poniedziałek, 15 listopada 2021

Neverending stooooory, nanananananana ... przegląd foliarski

"Żeby jeszcze w ten cyrk wierzyć to trzeba mieć IQ deski klozetowej." 

 Komentarz z netu.

Mła się przyznawa że na poważny temat będzie mało  poważnie ale kolejne doniesienie o jeszcze straszliwszej mutacji zrodzonej w Bretanii nie tylko u niej wywołało rechot. Mła zauważa że od pewnego czasu  nie traktujemy zbyt poważnie doniesień mendialnych na temat covida złego. To wynika z przekroczenia pewnego poziomu absurdu a także z tego że do tematów covidowych  na ogół nie odsyła się bardziej sprawnych warsztatowo dziennikarzy tylko takich, których będzie się można bezproblemowo pozbyć. Często gęsto newsy opracowują ( niedbale, korzystanie z translatora nie zapewnia ani  tłumaczeń wiernych ani pięknych ) niedouczeni ( stażyści? ), którzy strzelają takie babole jak ten że sąsiadujemy z Austrią. Cóż może człek się powinien cieszyć że nie z Australią, bo doniesienia z Australii to by dopiero włos na głowie jeżyły.  Niedbałość o trzymanie linii propagandowej widać  choćby po tytułach newsów - "Zatrważające dane z Europy. Tak źle jeszcze nie było". Dalej czytamy że szef WHO alarmuje że Stary Kontynent jest epicentrum pandemii. Potem info że w ciągu mijającego tygodnia w Europie zarejestrowano niemal 27 000 zgonów związanych z Covid-19 i że stanowi to ponad połowę wszystkich światowych zgonów związanych z tą chorobą. Zdziwne, bo my Europejczycy jesteśmy przeca wyczepieni jak żaden inszy kontynent a hekatomba nie dotyka jakoś szczególnie niewyczepionych części Europy. I co to w ogóle znaczy związanych z covid, jaki jest rodzaj tych powiązań?  No po prostu samo mła się pisze na klawiaturze  - skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? A wszystko przez to że któś w redakcji nie pomyślał jak gówno w papierek opakować i sprzedać jako cukierek. Dziennikarze majo nosa, skoro zaczęli olewać porządne tworzenie propagandy to  jakaś zmiana wsi w powietrzu.

Mła w zasadzie się nie dziwi, kfiotki co i raz wychodzo. Wychodzo i człowiek  choćby nie chciał ma zaraz dysonans poznawczy. No bo z całkiem oficjalnych statystyk  niemieckich wychodzi że 10 listopada 2021 w  Niemczech odnotowano 51000 zachorowań, a teraz brzdęk i człek  widzi że siła czepionek zadziałała bo jeszcze w pamiętnym roku 2020 10 listopada,  kiedy ludzkość naga  i bezbronna zmagała się z wirusem, niczym  farmaceutycznym  nieosłonięta w  Niemczech odnotowano przerażającą liczbę 22 000 zachorowańTak akurat między pierwszym wiosennym a drugim zimowym lockdownem. Ekhem... ekhem... jakieś wnioski?  Walić  Niemców, słabo zaszczepieni w porównaniu np. do takiej  Belgii.  No ale z Belgii dobrych wieści nie ma. Franck Vandenbroucke, który jest belgijskim Niedzielskim poinformował że aż 70 % pacjentów chorujących na Covid -19 we flamandzkich szpitalach jest w pełni zaszczepionych, a całej Belgii liczba ta wynosi 54%. Tak zapodała belgijska telewizja VRT, oczywiście jednocześnie ćwierkając "...choć te liczby mogą być zaskoczeniem, to nie oznaczają, że szczepionki nie działają.".

No i teraz niech tu   któś piuknie że  czepionki nie działajo ! Działajo, działojo. Zmniejszajo ilość  CO 2 w powietrzu bo mniej ludzi mniej  szkodliwego gazu wydycha.  Tak to jakoś  tryndnie idzie, he, he, he. Oczywiście  Belgowie zastanawiajo się czy obeszczeń nie wprowadzić bo tak jest źle.  Cytnę sobie za belgijskimi mendiami - "Eksperci twierdzą teraz, że szczepienie tylko częściowo chroni przed przenoszeniem wirusa, ale podkreślają, że nadal jest wysoce skuteczne przeciwko ciężkim formom wirusa. Wysoka skuteczność nie oznacza jednak 100% skuteczności. Eksperci ostrzegają, że niestety część z bardzo dużej liczby infekcji będą stanowiły poważniejsze przypadki" . Mła już sama nie wie kogo się bardziej bać, czy czepionek czy ekspertów? Jak widzicie ciężko jest zaufać w siłę czepionek, nie dość że wielodawkowe to  jak z oficjalnych danych i wypowiedzi urzędasów od zdrowia, a także mendialnych ekspertów wynika że  po prostu  nieskuteczne. Powtórzę  - skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle?  Przy  okazji czepionek naród  nasz nagle dostrzegł wagę i znaczenia Konstytucji, jako dokumentu gwarantującego mu podstawowe prawa. Dobre i to!

Mła właściwie  mogłaby sobie na tych danych śledzonych poprzestać i rechotać  z naiwnych ( co jest brzydkie, przyznaję ) którzy zawierzyli zarzundom tylko dlatego że te zarzundy podparły się medycznymi autorytetami. No wiecie, wróci  normalność - mnóstwo rozsądnych ludzi w to uwierzyło, wcale niegłupich.  Uwierzyli właśnie dlatego że  medyczni to firmowali.  Cwanie się podparły rzundzące bo samym zarzundom to mało kto by uwierzył. No i dochodzimy do tzw. rad medycznych. Twory nadzwyczaj ciekawe ( u nas nawet nie protokółuje się ponoć zebrań takowej rady, mam  nadzieję że to fejk ), obsadzone ludźmi z tytułami, którzy na własne programy  badawcze, fundację itp.  dostawali kasę zgadnijcie  od kogo? Tak, nie mylicie się!  To jest ten trop. W niejednej przychodni niejeden lekarz miał zafundowane szkolenie na cud wyspach tylko dzięki temu że zapisywał konkretny lek konkretnej marki. Cóż, życie, profesory to  inna liga. Mła czuje silny  niepokój kiedy pomyśli że ludzie rekomendujący nie tylko  konkretne rozwiązania ale też substancje medyczne,  mieli w przeszłości lub obecnie mają  powiązania z podmiotami,  których produkty mają opiniować. Gwarancja bezstronności?  Litości!  Cienki lód i porysowany.  Mła widzi też ostatnio problem w celebrytach medycznych,  miałaby na to wylane ale radykały mła denerwujo bo one denerwujo jej staruszków a jej staruszki wrażliwe, ze strachu przed covidem boją  się  pogotowie wezwać (  Ninka  i Mundi się bali i odsuwali od siebie myśl że to może "to"  ).  Celebryctwo medyczne raczej nie będzie służyło utrzymaniu statusu zawodu lekarza, zaufanie społeczne to taka łaska pańska co na pstrym koniku jeździ. Mła się popastwi obecnie  nad niektórymi przypadkami ( po raz pierwszy tak personalnie ) które zdaniem mła urągają swoimi wypowiedziami powadze z jaką powinny traktować własny zawód  jak też  podchodzić do sytuacji w wyniku której nadmiarowo umierają ludzie.

Dohtor  Grzesiowski - "Wprowadziłbym obowiązek szczepień wśród zawodów publicznych i osób 50+ ". Obowiązek zapodania substancji warunkowo dopuszczonych do użytku, w dodatku jak się okazuje niekoniecznie właściwie przebadanych ( British Medical  Journal  - solidny mainstream doniósł o  tym jak  podwykonawcy  Pfizera nie przeprowadzali badań nad substancją którą pan Grześkowski  siłą państwa by w nas ładował ) co jest oszustwem  medycznym i mogłoby unieważnić transakcje zakupu medykamentów między KE ( gdyby rzecz jasna lobbyści ją poprawnie skonstruowali, na kopach za ten bubel powinni wylecieć  wraz  z osobą od firmowania umowy ze strony KE na  czele ) a firmą, to sobie pan Grześkowski  może wprowadzić wobec siebie. Mła mu odda tę dawkę którą za jej  piniądze, nie pytając jej specjalnie o zgodę, UE dla niej kupiła. Ba, mła  mu nawet odda te wszystkie osiem dawek  które na nią przypadają z tych miliardów czepionek kupionych na ch wie po co. Niech  Grześkowski ma i się czepi, na zdrowie!  Mła mu nie żałuje.  Mła tylko po raz enty informuje że preparaty są  obecnie w III fazie badań, każdy podpisuje zgodę na to że bierze na siebie ewentualne skutki działań niepożądanych ( jak  któś fiknie w wyniku NOP to żaden ubezpieczyciel  nie zapłaci kasy bo to jak uprawa sportów ekstremalnych - można sprawdzić czy  mła nie przesadza, za choróbsko objawione po latach dziesięciu nie zapłaci tym bardziej ) a państwo nie zrobiło do tej pory nic w sprawie ustawy o odszkodowaniu z powodu  NOP.  Nie musiało, bo szczepienie nie jest obowiązkowe ( i dlatego zdaniem mła  Grześkowski może się jedynie popultać bo żadnej oficjałki państwowej  nie  będzie, kasa jest na złodziejstwo a nie rozdawnictwo  NOPowe ).  Niech se to Grześkowski przemyśli.

Drugi artysta, wschodząca gwiazda to niejaki dohtor Rzymski, który niby  nie powinien mieć problemów ze statystyką jak i z medycyną ( medycyna środowiskowa zdawa się jest tą w której  dohtor się specjalizuje ). Mła ma ograniczone  zaufanie do  pana dohtora ( znaczy w kwestii diagnozy  poprosiłaby o opinię inszego lekarza ) które się jej zalęgło kiedy pan dohtór w marcu tego roku orzekł że "Proszę spojrzeć na przykład Nowej Zelandii: strategia zarządzania pandemią w tym kraju bazuje na transparentności, wzajemnym zaufaniu i społecznym dialogu, wczesnym informowaniu o możliwym rozwoju sytuacji. To zadziałało". Ekhem...ekhem... zdawa się że ostatnio cóś przestało działać.  Mła zaleciłaby panu dohtorowi trzymać się inszych własnych jego słów  "w dynamicznie zmieniającej się sytuacji lepiej nie formułować definitywnych stwierdzeń". Niestety celebryctwo kusi, parcie na szkło jest tak silne że zwycięża naturalny strach przed ośmieszeniem się. O ile mła może sobie pozwolić na bredzenie blogowe, panu dohtorowi  który chce być  jakimś tam autorytetem zawodowym, bredzenie nie uchodzi na sucho. Zapodanie słynnego podsumowania czwartej fali przez CDC  ( procenty, procenty, szkoda że pan dohtor wnikliwiej się nie przyjrzał, tam się ciekawe dane znajdują ) mła dosłownie rozłożyło. No cóż każdy czas ma swoich celebrytów, na pandemię cza medycznych.  

Teraz  insze stwory z menażerii zarazowej. Mła  odkryła niedawno czar fake checkerów. Szczególnie lubi te zrzuty z ekranu które ludziska sobie przesyłajo. Wiecie dementi  niektórym chyba myli się z demencją a internet przeca  nie zapomina. Boki można zrywać po czasie z tych walk  o prawdę. Szczególnie polecam serwis Demagog. Jeżeli nie wiecie która teoria spiskowa może  okazać się prawdą to zdajcie się na Demagoga. To czemu  ten portal najmocniej zaprzecza jest stanem faktycznym albo zaraz będzie stanem faktycznym, macie to jak  w banku. Tak nawiasem pisząc to ciekawa jest taka prywatyzacja cenzury w necie  ( cenzury bo tym tak  naprawdę większość takich portali jest, z weryfikacją fałszu to one nie mają prawie stycznych ). A takie to miały być niezależne portale!  Ech... Oczywiście tajemnica niezależności jak zawsze leży w finansowaniu.  No cóż, olbrzymia część fake checking nie działa z  wpływów ze zbiórek publicznych jak nam się wydaje (  wszak to łatwo zweryfikować, wystarczy solidna kontrola krzyżowa, trochę siedzenia ale nie jest to nic  niezwykłego w dzisiejszym świecie wyśledzić wpływy zbieranej  gotówki  ), musiano się więc przyznać do wsparcia przez organizacje i fundacje.  No i tu robi się ciekawie. Bardzo dobrze że ludzie zaczęli weryfikować  weryfikatorów, niektórzy z nich to tacy weryfikatorzy jak z koziej  dupy trąba,  nietrudno ich złapać na kłamstwie. He, he, he, nawet można napisać  że  opłacanym.  Jak  coś im nie pasi i nie mogą zamydlić tematu to cisza w szeregach. Pytasz o Basię  Kowalską  dostajesz info o Belindzie Lorettcie Krawczyk. 

Teraz będzie bomba czyli do spraw zasadniczych, istotnych dla genezy tego szaleństwa w którym obecnie żyjemy. Nie wiem czy to jest  zmanipulowane, trza by zajrzeć do Demagoga. Jak napiszą że zmanipulowane że aż  strach się bać  to znaczy że szczera prawda, he, he, he.  FDA czyli amerykańska  agencja jak najbardziej  rządowa,  do spraw żywności  i leków,  otwarcie przyznała ( mła ma nadzieję że oficjalnie  czyli pojawi się dokumentacja ), że  test PCR dla koronawirusa  SARS - COV - 2 został opracowany nie na rzeczywistych próbkach  wirusa z Wuchan, ale  na tym, co wydawało się być najbliższym materiałem genetycznym. Ponieważ słynny wirus nie został jeszcze właściwie wyizolowany ( zanieczyszczenia genowym śmieciem ) , FDA zamiast tego zatwierdziła użycie innych  wirusów ( między innymi grypy ) do wykonania tych testów. Raczej nie na zasadzie że jak nic nie wykaże to ani chybi covid zły, he, he, he. Nie wiem czy do Was dociera to o czym mła pisze - test na  SARS - COV - 2  został opracowany bez udziału tego wirusa. Hym... USA i liczba przypadków, rzecz  jasnych nie ścisła,  zachorowań na grypę w podziale na lata: 2012 – 34 mln, 2013 – 30 mln, 2014 – 30 mln, 2015 – 24 mln, 2016 – 29 mln, 2017 – 45 mln, 2018 – 36 mln, 2019 – 38 mln, 2020 – 1mln 822 tysiące .  Jak myślicie ile gryp podpięto pod covid za pomocą testu opracowanego na bazie wszystkiego inszego tylko nie oryginału chińskiego? Zachorowań  na covid w USA w roku 2020 było cóś kole 20 milionów.  Dziwne, nie? 

Mła się przyzna że  miała nadzieję że cóś  kiepsko zrozumiała,  bo jeżeli nie, to jest to dowód na to jakim oszustwem jest cała pandemia.  Nie żeby mła miała wielkie złudzenia, znacie ją przeca.  Jednakże taki numer to czarno na białym to jest  dowód ściemy i  tworzenia wrażenia że chodzi  o masowe zakażenia ludzi groźnym patogenem, podczas  kiedy niczego takiego ten test po prostu nie może wykrywać. To jak złapanie złodziejskiej łapy we własnej kieszeni.  Nikt nie lubi takich sytuacji bo złodziej się wyrywa i twierdzi że to nie jego ręka  a tłumek się drze  "Jak nie jego to utnij!".  To jest właśnie taka  kropelka która przelewa czarę i człowiek nie może już sobie zaćwierkać  że może jednak przesadza i że prawda  zapewne leży gdzieś po środku.  Zniszczenie całkowite wiarygodności testów ( nie to że one  tylko nie do diagnoz medycznych ) jest końcem pandemii .  Bez testów PCR nie ma masowych zakażeń, bez masowych zakażeń nie ma pandemii. Nie ma pandemii nie ma segregacji sanitarnej a szczepi się ten  kto uważa  że chroni to jego zdrowie ( ktoś te szczepionki dopuścił więc ludzie mają prawo do szczepienia się nimi ).  Mła ma nadzieję że   ruszy sądowe  odzyskiwanie kasy za konieczność testowania śmieciem ( wykonanie testu PCR  cóś ponad  trzy stówy ), bo bezczelnością ze strony rządzących było stosowanie testów nie przeznaczonych do diagnostyki medycznej do takiej właśnie diagnostyki a zmuszanie do wykonywania testu na  inne koronawirusy niż SARS - COV - 2  i kłamstwo że wykryją właśnie ten  patogen wyczerpuje znamiona przestępstwa, jak to ładnie ujmują prawnicy.

Walić szczepionki, chusteczka wie z jakim wkładem i na pewno przed zachorowaniami niechroniące, nie należy dać się testować! Co to w ogóle za grzebanie w nosie nie mające żadnych podstaw, ani naukowych ani tak naprawdę   prawnych ( prawo musi być oparte na dowodach materialnych, niech teraz te agencje  dopuszczające udowodnią w sądach że ten test wykrywa konkretny patogen )?!  Maseczki to prycho, czas uderzyć w podstawę tego bajzlu! Co mła teraz powinna napisać, foliarze do boju czy  tak  jakoś?! Ech... Ilość oszustw i ich jakość w końcu pogrzebie ten syfiland ale to dla nikogo nie będzie przyjemne a mła nie lubi  nieprzyjemności życia.  Teraz mła się zastanawia z czym tak naprawdę te Niemce i Flamandy leżo w tych szpitalach i jaki  ich procent jest chorych  na covid a jaki tylko na ten covid testowy? Tak przy okazji to mła musi Pana Dzidka uspokoić że  będzie go doglądać nawet jakby  jego poprzedni covid okazał się tylko testowym a świństwo które podłapał w szpitalu było po prostu bardzo ciężką grypą jaka nas raz na parę lat nawiedza, kosząc słabszych. Dzisiejszy wpis mła ozdobiła pracami Marcela Nino Pajota na tematy  szaleńczo karnawałowe ( wicie rozumicie, karnawał to taki czas na opak więc mła się  skojarzyło ). To radosna sztuka,  nie jest trudna w odbiorze. Marcel Nino Pajot pochodzi z Francji, jest artystą samoukiem. Jest cenionym ilustratorem książek.W muzyczniku wypadało dać jakąś szaloną piosneczkę.


P.S. Dopisuję bo to pasi do tego tekstu jak klucz do zamka. Mój kuzyn postanowił oszukać system. Ponieważ przyjaciółka  małżonki kuzyna po czterech miesiącach wniosła zażalenie że z to główko u niej to chyba jednak czepienie ( nic na początku nie wskazywało, pierwsza dawka OK, po drugiej przejściowe bóle głowy, po dwóch miesiącach migreny, później z górki - tomograf i leczenie antyudarowe u czterdziestolatki bez dziedzicznego ryzyka, klasyka  ), to mimo tego że ich córce  po czepieniu nic i nadal jest spoko to kuzyn postanowił być ostrożny i dać odpór systemowi. Otóż postanowił zostać ozdrowieńcem czyli zainwestować w testy. Najsampierw kombinacja z testami ze skierowania ( płacę składki a czuję że mam objaw, później   jazda na byłem u somsiadów a tam covid  a ja kicham ) a jeszcze później to troszki wydał ( ale zdrowie ważniejsze pieniędzy ). W końcu trafił i teraz siedzi dziewiąty dzień ciężko bezobjawowy na kwarantannie, dumny jak paw. Zadzwonił do mła że  nie przyńdzie dziś bo jeszcze  "chory".  Jest tak szczęśliwy że małżonka się  bała coby sam się na policję nie zgłaszał że siedzi twardo doma ( był bardzo rozczarowany bo policja nie dzwoni, pewnie majo  już w dupie pilnowanie zakwarantannowanych, potem sprawy sądowe , komu się chce chodzić?  ).  Będzie miał glejta, to już sobie załatwił na ten podkładkowy test. Małżonka kuzyna olała temat bo akurat jej test  do niczego nie  jest potrzebny, na wakacje  lubi jeździć w dzicz a pracuje  i tak w chałupie. Mój kuzyn twierdzi że takich jak on to musi być sporo. Może  jakie info nawet gdzieś chodzo które testy lepsze, no wiecie te z mobilnego punktu czepień to świetne a te przychodniane samo dno. He, he, he.

