sobota, 12 kwietnia 2014

Magnolie kwitnące wiosną

Magnolie to było zawsze moje "uprawowe" marzenie. Egzotyczne, obce swojskiemu krajobrazowi widoczki kwitnących magnolek prześladowały moją wyobraźnię od dzieciństwa. Szczęśliwie się złożyło ( akurat w tym wypadku ) że Alcatraz jest ogrodem miejskim, a tzw. widoczek zapożyczony to fabryczne mury. Gdyby mój ogród leżał sobie wśród lasów i pól to solidnie bym się zastanowiła nad posadzeniem drzew czy krzewów o tak, nazwijmy to "teatralnym wyglądzie" w porze kwitnienia. W miejskich okolicznościach magnolkowe kwiaty, szczególnie odmian "hodowlanie zaawansowanych" nie wyglądają tak jak z całkiem innej bajki. Pierwszorzędną sprawą, nawet w ogrodzie miejskim, jest znalezienie odpowiedniego dla magnolki miejsca. Znaczy takie posadzenie krzewu czy drzewka żeby to nasadzenie ogród naprawdę uświetniało. Łażąc po własnej dzielni przyuważyłam że dość częstą praktyką jest wciśnięcie magnolki na siłę w jakiś zakamarek ( podejrzewam że koniecznie się magnolki zachciało tylko miejsca na nią już nie stało a innych roślin żal się było pozbywać ). Magnolie to primadonny, a takowe w zakamarkach to marnieją i wyglądają jak nieszczególnie urodziwe chórzystki, dokoptowane do zespołu w ostatniej chwili bo właściwy personel ma chorobowe. Prawda jest taka że magnolka potrzebuje tzw. dobrej przestrzeni żeby w pełni zabłysnąć. Można sadzić ją przy ogrodzeniach, można niedaleko domu ale zawsze w wypadku tej rośliny solidnie trzeba przemyśleć przestrzenną koncepcję ogrodu - magnolie potknięć nie wybaczają! Raz posadzisz i amen, bo system korzeniowy magnolii nie jest z tych co to wytrzymają przeprowadzki ( choć mnie zdarzyło się młode stażem ogrodowym magnolki przesadzać z powodzeniem, ale zawsze to ryzyko ).

Moja pierwsza magnolka została zakupiona jako odmianowa Magnolia stellata. Nazwę odmiany zatarł czas , zresztą mam wrażenie że hym....tego.... nie do końca rośnie u mnie odmiana, której nazwa widniała na etykiecie. Niewielkie drzewko o stosunkowo wąskim pokroju ma kwiaty zdecydowanie w typie Magnolia kobus a nie Magnolia stellata. Jedyne co czyni tę magnolię podobną do magnolii gwiaździstej to niski wzrost. Zakwita jako pierwsza z moich magnolek a z kwiatów zawiązują się co roku spore ilości szyszkowatych owoców ( część z nich udaje mi się usunąć, młode owoce mają żywiczny zapach - ślad dalekiego pokrewieństwa "przedpotopowych" magnolii z drzewami iglastymi ). Z powodu bardzo wczesnego kwitnienia jest najbardziej narażona na prawdziwą zmorę spędzającą sen z oczu ogrodnikom uprawiającym magnolki - wiosenne przymrozki. U mnie miała wyjątkowe szczęście, przymrozki dopadały kwitnące nieco później soulengiany a jej białych kwiatów nie pamiętam zniszczonych mrozem. Trafiała po prostu z kwitnieniem w bezprzymrozkowy czas, ot szczęściara. Szczęście szczęściem ale inna sprawa że jest dość odpornym na zimowe ekscesy pogodowe małym drzewkiem ( stąd moje podejrzenia że ma niewątpliwie sporo genów Magnolia kobus ). Jako jedyna z moich magnolek zniosła w zasadzie bezproblemowo ( o ile nie liczyć poprzemarzanych pąków kwiatowych ) pamiętny mroźny luty 2012 roku.



Następną magnolkę posadziłam w Alcatrazie dopiero w następnym sezonie. Zajęła miejsce po gruszy, które trzeba było odpowiednio przygotować. Magnolia soulengiana 'Alexandrina' to nie był jakiś specjalnie wyszukany wybór, ta odmiana magnolii mieszańcowej vel pośredniej jest chyba najczęściej sadzona. No i słusznie bo to wg. mnie jest najmniej problematyczna ze wszystkich soulengian. Staruszka bo wyhodowana w 1831 roku przez Cels'a , jedna z pierwszych odmian ogrodniczego hitu tamtych lat - nowej magnolii otrzymanej ze skrzyżowania Magnolia denudata x Magnolia liliiflora wykonanego przez pana Formont w 1820 roku i nazwanej na cześć dyrektora Ogrodu Botanicznego w Montpelier Pierre'a Soulanga, Magnolia soulangiana. To był wielki francuski wkład w ogrodnictwo, nawet niechętni francuskim nowinkom ogrodnicy będący poddanymi miłościwie panującej królowej Wiktorii musieli to przyznać. Nowa grupa magnolii, o efektownych kwiatach rozwijających się na nagich pędach, dość odporna na mróz była bardzo chętnie sadzona przy pałacowych parkach i w innych tzw. "lepszych" ogrodach.



Kolejną powołaną na stanowisko w moim ogrodzie magnolką została odmiana soulengianki 'Lennei'. Odmiana wyhodowana ok. roku 1850 we Włoszech. Pan Joseph Salvi w mieście Vicenza powołał do życia ten cud. Następny cud zdarzył się w roku 1905 kiedy Otto Froebel skrzyżował odmianę Magnolia soulengiana 'Lennei' x Magnolia denudata. Tak narodziła się prawdziwa Wenus, jedna z najpiękniejszych magnolek - odmiana Magnolia soulengiana 'Lennei Alba'. Obydwie "lennejki" mają piękny, czarkowaty kształt kwiatów i obydwie są niestety znacznie bardziej narażone na przemarzanie pędów. Z moją starą 'Lennei' posadzoną mniej więcej w tym samym czasie co 'Alexandrina' pożegnałam się w zeszłym roku. Niby okropne, bezśnieżne mrozy w lutym 2012 zniosła ale oberwała tak że szanse na przeżycie były nikłe, to tak naprawdę było odchodzenie rozłożone na raty. Olbrzymia część czterometrowego krzewu po prostu przemarzła a to co zostało żywe nie zdołało magnolki utrzymać. Z bólem serca wykopałam smętnie nagiego krzaczora, przygotowałam nową glebę i z wieczną nadzieją typowego ogrodnika posadziłam odmianę 'Lennei Alba'. Na puste miejsce po alcatrazowej forsycji szykuje się już nowa 'Lennei', nie wyobrażam sobie Alcatrazu bez jej pięknych, dwukolorowych kwiatów. Ponadto cenię sobie tę odmianę za regularne powtarzanie kwitnienia w lipcu i sierpniu.




Kiedy zaspokoiłam apetyt na duże magnoliowe kwiaty zaczęłam rozglądać się za czymś może nie tak spektakularnym ale za to wdzięcznym. No i wpadłam na magnolie zwane magnoliami Loebnera. To grupa mieszańców pochodzących z krzyżowania magnolii japońskiej i gwiaździstej, odporna na mrozy i dobrze kwitnąca w naszym klimacie. Mnie skusiła pochodząca z siewki odmiany 'Balerina', prześliczna 'Powder Puff'. Wyhodował ją w 1987 roku August Kher w szkółce Hendersonville w Karolinie Północnej. Mimo że niby z Hameryki to pochodzenie jak najbardziej azjatyckie he, he i prześliczne maleństwo zakwita przed rozwinięciem liści. Nie kwitnie u mnie tak wcześnie jak kwitną magnolie gwiaździste czy japońskie. Ta odmiana zakwita wraz z soulengianami. Nie sadzę żeby to była kwestia stanowiska na którym jest posadzona, myślę że to raczej sprawa odmiany. Magnolia x loebneri w ogóle zdaje mi się magnolią kwitnącą nieco później niż magnolia gwiaździsta, wchodzenie w czas kwitnienia zależy od odmiany ale generalnie nie zgodziłabym się z tym że jest magnolia bardzo wcześnie kwitnącą. Palma pierszeństwa w tym zakresie należy bezsprzecznie do Magnolia stellata. Wiele osób patrząc na zdjęcia może mylić kwiaty Magnolia x loebneri 'Powder Puff' z kwiatami Magnolia stellata 'Kikuzaki'. W realu nie do pomylenia - 'Kikuzaki' ma kwiaty różowe w pąku, 'Powder Puff' jak ma jakieś różowości to takie że z lupą ich szukać, ba nawet z mikroskopem! Kwiaty tej odmiany nie są też tak masywne jak w przypadku 'Kikuzaki' ( do 30 tepali liczy sobie kwiat tej 'Kikuzaki', odmiana 'Powder Puff' ma najwyżej 25 tepali ). Najważniejszą cechą jaka moim zdaniem odróżnia kwiaty tych dwóch odmian jest lekkie wzniesienie płatków 'Powder Puff'w pełni kwitnienia, które rzeczywiśce sprawia że odmiana wygląda jak "pełnokwiatowiec"



Po posadzeniu niewielkiej wzrostem wdzięcznej "loebnerki" przyszedł dla Alcatrazu czas na zmierzenie się z Magnolia liliiflora. Zanim przeszłam do "rozcieńczonego" potomstwa, rzuciłam się najpierw na odmianę gatunku czyli magnolię 'Nigra'. Znalazł ją w Japonii w 1867 roku James Veitch. No cóż, najciemniej kwitnącą z magnolii purpurowych określę krótko - franca! Trzy razy podjęłam próby z tą gadziną, kupowałam nie jakieś maleństwa a całkiem spore krzaczki i trzy razy było "nie bo nie"! Jako jedyna z magnolii ma dożywotni zakaz wstępu do Alcatrazu, nigdy więcej tego niewdzięcznego krzaczora nie przyjmiemy na łono. Sprawa jest o tyle dziwna że niedaleko nas rośnie piękny, solidnie rozrośnięty egzemplarz Magnolia liliiflora 'Nigra', znaczy podłe magnolisko uwzięło się tylko na Alcatraz. Za co to szykany nie wiem. Nic to, wzięliśmy do siebie potomstwo niewdzięcznej. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku w National Arboretum w Waszyngtonie Francis DeVos i William Kosar wyhodowali tzw. serię "The Girl Magnolias", ośmiu mieszańców magnolii purpurowej i magnolii gwiaździstej, którym nadali żeńskie imiona. Do Alcatrazu trafiły dwie "amerykańskie dziewczynki" 'Susan' i 'Betty'. Pierwsza to krzyżówka Magnolia liliiflora 'Nigra x Magnolia stellata 'Rosea'.

'Susan' to bardzo wcześnie wchodząca w okres kwitnienia magnolka, widuje się nieduże krzaczki z pąkami kwiatowymi. Jest prawdziwym hardcorem, nic w sobie nie ma z delikatności kapryśnej mamusi. Alcatraz z miejsca ją pokochał, w następnym sezonie uspokojona porządnym zachowanienie "Zuźki" dokupiłam jej siostrzyczkę. 'Betty' okazała się bardzo podobnym drzewkiem, rosnącym bez fum i wydziwiań a kwitnącym jeszcze większymi kwiatami. Od kwiatów 'Susan' kwiaty odmiany 'Betty' różni nie tylko wielkość ( 'Suzan w porywach ma 25 cm średnicy kwiatu, dla 'Betty' 30 cm to normalność ). Tepale 'Betty' są szersze i znacznie bardziej jasne po wewnętrznej stronie, 'Betty' sprawia wrażenie magnolii o dwukolorowych kwiatach, może nie aż tak bardzo jak w przypadku soulengianki 'Lennei' ale to zróżnicowanie koloru jest dość łatwo zauważalne. Na małych fotkach na pierwszym planie kwitnie 'Betty', na dużej fotce poniżej prezentuje się 'Susan' - różnica pomiędzy odmianami jest łatwo zauważalna. Żeby jednak nie było za słodko to wszystkich miłośników olbrzymich magnoliowych kwiatów uprzedzam - 'Betty' jest odmianą delikatniejszą niż 'Susan'. Mrozy znosi dobrze ale przy bardzo silnym i długotrwałym mrożeniu ilość przemarzniętych młodych gałązek i pąków kwiatowych jest znacznie większa niż w przypadku twardzielki 'Susan'. Sadzić jednak warto tak 'Betty' jak i 'Susan', spektakularne kwitnienie zapewnione a zapach kwiatów wręcz odurzający. Mnie przypomina trochę zapach różowych pwionii i starych róż, jest odmienny od ciężkawej ale delikatnie wyczuwalnej woni soulengian.


Jak już było w Alcatrazie w porze kwitnienia magnolii do obrzydliwości różowo postanowiłam dodać trochę kremowej bieli.I tak pojawiła się w ogrodzie Magnolia denudata 'Double Diamond'. Za wiele o niej nie wiem, w zasadzie tylko to co widziały "łoczęta" - kwiat o podwójnej ilości tepali, piękny i kremowy. Delikatna jak większość magnolii nagich, kwitnie razem z soulengianami. Przypuszczam że "wynaleziono" ją w Chinach czyli ojczyźnie Magnolia denudata, nie udało mi się znaleźć o niej więcej info. Mimo że delikatna i niespecjalnie dobrze znosi mrozy jest dla Alcatrazu takim "must have" magnoliowym. W porze kwitnienia jest powalająca. Zainspirowała mnie do stworzenia projektu tzw. Żółtego Magnolnika, który pojawić ma się na miejscu po wyburzonej szopie. Ta zamagnoliowa in spe część ogrodu ma się składać w dużej części z mieszańców Magnolia denudata . W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w Brooklyn Botanic Gardens w Nowym Jorku rozpoczęto próby hodowlane z mieszańcami Magnolia acuminata x Magnolia denudata. Z tego amerykańsko - azjatyckiego krzyżowania uzyskano magnolie, które dziś w handlu określa się jako "żółte magnolie" No cóż, miłośnicy forsycjowych kwiatów mogą spać spokojnie, magnolie brooklińskie vel żółte są raczej w odcieniach koglo - moglowo - kremowych ( moim zdaniem na szczęście, he,he ). Kwitną nieco później niż soulengeanki, niektóre odmiany zaczynają wypuszczać liście razem z kwiatami. W moim Żółtym Magnolniku ma znaleźć się odmiana 'Elizabeth' ( pierwsza i moim zdaniem najładniejsza z brooklinek )otrzymana w 1956 roku przez panią Serber, nazwana w 1978 roku na cześć dyrektorki Brooklyn Botanic Gardens, pani Elizabeth Scholz. Jest też miejsce na nieco późniejszego mieszańca o nieblaknących kwiatach. Odmiana 'Butterflies' została uzyskana z krzyżowania Magnolia acuminata 'Fertile Myrtle' x Magnolia denudata 'Sawada's Cream'( choć istnieje wersja że do krzyżówki została użyta siewka nieznanej odmiany magnolii nagiej ) przez Philipa J. Savage w Bloomfield Hills w stanie Michigan około roku 1988.



Miejsce honorowe w Żółtym Magnolniku jest jednak zarezerwowane do magnolii 'Honey Tulip'. I tak doszliśmy do magnolek autorstwa nowozelandzkich hodowców, panów Jury. Jury dla uprawiaczy magnolii to odpowiednik marki Ferrai dla zmotoryzowanych. Szkółka w Tikorangi co i raz wypuszcza na świat magnolkę że palce lizać. W Polsce pierwszą "jaskółką nowozelandzką", była odmiana 'Iolanthe', pięknie kwitnąca z tym że nie w chłodnym klimacie. Niestety geny Magnolia campbellii są odpowiedzialne nie tylko za urodę kwiatów ale i za specyficzne wymagania. Znacznie lepiej ponoć sobie radzą w naszych warunkach dwie inne magnolki z Tikorangi - 'Genie' i 'Black Tulip'. Ja oczywiście zamiast kulturalnie spróbować tego co inni zachwalają i przetestowali, uśmiechnęłam się jak głupi do sera do magnolki 'Vulcan'. Piękność owa będąca wynikiem krzyżowania siewki nienazwanej hybrydy Magnolia liliiflora z odmianą 'Lanarth', po przodkach od strony magnolii 'Lanarth' odziedziczyła kwiaty w typie Magnolia campbellii. Nawet nie chce mi się myśleć co odziedziczyła jeszcze, trwam w kretyńskim optymiźmie. Sam hodowca napisał o tej odmianie że zniesie stosunkowo ostrą zimę ale lato musi być ciepłe i dobrze jak jest wilgotne. Ponoć w chłodniejszym klimacie jest "cieniem samego siebie"i jego kwiaty nie starzeją się z wdziękiem ( ouć, bolesne słowa pana Jury ). Jak na razie 'Vulcan' zniósł tegoroczną, łagodną zimę, teraz zostaje mi wyprosić u Wielkiego Ogrodowego odpowiednie dla niego lato. Wygląda na to że Alcatraz go polubił ale nie wszystko zawsze zależy od Alcatrazu, z tzw. pomyloną magnolką ( najprawdopodobniej odmianą 'Burgundy' ) z poniższego zdjęcia pożegnaliśmy się po zimie w 2012 roku, mimo ze Alcatraz bardzo się starał ( cóż to były za przyrosty ). Kwiat przepiękny ale mrozoodporność mniejsza niż u innych soulengianek jak się okazało. No cóż, cześć jej pamięci! Może 'Vulcan' będzie miał więcej szczęścia!


Moje magnolki sadzę w lekko zakwaszonej torfem ziemi. Wszystkie mają takie samo podłoże,i te kwitnące wiosną i te dające czadu latem ( hoduję i takie ). Jestem zapamiętałym wyznawcą teorii "dobrodziejstwa skórek bananowych", zmuszam rodzinę i sąsiadów do pożerania bananów ( ach jakie pyszne i zdrowe, he, he ) a skórki wędrują pod magnolki. Zasypane dyskretnie kompościkiem uwalniają dyskretnie bananowe dobrutki, które bardzo służą magnolkom. Owocki staram się usuwać na etapie "tużpokwitnieniowym" żeby magnoloe pracowały nad przyszłorocznymi kwiatami a nie zajmowały się przygotowaniem owoców. Nie zawsze udaje mi się usunąć wszystkie małe "szyszeczki"i czasem jesienną porą coś tam się wśród zżółkłych magnolkowych liści zaróżowi i zaczerwieni. Bardzo te moje drzewka i krzaczorki magnoliowe lubię, w końcu muzealne prawie jak miłorząb czy inna metasekwoja.

4 komentarze:

  1. Uroczo poczytać o magnoliach. U mnie z kolei wyjątkiem upartym jest Nigra i Susan.
    powodzenia
    m

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej jednak uroczo oglądać kwiaty których mróz nie załatwił. W tym roku było smętnie, poherbaciały magnolkowe tepale.Może w przyszłym roku będzie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo prosze, powiedz jak nawozisz? ja siedze na mazowieckich piaskach, wprawdzie dochowalam sie paru duzych pieknosci, ale wlasnie siedze w ogrodzie, i pare kwitnie, a pare nie... chyba zle nawozilam, jak dajesz jesc?

    OdpowiedzUsuń
  4. Generalnie dieta bananowa - nie wywalam skórek bananów, tylko je "zagniwam" a następnie ładuję pod korę sosnową, którą okryte są najbliższe okolice magnolki ten bananowy cud. Ponadto od czasu do czasu magnolka dostaje troszkę suszonego obornika bydlęcego. To jest w zasadzie wszystko. Ważny jest czas kiedy magnolie tworzą pąki kwiatowe na przyszły sezon. Dobrze jest utrzymać poziom wilgoci i dostarczyć "potasu z fosforem" ( bananowe skórki dają potas ), czyli składników wpływających na jakość kwitnienia. Cudowna chemia na ogół stymuluje wzrost roślin, chyba że jest mieszanką stopniowo uwalniającą poszczególne składniki ( w związku z tym dosyć drogą ). Ja kombinuję bez chemii.

    OdpowiedzUsuń