niedziela, 1 listopada 2015

Chryzantemy udomowione

W zeszłym roku pisałam o "ucmentarnieniu" chryzantem (  Nadchodzi listopad i  Chryzantemy wyzwolone ( z cmentarnych okowów ) ), w tym roku napiszę o chryzantemach udomowionych, znaczy zaproszonych do wazonu. Bukiet chryzantemowy mało profesjonalny, florystki i floryści pewnie zgrzytają zębami ale co tam - stoją w tym wazonie ( bynajmniej nie kryształowym, he, he ), gorzko pachną i cieszą oczy. Wielkokwiatowe chryzantemy to tzw. wysorty. Kwiaty niezbyt wielkie, pędy za to kilometrowe - sprzedający nie mógł za takiego wysorta zaśpiewać normalnej ceny. Rzuciłam się jak kot na szperkę na te w odcieniach fioletu ( coś mnie w tym roku  w fiolety rzucało ) - staromodne, z lekka spłaszczone kwiaty o dość szerokich płatkach. Taka klasyka chryzantemowa. Udało mi się też kupić chryzantemę zachwalaną jako "prawdziwie japońska". Hym....tego..... nie wiem dlaczego klasycznie zbudowana chryzantema jest mniej japońska niż "prawdziwa japońska". Kiku, tak po japońsku nazywa się chryzantema, jest hodowana w Japonii  w tylu odmianach że trudno ustalić który typ jest najbardziej japoński. Moja "prawdziwie japońska" ma cieniutkie, jakby zwinięte w rurki płateczki, przekształcone na końcach w maleńkie łyżeczki. Rzeczywiście wygląd dość egzotyczny, śmiem jednak wątpić że to jedyny "prawdziwe japoński" typ chryzantemy. No cóż, za "prawdziwość" musiałam dołożyć złotówkę, he, he.  Do towarzystwa wielkokwiatowcom dołożyłam mniejsze chryzantemki, zwane dąbkami vel dębkami. Od Alcatrazu do bukietu dodałam owoce róż i pęd bluszczu, Alcatraz nie zubożał , za to bukiet się wzbogacił ( bez tych alcatrazowych dodatków bukiecisko prezentowało się nieco monotonnie ). W sumie kfioty kosztowały około dziesięciu złotych a tyle radochy jakbym  wiąchę z egzotów za setki złociszy układała. W dodatku chryzantemki długo stoją. W ramach bonusa macie widok na niewyprasowany obrus, he, he.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz