Zanim mła zacznie się rozpływać nad willą, troszki Wam napiszę o czasach w których powstała, bo w Rzymie na początku XVI wieku mocno się działo, jak prawie zawsze zresztą, ale inaczej niż to sobie wyobrażamy poprzez pryzmat kultury masowej. Spytać ludzia o renesans rzymski to wychodzą klisze - występny ród Borgiów, Juliusz II zmuszający Michała Anioła do malowania sufitu Sykstyny, stado artystów rozkopujących Rzym w poszukiwaniu artefaktów. No i to by było na tyle. Poznajmy klimaty rzymskie z wczesnych lat cinquecento. Papież Aleksander VI czyli Rodrigo Borgia zszedł był z tego świata w roku 1501, po pontyfikacie uchodzącym za jeden z hym... "najbujniejszych" w dziejach. Do roku 1507 będzie żył jeszcze jego syn Cesare, kierujący się w życiu starorzymską maksymą Aut Caesar, aut nihil. Cesare źle rozpoznał kardynała Giuliana della Rovere, miał go za sojusznika a tymczasem wyhodował sobie najzacieklejszego wroga i szczwany Cezare musiał uchodzić z Państwa Kościelnego, tak zakończyła się era Borgiów w Rzymie. Giuliano della Rovere, Piemontczyk, imię papieskie Juliusz sobie zostawił ponoć na cześć Juliusza Cezara. Taa... panowie mający w życiorysie kościelną służbę ( Cesare Borgia też był swego czasu kardynałem ) inspirowali się jednym z najskuteczniejszych i najbardziej bezczelnych i bezwzględnych polityków rzymskich a nie żywotami świętych. Większy mieli apetyt na kielich świeżej krwi niż na niewinne potrawy z korzonków. W wyniku polityki prowadzonej przez Juliusza II, mimo toczonych wojen Państwo Kościelne pozostało niezależne i scentralizowane, zachowując wpływy dyplomatyczne i polityczne przez cały XVI wiek.
W tym złotym okresie tzw. miasto i hierarchia kościelna pogrzebały dawne, na poły jeszcze feudalne stosunki i żyły ze sobą całkiem dobrze. Doszło do swoistej desakralizacji Rzymu, przypominał on świeckie monarchie jak nigdy dotąd. Nie dlatego że hierarchia była tak wyluzowana w stylu sex, drugs and rock and roll. Państwo Kościelne przeżywało już skandale podobne do tych, które zafundowali mu Borgiowie a może nawet i gorsze. Zmieniło się jednak miasto, ludzie je zamieszkujący mieli nieco inny stosunek do kościelnej arystokracji. Wszyscy czuli że religia stanowi dla władzy kościelnej sztafaż, miasto akceptowało to i ciągnęło ze swoich stosunków z kościelną władzą pożytki. Drzewko kultury podlewane rzeką pieniędzy rosło i miało się świetnie, Rzym uchodził nie tylko za stolicę chrześcijaństwa, to była też stolica kultury, miasto spadkobierca antyku. Erazm z Rotterdamu, krytykujący grzechy papieży, potępiał sacco di Roma opisując miasto takimi słowami: "nie tylko twierdzą religii chrześcijańskiej i życzliwą matką talentów literackich, ale i spokojnym domem muz, co więcej – wspólną matką wszystkich ludów". Taka była rola tego miasta na początku XVI wieku. Luterańscy landsknechtowie, stanowiący główny trzon sił katolickiego cesarza grabiąc Wieczne Miasto zgasili ogień, który rozpalono we Florencji a podsycano w Rzymie, ogień przy którym ogrzewała się cała Europa. Takie okresy wzmożenia kulturalnego czasem nam się przytrafiają, właściwie nie wiadomo od czego zależą, co właściwie sprawiło że Wiedeń z przełomu wieku XIX i XX był miastem Freuda, Mahlera i Klimta? Co sprawiło że Rzym z przełomu wieku XVI i XVI był miejscem w którym się działo? Politycznie było cinko, obyczajowo jak zawsze - góra i dół społeczeństwa solidnie na bakier z normami, ekonomicznie tak se. No a w kulturze się działo.
Jednym z przybyszów, świeżakiem w Wiecznym Mieście był bardzo bogaty
sieneński bankier Agostino Chigi, który zrobił wokół siebie szum występując w roli wielkiego mecenasa sztuki i
celebryty. To nie był żaden self made man, nic z tych rzeczy, Agostino był człowiekiem ustosunkowanym, spadkobiercą mieszczańskiej fortuny która pozwoliła jej posiadaczom wyszlachetnieć, he, he, he. Urodził się Agostino w roku 1466 w Sienie jako syn Margarity Baldi i Mariano Chigi,
bogatego sieneńskiego bankiera, który również zajmował wiele stanowisk
politycznych w Republice: był gonfalonierem w 1485, konsulem w 1490 ,
kapitanem w 1493 i ambasadorem papieża Aleksandra VI w roku1502. Młodszy brat Agostino, Sigismondo, poślubił w 1507 Sulpizię Petrucci,
córkę Pandolfa, pana Sieny, a jednym z jego
potomków był papież Aleksander VII. Jak widzicie rodzina była "odpowiednia". Agostino rozpoczął terminowanie u swojego ojca, który działał i w
Sienie i Viterbo. W 1487 Mariano wysłał go do Rzymu , aby pracował w
spółce z innym Sieneńczykiem, Stefano Ghinuccim, w banku Giulio i
Antonio Spannocchich, synów tego Ambrogio Spannocchi, który był bankierem
Piusa II. Szczęśliwie się złożyło bowiem w
1492 roku świeżutki papież Aleksander VI odebrał Medyceuszom zarządzanie watykańskimi
finansami i powierzył je Spannocchiemu. Agostino, który był bezwzględnym cwaniakiem, wykukał mistrza Ghinucciego i związał się z papieżem
Borgią bez pośredników. Taa... ten miłośnik sztuki sfinansował krwawe wojenki syna papieża, Cesare Borgii. Pożyczał też pieniądze innym spragnionym władzy, Guidobaldo da Montefeltro i Piero de' Medici. Uwielbienie muz mu w tym absolutnie nie przeszkadzało. W 1502 roku wraz z ojcem i przyjacielem Francesco Tommasim założył w Rzymie
Banco Chigi i stał się człowiekiem o takim znaczeniu że nazywano go Agostinem Wspaniałym. A dorobił się w przyspieszonym tempie tej wspaniałości z wpływów ze sprzedaż ałunu Tolfa i dlatego cieszył się również protekcją
papieża Juliusza II, potem Leona X a sułtan ze Stambułu ćwierkał o nim jako o najznaczniejszym chrześcijańskim kupcu. W tych słodkich początkach stulecia pan bankier urządzał w Watykanie wystawne przyjęcia dla rozrywki
papieży i w tym okresie udało mu się na trwałe wpisać w annały historii sztuki, jako jednemu z najznamienitszych mecenasów. Teraz będzie o życiu uczuciowym Agostino bo Villa Chigi wybudowana została z powodu uczucia i to bardzo silnego.
Agostino był małżonkiem Margherity Saracini, niestety nie był to związek szczęśliwy, z powodu braku dzieci jak głosiła plotka. Agostino niby z tej tęsknoty za brakiem potomka, he, he, he, wziął sobie za kochankę piękną i wytworną kurtyzanę Francescę Ordeaschi ( lub Ardeasca ), rodem z Wenecji, ówczesnego światowego zagłębia kurtyzan najwyższej jakości. Wieść gminna niesie że to dla niej Agostino wybudował willę, choć daty nieubłaganie przemawiają za tym że willa została wzniesiona przez Agostino raczej z miłości do własnej osoby. Mniej to romantyczne, choć nie wiem dlaczego bo w tym czasie ta miłość własna to było bardzo silne uczucie. Kilka miesięcy po śmierci pierwszej żony Agostina, Francesca oficjalnie została panią willi Chigi, co nie oznacza że została żoną. Na to przyszło jej poczekać. No i teraz będzie o prawdziwym uczuciu, o które nikt by takiej osoby jak Agostino Chigi nie podejrzewał. Po kilku latach grzesznego związku , Agostino poślubił matkę swoich dzieci, konkretnie to w sierpniu 1519 roku, a obrzęd małżeński odprawiał