niedziela, 13 lutego 2022

Politycznik - niewiadomnik

Mła przygotowuje  jubileuszowy wpis pandemiczny, znaczy dwa lata z zarazo - przeżyjmy to jeszcze raz, dziś będzie za to krótki politycznik bo mła musi sprawdzać dane  do jubileuszowego a trochę czasu jej to zajmuje. Dlatego krótko. No więc tak, srandemia odchodzi, wojna nadchodzi. Wszystko jak na razie odbywa się głównie w mendiach, odwoływanie srandemii, nawoływanie do opuszczenia  Ukrainy "póki można".  Mła odnosi niepokojące wrażenie że nikt z zachodniej wierchuszki nie chce  by media ruskie nagle zaczęły inszo retorykę zapodawać  niż wojenną bo Zachodowi jest na rękę polityka Wujka Wowy. Widzą to Ukraińcy, widzą to ostrzący kły na Mandżurię  jeszcze bardziej  niż na Tajwan Chińczycy, widzą w krajach nadbałtyckich i u nas  co bardziej łebscy, widzi kombinujący Erdogan. Ba, widzą to nawet sami Rosjanie. Wujek Wowa zagrał wysoko i to  o coś bez sensu. Ukraina i Białoruś zjednoczone z Matuszką będą ciężkim bólem u dupy dla Rosjan, te kraje  posmakowały Zachodu i trzymać je będzie można  póki armia jako tako przędzie. Przeca poprzednich "sukcesów" do utrzymania władzy starczyło na mniej  niż dekadę.

Pytanie ile jeszcze  może prząść armia przy gospodarce opartej na surowcach w chwili kiedy następuje przesterowywanie cywilizacji na energooszczędną?  Na ile czasu zaanektuje tę Ukrainę Wujek Wowa? Jak długo Rosja będzie w stanie utrzymać jedność terytorialną, czy choćby zależność Ukrainy czy Białorusi? Olbrzymi kraj, olbrzymie zasoby a  w tej chwili  to dochód cóś jak słoneczna Italia, która ostatnio  głównie w turystyce robi. Hym... mła popłynie pod  prąd, stary wilk Wowa spotkał watahę co przyszła z Zachodu a ponieważ ciągle wydawa mu się że jest samcem alfa  to zrobił sobie problem. Wył raz, wył drugi, no i przyszły  inne wilki. Są niemniej bezwzględne ale jeszcze bardziej cwane, są młodsze i bardzo spragnione przywództwa. Same nie tracą nic, inni będą  bili się za nich a Wujek Wowa wykona pożyteczną robotę - odwróci uwagę od tego że   trzeba kogoś  rozliczyć za histerię związaną ze srandemią. Niech więc żyje  wojna. A jest z czego pandemicznych rozliczać. Sąd Konstytucyjny  Niemiec po raz enty dał ciała, wbrew danym naukowym  orzekł zgodnie z rządową linią, drugi raz mu się to zdarzyło w ostatnich latach, przedtem jeszcze były wpadki z TSUE.

Coraz lepiej,  Niemcy staczają się w rejony totalitarne. Ich klasa polityczna to jedno wielkie rusyfilandium, najchętniej zostawiliby z demokracji tylko fasadę a rządziliby tak jak najlepiej potrafią - pełen zamordyzm, który tak pięknie utrwalili NRDowscy  rodem politycy. Mła między innymi dlatego jest tak przeciwna Europie Ojczyzn, bo uważa że dla Europy najlepsze jest rozparcelowanie Niemiec na kraje niemieckojęzyczne i Europa regionów. Austria, Niemcy, Benelux, Włochy i Francja jadą wg. scenariusza "Wykorzystajmy ten kryzys"  ale kolejne kraje odpadają. Ile jeszcze będą w stanie zarzundy  państw założycielskich UE udawać walkę ze srandemią? W tle rachunki zdziwne, kasa przepiendrolona na osłony, czepionki i inne szwindle.  Jak wkarw społeczny dojdzie do pewnej granicy to nie będzie żadnej mundrości etapu tylko pierdel  długoletni dla zarzundów w najlepszym wypadku. Społeczeństwo mimo grzania tematu  Ukrainy cóś ma wylane na wojenne werble. Cholera wie co z tego będzie bo strach popycha ludzi do głupot. Strach tych którzy zarzundzają jest dziś odwrotnie proporcjonalny do uspokajania się społeczeństwa po  tej histerii związanej ze srandemią.  Mogą nam wszystkim zarzundzający zafundować niezłe jazdy. Cokolwiek by się nie działo mła wie jedno - u podstaw so piniadze, bardzo brudne. 

Dobra, dosyć kassandryczenia. Dzisiejszy wpis ozdabiajo prace Emmy McClury, artystki z Wielkiej  Brytanii. W muzyczniku Dire Straist chyba z najbardziej znanego ich albumu "Brothers In Arms". Mła nie może uwierzyć że ta muzyka  ma już ponad trzy dychy.


sobota, 12 lutego 2022

Codziennik - zalegawczo z kotami po pacuszce

No więc tak - Pasiak twierdzi że jest uprzywilejowany bo zapuściłam  mu ropnia, Szpagetka twierdzi że ropień to prycho, mła obcięła jej łapkie tylno w sensie ćwiartka i to jest dopiero powód  do uprzywilejowania. Mrutek wymiaukuje że ściągnęłam go z Wrocka do zasyfionej Odzi i on musi teraz oddychać "tym" powietrzem i to jest taka tragedia że wszystkie inne przywileje oprócz tych należnych Mrutku się nie liczą. Okularia z kolei miauczy że mła ją  zwabiła niewinną z fabryki i proszę jak ona teraz się musi prowadzić. Sztaflik musiała się zastanowić ale i ona w końcu cóś  na mła znalazła - podobno odebrałam ją  biologicznej matce. No niby prawda ale nie ja odbierałam a z całych sił usiłowałam odebrane  kocięcie ratować i nawet mła się do tego stopnia udało że teraz ono  byłe kocięcie mła może spoko niesłusznie  wypominać takowe sprawy. Tak więc widziecie że mła  musi odpierać pretensje kocie i zamiast poświęcać czas sobie dogląda, obcałowuje, wygłaszcza, zapewnia o mniłości. Przede wszystkim z nimi zaleguje.

W przerwach zapewnionych szczodrym darem z paczki od Kocurrka,  czyli  kocimiętkowymi zabawkami, które są katowane głównie przez Mrutka (  reszta stada czeka na moment w którym można wyrwać dobro i z nim uciec ),  mła  podczytuje dostanego "Ojca Browna".  Tyle jej bo dobro spożywcze czym prędzej przed sobą schowała. W ramach zemsty ma mła za zbytnie zainteresowanie Pasiakiem, Szpagetka znów odwiedziła pokój Cioci Dany i Azy w celu wiadomym. Mła musiała sprzątać a Szpagetka wyprodukowała miny przybierane chyba specjalnie dla mła  z serii imperium kontratakuje i właśnie mu się udało ujadzić. Taa... a do dobrutek z paczki to ona pierwsza, mimo że za uszami jak u gacka długouchego. Mła w tym  tyźniu  tyż sobie cóś kupiła, bardzo pocieszkowego -  mam nową doniczkę i kaktusy, odstresunek był potrzebny. Teraz mła przystępuje do zalegania z Pasiakiem, którego właśnie odłowiła z ogrodu, był zastrzyk, darcie sznupy i żarło odszkodowawcze. Teraz odpoczynek. 

W muzyczniku dziś Youssou N'Dour z Neneh Cherry i Malcolm McLaren z Catherine Deneuve, czasem mła lubi posłuchać  francuszczyzny z muzyczko w tle.

środa, 9 lutego 2022

Long Border - ogród RHS w Rosemoor

W nowej części ogrodów  Rosemoor, pomiędzy ogrodami tematycznymi usytuowany jest tzw. Long Border - długa, 150 metrowa rabata wzdłuż drogi prowadzącej do dalszych części ogrodów. Takie Long Borders są w zasadzie w każdym z ogrodów RHS, pewnie dlatego że to spécialité de la maison, takie rabaty  właśnie najczęściej kojarzone są z brytyjską sztuką ogrodniczą.  Większość odwiedzających pokazowe ogrody w Albionie radośnie truchta w ich kierunku i  tak po prawdzie to nie ma się co dziwić ich popularności wśród amatorów  ogrodnictwa bo jest na czym oko zawiesić. Choćby  ze względu na ogromną różnorodność roślin użytych do nasadzeń. Człowiek radośnie podpatruje nasadzenia z roślin mu znanych i nieznanych, niekiedy przeżywa zdziwko na widok nietypowego  połączenia roślin. Long Border w Rosemoor osiąga szczyt kwitnienia latem i wczesną jesienią, ale wcześniej zakwitają na nim rośliny cebulowe.

 

Opróczy bylin i  cebulaczków na rabacie sadzi się jako uzupełnienie rośliny jednoroczne, dwuletnie, które  znacznie  przedłużają sezon  kwitnień i służą wzbogaceniu ogólnego efektu nasadzeń. Na rabacie mają też swoje miejsca krzewy o kolorowym ulistnieniu oraz  róże. Sadzony klasycznie  border ma za tło i jednoczesną ochronę od wiatru, żywopłot z ciętego buku i cisa. Cisy mają stosunkowo małe bryły korzeniowe  więc stanowią bardzo dobre sąsiedztwo dla bylin, nie to co te pijawki żywotniki. Zielone cisowe  tło jest idealne do eksponowania kolorów kwitnących bylin jak i kolorowych liści krzewów,  nawet przekwitające  rośliny wyglądają na takim ciemnozielonym tle świetnie, że o zmienionych przez jesienne chłody kolory liści ledwie napomknę. Żywopłoty Long  Border to nie tylko buki i cisy, są tu też nasadzenia  z bukszpanu i ostrokrzewu.  Krzewy i nawet małe drzewka sadzone  na rabacie formuje się tak  by stanowiły kontrast dla klasycznej "ściany" żywopłotu.  Brytyjczycy kochają żywopłoty z musu, na wyspach prawie zawsze wieje. Nieraz poranny  delikatny wiaterek w ciągu parunastu minut zmienia się w wichurę na pograniczu  huraganu. Jak to oni mawiają - dynamic weather. Przy takiej pogodzie żywopłoty albo murki zapewniają  ochronę przed wiatrem, który może uszkadzać wysokie rośliny zielne, takie jak ukochane  przez Brytoli ostróżki.

Niektóre byliny i krzewy  wymagają jednak mimo tej ochrony żywopłotwej podpierania.  Są też miejsca w których posadzono  pnącza ( najczęściej w okolicy w której znajdują się wejścia z Long Border do ogrodów tematycznych ). Nasadzenia pomiędzy poszczególnymi wejściami nawiązują kolorem  kwitnących roślin do znajdujących się za żywopłotem nasadzeń w ogrodach. Jest zatem bardzo kolorowo, jednakże zostały te wszystkie barwy bardzo harmonijnie skomponowane. Jest mnóstwo roślin o pastelowych kwiatach i spore grupy takich, które barwą walą wręcz po oczach. Czasem jakiś kolorowy szczegół kwitnącej rośliny nawiązuje barwą  do innej, np.  żółte gardła alstroemerii przypominają złocące się  kwiaty liliowca  Hemerocallis 'Jake Russell', czy mieszańcowego dziurawca  Hypericum x moserianum . Tak to jest zrobione.

Na rabacie mają też oczywiście miejsce letnie rośliny bulwiaste (  choć niedużo, w ogrodzie RHS Wisley było znacznie więcej dalii na rabatach ) jak i trawy (  np.  Miscanthus sinensis 'Kleine Silberspinne' "rozluźniający" sztywność krzewów czy niektórych bylin ).  Mła oczywiście zauroczyły róże, nie wszystkie są z  Long Border, ta wspaniała karminowo kwitnąca staruszka to look do ogrodu różanego. Róże kwitnące na Long Border mają kwiaty w ciepłych odcieniach jasnego różu, który tak ładnie  komponuje się ze złocistościami kwiatów liliowców i różowo - złocistymi alstromeriami i z tą masą bodziszków. Teraz podobno dosadzili jeszcze mnóstwo kocimiętki Nepeta racemosa 'Walker’s Low'. Musi uroczo wyglądać. Mła zapamiętała że na rabacie rosły austinki 'Gentle Hermione' i 'Rosemoor'. Pierwsza (  zdjątko nr 9  ) to  solidny krzew, dorasta do 140 cm wysokości, zdaniem mła okaz z Long Border był wyższy, w porywach to ze 20 cm. Pachnie mocno, jak to określają "zapachem zbliżonym do zapachu mirry".  'Rosemoor' (  zdjątko nr 10  ) nazwana na cześć ogrodu dorasta do podobnej wysokości ale jest krzewem o delikatniejszej budowie. Kwiaty pachną delikatnie, jabłkowo, jak się bliżej przyjrzeć to człek dostrzega zielone oczko mrugające wśród różowych płatków. Mamelonu podobała się ta pierwsza różyca, mła była zauroczona imienniczką ogrodu.
  

poniedziałek, 7 lutego 2022

Dejavu


Kiedy mła była młoda i piękna żyła w świecie postępu i pokoju. Postęp wyznaczały tzw. założenia a pokój zapewniało silne ramię Związku Socjalistycznych  Republik Radzieckich, które ten pokój niosło wszędzie gdzie tylko mogło i gdzie opór polityczny i zbrojny nie był zbyt duży, w czym rzecz jasna przypominało takich, którzy demokracje nioso. W świecie postępu  najważniejsze były postępowe  poglądy i postępowe postępowanie. Nie jest ważne jak były głupie, zweryfikowane negatywnie przez życie, były postępowe a przez to dobre  i już. Ostatnia lektura GazWybu to dla była  prawdziwa podróż sentymentalna, mła poczuła cóś dziwnie woniejący druk,  zapaszek zapamiętany  z czasów młodości, nie że woń naftaliny,  ten sam odorek postępowości niezależnej od rozumu. Mła spokojnie przyjęła parę lat temu używanie przez GazWyb feminatywów gdzie się tylko da, które jakoś słabo jej przypasowują jeśli chodzi o profesje których  nazwy  ściągnięto z języków obcych. To jest jednak  kwestia  gustu a  nie jakiejś szczególnej poprawności językowej, zresztą język jest tworzony przez ludzi a nie przez odgórne zarządzenia  językoznawców więc jak sobie lud wymyślił doktorkę to dlaczego nie iść tym kursem?  I tak normą  będzie to co lud będzie sobie na co dzień używał a nie to co mu redaktory wymyślo. Mła tylko dziwiło że redakcja poważnej gazety zajmuje  się tako pierdoło i poucza ludek w kwestiach językowych. No mła po prostu wtedy jeszcze do głowy nie przyszło że feminatywy to może być walka o równouprawnienie, brak mowy nienawiści, mła nie była ani na bazie ani po linii, czujność rewolucyjna w niej  nie grała. Mła durnie uważała za największy  problem kobiet we własnym kraju nierówność płacy za tę samą wykonywaną pracę a nie czy któś mła będzie tytułował prezydentem czy prezydentką, he, he, he.

Pokolenie wyrosłe na lekturze GazWybu jednakże tako czujność rewolucyjno ma już odpowiednio wyrobiono, jak wiecie ludzi młodych najłatwiej urabiać  bo  im jeszcze doświadczenie życiowe nie zweryfikowało tego wiecznego bólu dupy u ludzkości czyli nieprzystawania idei  do realu. Otóż mła przeczytała w GazWybie o inicjatywie  młodych pań wykonujących zawód prawnika i lekarza ( będąc młodą lekarką jej się odbeknęło w mózgu ), które będą walczyć z patocelebryctwem i nieść kaganek oświaty ( czytaj kaganiec ), bo srandemia obnażyła  braki i na przykład wyszło,  hym... z badań ( "zrobiłam badania i okazało się, że 75 proc. medyków nie ma kont w mediach społecznościowych, nawet prywatnych" ) że jest źle z lekarzami i to się przekłada w sposób straszliwy na doinformowanie  społeczeństwa w sprawie covid i tym samym zawyżoną liczbę zgonów.  Moim zdaniem za zawyżono liczbę zgonów najbardziej odpowiada brak chęci  do roboty wśród sporej części medyków i ich oportunizm, w kwestii obrony niezależności decyzji medycznych ale to w końcu tyż szczegół, któren umknął  młodym a zdolnym. Panie zamierzajo pozywać patocelebrytów za dezinformacje covidowo i nie tylko.  Taa... któś chyba zapomniał paniom prawniczkom, przepraszam, zdrobnienie świadczy o lekceważeniu, nie ma męskiej formy  prawniczek jest tylko prawnik, więc paniom prawnikom powiedzieć o tym że dobry prawnik wie które sprawy może wygrać a które należy  odpuścić. No ale czego mła wymaga, umysły tak lotne są dalekie od przyziemnego, uwiązanego do realu durnego umyślątka mła. Mła to wie ale  jakoś to  nie zmniejsza jej wkarwienia na młode panie, zaraz wyjaśnię  dlaczego. 

Nie chodzi o srovid, rzecz jest poważniejsza.  Mła uważa się za  kobietę walczącą, znaczy definiuje siebie jako osobę walczącą o równe traktowanie  kobiet (  wicie petycje, kierowanie poczebujących kobit  gdzie trza, parę pozwów napisała mła sama itd ). Nie takie że  każda Kryśka i Kaśka na traktor czy do inszej obsługi młota pneumatycznego, który wytrzęsie z człeka macicę. Jak która Kryśka i Kaśka chce poskromić traktora czy młota to niech sobie poskramia, byleby później nie miała do nikogo pretensji że jej się macica pęta w okolicy kolan. Takiego traktowania równego mła chce że księgowa i księgowy dostajo za tę samą robotę tę samą kasę, żłobek ma być  na życzenia a jak nie to urlaub na dziecko i niech któś wreszcie do cholery doceni domową pracę kobiet bo wyczynowe oglądactwo tureckich seriali osiągnie szczyty. Żadnych szklanych sufitów i niejasnych ścieżek awansów. Ba, mła uważa że alimentowanie dzieci, kulejące to mało powiedziane, to  jest umycie rączek i udupienie kobiet samotnym macierzyństwem za marne grosze. Ojciec w procesie wychowania tak samo jak matka ważny, jak się zrobiło dzieci to się je chowa - opieka naprzemienna przy rozwodach powinna być normą, chyba że rodzica pozbawia się praw rodzicielskich.  O swojej płodności decyduje kobieta, przynajmniej do dwunastego tygodnia ciąży. Mła reprezentuje taki starorurowy  feminizm w wydaniu polskim, natomiast nasze młódki wykształcóne, wygadane, uważające się za upoważnione  do noszenia kaganka oświaty i wyzwolone że ho, trwonio kapitał, który dla nich insze kobity zebrały, nieraz w cinżkich bojach.  Głupota okraszona słowem postępowa czy feministyczna, nadal jest głupotą. Mła kiedy czytała ten artykuł w GazWybie czuła się wręcz zażenowana że trzydzieści lat po upadku komuny w Polsce udało się wyhodować takie babskie okazy. Postępowe i "z wielkiego miasta". Z kim one chco walczyć, z Górniak Edzio? I po co?  No chyba  że chco Edzi pomóc w cinżkiej celebryckiej robocie i trochę rozgłosu za darmochę przydać.

Panie zamiast pierdoły po redakcjach opowiadać to się powinny za robotę zabrać, najlepiej zgodną z kierunkiem wykształcenia  na którego koszt wszyscy się złożyliśmy. Leczyć pacjentów quźwa i sprawy prowadzić nie z celebrytami a z facetami  bijącymi żony i dzieci, z kierownikami i menadżerami układającymi listy zwolnień wg. klucza dziecko ma to będą problemy.  Jak panie  chciały zostać celebrytkami to trza było stawiać na tako ścieżkę kariery a nie się za nio brać po tych opłaconych przez nas studiach. Zaczynam dostrzegać jeden dobry aspekt komuny  - nakazy pracy dla absolwentów, tam posyłanych  gdzie sił fachowych było  mało. Popracowałaby jedna z drugą wśród ludzi w małych miasteczkach i na wsiach to życie  by wywołało jako bardzo mocno lekstryczno reakcję synaps i zauważyłby że rolą lekarza  jest leczyć a nie prowadzić fejs z uświadamianiem medycznym a  rolą prawnika  jest też pomagać,  takim których na pomoc prawną nie stać. Jak na razie  to te młode i wykształcóne uprawiajo cóś co moja  przyjacióła określa mianem "głupkocipkizmu". Mła myślała że to domena  młodszych kobit a tu proszę jaka niespodziewanka. Postępowa! A GazWyb tako głupotę promuje bo cóś wyraźnie trybunoludowieje. Mła może spoko uzasadnić takie zdanie, GazWyb jak i "Trybuna Ludu" swego czasu walczy o lepsze społeczeństwo. Różnica jest taka że "Trybuna Ludu" uznawała że społeczeństwo jest nie dość postępowe bo nie wszyscy zapisali się do PZPR a GazWyb uznaje że nie jest postępowe ponieważ nie popiera jedynie słusznych postulatów ulubionych partii GazWybu. Jak widzicie różnica  nie jest cóś wielka. 

Ofiarą braku aprobaty dla  postępu w przypadku "Trybuny Ludu" byli młodzi działacze komunistyczni którzy tak chcieli dla dobra Ojczyzny pracować a wredna ekstrema nie dawała a w przypadku GazWybu   np. środowisko LGBT ( które komuna gnębiła więc  pewnie to tak dla odróżnienia od siermiężności  zaścianka  naszej wersji komuny ), które ma naprawdę przerąbane  bo  o ile bycie działaczem komunistycznym  to sprawa wyboru o tyle  bycie osobą homoseksualną  czy transseksualną w olbrzymiej, przeważającej liczbie przypadków  (  zawsze jest jakiś margines osób zaburzonych z inszych powodów, które mają nie tyle problem z seksualnością  co z głową ) taką nie jest. Lewica zawsze zakłada że  winne jest społeczeństwo bo "ludzie by sobie poradzili gdyby byli akceptowani." To jest półprawda, wystarczy porozmawiać  tak od serca z gejem, lesbijką czy z tymi którzy mają gorzej - z osobami transseksualnymi lub najgorzej - z osobami niepewnymi własnej seksualności. Problem akceptacji społecznej to jest tylko jeden z problemów z którymi się ci ludzie  borykają, olbrzymi ale nie jedyny.  Na tym jednym  to się skupiają  działacze lewicowi i i redaktorzy GazWybu, działacze środowiskowi są szerzej patrzący. Mła cały czas ma wrażenie że  ruch LGBT jest tako samo bezczelnie wykorzystywany przez prawicę jak i lewicę. Jedni niszczo "postęp" a drudzy "postęp" majo na sztandarach. A ludzi których ma niby ten postęp  dotyczyć wszyscy mają w dupie. I tak tak równiutko, po obu stronach. 


Ech... mła to się taki mało postępowy postęp marzy, tak by mła chciała żeby ludzie zaczęli traktować innych  ludzi jak ludzi. A ma, quźwa, dejavu - komuna wróciła! Od paru lat tak się mła ona odbija, z coraz większym nasileniem. Zaczyna mła się znów ulewać, chyba pora na solidne womity. Znów! Dobra, teraz do obabrazków, polski socrealizm ale taki  z najwyższej półeczki, kolejno: Zygmunt Radnicki ( obraz 1 ), Andrzej Wróblewski ( obrazy  2, 3, 5, 6 ), Wojciech Fangor ( obraz 4 ), Erna Rosenstein ( obraz 7 ). Jak kto dobry to nawet ograniczenia "postępu" pokona i cóś dobrego po sobie zostawi. Ludzie sztuki tak potrafio. W muzyczniku dowodząc  racji   mła  - Szostakowicz.

sobota, 5 lutego 2022

Codziennik - kotostwo i staruszki

Codzienniczek zacznę od  spraw naprawdę istotnych. Mła zakończyła była szczęśliwie pilotowanie Pana Dzidka  w roli pacjenta. Uff... Dohtory orzekli że ma wyniki nadzwyczajne jak na stan chorobowy z którego wylazł i że chco go widzieć najwcześniej za rok, jak się pokaże za półtora to tyż  się nic  nie stanie. Dwa razy sprawdzali mu wyniki i jeszcze dodatkowe USG zrobili bo im wychodziło że jest za dobrze i Pan Dzidek ze zdechlaka nie powinien tak szybko przeobrazić  się w dziarskiego siedemdziesięciolatka. Jak tylko Pan Dzidek usłyszał że  po tych koniecznych  w rekonwalescencji kontrolach ma spokoju ponad rok od specjalistów,  to tak go uszczęśliwiło że wylazł na nasz ryneczek i zaczął się wypowiadać na tematy zdrowotne i obrobił tyłek  mła jako sile kompetentnej, która  nieboszczyków z trumien wyciąga i cudowanie  uzdrawia ( wykopując na dwór, nadzierając się kiedy trzeba, szantażując różnościami  a czasem nawet klnąc wściekle,  czego zapewne  żadna fachowa siostra środowiskowa nie robi ). Taa... jeszcze mła z latania po mieście  nie zdążyła wrócić kiedy te wieści dotarły do Małgoś - Sąsiadki.

Małgoś po początkowej fazie solidaryzmu z chorym, ostatnio cóś się zrobiła zazdrosna,  jakieś knucia makiaweliczne zdawa się w planach miała  ale zdusiłam w zarodku apelując do tzw. uczuć wysokich. Mła w związku z zazdrościo musiała  Małgoś jak  Mrutka zapewniać że Małgoś  jest kwiatuszkiem  mła, no a potem że choroby Pana Dzidka to same lekkie przypadłości ( po prawdzie jest bardziej schorowany niż Małgoś ) i w ogóle że Małgoś najważniejsza ( Małgoś dodała "Zaraz po kotach" ). Mła się posunęła do wydania zakazanych galaretek w czekoladzie i zakupu żonkili do wazonika przy łóżku a także do zapewnień że  pójdzie z Małgoś  "do gołąbków" i że w życiu nie zagłosuje na nikogo związanego z "rządem bandytów". Mnóstwo deklaracji złożyła zanim Małgoś poczuła się usatysfakcjonowana i bezpieczna. 

Kotostwo też miało plany uszczęśliwienia mła swoim zachowaniem. Szpagetka wykorzystała moment kiedy mła wychodziła z domu i spruła do ogrodu. Wróciła dopiero po szóstej czyli wtedy kiedy chciała, choć mła nawoływała gadzinę o wpół do piątej na obiadek.  Mruciu który mła towarzyszył w ogrodzie podczas tego nawoływania,  bardzo stanowczo odniósł się  do Ocelota II  buszującego w ogrodzie i w związku z triumfem poczuł się na tyle pewnie i samczo  że kiedy Szpagetka wracała  do domu i wskoczyła na  kuchenny parapet zwrócił się do niej ostro - "Srovidpass bitte!". No to w Szpagetce  się zagotowało - "Ty smrolu srovidowy! Paszport,  paszport?! Ja ci zaraz z dupy testa zrobię to ci się odechce paszporty sprawdzać i sam sobie lockdown zrobisz gnojku jeden!". Mrutek czym prędzej  porabladorował  w kierunku łazienki z pomrukami ( pomruki w wykonie  Mrucia to bardziej  takie popiski bo  Mruciu jest tenorkiem ) a Szpagetka wkroczyła i zajęła od razu poduszkę, rycząc na mła że kota będzie jadła w wyrku. Mła podała oburzonej i polazła uspokajać  Mrucia, któren się żalił że Szpagetka jest wredna małpa i choć raz mogłaby udawać że się z nim liczy i  docenia że insze kocury się go bojo. Mła usiłowała mu tłumaczyć że  kocury to kocury a Szpagetka jest feministyczno felinistko a przed tako  mieszanko to wszystkie kocury  uciekają. Żal jednakże utuliłam nie gadaniem a zapodaniem wątróbki. W tajemnicy przed Szpagetką, za zamkniętymi drzwiami (  Szpagutowska zjadała w tym czasie drugo rarytetno puszeczkę ). Mam wrażenie że  kotowskie niczym nie różnią się od ludzi jeśli chodzi o walkę o  uczucia i potrzebę bezpieczeństwa. 

 
Mła po wczorajszych  zakupach spożywczych zaczyna się zastanawiać czy aby to nie czas przejść na korzonki, suchy chlebek i wodę. Najsampierw mła kupiła rybę zjadliwą bo dawno nie jedliśmy i wszyscy ( znaczy Małgoś, koty, które zawsze cóś wysępią  i mła ) mamy na nią apetyt. Wiedziałam że będzie kosztować więc jakoś zniosłam. Niestety na cenę zjadliwego kurczaka nie byłam przygotowana, po powrocie do domu zaćwierkałam  Małgoś żeby dobrze gryzła i długo żuła bo nie wiem kiedy następnym razem na talerzu ujrzy drób niekatowany w tuczarni . Żeby warzywa jeszcze były tanie ale gdzie tam! Na wszelki wypadek poleciałam sprawdzić ile kosztuje ten ryż do  obiecanej przez płemiera zapierdalawczej miseczki. Taa... Wychodzi  że jednak lepiej byłoby kupować "tanie lokomotywy".

W myśl tej myśli, że sparafrazuje klasyka,  przy takich cenach żywności cena doniczuszki do której się zbierałam, jakby już mniej wygórowana. W końcu kosztuje mniej niż ponad pół kilo filetowanej  ryby więc mła pozwoliła sobie jednak na ten zakup, tak jak na zakup cyklamenków za siedem złociszy, mła już bardzo - bardzo tęskni za wiosną. W domu mła wsadziła ferokaktusa który kulturalnie oczekiwał na  właściwo doniczkę w "sprzęcie" z IKEA nabytym za całe dwa  złote dziewięćdziesiąt groszy i jest na tyle zadowolona z widoku kaktusa w jego nowym domku, że jest się gotowa podzielić fotkami. Sprzęt z IKEA został darowany szafirkom kupionym przed Dniem Babci, tyż w cenie  bardzo właściwej. Mła nacięła sobie parę gałązek forsycji i ukradła troszki żonkili z Małgosinego bukieciku. Od razu jakoś tak bardziej optymistycznie się zrobiło a optymizm się przyda bo polityczne przechodzo same siebie.

 
Nie przechodzo jednak  kotów - mła dziś tylko na chwilkę odeszła od talerza, który zresztą niby przezornie usunęła z pobliża kocich sznup i co?  I jak wróciła coby kontynuować posiłek to tylko wyrzuty usłyszała. Szpagetka twierdziła że  ryba przeparzona i w związku z tym twarda, Mruciu że ryby na pięć kocich osób  mało, Sztaflik go poparła, Okularia że powinnam wybierać tłuściejsze bo gdzie ta omega a Pasiak się pultał że co ta za ryba  bez skóry, kiedy on skórę najbardziej lubi. Taa... bardzo smaczny był ten rarytetny łosoś z łowisk a nie z hodowli. Trzy kęsy szczęścia jak dla mła. Głębokim popołudniem mła zorientowała się że krzywy kiełek Szpagutkowskiej zniknął, chciałam troszkę bliżej się zapoznać z sytuacją w jej  jamie gębowej - dobrze że oka nie straciłam! Kota jednakże tak darła sznupę że zobaczyłam  co chciałam - cały kiełek poszedł. Szpagutkowska twierdzi że to przez tę twardość łososia i że następnym razem to ma być jak to masełko mięciutki! Następnym razem to będzie pasztecik z puszki a jak  wkurzy się mami to woda i paciorek w intencji codziennej suszonki. Rozbestwiłam gadzinę do nieprzytomności ( Mrutek tyż tak uważa, on to by jadł nawet przegotowanego łososia i nie narzekał ).

Dobra, teraz o dzisiejszych fotach - to so dekoracje wiosenne mła.  Mła co prawda pali jeszcze wieczorami bałwanka ale mentalnie jest już naszykowana  na wiosnę. odnosi tyż wrażenie że kotostwo i staruszki również na wiosnę gotowi.  No to czekamy z utęsknieniem na przedwiośnie, nie my jedni zresztą. Jest tyż nasz nowy kaktus w swojej  nowej doniczce, już zdążył pokłuć mła, kiedy go przesadzała. Tymi cudnymi czerwonymi kolcami! No i oczywiście so koty, zaspany Pasiak i Sztaflik z Okularią zdjęte fragmentarycznie ( Mruciu tyż  się kręcił, może gdzieś i jego kawałek  widoczny ).  Tylko Szpagetka nie życzyła sobie fot zw względu na braki w uzębieniu. Muzycznik dziś wysokopółkowy - fragmenty ścieżki dźwiękowej z "La Grande Bellezza", mła dość  często  słucha tej muzyczki, nawet tego kawałka Rafaelli, he, he, he.

czwartek, 3 lutego 2022

Wróżka Edna szydełkuje i zdziwne historie opowiada

Dlaczego mła kochała od  zawsze  historię?  Bo historia to nie były dla niej daty do wkucia, miejsca bitew do zapamiętania czy imiona ludzi którzy tak dali nam się we znaki że jeszcze setki lat  po ich śmierci nauczyciele katujo ich  życiorysami uczniów. Mła kocha historię dlatego że to jest teraz, które już miało miejsce, no i to jest przeszłość która właśnie się dzieje. Nigdy nie jest  tak samo, szczegóły wzorów  się różnią,  tu, Panie tego,  pikotka a tam wykończenie łańcuszkiem. No, ale  nadal ta sama robótka szydełkowa z oczek z narzutem. Historia jest dla mła kluczem do rozumienia świata, ba, ona jest tym w czym mła się zanurza kiedy chce ten świat odczuć, takim  płynem owodniowym pozwalającym jej funkcjonować. Dlaczego mła tak w historię  dziś rzuciło? Mła chce Wam pokazać  jak urodziła się Wróżka Edna, skąd  się wzięła i kto i co za nią stoi, że tak w ulubionym spiskowym stajlu polecę. Jak już zorientowaliście się po teorii historii w wykonie mła, jest drobny problem z wymiarem fizycznym. Mła i czas majo do siebie stosunek trochę nie tego, mła stara się czas ignorować kiedy tylko  może, czas za to zawsze może ignorować i ignoruje mła. Gnój taki się zrobił po tym kiedy mła się zorientowała że  nie postrzega go linearnie jak przystało na  oświecono kagańcem oświaty tylko bardzo tradycyjnie, jak  chłopka XIX wieczna z podłódzkiej wsi - cyklicznie. Bo mła czasu nie mierzy zegarem atomowych tylko tak jak  ta chłopka, wydarzeniami życia własnego i przodków. Dla chłopki był sobie rok obrzędowy, dla mła są  obrzędowe lata. Dla chłopki zimo Pan Jezusek się rodził,  wiosno 33 letni umierał i zmartwychwstawał,  zresztą po to by Go zaraz zwiastowano.  Dla mła np. rewolucje wieńczo epoki, z chaosu rodzi się nowy porządek, potem  jest kontrrewolucja i wreszcie stabilne  przerabianie wcześniej zdobytego nowego doświadczenia. Cały czas w ruchu, cały czas płynnie i niespokojnie, reaktor z wydarzeniami w charakterze paliwa. Od czasu do czasu chłodzenie,  niekiedy podniesienie mocy, bywa  że piendrolnie ale do tej pory jakoś utrzymaliśmy moc. 

Mła jest staro ruro, znaczy skończyła pół wieku i w przeciwieństwie do seksownych pięćdziesiątek z wielkiego miasta wie że jeżeli nie chce zostać seksowno osiemdziesięciolatko i napadać młodocianych,  coby ich niecnie wykorzystywać w ciemnych uliczkach, musi bardzo pracować nad swoimi czterema komórkami mózgowymi na krzyż i czerpać z tego doświadczenia,  które przez tak długi czas udało jej się zdobyć, przy układaniu sobie rzeczywistości. No wiecie, mła nie chce się znaleźć w sytuacji że tylko sex, drugs ( spróbujcie być osiemdziesiątką co nie jedzie na żadnych lekach ) a po rock and roll śladu ni ma. Mła zatem przypomina sobie wzory, nie te matematyczne tylko te robótkowe, historyczne. Szuka analogii we współczesnych wydarzeniach, nowych ślicznych bluzeczkach, porównuje czy  i jak się różnią od dawnych sweterków i czapeczek. Czasem  ją emocje poniosą, nie tak wbije to szydełko  umysłu  jak czeba i potem popruć musi, co ją zresztą każdorazowo nerwuje bo nikt nie lubi prucia robótek.  Czasem na szydełku ma zbyt wiele nitek i one cóś przez oczko jej nie chco przejść a czasem to włóczka jest tak dupiasta że mła się zastanawia kto ten badziew  wyprodukował i dlaczego mła akurat z niego musi bluzeczkę upitalać.  Jako jedna z trzech sióstr, he,he, he, mła plecie te nitki wydarzeń, odziera je z czasu coby łatwiej się jej układały i popatruje czy wzorek wychodzi i czy, qurna, ona już czegóś takiego nie widziała albo może nawet sama nie wyrabiała. Jak wzorek cóś znajomy to mła ma epizod, który nazywa traumą wiedzy i wytwarza bezpieczno osobowość czyli Ednę. Edna ma wszystko gdzieś bo jest wyzwolona jeszcze bardziej niż mła i bez żadnych hamulców  opowiada jak bedo nitki przekładane żeby rękawek wyrobić. Mła się czasem z Edno drażni i jej tak bezczelnie wypala - "A jak rękawka nie będzie?". Edna jednakże mła gasi - "Znaczy miał być bezrękawnik".

Mła włóczkę pozyskuje stamtąd skąd pozyskujo jo wszyscy, no wiecie - olbrzymi market z włóczkami zarządzany przez strzygących będących jednocześnie dostawcami i  tzw. zarzund sklepu. Jest jeszcze dział księgowy i ci od reklamy oraz całe  mnóstwo  tych... jak to się dawniej mawiało, subiektów.  W markecie ważni so też ochroniarze, bardzo nie lubio jak któś szydełko zwinie albo ma cały komplet i innym udziela do dziergania za darmochę. Podobno ochrona najbardziej się boi żeby klienci marketu nie robili sobie  karnawału po sklepie z szydełkami w charakterze broni. Były takie przypadki. Dlatego podsłuchujo i podgladajo czy jakie  niekoncesjonowane kółka dziewiarskie się  nie zawiązujo. Wszystkie w markecie lubio mówić że rzundzi w  nim  niejaki pan Klaus co ma być zarzundzającym w imieniu właścicieli. Mła wie  że to plotka, Edna tyż to wie,  wzięła się ona stąd że dawno, dawno  temu któś sobie pomyślał że dobrze by  było żeby się nazywało że właścicielami marketu są ci co strzygą i robio dostawy. Taa... a od kiedy to oni majo market ja się pytam? Oni majo tylko towar, jak nie będo mieli  kogo ostrzyc to co oni będą sobie mogli dostarczać? No i dochodzimy do prawdziwych właścicieli marketu. Każda współwłasność ułamkowa rodzi problemy, pisze to ja, ódzka kamienicznica. Im więcej właścicieli tym więcej interesów własnych i różnych punktów  widzenia. Te sprzeczności wykorzystują co cwańsi subiekci, którzy marzą o tym żeby dostać  się do zarzundu. Lubio w tym celu bratać się z księgowymi i strzygącymi dostawcami, ochrona  ma to w dupie, bowiem  i tak zawsze jest poczebna w markecie. Mła teraz napisze pouczona przez Ednę - zawsze jest jakiś pan Klaus i cooledzy, który mają trochę zbyt duży apetyt i trzeba ich przycinać, coby nie wprowadzali nadgodzin niepłatnych i nie kradli talonów na lepsze włóczki. Przycinanie odbywa się na różne sposoby: karnawał, zmiana struktur zarzundzania marketem i ulubiony przez mła i Ednę i prawie nigdy nie  stosowany bo uchodzący za utopię - ujawnienie własności i wezwanie współwłaścicieli do wykonywania czynności zarzundu w określonych przez nich strukturach.

Teraz będo majaczenia Edny, centurie czy jakoś tak. Dawno, dawno temu, w pewnym kraju gdzie rzeka z gór spływa do morza,  spał sobie snem mocnym pewien ludek. Kłótliwa społeczność, lubiąca narzekać ale o silnym poczuciu że jest  ludkiem właściwym. Ba, byli tacy, którzy głosili że   jest to ludek wybrany, co powodowało konflikt z innym ludkiem, który ponoć sobie zaklepał u Najwyższego że  wybrany jest właśnie on a reszta stoi w kolejce.  Ostatnio ludkowi żyło się kiepskawo, tłamszony  był.  Nie żeby zdychał ale żywność była na kartki i  kaszanka  była cóś droga.  Głównie dlatego że zarzund chciał żeby  go ludek  kochał i nabrał kredytu coby u ludka mniłość przez dawanie dobrodziejstw spowodować. Tylko że kredyty trza spłacać co nie jest wesołe i znów zrobiło się dupiasto.  Jak nie stać na kaszankę to istnieje  silna potrzeba związania się z Najwyższym, zrozumienia losu, prawideł świata, po czym występuje  tzw. niezgoda na rzeczywistość. No i u ludku wystąpiła i to taka powiązana z karnawałem,  wszystko było na opak i w ogóle  było wesoło. Hurra, hurra, i jeszcze raz hurra! Z tym że każdy karnawał się kończy, bo nie da się karnawałować cały czas. Takie jest prawo kultury i cywilizacji, w którą przetworzyliśmy naturę. Ludek jednakże  bardzo tęsknił za czasem zabaw i swobody więc znaleźli się tacy , którzy postanowili dogadać  się z zarzundzającymi ludkiem  że zrobio dil - ludek będzie miał wincyj swobody i będzie  sobie sam kaszankę zapewniał a towarzystwo podzieli się fruktami które ludek wypracował.  Tak się robi zgniły kompromis. Taa...  tylko właściwie każdy kompromis jest w jakimś stopniu zgniły.  Ludek to rozumiał i był najsampierw  gotów zapłacić tako cenę jak oddanie fruktów.  Jednakże jak tylko dostał swobodę to mu się odwidziało i chciał z powrotem dostać frukty.

Tylko że tak się nie robi interesów, więc ludek olano i kazano się uczyć  reguł świata biznesu. No i ludek się uczył, ale nie wszystkim dobrze szło. Ludek uznał że cóś  jest nie halo bo niby biznes ale jakby nie do końca uczciwy, ponieważ  niektórzy sponsorowani są przez państwo, ci od Najwyższego tyż majo biznesy choć nie powinni i w ogóle jak to tak można? No to ludkowi zatkano otwór gębowy tzw. dobrobytem na kredyt, który każden zarzund bierze jak chce żeby ludek kochał.  I nagle jak na zawołanie kaszanka zrobiła się  cóś droga. A potem przyszła zaraza, działo się  i kaszanka zrobiła się cenna jak ten kawior więc  ludek  poczuł że  czas na cóś co kiedyś nazywali solidarnością. Tylko że ich solidarość najsampierw pozwolili wykorzystać tym od zgniłych kompromisów, potem różnym zarzundzającym, potem tym od  Najwyższego, potem tym od zarazy. Teraz ludek czeka na czas karnawału, niepomny że problem nie leży tylko  i wyłącznie po stronie tych którzy  wykorzystali ale też  tych  którzy  dawali  się wykorzystać. Nadal jest zreszto głupio  przekonany że jak ten Staszek poradzi sobie w biznesie, mimo tego że wie że biznes jest oszustny.  Żeby nie był oszustny z paru spraw ludek musiałby zrezygnować. No ale  ludki nie lubio rezygnować, one lubio robić karnawały w których wszystko tak zmieniajo że jest znów jak było. Niby lepiej materialnie ale  jakie kłopoty człowiek ma. No więc ludek w sprawie biznesu oszukuje sam siebie. Tak jest łatwiej. Mła i Edna zaczynają być tym kółeczkiem zmęczone. Nie żeby chciały  ajciu czy cóś sobie odpuścić, tylko  majo wrażenie że one już widziały ten  film. Kombinujo troszki żeby akcję urozmaicić i żeby to co ogladajo nie było kolejnym produkcyjniakiem, akcyjniakiem, dramatem politycznym przeradzającym się w durno komedię kryminalno. Mielizny scenariusza je drażnio. 

Dobra, teraz o dzisiejszych ozdobnikach. To fotki kobiety kobiety która nazywała się Louise Weber ale wszyscy znali ją pod kswyką La  Goulue, co po naszemu znaczy obżartuch. Była jedną z twórczyń  tańca kankan. Dziś tańczy się go jedynie na scenie ale La  Goulue, uboga żydowska praczka znana jako Królowa Monmartre dzięki temu że go z wdziękiem i żywiołowością tańczyła i zaraziła  nim Paryż przetrwała, uwieczniona, zatrzymana  w czasie przez wicehrabiego Henri Marie Raymonda de Toulouse - Lautreca - Montfa zwanego Imbryczkiem, tego od  wypowiedzi "Drogi panie, malarstwo jest jak gówno, to się czuje, ale nie tłumaczy." Dobrali się malarz i modelka, oboje bezkompromisowi i zdrowo odjechani, beztalencia jeśli  chodzi o pomnażanie mamony.  No ale  przynajmniej szczerzy wobec samych siebie.  La Goulue odeszła jako ubożuchna sprzedawczyni orzeszków,  papierosów i zapałek  na jednym z rogów ulic niedaleko Moulin Rouge, z którym ją utożsamiano, Imbryczek zszedł był na kiłę i skutki alkoholizmu po życiu krótkim ale bujnym. W muzyczniku oczywiście kankan. Ten najbardziej znany, czyli piekielny galop z operetki "Orfeusz w Piekle"  Offenbacha.