Tradycyjnie w kołowrotku, tym razem z wytężeniem mózgu. Zmęczona jestem realem. W mijającym tyźniu mła się zajęła tym co wokół nas się dziej a uwierzcie że dzieje się mnóstwo spraw, które choć wydają nam się teraz dalekie i zupełnie z nami nie związane, będą na nas miały solidny wpływ. Pisałam o stanie naszej samorządności w Cebulandii, która zdaniem mła w celu poprawy działania wymaga czegoś więcej niż tylko ograniczenia kadencyjności burmistrzów i włodarzy miast, o powszechnym na Zachodzie zwalaniu win korpokapitalizmu na migrantów i chęci żyłowania pracowników, oraz niechęci polityków do naprawy systemu benefitów, tak by był on wspomaganiem dla potrzebujących a nie systemem budowania poparcia partii politycznych i darmową kasą dla ludzi z wyuczoną bezradnością, pisałam o upadku imperium, którego konsekwencje poniesiemy wszyscy, niezależnie od tego jakie mieliśmy poglądy na temat tego tworu. Wpływ bezpośredni możemy mieć tylko na to co w Cebulandii, reszta to procesy które toczą się już siłą inercji, jesteśmy tu bardziej świadkami i uczestnikami bez prawa głosu. Zdaniem mła tak jak waliła się komuna, tak korpokapitalizm wyczerpuje swoje możliwości i zmierzamy w kierunku czegoś nowego, obawiając się żeby to nowe nie miało autorytarnej mordy. Żyjemy w ciekawych czasach, dobrze żebyście byli przygotowani na to że to, do czego byliście przyzwyczajeni może się szybko zmienić.
Mła wiedzie swoje małe życie w mieście Odzi usiłując związać koniec z końcem i jakoś tam z kotami żyć. Człowiek styka się z różnymi patologiami, ale przecież żyje wielowymiarowo, na szczęście. Opłakałam bez łez Okularię, bardzo dziwne uczucie, strasznie przygnębiające. W tym roku straciłam dwie kocie dziefczynki, dodatkowo doszły zabiegi Mrutka i Helenki - ciężki coś ten rok pod względem emocjonalno - weterynaryjnym. Ech... Ostatnio pocieszająco śniła mła się Szpagetka, może to znak, światełko w tunelu, które nie zwiastuje nadjeżdżającego pociągu tylko wyjście z podziemi. Oby, bo znów we mła rozpełza się anhedonia, znaczy mła ma zaburzenia układu nagrody w mózgu na skutek stresów. Z wiekiem coś robię się krucha. Żeby poprawić sobie nastrój poszłam do kina na coś odstresowującego - "The rivals of Amziah King", co u nas przetłumaczono jako "Wszyscy moi wrogowie". Żadne wybitne dzieło ale dla sceny skalpowania i nalotu pszczół na szkołę w małym amerykańskim miasteczku naprawdę warto zobaczyć. Film jest amerykański do bólu, ale w ten sposób, który przypomina klasykę westernu. Jeżeli nie możesz przy pomocy prawa zapewnić sprawiedliwości, to weź sprawę w swoje ręce, tylko nie daj się złapać. No i ścieżka dźwiękowa, blue grass i całkiem nieźle śpiewający Matthew McConaughey, który w niczym nie przypomina Killera Joe, ulubionej przez mła postaci, którą stworzył ten aktor. Ponieważ jednego filmu mła było mało dla uzyskania oddechu, oblookałam też "Silent Friend" Ildikó Enyedi, tak europejski że bardziej się nie da. Polecam każdemu, kto lubi myśleć o wszelkim żywym stworzeniu, jako o całości - malutki spoiler, pelargonia w roli odźwiernej wymiata.
No i to tyle. Nie chce nic planować na przyszły tydzień, bo moje plany coś ostatnio nie wypalają. Zdjęcia to zdziśki z tegoroczną szklaną dyńką i pełną kolekcją kamionkowych domków. Wszystko z Chin, albo innych Indii, bo u nas się już nikomu nic nie opłaca robić, ze względu na ceny energii i koszty pracy. W Muzyczniku wklejam muzyczkę z "The rivals of Amziah King".
Jezu kolczasty, scena skalpowania? No to juz na pewno nie pojde, nie daje rady patrzec na okrucienstwo, ktorego jest juz wokol tak duzo, ze trudno uniesc. Nie daje rady i nie chce, bo to strasznie obciaza, a nic nie wnosi tylko zabiera. Zycie w tym roku 2026 do latwych nie nalezy. Przetacza sie. Wyrywa z korzeniami, wywraca do gory nogami, a potem wbija w ziemie. Podnosze sie juz ktorys raz, bo musze, bo nie ma wyjscia. Jedyny kierunek to do przodu, z nadzieja za potem bedzie lepiej i lzej. Jak juz sie wszystko przetoczy. I za to trzymam kcuiki i Tobie i sobie. 🤞🤞🤞Kitty
OdpowiedzUsuń