wtorek, 3 listopada 2026

Politycznik na początek miesiąca

Mła tak sobie patrzy na ten światek i zbiera się jej na złośliwy chichot. Ludzie uwiązani do srajfonów i srajpadów, które bombardują ich informacjami,  z których tak na oko 80% jest z dupy wziętych,  coraz bardziej głupiejo. Na ten przykład Stanozjednoczońcy plują na nielegalną migrację, w czasie kiedy legalna za cinżkie pieniądze korumpuje i rozwala im system demokratyczny. Wicie rozumicie, Paco i Esteban to fuj, ale taki Musk z Thielem to cacy. Boki zrywać, gdyby nie to że władzuchna popierana przez Big Techy rozwala gospodarkę na całym świecie. Nie tylko gospodarkę, tak się zdziwnie złożyło że pieniążki na rozwalanie przy okazji protestów europejskich miast, płyną z Rosji i z... USA. To tyle w kwestii tego jak to nielegalna migracja sama z siebie Europę rozwala. Owszem, rozwala, starannie sponsorowana przez tych ze Wschodu i Zachodu. W końcu największe fale migracji do Europy zawdzięczamy wojenkom USA na Bliskim Wschodzie i ich pokłosiu. A teraz ta kasa. Dlatego nawet durna lewica czuje że czas się odciąć od proimigranckiej polityki. Będzie się działo. Dziś wybory uzupełniające w USA, sondaże sondażami ale u  bukmacherów nie obstawiają zwycięstwa Republikanów, tylko rozmiar ich klęski. Taka midtermowa klęska to u nich norma, bo zazwyczaj midterms są przegrywane przez partię prezydencką, kiedy kończy się miodowy miesiąc władzy. Teraz jest tylko dlatego zdziwnie że stany republikańskie od lat, obraziwszy się bardzo mocno na władzę, zamierzają  pokazać jej środkowy palec. Jeżeli stan republikański od zarania chce głosować na Demokratę, to oznacza dzwon żałobny a nie dzwonek alarmowy dla Republikanów. Od skali porażki zależy jak Demencja będzie sprawował władzę, wicie rozumicie, to parlament trzyma wór z kasą.

U nas już się dzieje, nasz prezydent pojawił się w miejscu, w którym być nie powinien i co gorsza dał występ, jakiego głowa państwa dawać nie powinna, ze względu na szacunek wobec pełnionego urzędu. Prezydent Polski nie powinien brać udziału w bijatykach, koniec i kropka. Jak się tego nie rozumie, to się nie powinno było starać o urząd, który wymaga godnego sprawowania. To że rząd robi, co robi, nie oznacza że premier i prezydent mają się napiendralać w klatce. Na temat tego co się obecnie odwala z TK mam swoje zdanie i nie jest ono pochlebne dla rzundzących, ale nie chcę widzieć głowy państwa w takiej sytuacji, w jakiej widziałam. Nie chcę słyszeć "ale proszę mi tu", tak nie powinien zachowywać się najwyższy urzędnik w państwie, to nie jest brama stoczniowa a prezydent to nie trybun ludowy. Szczerze pisząc to Karol powinien zająć się tym, że przegrywając z Onetem zostanie Alfonsem a ta przegrana robi się coraz bardziej pewna. Także mła i śmieszno i gorzko - smętnie. Nasza prawica oczywiście bredzi i liczy na zjednoczenie z okazji "walki o TK", tylko jeszcze nie pokumała że elektoratu sprawa TK specjalnie nie rusza. Podobnie ma się sprawa z elektoratem KO, nie wiem czy płemiełowi uda się zjednoczyć elektorat pod sztandarem tej walki, wydawa mła się że nie, bo elektorat to chciał inszych konkretów, naprawy służby zdrowia na ten przykład. Mła wie tylko jedno, prezydent RP nie ma prawa wparowywać do wszystkich urzędów w Polsce, tak jak nie prawa ma wparowywać do domu obywatela, bo "chroni Konstytucję". Czy ktokolwiek cóś na tej sprawie ugrał? Chyba mendia, bo się tak zachłystywały tą awanturą że były o krok od zadławienia. Lud stoi z boku i patrzy, niektórzy tak jak mła - z ciężkim zgorszeniem i czeka co z tego wylezie, bo tak naprawdę uważa że to nie jego sprawa. To, czy to błędne przekonanie to inna bajka. 


Dzisiejszy wpis ozdabiają prace Chen Huimin, urodzonej w 1943 roku w Pekinie, artystki malującej kwiaty. Mła urzekły "sportretowane" lotosy i chryzantemy.  A w Muzyczniku Manuela de Falli "Canción del fuego fatuo" z baletu  "El amor brujo", napisanym w stylu gitanerii, czyli cygańskim vel romskim.

poniedziałek, 2 listopada 2026

Listopadowy zadusznik

No i mamy zaduszki, zwane przez mła zadusznikiem, bowiem mła, podobnie jak jej Babcia Wiktoria, cóś źle reaguje na dym z wielu zniczy. Mła jest obecnie w takim stanie psychicznym że lepiej żeby nie rozpamiętywała, szczególnie kocich odejść. Boli po Kasiuleńce, boli po Okularii, no i odzywają się starsze rany, których boję się nazwać imieniem. Ech... Jakoś  łatwiej pogodzić się z tegorocznymi odejściami Babci Halinki, czy Marysi, bo one że tak to określę - należycie nażyte. Listopad zaczął się raczej wszawo, zamiast słonecznego dnia z prognozy pogody, było takie pochmurne smędzenie. Pogoda ni to, ni sio, niedookreślona. Mogło być gorzej, mogło lać, ale mła była tak nastawiona na nierdzielne słoneczko że pochmurne smędzenie zniechęciło ją do ogrodowania i spacerów. Usiadłam do porządkowania zdjęć z podróży, co zajęło mła niemal całe popołudnie. Qurcze, ale napstrykałam! Jestem mocno do tyłu z wpisami podróżniczymi, mimo tego że parę w miesiącu wklejam. Może za dużo chcę pokazać, ale z drugiej strony po co robić wpis podróżniczy z czterema zdjęciami na krzyż i tekstem typu - Tu byłam! Zwiedzam turystyczne samograje, ale staram się je szczegółowo obfocić i jeszcze jakieś info na ich temat zamieścić, żeby nie były to tylko moje wrażenia. Mam bowiem takie zdziwne poczucie że te samograje wcale nie są tak dobrze znane jak się powszechnie uważa. Dzieje się tak dlatego że są niby must see i zakłada się że wszyscy, wszystko o nich wiedzą, co jest dość oczywistą nieprawdą. Wicie rozumicie, mnóstwo ludzi ogląda Giocondę, jeden na pięciu wie co ogląda, jeden na dziesięciu rozumie to co ogląda.


To by było na tyle, fotki świątecznie chryzantemowo - dyniaste a w Muzyczniku Allegro con spirito z Concierto de Aranjuez Joaquina Rodrigo w wykonie gitarowym Narciso Yepesa.

sobota, 31 października 2026

Weekendownik - ostatni październicznik

Październik schodzi w złocie i purpurze, czasem nawet w słońcu. Tydzień dla mła niełatwy, choć insi mieli jeszcze bardziej pod górkę, ale na szczęście widać powolutku światełko w tunelu. Najbardziej bolesne do zrobienia zostało zrobione i teraz czas na kurację wzmacniającą. Najlepiej taką opartą  na domowiznie, gotowaniu, uprawie doniczkowców i tzw. oddechu emocjonalnym. Mła tyż ma łobowiązek  wobec własnych doniczkowców, czas ściągnąć niektóre z nich do domu, jakoś tam mła się o nich zapomniało a tu listopad za pasem. Przy okazji niektóre z nich przesadzę, bo cóś się mła wydawa że to tzw. najwyższa pora. Na szczęście mła się spięła i ma pozałatwiane cmentarze, sama nie wiem jak to się udało zrobić, tzn. niby wiem  - wychodziłam rano, wracałam wieczorem. W związku ze związkiem jestem nieco zmęczona, jednakże,  ujmę to tak,  zmęczenie fizyczne to prycho przy tym zmęczeniu psychicznym, które obecnie mła odczuwa. Ogarnianie rzeczywistości bywa czasem nadzwyczaj umysłowo  męczące, zwłaszcza jak się cóś nagłego wydarza. Wszystkie gryplany biorą w łeb i trzeba gryplanować od nowa. Mła coraz starsza, coraz bardziej zasiedziała i omszała i ciężko jej się zebrać i cóś nowego wymyślić. No cóż, trzeba będzie w tym gryplanowaniu znaleźć nowe radości a nie się martwić tym że cóś się poszło rąbać. Mła nieco dobija fakt że nowe gryplanowanie wypada akurat w końcówce roku, listopad nie sprzyja optymizmowi. Ech...  Romi nadal, niestety,  milcząca ale za to Ola znów pisze. Z dobrego jeszcze to -  tfu, tfu, tfu - Myszce jakby lepiej.

