


To będzie post bardzo długi bo mła się podobno zaniedbała w obowiązkach blogowych. No ale mła miała ciężki tydzień . W czwartek umarła Cleo i mła przygięło bo to znajome stworzenie było. Kocie mruczanki w wykonaniu Cleo mła miała przesyłane mailem na święta, zżyta była z małą Buddą. Doro się zbiera ale bardzo jej źle, mimo tego że w domu jest trójka źwierząt które usiłują ją pocieszać. Kolejna znajoma kotka walczy z paraliżem, który nie wiadomo od czego ( badajo pasożyty a potem przejdą do spraw bardziej niemiłych ). Małgoś poparzyła sobie palce wrzątkiem "Bo ja musiałam ten czajniczek przytrzymać", Pan Dzidek z lekka naziębł a suczka musi udać się do veta. Mamelonu przywieźli po ośmiu miesiącach drzwi które zamówiła w sierpniu i które okazały się mieć insze wymiary niż mieć miały. Mamelon w związku z tym miała podłamkę, były w jej wykonaniu pytania czy aby ona nie jest jakaś dziwna bo się dopieprza do biednych stolarzy, chwile zwątpienia z jednoczesnymi żalami. Mła wystąpiła z racjonalizacją tematu przypominając Mamelonu że po pierwsze primo zamiast drzwi z drewna usiłowano jej wcisnąć drzwi z MDFu, po drugie secundo usiłowano wmówić jej że taki właśnie a nie inny frez sobie na drewienku wybrała co było niezgodne z prawdą, po trzecie tertio że święty by stracił cierpliwość w momencie kiedy realizacja zmówienia na które wpłacono zaliczkę przedłuża się z dwóch miesięcy do ośmiu, a po czwarte quatro że inne wymiary niż podane w zamówieniu są tylko kroplą przelewającą czarę goryczy i że Mamelon, gdyby jej się zechciało, to miała prawo do występów nie tylko w swoim własnym stylu ale w stylu cinżko obrażonej operowej divy. Oj, upada nam rzemiosło w Polszcze, jak wszystko insze zresztą.

Dostać dziś pracownika któren wykona pracę wymagającą umiejętności graniczy z cudem. I nie chodzi tu o to że takiemu pracownikowi mało się płaci, chodzi o to że nawet za tzw. normalne pieniędze nie ma kto prac robić bo jest całe mnóstwo operatorów guzika za to fachowców brak. Przed operatorami guzika chroń nas Panie, zgroza w formie czystej. Mła się przypominajo skecze Kofty i Friedmana o fachowcach - wiecie "Przez cały kraj idziemy dwaj, czy słońce czy śnieżek czy słota! Niezbędna jest czy chce ktoś, czy nie, w pionie usług fachowa robota". Tam między innemi był taki tekścik - "– Dałem ogłoszenie w gazecie.– Jakie?– Reklamowe. Nie wolno? Że nasz zakład, wobec ogromnej ilości zamówień, poleca firmę Maruszeczko i syn, która wprawdzie robi dłużej i gorzej, ale za to bierze dwa razy tyle pieniędzy, co my." Mła ma wrażenie że to jest jakiś stały fragment gry, każdy "fachowiec" zaczyna pracę od stwierdzenia "Ale to Pani, Panu spier..... !". Bez tego stwierdzenia zdaje się nie sposób rozpocząć roboty. A potem to wicie rozumicie, droselklapa tandetnie zablindowana i te klimaty. Hym... i nie daj boszsz powiedzieć hydraulicznemu że w tym konkretnym miejscu np. kolanko powinno być czterdziestką piątką a nie dziewięćdziesiątką bo obraza majestatu.

A przeca zdrowy rozum i podstawowa wiedza na tematy hydrauliczne niby powinny hydraulicznemu być nieobce, chyba wie co do niego się mówi ( pewnie cóś tam wie i stąd obraza bo czuje że nie może robić za guru ). Taa... zamiast fachowości "fachowiec" najczęściej usiłuje człowiekowi serwować tzw. "niebezpieczeństwo życia" czyli "gruchniętą rurę" wymienianą przez Pana Majstra, strach się bać. Mła się cieszy że znalazła godnego następcę Pana Krzysieńka Hydraulika, bo opowieści nawiedzanych przez hydraulików jeżą jej włos na głowie ( ostatnio widziała łazienkę nawiedzoną, której właściciel obajtkował na hydraulicznych ile wlezie, bo jak stwierdził nerwy ma poszarpane tak że jeszcze troszki a odwiozą go w kaftanie do psychiatryka, mła wysłuchała tej koprolalii z miną królowej brytyjskiej przyjmującej gości na garden party, znaczy miała na facjacie wyraz uprzejmego zainteresowania a w duchu dziękowała Najwyższemu Instalatorowi Sanitarnemu że Tatuś nauczył ją taktyki przesłuchu fachowców ). Mła miała w tym roku casting na nadwornego hydraulika i było to doświadczenie z tych granicznych. Mła o "fachowcach" już kiedyś pisała, wie że się powtarza ale teraz wraca do tematu bo nadchodzi sezon remontowy a wraz z sezonem remontowym jak bociany na wiosnę powracajo "fachowcy" i mła musi się gdzieś ulać. No to ulewa się jej na blogim.


Tak à propos "fachowców" i koprolalii występującej także ( bo nie jedynie ) przy schorzeniu zwanym zespołem Tourette'a. Mła jest pełna podziwu dla bezczelności obecnego szefa naszego największego koncernu paliwowego, choć może powinna być pełna podziwu dla jego walki z chorobą. W końcu te negocjacje biznesowe cinżkie są, musiał być pełen samozaparcia żeby w takim stresie panować na tikami i językiem. A może nie panował? Mój boszsz... może dobrze że pomysł premierowania upadł, kto wie czy dałby biedak radę wygłosić exposé . A jakby go stres zjadł? No to popłynęłoby z mównicy sejmowej - Panie Kurwy Posłanki i Panowie Skurwysyny Posłowie, a potem tak dalej w tym guście. Chory człowiek ale cała Polska by pewnie z zapartym tchem słuchała, kto wie czy rekord nasłuchu który ustanowił swego czasu premier Mazowiecki by się ostał. A te wizyty zagraniczne! Trza być wyrozumiałym dla choroby, w końcu mamy XXI wiek i nie ma żadnego powodu dla którego osoba z takim schorzeniem nie mogłaby liczyć na wyrozumiałość inszych politycznych.

Mła by chętnie posłuchała na żywo transmisji z takich zagramanicznych wystąpień, ma już nawet w głowie listę polityków i gremiów międzynarodowych których i które jako premier mógłby pan O. odwiedzić. Mła jednak martwi czy aby na pewno koprolalia pana O. jest związana z zespołem Tourette'a, wiecie możliwość sprawowania urzędu premiera przez schizofrenika to jest bardzo postępowa postawa ale nie wiem czy suweren jest już na to gotów. Ostatnia osoba z wyraźnymi defektami psychiczno - neurologicznymi piastująca wysokie stanowisko, niejaki Donald z Hameryki, opuściła urząd w niesławie. Podobno tamtejszemu suwerenu ostatni wyskok Donaldinio się jednak nie podobał. Mła by tego nie chciała dla Cebulandii, woli na stanowisku premiera zwyczajnego kłamczucha i kombinatora. Jedyne głosy jakie nasz obecny premier słyszy i czuje że musi im być posłuszny pochodzą z gardła Pana Jareczka, dość przewidywalne są. Chorzy może lepiej niech się zajmą zdrowiem własnym i nie narażają na stresy, które wzmagają objawy schorzenia. Tyle na temat choroby, która przeca od człowieka najczęściej niezależna (
bo psychoza alkoholowa przy której też występuje koprolalia zależna
jednak jest ).

Natomiast na temat bezczelności no to mła sobie myśli że pan O. to absolutne podium. A tak w ogóle to właśnie dzięki panu O. nasi drodzy mało i wielkorolni czekali z utęsknieniem na dopłaty unijne do hektara. Pan O. swoją karierę w ARiMR zaczął do czystek i potem nie miał kto robić tych dofinansowań bo krewni królika nie opanowali tematu. Miszczu! Na szczęście pan O. z "zawodu jest dyrektorem" i poszedł pastwić się do Energi. Mimo tego że to w gruncie rzeczy takie smutne to jest jednocześnie cholernie wesołe i mła jest wdzięczna panu O. za tę chwilę rozrywki w ciężkim dla niej tygodniu. Co prawda nie on jeden się stara, nasz premier walnął taką mowę przy okazji budowy tunelu pod Świną, robionego zresztą za pieniędze unijne i samorządowe, że mła poczuła się znów młoda. Miazmaty komuny to sprawiły. No ale nie ma się co dziwić, naszego premiera od jedenastego roku życia
SB porywało i torturowało to mu się wzięło i utrwaliło gadanie w
komuszym stylu. Choć i tak wiertło na miarę naszych możliwości nie
przebije tej chwili kiedy nasz premier raz przypadkiem prawdę powiedział
( "Dzisiaj nasza polityka, polityka Prawa i Sprawiedliwości, polityka
Zjednoczonej prawicy w Europie i Polsce doprowadziła do tego, że nasza
polityka nie jest ani biała czyli uległa, ani czerwona czyli
postkomunistyczna. Jest biało-czerwona!" - kocham ten cytat ).

Z drugiej strony barykady politycznej mła postanowił rozśmieszyć były przewodniczący Schetyna, który zamierza budować nowy kompromis aborcyjny. Mła się zastanawia na czym ten kompromis miałby polegać? Pomysły takie się jej pod czachą roją że ho, ho i jeszcze bardziej. Czasem mam wrażenie że zajęci polityką panowie ( i niestety panie tyż ) przegapili info o rozwoju nauk wszelakich. Żyją w świecie w którym zygota za łaskawym politycznym "postępowym" zezwoleniem może być implantowana ale broń boszsz fiolki w której się znajduje na glebę upuścić boby się człowieka zabiło. Patrząc na to od inszej strony swego czasu prof. Zoll and his band nadali jakąś tam formę osobowości prawnej komórkom więc kontynuacją prawa komórek do życia ( pewnie o tym prof. nie pomyślał ) będzie stwarzanie im takiej możliwości poza organizmem matki. Inkubator przeca dozwolony jak najbardziej, trza tylko udoskonalić urządzenie coby podtrzymywało życie i zapewniało dobrutki mamine od jak najwcześniejszego stadium rozwoju. Zdaniem mła prof. Zoll i były przewodniczący Schetyna wyprzedzajo znacznie swoje czasy, he, he, he. Przez przypadek ale wyprzedzajo. Kiedyś produkowane fabryczną metodą dzieci z inkubatorów będo się uczyć o tych dwóch światłych mężach. Ciekawe co na to ich coolega Szymon? No bo ten... no... epidiaskop powinien być zadowolniony, w końcu ochrona życia od poczęcia byłaby zapewniona! A że nie tradycyjnie dziecioróbstwo tylko fabryczne? Sztuka jest sztuka. A dziś na całym świecie ludzie odchodzo od rzemiosła, same operatory guzika. Mła cóś o tym wie. No i inkubator zawsze można poświęcić.


Dobrze że mła może w dziedzinie rozrywki czyli wytchnienia od smutków życia liczyć na cóś innego niż tylko głupoty wyprawiane i wygadywane przez politycznych. Na szczęście mła dorwała komiks muminkowy. A teraz czyta o tym co tak ją śmieszy w wykonaniu politycznych - czyta o tym jak to Muminek nie przewidział długofalowych skutków własnego działania, czyli zaproszenia do domku niejakiego Bobka. Ryjek, którego swego czasu podejrzewałam tylko o pełną niemocy pazerność i zauroczenie materializmem okazał się niezłym kombinatorem. Książka jest pięknie wydana, niestety cena z tych zaporowych ( mła dostała ją w prezencie, znaczy kupiła za pozwoleństwem ). Mła czuje bliską pokrewność duchową z Muminkami, niekiedy czytając opowiastki widzi siebie ( np. mła podobnie jak Włóczykij nie jest w stanie się dorobić z powodu ciągot romantycznych, problem pomocy domowej jest u niej palący, a życie domowe często odpowiada wyobrażeniom Tatusia Muminka o życiu właściwym ).




Nawet rozmowy z Panem Dzidkiem na temat dźwigania przez niego wiader z węglem cóś mła przypominajo szantaże rodem z Doliny Muminków. Taa... z rzeczy odfajkowanych to mła zamontowała wreszcie, znaczy cóś po roku i sporym kawałku, te uchwyciki do robionych mebelków co sobie wyplanowała. Trwało jak to zwykle u mła ale z drugiej strony to przeca mła na mebelki codziennie patrzy a nie dzikie tłumy, jej nie przeszkadzało dłuuugo, jeść nie wołało więc problemu nie ma. Teraz uchwyciki są, cudnie mosiężne i mła ma za co szufladki chwytać. Za to nie ma już żadnego pretekstu żeby z robieniem pozostałych mebelków czekać. Czasu co prawda poświęcić zbożnej działalności mebelkowej za wiele nie może ale kto ma tyle czasu ile mu naprawdę potrzeba? Znaczy mła się będzie chyba w kwietniu spinać i wogle bo ogród, bo Piesa ma nawiedzić, bo chałupa, bo jej zwierzyniec i jej staruszki. No się dzieje!


Na zakończenie tego postu napiszę że obecnie czyli w sobotę martwię się o Szpagetkę i Gienię. U Szpagetki problem dziąsłowy się chyba zaczyna a u Gieni problem z wiekiem, tzn. cały człowiek ją zawodzi. Dziś czuła się tak źle że trza nam było wezwać pogotowie ( czego staramy się unikać ze względów oczywistych ). Nie znalazłam zdjęć Cleo, są chyba na dysku zewnętrznym na którym jest tak dużo fot że nie mam siły w nich grzebać. Musicie sobie zatem wyobrazić mieszankę mau w odcieniu szaro - płowym. Zrobiłam za to foty uchwycików i mebelka oraz fotę czajniczka herbatkowego ( imbryk klasyczny ) i kubeczka w jeże malowanego do onego imbryczka. Mła zakupiła za pośrednictwem Psicy na słynnych targach w Bolesławcu. Aha, mła ma zamiar kupić w tym roku troszki nowych irysów, ale o tym w inszym poście.