"Malutkie lotnisko, ch... wie komu potrzebne, ale jest"
Marek Belka - łodzianin
Ten tekst sprawę lotniska w Łodzi traktuje jako pretekst do zastanowienia się nad naszą Polską samorządową, która pilnie wymaga reform. Zastanawiam się też czy nie wymaga postawienia nadzorcy z batem. To co dzieje się w samorządach w RP, niezależnie od tego czy są to samorządy z lewa, prawa, czy nie wiadomo skąd, woła o pomstę do nieba a potem o stały nadzór CBA, prokuratury itd. Po prostu państwo samorządowcy odlecieli od bazy w kierunku Księżyca i trwa obecnie na pokładzie tego statku kosmicznego, którym lecą, bal i nikt nie zwraca uwagi na to że nazwa tej kosmicznej jednostki to "Titanic". Bawmy się we władzę, podatnik zapłaci. Za kontrakty lekarzy zawierane przez dyrektorów szpitali z politycznego nadania, za kolejne osiedla wybudowane ku chwale dewelopera i firm inwestujących w mieszkania na najem, które nikomu ich nie wynajmują, bo poniżej pewnej kwoty za wynajem zejść nie mogą, za setki rachitycznych, świeżo nasadzonych drzewek, które zeszły w pierwszym sezonie po posadzeniu i nie ma szans by zastąpiły to co wycięto "żeby było ładniej" itd. W Mieście Odzi patologia samorządowa bije po ślepiach, bo nasza władzuchna miastowa trwa na posterunku od 16 lat. Dokładnie tyle ile rzundziła w Reichu "słuchająca ludu" Angela Merkel, popularna swego czasu nad wyraz. Dziś Niemcy płacą rachunek za te rządy, ciekawe ile Miasto Ódź zapłaci za tak długie rządy obecnie panującej nam ekipy? Tak, tak, panującej to właściwe słowo. Jedną z nielicznych dobrych rzeczy, które zostały nam po rządach PiSdniętych et consortes, jest ustawa ograniczająca kadencyjność w samorządach, która ma zresztą łódzką proweniencję, bo przeca PiSdnięte nie mogły przeżyć że upieprzenie prezydenta Miasta Odzi z konkurencyjnego ugrupowania się nie powiodło. Szkoda że to dalej nie poszło i nie wlazła ustawa o ograniczeniu kadencyjnym dla parlamentarzystów, ale parlamentarzyści jak wiadomo uchwalają prawo dobre dla parlamentarzystów.No dobra, przechodzimy do mięska, czyli sporu o stanowisko prezesa lotniska w Mieście Odzi, które to lotnisko nosi wdzięczną nazwę Lublinek. Lotnisko pasażerskie powstało jako inwestycja miejska w czasach prezydentury Kropy "Zdejmij czapkę ch..u", bowiem Kropa był ambitny. Od początku był z Lublinkiem pewien problem, ponieważ lotnisko wisiało na miejskich funduszach a jak wiadomo tanim liniom lotniczym trza dopłacać do latania, żeby inwestycja jakoś chodziła. Ten układ działa, w sytuacji kiedy samorządom opłaca się komunikowanie rejonu ze światem, koszty się zwracają i wogle. Miasto Ódź było i jest taką potęgą że za swoją siatkę połączeń z lotniska samo płaciło, w sytuacji w której za taką siatkę połączeń na innych lotniskach zjednoczonych w przedsiębiorstwie PPL, płacą marszałkowie województw. Skutek jest taki że siatka połączeń lotniska jest marna a Lublinek generuje straty idące w miliony. Co robi z tym miasto? Miasto powołuje prezesa z politycznego nadania, w nadziei że przyklepie gówno łopatką, posypie cukrem i sprzeda jako ciasteczko. Kiedy nadchodzi pokoleniowa zmiana warty w partii miastem rzundzącej i ograniczenie kadencyjności uniemożliwia trwanie starej ekipy, trza zamienić ludzi związanych ze starym zarzundem, na tych związanych z ludźmi na których stawia partia. Pretekst się zawsze znajdzie, wystarczy łopatką trochę tego cukru z gówna strącić. Nasz zarzund miejski czekał rok na wyrażenie niezadowolnienia po kontroli za rok 2024, ale teraz się wziął "na poważnie" do robienia porządków. Ponieważ trudno mu się doczepić do tego co wielokrotnie wynosił pod niebiosa jako świetne zarzundzanie, czepił się wydatku rzędu sześćdziesiąt parę złotych wydanych nocną porą na "spotkanie z kontrahentami", który to wydatek jest śmieszny w obliczu wydatków "reprezentacyjnych" magistratu. Powszechną wiedzą jest że tu nie chodzi o nic innego jak tylko o wsadzenie przez ekipę obecnego faworyta partii w walce o urząd prezydenta miasta w przyszłych wyborach, swojego człowieka. Zwracam uwagę że piszę tu o faworycie partii a nie faworycie wyborów, bo nie jest on osobą mającą charyzmę Pani Hani.Rządząca miastem od lat ekipa ma "racjonalny pomysł na Łódź". Budujemy, gdzie się da, wszystko jedno co, byle można zlecić kolejne zamówienia na roboty budowlane. W efekcie tych działań mamy permanentnie rozkopany plac budowy z bałaganem. Od sześciu lat mamy działania wspólne, tzn. do zabaw UMŁ przyłączyło się PKP. Skoro niekompetentne do bólu drążenie jednego tunelu kolejowego zakończyło się katastrofą budowlaną, w wyniku której ludzie stracili mieszkania i często dorobek życia, zaczynamy tuż obok, równie niekompetentnie, drążyć kolejny tunel, zamykając fragmenty centrum miasta na kolejne lata. Oczywiście o naprawienie krzywd będzie się toczyć batalia sądowa, no bo kto ma płacić za mieszkania, kto ma płacić odszkodowanie i takie tam obsrywantes. Przymusowo wysiedleni zioną ogniem, czemu nie ma się co dziwić. Nawet jak coś funkcjonuje całkiem nieźle, tak jak OB albo duży miejski Las Łagiewnicki, to kombinujemy, żeby rozpocząć tam jakąś budowę i rozpieprzyć kolejną część miasta. Jeszcze ekologię bierzemy na sztandary, tylko sieci ciepłowniczej nie budujemy w partnerstwie z firmą, której elektrociepłownie miejskie sprzedano, bo to nam jakoś do głowy nie przychodzi. Jest takie podejrzenie że nasze lotnisko z marną siatką połączeń będzie wymagało niedługo remontu i trzeba będzie rozpisywać przetargi, a jak wiadomo rozpisywanie przetargów wywołuje we władzach samorządowych, nie tylko w Cebulandii, kosmiczny orgazm. Być może to przyspieszyło wykopek pani prezes od lotniska. Odzianie wzdychają, bo mają świadomość że zaraz będziemy dopłacać, do tego to zbyt wygodnego chlewu dla politycznych pociotków, którzy muszą się nażreć. Strata 30 milionów? 100? To przecież tylko liczby, dopłacić trzeba, "bez tego Łódź padnie i jej nie będzie" i "miasto się wyludnia". Łatwiej by nam szło to przebolenie strat, gdyby istniał jakiś realny gryplan, rozkład jazdy, harmonogram, gdybyśmy wierzyli że to kwestia posiadania lotniska a nie jedynie chlewika.
Jednakże powoli, powoli narasta w mieszkańcach Miasta Odzi wkarw. Taki na wszystko, ze szczególnym uwzględnieniem chlewu. Są nawet tacy, którzy dość głupio marzą o ziszczeniu się czarnego
scenariusza dla Lublinka, czyli stanu kiedy zużyta infrastruktura lotniska, brak lotów spowodują że finanse miejskie jakoś będą wyglądały, bo historycznie najmniejsze straty lotnisko
miało w czasie pandemii, kiedy nic z niego nie latało. Naiwni, łódzkie lotnisko to przechowalnia etatów dla znajomych obozu prezydenta miasta oraz partii rzundzącej. Nawet jak się nie latało to pensyjki się płaciło, tylko wtedy za to buliło nie tylko miasto, nieprawdaż? Są też tacy, którzy uważają że już teraz czas miejskie lotnisko zaorać, czy też raczej spuścić na łeb wojsku , bo przeca nadejdzie CPK i Miasto Ódź będzie miało szybką kolej i lotnisko międzynarodowe w odległości 96 km. To że będzie duży hub lotniczy w pobliżu, nie oznacza że można w pobliżu zaorać wszystkie lotniska. 96 kilometrów to jednak dość dużo, ledwie 40 km mniej niż na Okęcie. Na razie nasze miejskie władze muszą przełknąć zniknięcie z siatki połączeń lotów z Lublinka na lotnisko Charleroi leżące około 60 kilometrów od Brukseli. Jeszcze mamy loty do Bergamo - Orio al Sero, z którego mamy 52 kilometry do Mediolanu. Późne loty, mało połączeń, ale samoloty nie latają "na pusto", dwie godziny do Wrocławia, dwie godziny do Poznania, do dwóch godzin do Pyrzowic i na Okęcie a ludzie z Miasta Odzi i okolic chcą szybko dotrzeć na miejsce, nawet jeśli trzeba lecieć niemal nocnym lotem. Może w lotnisko trzeba zainwestować większe pieniądze, rozbudować port, kupić systemy, zbudować hangary, połączyć z autostradą? Może zatrudnić kogoś z zewnątrz, kto będzie kumał że ludzie jeszcze długo będą latać i będą sobie cenić wygodę? Może trzeba zacząć myśleć?
Obawiam się że samorządność nasza miejska tego nawet nie zakłada w najśmielszych snach, zadaniem samorządowych wg. ich mniemania, nie tylko łódzkich, jest głównie gigantyczna współpraca z deweloperką, tworzenie spółek miejskich, będących przechowalniami dla krewnych królika, dojenie UE, robienie PR i przede wszystkim trwanie i to najlepiej zgodnie z prawem jak najmniejszego wydatkowania energii. W przypadku naszego łódzkiego zarzundu z trudem dotarło że współczesna industrializacja oznacza wyprowadzanie przemysłu do osobnej dzielnicy, z trudem dociera że posiadanie lotniska oznacza że deweloperzy nie mogą w jego pobliżu niczego kupować, bo będzie to generować dla lotniska koszty, ciekawe czy z trudem do nich dotrze dlaczego przegrali wybory a to powolutku zmierza w tę stronę, bo ludziska coś nie pokochali "młodego, rzutkiego wiceprezydenta", w którego zakres łobowiązków wchodzi nadzór nad urbanistyką, planowaniem przestrzennym, ochroną zabytków oraz współpracą krajową i zagraniczną. Wicie rozumicie, wyborcy potrafio przeczytać menadżer do spraw rozwoju Savills i zorientować się czym zajmuje się ta firma. Styk biznesu z politykami to zawsze śliska sprawa, kiedy ludzie z biznesu przechodzą do polityki jest jeszcze bardziej ślisko. Zresztą podobny problem jest w Krakowie i zwrot kasy do tatusia, też niczego tu nie gwarantuje. Wiecie jak to jest, pracować się już w biznesie nie pracuje, ale powiązania zostają. Przykre jest to że nadal my wyborcy jesteśmy w sytuacji że zamienił kijek siekierkę na kijek, bo problemem nie jest zmiana polityczna tylko samo funkcjonowanie tego samorządowego układu. To system jest chory i jedyne co mła do głowy przychodzi to przynajmniej pięcioletnia karencja przy przejściu z biznesu do obejmowania decydenckich stanowisk w samorządach czy administracji. Tylko z tą karencją to u nas tak w ogóle tego... ten... Ech, powzdycham sobie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz