"Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi zburzywszy,
długo błądził i
w tułaczce swojej siła różnych miast widział,
poznał tylu ludów
zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów!"
"Odyseja" Homer
Nowy film Nolana, jak to u niego, bardzo widowiskowy. Mła z ostatnim "Nolanem" miała problem, "Oppenheimer" mimo świetnej gry aktorskiej, wydał się mła taki nie do końca nolanowski. Czegoś w nim brakowało, może nadziei? Nowy film jest za to nolanowski do bólu. Oczywiście przed filmem było mnóstwo kontrowersji, głównie dotyczących obsady. No wicie rozumicie, że woke, czarnoskóra Helena, te klimaty. Mła, która nie znosi kiedy postacie historycznych Europejczyków "kaukaskich" odgrywają w filmach historycznych czarnoskórzy aktorzy, tym razem olała temat, bo to przeca adaptacja eposu, a nie historii. Tak jak w serialu "Wielka", satyrze ubranej w historyczny kostium, nie ma znaczenia czy aktor jest czarnoskóry, białoskóry, czy fioletowy w ciapki. Przeca nie mamy do czynienia z materią faktów, tylko ze sztuką o sztuce. Ci, którzy się tak bardzo się zapluwali opisem Heleny jako białoramiennej, nie grzmieli jakoś że Nolan nie każe mówić swoim bohaterom greckim heksametrem i to nie w wersji klasycznej, tylko zgodnej z najnowszymi ustaleniami na temat brzmienia greki w VIII - VII p.n.e.
Mła osobiście nie ma nic przeciwko temu żeby córkę łabędzia pod postacią, którego ukrywał się Zeus, wyklutą z jaja, grała czarnoskóra aktorka. Półbogini może mieć nawet trzeci cycek, w charakterze dodatkowej atrakcji. Gdyby Ci wszyscy samozwańczy obrońcy białoskórej Heleny wiedzieli jak wyglądali ludzie epoki mykeńskiej na wyspach greckich, to pewnie by nimi zatrzęsło i cisza by zapadła w kwestiach protogreckich wyobrażeń. No dobra, nie będę się wyzłośliwiała. To nie jest film archeologiczno - historyczno - prawie że dokumentalny, to opowieść o antycznym micie, próba jego reinterpretacji. Bliżej tu do kina Felliniego, jego "Satiriconu", czy do "Jezusa z Nazaretu" Zefirellego, gdzie jakoś nikt nie wytaczał ciężkich dział z powodu tego że Robert Powell grający Jezusa ni cholery nie przypominał mieszkańca Palestyny z I wieku n.e. Mity nie są własnością grupy, która je stworzyła, my sami dlatego na Zachodzie obchodzimy Boże Narodzenie że mit bliskowschodni stał się zawłaszczoną częścią naszej kultury. Zawłaszczyliśmy, tak jak inni zawłaszczają mity. Tak nawiasem pisząc to wielka jest siła obrazu, mła pierwszym skojarzeniem na słowo Jezus jest zawsze ukoronowana cierniem głowa Roberta Powella, z tymi jasno niebieskimi oczami, w których tkwi cały ból świata.
Film Nolana jest z tego gatunku, uroda kadrów ma tu wielką siłę rażenia. Na mła największe wrażenie zrobił koń trojański na plaży i sceny w Hadesie, klimat wymiata! Do tekstu Nolan podszedł twórczo, znaczy co mu było potrzebne rozwinął, co mu było niepotrzebne pominął, niektóre sprawy hym... "skompresował", jeszcze inne zmienił. Nie ma tu wyspy ćpających Lotofagów, za to kwiatami, a nie owocami lotosu, karmi Odysa nimfa Kalipso, Synon zostawiony przy koniu ginie, zamiast jak to zapisano, otworzyć w koniu właz, z którego wyleźli Achajowie, Antinoos ginie ostatni a nie pierwszy, Nauzykaa wraz z Feakami nie istnieje, żadnego worka wiatrów od Eola. Pewnie większość oglądających nie zauważy, bo po prostu nie zna eposu, mła jednak zdawa sobie sprawę jak dalece "Odyseja" 2026 jest autorską interpretacją Nolana. Czy mła z tego czyni zarzut? Noł, noł, mamy do czynienia z materią mitu a ona jest bardzo pojemna i hym... zmiennokształtna. Jednocześnie Nolan zachowuje to, co w tym konkretnym micie jest najbardziej istotne - człowiek jest igraszką bogów, próby przeciwstawiania wyrokom losu niosą zagrożenia a losu nie zmieniają, gdyż wszyscy podążamy w jednym kierunku, nasze działania mają skutki, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, nie można powrócić do przeszłości. Gdyby mła miała jednym zdaniem opisać jaka jest wersja "Odysei" Nolana to - Herosi są zmęczeni byciem herosami. To film o rozpadzie świata, jego ideałów, rozpadzie człowieka, z odrobinką nadziei na spokój i być może odrodzenie. Nolan jak to się przyjęło określać, przesuwa sens.
Spryt Odysa przyniósł zwycięstwo, które okazało się klęską i teraz cały świat ma PTSD. A wszystko to zgrabnie opowiedziane, jak choćby brzemienna w skutki wizyta u czarodziejki Kirke ( Samantha Morton wielką aktorką jest a scena zamiany w świnki duża sprawa! ), czy historia wyspy Syren albo moja ulubiona, bardzo wierna oryginałowi historia psa Argosa, czy dobrze pomyślana historia wizerunku Ateny, ukazującej się Odysowi. Jak dla mła to ten film ma wszystko co mła w kinie lubi - dobrze opowiedzianą historię z pomocą świetnych obrazów, dobrze zagraną ( na tyle dobrze że mła nie przeszkadzał ten potoczny amerykański angielski, który czasem ją drażni w tych wszystkich Trojach i Aleksandrach ). Oczywiście są mielizny typu "Nasza epoka brązu się kończy", zdanie które wypowiada Odys, czy "Płyńmy ku zachodzącemu słońcu". Są też drewniane aktorsko momenty, że tak napiszę poziom aktorstwa nie jest równy. No ale jest widowisko, kostiumy są naprawdę filmowe, nikt nie silił się na antyk rodem z Hollywood, szczęśliwie zdaniem mła. Nolan bawi się w wikińskie łodzie, postać Agamemnona przypominającą Batmana, choć dla mła ten Agamemnon ma więcej z Dartha Vadera, określoną paletę barw, której większość nie będzie kojarzyła ze światem antycznym, bo przeca ludzie teraz informowani przez AI, nieważne że kłamliwie, jak ten świat antyku wyglądał. Muzyka Ludviga Göranssona z tych medytacyjnych, kiedy wybrzmiewa głośniej czuć w niej mrok. To dobra ścieżka dźwiękowa dla filmu o zagubieniu, ale mła nie sądzi żeby podbijała listy przebojów. No i takie to kino autorskie, choć nie wierzę żeby miłośnicy "Incepcji" bardzo je docenili. Dlaczego? Bo jest to film długi, mało teledyskowy i opowiada o mało przyjemnych sprawach, szczególnie takich, które dotyczą w większości mężczyzn. Filmy o granicach sprawczości człowieka rzadko kiedy cieszą się popularnością wśród publiczności. Mła się podobało, czy będzie się podobać innym? Nie wiem, ludzie mają różne oczekiwania wobec tego filmu.
Za ozdóbstwa dziś robią obrazki sztuki mykeńskiej, czyli z czasów w których toczyły się jakieś historie, które potem obrosły mitem. W Muzyczniku fragmenty ścieżki dźwiękowej, ten z Syrenami i "Another Name".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz