niedziela, 14 marca 2021

Codziennik - w oczekiwaniu na wiosnę


Podobno koniec  z przymrozkami, może i prawda bo jakby cieplej.  No ale za to deszczowo więc o sekatorowaniu róż i inszych krzewów mowy ni ma ( znaczy jest tak jak mła przypuszczała że będzie ). Koty też   z pogody  niezadowolone  bo futra mokną. Obraza jest na "całyświat" w związku z tym i próby są co i raz podejmowane zagarnięcia  100 % wyra dla nich. Poza tym nawet kiedy mła uda się zalec to nie odpuszczajo i  żądają  ode mła karesów, ciumkań i zapewnień o tym że są ukochanym zajączkami, prawdziwymi panterami, mają osobowość  Króla Lwa i w ogóle  mogłyby orędzia w telewizorni wymiaukiwać bo takie som mundre i znaczące.  Komplementowanie kotów kończy się tym że wszystkie chcom  leżeć na poduszce co powoduje awantury w  wyniku których mła musi bronić  jak niepodległości swojej pozycji głównej zarządzającej wyrem.
 
Oprócz występów mojej czeredki mła  zalicza pretensje w  wykonaniu dochodzących, spośród których Pusiu bije wszelkie rekordy złego wychowania  ( hym... a w domu podobno anioł, mła postanowiła nie narzekać na Pusia bo  było przebąkiwanie o areszcie domowym dla niego  i wtedy moje koty polazłyby na gościnnych występach a Sztaflik, Mrutek i Pasiak mają za uszami że hej i mła by się pod ziemię chyba zapadła ze wstydu ). No wiecie, Pusiu drze sznupę, usiłuje zaglądać  do garów i podżerać sukinkulenty, włamywać się  do kubełków śmieciowych ale moje  gwiazdy w celu dostania się po Pusia mogłyby zacząć drapać  u Pusiowych ramy okienne i wykonywać  rzuty na szyby,  olewanie okien, wrzeszczeć rozkazująco do Pusiowych itd., no i  byłaby poruta  na całe osiedle! To już lepiej niech Pusio szarogęsi się u mła w chałupie. Epuzerowi przejdzie zakochanie w takiej jednej z naszej ulicy to wróci  do starych przyjaciół i ustawi sprawę.  Znaczy Pusiu będzie siedział na parapecie bo dla Epuzera jest jasne że z gości  to tylko on może wchodzić na parapet wewnętrzny. Na razie zatem mła zostaje  tylko patrzeć potępieńczo kiedy Pusiu niby skrycie przebiega przez kuchnię w kierunku  garów ( na  szczęście nie skacze na blaty, tyłas  vel tyłeczek cóś za tłusty ) czy spogląda łakomie na sukinkulenty.




Mła poszła sprawdzić jak się ma Alcatraz po fali nocnych mrozów. Oblookiwała  głównie to co już zdążyło zakwitnąć. Szczerz pisząc to bałam się o kwiaty ciemierników i przebiśniegów, śniegu za wielkiego nie było za to nocami zdarzały się mrozy poniżej  pięciu na minusie. Takie mrozy potrafią nieźle sponiewierać  rozwinięte kwiaty, pąki są  w miarę bezpieczne ale zdarza się że ulegają uszkodzeniom.  Mła z duszą na ramieniu podłaziła do ciemierników bowiem  podczas przebieżki rozpoznawczo - wyceniającej  po  Leroyu ( farby, kleje, oblookanie gresów na podłogę kuchenną u Pana  Dzidka i tym podobne przyszłe zakupy ) zobaczyła  co mróz zrobił z ciemiernikami w ogrodzie zewnętrznym.  Widok  był smętny, niemal wszystkie ciemiernikowe  ukwiecone pędy leżały. Mła zatem nie była pewna co zobaczy u się, tym bardziej że jej  ciemierniki wyprodukowały już całkiem wysokie pędy.  Uff, szczęśliwie wygląda na to że zeszłotygodniowe mrozy oszczędziły pierwsze kwiaty kwitnące  w Alcatrazie. Zarówno ciemierniki jak i drobnica cebulowa wygląda w miarę poprawnie ( znaczy uszkodzenia są  ale dadzą się przeżyć ). Co prawda mła może sobie ponarzekać na  śnieżyczki ale o tym będzie osobny wpis. Cyklameny wyglądają całkiem nieźle i widać że przylaszczki zbierają się  do kwitnienia. Hym... może nie jest idealnie ale po takich mrozach mogło być znacznie gorzej. Mła odetchnęła z ulgą i radośnie snuje ogrodowe gryplany. Po  połowie marca zaczyna się sezon wysyłkowy w różanych sklepach, mła zacznie prawdziwe ogrodowanie! 



Domowo to nie był w tym tygodniu tzw. lajcik i mła jest zmęczona. Dlatego sobie i Wam zapuszcza w muzyczniku cóś odprężającego. Pieśni i tańce przodków mła, he, he, he. Mła tyż tak potrafi rączką jak pani na ostatnim klipie, z jodłowaniem idzie jej gorzej, cyt - cyt ma opanowane jaki i "loiszamowanie" chasydzkie ( znaczy śpiewa razem z Mazowszem i  chłopakami w czerni ).

