niedziela, 10 maja 2026

Srokizm i inne przypadłości

No dobra, dziś wpis prawdziwie "dziefczyński", wicie rozumicie - świecidełka. Mła cierpi na srokizm, błyszczy i migoce a u mła natychmiastowa gotowość do sprawdzenia co to tam tak lśni. Rodzinne to, Cio Mary tyż jest z tych na to cierpiących. To właśnie jej i Ciotczynej kumpeli Magdzie, mła zawdzięcza nowe błyszczące dobra. Cio Mary i Magda uratowały tzw. niemodności od wywalenia do śmieci. Cio Mary należą się szczególne podziękowania, bo to ona podjęła się wstępnej segregacji dóbr, a było tego naprawdę sporo, mła przypadł w udziale ledwie ułamek, reszta zniknęła w szkatułkach klejnotkowych Mamelona, Dżizaasa a dodatek sukienny trafił zdawa się do kuzynki Sławencjusza.

Rzeczy, które mła wyszukała dla się są naprawdę bardzo różne: od kawałków weneckiego szkła ( z wytłoczonym firmowym napisem! ), poprzez korale, aż po kolczyki i wisiorki  jako żywo przypominające mła i zdawa się że nie  tylko mła, wspominki z dzieciństwa.  Taka biżutka w stylu lat 60 i wczesnych 70 XX wieku. Masa perłowa i chyba chryzoprazy oraz karneol w parze kolczyków przypominającej spinki do mankietów. Troszki oksydowanych różności, krajanki bursztynowe, tzw. hawajki,  bursztynowe wisiorki ( made in Łeba! - kartka z ceną była przy jednym ), szklane korale  i klejnociki typu jablonexowego, dziś nazywane biżuterią teatralną. No i jakaś nowa emalia.

Mła najbardziej do gustu przypadły niebieskie kamlotki, nie bardzo wiem czy to lazuryt, czy sodalit? Hym... grunt że niebiewskie. No i  jest też dość długi sznurek toczonych korali z pasiastego agatu, naprawdę cool. Oprócz tego jest trochę biżuterii ze stali nierdzewnej, całkiem sporo okrągłych koralików z turkusu i mnóstwo koralików szklanych, oraz trochę maleńkich koralików metalowych. Znaczy oprócz rzeczy do noszenia, są też rzeczy do robótek. Mamelon obłowiła się perełkowo a Dżizaas zagarnęła z łupów wszystko miedziane, bo Dżizaas ma wyjątkową słabość do biżuterii z tego metalu. Mła obecnie poszukiwa szkatułki drzewnianej do remontu, żeby te wszystkie nowe dobra pomieścić.


No i to by było na tyle tych świecidełków. Taki niespodziewany zrzut, który robi dobrze człowiekowi na jestestwo. Nie wiem jak Wam, ale mnie grzebanie się w kolorowych kamyczkach, czy kolorowych szkiełkach, zwyczajnie poprawia humor. Mła nie jest zbytnią entuzjastką kupowania ciuchów, jak to Mamelon mawia ze mła z okazji ciuchowych wychodzi "mała dziefczynka i stary facet", znaczy gust mój przedszkolny a skąpa jestem jak facet kupujący majtki. Natomiast jak mam nabywać kamolki albo szkiełka to szybka nirwana. A tu proszę, nirwana bezkosztowa, dzięki refleksowi Cio Mary i Magdy. Tyle odtrutki na zmartwioną codzienność. Mła tak sobie bezczelnie pomyśliwa że chyba się jej należało, po tych smutkach.

Dziś mła się bardzo dopieszczała, zeżarłam bitą śmietanę z malinami ( przecena w Aldi ) i wychłeptałam  pomarańczową herbatkę w wiosennej filiżance. Zawiązałam na szyjce "żaworonik" ( licentia poetica trzyletniego Tatusia ) i udałam się do ogroda, coby naciąć troszki kfiotów na bukietowanie. Hym... bukietowanie prawie jak srokizm, tyż wielka przyjemność. Przy okazji wystawiłam na dwór duże doniczki z asparagusami i kliwią, z pomocą sąsiada, bo sama jeszcze jestem słabawa. No i przy tym wystawianiu  mła zobaczyła znak, kliwia, która długo chorowała po śmierci Małgoś - Sąsiadki,  wypuściła kwiatostan. Jeden, ale mła się bardzo ucieszyła. Wiem że to irracjonalne, ale cieszę się jakbym list z Patagonii dostała.

Fotki zdziśki i wczorki a w Muzyczniku piosenka, którą podśpiewywała moja Babcia Wiktoria ( w rodzinie mówiono że piała jak kurzejok ). No a teraz będę marynikować.

piątek, 8 maja 2026

Weekendownik - wytchnielnik z widokami na przyszłość

Fiołek motylkowy Viola sororia jest rośliną pochodzącą z Ameryki Północnej, konkretnie to z jej wschodniej części. Dobra, wytrzymała roślina na miejsca w cieniu i półcieniu, choć jeżeli w glebie jest wystarczająco wilgoci to radzi sobie nieźle na stanowiskach słonecznych. Dorasta do 15 cm wysokości, ładnie się rozrasta. Raz na parę lat dzielimy kępy i mamy materiał na fiołkowisko. Podsypiemy trochę kompostu i od razu mamy zjawiskowe kwitnienie. Sami widzicie  że to nie jest jakaś niebywale trudna uprawa, to bardzo wdzięczna i mało wymagająca bylina. W dodatku wysoce odporna na mróz. Mła do tej pory tylko raz poległa uprawiając tego fiołka, ale to była wyłącznie jej wina. Odmiana 'Rubra' po prostu nie zniosła tej gliny, na której ją posadziłam, bo coolorek kfiotów akurat w tym miejscu pasił. Mła była wówczas nieświadoma że rośliny dają się czasem odratować z kłączy, które pozornie wydają się zaschnięte. Dziś by już tak głupia nie była. Jeżeli letnie upały dają się fiolkom motylkowym we znaki, liście giną i zostają kłącza, to postępujemy jak z ludźmi zmęczonymi upałem - ładujemy do cienia i obficie nawadniamy. Po okresie upałów, czasem wczesną jesienią, z kłączy wyrosną nowe liście. Z tą wodą jednak nie przesadzajmy, zdarza się bowiem że fiołki motylkowe na wilgotnych stanowiskach przy ciepłej pogodzie potrafią podłapać choroby grzybowe. Zdarza się rzadko, ale się zdarza. W handlu możemy znaleźć obecnie takie odmiany jak: 'Albiflora' o czysto białych kwiatach, 'Rubra' o kwiatach w tzw. kolorze biskupim, 'Priceana' o białych kwiatach z ciemnoniebieskim żyłkowaniem, 'Freckles' o białych kwiatach cętkowanych na niebiesko i 'Dark Freckles' o kwiatach niebieskich z ciemniejszymi cętkami w tym samym kolorze. 

Mła oddycha nieco lepiej i mniej chyrcha. Jakieś wytchnienie jest. Słabizna z niej jednak po całości. Ubabrana odpowiednio wychynęłam raz i drugi na dwór, wracałam zlana potem i zasypiałam po tych niby wyjściach jak dziecko.  Jednakże widzę poprawę, co mnie podnosi na duchu, dziś zmęczyłam się mniej niż przedwczoraj, znaczy idzie wyraźnie ku lepszemu. Szczęśliwie nie zaraziłam naszej geriatrii, będzie dobrze. Dżizaasa i Jądrzeja nawiedzę za jakiś czas, na razie z transmiterami zarazy kontakty będą utrzymywane telefonicznie. Do Mamelona i Sławencjusza polezę dopiero wówczas, kiedy będę pewna że nic nie sieję, takoż i do Cio Mary. Dla mła teraz najważniejsze jest by w przyszłym tyźniu zabrać Mrucia do veta od uszka, już mamy lekki obsuw z powodu chyrchania mła. Najpierw wizyta konsultacyjna i badanie krwi, potem umówienie zabiegu. Nie wiem czy Mruciu świadomy co madka knuje, uszko czyszczone i płukane, kot zabezpieczony i rozbestwiony, może mu się wydaje że już OK? Będzie OK dopiero jak będzie OK, mła czuje że Mruciu wyciągnie z tego jakieś konsekwencję wobec mła. No i to by było na teraz na tyle.

Zdjątka ogrodowo - domowe, w tym łupów ze znaleziska Magdy i Cio Mary,  a w Muzyczniku muzyczka, której teraz słucham. Jakoś optymistycznie mła nastraja to śpiewanie młodszych o dekady ode mła ludzików.


środa, 6 maja 2026

Maj letni, wiosenne wspominki kwietnia

Wygląda na to że mła został sprzedany przez Dżizaasa najnowszy wirus przyniesiony z przedszkola przez Sarenkę, córkę przyjaciółki Dżizaasa, Justynki. Dżizaas jako osobniczka słabszej postury i kondycji zalega obecnie w domu na zwolnieniu z ropskiem w gardle i silnym postanowieniem wykonu pracy zdalnie. Mła nie ma żadnych ropnych naleciałości, za to jest jakaś zdziwnie słaba, co wiąże ze skokiem temperatury. A za oknem atak lata na wiosnę, temperatury takie że ledwie zdążyłam się nacieszyć resztkami tulipanów! Aż się nie chce wierzyć że jeszcze parę dni temu była prawdziwa wiosna ( może bezdeszczowa, ale temperatury były przyjemnie wiosenne ). Mła postanowiła przypomnieć sobie te miłe chwile sprzed ledwie tygodnia i zamieszcza fotki ze szkółkingu, na który Mamelona i mła zabrał Sławencjusz. Szczególnie Waszej uwadze polecam fotkę wspaniale wybarwionej i nieznanej mła odmiany wiśni japońskiej, rwała oczy w tym konstantynowskim ogrodzie pokazowym, który mła nazywa Ciepłuchowem.

Mła była dokonała podczas szkółkingu zakupu rośliny sztuk jeden, na tyle ją aktualnie stać, bo Mruciu najpierwsiejszy kfiotek madki i pieniędze trza ładować w niego. Mrutek się z tym zgadza, tylko uznawa że mla ładuje nie w ten towar co czeba, no na co te leki i operacje, w miącho czeba ładować. Perliczki albo bażanty, bo Mrutek smakosz i wogle. No cóż madka udaje że nie słyszy i podlewa ( choć się zarzekała że tego robić nie będzie, ale wyjścia nie ma  ) tego fiołka motylkowego 'Dark Freckles', co się na niego skusiła, bo w dużej donicy był i sześć sadzonek z niego zrobiła. Opłacało się jej za te dziesięć  złociszy jedną doniczkę kupić. Żeby tylko te upały z lekka zelżały, to mła by była bardziej o inwestycję roślinną spokojna. Tak, jak i o podzielonego ciemiernika zwanego "Budyniem". No ale co robić, jest jak jest, po ogrodzie niesie się woń kalin i lilaków, wcześnie w tym roku.