czwartek, 3 sierpnia 2023

Kto nie z nami ten przeciw nam

Po tym kiedy mła się bliżej przyglądała mendiom, w tym także takim które uchodzą słusznie czy niesłusznie za niezależne, mła się przyjrzy naszym politycznym. No bo niedługo wybory i trza się będzie określić żeby z powodu naszej ordynacji wyborczej nie przykładać ręki do rozpitalania tego czego jeszcze nie rozpitolono,  więc mła szuka szuka i podczytuje. Wbrew temu co nam się  w mendiach wciska, znaczy opowieści  o tym  że to przełomowe wybory i wogle, mła zachowuje resztki zdrowego rozsądku i wieści Wam że z tymi przełomami to tak średnio. Kierunku w którym podąża nasz kraj te wybory nie zmienią, nie bójcie się ani się nie łudźcie.  Jesteśmy częścią większej gry  i jeżeli coś się będzie miało mocno zmienić to nie odbędzie się to przy urnach wyborczych. Jestem tego jakoś dziwnie pewna, aż się boję, bo podobne uczucie miałam kiedy pierwszy raz  zetknęłam  się ze srandemiczną propagandą.  Wiem bo smrodek wyczuwam. Jednakże to nie jest tak że wybory nie są ważne, pierdoły też mogą człowiekowi krwi napsuć  a nasze zarzundzające cóś się starają żeby te pierdoły rozsierdzające nie były aż tak pierdołowate i ludziom życie niszczyły. Gospodarce naszej  zarzundzające służą średnio, oględnie rzecz ujmując, gdyby ludzie same przedsiębiorcze nie były to byśmy z torbami dawno temu poszli. Zaplecze socjalne państwa rzundzące prywatyzują dając kasę i rozwalając instytucje ochrony zdrowia,  edukacji,  nawet te siłowe  resorty  ucierpieli od tych ich działań, więc spora cześć wyborców, bardziej sporsza niż  cztery lata temu,  ma zarzundu dość. Co z tego wszystkiego wylezie zobaczymy.

Teraz mła przystępuje  do omawiania zanęty wyborczej. Zacznę od "takich co  jeszcze nie rządzili", co  właściwie od początku  III RP są jedną z ulubionych pozycji w wyborczym menu Polaków. Konfa znaczy, zwana też Konfederussią będzie na początek. Obecnego lidera tej partii, niejakiego Mentzena, mła uważa za lepszego cwaniaka żerującego na tych, którym się wydawa że ekonomia w firmie i ekonomia w państwie to tak samo działa. Hym... sporo prawdy jest w tym że z korwino - mikkizmu wyrasta się jak z pryszczy, kiedy się okazuje że z tym "liczeniem na siebie" to nie jest tak różowo jak się młodym ludziom wydawało.  Nie oznacza to jednakże że w programie gospodarczym prawicy nie ma jasnych punktów, są, jak najbardziej.  Jest też dużo realnej polityki, niestety przykrytej ideolo. Także tym dotyczącym polityki gospodarczej. Bycie doktorem nauk ekonomicznych nie oznacza bycia alfą i omegą, o czym można  się było przekonać słuchając debaty Petru - Mentzen. "Sześciu Królów" ze względów oczywistych  na naszej prawicy, która postanowiła być kato - prawicą, się nie zalęgnie ale nie da się ukryć że w paru kwestiach,  jak to się dziś mawia, "zaorał" Mentzena i mła poczuła że to jednak szkoda że prawica taka zacietrzewiona i nadal w tkwiąca w ekonomicznych teoriach końca  XX wieku.

Naprawdę szkoda, bo na tle festiwalu obietnic, to właściwie jedyna partia zachowująca choćby pozory rozsądku odnośnie gospodarki. Z wolnościami obywatelskimi to  u  Konfy jest zdziwnie bo niby tak z tym że dla kobit  to cóś mniej,  bo przeca płody, bez względu na ich płeć,  mają prawa równe osobom urodzonym, co samo w sobie jest słabo rozsądne. Koncept osoby ludzkiej od momentu powstania zygoty niesie więcej zagrożeń niż pożytków, szczególnie w dobie rozwoju biotechnologii, o  czym oczywiście konserwatyści nie myślą, bo oni to tylko  tak zgodnie z naturą, jak to klasyczni zygotarianie. Taa... tylko że  prawo musi choć troszki przystawać do życia a nie być jedynie pomnikiem ideolo,  bo robi się prawem martwym i jest antyskuteczne.  W kwestii rozrodczości program prawicy to cóś typu łapcie z łyka,   przejęty po korwinowych dziadkach  ( babków w tej prawicy prawie nie było,  bo Korwin - Mikke odstraszał ). W ogóle mła nie zna konfianych zapatrywań na nowe technologie i tego co oni o tym myśleją,  bo tam walka ze zwalczaniem herezji we własnych szeregach trwała a teraz to  jest mentzenizm roztaczany przedwyborczo i bardzo duży nacisk jest kładziony na ekonomię rozumianą wąsko jako , Panie tego, te podatki a cóś mniej na to że równość obywatelska to jednak nie do końca taka równa i co z tymi technologiami nowymi.

Poleciało to wszystko w Konfie za bardzo na prawo jak na mła, zdecydowanie wolę mniej zawierzeń a wincyj pragmatyzmu. No i poza tym Konfederussia ma cóś pansłowiańskie ciągoty, o ile Brauna popierałam w sprawie zakazu przymuszania do szczepień berbeluchą,   o tyle nie popieram jego wizji polityki wschodniej RP, to jest odjazd i pławienie się w panslawizmie XIX wiecznym. Braun byłby ciężkostrawny nawet dla wczesnego Dmowskiego. Niestety albo na szczęście nasza prawica, zupełnie jak nasza lewica, wychyla się  w skrajności i zwalcza herezję we własnych szeregach a dopiero potem niewierzących, co wcale nie wróży jej takiego sukcesu jaki mogłaby odnieść. Mła nie dziwi że Konfa podoba się głównie młodym facetom i że  im to zauroczenie przechodzi  wtedy, kiedy naprawdę dojrzewają i zaczynają kumać że życie to nie koncert życzeń i nic nie jest czarno białe tylko szare w szaro - szarą pepitkę. Kobiety, nie tylko młode, Konfę generalnie olewają i niestety niektóre z jej  jak najbardziej słusznych postulatów gospodarczych  tyż. Mła jako złośliwa megiera pomyślawszy sobie o tej "szczególnej  roli kobiet" ( jakoś konfianym cinżko przychodzi słowo obywatelka ), wpadła na pomysł jak przysporzyć kobiecych wyborczyń, he, he, he,  tej jedynej obecnie prawdziwie prawicowej partii. 

To proste jak drut i zdziwne że jeszcze żaden z polityków prawicy na to nie wpadł. Tzw. siedzenie w domu i wychowywanie dziecka to praca a za pracę należy się zapłata. Pensyjka i to taka od momentu powstania osoby ludzkiej, średnia krajowa a nie najczęściej wypłacane wynagrodzenie i przyrost obywatela będzie miał miejsce. Tak te prawicowe narzekają na demografię dodupną i napływ emigrantów a tu trza zwykłe prawa rynku zastosować, he, he, he. Żadne rodzinne do kieszeni ojca rodziny, kasa dla mamusi. I jeszcze solidnie każdą ciążę ubezpieczyć bo to zawsze ryzyko dla matki, rzucawka czyha a tu umiłowany zakaz aborcji może osierocić piątkę wcześniej urodzonych. I pieniąchy majo się na to znaleźć! Bo to przyszłość Ojczyzny! A dlaczego nie? Jak szczególna rola to szczególne traktowanie, nieprawdaż? He, he, he, mła się założy że wyborcy Konfy nie chcieliby żeby podatki szły na zawód matka a ojców podejmujących się ryzyka ciąży ni ma, więc ciężko się  tym męskim wyborcom cóś utożsamiać. Ech... mła niestety nie ma nadziei że prawicowi w najbliższym czasie choć trochę zmądrzeją w kwestiach społecznych, są betonem zafiksowanym na swoim ideolo jak lewica na wokizmie, mła się o tym przekonała słuchając ostatnio Łukasza Warzechy, któren rozsądny w inszych sprawach,  w tej kwestii czysto kobiecej jest silnie zawierzeniowy, co jak wiadomo rozsądek wykrzywia ( każde zawierzenie wykrzywia osąd ). Zatem Konfa to jednak nadal dziecinada dla młodych, nieznających życia chłopaczków, dla po katolicku wierzących pań i panów starszych ale na pewno nie dla mła, która nie ma ochoty być osobą drugiej kategorii we wlasnym państwie.

Lewica mła nerwuje z powodu swojego podejścia do gospodarki i silnego umiłowania "postępowego" zamordyzmu.  LGBT na sztandary, no chyba że LGBT ma pretensję o brzydkość ekonomiczną stosowaną wobec nich przez pracodawców. Jak brzydkość ekonomiczna  równościowa, znaczy LGBT majo tak samo do doopy jak nieLGBTY, to niech spadajo bo lewica takimi pierdolami jak brzydkość ekonomiczna się nie zajmuje.  Lewica przeca walczy o godność, najlepiej własną, zapijaną sojowym latte. Mła  przeczytawszy felieton  Środy Magdaleny i mla opadly macki wewnętrzne, tak kawiorem z latte sojowym zalatywało. Mła Wam zacytuje cóś jak credo  - "W kulturze woke chodzi o przebudzenie ku równości i czujność wobec wszelkich form dyskryminacji". Taa... i dalej w ten deseń że socjalizm tak a wypaczenia nie. Dla mła zdecydowanie nie, po całości, bo mła jako stara rura już wie że ci od wypaczeń  to blisko samowybaczeń.  No i klasyka powodu odrzuceń przez mła - brak otwartości i wolności myślenia sprzyja  popadaniu w ekstremizm i żadna to pociecha dla mła że  to ekstremizm lewicowy.  Mła jest cóś zmęczona tym  że ofiary dyskryminacji, gdy zyskują  władzę, same zaczynają poddawać dyskryminacji nie tylko dawnych oprawców, ale i wszystkich, których uznają za nieprawomyślnych wobec swojej wizji świata, cóś vide wczesne chrześcijaństwo. No wicie rozumicie, leszczynizm, czyli nagięta gałązka silnie odbija, kalecząc wszystkich dookoła. 

Mła już teraz widzi jak ci z lewej strony  potrafią poddawać opresji swoich przeciwników i to metodami bliźniaczo podobnymi do tych, jakie stosowali wobec nich fanatycy na prawicy. Kultura woke to  dla mła nic  innego niż poszukiwania heretyków i ich natychmiastowe piętnowanie. Bez sądu, bez dociekania intencji, bez głębszej refleksji czy i w ogóle zachowanie czy wypowiedź wyrządziły komuś rzeczywistą krzywdę. Zaprawdę powiadam Wam, niczym to się nie różni  od tropienia przez prawicowych  obrazy uczuć religijnych. Co najgorsze kultura woke jest ślepa na rzeczywiste problemy środowisk, w obronie których występuje, natomiast  trzeciorzędne czy wyimaginowane problemy bierze na sztandary. Jakby się głębiej zastanowić to jakaś aberracja zachodniego podejścia do indywidualizmu, przejaw nadmiernego ustępowania społeczeństwa  takim różnymi  indywidualnym  "a to mnie się nie podoba", " a teraz odczuwam dyskomfort". Przegięcie jednym słowem. Źle to się oczywiście skończy i tu żadne  próby wybronienia zjawiska przez Środę nie pomogą. 

Kultura woke jako  próba dekonstrukcji siatki pojęciowej wcale nie służy wyjaśnieniu rzeczywistości, nie chroni też niczyich praw, a wręcz przeciwnie,  fałszuje rzeczywistość i ogranicza prawa przytłaczającej większości, często gęsto tylko  po to by jakieś naprawdę marginalne środowiska czy wręcz jednostki  czuły  absolutny komfort. Ulubionym chłopcem do bicia  dla lewicowo wzmożonych jest  biały heteroseksualny mężczyzna, rzecz jasna uparcie szkodzący  planecie. Taa...  Nic nie wzmacnia prawicy tak bardzo, jak kretynizm lewicy. Zaczynam współczuć męskiemu heterykowi. Środa  profesur a jakby ślepa na jedno oko,  "wąsate wuje " samo zło a  "ciotunie rewolucji" samo dobro. Mła się zgadza z tymi, którzy uważają że jak  Środa Magdalena  pisze o kimś jakby adwersarzu "stary pryk" to to nie jest kultura woke tylko brak kultury. Lewica, nie dość że gospodarczo do mła nie pasi, bo mła uważa że napisane 100 ton ziarna to nie jest to samo co rzeczywiste 100 ton ziarna, to jeszcze  ekstremalna się cóś zrobiła. Nadmiernie szafują państwowym groszem gdzie nie trza i jeszcze ideolo u nich  odleciana jak poseł Braun, tylko do innego nieba. Odpada, bo mła wyczuwa ten kawior skrzypiący między licówkami siedzących na kanapie lewicowych, dla których sprawa samopoczucia człowieka  identyfikującego się z korkodylem będzie niedługo ważniejsza niż to że numer z najniższą krajową cóś zbyt powszechny.

Platformiani czyli głosuj na zawsze mniejsze zło? Ech... mła paczy na te występy i nawet usiłuje rozumieć że tu i tam strategia wybiórczo wyborcza ale cóś qurna słabo rozumie. Zawoalowane tylko leciutko parcie na koryto z konfiturami widzi, miałkość i w sumie brak konkretów, bo "pomysły mogo ukraść" . Jakoś  to wszystko mła nie przekonuje żeby akurat platformianym powierzać kierowanie naszym grajdołkiem. Ubrali się w lewicową retorykę jak w niepasującą sukienkę i udają kogoś, kim tak naprawdę nie są. Zdaniem mła mogliby  zyskać gdyby sukienka była ich własna a nie pożyczona od lewicy, a majty swoje a nie zdarte z  Konfy, tylko mła ma wrażenie że te własne odzianka to mogłoby być  bezguście, w dodatku po amatorsku krojone  i szyte. Platforma jest leniwa intelektualnie, kradnie lep na Julki i czeka aż konfiane chłopaczki dojrzeją, sama roztacza jakieś bardzo mgliste wizje antypisowskiego sposobu zarzundzania państwem. Zachowują się tak, jakby do nich nadal słabo docierało że te osiem lat niemocy i demolowania struktur państwa nie zafundował nam nikt inny tylko oni, swoją polityką robioną zwłaszcza  podczas drugiej kadencji ( no dobra, pomijam tu cudowną rolę Razemów, bez głupoty politycznej których PISdowate nie miałyby aż takiej większości pozwalającej im demontować państwo ) .

Wicie rozumicie mła nie oczekuje jakichś świetlanych wizji i zmiany świata, mła jest na to za stara i za cwana, mła jednakże chciałaby  wiedzieć co platformiane naprawdę mają do zaproponowania, bo jak mają to samo co miały osiem lat temu to fajnie nie będzie. Mła nie wsłuchuje się w to co mówi Tusk, bo jakoś nie widzi Tuska w polityce za lat dziesięć, mła się wsłuchuje w to co mów Trzaskowski i niestety mła widzi cóś na kształt justinotrudeauizmu, lewicową pelerynkę przykrywającą spolegliwość wobec korpo, podążanie szlakiem wyznaczonym przez Makrelę a do tego mła nie ma się  ochoty przykładać. Owszem wolność osobista dla obywatelek winksza ale pomysły na zakres osobistej wolności dla wszystkich obywateli ( vide srandemia ) to hym... tego... ta lewicowa sukienka to razem z tą podszewką zamordyzmu przejęta. Hym... a może mła się myli, może Donald chce podążyć śladem innego Donalda? Tak nawiasem pisząć to ciekawa jestem jak będą wyglądały przyszłe debaty  prezydenckie w Stanach? Przyznam się że liczę na okładanie się balkonikiem i laską. Gdyby jeszcze to wszystko było prawie na golasa i w kisielu to byłoby naprawdę cool. A wracając do naszych baranów to  oddawać na Pełowatych głos żeby PISdowate nie niszczyły struktur państwa? Oj, problematyczne  to dla mła, platformiane bowiem nie gwarantują zdaniem mła zmiany myślenia  o państwie, mła się obawia że to może być kolejna odsłona "Teraz, k...a, my!".  Jeszcze nie odpadają ale mła się naprawdę musi solidnie zastanowić czy warto wybierać  i raczej jest na nie niż na tak. Głosować bo nie chcem ale muszem? Ech...

Trzecia Droga i Chłopi ? A ta droga to dokąd? A dlaczego Chłopy a Babów nie widać? Popłuczyny po popłuczynach, jeszcze to mniej wyraziste niż Platformiane. Czemu i komu to ma służyć? Oczywiście poza politykami tych partii, bo to że to ma im służyć to "oczywista oczywistość". Mła się ostatnio wydawało że ta formacja zmierza w stronę PIS light i być może będzie przejmować takich z PISu, którzy głosowali wg. dyrektyw Nadprezesa ale się przy tym nie cieszyli. Od Platformy wyraźny dystans, lewicowe hasełka cóś nie odpowiadają ale rośnie też dystans do KK, któren tak zblatowany z PISdowatymi, że Trzeciodrożne zrobiły się zazdrosne jak  zdradzony małżonek i postanowiły ukarać niewierną. Z tym że to może tak dla picu, w nadziei że niewierna wróci. Mła się zastanawia co mogliby nawywijać starzy wyjadacze i półprodukt polityczny jakim są hołownianie? Jak na razie to główne zagrożenie z ich strony mła upatruje w nepotyzmie, spółki Skarbu Państwa przejęliby ludowcy w takim samym stopniu jak PISdowate, mła nie ma złudzeń. Co do reszty polityki to mła odnosi wrażenie że to byłby gospodarczy pragmatyzm, bez wychyłów. Przerażające że sprzedajne chłopstwo i "chłopiec z rozdania" tak mało przerażają mła. No ale na tle pozostałych politycznych to oni nie wyglądają szczególnie groźnie. Poza tym człowiek nie będzie zdziwiony podziałem synekur, przeca chłopy, w przeciwieństwie do innych partii, nie przykrywali nadmiernie kordełką ideolo wystającej jak te brudne giry z pościeli, chętki na  państwowe posadki z odpowiednią pensją. Hym... cóś jakby cień uczciwości, mla ich nie skreśliła z powodu mniejszego wciskania kitu. Chłop z Hołownią jaki jest każden widzi, stary wałach ślepy na jedno oko, ale przynajmniej nie udaje  arabskiego ogiera z dawnego Janowa Podlaskiego. Premia za uczciwość się należy, he, he, he. Rany Julek, co też mła o Chłopie wypisuje! Chodzo słuchy że Chłop ma rzucić Hołownię z tego powodu że jest pierwsza naiwna a Chłop niby prosty ale partnerów to lubi wyrafinowanych. Pożyjemy, zobaczymy.

Reszta oferty opozycyjnej to plankton i mła nie będzie obstawiać. Na koniec rzundzące, im też się należy przyjrzeć. PISdowate w opakowaniu narodowo - katolickim przejętym od prawicy uprawiajo klasyczny i miło przez lud nasz wspominany, socjalizm ery gierkowskiej. Komitety zamienili na kruchtę i to w zasadzie cała różnica. Dążą do gospodarki centralnie sterowanej bo im się wydawa że to będzie czebolizm południowokoreański. No cóż, pojęcie różnica kulturowa u PISdniętych niepopularne. Po ośmiu latach rządów formacji  pod tytułem Zjednoczona Prawica nie mamy własnej polityki gospodarczej, koncerny dalej robią w Cebulandii co uważają a jedyny sukces walki o kasę z marketowcami został był  tego... ten... zoptymalizowany. Nie mamy też własnej polityki zagranicznej, od czasu do czasu pokopują nas Amerykanie albo EU, co najbardziej było widoczne na początku wojny w Ukrainie, kiedy otrzymaliśmy od braci zza Wielkiej Wody kopa prostującego, któren zlikwidował nam garba pod tytułem polityka wschodnia. Teraz garb rozłożył się na  wszystkich naszych znajomych, którym przedtem się głupio zdawało że oni politykę wschodnią mają. Oczywiście nasze pokopane zostały podpięte pod Wielkiego Cyca w paski i gwiazdy i dojo, opowiadając wkoło jakie to głodne i nienajedzone, zerkają na Wielkiego Cyca  niebiewskiego w gwiazdki i kiedy nikt nie widzi też się podłączają, by potem twierdzić że głodzone. Madka Europa dokarmia bo wbrew temu co się oficjalnie mówi to Polska jest uważana za dobre dziecko, tylko takie które ma ADHD oraz świerzb.

 No upiera się przy tym sądownictwie ale przy srovidzie kombinowało i kradło jak wszystkie inne "cywilizowane" Europejczyki, uchodźcy oficjalnie be a nieoficjalnie to śmigajo po kraju w kierunku Reichu, któren jak wiadomo jest Rajem tylko że z niedziewicami. Z okazji uchodźców wojennych rzundzące spiły miody za lud, któren usiłował się zachować przyzwoicie i nawet mu to po większości wyszło. Co durniejsze pomysły typu Zielony Wał  rzundzące będą realizować skwapliwe, bowiem każden wał jest mile widziany. Z okazji przypodobania się EU rzundzące zaliczyły parę wpadek u swojego elektoratu na wsi. A to sprzedawana pod przykrywką dobroci dla zwierząt akcja rozwalania rolnikom źródeł utrzymania, a to dobroczynny przejazd  ukraińskiego zboża. Poświęciły się. Rozdrapały świerzba.  Ba, one rzundzące posunęły się nawet do tego że płacą EU  kary zamiast dogadać się z somsiadem i podpisały weksel pożyczki, z której bohatersko nie korzystają. To się nazywa finansowanie wspólnoty. Mła zmieniła zdanie na temat PISdniętych , mła się przekonała że to najbardziej proeuropejska partia w Polsce. Żadna inna partia, nawet Peło, nie przekładała w taki sposób interesów EU nad interes naszego państwa. PISdnięte to prawdziwe Europejczyki. Kiedy tylko się zorientują że kontakty z kruchtą nie  przekładają się na wzrost poparcia to była premier sama na sobie aborcji dokona, bo to się jej będzie należało. Reasumując to politykę zagramaniczną mamy amerykańską, gospodarczą europejską, wewnętrzną polską i to z powodu tej wewnętrznej jest nam coś tak do doopy. Mła na Zjednoczoną Prawicę na pewno nie zagłosuje, choćby dlatego że higiena wymaga zmiany władzy,  ale PISdnięte i reszta na pewno sporą grupę tym co zwykle zanęcą. 


Jak widzicie to wbrew pozorom każda zmiana władzy będzie zmianą  z tych kosmetycznych. Prawdziwie ważne wybory to odbędą się u nas za rok i za dwa lata. A teraz to  wszystko będzie po staremu, tylko polityka wewnętrzna nieco może nam się zmienić. Niestety mendialne nie zachowają się przyzwoicie i Kaczyński z Tuskiem będą wychodzić z  lodówki a Mentzen, zaszczepiony na dziadka z Wermachtu,  będzie wokół nich tańczył. Do października mamy przerąbane. Ten wpis powstał bo nijak nie mogłam lognąć się u Agniechy i coś skrobnąć. Za ozdóbstwo robią prace katalońskiego malarza z przełomu wieków XIX i XX Santiago Rusiñola. Muzyczka pod obrazki to Joaquina Rodrigo addagio z "Concierto de Aranjuez" głównie  w wykonie Narciso Yepesa.

wtorek, 1 sierpnia 2023

Mendia - pięć grzechów ciężkich

Zabrałam się do tego opisywania kawałka naszej rzeczywistości jaką są działania mendiów z pewnym nastawieniem, znaczy mła ma jakieś tam wyobrażenia o tym jak media powinny funkcjonować. Tymczasem wyobrażenia i życzenia sobie a życie sobie, czyli befsztyk wańkowiczowski. No wicie jak to jest, Wańkowicz to ładnie opisał - "Stary, jak to zwykł robić w Kiejdanach, długo i sumiennie tłumaczył kelnerowi, jak ma być przyrządzony befsztyk. Ja tymczasem przykleiłem się w ekstazie do windy na potrawy z kuchni w suterenie. Kelner krzyczał w dół: "Tylko na świeżym maśle!", a z tajemniczych głębi huczało: "Skąd ja temu skurwysynowi świeżego masła wezmę?" Mięcho czyli info jest na miejscu, natomiast zagadką jest gdzie podziali się dziennikarze? Zawód w zaniku czy co? To co wypuszczają redakcje informacyjne  to jest produkt informacyjnopodobny, ersatz. Mła czyta albo propagandystów jak za komuny ( a nawet gorzej niż za komuny, bo za niej to dzięki warsztatowi dziennikarskiemu przemycano różne niewygodne treści ) albo przetłumaczone przez translatora Google, w tej bezpłatnej  powszechnie dostępnej wersji, info dostarczone przez agencję informacyjną, którego korektą pod względem poprawności semantycznej nikt się nie zajął. Pod względem inszej poprawności tyż nie, bo niewygodnych treści, to znaczy niezgodnych z tzw. linią polityczną redakcji  albo w ogóle się nie zamieszcza albo pojawiają się na króciutko, efemerydy znaczy ( co niedobrze świadczy o etyce dziennikarskiej i odpowiedzialności czwartej władzy przed społeczeństwem ). Zastępowane są pudelkizmem stosowanym, tabloidyzacja portali dochodzi do tego stopnia, że Pudelki i inne Plotki albo padną albo, co bardziej prawdopodobne bo to się już dzieje, zostaną wchłonięte w całości  przez redakcje informacyjne. 

Tabloidyzacja

Pudelkizm wkrada się podstępnie, za sprawą nagłaśniania zdarzeń typu zabójstwa i wypadki drogowe. Zdaniem mła wypadek drogowy, w którym giną cztery osoby to nie jest info na jedynkę. Jaki bowiem jest wpływ tego wypadku na losy milionów Polaków? Jeżeli nie zginął wysoki urzędnik państwowy, właściciel pakietu kontrolnego jakiego holdingu, osoba powszechnie rozpoznawalna, istotna z punktu społecznego znaczenia,  to ten wpływ jest żaden.Wiecie ile dziennie umiera w Polsce osób w wyniku wypadków komunikacyjnych? No na pewno mniej niż osób zeszłych z tego świata z powodu braku dostępu do świadczeń medycznych a przeca mła  na jedynce nie widzi tytułu "Kolejne zgony spowodowane brakiem lekarzy", nie walą mła po oczach  tytuły "Ile czasu  będziemy spłacali dług zdrowotny z czasu pandemii?" czy "Brawura  przyczyną coraz większej liczby wypadków" albo "Zaostrzenie kar czy ich nieuchronność - ileś tam wypadków komunikacyjnych w ubiegłym tygodniu". No takie tytuły mła by była w stanie zrozumieć, grzania tematu nikomu wcześniej nieznanej osoby zamordowanej w Grecji, wypadku komunikacyjnego syna osoby uczestniczącej w jednym z wielu telewizyjnych programów, o znikomej zresztą oglądalności, który to wypadek nie jest katastrofą w ruchu lądowym, tematu aktora złapanego na jeździe po pijaku,  bo akurat ten aktor ma takie a nie inne poglądy polityczne, mła nie rozumie.  Te wszystkie umieszczane na jedynkach sprawy nie są społecznie bardzo istotne, to infopasza mająca na celu z jednej strony klikalność przekładalną na kasę,  osiąganą z pomocą odbiorców  maglowych wiadomości  a z drugiej stworzenie wrażenia że społeczeństwo jest o ważnych tematach informowane. A quźwa nie jest, czyta, słucha i ogląda pierdoły o dupie Maryni, na poziomie magla sprzed II Wojny Światowej! Portale informacyjne informują o wszystkim, ze szczególnym uwzględnieniem tematów podnoszących klikalność i nic nie wnoszących do społecznego dyskursu, tak bym określiła stan obecny. Jakby ktoś myślał że pudelkizm dotyczy tylko "lewicowych", "liberalnych",  to jest w mylnym błędzie, mendia związane z prawicą w obyczajówce taplają się namiętnie. "Kasa, misiu, kasa".

Prace zlecone

To że media mają sympatie polityczne to, jak mawia klasyk "Oczywista oczywistość". To że zamieniają się w agencję public relations albo co gorsza w  rzecznika prasowego partii politycznych,  to nie tylko nie jest oczywiste, to jest karygodne. Zadaniem wolnych  mediów jest prezentowanie odbiorcom jak najbardziej obiektywnego obrazu świata, całkowity obiektywizm jest niemożliwy ale kumanie się z partiami politycznymi i wchodzenie z nimi w układy, uniemożliwia odbiorcy mediów jakikolwiek rozsądny osąd rzeczywistości. Wolne mendia pracują dla społecznego odbiorcy a jeżeli pracują dla kogokolwiek innego to nie są wolne. Idealizm? Tak, ale jakieś, quźwa, ideały do których się dąży dobrze mieć! W mendiach obecnie  prezentuje się wersję partyjną, tzn. opisuje się zdarzenia w taki sposób, by jak najlepiej wypadła partia polityczna z którą sympatyzuje redakcja lub co gorsza zarząd medium, bo coraz częściej zdanie redakcji jest zdaniem zarządu, czyli kasiastych, którzy do dziennikarskiej roboty powinni się wtrącać z rzadka, w sprawach najbardziej istotnych a ideałem  by było gdyby nie wtrącali się w ogóle. Wszyscy polityczni od prawa do lewa i wszystkie mendia mainstreamowe i parę pozamainstreamowych są uwikłani w ten proceder. Bo to jest proceder, wypaczenie nie do wybaczenia, zaprzeczające idei wolności mediów. Zbieranie kasy na niezależność jest OK, to znaczy tak się wydawa na pierwszy  rzut oka. Na drugi rzut oka to widać atakujący pudelkizm, niezależnie od politycznych sympatii kasozbieracza. Sekielscy czy Kanał Sportowy zarabiają, Sekielscy nie na wszystkim, za to  Kanał Sportowy to już niemal klasyczny bulwarownik - dużo bicia piany na sprawach obyczajowych, z refleksją cóś słabo. No ale przeca to pozamainstreamowcy, taa... szlachetni bojownicy o prawdę. Jaką prawdę? Kiedy trzeba pogrzebać to grzebie się tam tylko gdzie będzie na bazie i po linii jak u Sekielskich albo nie grzebie się w ogóle, tylko bezrefleksyjnie plecie, vide na Kanale Sportowym oburzenie  promowaniem sexworkingu i absolutne spłycenie tematu do promowania prostytucji przez opcję, której się nie lubi ( to że Wysokie Obcasy zamieniły się w Wyczyszczone Oficerki nie oznacza że każda krytyka ich  dotycząca jest mądra, sexworking to zjawisko na tyle złożone że jak widać proste umysły o lewicowych czy prawicowych skłonnościach sobie z nim wyraźnie nie radzą ). Mła nie dziwi że Kanał Sportowy poszedł w jakieś procesy z Janoszkami, czysty Pudel. Ponadto samodzielnie zbierający kasę też biorą udział w tworzeniu bańek informacyjnych, przecież ludzie nie płacą dziennikarzom za burzenie ich obrazu świata, płacą za jego utrwalanie. No wicie rozumicie - "O, ten to dobrze mówi!"

Warsztat 

Dziennikarz to informator, nie sprzedawca, donosicielstwo wymaga  nieco innych cech charakteru niż te w które  charakteryzują sprzedawcę. Informator poinformuje nawet za darmo, satysfakcją jest tu burzenie gładkiej tafli wody. Wielu adeptów zawodu nie widzi różnicy między informatorem a sprzedawcą i stąd zdziwności takie jak uczestnictwo w kreowaniu produktów nagminne promowanie w mendiach ludzi istniejących w nich poprzez skandal, który wywołują ), powtarzanie bez refleksji czyli sprawdzenia gotowców podrzucanych przez politycznych i niepolitycznych, którzy mają interes w ujawnianiu skrawków wiedzy. Zaznaczam - skrawków, których wylezienie posłuży  interesom tych, którzy stoją za  tzw. przeciekami. Właściwie to powinno być trzykrotnie podkreślone. Takie działania przyczyniają się do tego że kreowany  jest już nie tylko produkt ale cała rzeczywistość. Nadświaty wirtualne zdają się obecnie przytłaczać ten nasz świat realny. Mła wie że zawsze nadświat istniał i namiętnie fałszowano rzeczywistość, usiłując wmawiać  że taka, Panie tego, jest prawda jak to my ją opisujemy, pokazujemy i wogle. Jednakże zawsze były insze obiegi, drugie i trzecie, jakoś obraz świata się w kontrze do wersji mainstreamu budowało, drodzy bibularze. Hym... tylko teraz obiegów jest tyle że można dopasować sobie info do aktualnego nastroju, tzn. poszukać takich informacji, które potwierdzą że nasze poglądy są jedynie słuszne. Info podaje się  bardzo często niepotwierdzone, no bo po co potwierdzać, skoro przypuszczenie też da się sprzedać i jeszcze można je politycznie  ubrać. Reporter ma sprawdzić czy aby info prawdziwe - a po co?  Reporter kosztuje a tu trza koszty ciąć, więc albo reporter zmyśla siedząc w domku przed kompem albo zastępują go źródła, czasem takie istniejące tylko w głowie wydawcy. O drugim czy trzecim źródle potwierdzającym info lepiej zmilczeć, bajka o żelaznym wilku. Takiego rodzaju to opis rzeczywistości.  Mła przypomina to wszystko wymyślanie nieistniejących zwierząt przez jednego czeskiego pisarza i wysyłanie  opisów tych tajemniczych gatunków do niszowej prasy zajmującej się odkryciami naukowymi. Teraz opowieści o nieznanych gatunkach wyszły poza niszę. Zawód dziennikarza zawsze wiązał się z ryzykiem, stąd jego szczególna ochrona prawna. Dziś ryzyko coraz rzadziej wkalkulowane w koszta, ochrona prawna też się robi iluzoryczna i to wcale nie z lekka. Teraz pewnie wylezę na kompletnie odlecianego babersa ale by mnie zadławiło, znaczy  rączka by mię uschła gdybym nie napisała - większość tzw. youtuberów i tiktokowców prowadzących swoje własne kanały to tragedia w wielu aktach,  źle napisana i zagrana, nudna i wtórna. Oczywiście są gwiazdy, najczęściej starzy wyjadacze albo poukładani, którzy mimo widocznych sympatii politycznych mają warsztat, co odróżnia wykonujących zawód dziennikarza od wykonujących zawód propagandysty, zwany dziś peerem. Warsztat powoduje że plusy nie przysłaniają minusów, dziennikarz musi być choć trochę cyniczny w stosunku do rzeczywistości. Mła odnosi wrażenie że większość tzw. dziennikarzy z neta jest cyniczna jedynie w stosunku do odbiorców. Taa...

Radykalizacja

No nie może być letnio, letnio się nie sprzedaje. Co innego jak wrze, wrzenie się klika.  No a jak jest tak nudno i jeszcze do jakichś ustaleń czy konsensusów dochodzi, nie takich nadzwyczajnych a zwykle codziennych, to mendialnych aż skręca, co widać po artykułach  pełnych jadowitych przypuszczeń. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Emocje nakręcają radykalizację  postaw. Rozsądek, chłodna ocena - zapomnijcie. Człowiek w Moro narkoman i umierający nieustannie  na wszystko Wujek Wowa, traktowani  nawet nie jak stare, klasyczne celebrities tylko  famous for being famous, z wywlekaniem  przodków, kochanek, dzieci, zwierząt domowych, tylko czekać na zwyczaje  łóżkowe. Wszystko to w celu nagrzania emocji, wojna to za mało i za dużo jednocześnie, zdjęć tego co zostało z torturowanych ludzi większość społeczeństwa nie chce oglądać, trzeba więc zrobić teatr i obsadzić role bohaterów, dać im twarz, choć przecież ludzie nie są aż takimi idiotami żeby nie wiedzieć że za tymi u władzy stoją inni, całe grupy interesów, bo polityka  to gra zbiorowych interesów. Tylko że cóś dużo tych grup, może być problem z utożsamieniem i  jeszcze się odbiorca zastanawiać zacznie co te ludzie chcą, o  co tu chodzi? Świat przestanie być zero - jedynkowy, stanie się miejscem w szaro - szarą pepitkę a nie czarno - białym przedstawieniem. Mendia świadome że zbiorowe interesy to trudniejsza do wciskania sprawa niż indywidualny show, tworzą coś na kształt hitlero - stalino laurek - paszkwili. Taa... latanie z żurawiami i miętkie, żydowskie serduszko, onkogenny makiawelizm i ćpanie. Jak  to się ma do rzeczywistości wojny  na Ukrainie?  Jak  ploteczki w maglu do obserwowania sekcji zwłok odkopanego dziecka, któremu ktoś obciął głowę, bo to wojenka, Panie tego. Prawdy się tu wszyscy boją bo od zalewu okropności odbiorca się odwraca, taka reakcja obronna organizma. Dlatego w mendiach prowadzą wojnę dwóch pacynek, dzięki takiemu zabiegowi kasa gra. No a kiedy nie ma wojny to co robić? Zawsze można zrobić covid. O śmierdzącej roli mendiów z okazji  wypromowania covida złego, tworzeniu podziałów społecznych i radykalizacji postaw to elaboraty pisać będą. Gdyby nie media to covida złego pies z kulawą nogą by nie zauważył, cała histeria nakręcana dla kasy i politycznych korzyści  bardzo wielu  osobom uświadomiła że z czwartą władzą jest cóś bardzo ale to bardzo mocno nie tak. Każda władza ma służyć społeczeństwu a nie sama sobie, jak będzie służyła sama sobie to się to dla niej prędzej czy później źle skończy.