 


środa, 10 marca 2021

Serial royalsowy czyli mła próbuje nie rzygnąć od mendialnej papki

Mła chcąc nie chcąc ogląda najnowszą odsłonę serialu  The  Crown.  Gdzie w internecie się rozejrzy wszędzie wychodzą Windsorowie - Mountbatten, znaczy się  Coburg - Battenbergi.  Mła się już boi lodówkę otworzyć coby się nie nadziać. Operacje planowe i nie tylko takie w naszym lecznictwie odwołujo nakazem odgórnym ale Oprah wymiata! Mendia grzejo temat jakby od niego zależały losy świata a mła zatyka kiedy sprawdza ilość komentarzy pod newsami. Qrcze, jest w ludziach potrzeba podglądactwa,  cóś niemal na pograniczu voyeryzmu, przymus sprawiający że czujo się powołane  do uczestniczenia w życiu inszych oraz do wypowiadania się na ich temat. Mła niby rozumie  choć tak po prawdzie to nie do końca, bo szczerze pisząc to ma wylane na historie pałacowe ( bo ma kamienice  na głowie ) i nawet nie rozróżnia wszystkich osób dramatu. Jednakże mła się  jak zwykle zaczęła leniwie zastanawiać dlaczego się robi jak się robi i o co właściwie jest halo i dlaczego podglądani są ci a nie inni. Mła już tak ma że  kiedy cóś za dużo plotą to ona się zastanawia, sorry to jest silniejsze od niej. Mniemanologia nie przeszkadza jej w prasowaniu czy gotowaniu obiadku, mła sobie mniema przy takich domowych zajęciach. Przy tych niedomowych to mła nie może sobie na mniemanie pozwalać, więc dzisiejsze wypociny są efektem prac domowych. Ryjek  od Muminków ma rację, czasem lepiej nic nie robić, he, he, he.

Mła to lubi mieć uporządkowane więc sięgnęła do historii, która jak wiadomo powinna nas czegóś uczyć. Konkretnie to mła sięgnęła do czasów królowej Wiktorii, ostatniego monarchy brytyjskiego, który jeszcze w jakimś stopniu był sprawczy, znaczy nie robił za ozdobnik. Dopóki żyła Wiktoria proces odsuwania monarchy od wpływu na losy państwa przebiegał w sposób postępująco jednostajny, przyspieszył po jej śmierci. Zakulisowo niby przyspieszył ale Bertie się zorientował że o ile chce utrzymać królewski stołek czyli profity dla dzieci to musi cóś wymyślić i to szybko. No i wpadł na pomysł zrobienia z dworu teatru dla poddanych, no wicie rozumicie, ceremoniały, piendrolenia i wiekowe tradycje liczące pół roku - tego typu  to były klimaty. Syn Bertiego, Jerzy V, świetnie zdawał sobie sprawę że jest nikim więcej jak tylko aktorem utrzymywanym w roli symbolu przez  brytyjski rząd i establishment.  Jego dzieci zdawały sobie z tego sprawę jeszcze bardziej. Wielu  historyków podkreśla że największą tragedią dla Alberta  księcia Walii było zostanie Jerzym VI. Ponoć biedak płakał w przeddzień przyjęcia tytułu, mając świadomość  że czeka go dożywocie - życie zgodne z wyobrażeniem innych na jego temat.  
 
Elżbieta  miała przerąbane, w wieku lat dziesięciu przestała być dzieckiem a została następczynią tronu. Wykształcenie królewskich dzieci  było dostosowane do potrzeb reprezentacji państwa: historia, geografia, religia, w przypadku Elżbiety historia prawa państwowego. Rzecz jasna były też frymuśności w typie język obcy potrzebny  na wypadek salonowej  konwersacji, jazda konna, taniec towarzyski, sztuka i kultura w wersji dla brytyjskich panienek z dobrych domów. No i rzecz najważniejsza tresura - machanie rączką, otwieranie rautów, słuchanie pierdół w  otoczeniu przejętych królewską osobą ludzi, czytanie przemówień, uczestniczenie i wyglądanie na świadomą w czym się uczestniczy. Nic  rozwijającego niesterowalną osobowość, wykształcenie w sam raz na potrzeby globalnego produktu pod tytułem brytyjska rodzina królewska. Takie  wykształcenie pozwala  wykonywać upierdliwe i w sumie nużące pseudoprace (  przez to że to pseudopraca, nic  twórczego,   jest to ciężkie ). Kształtowane przez brytyjskie media społeczeństwo ( establishment był tym mocno zainteresowany ) czuło potrzebę posiadania monarchy. Nadal ją czuje choć dla świata robi się to co raz bardziej egzotyczne. Inne monarchie powoli ale nieustannie gubią swoją monarszą wyjątkowość, rezygnują z teatralności na rzecz w miarę normalnego funkcjonowania członków królewskich rodzin ( proces będzie  postępował aż do zaniku monarchii, bez teatru nie ma  emocjonalnych  więzów z monarchą, znika potrzeba posiadania  symbolu w postaci  żywego człowieka nie sprawującego władzy  ).
 
W UK  nadal wystawia się premiery teatralne, trochę ramotowate.  Królestwo ma  tę samą panującą od prawie siedemdziesięciu lat monarchinię,  skrojona pod jej osobę instytucja jedzie schematami z ubiegłego wieku. Oczywiście jest bufor bezpieczeństwa - monarcha ma być bardziej konserwatywny niż społeczeństwo ( znaczy tradycja żywa w wydaniu dla prostaków ) ale jednocześnie wśród członków rodziny królewskiej musi  być ktoś wyrażający  aspiracje młodszego pokolenia i dający nadzieję na zmiany ( takim kimś była księżna Walii Diana, teraz są jej synowie ), tak to się drzewiej robiło coby w przedstawieniu każden cóś dla siebie znalazł . Tylko że  się trochę pozmieniało.  widownia chce wincyj! Dziś środki masowego przekazu muszą całodobowo obsługiwać monarszą  instytucję,  w czasach informatyzacji świadomość nieustannej inwigilacji jest dla obsługiwanych doświadczeniem po którym  może  powstać cóś na kształt stresu pourazowego bo gra się nieustannie.  Wszyscy podkreślajo jak to Elżbieta II się poświęciła ale stawiam orzechy przeciwko dolarom że nikt nie będzie  podobnych poświęceń wymagał od jej wnuków kiedy obejmą tron. Ludzie będą chcieli czegoś inszego, inszych poświęceń, będą chcieli wleźć im do garów i do wyra. Bo symbole muszo  się zmieniać wraz  z  potrzebami tych którzy bez nich czują się niepełni. Kogo będzie obchodziło przecinanie wstęgi kiedy nie będzie można zobaczyć łez w królewskich oczach wywołanych wściekłością na inszego członka rodziny albo romantycznych spojrzeń dwóch szwagrów? Niby ciągle ten sam dramat w stylu szekspirowskim ale jakże insza interpretacja. Mła myśli że zmiana nastąpi  błyskawicznie, zaraz  po pogrzebowych pieniach na temat jaką to wspaniałą monarchinią była Elżbieta II. Pytanie tylko czy aktorzy nie będą chcieli renegocjować kontraktu, w końcu establishment się zmienił i  jego interesy tyż, wszystko drożeje a każdy chce wyciągnąć za odcinek monarszego życia jakąś  godną kwotę i mieć jeszcze urlop.
 
Na razie mła gdzie w portalu informacyjnym nie spojrzy natyka się na opowieści o ludziach kompletnie nie mających  znaczenia dla codzienności mła i przeważającej liczby ludzi na świecie, a którzy są zarazem globalną marką ( zdziwne ale tak jest ). Przechodzą oni coraz bardziej ze świata polityki do świata show biznesu i niedługo pewnie ludzie zaczno mylić seriale o nich z realem, znaczy z nadawaniem na żywo. Dla mła jest to smętne bo tabloidyzacja informacji, nadawanie przesadnego znaczenia sprawom właściwie bez znaczenia jest przygnębiająca z powodu urabiania odbiorców onych informacji. Mła by nie miała nic  przeciwko gdyby takie info ukazywało się w rubrykach rozrywkowych ale smuci ją fakt że ukazują się w dziale informacji politycznych z nagłówkiem "Pilne!". A co w tym pilnego? ! Nawet gdyby  brytyjska królowa puściła publicznie bąka to nie zmiecie on brytyjskiego parlamentu, co najwyżej wywoła zaciekłą dyskusję internetową na temat królewskiej diety. Taka dyskusja bez  żadnych implikacji dla państwa powinna być stratą czasu dla szanujących się dziennikarzy. Nie jest bo klikalność przekłada się na kasę. I mundre głowy pieprzo o politycznych implikacjach czegoś co z polityko ma już niewiele wspólnego, nadając jednocześnie swoimi pieprzeniami wagę czemuś co jej nie ma. Mła jest zdegustowana i na pograniczu  rzygu.  Dzisiejsze fotki to  królowa Wiktoria solo i ze swoimi chłopakami ( i  córką ) a w muzyczniku,   jakżeby inaczej, Sex Pistols i "God Save The  Queen". Jak widzicie mła  by chętnie odroyalsowała internet a zamiast tego durnie analizuje zjawisko. Pogłuptało ją od monarszych wyziewów.
 

wtorek, 9 marca 2021

Codziennik - w wolnej chwilce użalanie leniwca

Tytuł to wcale nie paradoks, mła jest leniem ale musi zaiwaniać. No nie chce  ale musi.  Dobra, do konkretów. Mroźno, dziś w nocy na ciotczynym  termometrze było osiem stopni na minusie. No prawie bestia z prawie że wschodu. Koty wszystkie karnie w chałupie siedzieli, żadnego nocnego życia nie było, towarzystwo chrapało w pieleszach a mła miała  problem coby sobie miejsce do leżenia na własnym wyrku znaleźć. W ogrodzie przy takich temperaturach w nocy i przy niezbyt wysokich w ciągu dnia nie ma co liczyć na wybuch wegetacji, zmroziło przedwiośnie i takie  zmrożone czeka na lepsze chwile. Mła ogląda prognozy ale jakoś bardzo jej nie pocieszajo, chyba trza  będzie poczekać  do równonocy wiosennej na to od dawien dawna zapowiadane ocieplenie. Mła jest rozczarowana aurą bo zamyślała sobie w ten weekend postraszyć sekatorem krzewy róż i nie tylko róż. Teraz wychodzi na to że sekatorem to będzie mogła postraszyć samą siebie. Kamienicznie  pieriepałki - lokatory mła nie zareagowały na prośbę uprzejmą o sprzątnięcie odpadów poremontowych bo ponoć nie majo jak i nie majo kiedy. No cóż, będzie bolało bo mła nie będzie patrzeć na koszty  tylko na to żeby skład budowlany  od się wywieźć. Oczywiście rachunek wystawi bo przepisy są jakie są i nie będzie się szczypać. Wygoda  kosztuje. Co zapewne spowoduje zdziwko u niektórych że kosztuje aż  tyle.  A można było samemu kontenerek zamówić i osobiście  do niego ładować te resztki po karton gipsach i byłych glazurach. Tak nawiasem pisząc to problem śmieciowy nadal w kraiku naszym nierozwiązany. Wszystkie partie majo cudowne pomysły jak tworzyć tzw. mafie  śmieciowe, jak ograniczać powstawanie odpadów pomysłu nie ma żadna!

U mła na Podwórku powoli ale nieustająco degradujo się szopy składowe i dobrze bo mła potrzebuje miejsca dla samochodziarzy. Takie to czasy, węglem palić zaraz nie będziemy a miejsce na   brykę na terenie ogrodzonym na wagę złota. Wszystko nam się zmienia co nie znaczy że mła zamierza robić jakieś niesamowite ilości miejsc parkingowych. Tyle ile mieszkań tyle miejsc i basta. Za szopami mła tęsknić nie będzie, co inszego koty. Mła jednakże dosadzi im  żywy płotek z cisów i jaką ławeczkę niską do wygrzewania na słoneczku dostawi. Mła się nawet myśleć  nie chce o sezonie remontowym w tym roku, zęby ją od tych myśli bolą, sama nie wie czemu akurat one. W swoim własnym mieszkaniu tyż ma sporo do zrobienia ale macki jej opadajo. Pewnie ze zwykłego lenistwa bo przeca z czego inszego. Pociesza się myślami o ogrodowaniu, tajemnicą mundialu jest jednak to  kiedy ona na to ogrodowanie ma znaleźć czas. No nic, koniec prawie godzinnego lenistwa i użalań na blogim. Trza się jej brać  do roboty. Ech... dobra mła przechodzi do ozdobników i muzycznika. Dzisiejszy wpis ilustrujo fotki pań którym mła zazdraszcza. One jeszcze starsze od mła ale  nawet podczas zajęć upierdliwych wykazujo energię i tęsknotę za przyjemnościami życia. Być na fali podczas prasowania to cóś co przerasta mła ( kupa rzeczy do prasowania osiąga właśnie wysokość Mount Everest ). Panie w kolejce mogą się czuć jak Marilyn, mła zazdrasza  jeszcze bardziej  niż surfującej bo to czysta rozrywka, bez żadnego żelazka w tle. Babci  od obnażającego mła zadraszcza troszki mniej, ten wyraz twarzy cóś babcia ma taki sceptyczny. W muzyczniku kawałek  z tych w miarę autentycznych - tak to kiedyś śpiewano po węgierskich wioskach i  na rosyjskich drogach.

poniedziałek, 8 marca 2021

Takie tam irysowe gryplany

Mła zamówiła irysy, z lekkim poślizgiem  więc nie wiedziała  na co zdąży się załapać a plany miała że ho, ho i jeszcze raz ho!  No bo trochę miejsca jej na stanowiska irysowe przybyło za sprawą wyżarcia przez chińską  ćmę podwórkowych bukszpanów. Mła pożegna się też w tym roku z padniętą szczepioną wierzbą, susza dwa lata temu tak jej dała do wiwatu że drzewko zamierało aż zamarło. Na jej miejsce mła zamierza posadzić swoją nową rugosę o czerwonych pylnikach  a w okolicach dosadzić irysy dla towarzystwa - padło na odmiany TB o fioletowych kwiatach. Znaczy  tak może nie do końca fioletowych  bo  mła lubi jak barwy są nieco przełamane. Jak to określa Mamelon - zeszmacone. Niestety jedną fioletowiznę  wykupiono, mła zatem będzie musiała pomyśleć o przesadzeniu starszych fioletów, znaczy się odmian irysów TB o fioletowych kwiatach,  coby jej się kompozycja komponowała. Chyba do nich dosadzi szałwię omączoną  'Caradonna'. Będzie to szło tak: Rosa rugosa 'Rotes Phänomen' a koło niej 'Persistent Love' Toma Johnsona z 2016 roku i ciut ciut jaśniejszy 'Staniszczanin' Roberta Piątka z tego samego roku. Do nich chciałam dokupić 'Nostalgic Memory' Paula Blacka z roku 2018 no ale się nie załapałam. Zatem mój plan posadzenia obok siebie odmian o kwiatach różniących się subtelnymi szczegółami spalił na panewce. Moje starsze fiolety są  z tych mocniejszych, na  oko najbardziej będzie pasiła do  nowych odmian 'Moments From The Kazan'. Co prawda kwiaty tej odmiany mają kolor  czystego, dość  głębokiego   fioletu ale nie z tych najciemniejszych więc będą się aż tak różniły żeby to krzyczało. Mła wie  że może nie jest  to połączenie optymalne ale z tym  co u niej rośnie za dużego pola manewru ni ma.

