niedziela, 16 marca 2025

Weekendownik - przymroźnik

No i przymroziło. W ogrodzie wyrośnięte ciemierniki położyły część pędów, wiosenne cebulaczki przystopowało, krokusy mają zamknięte te kieliszki, mimo świecącego słoneczka, posadzone wczoraj bratki przeżyły z godnością. Jak na razie wielkiej tragedii ogrodowej nie ma, ptocy też pitulą intensywnie, tak jak pituliły jeszcze parę dni temu. Jedynie koty zachowują się po zimowemu, w domu jest wyrkowanie z zaleganiem podkołdernym. Mła nie bardzo chce się siedzieć doma, mimo tego chłodku. Troszki posekatoruję w ogrodzie i udam się na dłuższy spacer. Do dalszego oprawiania ramki, która jest w robocie naprawdę niewdzięczna ( już wiem dlaczego  do tego drewna przyklejono stiukowe kfiotki, ohydne zresztą, miały przykryć  ramkowe niedoróbstwo ), mła przystąpi dopiero pod wieczór. Dziś wieczorem jeszcze  przyjemność, czyli długa telefoniczna pogaducha z Tatusiem, który  ma urodziny. Znaczy same wdzięczne i miłe sprawy przed mła a ramka to nie jakaś cinżka robota.  Jest w końcu nierdziela i mła należy się pobyczenie! Wczoraj mła oblatywała naszo geriatrię, która wpadła w ferwor wiosennych porządków, po czym po tym wpadnięciu padła, niemal bez życia.  Ech... panie starsze. Po tym oblocie poszła do Mamelona, żeby zobaczyć jak idzie jej z malowaniem mebelka ( Mamelon nabyła gracik z interneta i przerabia go po swojemu ). Mebelek wyszedł całkiem - całkiem, choć Mamelon narzeka, bo malowała farbą kredową, co nie jest ani tanie, ani bardzo proste. Farba mało wydajna a maluje się naprawdę ciężkawo, bo tępo. Hym... nie tylko mła się z malowaniem drewienka buja. Domówiłam u Mamiego koralików szklanych przez internet i pożarłam jej wyrobu pizzę z 'nduja di Calabria.  Dobre było! Jak widzicie weekendownik upływa mła miło. Dobra, fotki są z wczoraj czyli wczorki a w Muzyczniku nadal lata dwudzieste,  trzydzieste XX wieku.

piątek, 14 marca 2025

Codziennik - takie tamy

Wreszcie zaczęło padać. Tak, tak, mła wie, wiosna, ciepło i te sprawy. Jednakże wody cóś mało, gleba nienapojona należycie. Dlatego mła się cieszy z deszczu i ochłodzenia. Mniej cieszy zapowiedź nocnych mrozów, jak dla mła to nawet słabe minus trzy to za dużo, choć po prawdzie to taka temperatura, która zbyt wielkich szkód zielonemu nie powinna zrobić. Koty niezadowolnione zalegają doma, po tym tygodniu byczenia się na słoneczku wyrko nie jest już takie kuszące. No cóż, troszki powyrkują a ich zły humor spowodowany pogodą mła jakoś zniesie. Wczoraj mła podreptała do Cio Mary, bo cóś się niepokoiła. W zeszłym tygodniu Cio Mary nie odbyła u nas cotygodniowej wizyty, bowiem jak twierdziła, alergia ją męczy. Taa... Niepokój mła był uzasadniony, alergia alergią ale Cio Mary nie przyznawszy się że w ferworze porządków wiosennych ściągnęła sobie kłopot na głowę. Kłopot to ciężki segregator z dokumentami, taki z metalowymi elementami. Te właśnie metalowe elementy odpowiadają za obecny stan Cio Mary: skóra zdarta na skroni i pod okiem, sinior przy ustach i całkiem niespodziankowy siniak na biodrze. Cio Mary wygląda jak ofiara przemocy domowej, sklepy odwiedzała w ciemnych okularach. Słoneczna pogoda, makijaż maskujący, to uszło ale do mła się bała przyjść, bo mła cinżko doświadczona stomatologicznie podczas domowych porządków, przestrzegała Cio przed wiosenną akcyjnością na hurra a mimo tego  że wzrok u mła już nie ten co dawniej, to zmiany na buźce Cio mła by jednak zauważyła. Cio Mary stwierdziła że nie miała ochoty usłyszeć młowego "A nie mówiłam?!" Mła macki opadli na to ciemnienie Cio Mary względem mła,  wygłosiła ( głosem podniesionym ) swoje zdanie na temat takiego postępowania, na co Cio mła odpyszczyła " Tylko mnie Larwa nie kontroluj!" Mła w tym momencie sobie te opadnięte macki przydeptała, Cio Mary robi się krnąbrna jak Tatuś.

 

Niedługo połowa marca, mła czuje że i jej pora wziąć się za wiosenne porządki. Przyznawam że robię to niechętnie ale raz na jakiś czas trza jednak chałupę uprzątnąć nieco bardziej solidnie. Szczęśliwie wykorzystałam słoneczną  pogodę na suszenie prania i tę praniową część porządków mam już przynajmniej w połowie za sobą. Reszta prac jest niestety z tych, które za człowieka automat nie wykona. Na razie maluję wielokrotnie z przerwami na schnięcie, moją owalną ramkę z wypukłym szkłem,  przywiezioną z targu wysortowego w Marolles. Razem z Mamelonem zamówiłyśmy troszki szklanych koralików, Mamelon do bransoletki, mła do trójwymiarowego obrazka haftowanego, który zamierza umieścić pod tym wypukłym szkiełkiem. Mła już posiada stosowne narządka do haftowania koralikami i obecnie zgłębia tajniki haftu szydełkowego, zwanego szydełkowym haftem francuskim vel haftem Lunéville. To rodzaj  haftu, najprawdopodobniej wywodzącego się z Indii, który został twórczo rozwinięty w mieście Lunéville w Lotaryngii w XVII wieku. W technice  Lunéville  nić jest mocowana do tkaniny za pomocą szydełka, jak się zapewne domyślacie. Ono takie troszki specjalne. Do mniej więcej połowy XIX wieku wykonywano  tradycyjne hafty łańcuszkowe aż tu nagle w 1865 roku niejaki  Louis Ferry - Bonnechaux  wprowadził do tej techniki haftu koraliki, cekiny i długie rurkowate koraliki szklane ( zwane także bugle a w Polsce bajorkiem ). Haft Lunéville swoją złotą erę miał w latach dwudziestych XX wieku, wówczas  szalenie modne były sukienki w całości, lub w dużej części haftowane koralikami i cekinami. Drugą falę popularności tego haftu przyniosły lata pięćdziesiąte XX wieku, okres rozkwitu haute couture. Ta technika haftu ma parę zalet, np. umożliwia szybkie zdobienie dużych powierzchni tkaniny w porównaniu z tradycyjnym dziubdzioleniem igiełką  czy też eliminację zmarszczek materiału. Czujecie bluesa, to takie l'art de la broderie. Mła oczywiście zielona w tej technice ale w końcu z igłą i szydełkiem zaznajomiona, więc powinna dać radę.

Z rozrywki. Mła oblookała czwarty sezon "Slow Horses", w Polszcze to idzie jako "Kulawe konie". Mła lubi Garry'ego Oldmana a dość obrzydliwa postać, którą stworzył w tym serialu to jedna z moich ulubionych w dorobku tego aktora. Do tego dodajcie Kristin Scott Thomas w roli wice M, i Jonathana Pyrce'a  jako byłego szefa agencji szpionów  chorującego na demencję i Hugo Weavinga jako czarny charakter, którego nawet CIA miała na tyle dosyć, by go wykopać. No i to życie biurowe, miodzio! Mła zwojów nie przepaliło,  za to się odprężyła. Czegóś takiego właśnie było jej trzeba po tych ostatnich dołujących ( choć nie poziomem filmów ) seansach. Mła postanowiła też się odprężyć literacko i sięgnęła do czytanej już wcześniej pozycji "Książki Najgorsze" Stanisława Barańczaka. To takie recenzje literatury, wzorowane na tych Słonimskiego. Mła tak sobie myśli że Antoni i Stanisław mieliby dziś kupę kupy literackiej do recenzowania a mła sporo rozrywki z tych recenzji. Ech... żal że obydwaj zamknęli oczy dawno temu. Muzycznie mła odjeżdża w lata trzydzieste XX wieku, słucham sporo różnej muzyczki z tego okresu, polskiej i niepolskiej.

Politycy też dbają o rozrywkę mła, Ryży z "Kanady Południowej" , he, he, he, obecnie wykonuje piruety z saltem, zupełnie jakby to robił dla rozrywki mła. Nowojorska giełda i amerykańscy ekonomiści na politykę gospodarczą Ryżego reagują nieco histerycznie, zapominając że piruety wykonywa się  aż do momentu, kiedy w główce się zakręci i że USA mają w systemie pewne bezpieczniki na wypadek "nieustanego" salta. Mła ma ciągle wrażenie jakby PiSdniętych w makroskali oglądała. Z rzeczy istotnych, płemieł był w Ankarze, która obecnie dogaduje się z Kurdami. Cóś jest mocno na rzeczy z tym dogadywaniem, bo w Syrii Kurdowie też przycichli. Po mojemu to wstęp do krojenia Syrii, tym bardziej że wylazło na światło dzienne mordowanie alawickich cywilów przez "nieznanych sprawców",  czyli bojówki nowego zarzundu Syrii.  Jak się domyślacie albo i nie, jakiekolwiek zbliżanie się Turcji do kraju UE z tzw. wschodniej flanki,  to natychmiastowa sraczka  na Kremlu, jak najbardziej uzasadniona. W końcu Turcja to druga armia NATO, prawie milion ludzi pod bronią jakby komuś do głowy wpadły głupie pomysły. No i interesy częściowo zbieżne z naszymi. Turcja gra o dominacje z Rosją i Chinami w Azji Środkowej, zdawa  się że będziem ich popierać, jednocześnie chroniąc przed nimi  Armenię. 


No i to by było na tyle. Dzisiejszy wpis ilustrują fotki ogrodowe, miłe wspomnienia słonecznych dni, podczas których Szpagetka wygrzewała szczupłe ciałko na suchych trawach, co to ich obciąć mami pod żadnym pozorem nie może, bo gdzie się kota będzie płożyła. Reszta stada była przerażająco nadaktywna; Okularia zwoływała  słodkim głosikiem, seksownym altem,  kocich kawalerów z fabryki a Sztaflik, Mrutek i Lucas się na nich zasadzali. Ryjek nie bardzo kumał o co chodzi,  więc na wszelki wypadek też się darł tym swoim chrypliwym miaukiem, co bardzo denerwowało Okularię, bo ona przeca solistka. A słoneczko grzało, znaczy syntezowało jądrowo bez chmur zasłaniających proces. Bardziej wiosna niż przedwiośnie. W Muzyczniku dziś te słuchane przez mła lata trzydzieste. Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo i Zula Pogorzelska. No wiecie ta Zula, co na dansingach hula i wszyscy znają nóżki tej dziewuszki i piosenki wszystkie jej.



sobota, 8 marca 2025

Weekendownik - tyle słońca w całym mieście

Mła zaraz wypada do ogrodu, bo pogoda bajka. Sekatorek na róże naszykowany.  W domu włączone kolejne pranko, tym razem materiały na poduszki. Koty już siedzą w ogrodzie, wszystkie, nawet Szpagetka uciekła przed płukaniem ranki, mimo że mami prosiła żeby raczyła dać się oprawić. Do porannej kawy mła dziś miała tulipankowanie, Michał, nasz sąsiad, bardzo mocno przeżywa Dzień Kobiet. W końcu świeżej daty  żonkoś.  W związku z tym cała żeńska populacja naszej kamienicy zatulipankowała.  Rozsądnie naszykowałam wazon, bo kamieniczne chłopaki pozazdrościły. To miłe, kwiatowe podarunki zawsze robią dobre wrażenie.  Niestety musiałam przemawiać do Ryjka, który bardzo chce gryźć wazonowe kfiotki. Hym... Ryjek myśli  że te kwietne hołdy to dla niego, na swędzenie ząbków. Zdaniem Mrutka Ryjek jest nieodjajczonym idiotą i Mruti nie widzi dla niego przyszłości na uniwersytecie ani nawet na polibudzie. No wiecie, nie to co Mrutek, nasz orzeł intelekta. Mła wspomina że rok temu Mrutki mógł twierdzić że mieszka z doktorantem, nasz Pasiaczek przecież  tak szczwany jakby doktorat miał bronić. Dziefczynki, czyli Okularia i Sztaflik, też nie mają o Ryjku najlepszego zdania. Po ichniemu Ryjek jest niewychowanym bachorem, którego one, kocie panie starsze, postarają się wychować. Zębem i pazurem. Ryjek sobie z tych metod nic nie robi, jest młodzieńczo upierdliwy i miłośnie nachalny. Wczoraj uniemożliwiał przez pięć minut Panu Pocztowemu odjazd rowerem. Ocieranie się o pedały, próba wspinania się do koszyka, mruczenia i  wgapianie się w oczy, te klimaty. Pan Pocztowy zamiast pogonić ciamkał. No i jak tu Ryjka wychowywać, kiedy okoliczności nie sprzyjają?  Jak wszyscy Ryjku ustepujo?

Fotki zdziśki a w Muzyczniku energetyzująca muzyczka dla ludziów starszych, taka że nożęta same chodzą.

Mła wróciła z ogroda i jest padnięta. O zgrozo, zrobiłam połowę tego co planowałam i to z odpoczynkiem coirazowym. Hym... wychodzą te pączusie i faworki karnawałowe, bandzioch pracom ogrodowym nie służy. Nie dość kilogramów, to i latka mła odczuwa. Szpagetka ogrodowała ze mła pochrapując w okolicy magnolki, od czasu do czasu otwierała ślepka i patrzyła na mła z wyraźnym politowaniem - "Że też tobie się mami chce." Mła wówczas sekatorowała z większą zaciekłością, niech kota widzi że mła daje radę. Taa... po tym dawaniu rady jestem solidnie wypluta, miałam coś upiec na jutro ale zalegam. Po  rozruchu wiosennym muszę mieć czas na dojście do siebie, coś mła się zdaje że wieczoru filmowego nie będzie, mła pewnikiem chrapnie przed ekranem. Doczytałam dziś w sprawie śmierci Gienka,  czyli Gene Hackmana, ulubionego aktora Cio Mary, ech... czułam że to będzie smutna historia. Sporo młodsza żona Gienka, opiekująca się nim, zmarła z powodu hantawirusa, takiego paskudztwa, które grasuje na południowym zachodzie Stanów. On, biedak chory na alzheimera, zmarł tydzień po niej. Serce nie dało rady ale mła się obawia że mogło tam być kiepsko z jedzeniem i piciem, bo osoby z tą chorobą tracą łaknienie i trzeba je dopajać i dokarmiać.  Ci ludzie też strasznie się boją. Naprawdę dodupne  jest to że dopiero konserwatorzy zatrudnieni w posiadłości znaleźli zmarłych po ponad dwóch tygodniach od śmierci żony Gienka, Betsy. Mła sobie myśli że to straszliwie smętne, kiedy nikogo nie niepokoi brak wiadomości od rodziny czy przyjaciół. Szczególnie od osób starszych. Ludzie znani a jakby mieszkali na pustyni. Mła nie chodzi o to że na prawdziwej pustyni, tylko na takiej wyzutej z bliskości. Można sobie mieszkać w środku lasu ale jednak razem z ludźmi, którzy o człowieku myślą a można mieszkać w ludnym mieście tak jakby się mieszkało na odludziu.

Teraz mła nakarmi kotostwo po czym zrobi sobie ciepłą kąpiel. Moje mięśnie się tego domagają, skrzeczą i to wcale nie cichutko, wstanie z krzesła po tym ogrodowaniu to łojoj. Mła już widzi siebie w pianie i z rozgrzanymi mięśniami. No i wdychającą upojne wonie cytrusów i liści eukaliptusa. Mła się to należy, jak kotom miąsko.

W kolejnej części Muzycznika piosenka kąpielowa z Kabaretu Starszych Panów, fotki to nadal zdziśki.

Koty nakarmione, Szpagetka nawet sfocona na wyrku. Ryjek z Mrutkiem biegają razem z Lucasem po ogrodzie, Sztaflik i Okularia zasiadają na "swoich" krzesłach. Mła chyba dziś postara się cóś oblookać, coby się ukulturalnić. Nie bardzo wiem co bym oblookała, ostatnio nowości filmowe mła nieco zdołowały. Może wrócę do jakichś staroci, najchętniej jakiejś niegłupiej komedii? Czegóś co by mła zwojów nie przepaliło. Chyba "Zakopana Betty" albo brytyjski "Zgon na pogrzebie" to będzie to. Jutro po południu mła się bierze za wykończenie ramki owalnej kupionej na Marolles. Będzie w coolorze kremowym. Dobra, fotki wieczorne ze Szpagetką, która stwierdziła że nie będzie pozować, mła ma spadać z aparatem i nie przeszkadzać w higienie a w Muzyczniku totalny odjazd taneczny.

P.S. Znalazłam całkiem niezły film "The Critik". Takie solidne brytyjskie kino.

czwartek, 6 marca 2025

Ostatni wpis bieżączkowo polityczny

Ostatni wpis bieżączkowo  polityczny. Dla Kitty bieżączkującej i Star.  A potem koniec tej rozrywki. Przeplute, przyklepane i niech mi sbijo różowa pupa. Mła nie zamierza się zakręcać na Ryżym, bo tak po prawdzie to nie ma aż  takiego znaczenia co tam jest plecione. Bieżączkowe gierki nie przysłaniają mła tego co już widzi. Ci co chcą śledzić politycznych zobaczą jeszcze rozstania,  powroty, witanie  synów marnotrawnych, może nawet całowanie pierścienia, choć akurat w to wątpię. Pokoje, które  nie będą pokojem i wojny, które nie będą wojną. Duuuży informacyjny balon, showbiz. Będzie to mniej więcej tak istotne jak to,  który z polityków oddał poranny stolec. Zarządzanie przez chaos jest pewną metodą, u nas specjalizował się w niej PiS, zatem rozpoznaję z czym mam do czynienia. Z nieustającą zmianą i kłamstwem wciskanym na zasadzie ciemny lud to kupi. Raz powiem to, raz powiem to a potem powiem tamto, co będzie przeczyło temu co powiedziałem wcześniej. Jak ktoś to bierze na poważnie to mła nadmienia że dopiero reakcje na paplaninę są istotne. Dlatego wpis o obrażeniu cudownego Gabinetu Owalnego nie był w sobotę pisany, tylko dopiero  późnym wieczorem w nierdzielę. Kiedy paplanina będzie istotna, to coś skrobnę, ale nie spodziewajcie się częstych wpisów politycznych, bo mła bardziej interesuje to co się naprawdę dzieje a nie odgrywane spektakle. Na razie miało być szokująco, no i było. Teraz zacznie się człek przyzwyczajać. Cóż, każda władza się zużywa, to szokująca może się zużywać szokująco szybko, więc mła licznych szokujących szoków nie będzie odnotowywać, bo jej  już się to znudziło. W USA trwa karuzela ekonomiczna, która ma ułatwić negocjacje z pozycji siły. Akcja typu jak trzeba wiele zmienić  by nic się nie zmieniło, zdaniem mła skazana na niepowodzenie w wypadku dużych graczy. W Europie koncepcja trzymania się od amerykańskiego cyrku  z daleka, odpowiedzi odwetowe, albo i nieodwetowe, bo marżę i tak  trza wliczyć ze względu na niepewność, no i handel ze wszystkimi, czyli szukanie okazji przy wojenkach celnych za Oceanem.

Podobno ta karuzela to nowa koncepcja Ryżego na walkę z inflacją, która to inflacja rzeczywiście może spaść, bo ceny osiągną maksymalny pułap dla kieszeni Amerykanów. Znaczy albo będzie drogo bo cła, albo będzie drogo bo inflacja.  Nie wiem czy po tym ocleniu Ryży będzie jechał Keynesem, nikt tego nie wie. Tak jak nikt nie wie czy dla Ryżego dziś jest friend czy enemy. Czy oclenie będzie stałe czy nie, to są strategie z biznesu przenoszone do polityki.  Hym... mła paczy i podziwia, czy to izolacjonizm to nie wiem, USmany musiałyby zgłupieć totalnie chcąc naprawdę izolacjonizmu. Izolacjonizm nigdy w historii nie kończył się dobrze dla krajów, które się izolowały, bowiem wytwarzał się obieg ekonomiczny, który je pomijał. Zdaniem mła jak się kto chce zarżnąć własno ręko to nie należy mu przeszkadzać, bo widać ma powody, dlatego cokolwiek robią Amerykanie to nie nasza sprawa. Trzeba myśleć o sobie. Rozplątywanie powiązań ekonomicznych ze Stanami proste nie będzie, bo firmy europejskie i amerykańskie są bardzo silnie związane, znacznie bardziej niż to się powszechnie sądzi. Jednakże niezależnie od tego jaka administracja będzie rządzić USA, jeżeli Europa chce być podmiotowa, to niestety, tak daleko idących powiązań być nie powinno. Dlatego Brytyjczycy, Holendrzy i Niemcy smutaśnie wzdychają. Jeżeli wpływy gospodarcze nie przekładają się na polityczne to niestety Pamelo żegnaj. Z obu stron.

Jeśli chodzi o NATO, to w Europie jest dlatego by: pilnować Niemców, trzymać z dala od niej Rosję, USA trzymać blisko.  Niemcy bez działań zbrojnych, samą polityką ustępstw  wobec Wujka Wowy wywołały konflikt w Europie - trzeba znaleźć na nie inny sposób, Rosja bez wdzięku osuwa się w ramiona Chin, USA nie dowożą mocarstwowości z powodów ekonomicznych. Powinniśmy być naprawdę  bardzo wdzięczni Amerykanom za te trzy lata, które dali na europeizację sojuszu i pogonić tych polityków w UE, którzy przez te lata twierdzili że zbrojeń nie należy wyłączać z procedury nadmiernego deficytu. Całą tę skostniałą eurokrację rodem z północno - zachodniej Europy. Z drugiej strony powinniśmy bardzo tej procedury się trzymać w inszych miejscach i ciąć rozdawnictwo, żebyśmy się nie znaleźli w takiej sytuacji ekonomicznej jak USA. Koniec z niepłaceniem podatków przez duże koncerny i koniec z rajami podatkowymi. Być może powinien zniknąć CIT, podatek dochodowy jest mniej oszustnogenny.  Prawda jest taka że trzy  kraje UE okradają innych członków wspólnoty, bo mają u siebie takie raje. To Luksemburg, Holandia i Irlandia. Jeżeli UK chce być takim rajem, musi się opłacać. Czy to UE czy USA, nie wiem czy skórka warta wyprawki. Byłoby też bardziej sprawiedliwe gdyby wprowadzono zasadę  że w programach unijnych udział w dotacjach rozwojowych jednego kraju nie może przekroczyć procentowego udziału ludności tego kraju w całej populacji Unii. Niemcy i Francja to około 1/3 ludności UE, tymczasem dotacje unijne dla tych krajów to cóś około 70% wszelkich dotacji.

To są kraje na tyle gospodarczo silne że dotacje rozwojowe powinny sobie organizować poza strukturami UE. Ich wygraną jest przecież olbrzymi wspólny rynek. Wracając  do NATO, jest dla mła jasne że europeizacja NATO oznacza jakieś tam przedefiniowanie sojuszy. Szczerze pisząc to na razie nie mamy wielkiej potrzeby by opowiadać się po którejś ze stron w konflikcie amerykańsko - chińskim. Nawet moralnie do tego nas nic nie zobowiązuje, skoro USA uznały że poradzą sobie z tym same albo żyją mrzonkami że pomoże im w tym Rosja. Pomogliśmy w zamorskich wojnach w Afganistanie a część sojuszu też w Iraku, choć obie te wojny nie przyniosły takich rozwiązań jakich oczekiwały  USA a na nas sprowadziły kłopoty w postaci wzmożenia migracyjnego. Znaczy się wykazaliśmy sojuszniczo a teraz szlus. Czy będzie centralizacja UE? Już się w jakimś stopniu dzieje. Zebrania NATO i europejskich krajów odbywają się z udziałem przewodniczącej KE. Właściwą dla niej rolą jest zabezpieczenie interesów mniejszych krajów wspólnoty, duże kraje ustalają politykę wspólnotową poza strukturami UE. Cały czas o tym piszę ale ciągle  wraca ta Bruksela, ech...  Bruksela jest od kasy i stanowiska  mniejszych. Oczywiście będzie  pokusa,  by rozgrywać  kraje europejskie przeciwko sobie i prędzej czy później zapadnie decyzja, by sprawę rozwiązać inaczej. Jednakże dopóki  KE działa w takim a nie innym kształcie to nie spodziewałabym się zmian w zakresie podejmowania decyzji dotyczących polityki zagranicznej Europy.

Wydaje mła się że tak jak i w Europie, na Bliskim Wschodzie zaczęło do niektórych docierać że to zmierzch dotychczasowego układu, to widać, słychać i czuć, choćby nie wiem jakie tyrady na temat Casino Gaza rozbrzmiewały za Oceanem Atlantyckim. Jeżeli Ryżemu chodziło o to by Arabowie wzięli odpowiedzialność za tereny palestyńskie to mu się to udało. Piszę to bez przekąsu, bo to jest jakieś tam wyjście. Czy to rozwiąże problem palestyński to nie wiem, być może, bo kraje arabskie są jeszcze bardziej zamordystyczne  niż Izrael. Mało który aktywista piuknie jak Arabowie będą zarzynali Arabów. Wszak w Jemenie to codzienność a napisów "Free Hutti" nie widać. Czy Izrael ten arabski protektorat nad Palestyną zaakceptuje? Nie wiem. Jak na razie po wielkiemu cichu USA gadały z Hamasem, zanim tu mła zarzuco że z d... te wiadomości to mła się wydawa że one chyba już wypłynęły. Czy to wszystko powinno interesować Europę? W pewnym stopniu tak, to nasi sąsiedzi zaledwie zza morza a nie Oceanu, ci z Bliskiego Wschodu muszą być świadomi naszych wartości. Ponadto taki Izrael jest państwem stowarzyszonym UE, to nasze okno na ten rejon, zatem to co się wokół niego będzie działo jest i naszym problemem. Co na to wszystko co się teraz dzieje w USA reszta świata? Hym... czekają na oclenie. Panuje opinia że należy głównie odwetowo  gadać i się zaplwać ale lepiej nic nie robić zanim tydzień nie upłynie, bo cła dziś są, jutro ich nie ma, potem są znowu i znikają - widać USmany teraz tak mają. Niektórzy twierdzą że trzeba się przyzwyczaić, ignorować i szukać innych rynków zbytu i na wszelki wypadek ograniczać zakupy, szczególnie długie kontrakty  w USA, bo cholera wie jak długo amerykańskie firmy będą w stanie znieść taką huśtawkę. Znaczy spełnić marzenie MAGA o samowystarczalności USA. Taa... cóś jest w tym że w kraju doprowadzonym na skutek chciwości do zapaści gospodarczej marzy się o tzw. prostocie życia. Przykładem kury w tych olbrzymich obozach zagłady dla zwierząt, zwanych dla niepoznaki fermami kurzymi. Kiedy kury nie zniosły i zaczęły masowo padać z powodu wirusa,  to remedium na ten stan rzeczy ma wg. szefa departamentu rolnictwa stanowić przydomowa hodowla drobiu. Jeszcze tylko krówka, świnka i własne poletko za domem i jakoś to będzie. Coby narzekań nie było to zlikwiduje się departament oświaty. Ech... to sielskie życie. Najpierw wariaci uprawiający woke jakiego Europa nie zaznała i zielonowalizm tylko pół stopnia za europejskim kretynizmem,  teraz kolejni nawiedzeni co chcą korporacjonizm połączyć z doktryną Amiszów, ze skrajności w skrajność. W Stanach wszystko jest większe niż gdziekolwiek, hym... tego

Tak nawiązując  do tego wszystkiego większego w  Stanach, to kwestią ciekawą będą  narracje o rozstaniu. W USA Ryży i cała MAGA bardzo antyeuropejscy, w Europie nie ma tak powszechnego antyamerykanizmu. Jeszcze. Wiadomo że są kraje mniej i bardziej Stanosceptyczne ale generalnie USA postrzega się jako "przyjaznych imperialistów" z kłopotem w postaci Ryżego. Ponieważ to nieprawda,  to  się rzecz jasna postrzeganie będzie zmieniać. Zarówno w USA jak i w Europie pojawi się figura  "rywal" zamiast "sojusznika", taki wygodny dla elitek rzundzuncych trik. No taka kolej rzeczy, nie ma tu co płakać, tylko wziąć na klatę i nie zwariować. Politycy swoje, ludzie swoje, nikt rozsądny napuścić się na innych ludzi nie da a na głupców wpływu i tak ni ma. Wiadomo że elitkom za porażki na własnym podwórku najlepiej obwinić tego drugiego. No i to się będzie działo, z obu stron. To nie będzie tak że tylko Ryży, który powie każde kłamstwo pasujące mu na tę chwilę, będzie sobie uprawiał szczucie. Powolutku, dyplomatycznie żeby sobie tyły zabezpieczyć przed przedwczesnym atakiem, nasi europejscy politycy zaczną sączyć jad. Za jakiś czas to ci sami europejscy politycy, którzy nam dziś opowiadają jak to  USA nas wyniańczyły, będą nam sprzedawali opowieść jak to przez lata USA nas tłamsiły. Taa... choćby dziesięć razy z rzędu różne Kamale wygrywały, ta opowieść swoje zrobi. W niektórych krajach to się już zaczęło, w  tych bardziej Stanosceptycznych. Le Pen pojechała takim Macronem jak rzadko. Aż mła się zaczęła zastanawiać, co to będzie jak USA będą chciały zmienić zdanie,  jak to z Ryżym bywa. Hym... Francuzi wykopią USmanów z  Reichu? My i Niemce na razie ostrożne z deklaracjami i narracjami, USA jeszcze silne, Niedźwiedź słabnący, Europa w fazie zbierania, to wyczekiwamy. Zdaniem mła słusznie. Mendia na razie obsmarowują głównie Ryżego, na temat biznesu amerykańskiego w Europie cóś tam zaczyna skapywać, o  obecności amerykańskich wojsk w naszym kontynencie tylko pomruki. No ale to będzie narastać, wraz z tym festiwalem zapluć po drugiej stronie. Wicie rozumicie, USA gnębione i oszukiwane przez cały świat. Mła myśli że nawet Burkina Faso do spółki z Gambią USA dołowało i okradało. Oficjalna retoryka ichniego prezydenta jest taka że za przeproszeniem wszyscy rżnęli Stany z wyjątkiem ich własnych koncernów. Trzeba przeżyć i opodatkować te koncerny u nas. Tyle. 

No i po rozrywce politycznej,  fotki to zachodowe niebo, troszki ogrodu i lejonek dla Agniechy a  w Muzyczniku stosowna "Samba przed rozstaniem".