niedziela, 8 marca 2026

Weekendownik - smutaśnie

Ech... nie jest dobrze z Kasiuleńką, zachodzi nam jak słoneczko. Bez wcierki nie ma apetytu, nawadniać trzeba coraz częściej, zmierza to nieuchronnie w tym kierunku, o którym mła nie chce się myśleć, choć myśleć musi. Dla dobra koty. Zbieram się w sobie, bo wiem że decyzja będzie musiała zapaść. Ciężko mi ale nie można skazywać stworzenia na cierpienie. Co innego lekki dyskomfort a co innego ciągłe kłucie, nieprzynoszące poprawy i postępujący spadek wydolności organizmu. Jakby tego było mało wczoraj jak grom z jasnego nieba rąbnęła mła wiadomość o śmierci Babci Halinki, babci Jądrzeja. Niby z racji wieku można się tego było spodziewać, Babcia Halinka miała lat 90, jednakże wydawała się dość zdrowa a na zeszłorocznej Wigilii, mła była wręcz zaskoczona jej świetną formą.

No wicie rozumicie, włos ufarbowany, oko zrobione, zgrabne nogi w butach na obcasie - nikt by nie dał tych 90 lat.  A tu w ciągu tygodnia od stwierdzenia ostrej białaczki Babci Halinki nie ma. Misia, kotka Babci Halinki dostanie się Pani Krysi, przyjaciółce Babci Halinki, kto zaopiekuje się starymi żółwiami jeszcze nie wiadomo. Na razie wszyscy zgłuptani, bo Babcia Halinka odeszła ledwie wczoraj. Ech... a tak się cieszyła na wakacje w tym roku. Tak szczerze pisząc mła sądziła że wcześniej odejdzie druga babcia Jądrzeja, 105 letnia Babcia Chapcia, jednak ona szczęśliwie trzyma się nieźle, choć nie wiem jaki to rodzaj szczęścia można czerpać z przykucia do łóżka. Szczęściem można wtedy nazwać nieświadomość, choć może mła się myli, ludzie są przecież tacy różni, różne sprawy ich przerażają. No i tak to wygląda. Ponieważ wpis jest z tych przygnębiających, to choć zdjęcia będą przyjemne. Na Muzycznik nie mam dziś siły, jakoś mła się nie chce niczego wyszukiwać.

środa, 4 marca 2026

Odpryski wojenne

Yankees zrobili sobie swoje własne SWO, bardzo się starają tej dupandy na Bliskim Wschodzie nie nazywać wojną. Nasza prawica cóś zaczęła głupieć bardziej niż zwykle od tych stanozjednoczńskich przykrywek akt Epsteina. Cenckiewicz: "Jeśli ktoś myśli, że Polska dzięki SAFE zbuduje takie zdolności, które pozwolą nam zaatakować naszego wroga na jego terytorium w takiej skali, jak zrobiły to USA i Izrael, to się myli." Mam nadzieję że nigdy nie będziemy atakować naszego wroga na jego terytorium, tak jak to zrobiły USA i Izrael. Do tych wszystkich, którzy głosowali na obecnego prezydenta RP może w końcu dotrze że powołany przez niego na urząd facet,  nie powinien zajmować się polityką bezpieczeństwa średniej wielkości kraju, jakim jest Cebulandia. Polityk, który ćwierka o atakach na inny kraj, powinien być natychmiastowo wykopany z wszelkich instytucji związanych z obronnością. Cenckiewicz ma problemy i jak widać nie są one małe. Prawiczki kole naszego prezydenta dostały na tle amerykańskiej wojenki hopla i wydaje im się że oni to orły, sokoły. Sorry, mła widzi w Pałacu Prezydenckim stado nierozumiejących sytuacji kretynów, paplających głupoty w najgorszym z możliwych stylu - małofiutkizmu zakompleksionych facetów, którym się ubzdurało jak to na wojence ładnie. Noż kurwa! Polska nie ma  atakować, Polska ma być na tyle uzbrojona we wszelkie rodzaje broni żeby nikt nie chciał zaryzykować ataku na nasze terytorium. No i ma na to wziąć jak najtańszy kredyt i to jak najszybciej, a jak ktoś chce przejrzystości dystrybucji pozyskanych środków to zawsze może je śledzić i stworzyć w tym celu odpowiednie narzędzia. Tego czego prawica naprawdę się boi,  to związania Polski z UE, byłoby miło gdyby okazali się twardzielami stawiającymi sprawę jasno i nie posuwali się do bardzo krótkonóżkowych kłamstw, które są tak idiotyczne, że po prostu żenujące. 

Druga kwestia, która mła podniosła ciśnienie, to nasi dzielni podróżnicy oczekujący na samoloty ewakuujące ich ze strefy konfliktu. Mła jest  z tych, które lubiejo podróże, dużo spraw jestem w stanie zrozumieć. Sama byłam zdumiona tym że polska ambasada w Lizbonie posiada tzw. głuchy telefon i nie ma w niej dyżurów. Jednakże od ponad miesiąca MSZ nadawa komunikaty w sprawie zagrożeń i ostrzega, przed podróżami w rejon Bliskiego Wschodu i tamtejszymi miejscami przesiadkowymi i do mła coraz słabiej trafia argument "Wycieczkę mieliśmy zamówioną rok temu". Sorry, pretensje o to że się siedzi na lotnisku w ostrzeliwanym mieście należy wnosić do własnej głupoty,  Izraela, USA i Iranu, dokładnie w tej kolejności, nie do polskiego zarzundu. Bo niezależnie czy ten zarzund pełowski, pisdnięty, czy razemkowo - konfederacki,  to nie ma on obowiązku myśleć za łobywatela. Przestrzeń powietrzna była zamknięta, do najbliższych bezpiecznych lotnisk w wuj daleko i trzeba myśląc nad głupotą własnych poczynań ponosić konsekwencję swoich działań a nie biadolić. Mła rozumie na ten przykład że konsulaty czy ambasady powinny troszczyć się czy Polakom na obczyźnie nie jest głodno, zimno, czy leki są dostępne, jednakże zagrożenie ostrzałem to podróżnicy i rezydenci sami sobie na głowę ściągnęli i trudno wymagać żeby polski podatnik ponosił koszty powrotu z  ryzykownych, egzotycznych wakacji swoich współobywateli. Pomoc na miejscu tak, płacenie za czyjąś głupotę i organizowanie ryzykownej ewakuacji stanowczo nie. Jak prezydent chce pomagać, to z prywatnych środków a jak chce poziom działania ambasad podnieść, to chyba najwyższa pora przestać się bawić w obrazę, tylko nominację ambasadorskie podpisać. 

Jakby człowiek nie dość miał domowych kłopotów ze słabującym zwierzaczkiem, jakby ceny energii czy paliw nie były już wystarczająco paskudne, jakby nie dość dwóch konfliktów mających na nas olbrzymi wpływ, to jeszcze mamy w społeczeństwie zbyt duży jak na mła odsetek roszczeniowych ale słabo odpowiedzialnych za siebie głupków i wojowniczo usposobionych idiotów. Dla uspokojenia kocie obabrazki z podpisem autora a w Muzyczniku stara piosenka Queen o dziewczynach z grubymi tyłkami, które wprawiają ten świat w ruch.

niedziela, 1 marca 2026

Przedwiośnie czy pozimie?

Mła wczoraj wychynęła do ogrodu, zwabiona ciepełkiem. Na oko to w ogrodzie przedwiośnie, mła jednakże taka cóś mniej sprawna, znaczy mła w fazie pozimia. Jednakże tak było miło że nawet słabująca Kasiuleńka raczyła wyjść na słoneczko, po czym z tego szczęścia nastąpiło rzyganie. No bo Kasiuleńka porządnie wody się napiwszy. Tak średnio jest z naszą Kasiuleńką, co się polepszy, to się popieprzy, obecnie brak apetytu ale w kocinie życie się telepie i uszka popuchnięte Aestinem smarowane jakby ciut, ciut lepsze. Mamy nadzieję że przetrwa marzec ten starzec, staramy się bardzo. Mła ustępuje jej we wszystkim, jest na każde miauknięcie,  kota nasza odziedziczyła niemal cały majątek łóżeczkowy po Sissi, nikt nie śmiał zająć spanek, bo Kasiuleńka łypała oczkami. Jedzenie jest na żądanie i mła czyma kciuki za to by apetyt znów się pojawił, całowanie tako samo na życzenie, miejsca priorytetowe na parapecie zajmowane na chama to święte prawo a wszelkie pretensje stada wobec zajmującej są natentychmiast uciszane przez mła. Nie wiem jak długo Kasiuleńce uda się z nami zostać, widzę że to zdrówko to naprawdę problematyczne, nie jest z nią dobrze, ale mła sobie postanowiła że teraz to ma być luksus, a nie takie zwykłe, kocie życie i robię wszystko by Kasiuleńce stworzyć warunki dla królewny. Jutro jedziemy na płukankę i kontrolę uszek. Z ludźmi kole mła tyż nie jest najlepiej. Geriatria w naszej kamienicy niby trzyma się jako tako, jednakże martwi mnie brak apetytu też u Gieni i pozimowa forma Irenki. Nie da się ukryć że tegoroczna zima nie była dla nich łaskawa. O Panu Dzidku nawet nie chce mła się pisać, za smutne to jego bytowanie na pół gwizdka. Starość, ta kocia i ludzka, daje nam w kość.

