Montbazon, Bléré, Veigné i miasteczka, których nazw nie udało mła się zapamiętać. Podobne do siebie, choć różne. Czasem kojarzę ich nazwę ze znanym zamkiem, choć nazwa zamku to odkrólewszczone Chenonceau, podczas gdy nazwa miasteczka to nadal królewskie Chenonceaux, z tym monarszym "x" na końcu, czasem w ogóle nie kojarzę. Mła postanowiła pokazać Wam troszki fotek z tych miasteczek różnych i różnistych, tak byście mogli wczuć się nieco w ich klimat. Miasteczka z zasady są stare, bo osadnictwo w tych rejonach sięga czasów galijskich i gdyby pogrzebać pod niejednym romańskim kościółkiem, można by ciekawe rzeczy znaleźć. Jeszcze przed podbojem rzymskim na tych terenach istniały miasta, praktycznie to wszystkie większe miasta i miasteczka doliny mają galijskie korzenie. Wicie rozumicie, historia ciągnąca się w głąb tysiącleci, do czasu kiedy miejscowe grupy łowiecko - zbierackie osiadły i wymieszały się z ludnością napływającą z rejonu Bliskiego Wschodu. Wszak to rejony w środkowym biegu Loary Juliusz Cezar uznał za centrum państwa Galów. Loara, Cher, Indre zapewniały komunikację zarówno w dolinie, jak i doliny ze światem zewnętrznym, lasy zapewniały pożywienie, bardzo wcześnie zaczęło rozwijać się tu rolnictwo. Klimat był z tych łaskawych i sprzyjających ludziom, może dlatego dolinie jakimś cudem udawało się unikać całkowitej zagłady cywilizacyjnej, mimo nieustających podbojów i walk. Co prawda na ogół łaskawa Matka Natura też potrafiła przywalić powodzią czy huraganem, jednakże Dolina Loary na tle innych regionów Francji, wydaje się mła jakoś mniej karana przez Matkę Naturę. Pewnie niesłusznie, bo każdy raj ma swoje cienie.
Dolina Loary to dość szerokie pojęcie, jakoś tak się porobiło że to nie tylko Turenia, to także dawne ziemie należące do prowincji Orleanu, czy nawet fragmenty Andegawenii. W zasadzie Dolina Loary to ani pojęcie geograficzne, bo nie oznacza ziem przylegających do rzeki od źródła do ujścia, ani pojęcie historyczne, bo przecież należała do innych krain. Dziś administracyjnie wygląda to tak, że Dolina Loary dzieli się na dwa regiony: Centre-Val de Loire i Pays de la Loire, oraz na cztery departamenty: Loiret, Loir-et-Cher, Indre -et-Loire i Maine-et-Loire. Mła objechała Indre -et-Loire i Loir-et-Cher, takie serce doliny. Oczywiście nie jeździliśmy głównymi drogami, mieliśmy wygodny samochód, hybrydę, cena paliwa nie była nam aż tak straszna i mogliśmy się poruszać lokalnymi drogami, zawierzając kłamliwemu GPSowi, co oczywiście skończyło się wylądowaniem na ścieżce wśród pól, na której wzbudziliśmy prawdziwą radość wśród miejscowych, wybiegujących swoje pieski. Takie jeżdżenie po bocznych drogach jest bardzo w guście mła, widzi się o wiele więcej niż z dróg szybkiego ruchu, o autostradach to w ogóle nie ma co pisać. Mła na ten przykład dostrzegała miniaturowe domki wśród pól. Zagadką jest dla mnie komu mogły służyć, bo rozmiar domków sugerował że mogą w nich mieszkać nieco bardziej wyrośnięte krasnoludki. Przy niektórych z tych domków pojawiały się ogródki, ale nie zawsze stały te budyneczki na terenie ogrodzonym, co od razu zniszczyło moje pierwotne, kurnicze domniemanie.