sobota, 13 listopada 2021

Chandrycznie - koty, mła i sukinkulenty mają doła

Pogoda się zrobiła cóś mniej zachęcająca do spacerków i ogrodowania, koty i mła siedzą w czasie wolnym doma. Mła mniej siedzi bo u niej czas wolny towarem deficytowym. Nie wiem dlaczego tak się porobiło ale się porobiło i szlus, mła cała rozbiegana. Hym... tak covidziankowo lecąc to któś musi zasuwać żeby nie wychodzić mógł któś. Takie czasy nastali. Mła człapie, wokół niej mgła przechodząca w paskudnistą  a przenikającą człeka mżaweczkę, zmrok zapada w okolicach wpół do piątej albo i wcześniej i jakoś się nie chce człeku ruszać z miejsca kiedy  już przylezie do tej chałupy. Info o świecie ostatnio mła nie lubi  za bardzo szukać bo  oprócz bzdurnych kłamstw naszego walczącego z czym i z kim się da zarzundu, są takie prawdziwe złe info  które jeżą  włos na głowie. We wszystkich krajach które wprowadziły swego czasu  lockdown i w których społeczeństwa masowo się czepiły  rośnie śmiertelność i to wcale nie na covida złego. Ludzie umierają z różnych przyczyn, biuletyny lekarskie notują wzrosty zachorowań na nowotwory i przede wszystkim na choroby układu krążenia. To są wzrosty  tego rzędu że nawet sceptyczna Cio Mary zaćwierkała mła "Z tą depopulacją to cóś chyba jest na rzeczy".  Mła różne  historie od przyjaciół słyszy, Doro jej ostatnio doniosła że jej podopiecznego zaszczepili na covid i grypę podczas trwania choroby wirusowej jaką jest półpasiec. Biedak nie miał szans, wysypało go straszliwie i zszedł z tego świata  na trywialnego herpes virus varicella. Młody niemiecki dohtór był cały zdziwiony.  Albo nie wysyłali pacjenta na  badania "bo to  teraz niebezpieczne",  rozsiany  nowotwór okazał się być jednak  jeszcze bardziej niebezpieczny bo śmiertelny. Takie info  + opowieści  wcale nastroju nie poprawiają, żadnej  foliarskiej shadenfreude mła nie czuję. Raczej bezsilność. Martwię się o Tatusia ( który mimo entuzjazmu dla szprycy jest jednak na tyle przytomny że wie iż cięto go w ostatnim momencie przed rozbujaniem histerii pandemicznej i gdyby jego skierowanie miało termin  późniejszy o dwa tygodnie to hodowałby w sobie bombę zegarową, która w każdej chwili mogłaby go wyprawić na drugi  brzeg ), martwię o Pana Dzidka ( histeria bo co to teraz będzie ), jakoś mniej martwię się o Małgosię, która jest najbardziej żywotną staruszką jaką mła zna.


Mła usiłuje  się odstresować jak może ale cóś mało może bo kotostwo jej nie dawa jedwabiów ruszyć, wymagania ma coby im szykować legowiska w miejscach dla odstresunku  mła strategicznych więc mła zajmuje się ogrodnictwem domowym - straszy swoje sukinkulenty które naszykowane całe  do zimowego snu. Bo sukinkulenty zimą śpio, zbierajo siły na letnie kwitnienia.  Tak po prawdzie to najlepiej byłoby o nich w czasie  zimowym  zapomnieć. Starzy stażem kaktusiarze pakują swoje pociechy późną jesienią  do kartonów i wstawiają takie paczuszki do suchych a chłodnych miejsc. Kaktusy nawet bez światełka za to w chłodku przeleżą parę miesięcy w hibernacji a na wiosnę obudzą się pełne sił i skore do kwitnienia. Z inszymi niż kaktusy sukinkulentami lepiej takich sztuk nie wykonywać, potrzebują więcej światła i od czasu do czasu kropelkę wody dla podtrzymania dobrej  formy.  Nie da się jednak ukryć że przy takie ilości światła jaką mamy w naszej szerokości geograficznej zimową porą to sukinkulenty w naszych mieszkaniach odczuwają dyskomfort - za ciepło mają. Człowiek jak światła i ciepła ma mało to się musowo dogrzewa i doświetla, czasem nawet gdzie wyjedzie dla doświetlenia.  Sukinkulenty na brak światła reagują jak wszystkie żywe stworzenia zwolnieniem procesów wegetacji i o ile nie możemy,  ze względów od nas niezależnych,  pozwolić im zapaść w sen zimowy a nie chcemy ukrzywdzić ich samą zbyt wysoką temperaturą to podobnie jak nas trza je  doświetlać dla zachowania formy ( wysyłanie  sukinkulenta  bez opieki  na urlop  do ciepłych krajów jest niewskazane ). Brak odpowiedniej ilości światła o  określonych parametrach i zbyt wysokie temperatury stoją za niepowodzeniem sukinkulentowych  zimowych upraw w wielu domach. Tak, sukinkulenty zapadają na depresję z powodu niedoświetlenia i wiele z nich ma ciągoty samoubijcze, he, he, he. Jeżeli  nie jesteśmy w stanie zapewnić im odpowiednio niskiej temperatury to choć je doświetlajmy.  Hym... ponoć nadciąga  krajzys  energetyczny, może problem zimowej uprawy sukinkulentów w zbyt ciepłych pomieszczeniach rozwiąże się sam - po pierwsze w chałupie może być zimno, po drugie  jakby się  udało żeby było trochę cieplej  to na doświetlenie nie  będzie człeka stać, he, he, he.

Jak widzicie tak naprawdę późnojesienna uprawa sukinkulentów w sprzyjających warunkach ( znaczy w pomieszczeniu w którym temperatura oscyluje w granicach 12 - 15 stopni Celsjusza - mła w pokoju Cioci Dany i Azy tylko raz na jakiś czas solidniej przegrzewa mury z wiadomych względów i wówczas wynosi kaktusy  do jeszcze chłodniejszego  korytarza ) głównie polega  na tym że  człowiek  o nich nie myśli  i rzadko je widuje. W  takim starannym zapuszczeniu sukinkulenty mła  mają się całkiem dobrze, mła od czasu do czasu do nich zajrzy, szczególnie podejrzliwie oglądając kaktusy ( mła się boi inwazji wełnowców, wredne stworzenia męczą rośliny wysysając ich soki ).  Znaczy takie późnojesienne zajmowanie się sukinkulentami  nie jest zajęciem  z tych pracochłonnych, niestety nie jest też zajęciem szczególnie satysfakcjonującym. Może to mój nie najlepszy nastrój, może paskudna aura to sprawiła ale mła wydawało się dziś  że jej sukinkulenty śpią i są cóś obrażone że mła przyszła  je oglądać  i podmacywać.  Nie współpracowały!  Mła wyczuła to ichnie niezadowolnienie, było niemal tak wyraźne jak u Pasiaka spędzanego z jedwabiów.  Hym... mła zostaje tylko lektura albo film, znaczy sen po kwadransie. Tak się jakoś ten dzisiejszy dzień składa. Tak w ogóle to mła jeszcze dobija wyjazd Doro, tak rzadko jest w Polszcze a pandemia dodatkowo  tnie możliwość swobodnego ( choćby tańszego, bo bez konieczności wykonywania durnych i w olbrzymiej masie zafałszowanych  testów ) podróżowania. A miałyśmy takie gryplany, Doro chętnie zobaczyłaby Ocean w towarzystwie Mamelona  i mła.

No i to by było na tyle, sorry za taki  pełen niezadowolnienia wpis. Koty, sukinkulenty i mła, wszyscy mamy chandrę jesienną. Co robić? Chyba  poszukam czegóś przez portal do zamawiania kwater, zawsze to jakaś odskocznia od smętnych  rozmyślań. Wszak okienko wielkiego resetu,  w który już prawie nie udaje  mła się nie wierzyć, nie  może trwać wiecznie.  Kiedy się zamknie ( mam nadzieję że  z hukiem i elity polityczne sponsorowane przez wielki kapitał zarobią w dupska tak że  im się  nawet myśli o zarzundzaniu odechce ) to nie przyjdzie żadna nowa normalność tylko to co było,  z tym że drożej i gorzej, i mła znów będzie sobie fruwać ( za więcej i w kiepskich warunkach ) mając gdzieś ślad węglowy bo to nie ślad węglowy jaki  mła zostawia jest problemem. A co tam, poszukam ile  kosztuje nocleg w Nowym Meksyku, chcę zobaczyć sukinkulenty w naturze! Dziś w muzyczniku Viva Mexico! Mła zapodaje leczniczo rytmy tejano na tę mżawkę i ziąb.


czwartek, 11 listopada 2021

Niespokojny świątecznik

Mamy spore zmartwienie sąsiedzkie u Pana Dzidka. Ninka i Mundi się rozchorowali, tak na bardzo, bardzo poważnie ( tlen był podawany już w domu ). Obydwoje bardzo wiekowi i bardzo schorowani, dzieci zagranicą mieszkają, syn mieszkający w Polsce oczekuje na zabieg w szpitalu a tu trzask, łup i bum! W zeszłym roku przeszli covid, średniawo bo jedno  miało zapalenie oskrzeli ale w sumie to bez ekscesów, się wykaraskali i doszli do siebie ( oczywiście jedno słabsze było bo  zapalenie to przeca komplikacja  ). Mimo tego że ozdrowieńcy to ulegli namowom bo przeca będą mieli więcej przeciwciał ( jakby odporność  tylko na posiadanych przeciwciałach  polegała wg. namawiającego ich dohtora ) i się latem czypnęli ( wyszło nam że cztery miesiące temu ). Jednakże obydwoje  nie są z tych którzy szaleją bo szczepienie zapewni im wieczność, co to to nie. Rozsądnie  było. Zawsze ostrożni, w tłumy się nie pchali.  Jedyny wyjątek jaki  w ostrożnym postępowaniu zrobili to udali się do chorego syna do szpitala.  Starannie zamaseczkowani rzecz jasna. No i zaczęła się jazda!  Najsampierw  poszła w górę  temperatura ale podejrzewali że się po prostu zarazili tym świństwem które teraz w mieście Odzi panuje, problem się jednak zrobił z omdleniami i Pan Dzidek doglądający zaryczał. Pogotowie przyjechało, tlen poszedł na dzień dobry, pomógł  średnio bo z przejściem do karetki nie dało rady, no i teraz obydwoje z pełnobjawowym cinżkim covidem  wylądowali w szpitalu.

Na razie wiemy tyle że u Mundiego, starego palacza,  wydolność oddechowa jest graniczna, z Ninką troszeczkę lepiej. Pan Dzidek mocno przeżywa, mła tyż bo zna ludzi od dawna  i lubi sobie pogawędki z Ninką ucinać.  Tyle w temacie zaczepieni przechodzą covid lekko. Pan Dzidek teraz  zastanawia się jak tu syna zawiadomić delikatnie, tak żeby mu nie zaszkodzić. Mła mu odradza bo co ma być to i tak będzie, w żaden sposób im syn teraz nie pomoże a mła znając  Ninkę to wie że nie chciałaby żeby jej syn przed operacją jakieś dodatkowe stresy miał. Pana Dzidka na wszelki  wypadek opakowałam tranem, cynkiem i witaminą C, do obiadu ma wypić kieliszek wódki z pieprzem ( zaznaczyłam że jeden ) a później wziąć sobie  ziołówkę podwójną na uspokojenie. Mła w ramach uspokojenia uda się do Mamelona i Sławencjusza ( Gosia i Piotrek mają przyjechać, imprezka golonkowa będzie ). Małgosi nic na tematy  chorobowe nie mówiłam żeby jej nie dołować.


Wczoraj byłam u Pani Ceramicznej i popłynęłam. Jakbym czuła nadchodzące zmartwienie i pocieszała sie na zapas. Tak się  sama przed sobą tłumaczę. Jakby było mało kupiłam przecenionego ze względu na wadę szkliwa  ( rysa ) liska osłonkowego w Half  Price. Taa... Na fotkach  łupy i owocki żółte jak te liście co już z brzóz opadły. W muzyczniku Manhattan Transfer i kocia piosenka.

