niedziela, 13 listopada 2016

Jesienne różyczki z jabłek wymuszone na Ciotce Elce


Słodkie jeść lubię ale robić to nie za bardzo. Kibicuję  przy wyrabianiu, nawet uczestniczę ale staram się jednak trzymać  dystans żeby nikomu nie przyszło do głowy zatrudniać mnie przy jakichś rodzinnych imprezach. Bezczelnie przyznaję że wielu  rzeczy celowo "nie umiem" zrobić. Cwaniactwo i lenistwo ze mnie radośnie wyłazi. Nie dam się już nigdy więcej zagnać do pasztetów i innych takich. Ponieważ  kończy się boski czas żerowania na Dżizaasie oplatam mackami pochlebstw i przymileń naszą Ciotkę Elkę ( Ciotka jest kuchenna, niewiele trzeba żeby ją podpuścić ). Po ciasteczkach kruchych przedlistopadowych przyszedł czas na proste różyczki ( przepisów na nie w necie w bród ). Ciasto francowate w wykonaniu proste do bólu, znaczy kupione w sklepie. Cała robota to obranie i odpowiednie przygotowanie jabłuszek. Marmoladę pod układanie jabłuszek miałyśmy pigwową, dobra jest też morelowa czy różana ( wiadomo domówki najlepsze ale bez przesadyzmu, w sklepach teraz można całkiem przyzwoite  marmolady dostać ). Jabłuszka układane przemyślnie i rodzinnie  bo i Dżizaas wyprowadzany przyleciał skuszony ciasteczkową robotą ( zamiast karnie kartony pakować ). Kawa pita, stolnica na stole, kłótnie koncepcyjne ( budowa ćwierćrozetkowa kwiatu charakterystyczna dla niektórych róż historycznych odpadła w przedbiegach ) i ciotczyny Władymir zmuszany  do pilnowania  prawidłowej pracy piekarnika - normalnie pełnia ciasteczkowego rodzinnego szczęścia ( z tradycyjnym łasowaniem Władymira ). Nie ma to jak integracja przy wypiekach.

piątek, 11 listopada 2016

Jak wywinąć Orła Białego

"Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać
drukując hymny, gorące epistoły.
Jakby miały spoić pękniętych ścian rysy

gryzące pochwały, pochwalne gryzmoły.
Odeszli do zajęć sennych długotrwałych,

nad biurka za małe dla królewskich zaleceń.
Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
a świece świeciły by nic nie oświecić."


Jacek Kaczmarski "Krajobraz po uczcie"

W temacie święta Narodowego jak powyżej, paczę, paczę i paczę i nadziwić się nie mogę - ludzi wyraźnie roznosi energia nie tam gdzie trzeba. No taa, ale to mniejszość, większość zastanawia się kto ostatni światło zgasi i to jest dopiero dołujące. Prawdziwe wywinięcie  Orła Białego!

No ale co tam smętne jak endecja u schyłku lat trzydziestych myśli, mamy nasze Narodowe, własne listopadowe święta. Weekend długi nam się z nich zrobił i dzięki luzikowi możemy z Ciotką Elką powypiekać  ciasteczka. Wiecie  jak  Ciotka lubi ten sport, teraz to się nawet tak rozkokosiła że zaczęła coś pobrzękiwać o orle. Koncepcja wywinięcia orła z ciasta przekracza moją zdolność pojmowania i szczęśliwie jak na razie ciotczyne umiejętności "wywijania" ciasta. Stanowczo muszę ograniczyć Ciotce Elce dostęp do internetu, jeszcze się naogląda i dopiero będzie. Kto wie czy nie zakażą orła z czekolady a tutaj takie plany ciastowe. Pachnie dywersją i brakiem szaconku dla godła. No ale jakby go tak bez korony upiec i żreć to podpada pod chwalebne pastwienie się nad peerelowskim ptaszkiem, niekoronowanym i podszywającym się pod tego prawdziwego, narodowego orła. Znaczy  żarcie państwowotwórcze. Z drugiej strony mogą dojść  że to jednak piastowski, rodzimy, taki co to nie rzuci gniazda skąd jego ród -  i wtedy to już w ogóle obraza tego...ten...etnosu. Nie ma co ryzykować, od tego ptaka trzymamy się z daleka, orzeł to w końcu drapieżnik. Będziemy wypiekać spokojne, bezpieczne  różyczki. Różyczki to u nas niepolityczne, z niczym nie kojarzące się  kwiatki ( uwaga na lelije ) i można je bezstresowo  kuszać.

Pogoda dopisała, znaczy biało i czysto się zrobiło, choć śniegodeszcz taki nieprzyjemny. Z moich planów wyjazdowych rzecz jasna tradycyjnie nici, choć w tym wypadku nie ma co obwiniać pogody. Po prostu luzik jest na smyczce i naprawdę urwać "na wolność" się nie da. Znaczy  dzieje się gdzie indziej. Między innymi Dżizaas na stałe nam się wyprowadza, muszę pilnować żeby mały potwór książek  mi nie podebrał ( ma brzydkie tendencje ). Niestety kończy się poddział szaleństw  kulinarnych Dżizaasa, ale spokojne - witamy w poddziale wymuszeń kulinarnych dokonywanych na Ciotce Elce.  I tym  optymistycznym akcentem kończę ten mało optymistycznie nastrajający wpis Pa,  Orzeł wylądował!

czwartek, 10 listopada 2016

Gryplany ogrodowe jako antidotum na paskudną jesień

Rany  Boskie, posłuchać i pooglądać a nawet poczytać trudno  żeby na ryżego z Hameryki się nie napatoczyć. Strach lodówkę otworzyć. Jakby te wybory miały coś zmienić.  No może poza jednym -  rządzący powinni solidnie uważać na sondaże bo wysokie poparcie jak się okazuje wcale nie jest takie wysokie. Ryżawemu współczuwam resztką współczucia na jaką mnie stać dla starego dziada, pomylił bajki i  teraz z niego zrobią kiełbasę, dla przykładu rzecz jasna.






Szczęśliwie są rejony neta gdzie da się od tego harmidru uciec. Mnie pognało po raz kolejny do szkółki  Tempo Two bo przyszedł ostateczny czas wyboru irysów. Ściepka ma termin zgłoszeń i słusznie, bo niektóre odmiany trzeba sobie pozaklepywać ( mnie  to nie dotyczy bo  nie kupuję najnowszych introdukcji TB, ale inni  Irysowi tak ). No memlałam, memlałam ten katalog, różne za i przeciw były wyciągane, rodzice i inni antenaci wyszukiwani na TWiki. W końcu wybrałam i lista zakupowa obecnie przedstawia się tak: 'Tuscan  Glow' Blytha i 'Venita Faye' i 'Friendly Advice' Keppela. 'Tuscan  Glow' to stosunkowo świeżutka introdukcja, wprowadzona w sezonie 2013/14,  'Venita Faye' jest w handlu od sezonu 2008 a 'Friendly Advice' od 2012. Wszystkie są "Bubble  Ruffled" choć 'Venita Faye'  chyba najmniej. To pofalbanienie kwiatów nie bardzo pasuje do rabat, takie irysy zasadniczo lepiej wyglądają kiedy człowiek gapi się tylko na nie, a nie na to jak wpisują się w całą rabatę. Taki to jest problem ze współczesnymi irysami bródkowymi, przecywilizowanie. No ale co zrobić jak człowiek  falbanom nie jest się w stanie oprzeć? Można biadać tylko że po co przed sobą udawać, hipokryzja wyłazi uszami. Lubię urok dziczyzny ale jak widzę obłędną bródkę to mnie mięknie i sprowadzam roślinę ze względu na urodę kwiatu a nie ze względu na urodę ogrodu. Grzych ciężki kolekcjonerstwa. A tu Wam linki zapodaję żeby było widać jak  one odmiany wyglądają -'Tuscany Glow' ,'Venita Faye' ,  'Friendly Advice'.

Z planów różanych przyszłosezonowych też już została utworzona lista - obgadana wielokrotnie z Mamelonem, poprzymiarkowana do ogrodu. Oprócz tegorocznych zamówień realizowanych dopiero wiosną, zamiarujemy dokupić trochę angielek ( są najbardziej wytrzymałe ze "starych nowych" róż ). U mnie wlezą kolejne biele - 'Wollerton Old Hall' lub  'Generous Gardener', z różowych to zastanawiam się nad  odtworzeniem pięknej 'Sweet Juliet' lub zapuszczeniem 'Gentle Hermione', no i na 100% chcę mieć 'Janet' i 'William Morris' ( mam słabość do tych brzoskwiniowo- morelowych tonów ). Z mniej cywilizowanych róż chcę zaprosić różę Ayrshire - 'Splendens' i 'Suzanne'  należącą do mieszańców Rosa spinossisima. Wszystkie miejsca po berberysach zamierzam tym różanym dobrem obsadzić. Oczywiście róże mniej cywilizowane będą rosły w innej części podwórka, niezbyt dobrze wyglądają takie rabaty mieszane z róż ogrodowych  półdzikunów, to jest jednak inna różana opowieść. Jak to będzie z realizacją tych planów zakupowych  to dopiero zobaczymy, na razie to takie wytyczne czekające na obliczenia finansowe. W każdym razie pod  kolejnymi oknami kamienicy rośnie w moich marzeniach solidnych rozmiarów różanka a podwórkowe chynszory "na tyle" suchej rabaty zostają zastąpione krzewami "półdzikunów".





I tak sobie w tym hedonistycznym niby zakupowym szale przechodzę przez jesień, która pogodą nie rozpieszcza. Kolorowe zdjątka wyświetlające się na  monitorze mają właściwości terapeutyczne. Znów przestałam lekturować i przeszłam na filmowanie. Co prawda jakieś szmiry mnie się ostatnio udaje wynaleźć ale na kołysanki się nadają ( zasypiam jak facet, przy  włączonym monitorku - klasyka ). W piątek albo w sobotę zakupię kalendarzyki Gosiankowo - Białokureskie ( sorry, słowo kurskie mnie się teraz tak sobie kojarzy, kureskie jakoś  bardziej  przyzwoite ) dla się  i Cio Mary, zależy od tego kiedy mi się forsa na koncie wyświetli, mam nadzieję że się załapię. Najprawdopodobniej w sobotę urządzimy z Ciotką Elką  Wielkie  Pieczenie. Ciotka Elka marzy na jawie w związku z tym wydarzeniem, jej dłonie  jakieś wygibasy urządzają w powietrzu ( podobno trenuje formowanie  gwiazd, serc i róż - wszystko ciastowe ma być ręcznie bez foremek tworzone, ten przypominający orientalny taniec ruch dłoni to efekt  ciotczynego dorwania się do netu ). No dobra Tai chi  z ciastem francuskim i  jabłkami  będziemy uprawiać, zasłonię okna ciotczynej kuchni coby nikt nas przy tym ciastowaniu nie oglądał.


A co u kotów? Jak zwykle - są bardzo niedobre! Chyba martwić bym się zaczęła jakby było inaczej, niedobroć ich  charakterów utwierdza mnie w przekonaniu że są zdrowe, w dobrej  formie. Znoszę podgryzania Felicjana, jego nieustające kwękania na  tematy lodówkowe, paskudyzm Szpagetki, krnąbrność Sztaflika, złodziejstwa Lalka i  Okularii - masochistyczne usatysfakcjonowana ich siłą, dobrostanem pozwalającym na ciągłą upierdliwość i ciosaniem mi kołków na głowie. Dobre koty, dobre - no pogryźcie pańcię jeszcze żeby wiedziała  że się dobrze czujecie!
A co u Alcatrazu? - u Alcatrazu  jak na zdjęciach, szroniasto.

środa, 9 listopada 2016

O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część trzecia

Mam nadzieję że szczęśliwie znieśliście różaną podróż prze wieki średnie i XVI, XVII i XVIII stulecie. Witamy w wieku XIX, a konkretnie to witamy w Malmaisone, domu cesarzowej  Józefiny i w jej ogrodzie który był  na początku XIX wieku największym światowym rozarium. To właśnie z tym miejscem na ogół wiąże się  proces w wyniku którego mieszańce róż zyskały zdolność wielokrotnego kwitnienia. Tak, tak, wszystkie znane nam jak na razie róże ( damascenki powtórnie kwitnące i  róże portlandzkie do ponownego  nieśmiałego kwitnienia potrzebują sprzyjającego klimatu ) kwitły co prawda świetnie i długo ale tylko jeden raz w sezonie. Teraz będzie wielki różany skok, czyli róże europejskie spotkają się ze swoimi azjatyckimi kuzynkami. Wymiana genów  w powszechnej świadomości  "zrobiła się"  w ogrodzie cesarzowej rozwódki, gdzie ogrodnikiem był pan  Vibert. Fajnie ale to legenda bo tak naprawdę to nie w tym  francuskim ogrodzie spotkały się po raz pierwszy róże  z dalekiej Azji i z Europy.

Róża burbońska Rosa x bourboniana

Na wodach Oceanu Indyjskiego znajduje się wyspa Réunion należąca do  archipelagu Maskarenów. Wysepka jest taka że główną uprawą była ( i chyba jeszcze jest ) trzcina cukrowa i tzw. korzenie. Klimacik zwrotnikowy, żyzna gleba  wulkaniczna i zamorska Francja.  Historycznie to było jak w innych koloniach z dobrą ziemią pod  uprawy - plantacje, plantacje, plantacje. Najpierw uprawiali je dla francuskich właścicieli afrykańscy niewolnicy, potem sprowadzono robotników  z Chin. Oprócz chińskich robotników na wyspie jeszcze przed nimi pojawiły się  chińskie  róże ( najprawdopodobniej tzw. 'Old Blush China' vel 'Parsons' Pink China'  ). Plantatorzy przybyli na Île Bourbon,  jak nazywano  wówczas  Réunion,  przywieźli z Europy róże galijskie, damasceńskie. Róże rosły w wulkanicznej glebie świetnie i dość szybko wypełzły z ogrodów na wolność, różanymi żywopłotami dwurzędowymi ( z dwu  różnych odmian róż - wspomniana wcześniej chińska 'Parsons' Pink China' i europejska 'Autumn Damask' ) obsadzano granice posiadłości. No a na wolności to totalna rozwiązłość,  znaczy swobodna wymiana genów. I tak potomkowie  europejskich róż z Réunion pozyskali od chińskich krewnych zdolność wielokrotnego kwitnienia. W 1817 Eduard Périchon znajduje siewkę róży mającą cechy róż europejskich i azjatyckich. Roślina ciekawa ale pan  Périchon nie jest botanikiem tylko właścicielem ziemskim.

Szczęśliwym zdarzeniem losu napatoczył się  z kolei niejaki pan M. Bréon , botanicznie bardziej uświadomiony, który różę opisał jako Rose Eduard i wpadł na pomysł aby jej nasiona wysłać swojemu znajomemu panu Antoine Jacques, ogrodnikowi księcia Orleanu. Pięć cennych nasion zostało zasianych wcale  nie w Malmaisone ale w ogrodach Neuilly i w 1821 roku pojawiły się w Europie pierwsze wielokrotnie kwitnące róże,  sztuk dwie ich było  no ale cud nad cudy.  Burbonkami zostały za sprawą Redouté który w 1824 roku nadał im nazwę od nazwy wyspy gdzie nasiona hybryd powstały. A gdzie w tym wszystkim pan  Vibert i rozarium  Malmasione? A pan Vibert postanowił skopiować to co udało się na dalekiej wyspie, a że  marzyły mu się prawdziwie czerwone róże zajął się krzyżowaniem róż chińskich o czerwonych kwiatach z portlandkami ( czyli hybrydami damascenek II typu okazjonalnie powtarzającymi w mocno ciepłym klimacie kwitnienie ). I stąd to częste wiązanie powstania róż burbońskich z ogrodem Malmaisone. A jakie są burbonki? - rożne. Wczesne odmiany dość niestabilne,  mają przewagę cech róż europejskich bądź azjatyckich. Te późniejsze, będące wynikiem wielokrotnej hybrydyzacji łączą najlepsze cechy obu grup róż. Kwitną stabilnie, choć nie  wszystkie odmiany powtarzają kwitnienie. No i niektóre z odmian mają płatki w  odcieniach "prawie czerwieni", tak jak marzyło się panu Vibert ( choć ogniście czerwone tak naprawdę bywają  remontanki, ale to już inna bajka ).

Teraz będzie o różach, które w zasadzie u nas nie rosną ( za zimno dla nich ) ale bez historii których ciężko byłoby dziś mówić o współczesnych różach .

Róże herbaciane Rosa x thea

Nie to nie będzie o różach złotawych jak herbata słabiutka co to smutne i jesienne, o mieszańcach herbatnich czyli współczesnych różach - nic takiego nie kryje się pod angielskim  terminem Tea Rose. To będzie  historia prawdziwych róż herbacianych, grupy która pojawiła się na początku  XIX wieku.  Skąd nazwa  róża herbaciana? Od zapachu herbaty z otwieranych drewnianych  herbatnic. Taką wonią świeżo otwartej herbacianej puszeczki ponoć pachniała chińska  róża sprowadzona do Londynu w roku 1810, najprawdopodobniej krzyżówka  Rosa chinensis z Rosa  gigantea. Róża przepiękna z tym że  możliwa do uprawy jedynie w ogrodach zimowych, delikates nad delikatesy. Oczywiście usiłowano   czym prędzej  chiński delikates krzyżować z burbonkami żeby uzyskać nieprzerwanie kwitnące róże o pięknym zapachu, odporne na chłody. Efekt tych krzyżówek to właśnie owe  róże herbaciane, rośliny które do świata róż ogrodowych wprowadziły większą paletę kolorów kwiatów i przede wszystkim inny ich kształt ( do tej pory odmiany pełnokwiatowe miały tzw. ćwierć rozetkową budowę kwiatów - czyli płatki jakby w czterech grupach układały się wokół centrum kwiatu ). Jeżeli dziś zachwycamy się wydłużonymi pączkami czy też  przepięknym, bardzo regularnym spiralnym układem płatków, wywinięciem uroczym ich brzegów to wiedzmy że to  wszystko współczesne odmiany róż zawdzięczają delikatnym różom herbacianym.

A skąd nazwa róża bengalska która często jest wiązana z różami herbacianymi? Róże chińskie używane do krzyżówek często przybywały z Chin via Indie, zdarzało się że odpoczywały nieco przed dalsza podróżą i przybywały na statkach płynących z tej  części brytyjskiego imperium i  niektórzy uważali że są to róże  indyjskie. Teraz trochę o zapisie łacińskim - prawidłowo zapisujemy   tę grupę  Rosa x thea ale ponieważ tak samo  zapisywałoby się się łaciną nazwę współczesnych mieszańców herbatnich wymyślono dla tych nowoczesnych róż zapis Rosa x thea hybrida.  Tak śledząc łacińskie oznaczenia możemy mieć pewność z jaką konkretną  grupą róż mamy do czynienia. Nieco skomplikowane ale da się ogarnąć. Niestety róże herbaciane to nie są róże dla naszego klimatu, podziwiać na fotkach albo jak się trafi w szklarni czy za granicą, westchnąć i odpuścić. Jak chcemy przywołać  choć trochę prawdziwie  herbacianego czaru to możemy spróbować zapuścić  odmianę 'Glorie de Dijon', uchodzi za dość odporną. W niektórych  w szkółkach możemy natknąć się na róże herbaciane  wśród oferty tzw. róż chińskich czyli róż będących najczęściej różnego typu mieszańcami z przewagą  genów chińskich róż. Sadzimy na tzw. własne ryzyko, nie namawiam do tego bo herbaciane damy i w ogóle chińskie róże  są kapryśne.

Róże noisette Rosa x noisettiana

Za Atlantykiem na początku XIX wieku właśnie okrzepło nowe państwo. W ówczesnych amerykańskich ogrodach wschodniego wybrzeża  jeszcze nie spotykało się często rodzimych roślin, królowały rośliny z Europy łącząc byłą kolonię jak pępowiną z ogrodami starego kontynentu. Róże nie stanowiły  wyjątku. Róże  noisette narodziły się w okolicach  Charleston w Karolinie Południowej, największego amerykańskiego portu na południu Stanów, skąd do Europy w XVIII wieku płynął ryż uprawiany na plantacjach.  Niedługo po  ryżowej gorączce  wypłynęły stąd róże nowej grupy, ale zanim do tego doszło pewna róża pokonała drogę w odwrotnym kierunku.  Na początku wieku  przypłynęła z Francji od pana Ludwika  Noisette do  jego  brata Filipa 'Old Blush China', najnowszy w Europie chiński różany hicior. Pan Filip najprawdopodobniej w ramach tzw. kontaktów towarzyskich obdarzył sadzonką tej róży swojego sąsiada Johna Champneya. To w ogrodach tego człowieka doszło do  narodzin noisettianek, które przez tylko złośliwy kaprys losu nie są nazywane champneykami. Otóż w ogrodzie pana Champneya rosła sobie spokojnie, nie wchodząc specjalnie nikomu w oczy z narzucającą się urodą, róża piżmowa Rosa moschata. To jej krzyżówka z francuską sadzonką róży chińskiej była pierwszą różą noisette - ta odmiana do dziś jest dostępna w szkółkach, acz rzadko - 'Champney’s Pink Cluster' się nazywa. Róże noisette są urocze, zakwitają ciut później niż inne stare róże  ( to cecha po róży piżmowej ), no może z wyjątkiem niektórych róż portlandzkich ( też wpływ  Rosa moschata ). Wzrost mają słuszny, kwitną niemal cały sezon i jeszcze do tego mają charakterystyczny piżmowy zapach kwiatów. Nie trzeba było długo czekać kiedy róże noisette zostały użyte do krzyżówek  z innymi różami, przy ich udziale powstały takie odmiany jak 'Duchesse de Montebello' czy 'Madame  Plantier'. Jednak moim zdaniem najpiękniejsze krzyżówki róż noisette to te z różami herbacianymi. Kwiaty powalające, zapach wielu odmian jedyny w swoim rodzaju. Jest tylko jedno ale  -  nie znoszą naszego klimatu. Nawet  w klimacie  Francji czy Anglii mieszańce noisette z udziałem genów róż herbacianych bywają mocno kapryśne, mimo to zrobiły tam swego czasu  prawdziwą karierę. Jednak i w naszym klimacie rosną róże z genami róż noisette, to mieszańce piżmowe. No ale to już temat na osobny wpis.

Róża remontanka  Hybrid perpetual

A teraz o dziwnej grupie róż, która tak właściwie nie  ma łacińskiego zapisu ( Rosa x bifera jest sporadycznie używany ), nie wiem czy  z tego względu że jest  wielokrotną krzyżówką wielokrotnie krzyżowanych  hybryd czy po prostu ich twórca pan Laffay miał pecha i jego nazwisko nie zostało przypisane  do tej grupy róż. Te mocno hybrydowe róże ( wszystkie są tetraploidami, mają  dwadzieścia osiem chromosomów i są na ogół sterylne )  nazywa się remontankami lub z  angielska Hybrid perpetual.Wbrew nazwie nie są jednak wiecznie kwitnące, po prostu lepiej niż  róże burbońskie powtarzają kwitnienie.  U podstaw stworzenia grupy mamy mieszańca damasceńskiego ( najprawdopodobniej różę portlandzką ) i trzeciopokoleniowego mieszańca Rosa indica ( to indica to wg. Redouté, raczej chodzi o mieszańca róży chińskiej , najprawdopodobniej  różę burbońską ). Remontanki okazały się tak ciekawą propozycją dla ogrodników że bezczelnie zaczęły wygryzać z ogrodów burbonki. Co prawda nie zawsze są obsypane  kwiatami, ich kwitnienie nie jest tak stabilne jak to z jakim mamy do czynienia w przypadku starszych grup róż. Za to  trwa dłużej, choć np. nie może konkurować z takim  kwitnieniem jak to róż noisette. Remontanki mimo że kwitną ponownie jesienią nie kwitną spektakularnie, to nie jest jesienne obsypanie kwiatami   do jakiego nas współczesnych przyzwyczaiły  mieszańce herbatnie ( nie róże herbaciane po raz kolejny zaznaczam, choć te też pięknie kwitną jesienią ) i ich potomkowie. Pierwsze remontanki powstały w latach trzydziestych XIX wieku lecz ich dni chwały  przypadają na następne trzy dekady. Dopiero gdzieś koło roku 1890 remontanki zaczęły ustępować w ogrodach miejsca nowoczesnym różom. Jakie to krzewy? - różne i różniste. Jak  to z mieszańcami wielokrotnymi bywa różne cechy po przodkach z nich wychodzą, odmiany remontanek potrafią się nieźle różnić wyglądem liści i kwiatów ( choć kwiaty na ogół są budowy rozetowej ). Wiele odmian ma piękne czerwone kwiaty, to właśnie wśród róż tej grupy mamy pierwszy raz do czynienia z tak mocną, prawdziwą czerwienią wielopłatkowych kwiatów.

Dziś w ilustracjach nie tylko  Redouté ( nikt nie jest wieczny, w dniach chwały remontanek Redouté uprawiał już Niebieskie  Rozarium ). Pozwolicie że przed wpisami  na temat róż nowoczesnych nabiorę nieco oddechu i różanego dystansu, no zbiera mi się z lekka na rzyg różany więc zarządzam przerwę na odpoczynek i podjęcie innych tematów. Do róż rzecz jasna wrócę ( tak, grożę! - he, he ) ale może w przyszłym miesiącu, albo nawet w przyszłym roku. Przed nami w końcu pernetiany, piżmaki, mieszańce herbatnie, floribundy i tak dalej. Oj, niedobrze mi!

niedziela, 6 listopada 2016

O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część druga

No i dwie grupy róż mamy już z lekka przybliżone ( podstawowo, ale zainteresowani mogą rozwinąć zainteresowania na blogach różanych ). Teraz następne różane info, czyli o tym jak wśród  róż ogrodowych pojawił się biały kolor kwiatów. Pojawił się bardzo wcześnie bo już starożytni  uprawiali róże o białych kwiatach i ostro z nimi kombinowali. Pozyskiwali materiał z dziczyzny, bo od czasu do czasu pojawiają  się naturalne mutacje o białych kwiatach wśród kwitnących różowymi kwiatami róż.  Metodą selekcji otrzymano przez stulecia różne formy biało kwitnących róż.  Jednak dopiero  w czasach zaawansowanego średniowiecza uzyskano rośliny które zasługiwały na to by utworzyć z nich  osobną grupę róż  - róże białe.

Róża biała  Rosa x alba

Najnowsze badania genetyczne jako jednego z protoplastów tej grupy róż wskazują Rosa canina, naszą zwyczajną róże dziką vel psią. Natomiast inne geny  wskazują na znaczny udział genów róży francuskiej Rosa gallica, stąd twierdzenie  że róże alba są produktem wielokrotnej hybrydyzacji róży francuskiej vel galijskiej i róży  psiej.  Rosa x alba jest o tyle niezwykła że w każdej komórce ma sześć zestawów chromosomów, znaczy jest heksaploidem ( na ogól róże to diploidy, tetraploidy i pentaploidy, ta większa ilość chromosomów może wskazywać na bardzo złożoną hybrydyzację ). Tyle genetycy, a nos podpowiada jedno - większość róż białych ma w sobie damasceńską "krew", znaczy powstały w wyniku wielokrotnych krzyżowań hybrydy Rosa gallica z Rosa phoenica czyli  Rosa x damascena z różami w obrębie tej samej grupy i  grupy Rosa x gallica ( ten iks przed "małą  łaciną" oznacza zawsze mieszańce, "czyste gatunki" nie mają iksa ). Po prostu nieustająca selekcja róż o kwiatach w białym kolorze w obrębie dwu zaprezentowanych Wam w poprzednim wpisie grup róż. Wiem że to łopatologiczne i gromy na mnie za "spłaszczenie tematu" powinny spaść od różankowych ale to ma być dla początkujących ogrodników ( którzy teraz  podejmują przy tych moich wypocinach decyzję że żadnej róży w swoim ogrodzie nie posadzą a jeżeli posadzą to wyrzucą metkę czy tabliczkę informacyjną, wyłączą internet, na wszelki wypadek wywalą też  różane poradniki i na pewno nie będą niczego przycinać w żadnym terminie ). Róże  alba kwitną raz  a dobrze, podobnie jak ich przodkowie - róże damasceńskie typu I i grupa róż galijskich.

Róże alba podobnie jak ich kwitnące w kolorze wysyconego różu  krewne dostąpiły wielu zaszczytów, biel ich płatków utożsamiana  była  z czystością, niewinnością, nieco eteryczna uroda podbijała serca tych dla których "czerwone" róże były zbyt świeckie i zbyt blisko miłości dworskiej.  To Rosa x alba o wielkich kwiatach zdobiła herb rodziny  York i to ona była ową słynną białą różą z wojny dwóch róż ( mieszaniec damasceński o  płatkach koloru ciemno różowego i białych to słynna Rose  York and Lancaster, symbol pokoju, niekiedy utożsamiana z tzw. różą Tudorów ). Trafiła też na tarczę herbową królewskiego domu Stuartów jako Bonnie Prince Charlie’s Rose . Do historii przeszła pod nazwą 'Maxima' utworzoną od imienia króla  Bawarii Maksymiliana II. Nie wszystkie róże  alba mają czysto białe kwiaty, wiele odmian ma delikatnie różowe pączki i różowiejące kwiaty we wczesnej fazie rozwoju.  Pojawiają się też czasem spory o przypisanie konkretnej odmiany do  róż damasceńskich czy też róż alba. Takie spory toczyły się dawno, dawno temu o słynną   Rosa damascena aurora czy też Rose 'Aurore Poniatowska' jak ją podpisał Pierre-Joseph Redouté. Dziś ta róża, bardziej znana pod kolejną nazwą 'Celeste' zaliczana jest  do grupy róż alba. Ostatnio róże alba po latach zapomnienia wracają do łask hodowców, tworzy się nowe krzyżówki z ich udziałem o kwiatach kwitnących w różnych kolorach. Tylko czy róża o czerwonych kwiatach ma prawo do nazwy alba?

Róża stulistna Rosa x centifolia

A teraz kolejna grupa róż  "do opanowania" - piękne róże stulistne. W ich powstaniu udział miały  Rosa  x gallica, Rosa x damascena ( pośrednio  Rosa caniana i Rosa moschata ). Wyhodowano je pod koniec XVI stulecia, nazwę zawdzięczają mnogości  płatków. Miejscem urodzenia tej róży jest ponoć  Holandia, tak sugeruje XVII - wieczna nazwa tego  typu róży - róża holenderska. W XVII i XVIII wieku  róże stulistne pojawiły się w innych krajach i z czasem ich  "holenderskość" uległa zatarciu w pamięci ogrodników - zostały po prostu Rosa centifolia. Róże stulistne były i są  sterylne ale zdarza się że wyrastają im tzw. sporty, czyli pędy o innych cechach niż te na reszcie krzewu ( dobra, powtarzam to  do znudzenia ). Taki sport wyrosły w 1796 roku z kwiatami z pojedynczym okółkiem płatków zapoczątkował wiele  odmian róż stulistnych, hybrydy powstałe z zapylenia tej rośliny powtórzyły cechy stulistnych  a wzbogacenie genami innych grup róż rozszerzyło skalę barwną różanej grupy ( róże stulistne do trzeciej ćwierci XVIII wieku różniły się rozmiarami kwiatów i wielością płatków, natomiast kolorek miały niemal ten sam - dobrze nasycony różyk ). Róże stulistne dorastają na ogół do 1,5 do 2 metrów  wysokości, cechą  charakterystyczną są przewieszające się pędy, zielono - szarawe listki odziedziczone po damascenkach. Kwiaty kuliste, bardzo ciężkie ( w końcu upakowane tymi płatkami ) o zapachu silnym, wskazującym na damasceński  rodowód. Ten zapach spowodował że w okolicach prowansalskiego Grasse powstały swego czasu różane "centifoliowe" plantacje. Do dziś sadzi się w ogrodach wiele z tych róż mających swoje wielkie chwile chwały w XVII i XVIII wieku. Taka XVIII - wieczna 'Petite de Hollande' zwana inaczej 'Pompon des Dames', czy 'Rose de Meaux' znana od roku 1637 to ozdoby całkiem współczesnych rabat co prowadzi do wniosku że   ta grupa róż "coś w sobie ma".


Niewątpliwie przyczyniła się do tego pewna cecha która pojawiła się w tej  grupie róż na początku XVII wieku. Otóż pąki niektórych  odmian tych róż posiadają żywiczne gruczołki, wyrostki czy też  meszek  nadający im dość niesamowity wygląd. Pierwsze mchowe mutanty pojawiły się bardzo wcześnie  lecz mech nie był cechą na tyle spektakularną  żeby można było  mówić o różach mchowych. Dopiero  gdzieś pod koniec XVII stulecia pojawiły się odmiany z solidniejszym "zarostem" na pąkach. Za pierwszą taką udokumentowaną różę uchodzi znaleziony w Carcasonne w roku 1696 sport róży stulistnej nazwany później 'Muscosa' ( co prawda Holendrzy twierdzili swego czasu że pierwszy  "mszak" to kwitł w Leydzie w 1720, ale francuska  wersja okazała się bardziej "nośna" ). To z tej pierwszej opisanej  róży mchowej  powstał z kolei sport o kwiatach z pojedynczym okółkiem płatków 'Muscosa  Simplex', który przekazał dalej w genach ten meszek na pąkach. Na kolejne sporty róż mchowych o  kwiatach dających możliwość zapylenia trzeba było poczekać ponad stulecie - w roku 1807 powstał płodny sport który dał możliwość tworzenia kolejnych odmian. Potem ponoć był jeszcze jeden gdzieś w latach czterdziestych XIX wieku i od tej  trójki mają  wywodzić się wszystkie znane dzisiaj róże mchowe. Henry Shailer w swojej szkółce "Little Chelsea" uzyskał różę mchową o białych kwiatach,  sport  od odmiany  'Muscosa' zwanej w Anglii 'Old Moss', nazwany w 1788 roku  Rosa provincialis muscosa flore-pleno alba.  Kwiaty róży zwanej dziś 'Shailer's White Moss' mają jakość kwiatów  Rosa centifolia.  Piszę o tym nie bez przyczyny, róże mchowe z XIX wieku zatraciły na wskutek  krzyżowania urodę pełnych, kulistych kształtów kwiatów róży stulistnej. Pojawiły się nowe kolory kwiatów, meszek rozpełzł się z pączków na pędy i liście, no ale coś za coś - kwiaty i zapach nie zawsze ten tego. Mimo tego że kwiaty późniejszych róż mchowych nie były tak urocze jak te róż stulistnych, w epoce wiktoriańskiej róże  mchowe miały swoje prawdziwe "pięć minut". Dziś też figurują w ofertach szkółek, nawet mają osobne działy i nie są podpinane pod  Rosa centifolia. W końcu te  gruczołki na pakach i nie tylko na pąkach są urodne.

czwartek, 3 listopada 2016

O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże historyczne - część pierwsza

Zdaje się że swoim poprzednim wpisem nie tyle zachęciłam do uprawy róż co raczej przestraszyłam potencjalnych uprawiaczy.  Wszystko przez tę skondensowaną genealogię, co z czym i dlaczego. Niestety  dalej będzie równie ciężko, jak nie ciężej bo teraz trzeba będzie w te moje gadki różane wpleść czas, niemal tysiąc lat, jak to tak dokładnie policzyć ( starożytnych zostawiam w spokoju, bo byłoby jeszcze gorzej ). Dobra, wiecie już że różne gatunki porastały nasz  kontynent, wiecie że  róże rosły w Azji i domyślacie się że rosły też w Ameryce Północnej - a teraz będzie tzw. paralela - nowożytna historia uprawy róż to historia Europy, jej kontaktów z innymi kręgami kulturowymi, wypraw odkrywczych i łupieżczych itd. Uprawa róż rozwijała się wraz z ekspansją europejskości i zasysaniem przez naszą kulturę dóbr wszelakich z innych stron świata. Tak jak  ludzie dalekiego Orientu stworzyli peonie i chryzantemy, tak Europa stworzyła nowoczesną różę ( biorąc od wszystkich, którzy tylko coś różanego mogli zaoferować ).

Róża galijska Rosa x gallica
 
Zacznijmy  od mroków średniowiecza, kiedy tylko skończyło się wędrowanie ludów  po kontynencie, w klasztornych murach zaczęły powstawać ogrody. Ziołowo - warzywne, ku pożytkowi a nie ku pięknu, które marnością tego świata, gnije i znika ukazując w wymodlonych mnisich wizjach swój duchowy obraz idealny. Szczęśliwie róże uważne  były za rośliny lecznicze i to takie o nie byle jakich właściwościach - Rosa canina odpowiednio podana już od czasów starożytnych uchodziła za antidotum na wściekliznę ( stąd jej nazwa - róża psia, psy były bowiem największymi  roznosicielami tej  choroby ). Oczywiście w klasztornych ogrodach pojawiały się też naturalne  mieszańce i inne gatunki  róż, braciszkowie i siostrzyczki miewali podobnie jak my dzisiaj kłopoty z rozróżnieniem mieszańców i gatunków.  W ten sposób w ogrodach klasztornych zalęgła się Rosa gallica, gatunek uznawany z czasem za prawie tak skuteczny w  leczeniu chorób jak  Rosa canina. Róża francuska okazała się świetnym materiałem wyjściowym do wielokrotnych krzyżowań, znaczy marność nad marnościami czyhała i uzyskiwane w drodze selekcji różane krzewy miały coraz większe kwiaty lub pojawiała się zwiększona ilość płatków, przebarwienia na płatkach i tym podobne mutacyjne radości ku radości oczu a nie pobożnym rozmyślaniom. Poszczególne klasztory zaczęły się chlubić uprawą róż i tu możemy  doszukiwać  prapoczątków rozariów, ogrodów różanych. W otoczonym murami klasztornym ogrodzie przyszła na świat  "pierwsza" ogrodowa galijka - róża  apteczna Rosa gallica  'Officinalis'. Ze źródeł wiemy  że znana już była przed 1310 rokiem.

To był europejski hicior średniowiecza, róża pożądana we wszystkich ogrodach, trafiała na tarcze  herbowe ( podejrzewa się że to mogła być owa słynna Rose de Province która za  sprawą hrabiego Egmonta Lancastera trafiła do jego herbu i stała się czerwoną różą z wewnętrznej angielskiej wojny dwóch róż - po mojemu trochę nie tak bo róża prowansalska została przywieziona przez pana Thibault z Syrii, więc to mogła być całkiem insza róża ), na miniatury przedstawiające piękne damy, do strof  "Pieśni o Róży" i do rozważań teologów. Ta róża o najbardziej wysyconym odcieniu różu ( najbliższym czerwieni, średniowiecze nie znało prawdziwie czerwonych róż ) uchodziła za symbol krwi Chrystusowej,  poświęcenia i wiary. To była kariera - od ziółka w klasztornych ogrodach na królewskie dwory, zamki i uniwersytety! Tak róża ponownie została królową roślin ( ponownie bo pierwszy raz jej się  to zdarzyło w starożytnej kolonii greckiej ). Dalej było już z górki - pojawiła się  'Rosa Mundi' czyli odmiana 'Versicolor' o  płatkach z białymi przelewami, ( sport wyrosły z krzewu 'Officinalis' ), a po niej 'Tuscany',  'La Belle Sultane', 'Violacea' i wiele, wiele innych. Róże galijskie krzyżowano z wieloma innymi gatunkami i mieszańcami róż, w galijkach obecne są geny niemal  wszystkich róż które do XVIII wieku uprawiano w Europie. Tak, Kochani - historyczne róże galijskie to w swej olbrzymiej większości mieszańce, z gatunkiem Rosa gallica mają tyle wspólnego że jeden z rodziców miał wyraźne cechy galijskie. A teraz jeszcze inna historia - ponieważ to bardzo stara grupa róż nie zawsze możemy ze 100% pewnością twierdzić że dana odmiana róży jest tożsama z tą historyczną. Ha, te róże wymierały, inne przejmowały ich nazwę i tak do końca to opierając się jedynie na ikonografii i opisach identyfikacji  bardzo starych odmian nie możemy być pewni. Z rzeczy praktycznych - galijki są niezwykle mrozoodporne i raczej twarde. Większość tych bardzo starych ( powstałych przed XIX wiekiem  )  jest odporna na choroby grzybowe.

