piątek, 2 października 2026

Weekendownik - pierwszy październikowy

Tatuś nam się objawi prawie ze niespodziewanie w Mieście Odzi, dziś przyjeżdża, w niedzierlę wyjeżdża - znaczy wizyta nas tu uspokajająca. Jeżeli myśli że ten numer przejdzie, to jest w "mylnym błędzie".  Dżizaas ma dziś wytrzasnąć bilety na "Lalkę" i ugotować proszony obiad, bo przyjeżdża do nas też kuzynka Eliza, którą pamiętam jako dwu i pół letnią  cwaniurę, która chciała spać, kiedy miała jeść i chciała jeść, kiedy miała spać. Na obiad mają być zarówno mięsne, jak i wegetariańskie specjały i omawianie historii zwichrowań psychicznych w naszej rodzinie Ł. , co jest ulubionym deserkiem jej członków. Dla mła to spotkanie epokowe, bo kuzynkę Elizę widziałam ostatnio na początku lat osiemdziesiątych. Hym... raczej trudno mła będzie powiedzieć - No nic się nie zmieniłaś Elizo. Tatuś zadowolniony z rodzinnego spędu, pewnie myśli że uniknie tzw. trudnych pytań. Oj, naiwny, Eliza ma zawód medyczny, dobre wsparcie dla nas przesłuchujących Tatusia. Tatuś niestety wykombinował cwanie rozprowadzanie nowej instalacji hydraulicznej u się w domu i jeszcze cwaniej zdążył umówić ekipę, zatem nie ma szans by na razie z nami został. Jednakże nie ma szans że mu odpuścimy. Ma przyjechać z kotem a jak będzie marudził to jego trzy kury emerytki też zostaną przywiezione. Co do spraw kamieniczno - zwierzęco - domowych to Maciek i jego kotka nadal w stanie wojny, obecnie na tapecie kwestia kochania tylko za żarcie, suczka Oli i Michała ostatnio bardzo chce całować mła, myślę że chodzi o udostępnienie Mrutka ( to american bully chowana z kotami, zdawa się że chciałaby mieć  naszego Mrucia w domowej kolekcji! ), Malwinka Krzysia postanowiła że drapakiem będzie jednak fotel a nie najnowszy, wypasiony drapak ze sklepu zoologicznego. Mła paczy i na tym tle zachowanie  jej własnych niegrzecznych  kotów wydawa się bardziej strawne.

Ze spraw ludzkich to Gienia nam choruje, niestety poważnie. Mła się nie chce nad tym rozwodzić, trza po prostu brać na klatę i ciągnąć do przodu. Tego będziemy się trzymać, może uda się Gienię wyciągnąć do teatru za pomocą Irenki. Ma być normalnie, qurna! Ze spraw miłych to Gosia oznajmiła nam że nie będzie w tym roku żadnych prezentów świątecznych, zamiast tego będzie ściepkowa wyprawa do Amsterdamu i innej Holandii wiosną przyszłego roku. W programie ma być morze tulipanów, dwa dobre muzea w Amsterdamie oraz sam Amsterdam, jakieś brocante po drodze, oraz śledzie i wafle. Mła ma zrobić program obejmujący to wszystko, jak na razie to jest w planie Rijksmuseum i Van Gogh Museum. Najlepiej to jakby plan był zrobiony w ciągu dwóch dni, bo do Keukenhof, który jest numerem jeden na liście Piotrusia, trzeba ponoć  szybko zamawiać bilety. Muszę jakieś nowe zarobkowanie wykombinować, żeby zarobić kasę na te wszystkie atrakcje. U nas i tak jeszcze nie jest straszliwie kiepsko z kasą, w kraju idiotyzmów za Atlantykiem wymyślili dynamiczne ceny w marketach. Wicie rozumicie, bierzecie pantofle za parę dolców z przeceny a one przy nabijaniu na kasę kosztują już kole dwudziestu dolarów plus stanowe i federalne podatki,bo cena zmieniła się w drodze od półki do kasy. Korpo kroją ludzi, bo amerykański rząd federalny i rządy stanowe na to pozwalają. Korpo mają w kieszeni ludzi władzy. Wyobraźcie sobie takie zakupy.  Europa tego doświadcza jak na razie w transporcie.

Fotki to wczorki i zdziśki a w Muzyczniku muzyka Andrzeja Kurylewicza z serialowej "Lalki" z 1977 roku. Dżizass dzwoniła, idziemy dziś do kina.