niedziela, 13 listopada 2016
Jesienne różyczki z jabłek wymuszone na Ciotce Elce
Słodkie jeść lubię ale robić to nie za bardzo. Kibicuję przy wyrabianiu, nawet uczestniczę ale staram się jednak trzymać dystans żeby nikomu nie przyszło do głowy zatrudniać mnie przy jakichś rodzinnych imprezach. Bezczelnie przyznaję że wielu rzeczy celowo "nie umiem" zrobić. Cwaniactwo i lenistwo ze mnie radośnie wyłazi. Nie dam się już nigdy więcej zagnać do pasztetów i innych takich. Ponieważ kończy się boski czas żerowania na Dżizaasie oplatam mackami pochlebstw i przymileń naszą Ciotkę Elkę ( Ciotka jest kuchenna, niewiele trzeba żeby ją podpuścić ). Po ciasteczkach kruchych przedlistopadowych przyszedł czas na proste różyczki ( przepisów na nie w necie w bród ). Ciasto francowate w wykonaniu proste do bólu, znaczy kupione w sklepie. Cała robota to obranie i odpowiednie przygotowanie jabłuszek. Marmoladę pod układanie jabłuszek miałyśmy pigwową, dobra jest też morelowa czy różana ( wiadomo domówki najlepsze ale bez przesadyzmu, w sklepach teraz można całkiem przyzwoite marmolady dostać ). Jabłuszka układane przemyślnie i rodzinnie bo i Dżizaas wyprowadzany przyleciał skuszony ciasteczkową robotą ( zamiast karnie kartony pakować ). Kawa pita, stolnica na stole, kłótnie koncepcyjne ( budowa ćwierćrozetkowa kwiatu charakterystyczna dla niektórych róż historycznych odpadła w przedbiegach ) i ciotczyny Władymir zmuszany do pilnowania prawidłowej pracy piekarnika - normalnie pełnia ciasteczkowego rodzinnego szczęścia ( z tradycyjnym łasowaniem Władymira ). Nie ma to jak integracja przy wypiekach.
piątek, 11 listopada 2016
Jak wywinąć Orła Białego
"Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać
drukując hymny, gorące epistoły.
Jakby miały spoić pękniętych ścian rysy
gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły.
Odeszli do zajęć sennych długotrwałych,
nad biurka za małe dla królewskich zaleceń.
Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
a świece świeciły by nic nie oświecić."
Jacek Kaczmarski "Krajobraz po uczcie"
W temacie święta Narodowego jak powyżej, paczę, paczę i paczę i nadziwić się nie mogę - ludzi wyraźnie roznosi energia nie tam gdzie trzeba. No taa, ale to mniejszość, większość zastanawia się kto ostatni światło zgasi i to jest dopiero dołujące. Prawdziwe wywinięcie Orła Białego!
No ale co tam smętne jak endecja u schyłku lat trzydziestych myśli, mamy nasze Narodowe, własne listopadowe święta. Weekend długi nam się z nich zrobił i dzięki luzikowi możemy z Ciotką Elką powypiekać ciasteczka. Wiecie jak Ciotka lubi ten sport, teraz to się nawet tak rozkokosiła że zaczęła coś pobrzękiwać o orle. Koncepcja wywinięcia orła z ciasta przekracza moją zdolność pojmowania i szczęśliwie jak na razie ciotczyne umiejętności "wywijania" ciasta. Stanowczo muszę ograniczyć Ciotce Elce dostęp do internetu, jeszcze się naogląda i dopiero będzie. Kto wie czy nie zakażą orła z czekolady a tutaj takie plany ciastowe. Pachnie dywersją i brakiem szaconku dla godła. No ale jakby go tak bez korony upiec i żreć to podpada pod chwalebne pastwienie się nad peerelowskim ptaszkiem, niekoronowanym i podszywającym się pod tego prawdziwego, narodowego orła. Znaczy żarcie państwowotwórcze. Z drugiej strony mogą dojść że to jednak piastowski, rodzimy, taki co to nie rzuci gniazda skąd jego ród - i wtedy to już w ogóle obraza tego...ten...etnosu. Nie ma co ryzykować, od tego ptaka trzymamy się z daleka, orzeł to w końcu drapieżnik. Będziemy wypiekać spokojne, bezpieczne różyczki. Różyczki to u nas niepolityczne, z niczym nie kojarzące się kwiatki ( uwaga na lelije ) i można je bezstresowo kuszać.
Pogoda dopisała, znaczy biało i czysto się zrobiło, choć śniegodeszcz taki nieprzyjemny. Z moich planów wyjazdowych rzecz jasna tradycyjnie nici, choć w tym wypadku nie ma co obwiniać pogody. Po prostu luzik jest na smyczce i naprawdę urwać "na wolność" się nie da. Znaczy dzieje się gdzie indziej. Między innymi Dżizaas na stałe nam się wyprowadza, muszę pilnować żeby mały potwór książek mi nie podebrał ( ma brzydkie tendencje ). Niestety kończy się poddział szaleństw kulinarnych Dżizaasa, ale spokojne - witamy w poddziale wymuszeń kulinarnych dokonywanych na Ciotce Elce. I tym optymistycznym akcentem kończę ten mało optymistycznie nastrajający wpis Pa, Orzeł wylądował!
drukując hymny, gorące epistoły.
Jakby miały spoić pękniętych ścian rysy
gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły.
Odeszli do zajęć sennych długotrwałych,
nad biurka za małe dla królewskich zaleceń.
Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
a świece świeciły by nic nie oświecić."
Jacek Kaczmarski "Krajobraz po uczcie"
W temacie święta Narodowego jak powyżej, paczę, paczę i paczę i nadziwić się nie mogę - ludzi wyraźnie roznosi energia nie tam gdzie trzeba. No taa, ale to mniejszość, większość zastanawia się kto ostatni światło zgasi i to jest dopiero dołujące. Prawdziwe wywinięcie Orła Białego!
No ale co tam smętne jak endecja u schyłku lat trzydziestych myśli, mamy nasze Narodowe, własne listopadowe święta. Weekend długi nam się z nich zrobił i dzięki luzikowi możemy z Ciotką Elką powypiekać ciasteczka. Wiecie jak Ciotka lubi ten sport, teraz to się nawet tak rozkokosiła że zaczęła coś pobrzękiwać o orle. Koncepcja wywinięcia orła z ciasta przekracza moją zdolność pojmowania i szczęśliwie jak na razie ciotczyne umiejętności "wywijania" ciasta. Stanowczo muszę ograniczyć Ciotce Elce dostęp do internetu, jeszcze się naogląda i dopiero będzie. Kto wie czy nie zakażą orła z czekolady a tutaj takie plany ciastowe. Pachnie dywersją i brakiem szaconku dla godła. No ale jakby go tak bez korony upiec i żreć to podpada pod chwalebne pastwienie się nad peerelowskim ptaszkiem, niekoronowanym i podszywającym się pod tego prawdziwego, narodowego orła. Znaczy żarcie państwowotwórcze. Z drugiej strony mogą dojść że to jednak piastowski, rodzimy, taki co to nie rzuci gniazda skąd jego ród - i wtedy to już w ogóle obraza tego...ten...etnosu. Nie ma co ryzykować, od tego ptaka trzymamy się z daleka, orzeł to w końcu drapieżnik. Będziemy wypiekać spokojne, bezpieczne różyczki. Różyczki to u nas niepolityczne, z niczym nie kojarzące się kwiatki ( uwaga na lelije ) i można je bezstresowo kuszać.
Pogoda dopisała, znaczy biało i czysto się zrobiło, choć śniegodeszcz taki nieprzyjemny. Z moich planów wyjazdowych rzecz jasna tradycyjnie nici, choć w tym wypadku nie ma co obwiniać pogody. Po prostu luzik jest na smyczce i naprawdę urwać "na wolność" się nie da. Znaczy dzieje się gdzie indziej. Między innymi Dżizaas na stałe nam się wyprowadza, muszę pilnować żeby mały potwór książek mi nie podebrał ( ma brzydkie tendencje ). Niestety kończy się poddział szaleństw kulinarnych Dżizaasa, ale spokojne - witamy w poddziale wymuszeń kulinarnych dokonywanych na Ciotce Elce. I tym optymistycznym akcentem kończę ten mało optymistycznie nastrajający wpis Pa, Orzeł wylądował!
czwartek, 10 listopada 2016
Gryplany ogrodowe jako antidotum na paskudną jesień
Rany Boskie, posłuchać i pooglądać a nawet poczytać trudno żeby na ryżego z Hameryki się nie napatoczyć. Strach lodówkę otworzyć. Jakby te wybory miały coś zmienić. No może poza jednym - rządzący powinni solidnie uważać na sondaże bo wysokie poparcie jak się okazuje wcale nie jest takie wysokie. Ryżawemu współczuwam resztką współczucia na jaką mnie stać dla starego dziada, pomylił bajki i teraz z niego zrobią kiełbasę, dla przykładu rzecz jasna.
Szczęśliwie są rejony neta gdzie da się od tego harmidru uciec. Mnie pognało po raz kolejny do szkółki Tempo Two bo przyszedł ostateczny czas wyboru irysów. Ściepka ma termin zgłoszeń i słusznie, bo niektóre odmiany trzeba sobie pozaklepywać ( mnie to nie dotyczy bo nie kupuję najnowszych introdukcji TB, ale inni Irysowi tak ). No memlałam, memlałam ten katalog, różne za i przeciw były wyciągane, rodzice i inni antenaci wyszukiwani na TWiki. W końcu wybrałam i lista zakupowa obecnie przedstawia się tak: 'Tuscan Glow' Blytha i 'Venita Faye' i 'Friendly Advice' Keppela. 'Tuscan Glow' to stosunkowo świeżutka introdukcja, wprowadzona w sezonie 2013/14, 'Venita Faye' jest w handlu od sezonu 2008 a 'Friendly Advice' od 2012. Wszystkie są "Bubble Ruffled" choć 'Venita Faye' chyba najmniej. To pofalbanienie kwiatów nie bardzo pasuje do rabat, takie irysy zasadniczo lepiej wyglądają kiedy człowiek gapi się tylko na nie, a nie na to jak wpisują się w całą rabatę. Taki to jest problem ze współczesnymi irysami bródkowymi, przecywilizowanie. No ale co zrobić jak człowiek falbanom nie jest się w stanie oprzeć? Można biadać tylko że po co przed sobą udawać, hipokryzja wyłazi uszami. Lubię urok dziczyzny ale jak widzę obłędną bródkę to mnie mięknie i sprowadzam roślinę ze względu na urodę kwiatu a nie ze względu na urodę ogrodu. Grzych ciężki kolekcjonerstwa. A tu Wam linki zapodaję żeby było widać jak one odmiany wyglądają -'Tuscany Glow' ,'Venita Faye' , 'Friendly Advice'.
Z planów różanych przyszłosezonowych też już została utworzona lista - obgadana wielokrotnie z Mamelonem, poprzymiarkowana do ogrodu. Oprócz tegorocznych zamówień realizowanych dopiero wiosną, zamiarujemy dokupić trochę angielek ( są najbardziej wytrzymałe ze "starych nowych" róż ). U mnie wlezą kolejne biele - 'Wollerton Old Hall' lub 'Generous Gardener', z różowych to zastanawiam się nad odtworzeniem pięknej 'Sweet Juliet' lub zapuszczeniem 'Gentle Hermione', no i na 100% chcę mieć 'Janet' i 'William Morris' ( mam słabość do tych brzoskwiniowo- morelowych tonów ). Z mniej cywilizowanych róż chcę zaprosić różę Ayrshire - 'Splendens' i 'Suzanne' należącą do mieszańców Rosa spinossisima. Wszystkie miejsca po berberysach zamierzam tym różanym dobrem obsadzić. Oczywiście róże mniej cywilizowane będą rosły w innej części podwórka, niezbyt dobrze wyglądają takie rabaty mieszane z róż ogrodowych półdzikunów, to jest jednak inna różana opowieść. Jak to będzie z realizacją tych planów zakupowych to dopiero zobaczymy, na razie to takie wytyczne czekające na obliczenia finansowe. W każdym razie pod kolejnymi oknami kamienicy rośnie w moich marzeniach solidnych rozmiarów różanka a podwórkowe chynszory "na tyle" suchej rabaty zostają zastąpione krzewami "półdzikunów".
I tak sobie w tym hedonistycznym niby zakupowym szale przechodzę przez jesień, która pogodą nie rozpieszcza. Kolorowe zdjątka wyświetlające się na monitorze mają właściwości terapeutyczne. Znów przestałam lekturować i przeszłam na filmowanie. Co prawda jakieś szmiry mnie się ostatnio udaje wynaleźć ale na kołysanki się nadają ( zasypiam jak facet, przy włączonym monitorku - klasyka ). W piątek albo w sobotę zakupię kalendarzyki Gosiankowo - Białokureskie ( sorry, słowo kurskie mnie się teraz tak sobie kojarzy, kureskie jakoś bardziej przyzwoite ) dla się i Cio Mary, zależy od tego kiedy mi się forsa na koncie wyświetli, mam nadzieję że się załapię. Najprawdopodobniej w sobotę urządzimy z Ciotką Elką Wielkie Pieczenie. Ciotka Elka marzy na jawie w związku z tym wydarzeniem, jej dłonie jakieś wygibasy urządzają w powietrzu ( podobno trenuje formowanie gwiazd, serc i róż - wszystko ciastowe ma być ręcznie bez foremek tworzone, ten przypominający orientalny taniec ruch dłoni to efekt ciotczynego dorwania się do netu ). No dobra Tai chi z ciastem francuskim i jabłkami będziemy uprawiać, zasłonię okna ciotczynej kuchni coby nikt nas przy tym ciastowaniu nie oglądał.
A co u kotów? Jak zwykle - są bardzo niedobre! Chyba martwić bym się zaczęła jakby było inaczej, niedobroć ich charakterów utwierdza mnie w przekonaniu że są zdrowe, w dobrej formie. Znoszę podgryzania Felicjana, jego nieustające kwękania na tematy lodówkowe, paskudyzm Szpagetki, krnąbrność Sztaflika, złodziejstwa Lalka i Okularii - masochistyczne usatysfakcjonowana ich siłą, dobrostanem pozwalającym na ciągłą upierdliwość i ciosaniem mi kołków na głowie. Dobre koty, dobre - no pogryźcie pańcię jeszcze żeby wiedziała że się dobrze czujecie!
A co u Alcatrazu? - u Alcatrazu jak na zdjęciach, szroniasto.
Szczęśliwie są rejony neta gdzie da się od tego harmidru uciec. Mnie pognało po raz kolejny do szkółki Tempo Two bo przyszedł ostateczny czas wyboru irysów. Ściepka ma termin zgłoszeń i słusznie, bo niektóre odmiany trzeba sobie pozaklepywać ( mnie to nie dotyczy bo nie kupuję najnowszych introdukcji TB, ale inni Irysowi tak ). No memlałam, memlałam ten katalog, różne za i przeciw były wyciągane, rodzice i inni antenaci wyszukiwani na TWiki. W końcu wybrałam i lista zakupowa obecnie przedstawia się tak: 'Tuscan Glow' Blytha i 'Venita Faye' i 'Friendly Advice' Keppela. 'Tuscan Glow' to stosunkowo świeżutka introdukcja, wprowadzona w sezonie 2013/14, 'Venita Faye' jest w handlu od sezonu 2008 a 'Friendly Advice' od 2012. Wszystkie są "Bubble Ruffled" choć 'Venita Faye' chyba najmniej. To pofalbanienie kwiatów nie bardzo pasuje do rabat, takie irysy zasadniczo lepiej wyglądają kiedy człowiek gapi się tylko na nie, a nie na to jak wpisują się w całą rabatę. Taki to jest problem ze współczesnymi irysami bródkowymi, przecywilizowanie. No ale co zrobić jak człowiek falbanom nie jest się w stanie oprzeć? Można biadać tylko że po co przed sobą udawać, hipokryzja wyłazi uszami. Lubię urok dziczyzny ale jak widzę obłędną bródkę to mnie mięknie i sprowadzam roślinę ze względu na urodę kwiatu a nie ze względu na urodę ogrodu. Grzych ciężki kolekcjonerstwa. A tu Wam linki zapodaję żeby było widać jak one odmiany wyglądają -'Tuscany Glow' ,'Venita Faye' , 'Friendly Advice'.
Z planów różanych przyszłosezonowych też już została utworzona lista - obgadana wielokrotnie z Mamelonem, poprzymiarkowana do ogrodu. Oprócz tegorocznych zamówień realizowanych dopiero wiosną, zamiarujemy dokupić trochę angielek ( są najbardziej wytrzymałe ze "starych nowych" róż ). U mnie wlezą kolejne biele - 'Wollerton Old Hall' lub 'Generous Gardener', z różowych to zastanawiam się nad odtworzeniem pięknej 'Sweet Juliet' lub zapuszczeniem 'Gentle Hermione', no i na 100% chcę mieć 'Janet' i 'William Morris' ( mam słabość do tych brzoskwiniowo- morelowych tonów ). Z mniej cywilizowanych róż chcę zaprosić różę Ayrshire - 'Splendens' i 'Suzanne' należącą do mieszańców Rosa spinossisima. Wszystkie miejsca po berberysach zamierzam tym różanym dobrem obsadzić. Oczywiście róże mniej cywilizowane będą rosły w innej części podwórka, niezbyt dobrze wyglądają takie rabaty mieszane z róż ogrodowych półdzikunów, to jest jednak inna różana opowieść. Jak to będzie z realizacją tych planów zakupowych to dopiero zobaczymy, na razie to takie wytyczne czekające na obliczenia finansowe. W każdym razie pod kolejnymi oknami kamienicy rośnie w moich marzeniach solidnych rozmiarów różanka a podwórkowe chynszory "na tyle" suchej rabaty zostają zastąpione krzewami "półdzikunów".
I tak sobie w tym hedonistycznym niby zakupowym szale przechodzę przez jesień, która pogodą nie rozpieszcza. Kolorowe zdjątka wyświetlające się na monitorze mają właściwości terapeutyczne. Znów przestałam lekturować i przeszłam na filmowanie. Co prawda jakieś szmiry mnie się ostatnio udaje wynaleźć ale na kołysanki się nadają ( zasypiam jak facet, przy włączonym monitorku - klasyka ). W piątek albo w sobotę zakupię kalendarzyki Gosiankowo - Białokureskie ( sorry, słowo kurskie mnie się teraz tak sobie kojarzy, kureskie jakoś bardziej przyzwoite ) dla się i Cio Mary, zależy od tego kiedy mi się forsa na koncie wyświetli, mam nadzieję że się załapię. Najprawdopodobniej w sobotę urządzimy z Ciotką Elką Wielkie Pieczenie. Ciotka Elka marzy na jawie w związku z tym wydarzeniem, jej dłonie jakieś wygibasy urządzają w powietrzu ( podobno trenuje formowanie gwiazd, serc i róż - wszystko ciastowe ma być ręcznie bez foremek tworzone, ten przypominający orientalny taniec ruch dłoni to efekt ciotczynego dorwania się do netu ). No dobra Tai chi z ciastem francuskim i jabłkami będziemy uprawiać, zasłonię okna ciotczynej kuchni coby nikt nas przy tym ciastowaniu nie oglądał.
A co u kotów? Jak zwykle - są bardzo niedobre! Chyba martwić bym się zaczęła jakby było inaczej, niedobroć ich charakterów utwierdza mnie w przekonaniu że są zdrowe, w dobrej formie. Znoszę podgryzania Felicjana, jego nieustające kwękania na tematy lodówkowe, paskudyzm Szpagetki, krnąbrność Sztaflika, złodziejstwa Lalka i Okularii - masochistyczne usatysfakcjonowana ich siłą, dobrostanem pozwalającym na ciągłą upierdliwość i ciosaniem mi kołków na głowie. Dobre koty, dobre - no pogryźcie pańcię jeszcze żeby wiedziała że się dobrze czujecie!
A co u Alcatrazu? - u Alcatrazu jak na zdjęciach, szroniasto.
środa, 9 listopada 2016
O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część trzecia
Mam nadzieję że szczęśliwie znieśliście różaną podróż prze wieki średnie i XVI, XVII i XVIII stulecie. Witamy w wieku XIX, a konkretnie to witamy w Malmaisone, domu cesarzowej Józefiny i w jej ogrodzie który był na początku XIX wieku największym światowym rozarium. To właśnie z tym miejscem na ogół wiąże się proces w wyniku którego mieszańce róż zyskały zdolność wielokrotnego kwitnienia. Tak, tak, wszystkie znane nam jak na razie róże ( damascenki powtórnie kwitnące i róże portlandzkie do ponownego nieśmiałego kwitnienia potrzebują sprzyjającego klimatu ) kwitły co prawda świetnie i długo ale tylko jeden raz w sezonie. Teraz będzie wielki różany skok, czyli róże europejskie spotkają się ze swoimi azjatyckimi kuzynkami. Wymiana genów w powszechnej świadomości "zrobiła się" w ogrodzie cesarzowej rozwódki, gdzie ogrodnikiem był pan Vibert. Fajnie ale to legenda bo tak naprawdę to nie w tym francuskim ogrodzie spotkały się po raz pierwszy róże z dalekiej Azji i z Europy.
Róża burbońska Rosa x bourboniana
Na wodach Oceanu Indyjskiego znajduje się wyspa Réunion należąca do archipelagu Maskarenów. Wysepka jest taka że główną uprawą była ( i chyba jeszcze jest ) trzcina cukrowa i tzw. korzenie. Klimacik zwrotnikowy, żyzna gleba wulkaniczna i zamorska Francja. Historycznie to było jak w innych koloniach z dobrą ziemią pod uprawy - plantacje, plantacje, plantacje. Najpierw uprawiali je dla francuskich właścicieli afrykańscy niewolnicy, potem sprowadzono robotników z Chin. Oprócz chińskich robotników na wyspie jeszcze przed nimi pojawiły się chińskie róże ( najprawdopodobniej tzw. 'Old Blush China' vel 'Parsons' Pink China' ). Plantatorzy przybyli na Île Bourbon, jak nazywano wówczas Réunion, przywieźli z Europy róże galijskie, damasceńskie. Róże rosły w wulkanicznej glebie świetnie i dość szybko wypełzły z ogrodów na wolność, różanymi żywopłotami dwurzędowymi ( z dwu różnych odmian róż - wspomniana wcześniej chińska 'Parsons' Pink China' i europejska 'Autumn Damask' ) obsadzano granice posiadłości. No a na wolności to totalna rozwiązłość, znaczy swobodna wymiana genów. I tak potomkowie europejskich róż z Réunion pozyskali od chińskich krewnych zdolność wielokrotnego kwitnienia. W 1817 Eduard Périchon znajduje siewkę róży mającą cechy róż europejskich i azjatyckich. Roślina ciekawa ale pan Périchon nie jest botanikiem tylko właścicielem ziemskim.
Szczęśliwym zdarzeniem losu napatoczył się z kolei niejaki pan M. Bréon , botanicznie bardziej uświadomiony, który różę opisał jako Rose Eduard i wpadł na pomysł aby jej nasiona wysłać swojemu znajomemu panu Antoine Jacques, ogrodnikowi księcia Orleanu. Pięć cennych nasion zostało zasianych wcale nie w Malmaisone ale w ogrodach Neuilly i w 1821 roku pojawiły się w Europie pierwsze wielokrotnie kwitnące róże, sztuk dwie ich było no ale cud nad cudy. Burbonkami zostały za sprawą Redouté który w 1824 roku nadał im nazwę od nazwy wyspy gdzie nasiona hybryd powstały. A gdzie w tym wszystkim pan Vibert i rozarium Malmasione? A pan Vibert postanowił skopiować to co udało się na dalekiej wyspie, a że marzyły mu się prawdziwie czerwone róże zajął się krzyżowaniem róż chińskich o czerwonych kwiatach z portlandkami ( czyli hybrydami damascenek II typu okazjonalnie powtarzającymi w mocno ciepłym klimacie kwitnienie ). I stąd to częste wiązanie powstania róż burbońskich z ogrodem Malmaisone. A jakie są burbonki? - rożne. Wczesne odmiany dość niestabilne, mają przewagę cech róż europejskich bądź azjatyckich. Te późniejsze, będące wynikiem wielokrotnej hybrydyzacji łączą najlepsze cechy obu grup róż. Kwitną stabilnie, choć nie wszystkie odmiany powtarzają kwitnienie. No i niektóre z odmian mają płatki w odcieniach "prawie czerwieni", tak jak marzyło się panu Vibert ( choć ogniście czerwone tak naprawdę bywają remontanki, ale to już inna bajka ).
Teraz będzie o różach, które w zasadzie u nas nie rosną ( za zimno dla nich ) ale bez historii których ciężko byłoby dziś mówić o współczesnych różach .
Róże herbaciane Rosa x thea
Nie to nie będzie o różach złotawych jak herbata słabiutka co to smutne i jesienne, o mieszańcach herbatnich czyli współczesnych różach - nic takiego nie kryje się pod angielskim terminem Tea Rose. To będzie historia prawdziwych róż herbacianych, grupy która pojawiła się na początku XIX wieku. Skąd nazwa róża herbaciana? Od zapachu herbaty z otwieranych drewnianych herbatnic. Taką wonią świeżo otwartej herbacianej puszeczki ponoć pachniała chińska róża sprowadzona do Londynu w roku 1810, najprawdopodobniej krzyżówka Rosa chinensis z Rosa gigantea. Róża przepiękna z tym że możliwa do uprawy jedynie w ogrodach zimowych, delikates nad delikatesy. Oczywiście usiłowano czym prędzej chiński delikates krzyżować z burbonkami żeby uzyskać nieprzerwanie kwitnące róże o pięknym zapachu, odporne na chłody. Efekt tych krzyżówek to właśnie owe róże herbaciane, rośliny które do świata róż ogrodowych wprowadziły większą paletę kolorów kwiatów i przede wszystkim inny ich kształt ( do tej pory odmiany pełnokwiatowe miały tzw. ćwierć rozetkową budowę kwiatów - czyli płatki jakby w czterech grupach układały się wokół centrum kwiatu ). Jeżeli dziś zachwycamy się wydłużonymi pączkami czy też przepięknym, bardzo regularnym spiralnym układem płatków, wywinięciem uroczym ich brzegów to wiedzmy że to wszystko współczesne odmiany róż zawdzięczają delikatnym różom herbacianym.
A skąd nazwa róża bengalska która często jest wiązana z różami herbacianymi? Róże chińskie używane do krzyżówek często przybywały z Chin via Indie, zdarzało się że odpoczywały nieco przed dalsza podróżą i przybywały na statkach płynących z tej części brytyjskiego imperium i niektórzy uważali że są to róże indyjskie. Teraz trochę o zapisie łacińskim - prawidłowo zapisujemy tę grupę Rosa x thea ale ponieważ tak samo zapisywałoby się się łaciną nazwę współczesnych mieszańców herbatnich wymyślono dla tych nowoczesnych róż zapis Rosa x thea hybrida. Tak śledząc łacińskie oznaczenia możemy mieć pewność z jaką konkretną grupą róż mamy do czynienia. Nieco skomplikowane ale da się ogarnąć. Niestety róże herbaciane to nie są róże dla naszego klimatu, podziwiać na fotkach albo jak się trafi w szklarni czy za granicą, westchnąć i odpuścić. Jak chcemy przywołać choć trochę prawdziwie herbacianego czaru to możemy spróbować zapuścić odmianę 'Glorie de Dijon', uchodzi za dość odporną. W niektórych w szkółkach możemy natknąć się na róże herbaciane wśród oferty tzw. róż chińskich czyli róż będących najczęściej różnego typu mieszańcami z przewagą genów chińskich róż. Sadzimy na tzw. własne ryzyko, nie namawiam do tego bo herbaciane damy i w ogóle chińskie róże są kapryśne.
Róże noisette Rosa x noisettiana
Za Atlantykiem na początku XIX wieku właśnie okrzepło nowe państwo. W ówczesnych amerykańskich ogrodach wschodniego wybrzeża jeszcze nie spotykało się często rodzimych roślin, królowały rośliny z Europy łącząc byłą kolonię jak pępowiną z ogrodami starego kontynentu. Róże nie stanowiły wyjątku. Róże noisette narodziły się w okolicach Charleston w Karolinie Południowej, największego amerykańskiego portu na południu Stanów, skąd do Europy w XVIII wieku płynął ryż uprawiany na plantacjach. Niedługo po ryżowej gorączce wypłynęły stąd róże nowej grupy, ale zanim do tego doszło pewna róża pokonała drogę w odwrotnym kierunku. Na początku wieku przypłynęła z Francji od pana Ludwika Noisette do jego brata Filipa 'Old Blush China', najnowszy w Europie chiński różany hicior. Pan Filip najprawdopodobniej w ramach tzw. kontaktów towarzyskich obdarzył sadzonką tej róży swojego sąsiada Johna Champneya. To w ogrodach tego człowieka doszło do narodzin noisettianek, które przez tylko złośliwy kaprys losu nie są nazywane champneykami. Otóż w ogrodzie pana Champneya rosła sobie spokojnie, nie wchodząc specjalnie nikomu w oczy z narzucającą się urodą, róża piżmowa Rosa moschata. To jej krzyżówka z francuską sadzonką róży chińskiej była pierwszą różą noisette - ta odmiana do dziś jest dostępna w szkółkach, acz rzadko - 'Champney’s Pink Cluster' się nazywa. Róże noisette są urocze, zakwitają ciut później niż inne stare róże ( to cecha po róży piżmowej ), no może z wyjątkiem niektórych róż portlandzkich ( też wpływ Rosa moschata ). Wzrost mają słuszny, kwitną niemal cały sezon i jeszcze do tego mają charakterystyczny piżmowy zapach kwiatów. Nie trzeba było długo czekać kiedy róże noisette zostały użyte do krzyżówek z innymi różami, przy ich udziale powstały takie odmiany jak 'Duchesse de Montebello' czy 'Madame Plantier'. Jednak moim zdaniem najpiękniejsze krzyżówki róż noisette to te z różami herbacianymi. Kwiaty powalające, zapach wielu odmian jedyny w swoim rodzaju. Jest tylko jedno ale - nie znoszą naszego klimatu. Nawet w klimacie Francji czy Anglii mieszańce noisette z udziałem genów róż herbacianych bywają mocno kapryśne, mimo to zrobiły tam swego czasu prawdziwą karierę. Jednak i w naszym klimacie rosną róże z genami róż noisette, to mieszańce piżmowe. No ale to już temat na osobny wpis.
Róża remontanka Hybrid perpetual
A teraz o dziwnej grupie róż, która tak właściwie nie ma łacińskiego zapisu ( Rosa x bifera jest sporadycznie używany ), nie wiem czy z tego względu że jest wielokrotną krzyżówką wielokrotnie krzyżowanych hybryd czy po prostu ich twórca pan Laffay miał pecha i jego nazwisko nie zostało przypisane do tej grupy róż. Te mocno hybrydowe róże ( wszystkie są tetraploidami, mają dwadzieścia osiem chromosomów i są na ogół sterylne ) nazywa się remontankami lub z angielska Hybrid perpetual.Wbrew nazwie nie są jednak wiecznie kwitnące, po prostu lepiej niż róże burbońskie powtarzają kwitnienie. U podstaw stworzenia grupy mamy mieszańca damasceńskiego ( najprawdopodobniej różę portlandzką ) i trzeciopokoleniowego mieszańca Rosa indica ( to indica to wg. Redouté, raczej chodzi o mieszańca róży chińskiej , najprawdopodobniej różę burbońską ). Remontanki okazały się tak ciekawą propozycją dla ogrodników że bezczelnie zaczęły wygryzać z ogrodów burbonki. Co prawda nie zawsze są obsypane kwiatami, ich kwitnienie nie jest tak stabilne jak to z jakim mamy do czynienia w przypadku starszych grup róż. Za to trwa dłużej, choć np. nie może konkurować z takim kwitnieniem jak to róż noisette. Remontanki mimo że kwitną ponownie jesienią nie kwitną spektakularnie, to nie jest jesienne obsypanie kwiatami do jakiego nas współczesnych przyzwyczaiły mieszańce herbatnie ( nie róże herbaciane po raz kolejny zaznaczam, choć te też pięknie kwitną jesienią ) i ich potomkowie. Pierwsze remontanki powstały w latach trzydziestych XIX wieku lecz ich dni chwały przypadają na następne trzy dekady. Dopiero gdzieś koło roku 1890 remontanki zaczęły ustępować w ogrodach miejsca nowoczesnym różom. Jakie to krzewy? - różne i różniste. Jak to z mieszańcami wielokrotnymi bywa różne cechy po przodkach z nich wychodzą, odmiany remontanek potrafią się nieźle różnić wyglądem liści i kwiatów ( choć kwiaty na ogół są budowy rozetowej ). Wiele odmian ma piękne czerwone kwiaty, to właśnie wśród róż tej grupy mamy pierwszy raz do czynienia z tak mocną, prawdziwą czerwienią wielopłatkowych kwiatów.
Dziś w ilustracjach nie tylko Redouté ( nikt nie jest wieczny, w dniach chwały remontanek Redouté uprawiał już Niebieskie Rozarium ). Pozwolicie że przed wpisami na temat róż nowoczesnych nabiorę nieco oddechu i różanego dystansu, no zbiera mi się z lekka na rzyg różany więc zarządzam przerwę na odpoczynek i podjęcie innych tematów. Do róż rzecz jasna wrócę ( tak, grożę! - he, he ) ale może w przyszłym miesiącu, albo nawet w przyszłym roku. Przed nami w końcu pernetiany, piżmaki, mieszańce herbatnie, floribundy i tak dalej. Oj, niedobrze mi!
Róża burbońska Rosa x bourboniana
Na wodach Oceanu Indyjskiego znajduje się wyspa Réunion należąca do archipelagu Maskarenów. Wysepka jest taka że główną uprawą była ( i chyba jeszcze jest ) trzcina cukrowa i tzw. korzenie. Klimacik zwrotnikowy, żyzna gleba wulkaniczna i zamorska Francja. Historycznie to było jak w innych koloniach z dobrą ziemią pod uprawy - plantacje, plantacje, plantacje. Najpierw uprawiali je dla francuskich właścicieli afrykańscy niewolnicy, potem sprowadzono robotników z Chin. Oprócz chińskich robotników na wyspie jeszcze przed nimi pojawiły się chińskie róże ( najprawdopodobniej tzw. 'Old Blush China' vel 'Parsons' Pink China' ). Plantatorzy przybyli na Île Bourbon, jak nazywano wówczas Réunion, przywieźli z Europy róże galijskie, damasceńskie. Róże rosły w wulkanicznej glebie świetnie i dość szybko wypełzły z ogrodów na wolność, różanymi żywopłotami dwurzędowymi ( z dwu różnych odmian róż - wspomniana wcześniej chińska 'Parsons' Pink China' i europejska 'Autumn Damask' ) obsadzano granice posiadłości. No a na wolności to totalna rozwiązłość, znaczy swobodna wymiana genów. I tak potomkowie europejskich róż z Réunion pozyskali od chińskich krewnych zdolność wielokrotnego kwitnienia. W 1817 Eduard Périchon znajduje siewkę róży mającą cechy róż europejskich i azjatyckich. Roślina ciekawa ale pan Périchon nie jest botanikiem tylko właścicielem ziemskim.
Szczęśliwym zdarzeniem losu napatoczył się z kolei niejaki pan M. Bréon , botanicznie bardziej uświadomiony, który różę opisał jako Rose Eduard i wpadł na pomysł aby jej nasiona wysłać swojemu znajomemu panu Antoine Jacques, ogrodnikowi księcia Orleanu. Pięć cennych nasion zostało zasianych wcale nie w Malmaisone ale w ogrodach Neuilly i w 1821 roku pojawiły się w Europie pierwsze wielokrotnie kwitnące róże, sztuk dwie ich było no ale cud nad cudy. Burbonkami zostały za sprawą Redouté który w 1824 roku nadał im nazwę od nazwy wyspy gdzie nasiona hybryd powstały. A gdzie w tym wszystkim pan Vibert i rozarium Malmasione? A pan Vibert postanowił skopiować to co udało się na dalekiej wyspie, a że marzyły mu się prawdziwie czerwone róże zajął się krzyżowaniem róż chińskich o czerwonych kwiatach z portlandkami ( czyli hybrydami damascenek II typu okazjonalnie powtarzającymi w mocno ciepłym klimacie kwitnienie ). I stąd to częste wiązanie powstania róż burbońskich z ogrodem Malmaisone. A jakie są burbonki? - rożne. Wczesne odmiany dość niestabilne, mają przewagę cech róż europejskich bądź azjatyckich. Te późniejsze, będące wynikiem wielokrotnej hybrydyzacji łączą najlepsze cechy obu grup róż. Kwitną stabilnie, choć nie wszystkie odmiany powtarzają kwitnienie. No i niektóre z odmian mają płatki w odcieniach "prawie czerwieni", tak jak marzyło się panu Vibert ( choć ogniście czerwone tak naprawdę bywają remontanki, ale to już inna bajka ).
Teraz będzie o różach, które w zasadzie u nas nie rosną ( za zimno dla nich ) ale bez historii których ciężko byłoby dziś mówić o współczesnych różach .
Róże herbaciane Rosa x thea
Nie to nie będzie o różach złotawych jak herbata słabiutka co to smutne i jesienne, o mieszańcach herbatnich czyli współczesnych różach - nic takiego nie kryje się pod angielskim terminem Tea Rose. To będzie historia prawdziwych róż herbacianych, grupy która pojawiła się na początku XIX wieku. Skąd nazwa róża herbaciana? Od zapachu herbaty z otwieranych drewnianych herbatnic. Taką wonią świeżo otwartej herbacianej puszeczki ponoć pachniała chińska róża sprowadzona do Londynu w roku 1810, najprawdopodobniej krzyżówka Rosa chinensis z Rosa gigantea. Róża przepiękna z tym że możliwa do uprawy jedynie w ogrodach zimowych, delikates nad delikatesy. Oczywiście usiłowano czym prędzej chiński delikates krzyżować z burbonkami żeby uzyskać nieprzerwanie kwitnące róże o pięknym zapachu, odporne na chłody. Efekt tych krzyżówek to właśnie owe róże herbaciane, rośliny które do świata róż ogrodowych wprowadziły większą paletę kolorów kwiatów i przede wszystkim inny ich kształt ( do tej pory odmiany pełnokwiatowe miały tzw. ćwierć rozetkową budowę kwiatów - czyli płatki jakby w czterech grupach układały się wokół centrum kwiatu ). Jeżeli dziś zachwycamy się wydłużonymi pączkami czy też przepięknym, bardzo regularnym spiralnym układem płatków, wywinięciem uroczym ich brzegów to wiedzmy że to wszystko współczesne odmiany róż zawdzięczają delikatnym różom herbacianym.
A skąd nazwa róża bengalska która często jest wiązana z różami herbacianymi? Róże chińskie używane do krzyżówek często przybywały z Chin via Indie, zdarzało się że odpoczywały nieco przed dalsza podróżą i przybywały na statkach płynących z tej części brytyjskiego imperium i niektórzy uważali że są to róże indyjskie. Teraz trochę o zapisie łacińskim - prawidłowo zapisujemy tę grupę Rosa x thea ale ponieważ tak samo zapisywałoby się się łaciną nazwę współczesnych mieszańców herbatnich wymyślono dla tych nowoczesnych róż zapis Rosa x thea hybrida. Tak śledząc łacińskie oznaczenia możemy mieć pewność z jaką konkretną grupą róż mamy do czynienia. Nieco skomplikowane ale da się ogarnąć. Niestety róże herbaciane to nie są róże dla naszego klimatu, podziwiać na fotkach albo jak się trafi w szklarni czy za granicą, westchnąć i odpuścić. Jak chcemy przywołać choć trochę prawdziwie herbacianego czaru to możemy spróbować zapuścić odmianę 'Glorie de Dijon', uchodzi za dość odporną. W niektórych w szkółkach możemy natknąć się na róże herbaciane wśród oferty tzw. róż chińskich czyli róż będących najczęściej różnego typu mieszańcami z przewagą genów chińskich róż. Sadzimy na tzw. własne ryzyko, nie namawiam do tego bo herbaciane damy i w ogóle chińskie róże są kapryśne.
Róże noisette Rosa x noisettiana
Za Atlantykiem na początku XIX wieku właśnie okrzepło nowe państwo. W ówczesnych amerykańskich ogrodach wschodniego wybrzeża jeszcze nie spotykało się często rodzimych roślin, królowały rośliny z Europy łącząc byłą kolonię jak pępowiną z ogrodami starego kontynentu. Róże nie stanowiły wyjątku. Róże noisette narodziły się w okolicach Charleston w Karolinie Południowej, największego amerykańskiego portu na południu Stanów, skąd do Europy w XVIII wieku płynął ryż uprawiany na plantacjach. Niedługo po ryżowej gorączce wypłynęły stąd róże nowej grupy, ale zanim do tego doszło pewna róża pokonała drogę w odwrotnym kierunku. Na początku wieku przypłynęła z Francji od pana Ludwika Noisette do jego brata Filipa 'Old Blush China', najnowszy w Europie chiński różany hicior. Pan Filip najprawdopodobniej w ramach tzw. kontaktów towarzyskich obdarzył sadzonką tej róży swojego sąsiada Johna Champneya. To w ogrodach tego człowieka doszło do narodzin noisettianek, które przez tylko złośliwy kaprys losu nie są nazywane champneykami. Otóż w ogrodzie pana Champneya rosła sobie spokojnie, nie wchodząc specjalnie nikomu w oczy z narzucającą się urodą, róża piżmowa Rosa moschata. To jej krzyżówka z francuską sadzonką róży chińskiej była pierwszą różą noisette - ta odmiana do dziś jest dostępna w szkółkach, acz rzadko - 'Champney’s Pink Cluster' się nazywa. Róże noisette są urocze, zakwitają ciut później niż inne stare róże ( to cecha po róży piżmowej ), no może z wyjątkiem niektórych róż portlandzkich ( też wpływ Rosa moschata ). Wzrost mają słuszny, kwitną niemal cały sezon i jeszcze do tego mają charakterystyczny piżmowy zapach kwiatów. Nie trzeba było długo czekać kiedy róże noisette zostały użyte do krzyżówek z innymi różami, przy ich udziale powstały takie odmiany jak 'Duchesse de Montebello' czy 'Madame Plantier'. Jednak moim zdaniem najpiękniejsze krzyżówki róż noisette to te z różami herbacianymi. Kwiaty powalające, zapach wielu odmian jedyny w swoim rodzaju. Jest tylko jedno ale - nie znoszą naszego klimatu. Nawet w klimacie Francji czy Anglii mieszańce noisette z udziałem genów róż herbacianych bywają mocno kapryśne, mimo to zrobiły tam swego czasu prawdziwą karierę. Jednak i w naszym klimacie rosną róże z genami róż noisette, to mieszańce piżmowe. No ale to już temat na osobny wpis.
Róża remontanka Hybrid perpetual
A teraz o dziwnej grupie róż, która tak właściwie nie ma łacińskiego zapisu ( Rosa x bifera jest sporadycznie używany ), nie wiem czy z tego względu że jest wielokrotną krzyżówką wielokrotnie krzyżowanych hybryd czy po prostu ich twórca pan Laffay miał pecha i jego nazwisko nie zostało przypisane do tej grupy róż. Te mocno hybrydowe róże ( wszystkie są tetraploidami, mają dwadzieścia osiem chromosomów i są na ogół sterylne ) nazywa się remontankami lub z angielska Hybrid perpetual.Wbrew nazwie nie są jednak wiecznie kwitnące, po prostu lepiej niż róże burbońskie powtarzają kwitnienie. U podstaw stworzenia grupy mamy mieszańca damasceńskiego ( najprawdopodobniej różę portlandzką ) i trzeciopokoleniowego mieszańca Rosa indica ( to indica to wg. Redouté, raczej chodzi o mieszańca róży chińskiej , najprawdopodobniej różę burbońską ). Remontanki okazały się tak ciekawą propozycją dla ogrodników że bezczelnie zaczęły wygryzać z ogrodów burbonki. Co prawda nie zawsze są obsypane kwiatami, ich kwitnienie nie jest tak stabilne jak to z jakim mamy do czynienia w przypadku starszych grup róż. Za to trwa dłużej, choć np. nie może konkurować z takim kwitnieniem jak to róż noisette. Remontanki mimo że kwitną ponownie jesienią nie kwitną spektakularnie, to nie jest jesienne obsypanie kwiatami do jakiego nas współczesnych przyzwyczaiły mieszańce herbatnie ( nie róże herbaciane po raz kolejny zaznaczam, choć te też pięknie kwitną jesienią ) i ich potomkowie. Pierwsze remontanki powstały w latach trzydziestych XIX wieku lecz ich dni chwały przypadają na następne trzy dekady. Dopiero gdzieś koło roku 1890 remontanki zaczęły ustępować w ogrodach miejsca nowoczesnym różom. Jakie to krzewy? - różne i różniste. Jak to z mieszańcami wielokrotnymi bywa różne cechy po przodkach z nich wychodzą, odmiany remontanek potrafią się nieźle różnić wyglądem liści i kwiatów ( choć kwiaty na ogół są budowy rozetowej ). Wiele odmian ma piękne czerwone kwiaty, to właśnie wśród róż tej grupy mamy pierwszy raz do czynienia z tak mocną, prawdziwą czerwienią wielopłatkowych kwiatów.
Dziś w ilustracjach nie tylko Redouté ( nikt nie jest wieczny, w dniach chwały remontanek Redouté uprawiał już Niebieskie Rozarium ). Pozwolicie że przed wpisami na temat róż nowoczesnych nabiorę nieco oddechu i różanego dystansu, no zbiera mi się z lekka na rzyg różany więc zarządzam przerwę na odpoczynek i podjęcie innych tematów. Do róż rzecz jasna wrócę ( tak, grożę! - he, he ) ale może w przyszłym miesiącu, albo nawet w przyszłym roku. Przed nami w końcu pernetiany, piżmaki, mieszańce herbatnie, floribundy i tak dalej. Oj, niedobrze mi!
niedziela, 6 listopada 2016
O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część druga
No i dwie grupy róż mamy już z lekka przybliżone ( podstawowo, ale zainteresowani mogą rozwinąć zainteresowania na blogach różanych ). Teraz następne różane info, czyli o tym jak wśród róż ogrodowych pojawił się biały kolor kwiatów. Pojawił się bardzo wcześnie bo już starożytni uprawiali róże o białych kwiatach i ostro z nimi kombinowali. Pozyskiwali materiał z dziczyzny, bo od czasu do czasu pojawiają się naturalne mutacje o białych kwiatach wśród kwitnących różowymi kwiatami róż. Metodą selekcji otrzymano przez stulecia różne formy biało kwitnących róż. Jednak dopiero w czasach zaawansowanego średniowiecza uzyskano rośliny które zasługiwały na to by utworzyć z nich osobną grupę róż - róże białe.
Róża biała Rosa x alba
Najnowsze badania genetyczne jako jednego z protoplastów tej grupy róż wskazują Rosa canina, naszą zwyczajną róże dziką vel psią. Natomiast inne geny wskazują na znaczny udział genów róży francuskiej Rosa gallica, stąd twierdzenie że róże alba są produktem wielokrotnej hybrydyzacji róży francuskiej vel galijskiej i róży psiej. Rosa x alba jest o tyle niezwykła że w każdej komórce ma sześć zestawów chromosomów, znaczy jest heksaploidem ( na ogól róże to diploidy, tetraploidy i pentaploidy, ta większa ilość chromosomów może wskazywać na bardzo złożoną hybrydyzację ). Tyle genetycy, a nos podpowiada jedno - większość róż białych ma w sobie damasceńską "krew", znaczy powstały w wyniku wielokrotnych krzyżowań hybrydy Rosa gallica z Rosa phoenica czyli Rosa x damascena z różami w obrębie tej samej grupy i grupy Rosa x gallica ( ten iks przed "małą łaciną" oznacza zawsze mieszańce, "czyste gatunki" nie mają iksa ). Po prostu nieustająca selekcja róż o kwiatach w białym kolorze w obrębie dwu zaprezentowanych Wam w poprzednim wpisie grup róż. Wiem że to łopatologiczne i gromy na mnie za "spłaszczenie tematu" powinny spaść od różankowych ale to ma być dla początkujących ogrodników ( którzy teraz podejmują przy tych moich wypocinach decyzję że żadnej róży w swoim ogrodzie nie posadzą a jeżeli posadzą to wyrzucą metkę czy tabliczkę informacyjną, wyłączą internet, na wszelki wypadek wywalą też różane poradniki i na pewno nie będą niczego przycinać w żadnym terminie ). Róże alba kwitną raz a dobrze, podobnie jak ich przodkowie - róże damasceńskie typu I i grupa róż galijskich.
Róże alba podobnie jak ich kwitnące w kolorze wysyconego różu krewne dostąpiły wielu zaszczytów, biel ich płatków utożsamiana była z czystością, niewinnością, nieco eteryczna uroda podbijała serca tych dla których "czerwone" róże były zbyt świeckie i zbyt blisko miłości dworskiej. To Rosa x alba o wielkich kwiatach zdobiła herb rodziny York i to ona była ową słynną białą różą z wojny dwóch róż ( mieszaniec damasceński o płatkach koloru ciemno różowego i białych to słynna Rose York and Lancaster, symbol pokoju, niekiedy utożsamiana z tzw. różą Tudorów ). Trafiła też na tarczę herbową królewskiego domu Stuartów jako Bonnie Prince Charlie’s Rose . Do historii przeszła pod nazwą 'Maxima' utworzoną od imienia króla Bawarii Maksymiliana II. Nie wszystkie róże alba mają czysto białe kwiaty, wiele odmian ma delikatnie różowe pączki i różowiejące kwiaty we wczesnej fazie rozwoju. Pojawiają się też czasem spory o przypisanie konkretnej odmiany do róż damasceńskich czy też róż alba. Takie spory toczyły się dawno, dawno temu o słynną Rosa damascena aurora czy też Rose 'Aurore Poniatowska' jak ją podpisał Pierre-Joseph Redouté. Dziś ta róża, bardziej znana pod kolejną nazwą 'Celeste' zaliczana jest do grupy róż alba. Ostatnio róże alba po latach zapomnienia wracają do łask hodowców, tworzy się nowe krzyżówki z ich udziałem o kwiatach kwitnących w różnych kolorach. Tylko czy róża o czerwonych kwiatach ma prawo do nazwy alba?
Róża stulistna Rosa x centifolia
A teraz kolejna grupa róż "do opanowania" - piękne róże stulistne. W ich powstaniu udział miały Rosa x gallica, Rosa x damascena ( pośrednio Rosa caniana i Rosa moschata ). Wyhodowano je pod koniec XVI stulecia, nazwę zawdzięczają mnogości płatków. Miejscem urodzenia tej róży jest ponoć Holandia, tak sugeruje XVII - wieczna nazwa tego typu róży - róża holenderska. W XVII i XVIII wieku róże stulistne pojawiły się w innych krajach i z czasem ich "holenderskość" uległa zatarciu w pamięci ogrodników - zostały po prostu Rosa centifolia. Róże stulistne były i są sterylne ale zdarza się że wyrastają im tzw. sporty, czyli pędy o innych cechach niż te na reszcie krzewu ( dobra, powtarzam to do znudzenia ). Taki sport wyrosły w 1796 roku z kwiatami z pojedynczym okółkiem płatków zapoczątkował wiele odmian róż stulistnych, hybrydy powstałe z zapylenia tej rośliny powtórzyły cechy stulistnych a wzbogacenie genami innych grup róż rozszerzyło skalę barwną różanej grupy ( róże stulistne do trzeciej ćwierci XVIII wieku różniły się rozmiarami kwiatów i wielością płatków, natomiast kolorek miały niemal ten sam - dobrze nasycony różyk ). Róże stulistne dorastają na ogół do 1,5 do 2 metrów wysokości, cechą charakterystyczną są przewieszające się pędy, zielono - szarawe listki odziedziczone po damascenkach. Kwiaty kuliste, bardzo ciężkie ( w końcu upakowane tymi płatkami ) o zapachu silnym, wskazującym na damasceński rodowód. Ten zapach spowodował że w okolicach prowansalskiego Grasse powstały swego czasu różane "centifoliowe" plantacje. Do dziś sadzi się w ogrodach wiele z tych róż mających swoje wielkie chwile chwały w XVII i XVIII wieku. Taka XVIII - wieczna 'Petite de Hollande' zwana inaczej 'Pompon des Dames', czy 'Rose de Meaux' znana od roku 1637 to ozdoby całkiem współczesnych rabat co prowadzi do wniosku że ta grupa róż "coś w sobie ma".
Niewątpliwie przyczyniła się do tego pewna cecha która pojawiła się w tej grupie róż na początku XVII wieku. Otóż pąki niektórych odmian tych róż posiadają żywiczne gruczołki, wyrostki czy też meszek nadający im dość niesamowity wygląd. Pierwsze mchowe mutanty pojawiły się bardzo wcześnie lecz mech nie był cechą na tyle spektakularną żeby można było mówić o różach mchowych. Dopiero gdzieś pod koniec XVII stulecia pojawiły się odmiany z solidniejszym "zarostem" na pąkach. Za pierwszą taką udokumentowaną różę uchodzi znaleziony w Carcasonne w roku 1696 sport róży stulistnej nazwany później 'Muscosa' ( co prawda Holendrzy twierdzili swego czasu że pierwszy "mszak" to kwitł w Leydzie w 1720, ale francuska wersja okazała się bardziej "nośna" ). To z tej pierwszej opisanej róży mchowej powstał z kolei sport o kwiatach z pojedynczym okółkiem płatków 'Muscosa Simplex', który przekazał dalej w genach ten meszek na pąkach. Na kolejne sporty róż mchowych o kwiatach dających możliwość zapylenia trzeba było poczekać ponad stulecie - w roku 1807 powstał płodny sport który dał możliwość tworzenia kolejnych odmian. Potem ponoć był jeszcze jeden gdzieś w latach czterdziestych XIX wieku i od tej trójki mają wywodzić się wszystkie znane dzisiaj róże mchowe. Henry Shailer w swojej szkółce "Little Chelsea" uzyskał różę mchową o białych kwiatach, sport od odmiany 'Muscosa' zwanej w Anglii 'Old Moss', nazwany w 1788 roku Rosa provincialis muscosa flore-pleno alba. Kwiaty róży zwanej dziś 'Shailer's White Moss' mają jakość kwiatów Rosa centifolia. Piszę o tym nie bez przyczyny, róże mchowe z XIX wieku zatraciły na wskutek krzyżowania urodę pełnych, kulistych kształtów kwiatów róży stulistnej. Pojawiły się nowe kolory kwiatów, meszek rozpełzł się z pączków na pędy i liście, no ale coś za coś - kwiaty i zapach nie zawsze ten tego. Mimo tego że kwiaty późniejszych róż mchowych nie były tak urocze jak te róż stulistnych, w epoce wiktoriańskiej róże mchowe miały swoje prawdziwe "pięć minut". Dziś też figurują w ofertach szkółek, nawet mają osobne działy i nie są podpinane pod Rosa centifolia. W końcu te gruczołki na pakach i nie tylko na pąkach są urodne.
Róża biała Rosa x alba
Najnowsze badania genetyczne jako jednego z protoplastów tej grupy róż wskazują Rosa canina, naszą zwyczajną róże dziką vel psią. Natomiast inne geny wskazują na znaczny udział genów róży francuskiej Rosa gallica, stąd twierdzenie że róże alba są produktem wielokrotnej hybrydyzacji róży francuskiej vel galijskiej i róży psiej. Rosa x alba jest o tyle niezwykła że w każdej komórce ma sześć zestawów chromosomów, znaczy jest heksaploidem ( na ogól róże to diploidy, tetraploidy i pentaploidy, ta większa ilość chromosomów może wskazywać na bardzo złożoną hybrydyzację ). Tyle genetycy, a nos podpowiada jedno - większość róż białych ma w sobie damasceńską "krew", znaczy powstały w wyniku wielokrotnych krzyżowań hybrydy Rosa gallica z Rosa phoenica czyli Rosa x damascena z różami w obrębie tej samej grupy i grupy Rosa x gallica ( ten iks przed "małą łaciną" oznacza zawsze mieszańce, "czyste gatunki" nie mają iksa ). Po prostu nieustająca selekcja róż o kwiatach w białym kolorze w obrębie dwu zaprezentowanych Wam w poprzednim wpisie grup róż. Wiem że to łopatologiczne i gromy na mnie za "spłaszczenie tematu" powinny spaść od różankowych ale to ma być dla początkujących ogrodników ( którzy teraz podejmują przy tych moich wypocinach decyzję że żadnej róży w swoim ogrodzie nie posadzą a jeżeli posadzą to wyrzucą metkę czy tabliczkę informacyjną, wyłączą internet, na wszelki wypadek wywalą też różane poradniki i na pewno nie będą niczego przycinać w żadnym terminie ). Róże alba kwitną raz a dobrze, podobnie jak ich przodkowie - róże damasceńskie typu I i grupa róż galijskich.
Róże alba podobnie jak ich kwitnące w kolorze wysyconego różu krewne dostąpiły wielu zaszczytów, biel ich płatków utożsamiana była z czystością, niewinnością, nieco eteryczna uroda podbijała serca tych dla których "czerwone" róże były zbyt świeckie i zbyt blisko miłości dworskiej. To Rosa x alba o wielkich kwiatach zdobiła herb rodziny York i to ona była ową słynną białą różą z wojny dwóch róż ( mieszaniec damasceński o płatkach koloru ciemno różowego i białych to słynna Rose York and Lancaster, symbol pokoju, niekiedy utożsamiana z tzw. różą Tudorów ). Trafiła też na tarczę herbową królewskiego domu Stuartów jako Bonnie Prince Charlie’s Rose . Do historii przeszła pod nazwą 'Maxima' utworzoną od imienia króla Bawarii Maksymiliana II. Nie wszystkie róże alba mają czysto białe kwiaty, wiele odmian ma delikatnie różowe pączki i różowiejące kwiaty we wczesnej fazie rozwoju. Pojawiają się też czasem spory o przypisanie konkretnej odmiany do róż damasceńskich czy też róż alba. Takie spory toczyły się dawno, dawno temu o słynną Rosa damascena aurora czy też Rose 'Aurore Poniatowska' jak ją podpisał Pierre-Joseph Redouté. Dziś ta róża, bardziej znana pod kolejną nazwą 'Celeste' zaliczana jest do grupy róż alba. Ostatnio róże alba po latach zapomnienia wracają do łask hodowców, tworzy się nowe krzyżówki z ich udziałem o kwiatach kwitnących w różnych kolorach. Tylko czy róża o czerwonych kwiatach ma prawo do nazwy alba?
Róża stulistna Rosa x centifolia
A teraz kolejna grupa róż "do opanowania" - piękne róże stulistne. W ich powstaniu udział miały Rosa x gallica, Rosa x damascena ( pośrednio Rosa caniana i Rosa moschata ). Wyhodowano je pod koniec XVI stulecia, nazwę zawdzięczają mnogości płatków. Miejscem urodzenia tej róży jest ponoć Holandia, tak sugeruje XVII - wieczna nazwa tego typu róży - róża holenderska. W XVII i XVIII wieku róże stulistne pojawiły się w innych krajach i z czasem ich "holenderskość" uległa zatarciu w pamięci ogrodników - zostały po prostu Rosa centifolia. Róże stulistne były i są sterylne ale zdarza się że wyrastają im tzw. sporty, czyli pędy o innych cechach niż te na reszcie krzewu ( dobra, powtarzam to do znudzenia ). Taki sport wyrosły w 1796 roku z kwiatami z pojedynczym okółkiem płatków zapoczątkował wiele odmian róż stulistnych, hybrydy powstałe z zapylenia tej rośliny powtórzyły cechy stulistnych a wzbogacenie genami innych grup róż rozszerzyło skalę barwną różanej grupy ( róże stulistne do trzeciej ćwierci XVIII wieku różniły się rozmiarami kwiatów i wielością płatków, natomiast kolorek miały niemal ten sam - dobrze nasycony różyk ). Róże stulistne dorastają na ogół do 1,5 do 2 metrów wysokości, cechą charakterystyczną są przewieszające się pędy, zielono - szarawe listki odziedziczone po damascenkach. Kwiaty kuliste, bardzo ciężkie ( w końcu upakowane tymi płatkami ) o zapachu silnym, wskazującym na damasceński rodowód. Ten zapach spowodował że w okolicach prowansalskiego Grasse powstały swego czasu różane "centifoliowe" plantacje. Do dziś sadzi się w ogrodach wiele z tych róż mających swoje wielkie chwile chwały w XVII i XVIII wieku. Taka XVIII - wieczna 'Petite de Hollande' zwana inaczej 'Pompon des Dames', czy 'Rose de Meaux' znana od roku 1637 to ozdoby całkiem współczesnych rabat co prowadzi do wniosku że ta grupa róż "coś w sobie ma".
Niewątpliwie przyczyniła się do tego pewna cecha która pojawiła się w tej grupie róż na początku XVII wieku. Otóż pąki niektórych odmian tych róż posiadają żywiczne gruczołki, wyrostki czy też meszek nadający im dość niesamowity wygląd. Pierwsze mchowe mutanty pojawiły się bardzo wcześnie lecz mech nie był cechą na tyle spektakularną żeby można było mówić o różach mchowych. Dopiero gdzieś pod koniec XVII stulecia pojawiły się odmiany z solidniejszym "zarostem" na pąkach. Za pierwszą taką udokumentowaną różę uchodzi znaleziony w Carcasonne w roku 1696 sport róży stulistnej nazwany później 'Muscosa' ( co prawda Holendrzy twierdzili swego czasu że pierwszy "mszak" to kwitł w Leydzie w 1720, ale francuska wersja okazała się bardziej "nośna" ). To z tej pierwszej opisanej róży mchowej powstał z kolei sport o kwiatach z pojedynczym okółkiem płatków 'Muscosa Simplex', który przekazał dalej w genach ten meszek na pąkach. Na kolejne sporty róż mchowych o kwiatach dających możliwość zapylenia trzeba było poczekać ponad stulecie - w roku 1807 powstał płodny sport który dał możliwość tworzenia kolejnych odmian. Potem ponoć był jeszcze jeden gdzieś w latach czterdziestych XIX wieku i od tej trójki mają wywodzić się wszystkie znane dzisiaj róże mchowe. Henry Shailer w swojej szkółce "Little Chelsea" uzyskał różę mchową o białych kwiatach, sport od odmiany 'Muscosa' zwanej w Anglii 'Old Moss', nazwany w 1788 roku Rosa provincialis muscosa flore-pleno alba. Kwiaty róży zwanej dziś 'Shailer's White Moss' mają jakość kwiatów Rosa centifolia. Piszę o tym nie bez przyczyny, róże mchowe z XIX wieku zatraciły na wskutek krzyżowania urodę pełnych, kulistych kształtów kwiatów róży stulistnej. Pojawiły się nowe kolory kwiatów, meszek rozpełzł się z pączków na pędy i liście, no ale coś za coś - kwiaty i zapach nie zawsze ten tego. Mimo tego że kwiaty późniejszych róż mchowych nie były tak urocze jak te róż stulistnych, w epoce wiktoriańskiej róże mchowe miały swoje prawdziwe "pięć minut". Dziś też figurują w ofertach szkółek, nawet mają osobne działy i nie są podpinane pod Rosa centifolia. W końcu te gruczołki na pakach i nie tylko na pąkach są urodne.
czwartek, 3 listopada 2016
O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część pierwsza
Zdaje się że swoim poprzednim wpisem nie tyle zachęciłam do uprawy róż co raczej przestraszyłam potencjalnych uprawiaczy. Wszystko przez tę skondensowaną genealogię, co z czym i dlaczego. Niestety dalej będzie równie ciężko, jak nie ciężej bo teraz trzeba będzie w te moje gadki różane wpleść czas, niemal tysiąc lat, jak to tak dokładnie policzyć ( starożytnych zostawiam w spokoju, bo byłoby jeszcze gorzej ). Dobra, wiecie już że różne gatunki porastały nasz kontynent, wiecie że róże rosły w Azji i domyślacie się że rosły też w Ameryce Północnej - a teraz będzie tzw. paralela - nowożytna historia uprawy róż to historia Europy, jej kontaktów z innymi kręgami kulturowymi, wypraw odkrywczych i łupieżczych itd. Uprawa róż rozwijała się wraz z ekspansją europejskości i zasysaniem przez naszą kulturę dóbr wszelakich z innych stron świata. Tak jak ludzie dalekiego Orientu stworzyli peonie i chryzantemy, tak Europa stworzyła nowoczesną różę ( biorąc od wszystkich, którzy tylko coś różanego mogli zaoferować ).
Róża galijska Rosa x gallica
Zacznijmy od mroków średniowiecza, kiedy tylko skończyło się wędrowanie ludów po kontynencie, w klasztornych murach zaczęły powstawać ogrody. Ziołowo - warzywne, ku pożytkowi a nie ku pięknu, które marnością tego świata, gnije i znika ukazując w wymodlonych mnisich wizjach swój duchowy obraz idealny. Szczęśliwie róże uważne były za rośliny lecznicze i to takie o nie byle jakich właściwościach - Rosa canina odpowiednio podana już od czasów starożytnych uchodziła za antidotum na wściekliznę ( stąd jej nazwa - róża psia, psy były bowiem największymi roznosicielami tej choroby ). Oczywiście w klasztornych ogrodach pojawiały się też naturalne mieszańce i inne gatunki róż, braciszkowie i siostrzyczki miewali podobnie jak my dzisiaj kłopoty z rozróżnieniem mieszańców i gatunków. W ten sposób w ogrodach klasztornych zalęgła się Rosa gallica, gatunek uznawany z czasem za prawie tak skuteczny w leczeniu chorób jak Rosa canina. Róża francuska okazała się świetnym materiałem wyjściowym do wielokrotnych krzyżowań, znaczy marność nad marnościami czyhała i uzyskiwane w drodze selekcji różane krzewy miały coraz większe kwiaty lub pojawiała się zwiększona ilość płatków, przebarwienia na płatkach i tym podobne mutacyjne radości ku radości oczu a nie pobożnym rozmyślaniom. Poszczególne klasztory zaczęły się chlubić uprawą róż i tu możemy doszukiwać prapoczątków rozariów, ogrodów różanych. W otoczonym murami klasztornym ogrodzie przyszła na świat "pierwsza" ogrodowa galijka - róża apteczna Rosa gallica 'Officinalis'. Ze źródeł wiemy że znana już była przed 1310 rokiem.
To był europejski hicior średniowiecza, róża pożądana we wszystkich ogrodach, trafiała na tarcze herbowe ( podejrzewa się że to mogła być owa słynna Rose de Province która za sprawą hrabiego Egmonta Lancastera trafiła do jego herbu i stała się czerwoną różą z wewnętrznej angielskiej wojny dwóch róż - po mojemu trochę nie tak bo róża prowansalska została przywieziona przez pana Thibault z Syrii, więc to mogła być całkiem insza róża ), na miniatury przedstawiające piękne damy, do strof "Pieśni o Róży" i do rozważań teologów. Ta róża o najbardziej wysyconym odcieniu różu ( najbliższym czerwieni, średniowiecze nie znało prawdziwie czerwonych róż ) uchodziła za symbol krwi Chrystusowej, poświęcenia i wiary. To była kariera - od ziółka w klasztornych ogrodach na królewskie dwory, zamki i uniwersytety! Tak róża ponownie została królową roślin ( ponownie bo pierwszy raz jej się to zdarzyło w starożytnej kolonii greckiej ). Dalej było już z górki - pojawiła się 'Rosa Mundi' czyli odmiana 'Versicolor' o płatkach z białymi przelewami, ( sport wyrosły z krzewu 'Officinalis' ), a po niej 'Tuscany', 'La Belle Sultane', 'Violacea' i wiele, wiele innych. Róże galijskie krzyżowano z wieloma innymi gatunkami i mieszańcami róż, w galijkach obecne są geny niemal wszystkich róż które do XVIII wieku uprawiano w Europie. Tak, Kochani - historyczne róże galijskie to w swej olbrzymiej większości mieszańce, z gatunkiem Rosa gallica mają tyle wspólnego że jeden z rodziców miał wyraźne cechy galijskie. A teraz jeszcze inna historia - ponieważ to bardzo stara grupa róż nie zawsze możemy ze 100% pewnością twierdzić że dana odmiana róży jest tożsama z tą historyczną. Ha, te róże wymierały, inne przejmowały ich nazwę i tak do końca to opierając się jedynie na ikonografii i opisach identyfikacji bardzo starych odmian nie możemy być pewni. Z rzeczy praktycznych - galijki są niezwykle mrozoodporne i raczej twarde. Większość tych bardzo starych ( powstałych przed XIX wiekiem ) jest odporna na choroby grzybowe.
Róża damasceńska Rosa x damascena
Wg. legendy to było tak - podczas wypraw krzyżowych rycerstwo Europy, często wybierające się na wojenkę wraz z damami ( vide Eleonora Akwitańska ) zoczyło nieznaną wcześniej w Europie Zachodniej różę, zapałało chęcią posiadania i przywlekło z Ziemi Świętej i okolic nowy gatunek, który następnie był krzyżowany z różami galijskimi. No pięknie i romantycznie o wschodniej róży , z tym że nie do końca prawdziwie. Nieprawdziwie bo róża damasceńska to żadem "czysty" gatunek, to jedna z wielu mieszańcowych róż uprawianych w basenie Morza Śródziemnego od czasów starożytnych i rozpowszechnionych w ogrodach południowej i zachodniej Europy już w czasach Imperium Rzymskiego. Zasięg jej upraw sprawił że znalazła się w Cesarstwie Bizantyjskim i w krajach, które po VII wieku zrobiły się muzułmańskie. Tak naprawdę przed epoką wypraw krzyżowych róże damasceńskie nie były uprawiane w tej zachodnio - północnej części Europy. Tam rzeczywiście trafiły dopiero w czasach krucjat. Genealogia róży damasceńskiej skomplikowana - generalnie wyróżniamy dwie grupy odmian mające różnych różnych rodziców. Róże damasceńskie kwitnące raz w roku pochodzą od Rosa gallica i róży fenickiej Rosa phoenicia ( to ta wymieniona w Biblii ), podczas gdy róże damasceńskie powtarzające kwitnienie powstały w wyniku krzyżowania Rosa gallica z różą piżmową Rosa moschata i południowoazjatycką Rosa fedtschenkoana .
Ponoć grupą starszą jest ta pierwsza ale mieszańce drugiego typu były na pewno znane już w XVII wieku, choć udokumentowano ich historię solidniej dopiero w 1812 roku ( chwile chwały tej różanej grupy trwały do lat czterdziestych XIX wieku ). Nie do końca jest jasne jak to się stało że druga grupa damascenek powtarza kwitnienie, zdaje się że to dopiero rozstrzygną solidne badania genetyczne, na dzień dzisiejszy ile różankowych tyle teorii dotyczących powstania tej grupy róż. W angielskich opracowaniach róże damasceńskie kwitnące latem oznacza się jako "damask" , powtarzające kwitnienie jako "damask perpetual", ale żeby nie było za dobrze przy grupie damasceńskiej umieszcza się też coś takiego jak "damask - portland" lub tylko "portland". Róże portlandzkie to "rozwinięcie" damascenek. Kiedyś sądzono że powstały ze zmieszania genów róży damasceńskiej z różą z Chin, badania genetyczne nie potwierdziły jednak takiej kombinacji. Ta grupa róż pochodzi z mutacji róż europejskich. Pod koniec XVIII wieku znane były przynajmniej cztery "damask - perpetual" i to ich krzyżówki z mieszańcami galijskimi i damasceńskimi stały się różami portlandzkimi. Nazwa róże portlandzkie związana jest z domem księstwa Portland. Legend o księżnej i księciu co niemiara, sama znam chyba z cztery wersje dlaczego portlandzka róża tak się właśnie nazywa. Przytaczać wszystkich nie będę, zainteresowanym bardziej polecam blog pana Mariana Sołtysa Moje róże – moja pasja. Czym damascenka różni się od galijek - przede wszystkim zapachem! To róże używane do produkcji olejków ( starą, prostą odmianę damascenki 'Kazanlik' poznaliście w poprzednim wpisie - uchodzi za najmocniej pachnącą różę damasceńską ). Liście damascenek są szarawo - zielone, rzadko atakowane przez choroby grzybowe. Dla róż portlandzkich z kolei charakterystyczny jest mniejszy lub większy okółek liści tuż przed pączkiem kwiatowym. Damascenki mają różny pokrój, portlandki są raczej wyprostowane. Olbrzymia większość damasceńskich i portlandzkich róż jest odporna na niskie temperatury.
Dzisiejszy wpis ilustrują chyba najbardziej znane "portrety" starych, historycznych róż. Pierre-Joseph Redouté żyjący w latach 1759-1840 jest ich autorem. Cudność nad cudnościami.
Róża galijska Rosa x gallica
Zacznijmy od mroków średniowiecza, kiedy tylko skończyło się wędrowanie ludów po kontynencie, w klasztornych murach zaczęły powstawać ogrody. Ziołowo - warzywne, ku pożytkowi a nie ku pięknu, które marnością tego świata, gnije i znika ukazując w wymodlonych mnisich wizjach swój duchowy obraz idealny. Szczęśliwie róże uważne były za rośliny lecznicze i to takie o nie byle jakich właściwościach - Rosa canina odpowiednio podana już od czasów starożytnych uchodziła za antidotum na wściekliznę ( stąd jej nazwa - róża psia, psy były bowiem największymi roznosicielami tej choroby ). Oczywiście w klasztornych ogrodach pojawiały się też naturalne mieszańce i inne gatunki róż, braciszkowie i siostrzyczki miewali podobnie jak my dzisiaj kłopoty z rozróżnieniem mieszańców i gatunków. W ten sposób w ogrodach klasztornych zalęgła się Rosa gallica, gatunek uznawany z czasem za prawie tak skuteczny w leczeniu chorób jak Rosa canina. Róża francuska okazała się świetnym materiałem wyjściowym do wielokrotnych krzyżowań, znaczy marność nad marnościami czyhała i uzyskiwane w drodze selekcji różane krzewy miały coraz większe kwiaty lub pojawiała się zwiększona ilość płatków, przebarwienia na płatkach i tym podobne mutacyjne radości ku radości oczu a nie pobożnym rozmyślaniom. Poszczególne klasztory zaczęły się chlubić uprawą róż i tu możemy doszukiwać prapoczątków rozariów, ogrodów różanych. W otoczonym murami klasztornym ogrodzie przyszła na świat "pierwsza" ogrodowa galijka - róża apteczna Rosa gallica 'Officinalis'. Ze źródeł wiemy że znana już była przed 1310 rokiem.
To był europejski hicior średniowiecza, róża pożądana we wszystkich ogrodach, trafiała na tarcze herbowe ( podejrzewa się że to mogła być owa słynna Rose de Province która za sprawą hrabiego Egmonta Lancastera trafiła do jego herbu i stała się czerwoną różą z wewnętrznej angielskiej wojny dwóch róż - po mojemu trochę nie tak bo róża prowansalska została przywieziona przez pana Thibault z Syrii, więc to mogła być całkiem insza róża ), na miniatury przedstawiające piękne damy, do strof "Pieśni o Róży" i do rozważań teologów. Ta róża o najbardziej wysyconym odcieniu różu ( najbliższym czerwieni, średniowiecze nie znało prawdziwie czerwonych róż ) uchodziła za symbol krwi Chrystusowej, poświęcenia i wiary. To była kariera - od ziółka w klasztornych ogrodach na królewskie dwory, zamki i uniwersytety! Tak róża ponownie została królową roślin ( ponownie bo pierwszy raz jej się to zdarzyło w starożytnej kolonii greckiej ). Dalej było już z górki - pojawiła się 'Rosa Mundi' czyli odmiana 'Versicolor' o płatkach z białymi przelewami, ( sport wyrosły z krzewu 'Officinalis' ), a po niej 'Tuscany', 'La Belle Sultane', 'Violacea' i wiele, wiele innych. Róże galijskie krzyżowano z wieloma innymi gatunkami i mieszańcami róż, w galijkach obecne są geny niemal wszystkich róż które do XVIII wieku uprawiano w Europie. Tak, Kochani - historyczne róże galijskie to w swej olbrzymiej większości mieszańce, z gatunkiem Rosa gallica mają tyle wspólnego że jeden z rodziców miał wyraźne cechy galijskie. A teraz jeszcze inna historia - ponieważ to bardzo stara grupa róż nie zawsze możemy ze 100% pewnością twierdzić że dana odmiana róży jest tożsama z tą historyczną. Ha, te róże wymierały, inne przejmowały ich nazwę i tak do końca to opierając się jedynie na ikonografii i opisach identyfikacji bardzo starych odmian nie możemy być pewni. Z rzeczy praktycznych - galijki są niezwykle mrozoodporne i raczej twarde. Większość tych bardzo starych ( powstałych przed XIX wiekiem ) jest odporna na choroby grzybowe.
Róża damasceńska Rosa x damascena
Wg. legendy to było tak - podczas wypraw krzyżowych rycerstwo Europy, często wybierające się na wojenkę wraz z damami ( vide Eleonora Akwitańska ) zoczyło nieznaną wcześniej w Europie Zachodniej różę, zapałało chęcią posiadania i przywlekło z Ziemi Świętej i okolic nowy gatunek, który następnie był krzyżowany z różami galijskimi. No pięknie i romantycznie o wschodniej róży , z tym że nie do końca prawdziwie. Nieprawdziwie bo róża damasceńska to żadem "czysty" gatunek, to jedna z wielu mieszańcowych róż uprawianych w basenie Morza Śródziemnego od czasów starożytnych i rozpowszechnionych w ogrodach południowej i zachodniej Europy już w czasach Imperium Rzymskiego. Zasięg jej upraw sprawił że znalazła się w Cesarstwie Bizantyjskim i w krajach, które po VII wieku zrobiły się muzułmańskie. Tak naprawdę przed epoką wypraw krzyżowych róże damasceńskie nie były uprawiane w tej zachodnio - północnej części Europy. Tam rzeczywiście trafiły dopiero w czasach krucjat. Genealogia róży damasceńskiej skomplikowana - generalnie wyróżniamy dwie grupy odmian mające różnych różnych rodziców. Róże damasceńskie kwitnące raz w roku pochodzą od Rosa gallica i róży fenickiej Rosa phoenicia ( to ta wymieniona w Biblii ), podczas gdy róże damasceńskie powtarzające kwitnienie powstały w wyniku krzyżowania Rosa gallica z różą piżmową Rosa moschata i południowoazjatycką Rosa fedtschenkoana .
Ponoć grupą starszą jest ta pierwsza ale mieszańce drugiego typu były na pewno znane już w XVII wieku, choć udokumentowano ich historię solidniej dopiero w 1812 roku ( chwile chwały tej różanej grupy trwały do lat czterdziestych XIX wieku ). Nie do końca jest jasne jak to się stało że druga grupa damascenek powtarza kwitnienie, zdaje się że to dopiero rozstrzygną solidne badania genetyczne, na dzień dzisiejszy ile różankowych tyle teorii dotyczących powstania tej grupy róż. W angielskich opracowaniach róże damasceńskie kwitnące latem oznacza się jako "damask" , powtarzające kwitnienie jako "damask perpetual", ale żeby nie było za dobrze przy grupie damasceńskiej umieszcza się też coś takiego jak "damask - portland" lub tylko "portland". Róże portlandzkie to "rozwinięcie" damascenek. Kiedyś sądzono że powstały ze zmieszania genów róży damasceńskiej z różą z Chin, badania genetyczne nie potwierdziły jednak takiej kombinacji. Ta grupa róż pochodzi z mutacji róż europejskich. Pod koniec XVIII wieku znane były przynajmniej cztery "damask - perpetual" i to ich krzyżówki z mieszańcami galijskimi i damasceńskimi stały się różami portlandzkimi. Nazwa róże portlandzkie związana jest z domem księstwa Portland. Legend o księżnej i księciu co niemiara, sama znam chyba z cztery wersje dlaczego portlandzka róża tak się właśnie nazywa. Przytaczać wszystkich nie będę, zainteresowanym bardziej polecam blog pana Mariana Sołtysa Moje róże – moja pasja. Czym damascenka różni się od galijek - przede wszystkim zapachem! To róże używane do produkcji olejków ( starą, prostą odmianę damascenki 'Kazanlik' poznaliście w poprzednim wpisie - uchodzi za najmocniej pachnącą różę damasceńską ). Liście damascenek są szarawo - zielone, rzadko atakowane przez choroby grzybowe. Dla róż portlandzkich z kolei charakterystyczny jest mniejszy lub większy okółek liści tuż przed pączkiem kwiatowym. Damascenki mają różny pokrój, portlandki są raczej wyprostowane. Olbrzymia większość damasceńskich i portlandzkich róż jest odporna na niskie temperatury.
Dzisiejszy wpis ilustrują chyba najbardziej znane "portrety" starych, historycznych róż. Pierre-Joseph Redouté żyjący w latach 1759-1840 jest ich autorem. Cudność nad cudnościami.
wtorek, 1 listopada 2016
O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże dzikie i półdzikie
Mieszańce piżmowe, mieszańce herbatnie, burbonki, remontanki i austinki - piszę ot tak sobie, jakby wszyscy wiedzieli o co kaman, a tymczasem wcale tak nie jest. Dla większości ogrodników róża to taki krzew, który właściwie nie jest krzewem tylko stanowi osobną kategorię roślinną i kwitnie kwiatami o pięciu płatkach ( zgroza, dzikun w ogrodzie ) lub kwiatami w których płatków pełno ( cacy, róża ogrodowa ). Wymagające są te róże , przycinać je trzeba, niektóre okrywać i lepiej w związku z tym poprzestać na jednym krzewie wśród tuj na trawniczku rosnącym. Taa, taki przekaz na ogół dociera do początkujących ogrodników. A tymczasem rzecz jest wcale nie tak się mająca, jak to mawiała Babcia Wiktoria. Są róże które przycina się rzadziej niż jaśminowce czy żylistki, są takie które na okrywanie zimowe mogą zareagować podgniciem, są delikatesy które nie zniosą małego mroziku i są hardcory wytrzymujące syberyjskie mrozy. Krzewy różane przynajmniej od ośmiu stet lat poddawane są krzyżowaniom i powstało tyle grup i odmian w tych grupach że właściwie żaden inny krzew nie posiada tak skomplikowanych linii genealogicznych i nie charakteryzuje się aż tak wielką rozpiętością skali przystosowania do różnych warunków klimatycznych . Nie wyhodowano co prawda róży znoszącej dżangelne tropiki czy wieczną zmarzlinę, ale prace trwają, he, he. Na klimaciku sprawa się nie kończy - istnieją monstrualne róże wypuszczające ponad pięciometrowe pędy i są malutkie krzewinki dorastające do wysokości - 20 - 30 cm, niektóre odmiany mają kwiaty jak talerze i bywają takie posiadające jakieś mikroskopijne kwiatunie, są zapachy odurzające i totalna bezwonność, owoce urodne i rzucające się w ślepia i smętne paskudy zostające po kwiatach. Wśród róż spotyka się takie które kochają sekator i takie, które ledwie go tolerują, wymagające ciągłej obsługi i radośnie samowystarczalne - bardzo zróżnicowane wymagania mają różane krzewy, więc żeby dobrać róże pasujące do naszej koncepcji ogrodowania trzeba trochę więcej o różach jako takich się dowiedzieć.
Zacznę od gatunków czyli dziczyzny. To grupa róż moim zdaniem bardzo niedoceniana. Przegrywają ze swoimi potomkami, "wzbogaconymi" w geny wielu innych róż, z wielokrotnie pojawiającymi się w sezonie kwiatami wręcz ućkanymi płatkami, mocno pachnącymi skomplikowanymi zapachami z nutami piżma, owoców czy mirry. A jednak żywotne i twarde gatunki, w swej olbrzymiej większości kwitnące raz ale za to zjawiskowo są materiałem nie do przebicia jeśli chodzi o tworzenie ogrodów naturalistycznych, wpisujących się w krajobraz. Mieszańce herbatnie, austinki odpadają w przedbiegach jako kandydatki na różane krzewy w takim "ogrodzie preriowym" na ten przykład. No nie ta bajka.
No dobra lecimy z rodologią czyli z nauką o różach ( będzie bolało ) - podział rodzaju Rosa wyglądał kiedyś tak: Hulthemia (np. Rosa persica), Platyrhodon (np. Rosa roxburghii), Hesperhodos (np. Rosa minutifolia), Rosa (Eurosa ). Jednak badania genetyczne wykazały że podrodzaje Hulthemia i Platyrhodon są bardziej związane z rodzajem Eurosa i wszystko stanęło na głowie. Znaczy czekamy jak systematycy nam tę nową botanikę ułożą. Dla ogrodników wielkiego znaczenia to nie ma, ich zawsze najbardziej interesował podrodzaj Eurosa z którego wywodzi się większość gatunków użytych do hybrydyzacji współczesnych róż. Teraz dalsza część rodologicznego bólu - podział podrodzaju Eurosa na sekcje: Banksianae , Bracteatae, Caninae, Carolinae, Chinensis, Cinnamomeae, Gallicanae, Laevigatae, Pimpinellifolia, Synstylae. No najgorsze za nami, teraz to już tylko "czyste gatunki" ( dla botanicznie słabo zorientowanych - gatunki wchodzą w skład sekcji ). Spotkać tzw. "czysty gatunek" wcale nie jest tak łatwo, róże w naturze dość łatwo się krzyżują, stąd wiele spotykanych przez nas na łonie przyrody róż jest mieszańcami, hybrydami, produktem pracy pszczółek i innych zapylaczy. Odróżnienie hybrydy od gatunku jest nieraz możliwe jedynie na podstawie badań genetycznych, no wicie rozumicie - cytologia, genetyka, mikroskop i w ogóle. Te czyste gatunki najłatwiej pozyskać w szkółkach, miłośnikom wykopków niniejszym wykopuję z głów pomysły typu przesadzę se do ogroda ( nie wiem dlaczego miłośnicy wykopków nie są w stanie pobrać odrostu czy zrobić odkładu, oni zawsze muszą wykopać wsio co zazwyczaj tragicznie kończy się dla rośliny, tymczasem gatunki w szkółkach mają ludzkie ceny i są bezproblemowo do kupienia ).
W Polsce na naturalnym łonie występują zarówno gatunki rodzime jak i te zawleczone. Rodzime to: róża dzika vel róża psia Rosa canina i mnóstwo innych synonimów łacińskich, najprawdopodobniej róża polna Rosa agrestis, róża francuska Rosa gallica, róża rdzawa Rosa rubiginosa, róża drobnokwiatowa Rosa micrantha, róża alpejska Rosa pendulina, róża eliptyczna Rosa inodora, róża sina Rosa dumalis, róża Jundziłła Rosa jundzilli. Zawleczone zostały na teren naszego kraju i wrosły w krajobraz: róża wielokwiatowa Rosa multiflora, róża girlandowa Rosa majalis, róża gęstokolczasta Rosa pipminellifolia vel Rosa spinossisma, róża jabłkowata Rosa villosa, róża pomarszczona Rosa rugosa, róża żółta Rosa foetida. Ponadto zawleczone do nas zostały róże rosyjskie, dahurskie, węgierskie, labradorskie, karolińskie, kuterowate, lecz ich zasięg występowania jest trudny do zbadania, tym bardziej ze względu na wspomnianą już wcześniej zdolność róż do krzyżowania międzygatunkowego. Tyle to u nas dziczyzny.
Żeby jednak nie było za prosto to z gatunków metodą żmudnej selekcji a także metodą wielokrotnych krzyżowań z przewagą rodziców jednego gatunku, wyhodowano całą masę "półdzikich" róż. Termin ukuty przeze mnie i umieszczony poniżej nie jest do końca precyzyjny i odpowiadający rzeczywistości, ale jakby najlepiej pomagający wytłumaczyć słabo zaróżankowanym o co biega.