środa, 10 listopada 2021

Rozmówki listopadowe

Rozmowy madki z Mrutkiem, mła namiętnie gwarzy z naszym największym kotem bo mła lubi wiedzieć co w trawie piszczy a właściwie to co mruczy się w  wyrku. Madka podrapując Mrutka po byłych żebrach stwierdziła że kotowski sierścią i tłuszczykiem obrósł jak  koniczki Agniechy. Mrutek na to do madki - No gdzie tam, przecież głaszczesz po biednych żeberkach i widzisz że są wyczuwalne.  Madka  do Mrutka - Synek wyczuwalne to są  te trzy wałki które się tobie zamiast żeberek zrobiły, żeberka to twarde są i  "zawsze na miejscu". To co madka pod ręką czuje  to bez wątpienia są wałki, solidne i one w dodatku przechodzą w brzuszydło, w potężny bandzioch! Mrutek z mieszaniną lekkiej złości na madkę i podziwu dla się - O brzuszku mówisz madka, ciężko zapuszczonym na  tych twoich dietach ( wiem że spiskujesz  z dohtorem!  ) i niewłaściwej karmie ( ma być tylko miąso!  )?  Madka na to - Tak, mówię  Mruciu o tym balonie, który mnie martwi. Czy wiesz Mruciu że otyli częściej zapadaj na covida złego? Mruciu z politowaniem przechodzącym w złość  - Madka, ja jestem zdeklarowanym płaskoziemcą i foliarzem ( zobacz  co zrobiłem z tą  folią w której przyniosłaś do domu   wątróbki ), mów mnie jeszcze to ci znów wlezę pod nogi kiedy będziesz latała jak wściekła po domu i sama się przekonasz że ziemia jest płaska bo leży się na płask! A może madka ty masz głupiego  pomysła, może ty Mrutka chcesz antidotumować przeciw covidu złemu?  Żeby  potem Mrutek mógł do pracy pójść i myszy łapać w fabryce a ty madka i inne koty  będziecie w domu zalegać na moim utrzymaniu?!

Madka usiłuje protestować - No co ty Mruciu, co ty? Mrutek do matki grożąco - Pamiętasz co było kiedy  Pasiak miał dietę bo kastracja miała być? Pamiętasz jak latałaś po osiedlu i się nadzierałaś "Pasiak, Pasiaczek!!!". Żebym ja  tobie  madka nie musiał uświadomić co ci wolno a czego nie. Ty nie wiesz madka że ja buduję odporność?!  Madka do Mrutka spolegliwie i ugodowo - No dobra Mruciu, madka kupi tran i inne witaminki. Nie gniewaj się. Mrutek ze złością na to  - Madka witaminki to ja mam głęboko pod ogonem, miąsa chce, różnistego. Z rybów może być ( ale  lepszych a nie takich jakie ty z babcią jadacie ) i z myszów oraz ptoków. Trzy razy dziennie najmniej. I sernik też chcę zjeść! Sernik jest dobry na odporność! Najlepiej jak polejesz go tranem. Madka wzdycha i gładzi te swoje sześć kilo dwieście gram kota zastanawiając się ile Mruciu może jeszcze przybrać na wadze po serniczku z tranem. A Mruciu zasypia z otwartym pyszczkiem, zaraz zacznie pochrapywać a madka  będzie się zamartwiać czy to aby nie zły wpływ Mrutkowej tuszy na wydolność organizma.

Madka kładzie Mrutiego do wyrka i lezie coby zgarnąć Pasiaka ze stołu, zawyrkować i samej usiąść  przy stole do zwijania kfiotków. Pasiak protestuje i się zapiera. Muam nie ma co walczyć bo  Pasiak już też przekroczył magiczne pięć kilo żywej wagi. No to spokojnie usiłuje tłumaczyć. Muam do Pasiaka - Pasiaczku chodź, pójdziesz ajciu do wyrka  a muam sobie tu usiądzie i pokfiotkuje. Pasiak stosuje metodę na śpiocha, znaczy udaje że śpi i nie słyszy, mimo tego  że mła go dotyka. Muam zaczyna podszczypywać go lekko po tłustym zadku więc Pasiak  wie że udawanie rozespanego na nic. Ziewa i nadawa do mła z wyraźną złością -  Nigdzie nie idę, tu mi dobrze!  Muam  do Pasiaka - Pasiaczku ale leżysz na jedwabiach a one są muam potrzebne.  Pasiak do muam zniecierpliwiony - Pierdu, pierdu, jedwabie są Pasiaka!  Muam wyjaśniająco - Pasiaczku, muam z nich zrobi kfiotki jak prawdziwe, zobaczysz że motylki  do nich przylecą i będziesz mógł polować. Pasiak do muam - To jest dopiero pierdu, pierdu!

Muam do Pasiaka z innej mańki - Pasiak ty się  źle do muam odnosisz, co to jest  za pierdu, pierdu?!  Żebym muam ci tych fabrycznych manier kapciem nie wytłukła z cielska. Czy  muam ma wprowadzić godziny łazienkowe w samotności  których będziesz rozmyślał nad niestosownością  swojego odnoszenia się do niej?! Pasiak ryczy wściekły do mła - To jest prześladowanie. Ja tu odporność buduje, fluidy z jedwabiu  zbieram żeby się wzmocnić i co? Jak się traktuje biednego kota który całe życie się męczył jako bezdomny?  Którego organizm przez tę  bezdomność nadwątlony! Jak ci się nie podobam  muam to sobie pójdę na ten wiatr i mżawkę,  przeziębię się i umrę na płuca. I wtedy pożałujesz muam!  Gorzko! Muam ugodowo - No cicho już Pasiaczku, cicho. Leż sobie na tych jedwabiach. Leż dla zdrowia. Pasiak oczywiście bęc w miejscu i niemal natychmiastowo zapada w drzemkę. Musi, przeca odporność buduje drzemiąc na jedwabnych fluidach.


No tak, wyro zajęte, stół zajęty, co by tu? Mła lezie pod lodówkę i wyciąga dwa jajka. Gryplan jest taki -rozbić, żółtka wydobyć, białka odłożyć na później, cukier z wanilią dodać i kręcić do białości. Potem potraktować jeszcze cytrynowym sokiem. Kryncę, kryncę a tu nagle kole mnie się objawiają dwaj chłopcy. Jacyś tacy wcale nieśpięcy, żywotni i nawet przymilni. Mła stoi a kole jej nóg tańce obcierkowe odchodzą. Mła oznajmia - Żadnych nadziei, kogel - mogel jest dla mła! Z dołu dochodzi - Dej, proszę dej! Mła głuchnie a śpiewy się nasilajo, coby jej głuchotę przebić. Ryki chłopaków zwabiajo dziefczynki. I dopiero wtedy mła się odwija - Idźcie se! Odporność musicie budować.  Koty unisono - Dej, dej!  Mła z jadowitą satysfakcją - Spiendralać koty, madka musi zjeść kogel - mogel! Dla odporności! 


P.S.  Nie przejmujcie się "zagrożeniem ze Wschodu",  Wróżka Edna konsultowała się z siłami wyższymi i zapodała że to przykrywka dla kaszanki.   Jeśli chodzi o o Wróżkę Ednę to ona się napiła grzańca i jej spromilały umysł znalazł rozwiązanie problemu. Przeca ci ludzie nie jado do nas, zrobić im korytarz bo skoro Niemcy w 2015 byli tacy wrażliwi że zamiast realnie pomóc ludziom z Syrii   bombardowanej  przez wspomaganego  przez Rosjan Asada,  kombinowali z tanią siłą roboczą,  to niech płacą swoje rachunki. To jest w końcu dziedzictwo Makreli.  Jak chcą rozwiązać sprawę to niech ją rozwiązują u siebie, przeca Makrela nikogo w Europie o zdanie  nie pytała w 2015 roku.  Jak narzekajo że to  migranckie wycieczki po socjal to niech ten socjal  zlikwidujo, kto im  broni? No i mogo zapłacić żywo kaso za polityczne błędy Makreli w Iraku, innym Afganistanie, lepiej żeby nie Białorusi. Rząd w Berlinie, nie my. A polityczne nasze to  lepiej niech nie grzejo tematu bo jak przegrzejo to się okaże że WOTem to sobie można, wojsko różańcami bojowymi granic nie ochroni a pińnceta nikt dla ochrony nie naszego socjalu  nie będzie poświęcał. I kaszanka wróci groźniejsza  niż  dawniej.

Za ozdóbstwa w dzisiejszym wpisie robią kocie obrazki autorstwa Shozo Ozaki. To japoński artysta tworzący u się w kraju. Mła lubi oglądać jego obrazki, to cóś jak koci portret psychologiczny. W muzyczniku wirtuozi instrumentów klawiszowych.

poniedziałek, 8 listopada 2021

Snujny przegląd wydarzeń - Echo Kompa, Głos Leżanki

O problemach prawdziwych czyli jak cena kaszanki trzeźwi ludziów z oczadzenia covidem złym. Nie ma to jak realny kłopot na  takie na wpół wydumane straszności. Hym...  katalizator w postaci wysokich kosztów życia nagle przyspiesza wyciąganie wniosków wśród ludu naszego, dysonans poznawczy przestaje być dysonansem bo  okazuje się że jasne jest iż któś tu ciemni z to srandemio i że tym ciemniącym są ci którzy takie ceny biednej kaszanki  nam swojo polityko  zafundowali. Kłamali że bandzie dobrze i pińcet plusy będą do końca świata a nawet dzień dłużej a  teraz pińcet nie jest warte pińcet a koniec świata jest już za rogiem. No i nie jest ważne  że pińcet to cóś inszego niż covid zły, dotarło do luda że zarzund to oszusty! A kaszanka groźna i coraz bardziej niedostępna. O ile na Zachodzie stosujo namiętnie z okazji covida złego taktykę przesuwania daty ostatecznego końca srandemi (  już, już za chwileczkę... i niestety kicha ) , co jeszcze jako tako  przy pomocy rozdawania kasy się zarzundom udaje,  o tyle  u nas z powodu braku kasy prawdziwnej a sporej ilości  pustodruków namiętnie serwowanych przez geniusza bankowości, na ruchomy horyzont końca  srandemii prawie nikogo zarzund nie jest w stanie już nabrać. Srandemia zresztą, jak  mła pisała,  się już kończy co widać po szukaniu  przez politycznych nowych, cudownych zagrożeń a także po nagonce na GAFA, czyli  koncerny high tech ( w przeciwieństwie do starej mafii dziewczęta i  chłopcy z GAFA za bardzo  kochali bycie ozdobami mendiów,  błąd Ala Capone - klasyka ).

Obecnie mamy zasłaniankę czyli newsy znad  granicy, na której tak naprawdę nie wiadomo co się dzieje. Mła podejrzewa znając naszych zarzundowych że mieli ochotę na sondaże z wynikami poparcia dla ichnich działań obrończych rzędu 99.9% a tu  wyszło jak zawsze czyli do dupy.  Bałagan się zrobił i teraz nie wiadomo kogo wołać  do sprzątania bo jak światu ujawni tajemnicę Poliszynela , czyli  info do jakiego stopnia zarzund jest durny ( mimo wielkiej konkurencji możemy starać  się o miejsce na podium ), to nici z tego bajania zarzundu o staniu o własnych siłach po podniesieniu się  z kolan,  bo każda i każden zobaczy to co mła widzi od dawna - wstanięty  się chwieje jak napruty, resztek płota ( granicznego ) usiłuje się  trzymać  i za moment przyglebi! Patriotycznie rzecz jasna, zdradzony o świcie! Naród wredny  może  się nie utożsamić z padniętym i zamiast zaryczeć pokrzepiająco  "Nic się nie stało, Polacy nic  się nie stało!" może  popędzić  czym prędzej  po taczki i widły coby hańbę narodową wywieźć i zapomnieć. A to wszystko narodek nasz własnymi rączętami sobie przegłosował, cieszycie się? Pińcety i naste emeryturki się przydały? Indeksacja do dupy i strach zaciążyć  ale za to jest pseudonarodowo i katopolo, ojla, ojla, dana, dana. Boli? Widać musi bo inaczej  do łbów nie wchodzi. Cieszta się, niedługo święto narodowowcowe!

O idiotach zagramanicznych. Hamerykanie  uznali że  ich mesjasz lewicy  jest niemal tak samo durny jak mesjasz prawicy, znaczy jakby remis. Do tej pory w USA było tak że pieniężni wystawiali kandydatów a naród sobie wybierał  i to się nazywało demokracja. Teraz narodu się nie podobie że kandydatów jest właściwie tylko dwóch, że różnią  się pitoleniem a nie tym co robią i że ich program w jednym punkcie jest zawsze zbieżny - pieniężni są solą  hamerykańskiej ziemi w związku z tym są nietykalni jak królowa brytyjska w UK.  Hamerykanie jako społeczeństwo mieli  wielki  szaconek dla pieniężnych, na tym szaconku dla przedsiębiorczości zbudowano ich państwo ale teraz zdawa mła się że mamy do czynienia z wielką zmianą - Hamerykanie właśnie uczą  się  że ich szaconek  do pieniężnych był zbyt wielki.  Będzie  się działo, Złotowłosy ( ryża małpa ) wkarwił wielu, Śpioch robi co może  żeby tyż wkarwić, obie partie lecą w jakieś  skrajności a na scenę zaczynają wychodzić tzw. przypadkowi  ludzie, którzy wcale nie są przypadkowi  i mają tako cechę jak "słabe nasycenie miazmatami  establishmentu". Pierwszym sygnałem chęci wymienienia przez społeczeństwo całej kasty politycznej  na cóś inszego był wybór na najwyższe stanowisko polityczne w USA Wielkiego Czarnego Obywatela a zaraz po nim Ryżego Kretyna ( tzw. macanie na oślep, jakieś  błędne założenie że zadośćuczynieniowa prezydentura  zafundowana mniejszościom rozwiąże wszystkie problemy albo  że multimiliarder będzie bronił bidoków, takie tam próbne delilizmy, które spowodowały  że ostatnio mieli jako zwierzchnika sił zbrojnych faceta któremu zabrali nuklearną walizeczkę ). Teraz Hamerykany się rozochociły i kto wie czy aby im się prawdziwa demokracja nie zamarzy,  tzn. że będą chcieli wybierać sobie kogoś spoza  puli przygotowanej przez pieniężnych. Istna groza postpandemiczna!