sam papież Leon X. Tak Agostino Chigi, jeden z najpotężniejszych ludzi w Państwie Kościelnym, i nie tylko w nim, i Francesca Ordeaschi ex kurtyzna, zostali jak najbardziej godnym szacunku stadłem. Rzymski ród nigdy nie wstydził się korzonków sięgających zabaw weneckich. A to za sprawą miłości uwiecznionej przez sztukę. Że była prawdziwa to jasne, kobietę o wątpliwej przeszłości Agostino przedłożył nad szlachciankę Margheritę Gonzagę, naturalną córkę markiza Mantui Franciszka II Gonzagi, którego herb w rodzie Chigi mógł podnieść jeszcze bardziej prestiż Agostino. Z Francescą Agostino miał pięcioro dzieci: Lorenza Leone, Alessandro Giovanniego, Margheritę i Camillę. Piąte dziecko miało się urodzić po śmierci ojca, która nastąpiła w roku 1522. Pogrzeb wybitnego bankiera, w którym uczestniczyły tysiące ludzi, był prawdziwym triumfem pośmiertnym, wydarzeniem godnym przydomka Wspaniały. Pojawili się przedstawiciele najpotężniejszych nazwisk renesansowej Europy. No i stada artystów. Agostino Chigi jest pochowany w Rzymie w rodzinnej kaplicy zaprojektowanej przez Rafaela i wzniesionej wewnątrz bazyliki Santa Maria del Popolo. Francesca przeżyła męża zaledwie o siedem miesięcy, umierając jako bardzo bogata wdowa i dziedziczka fortuny. Są tacy, którzy sądzą że z powodu tego bogactwa została otruta. Jednak sława legendarnej pary sprawiła, że zwyciężyło przekonanie, że przedwczesna i tajemnicza śmierć Franceski to z żalu po miłości. Sehr romantisch.
Agostino zlecił budowę willi na prawym brzegu Tybru, miejsce to wyglądało wówczas zupełnie inaczej - nie było tej kamiennej niecki, którą w XIX wieku ograniczono Tyber. To była podmiejska willa w pobliżu rzeki, dziś wciśnięta jest pomiędzy bulwar Lungotevere Raffaello Sanzio a via della Lungara, w samym sercu Rzymu i nie przywodzi na myśl sielskich klimatów. Z okien pierwszego piętra budynku widać co prawda rzekę ale poprzez sznur samochodów jadących po wyżej niż willa położonym bulwarze. Willowości w tym za grosz ale cóż nam robić? Świat się zmienia i nie każda willa ma takie szczęśliwe położenie jak Villa Borghese, czy Villa Medici. Jednakże ogród, mimo że nie jest już położony wśród wielu innych ogrodów w miejscu zwanym La Lungara, nadal jest prawdziwie włoski - ze strzyżonymi parterami z bukszpanu i cytrusowymi drzewkami. W donicach cała kolekcja historycznych odmian cytrusów, na czele ze słynną Citrus limon var. fiorentina, wyhodowaną wg. legendy w ogrodach Medyceuszy. Dom niegdyś był znacznie ściślej związany z ogrodem a to za sprawą loggii, tej części budynku w której zacierała się granica pomiędzy domem a ogrodem. Do dziś ostała się jedna loggia i to oszklona, ze względu na ochronę malowideł. Jedno z przylegających do owej loggii pomieszczeń, Sala di Galatea, również niegdyś było loggią, z łukami wychodzącymi na ogród, zamkniętymi jednak częściowo murem a częściowo szkłem w 1650 roku. Loggie służyły jako sceny dla organizowanych przez właściciela przyjęć i przedstawień teatralnych. Niby w domku ale na świeżym powietrzu. Takie powiązanie ogrodu z willą, nawiązuje do modeli witruwiańskich, tak miłych sercu architektów renesansu. Projektant willi, Baldassare Peruzzi, wywodził się z wioseczki pod Sieną, Ancaiano, kształcił się w Sienie u Pinturicchio i Francesco di Giorgio Martiniego. Przypisuje mu się projekt Villa le Volte rodziny Chigi, wiadomo też w Sienie, w latach 1502-1505 zaprojektował willę na obrzeżach miasta dla Sigismonda Chigi, brata Agostino.
Peruzzi był zatem jakby rodzinnym architektem Chigich, otrzymywał jednak zlecenia nie tylko dlatego że był ziomkiem rodu. Baldassare był po prostu dobrym architektem. Zajmował się zresztą nie tylko architekturą, malował i to nieźle, rzeźbił, tworzył fortyfikacje, Był także znany z tworzenia tzw. dekoracji efemerycznych, znaczy dbał o oprawę festynów, pogrzebów, triumfów. Zaangażowany w różne dziedziny działalności, był jednym z nielicznych, których można było nazwać człowiekiem renesansu, podobnie jak Rafael czy Michał Anioł wpływał na rozwój sztuki w wielu dziedzinach. Aż dziw że krótko po śmierci popadł w zapomnienie i odkurzono jego twórczość dopiero w XIX wieku. Budynek, który Peruzzi stworzył, różni się od rzymskich, z przełomu wieków projektów Bramantego, uchodzącego za architekta nowego stylu, choćby wyglądem elewacji - nie ma boniowań, ani łuków w oknach parteru, ani kolumn, ani marmurowych elementów okładziny. Brakuje tego mocnego plastycznego reliefu elementów architektonicznych elewacji, mamy za to harmonijne i zupełnie nierzeźbiarsko potraktowane dwa rzędy pilastrów toskańskich, które lekko zarysowują się na ścianie. Elewacja niższego od parteru pierwszego piętra zwieńczona jest poniżej gzymsu reliefowym fryzem aniołków i girland, pośród których znajdują się małe okienka. Pierwotnie budynek miał również duże powierzchnie elewacji pokryte freskami, jednak do dziś zachowały się tylko małe nieczytelne ślady tej malatury. Willa została uzupełniona o oddzielny pawilon, być może przeznaczony na stajnie, którego projekt przypisuje się Rafaelowi. Plan willi miał kształt litery u, z tej koncepcji różne wille i pałacyki się później ulęgły. Peruzzi nie był świadomy że willa wyrosła na swojej poprzedniczce z czasów rzymskich. Wykopki archeo w XIX stuleciu ujawniły znajdujące się pod częścią ogrodu resztki luksusowego domu z czasów Augusta, który to dom miał być rezydencją Marco Vipsanio Agryppy i Giulii Maggiore. Jednakże to nie z racji nowinek architektonicznych Villa Chigi uchodziła i nadal uchodzi za perełkę, sam Peruzzi, mimo tego że kształcony przez Pinturicchio, nie zapewniłby willi takiego rozgłosu. To wielkie nazwiska związane z artystycznym fermentem, który charakteryzował Rzym na początku XVI wieku, pracujące nad ozdobieniem domu spowodowały że jest to jedna z najsłynniejszych rzymskich willi.Teraz będzie o najsłynniejszym fresku w willi, to dla niego głównie przychodzą tu turyści. Fresk Rafaela nosi tytuł Triumf Galatei, przedstawia nimfę na rydwanie ciągniętym przez delfiny, wśród świątecznego orszaku morskich stworzeń. Ponieważ jest jednym z wielu fresków w tym pomieszczeniu, to zazwyczaj wzrok błądzi zanim człek się zorientuje że "ten Rafael to na wejściu". Historia tego malowidła jest równie romantyczna jak historia "willowa" Agostino i Franceski, tylko bardziej prawdopodobna.
Według źródełek różnej czystości, Rafael i Margherita Luti poznali się
właśnie w czasie kiedy w willi Agostino Chigi Rafael zaczął tworzyć
freski. Margherita dostarczała do willi chleb z rodzinnej piekarni
znajdującej się na Trastevere ( stąd jej ksywka Fornarina czyli
Piekareczka). Po tym jak Rafael zoczył młodą kobietę kąpiąca się w
Tybrze niedaleko willi, to się wziął i zauroczył tak poważnie że
spędzał z Margheritą
więcej czasu niż w pracy, w związku z czym Agostino wpadł na pomysł
zainstalowania na jakiś czas
Margherity w swojej willi. No tak, Agostino rozumiał porywy serca. Rafael nie ożenił się z siostrzenicą
kardynała Bibieny, Marią, Fornarina wygrała. Niestety nie ukończył też
fresków dla Agostina Chigiego. Margherita była
ponoć pośrednio odpowiedzialna za swawolne prowadzenie się mistrza, a w
rezultacie śmierć malarza w wieku zaledwie lat 37. Tak to Eros i Tanatos
pojawiali się w historii willi, zarówno mieszali w losach gospodarza jak i najsłynniejszego wykonawcy fresków. Triumf Galatei, namalowany w 1512 roku,
jest pierwszym obrazem
Urbinate, na którym pojawia się jego ukochana Margherita. Jej rysy
możemy zobaczyć na słynnym portrecie "La
Fornarina", który mła oglądała w Palazzo Barberini, w przestawieniu
Madonny zwanej Sykstyńską i na obrazie zwanym "La Velata". Co prawda szam rafael jakby zaprzeczał w sprawie modelki do postaci Galatei ale kto by mu tam wierzył. Legenda o
miłości Rafaela i Margherity, która była nie tylko kochanką malarza,
ale także jego muzą i kto wie czy nie potajemnie poślubioną żoną,
rozpalała wyobraźnię oglądających domniemane portrety pięknej
Trasteverini. Chyba do dziś rozpala, sądząc po tłumku zwiedzających Sala
di Galatea. Teraz troszki o temacie przedstawienia. Jego źródłem był Teokryt ( "Idylle" ) lub Owidiusz ( "Metamorfozy"
), być może przefiltrowany przez Poliziano, lub Apulejusza ( "Złoty
osioł" ) . Fresk przedstawia nimfe Galateę płynącą morskim rydwanem w
kształcie muszli, ciągniętym przez dwa delfiny i prowadzonym przez
chłopca Palaemona vel Portuno, bożka morskich portów, otoczonego pochodem trytonów i nereid. Na niebie nad tym orszakiem czuwają trzy amorki, które
mierzą w towarzystwo miłosnymi strzałkami, czwarte puttciątko, na które
skierowany jest wzrok Galatei, trzyma ukryty za chmurą pęk
strzał, co ma symbolizować czystość platońskiej miłości. Obok tego malowidła , na sąsiednim fresku czai się Polifem, syn Hefajstosa vel Wulkana, ten sam który śledził Galateę aż wyśledził dwoje kochanków w świetle księżyca nad
morzem - Galateę i pasterza Ákisa. Zaślepiony wściekłością rzucił w biednego pasterza dużą masę
lawy, miażdżąc go i pozbawiając życia. Galatea płakała wszystkimi łzami
nad ciałem ukochanego; Zeus i bogowie zlitowali się i
przekształcili krew pasterza w małą rzekę Ákis, która wypływa z masywu z
Etny, znajduje się tam małe źródło, " sangu
di Jaci", jak nazywają je Sycylijczycy, o czerwonawym zabarwieniu
spowodowanym obecnością tlenków żelaza. Rzeczka wpada do małej plaży w pobliżu Capo Molini ( w Santa Caterina ),
gdzie spotykali się kochankowie. Ech... Eros i Tanatos.
Loggia di Psiche lub po prostu La Loggia zlokalizowana jest pomiędzy dwoma skrzydłami budynku. Pięć jej łuków,
jak już wspominalam, obecnie osłoniętych jest szkłem ochronnym. Szarość i beże, bardzo elegancko, ściany w stiukach z elementami malarstwa iluzjonistycznego. Podłoga z tych nad którymi wzdycha Agatek ale mało kto zwraca uwagę bowiem wszyscy gapią się w sufit. W loggii
powałę zdobi namalowany al fresco cykl z Opowieściami o Kupidynie i Psyche,
zaczerpniętymi z Apulejusza. Jest to dzieło Rafaela i uczniów, wiec wszyscy wzdychają. Ciekawe czy by tak wzdychali gdyby do nich jasno dotarło że właściwie to pomysł był Rafaela, zaprojektował pewne motywy, gdzieniegdzie dotknął muru pędzlem ale tak po prawdzie to jego uczniowie -
Rafaellino del Colle, Giovan Francesco Penni, Giulio Romano, nanieśli szkice wg. kartonów mistrza na tynk. Girlandy roślinne to dzieło ucznia