Wśród dojrzewającego jęczmienia i na pastwiskach, na których pasą się czerwone krowy, konie, kozy i z rzadka owce, można wypatrzeć też dziką zwierzynę - biały tyłeczek sarny, zająca czy siedzące na słupkach ogrodzeń drapieżne ptaki - sokoły, kanie, jastrzębie. Przy wodach można spotkać łyski, kaczki krzyżówki i oczywiście łabędzie. Nie ma za to śladu bocianów. Miasteczka przeważnie składają z głównej ulicy, większe składają się z paru przecinających się ulic, placyku kościelnego, który kiedyś tam był albo rynkiem, albo cmentarzem, miejscowego château, który to budynek wydawa się mła niemal niezbędnym i jakiejś rzeczki w pobliżu a czasem nawet dużej rzeki. Oczywiście są też mosty i mostki, niektóre wiekowe. Oprócz tego trafiają się filary po baaardzo starych mostach. W miasteczkach na ogół główne ulice są bezdrzewne, im starsze miasteczko tym mniej w nim przyulicznych drzewek. Drzewa są na placykach, skwerkach, ryneczku, ale miasto obsadza się raczej bylinami, albo krzewami róż. Właściwie to mła nie dziwi, kiedy natykasz się na gotycki portal w małej kamieniczce, albo widzisz wypisaną na budynku datę jego powstania z XVIII wieku, to raczej nie spodziewasz się w pobliżu szpaleru drzew. Obsadzanie ulic drzewami to XIX wieczny pomysł. Może dlatego największe skupiska drzew znajdują się przy eklektycznych l' hôtels de villes, czasem są to nawet małe parki.
Jednocześnie każdy spłachetek gruntu przyległy do murów starych domków i kamieniczek jest namiętnie obsadzany. Głównie królują róże i kaprifolium, trafiają się też powojniki. Lubią tu też obsadzać ściany kolorowolistnym bluszczem, szczególnie odmianami drobnolistnymi. Obsadzenia miejskie to głównie kompozycje bylinowe, czasem połączone ze strzyżonymi cisami, wszak jesteśmy w krainie topiarów i boskietów. Drzewa do nasadzeń w miastach to małe formy robinii akacjowej, różne gatunki lip, no i oczywiście platany. W parkach można spotkać cedry libańskie i atlaskie i czerwonolistne buki. Na mła największe wrażenie nie zrobiło żadne z miejskich drzewek, opadnięcie szczęki nastąpiło podczas brocante na polu pod château, którego nazwy ni cholery nie mogę sobie przypomnieć. Na tymże polu rósł kwitnący kasztan, nie kasztanowiec, o pniu który przypominał całkiem duży domek. Takiego okazu mła jeszcze w życiu nie widziała, choć pamięta duże kasztanowce w Ligurii.
Chyba najstarszym z oglądanych miasteczek było Montbazon, które rozrosło się wokół twierdzy wzniesionej w X wieku przez Fulka Nerrę, hrabiego Andegawenii. Legendy sięgają jeszcze dalej, podobno na wzgórzu nad Motnbazon zbierali się rycerze Charlemagne, czy też jak mawiajo Niemce, Karl der Grosse, którzy w drewnianej jeszcze budowli knuli jakby tu Saracenom dołożyć. No ale to niepotwierdzone, natomiast Fulko Nerro postać jak najbardziej realna, choć okrutny jak potwór z bajek. W X wieku rycerstwo ogólnie nie przejawiało manier i łagodności charakteru, ale Fulko wyróżniał się na tle. Mendziszcze było z niego nastojaszcze, udało mu się między innymi spalić miasto Angers, zresztą kilka dni po spaleniu żywcem swojej żony, którą oskarżył o cudzołóstwo, choć tak naprawdę chodziło o to że urodziła córkę a nie syna. Ubił też szwagra a potem żarł się z Bretończykami, kiedy krewnych i powinowatych zabrakło. Do historii wszedł jako wielki budowniczy, wzniósł ponad sto zamków, donżonów i pomniejszych warowni ale kochany to nie był. Postanowił zainwestować w życie wieczne i zaczął fundować opactwa. Coby sobie zapewnić przebaczenia za "porywczość serca", stary cwaniak udał się z pielgrzymką do Jerozolimy, pokutował, zmierzając do Grobu Pańskiego z nagim torsem i biczowany przez dwóch służących. Inni słudzy w tym czasie piali by Zbawiciel udzielił ich panu przebaczenia. Taki to był założyciel miasteczka, bo przy zamku dość szybko pojawiło się miasteczko. Tak konkretnie to się pojawiło za czasów Ludwika Świętego.
Gdzieś tak w latach 996 - 1006 mnisi z Cormery skarżyli się królowi, że Fulko, ta chodząca do Jerozolimy świętość, buduje kasztel na ich ziemi Montbazon, to tak o tym jak Fulko Nerro pozyskał grunt. Tłuczono się o niego namiętnie, był to zresztą jeden z wielu sporów pomiędzy Blois a rodem Anjou, państwo lubili się żreć. Pierwsza
wzmianka o kościele w Montbazon, oddzielnym od kaplicy zamkowej,
pochodzi z 1123 roku, zatem już wtedy musieli istnieć ludzie dla których sprawowano w nim kult, jeszcze przed świętym Ludwikiem. W 1175 roku Henryk II Plantagenet, król Anglii i dziedzic dawnych hrabiów Andegawenii, zainicjował znaczące prace rozbudowy zamku, w tym budowę okrągłej wieży wejściowej i murów. Konstrukcje te zostały zbudowane z surowego kamienia wydobytego bezpośrednio z wapiennego płaskowyżu podtrzymującego donżon. Umożliwiło to również utworzenie fosy obronnej. Po śmierci Henryka II Plantageneta korzystając z faktu, że Ryszard Lwie Serce był więziony przez cesarza rzymskiego Henryka VI, pojmany go po powrocie z Trzeciej Krucjaty, Filip August sprzysiągł się z Janem bez Ziemi, bratem Ryszarda Lwie Serce, i zdobył Montbazon. W 1206 roku Filip podarował twierdzę Philibertowi Savary'emu, właścicielowi zamku Villandry.
Zamek żył sobie, miasteczko trochę sobie. Część ludności pozamiejskiej pozostawała pod jurysdykcją parafii Veigné, uczęszczała do kaplicy
przy Rue des Moulins, sam kościół Montbazon był zarezerwowany dla mieszkańców
miasta. Samo miasto było bardzo znane z targów, które odbywały się na przedmieściach Butte-Rabault, na
miejscu dzisiejszego Place des Marronniers. W roku 1356 Czarny Książę i część jego wojsk
stacjonowali w Montbazon, lecz po dowiedzeniu się o rychłym przybyciu
Jana Dobrego z Amboise, Anglicy ewakuowali miasto i wycofali się. Wychodzi na to że zamek w Montbazon nie poniósł poniósł jakichś szczególnych strat związanych z wojną
stuletnią. W 1425 roku naprzeciwko starego donżonu zbudowano nowy zamek w stylu renesansowym, ale cóś nie lubiano w nim mieszkać i jakoś tak się zaczęło wszystko sypać. Za Ludwika XI miasto zostało ufortyfikowane, już nie tylko cytadela na wzgórzu, miasto było warowne. Ostała się po tych murach tylko tzw. Brama Młyńska. w 1550 roku utworzoną w Montbazon parafię a w 1547 roku na mocy decyzji Henryka II utworzono hrabstwo w Montbazon. W 1588 roku hrabstwo zostało podniesione do rangi księstwa - parostwa dla Ludwika VII de Rohan, księcia Guéméné, za sprawą Henryka III, zwanego przez nas Henrykiem Walezym Uciekinierem.
W 1699 roku księstwo to było najbogatszym i największym w królestwie, po księstwie Orleanu. W połowie XVIII wieku zmienił za sprawa tzw. hiszpańskiej drogi, wygląd Montbazon. Zachodnia brama miasta, która leżała na trasie nowej drogi, została
zniszczona a mury miejskie rozebrano, podobnie jak wiele budynków fortecznych. Fasady domów zwróconych w stronę nowej ulicy, z których większość pochodziła z XV i XVI wieku zostały przebudowane. Bieg rzeki Indre został częściowo zmieniony, a odnoga przechodząca
przez obecny Place André-Delaunay została osuszona i
zasypana. Nowy kamienny most Saint-Jean-Baptiste został zbudowany
nad rzeką Indre w latach 1754–1758. Dziś w jego okolicach znajduje się obszar chroniony, całe 10 hektarów dzikich storczyków, naparstnicy żółtej i roślin z rodzaju Elatinaceae. Twierdza Fulka, należąca od 1490 roku do rodu de Rohan, dziś podlega tzw. nieustającej renowacji, robiąc przy okazji za centralna atrakcję miasteczka. Raczej się nie zapowiada że usuną figurę Madonny z Dzieciątkiem, umieszczoną na twierdzy w roku 1866. Hôtel - Dieu zbudowany w XV wieku, położony wzdłuż starej drogi wykorzystywanej przez pielgrzymów podążających do Santiago de Compostela, robi za zabytek kościelno - świecki, bo kościółek niestety przebudowano. Ratusz i młyn pochodzą z XIX wieku, château przebudowano na początku XX wieku. Widzicie to miasteczko liczy coś tam ponad 4000 mieszkańców, historię ma taką że nasze duże miasta nieraz takiej nie mają a takich miasteczek w Dolinie Loary mnóstwo, małe Kruszynki Zaściankowe przez które przetaczała się historia pełna wielkich nazwisk i królewskich tytułów. Takie to są te miasteczka w Dolinie Loary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz