sobota, 9 listopada 2013

Alcatraz żegna kolorową jesień

Już listopad, smętek i dżdże nas czekają - koniec kolorowej jesieni. Wspomnienia września i października na tle listopadowej szarzyzny są prawie nierealne. Niemożliwe że jeszcze parę dni wcześniej było kolorowo, coś tam na drzewach jeszcze szeleściło a na rabatach dogasały wrzosolistne marcinki. Teraz niebo szarobure, gołe konary drzew i krakanie gawronów tuż pod moim oknem ( prowokacja wobec moich kotów - to się kiedyś źle skończy dla prowokatorów ). Gdyby nie perspektywa kaczuszki z jabłkami właśnie zapiekarnikowanej to w ogóle totalny smętek listopadzi by się rozpełzł po domu. Alcatraz nie lubi listopada z wzajemnością. Nie ma niczego co w listopadzie usiłowałoby kwitnąć czy choć liściem kolorowym kusić. Są co prawda trawy ale one swoje wielkie występy mają już za sobą, teraz to będzie jedynie ozdobna słoma zimowa. Zostaje tylko przeglądanie zdjęć z dni chwały i wspominanie nielicznych w tym roku chwil gdy popijając herbatkę ( dziwne, herbata smakuje mi tylko jesienią ) przechadzałam się po Alcatrazie przyglądając się jak to mi ogród wyrósł, jak się puszy i w ogóle jak stara się być bardzo jesienny. Zaczęło się od dyskretnych znaków ze strony bodziszków.


Potem zaczęły kwitnienie jesienne anemony, zawsze nastraja mnie to melancholijnie. O dziwo, kwitnienie marcinków i chryzantem nie ma na mój nastrój takiego wpływu. Po prostu jesienne anemony działają na mnie z lekka depresyjnie z przyczyn mi nieznanych. Szczególnie te o białych kwiatach. Nie znaczy to że mam chęć pozbyć się ich z rabat - idealne kwiaty do przeżywania jesiennych smuteczków i celebracji żałoby po lecie. Kolorek nie rozprasza, kwitnienie jest dystyngowane a nie oszałamiające jak w przypadku marcinków czy jesiennego kwitnienia róż i można się skupić na żalach.


W szlachetnym smuteczku to ja za długo wytrwać nie mogę więc "tarzam się" w marcinkach - prawdziwych królach jesieni na moich rabatach. Przełom września i października to w Alcatrazie orgia marcinkowa, zjawisko nad którym nie do końca panuję ( zawsze jakaś nielegalna siewka zakwitnie w przedziwnym miejscu w którym wydawało mi się że pieliłam ).




Czasem zastanawiam się czy mój ogród nie jest zbyt zamarcinkowany. Takie głupie myśli przychodzą mi zazwyczaj do głowy wczesną wiosną, kiedy do kwitnienia marcinków jeszcze całe wieki. Najczęściej ograniczam się do wypielenia siewek i i czuję że odmarcinkowałam co trzeba, układ jesienny rabat pozostaje bez zmian.



Najwyżej marcinki otrzymują nowe towarzystwo, wspierające jesienne kwitnienia. W zeszłym roku dosadziłam sporo traw ale ten rok należał niewątpliwie do sedumków. Pojawiły się za sprawą coooleżanek Tabazianek, w dużej ilości i w pięknych odmianach no i natychmiast dogadały się z Alcatrazem. To będą rośliny września, mamy z Alcatrazem czuja!



W październiku szał ciał - zaczynają przebarwiać się masowo liście. Serca strapione jesienią, wspomagane przez "Indie i chińskie latawce" ( z nielegalnie dodawaną konfiturą z wiśni, cytrynką a czasem nawet z rumem ) mogą się do woli ogrzewać przy jesiennych ogienkach. Kocham słoneczne październiki, ze wszystkich jesiennych miesięcy październik jest the best!



Nawet zazwyczaj zielone jak żaba części ogrodu robią się kolorowe.



A potem niestety nadchodzi listopad a w Alcatrazie jest tak jak w listopadowej Dolinie Muminków - za wcześnie na cieszenie się wiosną, pamięć o lecie już się zatarła a w dodatku przed nam Wielka Niewiadoma czyli zima. No nie mam ja najlepszego nastroju w związku z tym i jedynie wspomniana kaczuszka na duchu mnie podtrzymuje. Teraz wkleję filmik własnej produkcji i a potem to już tylko będę rozmyślać nad mickiewiczowskim "Lepsza w maju jedna chwilka Niż w jesieni całe grudnie". Wszystko mija jak ten puch marny.


2 komentarze:

  1. Ładnie zrobiłaś ten film z pavaną :-)

    Majka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Majeczko, filmiki to Pollutonowska występująca pod pseudo "Zwykła Poll" nauczyła mnie kleić! Zrobiła ze mnie reżysera animatora, he, he!

    OdpowiedzUsuń