Nasi politycy rodzimi postanowili zrobić nam na Halloween noc żywych trupów przy okazji próby reanimacji tego trupa instytucji,  jaką jest Trybunał Konstytucyjny, zamordowany przez Zjednoczoną Prawicę. Prawa strona naszej sceny politycznej liczy na pamięć złotej rybki występującą u społeczeństwa, ale taką panią Pawłowicz w roli sędziego TK,  wprost ćwierkającą że interes partii jest ważniejszy niż Konstytucja,  trudno zapomnieć. Trybunał od lat nie działał i chyba tylko mendialni szczytujący z okazji awantury liczą na "wojnę domową". Szczerze pisząc  poza politykami i tzw. najtwardszymi elektoratami,  to Polacy mają gdzieś tę całą instytucję bo: po pierwsze primo przyzwyczaili się do tego że cóś  takiego nie istnieje, ponieważ nie działa, po drugie secundo bo nie rozumieją dlaczego powinno działać. Widok naparzających się polityków z prezydentem na czele  i sędziów jest żenujący, no ale co robić, koń jaki jest każdy widzi a ktoś tych ludzi w końcu wybrał, więc pretensje możemy mieć tylko do siebie. Patrzymy zatem na ten polityczny bój, tak zza tych wiązanek i czyszczonych  nagrobków, jak na stały fragment gry tych na górze. Gry o apanaże, dostęp do intratnych stanowisk w spółkach państwa, kasy płynącej mało legalnymi strumyczkami od tzw. obcych mocarstw i wszelkich innych fruktów władzy. Bordello w państwie mamy od lat i przyzwyczailiśmy się do niego. Klasa polityczna eskalująca konflikt nie rozumie jednego, jak  się naród wkurwi to pogoni ich wszystkich jak leci i będzie miał gdzieś czy są prawi czy lewi, bo będą dla niego tymi z góry, którzy na nim pasożytują. Mła zatem leniwie poziewuje czytając nagłówki i parzy sobie kawę na podtrzymanie ciśnienia.

Ugotowałam groch z kapustą, co pasuje jak najbardziej do aury i politycznych awanturek, kupię sobie coś słodkiego, bo wyrabiać, czy piec jakoś mła się nie chce i poświętuję sobie poza cmentarzami. Jak pogoda pozwoli to może ogród nawiedzę, bardzo mało czasu mam na ogrodowanie. Inna sprawa że to co kiedyś zajmowało mła w ogrodzie pół godziny, teraz zajmuje godzinę. No cóż, mła nie młodnieje. Wieczorkiem cóś obejrzę, jeszcze nie wiem co. Oblookałam pierwszy sezon "The Serptent Queen" i troszkę drugiego, głównie dla Samanthy Morton, bo tak po prawdzie to męczy mnie ta pseudohistoryczna formuła. Wicie rozumicie, mła odróżnia ojców od synów, zna daty zgonów itd., dlatego szybko ją takie seriale oparte na zabawie w historię przestają bawić. W przeciwieństwie do scenarzystów tych kłamliwych opowiastek mła wie że fakty były i są ciekawsze, że można opowiadać lekko bardziej trzymając się rzeczywistości. Dlatego mła sobie daruje dalsze oglądanie wspaniałej Samanthy, bo mła filmidło nudzi a konfrontowanie serialowej  historii z historią nie wypada na korzyść tej pierwszej. Może ponowię próbę obejrzenia "Ojczyzny" Pawlikowskiego, pierwsza cóś nie wyszła z powodu zmęczenia mła. 

No i to by było na tyle. Dziś  fotki zdziśki i obrazek sir Arthura na temat lotów na miotełkach, taki w sam raz na "dziadowską porę".  Fotek z ogrodu niet, bo leje. W Muzyczniku coś nie z tego świata, znaczy muzyka z Hansa Zimmera z filmu  "Interstellar".

wtorek, 27 października 2026

Rachunki szacunkowe, czyli jak się wykręcić

Coś ciekawego się zdarzyło, zmienia się w błyskawicznym tempie ilość zatrudnionych migrantów z 2015 roku. Niedawno jeszcze podawano że pracuje około 35% ludzi przybyłych w tym czasie do Europy, głównie do Niemiec, a teraz okazuje się ze pracuje ich ponad 64%. Znaczny wzrost aktywności zawodowej nastąpił w roku 2023.  Tak podawa raport  Instytutu Badania Rynku Pracy i Zawodów, federalnej instytucji rządowej, której zadaniem jest prowadzenie niezależnych badań nad rynkiem pracy i zatrudnieniem. Ponieważ mła jest zdecydowanie sceptyczna w sprawie niezależności instytucji rządowych, bowiem nie ma państwa, w którym by czegoś nie podrasowywano, mła zaczęła się leniwie zastanawiać o co kaman i kto tu kręci i po co. No tak, niemiecki urząd statystyczny zmienił system zbierania danych o rynku pracy w 2020 roku, co utrudniło proste porównywanie tabel rok do roku, lecz kryteria określania, czy uchodźca z 2015 roku pracuje ( odprowadza składki na ubezpieczenie społeczne ), pozostały oparte na rzeczywistym zatrudnieniu, więc problemu niby być nie powinno. Czyli do roku 2020 i srandemii pracowało 35%, a po pandemii to przyspieszyło i pracuje 64%. Taa... na skutek spowolnienia gospodarczego bezrobocie wzrosło od 2020 o 2. 4 punktu procentowego a liczba osób bez pracy we wrześniu 2026 wyniosła 3 miliony 600 tysięcy, najwięcej od 2011 roku. Tymczasem wśród migrantów bezrobocie zmalało. Taka zdziwność i wszyscy się cieszą, bo liczba zatrudnionych cudzoziemców odprowadzających składki na ubezpieczenie społeczne w Niemczech po raz pierwszy w historii przekroczyła próg 6 milionów osób. Jednocześnie gdy ogólna stopa bezrobocia wynosiła 6,4%, stopa bezrobocia dla populacji obcokrajowców w Niemczech utrzymywała się w tym okresie na znacznie wyższym poziomie, wynoszącym około 14,2%. Taa...  No dobra, to dlaczego Niemce się tak pultają i chcą głosować na durną AfD?

Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniędze. Przyjrzała się mła zasiłkom i to jest dopiero jazda. Żadne dane tu się nie kleją. W Reichu żyje sobie około 57 milionów Naturdeutschów, czyli Niemców bez tła migracyjnego. Według szczegółowych danych demograficznych, z podstawowego zasiłku socjalnego korzysta około 1 miliona 430 tysięcy osób z tej grupy. Oznacza to, że odsetek rodowitych Niemców pobierających to świadczenie wynosi w przybliżeniu 3,5% całej tej "czysto niemieckiej" populacji a zważywszy na to że obecnie osób korzystających z zasiłku jest w Reichu kole 6 milionów 200 tysięcy to kole  20% w porywach prawdziwnych Niemców bierze zasiłek. Tu mła zrobiła wielkie oczy, bo była święcie przekonana że to wincyj. Coś się tam jej ubzdurało że to ze 37% przynajmniej.   Pomyślałam jednak że nie będę się męczyć, policzę ten Grundsicherungs Geld.  Szacuje się że około 61% do 66% uchodźców z Ukrainy pobiera Grundsicherungs Geld, od 40% do nawet ponad 60% ludzi z innych populacji szacunkowo tyż  pobiera Grundsicherungs Geld, no i w tym momencie do mła doszło że Niemcy mają niezły burdel w tym archeo  i tak naprawdę nic nie kontrolują, bo one nie wiedzo tak naprawdę ile uchodźców w Reichu jest.  Biurokracja tam szaleje i wszyscy, wszystko szacują, po to by weryfikować. Choć przeca najważniejsze, czyli twardy dowód  wypłat  istnieje i żadna to sztuka podać w rozsądnym terminie ile kto bierze i przestać ćwierkać o tych procentach niesprawdzalnych konkretnej populacji, tylko się skupić jaki to jest procent ogółu osób pobierających Grundsicherungs Geld. Wszystkie te ichnie przeszacowane dane to sobie można wsadzić, natomiast  stwierdzenie podsumowujące że  obywatele państw trzecich i uchodźcy stanowią blisko 47 - 48% wszystkich odbiorców tego świadczenia w Niemczech,  reszta to obywatele niemieccy, z czego odsetek rdzennych  Niemców stanowi  od 17,4%, do 25 i cóś tam% pobierających zasiłek, to jest rzecz którą można poddać szybkiej weryfikacji. 

Zakręcona mła zastanowiła się jak to jest w ogóle możliwe, żeby w państwie gdzie był taki ordnung, obecnie było bordello? Prowadzą podwójną statystykę, znaczy jaki procent z danej populacji i jaki to procent ogółu, ale te raporty nie mają nic z dawnej niemieckiej precyzji. Forma zapodawania statystyk taka ciemniąca, co zdaniem mła wcale nie jest przypadkowe. Mła doszła do wniosku że cóś przestanie zawierzać niemieckim statystykom, bo te jakoweś wsteczne naliczania, opóźnienia raportowe, ze strony zarzundu niemieckiego zmiany nazw i kryteriów zasiewają w niej podejrzenie że tam się odbywa niezłe kręcenie, bo są niewygódki polityczne. Przeca jasne jest że  prawie połowa zasiłków podstawowych jest wypłacana osobom, które nie są obywatelami niemieckimi. W sytuacji, kiedy gospodarka niemiecka nie ma się najlepiej,  to nie jest najszczęśliwsze posunięcie, więc spodziewam się jeszcze większych zakręceń. Dlatego szacunkowe dane niemieckie sobie odtąd odpuszczam, podobnie jak je sobie odpuszczać sobie zaczęłam w czasie srowidu. Mła przestaje się dziwić że niemieccy obywatele mają duże ale do państwowej biurokracji, tam naprawdę się odbywa ondulowanie mgły. To jest coraz bardziej powszechna praktyka. W USA zarzundzanej przez niby prorynkowych Republikanów skorygowano w tym miesiącu dane o bezrobociu za lipiec i sierpień.  Jakby to ująć, to była naprawdę duża korekta. Hym... wygląda jakby zbliżenie amerykańsko - chińskie wpłynęło na postrzeganie przez amerykańskie instytucje kwestii podkolorowywania statystyk. No wicie rozumicie, najsampierw słodki różyk a potem ta korekta, czyli  szara rzeczywistość. Mła nie jest aż taką tępą dzidą żeby nie rozumieć że korekta to normalna rzecz, mła jednakże dziwią te nazbyt optymistyczne dane, które korekcie podlegają. Mam potężne obawy że nasze polityczne i biurokratyczne tyż  już kombinują. 

No dobra, to by było na tyle tych rachunków, czy raczej bajeczek rachunkowych. Wpis ilustrują prace Sir Arthura Rackhama, paszące jak mało co. Ilustracje do bajek braci Grimm i angielskich ballad, wszędzie, Panie tego, czai się podstępne zło, w postaci niewinnie wyglądającej, nieco kościstej staruszki z zakrzywionym nosem. W Muzyczniku Florence and the Machine i Witch Dance. 

niedziela, 25 października 2026

Weekendownik - zaciemnik

No i jak to z planowaniem, wzięło i pieprznęło. Wokół mła rodzinne zawirowania a nawet cóś, co określiłabym jako solidne wiry. Mła chcąc nie chcąc jest przez nie wciągnięta i jeszcze dla towarzystwa wciągnęła Mamelona, która teraz w tym wirze się wiruje razem ze mła, mimo tego że u niej w domu malarze, co samo w sobie jest tzw. dopustem bożym. Przez te zawirowania wszystkie nasze gryplany na razie szlag trafił, z wyjątkiem przyszłorocznych wakacji w maju, które od dawna planowane, zamówione, przeplute i wogle. Oby to nam się udało w przyszłym roku zrealizować. Mła odwirowana emocjonalnie a Mamelon to jeszcze dodatkowo wyżęta tym malowaniem. U Gosi, Piotrusia i Natalki zaraza, na szczęście nie od mła podłapana. Tylko Sławencjuszowi w tym tyźniu mijającym jakoś się udało odseparować od rzeczywistości, nawet rybki pojechał postraszyć wędką.

Ten tydzień też się jakoś nie zapowiada luźniutko, szczerze pisząc to nie dość tych rodzinnych perypetii, to jeszcze mła będzie robić grobing. Cio Mary raczej mła nie odciąży, bo wzięło ją  i połamało, była nawet wizyta u ortopedy i Cio Mary teraz pobiera co trza, nagrzewa co trza i czyta o ćwiczeniach a nawet cóś tam próbuje ćwiczyć, co kończy się kwiczeniem. Mła rozplanowuje co kiedy i ma cichą nadzieję że pogoda nie będzie z tych, które czynią grobing doświadczeniem granicznym. Mła wystarczy do poczucia skrzywdzenia przez los ta paskudna, październikowa nagła ciemność, wynikająca ze zmiany czasu na zimowy. Niech oni się, qurna,  w końcu zdecydują jaki ma być ten czas, bo mła i nie tylko mła tu szlag trafia. Jak sobie UE nie może z tym poradzić, to poradźmy sobie sami, poparcie dla takiego kroku będzie naprawdę spore. Przeca za to nam funduszy nie obetną. No i to by było na tyle. Fotki zdziśki z szybkiego oblotu ogrodu a w Muzyczniku Magda Umer.

piątek, 23 października 2026

Wiedeń - Wüstenhaus Schönbrunn

Kolejny szklany budynek w pałacowym  parku Schönbrunn to  Wüstenhaus, czyli Pustynny Dom. Tak naprawdę to został wzniesiony jako Dom Słonecznego Zegara, nazywano go też Słonecznym Domem. Swoją starą nazwę zawdzięczał zegarowi słonecznemu znajdującemu się w ogrodzie na południe od budynku. Konstrukcja ma  długość 95 metrów, szerokość 14,5 metra i  15 metrów wysokości. Jest w pełni przeszklona od strony dachu i południowej, natomiast od strony północnej jest to ceglana ściana. Powierzchnia użytkowa wynosząca 1300 metrów kwadratowych jest podzielona wzdłużnie na trzy sekcje; dwa skrzydła przylegające do części centralnej pełnią funkcję zielonego wejścia od strony wschodniej i nieogrzewanej szklarni od strony zachodniej. Pomysłodawcą budowy  nowej szklarni był dyplomata, podróżnik i założyciel Wiedeńskiego Towarzystwa Ogrodniczego, Karl Alexander Anselm Freiherr von Hügel. Doszedł on do wniosku że stara szklarnia nie spełnia specyficznych wymogów uprawy niektórych  rośli  zaproponował budowę tego budynku w miejsce starszej szklarni, która nie spełniała już potrzeb roślin.

Budynek wzniesiono w 1904 roku na polecenie cesarza Franciszka Józefa I wg. projektu go Alfonsa Custodisa. Pierwotnie przeznaczony  był dla   kolekcji roślin z Australii, choć zakładano że będą rosły w nim też rośliny z innych rejonów. Dwór cesarski nabył w 1848 roku, a którą później rozszerzono o rośliny z Afryki Południowej, Ameryki Południowej i Północnej wymagające podobnych warunków. Podczas nalotu bombowego w  lutym 1945 roku Wüstenhaus miał dużo szczęścia, w przeciwieństwie do Palmiarni,  znaczna część szyb w nim zamontowanych  pozostała nienaruszona, dzięki czemu  można było uratować kilka cennych roślin z Palmiarni. Podczas gruntownego remontu Palmiarnie w latach  1986 - 1990 ponownie umieszczono w Wüstenhaus część roślin z Palmiarni. Można zatem powiedzieć ze to była od zawsze też taka ratunkowa przestrzeń dla roślin.  W 2000 roku obiekt przekształcono w miejsce dla kolekcji roślin z pustyń i półpustyń.   .

W kwietniu 1990 roku w budynku otwarto pierwszą austriacką motylarnię, jednak  w 1998 roku motyle powędrowały do Palmiarni w Burggarten przy Hoffburgu.  W 1998 roku budynek zamknięto, bo wicie rozumicie, rdza  i poddano renowacji w latach 2000 - 2003, . Następnie stworzono koncepcję Wüstenhaus we współpracy z ogrodem zoologicznym Schönbrunn . W Ogrodach Federalnych eksponowane są sukulenty, wśród których żyją  małe zwierzęta, którymi opiekuje się zoo, takie jak skoczki , gady i ptaki. Perłą botanicznej kolekcji są  dwa okazy ( jeden męski i jeden żeński ) welwitschii, endemitu zagrożonego wyginięciem, rodem  z Namibii, odkrytego przez Austriaka Friedricha Welwitscha w 1859 roku. Roślina ta może żyć do 2000 lat. Okazy z Schönbrunn pochodzą z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie i mają zaledwie około 40 lat.  Mła uderzył "kącik egipski" - sucho ale obok papirusy i błękitny grzybień nilowy, tradycyjnie zwany lotosem.