poniedziałek, 22 czerwca 2026

Prasówka letnia - mus, choć newsy średnio gorące, za to większość głupich, co cud

Teraz napiszę o tym jak polityka przekłada się na to co nam najbardziej niezbędne, przynajmniej ludziom w moim wieku - na opiekę medyczną. Wiedziałam że srandemia długo nam się będzie odbijać i właśnie po raz kolejny zabrzmiało potężne odbeknięcie z głębi trzewi - kominy płacowe dla medyków z roku 2021. Jejku, jejku, nagle wszyscy zaskoczeni tym ile zarabiają medycy i w ilu miejscach pracują! No a przedtem to nie byli tego świadomi? Nie widzieli cudownej zdolności bilokacji niektórych przedstawicieli zawodów medycznych, bo sprawa dotyczy nie tylko lekarzy? Noż qurczę, mła pamięta niejakiego marszałka Karczewskiego, jak najbardziej prawomyślnie PiSdniętego, sprawa tej podzielności uwagi medyków nie jest zatem sprawą najświeższą. W systemie różne zdziwności narastały a w czasach srandemii jak ten granat wybuchły nam w rękach. Obecnie z powodu lenistwa obecnej władzy walą rykoszetem, w tę władzę też. Co wcale nie znaczy że stara władza na tym bardzo skorzysta, nie tak dawno się działo i naród jeszcze nie zapomniał że mąż marszałek Sejmu po znajomości dwa lata zajmował specjalistyczne łóżko na oddziale ratunkowym,  gdy w tym czasie dziesiątkom zwykłych obywateli szpital odmówił pomocy i saloniku dla VIP ów na Szaserów, który teraz ma ponoć odpowiednik w Szpitalu Południowym, też znajomi królika zasiadali.

No i jeszcze ten sygnalista, któren obecną aferkę nagłośnił,  to sam ubabrany w dojenie NFZ. W społeczeństwie raczej utrwali się przekonanie że "PiS PO jedno zło" ( trzeba przyznać że politycy obu partii czują się być na tyle godnymi, że czekanie na swoją kolejkę wydaje się im wręcz uwłaczać ) a to nie jest do końca tak.  Rząd koalicyjny PO i przystawek oddał rządowi Zjednoczonej Prawicy służbę zdrowia w stanie nie najlepszym, oględnie pisząc, ale to rząd Zjednoczonej Prawicy twórczo rozwinął pojęcie takiego zarządzania służbą zdrowia, by ta generując coraz większe koszty, stawała się coraz mniej efektywna. Rząd Morawieckiego posunął się do tego że zamiast efektywna  służba zdrowia miała być efektowna - te samoloty z maseczkami oczekiwane na lotnisku, wielkie załatwianie zepsutych urządzeń, robienie szpitali na stadionie, do których raz na ruski rok zawitał pacjent. No wiecie, wszystkie te cudności które przełożyły się na 200 000 nadmiarowych zgonów rodaków podczas czasu zwanego srandemią, z którego jak wiadomo obronną ręką wyszły kraje Globalnego Południa, których społeczeństwa nie były klientelą ani dla ich własnych polityków, ani dla Big Pharmy.

To w czasach srandemii wymyślono te kominy płacowe i łapanie wielu srok za ogon, które teraz objawiły nam się w pełnej krasie. No i co nam biednym żuczkom zostaje? Głosować na Konfederusję, partię, która ma pomysły na zarządzanie jak mały Jasio i nie odróżnia państwa od przedsiębiorstwa, czyli myśli kategoriami sprzed lat niemal pięćdziesięciu? Zupełnie  jakby nie rozumieli że takie myślenie stoi za upadaniem Zachodu, bo pogoń za zyskiem doprowadziła do globalizacji bez zasad, zamiast do globalizacji wartości. Myślicie że co Konfederusja zrobi ze służbą zdrowia? Sprywatyzuje, coby państwo nie wydawało piniędzy. Prywatne ubezpieczenia to widzimy jak w USA czy Chinach działają, cieszycie się?  Reforma systemu ochrony zdrowia jak widać przerasta wszystkie nasze partie, może czas zamiast polityków zatrudnić jakichś fachowców, ludzi od zarządzania z tych państw, w których system ochrony zdrowia działa lepiej? Ech... sama już nie wiem co z tym bajzlem robić. Na razie to sobie myślę ze skoro lekarzom płaci się takie  pieniądze jak prezesom banków,  to widać w systemie jest za dużo kasy. Dobrze by było przywrócić stary sposób płacenia składek. 

W UK szykuje się zmiana premiera, cóś mła się zdawa ze będzie zamienił stryjek siekierkę na kijek. Brytyjczycy od ponad 5 lat mają prawdziwy brexit i jest on tak prawdziwy że już nie da się ukryć że sam pomysł był dość głupi. Nie wiem czy pamiętacie ale to szło tak: Europa ma sklerozę, a świat, który pędzi do przodu to USA, Chiny i Indie i jak tylko UK się wygrzebie z grajdołka UE to Anglosfera wita i UK stanie się nowym Singapurem. Taa... kto  miał cztery szare komórki na krzyż  ten wiedział że nie ma prawa  żeby wypaliło i to z przyczyn oczywistych, jasnych dla każdego który wie że 2+2=4. Poszło gorzej niż ktokolwiek zakładał , bowiem okazało się że USA się sypią, Chiny zaraz będą się sypały ( gospodarka stoi na eksporcie, co czyni ją podatną na kryzys ) a Indie są wiecznym pretendentem z powodu problemów strukturalnych. Jakby było mało rozochocony Wujek Wowa po sukcesach brexitowo - pandemicznych postanowił wywołać w Europie całkiem sporą wojnę, która dość ostro zweryfikowała UK w roli mocarstwa. Tak naprawdę brexit nie rozwiązał żadnego z problemów, który miał rozwiązać, raczej zaostrzył niektóre z nich do poziomu wcześniej nieznanego. Chłopiec do bicia, jakim przez lata była UE zniknął, ale brytyjscy politycy nie są z tych, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność. W brexicie za mało było brexitu i należy całkowicie się oderwać, najlepiej to od rzeczywistości. Czym kończy się takie oderwanie widać najlepiej po USA, które bez wsparcia, to sobie mogą dyktatora Wenezueli porwać, oczywiście po uprzednim odpaleniu kasy  rządowi Wenezueli, który kłopotliwego prezydenta chciał się pozbyć.

Wielka Brytania nie upadła z dnia na dzień, ale to nie znaczy że się nie stacza. UK okazała się jako samodzielny gracz podatna na kryzysy w znacznie większym stopniu niż UE, co najbardziej zdziwne dla rzundzących  społeczeństwo brytyjskie okazało się być przesiąknięte ideami socjal - demokratycznymi tak samo jak społeczeństwa Francji czy Niemiec. UK wcale nie chce być takim państwem jak USA. Prędzej to społeczeństwo zagłosuje na narodowych socjalistów, niż na liberałów od wolnego rynku. Stąd moim zdaniem popularność architekta brexitu, Farage'a, faceta, który może kiedyś zostać premierem. No cóż, każdy kraj  ma swoje trumpozawierzenia a Anglosasi widać uwielbiają wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, bo raz im nie wystarczy. Pop - prawica w UK po prostu musi wyrżnąć głową w parapet przy tym wstawaniu z kolan i zniszczyć sama siebie. Świat się zmienił, korpo - państwo za Atlantykiem mierzy się z takimi problemami, że jego akolici nie powinni sprzedawać recept na american dream, jako panaceum na brytyjskie kłopoty, ale jak widać nie przeszkadza to Brytyjczykom zawierzać w głupie pomysły skompromitowanych brexitem polityków.   Na razie jednak to w Partii Pracy wrze i tam toczy się bitwa o to, kto będzie zasiadał na Downing Street 10, najprawdopodobniej będzie to były burmistrz Manchesteru.

Stosunki europejskie i spotkanie G - 7. Zacznijmy od tego że Tusku przemówił na boczku w imieniu naszym i nie tylko naszym. Tak miło, ale coby przypomnieć, czym skończyły się rozmówki w sprawie Ukrainy w tzw. formacie normandzkim. Otóż skończyły się wojną na Ukrainie. Ostatnimi czasy Zeleński ugrywa co tylko może na świecie, ugrywa na ostro, bo ma problemy doma. Takie śmierdzące  korupcją. W domu krzywdy mu pewno nie zrobią, ale jego  władzy na pewno nie zakonserwują. Politycy na Zachodzie problemy widzą nie do końca  tam, gdzie one naprawdę istnieją, za bardzo im się spieszy do końca wojny. Żadne pożyczki, czy darowizny dla Ukrainy nie zmienią bilansów tak, jak zmieniłoby je odbiurokratyzowanie procedur, powrót do rozsądnej polityki ochrony środowiska, zamiast uprawiania tych pseudoekologicznych,  klimatycznych zawierzeń, reindustrializacja oparta o nowe technologie i zdjęcie tej cholernej, ideologicznej czapy, którą z lubością zakładają przywódcy w UE, a także w UK. To jest główna przyczyna kłopotów a nie wojna na peryferiach. Problem z Rosją należy rozwiązać do końca, inaczej powtórzymy tylko cykl, bo to państwo destabilizuje region, jak w XVIII wieku destabilizowała go Polska.

Zmiana reżimu niczego nie zmieni, odwlecze w czasie nieuniknione, Rosjanom się od tego nie poprawi na dłużej.  Ukraińcom zresztą też nie, czego Europa Zachodnia wydaje się być nieświadoma. Razem z państwami bałtyckimi, całą Skandynawią i Finlandią, należymy do tych, którzy studzą zarówno prorosyjskie, jak i naiwnie proukraińskie porywy na zachodnich salonach. Z całym szacunkiem dla Niemiec,  nie powinni ich politycy zajmować się sprawami środkowej Europy, bo źle im to wychodzi. Pokój na Ukrainie nie będzie spuścizną Macrona, ani Starmera, może co najwyżej być funkcją wspólnych interesów całej Europy. Całej, bo zachód kontynentu sam tego nie uciągnie i pora się z tym pogodzić. Coś daje do zrozumienia hiszpański premier czy włoska premierka, każde z innej parafii ale jasno określający skalę wspólnego zaangażowania, natomiast tzw. Koalicja Chętnych to grupka z mocarstwowymi ambicjami, która przegapiła upadek koncepcji rządów mocarstw. Ukraina sobie radzi, trzeba ją wspierać a jeszcze bardziej trzeba wspierać prodemokratyczne zmiany w tym państwie, czyli oddzielić  Zeleńskiego od Ukrainy. Jak dla mła to wygląda to tak że kiedy politycy Koalicji Chętnych  mają problemy z polityką wewnętrzną, to nagle chcą być mężami stanu dla całej Europy. Ech...

Oczywiście mamy własne pomysły na to jak oddzielić Zeleńskiego od państwa i tu wchodzi cały na biało nasz prezydent. Jeżeli kogoś nie przekonały dotychczasowe wydarzenia że osoba sprawująca najwyższy urząd w Polsce, choć nie najbardziej sprawczy, to dureń, to teraz ma już pewność. Polityka to trudna sztuka osiągania celów, grupy którą reprezentujemy lub własnych. Nałrocky'emu ta sztuka się nie udaje, nie zrobił nic by interesy Polaków, interesy prawicy i interesy Nałrocky'ego ugrać. Dał się idiota ośmieszyć i uzyskał skutek odwrotny od zamierzonego. Wzmożenie antyukraińskie w kraju nie przełoży się na nic, skoro udaje się ośmieszyć naszego prezydenta tak łatwo. Jeżeli Nałrocky myślał  że na plecach pomordowanych w rzezi wołyńskiej sobie zapewni więcej władzy, to właśnie się przejechał. Rozbujał w narodzie emocje, rozdął ten cierpiętniczo - mesjanistyczny balon, który właśnie został przekłuty przez prezydenta Ukrainy tak prostą zagrywką i  z komicznym odgłosem pękł, pokazując światu nasze pretensje , jak najbardziej słuszne, do sposobu w jaki Ukraina tworzy swoją politykę historyczną, jako pieniactwo, przywiązanie do rytuałów i polityczną niemoc napędzaną głupotą przebraną za narodowy resentyment. Dziękujemy rezydentowi, szczególnie w imieniu tych, których na Wołyniu pomordowano. Teraz, po tym występie Nałrocky'ego stali się memicznym dodatkiem do odesłania orderu kurierem. Tak przy okazji, to mła nie wchodzi na koturny z okazji przyznawania tego odznaczenia, pomijam tu XVIII wieczne historie, mła wystarczy że kawalerem tego odznaczenia jest Antoni Macierewicz, order od razu jakoś mniej błyszczy. Polityków rozlicza się ze skuteczności, Nałrocky jest kontrskuteczny. Wzmocnił Zeleńskiego na Ukrainie, co wcale nie jest dla interesów Polski dobre. Dla siebie ugrał rolę idioty. Najwyższy czas żeby idiota, zamiast narażać nas na śmieszność, zajął się przecinaniem wstęg i podawaniem łapki, czyli swoimi obowiązkami. Pretensje mam do rzundzących  że nie ogarniają tych rezydenckich występów, choć mają ku temu  narzędzia. Chcę skutków a nie teatru politycznego, robionego przez stado histeryków.

G - 7 to też wizyta Ryżego z Ameryki w Europie, dziwnie pokornego po przerżniętej wojnie z Iranem. Nawet nie wiem jak o tym pisać, bo to dość żałosne. Nie dość że podpisał w Wersalu dokument w farsi, to wszystkie punkty w tym memorandum  na które się USA zgodziły wprost wrzeszczą - przegraliśmy i płacimy reparacje. Ta umowa Obamy zerwana przez Trumpa,  to był przy tym dokument dyktowany z pozycji mocarstwa. Sic transit gloria mundi. Potem pokłócił się z Meloni o to które z nich jest większą gwiazdą. Wygrała Meloni jako bardziej bystra, ładniejsza i młodsza. Na wschodzie, drugi "władca świata" zderzył się z rzeczywistością, Nie że bezpośrednio, bo był na konferencji w Kazaniu, w czasie kiedy ukraińskie drony szalały 15 km od Kremla i tłukły rafinerię, która produkuje 40% benzyny  dla Moskwy i obwodu moskiewskiego i 70% innych paliw. Teraz to były drony, ciekawe kiedy zamiast "ptaków Madziara" przylecą Flamingi.  Jest zapowiedź że od teraz bombardowania Kijowa będzie się przekładało na bombardowanie Moskwy. Ani Zachód, ani Chiny, ani Globalne Południe nie zabrały głosu, co Wujkowi Wowie powinno dać do myślenia. Wraz z porozumieniem z Iranem przychodzi obniżenie cen ropy, co jeszcze wzmocni opuszczenie przez ZEA kartelu OPEC. Ropa i gaz będą szły w dół, chyba że światowa recesja zatrzyma ceny. Dla Rosji to bardzo zła wiadomość, gospodarka kraju przeca oparta na surowcach energetycznych. G - 7, czy też raczej USA  przywróciły sankcję na rosyjską ropę i flotę cieni, więc będzie się działo.

Na froncie rosyjsko - ukraińskim dzieją się dziwne rzeczy, rosyjski korytarz do Kremla okazał się zbyt wąski, Ukraińcom udaje się stopniowo odcinać Krym. Z okolic Chersonia, po drugiej stronie wody,  Rosjanie wynieśli się sami. Nie było czym się bronić, zabrakło paliwa, logistyka siadła. Za to w ręce Rosjan wpadają ruiny po Konstantiniwce, gdzieś tam w Donbabwe, czy innym Zaporożu. Wszystko to przez zmiany technologiczne na polu walki. Madziar, dowódca ukraińskich wojsk dronowych, zapowiedział że Krym stanie się wyspą, wydaje się że Ukraińcom bardziej zależy na południu niż na Donbabwe czy Ługandzie, choć to może tylko być zmyła. Na Krymie obecnie jest kiepsko, nie tylko nie ma paliwa, nie ma powolutku wszystkiego innego. Ukraińcy robią wszystko aby na Krymie nie dało się żyć, wojskowo dla rosyjskich władz to obecnie rejon drugorzędny, co dotarło do Rosjan zamieszkujących półwysep - ilość nieruchomości wystawionych na sprzedaż na Krymie jest ogromna.  Zważywszy na to jak strategicznie ważny jest Krym mła paczy na to wszystko ze zdziwkiem, rosyjskie władze skoncentrowane na zachodnim Zaporożu jakby uznały że Krym jest bezpieczny, bo te smocze zęby i wogle. Nie wiadomo czym to się skończy, bo duszenie południa może się przełożyć na duszenie zachodniego Donbasu. Na cholerę było Rosjanom tracić tylu ludzi w walkach o te tereny? Dużo pytań do Wujka Wowy będą mieli rodacy. Tak jak Yankees mają dużo pytań do Ryżego. Wojna Ryżego to cóś trzy miechy, wojna Wujka Wowy to pięć lat, pytań jakby więcej. Nie znaczy że Ukraina pokona Rosję, wystarczy że na tyle ją użre, by odpuściła. Rosję to załatwią sami Rosjanie. 

W Muzyczniku dziś  SZA, Sade i Summer Donna. Ilustracje maja podpisy, ale mła cóś dziś na oczy padło od tego czytania i pisania. Następna prasówka dopiero pod koniec lipca, mła się musi po kontakcie z polityką regenerować jak te bieżniki w oponach.


czwartek, 18 czerwca 2026

Palermo - Palazzo Abatellis - Galleria Regionale della Sicilia


Mła teraz wróci do Palermo, bowiem chcę Wam pokazać miejsce, którego chęć odwiedzenia zalęgła się we mła podczas srandemii - Palazzo Abatellis.  Jeden fresk wystarczył, by Galleria Regionale della Sicilia   stała się punktem obowiązkowym podczas wizyty mła w tym mieście.  Mamelon była chętna odwiedzinom, bowiem muzeum znajduje się w  zabytkowym pałacu szlacheckim,  położonym  przy Via Alloro, głównej arterii dzielnicy Kalsa, od której to arterii dzielił nas tylko przyjemny spacerek z naszego pensjonatu, żadne tam latanie z wywieszonym ozorem. Pałac, wraz z takimi  zabytkowymi budynkami w Palermo jak: Palazzetto Agnello i Cappella dell'Incoronata, jest własnością Fondo Edifici di Culto ( Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ) i  jest użytkowany przez region Sycylii od lat 90 XX wieku. Dlaczego to nie ichni resort kultury nim zawiaduje nie pytajcie, mła po prostu tego nie wie. Palazzo Abatellis jest siedzibą Galerii Regionalnej Sycylii od 1954 roku,  czyli jest muzeum zasiedziałym, wprawionym wystawienniczo i potrafiącym eksponować dzieła sztuki. Trzon kolekcji, zresztą   jednej z największych kolekcji sztuki we Włoszech, stanowi zbiór dzieł malarzy, rzeźbiarzy, architektów ( rysunki i plany ) tworzonych na Sycylii, lub z myślą o ośrodkach na wyspie, począwszy od XII do XVII wieku. Dzieł ważnych, opisywanych w podręcznikach historii sztuki ( mamy do czynienia z pracami  artystów takich jak: Antonello da Messina, Francesco Laurana, Antonello Gagini, Antoon Van Dyck, Pietro Novelli, Giacomo Serpotta, Mabuse, Bronzino, Vasari ).

Palazzo Abatellis powstał w roku   1495 roku,  jest dziełem  Matteo Carnilivariego, który pracował w Palermo w tym czasie nad wieloma szlacheckimi rezydencjami ( między innymi nad pałacem Ajutamicristo ). Budynek Palazzo Abatellis uchodzi za wspaniały przykład gotycko - katalońskiej architektury. Dlaczego katalońskiej?  Po Nieszporach Sycylijskich, które były buntem przeciwko władcom z rodu Anjou, Sycylia znalazła się w orbicie władzy Hiszpanii. Teraz pewnie pomyśleliście że mła nieźle kręci, bo Nieszpory Sycylijskie miały miejsce 30 marca 1282, w czasie gdy o zjednoczeniu królestw Półwyspu Iberyjskiego nikt na poważnie nie myślał. A jednak Hiszpania już istniała i to w dodatku niejedna, bo tym mianem określano niemal każde z chrześcijańskich królestw półwyspu. Ot, taka zdziwność. Hiszpańskie władztwo nad Sycylią trwało od tych nieszczęsnych nieszporów aż do roku 1700. W roku 1412 Sycylia weszła w skład Królestwa Aragonii, którego sercem była Katalonia. No i już wiecie, skąd katalońskie wpływy na Sycylii i dlaczego gotyk Katalonii jest podobny do gotyku sycylijskiego. Francesco Abatellis ( przypuszczalnie Patelli lub Albatelli albo Abbatelli, przekształcony w Abatellis ), mistrz Portolan Królestwa, pochodził z Lukki w Toskanii. W służbie króla Ferdynanda II Aragońskiego został mianowany Prode Capitano a następnie przeniesiony do Palermo, gdzie piastował urząd Wielkiego Seneszala i Pretora przez trzy kolejne kadencje w okresie od 1486 do 1495 roku. Jak widzicie facet był utytułowany i jak się domyślacie dziany.

Podstawę jego majątku stanowiły  dochody zgromadzone na ziemiach iberyjskich i chyba posag pierwszej żony. W Palermo  Francesco Abatellis pojawił się już jako wdowiec po hiszpańskiej doni, poślubił majętną mieszkankę Palermo, zbudował pałac w pobliżu klasztoru Santa Maria degli Angeli,  zwany wówczas la Gancia i oczekiwał na podtrzymanie rodu. Ponieważ się nie doczekał to wykombinował aby pałac po jego śmierci pozostał własnością drugiej żony, a z kolei po jej śmierci jego budynki miały pomieścić klasztor benedyktynek, uprawnionych do sprawowania kultu  uprawnionych do "Santa Maria della Pietà". No i tak  w roku  1526. grupa mniszek z zakonu dominikanek , pochodzących z klasztoru Santa Caterina, wprowadziła się do pałacu. Budynki zaadaptowano do  potrzeb życia monastycznego, znaczy pojawiły się korytarze  i cele.  Na zewnątrz zmodyfikowano okna, usunięto kolumny pośrednie, a czasami nawet niektóre elementy dekoracyjne. W 1553 roku pałac nazwano klasztorem Portolano.  Dla potrzeb wspólnoty mniszek   wzniesiono kaplice po lewej stronie pałacu, ukrywającej jedną z fasad. Kaplica ta została wzniesiona w latach 1535 - 1541 przez architekta Antonia Belguardo i przyjęła nazwę kościoła Santa Maria della Pietà. Miejsce kultu  nie przetrwało długo, w XVII wieku, wraz z budową większego kościoła ( dzisiejszego kościoła Santa Maria della Pietà ) zniknęło a na jego miejscu wyrosły najpierw parlatorium a potem magazyny.W nocy z 16 na 17 kwietnia 1943 roku budynek został trafiony podczas bombardowania lotniczego, w wyniku którego nastąpiło częściowe zawalenie się skrzydła południowo-zachodniego i muru wieży zachodniej. Po wojnie podjęto decyzję o jego odrestaurowaniu i przekształceniu pałacu w Galerię Sztuki dla zbiorów sztuki średniowiecznej. 

Wcześniej zbiory sztuki średniowiecznej   znajdowały się w Pinacoteca della Regia Università a od 1866 roku w zbiorach Regionalnego Muzeum Archeologicznego im. Antonia Salinasa. Nadzoru Zabytków powierzył następnie prace restauracyjne trókce uznanych architektów, w ich wyniku usunięto dobudówki a portyk, loggia i centralna sala, których sufit się zawalił, zostały odbudowane. Prace te ukończono w połowie 1953 roku, a Carlo Scarpa został wezwany do nadzorowania instalacji i wyposażenia Galerii, która została otwarta dla publiczności w 1954 roku. Scarpa dokonał również kilku adaptacji tych renowacji, aby dostosować je do potrzeb wystawy.  Dziś to co zrobił uchodzi za pewien wzorzec w świecie ludzi związanych z wystawianiem sztuki. . Aby zachować ducha dzieła Scarpy, podczas renowacji budynków muzealnych dokonanej w pierwszym dziesięcioleciu nowego millenium, na górnych piętrach przebudowano i stworzono nowe skrzydła ( nowe zielone i czerwone pokoje ) a także utworzono taras na dachu. Mła przyznawa - to jedna z lepszych ekspozycji, które oglądała a jak wiecie mła jest z tych, które wściekle latajo po muzeumach. W tym muzeum są stare wnętrza i bardzo dobrze wykorzystana przestrzeń. Co więcej, obrazy są naprawdę dobrze oświetlone a ekspozycja Triumfu Śmierci wręcz powala.

No dobra, sam  budynek pałacu ciekawy. Portal wejściowy umieszczony pomiędzy dwiema blankowanymi wieżami, które wyróżniają się spośród rygorystycznej konstrukcji, jest ograniczony kamienną ramą zwieńczoną pośrodku herbami z herbami rodziny Patella - Abatellis. Główna fasada na parterze jest ozdobiona wyrafinowanymi potrójnymi oknami lancetowymi.  Loggia, kolumienki - sam urok, szczęśliwie dziedziniec  nie został przebudowany w okresie baroku, jak to często miało miejsce między XVII a XVIII wiekiem i dziś jest  jednym z najlepiej zachowanych późnośredniowiecznych pałacowych dziedzińców  w południowych Włoszech. Na parterze  znajdują się:  rzeźby z XII wieku oraz rzeźby z XIV i XV wieku a także  także malowane panele drewnianych sufitów. Mła przyznawa że w tej części galerii spędziłyśmy wiele czasu, bowiem nasze zderzenie ze sztuką sycylijskiej rzeźby oglądanej na żywo, było czymś zupełnie innym niż mła się spodziewała. No wicie rozumicie, mła oglądała te albumy, foty na ekranie, ale jednak to co zobaczyła na żywo, było w jakimś sensie czymś zupełnie innym. No cóż, jedyne foty trójwymiarowe jakie mła przychodzo do głowy, to japońskie gejsze mrugające oczkiem, taka "zdobycz techniczna" lat sześćdziesiątych.  To na pewno nie zobrazuje Wam dobrze tego co mła w tych rzeźbach widziała, może prędzej by to się udało za pomocą odpowiednich okularków ale mła nie ma ani technicznych umiejętności, ani sprzętu do robienia takich fot.  Dlatego niestety wklejam Wam tu zwykle, siermiężne foty, które tak naprawdę nie oddają tego co mła miała przed oczami.

Zacznę od tego że wiele spośród kamiennych rzeźb sycylijskich mistrzów, czy mistrzów z innych części Italii pracujących dla sycylijskich zleceniodawców, jest polichromowanych. W naszej części Europy jesteśmy przyzwyczajeni do polichromowanych wizerunków  Madonn i świętych, wykonanych z drewna. Nie wydaje nam się to niczym dziwnym, natomiast polichromowany kamień przyjmujemy z lekkim niedowierzaniem, jakby pojęcie "bezbarwnej" klasyki Winckelmanna udzieliło się średniowiecznym i nowożytnym przedstawieniom religijnym. Podmalowane marmury i alabastry robią wrażenie egzotycznych, jakby przeniesionych z nieco innej estetyki. Tymczasem tak naprawdę to nie tyle kwestia innej estetyki, tylko dostępu do tworzywa i stanu zachowania, szczególnie rzeźb z okresu średniowiecza. Nie powinno nas też dziwić że w czasach nowożytnych nadal podmalowywano rzeźby i płaskorzeźby.  Na renesansową rzeźbę patrzymy z perspektywy Florencji, ośrodka w którym grupa mistrzów tworzyła awangardę swoich czasów. Tymczasem Sycylia była prowincjonalnym ośrodkiem, w którym wpływy nowych rozwiązań rodem z  miast północnej Italii mieszały się z dość wsteczną sztuką Półwyspu Iberyjskiego. Dlatego ten sycylijski renesans jest dla nas tak odległy od tego dobrze znanego, oswojonego  i podręcznikowego, od  prac Donatella, czy Michała Anioła.

Chyba najbardziej znaną rzeźba eksponowaną w tym muzeum jest popiersie damy Francesco Laurany ( z jego warsztatu pochodzi nagrobek Cecilii Aprile widoczny na fotce nr 11 ), pochodzącego z Dalmacji rzeźbiarza z  XV wieku, które uchodzi za portret  Eleonory d'Aragona. To rzeźba wysokości 50 cm, wykonana w 1468 roku, 63 po śmierci portretowanej.  Laurana przedstawił ideał damy z drugiej połowy XV wieku, Eleonora prawdopodobnie wyglądała i przede wszystkim ubierała się inaczej. Fakt, główka jest piękna, bardzo elegancka forma,  lecz na mła jeszcze większe wrażenie zrobiły rzeźby Antonella Gaginiego, zwłaszcza tzw. Ritratto di giovinetto, prześliczna główka uchodząca niegdyś za przedstawienie świętego Wita, najprawdopodobniej dlatego że pochodzi z kościoła San Vito. Wraz z płaskorzeźbą  Zwiastowania z kościoła Santa Cita z Palermo, stanowią najlepsze osiągnięcia sycylijskiej rzeźby z przełomu XV i XVI wieku. Mła nie wie czy Zwiastowanie  było wyrzeźbione  przed 1505 rokiem, kiedy Antonello po raz pierwszy zobaczył prace Michała Anioła i odleciał, czy rzeźbił to jeszcze przed tym ważnym dla jego twórczości spotkaniem.  Natomiast prześliczna młodzieńcza główka została wykonana koło roku 1490. Wyraźnie widać wpływ Laurany,  kubiczna, elegancka  forma portretu Eleonory d'Aragona została tu podniesiona do klasy subtelnego piękna.  Na żywca ta rzeźba robi niesamowite wrażenie. Tak w ogóle to Antonello należał do dynastii  Gagini, rodziny znanej z umiejętności rzeźbienia, która składała się z  jego ojca, Domenico  i pięciu synów: Antonio, Fazio, Giacomo, Giandomenico i Vicenzo, którzy wszyscy byli rzeźbiarzami. Mła z obowiązku odnotowuje że w galerii znajduje się też Madonna del Latte,  autorstwa Domenico Gaginiego,  ale bezczelnie przyznaję że po XV wiecznych portretach jakoś mało mla ruszały sycylijskie Madonny, nawet te rzeźbione przez Antonella.

Dobra, koniec tych uniesień nad rzeźbami, potuptajmy na pierwsze piętro, na którym znajdują się zbiory malarstwa i nie tylko malarstwa. Są tu też mozaiki z czasów, kiedy nad Sycylią pieczę sprawowali bizantyńscy bazyleusi ( choć Hodogetria, której zdjęcie mła zamieściła pochodzi z XIII wieku  ), jak też przykłady typowego dla wyspy rzemiosła artystycznego - meblarstwo i hym... koralarstwo z Trapani. Na mła największe wrażenie zrobił zbiór malarstwa z XII  - XV wieku, mła wie że zbiory późniejszego malarstwa są cenne i wogle, ale nic na to nie poradzi że średniowieczne, włoskie malowanie robi na niej tak duże wrażenie. Mła baaardzo doceniła sposób wystawiania obrazów i fresków, umożliwiający bardzo bezpośredni kontakt ze sztuką. To nie to że muzeum nie ma zabezpieczeń, ma, one tylko nie stanowią aż takiej bariery między odbiorcą a dziełem, jak ma to miejsce w niektórych muzeach. W Palazzo Abatellis można oglądać obraz z daleka i z bardzo bliska, stan zachowania niektórych prac daje wgląd w to jak były tworzone. To jest naprawdę coś móc zobaczyć fragmenty podobrazia, warstwy złocenia, sposób nanoszenia barw.  Szczególne wrażenie na mła wywarła Madonna dell'Umiltà  czyli Madonna Pokory autorstwa Bartolomeo Pellerano da Camoglio vel Camulio. To ta Madonna w jasnobłękitnej szacie. Powstała w latach 1346 - 1347, w czasie największego rozwoju ruchu biczowników. Widać ich pod predellą, razem z przyrządami do karania grzesznych ciał. Biczownicy maszerowali w grupach, ubrani w habity i starannie zakapturzeni, w towarzystwie zachwyconych nimi pobożnych niewiast, Ci z ziemi Italii biczując się śpiewali pieśni  o męce Chrystusa, autorstwa Jacopone da Todi. Kobiety nie mogły się biczować, co najwyżej wypadało im rwać włosy z głowy. Długo sobie towarzystwo nie pobiczowało, bo już w 1349 roku uznano ich za odchył heretycki. 

Oczywiście spora część dzieł z XII - XIII wieku jest anonimowa. W Sali Krzyży,  natkniemy się na dość tajemniczych twórców, jak  choćby Mistrz Krzyża z Castelfiorentino, działający w drugiej połowie XIII wieku, czy Mistrz z Galatina, aż po malarzy  znanych nam z Imienia i nazwiska, jak  Pietro Ruzzolone.  Mła się przyzna że Chrystusy na krzyżu jakoś do niej nie przemawiały, zdecydowanie bardziej nęciły mnie Madonny tronujące w towarzystwie świętych i anielskie orkiestry. Zdaje się że w XV wieku te anielskie grupy muzyczne stały się niemal obowiązkowym wyposażeniem predelli.  O ile wcześniejsze przedstawienia ukazywały jakieś skromne duo pitulące na trąbo - fujarkach, to z biegiem czasu instrumentarium robiło się bogatsze a na tryptyku pochodzącym z kościoła San Pietro La Bagnara mamy już do czynienia z solidnie wyposażoną  orkiestrą kameralną. Przełom XIV i XV wieku to czas, kiedy w malarstwie sycylijskim coraz wyraźniej widać wpływy odległej Florencji.  Widać to na freskach Tomnaso de Vigilii pochodzących z z Casale di Risalaimi, zarządzanego przez he, he, he... Krzyżaków. Mła odniosła wrażenie ze niektóre dzieła mogły być wykonane we Florencji i przywiezione na Sycylię. Jak  być może dzieło Gherardo di Jacopo, znanego jako Starnina, malarza z Florencji, którego Thrones Gratiae stanowi ozdobę kolekcji. Tylko że tu jest duże być może, bo Stranina działał też  w Kastylii i stamtąd obraz mógł trafić na Sycylię.  Jest spore grono historyków sztuki, które za tym obstaje, bowiem w obrazie widać pewne formalne rozwiązania charakterystyczne dla sztuki Półwyspu Iberyjskiego, które nie występowały w Toskanii. Ponoć sporo dzieł przybywało z północy Włoch via Liguria, w nich jest więcej tego "czystego quatrocento", znanego nam z podręczników historii sztuki.


Na mnie takie wrażenie sztuki z północy Włoch, co prawda XV wiecznej, zrobił tryptyk Madonny z Dzieciątkiem i świętymi Vito i Castrense, namalowany koło roku 1460, pochodzący z kościoła San Vito w Monreale. Nic o nim nie znalazłam, może to być rodzimy obraz, ale postać młodzieńca z bocznego panelu z psami, ma dla mnie coś z elegancji florenckiego malowania. Z drugiej strony kiedy pomyślę sobie o tej przepięknej główce ritratto di giovinetto, to mogę wyobrazić sobie że taki obraz powstał w okolicy Palermo. Świętego Wita zazwyczaj przedstawia się jako bardzo młodego człowieka, jednakże mła zastanawiała się czy młodzieniec towarzyszący Madonnie nie był po prostu donatorem. Sprawia wrażenie osoby klęczącej, no i to towarzystwo psów, zdaje się że chartów. Hym... świętego Wita to  i owszem z kociołkiem przedstawiają, albo w kociołku, który jest atrybutem jego męczeństwa.  Czasem zdarzają się przedstawienia z uwiązanym psem, ale tu są   dwa psie osobniki, jeden w cud obróżce. Bardziej wyglądają na odpoczywających towarzyszy polowań. No cóż, ten tryptyk zostanie dla mła tajemniczym obrazem, zagadką z Palazzo Abatellis. Kolekcja sztuki XII - XV w tym muzeum to absolutnie światowy poziom, mła wie co pisze, niejedno muzeum przedreptała. Wicie rozumicie, na inszych piętrach są porozwieszane dzieła  różnych  tuzów malarstwa, ale ta konkretna część kolekcji, w połączeniu z XV wiecznymi rzeźbami, po prostu wymiata. No i teraz napiszę Wam o fresku z powodu którego mła uznała  że absolutnie must see wnętrza Galleria Regionale della Sicilia. Fresk jak najbardziej przynależy do tej części kolekcji, zdaniem mła i nie tylko jej, stanowi najcenniejszy oprócz prac Antonella da Messiny i Jana Gossaerta, zwanego Mabuse, zasób XV wiecznego malarstwa w zbiorach muzeum.

W Sali II, w dawnej kaplicy, eksponowany jest niezwykły, olbrzymi fresk ( 600 x 642 cm ) zwany Triumfem  Śmierci.  ( datowany na rok 1445 lub później ). Temat był na ziemiach Italii popularny, czarna śmierć w latach 1348 - 1350 zmieniła w Italii w zasadzie wszystko. My leżący nieco na uboczu, w klimacie, który aż tak masowemu chorowaniu nie sprzyjał, zostaliśmy ledwie muśnięci tą zgrozą. Triumf Śmierci już w pierwszej połowie XIV wieku sugestywnie przedstawił Buonamico Buffalmacco na freskach w Campo Santo w Pizie, temat bardzo szybko przyjął sie w sztuce europejskiej, przekroczył Alpy, stając się niemalże obowiązkową częścią ikonografii późnego średniowiecza. Wieść  niesie że fresk w Palazzo Abatellis pochodzi z Palazzo Sclàfani, co jest niby prawdą, z tym że nie do końca, bowiem to nie taki pałac jak myślicie.  Palazzo Sclàfani w Palermo  był pierwszym Wielkim Szpitalem w mieście,  powstałym w dawnym budynku pałacu baronialnego należącego  niegdyś do Matteo Sclàfaniego, przekształconym w roku 1429 ( to data przejęcia budynku przez Senat Palermo i przekazania go Kongregacji Benedyktynów San Martino, a konkretnie nauczaniu znanego mnicha Giuliana Mayaliego )  w szpital, który funkcjonował  w latach 1430 - 1450. To była taka włoska wersja Hôtel-Dieu, miejsca które było szpitalem, przytułkiem, miejscem w którym zajmowano się nieszczęściami trapiącymi człowieka.  Dzisiejsza wrażliwość nie pozwala umieszczać w placówkach medycznych przypomnień o tym dokąd zmierzamy, drzewiej było inaczej. Jeszcze w roku 1672 Juan de Valdés Leal maluje w Hospital de la Santa Caridad dwa dość okrutne przedstawienia:  In Ictu Oculi, Finis Gloriae Mundi. To ostatnie bardzo dosłownie przedstawia wygląd rozkładających się zwłok. Barokowe vanitas vanitatum  w całej hym... krasie. Dwa wieki wcześniej, w Palermo, też sobie nie żałowano.  Obraz został zamówiony przez rektorów szpitala, choć niektórzy historycy sztuki uważają ze względu na rangę dzieła, że fresk mógł być fundacją królewską. 


Kto namalował fresk do końca niewiadomo, są tylko przypuszczenia. Wielu  upatruje twórców w osobie zagranicznego artysty, prawdopodobnie katalońskiego lub prowansalskiego, specjalnie sprowadzonego na wyspę. Historyk Gioacchino Di Marzo przypisał fresk Antonio Crescenzio,  grupa specjalistów jako twórcę wskazała Burgundczyka Guillaume Spicre, jednak większość  historyków sztuki z tym się nie zgadza i twórca fresku nadal  występuje jako Mistrz Triumfu Śmierci.  Nazwiska nie znamy ale być może wiemy jak twórca  i pomocnik wyglądali. W lewym  rogu, w połowie malowidła znajdują się dwie postacie spoglądające na widza, to jedyne postacie, które kierują w ten sposób wzrok. Niższa z postaci trzyma miseczkę i przedmiot, który może być pałką do rozcierania pigmentów albo trzonkiem pędzla. Co to dokładnie jest, nie sposób jednoznacznie stwierdzić, ale możemy sobie spekulować o atrybutach zawodu. Mła pragnie nadmienić że ta dwójka podejrzanych o autorstwo fresku, znajduje się w grupie osób starszych, chorych, okaleczonych, wdów i biednych, którzy pragnąc zakończenia swoich cierpień, na próżno wzywają Śmierci, która ich ignoruje i pędzi na swoim dziwnym koniu w kierunku tych, którzy cieszą się życiem.

Jak widzicie na załączonych fotkach fresk zachował się fragmentarycznie. Przeniesienie w XX wieku tak go załatwiło, przedtem malatura trzymała się dobrze. Powierzchnia malarska stopniowo odpadła w pobliżu punktów podziału, co niestety zaburzyło integralność całej sceny, choć fresk pięknie wystawiony, oświetlony od góry, naprawdę robi wrażenie, mła odczuła taki leciutki niedosyt. Taki bardzo mini, mini. Rozdarcie na cztery części nie posłużyło, ale lepiej móc widzieć okaleczone dzieło niż w ogóle go nie znać. Smętnie że oberwało się też samej Śmierci, tak dosłownie się wzięło i oberwało całkiem sporo farby. Jadąca na szkieletowym koniu Śmierć, ma duży ubytek malatury akurat tam, gdzie jest czaszka. Ten stan rzeczy sprawia z e jest przez to trochę niedookreślona i jakby... groźniejsza? Na rumaku, który zrobił tak duże wrażenie na Pablu Picasso, że koński łeb przeniósł niemal "dosłownie" do swojej "Guernici", Śmierć wpada do ogrodu i sieje spustoszenie śmiercionośnymi strzałami.  Fresk jest skomponowany niczym gigantyczna, iluminowana strona starego manuskryptu: rzeczywiście czuć tu coś z ducha "Les Très Riches Heures du duc de Berry",  może stąd ta koncepcja że fresk wykonał twórca z Burgundii, znający w jakimś stopniu dzieła flamandzkich malarzy. Coś rodem znad Skaldy jest w tym że makabryczny koń, jakby częściowo obdarty ze skóry jest tak niesamowicie witalny.

Ten bujny ogród, miejsce akcji, z fontanną będącą symbolem uzdrawiającej i odmładzającej wody, z tym całym dworskim entourage, miejsce   gdzie młodzi i bogaci oddają się polowaniom i tańcom,  staje się miejscem grozy, kiedy na tym upiornym koniu pojawia się Śmierć, z kosą przywiązaną do boku, z kołczanem i łukiem. W dłoni szkieletu widać łuk, rażeni strzałami zostają wszyscy wokół,  bez względu na to kim są. Wszyscy są równi wobec Śmierci.  Śmierć jest ukazana w chwili, gdy właśnie wypuściła strzałę, która trafiła w szyję młodej kobiety w prawym dolnym rogu, tam gdzie znajduje się grupa arystokratów, całkowicie zaskoczona wydarzeniem, która jednak mimo to  niemal niezrażona kontynuuje swoje sprawy, no może z wyjątkiem  tych  osób, które znajdują się bezpośrednio przy zwłokach. Widzimy kilku myśliwych, muzyków, bogato odziane damy i rycerzy w futrach, niczym ci, którzy przyjaźnie rozmawiają na brzegu fontanny. Tutaj i wyżej po lewej znajdują się dwa odniesienia do rozrywek arystokracji - polowań. Jest tu postać  trzymająca sokoła na ramieniu i druga prowadząca dwa  psy myśliwskie na smyczy.  No pełen high life. Tuż obok, w centralnej części fresku, tzw.  ziemskie hierarchie, zarówno świeckie i duchowne, papieże i cesarze, spokojnie poddają się rozkładowi, zamieniając to całe subtelne wyrafinowanie sfer wyższych w nieprzyjemny widok półotwartych, niewidzących oczu, zielonkawej skóry, zapadniętych oczodołów. Sic transit gloria mundi. Po lewej stronie wspomniana już grupa nieszczęsnych i opuszczonych, którzy Śmierci nie mogą się doczekać, podczas kiedy nie są dla niej jakoś szczególnie ważni. Hym... z tego można wyczytać zarówno  żal do losu za "niesprawiedliwe" traktowanie, jak i satysfakcję że jednak istnieje coś, co nas wszystkich zrównuje.  Na żywo ten fresk robi wielkie wrażenie, choćby dlatego wrażenia warto było lecieć do Palermo.

Na pierwszym piętrze najważniejszym dziełem do którego drepczą turyści jest bez wątpienia "Zwiastowanie" autorstwa Antonella da Messiny (  ten obraz znajdziecie w każdej  poważnej  pracy o sztuce z  XV wieku - to jedna z ikon włoskiego renesansu ). Obraz znajduje się  w sali X, zwanej Salą Antonella. Kompozycja jest wyrafinowanie prosta, Maryja Panna ukazana jest w  momencie Zwiastowania ( anioł stoi przed Madonną, lecz jest niewidzialny), to raczej portret niż jakikolwiek inny gatunek. Madonna nie zasiada na tronie, nic nas nie rozprasza, jest tylko gest dłoni, trapez płaszcza, wyrafinowanie form i magnetyczne spojrzenie kobiety, patrzącej w głąb siebie a nie na coś lub kogoś.  W tej samej sali, obok, znajdują się inne dzieła Antonella: panele z wizerunkami trzech Doktorów Kościoła, które stanowiły szczyty zaginionego obecnie poliptyku. Jednakże mało kto reaguje na nie tak jak na Madonnę, ona kradnie show, że tak to określę. Ten obraz, formalnie bardzo prosty, przywodzący na myśl  elegancję późno kubistycznych form, ma w sobie potężny emocjonalny ładunek - moment refleksji, samoświadomości został naprawdę świetnie uchwycony. Gdyby to nie była Madonna, gdyby to nie było "Zwiastowanie", to byłby portret zamyślonej kobiety, tak skoncentrowanej na życiu wewnętrznym, że niemal ślepej na to,  co jest na zewnątrz. Króciutki moment w którym człowiek jest niejako wyrwany z teraźniejszości.  To jeden z pierwszych wielkich portretów zachodniego malarstwa nowożytnego, pełen psychologicznej głębi i świetny pod względem użytych środków wyrazu. Szczerze pisząc to żaden z obrazów oglądanych w innych salach, nie zrobił już na mła takiego wrażenia jak ten niewielki obrazek. Turysty słusznie do niego drepczą.

Nawet flamandzkie obrazy z XV i XVI wieku nie zrobiły na mła aż takiego wrażenia, jak prosta Madonna Antonella da Messiny, choć mła jest z tych, którzy przepadają za flamandzkim malowaniem z tego okresu. Ani perła w koronie kolekcji, jaką niewątpliwie jest  jest niewątpliwie Tryptyk Malvagna autorstwa Jana Gossaerta (  przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem i aniołami, świętą Katarzynę Aleksandryjską i świętą Dorotę, a na odwrocie panelu widnieje herb rodu Lanza ), ani "Złożenie z krzyża" autorstwa Jana Provosta mła jakoś nie wstrząsnęło. Podobnie było ze świetną, co mła przyznawa, kolekcją obrazów ze epoki manieryzmu. Jakby we mła się coś wypaliło po "Triumfie Śmierci i "Zwiastowaniu" Antonella da Messiny. Ocknęło mła się przy obrazie Simona Voueta, "Widzeniu świętej Agaty" ale nie na tyle żeby mła wydala z siebie "ach" i "och".  Podobnie rzecz się miała z obrazami Antoona van Dycka. W kolekcji znajdują się dwa obrazy Antoona: "Święta Rozalia ukoronowana przez aniołów" i  "Madonna z Dzieciątkiem" oraz obraz mu przypisywany - "Opłakiwanie". Flamandzki malarz przebywał w Palermo w czasie straszliwej zarazy w 1624 roku, kiedy dżuma pustoszyła Sycylię. "Święta Rozalia" to zupełnie nowy typ ikonografii świętych, wcześniej nieznany na wyspie. Rozalia przedstawiona jest na tle kamiennej ściany, ubrana w ciemny benedyktyński habit, a nad jej głową widnieje mały chłopiec trzymający wianek z róż, atrybut świętej. W tle widnieje pejzaż. Mła obejrzała ale bardziej to było jak czytanie obrazu, a nie jak to robi taka normalnie oglądająca osoba.  Podobnie było z obrazami Ribery, no cóż, widać mła starczyło wrażliwości tak na połowę kolekcji muzeum. Być może jeszcze kiedyś na spokojnie i "świeżo" zobaczę tą drugą część kolekcji, bez przytłoczenia tą świetną XV wieczną sztuką, która dla mła jest najważniejszym zbiorem w Galleria Regionale della Sicilia w Palazzo Abatellis.