czwartek, 27 stycznia 2022

Rock Gully - skalny wąwóz - ogród RHS Rosemoor

 

Ogrody Rosemoor przecina droga, żeby dostać  się  z terenów nowego ogrodu  do starych założeń trzeba przejść przez  część nazwaną skalnym wąwozem. Taka swoista wersja sunken garden,  zatopionego ogrodu czyli takiego w którym nasadzenia znajdują się poniżej  otaczającego je terenu. Tu wykorzystano wzniesienie po którym biegnie szosa,  na  ścieżce prowadzącej do  tunelu pod szosą ułożono "skalniaczek"  z blisko 500 ton lokalnego kamienia. Prace na tym terenie rozpoczęto w 1995 roku, więc kiedy mła skalniaczek w drugiej dekadzie XXI wieku oglądała był on już dojrzały.  Pomiędzy  solidnymi kamorami  stworzono tzw. kieszenie nasadzeń, które  wypełniono bogatą, zatrzymującą wilgoć mieszanką gleby leśnej. Zważywszy na to że  w pobliżu jest strumyczek i mnóstwo wilgoci stworzono miejsce o specyficznym  mikroklimacie, idealne siedlisko  dla paproci, bambusów i innych cieniolubnych roślin.

Z  każdego  końca wąwozu jest jaśniej,  naświetlenie  pozwala tam  rozwijać się roślinom  takim jak: ciemierniki Helleborus,  trójlisty  Trillium czy turzyce Carex. W centralnej części wąwozu jest  znacznie bardziej cieniście,  to  zdecydowanie chłodniejsze, ciemniejsze środowisko, w którym występują rośliny  takie jak: arizema Arisaema, strobilant Strobilanthes  i obuwiki  Cypripedium.   Ideą założenia było stworzenie ścieżki biegnącej przez opuszczony kamieniołom, z bogatym wyborem roślin rosnących "nieformalnie w sposób naturalistyczny".  Hym... na tyle  na ile  się dało bo przeca jak można było zrobić wodospad to czemu nie poszaleć?  Dźwięk opadających wód  prowadzi  odwiedzających do Ogrodu Lady Anny, gdzie wąwóz przechodzi w małą, zacienioną polankę. Tak to właśnie wygląda. Dla mła skalniak był ciekawy bo na ogół spotka się założenia skalne z roślinami słonecznolubnymi, często takie na pograniczu  alpinarium.


Oczywiście rośnie  tu wiele roślin  które w naszym klimacie  nie mają żadnych szans na zimowanie, przeca  nawet w Albionie  nie wszędzie udają się begonie w gruncie. Na  bambusowe zagajniki też bym raczej nie liczyła, co prawda są entuzjaści uprawy bardziej zimotrwałych gatunków ale nie ma co się oszukiwać, bambusy w gruncie można uprawiać tak żeby cieszyły oczy w najcieplejszych rejonach kraju. Nie posadzimy też  wielu paproci które  dobrze radzą sobie w północnym Devon a pochodzą  z rejonów takich jak południowe stoki Himalajów czy Tajwan. Wicie rozumicie, klimat niesie ze sobą ograniczenia których się po prostu nie przeskoczy. Skalny wąwóz nie jest jednak porastany przez same  egzoty, rosną tu też gatunki które spokojnie poradzą sobie w naszym klimacie.  Niektóre jak im podpasi miejsce mogą uchodzić  nawet  za ścierwki ogrodowe czyli rośliny ekspansywne.

Niektóre z roślin posadzonych s skalnym wąwozie  a spokojnie dających sobie radę u nas, mła zaskoczyły.  Mła na ten przykład nie spodziewała  się białokorych brzóz na skalniaku.  Po czasie jednak  do niej  dotarło, wokół mnóstwo wilgoci a brzozy himalajskie jak sama nazwa wskazuje pochodzą z gór i mogą spokojnie egzystować tam gdzie dużo skał. To raczej nizinny teren nie jest dla nich tym właściwym. Ot, przyzwyczajenie ogrodnicze, człek po prostu widzi brzózki  posadzone na płaskim a w roli drzewa  ocieniającego skalniak one go zaskakują, choć tak po prawdzie to nie powinny.  Jako drzewa ocieniające założenia  paprotne czy tam insze  cieniolubne i u nas spokojnie można uprawiać magnolię  Siebolda czy stewarcje kameliowate a w zimniejszych rejonach kraju  stewarcje koreańskie.

Oprócz paproci porastających  co się da w  wąwozie  jest cała kolekcja epimediów, kopytników, tiarellek i innych cieniolubów, których na ogół nie kojarzymy ze skalniakami.  Mła się jednak przyzna że głównie interesowały ją paprocie, szczególnie była zauroczona odmianą wietlicy 'Ghost', która w wąwozie miała ze dwa eksponowane stanowiska. Rośnie tam też sporo rodków, mła przypuszcza że wiosenna porą wąwóz wprost się jarzy coolorami.  Jak się do tego doda te stada wilgotnolubnych cebulaczków wiosennych to zdaje się że wiosenna odsłona  tego miejsca w Rosemoor  też  jest warta zobaczenia.  Wąwóz  nie jest jakoś  specjalnie długi czy nadzwyczaj rarytetnie obsadzony a jednak jest takim miejscem do którego kiedy wspominam Rosemoor moje myśli często biegną. Pewnie dlatego że został wymyślony po to by przykryć industrializację tego miejsca. Hym... cóś jak wypasiony kuzyn Alcatrazu.

wtorek, 25 stycznia 2022

Codziennik - takie tam zwyczajności domowe, wszystkiego po troszku

Mła  postanowiła Wam dać odpocząć od politycznych, szczególnie naszych  bo ich durnota  dosięga  szczytów himalajskich, tzw. polski himalaizm  - pono majo sprawdzać  czy prawo do sądu jest zgodne z polsko Konstytucjo, mła się zaczyna pod ichnim wpływem zastanawiać czy oddychanie jest z nio zgodne?  Ech...Kociambry niedobre więc zdrowe.  Mła jest bliska wyrwania tej drugiej tylnej łapki która  się Szpagetce  została. No niedobroć w pokoju Cioci Dany  i Azy jest kontynuowana, wredny Szpageton ma za nic pouczania mła, na młowe wrzaski reaguje własnymi wrzaskami, znaczy  pyskuje. Na bezczela. Mła musi cóś zrobić bo inaczej jej "salon" zamieni się w wielko kuwetę. Jakby  było mało Szpagetka i Mruciu zaczęli wojnę, bynajmniej  nie cichą,  o to kto jest najważniejszym kotem w domu.  Reszta kotów się przygląda i nie kibicuje żadnej ze stron coby nie oberwać od drugiej. Najmniejsza kota i największy kot toczo boje, Szpagteka jest zasiadana a Mrutek jest podrapany i pogryziony. Napady Mrutka są nagłe, niby takie rabladorowanie ale Szpagetka się nie nabiera i  zaczęła go gryźć na poważnie tymi swoimi pokrzywionymi ząbkami. Mrutek ma takie podrapki jakby z jakim samcem walczył a sława pazura i krzywego ząbka Szpagetki  niesie się szeroko, znaczy wystarczy że Szpageton  na wyrko wlezie i nieprzyjaźnie skrzeknie a koty  mykajo. Wracajo do wyrka dopiero kiedy Szpagetka przyśnie. 

Mrutek klęski zadane przez Szpagetkę odbija sobie na inszych, szczególnie lubi  robić napady  na Okularię, która ma dużą powierzchnię i jest co obejmować i na kim zasiadać.  Może i dobrze że  akurat na nią napada bo Okularia traktuje te jego naskoki jako rodzaj dziwnej gry wstępnej, jest miła  dla Mrutka znaczy uznała że perwers i w jej katalogu zdobyczy taki kocur winien  figurować. Gorzej kiedy Mruciu atakuje Sztaflika i Pasiaka - kłaki leco, bo ani Wojownicza  Księżniczka ani Księciunio nie pozwolo żeby ich Carewicz traktował zębem, a już perwersyjne traktowanie zębem to odpada, zwłaszcza w wypadku Sztaflika. Mła z powodu  tych bijatyk i niecnego zakuwetowania Szpagutkowskiej  jest nieco swoimi kotami zmęczona. Zagroziłam im że jeżeli nadal tak się będą zachowywały i sprawiały że mła się będzie czuła jej kelnerka na bankiecie życia  kotów  to pojado  na kolonie do Justynowa  albo innych Drzewocin, gdzie przez miesiąc będą robić za koty podwórkowe.  Oczywiście chciały jechać od razu.

Końcówka stycznia jakoś mła  optymistycznie nie nastraja, niby mrozy nie grożą, wiosna coraz  bliżej ale mła taka martwiąca się. Znajome kociambry słabują, madki i  i łojce  się martwio  a to zawsze jest dla mła dołujące. Finansowo tyż tak sobie co nie znaczy że mła  nie uskuteczniała  pocieszycielstwa, mła sobie nabyła za całe 14.99 cóś pięknego - sukinkulenta mix, który wydawa się mła ferokaktusem. Mła go wstępnie zaliczyła do gatunku Ferocactus emoryi ale to tak bardzo wstępnie.  Mła będzie musiała cierniom dokładniej  się przyjrzeć bo równie dobrze może to być Ferocactus latispinus czy jaki Ferocactus viridescens, choć na tego ostatniego bym kasy nie postawiła. Mój nowy nabytek nie jest może tak widowiskowy jak Ferocactus stainesii ale ma za to pozaginane ciernie. Doniczkę do kaktusowej nówki mła ma upatrzoną, a jakże,  ale zakup  to uskuteczni dopiero w przyszłym miesiącu i to jak dobrze pójdzie bo doniczka kosztuje prawie dwa razy  tyle co kaktus, co jest tzw. okolicznościo zniechęcająco. Niby sklep z chińszczyzno albo inno hinduskościo ale ceny takie pierwszoświatowe jak dla mła. Może mła uda się znaleźć cóś tańszego a równie miłego dla oka i dopasowanego do kaktusego. Mła pokłada spore nadzieje w zbliżającym się końcu srandemii, w końcu ruszą się może małe ryneczki  "ze wszystkim". Miejmy tylko nadzieję że inflacja  nie zaatakuje ich za bardzo.

A teraz co do lektur, mła dalej międli manifest Unabombera. Niektóre  rzeczy albo rozśmieszająco albo przerażająco aktualne:  "A zatem, nauka kroczy przed siebie na ślepo, nie oglądając się ani na dobrobyt ludzkości, ani na żadne inne kryterium moralne, będzie posłuszna jedynie psychicznym potrzebom naukowców oraz rządowych urzędników i członków zarządu korporacji, którzy łożą pieniądze na badania.". Niektóre są tak w punkt że mła się zastanawia czy  Ted nie miał w sobie cóś z Edny, choć z drugiej strony może po prostu bardziej uważnie niż inni  przyglądał się amerykańskiemu społeczeństwu ponad trzydzieści lat temu i widział w jakim to pójdzie kierunku - "Pod pewnymi względami współczesne społeczeństwo jest wyjątkowo liberalne. W kwestiach niezwiązanych z działaniem systemu możemy generalnie robić to, na co tylko mamy ochotę. Możemy wierzyć w jakąkolwiek religię chcemy ( pod warunkiem, że nie zachęca do działań stanowiących zagrożenie dla systemu). Możemy iść do łóżka z kimkolwiek chcemy ( pod warunkiem, że uprawiamy "bezpieczny seks"  ). Możemy robić cokolwiek nam się podoba, dopóki jest to NIEISTOTNE. Natomiast we wszystkich ISTOTNYCH kwestiach system dąży do coraz szerszej regulacji naszych zachowań."  Mła o tyle nie zgadza się z Tedem że uważa   iż  tak  było od zawsze, wszystko co nie godziło w system było dozwolone, Ted jeno  opisał pozorną liberalizację i wciskanie nam kitu że to jest wszystko co możemy w dziedzinie  wolności osiągnąć.  Pozorną liberalizację bo  jest jej tyle ile w stanie jest znieść system. Nie jest to zatem coś  co umożliwia to co on  nazywa przejściem  przez tzw. proces władzy,   przejściem  przez proces sprawczości, tylko jest  poruszaniem się wewnątrz systemu który w sprawach istotnych  nas  z poczucia sprawowania władzy obrabowuje, z czego część ludzi zdawa sobie sprawę, co z kolei wywołuje ich frustrację.   I cóś jeszcze dokładniej wpisującego się  w teraźniejszość a co zdaniem  mła  miało miejsce od zawsze tylko większość z nas tego nie dostrzegała: "Nasze zachowanie jest regulowanie nie tylko przez jawne zasady i przez rząd. Kontrola jest często sprawowana przez organizacje niebędące rządem, lub przez system, jako całość poprzez przymus pośredni, naciski psychologiczne i manipulację. Większość wielkich organizacji stosuje jakąś formę propagandy w celu zmanipulowania postaw i zachowań społecznych. Propaganda nie ogranicza się do reklam, a czasem nie jest nawet świadomie zamierzona.". 

No a teraz z grubej rury: " Technologiczne społeczeństwo nie może zostać rozbite na małe, niezależne społeczności, ponieważ produkcja polega na współpracy pomiędzy wielką liczbą ludzi i maszyn. Takie społeczeństwo MUSI być wysoce zorganizowane i MUSZĄ być podejmowane decyzje, które będą dotykać bardzo dużej ilości ludzi. Kiedy decyzje dotykają powiedzmy, miliona ludzi, to wtedy każda dotknięta tą decyzją jednostka, ma średnio, tylko jedną milionową wkładu w podjęcie tej decyzji. W praktyce często dzieje się tak, że decyzje są podejmowane przez urzędników państwowych albo zarząd korporacji lub przez ekspertów technicznych, lecz nawet, kiedy dochodzi do głosowania to liczba głosujących jest zwykle tak duża, że głos jednostki myślącej inaczej będzie nieznaczący.  A zatem większość jednostek nie jest w stanie wymiernie wpłynąć na główne decyzje, które dotyczą ich życia. Nie da się temu zaradzić w technologicznie zaawansowanym społeczeństwie. System próbuje "rozwiązać" ten problem używając propagandy, aby ludzie CHCIELI decyzji, które zostały za nich podjęte, lecz nawet, jeśli to "rozwiązanie" byłoby w pełni efektywne w polepszaniu zadowolenia ludzi to i tak byłoby to poniżające."  Taa... nic dodać nic ująć, w punkt i sedno, boleśnie i prawdziwie - składamy wolność na ołtarzu technologii i jeszcze nie jesteśmy w fazie kiedy większość z nas będzie tego świadoma. "Jeśli myślisz, że wielki rząd ZBYT MOCNO wkracza w twoje życie, to poczekaj, aż zacznie regulować skład genetyczny twoich dzieci. Takie regulacje nieuchronnie nastąpią po rozpoczęciu prowadzenia inżynierii genetycznej na istotach ludzkich, ponieważ konsekwencje nieuregulowanej inżynierii genetycznej byłyby koszmarne." I bardzo pesymistycznie, przynajmniej dla mła pesymistycznie: " Jedyny kodeks prawdziwie broniący wolności musiałby CAŁKOWICIE zabraniać inżynierii genetycznej istot ludzkich, jednak z całą pewnością taki kodeks nie zostanie zastosowany w społeczeństwie technologicznym."

Tera będzie ednizm na całego, niestety poparty znajomościo natury ludzkiej jak i historii rozwoju technologii: "System jest obecnie w stanie desperackiej walki, aby pokonać pewne problemy, które zagrażają jego przetrwaniu, z których problemy związane z ludzkim zachowaniem są najbardziej istotne. Jeśli systemowi uda się osiągnąć wystarczająco szybko odpowiednią kontrolę nad ludzkim zachowaniem, to prawdopodobnie przetrwa. W innym przypadku upadnie. My uważamy, że ta kwestia zostanie rozwiązana w przeciągu następnych kilku dekadach, powiedzmy od 40 do 100 lat. Technofile są beznadziejnie naiwni ( albo sami się oszukują ) w swym zrozumieniu dla problemów społecznych. Są nieświadomi ( albo wolą ignorować ) fakt, że gdy wielkie zmiany, nawet te wydające się być korzystnymi, są wprowadzane do społeczeństwa, to prowadzi to do długiego ciągu innych zmian, z których większość jest niemożliwa do przewidzenia. Wynikiem jest rozłam społeczeństwa. Więc jest to wysoce prawdopodobne, że próbując zakończyć ubóstwo i choroby i tak dalej, to technofile stworzą potwornie problematyczne systemy społeczne, nawet bardziej niż te obecne." Próbka już jest: "...społeczeństwo technologiczne, aby prawidłowo funkcjonować, MUSI osłabić więzy rodzinne i lokalne wspólnoty. We współczesnym społeczeństwie jednostka musi być wierna w pierwszej kolejności systemowi, zaś drobnym wspólnotom dopiero na drugim miejscu." I dalej w ten deseń "Dziś dla wielu ludzi większą wartość ma to, co system może zrobić ZA nich lub Dla nich, niż to, co sami mogą zrobić dla siebie." Zdaniem mła na końcu tego usystemowienia człowieka stoi  powszechny brak kreatywności i upadek cywilizacji.

Jak widzicie  nawet w lekturze anarchisty człowiek znajdzie cóś dla mózgu. Mła ostatnio nie tylko czyta ale i  wróciła do oglądania fabuł. W planach ma  "Amonit" polecany przez Kocurrka i obejrzała polecono jej przez Repcię tragikomedię rodem z Bałkanów pod tytułem "Szara ciężarówka w kolorze czerwonym". Bałkany w całej krasie, nie tak odjechane  jak u Kusturicy ale tyż dobre  i jak to się określa wiele mówiące. U mła radochę wywołał pop argumentujący potrzebę pokoju kałachem. Muzycznie mła słucha różności, z Wami postanowiłam się podzielić muzyką niespecjalnie popularną  a piękną. Henry Purcell jest u  nas bardzo  mało znanym  kompozytorem  a szkoda. Co do fotek - mła chciała ambitnie cóś sfocić ale światło jest takie że wszystko wychodzi w tzw. półcoolorze więc mła postanowiła sięgnąć do  fotek inszych. Dziś będzie prawdziwa egzotyka sprzed ponad wieku. Panie orientalne jak należy, znaczy damy od  Turcji do Maroka obfocone. Tak do końca to mła nie jest przekonana że to damy, islamskie damy raczej od obiektywu  uciekały, chyba że bardzo były wyzwolone. Jak widzicie mła się cni  za światem w którym się podróżowało daleko hen i to bez grzebania paciorem w nosie, powodującym tako infekcje zatok że laryngologi majo mnóstwo roboty.


niedziela, 23 stycznia 2022

Wieści ze świata - mła paczy i słucha żebyście Wy nie musieli.

Cytacik - " Gorsze od samej epidemii okazały się dla mieszkańców getta zarządzenia przeciwepidemiczne narzucane przez okupanta. Nie przynosiły one żadnych pozytywnych rezultatów, doprowadzały wręcz do rozprzestrzeniania się choroby. Szczególnie niebezpieczne były paradoksalnie wymuszane odgórnie dezynfekcje, podczas których używano siarki, która nie zabijała wszy. Podczas takich akcji wyrzucano ludzi z mieszkania i dokonywano rabunku, po czym niszczono nie tylko cały dobytek rodzin, ale także zabierano im dach nad głową. Inną zmorą Żydów były obowiązkowe, zbiorowe kąpiele odbywające się w pięciu kąpieliskach getta. W ich trakcie dochodziło także do perfidnego rabunku prywatnego dobytku.(...) Bardzo często, zarówno w przypadku dezynfekcji, jak i przymusowych kąpieli dochodziło do wymuszania pieniędzy od bogatych za zwolnienie ich mieszkań od tego typu "działań sanitarnych" albo do wręczania pracownikom kolumn dezynfekujących lub zakładów kąpielowych łapówek, byle tylko wydali odpowiednie zaświadczenia. Zazwyczaj kończyło się na tym, że ci, co mieli się kąpać, niestety nie robili tego, a insekty roznoszące chorobę dalej panoszyły się na każdym kroku." Tego typu  porównań cóś cinżko uniknąć, nie są popularne i mile widziane w państwach, których obywatele z racji historii swojego kraju  mogą być  śmiało posądzani o totalitarne ciągoty. Wyhodowanie "dobrego Niemca", który ruszył nieść płomień cywilizacji zajęło niecałe sześć lat. Obecnie w Niemczech jak i Austrii trwa masowe pranie mózgów i choć  idzie ono w niektórych rejonach opornie  to jednakże pranie trwa. Co śmieszniejsze bardziej niemieccy czyli podatni na pranie niż rodowici Niemcy są imigranci starszej daty. Cóż, znana to sprawa, neofici wierzo najmocniej.

 W Austrii, Francji, Grecji zarzundy muszo mieć bardzo  dużo za uszami bo jednak decydują się na  "obowiązek" szczepień. Cholera wie  czy to wejdzie i z jakimi skutkami ale mła  przypuszcza że w tle są bardzo niefajne sprawy, które nie mogo ujrzeć światła. Mła ma nadzieję na jedno - że  proporcjonalnie do nacisków obecnie wywieranych na ludzi,  łamiących prawo spotka kara.  Oby nie taka jaką wymierza ulica, mła się wydawa że ta granica za którą "już nikt nie rządzi"  jest bardzo bliska, kiedy cierpliwość  społeczna się wyczerpie to nie będzie co zbierać bo w ludziach się gotuje i to tak  że nawet hojnie opłacane sondażownie nie są w stanie przykryć  rozczarowania  ludzi postawą władz podczas pandemii. Żadnych obróżek  jak dla exprezydenta Francji, normalne pierdlowanie się należy. Kocnernowi zdawa się przestraszyli się działań politycznych  bo hamujo ich jak  mogo - zarówno  the Bill jak i ostatnio pan od  Pfizera, ale polityczne oślepły - oni nie majo zaplecza jak pieniężni,  skompromitujo się i wylatujo a coraz wincyj głosów jest za tym żeby za pewne decyzje po prostu zapłacili sami. Mła myśli tak sobie że  po radzie mendycznej zaraz będzie  ucieczka szczurów z mynisterstwa. ...To mła pisała w piątek a tu boom i wieczorno poro dowiedziała się że z mynisterstwa odszedł był pan wicemynister odpowiedzialny za onkologię. Taa... Edna odnotowuje  rekordy jeśli chodzi o sprawdzalność wróżb, jeszcze nie zdążyła opublikować a tu spodziewana niespodziewanka. Ludek nasz prosty łączy odejście rady  mend ycznej ze  zniknięciem tele - porady, bardziej znanej  jako  tele - zagłada,  dla grupy 60+, którą co rozsądniejsi medyczni  uznają za przyczynę 80% zgonów na covid - 19. Ciekawe kiedy jednak zarzundowe   dojdo do bezcelowości szczepienia ludzi 60+, których system immunologiczny jest "sprawny inaczej". 

Teraz mła napisze co sądzi o sprawie  ukraińsko - rosyjskiej.  Mła dojrzała wzór po wczorajszej rozmowie z Tatusiem.  Pojawiajo się nowe badania na temat czepień i choć tak jak w przypadku pierwszych doniesień na temat powikłań poczepiennych dających  kopa w serce usiłuje się wszelkimi sposobami opóźnić recenzje, publikacje i dyskusje to i tak to wylezie. Kto mieczem wojuje od miecza ginie, internet jest bronio obosieczną. Faza wyparcia się u ludziów kończy. W związku z tym kluczowo sprawo jest niedopuszczenie do zbyt wczesnego wylewu info, czy nie daj boszsz... jakichś dyskusji i istnieje pilna poczeba zajęcia myśli ludzi inszym tematem, najlepszym jest bezpieczeństwo bo tylko ono może konkurować ze zdrówkiem własnym i obawą o nie. Mła łączy kropki i jest dla niej jasne że tzw. kryzys ukraiński a zaraz potem najprawdopodobniej kryzys tajwański będzie miał za zadanie przykryć "wychodzenie z pandemii" ze statystykami które tak napawajo grozą osoby poddane potrójnej wakcynacji, takie jak mój Tatuś ( zaczął  śledzić statystyki, czego przedtem nie robił ). Kryzys ekologiczny nie wypalił, to już było widać w Glasgow - ludzie zaczęli odróżniać akwizytorów koncernów ubranych na zielono od Zielonych ( mła ma wrażenie że zarzundy zielonych w Reichu nieco otrzeźwio zwolenników tego ruchu ucharakteryzowanego na proekologiczny ). Wojna ma nas teraz w Europie zająć i uniemożliwić zadawanie pytań, zero dyskusji covidowych. Wicie rozumicie, kryzys goni kryzys. Wujek Wowa dostanie Donbas i jeszcze mu łba w domu nie urżno a my unikniemy kłopotów i będziemy z nim walczyli o samostijno Ukrainę, którą i tak wszyscy majo w dupie, nie wyłączając sporej części Ukraińców. Rozmówko wstępno i dogadaniem były akcje kazachstańskie, przy czym to Erdogan którego powoli ma dość zarówno Zachód jak i Rosjanie obszedł się smakiem. Niemieckie kłopoty muszo być naprawdę poważne ( znacznie poważniejsze niż te w innych totalitaryzujących się krajach ), znikąd się nie wzięła paniczna ucieczka do przodu i pomysł na jak najszybszą federalizację Europy w stylu, którego nie chcą nawet najwięksi zwolennicy takowej. Po za tym z ONZ wyciągnęli pomocną dłoń do Makreli co wskazuje na nieziemski wręcz smród, który grozi całej klasie politycznych, a może i nie tylko ich klasie.


Fotki ozdabiające dzisiejszy wpis ( mła się bezczelnie przyznawa że nie dotarła, ba, nawet nie próbowała dotrzeć bo sprzęt się zbiesił, do autorów tych świetnych, oddających istotę babcizmu fot ) to  zdjątka Babć z ich Kotami. W muzyczniku mła oddaje co cza zmarłej dziś Barbarze Kraftównie ( "Panie Gustlik, ja mam w sobie dalej gorąc" ). Głos drżący jak cytra i to coś, co sprawiało że w człowieka wstępowała nadzieja, humor mu się polepszał.

piątek, 21 stycznia 2022

Dwie Różanki - ogród RHS w Rosemoor

Ogród RHS w Rosemoore słynie z dwóch  ogrodów różanych - Ogrodu Różanego Królowej Matki, w którym znajdują się nowoczesne róże, oraz Ogrodu Różanych Krzewów, który jest obsadzony starymi odmianami róż,  nazywanymi różami historycznymi ( kto chce o różach   poczytać odsyłam do wpisów różankowych znajdujących się w katalogu Zielenina ). Ogrody Różane były pierwszymi nasadzeniami w Ogrodzie Formalnym i początkowo były postrzegane jako poligon doświadczalny  dla ogrodników z West Country, którzy chcieli uprawiać różane krzewy. Bo tak po prawdzie to klimat południowo - zachodniej Anglii nie  uchodził za najlepszy do uprawy  róż.  Przez długi czas uważano  że róże się tu nie sprawdzają , gdyż błyskawicznie podłapują choroby  grzybowe. Jednakże  z czasem zauważono że sporo róż radzi sobie  dobrze w tych warunkach, ba, niektóre odmiany są jakby stworzone  dla ciepłego, wilgotnego klimatowi Devon. Różanym krzewom sprzyja też brak  zanieczyszczenia powietrza wiejskich okolic. Oczywiście nie należy tu sadzić odmian podatnych   na choroby takie jak czarna plamistość ale sporo różanych  hardcorów daje sobie tu świetnie radę, osiągając niespotykane  gdzie indziej  rozmiary i produkując  kwiaty bardzo wysokiej jakości. W obu różankach w Rosemoor  rosną takie właśnie hardcorowe  odmiany,  odporne na choroby, wzrostu silnego  i kwitnące długo a wytrwale.

Mła się od razu do czegóś przyzna, mła wcale nie zachwycił ogród Ogród Różany Królowej Matki z kolekcją mieszańców herbatnich i floribund. Bardzo sztywny, z małą ilością roślin towarzyszących. Niby jest poprawnie ale za serce nie chwyta i oczu nie ciągnie. Co gorsza - prawie nie pachnie. Róże same w sobie i owszem,  urodne, ale tą typowo wazonową urodą  róż powstałych w drugiej połowie XX wieku. Wicie rozumicie to nie było nic na czym mła chciałaby zawiesić oko. Tak po prawdzie to rzeczywiście bardziej przypominało ogródek  doświadczalny, czyli poletka testowe dla róż nowoczesnych mających rosnąć w Devon i pobliskich hrabstwach niż prawdziwy, różany ogród. Zdjęć z tego Różanego Ogrodu Królowej Matki mła ma niewiele i  cóś one nie zachwycajo. Natomiast ogród Różanych Krzewów to jest całkiem inna bajka, prawdziwa różanka  obsadzona starymi różami, takimi  jak róże z grup  Alba, Damasceńskich, Mchowych  i Gallicyjskich.  Wspierane są te stare odmiany nowoczesnymi różami krzewiastymi, szczególnie  różami Austina, zwanymi różami angielskimi. No i rosną te urocze krzewy w niemniej uroczym towarzystwie, takim podkreślającym ich urodę i stanowiącym w czasie przerwy w kwitnieniach tło  którym można się nacieszyć. W sezonie wiosennym kwitną tu szafirki Muscari, narcyzy Narcissus i kamasje Camassia.


Latem szczególnie uroczym tłem dla różanych krzewów  są powojniki sadzone wśród róż pnących, przedłużające sezon wystawowy odmian raz kwitnących. Inne nasadzenia to jarzmianka Astrantia, całe łany czyśćca bizantyńskiego Stachys byzantina, przywrotnik miękki z angielska zwany lady's mantle Alchemilla mollis  po całości, różniste  bodziszki Geranium i  kocimiętka Nepeta. Z roślin dwuletnich uprawiają tam na masową skalę śliczną firletkę kwiecistą vel wieńcową Lychnis coronaria w odmianie 'Alba' kwitnącej biało różowymi kwiatami. U nas przeważnie można firletkę wieńcową  dostać kwitnącą w kolorze ostrego różu, znaczy typowy gatunek. Ta biało kwitnąca zrobiła na mła olbrzymie wrażenie, świetnie  pasowała do pastelowych róż i do czyśćców. Firletka to od dawna uprawiana roślina  ( w Polsce przynajmniej  od  500 lat ). Dawniej przypisywano jej magiczne właściwości, szczególnie  miała chronić przed pajęczymi jadami - "Gdyby się jej niedźwiadek ... ( znaczy skorpion )... dotknął wszystek jad w nim umartwia, tak że nigdy żadnemu szkodzić nie może" tak o tej roślinie pisał w "Zielniku" Szymon Syreński żyjący w latach 1540-1611, słynny polski lekarz i botanik. Mła sobie  obiecała zakup nasionków ale z paczki co miała zawierać nasionka biało kwitnącej  firletki wylazły roślinki kwitnące wściekle różowymi kwiatami i zdawa  się  że  bardziej pewne jest zakupienie kwitnącej rośliny i poczekanie na to aż się wysieje.  Mła tak sobie od lat obiecuje ale zawsze cóś. Żywcem jeszcze firletki kwiecistej 'Alba' nie spotkała a jak policzyć zakup netowy z transportem to wcale tak tanio nie wychodzi. 

 

Jak widzicie na tzw. załączonych obrazkach czasem trudno się zorientować czy byliny i rośliny dwuletnie towarzyszą różom  czy też to róże  towarzyszą bylinom i roślinom dwuletnim. Mła ten sposób sadzenia bardzo się podoba, ogród jest bujny, pełen roślin różnych pokrojów  a więc i kontrastów. W tych nasadzeniach nie ma nudy i sztywności "poprawnych" różanek w których róże, róże  i tylko róże a nuda wyziera z każdego kąta. Takie nasadzenia z różami w roli przewodniej ale w licznym towarzystwie wydają się mła najciekawszą formą różanki.  Jest to uroczo przetworzone założenie różanego ogrodu w Sissinghurst Castle,  gdzie Vita Sackville-West stworzyła to co dziś nazywamy english rose garden. Taki ogród oczywiście  wymaga "prawdziwych" różanych krzewów, jeżeli ktoś chce sadzić w takiej różance nowoczesne mieszańce herbatnie to naprawdę musi umieć je przycinać i formować oraz starannie wybierać odmiany które dobrze się krzewią. 

W przeciwieństwie do Ogrodu Różanego Królowej Matki różanka obsadzona starymi odmianami wonieje z daleka.  Mamelon i mła najsampierw różankę wyczuły a to za sprawą niby delikatnej ale jednak przenikliwej woni  róż Alba, cudnej urody odmiana 'Félicité Parmentier'  tak dawała czadu. Nie było specjalnie ciepło, w powietrzu mnóstwo wilgoci a zapach się niósł  taki że nie sposób było ominąć różanki, szło się do niej na czuja. Oczywiście jeden krzoczek takiego zapachu by  nie wyprodukował ale solidna grupa krzewów zasnuła zapachem cały różany ogród. Mła postanowiła sobie wówczas że nie ma zmiłuj, we własnym ogrodzie też tę odmianę róż posadzi. No i mła posadziła, niestety moim krzewom cóś daleko do monstrualnych krzoków z Devon, nie to że moje egzemplarze 'Félicité Parmentier'  absolutna słabizna i oka nie ma na czym zawiesić. Jednakże mła ma ciągle przed oczami tamte wypasione róże obsypane kwiatami, obłędnie pachnące.

No i to by było na tyle jeśli chodzi o wspominki z różanych ogrodów w Rosemoor.  Mam nadzieję że troszki  Was w ten śnieżny czas dopieściłam  coolorami. Co prawda zapachu nie mogę Wam przez ekran przesłać ale wyobraźcie sobie różne wonie różanych kwiatów ( każda grupa róż nieco inaczej pachnie ) zmieszane z łąkowa wonią  bodziszków i przywrotnika, czy dziwną nutą zapachową kocimiętki. Mła sobie ściągnęła z ogródka Różanych  Krzewów pomysł na łączenie róż z czyśćcem bizantyńskim, od siebie dodała troszki szałwii omszonej  bo niestety kocimiętka w jej wypadku ze względów oczywistych odpada ( czułej pamięci Laluś wygrzebywał nawet korzonki coby się w nich tarzać i nie miały znaczenia wszelkie zapewnienia szkółkarzy że ta  kocimiętka to na pewno nie wabi bo olejków w niej mało ). Młowe  sadzenie róż wiele zyskało dzięki tym odwiedzinom w Rosemoor.