czwartek, 4 sierpnia 2016

Usiłowania ogrodowania czyli początek sierpnia w ogrodzie


Pogoda piękna tylko jakby mało pracom ogrodowym sprzyjająca. Dzisiaj groźnie i buńczucznie chodziliśmy zusammen z Panem Andrzejkiem  po Alcatrazie, strasząc drzewa samosiejki piłą i nożycami. No i na takim wojowniczym paradowaniu ze sprzętem skończyliśmy. Bliziutko  30 stopni  Celsjusza w cieńku,  parno i duszno, czuć że pogrzmi - no  nie są to optymalne warunki  na ogrodowanie. Nie narzekam jednak, uważam  że  w tego lata  jest i tak o niebo lepiej ( tfu, tfu, tfu! ) niż było w zeszłym roku. W końcu nie ma cholernej suszy a że powietrze takie bardziej amazońskie - trudno, znieść  trza z godnością i cieszyć się że parówka  dobrze wpływa na cerę i rośliny. Wychynęliśmy ponownie wieczorną porą kiedy  umówiony z nami młody sąsiad przyszedł rozbierać jedną z szopek ogrodowych. Bezczelnie ograniczyliśmy się do kibicowania i wyrażenia budującej ego młodego sąsiada samokrytyki naszych leniwych  osobowości i paskudnych  charakterów. Pomogło w rozbieraniu szopki tyle o ile, po półgodzinie roboty zaczęliśmy reanimacje młodego, który zdążył rozwalić pół szopki i  niemal padł na placu boju ( podziwiam, chłopczyna przyszła po całym dniu  harówki do tego rozwalania szopska ). Dalsze zagrzewanie do rozwałki to już by było  bestialstwo. Młody został napojony woda źródlaną z  sokiem z  cytryny, pogroził resztkom szopki i umówił się z nami na destroy a building w weekend. Znaczy muszę  przyszykować jakieś  żarło i napoje półwyskokowe na koniec destroyu, nie wypada inaczej  bo młody o kasie  nie chce słyszeć ( dostanie jeszcze zielska  do ogrodu, liliowce zrobiły na nim wrażenie ).


 Ogród jakiś taki zmęczony, niby wody pod dostatkiem i rośliny w dobrej  formie ale szybko wykwitają. Lilie były i już prawie się zmyły, zaczynają kwitnienie sedumki, wczesne marcinki i pierwsze miskanty. Pojesienniał nam błyskawicznie ogród podwórkowy. Na szczęście w części cienistej zero  ekscesów, żadnych kwitnień nie w terminie, anemonopsisy dopiero się szykują do kwitnienia, tak samo większość świecznic. W najlepsze kwitną  funkie, rutewki, prunelki, w bardziej słonecznych miejscach jeszcze floksy i liliowce. Chyba w przyszłym roku na piochy znów zaproszę werbenę patagońską od Mamelona ( w Mamelonosison ona się sieje  jak marzenie, u mnie coś nie chce ), to piękna roślina kiedy kwitnie tak w masie. W sierpniu ogród Mamelona jeżówkami i patagonką stoi. Ha, ja już mam jeżówki oswojone, teraz pora na oswajanie patagonek! Ich sierpniowe kwitnienie powinno przedłużyć lato na przyszłej suchej - żwirowej. Sierpień to nie jest miesiąc w którym ta rabata wygląda tak jak ja bym chciała żeby  wyglądała. W przyszłym roku powinno już być nieco lepiej z sierpniowymi kwitnieniami dzięki lawandynom, niektóre odmiany są  z tych później kwitnących. Na razie to jeszcze maluchy, ich kwiaty  nie mają więc dużego znaczenia dla wyglądu rabaty. Przemyśliwuję też powolutku sprawę traw na przyszłą  suchą - żwirową. Oczywiście większe  ostnice, śmiem twierdzić  że jestem od nich uzależniona. Zastanawiam się bardzo poważnie nad wprowadzeniem do  ogrodu  trawska pod  tytułem Sporobolus  heterolepis, najlepiej odmianę  'Tara', która nie jest tak duża jak  gatunek. Pasiłaby taka trawka do ostnic i palczatek, że o rozplenicach ledwie napomknę.




W Alcatrazie,   w cienistościach też  pojawią  się nowe nasadzenia. Sylwik przywiozła sieweczki własnej  production, śliczne malutkie języczniki, wyglądające na radośnie odbiegające od wzorca "czystego gatunku". Na  razie stoją u Mamelona w cieniu pod ogrodową studzienką, ja zgodnie z radą  coolegi Paprotnego przygotowałam dla nich miejsce cieniste i zaciszne. Walczyłam  przy tym przygotowywaniu stanowiska języcznikowego z całą armią atakujących wściekle krwiopijczych komarzyc, które za nic miały moje smarowania cielska zniechęcającymi środkami naturalnymi,  paskudną sklepową chemią i świństwem zagramanicznym tak  woniejącym że Pan Andrzejek określił ten zapaszek jako "smród czarciego łajna" ( ale jak  kumory zaczęły chlać to sam użył, niestety skutek odstraszający był jak i u mnie, znaczy  żaden ). Teraz usiłuję nie drapać miejsc  pochlanych, ciężko mi idzie trzymać ręce na wodzy. Nic to, oby tylko  jakoś przetrzymać jutrzejszy dzień, zapowiadany jako bardzo gorący. W weekend ma być chłodniej, może kumarom  będzie zimno a my za to nabierzemy sił.




20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A ja Tosiu ciągle widzę że nie tak ładnie jak to sobie kiedyś planowałam. No cóż, marzenia sobie, real sobie.

      Usuń
  2. Piękne masz w ogrodzie kwiaty.Klimatycznie jest u Ciebie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rośliny fajne ale z tym klimatycznym ogrodem to nie wiem. Może mi Alcatraz spowszedniał i trochę oślepłam na jego uroki.

      Usuń
  3. A co to na ostatnim zdjęciu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to są moje ukochane rutewki, na pierwszym planie słynna delavayka 'Hewitt's Double'.

      Usuń
  4. Temat szopkowy ruszył, pewnie już planujesz nowe rabatki. Ciekawa jestem ogromnie nowych pomysłów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usiłuję Pikutku nic nie planować, bardzo ciężko mi to idzie, he, he. Szopka jest na końcu ogrodu, jeżeli coś tam posadzę to będzie jedno solidne drzewo.

      Usuń
  5. hihi,ja nie mogę każdy ma u Ciebie jakaś ksywkę:)Trochę jak jakiś trole ogrodowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybliżam tak sobie ludzi i miejsca tymi ksywkami, przytulniej mi się od tego robi.

      Usuń
  6. A pod drzewem oczywiście jakieś cienioluby ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie raczej pełzające i zadarniające, bez napinania że się tak wypiszę. Pikutku tak sobie myślałam ostatnio o Przodkowie i wiesz wpadałam na krwiściągi. To takie nienachalne rośliny, w łąkowych klimatach. Polecam Twojej uwadze lekarskie, mieszańcowe , kanadyjskiego i takiego z łacińskim menziesii. Looknij no na nie.

      Usuń
  7. hahahaha... czytam i oczom nie wierzę, dopiero co, chwilę temu na innym blogu napisałam, że tegoroczne lato jest inne od poprzedniego, właśnie z myślą o zeszłorocznej suszy... Zawsze by się chciało aby pogoda była idealna dla nas... tylko, że dla każdego jest inna :P ta idealna, czy ,,na ten czas" Piękne lilie. U mnie też coś białego zakwitło ale nie tak piękne jak u Ciebie, ale i tak mi się podoba. Jutro się przyjrzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie mogę zadomowić jeżówek :/ Jak posadziłam jedną i kwitnie mi jednym kwiatem tak kwitnie ... ech... Masz rację, że wszystko jakieś takie zmęczone i jakby wcześniej... ale mnie się rok rocznie wydaje, że coś jest wcześniej... mam chyba zakodowane w głowie jakieś inne terminy kwitnienia i one nie zgadzają sie z obecnymi.

      Usuń
    2. Pogoda jest od tego żeby na nią narzekać, he, he! Co do jeżówek to moje udają się dopiero od tego momentu kiedy trafiły na piochy, wcześniej to cieniutko było. Co do terminów kwitnień to ja od nastu lat widzę postępujące acz lekkie przyspieszenie.

      Usuń
  8. Krwiściągi wpadły i mnie w oko ale jeszcze nie stanęły na mojej drodze. Ja tylko je napotkam z pewnością zapuszczę na ziemi przodków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, bo naprawdę fajne z nich roślinki.

      Usuń
  9. Podglądam relacje z angielskich wypraw i obserwuję co wdzięczy się na rabatach. Krwiściągi z trawami wyglądają cudnie a trawy uwielbiam :)
    Pięknie też ubarwiają krokosmie, ale te jakoś nie bardzo mnie lubią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krokosmie to się udają w Devon, u nas to będzie ciągle wysadzanie cebul.:-( Krwiściągi do traw miodzio!

      Usuń
  10. Krwiściągi i trawy i tego się będę trzymać :)

    OdpowiedzUsuń