez ostentacyjne posiadanie trzody chlewnej - Axel von Strudel  und  Duperzyngiel!




Agent jest wystarczająco  koszmarny i co lepsza wykonany naprawdę po niemiecku, znaczy nic mu  nie pęknie! Tworzywo nieznane ale cóś jakby kauczuk miał z nim  sporo wspólnego. Odlew, odcisk czy jak tam zwać,  taki  niedzisiejszy -  paznokietki, powieczki, świńskie  fałdki.  W dodatku germański Zwerg  gapi się  na świat szklanymi oczkami. Hym... taki echte jest, wywerkowany solidnie, od razu widać  że nie urodził się w na początku bieżącego tysiąclecia gdzieś  tam w Azji.  Został odnowiony ( zniszczyłam zabytek? ) z zachowaniem oryginalnych kolorów, których resztki się ostały. Mamelon stwierdziła  że jest odrzucająco piękny i zgadam się z nią jak  rzadko kiedy - Wujek Jo będzie zachwycony! Axel pobędzie u mnie aż do urodzin  Wujka Jo, żeby go jakoś wpasić czym  prędzej przytargałam z rynku przecenioną pelargonię ( ostatki, ostatki ) i podkradłam  Małgoś - Sąsiadce pelargonie pachnące ( dostała za jedną wypożyczkę i jedną sadzonkę doniczkę cud do fiołków afrykańskich za całe złoty pięćdziesiąt ). Cóż, jest okrutnie ale  z takim krasnalem inaczej się nie da.  Koniec opowieści krasnoludowych,  jutro - wielkie sadzenie!

czwartek, 5 lipca 2018

Czas na sadzenie irysów bródkowych






Wyzwolona z kuchennych  wpisów ze szczerą radością powracam do blogowego  ogrodowania. Tym bardziej  że realne ogrodowanie  mimo wysokiej temperatury tyż się odbywa. Odbywa bo musi, nie ma zmiłuj. Na południu Polski wiosna była jeszcze  cieplejsza niż  w mieście Odzi i Robert dojrzał do wykopania irysów. Pod koniec tygodnia przychodzą irysy od  niego a w przyszłym tygodniu irysy od Waldemara.  Trza przygotować stanowiska, dosypać odpowiedniej gleby coby irysy miały skąd siłę czerpać do kwitnienia.  W tym roku będzie tak bardziej na słodko z irysami TB, pojawią się nowe różyki i ciepłe  biele. Wytrawnie  to będzie przy irysach SDB - słomkowa złocistość, niebiewskości, przełamane biele.  Znaczy przyjedzie zeszłoroczna odmiana Roberta 'Klik Klik' i dwie tegoroczne 'Picachoo' i 'Teardrop'. Wszystkie  te  karłowate  odmiany mają tzw. nieoczywiste kwiaty co w tym morzu esdebiaczych jednorodnych fioletów wszelkich odcieni powinno dobrze wyglądać. Trochę  żałuję że nie skusiłam się na zakup odmiany 'Jagódka', która by mi pasiła  na inszą część Suchej - Żwirowej ale tak się jakoś w tym lutym zagapiłam na przełamane złocistości inszych esdebiąt. Spoko, co się odwlecze to nie uciecze.

 Jeśli chodzi o TB to z leśniczówki przyjedzie kwitnąca mleczno, perłowo -  różowym kwiatem  'Princess In Dance' z 2013 roku,  'Nature  Whispers' z 2017 roku z kwiatami będącymi taką mieszanką koloru  caffè latte  i  lekko jagodowych akcentów ( no tak, widać wpływ kulinarnych  postów na moje ogrodowe słowo  pisane ) oraz 'Moments From The Kazan' z 2016 roku, klasyczny świetlisty fioletowy self którego ściągnęłam ze względu na piękny kształt kwiatów. Od  Waldemara jak wspomniałam w maju przybędą odmiany  'Bon Appétit' i  'Clouds Go By', a od Mamelona przywlokłam właśnie "różowe Blythy".  No  będzie co sadzić! Znaczy miejsc  do przygotowania pod sadzenie irysów jest sporo a co za tym idzie nie ma  ociągania i tłumaczenia że upał,  że sucho tylko trza dołeczki porobić, ziemię w nich nową, wzbogaconą dobrutkami  umieścić a po paru dniach od  przyjazdu kłączy ( zawsze lekko  przesuszam kłącza na wypadek zarazy, choć może to w tym roku  to akurat niekonieczne ) posadzić nie za głęboko te irysowe korzonki. Kłącze dopieszczone to  obietnica przyszłorocznego kwitnienia, he, he. Więc nie ma innego wyjścia tylko trza dopieszczać, bez względu na żar lejący się z nieba.