wtorek, 19 lipca 2016

Kac liliowy i inspirujący trawnik miejski

Mam nerwy! Moje nerwy są pochodną nerwów Mamelona, która podminowana tzw.  okolicznościami życiowymi ( nieustający plac  budowy na działce obok ) nie zdzierżyła niezgodności odmianowej lilii OT. Kowal zawinił a ja niemal zadyndałam. Na moje szczęście wdrożone śledztwo ( przesłuch  Magdzioła, szukanie na forach ) wykazało że jestem bez winy, nie udało mi się podmienić ( he, he ) niemal połowy ( tak, tak połowy ) z dwudziestu zamówionych  przez Mamiego cebulek na cebulki  swoje lub Magdziołowe . Przyznam że mam lekkiego stracha co wylezie z moich cebul, Mamelonowi wyszła bowiem na rabacie okropność, coś  zupełnie niemamelonowatego, krwawe plamsko wśród bieli  i pastelowych różyków. Nie dziwię  się że Mamelon szalała jak ten ranny zwierz, brudna ciemna malinka z  żółtawą bielą - no płachta na byka, znaczy na Mamelona!. Zamadlam żeby u mnie pod oknem lilie nie okazały się  wściekle  żółte albo strasznie ciemne. Pocieszam Mamelona jak mogę, ale Mamelon ma przed  oczami ( widoczne przez okna pokoju ) krwawe lilije i dopóki mu one sprzed oczu nie znikną będzie niepocieszona ( ja też  bym była ). Coś  z tym fantem będziemy  musiały zrobić, ja rozumiem że może trafić się pomyłka ale to jest pomyłka gigant!  Jak do tej  pory u Mamelona  trzy odmiany na  sześć  nie są tym czym miały być. Na szczęście Mamelona nie trafiła kolejna plaga liliowa - moje 'On Stage' których jednak postanowiłam nie wywalać wiosną tego roku odwdzięczyły mi się podłapaniem wirusa. Nie ma zmiłuj - kwiaty ścięte, cebule do wywalenia. Nie wiem co gorsze - niezgodność odmianowa czy wirus? Niby wirus groźniejszy ale  niezgodność odmianowa solidnie wkurzająca. Postanowiłyśmy z Mamim   wprowadzić czasową abstynencję liliową, tym bardziej że zewsząd  docierają do mnie info jak nie  o wirusach  to o pomyłkach zakupowych, których w tym roku naprawdę dużo. Ciotka Elka w związku ze związkiem niepocieszona!
Szczęśliwie nie samymi liliami ogród w lipcu stoi, u Mamelona i u mnie  całkiem nieźle idą w tym roku jeżówki. U Mamiego dobrze rosły zawsze, u mnie ich powtórne ( drugi rok  się utrzymały na stanowisku ) kwitnienie  jest  wielkim wydarzeniem. Czadu dają lawendy i perowskie, zaczynają nam też ładnie kwitnąć wyższe ostnice. Nie jest tak źle, mamy liczne  motyle odwiedziny, ogrody pachną i bez lilii. Jakoś się dostosujemy.





Dziś miałam kolejne olśnienie  "łączkowe", na krańcówce tramwajowej  oczekiwałam  wgapiając się w tzw. zieleń miejską czyli skoszone pseudotrawniki. Nagle ślepia mi się zatrzymały na takim malutkim niewykoszonym dokładnie placyku  ( piochy, trawka lichutka, prawie nie było co kosić ) z   brzęczeniem  unoszącym  wraz  z chmarą bzykaczy. Ruszyłam zadek i ślimakiem podpełzłam w kierunku niewykoszonego. Ha, miałam nosa! Na niewykoszonym naprawdę urodnie prezentowały się jasieńce. Cud , miód i malina. Kiedyś zaprosiłam  do Alcatrazu, niestety mimo posadzenia na piochach  Alcatraz i jasieniec jakoś się nie polubili. A szkoda bo bylina z niego fajna choć  ponoć niezbyt  długowieczna. Nie  wiem czy ten "dziki" jasieniec  to była  roślina pod  tytułem Jasione  laevis czyli jasieniec trwały, czy może jakiś jednoroczny czy dwuletni  ( są takie  ) jasieniec. Jaki  by nie był prezentował się pięknie w parze z lnicą pospolitą Linaria  vulgaris, którą kiedyś nazywałam  polną lwią paszczą, ze względu na podobieństwo jej  kwiatów do  kwiatów tej ogrodowej byliny ( wyżlin czyli  lwia paszcza i  lnica pospolita należą do tej samej rodziny babkowatych Plantaginaceae, stąd pewnie to podobieństwo ). Zestaw był tak świetny że postanowiłam odgapić i spróbować zapuścić w Alcatrazie. Z nabyciem jasieńca nie będzie problemu, lnica chyba tylko z natury, na szczęście jest bardzo pospolita  i natura w tym wypadku to trawnik. Jasieńcowi  trochę dokwaszę glebę, żeby dobrze mu  szło z zadomowieniem się na piochach i zobaczymy jak tym razem sobie poradzi. Lnica zostanie zaimportowana z jakiegoś jeszcze nieskoszonego trawnika miejskiego ( są takowe w mojej  okolicy ). Na ogół jest jej na tych trawnikach tak  dużo że ubytek paru roślin zostanie nadrobiony ( jedna roślina wytwarza około 30 000 nasion ).





Posadzę w okolicach brzóz, tam gdzie właściwie nic nie daje rady, może chwastowate roślinki zagospodarują przestrzeń z którą większość traw ma problem. To takie miejsce które właściwie nie jest rabatą  ale wolałabym żeby  porastało je coś zielonego ( innym  sposobem zagospodarowania są  betonowe płyty, sam czar i ogrodowy wdzięk ). Może jeszcze jakieś macierzanki na  trudniejsze partie ( bardziej zakamienione pod cieniutką  warstwą gleby ) i pozbędę  się cholernego, łysawo porastającego trawska z podwórka. No cóż jedyne trawska, które  będę tolerować  na podwórku to te ozdobne, kępiasto rosnące. Na podwórku robi się w ogóle misz - masz ogrodowo - "polny". Jakoś straciłam serce do pielenia krwawników, chyba ograniczę  się do ograniczania ekspansji. Paszą mi takie kwiatostany na przyszłej Suchej - Żwirowej, lawendy, przetaczniki, hyzopy, perowskie, amorfa - wszystko kłosowate kwiatostany, aż się  prosi  o krwawniki. Sieją się te białe, zwyczajność nad zwyczajnościami nieoczekiwanie porażająca urodą. Perwersyjnie twierdzę że  dość rarytetna amorfa szara z takimi krwawnikami wygląda całkiem całkiem. No cóż, ogród mój robi się taki przepisowy - weź mnóstwo pospolitych roślin, troszkę niezwykłych roślinnych rarytasów i wymieszaj je tak żeby uroda jednych podkreślała urodę drugich. Znaczy klasyczne, przepisowe  ogrodowanie w brytyjskim stylu.



Są na polach  i inne rośliny które mi się podobają ale mam przed nimi lekkiego stracha. Tu ekspansja może być nie do opanowania. Podziwiam z daleka, napełniam wazony ale do ogrodu jakoś mnie nie kusi  żeby je  zaprosić.  Co prawda ta z pierwszego zdjęcia jednoroczna ale się sieje jak marzenie, no a wrotycz z ostatniego zdjęcia  to twardy zawodnik,  w typie nawłoci. Znaczy będę się zachwycać z daleka, he, he.
 Przy takich roślinach jak jasieniec czy lnica nie będę miała nerwów jak przy uprawie lilii OT, pewnie wirusy rzadko je trafiają. Niezgodność odmianowa - hym...tego, z tego co pamiętam to u  nas  jest do dostania chyba tylko jedna odmiana jasieńca trwałego , 'Blaulicht' się nazywa. Straszliwych problemów z niezgodnością odmianową zatem nie przewiduję, nie będzie potrzeby zamodlania. I tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis.


6 komentarzy:

  1. My juz od dawna nie zamawiamy roślin drogę netową bo ciągle był z tym przypał, a to nie wzeszło a jak wzeszło to jakieś takie liche... znów jak kupuję w ogrodniczych to z gniazdem mrówek... nic tylko samemu wysiewać i rozmnażać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie rośną te wszystkie polniaki i dobrze nam razem. A nawłoć tak skutecznie przesadzałam, że w końcu ją niechący wyeliminowałam całkiem z ogrodu i musiałam przenosić z pola do ogrodu, więc wcale nie tak trudno wybić :P
      Piękny kawałek łączki... Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja zamawiam przez neta bo niektórych interesujących mnie roślin nie mogę inaczej dopaść. Zakupy irysowe zagramaniczne uskuteczniane necikiem jednak tańsze od podróży do Australii czy Hameryki, he, he. Polniaki są naprawdę cool, akurat nawłoci nie trawię, zawzięcie pielę dziadostwo, ale takie krwawniki za ładne na wywalenie!;-)

      Usuń
    3. Do nawłoci mam wielki sentyment, kiedy się tutaj przeprowadziłam nie było nic prócz niej... wykosiłam teren i porobiłam z niej takie wielkie ogrodowe kępy w różnych kształtach... ach! Jak pięknie wyglądała :D

      Usuń
  2. Mam pomysł! Lilie malinowe ściąć do wazonu! Może w salonie będą wyglądały lepiej niż na rabacie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekazałam Twoją propozyszyn Mamelonowi, oj, nie chcesz znać reakcji!;-) Jolu maliniaki są tak okrutne że wg. Mamelona nadają się na pogrzeb pani lekkich obyczajów i to takiej, która koleżankom klientów podbierała i nie była lubiana w środowisku.;-) Fakt, coolorek mają kur..ski, he, he.

      Usuń