Mła stara się tyż cóś w chałupie robić, choć tak po prawdzie to zdaję sobie sprawę że to próba ogarnięcia stajen Augiasza. Potrzeba rozwiązania problemu dostosowania powierzchni życiowej do możliwości sprzątalniczej mła robi się coraz bardziej paląca. Mła zamierza w tym miesiącu ruszyć do przodu ze sprawami najważniejszymi, Kitty ma rację twierdząc że trzeba to robić, kiedy ma się jeszcze siły. W ramach sprzątań i układań, mła ponachodziła różne rzeczy. Na przykład znalazła starą lampkę Małgoś - Sąsiadki, wewiórkę wykonaną przez zakład w Katowicach, z dumnym napisem "Wykonano ręcznie", choć jest to odlew, co dla mła jest oczywiste. Rzecz stara ale nie na tyle żeby mła czuła szaconek dla zabytku. Czym prędzej wyjęłam farby do porcelany i wkurzająca mła biel pieńka zniknęła. Teraz cza wyjąć jeszcze z środka wewiórki żarówkę i farby wypalić w niezbyt wysokiej temperaturze. Wyjmowanie ustrojstwa przekracza zdolności mła, więc chyba udam się do Sławencjusza, któren jest geniuszem dłubactwa wszelkiego.  Mła zaczęła też wiosenny przegląd roślin domowych, głównie sukinkulentów ale nie tylko, bo przeca mła się dorobiła stadka asparagusów i kliwii. Ponieważ w tym roku wielkich strat nie było, mimo tych cholernych mrozów i dość oszczędnego grzania przez mła, kupiłam sobie w nagrodę przeceniony po kwitnieniu storczyk. Nie jest to ulubiony sabotek, tylko chyba jakieś dendrobium. Chyba, bo market ograniczył się do info - "Storczyk mix".  Nie powinnam narzekać, bo cena była "biletowo - miejska". No i to by było na tyle. Fotki ogrodowo - domowe,  z  olbrzymią przewagą tych ostatnich  a w Muzyczniku muzyczka z czasów  młodości mła. Pamiętacie lata 80 i to odjechane brzmienie?  Jak nie pamiętacie to sobie posłuchajcie Tears For Fears.