Mła nie załapała się tyż na kolejnego "zdechłego róża" (  Mamelon twierdzi  że na szczęście ), odmianę Johnsona z  2017 roku  'Silence OF Heaven' któś jej sprzątnął  sprzed nosa. Mła za to nabyła 'Kiss Me All Over' Barry  Blyth'a z   2017 dla  niezwykłego łączenia kolorów na płatkach. Co prawda mła przeczuwa że to będzie irysisko tak kapryśne jak 'Plaitnum Class' czy bezczelnie zakwitający raz na dwa lata 'I Hope You Dance' ale mła ma słabość do jasnych błękitów i zdechłych różów zusammen  do kupy w jednym kwiatku zebranych . Skrzywienie takie. Do grupy która ma się składać z odmian 'Luxuriant Lothario', 'Oratorio' mła dosadzi starszą odmianę Blytha z  2011 roku 'Dance A Dance'. To też majo być rosnące koło siebie   trzy odmiany w tym samym typie ( mła jak widzicie preferuje system  trójkowy ). Pytanie tylko które odmiany się w tym roku kwitnąco odliczą, coby mła mogła je bezwpadkowo posadzić w grupce docelowej ( znaczniki przy ptokach typu sroka nawiedzających Podwórko od czasu do czasu i  moich kotach to sobie można ). Mła dokupiła jeszcze jednego irysa do towarzystwa odmianom Zbigniewa Kilimnika 'Urocze Marzenie' i  'Juliusz Słowacki' - to wcześnie zakwitający irys 'Magic Of Love' z  2015 roku autorstwa Roberta Piątka. Irysów SDB w tym roku mła kupiła mało, trza jej rozsadzać to co ma i wymieniać glebę pod niektórymi odmianami. Troszki roboty to jest więc mła się musi na tym skupić a nie na zabawach z nowymi nasadzeniami.

sobota, 6 marca 2021

Codziennik - ciężki tydzień

 

To będzie post bardzo długi bo mła się podobno zaniedbała w obowiązkach blogowych. No ale  mła  miała ciężki tydzień . W czwartek umarła  Cleo i mła przygięło bo to znajome stworzenie było. Kocie mruczanki w  wykonaniu  Cleo mła miała przesyłane mailem na święta, zżyta  była z małą Buddą.  Doro się zbiera  ale bardzo jej źle, mimo tego że w domu jest trójka źwierząt które usiłują ją pocieszać. Kolejna znajoma kotka walczy z paraliżem, który nie wiadomo  od czego ( badajo pasożyty a potem przejdą  do spraw bardziej niemiłych ). Małgoś poparzyła sobie  palce  wrzątkiem "Bo ja musiałam ten czajniczek przytrzymać", Pan Dzidek z lekka naziębł a suczka musi udać  się do veta. Mamelonu przywieźli po ośmiu miesiącach drzwi które zamówiła w sierpniu i które  okazały się  mieć insze  wymiary niż  mieć miały. Mamelon w związku z  tym miała podłamkę, były w jej wykonaniu pytania   czy aby ona nie jest jakaś  dziwna bo się dopieprza  do biednych stolarzy, chwile zwątpienia z jednoczesnymi  żalami. Mła wystąpiła z racjonalizacją tematu przypominając Mamelonu że po pierwsze primo zamiast drzwi z drewna usiłowano jej wcisnąć drzwi z MDFu, po drugie secundo usiłowano wmówić jej że taki właśnie a nie inny frez sobie na drewienku  wybrała co było niezgodne z prawdą, po trzecie tertio że święty by stracił cierpliwość w momencie kiedy realizacja zmówienia na które  wpłacono zaliczkę przedłuża się z dwóch miesięcy  do ośmiu,  a po czwarte quatro że inne wymiary niż podane  w zamówieniu są tylko kroplą przelewającą  czarę goryczy i  że Mamelon,  gdyby jej się  zechciało,  to miała prawo do występów nie tylko w swoim własnym stylu ale w stylu cinżko obrażonej operowej divy. Oj, upada nam  rzemiosło w Polszcze, jak wszystko insze zresztą.
 


Dostać  dziś pracownika któren  wykona pracę  wymagającą umiejętności graniczy z cudem. I nie chodzi tu o to że takiemu pracownikowi mało się płaci, chodzi o to że nawet za tzw. normalne pieniędze nie ma kto prac robić bo jest całe mnóstwo operatorów guzika za to fachowców brak. Przed operatorami guzika chroń nas Panie, zgroza w formie czystej. Mła się przypominajo skecze Kofty i Friedmana o fachowcach - wiecie "Przez cały kraj idziemy dwaj, czy słońce czy śnieżek czy słota!  Niezbędna jest czy chce ktoś, czy nie, w pionie usług fachowa robota".  Tam między innemi był taki tekścik - "– Dałem ogłoszenie w gazecie.– Jakie?– Reklamowe. Nie wolno? Że nasz zakład, wobec ogromnej ilości zamówień, poleca firmę Maruszeczko i syn, która wprawdzie robi dłużej i gorzej, ale za to bierze dwa razy tyle pieniędzy, co my." Mła ma wrażenie że to jest jakiś stały fragment gry, każdy "fachowiec" zaczyna pracę od stwierdzenia "Ale to Pani, Panu spier..... !". Bez tego stwierdzenia zdaje się nie sposób rozpocząć roboty. A potem to wicie rozumicie, droselklapa tandetnie zablindowana i te klimaty. Hym... i nie daj boszsz powiedzieć hydraulicznemu że w tym konkretnym miejscu np. kolanko powinno być czterdziestką piątką a nie dziewięćdziesiątką bo obraza majestatu.
 
A przeca  zdrowy rozum i podstawowa wiedza na tematy hydrauliczne niby powinny hydraulicznemu być nieobce, chyba wie co do niego  się mówi ( pewnie cóś tam wie i stąd obraza bo czuje że nie może robić  za guru ). Taa... zamiast fachowości  "fachowiec" najczęściej usiłuje człowiekowi serwować  tzw. "niebezpieczeństwo życia" czyli "gruchniętą rurę" wymienianą przez  Pana Majstra, strach się bać. Mła się cieszy że znalazła godnego następcę Pana Krzysieńka  Hydraulika, bo opowieści nawiedzanych przez hydraulików jeżą jej włos na głowie ( ostatnio widziała łazienkę nawiedzoną, której właściciel obajtkował na hydraulicznych ile wlezie, bo jak stwierdził nerwy ma poszarpane tak że jeszcze troszki a odwiozą go w kaftanie do psychiatryka, mła wysłuchała tej koprolalii z miną królowej  brytyjskiej przyjmującej gości na garden party, znaczy miała na facjacie wyraz uprzejmego zainteresowania  a w duchu dziękowała Najwyższemu Instalatorowi Sanitarnemu że Tatuś nauczył ją taktyki przesłuchu fachowców ). Mła  miała w tym roku  casting na nadwornego hydraulika i było to doświadczenie z tych granicznych. Mła o "fachowcach"  już  kiedyś pisała, wie  że  się powtarza ale teraz wraca do tematu bo nadchodzi sezon remontowy a wraz  z sezonem remontowym jak  bociany na wiosnę powracajo  "fachowcy" i mła musi się gdzieś ulać. No to  ulewa się jej na blogim. 
 

Tak à propos "fachowców" i koprolalii  występującej także ( bo nie  jedynie ) przy schorzeniu zwanym zespołem Tourette'a. Mła jest pełna podziwu dla bezczelności obecnego szefa  naszego największego koncernu paliwowego, choć może powinna być pełna podziwu dla jego walki  z chorobą. W końcu te negocjacje biznesowe cinżkie są, musiał być pełen samozaparcia żeby w takim  stresie panować na tikami i językiem. A  może nie panował? Mój boszsz... może dobrze że pomysł premierowania upadł, kto wie czy dałby  biedak radę wygłosić exposé . A jakby go stres zjadł?  No to popłynęłoby z mównicy sejmowej - Panie Kurwy Posłanki i Panowie  Skurwysyny Posłowie, a potem tak dalej  w tym guście. Chory człowiek ale cała Polska by pewnie z zapartym tchem słuchała, kto wie czy rekord nasłuchu który ustanowił swego czasu premier Mazowiecki  by się ostał. A te  wizyty zagraniczne!  Trza być wyrozumiałym dla choroby, w końcu mamy XXI wiek i nie ma  żadnego powodu dla którego osoba z takim schorzeniem nie mogłaby liczyć na wyrozumiałość inszych politycznych.
 
Mła by chętnie posłuchała na żywo transmisji z takich  zagramanicznych wystąpień, ma już nawet w głowie listę  polityków i gremiów międzynarodowych których i które jako premier mógłby pan O. odwiedzić.  Mła jednak martwi czy aby na pewno koprolalia pana O. jest związana z zespołem Tourette'a, wiecie możliwość sprawowania  urzędu premiera przez  schizofrenika to jest bardzo postępowa postawa  ale nie wiem czy suweren jest już na to gotów. Ostatnia osoba z wyraźnymi defektami psychiczno -  neurologicznymi  piastująca wysokie stanowisko, niejaki Donald z Hameryki, opuściła urząd w niesławie. Podobno tamtejszemu suwerenu ostatni  wyskok Donaldinio się  jednak nie podobał.  Mła by tego nie chciała dla  Cebulandii, woli na stanowisku premiera zwyczajnego kłamczucha i kombinatora.  Jedyne głosy jakie nasz obecny premier słyszy i czuje że musi  im być posłuszny  pochodzą z gardła Pana Jareczka, dość przewidywalne są.  Chorzy może lepiej  niech się zajmą zdrowiem własnym i nie narażają na stresy, które wzmagają objawy schorzenia. Tyle na temat choroby, która przeca od człowieka najczęściej niezależna ( bo psychoza  alkoholowa przy której też występuje  koprolalia zależna jednak jest ).
 
Natomiast na temat bezczelności no to mła sobie myśli że pan O. to absolutne podium. A tak w ogóle to właśnie dzięki panu O. nasi drodzy mało i wielkorolni czekali z utęsknieniem na dopłaty unijne do hektara. Pan O. swoją karierę w ARiMR zaczął do czystek i potem nie miał kto robić tych dofinansowań bo krewni królika nie opanowali tematu. Miszczu! Na szczęście pan O. z "zawodu jest dyrektorem" i poszedł pastwić  się do Energi. Mimo tego że to w gruncie rzeczy takie smutne  to jest jednocześnie cholernie wesołe i mła jest wdzięczna panu O. za tę chwilę rozrywki w ciężkim dla niej tygodniu. Co prawda nie on jeden się stara, nasz premier walnął taką mowę przy okazji budowy tunelu pod Świną, robionego zresztą za pieniędze unijne i samorządowe, że mła poczuła się znów młoda. Miazmaty komuny to sprawiły. No ale  nie ma się co dziwić, naszego premiera od jedenastego roku życia SB porywało i torturowało to mu się wzięło i utrwaliło gadanie w komuszym stylu. Choć i tak wiertło na miarę naszych możliwości nie przebije tej chwili kiedy nasz premier raz przypadkiem prawdę powiedział ( "Dzisiaj nasza polityka, polityka Prawa i Sprawiedliwości, polityka Zjednoczonej prawicy w Europie i Polsce doprowadziła do tego, że nasza polityka nie jest ani biała czyli uległa, ani czerwona czyli postkomunistyczna. Jest biało-czerwona!" - kocham ten cytat ).
 
Z drugiej strony barykady politycznej mła postanowił rozśmieszyć były przewodniczący  Schetyna, który zamierza budować nowy  kompromis aborcyjny. Mła się zastanawia na czym ten kompromis miałby polegać? Pomysły takie  się jej pod czachą roją  że ho, ho i jeszcze bardziej. Czasem mam wrażenie że zajęci polityką panowie ( i niestety panie tyż ) przegapili info o rozwoju nauk wszelakich. Żyją w świecie  w którym  zygota  za łaskawym politycznym "postępowym" zezwoleniem może  być implantowana ale broń boszsz  fiolki w której się znajduje na glebę upuścić boby się człowieka zabiło. Patrząc  na to od inszej  strony swego czasu prof. Zoll and his band nadali jakąś tam  formę osobowości prawnej komórkom  więc kontynuacją prawa komórek  do życia  ( pewnie o tym prof. nie pomyślał )  będzie stwarzanie im takiej możliwości poza organizmem matki. Inkubator przeca dozwolony jak najbardziej, trza tylko udoskonalić urządzenie coby podtrzymywało  życie i zapewniało dobrutki mamine  od jak najwcześniejszego stadium rozwoju. Zdaniem  mła prof. Zoll i były przewodniczący  Schetyna wyprzedzajo znacznie swoje czasy, he, he, he. Przez przypadek ale wyprzedzajo. Kiedyś produkowane  fabryczną metodą dzieci z inkubatorów będo się uczyć o tych dwóch  światłych mężach. Ciekawe  co na to ich  coolega  Szymon? No bo ten... no... epidiaskop  powinien  być zadowolniony, w końcu  ochrona życia od poczęcia byłaby zapewniona! A że nie tradycyjnie dziecioróbstwo tylko fabryczne?  Sztuka jest sztuka. A dziś  na całym świecie ludzie odchodzo od rzemiosła, same operatory guzika. Mła cóś o tym wie. No i inkubator zawsze  można poświęcić.


Dobrze  że mła może w dziedzinie rozrywki czyli wytchnienia od smutków życia liczyć na cóś innego niż tylko głupoty wyprawiane i wygadywane przez politycznych. Na szczęście mła dorwała komiks muminkowy. A teraz czyta o tym co tak ją śmieszy  w  wykonaniu politycznych  -  czyta o tym jak to Muminek nie przewidział długofalowych skutków własnego działania,  czyli zaproszenia do domku niejakiego Bobka.  Ryjek, którego swego czasu podejrzewałam tylko o pełną niemocy pazerność i zauroczenie materializmem okazał się niezłym kombinatorem. Książka jest pięknie wydana, niestety cena z tych zaporowych (  mła dostała ją w prezencie, znaczy kupiła za pozwoleństwem ). Mła czuje bliską pokrewność  duchową z Muminkami, niekiedy czytając opowiastki widzi siebie ( np. mła podobnie jak Włóczykij nie jest w stanie się dorobić z powodu ciągot romantycznych, problem pomocy domowej  jest u niej palący, a życie domowe często  odpowiada wyobrażeniom  Tatusia Muminka o życiu właściwym ).




Nawet rozmowy z Panem Dzidkiem na temat dźwigania przez niego wiader z węglem cóś mła przypominajo szantaże rodem z Doliny Muminków. Taa... z rzeczy odfajkowanych to mła zamontowała wreszcie, znaczy cóś po roku i sporym kawałku,  te uchwyciki do robionych  mebelków co sobie wyplanowała. Trwało jak to zwykle u mła ale z drugiej strony to przeca mła na mebelki codziennie patrzy a nie dzikie tłumy, jej nie przeszkadzało dłuuugo, jeść nie wołało więc problemu nie ma. Teraz uchwyciki są, cudnie  mosiężne i mła ma za co szufladki chwytać. Za to nie ma już  żadnego pretekstu żeby z robieniem pozostałych mebelków czekać. Czasu co prawda  poświęcić zbożnej działalności mebelkowej za wiele nie może  ale kto ma tyle czasu ile mu naprawdę potrzeba? Znaczy mła się będzie chyba w kwietniu spinać i wogle bo ogród, bo Piesa ma nawiedzić, bo chałupa, bo jej zwierzyniec i jej staruszki. No się dzieje! 
 

Na zakończenie tego postu napiszę że obecnie czyli w sobotę martwię się o Szpagetkę i Gienię. U Szpagetki problem dziąsłowy się chyba zaczyna a u Gieni problem z wiekiem, tzn. cały człowiek ją zawodzi. Dziś  czuła się tak źle  że trza nam było wezwać pogotowie  ( czego staramy się unikać ze względów oczywistych ). Nie znalazłam zdjęć Cleo, są chyba na dysku zewnętrznym na którym jest tak dużo fot że nie mam siły w nich grzebać. Musicie sobie zatem wyobrazić mieszankę mau w odcieniu szaro - płowym. Zrobiłam za to foty uchwycików i mebelka oraz fotę czajniczka herbatkowego ( imbryk klasyczny )  i kubeczka w jeże malowanego  do onego imbryczka. Mła zakupiła za pośrednictwem Psicy na słynnych targach w Bolesławcu. Aha, mła ma zamiar kupić w tym roku troszki nowych irysów, ale o tym w inszym poście.