Tworzenie podziałów

To po trosze wypływa z radykalizacji przesyłu, że tak to nazwę,  a formę doskonałą uzyskuje w postaci bańki informacyjnej, której uczestnicy są starannie zaimpregnowani na każdy inny przekaz niż ten jedynie słuszny, pochodzący z jedynie słusznego źródła, która służy jedynie słusznej sprawie. Mła się tu posłuży przykładem amerykańskim, bo jest znany powszechnie i dość klarowny. Parę frakcji kasiastych i należące do nich mendia od lat wielu, znaczy przynajmniej od ponad pół wieku ( konkretnie to od debaty Kennedy - Nixon, kiedy poznano siłę rażenia telewizji ) wpływają na wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych w USA, w stopniu jakiego nie doświadczyliśmy jeszcze w Europie, w której kasiaści nie występują w takim nagromadzeniu i w której z powodów historycznych rola  kasiastych wygląda nieco inaczej niż ich amerykańskich odpowiedników. No wiecie, w Ameryce wszystko jest bardziej. Skutkiem aż takiego wpływu mendiów na politykę jest powstanie takiego tworu jak dziennikarz twórca światów. Nie że tylko celebryta, ludzie mendiów mają realną władzę i to taką od której zakręciło im się w główkach. Zdaniem  mła to zakręcenie trwa od jakichś piętnastu lat, myślę że związane jest pośrednio z kryzysem w roku 2008. W Europie nikt nie osiągnął statusu Ophry, nawet nie mamy Tuckera Carlsona, co nie znaczy że naszym mendialnym się nie marzy i że nie pracują pilnie żeby podobny status osiągnąć. Kiedy jest się twórcą światów to przestaje się być informatorem, znaczy powinno się powieści pisać czy coś a nie relacjonować jak świat funkcjonuje. Pojawia się samouwielbienie i cynizm wobec odbiorcy, celowo się odbiorcę nakręca wciskając mu kit, lub tylko tendencyjnie dobrane fakty i obserwuje się tworzenie bańki nad którą się panuje. Tak się panuje że politycy wokół, których się ją buduję mogą stać się jej zakładnikami albo z nią popłynąć, co przydarzyło się Ryżemu z Hameryki,  kiedy zbliżało się przekazanie władzy Strasznemu Dziaduniowi.  Mła uważa że Tucker Carlson, dziennikarz który w Iraku nie doszukał się broni masowego rażenia, który doczepił się jak najbardziej słusznie do instytucji "proklamujących" covid nasz jedyny w swym źle niepowtarzalny i najświętszy, wyleciał z roboty nie za to że bańkę tworzył ale że został na tym złapany. Tworzenie bańki zaczął od tworzenia Tuckera Carlsona, oficjalnego wyznawcy Ryżego, którym w cichości ( na jego nieszczęście niezupełnej, zachowały się maile pokazujące rzeczywisty stosunek Tuckera do Ryżego, oraz skalę manipulacji jakiej się dopuścił ) nie był. Murdoch, który dopuścił z kolei do pokazania mendialnej kuchni, czyli tego co media wyprawiają ze społeczeństwem, czym prędzej przekazał stery imperium synowi. Korporacje mendialne, zarówno te związane z republikanami ( oficjalnie ), jak i te związane z demokratami ( oficjalnie ), odetchnęły z ulgą i zajęły się sprawdzaniem stanu kasy, o której napełnienie dbają propagandyści tworzący banieczki.

Tak się zastanawiałam czym ten tekst ozdobić i jaką  muzyczkę do niego zapodać. W końcu uznałam że poleci sobie nagi, bez umilaczy. Wszyscy jesteśmy kształtowani przez mendia, nawet ci, którzy tak jak mła uważają się za osoby mniej podatne na manipulację co jest guzik prawdą, bardzo częstym przypadkiem jest manipulowanie w opozycji do mainstreamu, albo tworzenie pakietu - no wicie rozumicie, troszki prawdy w jednym miejscu żeby w drugim sprzedać duże kłamstwo, mnóstwo ludzi się na to nabiera ), chciałam żebyście skupili się na tym co piszę, bo  mła uczono  że rozpoznawanie zagrożeń to część prewencji. Trza nam się chronić przed wciskaczami "prawd". Na koniec napiszę Wam coś pocieszającego - w mendiach zachodzi zmiana. Strach się unosi po korytarzach budynków  mendialnych korpo. To jest związane z AI, która miała nas obdarzyć tyloma dobrociami. Ponieważ zarzundzające i kasiaste strasznie się jej bojają, zastanawiam się czy z tymi dobrociami to może jednak  prawda prawdziwa, he, he, he.

sobota, 29 lipca 2023

Uwolnić orkę... znaczy uwolnić TZP

Posrywek, znaczy TZP wreszcie na wolności. Do domu  zagląda żeby miskę sprawdzić ale już mam nadzieję że żyć będzie sobie w ogrodzie, jak najbardziej tajemniczym jeżowym życiem. Wejście Posrywka w dorosłość odbyło się z hukiem, Posrywek dał znać że jest dorosły i będzie się sam rzundził.  Zaczęło się od typowych problemów jakie sprawiają nastolatki, znaczy Posrywek robił co chciał i szalał po nocach. Prawdziwy problem wychowawczy został na szczęście zduszony w zarodku, dzięki czujności Mrutka, który za Posrywkiem nie przepadał, od kiedy tylko się dowiedział że z Posrywka nie będzie jeż mięsny. Odkąd Posrywek porządnie nabrał ciałka, Mrutek zaniepokoił się tak bardziej na poważnie i Posrywka nieustannie śledził, gdyż jak twierdził musi kontrolować co Posrywek robi, bo przewiduje z nim same kłopoty. No i wyśledził jeżową zbrodnię! Mła kupiła mleko w proszku i zostawiła je w torebce zakupowej postawionej na podłodze, bo jak zwykle gdzieś leciała i nie miała czasu schować zakupów. Potem wyjęła z torebki co najważniejsze, znów poleciała a o reszcie zakupów w torebce zapomniała. Kiedy poiła Małgoś przybiegł do mła  bardzo znerwowany Mrutek, drący się i bijący ogonem, mła natentychmiast wiedziała że trza się udać do chałupy, bo tam się dzieje. Ułożyłam Małgoś i w te pędy do domu a w kuchni na podłodze rozwalone opakowanie proszkowanego mleka a w środku biały jeż. Żrący to mleko jak w amoku! Mrutek do madki - "Mamy ćpuna, żre biały proszek! Mrutek wiedział że tak będzie!" Madka nic Mrutku nie odpowiedziała bo mła zatchnęło kiedy zobaczyła Posrywka w wersji biały jeż pigmejski na sterydach. Upudrowany jak fufa ( to ta wysoko upięta fryzura ) Marie Antoinette żarł procha jak chomiki żrą ziarno na zapas. Mła jeszcze czegoś takiego w wykonie Posrywka nie widziała.

 
Chciałam wyciągnąć jeża z torebki i posprzątać ten bajzel a tu nie tylko było ze strony kolczastego na mła pyskowane i to bardzo agresywnie, z najeżonym czółkiem i skokami, naćpany mlekiem Posrywek mła użarł i to mocno! Mła aż wrzasnęła więc Posrywek dalej do mła z fukaniem. Mrutek postanowił wówczas  Posrywku wprać i mało co a by doszło do poważnej nieprzyjemności kocio - jeżowej. Mła szybko wzięła ręcznik, złapała ćpuna i majtającego tymi krótkimi łapkami wyniosła na podwórko. Mrutek biegł za mła i się Posrywku odgrażał a do mleka dopadła Sztaflik, która odkryła że kulinarne gusta jeża pokrywają się z jej poczuciem smaku. Wyrywającego się Posrywka mła postawiła na środku podwórka i kiedy się obracała to widziała znikający za drzwiami kamienicznymi tyłek galopującego z powrotem do mleka Posrywka. No to i mła się puściła biegiem, bo jeże cholernie szybko biegają a mła wiedziała że rozeźlony Posrywek skonfrontowany z naszą Xeną Wojowniczą Księżniczką wyżerającą mleko,  to dopiero będzie jazda. Zdążyłam cudem,  Posrywek z fukaniem ruszał do koty, która natentychmiast podwoiła objętość. Tym razem nie łapałam żadnego stworzenia, złapałam towar, znaczy mleko i wykonałam to co robi z prochami DEA - czym prędzej  zutylizowałam wywalając te resztki do kibla i starannie spuszczając wodę. Kiedy się odwróciłam na progu łazienki stała cała trójka, Mrutek, Sztaflik i Posrywek  i wgapiali się we mła. Odniosłam wrażenie że Posrywek to jakby groźnie. To wgapianie to  była tylko króciutka chwilka,  bo błyskawicznie Sztaflik i Posrywek wrócili do kuchni i zaczęli zjadać rozsypany na podłodze proszek. Mrutek wrócił razem z mła i oboje zdegustowani patrzeliśmy na to ćpuństwo dziejące się na naszych oczach. Mrutek wymruczał do mła - "No i zdeprawował nam dokumentnie Sztaflika. A mruczałem że trza go szybko zjeść, zanim się rozbestwi."

Co madka miała Mrutku odpowiedzieć? Madka tylko westchnęła i zaczęła napełniać wodą wiaderko coby starannie szmatką a nie mopem wymyć z resztek mleka podłogę. Kiedy po tym wszystkim madka dała kotom i jeżowi  kolację ( przybyli z ogrodu po zajściu  Okularia, Szpagetka i Pasiak cóś nie dowierzali że taka sytuacja miała  miejsce, zwłaszcza Szpagetka, bo  przeca niemożliwe żeby jej jeż użarł mami, która tak tylko dla ozdoby łazi z palcami zarivanolowanymi na żółto ), nie zauważyła zmniejszenia apetytu u Sztaflika i Posrywka. Przeciwnie, rozżarci byli.  Potem mła położyła się do wyrka razem z Mrutkiem i myśleliśmy sobie razem o jeżowej niewdzięczności. Mła usłyszała  szuranie koło łóżka, kiedy się wychyliła coby sprawdzić czy Posrywek nie ozdabia moich pantofli wewnątrz a nie jak zawsze wyciska z siebie wokół nich, zobaczyła coś co mła uświadomiło że Posrywek już jest dorosłym prawie jeżem, takim, który da sobie radę w życiu bowiem wyposażony jest we wszystkie niezbędne ku temu cechy. Choć nie wiem czy cóś na kształt zajadłej mściwości w  życiu tak bardzo jest potrzebne - Posrywek nie obsrywał moich paputków, on je po prostu żarł. Obgryzał jak szczeniaki obgryzają nogi od mebli. Miałam wrażenie że z mściwym ukontentowaniem. Mrutek do madki wymruczał - "Nie patrz na to, naćpany jest i taki dopalony że coś musi zniszczyć. Jutro wyprowadzimy go do ogrodu i zostawimy na noc uchylone drzwi do domu. Przeca i tak nie śpisz". No i tak zrobiliśmy, tego gnojka Posrywka słyszę jak szaleje za oknem, fuka na ślimaki. Czasem tupot nóżek koło miski w domu ale to tak jakby z ciekawości, na króciutko,  bo dworowego żarcia teraz w bród. Po deszczu wychodzą ulubione dżdżownice. W ogóle nijak  nam się z naszą zwyczajną domowizną mierzyć z urokami letniego nocnego ogrodu. Taa... żółte powoli zmyje się z palców. Uwolnilim naszą orkę.

Godzina 3 : 20. Mrutek do madki - "Nie śpij bo nas okradną, idź zamknij drzwi". Madka do Mrutka - No i zobacz jak się nam z Posrywkiem udało. Mrutek do madki - "Orek wrócił, od pół godziny siedzi w kiblu i wpatruje się w dużą kuwetę ( znaczy sedes ). Chyba jest na głodzie". Rozkoszne mruczonko i z mojej głowy nadaje zalegająca na niej Szpagetka - "Mokro a on jest zbyt wrażliwy żeby przebywać tak bez treningu w château ( znaczy w najbardziej rozwalającej się szopce, uwielbianej przez koty ). Mła wzdycha, lezie i zamyka chałupę na cztery spusty, zagląda do Małgoś i wraca zapodać żarło bo przeca świta i się należy. Ładuję do pięciu mich i szóstego talerzyka, kładę się z mocnym postanowieniem dospania. W kuchni cisza ale ze stanowiska jeżowego słychać naprawdę głośne mlaskanie. Taa... nasz orek zdawa się czuje się wolny śpiąc za dnia za szafką. Ech... trza mu jak najszybciej zbić ładny domek. Dzisiejszy wpis ilustrowany fotkami kolczastych i różnych takich sukin... tego. Dodałam też troszki odjechanych starych przepisów. W Muzyczniku cóś co Szpagetka nazywa piosenką dla kolczastego, Kalina zaśpiewa. Ze Szpagetką zdawa się będę poważnie musiała porozmawiać o dzikości niektórych zwierząt i ich szczęściu. W końcu trzeba uwolnić orka, znaczy tego... ten... orkę.

wtorek, 25 lipca 2023

W nawiązaniu do ... czyli ciężarówki z Bergamo dojechały do Katanii

Mła była odwiedziła blog Oli, która pochyliła się nad klimatyzmem naszym powszechnym,  religią niemal dla co poniektórych. Nie że mła uważa  że klimat to,  Panie tego, niezmienny albo że  nie trza się przygotować na zmiany, które niewątpliwie zachodzą.  Głupotą jest dla mła uspokajanie  przez korwino - mikkistów że przeca było  na Ziemi  cieplej,  więc nie ma się co martwić. No było, tylko że nam to nie przeszkadzało z tego prostego powodu że nas nie było ( korwiny jak zawsze znajdują wyjaśnienie w 100% prawdziwe,  z tym że mające się nijak  do tego co chcą one udowodnić, ot pozory intelekta spod których kukizyzm wyłazi ). Mła  jest jednakże daleka od popadania w histerię, którą nakręcają mendia, po prostu trza nam się będzie dostosować do zmian klimatu, nieraz boleśnie to odczuwając,  bo zdaniem mła opowiastki o tym jaki to mamy na klimat szalony wpływ same w sobie są szalone. Antropocentryzm do entej potęgi!  Od dość dawna znane jest nauce zjawisko precesji osi Ziemi, ale to info jakoś się nie przebija do masowej świadomości. Okres zmian kąta nachylenia Ziemi względem gwiazdy wynosi około  26 000. lat. Obecnie nasza planeta, jest  ustawiona tak, że  dużo ciepła dociera w wyższe szerokości geograficzne ( stąd długie lata, skrócenie pór  przejściowych ). Do tego dochodzi cykl słonecznej aktywności, tyż już dość dawno temu zauważony, zbadany i opisany. To są główne przyczyny zmian klimatu, ludzie mogą gdzieniegdzie przyspieszyć  zmiany klimatyczne ale tak naprawdę to ich wpływ choćby na zmiany poziomu gazów w atmosferze jest wręcz niemożliwie przeceniany. No ale dobra, niech będzie że nasza rola w kształtowaniu  klimatu jest przeogromna, dlatego najlepiej się umówić i wykonywać skoki z przytupem, bo cała nasza populacja walcząc w ten sposób ze zmianami klimatycznymi  szybciej przekręci oś ziemską.  Sposób jest równie skuteczny jak walka o klimat w wykonie  KE. A w ogóle to opodatkować  tę cholerną precesję osi ziemskiej, nie wiem dlaczego  starzy greenwashingowcy z KE jeszcze na to nie wpadli.

Mła jako stara rura, która już  raz przeżyła zagrażającą Ziemi dziurwę ozonową, co to miała nas pozbawić tchu parę lat temu, a  zdawa się tyż jest zjawiskiem cyklicznym, więc odporna jakby na straszności.  Co nie znaczy że ślepa na to jak ludzie niszczą własny dobrostan poczynając od niszczenia dobrostanu innych stworzeń i zaśmiecania świata wszystkim swoim, od wydalin zmieszanych z wodą do nieprzeżartego żarcia. Mła widzi też jak polityczne zarzundzające kombinują jakby tu nieróbstwo własne i złodziejstwa wieloletnie dokonywane ze stadem szwagrów, podpiąć pod zmiany klimatyczne. Przykład walący po oczach, znaczy ciężarówki ze srandemicznymi trumnami z Bergamo właśnie dojechały na Sycylię. Cud zamiany głupoty w wykonie  zarzundu na zdarzenia od niego niezależne. W Katanii, mieście liczącym ponad 300 000 mieszkańców nie było wody i prundu, co przy ponad czterdziestostopniowych upałach i braku klimy jest dodupne. Co prawda mury domów wznoszonych w Katanii przed epoką klimatyzatorów robią za termos, co mła sprawdziła osobiście, ale w takim upale człeku cinżko funkcjonować tak bardziej społecznie.

Władzuchna zaczęła tłumaczenie obecnej dodupność jakości życia miastowych od tej winy zmian klimatycznych ale została szybciutko wyprostowana przez katańczyków, którzy twardo stąpają po glebie, mogącej z powodu bliskości Etny błyskawicznie się upłynnić. Lud się wkarwił i mimo upału wylazł był na ulicę i groźby miotał. Było na tyle ostro że Rzym się nagle obudził i zainteresował. Nawet rację uspokajająco przyznał ludowi. No bo klimat klimatem a problem to jest tradycyjny, sycylijski znaczy,  z mafią i korupcją. Woda w okolicach Katanii jest,  tylko prądu do pomp nie ma, bo ktoś kto miał remontować i rozbudować sieć przeznaczył piniążki na cóś innego. Np. na walkę ze srandemią na której mafia zarobiła aż niemiło. Hym... ciekawe jak tam nasze wały powodziowe? O dziurwach w ziemi wysysających wodę, które to dziurwy mają zapewnić nam niezbędną do życia energię ( woda najwyraźniej do życia  jest zbędna ) ledwie napomknę. Tak że jak Was zaleje albo wysuszy to rozważcie czy te straszliwie propagowane przez mendia zmiany klimatyczne nie robią za alibi dla nierobów i złodziei ( część złodziei zresztą te mendia utrzymuje )

Letnie pożary na południu Europy to nie jest nic nowego, ich obecna skala wynika zdaniem mła nie tyle ze wzrostu temperatury co ze wzrostu turysty na  metr kwadratowy. Jeżeli w miasteczku dziesięciotysięcznym nagle robi się sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi, infrastruktura nieremontowana siada i o nieszczęście łatwo, zwłaszcza na wyspach. Poza tym trza stawiać sprawę jasno - przyczyną większości letnich pożarów nad Morzem Śródziemnym, a także w Portugalii,  są podpalenia. Jeszcze raz i dużymi literami - PODPALENIA. Te podpalenia często związane są pośrednio z turystyką, tak, chodzi o tereny inwestycyjne. Masowy turysta ma pamięć złotej rybki, zapomni że w zeszłym roku się hajcowało i przyjedzie w nowym sezonie do nowego hotelu, wybudowanego w nowym, fajnym miejscu. Ponieważ z turystycznego boomu w coraz większym stopniu odnoszą korzyść fundusze inwestycyjne a coraz dodupniej żyje się stałym mieszkańcom turystycznych atrakcji, zaczęło się  tak na poważniej mówić o ograniczeniach w turystyce, bowiem miejscowi uznali że mają cóś do powiedzenia w sprawie własnej chałupy, że tak to określę.

Zdaniem mła, która jak wiecie uwielbia jeździć po różnych stronach jak to potomkini koczowników i powsinóg, to  co zaczynajo robić lokalsi jest słuszne. Masowemu turyście nic się nie stanie jak pojedzie w jakieś insze miejsce niż to niby najbardziej atrakcyjne, bo tak po prawdzie to masowemu jest na ogół wszystko jedno gdzie jest, byle okolica  ładna, woda w basenie była, leżaczek, ciepełko i jakaś niemęcząca wycieczka fakultatywna dla rozrywki. Dla sporej rzeszy masowych najważniejszą atrakcją  wypoczynku są drinki z palemką a te można pijać wszędzie. Nie myślcie że mła się tu czuje wyższą piendrolencją niż tzw. masowi turyści. Każdy wypoczywa  jak lubi, najważniejsze w wypoczynku jest przecież odetchnięcie od codzienności. Jak ktoś jest na nogach od świtu do wieczora to ma święte prawo do wyciągnięcia na leżaczku tych zmęczonych odnóży, wygrzania ciałka przy basenie i leniwego drinkowania. Mła tylko zauważa że ten rodzaj wypoczynku to może niekoniecznie musi być na Santorini, w porze letniej.

Krążąc wokół klimatu mła się przyjrzała solidniej technikom manipulacji stosowanych w mendiach. Zamierzam mendialnym poświęcić wpis, czwartej władzy, powołanej do patrzenia na łapy trzem pozostałym, wyraźnie któś powinien zacząć patrzeć na ręce. Zanim czwarta władza dokona samozaorania. A na dziś to tyle, w ramach pocieszki i ozdóbstwa wpisu obabrazki przedstawiające jak  cinżko było przeżywać letnią aurę paniom żyjącym w czasach Joaquina Sorolla y  Bastida, okoliczności mody nie sprzyjały mimo okoliczności przyrody czyli wywczasu w Biarritz. W Muzyczniku tyż morsko i to dosłownie -  "La Mer" Debussy'ego, muzyka powstała mniej więcej w tym samym czasie co  te letnie obrazy Joaquina. 

niedziela, 23 lipca 2023

Codziennik - odmeldownik


Mła teraz pisze rzadko, to dlatego że pochłania ją domowizna. Cio Mary  paciorki odmawia w intencji mła,  żeby nie padła  przez jaki głupi przypadek, bowiem bardzo dużo spraw wisi na mła. Niespodziewanie. Zaczęło się od serducha starszego syna Małgoś a teraz jest seria połamań synowo - wnuczkowych i to takich z jazdami, znaczy kolejne zespolenia bo świeżo zrośnięta ręka właśnie się wzięła i ponownie złamała - "Debil jeden usiadł  tą tłustą dupą na dłoni!", to synusiowa relacja. Mła opieprzyła wszystkich za wszystko i zakazała się Małgoś z bliska pokazywać, z daleka ortez i gipsów nie widać więc tylko gromkie ryki z okolic drzwi i żadnych dotykań. Dotykać mogą niepołamani, reszta ma się mierzyć z konsekwencjami nieuwagi i robienia "po swojemu" ( Stasiu, któren upór odziedziczył po mamusi ). Obecnie w rodzinie są dwie ortezy i dwa gipsy, szykuje się operacja kolana, oczywiście Małgoś o niczym nie wie bo mła nie będzie ekscesami ortopedycznymi familii psuć Małgoś umierania. Mają się trzymać z daleko bo jeszcze Małgoś na śmiertelnym łożu połamią! Małgoś już prawie nie mówi, od czasu do czasu tylko na mła porykuje ale mła bez słów wie o co kaman. Jeszcze głaszcze koty ale po pięciu minutach zasypia. Kiedy jeszcze jako tako składała zdania zaćwierkała mła  że po 85 piątym roku życia śmierć na życzenie powinna być prawem człowieka i że ona od kwietnia jest zdecydowana i jakby mła co naszło to doduszanie zrobić jaśkiem w różyczki. 

Mła w  temacie odchodzenia na własnych zasadach popiera zdanie Małgoś, choć do jaśkowania   się nie pali, człowieka nikt do umierania jak i do życia nie powinien zmuszać. Nie znaczy że mła jest taką entuzjastką eutanazji, to jest śliska sprawa i cholernie łatwo o nadużycia, zarówno ze strony rodzin jak i państwa. Jednakże ludzie powinni mieć możliwość wyboru i jakiejś opieki a nie tabletki składać i odchodzić dusząc się wymiocinami, jak to miało miejsce w przypadku Ciotki Hanki Sz. Większość ludzi nie popełni samoubijstwa, nawet tego wspomaganego, bo ciężko samemu odejść.  Naprawdę musi  być przekroczony próg bólu nie do zniesienia, utraty godności czy jakości życia ( samobójcy lubio wspomagać się prochami czy wódą, zagłuszyć instynkt życia trudno, jego brak bardzo często świadczy o żrącej człeka chorobie ). To w  każdym przypadku jest insza inszość, jedni znoszą bez mrugnięcia okiem tortury, inni nie mogą żyć ze świadomością konieczności  ich przewijania przez inne osoby. Kiedy mła spytała  Małgoś co jej nie pasi w obecnej sytuacji, otrzymała krótką odpowiedź - "Nuda".  Mła ma wrażenie że Małgoś jest zmęczona  swoim umieraniem w o wiele większym stopniu niż my tu wszyscy dzielący się nad nią opieką. Zatem mła widzi same dodatnie plusy, że tak strawestuje klasyka, w tym obecnym  Małgosinym przesypianiu resztki życia. Niech jej się przyjemnie śni, to lepsze niż przymusowe świadome zaleganie w wyrze. 

Kotostwo i TZP, zwany już prawie przez wszystkich Posrywkiem ( jeżeli okaże się dziefczynką to będzie się nazywać Sranella ) dają mła popalić. Mła musiała czyścić wszystkim kotom uszy i zapodawać kropelki na świerzbowca. TZP usiekł wyciągniętą w jego kierunku rękę  mła a potem uciekł za szafkę, bo zobaczył że biorę Szpagetkę na  kolana a ta się wyrywa, więc do uszu nie dostał. Mrutek  też niegrzeczny, usiłował napadać na gołębie, które przyszły się napić, cóś tam bredził o czarnych panterach i wodopoju. Mła mu zapodała że jak chce być czarnym panterem to będzie musiał przejść na własne wyżywienie. No bo wiecie, dorosłe czarne pantery nie żerują na madkach. Mrutek na to do mła że ona ocipiała bo Mrutek jest wiecznie nieletni i opieka nad nim jest ustawowym obowiązkiem mła, z tym że spod działania ustawy wyłączone jest czyszczenie uszu i zapodawanie do nich kropelków. Madka na to do Mrutka że nie może ocipieć, może najwyżej ochu... i tu się ugryzłam w język, żeby potem Mrutek mundrości innym kotom nie sprzedawał. Poza tym temu półtelepatycznemu dialogowi ( Mrutek przesyłał mła myśli ), mogącego postronnym słuchaczom wydawać się monologiem w wykonie mła, przysłuchiwało się dziecko somsiadów. Mła nie chciałaby  żeby jej kiedyś somsiady wypomniały że niektóre mundrości życiowe ich dziecię poznało za sprawą mła.

Nie mła jedna ma problemy wychowawcze z kotostwem, Gienia i Ruki byli w zeszłym tygodniu tresowani przez Coco. Wszystko przez nową kuwetę dla Coco, które to urządzonko  tak się spodobało Rukiemu  że zapragnął w nim ucinać sobie popołudniowe drzemki. Kota się znerwowała i w ramach retorsji olewała i okupowała  przez prawie cały tydzień posłanie Rukiego. Gienia najpierw dzielnie prała, w końcu jednak się poddała i kupiła nowe leżanko. Ustawiła na miejscu i przygroziła żywinie że jeszcze jeden moczowo - fekalny incydent i ona sama osobiście narobi i w kuwetę i  na nowe posłanko. Poskutkowało. Posłanko czyste, kuweta właściwie wykorzystywana. Oj, żeby tak było u mła. Po deszczach wylazły ślimaki i znów napadły na kaktusy. Mła się wkarwiła, wybudziła TZP, wyniosła  na podwórko i rzuciła - Posrywek bierz ślimora! On się nawet dość szybko ociewiuchał i zaczął węszyć. Jest naprawdę dobrym jeżem, mordował te potwory na moich oczach. Rzucał się na skorupki jak i nagusy, z tym że nagusy mu wyraźnie nie smakują. Mła go nie będzie zmuszać, żadnego jedz to dla zdrówka, jak mu nie paszą to niech ich nie je. Grunt że budzą w nim mordercze instynkty. Somsiedztwo TZPem zachwycone, jaki dzielny odślimaczacz i wogle. No tak, somsiady po Posrywku nie sprzątają, to nie im Posrywek wraz ze Szpagetką ozdobili pantofle. Hym... dla mła nieco tajemnicze jest kto tu kogo do "wyciskania" ozdóbstw namówił. Nic to, znów kupiłam butlę octu, jak się sytuacja powtórzy zastosuję metodę Gieni.

W temacie ogrodowo - robótkowym kicha. Wolne chwile w mijającym tygodniu mła poświęciła na spanie. Chyba odsypiam opiekę nad jeżęciem, bo wyrko jest teraz dla mła nadzwyczaj kuszące. Aha, kupiłam nowego kaktusa fakowego, znaczy odmianę Mammillaria elongata o rdzawych cierniach. Pampiak czyli Gymnocalycium horstii dostaje małe No i to by było na tyle. Za ozdóbstwo wpisu robią zdjęcia zdziśki i wczorki, dodałam okrutne w wykonaniu a przyjemne w czytaniu przedwojenne przepisy na ostatki czereśni a w Muzyczniku relaksujące brzmienie harfy.


wtorek, 18 lipca 2023

Czas odwyku od netu

Mła ma teraz czas lekkiego odwyku od netu, takiego niewymuszonego a całkiem dobrowolnego. Ten czas z odzysku mła usiłuje wykorzystać, np. na malowanie starych brzydkich doniczek w nowe jeszcze brzydsze wzorki. Oczywiście idzie  jej nie tak jakby chciała i doniczka nieukończona już jest zakwalifikowana  do przemalowania. Oprócz  działalności pseudoartystycznej mła ma swoje  obowiązki, między innymi ciągłe sprzątanie po TZP, który ma nową ksywkę Posrywek. Upodobał sobie okolice naszego wyrka i ozdabia i dlatego cała chałupa śmierdzi octem. No ale lepszy zapach octu niż smrodek po TZP. Żerowanie nocne i  rozrywkowy styl życia TZP dyskwalifikuje go jako towarzysza dziennych zajęć mła, TZP cały dzień przesypia, budzi się koło  20 i robi wszystko żeby mła oka  nie zmrużyła. Ostatnio twierdził że napadł go talerzyk, no nadepnął na brzeżek i ten talerzyk go zaatakował, wywalając zawartość na pyszczek i kolce, co spowodowało wściekłe fukanie. Mła tłumaczyła że jak się tyle żre to się jest grubym i nadepnięty na brzeżek talerzyk reaguje inaczej niż kiedy się go nadeptywało jako jeżowe niemowlę. Mła miała odpyskowane że talerzyk był słabo żarciuchem obciążony i dlatego napadł na TZP. Taa... wszystko przez mła. Mła zaczyna niecierpliwie odliczać czas do  dojrzałości TZP.


W Muzyczniku leciutko. Niektórzy posiadają taką umiejętność "bezwysiłkowego" śpiewania, taka muzyczka duszą mła kołysze.


czwartek, 13 lipca 2023

Powszechny brak zaufania i konsekwencje

Mła sobie dziś pogdyba z lekka, nie na tematy wileńskiego szczytu czy tego co się dzieje w Matuszce, bo to tajemnica tajemnic. Mła szacuje że dociera do nas od wschodniej strony  jakie 10%  do 20% prawdziwych info. Reszta to szum medialny, którym nie ma się co ekscytować bo to zajęcie typu granie on line w jakiego Warcrafta. Lepiej zająć się czymś bardziej realnym, co dobrze rozpoznane, zrozumiane, przetrawione może  polepszyć nam życie. Mamy niski poziom zaufania społecznego. Źle, bo nie ufamy sąsiadom, dobrze bo nie ufamy tzw. ekspertom i politykom. Coraz słabiej ufamy też mediom, co jest i złe i dobre jednocześnie. Źle  bo mendia przeca są od kontrolowania władzy, dobrze bo propaganda, która leje się z tych mendiów jest tak bezczelna że aż zatyka.  Mła teraz wróci do  czegóś co coraz częściej nazywa się projektem biznesowo - politycznym zamiast pandemią  i do tego jak ciężko jeszcze obecnie idzie wyegzekwowanie odpowiedzialności   od polityków, za  nazwijmy to "głupotę" czyli  ichnie machloje i przewały. W UE działa komisja mająca sprawdzić jak działała KE podczas pandemii, w szczególności kwestię zamawiania szczepionek.  Miało być jawnie ale niespodziewanie w maju tego roku działania komisji weryfikacyjnej utajniono, podobno ze względu na renegocjacje umowy z głównym dostarczającym czepionki do Europy, czyli Pfizerem.

 Szczerze pisząc  to jako europejski wyborca mam w dupie renegocjacje umów, wokół których tak śmierdzi że panią  Ursulę z panem Bourlą można by spokojnie za nieprzestrzeganie procedur pociągnąć  do odpowiedzialności a wszelkie pretensje Big Pharmy uciąć przy samym tyłku, bo nie ma odszkodowań za działania przestępcze. Cichości tu nie trza i mroku,  tylko więcej światła. Coraz większa grupa Europejczyków  na wschodzie i zachodzie, północy i południu uważa że najwyższa pora  wziąć Big Pharmę za ryj i odciąć od źródełek kasy wspierając państwowy przemysł farmaceutyczny  (  trza jeszcze paciorkować w intencji wprowadzenia odpowiedzialności za skutki niepożądanych działań poszczepiennych w USA, to problem pseudosrandemiczno - czepionkowy zniknie i w Europie ). Zrobiło się tak nie tylko po srandemii ale i po posusze lekowej, wkarw jest wszędzie jak EU długa i szeroka. Mła  jest zainteresowana  dotarciem do prawdy w sprawie wprowadzania obeszczeń i kontraktów czepionkowych, bowiem cóś jej tak  się majta po mózgu  że łańcuchy dostaw to padły w czasie srandemii i że to nikt inny tylko durne korpo w imię zysku przy aplauzie politycznych uzależniło się od dostawców surowców i półproduktów farmaceutycznych z komuszego raju.

Cóż, "Prawda was wyzwoli", wszelkie zaciemnianie prowokuje mła do głosowania na takich, którzy  w przyszłej kadencji europarlamentu wyświetlą zaciemnianki i przy okazji  brania za twarz korpo, zajmą się kwestią ustrojową czyli odpowiedzialnością KE przed europarlamentem.  Konsekwencje utajnień i obchodzenia się z politycznymi i majętnymi jak ze śmierdzącymi jajami już majaczą na horyzoncie. Mła nie jest jedyną która ma ochotę na zobaczenie  rozliczeń pandemicznych. Przyklepywanie gówna skończy się  kiedy zmieni się skład parlamentu europejskiego i Partia Ludowa cinko piszcząc będzie musiała szukać innych koalicjantów niż tych na lewo (  idzie w tym kierunku mimo zaklęć sondażowych, jakby któś jeszcze  tej propagandzie sondażowej wierzył, he, he, he ).  Zdaniem mła to co się dzieje teraz, to nic inszego tylko odkładanie  w czasie nieuniknionego, bo Ursula i poboczni  tak mocno umoczeni że nawet skorumpowani demokraci w Stanach będą się odcinali. Przeca polityczne odkrycie Makreli to chodząca korupcja, wyeksportowana do UE bo się w Reichu pod tyłkiem paliło! Inszą konsekwencją braku zaufania społeczeństwa do ludzi ze styku polityki i "eksperckości"  jest zmniejszenie roli organizacji zajmujących się tzw. zdrowiem publicznym, do ludzi bowiem dotarło że  trzeba na tempo dbać o zdrowie całkiem prywatne.

O jakiejkolwiek większej roli WHO  można zapomnieć, mła stawia na to że  wychodzenie największych   kwiatków chińsko rządowych - korpo amerykańskich dopiero przed nami, zarzundy w kwestii międzynarodowych ustaleń będą się godzić co najwyżej na porównywanie danych epidemicznych, o przekazaniu zarzundzania organizacji zasilanej prywatną kasą nie ma co marzyć, przeciwne są Indie, pół Afryki, w Europie w szybkim tempie przytomnieje Skandynawia. Słynną umowę z WHO jak na razie coraz mniej  krajów ma ochotę ratyfikować. Na horyzoncie przed  WHO dwie opcje - marginalizacja organizacji czyli podzielenie  losu innych agend ONZ albo wywalenie Gebreyesusa i jego ludzi z takim hukiem, żeby zapamiętano  na długo i powolne odprywatyzowanie i być może odbudowywanie autorytetu.  Mła się skłania do tego że będziemy mieli do czynienia z pierwszym wariantem, Gebreyesus i towarzystwo zbyt wiele wiedzą, jakby rozdarli twarze to z 3/4 politycznych i z 1/2 korporacyjnych  by trza wsadzić. Po mojemu załatwi się to na cicho. Co do zmian politycznych będących skutkiem pandemii  to sprawaczenie europarlamentu nie jest samo w sobie lekiem na całe zło, lekiem jako tako działającym jest zmiana koncepcji  tzw. odpowiedzialności politycznej na taką odpowiedzialność bardziej  bolącą.

Coś się chyba dzieje w temacie odpowiedzialności bo nagle premier Holandii zrobił wszystko  żeby wycofać się z polityki. Została wykonana wolta w takim stylu że mła zatchnęło. Polityk taki jak Marc Rutte wie kiedy odejść, zdaniem mła odchodzi jak Hyacinta Arden w Nowej Zelandii - przed czasem rozliczeń. Bo temat pandemii nam wróci, inaczej co prawda niż to by  chcieli "niezależni eksperci" powiązani z Big Pharmą czy zarzund Srajdzbuka, który przyznał się w końcu do cenzurowania w starym, niedobrym stylu. Wróci,  bo polityczni z nowego rozdania będą chcieli być na dłużej niż jedną kadencję w polityce i w tym celu muszą zeżreć starą gwardię z kopytami. Ludzie na Big Pharmę i Big Tech rozeźleni, będą się gapić na ręce, wojna na Ukrainie nie przesłoniła jakoś chęci rozliczeń pandemicznych, wbrew nadziejom politycznych. Ba, wojenka pokazała że nie ma już monopolu na info i ciężko będzie sprzedać usprawiedliwienie.  Nawet dwulicowy Musk z kupionym Twitterem, tym swoim pozowaniem na niezależnego nie sprawił że ludzie nie są świadomi że od początku konfliktu jego  zaangażowanie oficjalne po stronie Ukrainy równoważyło  to nieoficjalne zaangażowanie po stronie Rosji.  Musk jest głównie niezależny od przyzwoitości za to zależny od kasy za którą kupuje wpływy. Tak samo jak insi korposzefowie, nic to nowego. Ciekawe co by wypłynęło w sprawie kanadyjskich truckerów? Autonomiczny transport drogowy?

W świecie interesów idee służą tylko za opakowania. Politycy też tak majo. Zdaniem mła, po przejrzeniu rachunków możliwych zysków i strat, to ten powszechny brak zaufania to nie jest aż taki zły. Kiedy człowiek musi polegać na własnej ocenie a nie zawierzać autorytetom to bardziej wysila mózgownicę. A myślenie to zawsze w cenie i dobrze jest widzieć kto pod  szczytnymi hasełkami co przemyca. Dobra, to by było na tyle a teraz mła Wam przedstawi wyniki pewnego śledztwa. Jak wiecie mła jest troszki skrzywiona nadmiernym zainteresowaniem historią sztuki, mła niedawno naszła w necie urocze obrazki zieleniny podpisane Albert Durer Lucas. Mła otworzyła ślepka ze zdumienia bo nazwisko Dürer  mla się kojarzyło z imionami Albrecht albo Hans i z inszą epoką i miejscem urodzenia artystów. Poza tym Albrecht to i owszem zieleninę uwielbiał utrwalać, z tym że w inszej technice. Jego "zielone" prace to akwarele, studia roślin i zwierząt. A tu mła wyczuwała świetlistość oleju i tak po prawdzie to nie studium do inszych prac a obabrazki z założenia żyjące własnym życiem. Talent tyż inszej miary ale cóś w tych obrazkach było ujmującego i mła się zainteresowała Albertem Durerem Lucasem, któren był  brytyjskim malarzem żyjącym w latach 1828 - 1918. Być może rodzina  pochodziła z Niemiec, bowiem spotkałam się z pisownią nazwiska z umlautem.  Bardzo zagadkowy ten brytyjski Dürer. 

W Muzyczniku muzyczki co mła nuci z utęsknieniem, mła by sobie pośpiewała w deszczu.  Deszczowe dni jakoś mła nie przybijają, bardziej deprechogenne są takie zawiesinowe.