Przyszło lato, przyniosło upały i od razu z nimi życie stało się nieco cięższe. Jakby było mało nadeszły paskudne wiadomości - umarła mama Piotrusia a mój kumpel Janek wylądował w szpitalu w wyniku tzw. ciężkich nerwów. O ile spodziewaliśmy się że z Marysią, mamą Piotrusia, mogą być jakieś kłopoty ( piszę kłopoty, bo nikt z nas nie zakładał że Marysia w tempie ekspresowym uda się do Patagonii! ), o tyle z Jankiem to pełna zaskoczka. Zamiast imienin z kolacyjką itd., Janek zalega a przestraszona Danusia, jego żona, doczytuje czym ratować skołatane nerwy. Janek niestety nie jest z choleryków, tylko z tych, którzy duszą w sobie. Ech... ciężka sprawa. Mła zadowolniona że ma Tatusia niedaleko, pilnuje Misi i żółwi Babci Halinki w jej domku w Grotnikach. Na ręku ma zamontowany krokomierz i monitoring parametrów zdrowotnych, przy domu kamerka, przez którą Dżizaas i Jądrzej mogą podglądać Tatusia w ogródku i mła jest taka jakaś spokojniejsza. Rattusek został w domu pod opieką naszego siostrzeńca, ale mam wrażenie że Tatuś trochę tęskni. Rozpuszczanie Misi ( nici z odchudzania, kota ma Tatusia pod pazurem niemal od początku tej jego nad nią opieki ) i wypas żółwi to jednak trochę mało dopieszczeń zwierzyńca w wykonie Tatusia. Szczęśliwie jest jeszcze dochodząca wiewiórka i masa ptaków. Wiewiórka to nawet jakby bezczelna, cyka na człowieka. Ogród, czyli las, jest jej a człowiek to tam może co najwyżej robić za dostawcę słonecznika, czy orzeszków. Postanowiliśmy sprezentować wiewiórce leszczynę. Gleba się nadawa, na działce jest sporo miejsca, wiec zwierz powinien być zadowolniony.
Mła pokaże Wam teraz tartaletki co sobie je zrobiła z okazji nadejścia lata do popołudniowej kawy i łupy, które przywiozła z francuskich brocante. Tartaletki miały krem z mascarpone, pistacjowej pasty i pokruszonych amarettek. Miało być tak trochę inaczej niż zwykle. Nie było złe, ale szczerze pisząc to z truskawkami mało co jest złe. Łupy są z tych drobniutkich, poza kloszem szklanym, przyjechały miniaturki, takie w rozmiarach 1:6. Mła nabyła miedziany rondelek i nocniczek dla lalek, który ma coś około stu lat. No a cała ta drobnica to w cenie biletu MPK miasta Ódź. Klosz wraz podstawą zostanie wykorzystany do zakloszowania mebelków ogrodowych. Na razie mła jednak nie kloszuje, tylko fragmentami podłogę myje, bo nadejszła wiekopomna chwila i trza uprzątać domowe stajnie Augiasza. Jutro wielkie pranie pościeli, znaczy letnie porzundki. Fotki dziś Grotnikowo - domowe a w Muzyczniku stara śpiewka o BB, taki karnawałowy marsz. No a potem sama Brigitte Bardot śpiewa. Na koniec Françoise Hardy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz