sobota, 17 sierpnia 2019
Najgorszy numer jaki wywinął Felicjan!
Do wpisu się zbierałam i zbierałam bo łatwe to dla mnie nie jest. Dosięgło nas niespodziewane a nieuchronne i bardzo ciężko się z tym pogodzić. Nie tylko mnie ale i bliskim mi zwierzętom i ludziom. W poniedziałek 11 sierpnia odszedł od nas Felicjan. Bez zapowiedzi i nie dając nam żadnych szans na oswojenie się ze swoim odlotem w insze światy. No, cały On! Poprzedniego dnia zrobił solidną awanturę że za mało surowej wołowiny dostaje, wlał profilaktycznie Okularii i ( udało się napuścić na nią Sztaflika, więc okazywał zadowolenie ), w nocy żądał smyrania za uszami, pod brodą i jeszcze raz za uszami, w tym wypadku okazał niezadowolenie z powodu niewłaściwej kolejności smyrniczej, a rano obudził się i bez śniadanka poszedł na obchód włości ( najsampierw poostrzył pazury, tak żeby było widoczne, znaczy na wyściełanym krzesełku, w końcu robił wszystko żeby mła się nie czepiała o tamtą historię zeszłoroczną z usuniętym pazurem za osiem dych ). Poleżał trochę w bazie pod forsycją i postanowił zdrzemnąć się pod kamorem, na piaseczku wygrzanym i przy okazji wyleżeć ( bo nie wysiedzieć ) kłącza irysów tam posadzone. I z tej drzemki już się nie obudził. Odleciał we śnie do Krainy Tygrysów z której pochodził.
Mła zostało znaleźć tylko skorupkę po Felicjanie, ciałko, które kiedyś należało do niego ale Felicjana już w nim nie było i to było natychmiast widoczne. Pod kamorem jakiś taki obcy, pręgowany pojemnik na Felicjana, zamiast niego spał snem z którego wybudzić się nie można. Po tej ciszy i nieruchomości poznałam z daleka że już Felka z nami tu i teraz nie ma. Był pogrzeb i wszystko ( zero kocyków, kocyki są dla bab a nie dla prawdziwych złych kotów które są mucho macho ), było opłakiwanie zbiorowe a mła jakoś nie mogła sobie ryknąć bo musiała sytuację ogarniać i dopiero po tym wszystkim, kiedy załatwiła sprawy które kocie mamusie załatwić muszą mogła sobie pozwolić na gorzkie żale. Nasz Dohtor mła pociesza że gwałtowna śmierć we śnie to najmniej bolesny ( bo ból króciutki, czasem nawet mózg go już nie rejestruje bo nie zdąży ) sposób odchodzenia dla osobników płci żeńskiej i męskiej nie tylko kociego gatunku i że Felicjanowi w pewien sposób się udało.
Wiem że udało bo Felek od zawsze kusił los, ryzykant był z niego a zarazem kocurek delikatny ( alergie, podejrzenia zarażenia wirusowego po bójkach, pogryzienia przez psy, wyjście z okna w bloku - nie był to parter, dziąślak który szczęśliwie okazał się łagodnym guzem ale wymagał dwóch podejść , przeziębienia po ucieczkach z domu w czasie złej pogody i pomniejsze sprawki, które kończyły się u veta ) i mogło się najgorsze zdarzyć w wyniku wypadku czy długotrwałej choroby. Felicjan słabował po operacji i długo dochodził do siebie po dziąślaku ale się wykaraskał i był w dobrej formie, wściekły jakby nic nie dolegało. A tymczasem w główce czaiło się zło, niewykrywalne a śmiertelnie groźne ( mła myślała że w serduszku ale Dohtor że o serduszku mowy być nie mogło bo Feluś był katem bez serca i że to to sprawa mózgu - Dohtor podsumował odejście Felicjana z lekka tylko zmienionym cytatem z piosenki "Shimmy Szuja" - "Alleluja niewesołego zrobił nam i znikł!" ). W domu drażniąca uszy cisza i niemiły spokój, nie ma miauków pełnych pretensji ( Sztaflikowi wychodzą tylko takie skwierczenia, choć bardzo się stara ), nikt nie wskakuje na biurko tak że wszystko na nim ustawione się trzęsie, żadnych odgłosów dzikich awantur z ogrodu. Paskudny i bolesny zastój domowych funkcji życiowych, "Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu" jak to pisał Poeta. W stadku bezkrólewie, wygląda na to że dziewczyny założą spółdzielnie bo Sztaflik bez guru jakoś straciła chęci do zarządzania a Szpagetka z Okularią ani myślą się wysilać. A ja? No cóż, dochodzę do siebie ale gdzieś tam się we mnie tłucze - "Szuja, cóż takiego uczyniłam mu ja, Żem jak tuja poderżnięta przezeń dzisiaj jest???". Na szczęście mam idiotyczne wrażenie że on gdzieś schowany mła podgląda ( tak jak wtedy kiedy postanowił "uciec z domu" by ukarać za sycylijski wypad zarówno mła jaki i Cio Mary ) i jest usatysfakcjonowany tą moją za nim tęsknotą.
sobota, 10 sierpnia 2019
Wiadomości ogrodowe
Wiadomości ogrodowe są takie sobie - popadało , liście na forsycjach się podniosły ale mła nie ma złudzeń że nastąpi cudowna reanimacja nasadzeń. Nie nastąpi bo niektóre życie to wyschło do cna. Przetrwały sucholuby, śródziemnomorskie i głęboko się korzeniące, reszta jest w stanie dodupnym albo nie istnieje. Tak to wygląda w pierwszej dekadzie sierpnia. Jak mogę ratuję się kupowaniem kwiatów do wazonu, z ogrodu nie mam co do tych domowych ustrojstw wycinać ( a to była pora na pachnące floksy i nie mniej pachnące lilie orientalne ). Zastanawiam się czy aby nie wysiać jeszcze raz maciejki, może tym razem wzejdzie? Lato bez jej zapachu jest jakieś takie dziwne ale to lato w ogóle jest dziwne. Dawno po Hance a ani wieczory ani rani nie są rześkie, są duszne jak przy końcu czerwca. Zarówno Mamelon jak i mła jesteśmy już zdrowo zmęczone sezonem, nie do wiary ale wypatrujemy jesieni, znaczy pluch, chłodku i żółknących a nie zasychających roślin. Z myślą o jesieni mła pozwoliła sobie na zakup zimowitowych cebul, 'Waterlily' i takich sobie zwyklaków. Nie wiadomo co będzie w tym roku z kwitnieniem marcinków ( oberwały że hej ) to choć większa ilość zimowitów jakoś zrobi jesień na Suchej - Żwirowej.
Może powinnam spróbować z uprawą jesiennych szafranów vel krokusów ale miałam do tej pory złe z nimi doświadczenia co jakoś mnie mile do tych roślin nie nastraja. Prędzej pokuszę się o cebulki krokusów wiosennych a może nawet nowych przebiśniegów ( odmianowe znowu mła się marzą, ku zgrozie Mamelona która nie rozumie czaru tej drobnicy i ceny którą trza płacić za piciumy ). Zdaje się że tegoroczne zmęczenie sezonem to nie tylko u nas, wszędzie tam gdzie był najpaskudniejszy upał i susza to odnoszę wrażenie że gdyby nie to jakże miłe dla wysuszonych serduszek ogrodniczych popadywanie to całkiem spora gromadka ogrodników nie mogłaby się doczekać końca sezonu letniego. Co poniektórzy z nadzieją że po resecie z werwą ruszą do jesiennych prac. Ech! Przede mną wcale nie jesienne pracki, muszę uformować niektóre krzewy róż historycznych, których nie cięłam ze względu na upał i suszę, poobcinać kwiatostany lawend i szałwii, poprzesadzać piwonie tak jak sobie zaplanowałąm - całkiem sporo tego jest. Nadal wisi nade mną post egipski ale przyznaję bezczelnie że jakoś mi się teraz nie chce ślęczeć i sprawdzać, dokończę go później. Poza tym on jest taki pośrednio ogrodowy a tymczasem realny ogród wzywa. Temperatury takie odpowiednie i ponoć ma padać - jak dla mnie to dopiero teraz lato pokazuje tę miłą stronę.
A teraz całkiem insza inszość, mła dziś po bardzo ciężkiej emocjonalnie końcówce tygodnia ( mła żegnała "na zawsze" młodszą od siebie osobę, którą tak zwyczajnie lubiła ) wzmocnionej paskudnym zachowaniem Felicjana a także nagłym pogorszeniem charakteru dochodzącego Epuzera i koniecznością przeprowadzenia zebranka lokatorskiego w sprawie śmieci na którym jak zna życie będzie musiała robić za szeryfa który wpieprzy zarówno czerwonoskórym jak i kałbojom a potem będzie bujał się z sędzią pokoju - otóż mła wzięła i pojechała na Gosino - Piotrusiową działkę na której ponad osiemdziesięcioletni rodzice Piotrusia ( Marysia i Kazio ) uprawiają warzywnik. Zresztą nie tylko warzywnik bo tam jest i sadek i taka miła dla oka część łąkowa, która uprawia się sama. Dodam do obrazu całości strumyczek, odwiedziny łosi i już wiecie że sobotnie popołudnie spędziłam w Raju. Tera fotki!
Duży warzywniak uprawiany przez parę dziarskich jednak zaawansowanych wiekiem osób to w ogóle chapeau bas! Przy tej suszy, bez nawożenia chemicznego, z opóźnionym startem wiosennym z powodu zapadania na zdrówku, "Dziadki Natalki" dochowują się plonów że ho, ho! Jednak ich zdaniem ten rok jest kiepski bo nie uda im się uzyskać słynnych trzynastokilowych arbuzów, znaczy domyślacie się że byłam w ogrodzie uprawianym wyczynowo. Myślę zresztą że ten wyczyn Marysię i Kazia trzyma w formie, chorują zazwyczaj w zimie - martwym sezonie dla ogrodników, który czasem przeciąga się w ich wypadku i na młodą wiosnę. Łączka w dzikiej części działki zdaniem mła nie wymaga jakichś szczególnych ulepszeń, można kontrolować stan zanawłociowania i dosadzać ulubione byliny w niektórych jej partiach i szlus. Jest właśnie taka jaka powinna być łączka - sprawiająca wrażenia absolutnie niezaplanowanej. Ot, rosną sobie roślinki kwitnące w tych trawach gdzie chcą. Wcale się nie dziwię że łosie się kuszą, na takową łączkę to jest wielu amatorów!
wtorek, 6 sierpnia 2019
Lokalności czyli Wiadomości i Niewiadomości Ódzkie
Rany, po przerwie spowodowanej helikopterem wczoraj solidniej zajrzałam do neta, a dziś sobie jeszcze doprawiłam. Tragedy, skala złodziejstwa rośnie - taki koment trafiłam który ładnie rzecz ujął - "2015 - wystarczy nie kraść, 2017 tamci kradli więcej, 2019 tamci też kradli" - aż się strach bać co będzie w 2020. Dziś się z kolei dowiedziałam że worek z Pandorą który tak pięknie rozwiązał dla nas facet zwany Hakatumbą przywiał do nas z Hameryki liścidło senatorskie. Znając siłę naszej dyplomacji i pragnienie posiadania przez naszych rzundzących F - 35 będących w fazie zaawansowanego projektu, już widzę te dylematy. Lizać tyłek czy dać odpór - oto jest pytanie? Przypomina mi się zdanie Kisielewskiego na temat socjalizmu, no wiecie - ustrój rozwiązuje bohatersko problemy które sam stwarza, he, he, he. Swoją drogą Kisielowi udało się jakoś nie stępieć w nowej dla niego rzeczywistości postsocjalistycznej i nie być hurra optymistą. Bardzo dziś takich ludzi brakuje, widzących jasno rzeczy niemiłe i uwierające i przede wszystkim mających odwagę "własnego zdania". W epoce informatycznej to białe słonie. Stwierdziłam że od występów politycznych rzundząco - łopozycyjnych znów może się mła zrobić helikopter i postanowiłam zająć się sprawami lokalnymi. Znaczy sprawkami miasta Odzi, które ma swoje za miejskimi uszami ( a uszy jak u nietoperza ). Helikopter mła nie grozi, co najwyżej locik dronem ale żyłka gdzie nie trzeba jej nie pęknie.
A w sprawach lokalnych wreszcie ktoś zadał pytanie które i mła sobie od pewnego czasu zadaje - jak to się dzieje że w wyludniającym się szybko mieście jakim jest miasto Ódź, jakoś jest ciągle więcej i więcej ludzi i trza np. ładować pieniędze w transport miejski bo nie wyrabia. No dobra, Ódź spuchła jak wiele polskich miast - ludzie wynoszą się na obrzeża, wioski wokół miasta nam się odwioskowują, ludzie są tam zameldowani i tam płacą podatki ( niższe niż miejskie ) ale pracują w mieście Odzi. Miastowe ludzie czujo się pokrzywdzone bo nie mieszkajo w otoczeniu przyrody, podatki płacą większe i w dodatku część tych podatków jakby nie na ich potrzeby ( u nas była swego czasu granda o tramwaj regionalny ). Jednak opuchlizna miast nie wyjaśnia wszystkiego, mła odnosi wrażenie że liczbę tych co wyjechali na zachód zrekompensowała liczba tych co przyjechali ze wschodu. Czy to się komuś podoba czy też nie witamy w kraju który będzie coraz bardziej wielokulturowy i wieloetniczny, tak mła wynika z oglądu towarzystwa podróżującego z nią w tramwajach. Cała różnica między Cebulandią a Zgniłym to ta że u nas imigranci mogą co najwyżej na pińcet z plusem liczyć jak dzieci posiadajo, zasiłków specjalnych ni ma i dlatego przyjeżdżają pracujący a nie socjalni. Teraz może troszki wolnego miejsca będzie po mieszkańcach Ukrainy bo Niemce otworzyli dla nich rynek pracy ale w Odzi witamy już na ich miejsce Nepalczyków.
Mła te wędrówki ludów nie dziwio, w przeciwieństwie do ciężko zasiedzianych mła wie jak toczy się światek i że nie kończy się on jeno na naszej wsi we której "To praca powinna być i wszystko, żeby człowiek nie musiał się tułać". Zdziwne dla mła jest też to że wszystkie socjologi piszo że my tacy mało atrakcyjni jako miasto i młodzi to mykajo gdzie indziej i atrakcyjniej a mła się wydawa cóś przeciwnie, że dzieciów w jej okolicy jak na jej system nerwowy jest zbyt dużo. Albo ona ma system nadwrażliwy, albo rzeczywiście jej się wydawa albo nasze socjologi wraz z GUS - em muszą zmienić metodę badań ( opieranie się na mitycznym meldunku - sama znam takich co mieszkają od lat nastu a meldunek majo gdzie indziej ) bo we mła się zalągł dysonans poznawczy i nie odpuszcza. No bo naprawdę jest dziwnie - miasto które straciło ponad 12% ludności chyba powinno być zauważalnie mniej ludne? Mła się czuje z lekka oszukana bo ona tłoku nie lubi a tu coraz ciaśniej!
Sprawa nr 2 - lotnisko na Lublinku imieniem i nazwiskiem wieszcza Reymonta nazwane. To jest dopiero zdziwność - otóż mamy lotnisko wybudowane dla biur podróży, czarterowe znaczy. Nasz aeroport obsługuje cztery trasy na stałe ( z tego trzy na Wyspy Brytyjskie i jedną na hub w Monachium - bilety Lufthansy więc tanio nie jest ), jedną w sezonie letnim ( Ateny ) i stadko czarterów które latają na wczasowiska ( bezpośrednio do Burgas, Zakynthos, Antalya, z przesiadkami w Monachium Dominikana i w przyszłym roku Meksyk i Kuba ). Naprawdę w miarę regularne ( niecodzienne jednak ) mają tylko połączenia z Monachium i Stansted kole Londynu. I teraz będzie o nierentowności - nasze nielotnisko jest zdaje się drugim najbardziej po nielotnisku w Radomiu, nierentownym nielotem w kraju a co lecę w insze zagramanice z Warszawy to zawsze kupa luda z Odzi w tych samolotach. Cud, bynajmniej nie mniemany. Liniom nie opłaca się utrzymywać przelotów na trasie z miasta Odzi bo pasażerowie złośliwie migrują na Okęcie albo inny Modlin. Taa... odzianie to przewrotne bestie są, dołożą kasy, wymęczą się ale nie dadzą portu lotniczemu we własnym mieście zarobić.
No, przede wszystkim nie dadzą zarobić zatrudnionym na "odcinku lotniska" specjalistom, kerownikom i inszym z nadania. Marszałek województwa do lotniska nie dołoży bo ono miejskie, miasto dokłada coby wstydu i bankructwa nie było ( i te miejsca pracy ) ale cóś mało wymaga od lotniskowych ( w dobie Bookingu i Airbnb wczasowe loty to jak kolejka wąskotorowa z Odzi Fabrycznej do Mławy, przez Warszawę, Himalaje i Petersburg rzecz jasna ) a skutek jest taki że mła i Mamelon znów polecą z Okęcia, bo nie uśmiecha się im lecieć sześciu godzin z przesiadką do Rzymu jak mogą dolecieć bezpośrednio w dwie i pół a w godzinę z hakiem być na lotnisku w Warszawie ( z którego samoloty do Rzymu latają codziennie ). Teraz polecę klasykiem - nikt mła nie wmówi że białe jest białe a czarne jest czarne, to nie jest problem zbyt małej liczby pasażerów na lotach rejsowych żeby liniom się opłacało, to jest problem polityki związanej z lotniskiem i to zarówno tej miejskiej jak i tej z Wiejskiej. Miasto Ódź może nie jest metropolią z której codzienne odloty do europejskich stolic opłacałyby się przewoźnikom, ale na lotach dwukrotnych czy nawet jednorazowych w tygodniu przewoźnik by nie stracił. "Czy konie mnie słyszą?"- to tak dalej taplając się w klasyce. Cóś z tym nielotniskiem zrobić trza, albo spuścić armii czy tam innemu aeroklubowi i przestać wkładać w nie kasę albo w końcu zrobić z tego misia na miarę naszych możliwości normalnie funkcjonujący obiekt!
Dzisiejsze obabrazki to ódzkie sakralności. Nie wszystkie istnieją bo zmiany były i w ogóle, ale cóś tam się ostało.
P.S. Kropek u Psa w Swetrze pięknieje z dnia na dzień. Jest do wzięcia ( jak dla mła to za poręczeniem lub wstawiennictwem bo kot po przejściach ), najlepiej żeby znalazł się w takim domu który będzie całym jego światem ( Kropek szykuje się na kotka niewychodzącego, znaczy przechodzi szkolenie na lorda ). Całuśny aniołek, na starcie trzeba nieco bardziej niż to ma zwykle miejsce o Kropka dbać. Jak dojdzie do siebie w stu procentach i obejmie ludzia w posiadanie to się dziwić będzie ten ludź jak on bez Kropka w ogóle mógł funkcjonować! To nie było życie tylko jakaś marna wegetacja, ersatz i namiastka! Bez tych przytulasów, bez ocierek i prawie że cmokań! Krokiet i Bigos już na swoich ludziach, przystąpiły do tresowania personelu obsługującego.
A w sprawach lokalnych wreszcie ktoś zadał pytanie które i mła sobie od pewnego czasu zadaje - jak to się dzieje że w wyludniającym się szybko mieście jakim jest miasto Ódź, jakoś jest ciągle więcej i więcej ludzi i trza np. ładować pieniędze w transport miejski bo nie wyrabia. No dobra, Ódź spuchła jak wiele polskich miast - ludzie wynoszą się na obrzeża, wioski wokół miasta nam się odwioskowują, ludzie są tam zameldowani i tam płacą podatki ( niższe niż miejskie ) ale pracują w mieście Odzi. Miastowe ludzie czujo się pokrzywdzone bo nie mieszkajo w otoczeniu przyrody, podatki płacą większe i w dodatku część tych podatków jakby nie na ich potrzeby ( u nas była swego czasu granda o tramwaj regionalny ). Jednak opuchlizna miast nie wyjaśnia wszystkiego, mła odnosi wrażenie że liczbę tych co wyjechali na zachód zrekompensowała liczba tych co przyjechali ze wschodu. Czy to się komuś podoba czy też nie witamy w kraju który będzie coraz bardziej wielokulturowy i wieloetniczny, tak mła wynika z oglądu towarzystwa podróżującego z nią w tramwajach. Cała różnica między Cebulandią a Zgniłym to ta że u nas imigranci mogą co najwyżej na pińcet z plusem liczyć jak dzieci posiadajo, zasiłków specjalnych ni ma i dlatego przyjeżdżają pracujący a nie socjalni. Teraz może troszki wolnego miejsca będzie po mieszkańcach Ukrainy bo Niemce otworzyli dla nich rynek pracy ale w Odzi witamy już na ich miejsce Nepalczyków.
Mła te wędrówki ludów nie dziwio, w przeciwieństwie do ciężko zasiedzianych mła wie jak toczy się światek i że nie kończy się on jeno na naszej wsi we której "To praca powinna być i wszystko, żeby człowiek nie musiał się tułać". Zdziwne dla mła jest też to że wszystkie socjologi piszo że my tacy mało atrakcyjni jako miasto i młodzi to mykajo gdzie indziej i atrakcyjniej a mła się wydawa cóś przeciwnie, że dzieciów w jej okolicy jak na jej system nerwowy jest zbyt dużo. Albo ona ma system nadwrażliwy, albo rzeczywiście jej się wydawa albo nasze socjologi wraz z GUS - em muszą zmienić metodę badań ( opieranie się na mitycznym meldunku - sama znam takich co mieszkają od lat nastu a meldunek majo gdzie indziej ) bo we mła się zalągł dysonans poznawczy i nie odpuszcza. No bo naprawdę jest dziwnie - miasto które straciło ponad 12% ludności chyba powinno być zauważalnie mniej ludne? Mła się czuje z lekka oszukana bo ona tłoku nie lubi a tu coraz ciaśniej!
Sprawa nr 2 - lotnisko na Lublinku imieniem i nazwiskiem wieszcza Reymonta nazwane. To jest dopiero zdziwność - otóż mamy lotnisko wybudowane dla biur podróży, czarterowe znaczy. Nasz aeroport obsługuje cztery trasy na stałe ( z tego trzy na Wyspy Brytyjskie i jedną na hub w Monachium - bilety Lufthansy więc tanio nie jest ), jedną w sezonie letnim ( Ateny ) i stadko czarterów które latają na wczasowiska ( bezpośrednio do Burgas, Zakynthos, Antalya, z przesiadkami w Monachium Dominikana i w przyszłym roku Meksyk i Kuba ). Naprawdę w miarę regularne ( niecodzienne jednak ) mają tylko połączenia z Monachium i Stansted kole Londynu. I teraz będzie o nierentowności - nasze nielotnisko jest zdaje się drugim najbardziej po nielotnisku w Radomiu, nierentownym nielotem w kraju a co lecę w insze zagramanice z Warszawy to zawsze kupa luda z Odzi w tych samolotach. Cud, bynajmniej nie mniemany. Liniom nie opłaca się utrzymywać przelotów na trasie z miasta Odzi bo pasażerowie złośliwie migrują na Okęcie albo inny Modlin. Taa... odzianie to przewrotne bestie są, dołożą kasy, wymęczą się ale nie dadzą portu lotniczemu we własnym mieście zarobić.
No, przede wszystkim nie dadzą zarobić zatrudnionym na "odcinku lotniska" specjalistom, kerownikom i inszym z nadania. Marszałek województwa do lotniska nie dołoży bo ono miejskie, miasto dokłada coby wstydu i bankructwa nie było ( i te miejsca pracy ) ale cóś mało wymaga od lotniskowych ( w dobie Bookingu i Airbnb wczasowe loty to jak kolejka wąskotorowa z Odzi Fabrycznej do Mławy, przez Warszawę, Himalaje i Petersburg rzecz jasna ) a skutek jest taki że mła i Mamelon znów polecą z Okęcia, bo nie uśmiecha się im lecieć sześciu godzin z przesiadką do Rzymu jak mogą dolecieć bezpośrednio w dwie i pół a w godzinę z hakiem być na lotnisku w Warszawie ( z którego samoloty do Rzymu latają codziennie ). Teraz polecę klasykiem - nikt mła nie wmówi że białe jest białe a czarne jest czarne, to nie jest problem zbyt małej liczby pasażerów na lotach rejsowych żeby liniom się opłacało, to jest problem polityki związanej z lotniskiem i to zarówno tej miejskiej jak i tej z Wiejskiej. Miasto Ódź może nie jest metropolią z której codzienne odloty do europejskich stolic opłacałyby się przewoźnikom, ale na lotach dwukrotnych czy nawet jednorazowych w tygodniu przewoźnik by nie stracił. "Czy konie mnie słyszą?"- to tak dalej taplając się w klasyce. Cóś z tym nielotniskiem zrobić trza, albo spuścić armii czy tam innemu aeroklubowi i przestać wkładać w nie kasę albo w końcu zrobić z tego misia na miarę naszych możliwości normalnie funkcjonujący obiekt!
Dzisiejsze obabrazki to ódzkie sakralności. Nie wszystkie istnieją bo zmiany były i w ogóle, ale cóś tam się ostało.
P.S. Kropek u Psa w Swetrze pięknieje z dnia na dzień. Jest do wzięcia ( jak dla mła to za poręczeniem lub wstawiennictwem bo kot po przejściach ), najlepiej żeby znalazł się w takim domu który będzie całym jego światem ( Kropek szykuje się na kotka niewychodzącego, znaczy przechodzi szkolenie na lorda ). Całuśny aniołek, na starcie trzeba nieco bardziej niż to ma zwykle miejsce o Kropka dbać. Jak dojdzie do siebie w stu procentach i obejmie ludzia w posiadanie to się dziwić będzie ten ludź jak on bez Kropka w ogóle mógł funkcjonować! To nie było życie tylko jakaś marna wegetacja, ersatz i namiastka! Bez tych przytulasów, bez ocierek i prawie że cmokań! Krokiet i Bigos już na swoich ludziach, przystąpiły do tresowania personelu obsługującego.
niedziela, 4 sierpnia 2019
Codziennik - weekendownik leniwca
Tak leniwie mła mija ten pierwszy sierpniowy weekend. No i bardzo dobrze bo ona odpoczywa, oddech ma od wszystkiego, nic nie musi ( a zazwyczaj musi i to jeszcze tak że sama się musi zmuszać do musienia ). Takie domowe wakacje instant, wolne w proszku co to je tylko winem podlać jak się helikopter skończy i gotowe. Spokojne snucie się po domu, po ogrodzie, bez napinki na luziku, no mła się czuje niemal jak główny bohater "The Beach Bum" ( za parę lat ten film będzie kultowy ) optymistycznie olewając skrzeczącą rzeczywistość. Koty dostroiły się do mła, leniwie zaliczają wyro, bazę Felicjanową pod forsycją, okolice największego egzemplarza szałwii lekarskiej. Z wielką niechęcią włażą na robinię czy dachy szopek, zdecydowanie preferują obecnie przebywanie na parterze. Ptocy śpiewajo ale kociego zainteresowania szczęśliwie nie budzą, gdzieś czasem cóś jak myszka zaszeleści ale lepiej oczka mrużyć i się nie interesować. No można na ślimaka bezskorupkowego bardzo groźnie popatrzeć ale na tym łowcza aktywność się kończy.
Przeca to jest czas na mruczenia i ciamkania, na podstawianie łap do całunków i robienie baranków. Za leniwie na kocią naturę, trza uprawiać sielską kocią anielskość. Od czasu do czasu przejdzie mały opad, który powoduje u mła opad powiek, z nagła zaświeci słoneczko co z kolei powoduje u mła tzw. chęć do życia, wszystko to niespieszność działań powoduje ( no bo jak mła już ubierze ubabranek na dżdż to on przestaje dżdżeć a jak mła się naszykuje coby w słoneczną chwilkę ze strojem się wpasić to ta chwilka właśnie mija - więc po co się spieszyć, lepiej leniąc się poczekać w stroju słonecznym na złapanie chwilki ). Małgoś - Sąsiadka bredziła cóś o słodkich wypiekach ale spojrzałam na nią baaardzo karcąco i zaproponowałam natychmiastowe sprawdzenie poziomu cukru w jej krwi. Odpowiedź że glukometr się popsuł była tak jawnie bajkowa że nawet Małgoś cóś tak bez przekonania ją wygłaszała. Propozycja wykonania wypieku upadła bo postraszyłam Małgoś własnym glukometrem ( nie posiadam ale zablefowałam ) i Małgoś nie drążyła tematu. Zresztą mamy borówki hamerykańskie w dużej ilości a to przeca też słodycz. I tak leniwie sobie weekendujemy, przewalając się z boku na boczek w mruczącym towarzystwie i od czasu do czasu straszymy roślinki i owady na Suchej - Żwirowej. No wiecie - jest nam teraz prawdziwie letnio.
I choć to niby jest post o niczym, jeden z wielu zaśmiecaczy netu, to nie tak bez sensu do końca - mła zaobserwowała niepokojące zjawisko i postanowiła zostać tego... ten... sygnalistką. Z tych leniwych sygnalistek rzecz jasna i takich bardzo spóźnionych ( wicie rozumicie, to już truizm a mła się dopiero orientuje ). Otóż mła odnosi ostatniemi czasy bardzo silne wrażenie że sztuka odpoczynku nam zanika co powoduje ludziskom jako gatunkowi problema. Ludzie wyznaczają sobie w czasie wolnym zadania i je realizują po czym wracają do codzienności usatysfakcjonowani ale wcale niekoniecznie wypoczęci. Nie mam tu wcale na myśli tych co to urządzają remonty mieszkania w czasie urlopu. Hym... wiecie, mła to lubi zwiedzać i się kręcić ale to nie znaczy że nie potrzebuje swoich chwil uważności, czasu na podróże wewnętrzne albo na podróże daleko od siebie. I tak jej jakoś przychodzi do głowy że w tych potrzebach wcale nie jest odosobniona. Mła sobie przemyśliwa że sztukę odpoczynku trochę zabija przymus - znaczy wykupilim wywczas i będziemy wypoczywać, nawet jak nam się kurna nie chce, to będziemy. I potem się męczymy zalegając nad basenem w towarzystwie germańskich dzieciaków które mają na nagłośni wmontowane wzmacniacze dźwięku, albo łażąc w upale po niemiłosiernie nagrzanych ruinach, albo też zagubieni w głuszy i dziczy nudzimy się jak mopsy. Z drugiej strony problem jest w nas bo nie potrafimy się oderwać od cycka codzienności i czujemy że nic się nie zmieniło, znaczy wypoczynek męczy. Po mojemu za dużo bodźców nam system nerwowy drażni a my tak na co dzień nie trenujemy wypoczynku. Na siłownie chodzimy ale tam komór wyciszenia ni ma. Hym... yoga? Może to i jakieś wyjście, pewnie lepsze niż odstresowujące prochy czy tam insze używki ( zmęczenie codziennością, swoimi problemami, chęć odfrunięcia i relaksu stoi za miłością części społeczeństwa do wszelkich substancji psychoaktywnych ). A może po prostu techniki relaksacyjne powinny być w programach nauczania i to rozwiązałby sporą część problemu z wlewaniem w się lub wdychaniem. Tak mła sobie rozmyśla, leniwie bardzo.
Dzisiejsze fotki to Sucha - Zwirowa zdjęta po wsadzeniu dodatkowych sześciu perowskii, co jakoś nie wpłynęło na ogólny widok rabaty i leniący się na kuchennym stole krasnoludek, co to był kupiony dla Wujka Jo ale jakoś ostał się u mła.
piątek, 2 sierpnia 2019
Codziennik - odstresownik relaksownik ( częściowo muzyczny )
Egipski wpis wisi nade mną a ja jakaś taka rozlazła, niby upały minęły ale mła cóś się od tego nie polepszyło. Pogoda zjazdowa albo cóś w powietrzu bo powieki mła opadajo w połowie dnia jakby drzemka była czymś niezbędnym ( mła walczy z tym drzemkowaniem ale raz że ciężko jej idzie, a dwa to nie jest do końca przekonana czy robi dobrze bo zdarzył się jej helikopter i mła sobie pomyślała że może jej organizm chce jej cóś powiedzieć tylko nie śmie i tak tego helikoptera próbnie wypuścił ). Mła czuje lata na karku a Małgoś - Sąsiadka nadal pokrzepiająco ćwierka że "Dalej to będzie coraz gorzej!". Resztką sił mła wysłała paczki, których się troszki nazbierało i teraz zrobi sobie wolne od wszystkiego. Politycznie się nie uświadomi bo się jej spokój należy a poza tym mało co i mało kto ma szansę przebić występ pewnej radnej która uznała że rozprowadzana w stolicy okazjonalna wlepka ze znakiem Polski Walczącej i podpisem że Polska walczy z faszyzmem jest skierowana przez totalnych przeciwko rzundzącym. Mła czuła że przepona jej pęknie - ten śmiech naprawdę bolał. No ale nie co dzień jest szansa na takie perełki ( choć polityczni wszelkich opcji starajo się jako mogo ) i mła będzie sobie oszczędzać zwykłych wzruszeń jakie nią targają przy tzw. złodziejskich nowinkach. Mła się musi odstresować a kłótliwość narodowa spotęgowana przez nadchodzące wybory cóś temu nie sprzyja. Ostatnio mła słuchała nieco muzyki z lat osiemdziesiątych XX wieku, czyli z czasu kiedy była piękna i młoda ( teraz jest tylko piękna ) i nawet taki przebój sobie przypomniała, który swego czasu lubiła nucić, ostro fałszując - to się nazywało "Town Called Malice". Tak jakby o nas było, niby stara New Wave a proszę jakie aktualne.
Koty będo się odstresowywać razem z mła, Felicjan, Szpagetka i Sztaflik zgłosiły akces do zalegania, znaczy bez przywabiania kręcą się w okolicach wyrka, jedynie Okularia przedkłada towarzystwo Epuzera nad przebywanie z "mamusią" ( wiadomo, kudy tam mła do błysku Epuzerowych ślepiów, że o innych walorach nie wspomnę ). Mam nadzieję że zaleganie wspólne odbędzie się bez ekscesów, mimo tego że Felicjan zionie miłością do świata jak co niektórzy funkcjonariusze najpowszechniejszego wyznania w naszej Cebulandii ( uwielbiam jak faceci w sukienkach, w koronkowych narzutkach i takich fikuśnych kapelusikach ćwierkajo że samiec to musi spodzień nosić - wiem, jestem złośliwa ale poziom hipokryzji niektórych funkcyjnych wnerwia a to nie pozwala mła się należycie odstresować ). Na miłosne zionięcie Felicjana przygotowała ja sobie przy wyrku rękawice kuchenne, jakby Felicjan zaczął mocno emanować miłością to go spacyfikuje i będzie sobie zalegał w swojej bazie pod forsycją. Czarnule są grzeczne, nawet specjalnie się ostatnio nie leją. Myślę że zawiązały pakt przeciw Felkowi bo podczas jego ostatnich pretensji o miejsce na wyrku dały mu odpór wspólnymi siłami ( co tak go rozwścieczyło że musiałam interweniować ). Teraz patrzę na niego jak spokojnie podsypia przy klawiaturze, no anioł nie kot. Słodka niewinność, nikt nieznający go bliżej nie uwierzyłby że to bydlak z piekła rodem i w dodatku niewdzięczny. Tak, tak, w domu to do Małgoś - Sąsiadki umizganie się odchodzi, z ciotką Elką i Cio Mary jest to samo, ale kiedy spotyka je na Podwórku to udaje że ich nie zna. No jakieś obce baby się czepiają Jego Przebiegłości Władcy Podwórka. Łazi na sztywnych łapach i zapada na głuchotę, wybiórczą rzecz jasna bo trzaśnięcie drzwi lodówki słyszy. Tyż mam stosowną pioseneczkę "Mistaken For Strangers" , nieco późniejszą ale w klimacie indie rock ( no prawie jak New Wave, he, he, he ).
Podczas zalegania mła będzie sobie poczytywać i nawet może coś obejrzy z neta. Tylko takiego żeby zwojów jej nie przegrzało. Może jakieś stare filmidła w myśl zasady inżyniera Mamonia - "Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję." Mła ma parę pozycji do których chętnie by wróciła: w cyklu zrozumieć brexit obejrzałaby sobie "Brassed Off', taki film sprzed niemal ćwierć wieku w którym grał Pete Postlethwaite, jeden z moich ulubionych brytyjskich aktorów, następnie "Billy Elliot" bo ten film mła zawsze dobrze robi na jestestwo i "The Full Monty", dla rozebranych facetów rzecz jasna, he, he, he. Może obejrzę sobie też "Le Grand Bleu", to jest jeden z tych filmów do których lubię wracać bo odkrywam w nich cóś nowego, czasem nawet zaskakującego. Mój boszsz... to starocie ale ani padaczki od szybko zmieniających się marvelowych ujęć nie dostanę, ani nie będę się zastanawiała o co kaman i jaką to grę tym razem przeniesiono na ekran. Taka rozrywka dla pani starszej. A niedługo wybiorę się do kina na nowy film Tarantino, jak podreperuję trochę stan organizmu i budżet. Na zakończenie wpisu możecie sobie posłuchać prawdziwe antycznej muzyczki - "Life Is Strange". Piosneczka też z tych które da się podpiąć pod każde czasy. Obrazków dziś nie ma bo macie muzyczkę.
Koty będo się odstresowywać razem z mła, Felicjan, Szpagetka i Sztaflik zgłosiły akces do zalegania, znaczy bez przywabiania kręcą się w okolicach wyrka, jedynie Okularia przedkłada towarzystwo Epuzera nad przebywanie z "mamusią" ( wiadomo, kudy tam mła do błysku Epuzerowych ślepiów, że o innych walorach nie wspomnę ). Mam nadzieję że zaleganie wspólne odbędzie się bez ekscesów, mimo tego że Felicjan zionie miłością do świata jak co niektórzy funkcjonariusze najpowszechniejszego wyznania w naszej Cebulandii ( uwielbiam jak faceci w sukienkach, w koronkowych narzutkach i takich fikuśnych kapelusikach ćwierkajo że samiec to musi spodzień nosić - wiem, jestem złośliwa ale poziom hipokryzji niektórych funkcyjnych wnerwia a to nie pozwala mła się należycie odstresować ). Na miłosne zionięcie Felicjana przygotowała ja sobie przy wyrku rękawice kuchenne, jakby Felicjan zaczął mocno emanować miłością to go spacyfikuje i będzie sobie zalegał w swojej bazie pod forsycją. Czarnule są grzeczne, nawet specjalnie się ostatnio nie leją. Myślę że zawiązały pakt przeciw Felkowi bo podczas jego ostatnich pretensji o miejsce na wyrku dały mu odpór wspólnymi siłami ( co tak go rozwścieczyło że musiałam interweniować ). Teraz patrzę na niego jak spokojnie podsypia przy klawiaturze, no anioł nie kot. Słodka niewinność, nikt nieznający go bliżej nie uwierzyłby że to bydlak z piekła rodem i w dodatku niewdzięczny. Tak, tak, w domu to do Małgoś - Sąsiadki umizganie się odchodzi, z ciotką Elką i Cio Mary jest to samo, ale kiedy spotyka je na Podwórku to udaje że ich nie zna. No jakieś obce baby się czepiają Jego Przebiegłości Władcy Podwórka. Łazi na sztywnych łapach i zapada na głuchotę, wybiórczą rzecz jasna bo trzaśnięcie drzwi lodówki słyszy. Tyż mam stosowną pioseneczkę "Mistaken For Strangers" , nieco późniejszą ale w klimacie indie rock ( no prawie jak New Wave, he, he, he ).
Podczas zalegania mła będzie sobie poczytywać i nawet może coś obejrzy z neta. Tylko takiego żeby zwojów jej nie przegrzało. Może jakieś stare filmidła w myśl zasady inżyniera Mamonia - "Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję." Mła ma parę pozycji do których chętnie by wróciła: w cyklu zrozumieć brexit obejrzałaby sobie "Brassed Off', taki film sprzed niemal ćwierć wieku w którym grał Pete Postlethwaite, jeden z moich ulubionych brytyjskich aktorów, następnie "Billy Elliot" bo ten film mła zawsze dobrze robi na jestestwo i "The Full Monty", dla rozebranych facetów rzecz jasna, he, he, he. Może obejrzę sobie też "Le Grand Bleu", to jest jeden z tych filmów do których lubię wracać bo odkrywam w nich cóś nowego, czasem nawet zaskakującego. Mój boszsz... to starocie ale ani padaczki od szybko zmieniających się marvelowych ujęć nie dostanę, ani nie będę się zastanawiała o co kaman i jaką to grę tym razem przeniesiono na ekran. Taka rozrywka dla pani starszej. A niedługo wybiorę się do kina na nowy film Tarantino, jak podreperuję trochę stan organizmu i budżet. Na zakończenie wpisu możecie sobie posłuchać prawdziwe antycznej muzyczki - "Life Is Strange". Piosneczka też z tych które da się podpiąć pod każde czasy. Obrazków dziś nie ma bo macie muzyczkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