Grupy mieszańców z przeważającymi cechami jednego gatunku:
Mieszańce rugosa - chyba najbardziej znaną taką grupą jest grupa róż pomarszczonych, królująca na "dzikich" rabatach. Większość z nich zachowała twardość i odporność na niesprzyjające warunki po przodkach porastających azjatyckie wybrzeże północnego Pacyfiku. Gatunek należący do sekcji Cinnamomeae odkryto od koniec XVIII wieku, w roku 1796 został przywieziony do Wielkiej Brytanii ( oznaczono go jako Rosa ferox ) i do Francji ( Francuzi oczywiście oznaczyli go inaczej Rosa kamtchatica ). Potem o nim starannie zapomniano i dopiero w połowie XIX wieku Europa ponownie przypomniała sobie o tej róży. W swoim środowisku naturalnym Rosa rugosa tworzy mieszańce z różami występującymi na tych samych siedliskach - Rosa davurica ( Rosa x kamtchatica ), czy z Rosa multiflora ( Rosa x iwara czy Rosa x yesoensis ). W Europie Rosa rugosa krzyżuje się w naturze z następującymi gatunkami: Rosa canina ( Rosa × praegeri ), Rosa mollis (Rosa × mangii ) i Rosa caesia . W Ameryce Północnej miesza się naturalnie z Rosa carolina ( Rosa × koehneana ) i Rosa palustris ( Rosa × spaethiana ).
Krzyżówki celowe z Rosa majalis ( Rosa × majorugosa ), z Rosa nitida ( Rosa x rugotida ), oraz Rosa arvensis ( Rosa x paulii ) zapoczątkowały "ogrodowe" istnienie całej grupy. Grupę podzielono na dwie podgrupki - róż o cechach bardzo zbliżonych do gatunku Rosa rugosa i róż mniej ten gatunek przypominających . Róże grupy rugosa są lubiane przez ogrodników i pszczoły ( te ostatnie preferują rzecz jasna odmiany z widocznymi pylnikami ). Wśród nich trafiają się wyjątkowo urodne, silnie pachnące odmiany, takie jak 'Roseraie de l'Hay', róże ciekawe ze względu na kształt płatków takie jak 'Fimbriata' czy kolor pylników jak odmiana 'Rotes Phänomen' czy też posiadające niezwykłą wytrzymałość jak odmiana 'Martin Frobisher'. Wzrost, wielkość bywają bardzo zróżnicowane - od płożaków do dużych krzewów. Kolory kwiatów od ciemnej czerwieni poprzez różne stopnie różowości, do czysto białego. Są też żółto kwitnące mieszańce rugos , nieco mniej żywotne niż róże kwitnące kwiatami w innych kolorach - najbardziej znane to 'Agnes' i 'Yellow Dagmar Hastrup'. Dodatkowym walorem grupy róż rugosa są duże, pomarańczowo - czerwone owoce o kulistym kształcie i przebarwiające się jesienią liście.
Mieszańce spinossisima to kolejna grupa "półdzikich" róż czujących się wyśmienicie w naturalistycznych ogrodach ( i nie tylko naturalistycznych ). Dlaczego mieszańce spinossisima a nie pimpinellifolia? Kiedy Linneusz opisywał tę różę sądził że ma do czynienia z dwoma gatunkami, badania genetyczne dowiodły jednak że to jeden gatunek a różnice obserwowane przez Linneusza to tzw. zmienność w obrębie taksonu. Ponieważ pierwszą użytą nazwą na określenie tego gatunku róży było spinossisima, przyjęło się używać tej właśnie nazwy. Nazwa Pimpinellifolia ostała się jako określenie sekcji róż. Teraz znowu ból systematyki botanicznej - do sekcji Pimpinellifolia należą gatunki: Rosa ecae, Rosa foetida, Rosa hugonis, Rosa primula, Rosa sericea i Rosa xanthina. Hybrydy tych gatunków i gatunków róż z innych sekcji przyjęło się oznaczać nazwami: Rosa x cantiana ( Rosa spinosissima x Rosa rubiginosa ), Rosa x coronata ( Rosa spinosissima x Rosa tomentosa ), Rosa x hibernica ( Rosa spinosissima x Rosa canina ), Rosa x involuta ( Rosa spinosissima x Rosa sherardii ), Rosa x margerisonii ( Rosa spinosissima x Rosa caesia ), Rosa x sabinii ( Rosa spinosissima x Rosa mollis ), Rosa x harisonii ( Rosa spinosissima x Rosa foetida ).
Odmiany żółto kwitnące to hybrydy Rosa spinossisima z Rosa foetida , Rosa hugonis, Rosa xanthina, Rosa ecae. Odmiany tej grupy mieszańców spinossisima kwitnące kwiatami w kolorach różu i czerwieni mają geny Rosa canina i Rosa pendulina. Swoje wielkie chwile mieszańce spinossisima miały w czterech pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku, potem ich popularność zaczęła słabnąć ( wykosiły je burbonki i remontanki ). W drugiej połowie XIX wieku tzw. szkockie róże ( jak w wielkiej Brytanii nazywano pewne typy mieszańców spinossisima ) praktycznie można było spotkać tylko w starych, nieodnawianych ogrodach. W XX wieku nastąpił renesans hybrydyzacji tych róż, nadal jest jednak to zaledwie ułamek ilości odmian jakie powstały w XIX wieku i zdążyły wraz z jego końcem odejść do różanej wieczności.
Do niedawna najbardziej popularnymi odmianami tej grupy róż były słynna 'Aïcha', mieszańce Kordesa 'Frühlingsgold', 'Frühlingsmorgen', 'Frühlingszauber', teraz przybyło trochę innych świetnych róż tej grupy - klasyczna już 'Juhannusruusu' czy nowsze odmiany takie jak 'Red Nelly', 'Stanwell Perpetual' Austina . Ciągle jednak spinossisimek jest u nas na rynku malutko, może wraz z modą na bardziej naturalne nasadzenia oferta szkółek się poszerzy.
Mieszańce moyesii - to efekt krzyżowania gatunku Rosa moyesii należącego do sekcji Cinnamomeae, znalezionego na przełomie wieków XIX i XX w zachodnich Chinach. Gatunek w uprawie w Europie od roku 1908. Mieszańce moyesii w spadku po gatunku matecznym otrzymują zazwyczaj ponad trzymetrowy wzrost, giętkie przewieszające się pędy, oraz wspaniałe owoce o wydłużonym, butelkowatym kształcie, którymi mieszańce moyesii są obsypane jesienną porą. Chyba najbardziej znaną odmianą jest 'Geranium', siewka Rosa moyesii i nieznanego drugiego rodzica wynaleziona w 1938 roku. Niekiedy można spotkać się z zaliczaniem do grupy moyesii pięknej odmiany 'Nevada'. To jest moyesii drugiego rzutu ( żeby nie było że drugiego sortu, he, he ), odmiana jest krzyżówką mieszańca herbatniego 'La Giralda' i najprawdopoddobniej hybrydy Rosa moyesii z Rosa spinossisima 'Altaica'.
Teraz będzie o mieszańcach powstałych z krzyżowania dwu gatunków, to bardzo proste jak na różane standardy krzyżowania, róże z nich powstałe przypominają zazwyczaj swoich rodziców, mają jednak większe lub ciekawiej wybarwione kwiaty.
Proste mieszańce innych gatunków:
Rosa x pteragonis 'Cantabrigiensis', inaczej Cambridge Rose - krzyżówka Rosa sericea i Rosa hugonis wyhodowana przez Dr. C.C. Hursta w 1922 roku, a wprowadzona do handlu przez Harkness & Co. w 1937 roku. Piękna majowa róża, kwitnąca raz a dobrze o niewielkich ( średnica do 5 cm )biało - złotych kwiatach. Dorasta do ponad 2 metrów, w optymalnych warunkach będzie znacznie wyższa. Kwitnie tylko raz.
Róża 'Canary Bird' - najprawdopodobniej krzyżówka gatunków Rosa hugonis x Rosa xanthina, wprowadzona przez Hursta w 1907 roku naturalna hybryda, znaleziona w jednym z angielskich ogrodów. Kwiaty około 4 cm średnicy, kanarkowo żółte, otwierają się w maju. Roślina osiąga ponad 2 metry wysokości. Kwitnie tylko raz.
Róża 'Kazanlik' - prawdopodobnie krzyżówka Rosa moschata x Rosa gallica . To owa słynna olejkodajna bułgarska róża. Ponoć znana już w XIII wieku ale potwierdzone dane o istnieniu tej odmiany pochodzą dopiero sprzed 1612 roku. Dorasta do około 2 metrów wysokości, kwiaty półpełne w odcieniu średnio wysyconego różu, kwitnie raz, po przekwitnięciu kwiatów krzew produkuje ozdobne wydłużone owoce w kolorze jasnej czerwieni. Zapach powala!
Gatunki spotykane w Polsce tylko w uprawie ( jeszcze ):
Rosa hugonis oznaczana jako Rosa xanthina var. hugonis - gatunek opisany po raz pierwszy przez angielskiego botanika Williama Hensley’a w 1899 roku, wynaleziony w Chinach. kwiatki drobniutkie ( średnica do 4 cm ), złote - zakwitają w maju. Roślina dorastająca najczęściej do około metra wysokości, za to bardzo szeroko się rozrastająca. Kwitnie tylko raz.
Rosa sericea var. pteracantha - róża czteropłatkowa, dorastająca do ponad 2 metrów wysokości, kwitnąca w maju ( tylko raz ) małymi białymi kwiatkami o czterech płatkach ( średnica - 3- 4 cm ). Kwiaty może niezbyt urodne ale kolce - klękajcie narody! Olbrzymie, czerwone jak owoce tej róży i z daleka widoczne.
Rosa rubrifolia vel Rosa glauca - pochodzi z Bałkanów, czasem można dostać jej selekty ( 'Nova' - odmiana wyselekcjonowana w Szwecji ).
Rosa californica - novum, od niedawna do kupienia w Polsce. Dorasta do półtora metra, kwitnie ponoć baaardzo długo kwiatami w kolorze średnio wysyconego różu, nie powtarza kwitnienia. Przepięknie i silnie pachnie!
Rosa roxburghii - gatunek pochodzi z Chin, należy do podrodzaju Platyrhodon. To dorastająca w optymalnych warunkach do około półtora metra wysokości róża o dość dużych kwiatach ( nawet 8 cm średnicy ) w kolorze jasno różowym, znosząca kiepskie warunki świetlne i glebowe. Ma charakterystyczne owłosione owoce ( do 4 cm średnicy ), stąd jej popularna nazwa - róża kasztanowa.
Rosa foetida 'Bicolor' - forma Rosa foetida o płatkach kwiatu pomarańczowych wewnątrz i jasnożółtych zewnątrz. Taką formę dwukolorowych płatków posiadają i inne gatunki róż np. Rosa spinossisima, ale najczęściej z oznaczeniem bicolor łączy się formę Rosa foetida, znaną przed rokiem 1590. Rosa foetida 'Bicolor' jest sportem ( zmutowanym pędem o kwiatach innego koloru, który wybił z krzewu bedącego podstawowym gatunkiem czy odmianą ).
Uff, mam nadzieję że nikogo nie zniechęciłam do uprawy róż tą łaciną i w ogóle. Nie chcę nikogo straszyć, ulgowo było w miarę. Wybaczcie, ale to jest prawie osiemset z hakiem lat pracy krzyżujących gatunki i odmiany, prosto nad tym się przejść nie da, bo inaczej człowiek głupieje jak widzi taką Rosa paulii i nie bardzo wie co to za jedna i jak ja uprawiać.Pominęłam wszelkie proste krzyżówki ramblerów ( Ayreshire i Rosa helenae to będzie przy różach czepnych ), formy botaniczne, celowe selekty i tym podobne radości. Ta moja pseudo klasyfikacja grup i gatunków jest bardzo amatorska ( botanicy pewnie ryczeliby z uciechy, gdyby im się chciało czytać ) ale to jest w końcu dla ogrodników, którzy muszą się dopiero nauczyć poruszania w świecie róż. Następny wpis będzie o różach historycznych i ich podziale, a potem to już tak bardziej z górki. Dzisiejsze ozóbstwa to urocze "portreciki" różnych gatunków róż, niektóre wymienione są w tekście, inne nie.
Autorem prac ilustrujących dzisiejszy wpis jest Alfred William Parsons, który zilustrował ogrodniczą książkę Ellen Willmott. Na początku XX wieku to się działo. Ellen była znaną angielską ogrodnicą i aktywnie działała w RHS. Tak aktywnie że to z jej podpuszczenia kupiono pierwszy ogród tej organizacji - Wisley. Parsons był też solidnie ogrodniczo zakręcony, prawdziwie angielski ogrodniczy bzik się u niego rozwinął.
Zacznę od gatunków czyli dziczyzny. To grupa róż moim zdaniem bardzo niedoceniana. Przegrywają ze swoimi potomkami, "wzbogaconymi" w geny wielu innych róż, z wielokrotnie pojawiającymi się w sezonie kwiatami wręcz ućkanymi płatkami, mocno pachnącymi skomplikowanymi zapachami z nutami piżma, owoców czy mirry. A jednak żywotne i twarde gatunki, w swej olbrzymiej większości kwitnące raz ale za to zjawiskowo są materiałem nie do przebicia jeśli chodzi o tworzenie ogrodów naturalistycznych, wpisujących się w krajobraz. Mieszańce herbatnie, austinki odpadają w przedbiegach jako kandydatki na różane krzewy w takim "ogrodzie preriowym" na ten przykład. No nie ta bajka.
No dobra lecimy z rodologią czyli z nauką o różach ( będzie bolało ) - podział rodzaju Rosa wyglądał kiedyś tak: Hulthemia (np. Rosa persica), Platyrhodon (np. Rosa roxburghii), Hesperhodos (np. Rosa minutifolia), Rosa (Eurosa ). Jednak badania genetyczne wykazały że podrodzaje Hulthemia i Platyrhodon są bardziej związane z rodzajem Eurosa i wszystko stanęło na głowie. Znaczy czekamy jak systematycy nam tę nową botanikę ułożą. Dla ogrodników wielkiego znaczenia to nie ma, ich zawsze najbardziej interesował podrodzaj Eurosa z którego wywodzi się większość gatunków użytych do hybrydyzacji współczesnych róż. Teraz dalsza część rodologicznego bólu - podział podrodzaju Eurosa na sekcje: Banksianae , Bracteatae, Caninae, Carolinae, Chinensis, Cinnamomeae, Gallicanae, Laevigatae, Pimpinellifolia, Synstylae. No najgorsze za nami, teraz to już tylko "czyste gatunki" ( dla botanicznie słabo zorientowanych - gatunki wchodzą w skład sekcji ). Spotkać tzw. "czysty gatunek" wcale nie jest tak łatwo, róże w naturze dość łatwo się krzyżują, stąd wiele spotykanych przez nas na łonie przyrody róż jest mieszańcami, hybrydami, produktem pracy pszczółek i innych zapylaczy. Odróżnienie hybrydy od gatunku jest nieraz możliwe jedynie na podstawie badań genetycznych, no wicie rozumicie - cytologia, genetyka, mikroskop i w ogóle. Te czyste gatunki najłatwiej pozyskać w szkółkach, miłośnikom wykopków niniejszym wykopuję z głów pomysły typu przesadzę se do ogroda ( nie wiem dlaczego miłośnicy wykopków nie są w stanie pobrać odrostu czy zrobić odkładu, oni zawsze muszą wykopać wsio co zazwyczaj tragicznie kończy się dla rośliny, tymczasem gatunki w szkółkach mają ludzkie ceny i są bezproblemowo do kupienia ).
W Polsce na naturalnym łonie występują zarówno gatunki rodzime jak i te zawleczone. Rodzime to: róża dzika vel róża psia Rosa canina i mnóstwo innych synonimów łacińskich, najprawdopodobniej róża polna Rosa agrestis, róża francuska Rosa gallica, róża rdzawa Rosa rubiginosa, róża drobnokwiatowa Rosa micrantha, róża alpejska Rosa pendulina, róża eliptyczna Rosa inodora, róża sina Rosa dumalis, róża Jundziłła Rosa jundzilli. Zawleczone zostały na teren naszego kraju i wrosły w krajobraz: róża wielokwiatowa Rosa multiflora, róża girlandowa Rosa majalis, róża gęstokolczasta Rosa pipminellifolia vel Rosa spinossisma, róża jabłkowata Rosa villosa, róża pomarszczona Rosa rugosa, róża żółta Rosa foetida. Ponadto zawleczone do nas zostały róże rosyjskie, dahurskie, węgierskie, labradorskie, karolińskie, kuterowate, lecz ich zasięg występowania jest trudny do zbadania, tym bardziej ze względu na wspomnianą już wcześniej zdolność róż do krzyżowania międzygatunkowego. Tyle to u nas dziczyzny.
Żeby jednak nie było za prosto to z gatunków metodą żmudnej selekcji a także metodą wielokrotnych krzyżowań z przewagą rodziców jednego gatunku, wyhodowano całą masę "półdzikich" róż. Termin ukuty przeze mnie i umieszczony poniżej nie jest do końca precyzyjny i odpowiadający rzeczywistości, ale jakby najlepiej pomagający wytłumaczyć słabo zaróżankowanym o co biega.
Grupy mieszańców z przeważającymi cechami jednego gatunku:
Mieszańce rugosa - chyba najbardziej znaną taką grupą jest grupa róż pomarszczonych, królująca na "dzikich" rabatach. Większość z nich zachowała twardość i odporność na niesprzyjające warunki po przodkach porastających azjatyckie wybrzeże północnego Pacyfiku. Gatunek należący do sekcji Cinnamomeae odkryto od koniec XVIII wieku, w roku 1796 został przywieziony do Wielkiej Brytanii ( oznaczono go jako Rosa ferox ) i do Francji ( Francuzi oczywiście oznaczyli go inaczej Rosa kamtchatica ). Potem o nim starannie zapomniano i dopiero w połowie XIX wieku Europa ponownie przypomniała sobie o tej róży. W swoim środowisku naturalnym Rosa rugosa tworzy mieszańce z różami występującymi na tych samych siedliskach - Rosa davurica ( Rosa x kamtchatica ), czy z Rosa multiflora ( Rosa x iwara czy Rosa x yesoensis ). W Europie Rosa rugosa krzyżuje się w naturze z następującymi gatunkami: Rosa canina ( Rosa × praegeri ), Rosa mollis (Rosa × mangii ) i Rosa caesia . W Ameryce Północnej miesza się naturalnie z Rosa carolina ( Rosa × koehneana ) i Rosa palustris ( Rosa × spaethiana ).
Krzyżówki celowe z Rosa majalis ( Rosa × majorugosa ), z Rosa nitida ( Rosa x rugotida ), oraz Rosa arvensis ( Rosa x paulii ) zapoczątkowały "ogrodowe" istnienie całej grupy. Grupę podzielono na dwie podgrupki - róż o cechach bardzo zbliżonych do gatunku Rosa rugosa i róż mniej ten gatunek przypominających . Róże grupy rugosa są lubiane przez ogrodników i pszczoły ( te ostatnie preferują rzecz jasna odmiany z widocznymi pylnikami ). Wśród nich trafiają się wyjątkowo urodne, silnie pachnące odmiany, takie jak 'Roseraie de l'Hay', róże ciekawe ze względu na kształt płatków takie jak 'Fimbriata' czy kolor pylników jak odmiana 'Rotes Phänomen' czy też posiadające niezwykłą wytrzymałość jak odmiana 'Martin Frobisher'. Wzrost, wielkość bywają bardzo zróżnicowane - od płożaków do dużych krzewów. Kolory kwiatów od ciemnej czerwieni poprzez różne stopnie różowości, do czysto białego. Są też żółto kwitnące mieszańce rugos , nieco mniej żywotne niż róże kwitnące kwiatami w innych kolorach - najbardziej znane to 'Agnes' i 'Yellow Dagmar Hastrup'. Dodatkowym walorem grupy róż rugosa są duże, pomarańczowo - czerwone owoce o kulistym kształcie i przebarwiające się jesienią liście.
Mieszańce spinossisima to kolejna grupa "półdzikich" róż czujących się wyśmienicie w naturalistycznych ogrodach ( i nie tylko naturalistycznych ). Dlaczego mieszańce spinossisima a nie pimpinellifolia? Kiedy Linneusz opisywał tę różę sądził że ma do czynienia z dwoma gatunkami, badania genetyczne dowiodły jednak że to jeden gatunek a różnice obserwowane przez Linneusza to tzw. zmienność w obrębie taksonu. Ponieważ pierwszą użytą nazwą na określenie tego gatunku róży było spinossisima, przyjęło się używać tej właśnie nazwy. Nazwa Pimpinellifolia ostała się jako określenie sekcji róż. Teraz znowu ból systematyki botanicznej - do sekcji Pimpinellifolia należą gatunki: Rosa ecae, Rosa foetida, Rosa hugonis, Rosa primula, Rosa sericea i Rosa xanthina. Hybrydy tych gatunków i gatunków róż z innych sekcji przyjęło się oznaczać nazwami: Rosa x cantiana ( Rosa spinosissima x Rosa rubiginosa ), Rosa x coronata ( Rosa spinosissima x Rosa tomentosa ), Rosa x hibernica ( Rosa spinosissima x Rosa canina ), Rosa x involuta ( Rosa spinosissima x Rosa sherardii ), Rosa x margerisonii ( Rosa spinosissima x Rosa caesia ), Rosa x sabinii ( Rosa spinosissima x Rosa mollis ), Rosa x harisonii ( Rosa spinosissima x Rosa foetida ).
Odmiany żółto kwitnące to hybrydy Rosa spinossisima z Rosa foetida , Rosa hugonis, Rosa xanthina, Rosa ecae. Odmiany tej grupy mieszańców spinossisima kwitnące kwiatami w kolorach różu i czerwieni mają geny Rosa canina i Rosa pendulina. Swoje wielkie chwile mieszańce spinossisima miały w czterech pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku, potem ich popularność zaczęła słabnąć ( wykosiły je burbonki i remontanki ). W drugiej połowie XIX wieku tzw. szkockie róże ( jak w wielkiej Brytanii nazywano pewne typy mieszańców spinossisima ) praktycznie można było spotkać tylko w starych, nieodnawianych ogrodach. W XX wieku nastąpił renesans hybrydyzacji tych róż, nadal jest jednak to zaledwie ułamek ilości odmian jakie powstały w XIX wieku i zdążyły wraz z jego końcem odejść do różanej wieczności.
Do niedawna najbardziej popularnymi odmianami tej grupy róż były słynna 'Aïcha', mieszańce Kordesa 'Frühlingsgold', 'Frühlingsmorgen', 'Frühlingszauber', teraz przybyło trochę innych świetnych róż tej grupy - klasyczna już 'Juhannusruusu' czy nowsze odmiany takie jak 'Red Nelly', 'Stanwell Perpetual' Austina . Ciągle jednak spinossisimek jest u nas na rynku malutko, może wraz z modą na bardziej naturalne nasadzenia oferta szkółek się poszerzy.
Mieszańce moyesii - to efekt krzyżowania gatunku Rosa moyesii należącego do sekcji Cinnamomeae, znalezionego na przełomie wieków XIX i XX w zachodnich Chinach. Gatunek w uprawie w Europie od roku 1908. Mieszańce moyesii w spadku po gatunku matecznym otrzymują zazwyczaj ponad trzymetrowy wzrost, giętkie przewieszające się pędy, oraz wspaniałe owoce o wydłużonym, butelkowatym kształcie, którymi mieszańce moyesii są obsypane jesienną porą. Chyba najbardziej znaną odmianą jest 'Geranium', siewka Rosa moyesii i nieznanego drugiego rodzica wynaleziona w 1938 roku. Niekiedy można spotkać się z zaliczaniem do grupy moyesii pięknej odmiany 'Nevada'. To jest moyesii drugiego rzutu ( żeby nie było że drugiego sortu, he, he ), odmiana jest krzyżówką mieszańca herbatniego 'La Giralda' i najprawdopoddobniej hybrydy Rosa moyesii z Rosa spinossisima 'Altaica'.
Teraz będzie o mieszańcach powstałych z krzyżowania dwu gatunków, to bardzo proste jak na różane standardy krzyżowania, róże z nich powstałe przypominają zazwyczaj swoich rodziców, mają jednak większe lub ciekawiej wybarwione kwiaty.
Proste mieszańce innych gatunków:
Rosa x pteragonis 'Cantabrigiensis', inaczej Cambridge Rose - krzyżówka Rosa sericea i Rosa hugonis wyhodowana przez Dr. C.C. Hursta w 1922 roku, a wprowadzona do handlu przez Harkness & Co. w 1937 roku. Piękna majowa róża, kwitnąca raz a dobrze o niewielkich ( średnica do 5 cm )biało - złotych kwiatach. Dorasta do ponad 2 metrów, w optymalnych warunkach będzie znacznie wyższa. Kwitnie tylko raz.
Róża 'Canary Bird' - najprawdopodobniej krzyżówka gatunków Rosa hugonis x Rosa xanthina, wprowadzona przez Hursta w 1907 roku naturalna hybryda, znaleziona w jednym z angielskich ogrodów. Kwiaty około 4 cm średnicy, kanarkowo żółte, otwierają się w maju. Roślina osiąga ponad 2 metry wysokości. Kwitnie tylko raz.
Róża 'Kazanlik' - prawdopodobnie krzyżówka Rosa moschata x Rosa gallica . To owa słynna olejkodajna bułgarska róża. Ponoć znana już w XIII wieku ale potwierdzone dane o istnieniu tej odmiany pochodzą dopiero sprzed 1612 roku. Dorasta do około 2 metrów wysokości, kwiaty półpełne w odcieniu średnio wysyconego różu, kwitnie raz, po przekwitnięciu kwiatów krzew produkuje ozdobne wydłużone owoce w kolorze jasnej czerwieni. Zapach powala!
Gatunki spotykane w Polsce tylko w uprawie ( jeszcze ):
Rosa hugonis oznaczana jako Rosa xanthina var. hugonis - gatunek opisany po raz pierwszy przez angielskiego botanika Williama Hensley’a w 1899 roku, wynaleziony w Chinach. kwiatki drobniutkie ( średnica do 4 cm ), złote - zakwitają w maju. Roślina dorastająca najczęściej do około metra wysokości, za to bardzo szeroko się rozrastająca. Kwitnie tylko raz.
Rosa sericea var. pteracantha - róża czteropłatkowa, dorastająca do ponad 2 metrów wysokości, kwitnąca w maju ( tylko raz ) małymi białymi kwiatkami o czterech płatkach ( średnica - 3- 4 cm ). Kwiaty może niezbyt urodne ale kolce - klękajcie narody! Olbrzymie, czerwone jak owoce tej róży i z daleka widoczne.
Rosa rubrifolia vel Rosa glauca - pochodzi z Bałkanów, czasem można dostać jej selekty ( 'Nova' - odmiana wyselekcjonowana w Szwecji ).
Rosa californica - novum, od niedawna do kupienia w Polsce. Dorasta do półtora metra, kwitnie ponoć baaardzo długo kwiatami w kolorze średnio wysyconego różu, nie powtarza kwitnienia. Przepięknie i silnie pachnie!
Rosa roxburghii - gatunek pochodzi z Chin, należy do podrodzaju Platyrhodon. To dorastająca w optymalnych warunkach do około półtora metra wysokości róża o dość dużych kwiatach ( nawet 8 cm średnicy ) w kolorze jasno różowym, znosząca kiepskie warunki świetlne i glebowe. Ma charakterystyczne owłosione owoce ( do 4 cm średnicy ), stąd jej popularna nazwa - róża kasztanowa.
Rosa foetida 'Bicolor' - forma Rosa foetida o płatkach kwiatu pomarańczowych wewnątrz i jasnożółtych zewnątrz. Taką formę dwukolorowych płatków posiadają i inne gatunki róż np. Rosa spinossisima, ale najczęściej z oznaczeniem bicolor łączy się formę Rosa foetida, znaną przed rokiem 1590. Rosa foetida 'Bicolor' jest sportem ( zmutowanym pędem o kwiatach innego koloru, który wybił z krzewu bedącego podstawowym gatunkiem czy odmianą ).
Uff, mam nadzieję że nikogo nie zniechęciłam do uprawy róż tą łaciną i w ogóle. Nie chcę nikogo straszyć, ulgowo było w miarę. Wybaczcie, ale to jest prawie osiemset z hakiem lat pracy krzyżujących gatunki i odmiany, prosto nad tym się przejść nie da, bo inaczej człowiek głupieje jak widzi taką Rosa paulii i nie bardzo wie co to za jedna i jak ja uprawiać.Pominęłam wszelkie proste krzyżówki ramblerów ( Ayreshire i Rosa helenae to będzie przy różach czepnych ), formy botaniczne, celowe selekty i tym podobne radości. Ta moja pseudo klasyfikacja grup i gatunków jest bardzo amatorska ( botanicy pewnie ryczeliby z uciechy, gdyby im się chciało czytać ) ale to jest w końcu dla ogrodników, którzy muszą się dopiero nauczyć poruszania w świecie róż. Następny wpis będzie o różach historycznych i ich podziale, a potem to już tak bardziej z górki. Dzisiejsze ozóbstwa to urocze "portreciki" różnych gatunków róż, niektóre wymienione są w tekście, inne nie.
Autorem prac ilustrujących dzisiejszy wpis jest Alfred William Parsons, który zilustrował ogrodniczą książkę Ellen Willmott. Na początku XX wieku to się działo. Ellen była znaną angielską ogrodnicą i aktywnie działała w RHS. Tak aktywnie że to z jej podpuszczenia kupiono pierwszy ogród tej organizacji - Wisley. Parsons był też solidnie ogrodniczo zakręcony, prawdziwie angielski ogrodniczy bzik się u niego rozwinął.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