Giovanniego da Udine ( namalowane w 1517 warzywka, owoce i kwiaty, konserwował a także "doprawił" Carlo Maratta w latach
1693 - 1694, jeden z bardziej znanych rzymskich XVII wiecznych malarzy, który popadł w zapomnienie nie wiedzieć czemu, szczęśliwie przemalowano niebieskie tła i usunięto przerobione kontury postaci podczas renowacji w 1930 roku ). Mła się tak sama siebie zapytowywała patrząc na inszych zwiedzających uzbrojonych w komórkowe aparaty. Tajemnica mundialu, ludzie kochają nazwiska, choć dla mła ta malatura byłaby urocza choćby nawet Rafael zlecił jej wymyślenie uczniom, sam udawszy się na radosne pitigrilli z Fornariną.Na spandrelach namalowano różne epizody z opowieści o Kupidynie i Psyche. Wśród historyków sztuki chodzi taka teoria że twarz Psyche jest najprawdopodobniej wizerunkiem Franceski Ordeaschi. W żaglach nad lunetami szaleją małe putta ze zwierzakami rodem z mitów i z atrybutami różnych bóstw pobliskich spandreli. Mamy słodkie amorzęta z całą masą symboli jasnych dla wykształconych ludzi tamtej epoki a dla nas słabo czytelnych. Putto z orłem. putto z trójzębem, putta i Cerber, putto z bronią, putto z gryfem, putto z kaduceuszem, putto z panterą, putto z fletnią, putto z z hełmem i tarczą putto z hełmem i tarczą, putta i harpia, putto i krokodyl z włoska zwany pięknie coccodrlillo, putto, lew i konik morski, putta ze wstęgami. No i bądźcie tu mądrzy. Mła nie jest człowiek rinascimento w związku z tym pogubiła się na etapie putta z gryfem i odpuściła sobie śledztwo co do czego pasi i o czym nam to mówi. Willę można zwiedzać z audioprzewodnikiem nagranym w paru językach ale mła nie skorzystała i nie wie jak omawiane jest w takim przewodniku malowidło w La Loggia, być może solidnie a być może w stylu "po prawej postać namalowana przez X i przechodzimy do kolejnej sali". Powała podzielona jest na dziesięć spandreli odpowiadających filarom i czternaście żagli nad łukami. Sceny ze spandreli są dla mła jeszcze mniej czytelne niż amorzęta z atrybutami, trzeba znać mit w klasycznych opracowaniach i jeszcze wiedzieć z którego to klasycznego opracowania czerpano w konkretnym przypadku a czerpano z wielu. Mła się na ten przykład dowiedziała po czasie że trzy urocze damy, które przyciągnęły jej oko to siostry Kupidyna, Gracje, które za namową brata miały interweniować u mateczki Wenus żeby nie wkurzała się na Psyche. Taa... teraz to mła wie jak dużo nie wie.
Po marmurowych stopniach włazimy na piętro i wkraczamy do La Sala delle Prospettive. Po naszemu to Pokój Perspektyw, został namalowany w stylu
iluzjonistycznym w latach 1518-1519 przez Baldassarre Peruzziego i
pomocników, tak aby stwarzał wrażenie loggii. Tych fałszywych loggii są tak po prawdzie dwie, z kolumnami, zza których roztaczają się widoki na Rzym, i widok na
mocno jeszcze wiejskie Trastevere. A jednak niektóre elementy tych kompozycji ostały się w krajobrazie, choć zostały przesłonięte przez nowe budynki wyrosłe przez wieki od czasu kiedy namalowano freski. Długi
fryz okalający pomieszczenie w górnej części ścian przedstawia sceny
mitologiczne, które namalował Peruzzi i malarze z jego warsztatu, sorry - szkoły. Jak porównamy je z freskami z fryzu z Sala del Fregio to możemy sobie uświadomić jak mocno zmieniło się malowanie sieneńczyka, toż to zupelnie insza inszość. Kompozycja, coolory, wykorzystanie iluzjonistycznych elementów nawiązujących do antyku, znaczy mła chodzi o to że poszczególne sceny oddzielają wizerunki herm z kobiecymi popiersiami. Wszystko jest mniej statyczne i tak bardziej na bogato, figury ukazane są w takich pozach by czuć było dramat.
Zaprawdę, jest bardzo po rzymsku. Nad kominkiem znajduje się fresk "Kuźnia Wulkana". Mła go nie widziała, był zasłonięty bo przechodził renowację, mła sobie mogla pooglądać kratę kominka i tyle. Freski z tej sali, o zgrozo, zostały całkowicie przemalowane
w 1863 roku, ale na szczęście odzyskano je po renowacji przeprowadzonej w latach
1976 - 1983.
Tak naprawdę to nie do końca wiadomo jak z tym przydomkiem Bazziego było. Wiadomo że on sam czasem się przydomkiem podpisywał i poświadczał od 1512 roku, Giorgio Vasari twierdził że wzięła się ksywka właśnie z nawyków seksualnych malarza ale są i tacy, którzy twierdzą że nazwa była wynikiem żartu. Ma o tym świadczyć to że Bazzi nosił przydomek z dumą, dla tzw. jaj. Jeszcze inni uważają, że przydomek nie miał nic wspólnego z XVI wiecznym znaczeniem słowa sodomia, ale był dowcipną toskanizacją przezwania malarza w języku piemonckim ( "su, 'nduma! " - chodź, chodźmy!), co ma się odnosić do zachęty do pośpiechu. No cóż, mła się skłania do wersji Vasariego, Bazzi ożenił się w młodości, ale wkrótce rozstał się z żoną. Dürer też rozstał się z żoną, przyziemną Agnes Frey, a Botticelli to się nawet nie ożenił, co było ewenementem w jego sferze i w czasach w których żył. Podobnie było z Leonardem da Vinci, neoplatonizm się szerzył, he, he, he. Nic to nowego pod slońcem, ciekawe jak świat by wyglądał bez tych "innych", zdanim mła cóś smutno. Dobra, wróćmy do fresków. Istnieją ponoć odniesienia w tych malowidłach do ukrytej wiedzy, alchemicznej
hermeneutyki, z czterema fazami Wielkiego Dzieła ( nigredo , rubedo ,
citrinitas , albedo ) opisanymi przez kryptograficznie symbole. Mła odpada, astrologia w Sala di Galatea to było dla mła zbyt dużo a co dopiero hermetyczna wiedza tajemna. Z tą zagadką zostajecie sami, drodzy Czytelnicy. Freski w tej sali, retuszowane przez niestrudzonego w retuszowaniu Carlo Maratta , zostały odretuszowane i odrestaurowane w
latach 1974-1976 .
W Sala delle Nozze di Alessandro e Rossane sporo zwiedzających wgapia się w zaprojektowany przez Peruzziego kunsztowny sufit kasetonowy, w którym umieszczono dwanaście małych paneli ze scenami z "Metamorfoz" Owidiusza. Te sceny namalowano
później, malował Maturino, prawdopodobnie z pomocą
młodego Polidoro da Caravaggio. Mła jednakże nie podziwiała kasetonów, mła była totalnie pod urokiem puttciąt. Malowane w 1519 a już zwiastujące manieryzm, słodkie i urocze, bezczelnie figlarne. Dla mnie to one właśnie "robiły" to pomieszczenie. Kolejna salka miała w sobie coś ze smutku muzeum okręgowego, piękne renesansowe meble ( repliki? ), przyzwoity sufit, malowane w XIX wieku okiennice i ... kaloryfer i plastikowa doniczka z zieleniną. Poczułam się swojsko.Brakowało tylko pani pilnującej leniwie drzemiącej na fotelu w rogu sali. Ech... to były klimaty, nie to co wszędobylskie kamery. W XVII, XVIII i XIX wieku sale willi radośnie poprawiano, malowano na nowo i w związku z tym nie wszystkie pomieszczenia przypominają "same siebie" z lat nastych XVI wieku. W XIX wieku.
Malowidła ścienne nawiązują do malarstwa pompejańskiego, dziś konserwatorzy mają zagwozdkę czy pod tymi malaturami nie kryją się starsze prace. W końcu w ogrodach willi jest wykopek ze starożytną chałupą i to taką że ho, ho. Tzw. Casa Farnesina jest tylko w połowie odkryta, diabli wiedzą co znajduję się pod domami Trastevere. Jak do tej pory w starożytnym domiszczu, odkrytym kole 1880 roku z okazji robót drogowych i nieckowania Tybru, znaleziono perełki rzymskiego malarstwa. Willa, której zaledwie połowę odkopano, została wzniesiona dla starożytnej mlodej pary. Tak, tak, miłosne gniazdko doby renesansu uwito na miłosnym gniazdku z czasów antycznych. 




























.jpg)































