Mła pokazała Wam wystawę czasową w MAK Wien, teraz czas na wystawy stałe. Oczywiście to wszystko jest CK, więc jest tak ogromne że na raz tego wszystkiego pokazać nie sposób. Mła nie pokaże Wam teraz nawet zawartości jednego piętra budynku, w którym zgromadzono kolekcję, jest tego po prostu za dużo jak na jeden wpis. Wicie rozumicie, budynek jest ogromny i że tak to określę, przytłaczająco wspaniały. Heinrich Ferstel, który zaprojektował go w stylu renesansu, świetnie rozumiał co znaczy cesarski rozmiar. Budynek główny muzeum został wzniesiony w latach 1868 - 1871 i jak dla mła to jest kwintesencją budownictwa epoki austro - węgierskiej. Nie wiem jak to ująć, ale spróbuję - fotografia spłaszcza, budynki publiczne z czasu Austro - Węgier trzeba poczuć, by przetrawić ich skalę. To coś jak rzymskie budowanie, implementowane od połowy XVIII wieku w różnych europejskich stolicach. U nas w Polszcze tego bardzo mało, z racji naszej historii. Nie mamy wielkich placów z publicznymi budynkami, wzniesionymi ku chwale panujących i państwa. W Warszawie powstał Teatr Narodowy, czym prędzej przerobiony po klęsce powstania listopadowego na Teatr Wielki i szlus. Warszawa oberwała za powstania narodowe aż niemiło. Kraków był zapyziałym, prowincjonalnym miastem, a Lwów nie był niczym więcej jak stolicą ubogiej prowincji, dostał jedynie teatr w prezencie od CK monarchii. Poznań był dla Prusaków Pierdziszewem, też nie było co liczyć na wielkie budowle, traktowali nasz królewski gród mało elegancko. Wrocław był dopieszczany, ale co nam dziś po tym, kiedy w 1945 robił za Festung Breslau. No a Wiedeń był stolicą, co prawda państwa tracącego stopniowo na znaczeniu, ale stolicą.
Żebyście mieli troszki rozeznania czym jest dzisiaj MAK, mła zapodaje Wam info że muzeum to ma filię w Los Angeles, mieszcząca się w dawnej rezydencji znanego austro - amerykańskiego architekta Rudolpha M. Schindlera. Do filii należą obecnie dwa kolejne domy Schindlera: Pearl M. Mackey
Apartment House oraz Fitzpatrick-Leland House. Czujecie bluesa, to jest muzeum o zasięgu globalnym, Franciszek Józef I pękał by z dumy że coś takiego utworzył. Austro - Węgier już dawno nie ma a MAK kwitnie. Wiele wspaniałych rzeczy i spraw zapoczątkowanych przez tego pozornie konserwatywnego cesarza przetrwało cesarstwo, państwowość monarchii Habsburgów i świeci własnym światłem. To nieco podobne do tego, co przydarzyło się Ludwikowi II Bawarskiemu, kuzynowi cesarzowej Sissi, który uznany był za szaleńca, wręcz opętanego manią budowania. Dziś przychody z turystyki to dla Bawarii solidna pozycja w budżecie a przeca każdy turysta odwiedzający Niemcy czuje się niemal w obowiązku "zaliczyć" Schloss Neuschwanstein. Taki to chichot historii.
Mła pokazuje Wam w dzisiejszym wpisie kolekcję przedmiotów powstałych w XVII i XVIII wieku, w czasach, które historycy sztuki określają mianem epok renesansu, baroku i rokoka. Renesansu jest tyle o ile, natomiast mła fociła głównie te barokowe i rokokowe rzeczy. Do obiektów szczególnie wartych uwagi należą meble oraz panele intarsjowane. Te panele, słusznych rozmiarów, zostały one wykonane w Brukseli w latach 70. XVIII wieku przez Davida Roentgena na zamówienie namiestnika Niderlandów Austriackich, księcia Karola Aleksandra Lotaryńskiego i uznawane są za wybitne osiągnięcia niemieckiego rzemiosła meblarskiego. Davida Roentgen pochodził z dynastii tzw. ebenistów, czyli arystokracji stolarzy meblowych, pracujących do dworów królewskich i baaardzo wysoko postawionych. Pochodząca z Austrii królowa Francji Marie Antoinette, nadała Davidowi Roentgenowi tytuł ébéniste - mécanicien. warsztat odziedziczony po ojcu przekształcił w międzynarodowe przedsiębiorstwo zatrudniające pod koniec lat 80 XVIII wieku około 100 pracowników. To był poważny biznes. Niestety wykończyła ten gescheft francuska rewolucja, konfiskaty itd. Na szczęście przetrwały dzieła.
Oprócz zbioru mebli, paneli i boazerii można też obejrzeć tapety papierowe, które były bardzo popularne w drugiej połowie XVIII wieku. Pięknie zakonserwowane można je oglądać w sali z meblami i panelami. W XVIII wieku europejskie elity były zafascynowane Państwem Środka. Ta mania nosi dziś nazwę chinoiserie, od francuskiego słowa chinois - chiński. Zaczęło się od fascynacji porcelaną a potem to już tak poleciało na wszystko co chińskie. Podobnie jak teraz tak i wtedy duch chińskiej przedsiębiorczości poczuł możliwość zrobienia interesu. Zaczęto w Chinach produkować wyroby na eksport, stworzone zgodnie z europejskim gustem. Czymś takim był właśnie papierowe tapety. Różniły się od tych produkowanych dla chińskiego odbiorcy, który wolał by ściany domostwa pokrywał jednobarwny papier, ewentualnie w jakiś szablonowy wzorek. Te robione na Europę malowane były w scenki obyczajowe albo ptoszki i kfiotki. Zupełnie inne gusta. Produkcja Kantonu, dzisiejsze Guangzhou, dla Europy około połowy XVIII wieku to już był poważny przemysł. Dlaczego te tapety się tak dobrze zachowały? Ten chiński papier, to tak naprawdę kilku rodzajów papieru i włókien, np. papierów zwanych xuan a także bambusowych i morwowych, kozo czy ramii.
Dla mła ciekawa też była kolekcja mebelków Boulle, czyli w technice wymyślonej przez ebenistę Charlesa André Boulle, który od Ludwika XIV, Króla Słońce, otrzymał stanowisko premier ébéniste du Roi. Boulle stworzył własną, niezwykle skomplikowaną technikę intarsji inkrustacji, która polegała na układaniu cienkich plastrów drewna, kości słoniowej, metalu i innych materiałów w geometryczne wzory. Takie klasycyzujące, jak klasycystycznym był cały barok francuski. Za klasykę mebli Boulle uchodzi wykorzystanie szylkretu czyli cienko ciętej skorupy żółwi morskich, łączonych ze złoconym mosiądzem i kością słoniową. Ceny takich mebli były oczywiście bajeczne. Oczywiście technika wykonania tych cacek została podpatrzona przez inne warsztaty, poza tym Charles miał czterech synów, więc nie wszystkie meble w typie Boulle, są tymi najprawdziwszymi Boulle. W polowie XIX wieku styl mebelków triumfalnie powrócił za sprawą cesarza Francji Napoleona III. Drugie Cesarstwo chciało być równie wystawne jak epoka Króla Słońce.
Mła podziwiała tyż mebelki malowane, z produkcji których słynęło wiele europejskich manufaktur, choć chyba najsłynniejszymi z nich były manufaktury Wenecji, w których produkowano meble polichromowane i lakierowane w stylu arte povera lub z motywami chinoiserie i rokokowymi. Ten piękny polichromowany mebel w sali ekspozycyjnej MAK ustawiono tuż przy słynnym Pokoju Porcelanowym z pałacu Dubskich w Brnie. Wydawa mnie się że pochodzi mniej więcej z tego samego czasu co pokój,czyli gdzieś z okolic lat 40 XVIII wieku, ale szczerze pisząc nie jestem pewna. Byłam tak zajęta obfaceniem personifikacji czterech stron świata i motywów zwierzęcych i kwiatowych, że po prostu nie przeczytałam tabliczki informującej skąd i z jakiego czasu to cacko pochodzi. Szczerze pisząc pochodzić może zewsząd, ale zważywszy na jakość wykonania, było to kosztowne zamówienie i nielichy warsztat wykonał ten sekretarzyk.
Z tej orgii barw można spokojnie spuścić oczy i odetchnąć przy znacznie skromniejszych, choć też wspomaganych polichromią mebelkach. Na mła bardzo pozytywne wrażenie zrobiła taka komoda sekretera, wyrosła z formy tzw. kabinetu. Owszem intarsja bogata, ale inkrustacja kocią słoniową, delikatnie podmalowywaną bardzo elegancka. Motyw też uroczy, bo w formie kwiatów tulipanów. Jakoś mniejsze wrażenie zrobił na mła za to monumentalny kabinet Davida Roentgena z 1776 roku z pozłacaną figurą Apolla. Owszem mła starannie obfociła, ale tyłka jej nie urwało z powodu urody mebelka. Najbardziej podobały się mła mosiężne elementy, zawsze miałam słabość do zwierzęcych mordek. Niby meblarstwo przez wielkie M, tylko jak na gust mła to wszystkiego było w nim zbyt dużo; zegary, szuflady, szuflady sprytnie ukryte, intarsje i brązy, czy tam inne mosiądze. Hym... jak dla mła to szacowny sprzęt bardziej robił za jaką maszynę wielofunkcyjną, niż za normalny mebelek.
Insza bajka to porcelanowy serwis. Taki jak z Mickiewicza, na lustrzanym podkładzie. Wicie rozumicie - "Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby Niewielkie, z porcelany wydęte osoby W polskich strojach; jakoby aktory na scenie, Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie; Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe, Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe." Tu serwis bez farb i nie przedstawia "polskiego historię sejmiku". To scenki obyczajowo - mitologiczne, sprzedawcy ciastek i sztukmistrze z susłami, pospołu z puttami i nimfami koegzystują na szklanej tafli, za nic mając pomieszanie rzeczywistości z mitologią. Wszyscy w zgodzie upiększają stół. Mła oczami wyobraźni widziała wśród nich weneckie srebra Radziwiłła Sierotki i te wszystkie "nalania" - "Piankami i cukrami białemi jak śniegi: Udawał przewybornie krajobraz zimowy; W środku czerniał ogromny bór konfiturowy: Stronami domy, niby wioski i zaścianki, Okryte zamiast śronu cukrowemi pianki". Trochę się mła taki kikutkowy wydał bez tego wszystkiego, co mła sobie wyobraziła, bez tych kwiatów z cukru wyrabianych, bez ozdobnie ułożonych potraw. Ech... muzealne wspomnienie po serwisie. Piękne, nie przeczę, ale kudy mu tam do tej pełnej wspaniałości serwisu na stole, w najwłaściwszym dla niego miejscu. Stoi sobie biedaczek w gablotce i jest cieniem samego siebie, bez tego całego ustrojenia w potrawy. Mła oglądała i była z jednej strony zachwycona, bo porcelana przepiękna a z drugiej trochę smutna, bo to jednak nie to.
Teraz będzie o Pokoju Porcelanowym z pałacu Dubskich w Brnie. Jak pisałam wyżej wystrój pokoju pochodzi z z około 1740 roku, zawiera ponad 3000 elementów z wczesnej wiedeńskiej porcelany. Pokój Porcelany w brneńskim Pałacu Dubskim był jednym z pierwszych pomieszczeń umeblowanych europejską porcelaną, uchodzi za swoiste arcydzieło takich wczesnej pokoi, które wykorzystywały wyroby z rodzimych manufaktur porcelany. Zacznijmy jednak od tego że Dubscy wcale nie byli tymi właściwymi ludźmi od porcelany. Herb rodziny Czobor von Szent-Mihály, umieszczony nad lustrem, dość wyraźnie nam to mówi. Możemy prześledzić jak wyglądało wyposażanie tego pokoju począwszy od roku 1724. Hrabia Joseph Czobor odziedziczył po ojcu majątki, w tym posiadłości w Holitsch ( dziś to Holíč na Słowacji ), Sassin ( Šaštín-Stráže, również na Słowacji ) i Göding ( Hodonín w Czechach ). Umeblował trójskrzydłowy pałac w Holitsch, zwany przez niego Pałacem Rozkoszy w najbardziej luksusowy sposób, bowiem porcelanowe pokoje uchodziły wówczas za kwintesencję przepychu.
Hrabia był typowym XVIII wiecznym arystokratą birbantem i lekkoduchem, z powodu swojej ekstrawagancji i
uzależnienia od hazardu został wkrótce zmuszony do
sprzedaży swojego majątku. Pałac Holitsch przeszedł w 1736 roku na
własność Franciszka Stefana I Lotaryńskiego, który, jak dowodzą źródła,
zastał Komnatę Porcelany pustą. Mamusia lekkomyślnego hrabiego, Maria Antonia,
księżniczka Liechtensteinu, odkupiła ten klejnot wiedeńskiej sztuki
porcelanowej ze masy spadkowej bankruta i umieściła go w swoim
pałacu w Brnie, gdzieś tak około 1740 roku. Komnata Porcelany
pozostała tam do śmierci drugiego męża Marii Antonii, Carla Hrzana von
Harras. W 1770 roku spadkobiercy sprzedali ją Emanuelowi Piatiemu von
Dirnowitzowi i przenieśli do Pałacu Piatiego w
Brnie. W wyniku małżeństwa, w 1805 roku, Sala Porcelany przeszła w ręce
hrabiów Dubskich von Trebomyslic, no i stąd się wzięli w tym wszystkim Dubscy. Pozostawała w ich posiadaniu do 1912
roku. Dzięki prywatnemu
darczyńcy, który przekazał 200 000 koron, Cesarsko-Królewskie
Austriackie Muzeum Sztuki i Przemysłu mogło nabyć salę porcelany w 1912
roku za kwotę 285 000 koron ( dzisiaj to około 1,4 miliona euro ). Pokój nadal zachowuje podstawowe cechy dawnego Pokoju Dubskiego: między innymi ten sam układ okien, dwoje
drzwi łączących i narożny kominek.Jest uroczy i to nie tylko zdanie mła, wszystkim nam się podobał, bo nie jest rokokowo przewalony.
Na san koniec szkło i koronki, w jednym i drugim przypadku totalny odjazd. Świetna kolekcja szkieł różnych, począwszy od cechowych wilkomów z malaturą, wczesne szklane butle w kształcie zwierząt, poprzez cud urody szkło z Murano i grawerowane kryształy z czeskich ziem monarchii habsburskiej. Z koronkami tez jest dobrze, można obejrzeć ich różne typy, klockowe, igłowe i robione technikami mieszanymi. Wykonane z różnego typu nici, duże wrażenie robią te wykonane z nici złotych. Mła łaziła po sali szklano - koronkowej szczęśliwa jak prosię w błocie. Dziefczynki mła zostawiły i poszły oglądać wiedeńską secesję a mła nadal "lizała" gabloty z koronkami i szkiełkiem. No dobra, to by było na tyle z tego działu muzeuma. Mam nadzieję ze będziecie usatysfakcjonowani. W Muzyczniku mła zapodaje podkład z klasyka wiedeńskiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz