sobota, 10 sierpnia 2019

Wiadomości ogrodowe





Wiadomości ogrodowe są takie sobie - popadało , liście na forsycjach się podniosły ale mła nie ma złudzeń  że nastąpi cudowna reanimacja nasadzeń.   Nie nastąpi  bo niektóre życie to wyschło do cna. Przetrwały sucholuby, śródziemnomorskie i głęboko się  korzeniące, reszta jest w stanie dodupnym albo  nie istnieje. Tak to wygląda  w pierwszej dekadzie  sierpnia.  Jak  mogę ratuję się kupowaniem kwiatów do wazonu, z ogrodu nie mam  co do tych domowych ustrojstw wycinać ( a to  była  pora na  pachnące floksy i nie mniej pachnące  lilie orientalne ).  Zastanawiam się czy aby nie wysiać jeszcze raz maciejki, może tym razem  wzejdzie? Lato bez  jej zapachu jest jakieś takie dziwne ale to lato w ogóle  jest dziwne.  Dawno po Hance a ani wieczory ani  rani nie są rześkie, są duszne jak przy końcu czerwca. Zarówno Mamelon  jak i mła jesteśmy już zdrowo zmęczone sezonem, nie do wiary ale wypatrujemy jesieni, znaczy pluch, chłodku i żółknących a nie zasychających  roślin. Z myślą o jesieni mła pozwoliła sobie na zakup  zimowitowych cebul, 'Waterlily'  i takich sobie zwyklaków. Nie wiadomo co będzie w tym roku z kwitnieniem  marcinków  ( oberwały że hej ) to choć większa ilość  zimowitów jakoś zrobi jesień na Suchej - Żwirowej.

Może powinnam spróbować z uprawą jesiennych szafranów vel krokusów ale miałam  do tej pory złe  z nimi doświadczenia co jakoś mnie mile  do tych roślin  nie nastraja. Prędzej pokuszę się o  cebulki krokusów  wiosennych a może nawet nowych przebiśniegów ( odmianowe znowu mła się marzą, ku  zgrozie  Mamelona która nie rozumie czaru tej drobnicy i ceny którą trza płacić za piciumy ). Zdaje się że tegoroczne zmęczenie sezonem to  nie tylko u nas, wszędzie tam gdzie był najpaskudniejszy upał i susza  to odnoszę  wrażenie że gdyby nie to jakże miłe dla wysuszonych serduszek ogrodniczych  popadywanie to całkiem spora gromadka ogrodników nie mogłaby się  doczekać końca sezonu letniego. Co poniektórzy z nadzieją że po  resecie  z werwą ruszą do jesiennych prac. Ech! Przede mną  wcale  nie jesienne pracki, muszę  uformować niektóre krzewy  róż  historycznych, których nie cięłam ze względu na upał i suszę, poobcinać kwiatostany lawend i szałwii, poprzesadzać  piwonie tak  jak sobie zaplanowałąm - całkiem sporo tego jest. Nadal wisi  nade mną post egipski ale przyznaję bezczelnie  że jakoś  mi się teraz nie chce ślęczeć i sprawdzać, dokończę go  później. Poza tym on jest taki pośrednio ogrodowy a tymczasem realny ogród wzywa. Temperatury takie odpowiednie i ponoć ma padać - jak dla mnie to dopiero teraz lato pokazuje tę miłą stronę.

A teraz całkiem insza  inszość, mła dziś po bardzo ciężkiej emocjonalnie końcówce tygodnia ( mła żegnała "na zawsze"  młodszą od siebie osobę, którą  tak zwyczajnie lubiła  ) wzmocnionej paskudnym zachowaniem  Felicjana  a także  nagłym pogorszeniem charakteru dochodzącego Epuzera i koniecznością przeprowadzenia zebranka lokatorskiego w sprawie  śmieci na którym  jak zna  życie  będzie musiała robić za szeryfa  który wpieprzy zarówno czerwonoskórym jak i kałbojom a potem będzie  bujał się z sędzią  pokoju - otóż mła wzięła i pojechała  na Gosino - Piotrusiową działkę na której ponad osiemdziesięcioletni  rodzice  Piotrusia ( Marysia  i Kazio ) uprawiają warzywnik. Zresztą  nie tylko warzywnik bo tam jest i sadek i taka miła dla oka część łąkowa, która uprawia się sama. Dodam do obrazu całości strumyczek, odwiedziny łosi i już wiecie że sobotnie popołudnie spędziłam w Raju.  Tera fotki!






Duży warzywniak uprawiany przez parę dziarskich  jednak  zaawansowanych wiekiem osób to w ogóle chapeau bas! Przy tej suszy, bez nawożenia chemicznego, z opóźnionym startem wiosennym z powodu zapadania na zdrówku,  "Dziadki Natalki" dochowują się plonów że ho, ho! Jednak ich zdaniem ten rok  jest kiepski bo nie uda im się uzyskać słynnych  trzynastokilowych arbuzów, znaczy domyślacie  się że byłam w ogrodzie uprawianym wyczynowo. Myślę zresztą  że ten wyczyn Marysię i Kazia trzyma w formie, chorują zazwyczaj w zimie  - martwym sezonie dla ogrodników, który czasem  przeciąga się  w ich wypadku i na młodą wiosnę. Łączka  w dzikiej części działki zdaniem mła nie wymaga jakichś szczególnych ulepszeń, można kontrolować stan zanawłociowania i dosadzać ulubione  byliny w niektórych jej partiach i szlus. Jest właśnie taka jaka powinna  być łączka - sprawiająca wrażenia absolutnie niezaplanowanej.  Ot,  rosną sobie roślinki kwitnące w tych trawach gdzie chcą.  Wcale się nie dziwię że łosie się kuszą,  na  takową łączkę  to jest wielu amatorów!





14 komentarzy:

  1. Lomatko, łomatko, sama bym się wytarzała na tej łonce.
    nas wytarmosiło zdrowo przez ostatnie dwa dni, ten sam wiatr zerwał dachy z polowy Luksemburga podobno. zdrowo tez popadało. we związku z powyższem w moim ogrodzie większość przeszła do pozycji horyzontalnej, kopry, dalie, łobody, zapomniane pasternaki (kwiatki dwumetrowe). pion trzyma tylko to co przywiązane, czyli niewiele oraz agapanty,
    których nic nie rusza. ale co tam, pomidory dochodzą i tego się trzymajmy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo u Was to cyclon szalał tak że cycki mogło urwać, mła się dowiedziała jak do doma wróciła że to było wianie ekstremalne. No nie wiem, u mnie nie leży ale za to suche sterczy. Z dwojga złego to ja bym wolała cyclona niż suszę upalną. Cyclon to powieje i przestanie a susza czyma. :-/ Pozdrawki dla pomodorów dochodzących. :-)

      Usuń
  2. Łączka z groszkiem bylinowym, no proszę. W gruncie rzeczy, co ja się dziwię, kiedy też mam kawałek łączki z groszkiem , nad rzeką, woda chyba nasiona przyniosła. Ale rzadko tam zachodzę, na ten mini teren zalewowy, więc się nie zachwycam.
    Susza zrobiła sobie malutką przerwę u nas. Codziennie jakiś opad, czasem większy, zazwyczaj jednak mniejszy. Okrutnie wkurzająca pogoda dla tych, co jeszcze robią sianokosy czy żniwa. Codziennie upierdliwy opad. Ale i gorąco. Więc tego, rozdarta jestem wewnętrznie. Sama mam już siano i słomę pod dachem, więc cieszę się z deszczu, ale i solidaryzuję się z sąsiadem, że nie może swojego zrobić, bo deszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam groszek poszedł po całości ale fajnie gra z inszymi łąkowymi. trzeba tam jeszcze w troszki chabrów bławatków, rumianków, trybuli o kolorowych liściach, facelii - niech się to wszystko z roku na rok samo wysiewa wśród mało ekspansywnych traw. Mało wymagalne byliny o naturalnym wyglądzie do tego dodać w części bliżej domu i klękajcie narody! :-)
      No, pogoda z tych "Sprawdzone sposoby na dorżnięcie rolnictwa" - rozumiem rozterki. Może się nieco ochłodzi i choć przez parę dni przesuszy. Ale potem to niech leje, bo jest naprawdę źle. :-/

      Usuń
  3. Uwielbiam groszek... susza i u mnie daje o sobie znać, mimo jest woda, niby podlewam ale już widzę, że pewne rośliny nie zakwitną już... a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Twoich stronach Agatku jest lepiej niż u nas, w ódzkim, w części poznańskiego, w lubelskim, w części dolnośląskiego jest koszmarnie. Teraz popadało nieci i u mła zaczynają nieśmiało zaczynają kwitnąć niektóre rośliny, które normalnie kwitną w końcu czerwca a w tym roku miały marne zaschły im kwiatostany które trza było obciąć. Niestety nie wszystko zakwita ponownie, no i jeszcze bardziej niestety ;-) - nie wszystko odżywa. :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdrożyłam system Rabarbary - zmiany klimatu są faktem i nie ma co się za bardzo napinać i z nimi walczyć. Co przeżyje to żyć będzie. Roślinki typu pełnik i wierzbówka po prostu muszę sobie odpuścić. A chłopu mówiłam, że nie ma co sadzić wierzby, ale się naparł. Zobaczymy jak długo będzie ją reanimował i z jakim skutkiem. Baobab byłby lepszym wyborem ;)
      W wersji wewnątrzdomowej zaprzyjaźniłam się z oplątwami :D

      Usuń
    2. Baobabom stanowcze nie, jeden książę musiał ciągle usuwać odrosty bo rozsadzały planetę ( czynność upierdliwa, prawie tak jak czyszczenie wulkanów ). Też uważam że trza się roślinnie dostosować do warunków a nie walczyć z wiatrakami. No i przede wszystkim - trza sadzić, bo bez sadzenia to ten klimat dopiero da nam popalić! :-/

      Usuń
  5. Mimo tych drańskich susz, jakoś się te roślinki u Ciebie trzymają, zwłaszcza owoce leśne, które znowuż u mnie nie wyrabiają niestety... ostrężnice wydają po jednym owocku dziennie, maliny zaczynają tak marniutko kwitnąć... może po odpuście naszym jeszcze jakoś się wyrobią. Pozdrawiam niedzielnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, he - te owocki to nie u mła, to dwadzieścia kilometrów od Odzi nad strumyczkiem który szczęśliwie nie wysechł. To jest tak że i u nas mamy zdziwności typu kwitnienie malin a nawet późnych odmian truskawek, które nie owocowały w czerwcu. No rośliny czują że muszą powtórzyć cykl życiowy, w końcu wydanie owoców czyli opakowań nasion jest istotne. ;-)

      Usuń
  6. Ano warzywnik wbił mnię w fotel. Nie dość, że opielony do gołej ziemi, to jeszcze coś tam rośnie mimo suszy, czyli znaczy się podlewany - a nie tak jak mój głownie łzami ;) Zaprawdę, dziarska para staruszków!
    No i te łosie brzmią kusząco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warzywnik jest w pobliżu strumyczka i dlatego jest w niezłej kondycji, choć Dziadki Natalki narzekają że wszystko w tym roku takie "mikre jakieś". Zdaje się że łosie są innego zdania.;-)

      Usuń
  7. Tu na obczyźnianej ziemi nastała pora dżdżu, codzienie pada, leje lub przechodzi burza, ślad po suchotach zniknął.Dziś to nawet juz od nocy leje.
    Wszystkie szczepki werbeny,takiej jaka to Agniecha kupiła,a ktore tu wyyrosly w szczelinach między cegłami, przesadzilam w inne miejsca, były malutkie a teraz juz ho,ho, całkiem ladnie wyrosly, ale czy zdążą jeszcze zakwitnąć, znacie się Tabazelko na tem?

    OdpowiedzUsuń
  8. Pożegnania współczuwam,a kociszcza, to moze na swoj sposob chca pocieszyć , żebyś miała oderwanie od smutnych przeżyć, no ale moglyby zrobic to w przyjemniejszy sposob.
    Łaczka bardzo fajna!

    OdpowiedzUsuń