sobota, 25 kwietnia 2026

Moje nosorożce

Nie kijem to pałką. U mła, jak u Romi,  zalęgły się nosorożce. Hym... wyglądają na afrykańskie, czarne i wściekłe. Czarne jak Mruciu, wściekłe jak mła. Mrutku odnowiło się zapalenie w uszku i dostał skierowanie na endoskopię, bo podejrzewany polip. Cała jestem w nerwach i gorączkowo liczę kasę. Na razie suszymy ucho z ropska, Mruciu bierze antybiotyk, steryd oraz pocałunkowanie od mła, żeby się nie obrażał za kłucie. Okularia zniknęła na całą dobę, żeby mła pokazać, co też ona sądzi na temat tego że Kasiuleńka mieszka teraz gdzieś indziej. Sztaflik i Helenka przyniosły kleszcze, każda po jednym. Mła zajęta po cycki, Dżizaas i Jądrzej są na krótkim urlaubie i mła chadza do kocich  siostrzeńców. Siostrzeńce są odchudzane i biorą leki, w związku z wynikami które wylazły w czasie przeglądu technicznego kotostwa. Nie jest źle, nie ma grymaszenia, ładnie medykamenty jedzą. Gorzej z ograniczaniem żarełka, usiłują wyłudzać. Tatuś mła niespodziewanie musi iść do szpitala, wygląda na to że zerwał jeden z mięśni w łydce. Twierdzi że to silny skurcz tak go załatwił, mła jednakże podejrzewa jakąś nielegalną działalność Tatusia, do której za cholerę się nie przyzna. Utwierdza mła w tych podejrzeniach to, że Tatuś coś mocno na siebie zły. Pierwsza próba dostania się ze skierowaniem do szpitala skończyła się niepowodzeniem, bo szpital nie ma specjalistów. Tatuś w związku ze związkiem atakuje w poniedziałek drugi szpital, jest 46 w kolejce. Ponieważ nie może się ruszać za bardzo, to oczekując na leczenie szpitalne zionie miłością do świata. Tylko Rattusek jest nietknięty tym zianiem, no ale wiadomo - nie będziesz miał innych kotów, ani dzieci przede mną. Rattuskiem, bóstwem twoim. Mła opadły macki. Cóż, przydeptałam je na wieść że Ciotka Iśka w szpitalu oczekuje na operację, przed którą czeka ją jeszcze zabieg wyjęcia rozrusznika. Na wszelki wypadek odebrałam od Cio Mary przysięgę że nie będzie chorować, niczego nie złamie, a jak jej wypadnie ząb, to do czasu ogarnięcia Mrutka, Tatusia i Ciotki Iśki, będzie chodziła szczerbata. W sprawie zamiany był pierwszy odzew, ale nie jestem pewna czy właściwy. 

środa, 22 kwietnia 2026

Kasiuleńka

Nie ma już z nami Kasiuleńki, odeszła uciekając przed cierpieniem. Udało się jej podarować prawie trzy miesiące, w tym ten najważniejszy  ostatni miesiąc, ten z ogrodowaniem i cieszeniem się wiosną. Było nawet zainteresowanie motylkiem z jej strony, czyli ten miesiąc się należał. Teraz jest nam pusto. Kasiuleńka była ze mła razem niecały rok, ale się mocno zżyłyśmy. Bardzo mi przypominała Szpagetkę, mimo że Kasiuleńka to w zasadzie tricolorka a Szpagutek klasyczna czarnulka ( no dobra, na rudym od słońca podkładzie! ). Kasiuleńka podobnie jak Szpagetka była damą, słodką, choć w rzadkich chwilach zniecierpliwienia potrafiła tym swoim konkretnym,  piskliwym głosikiem odezwać się do mła po nazwisku, jak prawdziwa angielska lady do pokojówki ( po zapadnięciu pokrwiaczkowym małżowinek Kasiuleńka twierdziła że wyszła z niej brytyjska rasa ). Mła prześledziła za pomocą znajomych życiorys Kasiuleńki, poprzednią służbę Kasiuleńka zatrudniła w 2010 roku. Do swojego domu trafiła jako około  roczna kotka. Znaczy Kasiuleńce szło na siedemnasty. Wiek piękny i dający prawo do bycia kocią matroną, choć słowo matrona nijak do Kasiuleńki nie pasuje. Taki z niej mały, subtelny wróżek, ktoś na kształt kociego elfa. Cieszę się że miałam możliwość należeć do Kasiuleńki. Zawsze to pociecha w tych ciężkich dla mła dniach, że Kasiuleńka była kochana przez mła i że chyba raczyła troszki odwzajemniać uczucie, że było mruczenie, zaufanie i rzundzenie mła.  Było nam razem bardzo dobrze.

sobota, 18 kwietnia 2026

Weekendownik - pięknie a smętnie

Nie chce mła się pisać, bo z Kasiuleńką źle. Przytulać się przytula, ale na leki nie reaguje i nie chce jeść. Chce ogrodować, wraca tylko na noc, mła jej ustępuje we wszystkim - co ma być, to będzie. Boleć jej nic boli, po prostu słabnie. Mrutek znów ma problem uszny. Z ucha się leje śmierdząco. Ech... U Kocurrka została podjęta walka o Myszkę, ciężki to bój, bo lek drogi jak cholera. Mła podawa link do zbiórki na leczenie Myszki. No i to tyle.

Zbiórka na Myszkę

Bazarek 

Ryneczek

piątek, 17 kwietnia 2026

O czym się nie mówi - rzecz o zaufaniu publicznym

Miało być o czym innym ale ponieważ panuje medialna cisza na pewien temat, to mła napisze, żebyście świadomi byli że jest taka cisza i że chyba  cóś  się dzieje i żebyście pokumali dlaczego tak a nie inaczej  może być i o co w ogóle kaman z tematem. Czy wiecie czym są zawody zaufania publicznego? W Rzeczpospolitej Polskiej jest 19 zawodów uznawanych za zawody zaufania publicznego, takie z samorządami zawodowymi i wogle, wszystko zgodne z art. 17 naszej Konstytucji, o społecznej randze wykonywania tychże profesji świadczy możliwość użycia okrągłej pieczęci z państwowym godłem.  Są też takie zawody, w których pieczątki się nie przybije, ale ich rola społeczna jest na tyle ważna, że  wykonywanie tych zawodów chroni prawo napisane specjalnie dla nich, a w jednym wypadku umowa międzypaństwowa.  Wykonujący takie zawody  zobowiązani są do należytej staranności przy odwalaniu roboty i często - gęsto do trzymania gęby na kłódkę. Nie chcecie żeby lekarz mówił o Waszych intymnych sprawach, adwokat informował o tym czy jednak nie nagięliście prawa, dziennikarz ujawniał Was  jako źródło informacji, ksiądz proboszcz szeroko komentował Waszą moralność na podstawie Waszej spowiedzi a bankowy urzędnik wyjawiał komu się tylko da informacje o transakcjach na Waszym koncie. Istnieje tajemnica lekarska, adwokacka, dziennikarska, bankowa itd.  One wszystkie są po coś, mają zapewnić nam ochronę indywidualnego interesu i chronić nas przed przemocą państwa, tworu społeczeństwa.

Sprawa dotyczy wykonywania zawodu dziennikarza i służb specjalnych. Służby specjalne w Polsce mogą werbować dziennikarzy, ale tylko w  obwarowanych ścisłymi wymogami prawnymi przypadkach. Zgodnie z przepisami, werbunek dziennikarza wymaga zazwyczaj zgody odpowiedniego organu, i to nie byle urzędnika,  tylko Prezesa Rady Ministrów lub koordynatora służb specjalnych. Ustawa nie zabrania werbunku wprost, jednakże musi zostać spełniony szereg określonych warunków formalnych. Kiedy formalności nie dopełniono, werbunek jest niezgodny z prawem. Werbunek jest uzasadniany wyższą koniecznością, taką jak bezpieczeństwo państwa. W praktyce wygląda to tak że służby mają zakaz tajnej współpracy z nadawcami, redaktorami naczelnymi, dziennikarzami lub wydawcami, bo pod bezpieczeństwo państwa da się podpiąć w naszym systemie tylko parę spraw.  No i mamy różne doświadczenia z komuny.  Tajemnicą Poliszynela jest to że dla wywiadu zagranicznego PRL pracowały takie tuzy jak: Ryszard Kapuściński ( pod pseudonimami "Poeta" i "Vera Cruz" ), Bogusław Wołoszański ( "Ben" ), Krzysztof Mroziewicz ( "Sengi" ). O ile występy zagraniczne nie budziły u nas jakoś kontrowersji, o tyle dziennikarze pracujący dla PRL - owskich służb na krajowym poletku to śliski temat. Wykonywanie zleceń na konkretne  tematy, na podsuwanych przez służby kompromatach, korzystanie z informacji dziennikarskich przez służby, a nawet wsypywanie źródełek - różne rzeczy PRL - owskim dziennikarzom się zdarzały. W czasach III RP współpraca dziennikarzy ze służbami jest nadal  tematem na którym można się poślizgnąć. Ostatnio przydarzyło się to Janowi Pińskiemu, facetowi z olbrzymimi zasięgami na YouTube.

Piński, mimo że sam dziennikarz, jakoś nie darzy ludzi swojego fachu przesadnym szacunkiem. Od dawna ćwierka o tzw. przeciekach ze służb, czyli celowemu wprowadzaniu poprzez powiązanych ze służbami dziennikarzy, tematów do publicznej debaty, którymi te służby usiłują grać i brać udział w politycznych rozgrywkach. Takie sterowanie opinią publiczną, wicie rozumicie, stara sprawa taśm z pewnej restauracji, czy pojawienie się info o zakupach Matołżesza. Tzw. kontrolowane przecieki to w zasadzie robienie z serwisów dziennikarskich słupa ogłoszeniowego służb. Piński zamiast ćwierkać ogólnikami zaczął rzucać nazwiskami i ... uwaga... cenami za usługi.  To już grube oskarżenia, bo zalatuje to jakby korupcją. Tu rzecz dotyczy też adwokatów i prokuratorów.  Do tej pory zdawa się metodą  przeciwników Pińskiego było dyskredytowanie go jako mitomana a teraz jest cisza. No i ta cisza jest tym, co mła niepokoi. Byłabym bardziej spokojna, gdyby o paranoi  Pińskiego szeroko informowały media, tylko media jakoś nie korzystają z okazji i nie dowalają Pińskiemu. Jakby ciszej nad tą trumną było w interesie wszystkich. Sprawa medialnie nie istnieje, mimo tego że 8 kwietnia w domu  Pińskiego odbyła się akcja, która wg. Pińskiego wiązała się ze znalezieniem podsłuchów i niezapowiedzianą wizytą "kominiarzy". Rzecz poszła żywcem na YouTube. Któś podstawił karetkę, przyjechała policja, żeby sprawdzić policję i parę tysi ludzi na live słuchało co się u Pińskiego dzieje. Na X można zobaczyć było że karetka i policjanci w liczbie ekip dwóch są prawdziwi, jak najbardziej. Policjant wpuszczony do chałupy kazał się Pińskiemu spakować, przyszedł wezwany przez Pińskiego mecenas i nagle towarzystwo policyjne z karetką się zwinęło. Sprawa jako żywo zaczęła przypominać zastraszanie policją pana Wojtunika, którego służby wzięły na cel, kiedy zaczął ujawniać brzydkości. Wicie rozumicie, padają nazwiska dziennikarzy, prokuratorów i nagle u Pińskiego jazda, na którą media powinny się rzucić jak kot na gołębia inwalidę. A tu w mainstreamie mendialnym cisza. Hym... ostatnio takie dziwne jazdy na Giertycha w WP, nie żebym tak strasznie wierzyła we wszystko co mówi  Piński, tak cóś wybiórczo z tym moim zawierzaniem w jego przypadku, ale zaczęłam się mocno zastanawiać czy aby kto czego nie zleca. 

Na koniec - szef NIK - u  wystąpił po raporcie NIK o powołanie komisji badającej związki służb z środowiskiem dziennikarskim i zawodami zaufania społecznego. Przy okazji może się dowiemy dlaczego spółki Skarbu Państwa płaciły takie krocie za reklamy niektórym redakcjom. Za rządów PO takim, za rządów PiS siakim. Co o tym wszystkim sądzić tak do końca nie wiem, ale wiem jedno - w mendiach w których  znajdę info nawet na temat koloru majtek podrzędnej gwiazdki z jakiejś mało znanej telenoweli, cisza o domniemanej paranoi na temat służb specjalnych bardzo znanego youtubera jest bardzo głośna. A tak poza tym mam nieodparte wrażenie że fakt, że obecne zarzundzające dały ciała z rozliczeniami poprzednich zarzundzających,  ma dużo wspólnego z tą głośną ciszą.

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Ładowanie akumulatorów

Nie jestem w zbyt dobrej formie psychicznej, z Kasiuleńką znów źle, pierwsze koty za płoty poszły w sprawie przeprowadzkowej, koło mnie znów niedomagania mojego geriatrycznego stadka i to z tych poważnych. W niedzierlę postanowiłam się ratować, zostawiłam ogrodujące koty i udałam się na dłuuugi spacer po mieście Odzi, żeby przewietrzyć głowę i wygnać z niej ponure myśli, które ostatnio często mła nawiedzają. Zauważam u się coś więcej niż zwykłe lenistwo, odczuwam głęboką niechęć do robienia czegokolwiek, wszystkie problemy najchętniej spuściłabym w kibelku. Czyżbym popadała w jakieś depresyjne stany? A może po prostu starzeje się w przyspieszonym tempie i powolutku się rozpadam, począwszy od psychiki. Jestem zmęczona swoim zmęczeniem, taki to kanał. 

Zajrzałam do Parku Klepacza, widok kwitnących cebulic, śnieżników, klonów i magnolek działa zawsze  na mła odstresowująco. Takie zwycięstwo wiosny, nagły wybuch życia. Ogrodzenie parku parę lat temu posłużyło temu kawałkowi ziemi, cebulic jakby przybyło, zauważyłam też nowe nasadzenia z wisien japońskich. Park łączy się obecnie z terenami, którymi włada Politechnika Łódzka,  której decydenci zdaje się wzięli sobie do serca że park ma być bioróżnorodny i dostępny dla ogółu.  Zatem spacerowałam po terenach starego parku, jak i po tych politechnicznych, gdzie na glebie szalały fiołki odoratki w odmianach. Trochę naładowałam akumulatory, mam nadzieję ze starczy mła tej energii na nadchodzący tydzień, który nie zapowiada się na jakoś szczególnie łatwy. 

piątek, 10 kwietnia 2026

Ciemiernikowszczyzna 2026

Nie chcę pisać dziś o niczym paskudnym, czy choćby nawet denerwującym. Zatem nie będzie o zdrowiu Kasiuleńki i kryzysie, oraz próbach mła dotyczących zamiany chałupy i zapewnienia sobie spokoju.  Będzie o roślinkach, o ciemiernikach, które z roku na rok powiększają powierzchnię Ciemiernikowszczyzny. Mimo pogodowych zawirowań, czytaj nocnych przymrozków, ciemierniki dają radę. Owszem, rano wyglądają nieco smętnie, ale w miarę jak robi się cieplej rośliny się podnoszą a szczęśliwie przymrozki nie są na tyle duże, żeby ich kwiaty były uszkodzone. Hym... taka premia za miejskość, bo gdyby Alcatraz otoczony był polami zamiast fabrycznymi murami, mogłoby być gorzej. Na wsi zawsze z lekka chłodniej.

W tym roku nie ma jakichś oszałamiających kwitnień, ale za to wiele siewek zakwitło po raz pierwszy. niestety ze względu  na wzgląd, nie mam zbyt wiele czasu, by się im przyglądać. No a powinnam, bo te nówki szczególnie interesujące wypadałoby jakoś oznaczyć, ciemierników bowiem jest już na tyle dużo, że nawet dokumentacja fotograficzna nie pozwoli ich po kwitnieniu zidentyfikować, bez tych oznaczeń znaczy. Może w sobotę, czyli jutro, mła się uda tak bardziej zaogrodować, ale planować tak na sicher nie chcę, bo co mła sobie uplanuje, to rzeczywistość zaczyna skrzeczeć i mła robi to co musi, a nie to co chce. Tak to się teraz układa. No i to by było na tyle wieści i fotek, tak wygląda Ciemiernikowszczyzna wiosną w 2026 roku.