sobota, 16 lipca 2016

Bzyk, bzyk, bzyk! - chwila uważności

Wśród lawendowych kwiatów, w okolicach jeżówek, mikołajków, przetacznikowców czy zwyczajnych ostów słychać bzyk, bzyk, bzyk. W tym roku pszczoły i trzmiele nawiedzają Alcatraz  jak turyści  wybrzeże, towarzystwo masowo brzęczy. Koty szczęśliwie jak do tej pory ignorują pszczelo - trzmielowe obloty, co tam bzykania jak tu motyle interesująco trzepoczą skrzydłami. Motyli zresztą  w tym roku też sporawo, choć ich ilość porównywalna z zeszłoroczną. Natomiast pszczół i  trzmieli jest w tym roku  zdecydowanie więcej. Może łagodna zima, może zero ostrej chemii w ogrodzie, może więcej kwitnień zwabiających słodyczą pyłków czy nektaru - nie wiem do końca jaka jest przyczyna tego radosnego używania Alcatrazu przez te miłe błonkoskrzydłe ( szerszenie, osy i muchy to są te niemiłe ). Dociekać nie będę, co mi tam - grunt że są i czynią ogród żyjącym. Na rabatach jest  miło ale prawdziwe owadzie życie toczy się gdzieś indziej.










Po przygotowaniach  kulinarnych, które musiałam uskutecznić ( niechętnie ) z powodów rodzinnych, zostało mi jeszcze tyle czasu że  mogłam  wyskoczyć do  ogrodu. W planach miałam  pozbywanie się chynszorów z części Alcatrazu, szykowałam się na osty i inne samosiejstwa zanim zaczną produkować nasiona w dużej  ilości. Wlazłam w gąszcz i poczułam się jak ten komornik mający wykonać  egzekucję na rodzinie wielodzietnej ciężko przez los doświadczonej. Cholera, wokół mnie bzyczy i furczy, odgłosy przeróżne unoszą się nad trawami.  Sex, drugs and rock and roll, życie na całego na dzikawym fragmencie, jakieś  podejrzane larewki, dorosłe osobniki, sterane życiem, wyschłe owadzie mumie - wszystko na  góra dwudziestu metrach kwadratowych. Stałam jak ten głupek wioskowy dzierżąc  w łapie sekator, wielce zadziwiona odkryciem tego światka, który zamiast żyć kulturalnie  i zgodnie z  ogrodowymi wytycznymi wśród eleganckich roślin rabatowych,  żyje  sobie jeszcze bardziej barwnie i tak na full wśród ostów ( czyli ostrożni  ),  cykorii,  lebiodki pospolitej czy tam innych łopianów. Wyraz twarzy musiałam  mieć jak ten,   który  często mają  twarze postaci rysowanych przez Stasysa Eidrigevičiusa, bo  Ciotka Elka obserwująca mnie z tej bardziej uładzonej  części  Alcatrazu zaryczała do mnie "Nie śpij z otwartymi oczami!". Jednak nie sen taki wyraz stasysowy mi na gębę sprowadził, tylko nagle rozbudzona uważność.








Zawsze wiedziałam że Alcatraz jest pełen  zwierząt, ale jest jednak mój, w tej  jednej chwilce  stojąc w  chwastowisku przyszło mi na myśl że to tylko moje głupie myślenie  bo Alcatraz jest tak naprawdę wyłącznie swój, i wszystkie moje usiłowania kształtowania  ogrodu to zwyczajne pitu - pitu. Jak  go ukształtuje po swojemu to wcale nie oznacza  że będzie taki żywy jak ten teraz. No tak, nie będę miała łąki, Alcatraz jest za mały żeby dobrze wyglądał jako łąka, ale będą kompromisy. Nie będę mu już więcej wciskała na siłę roślin za którymi nie przepada ( czyli takich, którym trzeba zmieniać  podłoże i w ogóle wokół nich skakać ), nie będę pieliła kiedy są już kwiaty na chwaściorach, nie będę się stresowała atakami "szkodników" . Koniec z uprawą bylin które się nie udają lub udają tylko w niektórych latach, jak rarytetowi nie pasuje no to nie! Są  rośliny rarytetne które  Alcatraz lubi a są takie którym  złośliwie nie pozwala się rozwinąć  i już. To nie tylko kwestia gleby, to kwestia wielu czynników - mikroklimatu ogrodu. Co do  usuwania chwastów - jak  chwasty zakwitają to się robią roślinami pożytecznymi, a jak to tak  pożyteczne usuwać! Co do  "szkodników" - "szkodniki" to też stworzenia, tylko ich masowe pojawienie się  jest groźne, najlepiej  poczekać aż zjawią się tacy którzy się szkodnikami żywią. Te masowe wylęgi "szkodników" powodują  zwiększenie populacji szkodnikożerców. 
 Stałam i  wśród  tego bzyczenia, trzepotania skrzydeł i cykania usłyszałam cichy ale stanowczy głos Alcatrazu "No i co  idiotko, spróbujesz pozbawić sekatorem i szpadelkiem żarła całe to towarzystwo, nie poczekasz aż się kwiaty skończą, potworze  antyekologiczny, hieno ogrodowa, pomiocie ludzki?!"  Człowiekowi robi się łyso, jak do niego dociera że nawet najlepszymi nasadzeniami nie podrobi naturalnej owadziej życiodajni, może  najwyżej wypichcić  owadzią stołówkę. Odpuściłam! Zamiast sekatorka wzięłam do graby  aparat i porobiłam  zdjęcia bzykaczom. Jeśli chodzi o pielęgnacje Alcatrazu to teraz zostaje mi obserwacja ogrodu,  muszę wyczekać  i nie przegapić momentu w którym przekwitną osty -  wtedy dopiero zrobię kęsim, kiedy te rośliny na powrót staną się  cholernymi chwastami, he, he.









15 komentarzy:

  1. No, i mamy kolejny ogród ekologiczny. Mój też powoli zmierza w tym kierunku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój się zrobił "ekologiczny"jakiś czas temu, znaczy po zawirowaniach, kiedy czasu miałam na niego jeszcze mniej niż zwykle;-). Ale fakt, jest ekologiczny od paru lat, chemii prawienie używam, nawożenie mineralne to raz na parę lat i szlus i to nawożenie dotyczy konkretnej grupy roślin ( głównym problemem ogrodnictwa i rolnictwa jest przenawożenie z powodu chęci uzyskania superplonów - skutek zaś jest z czasem odwrotny do zamierzonego ).

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Robię zdjęcia zwyczajną "małpką", trochę tylko działam z trybami. Zdjęcia nie są super, sama widzę ich niedociągnięcia ale co tam - lubię focić a modele są tak fajne że prawie każde zdjęcie uratują.

      Usuń
  3. Uff! Ulżyło mi! Albowiem ponieważ sen z powiek spędzały mi wyrzuty sumienia, że jak już kiedyś będę miała ten dom i ogródek, to nie wydolę i nie podołam, bo zwyczajnie mi się bardziej nie chce jak chce (czasami). A tu się okazuje, że natura i tak zrobi swoje i tylko można sobie tu i ówdzie wrzucić coś dla oka miłego, resztą się nie przejmować i zadbać o bioróżnorodność chwastów :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć, Alcatraz ma "lepsze" i "gorsze" fragmenty. Bez stresu, ogród to ma być przyjemność a nie konkurs czystości i skuteczności akcji odchwastowiających. Jak mieć ogród to z kwiatami, nawet chwastowymi - to do nich zlatują się owady!

      Usuń
  4. Co siądę aby poczytać to coś mnie podnosi... żeby to szlak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatku cichą nocką i w ukryciu, he, he! Mnie też coś cały czas dziś wołają. Bywa.:-/

      Usuń
  5. No właśnie "przyjemność a nie konkurs czystości", a ja ciągle słyszę od rodzicieli "kiedy to wreszcie skosicie, wszyscy sąsiedzi mają już skoszone a wy chwastowisko", a ja podziwiam szumiące chwastowisko i uwijające się tam bzykacze i jestem między młotem a kowadłem i nie działają argumenty, że jeszcze się nie wysiały cudne kwiaty które niedługo zginą przez to nieustanne koszenie, że biedne pszczółki nie będą miały stołówki, a przecież lubicie miód. Tabiczku podsuń mi jeszcze jakieś argumenty w obronie niekoszonej łąki, bo moje nie działają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co mi przychodzi do głowy - "U nas pokos to we wrześniu". Łąkę kosi się raz, góra dwa razy w zależności od tego jaka gleba. Zobacz czy sąsiedzi mają tylko trawsko czy normalne łąki. Jak normalne to koś jak oni, jak głównie trawy porastają i niewiele bylin to po prostu powiedz rodzicom że Ty tak lubisz bo masz dosyć trawniczków i chcesz mieć dziką naturę. Jakby coś jeszcze było ćwierkane sięgnij po argument straszliwy - "Wykoszę i otworzę pole namiotowe, tylko toy - toyki i prysznice załatwię. Sąsiedzi na pewno będą zadowoleni" albo "Myślę o takim większym bajorze", "Las planuję albo nawet Las Vegas".;-)

      Usuń
  6. Argument "ja tak lubię odpada", bo komentarz brzmi "ty zawsze musisz na przekór" a pole namiotowe czy bajoro odpada - zbyt duży spadek terenu. U sąsiadów głownie wrotycz porasta ale ja też go lubię gorzej z nawłocią tej siewek bym się obawiała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pikutku zostaje Ci straszenie Starszych opowieściami o cooleżankach które to chwasty do ogrodu przynoszą, to jest dopiero groza! Możesz podać moja osobę jako przykład tej strasznej manii. Piniąchy na osty albo inne świństwa wydaję a ty tylko nie kosisz. A przecież zawsze możesz zacząć chwasty kupować i co wtedy?! Ha!;-)
      Na nawłoć uważaj, bo to jest cholera morbus!

      Usuń
  7. I tu też pudło Tabiczku, bo udało mi się przytargać już kilka zdobytych i wg mnie pięknych roślin na co usłyszałam - co ty mi tu wtykasz toż tego pod lasem pełno rośnie ha ha ha. A nawłoć też wprowadziłam ;)(na razie pod kontrolą :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, właśnie wróciłam z ciężkiej orki. Jednak nie wszystko wykoszone, ale tylko dzięki awarii kosiarki ;)

      Usuń
    2. Pikutku nie daj się! Widzisz że los Ci sprzyja - kosiarka zrobiła ekhem...ekhem... brlut...sruuu...fajt!:-)

      Usuń