Uff... nie dość że upał to chyba się u nas kampania wyborcza zaczęła, bo cóś w mendiach wrze. Strach cokolwiek włączyć, bo wrzeszczą. Jak nie lekarze i sygnaliści, to elity ukraińskie i ich problemy. Jakby własnych elit i problemów z nimi związanych było nam mało. Dla każdej ogarniętej i każdego ogarniętego jest jasne że wszelkie konferencje na temat odbudowy kraju, który nadal prowadzi wojnę, to pic na wodę i fotomontaż. Jaka to obudowa, w kraju, który jest non stop bombardowany? Przyszłe kontrakty? Z kim, przeca Ukrainę czekają po wojnie wybory i łatwo może się okazać że nowym władzom zamarzą się nowe priorytety. Teraz żeby była całkowita jasność, kontraktów na odbudowę Ukrainy nie załatwia się w Ukrainie, chyba że się chce mieć kłopoty. Płatnikiem w takich kontraktach lepiej żeby nie były samorządy, ani nawet żeby rząd Ukrainy coś tam gwarantował. Płatnikiem dla naszych firm powinny być instytucje Zachodu. Zresztą zdaniem mła nasze firmy nie muszą się pchać na Ukrainę, zarobią na dostawach i tranzycie wystarczająco. Tyle w sprawie. Odczepmy się od ukraińskich tematów i zostawmy ukraińskich polityków z ich własnym narodem. Tam się szykują niezłe rozliczenia zaraz po wojnie, na co nam się w to pchać i robić za chłopca do bicia. Wspierajmy osłabianie agresywnej Rosji, to jest nasz biznes. No i nie prujmy gęby, ludzie mendialni dajcie odetchnąć!
Gorąc straszliwy i mła się martwi o Helenkę, która nie je. Podchodzi do miski, wącha i odchodzi. Mła czuje że zbliża się wizyta u dochtórek, podejrzewam ząbki. Myślę że na razie będę działała jak Kocurro doładowująca zupkami Myszkę. Nadal usiłuję coś robić w domu, idzie ciężko, bo tak po prawdzie to tylko bym zalegiwała. Cio Mary i Pabasia też schowane w domach, wychodzą bladym świtkiem po zakupy i tyle ich łażenia. W lipcu ma być ochłoda, oby się sprawdziło. Dla mła istotne, bo być może już w lipcu udam się na kocią pańszczyznę do Dżizaasa i Jądrzeja, coś się tam u nich parodniowego szykuje. Jądrzej ma do wypływania swoje "łódkowe" godziny a Dżizaas i jej przyjaciółka Justynka wyczuły okazję, by się zabrać. Mła będzie chodziła do kociego łobowiązku. Ze spraw kurtularnych to byliśmy z Mamelonem i Sławencjuszem w kinie na nowym Spielbergu, który u nas zamiast nazywać się "Dniem ujawnienia", chodzi pod tytułem "Dzień objawienia". He, he, he, zawierzenia nam się kłaniają. Film z tych kontrowersyjnych, choć posiadających konstrukcje cepa i niewymagający wysiłku intelekta. Wicie rozumicie, zabili go i uciekł a realia jak z początku wieku. A jednak mła wyczuwa w tym filmie jadowitą satyrę, opis amerykańskiego jestestwa, które nie jest obecnie w stanie ocenić, co jest prawdą, co postprawdą wygenerowaną przez AI, które skłonne jest uwierzyć w każdą teorię spiskową, bo dawno temu zgubiło narządka do krytycznej analizy rzeczywistości. W tym swoim świecie, gdzie rządzą prawa wrestlingu, czekają na guru, który powie "Listen...". Słabo myślący całą swoją nadzieję ładują w empatię, która pomoże przetrwać kryzys. Hym... chyba Tomasz Raczek ma rację, każdy ma swój własny film, wyświetlający się jakby niezależnie od tego, co się widzi na ekranie. Mła się tak wyświetliło.
Mła w końcu zakloszowała co cza, jestem w miarę zadowolniona, najbardziej z ceny klosza rzecz jasna. Z ustrojstw, które robię bardzo rzadko jestem zadowolniona, taka już moja natura. Temat ogródkowy, mła zajmuje się miniaturkami, bo na prawdziwe ogrodowanie ma zbyt mało czasu i niestety coraz mniej siły. Dobrze że na cokolwiek jeszcze mła te resztki energii jest w stanie z siebie wydobyć, upał bardzo mła uświadamia że nie jest już tą młodą lasencją, którą była dziesiąt lat temu. Jutro mła jedzie w odwiedzinki do Tatusia, będzie nas trochę więcej, taki mały zlot w domku Babci Halinki. Mam nadzieję że w lesie upał będzie bardziej znośny, choć może być różnie, co widać po zachowaniu żółwi. Jądrzej zamontował żółwiom nadajniki na skorupkach, Tatuś nawet ich teraz do domu nie zgarnia na noc, bo popitalają po działce jak małe samochodziki. Słoneczkują cały dzień, podjadając co uważają, naprawdę szczęśliwe jak w swojej ojczyźnie. Zgadzam się z Anią, mamą Jądrzeja, hodowanie zwierząt egzotycznych w domach to coś mocno nie tego. Człowiek choćby nie wiem jak się starał, nie zapewni takich warunków jakie stworzenia powinny mieć. Cieszę się bardzo na spotkanie z Małgosią, ciekawe czy załatwiła sobie plener? Po południu z Grotnik jadę do Gosi i Piotrusia, na wizytę pocieszycielską. No i to by było na tyle przed weekendem. Fotki różne, żółw z nadajniczkiem, no i także zdziśki, w tym te z poprawiaczami wyglądu na dzień jutrzejszy i nowymi kolczykami mła a w Muzyczniku nadal sentymentalnie - Gina Lollobrigida, która zdaniem mła była lepszą śpiewaczka niż aktorką. Mła zaraz uda się do wanny, dla ochłody i poprawy urody.
Uuuu…. mimo upału szarpnęła mnom zazdrość straszna bo ją kolczykowa jestem …. To prawdziwe , italiańskie ;) ?muranowe znaczy ?
OdpowiedzUsuńOraz donoszę co powinnam donieść wcześniej , że obdarzył mnie łaskawie cudnym kwiatem otrzymany od Ciebie (ze trzy lata temu?) irys. Temu drugiemu co już raz kwitnął wredne ślimaki zezarły większość pąka i rozwinęła się taka bidusia …. :(
Miłego i choć nieco chłodnego łikendu życzę :)!
wyznająca cichuśko, że lubi upały…..
Rabarbara
Rabarbaro, no co Ty? Jaki Murań, z czego? Mła ma jeszcze wodę i część podatku do zapłacenia, no i nowy rachunek za prund przyszedł. Helenkowa wizyta nie wiadomo ile będzie kosztowała i jeszcze Mrutusiowe kontrole. Mła kupiła u Chińczyka, bardzo niegodnie dofinansowując Państwo Środka, na szczęście kwotą niezbyt wielką.
UsuńCiesz się że irys zakwitł, mła w tym roku będzie słała, ma wykopki irysowe Mariolce wysłać i do Agniechy zapaczyć, może też cóś Tobie przysłać?
Mła upałów nie tego, ciepełko tak, upały nie, bo padam jak kfioty kaczeńców.