piątek, 27 lutego 2026

Cztery lata po

To był szok, przede wszystkim dlatego że Rosjanie postawili wszystko na jedną kartę. Rozsądni politycy, dbający o państwo, tak nie robią. Dla nas najbardziej istotna była skala oporu Ukraińców, kiedy zorientowaliśmy się że naprawdę walczą, zaczęliśmy pracować nad logistyką, żeby ich wspomóc. Po miesiącu było pozamiatane, wiem że to dziwne, bo przecież wojna nadal trwa, ale ona została militarnie przegrana przez Rosjan wraz z wycofaniem się z okolic Kijowa. Cały czas o tym piałam i nadal pieję, coby tam propaganda nie usiłowała nam wmówić i to nie tylko ta rosyjska. O polityczne wygranie konfliktu jeszcze walczą ale  moim zdaniem tak naprawdę jest już po zawodach, za dużo kasy włożono ze strony Zachodu żeby odpuścić. No i ta analogia, III Rzesza przerżnęła wojnę w 1942 roku, kiedy ruszyła produkcja broni u aliantów, wojna trwała jeszcze trzy lata, choć była przegrana. Dla mnie nie ten pierwszy szok był tak istotny, jak uświadomienie sobie po miesiącu wojny, jaki scenariusz będzie najprawdopodobniej realizowany. Kiedy ludzie się ekscytowali walkami na froncie, mła przyglądała się nakładaniu sankcji "które nie działają", co do których podejrzewałam że jeżeli będą rozłożone na lata i dokręcane, prędzej czy później wykończą gospodarkę, nie powodując eskalacji działań zbrojnych.  Stereotypowy obraz Rosjan, to obraz narodu cierpliwych niewolników z manią wielkości, odpornych na sankcję. Na sankcje to odporny może być reżim, żadne państwo i żaden naród nie są odporne na sankcje. Wychowana w komunie, w czasach Reagana,  coś na ten temat wiem. Rosjanie podjęli jakieś próby ogarnięcia sytuacji, ale to jest klasyka upadających państw - ładuj w siły zbrojne jeżeli nie jesteś w stanie podnieść gospodarki. To nic nie daje na dłuższą metę, dla dobra Rosji Wujek Wowa powinien przy takim kierowaniu państwem udać się na wieczne ajciu, system i tak padnie, bo jest nie do utrzymania. Jest dla mła jasne że w pierwszym roku trwania wojny postanowiono że państwo tak agresywne jak Rosja musi się wykrwawić żeby przestało zagrażać innym i że Ukraińcy zostaną dozbrojeni i otrzymają gwarancję odbudowy gospodarki. Do Wujka Wowy to jakby nie dotarło, polityka amoku, coś jak przymus hazardzisty, który nie pozwala odejść od zielonego stolika. Taka nadzieja że zaraz się odwróci.  Jakby nie zdawał sobie sprawy z różnic potencjału gospodarek i skali poparcia, to nie była jedna z amerykańskich wojenek kolonialnych, w których poparcie dla polityki amerykańskiej będzie malało - od początku źle czytał Europę, jakby nie widział skali nacisków na Niemcy. Ślepota u dobrego szachisty? Starość i odcięcie od rzetelnych info. Wynik paskudny. To jest taka wojna, w której Rosjanie pokonali Rosję, krach na własne życzenie.Wygrywanie w wojnie informacyjnej a Rosji udało się niewątpliwie narzucić części społeczeństwa Zachodu swoją narrację,  niczego nie zmieni, przedłuży tylko agonię. Bo Rosjanie dla trwania w tym konflikcie kolejny rok, czy dwa, przegrywają przyszłość za lat pięć i dalej.

Wchodzimy w piąty rok tlącego się konfliktu, Chińczycy budują swoje miasto pod Władywostokiem, Rosja traci wpływy w Azji Centralnej, na Kaukazie dzieją się dziwne rzeczy, nawet to Gruzińskie Marzenie robi się bardziej klanowe niż prorosyjskie, Europa się zbroi, a granica z NATO jest dłuższa niż kiedykolwiek, granie na Trumpa spowodowało powstanie ruchu MEGA - Make Europa Great Again, bardziej spójnego niż Rosjanie by chcieli. Rosja pogrzebała swoje perspektywy jako mocarstwo globalne, co jest na rękę US, teraz grzebie perspektywy mocarstwa regionalnego, co nie jest na rękę US a absolutnie  jest mile widziane w Europie.  Rosjanie nie są w stanie nic z tym zrobić. Wspierają jak mogą europejską skrajną prawicę i równie skrajną lewicę, w nadziei że uda się powstrzymać sankcje, które powodują że Rosja zapada się cywilizacyjnie. No bo wygląda na to że czeka nas  zapaść Rosji, pytanie tylko jaka będzie jej skala i przebieg?  No i jaki termin? Powolne tracenia znaczenia rozłożone w czasie, czy gwałtowne podziały? Co będzie dalej? Tego nie wie nikt,  ale jest faktem że zarówno US jak i Chiny mierzą się z problemami gospodarczymi i to wcale nie lekkimi, znaczy koncert mocarstw mocno wątpliwy i z tej strony nie ma co liczyć na pomoc dla gasnącego imperium. Rosyjska gospodarka jest już na krawędzi i nie chodzi o to ile kosztują ogórki, tylko o to że poza zbrojeniówką ledwie dychającą, produkcja upada a rynek surowcowy właśnie się wyłożył, Elwira Nabiulina, szefowa Banku Centralnego Rosji, może jedynie zarządzać katastrofą, bo  pudrowanie finansów nie zapobiega kanibalizacji gospodarki. Rosja może w takim stanie trwać i powoli się zapadać, coś jak Korea Północna, co nie jest dobrą perspektywą zważywszy na to że Koreańczycy z Północy drą japy na tematy nuklearne z okazji cyklicznie nawiedzających ich klęsk głodu.  Może też dojść do typowo rosyjskiego rozwiązania, czyli przewrotu pałacowego z możliwą acz niekonieczną rewolucją w tle. Z Rosją nigdy nie wiadomo jaką receptę sobie zafunduje na kryzys. Jedno pewne, po tej wojnie Rosjanie będą mieli kaca giganta, może zaczną doceniać zalety trzeźwości?

Temat ciężki to choć obrazki z Palechy będą pocieszką dla oczu.

P.S. Na Kremlu, w Białym Domu i w Zhongnanhai rządzi geriatria, dla której, jak to ktoś ładnie określił, przyszłość to termin ważności tabletek na prostatę. Ciekawe jacy będą następcy? Jak na razie to Wujek Wowa chce pisać własny nekrolog krwią sąsiadów, trzeba uważać na pomysły innych dziadków.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Codziennik - "garb uroczy" się toczy, jakoś żyjemy

Życie nam jakoś się ustabilizowało z tą chorobą starczą Kasiuleńki, raz na pięć - sześć dni nawadnianie, codziennie leki i suplementy, koniec z antybiotykiem. Kupione nowe łóżeczko w ramach korupcji, która guzik dała - Kasiuleńka wzór grzeczności w gabinecie weterynaryjnym, w domu pokazuje rogi.  Pojęcie kroplówka jest pojęciem wrażym, w związku ze związkiem mła ma mocno pod górkę i musiała przejść na strzykawkę i podskórną iniekcję z płukanki. Poza tym  był tylko jeden incydent z przysiadaniem i napinaniem, tfu, tfu, tfu, tak jest normalne lanie i apetyt dopisuje. Oczywiście jest zarzundzanie mła i próby pokazywania Mrutku, kto tu jest główną i najważniejszą kerowniczką. Mrutku rzecz jasna nie pozostaje wobec takich pokazów obojętny, całe stado i mła oglądamy go w roli dyrechtora, bardzo srogiego i wymagającego. Finansowo jesteśmy pod kreską ale przynajmniej  najokrutniejszy rachunek zapłacony.  Tak wogle to jeżeli możecie wejdźcie na bazarek u Kocurrka, u której jest masowy wysyp kocich wizyt wetowych. Jakby było mało to jeszcze Kocurrka przyłóżkowało srovido - grypsko.  Jeśli chodzi o mła to jakoś się trzymam, choć szału nie ma. Po prawdzie to mła dobija pogoda, moje ciśnienie zalicza jakieś zapaściowe doły. Pijam wodę z solą i sokiem z cytryny, kawy, jak mogę sobie pozwolić to alkohol. Pomaga tak se. Nie powinnam narzekać, Mamelonowi i Sławencjuszowi, oraz Dżizaasowi i Jądrzejowi ciśnienie podskoczyło do dużych wartości w momencie odwilży - rurwy poszły i nastąpiło zalanie o rozmiarach potopu. Sławencjuszowi zalało warsztat pracy, Jądrzejowi mieszkanie, działo się. No nie chciałabym takiego lekarstwa na podniesienie ciśnienia. Obejrzałam pokrzepiający film ze zmarłym na dniach Robertem Duvalem, "Aż po grób" się to nazywa.  Nie że dzieło wiekopomne, nic z tych rzeczy, bardzo prosta historia ale świetnie zagrana. Tyłka nie urwało ale przyjemnie mła się oglądało, z kotami uwalonymi obok.

Fotki zdziśki, ogród i domowizna z promocyjnymi żonkilami. Zamiast Muzycznika opowieści o życiu w czasach Tudorów, mła urzekła opowiadająca. Ruth Goodman wymiata!


wtorek, 17 lutego 2026

Dzień Kota

Nie mam siły dziś pisać, oczekujemy na wyniki Kasiuleńki. Onkologicznie czysto, ale wnętrze Kasiuleńki jak ten stary samochód, wymaga mocnego tunningu. Dodatkowo Helenka przyniosła do domu świerzbowca, Kasiuleńka już dziś wypryskana, jutro pryskana jest reszta towarzystwa. Wszystkim kotom znajomym i nieznajomym życzę z okazji ich święta zdrówka a potem całej reszty, czyli tego wszystkiego, czego tam koty chcą. A teraz idę spać, bo mi zaraz łeb odpadnie.

poniedziałek, 16 lutego 2026

Covid 19 - sześć lat po imprezie

Mła może wyglądać teraz na klasycznego szura, ale ponieważ zbliża się szósta rocznica jej pierwszego i hym... krytycznego wpisu dotyczącego medialnych reakcji na nowe choróbsko, mła wraca do tematu. No bo wicie rozumicie - "It ain't over till it's over", czyli "Nic nie jest skończone, dopóki się nie skończy". Covidoza się nie skończyła, w przeciwieństwie do covidomanii, na którą swego czasu zapadło wielu rozsądnych ludzi, którym nagle rozum ze strachu przestał pracować. Covidoza nadal na nas oddziałuje, dlatego tak ważne jest uświadomienie sobie z czym mieliśmy do czynienia. Z medycznego punktu widzenia mieliśmy do czynienia z chorobą, której nie pozwalano leczyć, wycofując z procedur skuteczne w działaniu leki i stosując terapie o, nazwijmy to, dyskusyjnym stopniu skuteczności. Wielu ludzi, którzy mogli przeżyć, zmarło, dodatkowymi ofiarami w naszym kraju  byli nieleczeni z powodu kretyńskich działań władzy pacjenci cierpiący na inne schorzenia. Z perspektywy społecznej Covid - 19 był wielkim skokiem na kasę, transferem bogactwa na niesamowitą skalę z kieszeni podatników do kieszeni korporacyjnych elit, z politykami w roli transmiterów dobra. To próba zagarnięcia władzy przez korporacje, szczęśliwie nieudana. Niestety przygotowująca grunt pod kolejne próby. Narracja w żaden sposób nie poparta naukowymi dowodami że szczepionka uratowała miliony ludzi ma się świetnie, co nie dziwi, zważywszy na to ile osób tę szczepionkę przyjęło i jak bardzo nie chcą sobie one uświadomić prawdziwej przyczyny własnych decyzji. W końcu nikt nie chce wychodzić na zastraszonego matoła, mła to akurat świetnie rozumie, bo nie raz jej się w życiu podobne historyje zdarzały. To że mła była taka covidoodporna, zawdzięcza wcześniejszemu byciu zastraszonym matołem, mła po prostu pobrała wcześniej szczepionkę na matołectwo zastraszone.

Społeczeństwa  Zachodu zatem nie bardzo chcą zobaczyć covidomanii trzeźwym wzrokiem. Proces może być bolesny, niestety jest niezbędny. Wytłumaczę dlaczego. Mła bardzo dziwi że ludzie nie dostrzegają związku wzrostu autorytarnych tendencji wśród politycznych z covidomanią. Nie chcą widzieć w dzisiejszej rzeczywistości rezultatów w wielkim stopniu wygenerowanego sztucznie kryzysu, zdarza się to nawet tym bystrym, którzy ze wspomnianej wyżej przyczyny bagatelizują znaczenie covidomanii  dla rozwoju agresywnego korpofaszyzmu, co najwyżej zgadzając się z tym że covidomania to zaczyn na którym rosną teorie spiskowe, wokół których grupują się ruchy mające potencjał przekształcenia się w poważniejsze formacje, czasem są to ruchy bardzo destrukcyjne. To trochę tak, jak z tą aferą Pizzagate, w której to elity Demokratów niby uprawiały pedofilię w nieistniejącej piwnicy pewnej pizzerii.  Wielu bystrych nie rozpoznało klasycznego czynnika przekierowania uwagi, wielu mniej bystrych uwierzyło w narrację a prawdą okazuje się wszechelitarne używanie wszystkiego zakazanego na wyspie faceta, który miał cóś pół miliarda w postaci gotówki i tak właściwie nie wiadomo kim był. Epstein nie żyje od siedmiu lat, ale to co robił wywiera wpływ na to jak zaczynamy postrzegać elity. Kiedy otworzymy oczy na to czym naprawdę był covid, elitaryzm oparty na zasobach posiadanych przez elity, może zrobić się jeszcze mniej przyjemny, być może nawet groźny dla elit. Oni chyba to czują, bo zachowują się jak Madame de Pompadour, wicie rozumicie - "Après nous, le déluge" czyli "Po nas choćby potop". Może w końcu przejdzie niektórym liberałom przez gardło że takie skręcenie w patoprawicę całkiem rozsądnego niegdyś AfD,  to pokłosie polityki covidowej uprawianej przez Makrelę. No dodadzą dwa do dwóch, pokumają kto  i w jakim celu opłacał cały ten cyrk i wreszcie zaczną  naciskać na wprowadzenie takiego podatku od  kapitału jak za Eisenhowera, albo za szwedzkich socjalistów. Przytną ekstremum do rozsądnych rozmiarów. Skoro amerykański konserwatysta i socjalne Szwedy miały cóś podobny pomysł na funkcjonowanie społeczeństwa, to może nie był taki głupi.

UE z racji rozwoju zabezpieczeń socjalnych, w tym istnienia państwowej opieki medycznej, okazała się być w czasie  covidomanii mniej odporna wobec działań korpofaszyzmu niż ówczesne US. One zapłaciły swoją cenę później, my płaciliśmy ją w trakcie trwania covidu, bardzo bezpośrednio, bo stopień obostrzeń w Europie, Kanadzie czy Australii, które mają podobne zabezpieczenia socjalne, był o wiele wyższy niż w US. Nas w Europie uratowało to że Wujek Wowa dobrze zdiagnozował moment osłabienia Zachodu w skutek próby zmiany systemu, ale bardzo kiepsko nastroje Ukraińców.  W US nastąpiło wówczas dalsze wewnętrzne gnicie i przekierowanie uwagi na zewnątrz. W Polszcze natychmiastowe otrzeźwienie a na zachodzie Europy za to długo nie chciano się obudzić z covidowego snu, dla polityków był użyteczny i bardzo przyjemny. Strach przed rozliczeniami covidowymi nadal jest wśród nich obecny, gdyby nie on nie obawiano by się tak mocno w Europie w sferze info ingerencji rosyjsko - chińskiej propagandy, która sporo może ugrać zadając niewygodne pytania i pokazując wręcz przestępcze działania europejskich polityków. Pan Radek nam tak ładnie wykładał w tym Monachium, jak to Europa musi walczyć z pamięcią totalitaryzmów, blokując wolność słowa. Było o odpowiedzialności i wogle. Kiedy za  odpowiedzialność słowa  odpowiada władza wykonawcza a nie sądownicza, to źle się kończy. Pan Radek powinien to sobie sto razy przepisać a potem wysłać to Ursuli, w charakterze listu od tajemniczego szantażysty.  Aż miałam ochotę zaćwierkać - "Prawdziwa cnota krytyk się nie boi", o czym prawie  dwieście pięćdziesiąt lat temu pisał biskup warmiński. Gdyby polityczni nie dawali pretekstu do budowania na ich działaniu narracji, propaganda rosyjsko - chińska nie byłaby tak skuteczna, nieprawdaż? Brak wolności słowa, daje pretekst kretynom z MAGA, będącymi politycznym ramieniem korpofaszystów, do ingerencji w Europie.  Oczywiście MAGA wcale u siebie w US wolności słowa nie podtrzymują, vide korporacyjne mendia, naciski  i ciemnienie Muska. Nie będą  też podtrzymywali wolności słowa  Demokraci kiedy dojdą do władzy, są opłacani przez te same korpo. Żadna władza za ludzi tego rozliczenia covidowego  nie zrobi, trzeba zatem przypominać o tej konieczności. Demokracja nie dzieje się sama z siebie, jakby kto nie wiedział. Albo ją w pocie czółka uprawiasz, albo ona zdycha.

No dobra, dziś za ozdobniki robią XVIII wieczne rysunki opowiadające o tym, jak słodkie i piękne jest lenistwo i czym się kończą zaniechania względem elit dla nich samych i dla sporej rzeszy  Bogu ducha winnych osób. W Muzyczniku menuecik.