Mła postanowiła napisać nowy zarażankowy wpis bo widzi że znów narasta panika nakręcana pospołu przez mendia i zarzund. Niedobre to jest dla ludzi, bo strach wyklucza racjonalny osąd sytuacji i racjonalne działania. Ludzie nie chcą widzieć i nie chcą słyszeć wszystkiego co nie jest proste, jasne i dające im jakże złudne poczucie że w jakimś stopniu uczestniczą w kontroli pandemii. Skutek jest zaś taki że przestają kontrolować rzeczywistość i żyją w nadświatach, w których lockdowny ratują życie tysięcy a nie tysiące wysyłają do piachu. Bo ludzie nie umierają w zastraszających ilościach na sam czysty covid jak nam się usiłuje wmówić ale za to umierają na wszystko inne na co niekoniecznie umrzeć musieli, jesteśmy w tym najlepsi w Europie o ile słowo najlepsi nadaje się w tym wypadku do użycia. Kolejne świetne pomysły władzy nie pomagają, zajęli się na ostro tresurą społeczeństwa zamiast tragiczną sytuacją lecznictwa. Droga donikąd, co powinien uzmysłowić paskudny listopad zeszłego roku. Obecnie resort zdrowia walczy z patologiami które sam stworzył, teleporada na celowniku i żarcie się z rezydentami. Za to o aparatach tlenowych do domu wydawanych coby pacjent w szpitalu nie zalegał cicho. Mła ma deja vu z czasów komuny, która zajmowała się głównie właśnie takimi problemami które sama stwarzała. Mła jest mieszkanką dużego miasta, przychodniów jak mrówków, szpitale pod nosem ale rodzina mła na zadupiu mieszka więc znana jest jej sytuacja totalnej dupandy.
Do białej gorączki mła doprowadzajo wszyscy usiłujący przewalić winę za wzrost zachorowań na społeczeństwo a już szczególnie ci narzekający na ludzi eksperci którzy to lockdowny doradzali. Taa... to gdzie te odpowiedzialne społeczeństwa które zwalczyły covid nie wyściubiając nosa z domu? Akurat te którym udało się dość znacznie ograniczyć transmisje wirusa się nie zamykały za to śledziły swoich obywateli na całego ( co nie znaczy że nie miały wzrostów zachorowań w sezonie jesienno - zimowym ) i znajdują się albo na wyspach albo na odciętych polityką półwyspach. Ech... piendrolenie rzundzących nieudaczników, wszyscy winni tylko nie oni. A kto obrał durną i nieefektywną strategię zamykania wszystkiego? Kto zamiast na tempo przygotować służbę zdrowia do zwiększonej ilości zachorowań w sezonie grypowym o której trąbiło się od lipca zabawiał się w gierki polityczne? Kto zamykał przychodnie, kto nie potrafi zapewnić kadr dla systemu ochrony zdrowia, kto wymyślał sprzeczne ze sobą i ze zdrowym rozsądkiem przepisy? Społeczeństwo? Wiem że to nie tylko u nas bo problem jest globalny, szczególnie mocno odczuwalny tam gdzie na "zwalczaniu covidu" da się zarobić ( styk polityki i biznesu ), ale my mamy olbrzymią ilość zgonów nadmiarowych z powodów innych niż covid. U nas ofiar zarządzania pandemią już jest więcej niż ofiar samej pandemii. Z takimi liczbami to sobie ludzie emocjami nakręcani nie radzą, ze strachu przed covidem złym zdychamy na wieńcówki i nowotwory.
Mła mniej wkarwiają panikarze wśród zwykłych ludzi niż panika w zarządzie i czerpanie korzyści z nakręcania jej przez media. Jak sobie przypomnę te "trupy z Bergamo" to mnie się nóż w kieszeni otwiera, 13 000 ludzi zmarło we Włoszech jednego zimowo - wiosennego miesiąca w zeszłym roku, z czego około 1/3 na covid bez innych chorób i świat się miał walić a ciała niespalone po chłodniach zalegać! Od listopada ubiegłego roku jakby uśrednić to wg. statystyk 13 000 co miesiąc w tych Włoszech na ten covid umierało ale trumny ciężarówkami już wywożone nie były choć grzebalnictwo włoskie jakoś specjalnie się nie rozwinęło. No i gdzie te nagłówki o tragicznej wymowie? A gdzie te obiecane 50 milionów trupów w ciągu roku? 50 bo 100 milionów to miało być w dwa lata. No hipotetyczne były, jak się okazuje. Nawet najwięksi entuzjaści covida złego, którzy ćwierkajo o "zaniżeniu liczby chorych i zmarłych " ( choć akurat dowody medyczne wskazują na to że jest inaczej ) porzucili tę narrację. Taa... wolne media, chyba od rozumu. A co z życiem w nadświatach? Prędzej czy później real dopada każdego, trzeźwienie procesem bolesnym ale u nas na szczęście już się zaczęło na dobre. Ciekawe jak w oparciu o liczby chorych i zmarłych będą bronili swoich strategii "walki z pandemią" politycy kiedy histeria ludziom minie? Będo opowiadać że tyż wpadli w histerię i nie wiedzieli co robio bo to takie nowe?
A Wy się trzymajcie i dołować nie dajcie, wirusy chodzo po ludziach i covida i grypy i jeszcze inszych świństw a u nas z medycyno krucho. To że krucho to nasz główny problem bo sami musimy na siebie liczyć, zarzund zajęty inszą sprawą znaczy dojeniem i tylko dlatego na Zanzibar nie wyjechał. Zatem się pilnujcie jak w każdym sezonie grypowym się człek pilnować powinien ( po grypie też można mieć transplantacje serca w wieku lat dwudziestu paru ). Oddychajcie sobie tam gdzie tłumów nie ma świeżym powietrzem a nie tym cedzonym przez maseczki, ogródki i sporty uprawiajcie, o zdrowie dbajcie, pierdół mendialnych nie słuchajcie, staruszków rodzinnych i chorych pilnujcie bo staruszki i chore słabe, jak uważacie że trza to się szczepcie, jak uważacie że nie trza to nie i nie dajcie sobie wleźć na głowę wszystkim tym którzy na sianiu paniki cóś zyskują. Paciorkujcie nie tylko o zdrówko ale i tzw. zdrowy rozsądek. Zarzundowi brakuje to choć ludziom niech go trochę przybędzie. Dzisiejszy wpis ozdabiajo fotki z ogrodu i fotki stołowe z ciekawskim Mrutkiem. Z Alcatrazu w przesyłam Wam śnieżyczkowo - krokusowe widoki. Noce u nas jeszcze chłodne i ogród bardzo powoli się budzi do życia. W muzyczniku dziś piosenka szpitalna, Maciej Zębaty ze starych, dobrych czasów. Mła wie że jest okropna i ma niewysublimowane poczucie humoru ( oględnie pisząc ) ale jej zdaniem lepsze to niż nakręcanie paniki.
Wszystkim zdegustowanym kolejną odsłoną "walki z pandemią" dedykuję wpis. Wróżka Edna, ta sama która 24 lutego zeszłego roku w przeczuciu nadchodzącej mendialnej grozy napisała "Mój boszsz... to nie przypomina w niczym normalnego obiegu informacji, to natłok info bez selekcji podawany ludziom z których większość tej selekcji sama z się zrobić nie umie. Mła to zaczyna przypominać horror ale nie ten zarazowy tylko ten o niebezpieczeństwach epoki informatycznej. Mła czeka kiedy mendia głównego nurtu zapieją że Marsjanie uprowadzajo zwierzęta domowe, to będzie dla niej znak że należy się odciąć od sieci, wynieść do lasu i żyć zbierając runo leśne i polując na myszy." 14 marca tego samego roku mła z siebie wywaliła na klawiaturkę "No bo wicie rozumicie, znacznie prościej zarządza się strachem niż służbą zdrowia. Dlatego wszelka władza tak ochoczo powiela chiński model. Coby nie wykazać że problem niewydolności systemu opieki zdrowotnej urósł i osiągnął był właśnie rozmiar King Konga i znacznie władzę przerasta. Tak się dzieje wszędzie w państwach rozwiniętych a ludzie jeszcze się nie zastanawiają jak to możliwe że choroba o niewielkim współczynniku śmiertelności tak trzęsie systemami." i "Co prawda mła nie ma złudzeń że panika zmieni cóś tak naprawdę solidnie, panika ma to do siebie że mija a ta choroba nie jest patogenem który zmiata 2/3 ludności ( tylko takowe zarazy wprowadzajo trwałe zmiany )." - to ostatnie jeszcze przed nami, rozliczenia post pandemiczne a mła nie jest przekonana że rok zamknięcia zmienił trwale ludzkie nawyki, sądzi raczej że nastąpi gwałtowne odreagowanie zamknięcia a o reformie ochrony zdrowia politycy będo chcieli jak najszybciej zapomnieć w szale wydawania pożyczonej kasy.
17 marca 2020 na prawie dziesięć miesięcy przed zbanowaniem na portalu społecznościowym urzędującego prezydenta USA mła napisała "... za jakieś dwa - trzy lata w wyniku epidemii koronawirusa zmniejszy się stopień dostępności netu. Cóś się kroi w dłuższej perspektywie, mła się boi żeby nie był to kaganiec." Hym... mła widziała niejasno, koty karty poprzesuwali i mła wyszło lata a to o miesiące chodziło i o jeden z najbardziej popularnych komunikatorów, z samym netem akcja dopiero nas czeka a że covid miał z tym fochem komunikacyjnym cóś wspólnego a nie jedynie nawoływanie do przemocy jest jasne dla każdego kto choć pół godziny poświęcił przebiegowi kampanii prezydenckiej w Stanach. Ech... kto dziś pamięta jeszcze słynne spłaszczanie fali z końca marca ubiegłego roku, dziś na fali jest trzecia fala a w Hiszpanii, której władze wyraźnie zatruły się restrykcjami, cóś się przebąkuje o czwartej. 14 kwietnia roku ubiegłego mła zadała pytanie na które do tej pory nikt jej nie odpowiedział - " dlaczego umieranie na Covid - 19 trza za wszelką możliwą a nawet niemożliwą do zniesienia cenę ograniczać a ograniczenie umierania na inne choroby można sobie odpuścić?". Tego samego dnia mła w szale wieszczym przewidziała że pierwsza kwarantanna długo nie potrwa, mła nie przewidziała tylko takiej głupoty która powtarza w kółko "rozwiązanie" które stosowane wcześniej nie zadziałało. Bo wiecie poziom głupoty zarzundów jest taki że przewyższa zdolności wieszcze mła. Ponadto mła nie przewidziała że władza tak szybko uzależni się od rządzenia za pomocą restrykcji, w swoich obecnych działaniach spora część rządów europejskich zchiniała do szczętu, zachowują się jak naćpani władzą co wywołuje coraz większy opór społeczny. Ponadto jak każda władza która zaczyna czuć się "poza zasięgiem" i ta podlega błyskawicznym procesom deprawacji. Ilość afer związanych z pandemią rośnie w całej Europie.
