Październik schodzi w złocie i purpurze, czasem nawet w słońcu. Tydzień dla mła niełatwy, choć insi mieli jeszcze bardziej pod górkę, ale na szczęście widać powolutku światełko w tunelu. Najbardziej bolesne do zrobienia zostało zrobione i teraz czas na kurację wzmacniającą. Najlepiej taką opartą na domowiznie, gotowaniu, uprawie doniczkowców i tzw. oddechu emocjonalnym. Mła tyż ma łobowiązek wobec własnych doniczkowców, czas ściągnąć niektóre z nich do domu, jakoś tam mła się o nich zapomniało a tu listopad za pasem. Przy okazji niektóre z nich przesadzę, bo cóś się mła wydawa że to tzw. najwyższa pora. Na szczęście mła się spięła i ma pozałatwiane cmentarze, sama nie wiem jak to się udało zrobić, tzn. niby wiem - wychodziłam rano, wracałam wieczorem. W związku ze związkiem jestem nieco zmęczona, jednakże, ujmę to tak, zmęczenie fizyczne to prycho przy tym zmęczeniu psychicznym, które obecnie mła odczuwa. Ogarnianie rzeczywistości bywa czasem nadzwyczaj umysłowo męczące, zwłaszcza jak się cóś nagłego wydarza. Wszystkie gryplany biorą w łeb i trzeba gryplanować od nowa. Mła coraz starsza, coraz bardziej zasiedziała i omszała i ciężko jej się zebrać i cóś nowego wymyślić. No cóż, trzeba będzie w tym gryplanowaniu znaleźć nowe radości a nie się martwić tym że cóś się poszło rąbać. Mła nieco dobija fakt że nowe gryplanowanie wypada akurat w końcówce roku, listopad nie sprzyja optymizmowi. Ech... Romi nadal, niestety, milcząca ale za to Ola znów pisze. Z dobrego jeszcze to - tfu, tfu, tfu - Myszce jakby lepiej.
Nasi politycy rodzimi postanowili zrobić nam na Halloween noc żywych trupów przy okazji próby reanimacji tego trupa instytucji, jaką jest Trybunał Konstytucyjny, zamordowany przez Zjednoczoną Prawicę. Prawa strona naszej sceny politycznej liczy na pamięć złotej rybki występującą u społeczeństwa, ale taką panią Pawłowicz w roli sędziego TK, wprost ćwierkającą że interes partii jest ważniejszy niż Konstytucja, trudno zapomnieć. Trybunał od lat nie działał i chyba tylko mendialni szczytujący z okazji awantury liczą na "wojnę domową". Szczerze pisząc poza politykami i tzw. najtwardszymi elektoratami, to Polacy mają gdzieś tę całą instytucję bo: po pierwsze primo przyzwyczaili się do tego że cóś takiego nie istnieje, ponieważ nie działa, po drugie secundo bo nie rozumieją dlaczego powinno działać. Widok naparzających się polityków z prezydentem na czele i sędziów jest żenujący, no ale co robić, koń jaki jest każdy widzi a ktoś tych ludzi w końcu wybrał, więc pretensje możemy mieć tylko do siebie. Patrzymy zatem na ten polityczny bój, tak zza tych wiązanek i czyszczonych nagrobków, jak na stały fragment gry tych na górze. Gry o apanaże, dostęp do intratnych stanowisk w spółkach państwa, kasy płynącej mało legalnymi strumyczkami od tzw. obcych mocarstw i wszelkich innych fruktów władzy. Bordello w państwie mamy od lat i przyzwyczailiśmy się do niego. Klasa polityczna eskalująca konflikt nie rozumie jednego, jak się naród wkurwi to pogoni ich wszystkich jak leci i będzie miał gdzieś czy są prawi czy lewi, bo będą dla niego tymi z góry, którzy na nim pasożytują. Mła zatem leniwie poziewuje czytając nagłówki i parzy sobie kawę na podtrzymanie ciśnienia.
Ugotowałam groch z kapustą, co pasuje jak najbardziej do aury i politycznych awanturek, kupię sobie coś słodkiego, bo wyrabiać, czy piec jakoś mła się nie chce i poświętuję sobie poza cmentarzami. Jak pogoda pozwoli to może ogród nawiedzę, bardzo mało czasu mam na ogrodowanie. Inna sprawa że to co kiedyś zajmowało mła w ogrodzie pół godziny, teraz zajmuje godzinę. No cóż, mła nie młodnieje. Wieczorkiem cóś obejrzę, jeszcze nie wiem co. Oblookałam pierwszy sezon "The Serptent Queen" i troszkę drugiego, głównie dla Samanthy Morton, bo tak po prawdzie to męczy mnie ta pseudohistoryczna formuła. Wicie rozumicie, mła odróżnia ojców od synów, zna daty zgonów itd., dlatego szybko ją takie seriale oparte na zabawie w historię przestają bawić. W przeciwieństwie do scenarzystów tych kłamliwych opowiastek mła wie że fakty były i są ciekawsze, że można opowiadać lekko bardziej trzymając się rzeczywistości. Dlatego mła sobie daruje dalsze oglądanie wspaniałej Samanthy, bo mła filmidło nudzi a konfrontowanie serialowej historii z historią nie wypada na korzyść tej pierwszej. Może ponowię próbę obejrzenia "Ojczyzny" Pawlikowskiego, pierwsza cóś nie wyszła z powodu zmęczenia mła.
No i to by było na tyle. Dziś fotki zdziśki i obrazek sir Arthura na temat lotów na miotełkach, taki w sam raz na "dziadowską porę". Fotek z ogrodu niet, bo leje. W Muzyczniku coś nie z tego świata, znaczy muzyka z Hansa Zimmera z filmu "Interstellar".