Róża damasceńska Rosa x damascena

Wg. legendy to było tak - podczas wypraw krzyżowych rycerstwo  Europy, często wybierające się na wojenkę wraz  z damami ( vide Eleonora Akwitańska )  zoczyło  nieznaną wcześniej w Europie Zachodniej różę, zapałało  chęcią posiadania i przywlekło z  Ziemi Świętej i okolic nowy gatunek, który  następnie był krzyżowany z różami galijskimi. No pięknie i romantycznie o wschodniej róży , z tym że nie do końca prawdziwie. Nieprawdziwie  bo róża damasceńska to żadem "czysty" gatunek, to jedna  z wielu mieszańcowych róż uprawianych w basenie Morza  Śródziemnego od czasów starożytnych i rozpowszechnionych w ogrodach południowej i zachodniej Europy już w czasach Imperium Rzymskiego.  Zasięg jej upraw sprawił że znalazła się w Cesarstwie  Bizantyjskim i w krajach, które po VII wieku zrobiły się muzułmańskie.   Tak naprawdę przed epoką wypraw krzyżowych róże damasceńskie nie były  uprawiane  w tej  zachodnio - północnej części Europy.  Tam rzeczywiście trafiły dopiero w czasach krucjat. Genealogia róży damasceńskiej skomplikowana - generalnie wyróżniamy dwie  grupy odmian mające różnych różnych rodziców. Róże damasceńskie  kwitnące raz w roku  pochodzą od Rosa gallica i róży  fenickiej Rosa phoenicia ( to ta wymieniona w Biblii ), podczas gdy róże damasceńskie powtarzające kwitnienie powstały w wyniku krzyżowania  Rosa gallica z różą piżmową  Rosa moschata i południowoazjatycką Rosa fedtschenkoana .

Ponoć grupą starszą jest ta pierwsza ale mieszańce drugiego typu były  na pewno znane już w XVII wieku, choć udokumentowano ich historię solidniej dopiero  w 1812 roku ( chwile chwały tej różanej grupy trwały do lat czterdziestych XIX wieku ). Nie do końca jest  jasne jak to się stało że druga  grupa damascenek powtarza kwitnienie, zdaje się że to dopiero rozstrzygną  solidne badania genetyczne, na dzień dzisiejszy ile różankowych tyle teorii dotyczących powstania tej grupy róż.  W angielskich  opracowaniach róże damasceńskie kwitnące latem   oznacza się jako  "damask" , powtarzające kwitnienie jako "damask perpetual", ale żeby nie było za dobrze przy grupie damasceńskiej umieszcza się też coś takiego  jak "damask - portland" lub tylko "portland". Róże portlandzkie  to "rozwinięcie" damascenek. Kiedyś sądzono że powstały ze zmieszania  genów róży damasceńskiej z różą z Chin, badania genetyczne nie potwierdziły jednak takiej  kombinacji.  Ta grupa róż pochodzi z mutacji róż europejskich.  Pod koniec XVIII wieku znane były przynajmniej cztery "damask - perpetual" i to ich krzyżówki z mieszańcami galijskimi i damasceńskimi stały się  różami portlandzkimi.  Nazwa róże portlandzkie związana  jest z domem księstwa Portland. Legend o księżnej i księciu co niemiara, sama znam chyba z cztery wersje dlaczego portlandzka róża tak się właśnie nazywa.  Przytaczać wszystkich nie będę, zainteresowanym bardziej polecam blog pana Mariana Sołtysa Moje róże – moja pasja. Czym damascenka  różni się od galijek - przede wszystkim zapachem! To róże używane do produkcji olejków ( starą, prostą  odmianę damascenki 'Kazanlik' poznaliście w poprzednim wpisie - uchodzi za najmocniej pachnącą różę damasceńską ). Liście damascenek są szarawo - zielone, rzadko atakowane przez choroby  grzybowe. Dla róż portlandzkich z kolei charakterystyczny jest mniejszy lub większy okółek liści tuż przed pączkiem kwiatowym. Damascenki mają różny pokrój, portlandki są raczej wyprostowane. Olbrzymia większość damasceńskich i portlandzkich róż jest odporna na niskie temperatury.

Dzisiejszy wpis ilustrują chyba najbardziej znane  "portrety" starych, historycznych  róż. Pierre-Joseph Redouté żyjący w latach 1759-1840 jest ich autorem. Cudność nad cudnościami.

wtorek, 1 listopada 2016

O różach słów parę dla początkujących ogrodników - róże dzikie i półdzikie

 Mieszańce piżmowe, mieszańce herbatnie, burbonki, remontanki  i austinki - piszę ot tak sobie, jakby wszyscy  wiedzieli o co kaman, a tymczasem wcale  tak nie jest. Dla większości ogrodników róża to taki krzew, który właściwie nie jest krzewem tylko stanowi osobną kategorię roślinną i kwitnie kwiatami o pięciu  płatkach ( zgroza, dzikun w ogrodzie ) lub kwiatami w których płatków pełno ( cacy, róża ogrodowa ). Wymagające są te róże , przycinać je trzeba, niektóre okrywać i lepiej w związku z tym poprzestać na jednym krzewie wśród  tuj na trawniczku rosnącym. Taa, taki przekaz na ogół dociera do  początkujących ogrodników. A tymczasem rzecz jest  wcale nie tak się mająca, jak to mawiała Babcia Wiktoria. Są róże które przycina się rzadziej niż jaśminowce czy  żylistki, są takie które na okrywanie zimowe mogą zareagować podgniciem, są delikatesy które nie zniosą małego mroziku i są hardcory wytrzymujące syberyjskie mrozy. Krzewy  różane przynajmniej  od ośmiu stet lat poddawane są krzyżowaniom i powstało tyle grup i odmian w tych grupach że właściwie  żaden inny krzew nie posiada tak skomplikowanych linii genealogicznych i  nie charakteryzuje się  aż tak wielką rozpiętością skali przystosowania  do różnych warunków klimatycznych . Nie wyhodowano co prawda róży znoszącej dżangelne tropiki czy wieczną zmarzlinę, ale prace trwają, he, he. Na klimaciku sprawa  się nie kończy - istnieją monstrualne róże  wypuszczające ponad  pięciometrowe pędy i są malutkie krzewinki dorastające do wysokości  - 20 - 30 cm, niektóre odmiany  mają kwiaty jak talerze i bywają takie posiadające jakieś mikroskopijne kwiatunie, są zapachy odurzające i totalna  bezwonność, owoce urodne i rzucające się w ślepia i smętne paskudy zostające po kwiatach. Wśród róż spotyka się takie które  kochają sekator i takie, które ledwie go tolerują, wymagające ciągłej obsługi i radośnie samowystarczalne - bardzo zróżnicowane wymagania mają  różane krzewy, więc  żeby dobrać róże pasujące do naszej koncepcji ogrodowania trzeba trochę więcej o różach jako takich się dowiedzieć.

Zacznę od gatunków czyli dziczyzny. To grupa róż moim zdaniem bardzo niedoceniana. Przegrywają ze swoimi  potomkami, "wzbogaconymi" w geny wielu innych  róż,  z wielokrotnie pojawiającymi się w sezonie  kwiatami wręcz  ućkanymi płatkami, mocno pachnącymi skomplikowanymi zapachami z nutami  piżma, owoców czy mirry. A jednak żywotne i twarde gatunki, w swej olbrzymiej większości kwitnące raz ale  za to zjawiskowo są materiałem nie do przebicia jeśli chodzi o tworzenie ogrodów naturalistycznych, wpisujących się w  krajobraz. Mieszańce herbatnie, austinki odpadają w przedbiegach jako kandydatki na różane krzewy w takim "ogrodzie preriowym" na ten przykład. No nie ta bajka.

No dobra lecimy z rodologią czyli z nauką o  różach ( będzie  bolało ) - podział rodzaju Rosa wyglądał kiedyś tak: Hulthemia (np. Rosa persica), Platyrhodon (np. Rosa roxburghii), Hesperhodos (np. Rosa minutifolia), Rosa (Eurosa ). Jednak badania genetyczne wykazały że podrodzaje Hulthemia i Platyrhodon są bardziej związane z rodzajem Eurosa i wszystko  stanęło na głowie. Znaczy czekamy jak systematycy  nam tę nową botanikę ułożą. Dla ogrodników wielkiego znaczenia to nie ma, ich  zawsze najbardziej interesował podrodzaj Eurosa z którego wywodzi się większość gatunków użytych do hybrydyzacji współczesnych róż. Teraz dalsza część rodologicznego bólu - podział podrodzaju Eurosa na sekcje: Banksianae , Bracteatae, Caninae, Carolinae, Chinensis, Cinnamomeae,  Gallicanae, Laevigatae, Pimpinellifolia, Synstylae. No najgorsze za nami, teraz to już tylko "czyste gatunki" ( dla botanicznie słabo  zorientowanych - gatunki wchodzą w skład sekcji ). Spotkać tzw. "czysty gatunek" wcale nie jest tak  łatwo, róże  w naturze  dość łatwo się krzyżują, stąd wiele spotykanych przez nas  na łonie przyrody róż jest mieszańcami, hybrydami, produktem pracy pszczółek i innych zapylaczy. Odróżnienie hybrydy od gatunku jest nieraz możliwe jedynie na podstawie badań genetycznych, no wicie rozumicie - cytologia, genetyka, mikroskop i w ogóle. Te czyste gatunki najłatwiej pozyskać w szkółkach, miłośnikom wykopków niniejszym wykopuję z głów pomysły typu przesadzę se do ogroda ( nie wiem dlaczego miłośnicy wykopków nie są w stanie pobrać odrostu czy zrobić odkładu, oni zawsze muszą wykopać wsio co zazwyczaj tragicznie kończy się dla rośliny, tymczasem gatunki w szkółkach mają ludzkie ceny i są bezproblemowo do kupienia ).

W Polsce na  naturalnym łonie występują zarówno gatunki rodzime  jak i te zawleczone. Rodzime to: róża dzika vel róża psia Rosa canina i mnóstwo innych synonimów łacińskich, najprawdopodobniej róża polna Rosa agrestis, róża francuska Rosa gallica,  róża rdzawa Rosa rubiginosa, róża drobnokwiatowa Rosa micrantha, róża alpejska Rosa pendulina, róża eliptyczna  Rosa inodora, róża sina Rosa dumalis, róża Jundziłła Rosa jundzilli. Zawleczone zostały na teren naszego kraju i wrosły  w krajobraz: róża wielokwiatowa Rosa multiflora, róża girlandowa Rosa majalis, róża gęstokolczasta Rosa pipminellifolia vel Rosa spinossisma, róża jabłkowata Rosa villosa, róża pomarszczona Rosa rugosa,  róża  żółta  Rosa foetida. Ponadto zawleczone do nas zostały róże rosyjskie, dahurskie, węgierskie, labradorskie, karolińskie, kuterowate, lecz ich zasięg występowania jest trudny do zbadania, tym bardziej ze względu na wspomnianą już wcześniej zdolność  róż do krzyżowania międzygatunkowego. Tyle to u nas dziczyzny.

Żeby jednak nie było za prosto to z gatunków metodą żmudnej selekcji a także metodą wielokrotnych krzyżowań z przewagą  rodziców jednego gatunku,  wyhodowano całą masę "półdzikich" róż. Termin ukuty przeze mnie i umieszczony poniżej nie jest do końca  precyzyjny i odpowiadający rzeczywistości, ale jakby najlepiej pomagający wytłumaczyć słabo zaróżankowanym o co biega.

Grupy mieszańców z przeważającymi cechami jednego gatunku:

 Mieszańce rugosa  - chyba najbardziej znaną taką grupą jest grupa róż pomarszczonych,  królująca na  "dzikich" rabatach. Większość z nich zachowała twardość i odporność na niesprzyjające warunki po przodkach porastających azjatyckie wybrzeże  północnego Pacyfiku. Gatunek należący do sekcji Cinnamomeae odkryto od koniec XVIII wieku, w roku 1796 został przywieziony do Wielkiej  Brytanii ( oznaczono  go jako Rosa  ferox ) i do  Francji ( Francuzi oczywiście oznaczyli go inaczej Rosa kamtchatica ). Potem o nim starannie zapomniano  i dopiero w połowie  XIX wieku Europa ponownie przypomniała sobie o tej róży.  W swoim środowisku naturalnym Rosa rugosa tworzy mieszańce z różami występującymi na tych  samych siedliskach - Rosa davurica ( Rosa x kamtchatica ),  czy z Rosa multiflora ( Rosa x iwara czy Rosa x yesoensis ). W Europie Rosa rugosa krzyżuje się w naturze z następującymi gatunkami: Rosa canina ( Rosa × praegeri ), Rosa mollis (Rosa × mangii ) i Rosa caesia . W Ameryce Północnej miesza się naturalnie z Rosa carolina ( Rosa × koehneana ) i Rosa palustris ( Rosa × spaethiana ).
Krzyżówki celowe  z Rosa majalis  ( Rosa × majorugosa ), z Rosa nitida ( Rosa x rugotida ), oraz Rosa arvensis ( Rosa x paulii ) zapoczątkowały "ogrodowe" istnienie całej grupy.  Grupę podzielono na dwie podgrupki - róż o cechach  bardzo  zbliżonych  do gatunku  Rosa rugosa i róż mniej ten gatunek przypominających . Róże grupy rugosa są lubiane przez ogrodników i pszczoły ( te ostatnie preferują rzecz jasna  odmiany z widocznymi pylnikami ). Wśród nich trafiają się wyjątkowo urodne, silnie pachnące odmiany, takie jak 'Roseraie de l'Hay', róże ciekawe ze względu na  kształt  płatków takie jak 'Fimbriata' czy kolor pylników jak odmiana 'Rotes Phänomen' czy też posiadające niezwykłą  wytrzymałość jak odmiana 'Martin Frobisher'. Wzrost, wielkość bywają bardzo zróżnicowane - od płożaków do  dużych krzewów. Kolory kwiatów od ciemnej czerwieni poprzez różne stopnie różowości, do czysto białego. Są też żółto kwitnące mieszańce rugos , nieco mniej żywotne niż róże kwitnące kwiatami w innych kolorach - najbardziej znane  to 'Agnes' i 'Yellow Dagmar Hastrup'. Dodatkowym walorem  grupy róż rugosa są  duże, pomarańczowo - czerwone owoce o kulistym kształcie i przebarwiające się jesienią liście.

Mieszańce  spinossisima to kolejna grupa  "półdzikich" róż  czujących się wyśmienicie w naturalistycznych ogrodach ( i nie tylko naturalistycznych ).  Dlaczego mieszańce spinossisima a nie pimpinellifolia? Kiedy Linneusz opisywał tę  różę sądził że ma do czynienia z dwoma  gatunkami, badania genetyczne dowiodły jednak że to jeden gatunek a  różnice obserwowane przez Linneusza to tzw. zmienność w obrębie taksonu.  Ponieważ  pierwszą użytą nazwą na określenie tego gatunku róży było spinossisima, przyjęło się używać tej właśnie nazwy. Nazwa Pimpinellifolia ostała się jako określenie sekcji róż. Teraz znowu  ból systematyki botanicznej - do sekcji  Pimpinellifolia należą gatunki: Rosa ecae, Rosa foetida, Rosa hugonis, Rosa primula, Rosa sericea i Rosa xanthina. Hybrydy  tych gatunków i gatunków róż z innych sekcji przyjęło się oznaczać nazwami: Rosa x cantiana ( Rosa spinosissima x Rosa rubiginosa ), Rosa x coronata ( Rosa spinosissima x Rosa tomentosa ), Rosa x hibernica ( Rosa spinosissima x Rosa canina ), Rosa x involuta ( Rosa spinosissima x Rosa sherardii ), Rosa x margerisonii ( Rosa spinosissima x Rosa caesia ), Rosa x sabinii ( Rosa spinosissima x Rosa mollis ), Rosa x harisonii ( Rosa spinosissima x Rosa foetida ).
Odmiany  żółto kwitnące to hybrydy Rosa spinossisima  z Rosa foetida , Rosa hugonis, Rosa xanthina, Rosa ecae.  Odmiany tej  grupy mieszańców spinossisima kwitnące kwiatami w kolorach różu i czerwieni mają geny Rosa canina i Rosa pendulina. Swoje wielkie  chwile mieszańce spinossisima miały w czterech pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku, potem ich popularność zaczęła słabnąć ( wykosiły je burbonki i remontanki ). W drugiej połowie XIX wieku tzw. szkockie róże ( jak w wielkiej Brytanii nazywano pewne typy mieszańców spinossisima ) praktycznie można było spotkać tylko w starych, nieodnawianych  ogrodach. W XX wieku nastąpił renesans hybrydyzacji  tych róż,  nadal jest jednak to zaledwie ułamek ilości odmian jakie powstały w XIX wieku i zdążyły wraz  z jego końcem   odejść do różanej wieczności.
Do niedawna najbardziej popularnymi odmianami tej grupy róż były słynna  'Aïcha',  mieszańce Kordesa 'Frühlingsgold', 'Frühlingsmorgen', 'Frühlingszauber', teraz przybyło  trochę innych świetnych róż tej grupy - klasyczna już 'Juhannusruusu' czy nowsze odmiany takie  jak 'Red Nelly', 'Stanwell Perpetual' Austina .  Ciągle jednak spinossisimek jest u nas na rynku  malutko, może wraz z modą na bardziej naturalne nasadzenia oferta szkółek się poszerzy.

Mieszańce moyesii - to efekt krzyżowania gatunku Rosa moyesii należącego do sekcji Cinnamomeae, znalezionego na przełomie wieków XIX i XX w zachodnich Chinach. Gatunek w uprawie w Europie od roku 1908. Mieszańce moyesii  w spadku po  gatunku matecznym otrzymują zazwyczaj ponad trzymetrowy wzrost,  giętkie przewieszające się pędy, oraz wspaniałe owoce  o wydłużonym, butelkowatym kształcie, którymi mieszańce moyesii są obsypane jesienną porą.  Chyba najbardziej znaną odmianą jest 'Geranium', siewka Rosa moyesii i nieznanego drugiego rodzica wynaleziona w 1938 roku. Niekiedy można spotkać się z zaliczaniem do grupy moyesii pięknej odmiany  'Nevada'. To jest  moyesii drugiego rzutu ( żeby nie było  że drugiego sortu, he, he ), odmiana jest krzyżówką mieszańca herbatniego  'La Giralda' i najprawdopoddobniej hybrydy Rosa moyesii z Rosa spinossisima 'Altaica'.

Teraz  będzie o mieszańcach powstałych z krzyżowania dwu gatunków, to bardzo  proste jak na różane standardy krzyżowania, róże z nich powstałe  przypominają zazwyczaj swoich rodziców, mają jednak większe lub ciekawiej  wybarwione kwiaty.

Proste mieszańce innych gatunków:

Rosa x pteragonis 'Cantabrigiensis', inaczej Cambridge Rose - krzyżówka Rosa sericea i Rosa hugonis wyhodowana przez Dr. C.C. Hursta w 1922 roku, a wprowadzona do handlu przez Harkness & Co. w 1937 roku. Piękna majowa róża, kwitnąca raz a dobrze o niewielkich ( średnica do 5 cm )biało - złotych kwiatach. Dorasta do ponad 2 metrów, w optymalnych warunkach będzie znacznie wyższa. Kwitnie tylko raz.

Róża 'Canary Bird' - najprawdopodobniej krzyżówka gatunków Rosa hugonis x Rosa xanthina, wprowadzona przez Hursta w 1907 roku naturalna hybryda, znaleziona w jednym z angielskich ogrodów. Kwiaty około 4 cm średnicy, kanarkowo żółte, otwierają się w maju. Roślina osiąga ponad 2 metry wysokości. Kwitnie tylko raz.

Róża 'Kazanlik' - prawdopodobnie krzyżówka Rosa moschata x Rosa gallica . To owa słynna olejkodajna bułgarska róża. Ponoć znana  już w XIII wieku ale potwierdzone dane o  istnieniu  tej odmiany pochodzą dopiero sprzed  1612 roku. Dorasta do około 2 metrów wysokości, kwiaty półpełne w  odcieniu średnio wysyconego różu, kwitnie raz, po przekwitnięciu kwiatów krzew produkuje  ozdobne wydłużone owoce w kolorze jasnej czerwieni. Zapach powala!

Gatunki spotykane  w Polsce tylko w uprawie ( jeszcze ): 

Rosa hugonis oznaczana jako Rosa xanthina var. hugonis - gatunek opisany po raz pierwszy przez angielskiego botanika Williama Hensley’a w 1899 roku, wynaleziony w Chinach. kwiatki drobniutkie ( średnica do 4 cm ), złote - zakwitają w maju. Roślina dorastająca najczęściej do około metra wysokości, za to bardzo szeroko się rozrastająca. Kwitnie tylko raz.

Rosa sericea var. pteracantha - róża czteropłatkowa, dorastająca do ponad 2 metrów wysokości, kwitnąca w maju ( tylko raz ) małymi białymi kwiatkami o czterech płatkach ( średnica - 3- 4 cm ). Kwiaty może niezbyt urodne ale kolce - klękajcie narody! Olbrzymie, czerwone jak owoce tej róży i z daleka widoczne.

Rosa rubrifolia vel Rosa glauca  - pochodzi z Bałkanów,  czasem można dostać jej selekty ( 'Nova' - odmiana wyselekcjonowana w Szwecji ).

Rosa californica - novum, od niedawna do kupienia w Polsce. Dorasta do  półtora metra, kwitnie ponoć baaardzo długo kwiatami w kolorze  średnio wysyconego różu, nie powtarza kwitnienia. Przepięknie i silnie pachnie!

Rosa roxburghii - gatunek pochodzi z Chin, należy do podrodzaju
Platyrhodon.  To dorastająca w optymalnych warunkach do około półtora metra wysokości róża o dość dużych kwiatach ( nawet  8 cm średnicy ) w kolorze  jasno różowym, znosząca  kiepskie warunki świetlne i glebowe. Ma charakterystyczne owłosione owoce ( do  4 cm średnicy ), stąd jej  popularna nazwa - róża kasztanowa.

Rosa foetida 'Bicolor'  - forma Rosa foetida o płatkach kwiatu pomarańczowych wewnątrz  i  jasnożółtych zewnątrz. Taką formę dwukolorowych płatków posiadają i inne  gatunki róż np. Rosa spinossisima, ale najczęściej z oznaczeniem bicolor łączy się formę Rosa  foetida,  znaną przed rokiem 1590. Rosa  foetida 'Bicolor' jest  sportem ( zmutowanym pędem o kwiatach innego koloru, który  wybił z krzewu bedącego podstawowym gatunkiem czy odmianą ). 

Uff, mam nadzieję że nikogo nie zniechęciłam  do uprawy róż tą łaciną i w ogóle. Nie chcę nikogo straszyć, ulgowo  było w miarę. Wybaczcie, ale to jest prawie osiemset z hakiem lat pracy krzyżujących gatunki i odmiany, prosto nad tym się przejść nie da, bo inaczej człowiek głupieje jak widzi taką Rosa paulii i nie bardzo wie co to za jedna i jak ja uprawiać.Pominęłam wszelkie proste krzyżówki  ramblerów ( Ayreshire i Rosa helenae  to będzie przy różach czepnych ), formy botaniczne, celowe  selekty i tym podobne radości. Ta moja pseudo klasyfikacja grup i gatunków jest bardzo amatorska ( botanicy pewnie ryczeliby  z uciechy, gdyby im się chciało czytać ) ale  to jest w końcu dla ogrodników, którzy muszą się dopiero nauczyć poruszania w świecie róż. Następny  wpis będzie o różach historycznych i ich podziale, a potem to już tak bardziej  z górki. Dzisiejsze ozóbstwa to urocze "portreciki" różnych gatunków róż, niektóre wymienione są w tekście, inne nie.






Autorem  prac ilustrujących dzisiejszy wpis  jest Alfred William Parsons, który zilustrował  ogrodniczą książkę Ellen Willmott.  Na początku XX wieku to się działo. Ellen była znaną angielską ogrodnicą i aktywnie działała w RHS. Tak aktywnie że to z jej podpuszczenia kupiono pierwszy ogród tej organizacji - Wisley.  Parsons był też solidnie ogrodniczo zakręcony, prawdziwie  angielski ogrodniczy bzik się u niego rozwinął.