środa, 25 stycznia 2017

Koniferyzm stosowany czyli rzecz o iglakach w ogrodzie

Kwiatowa ostatnio mnie opieprzywszy za domniemane pogardzanie koniferami, więc się postanowiłam zrehabilitować i ujawnić światu te  uprawiane w Alcatrazie iglaki ( tak, tak nie tylko Gołuchów w iglaki bogaty ). Tak w Alcatrazie występują drzewa i krzewy szpilkowe, bo dlaczego miałyby nie występować, jednak nie uprawiam tajgi bo: nie jestem kolekcjonerem roślin iglastych, monokulturę iglastą w naszym klimacie odbieram jako cóś nie tego. Klimat mamy taki  że las nam mieszany kraj porastał, bory owszem występowały ale nie stanowiły aż tak dużego odsetka lasów jak nam się to dziś wydaje. Te iglaste lasy które dziś uznajemy za te najprawdziwsze, bo "choinki w lesie rosną" ( moja definicja lasu powstała w czasach przedszkolnych ) to wynik  wprowadzenia w XIX wieku tzw. gospodarki leśnej. W borach klimatu  umiarkowanego drzewom iglastym towarzyszą drzewa liściaste, przewaga  tych iglastych czyni las borem. Jak są same sosenki czy  świerczki to mamy uprawę leśną, system ubogi w gatunki czyli tzw. las gospodarczy . Dziś taki  typ uprawy lasów uznaje się za błędny, wyjaławiający glebę z określonych składników i stwarzający mnóstwo zagrożeń ekologicznych ( z ukochanym przez nadszyszkownika wylęgiem masowym szkodników na czele listy  ). Znaczy nie ma się co podniecać  że jak iglaczka posadzimy to   leśny ogród  sobie zrobimy bo "choinki w lesie rosną".










Jak iglaki zawędrowały do ogrodów? Rzymskie, antyczne cyprysy odnalazły się  w renesansowych ogrodach włoskich  ale z uwagi na klimat zimniejsze rejony Europy przytuliły ogrodowo szpilkowce troszki  później. W XVII stuleciu wykorzystywano dające się łatwo formować cisy a   gdzieś tak  w okolicach drugiego ćwierćwiecza XVIII stulecia zaczęto doceniać urok innych szpilek, np. boskiety świerkowe nazywane  bois verts uznawano za najpiękniejsze i dające... najlepszy cień.  "W Wersalskim  ogrodzie oko kunstmisztrza wymaga  koniecznie, obok tej sosny jakby piramida Egypska lub na inny wzór wystrzyżonej..."  - ciachali te iglaczki jak całą resztę zielonego.  Najpierw w klasycznym stylu Le Nôtra, nieco  później wraz z rozwojem idei ogrodu bajkowego Dufresne'go  w stylu "prawie jak prawdziwe" a jeszcze  później  wraz z modą na posiadanie ogrodu chińskiego egzotycznego w stylu chińsko- egzotycznym ( czyli wg XVIII wiecznych wyobrażeń o drzewach rosnących w  ogrodach Państwa  Środka w których niemal nic nie trzymało pionu ). W drugiej połowie XVIII wieku  i  XIX wieku drzewa szpilkowe sprowadzano z lasów całego świata i z lubością sadzono w wielkopańskich, przyrezydencjonanych ogrodach. Było  bez strzyżenia bo moda na naturę przyszła ( tolerowano nawet rodzime szpilkowce byle malownicze były ), no i ten imperializm ogrodowy pasował  do XIX wiecznej mentalności europejskiej ( mamy co najlepsze z całego  świata ).

Do ogródków czysto iglaczych to jeszcze daleka droga, iglaki traktowano jako tworzywo pozwalające wydzielać w dużych ogrodach mniejsze przestrzenie (  żywopłoty cisowe w późnowiktoriańskich i edwardiańskich założeniach ) bądź też jako malownicze solitery, rzadko jako  grupy roślin, czasem tworzono z nich szpalery ocieniające aleje. W Polsce obce iglacze gatunki pojawiały się od  XVII wieku, pierwsze żywotniki zachodnie Thuja occidentalis trafiły do nas w drugiej połowie tego stulecia, w XVIII stuleciu sprowadzono do Polski sosnę wejmutkę Pinus strobus i  biotę wschodnią Platycladus orientalis. Pierwszego na ziemiach polskich świerka kłującego Picea pugens ( srebrnoigielne marzenie z lat głębokiego PRL-u ) posadzono w roku 1895.

Jednak  prawdziwy "szał ciał" zaczął się w momencie kiedy do arboretów zaczęto sprowadzać podgatunki a potem  tzw. czarcie miotły (  sporty, zmutowane  pędy wyrastające na konarach drzewa , rozmnażane poprzez szczepienie na podkładkach gatunku matecznego lub blisko spokrewnionego ). W 1904 roku z kanadyjskiej prowincji Alberta sprowadzono do Arnold Arboretum w USA odmianę świerka białego Picea glauca var. albertiana dziś znaną jako 'Conica'. Z tej odmiany uzyskano sport dziś znany jako 'Aberta Globe' i sporo innych odmian, małych  świerczków  różniących się zabarwieniem igieł i pokrojem. Dzisiaj to tzw. odmiany standardowe, sto lat temu protoplasta 'Conica' był wielkim rarytetem. Kolejnym krokiem w uprawie była selekcja siewek o wybranych cechach i prace nad krzyżowaniem, przy czym należy zaznaczyć  że krzyżowania celowe nie stanowią bardzo znaczącej grupy w stosunku do innych sposobów uzyskiwania roślin o nowych cechach ( chyba największa grupa takich krzyżowań dotyczyła cisów i jałowców ).

Kiedy zaczęto uzyskiwać iglaki o mniejszych gabarytach zaczęto wykorzystywać ich urodę w mniejszych  ogrodach. Wielkie zachłyśnięcie się ogrodników iglakami zaczęło się gdzieś w latach sześćdziesiątych XX wieku i trwało niemal  przez dwie dekady, dopóki słowo ekologia nie zaczęło być  odmieniane przez wszystkie przypadki. U nas rzecz jasna moda na iglaczenie napotykała trudności, było trudniej kupić rzadką odmianę  iglaka niż załatwić włoskie szpilki - wicie rozumice, przejściowe trudności na linii produkcji iglaków dla ludności. Pewnie dlatego w latach dziewięćdziesiątych wpadliśmy w ogólnonarodowy iglakowy amok, wreszcie mogliśmy sadzić kupowane a nie załatwiane rośliny i to  w takich do tej  pory ciężko dostępnych odmianach. Już nie tylko olbrzymi "srebrny świerk", teraz można było sadzić srebrnoigielne karły, rarytetne odmiany jodeł koreańskich ( na  początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku w naszym kraju "zwykła" jodła koreańska  bywała wymarzonym drzewkiem ), nieco  egzotycznie wyglądające cyprysiki, no i wreszcie dorwaliśmy się do tuj!

To zachłyśnięcie się iglakowacizną niekoniecznie wychodziło ogrodom na dobre. Iglaki sadzono w dużej ilości, niespecjalnie zastanawiając się nad tym jak  małe sadzonki będą wyglądały po latach. To było takie sadzenie "po bylinowemu", żeby kompozycja z małych iglaczków dobrze wypadała. Oczywiście problem z tych solidnych pojawiał się tak  średnio po około pięciu latach. Jedne iglaczki złośliwie nie rosły, inne za to wprost przeciwnie i z  uroku sadzonkowych kompozycji nic się nie ostało. Pojawiły się na rabatach iglakowych piły i gęste sadzenie wszelakich młodych iglaków zastąpiono sadzeniem iglaków nieosiągających niebotycznych rozmiarów. Świerk pospolity w formie "gniazdowej" Picea abies 'Nidiformis' czy sosna górska ( kosodrzewina )  Pinus mugo rozgościły się na rabatach.





W pierwszej fazie naszego zafascynowania iglakami wielkie powodzenie miały odmiany o innym niż zielone kolorze igieł. Jak świerk to tradycyjnie najlepiej srebrzysty, jak cis czy żywotnik nie na  żywopłot a do kompozycji to złocisty jak to słońce. Sadzono te kolorowe iglaczki nie bacząc na wymagania odmiany i potem się dziwiono "oszukany bo zzieleniał", "wziął i wypadł", "ta choinka zgniła" ( na własne uszy info o zgniłej choince słyszałam ). Na zasobnych glebach usiłowano uprawiać jałowce skalne Junisperus scopulorum 'Skyrocket' a na piochach cypryśnik błotny Taxodium distichum. Powszechnie jakoś się utarło że iglaki "wolą jak jest sucho i kwaśnawo" w związku z tym wszystkie iglaki przeciętnie ogrodujący traktował tak samo ( i to się do dzisiaj chyba nie zmieniło ). Ziemia ma być przepuszczalna, wzbogacona w wysoki torf i najlepiej  używać dużej ilości nawozu przeciwko brązowieniu igieł, he, he. Aha, iglak to słońce zniesie  i cień, taki twardy!

Rzecz jasna co delikatniejsze odmiany nie przetrzymywały takiego równego traktowania i dlatego  jakoś nie wiele widać w naszych ogrodach dojrzałych okazów ciekawych odmian roślin szpilkowych. Przeżywało to co znosiło warunki powszechnie uważane dla iglaków za najlepsze. Jak Polska długa i szeroka tak zaświerczona i zatujowana, jodła kalifornijska i kosówka nie są aż tak lubiane, choć występują dość  licznie w ogrodach. Z jałowcami, cyprysikami chyba jest zbyt dużo problemów - pierwsze łapią choróbska ( ten sam problem co z sosną wejmutką tylko że jałowce zapadają na to co żyje na gruszach a  wejmutka na to co żyje na porzeczkach  ) a drugie potrafią nie przetrzymać ostrzejszej zimy. W miastach na skutek zanieczyszczeń powietrza sporo  iglaków wypada, ot kolejne ofiary smogu.




Dziś koniferyzm stosowany sprowadza się w zasadzie  do obtujaczania działek i sadzenia "jakichś tam" iglaków jako roślin idealnych do ogrodu bezproblemowego ( no to iglaki muszą być "jakieś tam" bo po co komu potencjalnie problematyczny iglak w bezproblemowym ogrodzie ). Ze świadomą uprawą iglaków to ma mniej więcej tyle wspólnego co kupowanie "imieninowych kwiatków"  z umiejętnością uprawy kwitnących bylin. Takie sadzenie iglaków "bo niewymagające są","liści nie sypią" ( ale jak potrafią zrzucać igły i szyszki, he, he ), "roboty z nimi nie ma" to nie jest umiłowanie iglaczenia a raczej umiłowanie nic nierobienia w ogrodzie. Kiedy sadzi się iglaki z powodu prawdziwej  fascynacji tą grupą roślin  to nic nierobienie odpada, iglaki potrafią być tak samo wymagające w uprawie jak wszelkie insze kłopotliwe a miłe sercu ogrodnika kolekcjonera  rośliny.

Czy da się uprawiać w ogrodzie same iglaki? Pewnie  że się da ale co to będzie za ogród? Bez pszczół, motyli, narażony na ataki szkodników grasujących na wielu iglastych gatunkach ( tak, tak, kiedyś zalecano przy świerkach nie sadzić odmian modrzewia europejskiego tylko japońskiego, bo ochojnik miał japońskich igiełek nie lubić - gust kulinarny żywinie się zmienił, o czym uprzejmie donoszę ). Nawet w iglaczych kolekcjach rosną  rośliny liściaste, zieleń  igieł  pięknie podkreśla jesienną  żółć  i czerwień liści czy  kolory zimowych pędów derenia syberyjskiego. Krzewinki wrzosu wśród których rosną sosny czy jałowce pospolite Junisperus communis, byliny które bardzo  dobrze znoszą bliskie sąsiedztwo cisów, trawy zarówno te na suche jak i bardziej wilgotne  siedliska mogą być świetnym towarzystwem dla iglaków - mnóstwo możliwości wyboru i dopasowania roślin do ogrodu jaki nam się marzy. Iglaki dobre roślinki są, tylko bezproblemowcy sadząc je bez pomysłu i na "odwal się" robią im antyreklamę.







A co tak pięknie będzie wyglądało ośnieżone jak "choinka", no co? Brzózka, klonik, dąb? Never! W ubrankach ze śniegu iglaki wyglądają najpiękniej ze wszystkich roślin. W końcu spora część z nich lubi chłodniejszy klimat, taki w którym zima trwa dłuuugo i jest śnieżna.


6 komentarzy:

  1. Akurat nie przepadam za tymi wiecznie zielonymi ale swoj urok niewatpliwie maja. Za to znam osobe. Ktora je uwielbia i ma piekny ogrod z nich zaprojektowany. Ale tak jak piszesz w ktoryms momenie dosadza sie bo monotonnosc otoczenia zaczyna nudzic. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wyłącznie iglakowe nasadzenia wymyśliłam nazwę "nasadzenia cmentarne". Oddaje to mój stosunek do takich nasadzeń.

      Usuń
  2. czyli wedle zasady, wszystko można, co nie można byle z cicha i z ostrożna. ale nawet stosując się do tej zasady nie lubię igłowatych w ogrodzie, w ogóle nie lubię zimozielonych, rododendrony, kamelie fuj, egzoty jak np. palmy, araukarie, yuki, bleee. jedynie na bukszpan, wawrzyn i ostrokrzew patrze przychylnym okiem. w swej 20letniej ogrodniczej karierze z iglastych sadziłam głównie bożonarodzeniowe choinki, przyjęły się i rosną może ze cztery, modrzew i cedr libański. ośnieżone igłowce również nie robią na mnie wrażenia, natomiast oszadzone drzewa liściaste, bezlistne krzewy, pozostałości bylin i traw to już bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, wszystko pięknie ale jak śnieg ciężki przywali ( oszadzenia nie będzie ) to "chujinki" bijo na głowę wszystkie insze krzewy i drzewa, o rozwalonych przez śnieg trawach i bylinach ledwie napomknę ( z litości ). :-)

      Usuń
    2. jak śnieg przywala po całości to krótkotrwałe wrażenie robi na mnie całokształt, bez wyróżniania gatunkowego :D

      Usuń
    3. U mnie jak ostatnio przywaliło to też po całości widoczkiem się delektowałam ( szczęśliwie nic nie wystawało ). :-)

      Usuń