W maju mła napisała takie zdanko "Stopień zawierzania w pandemię naszą powszechną będzie malał albo do pojawienia się naprawdę groźnej mutacji wirusa ( tzw. druga fala, wówczas naprawdę będzie się działo i nie będzie potrzeby zawierzania bo koń jaki jest każdy widzi ) albo do zaniku problema ( i wtedy pojawią się masowo zadawane pytania, też się będzie działo ).", po prawie roku od napisania mła uważa że powinna za nie dostać nagrodę Wóżkon Universum bo po pierwsze istnienie fal przy tych zamykaniach i otwieraniach to ciut problematyczne choć zarzund robi co może żeby nie wyglądało to na ciągły wzrost więc mamy fale a po drugie zawierzenie społeczne na temat covida złego mimo falowania cóś nam szwankuje. Za to zdanko tyż by mogła nagrodą oberwać - "A co z wirusem? A zostanie z nami jak wiele innych przed nim i jak wiele innych po nim. Będzie sobie pewnie mutował w słabsze albo groźniejsze szczepy." Mła była sceptyczna jeśli chodzi o szczepionki, szczerze pisząc nadal jest nie do końca przekonana o tym czy za obecnym wypłaszczeniem zachorowań w UK stoją właśnie one czy raczej nabyta odporność stadna po eskalacji zachorowań na przełomie roku. Co ciekawe wirusolodzy tyż do końca nie są pewni i obserwujo. Oczywiście poza tymi którzy liczą na granty od wiadomego przemysłu, ci wątpliwości nie majo ( nawiasem pisząc zarówno instytucje jak i osoby korzystające ze wsparcia Big Pharma nie powinny zasiadać w ciałach doradczych przy rządach, to niezdrowa sytuacja ).
Mła nie będzie tu wyciągała swoich innych, jakże licznych wróżkowych wpadek, przeważnie występowały one w wyniku niedoszacowania głupoty zarzundów choć zdarzały się i z inszych powodów ( oczywiście związanych z kocimi harcami przy rozłożonej talii kart, he, he, he ). Część z Was już chorowała na covid, jedni lżej drudzy ciężej, szczęśliwie większość tak jak zakładały przewidywania wirusologów - w sposób który nie wymagał poważniejszych medycznych interwencji. Do tej pory w Polsce na tę chorobę zeszło około 50 tysięcy ludzi, większość, ponad 2 /3, z powodu komplikacji które covid wywołał w przebiegu chorób przewlekłych, znaczy na powikłania pocovidowe. W tym samym czasie na inne schorzenia zmarło ponad pół miliona osób. Nadmiarowych zgonów z przyczyn innych niż covid w roku 2020 było parędziesiąt tysięcy, zgodnie z zapowiedziami medycznych z maja ubiegłego roku ( mła się tylko wróżkowo pod nich podpięła ). Obecnie mamy trzeci lockdown, mła wieszczy że próba wprowadzenia czwartego w naszym kraju skończy się społecznym buntem. Mła widzi w kartach zmiany polityczne ale mniej głębokie niż się ludzie spodziewają za to jakby w inszych kierunkach niż do tej pory przewidywano. Rzundzące będo zaskoczone bo sprawa się rypnie w innym miejscu niż sądziły i będzie pożar w burdelu, dziewiątka trefl na asie kier mła to powiedziała, więc lepiej uwierzcie. Hym... moje wywróżki wyglądają odpowiednio tajemniczo, he, he, he. W muzyczniku Ella i stara czarna magia.
Mła wyszła ze swojej bańki znaczy otarła się o poglądy inszych podczas zasiadania w poczekalni gabinetów medycznych. Mła zacznie od tego że salon był rojny i gwarny a powiastki o tym jak to się przestrzega obostrzeń w przyszpitalnych przychodniach medycznych to można miedzy bajki włożyć. Godziny przyjęć niby wyznaczone ale przychodnia pęka w szwach bo gdzie się mają podziać ludzie którzy do niej przyjechali spoza miasta? Kawiarnie zamknięte a na dworze ziąb, zostaje czekanie w przychodni i nadzieja na to że ludzie rozwaleni przez choroby wymagające specjalistycznego leczenia nie podłapią w placówce przyszpitalnej ani grypy, ani covida. Większość osób oczekujących na konsultację w tzw. wieku słusznym, czyli sześć dych na karku jak nic. Mła zatem weszła w światek emerytów troszkę szerszy niż ten z którym na co dzień ma do czynienia. Nie wiem czy to choroba powodująca potrzebę bycia zaopiekowanym czy insze przyczyny to spowodowały ale mła wyczuła potrzebę głębokiego zawierzenia tych ludzi, posuniętą do tego stopnia że zaprzeczają oni rzeczywistości ( mła się tylko przysłuchiwała , nie uczestniczyła w dyskusjach ). Nie chodzi tu o kwestie religijne czy czystą politykę typu ci za tym a ci za tamtym, to jest coś innego - poszukiwanie kogoś na kim można się oprzeć a kiedy brak jest rzeczywistego oparcia wymyślanie protez. Dziwny to dla mła świat, każda zwierzchność jest w nim dobra przez
sam fuckt bycia zwierzchnością, zło musi mieć czyjąś twarz i być
bardzo jasno określone. Dla mła ten świat przypomina jej świat
dzieciństwa, dzieci potrafią w ten sposób walczyć ze światem który je
uwiera. Wiecie kiedy real nie odpowiada wyobrażeniom tym gorzej dla
realu, świat wyimaginowany jest światem bezpiecznym bowiem ludzie
wymyślają też reguły nim rządzące.
Mła się zorientowała że duża część starszych osób, bez względu na to czy są religijne czy wprost przeciwnie, uprawia fantastykę. Czasem przeraźliwą bo zaprzeczającą w sposób oczywisty faktom. Koncepcje realu jak i w przypadku ludzi młodszych są różne - np. covid nie istnieje, wymyślili go Żydzi do spółki z Chińczykami żeby naród polski pognębić, covid nie dość że istnieje to jest chorobą o wysokim współczynniku umieralności, covid istnieje bo jest wszczepiany szczepionkami. Generalnie towarzystwo poczekalniane zgodziło się tylko w jednej kwestii - cóś z covidem jest nie tak. Działania zapobiegawcze mają taki skutek że wszystko będzie źle z tym że będzie jednak dobrze bo najważniejsze jest że władza się troszczy bo zamyka wszystkich. Powszechny aplauz dla zamykania w poczekalni wyrażono, bez względu na to czy covid istnieje czy nie istnieje. Najważniejsze że się wszystko zamyka, bo zamknięcie to bezpieczeństwo. Mła się początkowo było ciężko zorientować dlaczego ludzie o tak różnym podejściu do kwestii patogenu zgadzają się niemal jednogłośnie że środek zaradczy serwowany im przez zarzund jest prawidłowy. Im jednak bardziej dyskusja się rozwijała tym bardziej do niej docierało że ma do czynienia ze światem magicznym. Nawet Pan Dzidek, który na ogół wydaje się stąpać twardo po realu ujawnił ciągoty magiczne ( celowe zarażanie na oddziałach szpitalnych coby ludzie odporniejsi byli ). Odseparowanie ludzi starszych wywołało u wielu z nich cóś jak syndrom getta, tęsknotę za zamknięciem jako gwarancją bezpieczeństwa. Hym... mła się getto nijak z bezpieczeństwem nie kojarzy, dla niej to wyizolowanie przed wyniszczeniem więc dziwią ją te ciągoty choć z drugiej strony je rozumie.
Po wysłuchaniu tych opowieści o magii którą świat przesiąknięty we mła się zalęgła bardzo brzydka myśl - prawa wyborcze nie powinny być zależne od metryki a od stopnia zdolności racjonalnego wyciągania wniosków z przesłanek. Sztywna zasada że głosujesz od lat 18 do momentu w którym udajesz się na łono Abrahama jest prosta i łatwa administracyjnie do wyegzekwowania ale obarczona poważnym ryzykiem. Mła postanowiła zaatakować Pana Dzidka w tym temacie, ku jej zdumieniu on zaćwierkał że jego zdaniem ludzie powinni głosować do 75 roku życia bo potem "dziecinnieją". Hym... mła zapytała Małgoś - Sąsiadkę co o tym Panadzidkowym stwierdzeniu sądzi. Małgoś przesunęła wiek zdolności do głosowania do lat 80 ( dla kobiet bo faceci pierdołowacieją wcześniej ) i zaznaczyła że nie tyle dziecinnienie jest problemem co brak rozeznania "jak młodzi chcą żyć". Ciotka Elka, Gienia i Włodek prawa wyborczego nie oddaliby za nic, no chyba żeby demencja ich dopadła. Cio Mary i Wujek Jo z lekka odlecianie opowiadają się za koncepcją testów, znaczy chcesz głosować rozwiąż prosty test, który dowodzi że jesteś w stanie zrozumieć skutki swych działań. Ich zdaniem nie powinno być dolnej ani górnej granicy wieku uprawniającego do głosowania tylko porządnie opracowane testy które eliminowałyby niedojrzałość i przejrzałość. Mła się natentychmiast przypomnieli jej znajomi którzy to uważają że podstawą praw wyborczych powinien być test na inteligencję, w którym ilość zdobytych punktów poniżej przeciętnej dyskwalifikuje wyborcę ( dla mła trochę ciężkostrawne bo testy na inteligencję to nie prawda objawiona tylko dość niedoskonałe narzędzie badań ).
Jednakże w niej się wzięło i jakoś utwierdziło takie przekonanie że nasz system wyborczy jest obarczony groźną wadą, bo żyjemy coraz dłużej a nie wszyscy wraz z wiekiem zachowujemy jako taką kondycję psychiczną. W niektórych DPSach w zeszłym roku frekwencja była niemal na poziomie 100%, pomijając absolutną niewiarygodność tej sytuacji ( każdy kto wie jak wygląda rzeczywistość DPSu nie uwierzy w świadome decyzje części jego podopiecznych ) mła się zaczęła zastanawiać czy osoby niepozbawione praw wyborczych a mające problem z racjonalnym odbiorem rzeczywistości, wynikającym ze starzenia się mózgu ( olbrzymia większość pacjentów DPSów ) powinny głosować. No bo ze względu na starzenie się społeczeństwa może grozić nam "dyktatura staruszków". Wiem że to śmiesznie wygląda ale wcale śmieszne nie jest, naturalnym jest że ludzie z konkretnej grupy społecznej głosują na tych którzy obiecują tej grupie realizację jej interesów. Dodajcie do tego brak ogarnięcia realu przez osoby które nie myślą w sposób racjonalny i emocjonalność przekazu w której lubujo się polityczni i macie w państwie o takiej a nie innej strukturze demograficznej ten drobny problem że prawo może być pisane pod jedną grupę wiekową i czynić ją uprzywilejowaną kosztem innych grup. To wydaje się zdrowo absurdalne w świetle tego co obecnie emerytom proponuje państwo, tych żałosnych emerytur po latach ciężkiej pracy ( podziękowania dla rządu premier Suchockiej ) ale właśnie to żałosne położenie może spowodować że emeryci będą celem populistów zarówno z prawa jak i z lewa. Mła czuje problem typu "zabierz babci dowód", tylko o wiele ostrzejszy. No a przecież to nie jest do końca tak że emeryci kontra ci młodzi i pracujący, to przeca babcie, dziadkowie i wnuki których taka a nie inna ordynacja wyborcza będzie rozstawiała na polach jakichś wojenek politycznych toczonych przez klasę próżniaczą głównie ku swojej korzyści.
Dzisiejszy gdybalski, całkiem niewiosenny i smętny wpis ( mła tyż bliżej do końca niż dalej a i działania swojego mózgu coraz mniej ona pewna ) ozdabiają "mięsiste" i kolorowe co cud praca Yany Movchan. Artystka urodziła się w Kijowie w 1971 roku, tam się kształciła i tam zaczęła wystawiać prace. Dziś wystawia je w szerokim świecie a mieszka w Halifax w Kanadzie. W muzyczniku optymistycznie Marek Grechuta zdumiony wiosną i inszymi porami roku.
Podobno prawdziwa wiosna to od przyszłego tyźnia, teraz zamiera zima. Na zimno i na paskudnie. Mła się czuje jakby się nie czuła bo znów musi latać, coby wszystko ważne przed lockdownem wykonać i mieć z głowy bo znów idzie czas wielkiej niemocy. W kamienicy mamy serial medyczny, mła przeciera oczy ze zdumienia bo się jej wydawa wyrabiamy jakąś dziwną normę w wezwaniach pogotowia. Sąsiedzi okoliczni popatrują na nas ze współczuciem i z lekkim strachem, bo medyczni są u nas regularnie. No więc do rzeczy, była kolejna groza, strach blady na kamienicznych padł bo sąsiad zachorzał jakby wirusowo z czterdziestostopniową gorączką. Zrobienie testu wydawało mu się niegłupim pomysłem ale okazał się być wolny od covida jak ten skurwonek fruwający na niebie. Kamieniczni odetchnęli, ale sąsiad miał z oddechem kłopot. No i zaczęła się dla niego jazda bezcovidowa! Zaordynowane leki cóś nie pomogły, gorączka trzymała, problem z nabieraniem powietrza w płuca był, sąsiedztwo współczuło a covida nie było. Robiło się coraz gorzej ale kolejna teleporada zakończyła się pytaniem ze strony medycznego "No i co ja mam z Panem w tej sytuacji zrobić?", więc zdecydowano się na prywatną wizytę w efekcie której zmieniono leki. Efekt finansowy wizyty cóś nie przeniósł się na efekt ozdrowieńczy i w nocy przyjechało do nas po raz kolejny pogotowie. Na szczęście w zespole był ogarnięty medyczny więc pomoc była trochę w dawnym stylu wymuszonym nowymi wytycznymi ( znaczy nie tak że zabezpiecz pacjenta i szybko z nim do szpitala tylko zdiagnozuj i cóś zrób bo nie masz go gdzie zawieźć ). Oczywiście został wykonany test, który i tym razem okazał się być negatywny. Był osłuch, była kroplówa i to dłużej podawana, no i diagnoza, która
zaskoczyła wszystkich ( bo sąsiad się nią radośnie podzielił ) ale
okazała się trafna i sąsiad dochodzi do się i to błyskawicznie.
Sprawa była banalna i właściwie powinien wychwycić ją lekarz pierwszego kontaktu, gdyby oczywiście obejrzał w porę pacjenta. Wizyta prywatna nic nie dała bo objawy pojechały już tak mocno że mogły być różnie interpretowane. Sąsiad jest na tyle młody że przed nim sporo do przeżycia, już od pewnego czasu cóś zaczyna przebąkiwać o emigracji w kierunku skandynawskim. Jako kamieniczne ciotki Klotki kiwamy głowami no bo co tu takiemu co się niemal udusił dzięki standardowej poradzie medycznej powiedzieć. Na forum kamienicznym cóś ostatnio sceptycyzm wobec medycznych się zalągł, moim zdaniem niesłuszny bo w końcu to medyczni przyjeżdżali ratować i kombinować co by tu i te zespoły ratownicze nas nawiedzające naprawdę były w porzo. Teleporady to idiotyzm do kwadratu ale są utrzymywane nie wiadomo dlaczego ( znaczy wiadomo ale jakoś nikt nie chce otwarcie mówić o pieniądzach ). To jest błąd systemu, medyczni w tym wszystkim to tylko wisienka na torcie. W związku z atrakcjami mła znów niewyspana i wkurzona. Do pisemka z cenami wywozu śmieci dołączy chyba pismo z zakazem chorowania. Podzieliła się tą myślą z Małgoś - Sąsiadką, która natychmiast mła wypomniała że u niej to pogotowia nie było prawie trzy lata. Mła dzielnie odparowała że nie chce karetki wezwanej do niej widzieć przynajmniej przez następne trzy ale Małgoś już nie słuchała tylko jakieś gryplany snuła jak to pójdzie do sklepu i przetestuje jakość szczepionki bo jakby się co zadziało to "Do nas to karetki szybko przyjeżdżają.". Taa... atrakcji wyraźnie pani starszej mało. Nasza starszyzna kamieniczna tak w ogóle to wraca do metod leczniczych przodków, Ciotka Elka swoje przypadłości ortopedyczne zwalcza okładami, smarowankiem i ćwiczeniami i lekiem antyzapalnym sprzedawanym bez recepty, Włodzimierz ziółkuje jako i Małgoś oraz Gienia. Młodsi stawiajo na budowanie formy - Pan Krzysiu wierzy w siłę ćwiczeń a Maciek w potęgę roweru. W kamienicy wielką popularnością cieszą się mikstury z przepisów niejakiej Danusi. Jeszcze trochę a odkryjemy moc poszeptuchy.
Dziś za ozdobniki robią wiosenne pocztówki z Japonii i chyba nie tylko ( ostatnia ) a w muzyczniku Suo Gân, walijska kołysanka z XIX wieku. A teraz mła idzie z Panem Dzidkiem na odrurczenie, godzina konkretna więc nie powinni jej wywalić z poczekalni ( Pan Dzidek wsparcie mieć musi bo ze stresu nie ogrania i myka, zamiast np. rejestrować następną wizytę w przyszpitalnej ).
Mła z roku na rok zauważa pojawiające się w coraz większej ilości nowe siewki cyklamenów dyskowatych Cyclamen coum. Niby wszystko cacy bo najwyraźniej dobrze się w Alcatrazie czują skoro się wysiewają, jednakże mła zauważyła że jej cyklameny coś nie tworzą spektakularnych, większych kęp kwiatów i liści. rozproszone to wszystko takie. Mła swego czasu widziała fotki z ogrodu coolegi Sonaja a na nich cyklameny rosnące całkiem ale to całkiem inaczej niż u niej. Róż cyklamenowy był to po całości i zakątek uroczy, chwytający urodą za ogrodnicze serducho. A przy tym taki naturalny, żadnego sadzenia pod linijkę, ot rosnące na modłę zawilców gajowych cyklameny. U mła z bulwki wychodzą trzy, cztery kfiotki - niedużo. Z największych siewkowych bulwek wyłazi ledwie pięć kfiotków. Bulwki nie są przesadnie duże za to co roku ich jest więcej. Mła sobie wmawia że to tak ma właśnie wyglądać, dużo nowych bulwek, niespecjalnie tuczonych nawozami, które z roku na rok zasiedlają teren pod kasztanowcem w Alcatrazie. Tylko że w tym tempie to mła się doczeka łączki cyklamenowej kole osiemdziesiątego roku życia, trochę długo jej czekać, mła się niecierpliwi. Mła myśli intensywnie nad kupnem cyklamenów które mają solidne bulwy. Tylko że idzie lockdown, kasy ni ma a pogoda z tych nienastrajających do prac w ogrodzie. Ech... Ciotka Elka twierdzi że mła malkontenci, jej córci żaden cyklamen w ogrodzi się nie utrzymał - wszystkie zeszły bez pomocy covida złego do krainy wiecznie kwitnących cyklamenów. Mła zatem postara się cieszyć tym co ma.
Mła cała w strachu zajrzała do neta coby zobaczyć na jakim świecie wg. mendiów żyje. Real jej cóś nie pasi bo ma problemy budowlano remontowe, śmieciowe a w piątek idzie odkablować Pana Dzidka ( mła może trochę odetchnie bo rurki wystające z sąsiada który nie jest najsprawniejszy i problemy z tym związane to nie jest akurat to co tygrysy lubią najbardziej - nie że mła strasznie narzeka, ale mła odetchnie po odkablowaniu vel odrurczeniu ). Jakby było mało Małgoś - Sąsiadka cierpiała z powodu skoków ciśnienia i mła była ostatnio tym bardzo znerwowana. Na szczęście idea pobrania trzynastki i zrobienia na złość "tym złodziejskim draniom" ( Małgoś tak ogólnie rzuca inwektywą ) nadal działa i utrzymała Małgoś po tej stronie. Za to w nocy mła spać nie może bo insi pobrali czepionki i tera pogotowie przyjeżdża nas nawiedzać i stabilizować odczulająco i odczulać stabilizująco ( to się nazywa mieć pecha ). Mła musi napisać pisma, zrobić coś nieprzyjemnego ale skutecznego w sprawie śmieci ( wyjdzie na zołzę ale trudno, mła woli mieć cóś mniej złote serduszko a nie poobijany tyłek ). Mendialnie wydawało się mła jakby spokojniej niż w chałupie, książę jakiś tam nie straszy więc mła całą sobą wdepnęła. Jak wdepnęła to zoczyła artykuły na temat wilków i cholernej nagonki w wykonaniu PZŁ i zaprawdę powiadam Wam, wolę się wkurzać z powodu opanowania portali info przez królewskich!
Mła jest za tym żeby całorocznie był sezon łowiecki na myśliwych, żadnych okresów ochronnych! To są po prostu Himalaje bezczelności w wykonaniu ludzi z tego stowarzyszenia! Jak mła starała się zrozumieć ( z wielkim trudem ale się starała ) polujących znajomych i wogle to jej przeszło kompletnie. Rzeźnia to rzeźnia i nie ważne jaką do tego ideologie dorabiasz. Zabijasz i już, w przypadku wilków zabijasz nie po to żeby się nażreć ani tak naprawdę nie po to żeby kogoś lub coś ( np. majątek owieczkami liczony ) chronić, zabijasz bo lubisz! Odstrzelone waderki ( bo podchodziły do ludzi, pytanie kto je tego nauczył bo dzikie stworzenie za nic nie podejdzie chyba że chore a one były zdrowe ), basiory odławiane tak że nogi z tyłka wyrwać odławiającemu, wilki wyciągane z wnyków. Quźwa, zwierzę chronione prawem! No ale czego wymagać od ludzi pod rządami bandy usiłującej ponownie wyrąbywać Puszczę Białowieską. Mła wkurza postawa ludności przy puszczy żyjącej, przytłaczająca większość mieszkańców regionu puszczę by rżnęła bo przeca piniondz. Inaczej piniondza nie zarobio, trza w puszczę iść jako przodkowie chadzali. Mła niby rozumie ich strachy o źródełko utrzymania ale ją trzymanie się uporczywe wizji przeszłości, nieprawdziwej zresztą, nerwuje.
Zero myślenia o tym że tzw. fabryka potażu w XVI wieku to jednak cóś całkiem inszego niż załatwianie drzew harwestrem. Nie dociera że kolonizacja puszczy w wieku XVII to nie były dzikie tłumy a pozyskanie kubika drewna zajmowało znacznie więcej czasu, że 82 piece smołowe na terenie puszczy w XVIII wieku, kiedy obejmowała ona znacznie większy obszar niż teraz ( po stronie białoruskiej tyż był znacznie większy ) to było prycho bo i te piece wyglądały inaczej. A jednak Stanisław August Poniatowski pod koniec XVIII wieku ograniczał jak mógł kolonizację tych terenów. Ba, nawet carowie rosyjscy się w końcu na puszczy poznali, zrobili z niej niby rezerwuar drewna ale naprawdę to były carskie tereny łowieckie. Przemysłowa, współczesna wycinka drzew to dopiero od 1915 roku, za okupacji niemieckiej była robiona ( I WŚ to była więc insza to okupacja ale rabunek był choć to Niemcy założyli rezerwat ). W II Rzeczypospolitej śmierdziało zdziwnymi interesami z puszczą w tle ale wszyscy wolo pamiętać ratowanie żubra a nie rabunkową eksploatację przez brytolską firmę.
Problemem prawdziwym dla ludzi przypuszczańskich to powinien być wyrąb puszczy, jej zmiana w las przemysłowy ale struktura społeczna ściany wschodniej jest jaka jest że tak niegrzecznie ale prawdziwie napiszę. Nie chciałabym żeby było to moje pisanie odebrane jako robienie z przypuszczańskich głupów, których moc obliczeniowa starcza tylko na ogarnięcie własnej chałupy, bajki o korniku pożerającym dęby można wciskać ile wlezie bo ludzie chcą w nie wierzyć a nie dlatego że są te ludzie takie proste i tak absolutnie gupie. Boją się zmiany bo nie wiedzą co przyniesie, ze strachu to się w mózgach demony wylęgajo. A jak mogliby na puszczy w inszy sposób zapieniężyć? Tego by nie wolno i tamtego by nie wolno a żyć trzeba. Ekolodzy kojarzo im się z nawiedzonymi albo z takim którzy na "ekologii" zarabiajo a nie z ludźmi którzy usiłują puszczę inną niż wszystkie lasy dla nich ocalić. Wypadało by coś zacząć dla przypuszczańskich robić, nie tylko budzić świadomość że pomagają podcinać gałąź na której siedzą. Sama świadomość garnków nie napełni, trza by zacząć od bytu który ją kształtuje. No chyba że się naturalnie sprawa rozwiąże, znaczy region się wyludni co jest wysoce prawdopodobne.
Jak już się mła nadenerwowała sprawami bardzo ważnymi to pośmiała się z tych żałosnych choć w gruncie rzeczy groźnych. Don Orleone okazał się mieć obstawę z ludziów którzy niegdyś sprawdzali z urzędu jego oświadczenia majątkowe, teraz robią u niego w wiadomej firmie. Swego czasu podobną politykę prowadzili urzędnicy skarbowi w USA bardzo chętnie zatrudniający się w bankach i funduszach giełdowych które wcześniej kontrolowali. W 2008 piendrolnęło na całego, umoczyli wszyscy. U nas najwidoczniej piendrolnęło za mało bo nie dotarło. No ale u nas jest ciekawiej niż gdzie indziej -"Ach jak zdumiewająco! Coraz zdumiewającej!" - jakby rzekła Alicja. U nas to nawet mafia vatowska działała głównie w Ministerstwie Finansów. Niedługo pewnie dojdziemy do tego że armia nam się będzie sama pokonywać, całkiem nowatorsko. Taa... lokalnie tyż jest ciekawie. Następca naszej prezydent miasta pościągał coolegów, którzy z prywatnych biznesów przeszli na bardziej pewne w czasach histeryczno pandemicznych samorządowe łono i oni nam teraz prezentujo nową strategię rozwoju. Z okazji stworzenia Karty Łodzianina nasze mieszczany dostały rozstroju od tego rozwoju bo usłyszawszy nowe hasełko reklamowe. Obywatelstwo miejskie reklamował spot "Yebać biedę !", należycie menelski. Hym... mieszczanie jakby się nie poznali na żarcie, tępe so czy cóś. W każdym razie z niepokojem oczekujemy kolejnych pomysłów mających nas strategicznie rozwinąć. Karwy mogo latać gęsto, nie wiadomo czy chełmofonów nie zakładać.
Teraz kolejny nudny covidnik. Już wiadomo że w placówkach służby zdrowia nie powinno się ani chorować ani tym bardziej umierać na nic innego niż na covid. Zakazane! Chore na co inszego nie będo przyjmowane, won! Choroba poważna jest jedna, ta od pandemii, cała reszta to ściema i zajmowanie łóżek. A te co chorujo pocovidowo, znaczy powikłania majo to wcale nie dlatego że po covidzie to se mogły głównie wydzwaniać do medycznych zamiast mieć normalno opiekę zdrowotno i kontrole zapewnione. Chore so i powikłane bo choroba jest ciężka sama z się i niech nas lockdown najświętszy przed nio strzeże, bo medycznych mało. Szczepionki cudownie testowane na bieżąco pomogo nam przez zarazę przebrnąć, co prawda jak się okazuje nie wszystkim ale to prycho. No bo na covid umierajo ludzie a na powikłania poszczepienne to promile. Co prawda Izrael zalockdownowany i zaszczepiony że ho, ho i jeszcze raz ho ma covidowe statystyki cóś gorsze niż to szwedzkie tałatajstwo co idzie pod prund ale kto by się tym przejmował. My teraz wojnę koncernów mamy, która czepionka jest lepsiejsza, mła by się zastanawiała nad kupieniem popcornu ale okazało się że jest na froncie i ma się mierzyć a nie w oglądactwo bawić. Czecia fala idzie, trza korzystać na tym bałaganie który się zrobiło bo to ostatnia okazja, następny lockdown może społeczeństwo zafundować politycznym. Ostatnie wyprzedaże! Maseczki za pół ceny, najlepiej dwie na gębę bo nie przepuszczo niczego, nawet powietrza, respiratory prawie jak nowe, testy jedyne prawdomówne co to je już WHO kwestionuje od stycznia ( ale im zajęło wyrobienie sobie poglądu ) jako najprawdomówniejsze! W ramach bonusu po pandemii paszport szczepionkowy KE nam wymyśliła. Hym... zważywszy na sukcesy KE w s prawie szczepionek na miejscu tego kolegialnego ciała unikałabym wszystkiego co ma vaccine w nazwie. No ale jak Pambuk chce kogóś ukarać to mu rozum odbiera więc pewnie nam te wykwity intelektu one ciało przedstawi, czym przypieczętuje swoją przyszłość ( każdą władzę należy kontrolować, cóś się nam komisarze rozhulały - reforma wszystkim dobrze zrobi choć akurat my możemy mieć w jej wyniku sporą szansę na wypierpol ). Nawiasem pisząc mła podejrzewa jaka to część ciała te umowy z Big Pharmą negocjowała.
Dzisiejszy wpis ilustrujo urodne przedstawienia owadów, mła bezczelnie przyznaje że gdzieś tam autora miała zapisanego ale się jej szukać nie chce - mła jest zmęczona po zawalonej nocce. W muzyczniku uspokajająco, mła razem z Lucindą Williams przyznawa rację wszystkim chcącym mieć ją przyznaną.
He, he, he, miało być pięknie a wyszło jak zawsze! Gryplany mła względem śnieżyczek pokręcił ich późny termin sadzenia ( w centralnej Polsce lepiej sadzić je we wrześniu ) absolutnie nie zawiniony przez mła. Zamówione zostały w sierpniu, szkółka holenderska, tfu! - niderlandzka, przysłała w późnym październiku więc nie ma się co dziwić że jest jak jest. Dobrze że się cebule odliczyły. Liście sporawe, bo i cebulki były ładne. Bezproblemowo wylazła i zakwitła odmiana 'S. Arnott' i mła stwierdziła że chyba zamówiła zbyt mało jej cebulek. Jest rzeczywiście znacznie wyższa niż inne przebiśniegi i ma duże kwiaty. Mła wyczytawszy że dopiero w trzecim roku po posadzeniu kępa "nabiera mocy" i rośliny produkują duże kwiaty. Hym... dla mła to one już teraz są duże, to najokazalsze śnieżyczkowe kwiaty w jej ogrodzie. Nie da się nie zauważyć, że tak zjawisko określę. Jeśli chodzi o słynny zapach roztaczany przez kwiaty tej odmiany to mła się jeszcze nie dowąchała. To raczej nie jest kwestia małej ilości kwiatów co chłodnej aury, trudno czuć zapach nisko rosnących roślin w temperaturze około pięciu stopni. Jak na razie dla mła to był najbardziej udany zakup śnieżyczkowy. Z inszymi odmianami mła już tyle szczęścia nie miała.
Mła zakupiła dwie odmiany pełnokwiatowe licząc na przełamanie złej passy, którą dotychczas miały w jej ogrodzie śnieżyczki o zwiększonej liczbie płatków przykoronka. sukces jest połowiczny, znaczy odmiana 'Flore Pleno' pokazała kwiaty ( nie najwyższej jakości ale pokazała ), natomiast odmiana 'Dionysus' pokazała liście, piękne, zażyte ale tylko one świadczą o tym że cebule żyją. Dlaczego tak się stało mła nie wie, cebulki nie należały do piciumków, całkiem standardowe były. Termin sadzenia na pewno się do tego przyczynił, mła zauważyła że śnieżyczki są dość wrażliwe na "dotrzymywanie terminów". To nie krokusy, które posadzone w styczniu, w marcu pokazują kwiaty. Jednakże śnieżyczki o kwiatach bez napakowanych płatkami przykoronków ładnie zakwitły a te pełnokwiatowe grymaszą. Ech, znów formom pełnokwiatowym udało się mła rozczarować nie takim kwitnieniem. Może takie wiktoriańskie śnieżyczki ( w epoce królowej Wiktorii ogrodnicy lubowali się w formach pełnokwiatowych ) po prostu nie lubią Alcatrazu ( ze wzajemnością ) i już!
Po odmianach czas na przegląd gatunków. O ile Galanthus nivalis i Galanthus elwesii rosną bezproblemowo o tyle Galanthus woronowii wypuszcza głównie liście. Nie jest to gatunek na warunki klimatyczne Alcatrazu. Mła obserwuje że z roku na rok zmniejsza się ilość liści z posadzonych wcześniej cebul, w tym roku mła posadziła nowe cebule na kolejnym stanowisku ale nie wygląda wcale na to żeby dobrze się na nim czuły. Wypuszczone liście są nawet niezłe ale z dziesięciu sztuk cebul zakwitły tylko dwie, nie wróży to żadnych kwitnących łanów w przyszłości ( fotki poglądowe - pierwsza fotka powyżej i pierwsza fotka poniżej ). Znaczy nie ma mła co sadzić tych roślin, szkoda kasy i miejsca bo spektakularnych kwitnień się nie doczeka. Lepiej jej sadzić nivaliski i elweski. Te gatunki w Alcatrazie się udają.