niedziela, 9 lipca 2023

Codziennik - leniwy lipcowy weekend

 

Było upolitycznienie, czyli mła odwaliła niby cóś na kształt prasówki i może wrócić do tego dla niej najważniejszego, do domowizny i ogrodnictwa, tym razem doniczkowego. Mła się w mijającym tyźniu za dużo nie udzielała bo miała problemy z opanowaniem helikoptera, który zainstalował się jej w głowie tak jakby bardziej na stałe. Stąd zresztą wpis poprzedni, bo mła niespodziewanie zaległa i mogła troszki poczytać i światu się przyjrzeć. Z tego przyjrzenia się to jej wyszło że wiele spraw jest mendialnie przegrzewanych, dlatego wybrała jedną z tych grzanych szczególnie mocno i się zabrała za amatorską analizę w stylu starej ciotki. Tym co jej wylazło podzieliła się w poprzednim wpisie, mam nadzieję że wylałam nieco oliwy na te fale powstałe przez histeryczne mendialne wzmożenie. W domu po staremu, Małgoś głównie śpi. TZP śpi w dzień a w nocy szaleje po chałupie, kotom totalnie odwaliło i urządzają balety z TZP w domu,  albo w ogrodzie z nowym kochasiem Okularii. Tfu, tfu, tfu, oznak schorzeń  u stworzeń nie widać. Ogniskiem kociej zarazy zdawa się jednak być chory drób i brak właściwej kontroli weterynaryjnej w tzw. przemyśle drobiarskim ( słowa przemysł i zwierzęta zestawione razem budzą we mła najgorsze instynkta ). Ponieważ nasze zarzundowe zaprzeczają że cóś jest na rzeczy  a jak wiecie one kłamią zawsze i wszędzie, to uważajcie co  jecie.  Jak widać  na przykładzie kotów bariera gatunkowa  między ssakiem a ptakiem nie jest taka trudna  do pokonania. 



Z powodu helikoptera mła jest taka nieco na zwolnionych obrotach, niby cóś tam wykonywa ale tak po prawdzie to efektów nie widać. U Cio Mary jest podobnie, ponadto z powodu upału siedzi w chałupie i w tym tyźniu nas nie nawiedzi. Ze mła jest na tyle słabawo że mła nawet szydełko nie szło ani igła z nitką, miałam też, króciutki na szczęście,  problem z czytaniem. Wszystko przez ciśnienie mła, któremu coś ostatnio często blisko do ciśnienia zejściowego. Mła w dni wolne stosuje starą metodę Małgoś; czujesz że ciśnienie za niskie - chlapnij jednego i śpiewaj. Na jakiś czas pomaga.  Mła  pilnie pija wodę z mikroelementami i solą co powoduje że leje jak ta straż pożarna, szczęśliwie nie puchnie jakoś straszliwie dzięki temu laniu. Mła się przez te wszystkie ciśnieniowe zawirowania czuje  strasznie stara, próchno niemal.  Tak się Wam wylewam bo Cio Mary to za bardzo nie chcę głowy zawracać, Mamelon miała swoje przejścia ze Sławencjuszem, więc się jej należy mentalny odpoczynek, a Małgoś przebiła uskarżania mła pełnym satysfakcji - "A ja to umieram", z czym mła nie może konkurować i mła taka słabo naużalana, wręcz niewyżalona. Koty mła olewają bo w ogrodzie owady i opalać się można, TZP rośnie i już nawet zaczął na mła fukać kiedy jest niezadowolniony z obsługi, w ogóle nie nadawa się do słuchania wywnętrzeń. No to padło na Was.


Mła oczywiście nie może sobie pozwolić na zaleganie totalne, bo TZP jest straszliwym brudasem, po którym trzeba non stop sprzątać i jeszcze pilnować żeby TZP w odkażacz  nie wlazł. No takie radości ze zwierzętami są, Ciotka Hanka musiała pożegnać psiego przyjaciela z powodu choroby odkleszczowej - strasznie ciężko się jej po tym pozbierać, Kocurrek lata z  małymi do weta bo choróbki wieku kocięcego, Romi obserwuje nieustająco Cacka i trzyma kciuki za prawidłowe szczalnictwo. Mła ma szczęśliwie tylko sprzątanie po jeżu,  w sumie lighcik. Jeśli chodzi o fotki TZP to jest pewien problem bo na ogół wyłazi ze swoich kryjówek po zmroku, jak już wspomniałam prowadzi typowo nocne życie i wydaje mła się że  TZP niespecjalnie lubi zapalone światło. Naprawdę ciężko go teraz sfotkować. Z wystawieniem TZP  z chałupy do ogrodu  jest niełatwo,  bo wystawiony wraca bardzo prędko,  jest z powrotem w chałupie  szybciej niż mła, a po chałupie porusza się tak że spowolniona mła nie ma szans na odłowienie zwierza. TZP  obecnie przesypia dzień w starej bazie za szafką kuchenną albo w nowym ulubionym miejscu, za szafeczką na której stoi drukarka. Dziecinne  pudełko po butach  zostało odstawione w krótkim czasie po tym, kiedy TZP stwierdził że jest za duży na butelkowanie. Oczywiście jak typowy chluń pierwsze kroki po obudzeniu TZP kieruje do michy, jak pusta to fuka. Z pretensją i nosem uniesionym do góry, co oznacza że jego zdaniem mła się opiendrala zamiast należycie zajmować jeżęciem. Cholera,  ucywilizowany. Cała moja nadzieja w kotach, one wychodzą a TZP je śledzi, bo wie że gdzie koty tam żarło. Po młowemu to  TZP powinien jak najszybciej wdrażać się w dziczyznę, w końcu instynkta ma,  w nocy sprawdza czy robaki nie zalęgły się w domowych kątach.

Odkąd nowy kochaś Okularii przeniósł się do tej części fabryki leżącej bliżej naszego ogrodu,  Okularia jest częściej widywana w domu. Skończyły się długaśne wycieczki, Okularia pojawia się regularnie w porze wydawania  żarła. Wielkich awantur z kochasiem nie ma bo nasz pięknie letnio wypłowiały  Pasiak, chadza teraz  razem z naszym pięknie zrudziałym Mrutkiem do Pusia. Czarne dziefczynki ogrodują pod magnolkami, niekiedy na grzbiecikach z łapkami w górze. Znaczy lato prawdziwe. Mła lato prawdziwe robi sobie kisząc ogórki małosolne, na to jeszcze ma siłę,  bo o ogrodowaniu to na jakiś czas musi zapomnieć, nie tylko ze względu na pogodę.  Mła sobie musi wyrównać różne  rzeczy w organizmie, zanim będzie mogła przystąpić do ogrodowania. Zostają jej te ogórki, może troszki dżemowania i zalewanie owocków alkoholem. Na razie mła sprawdziła jak tam z jej nalewką z chlebka świętojańskiego przywiezionego z Chorwacji - ciemna jak czekolada. Mła dodała wanilię. Teraz  po dziesiątym, jak troszki kasy spłynie, to  zaleje osobno odrobinę dobrej kawy i dobrej cytryny. Zrobię dwie wersje chlebkoświętojańskiego napitku - z cytryną i kawą.

Upał działa na mła jak na koty, najlepiej jej na wyrku z wyciągniętymi kończynami. Najmilej zalegać w towarzystwie lodów, bitej śmietany i truskawek. No, w towarzystwie lodów zalanych espresso tyż. Po południu w niedzierlę mła wykombinowała że wanna napełniona chłodnawą wodą to prawie  jak basen, przeliczyła szybciutko że nie zbankrutuje fundując sobie taką przyjemność i zaległa w wodzie.  Było bosko, tym bardziej że mła zrobiła sobie mazagran,  na prawdziwym rumie do którego mła ma grzeszną słabość i z dużą ilością lodu. Niestety nie co dzień niedzierla, a szkoda bo godzinne leżenie w chłodnej wodzie z café mazagran jest idealne na upały. Znaczy dla mła idealne, nie każdy musi przepadać za takimi rozkoszami. Ech... w dni powszednie mła ma wincyj zajęć i to takich przy których lepiej żeby trzeźwa była więc sobie nie pozwala. Zostaje  jej chlanie  wody z solami i branie  kropelków, te mniej przyjemne sposoby zwiększenia ciśnienia juchy. Co prawda od  drinków mła też  ma helikopter ale innego rodzaju. Wiecie jak to jest z helikopterowaniem, są miłe i niemiłe przeloty, he, he, he. 

Mła późne niedzierlne popołudnie spędziła na lekturze, wyciągnęła wielokrotnie czytaną powieść Agathy, bo bała się że od czego innego to się jej  zwoje przepalą a potem sobie poprzeglądała stare gazety. Nawet bardzo stare, takie z dwudziestolecia międzywojennego. Zrobiła sobie jeszcze jednego drinusia i rechotała jak ta nawalona żaba z odpowiedzi na listy do redakcji. W stanie lekkiego upojenia poszła do Małgoś zapodać jej odżywczą zupkę ale Małgoś oświadczyła że ma gdzieś odżywczą zupkę, natomiast nie pogardzi  tym co mła zastosowała na poprawę ciśnienia.  Mła sprawdziła Małgosine leki pod kątem łączenia z alkoholem, później zmierzyła  Małgoś ciśnienie  a potem zrobiła porządny mazagran i wysłuchała krótkiego wykładu Małgoś na temat wyższości schodzenia we własnym domu nad schodzeniem w ZOLu czy tam innym szpitalu nie serwującym alkoholi. Małgoś była ożywiona dłużej niż zwykle i naprawdę zadowolona, tym bardziej że przyszła do nas Szpagetka, nagle spragniona przytuleń. Wieczorem wytupał TZP i  nawet wylazł na podwórko, stwierdził że za gorąco, troszki zjadł i w te pędy wrócił do domu, tym razem za pralkę w pralni, bo tam chłodniej. Koty najedzone zwisają z parapetów, Małgoś chrapie a mła zaraz sobie zapoda "Lewisa" i będzie po weekendzie. Upalnym i leniwym.

Fotki weekendowe a w Muzyczniku coś Lalo Shifrina w klimacie krwawo - wesołomiasteczkowym.



czwartek, 6 lipca 2023

Bardziej osiedlowe fêtes galantes niż rewolucyjny zapał


Mła ostatnio odnosi wrażenie że wg. poniektórych za całe zło świata odpowiada migracja.  Taa... oczywiście u nas mentalność Kalego wyłazi na jaw w pełnej krasie, kiedy my migrujemy to ubogacamy społeczeństwa wśród których się osiedlamy a ten brexit to nie miał z nami nic wspólnego, kiedy do nas migrują to ratuj się kto może. Powinniśmy sobie dokładnie oblookać czym skończyła się durna, upss... dumna postawa Brytyjczyków, którzy obrażeni na UE i emigrantów z Polski i innych byłych demoludów, teraz sami stanowią o ochronie własnych granic. Skutek jest taki że tzw. migracja nielegalna ma się świetnie jak nigdy dotąd a brytyjski NHS dalej pada na ryj jak padał przed brexitem. Zastąpienie czegoś  nad czym miało się kontrolę, czymś nad  czym z powodu nadpoprawności politycznej kontroli się nie ma, świadczy nie tylko o głupocie brytyjskich polityków ale także o wierze w cuda na kiju dość powszechnej wśród brytyjskiej populacji. I o kiepskiej diagnozie problemu. Migranci to nie jest główny problem jak na Zachodzie wmawiają politycy, olbrzymim problemem to jest  nadmierne opodatkowanie pracy przy miernym opodatkowaniu kapitału z jednej strony a z drugiej wypłacany socjal rozdęty do niemożliwości i tworzenie się gett z ludzi dla których dużej części socjal jest sposobem na życie. Tworzenie przez państwa  kultury niemożności i braku sprawczości, narzekanie na brak ludzi do pracy przy jednoczesnym tejże pracy wielokrotnym opodatkowaniu i wypłacaniu olbrzymiej kasy z tych podatków na socjal. To się mocno nie klei. 

Nie wiem dlaczego przeprowadza się eksperymenty z dochodem gwarantowanym, czym kończy się dochód gwarantowany widać w blokowiskach Paryża czy Brukseli, gdzie na problemy socjalne nakładają się jeszcze odmienności kulturowe.  Nie  że mła tu korwino - mikkizm uprawia, kóń jaki jest każden widzi. Spora część ludności odrzuca porządek społeczny i tzw. publiczną moralność obowiązującą we Francji, bo nie ponosi z tego powodu konsekwencji prawnych ( co jest drugą stroną upupienia obywatela, nie traktujemy cię poważnie bo i tak guzik możesz, aż kusi żeby sprawdzić ile można bezkarnie ). Ponosi te społeczne ale tego przeca 17 latek, a taka jest średnia wieku uczestników zamieszek, nie ogarnia. Duże oczekiwania, wielkie aspiracje, przekonanie że się należy bo my tu trzecie pokolenie wzrosłe i wrosłe, znaczy całkiem liberalne podejście do praw obywatelskich ale niestety całkiem odjechane podejście do obywatelskich obowiązków na tych przedmieściach wyrosło. I  jest to średnio  muzułmańskie, nieco inaczej niż nam tu politycy zapodają, to jest bardzo francuskie. Palą szkoły i posterunki policji, więzień jeszcze nie rozbierają bo to protest "nieporadnych" a nie takich tłukących głową o szklany sufit. Takich co to kariera dilera a nie ubieganie się o stanowisko w korpo czy administracji.

W krajach złożonych z niemal samych imigrantów, takich jak  kraje Ameryk czy Australia, problemy z migrantami wyglądają inaczej. Też jest mnóstwo hipokryzji, szczególnie w Stanach, w których gospodarka co  niektórych stanów funkcjonuje nieźle głównie z tego powodu że jest stały dopływ tzw. nielegalnych. Problemy z nielegalnymi i tam zaczynają się wraz z magicznym słowem azylant i ubezpieczenie, namiastkami socjalu. Jeżeli się jednak posłucha albo poczyta troszki amerykańskich ekonomistów, związanych z różnymi opcjami politycznymi, to dość szybko człowiek się orientuje że oni wszyscy, niezależnie od opcji politycznego wyznania,  składają rączki w modlitwie dziękczynnej za dupiastą sytuację gospodarczą Ameryki Południowej i modlą się by trwała jak najdłużej a  dopływ Latynosów miał się dobrze   ku chwale największej gospodarki świata. Bowiem nie wygląda na to by AI szybko zastąpiła ludzką pracę, jak na razie  to zdaje się widać że raczej będą powstawać nowe zawody a nie  że maszynki będą żyć za nas. Największy imigrancki problem jaki Stany sobie wyhodowały jest problemem z takimi migrantami, którzy niemal  od zawsze budowali Stany i dzięki pracy których są one dziś tym czym są. Jak komuś się przez parę stuleci wmawia  że  jest podludziem a potem w ciągu parudziesięciu lat oficjalnie twierdzi się że jest cool a cichutko hoduje się uprzedzenie, które zakrywa się w gruncie rzeczy rasistowskimi benefitami, to dobrze nie będzie.

W zeszłym tygodniu Sąd Najwyższy w Stanach stwierdził niekonstytucyjność czegóś nazywanego akcją afirmacyjną, co mła nazywała po imieniu dobrotliwym rasizmem ( wiecie o co chodzi, o to samo co miały załatwić punkty na studia dla dzieci chłopów i robotników w czasach słusznie minionych, najsampierw  był masowy ruch na te studia, których poziom leciał na łeb na szyję a potem wróciło do normy, czyli oczekiwań środowiskowych wobec młodych - niektórych spraw nie da się załatwić ustawami ale da się załatwić preferując społecznie ludzi wszechstronnie wykształconych ). Dla mła jest to pewnym sygnałem powrotu do normalności, znaczy właściwego traktowania obywatela bez względu na kolor skóry. Dobrotliwy rasizm to quźwa nadal rasizm, co gorsza grupa nim wyróżniona namiętnie hoduje poczucie krzywdy. Dobrze się stało że skończono z tym dobrotliwym rasizmem, bo wyróżnianie grupy społecznej in minus czy in plus  to zawsze  przepis na kłopoty. Ciekawe Czy Francuzi dojrzeją do tego żeby powiedzieć głośno o czym cicho  myślą, że pochodzenie z Maghrebu nie oznacza że masz prawo nie respektować reguł które Francuzi wypracowali u siebie przez setki lat rozwoju własnej państwowości, bo przeca już jesteś obywatelem Francji. Tylko że jak to powiedzą to się  okaże że protest przedmieść jest jednak socjalny, bo Francuzom o maghrebskim pochodzeniu cóś we Francji na tyle nie pasi że wolą kibicować piłkarskiej drużynie z kraju dziadków. Ba, może okazać się że mają nie tyle islamistyczne ciągoty co komusze. Żadne społeczeństwo na Zachodzie nie jest sprawiedliwe, w żadnym też nie ma braku hierarchii. Takich grzybów po prostu nie ma, nie występują w przyrodzie. No i co z tego barku ideału  niby ma wynikać? Mniłość do komuny?

Głównym powodem wykluczenia czy raczej poczucia wykluczenia wśród ludzi z francuskich przedmieść nie są  cechy rasowe czy ekonomiczne, jak się powszechnie mniema. Już prędzej to cechy społeczne wykluczają.  Objawiła się grupa bardzo młodych ludzi o aspiracjach, których nie są w stanie zaspokoić ze względu na  system. To znaczy oni myślą że nie są w stanie zaspokoić ich ze względu na system, tymczasem  nie są w stanie ich zaspokoić głównie z powodu powielania wzorców środowisk w których wyrośli  nie wszystkich,  bo młodzi przejęli już z kraju osiedlenia rodziców rzecz najważniejszą - zrozumienie znaczenia jednostki, tak że jedną nogą są zachodni do bólu i czasem bardziej w tym francuscy niż Francuzi ). Wicie rozumicie, tradycyjne narzekanie na jakość szkół wśród ludzi, którzy nie chcą ze szkołami mieć nic wspólnego. Odrzucani  i wykluczani są przede wszystkim tacy którzy dają się wykluczać, a przeca kultura braku sprawczości ma się we Francji świetnie i to ona powoduje uwalnianie energii społecznego protestu jedynie w nic nieznaczących rozruchach, które elity po prostu przeczekują. Protestujący  zadymiarze są  produktem systemu z którym niby "walczą". Naprawdę niby, bo zewsząd słychać  wincyj cyca i dopieszczania. Młodzi  buntują się przeciwko zastanemu, czyli ich zdaniem za małej ingerencji państwa w ich życie,   w sposób klasyczny, we Francji uliczne protesty to część normalnego życia politycznego, taką mają tradycję. Oczywiście młodociane z przedmieść przeginają pałę  paląc samochody i tocząc regularne  bitwy o posterunki policji, jednakże nic z tego nie wynika, niczego to w ich sytuacji nie zmienia, dalej gówno  mogą i świetnie o tym wiedzą.

Państwo  nawet  się nie wysila na  udawanie że mogą wydając "straszne wyroki" za udział w zamieszkach. Bo prawda jest taka że rzeczywiście  przedmieściowych państwo  zlewa, tak jak  zlewało żółte kamizelki czy przeciwników obeszczeń srandemicznych. Coś się francuskim elitom za bardzo odkleiło od podłoża, tam widać problem z szacunkiem do obywatela w ogóle. Rzundzący Francją mają wyraźny problem ze słuchem, za to przez lata nie mieli żadnego z wprowadzaniem do dyskursu publicznego ograniczeń zwanych poprawnością polityczną. Charakterystyczny dla przedmieść brak szacunku do państwa, jest po trosze odpowiedzią na działania państwa, które w dupie ma szacunek do obywateli. No tyle te młode durnoty mogą, popalić samochody. Skutek protestów oczywiście odwrotny od zamierzonego, rozpierducha  dotyka głównie tych w imieniu których niby ci protestujący protestują i nielicznych spoza "wykluczonych". Czy Piąta Republika to wytrzyma? Z palcem w ... , do prawdziwej zmiany, rzeczywistej rewolucji,  społeczeństwo jeszcze nie dojrzało. Na razie jest zdziwione że wyłazi się na ulicę i nic. Cóś  mało to sprawcze, nieprawdaż?  Macron na wszystkie protesty zawsze stosuje wincyj Macrona, facet jest wcale nieutajonym miłośnikiem zamordyzmu. Oczywiście jaśnie oświeconego i jak najbardziej postępowego zamordyzmu. Może nie Robespierre ale Danton, z całym Dantonowym zakłamaniem, że tak napiszę. Miał już cudowny pomysł z wyłączaniem komunikatorów ale tym razem opozycja cóś bardziej czujna niż  była z okazji srowidowych obeszczeń, dała z lekka po łapach. Zdaniem mła o wiele za słabo, bo Macron to jest taka sama strata czasu i środków jak nasze PISdnięte. Wybrany jako mniejsze zło ale żeby to coś dobrego zrobiło, to musi zaistnieć jaki przypadek.

Czy te francuskie protesty coś zmienią? Tak, zaostrzą kurs wobec mniejszości.  Jak tak dalej pójdzie to się doczekamy Mariny w Pałacu Elizejskim, albo co gorsza szalonego Erica, który ma takie pomysły jak to żeby jego zdaniem niezintegrowanych obywateli obywatelstwa pozbawiać ( nadgorliwość neofity + odreagowywanie żydowskiej krzywdy przykrytej "troską o Francję" mogłoby się przerodzić w wywalanie do Maroka i Algierii takich, których dziadkowie przyjechali do Francji - Eric ma cóś na kształt syndromu sztokholmskiego związanego z Francją Vischy ). Dlatego że zwykli Francuzi, bez względu na to jakie mają pochodzenie, zaczną głosować na każdego kto "weźmie towarzystwo za twarz". Ciekawe kiedy  do nich dotrze że skuteczne "branie za twarz" będzie oznaczało koniec socjalu w takim wymiarze jak dotychczas. Dla wszystkich  - égalité . No będzie sprawiedliwie, tylko jak znam życie potem wszyscy będą narzekali że nie o to chodziło. Kiedy olbrzymia większość społeczeństwa przestaje być klientem państwa, społeczeństwo zyskuje sprawczość. Proste tak że aż prostackie, no ale tak jest. Albo państwo czyli elity zarządzające robią ze społeczeństwem co im się podoba albo społeczeństwo, niezależne w dużym stopniu od urzędniczych elit, kształtuje państwo. Tak to działa. Rewolucja w Europie zacznie się od maksymalnego ograniczenia benefitów, w Stanach być może się zaczęła, tylko że od czego inszego.  Nie od Black Lives Matter a od zerwania z hipokryzją akcji afirmacyjnej, prawnego traktowania ludzi o innym niż różowy kolorze skóry tak jak różowoskórych obywateli. To rzecz jasna dopiero początek do wklepania w społeczeństwo świadomości że brak świętych krów, takie same prawa, takie same obowiązki to jest norma. Liberté rozumiana jako wolność jednostki, Égalité rozumiana jako równość obywateli wobec prawa, nie równość społeczna bo to wymysł komuny, Fraternité rozumiana jako solidarność społeczna.

Qurna, takie to proste a takie trudne. Pas de justice, pas de paix - nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju - absolutnego poczucia sprawiedliwości społecznej nie zapewnia żaden system, za jakieś 20 lat te francuskie 17 latki i "uciśnione" Afroamerykany  pokumają że jest tylko dążenie do sprawiedliwości. Może po tym jak im własne dzieci chałupę podpalą w ramach wykazanie że też cóś mogą. Marzeniem mła jest żeby nie podpalały tylko były zwyczajnie paskudne dla starszych, jak to młode ludzie majo w zwyczaju. Taa... miałam sen, że tak polecę klasykiem, jak to dojrzali ludzie różnych kolorów skóry i kultur narzekają wspólnie na tę cholerną młodzież. A tak w ogóle na marginesie to mła nie dowierza tym ekonomicznym guru, którzy twierdzą że  będziemy się bić o prawo do pracy i dochód gwarantowany to najlepsze co nas czeka.  Mła raczej wyczuwa że praca nadal będzie przykrą dla wielu koniecznością, opowiastki economic fiction nie opierają się bowiem o to co wiemy o  takim zwierzu jak człowiek. Socjologowie i psychologowie nie komentują tych ekonomicznych bajek, zdaniem mła słusznie bo jak tu komentować odnosząc się do realu opowieści Szecherezady. Dobra, tyle w temacie. Za ozdóbstwo robią dziś obabrazki autorstwa Jeana Frederica Schalla a w Muzyczniku stosowny do nich  i lektury podkład. Z opery Mozarta, stworzonej na podstawie  niegrzecznej sztuki  którą napisał zegarmistrz, iluzjonista, złodziej, szpieg i  nauczyciel królewskich córek, Pierre Beaumarchais, a której treść uwierała władzuchnę.




sobota, 1 lipca 2023

Zabawy z sukinkulentami i inna domowizna

Oprócz Śpięcej Królewny, Ich Kociej Niedobrości i Wielkiego Niezadowolnia,  Jego Jeżowej Najrzydziurności mła ma pod swoją opieką sukinkulenty, które tyż potrafią jej dać popalić.  Po napadach ślimaczych niektóre z sukinkulentów postanowiły się zemścić na mła i zapadły na zgniliznę. Dotyczy to głównie kaktusów, mła musiała im zastosować terapię szokową, znaczy wystąpiła z nożem. Tak się właśnie postępuje z kaktusami, które zapadły na zgniliznę, najsampierw chirurgiczne cięcie nożem, potem parodniowe zasuszanie, ukorzeniacz w ramach wspomożenia, mieszanka gleby  do sukulentów i 1/4 piochu, no i próba ukorzeniania.  Mła szczególnie zależy na jednym gymnocalycium i na Echinocereus pectinatus var. rubispinus.  Niestety nie udało się uratować  kaktusa "fakowego",  Mammillaria elongata 'Cooper King' poległa, na szczęście jest dość popularna i można ją odtworzyć. Na razie to mła ma na pocieszkę malutkie  Neopteria villosa i Mammillaria gracilis texensis. Do jej  kolekcji trafił też malutki i taniutki w związku z tym  Notocactus uebelmannianus znany też jako Parodia werneri. Uroczy kaktus, dość szybko wchodzący w kwitnienie. Jeśli chodzi o tegoroczne kaktusowe  kwitnienia to się szykuje, mła obserwuje budujące się pąki. Insze sukinkulenty mają się w miarę dobrze, niektóre to nawet bardzo, bardzo.

Jeż niestety bardzo niedobry, co mła przypisuje jeżowemu  nastolęctwu i zgubnemu wpływowi jaki  na niego wywiera Szpagetka. Jej Trójłapność uważa Tego Z Pudełka za swoje zwierzątko domowe, w związku z czym innym kotom nie wolno się do niego zbliżać, za to Temu Z Pudełka  wolno wszystko.  Jak któreś ze stada okaże zainteresowanie podczas jeżowego spaceru półlegalnego po chałupie, to zaraz  wrzask "Nie rusz, on jest prywatny!". Nie ma zęboczynów ale Szpagetka okazuje wyraźne niezadowolnienie i jakby co to chęć do nawalanki u niej spora. Stado nie sprawdza czy Szpagetka przejdzie od grożenie do lania, wszyscy ustępują, nawet Mrutek, który  jest zresztą jakby całą sytuejszyn z Tym z Pudełka rozczarowany, bo  chyba sądził że Ten Z Pudełka to będzie jeż mięsny, znaczy podkarmimy a potem się urządzi jakieś fajne polowanie, podczas którego Mrutek się wykaże,  a potem Tego Z Pudełka się zeżre a Mrutka będzie się chwalić za dzielność. No ale nici z takich planów,  bo jeż wchodzi na leżącą Szpagetkę a ona cała szczęśliwa, tylko się rozgląda czy wszyscy widzą że ma własnego jeżyka i nawet słane w kierunku Tego Z Pudełka nie takie  jak trzeba spojrzenie   może się spotkać z niezadowolnieniem Bogini. Nasz nowy lokator ( człowieka, nie jeża mam tu na względzie ) nie może wyjść z podziwu jak taka mała, kaleka kotka  jest w stanie przeganiać insze koty z miejsca na miejsca, ba, jak radzi sobie ze szczekliwą Mery ( Szpagetka imituje jej jazgot, trzeba usłyszeć żeby uwierzyć ). Wytresowała też pieska Gieni metodą niespuszczania z niego wzroku. Biedny Ruki stara się nie patrzeć w jej stronę, trawki ogląda, niebo, inne koty. Na Tego Z Pudełka też nie śmie podnieść wzroku, prywatność Szpagetkowego jeża wisi w powietrzu wraz z ciężkim wzrokiem Szpagetki. A tak w ogóle to Ten Z Pudełka powinien  się teraz nazywać Ten Zza Szafki.

Rośnie jak na drożdżach, coraz bardziej przypomina dorosłe osobniki i nawet ostatnio kiedy rezydował na Szpagetce,  to ta raczyła zauważyć że jej pupil "chyba ma tłuścizm", znaczy wiercili się oboje zanim nastąpiło właściwe ułożenie i półgodzinna wspólna drzemka, po której Szpagetka poszła się przewietrzyć do ogrodu a Ten Z Pudełka powędrował do  swojego talerza bo może co rzucili. Młody bardzo pilnuje pór rzucania co mła  martwi, zdecydowanie wolę w jego wykonie napady na dżdżownice i jakieś podejrzane pędraki. Jak dorwie to  mlaszcze przy spożyciu, mła się wydawa że to dla niego najlepsza dieta i wogle samo zdrowie. W przyszłym tygodniu postaram się go troszki znaturalizować, najwyższy czas bo on niestety już zaczął wyłazić ze swoich kryjówek kiedy tylko słyszy miauczenia posiłkowe i sprawdza wgapiając się w swój talerzyk, czy aby jego stoliczek się  nie nakrył. Może jak się rozeżre porządnie w tych robalach to mu przejdzie ochota na kocie żarełko, które jest "bezwysiłkowe", że tak to określę. Mła nie chce z niego zrobić żadnego oswojonego jeżyka tylko swobodnego dzikiego jeża, takiego easy rider i leśno - polną bestię zbrojną w kolce, postrach ślimaków i bezczelnych pędraków. Na razie wygląda na to że Ten Z Pudełka ma inne plany co do swojej przyszłości ale jest nadzieja że z wiekiem mu przejdą te durne pomysły (  w końcu jest w takim wieku że gdyby głosował to na pewno  na Konfę, he, he, he  ) . Będzie przeca dalej rósł i w końcu  Szpagetka też uzna że cóś za duży jak na jej zwierzątko. Mła wtedy odpadnie codzienne sprzątanko  po małym brudasie, bo w najgorszym przypadku będzie budkizm a populacja ślimorów będzie żyła w trwodze, co naprawdę będzie satysfakcjonujące.

U Małgoś bez zmian i mła jest z tego bardzo zadowolniona, bo mła wie że zmiana polegająca na poprawie Małgosinego zdrowia to raczej w kategorii cudu a do innych zmian się nie pali. Małgoś śpi prawie bez przerwy ale za to jak się budzi to zainteresowana światem. Koty, jeżyk, psie wizyty, pouczanie w kwestii ogórków małosolnych. Na cały kwadrans nieraz starcza  tej energii. Nie jest źle, mimo  że życie na jawie zajmuje Małgoś tylko około godziny dziennie. Doktorostwo nadal kiwa głową nad wynikami Małgoś ale nie wspomina już o przetaczaniu krwi, które Małgoś uznała za absolutnie bezsensowne, ba, wręcz oburzające ( "Prawie trupowi będą krew przetaczać a ludzie na operację czekają, bo z taką  krwią ciężko" ) i domagające się wyrażenia stanowiska w słowach ostrych. Doktorostwo chciało dobrze, skoro staruszce się udało z paskudnymi wynikami przeżyć to może by ją wzmocnić i wogle. Krzyżówka powinna podtrzymać to uciekające życie, pacjentka zareagować pozytywnie a rodzina być szczęśliwa. W ramach wdzięczności  za propozycję terapii Małgoś wylała się do mła że medyczne poszalały, co objawia się sadyzmem - "Będą mnie męczyć jak biednego papieża!".  Sprawa została ucięta krótkim - "Nie życzę sobie!" - wyskrzeczanym medycznemu człeku, któren zresztą szybciutko się wycofał, bo chyba zorientował się że nadepnął kobrę.

O ile z Małgoś jest na swój sposób w porządku o tyle w kwestii Włodzimierza, naszego spadku po Ciotce Elce, dobrze nie jest. Był nawiedzany lekarz, jeden, drugi i trzeci i klops. Wyniki paskudne, choć takie  bezprzyczynowe,  znaczy wykluczone nowotwory, rozedmy, wieńcówka a Włodzimierzowi nie za wiele do wykluczenia pozostało.  Skromnym zdaniem mła jak się ma pełną lodówkę żarła a się nie je, kombinuje się jak ludzi unikać, zaleguje się całymi dniami, niczego nie czyta, nie ogląda to wygląda jakby głęboka i cinżka żałoba, która skręca w stronę depresji, wzięła i człowieka przygniotła. Robimy co możemy ale Włodzimierz założył sobie że trza mu jak najszybciej dołączyć do Ciotki Elki i nawet zanęcanie go do żarła przez Ciotczyną córkę nie skutkuje znikaniem rzeczy z lodówki czy obecnością na rodzinnych obiadkach. Kończą się pomysły na wyciąganie Włodzimierza z tego paskudnego  stanu, nawet Pan Dzidek przybyły z ćwiartuchną się nie przebił przez ten murek, który Włodzimierz starannie wokół siebie  wzniósł. Opiendrole w wykonie Gieni, która Włodzimierza zna od dziecka też nic nie dały, źle to wygląda i mła jest pełna niedobrych przeczuć. Ciężko pomóc komuś, kto pomocy po prostu nie chce, o wiele to trudniejsze  niż ratowanie jeża.

Mła się zastanawia czy w przypadku Włodzimierza jest w stanie cóś zmienić, sama nie wiem. Ech... Na szczęście  z Cio Mary nie ma tego typu problemów, Cio jest osobą zadaniową i realizuje co tam sobie wytyczyła. Odzyskuje chęć do życia, nawet zamierza odwiedzić miejsce w którym uwielbiali z Wujkiem Jo spędzać urlauby. Tu mła odetchnęła z ulgą. U Mamelona i Sławencjusza też w porzo, choć Sławencjusz musiał ostatnio antybiotyk pobierać ale to taka przejściówka, nic co by spędzało sen z powiek. Tatuś, tfu, tfu, tfu, w miarę dobrej kondycji zarzundza kotem i kurami, oczywiście  miał sto porad na temat wychowu jeży. Mła słuchała uważnie bo Tatuś zbierał różne domowe i dzikie sieroty i kaleki, które potem odchowywał, leczył, wypuszczał na wolność jak się dało. Pamiętam przywracanie do życia a potem do dziczyzny  jastrzębia, co wymagało takiego zachodu że odchowanie jeża to przy tym picoletto. Zdaniem Tatusia najważniejsze  jest żeby jeż przed  tegoroczną zimą był należycie utuczony, tucz ponoć sprzyja właściwej hibernacji. Rany, miałam straszną wizję jak wypasiony niegrzeczny  jeż lata w grudniu po chałupie a ja wrzeszczę - Proszę natychmiast hibernować! Bo jak nie to... -  i w tym miejscu  zbrakło  mła konceptu. No bo jak nie będzie grzecznie hibernował to co?

Ogród odłogiem leży, mła sprząta chałupę i wyczynowo pierze kordły, poduszki, powleczenie materaca. Schnie to wszystko na dworze, więc takie  nieukiszone. Teraz mła powinna  wyprasować prasowalne  pościele, które tyż w dużej ilości wyprała, ale kombinuje jakby tu tego nie robić. Magiel drogi jak cholera, mła nie lubi nad żelazkiem stać za to lubi jak satynka chłodna wyprasowana, Szpagetka patrzy na mła tak że  mła czuje  że nielegalne spanie w niewyprasowanej pościółce szkodzi Szpagetce na zdrowie, bo ugniata  najsłodsze ciałeczko ale zdaniem mła jak  ktoś nielegalnie zalega to nie ma nic do mruczenia ani żadnego prawa do robienia za Kaszpirowskiego. Z planów twórczych mła nic nie wyszło, no chyba że się pod twórczość podciągnie artystyczne odsuwanie mebli by myć porządnie podłogi czy happening z praniem kilimka nadwyrkowego. Hym... coś mało ekscytująco to wygląda ale szczerze pisząc to mła jest zadowolniona z  powodu braku silniejszych wzruszeń i tak Włodzimierz niejedzący młowy mózg ugniata. Przy tych praniach, czyszczeniach, rozmowach z kotami i jeżem, gadek do śpiącej Małgoś, mła jakoś łapie równowagę, udaje się jej w miarę normalnie funkcjonować. Domowizna dobrowolnie uprawiana ma w sobie coś kojącego.. No i to by było na tyle. Fotki są domowe a w Muzyczniku śpiewa SZA. Odsapnę i odpowiem na komentarze z poprzedniego wpisu.