wtorek, 2 marca 2021

Codziennik - mix nastrojów

Uff.., no i mamy marzec.  Tak jak w raz  z rozpoczęciem grudnia mła rozpoczyna zimę ( mimo że na astronomiczną czeka się jeszcze trzy  tygodnie  ) tak z pierwszym dniem  marca mła czuje że już idzie  wiosna, choćby na dworze zalegał  śnieg ( i tyż trza  czekać na właściwą datę wiosennego przesilenia   te trzy  tygodnie ). Przed mła mnóstwo zajęć i trza się jej  będzie sprężać jeżeli  chce cóś konkretnego wiosennego w ogrodzie i chałupie zrobić. Nie wie na co znajdzie  czas  a co będzie musiała sobie odpuścić. Oj, nie ma lekko. Kamienicznie tyż nie najciekawiej - srandemia oczywiście trwa co oznacza że z niektórymi pracami  prosto nie będzie  bo nie zawsze da się dostać dobrego pracownika ( budowlanka, remonty, konserwacja, wszystko wymaga jakichś  kwalifikacji  ). Z drugiej strony inflacja zżera kasę i trza będzie  się starać o jej zwiększony  dopływ. Mła przewiduje  trudności które  trza będzie brać  na klatę.
 
Ech... Doro dzwoniła w sprawie  Cleo, jest mniej  niż  średnio ale opieka domowa i  kota stabilna. Najważniejsze żeby nie cierpiała i trza się  Doro teraz skoncentrować na zapewnieniu odpowiednich ku temu warunków. No więc  Doro się  koncentruje a mła przeżywa. Mła świetnie rozumie bo wie dobrze jak to jest, kiedy już tylko najlepszą domowiznę można zapewnić i spokój.  Mało mła nie udusiła Szpagetki coby się pocieszyć, ona chyba wyczuła że ze mła  cóś nie halo bo była wyjątkowo łaskawa. No wiecie - lizactwo, pomruki, cheek to cheek. Mła się od tego troszki polepszyło, był nawet moment że "Heaven I'm in heaven". Zaraz po tej  krótkiej chwili mniłości  Szpagetka pokazała rogi żeby mła do realu wróciła  ( jak te małe biedne ząbki w tych delikatnych, biednych dziąsełkach potrafią upieprzyć to cud ) . Na szczęście Sztaflik i Okularia obsiadły mła i kontynuowały pocieszycielskie obłożenie. Na grube dziefczynki można   w kwestii  pocieszeń liczyć, nie to co mała  małpa i chłopaki zajęci pilnowaniem ogrodu  ( Mrutek  pilnuje Alcatrazu  prowadzając się z Epuzerem i Pusiem a  zazdrosny Pasiak  pilnuje  Mrutka ).
 


Zrobiło się troszki chłodniej i wegetacja  się zatrzymała, nie jest to jednak  jakaś  spektakularna zamrożka czy cóś w tym guście. Ot, spowolnienie lekkie. Mła usiłowała planować przycinanie krzewów na ten weekend ale pogoda ma być  nie najlepsza  więc poczeka sobie do przyszłotygodniowego weekendu.  Mła nie może się pod  żadnym pozorem przeziębić, za dużo ludziów i zwierząt na niej "wisi". Poza tym mła musi mieć dobre samopoczucie by nie dawać  satysfakcji żmijom z zarzundu, które robio wszystko by mła wykończyć. Mła będzie musiała troszki kotom dobrutek podkraść na tranie robionych i takich inszych na wzmocnienie odporności sobie dokupić bo marcowe  pogody zdradliwe.  No a wyjechać w celu nabycia odporności poprzez dosłonecznienie  nie ma jak bo srandemia. Przy okazji srandemii, gazociągów, tudzież inszych sprawek gospodarczych - mła pragnie przyuważyć jak UE będzie się w takim tempie zamieniała w agendę niemiecką to się rozpirzy zanim UK  czy to co z niego zostanie ponownie zgłosi  do niej akces.  Pasienie  koncernów z dużą ilością niemieckiego kapitału  to droga  do amerykanizacji Europy, czyli zważywszy na to co się w Stanach dzieje droga donikąd. Z dobrych politycznych info - we Francji dobrali się do exprezydenta  ( Niemiaszkom tyż by się przydało solidne wietrzenie salonu bo zapyzienie jak u ciotki Klotki  ). Co prawda troszki nieciekawie bo łamiąc tabu ale się dobrali   (  zdaje się jest jeszcze możliwość apelacji ale już samo  to że któś  gnojkom którzy odpowiadają "przed bogiem i  historią"  dobiera  się do tyłka jest dla mła miłe ) . Politycy w Polsce od lat ingerują w system sprawiedliwości, żeby żaden polityk nie został skazany za łamanie prawa. Do dupy to jest, mła ma nadzieję że  ta ekipa  będzie pierwszą  za którą  się porządnie zabiorą prawnicy. I że ta zbożna działalność będzie kontynuowana w miarę potrzeb, bo polityczni powinni mieć nad sobą bat żeby im się we łbach nie przewracało.
 
 

Z rzeczy jeszcze milszych. Ciemierniki  startujo i tu nic  nie trza pisać. Wystarczy na fotki popatrzeć.

Mła  ma zatem taki mix nastrojów, z jednej strony przeraża ją ilość kamienicznej  roboty którą ma do  zrobienia  ( a może nie mieć kim  ), ilość  roboty do przerobienia samodzielnego ( którą mła tyż najchętniej zrobiłaby cudzymi rękami  ) a z drugiej strony cieszy się bo wiosna  idzie, polityków sadzajo a ptocy pitulo. Z jednej strony  zmartwienie bo choroba  Cleo z tych  najpaskudniejszych i trza być przygotowaną na najgorsze, z drugiej strony Szpagetka jakby  trochę milsza i wydaje się zdrowsza.