czwartek, 24 września 2026

MAK Wien - te wsystkie empiry i biedermeiery

Mła teraz pokaże troszki rzeczy w stylu empire i biedermeier. Szczególnie temu ostatniemu  mła poświęciła sporo uwagi. Biedermeier to styl wyposażenia wnętrz, który świat zawdzięcza monarchii Habsburgów. Mła dlatego postanowiła tak bardziej przyjrzeć się zbiorom biedermeierowskim, które są zdecydowanie bardziej kojarzone z naddunajskim państwem, niż powiedzmy to meble, porcelana, czy szkło powstałe w epoce Empire. Biedermeier, jako nurt w kulturze i sztuce użytkowej, rozwijał się w Europie Środkowej w latach 1815 - 1848. Powstał z myślą o wygodzie i potrzebach klasy średniej, był taki bardzo bourgeois, stanowiąc skromniejszą, bardziej przytulną alternatywę dla pompatycznego stylu empire, który nijak pasił do mieszczańskich wnętrz. Wnętrza wykonane w tym stylu miały być uporządkowane, przyjazne i służyć celebrowaniu życia rodzinnego w zaciszu domowym. Gemütlich moi Drodzy, gemütlich. Jak informuje Wikipedia.pl - styl "Był odpowiednikiem stylu regencji i wczesnowiktoriańskiego w Anglii, stylu federalnego w Stanach Zjednoczonych oraz stylu Restauracji i Ludwika Filipa we Francji." Naszym gustom biedermeier dość bliski, ponieważ rozwijał się też na ziemiach polskich, w zaborze austriackim i pruskim. Znaczy niejako braliśmy udział w rozwijaniu tego stylu. Tak po prawdzie to nikt dokładnie nie określił co jest tym biedermeierem, a co nie jest, ramy czasowe też się nieco rozłażą, jednakże nie sprawia straszliwych trudności rozpoznanie cech stylu.  

Jak cóś mocno napakowane złoconym mosiądzem, to raczej inszy styl niż biedermeier. Motywy metalowe klasyczne w takich meblach ćwierkają nam że to styl Ludwika XVI lub empire, motywy muszli i kfiotków, pełne krzywizn, to styl rokoko. Biedermeier zaś to ograniczenie metalowych okuć mebli, bardziej ceniono wówczas urodę drewnianych oklein. Owszem, bardzo lubiano intarsję, ale nie taką, która dawała po oczach. Ceniono elegancję wzorów i pewną dyskrecję ich użycia. Formy biedermeierowskich mebli oparto na uproszczonym i oczyszczonym z nadmiaru wszelkich ozdóbstw mebli w stylu empire. Stąd ich pewna masywność. Meble cechowała funkcjonalność i wygoda, Bardzo lubiano ciepłe, rozjaśnione, pogodne barwy i zarówno w doborze gatunków oklein drewnianych ( głównie brzozowa czeczota, jesion, wiąz, topola, czereśnia i grusza, a z ciemniejszych odcieni to mahoń i orzech ), jak i ozdób, oraz obić. Czasem zdobiono meble snycerką, ale i w tym wypadku jej formy były bardzo oszczędne. Mła lubi meble z tego okresu, za prostotę i piękne kształty. Wicie rozumicie, niby masywne ale linie płynne, sama forma urzeka, nie trzeba złoceń, drewno broni się samo. Tapicerka też bez szaleństw, żadnych pikowanych chesterfieldów, materiał obiciowy prezentuje się godnie. Można podziwiać wzory. Jednocześnie te piękne meble są wygodne, jakby wymarzone do rozsiadania się i zalegania. No i jeszcze jedno typowe dla tego czasu, co rozpełzło się z Wiednia po całym świecie - gięte meble Thoneta. Tak po prawdzie powinno się rozpełznąć z niemieckiego Boppard, ale w Prusach nie doceniono, natomiast w Wiedniu nie tylko doceniono, ale wręcz rozpieszczono.

Porcelana wiedeńska w okresie biedermeieru przeżywała szczególny rozkwit. Cesarska Manufaktura Porcelany w Wiedniu w tzw. okres Niedermayera, łączyła typową dla ducha epoki funkcjonalność z niebywałym kunsztem malarskim, tworząc obiekty o unikalnym charakterze użytkowym a także kolekcjonerskim. Charakterystycznym motywem była tzw. Wiener Rose - subtelny motyw pojedynczej, rozkwitłej różowej róży ( często z pąkiem ), malowany bardzo miękko i naturalistycznie, zdobił serwisy. Modne też były weduty, czyli widoki miejskie, lub pejzaże, oraz przedstawienia scenek rodzajowych. Kochano też złocenia wszelkiego rodzaju, matowe i błyszczące. Dodajcie do tego jeszcze reliefy i już wiecie że było na bogato. Mła ujmie to tak - jak dla niej to czasem nawet zbyt bogato. Porcelana wiedeńska, zarówno ta empirowa, jak i ta z czasów kiedy królował biedermeier, to nie zawsze jest to, co pewien wyliniały, gruby tygrys lubi najbardziej. Typowe dla biedermeieru były serwisy, szczególnie się wyżywano na tych herbaciano - kawowych. Pojawiły się też tzw. Kabinetteller, za którymi mła nie przepada - talerze z których się nie je, nie są w guście mła.

Jakoś bardziej do mła przemówiły szkiełka, mła zawsze miała słabość do szkieł. Austria a zwłaszcza Wiedeń, była w czasie gdy królował styl biedermeier jednym z najważniejszych ośrodków wytwórczości szklarskiej w Europie. W tym okresie rozwinięto produkcję szkła o głębokich, nasyconych barwach i efektach wizualnych imitujących kamienie półszlachetne. Mła widziała to już w weneckim muzeum szkiełek w Murano. Wielką popularnością cieszyło się szkło hialitowe,  czarne lub czerwone, litialinowe, czyli marmurkowe, opalinowe oraz agatynowe. Opalinowe leciutko iryzowało, agatynowe przypominało ułozenie warstw w agatach. Mla jednak najbardziej przypadło do gustu szkło emaliowane. Mistrzowie tacy jak Anton Kothgasser czy Samuel Mohn wsławili się miniaturowymi, niezwykle precyzyjnymi malowidłami emaliowanymi na szkle ( wicie rozumicie, widoczki miast, motywy architektoniczne, kwiatowe oraz sentencje ). Mła urzekły szklanki z rybkami i mopsem. Szczególnie ta ostatnia zrobiła wrażenie, pewnikiem przez motyw. Obok tradycyjnych karafek, szklanic, kielichów i bombonier tworzono miniaturowe flakony na wodę kolońską o fantazyjnych kształtach: ryb, rogów czy instrumentów

Złotnictwo i "srebrnictwo" tej epoki tyż ciekawe. W modzie oprócz tzw. garniturów biżuteryjnych, czyli parure, były skromne pierścionki. Perełki i turkusy, to chyba ulubiony zestaw. Biżuteria zrobiła się w pierwszej polowie XIX wieku cóś mnie elitarna.  Wytwarzano srebrne naczynia i sztućce, które  miały służyć przede wszystkim wygodzie domowników podczas kameralnych spotkań rodzinnych. Zrezygnowano z nadmiernej pompatycznej ozdobności naczyń empirowych,  na rzecz łagodnych, często obłych  linii. Cukiernice, dzbanki, mleczniki, tace  miały często gładkie powierzchnie, podkreślające piękno i połysk samego metalu. Albo były rokokowo pofałdowane i nieco przysadziste. Ozdoby ograniczano do minimum, co najwyżej jakieś delikatne grawerunki, tłoczenia o motywach roślinnych ( lubiano liście akantu, albo girlandy ). Zdarzały się subtelne akcenty architektoniczne lub użycie emalii. To był świetny czas dla kawiarek, imbryków i  cukiernic. Ech... pojawiły się też  koszyczki na owoce i bombonierki. Wytwarzano zarówno pojedyncze sztuki jak i zestawy obiadowe i deserowe, które nierzadko ozdobiono  grawerunkiem inicjałów właściciela lub herbem. To też czas, kiedy pojawiają się papierośnice.

Teraz troszki o nazwie epoki. Powstała od połączonych nazwisk Biedermann i Bummelmeier, bohaterów z tomu wierszy Biedermaiers Liederlust (1869), których autorami byli Adolf Kussmaul, S.F. Sauter i Ludwig Eichrodt.  Hym... to nie były miłe wierszyki, szczerze pisząc to autorzy kpili z Biedermanna i Bummelmeiera, ich ograniczeń i ciasnoty umysłowej. Niektórzy nazwę stylu wywodzą z kolei od satyrycznej postaci  Gottlieba Biedermaiera, rzekomego autora wierszy Kussmaula i Eichrodta publikowanych wcześniej w Monachium.  No dobra, to by było na tyle. Fotki muzealne a w Muzyczniku "Wiener Blut". Co prawda walc jest późniejszy niż biedermeier, powstał w 1873 roku, ale jest za to tak wiedeński że bardziej nie można.

wtorek, 22 września 2026

MAK Wien - zbiory sztuki użytkowej z XVII i XVIII wieku

Mła pokazała Wam wystawę czasową w MAK Wien, teraz czas na wystawy stałe. Oczywiście to wszystko jest CK, więc jest tak ogromne że na raz tego wszystkiego pokazać nie sposób. Mła nie pokaże Wam teraz nawet zawartości jednego piętra budynku, w którym zgromadzono kolekcję, jest tego po prostu za dużo jak na jeden wpis. Wicie rozumicie, budynek jest ogromny i że tak to określę, przytłaczająco wspaniały. Heinrich Ferstel, który zaprojektował go w stylu renesansu, świetnie rozumiał co znaczy cesarski rozmiar. Budynek główny muzeum został wzniesiony w latach 1868 - 1871 i jak dla mła to jest kwintesencją budownictwa epoki austro - węgierskiej. Nie wiem jak to ująć, ale spróbuję - fotografia spłaszcza, budynki publiczne z czasu Austro - Węgier trzeba poczuć, by przetrawić ich skalę. To coś jak rzymskie budowanie, implementowane od połowy XVIII wieku w różnych europejskich stolicach. U nas w Polszcze tego bardzo mało, z racji naszej historii. Nie mamy wielkich placów z publicznymi budynkami, wzniesionymi ku chwale panujących i państwa. W Warszawie  powstał Teatr Narodowy, czym prędzej przerobiony po klęsce powstania listopadowego na Teatr Wielki i szlus. Warszawa oberwała za powstania narodowe aż niemiło. Kraków był zapyziałym, prowincjonalnym miastem, a Lwów nie był niczym więcej jak stolicą ubogiej prowincji, dostał jedynie teatr w prezencie od CK monarchii. Poznań był dla Prusaków Pierdziszewem, też nie było co liczyć na wielkie budowle, traktowali nasz królewski gród mało elegancko. Wrocław był dopieszczany, ale co nam dziś po tym, kiedy w 1945 robił za Festung Breslau.  No a Wiedeń był stolicą, co prawda państwa tracącego stopniowo na znaczeniu, ale stolicą.

Żebyście mieli troszki rozeznania czym jest dzisiaj MAK, mła zapodaje Wam info że muzeum to ma filię w Los Angeles, mieszcząca się  w dawnej rezydencji znanego austro - amerykańskiego architekta Rudolpha M. Schindlera. Do filii należą obecnie dwa kolejne domy Schindlera: Pearl M. Mackey Apartment House oraz Fitzpatrick-Leland House.  Czujecie bluesa, to jest muzeum o zasięgu globalnym, Franciszek Józef I pękał by z dumy że coś takiego utworzył. Austro - Węgier już dawno nie ma a MAK kwitnie. Wiele wspaniałych rzeczy i spraw zapoczątkowanych przez tego pozornie konserwatywnego cesarza przetrwało cesarstwo, państwowość monarchii Habsburgów i świeci własnym światłem. To nieco podobne do tego, co przydarzyło się Ludwikowi II Bawarskiemu, kuzynowi cesarzowej Sissi, który uznany był za szaleńca, wręcz opętanego manią budowania. Dziś przychody z turystyki to dla Bawarii solidna pozycja w budżecie a przeca każdy turysta odwiedzający Niemcy czuje się niemal w obowiązku "zaliczyć" Schloss Neuschwanstein. Taki to chichot historii.

Mła pokazuje Wam w dzisiejszym wpisie kolekcję przedmiotów powstałych w XVI, XVII i XVIII wieku, w czasach, które historycy sztuki określają mianem epok renesansu, baroku i rokoka. Renesansu jest tyle o ile, natomiast mła fociła głównie te barokowe i rokokowe rzeczy. Do obiektów szczególnie wartych uwagi należą meble oraz panele intarsjowane. Te panele, słusznych rozmiarów, zostały one wykonane w Brukseli w latach 70. XVIII wieku przez Davida Roentgena na zamówienie namiestnika Niderlandów Austriackich, księcia Karola Aleksandra Lotaryńskiego i uznawane są za wybitne osiągnięcia niemieckiego rzemiosła meblarskiego. Davida Roentgen pochodził z dynastii tzw. ebenistów, czyli arystokracji stolarzy meblowych, pracujących do dworów królewskich i baaardzo wysoko postawionych. Pochodząca z Austrii królowa Francji Marie Antoinette,  nadała Davidowi Roentgenowi tytuł ébéniste - mécanicien. warsztat odziedziczony po ojcu przekształcił w międzynarodowe przedsiębiorstwo zatrudniające pod koniec lat 80 XVIII wieku około 100 pracowników. To był poważny biznes. Niestety wykończyła ten gescheft francuska rewolucja, konfiskaty itd. Na szczęście przetrwały dzieła. 

Oprócz zbioru mebli, paneli i boazerii można też obejrzeć tapety papierowe, które były bardzo popularne w drugiej połowie XVIII wieku. Pięknie zakonserwowane można je oglądać w sali z meblami i panelami. W XVIII wieku europejskie elity były zafascynowane Państwem Środka. Ta mania nosi dziś nazwę chinoiserie, od francuskiego słowa chinois - chiński. Zaczęło się od fascynacji porcelaną a potem to już tak poleciało na wszystko co chińskie. Podobnie jak teraz tak i wtedy duch chińskiej przedsiębiorczości poczuł możliwość zrobienia interesu. Zaczęto w Chinach produkować wyroby na eksport, stworzone zgodnie z europejskim gustem. Czymś takim był właśnie papierowe tapety. Różniły się od tych produkowanych dla chińskiego odbiorcy, który wolał by ściany domostwa pokrywał jednobarwny papier, ewentualnie w jakiś szablonowy wzorek. Te robione na Europę malowane były w scenki obyczajowe albo ptoszki i kfiotki. Zupełnie inne gusta. Produkcja Kantonu, dzisiejsze Guangzhou,  dla Europy około połowy XVIII wieku to już był poważny przemysł. Dlaczego te tapety się tak dobrze zachowały? Ten chiński papier, to tak naprawdę kilku rodzajów papieru i włókien, np.  papierów zwanych xuan a także bambusowych i morwowych, kozo czy ramii.

Dla mła ciekawa też była kolekcja mebelków Boulle, czyli w technice wymyślonej przez ebenistę Charlesa André Boulle, który od Ludwika XIV, Króla Słońce, otrzymał stanowisko premier ébéniste du Roi. Boulle stworzył własną, niezwykle skomplikowaną technikę intarsji inkrustacji, która polegała na układaniu cienkich plastrów drewna, kości słoniowej, metalu i innych materiałów w geometryczne wzory. Takie klasycyzujące, jak klasycystycznym był cały barok francuski. Za klasykę mebli Boulle uchodzi wykorzystanie szylkretu czyli cienko ciętej skorupy żółwi morskich, łączonych ze złoconym mosiądzem i kością słoniową. Ceny takich mebli były oczywiście bajeczne.  Oczywiście technika wykonania tych cacek została podpatrzona przez inne warsztaty, poza tym Charles miał czterech synów, więc nie wszystkie meble w typie Boulle, są tymi najprawdziwszymi Boulle. W polowie XIX wieku styl mebelków triumfalnie powrócił za sprawą cesarza Francji Napoleona III. Drugie Cesarstwo chciało być równie wystawne jak epoka Króla Słońce. 


Mła podziwiała tyż mebelki malowane, z produkcji których słynęło wiele europejskich manufaktur, choć chyba najsłynniejszymi z nich były manufaktury Wenecji, w których produkowano meble polichromowane i lakierowane w stylu arte povera lub z motywami chinoiserie i rokokowymi. Ten piękny polichromowany mebel w sali ekspozycyjnej MAK ustawiono tuż przy słynnym Pokoju Porcelanowym z pałacu Dubskich w Brnie. Wydawa mnie się że pochodzi mniej więcej z tego samego czasu co pokój,czyli gdzieś z okolic lat 40 XVIII wieku, ale szczerze pisząc nie jestem pewna. Byłam tak zajęta obfaceniem  personifikacji czterech stron świata i motywów zwierzęcych i kwiatowych, że po prostu nie przeczytałam tabliczki informującej skąd i z jakiego czasu to cacko pochodzi. Szczerze pisząc pochodzić może zewsząd, ale zważywszy na jakość wykonania, było to kosztowne zamówienie i nielichy warsztat wykonał ten sekretarzyk.

Z tej orgii barw można spokojnie spuścić oczy i odetchnąć przy znacznie skromniejszych, choć też wspomaganych polichromią mebelkach. Na mła bardzo pozytywne wrażenie zrobiła taka komoda sekretera, wyrosła z formy tzw. kabinetu.  Owszem intarsja bogata, ale inkrustacja kocią słoniową, delikatnie podmalowywaną bardzo elegancka. Motyw też uroczy, bo w formie kwiatów tulipanów.  Jakoś mniejsze wrażenie zrobił na mła za to monumentalny kabinet Davida Roentgena z 1776 roku z pozłacaną figurą Apolla. Owszem mła starannie obfociła,  ale tyłka jej nie urwało z powodu urody mebelka.  Najbardziej podobały się mła  mosiężne elementy, zawsze miałam słabość do zwierzęcych mordek. Niby meblarstwo przez wielkie M, tylko jak na gust mła to wszystkiego było w nim zbyt dużo; zegary, szuflady, szuflady sprytnie ukryte, intarsje i brązy, czy tam inne mosiądze. Hym... jak dla mła to szacowny sprzęt bardziej robił za jaką maszynę wielofunkcyjną, niż za normalny mebelek.


Insza bajka to porcelanowy serwis. Taki jak z Mickiewicza, na lustrzanym podkładzie. Wicie rozumicie  - "Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby Niewielkie, z porcelany wydęte osoby W polskich strojach; jakoby aktory na scenie, Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie; Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe, Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe." Tu serwis bez farb i nie przedstawia "polskiego historię sejmiku". To scenki obyczajowo - mitologiczne, sprzedawcy ciastek i sztukmistrze z susłami, pospołu z puttami i nimfami koegzystują na szklanej tafli, za nic mając pomieszanie rzeczywistości z mitologią. Wszyscy w zgodzie upiększają stół. Mła oczami wyobraźni widziała wśród nich weneckie srebra Radziwiłła Sierotki i te wszystkie "nalania" - "Piankami i cukrami białemi jak śniegi: Udawał przewybornie krajobraz zimowy; W środku czerniał ogromny bór konfiturowy: Stronami domy, niby wioski i zaścianki, Okryte zamiast śronu cukrowemi pianki". Trochę się mła taki kikutkowy wydał bez tego wszystkiego, co mła sobie wyobraziła, bez tych kwiatów z cukru wyrabianych, bez ozdobnie ułożonych potraw. Ech... muzealne wspomnienie po serwisie. Piękne, nie przeczę, ale kudy mu tam do tej pełnej wspaniałości serwisu na stole, w najwłaściwszym dla niego miejscu. Stoi sobie biedaczek w gablotce i jest cieniem samego siebie, bez tego całego ustrojenia w potrawy. Mła oglądała i była z jednej strony zachwycona, bo porcelana przepiękna a z drugiej trochę smutna, bo to jednak nie to.

Teraz będzie o Pokoju  Porcelanowym z pałacu Dubskich w Brnie. Jak pisałam wyżej wystrój pokoju pochodzi z  z około 1740 roku, zawiera ponad 3000 elementów z wczesnej wiedeńskiej porcelany. Pokój Porcelany w brneńskim Pałacu Dubskim był  jednym z pierwszych pomieszczeń umeblowanych europejską porcelaną, uchodzi za swoiste  arcydzieło takich wczesnych pokoi, które wykorzystywały wyroby z rodzimych  manufaktur porcelany. Zacznijmy jednak od tego że Dubscy wcale nie byli tymi właściwymi ludźmi od porcelany. Herb rodziny Czobor von Szent-Mihály, umieszczony nad lustrem, dość wyraźnie nam to mówi. Możemy prześledzić jak wyglądało wyposażanie tego pokoju począwszy od roku  1724.  Hrabia Joseph Czobor odziedziczył po ojcu majątki, w tym posiadłości w Holitsch  ( dziś to Holíč na  Słowacji ), Sassin ( Šaštín-Stráže, również na  Słowacji ) i Göding ( Hodonín w  Czechach ). Umeblował trójskrzydłowy pałac w Holitsch, zwany przez niego Pałacem Rozkoszy,  w najbardziej luksusowy sposób, bowiem porcelanowe pokoje uchodziły wówczas za kwintesencję przepychu.

Hrabia był typowym XVIII wiecznym arystokratą,  birbantem i lekkoduchem, z powodu swojej ekstrawagancji i uzależnienia od hazardu  został wkrótce zmuszony do sprzedaży swojego majątku. Pałac Holitsch przeszedł w 1736 roku na własność Franciszka Stefana I Lotaryńskiego, który, jak dowodzą źródła, zastał Komnatę Porcelany pustą. Mamusia lekkomyślnego hrabiego,  Maria Antonia, księżniczka Liechtensteinu, odkupiła ten klejnot wiedeńskiej sztuki porcelanowej ze  masy spadkowej bankruta i umieściła go w swoim pałacu w Brnie, gdzieś tak około 1740 roku. Komnata Porcelany pozostała tam do śmierci drugiego męża Marii Antonii, Carla Hrzana von Harras. W 1770 roku spadkobiercy sprzedali ją Emanuelowi Piatiemu von Dirnowitzowi i przenieśli do Pałacu Piatiego  w Brnie. W wyniku małżeństwa, w 1805 roku, Sala Porcelany przeszła w ręce hrabiów Dubskich von Trebomyslic,  no i stąd się wzięli w tym wszystkim Dubscy. Pozostawała w ich posiadaniu do 1912 roku. Dzięki prywatnemu darczyńcy, który przekazał 200 000 koron, Cesarsko-Królewskie Austriackie Muzeum Sztuki i Przemysłu mogło nabyć salę porcelany w 1912 roku za kwotę 285 000 koron ( dzisiaj to około 1,4 miliona euro ). Pokój  nadal zachowuje podstawowe cechy dawnego  Pokoju Dubskiego: między innymi ten sam układ okien, dwoje drzwi łączących i narożny kominek. Jest uroczy i to nie tylko zdanie mła, wszystkim nam się podobał, bo nie jest rokokowo przewalony.

Na sam koniec szkło i koronki, w jednym i drugim przypadku totalny odjazd. Świetna kolekcja szkieł różnych, począwszy od cechowych wilkomów z malaturą, wczesne szklane butle  w kształcie zwierząt, poprzez cud urody szkło z Murano i grawerowane kryształy z czeskich ziem monarchii habsburskiej.  Z koronkami tez jest dobrze, można obejrzeć ich różne typy, klockowe, igłowe i robione technikami mieszanymi. Wykonane z różnego typu nici, duże wrażenie robią te wykonane z nici złotych. Mła łaziła po sali szklano - koronkowej szczęśliwa jak prosię w błocie.  Dziefczynki  mła zostawiły i poszły    oglądać wiedeńską secesję a mła nadal "lizała" gabloty z koronkami i szkiełkiem. No dobra, to by było na tyle z tego działu muzeuma. Mam nadzieję   że będziecie usatysfakcjonowani. W Muzyczniku mła zapodaje podkład z klasyka wiedeńskiego.