środa, 21 października 2026

Wiedeń - Palmenhaus Schönbrunn

Dawno, dawno temu był sobie ogrodnik, który nazywał się Joseph Paxton. Był Brytyjczykiem, znanym między innymi z  projektu pionierskiego ogrodu publicznego w Birkenhead Park, który bezpośrednio wpłynął na projekt nowojorskiego Central Parku. Został zatrudniony przez ówczesnego księcia Devonshire w Chatsworth House na stanowisku głównego ogrodnika. W Chatsworth intensywnie eksperymentował z budową szklarni, opracowując wiele nowatorskich technik konstrukcji modułowej, wykorzystujących połączenie standardowych tafli szkła, laminowanego drewna i prefabrykowanego żeliwa.  Stworzył w 1836 roku w Chatsworth obiekt nazywany Great Conservatory, który  był pierwszym znaczącym przykładem zastosowania jego konstrukcji dachu kalenicowo - bruzdowego i był wówczas największym szklanym budynkiem na świecie, o powierzchni około 28 000 stóp kwadratowych ( 2600 m² ) . Kolejny szklany budynek powstał w 1848 roku,  to Conservative Wall , szklarnia o 101 metra  i szerokości 2,1 m. W 1851 roku Paxton stworzył swoje opus magnum - budynek zwany Crystal Palace, halę ze szkła i żeliwa, w ktorej odbywała się pierwsza Wystawa Światowa.  No i świat oszalał na punkcie nowej konstrukcji a królowa Wiktoria w uznaniu zasług ogrodnika, nadała mu szlachectwo.  Wszyscy nagle chcieli mieć szklarnie podobne do Crystal Palace, Habsburgowie nie byli tu wyjątkiem. Te wielkie, szklano - żeliwne konstrukcje stały się symbolem epoki wiktoriańskiej. 

W XVIII wieku cesarz Franciszek I, mąż i współregent Marii Teresy, nabył w 1753 roku od gminy Hietzing teren po zachodniej stronie parku pałacowego, gdzie założył tzw. ogród holenderski . Adrian van Steckhoven i jego asystent Richard van der Schot zbudowali dużą szklarnię na północnej stronie i cztery szklarnie na stronie zachodniej. Ogród holenderski podzielili na trzy sekcje: ogród kwiatowy z egzotycznymi roślinami, ogród warzywny ( gdzie uprawiano również krzewy owoce w formie szpalerów ) i sad . Rdzeń kolekcji egzotycznych roślin, w tym  palma wachlarzowata  zwaną palmą Marii Teresy, został zakupiona w Holandii w 1754 roku. Ze względu na pasję Habsburgów do kolekcjonowania i finansowanie przez nich wypraw botanicznych, które to wyprawy wiązały się z pozyskiwaniem nowych roślin, za panowania Józefa II  konieczna stała się rozbudowa szklarni o dwa skrzydła i budowa trzech dodatkowych szklarni.  Później dodano dwie kolejne konstrukcje. W 1828 roku w pobliżu zbudowano Starą Palmiarnię.  Chociaż osiągnięto pewne sukcesy w uprawie roślin, szklana fasada tego ceglanego budynku, która była zwrócona tylko na wschód, nie była optymalna dla prawidłowej uprawy roślin, potrzebujących dużo światła, stało się jasne, z e najpóźniej wraz z Wystawą Światową w Wiedniu, musi pojawić się nowoczesna szklarnia.

 

Wiedziano już wtedy że tylko całkowicie przeszklona, ​​żelazna konstrukcja może zapewnić optymalne warunki do rozwoju egzotycznych roślin.  Z wyjątkiem Starej Palmiarni  wszystkie szklarnie na południowy zachód od pałacu zostały zburzone podczas budowy szklarni nowego typu. Po zaledwie dwóch latach budowy, cesarz Franciszek Józef I otworzył Palmenhaus w 1882 roku. Ta Palmiarnia,  jest najbardziej znaną z czterech szklarni w parku pałacowym Schönbrunn. Jest też razem z Ogrodami Kew i Palmiarnią we Frankfurcie, jedną z trzech największych tego typu szklarni na świecie. Znajduje się w niej około 4500 gatunków roślin. Palmenhaus został  zbudowany przez nadwornego ślusarza  Ignaza Gridla według planów nadwornego architekta i eksperta w dziedzinie budowy mostów, Franza - Xavera von Segenschmida. Za konstrukcję odpowiadał Zygmunt Wagner a za projekt ogrodu odpowiadał inspektor ogrodów dworskich Cesarstwa i Królewstwa,  Adolf Vetter, który ukończył go w marcu 1883 roku. Zakrzywiona,  zewnętrzna konstrukcja wykonana z kutego żelaza spoczywa na żeliwnych kolumnach wewnątrz budynku. Początkowo Palmiarnia Schönbrunn była podłączona do systemu ogrzewania ogrodu zoologicznego Schönbrunn , co mogło prowadzić do problemów, ponieważ wysokie temperatury, często wymagane w wybiegach dla zwierząt, przegrzewały palmiarnię, co szkodziło roślinom.

Oddzielna kotłownia,  z której ciepło było przenoszone bezpośrednio do palmiarni została zbudowana w 1904 roku.  Sprawę czyszczenia szyb załatwiali kadeci austro - węgierskiej marynarki wojennej ( nie, nie pływali po Balatonie, cesarsko - królewska marynarka wojenna miała bazę w porcie w Trieście ). Kadeci zostali oddelegowani do czyszczenia mocno zabrudzonych szyb oraz do zapewniania cieniowania roślin  ( prace na dużych wysokościach, od czasu nowożytnych żaglowców były przypisane marynarzom ). Podczas gruntownej renowacji przeprowadzonej w latach 1986–1990 w jak największym stopniu uwzględniono życzenia ogrodników. Podczas I wojny światowej palmiarnia była przez  większość jej trwania  otwarta, jednakże w latach 1914 - 1915 służyła jako szklarnia dla warzyw i w związku z tym była zamknięta dla zwiedzających.  Część dochodu z Palmiarni przekazano na Fundusz Wsparcia dla Potrzebujących Ogrodników i Wdów po nich. Z powodu niedoboru mężczyzn, od 1915 roku do prac ogrodniczych zatrudniano kobiety, także do zadań administracyjnych zatrudniono po raz pierwszy sekretarkę. Wraz z końcem Austro - Węgier, Cesarsko-Królewskie Ogrody Dworskie stały się Ogrodami Federalnymi. o takimi pozostały od 1918 roku . Dziś Ogrody Federalne są departamentem  Federalnego Ministerstwa Rolnictwa, Leśnictwa, Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Podczas amerykańskiego nalotu bombowego w luttm 1945 roku na teren Pałacu Schönbrunn spadło ponad 200 bomb. To był cud że pałac nie ucierpiał, niestety park nie miał tyle szczęścia. Ucierpiało zoo, glorietta i Palmiarnia. Szklane ściany  zostały niemal doszczętnie zniszczone. Kilka cennych roślin z Palmiarni ocalało, ponieważ mogły być przechowywane w sąsiednim Domu Zegarów Słonecznych, który zresztą też oberwał.  Niektóre duże palmy i paprocie drzewiaste przetrwały na miejscu, mimo temperatur,  które chwilami spadały do ​​-7 °C.  Odbudowa Palmiarni rozpoczęła się w 1948 roku. Montaż 45 000 szyb zespolonych wymagał dostarczenia pięciu wagonów ( około 55 ton ) szpachli okiennej. Z powodu przestojów, istniejące uszkodzenia korozyjne nie mogły zostać naprawione. Wicie rozumicie, to ogrom, nie było prosto ani zakonserwować, ani odbudować tego olbrzyma w powojennej bidzie, z zarządzającymi wojskami okupacyjnymi, które miały poważniejsze problemy na głowie niż odbudowę Palmiarni. 

Olbrzymia Palmiarnia, zbudowana została z  około 600 ton kutego żelaza i 120 ton żeliwa, ma 111 metrów długości, 29 metrów szerokości i 25 metrów wysokości. Jest pokryta 45 000 tafli szkła. Koszty, koszty i jeszcze raz koszty.  A jednak kasę udało się znaleźć i w październiku 1952 roku rozpoczęto prace nad zagospodarowaniem terenu.  Uroczyste  otwarcie Palmenhaus Schönbrunn nastąpiło w  styczniu 1953 roku, jak widzicie jak już ruszyło, to z kopyta. Palmiarnia od tego czasu funkcjonuje jak niegdyś,  podzielona na trzy strefy - subtropikalną, ciepłą i chłodną,  przedzielone stałymi przegrodami. Drzewiej dwie strefy przylegające do prostokątnego budynku centralnego, od północy i południa, były oddzielone ruchomymi szklanymi ścianami. Zdaniem mła nowe rozwiązanie bardzo się wpasiło w całą konstrukcję. W latach 1986 -1990 przeprowadzono gruntowną renowację obiektu, najwięcej przy tej okazji mieli do powiedzenia ogrodnicy.

Cieniowanie można teraz wykonać automatycznie ( wcześniej robiono to ręcznie, rozkładając maty ). Pod częścią centralną utworzono piwnicę przeznaczoną na zaplecze techniczne budynku, w której znajduje się również system uzdatniania wody do nawadniania. Wodę deszczową ze szklanego dachu zbiera się w dwóch zbiornikach ( każdy o pojemności 120 000 litrów ) i wykorzystuje do podlewania. W pozostałych przypadkach wykorzystywana jest woda z wodociągów. Aby kontrolować wilgotność, zainstalowano system zraszania. Szczególnie wrażliwe rośliny, takie jak palma kokosowa, otrzymały dodatkowe ogrzewanie "doglebowe", aby chronić jej korzenie, posadzone  w ziemi, przed temperaturami gleby w zimie. Najstarszą rośliną w Palmenhaus Schönbrunn jest drzewo oliwne , którego wiek szacuje się na 350 lat. W kolekcji znajduje się też , uprawiana bardzo rzadko poza Australią,  żywa skamieniałość Wollemia nobilis , odkryta dopiero w 1994 roku. Na mła wrażenie zrobiły Victoria regia i niesamowity zapach plumerii. No i to by było na tyle.

poniedziałek, 19 października 2026

Politycznik - Wieści z Yankesowa

Mła ostatnio odpoczywała od politycznych, ale w ramach sprawdzania tej trzody chlewnej zajrzała do neta a tam cyrk na kółkach. Bernie Sanders, lat 85, nawtykał Donaldowi Pomarańczowemu, lat 80, że ten  jest zdemenciałym narcyzem autokratą. Na swój sposób zabawne, ale niestety Bernie ma rację, dowodząc tym samym że ludzie bardzo różnie się starzeją. Diagnoza Berniego dotycząca  stanu USA jest tym bardziej ponura  że  potwierdzają ją twarde dane.  Jest gorzej niż za czasów Gild Edge, kiedy najbogatszym człowiekiem na świecie był Rockefeller, rozwarstwienie społeczne w USA nigdy nie było tak duże. To dane jak z III świata - 1% ludzi zgromadziło tyle majątku co 93% innych obywateli, Elon ma większy majątek niż połowa amerykańskich gospodarstw domowych a ponad 60% Stanozjednoczońców żyje od wypłaty do wypłaty, 25% stać tylko na opłacenie podstawowych potrzeb.  Z sondaży wynika że głównym problemem dla Yankees przestały być ceny paliwa i inflacja a stała się nim korupcja w rządzie. Może dlatego że potrzebowali oderwać się od ponurej rzeczywistości własnego otoczenia, choćby  tego że USA mają najwyższy wśród krajów rozwiniętych wskaźnik ubóstwa wśród dzieci a co trzeci senior ma problemy z finansami pozwalającymi wiązać koniec z końcem. Skupili się zatem na dworze władcy. To nie wygląda jak american dream, tylko koszmar, mła szczerze pisząc nie odczuwa schadenfreude, tym bardziej że u nas też nie jest różowo.
 
W samym Białym Domu trwa telenowela latino. Jedyna ogarniająca demencję Demencji, żelazna Susie, wygryzła nową rzeczniczkę  Demencji, jednocześnie kobieta drukarka, czyli osobista sekretarka Demencji, Natalie, usiłuje razem ze Stephenem Millerem wygryźć żelazną Susie, żeby przejąć władzę nad pilotem eee... to znaczy chciałam napisać Pomarańczową Demencją. To jest żenująco zabawne. Mniej zabawne są decyzje Demencji. Na każdy dzień inna. Obecnie Demencja kocha Wujka Wowę, ale chyba zaraz przestanie, bo Zeleński postanowił olać deale Demencji z Wujkiem Wową. Demencja jednak się nie poddaje i postanowił zrobić drugą Jałtę. No bosko, dwa wyliniałe mocarstwa i jedno wiecznie pretendujące. Szans na powodzenie żadnych ale ile pięknych wpisów na Truth Social, zwanej Trutką. W USA za dwa tyźnie z hakiem wybory, w których przegrana Republikanów jest wieszczona przez sondaże i bukmacherów. Najprawdopodobniej Demencja znów zapoda że sfałszowano cały proces wyborczy, ale tym razem zdołał wkurzyć nawet własny elektorat, więc poparcie w marszu na Kapitol nie będzie zbyt wielkie. Jeżeli sondaże wyborcze się potwierdzą,  to możemy się doczekać potępienia przez prawicowe mendia głównego nurtu tej niedobrej Demencji. Szczyty hipokryzji wielkości Himalajów na horyzoncie. Mła paczy i podziwia, oraz się rozgląda czy odłamki nie lecą w kierunku naszej Cebulandii. Bo wicie rozumicie, nasze polityki to takie głupawe cóś, bredzą o bazie wojskowej, o jakimś finansowaniu cudzej armii, w sytuacji, gdy każdy grosz przyda się naszej własnej i w ogóle ondulują mgłę. No cóż, pożyjemy, zobaczymy, co też tam w Yankesowie się zadzieje i jaki to będzie miało na nas wpływ. Dziś za ozdóbstwo robią zwierzątkowe rysuneczki a w Muzyczniku Siostry Sister i Pan Bodzio. Na koniec supergrupa Moja Faja z mistrzowską "Urojoną kantyną".