Dobra, dość tego niemiłego. W ramach rekompensaty za treść wpisu mła zamieściła obrazki z japońską laką cud urody. W muzyczniku muzyka Ryuichi Sakamoto z filmu "Merry Christmas Mr. Lawrence"


niedziela, 7 listopada 2021

Ponury listopad

Zarząd złożony z kotów i Małgoś - Sąsiadki mało mła w piątek nie zwolnił, polazłam szukać odpowiedniego kurczaka i ich zdaniem zaginęłam w czasoprzestrzeni. Nerwy byli bo tu nienagotowane, nieobrane i przede wszystkim niezjedzone.  Brzydko było na mła paczane i brzydko było mówione o młowej inteligencji ( podobno posiadam tylko resztki takowej ).  Małgoś sprytnie zatkałam biszkoptami,  z kotami poszło gorzej bo co prawda pani prezes zarządu łaskawie robiła czółko ale wiceprezes będący jednocześnie  dyrektorem do spraw wyżywienia usiłował mła poodgryzać palce podczas zadawania paszy. Niby niechcący ale  mła cóś wiceprezesowi nie dowierza, miał to swoje spojrzenie rififi. Madka musiała zwrócić uwagę  wiceprezesa na  godny ubolewania fakt wywracania się krzeseł drzewnianych, kiedy wiceprezes opiera się solidnie o ich oparcie wskakując na krzesełka ze stołu ( ma to miejsce  dopiero od wiceprezesowych pięciu kilo  wzwyż ) . Wiceprezes odpowiedział na to że krzesła są źle skonstruowane a  ta od obrony terytorialnej ( Sztaflik ) to ostatnio z powodu ciężkości dupki nie doleciała na stołek, rzecznik  prasowy zarządu ( Pasiak nieustannie nadający ) wyżera wszystkim z misek i on nie chce wywlekać zbytnio ale specjalistka od spraw kontaktów międzykotnych ( Okularia ) zajmuje  już prawie  1/5 wyra. I że to jest mobbing ze strony madki wobec zarządu takie wydzielanie żarcia. Na wadze nadal wiceprezes ma ponad sześć kilo  więc mła jest nieczuła na argumentację, tym bardziej że nie była przedstawiona na piśmie.

Niedzierlny ranek jeszcze był jaki taki,  chwilami nawet jakby słoneczko wyglądało. Po południu deszczowa dupanda, snujnie i depresyjnie.  Dżizaas wyciągnęła mła wraz z Dorotą na jakieś geo cóś.  Wicie rozumicie, minerały, kamory, biżuteria i insze szkło i ceramika. Mła skusiła się na dwa szkieleciki biednych  jeżowców i tyle. Drogo a tu rachunki czyhają i nie  jest to czas na szaleństwo rozrzutności. Szkieleciki w cenie w miarę przystępnej  więc troszki radości mła ma, znów mła przystąpi  do robienia podkloszowych konstrukcji z pamiątek  po byłych morskich  żyjątkach.  Wyrób jedwabnych  kfiotów idzie mła  jak po grudzie to może czas na przerwę i zrobienie czegoś inszego.  O tym żeby dziś wyleźć  do ogrodu mowy nie było, może pogoda w przyszłym tygodniu będzie mniej listopadowa. Koty zalegli na wyrku po obiadku nad wyraz obfitym ( zdaniem Mrutiego mogłoby być bardziej obficie ) i pochrapują, mła pali w kominku aromaty - olibanum, mirra, bergamota, mandarynka, troszki cynamonu, troszki paczuli i sporo  olejku z bobu tonka. Mła  dodała też mini mini prawdziwego ( znaczy lepszej  jakości ) białego  piżma kupionego  jeszcze w zeszłym roku. Białe  piżmo to twór powstały na  bazie roślinnej, tzw. absolucie ambrette czyli modyfikowanego  destylatu z nasion piżmianu właściwego Abelmoschus moschatus.  To dość wyrazisty zapach więc trza bardzo roztropnie nim w kominku aromaterapeutycznym gospodarować ( jedna kropla na duży kominek to jest zdaniem  mła za  dużo o jakieś  90% ).  Kupując  białe piżmo trzeba się dopytać jakie jest pochodzenie bo często sprzedaje  się syntetyki pod tą nazwą, znaczy cóś nie do końca właściwego do kominka aromaterapeutycznego.  Na razie w chałupie  upojne wonie kominka będą  się mieszać z wonią pieczonych jabłuszek. Cóś nam się mocno z Małgosią chce  słodkiego, mła wymyśliła te jabłuszka coby diabetolog Małgoś jej nie zatłukł za rozpasanie i  nie takie wpisy w książeczce diabetyka. Pieczone jabłuszko samo zdrowie.

Mła w ubiegłym tyźniu  w ogóle miała  szczęście do jabłuszek, oprócz renetopodobnych udało jej się kupić prawdziwe kosztele, takie piegowate i z krótkim ogonkiem. Wicie rozumicie , sakces, bo w dzisiejszych czasach pod nazwami starych odmian kryją  się jakieś zdziwne jabłuszka, które w niczym nie przypominają  jabłek których smak mła pamięta z dzieciństwa. Hym... nie dość że tytówki, smalcówki vel grechoty zaniknęły w ogóle  to jeszcze kosztele nie smakują kosztelami, szare renety rozwalają się w pieczeniu a antonówka przesmażona jest ohydną, kwaskowatą bryją. Podobno i tak mamy dobrze  bo gdzie indziej  na świecie  wszystkie jabłka smakują podobnie i opowieści mła o różnistości jabłuszek  traktowano by jako fantasmagorie starszej pańci.  No bo jabłka dzielo  się tylko na dwa rodzaje - przemysłowe i deserowe. Taa... takie czasy nam nastali że jak człowiek trafi na jabłko odmianowe smakujące w sposób charakterystyczny dla odmiany to aż o tym fakcie wiekopomnym wpisy na blogim zamieszcza. Dobra, teraz do fotek, dziś prawdziwe listopadzianki. Szpagetka, Okularia i Pasiak w wyrze porankujący ( Sztaflisia i  Mrutki uskuteczniali w tym czasie słoneczny patrol w ogrodzie ) oraz Sucha - Żwirowa  po południu ( w mżaweczce paskudnej, zwróćcie uwagę na wrednie zielonego ambrowca ). W muzyczniku ciepłe nutki, takie w sam raz na ponury listopad.