wtorek, 18 maja 2021

Codziennik - inwazja oślizgłych

Sezon SDB  idzie jak burza, mimo ochłodzenia, opadów i plagi  ślimorów. Jak już pisałam zarówno odmiany wczesne jak i te późniejsze kwitną razem, nie zawsze daje to dobry efekt. No cóż , taki mamy sezon i nie ma co narzekać  bo są na tym świecie sprawy raniące bardziej ogrodnicze serce mła niż jednoczesne kwitnienie irysków SDB. Na ten przykład bezczelność  ślimorów, którym zachciało się wcinać  nie tylko rarytetne funkie w Alcatrazie ale w swojej bezczelności posunęły się  do masowego zaatakowania małych irysków.  Mła na razie  kasę ładuje w wiadomą osobę, bo są sprawy ważne i ważniejsze, ale kiedy tylko popłacę wszystkie rachunki leczeniowe ( za operację już zapłacone ) to zafunduję  ślimorom broń  biologiczną, taką coby inszym stworzeniom, żywiącym się tą oślizgłością,  nie szkodziła. Muszę dokładnie prześledzić w necie jak to z tymi preparatami jest i zakupić bo nie widzę innego wyjścia.  To jest ślimorowa plaga,  musiało w którymś  miejscu nastąpić  jakieś przerwanie łańcucha pokarmowego, ślimaków jest po prostu nienaturalnie dużo. Mła pamięta mokre lata, pamięta  ślimacze występy i zjadanie rarytetów roślinnych ale z inwazją która ma  miejsce obecnie to nie miała do czynienia. Hym... mła podejrzewa że za zmasowanym atakiem oślizgłych  kryje dobroć niebiewskich granulek "ekologicznych", które przyczyniły się do wybicia naturalnych wrogów  ślimaków. Błędne koło znaczy zafundowali nam "eksperci" od ochrony  roślin. Mła  nie może się cóś doczytać czy EU wprowadziła dyrektywę  nakazującą bardzo ale to bardzo szeroko rozumiane badania środowiskowe przed wprowadzaniem pestycydów i inszych środków ochrony roślin. Szczerze pisząc jak sobie przypomnę o tym co się działo w w europarlamencie a potem na łamach gazet i portali uważanych za liberalne w sprawie Roundupu  , wciskanego jako bezpieczny środek stosowany przy uprawach GMO mających wyżywić ludzkość, to mła się na womity  zbiera.

Ze spraw domowych to dziś po południu jedziemy na kontrolę,  mła będzie musiała przekonać  Szpagetkę  do opuszczenia ciepłych pieleszy. Może uda nam się trafić w przerwę między opadami, dałby Najwyższy  Pogodowy, bo Szpagetka mi apsikuje.  Podłapała od  Pasiaka lekki katarek ale o ile Pasiaku takie  kichanko przeszło po wygrzaniu w chałupce  o tyle u Szpagetki osłabionej operacją  się utrzymuje. Nie wygląda na cóś groźnego bo apetyt kocie dopisuje ale mła będzie spokojniejsza kiedy Pan Dohtor to oblooka przy okazji kontroli szwów i tam innych takich pooperacyjnych. Mła dziś popyta o probiotyk przyspieszający dochodzenie do się, Szpagetka może  będzie dofutrowywana.  Na razie nasza Gwiazda rezyduje z inszymi kocimi na wyrku i podsypia.  Naprawdę podsypia  a nie udaje, bezczelnie cichaczem rozmemłując końcówki nitek szwów do których już zdążyła sięgnąć jakimś  cudem  mimo założonego abażurku.


poniedziałek, 17 maja 2021

Majowanki

Popadało  i nasączyło. Mła wyszła tylko na troszki, coby choć okiem zerknąć na kwitnienie irysków i podlany Alcatraz.  Na dłużej  nie mogła sobie pozwolić bo Szpagetka musi  być zostawiana w  abażurku co bardzo ale to bardzo źle jej robi na charakter. W  domu mła ostro pilnuje żeby nie  było rozlizywania szwów co też  się Szpagetce nie podoba ale między pilnowaniem a abażurkowaniem jest taka różnica  jak między niełaskawym  pomrukiwaniem a solidną awanturą z robieniem  grubego karczku i groźbą łapoczynów. Mła zatem karnie w chałupie siedzi i pilnuje kota, wolne miała przedwczoraj. Zatem obabrazków z Alcatrazu i z Suchej  - Żwirowej za wiele ni ma, bo to ledwie był obieg a nie porządne obejście i nacieszenie się urodą roślin. Nacięłam sobie jeszcze troszki tulipków do wazonu, coby sobie na nie popatrzeć w domowych pieleszach, pod czujnym ślepkiem Szpagetkowskiej.

Iryski SDB kwitną na Suchej - Żwirowej masowo ale trochę dziwnie, znaczy wszystkie odmiany rozwijają się naraz - zarówno te wczesne jak i te kwitnące w środku sezonu kwitnień SDB. Mła przypuszcza że to z powodu ostatniej fali ciepła tak się z tymi  kwitnieniami porobiło, wegetacja przyspieszyła jakby z turbodoładowaniem. Cóż, zdawa  się mła ze w tym sezonie sezon kwitnień irysów SDB odbębni po łebkach, wiadomo Jej Trójłapość jest  najważniejsza i mła  odpuszcza sobie pielenia, odliczania zakwitających debiutów na moich ogrodowych włościach  a nawet oznaczenia odmian. Co zdąży w chwilach luzu zrobić  to zrobi a resztę czasu  to poświęci  na zarabianie na chlebek i opiekę nad kotem.  Mam nadzieję  że kiedy zaczną kwitnienie irysy wyższych kategorii to mła będzie trochę wolniejsza, znaczy że Szpagetka złapie formę a pracę sobie jakoś ustawię po ludzku.

Alcatraz pachnący jak marzenie, mła skorzystała z tego że Szpagetka nie przepada za deszczową pogodą i deszczyk lubi przeleżeć w chałupce  i otworzyła szeroko okna. Do domu doleciały upojne kalinowe  wonie, mła od razu zrobiło się wiosennie i jakoś tak   lekko na duszy - wiecie jak mła ma z tymi zapachami, mają duży wpływ na jej nastrój. Kalinową woń dopełniał cóś jakby zapaszek lilaków i rzeczywiście mła zauważyła że powoli rozwijają się ich kwiaty.   Jeszcze nie wszystkie, na razie  te na drzewkach rosnących n a  najbardziej słonecznych stanowiskach. Najpiękniejszy był  jednak nie zapach  kwiatów a zapach ziemi po deszczu, mój boszsz... to powinni butelkować i sprzedawać. Alcatraz zielony jak należy i niestety zaślimaczony  co było widać po deszczyku. Mła miała  mało czasu na zbieranie zarazy więc poleciła swoje  funkie opiece Muczenicy Dorofieji i obiecała sobie że wróci do Alcatrazu  coby je ratować przed ślimaczym apetytem, kiedy tylko będzie  mogła powierzyć spokojnie  Szpagetkę opiece św. Gertrudy z Nivelles. Mła ma nadzieję że Szpagi będzie dochodzić  do się bez komplikacji ( hym... kichanie było wieczorem, mami pełna niepokoju ale jakoś przeszło i spanie było na brzuchu u mami  a nie szukanie swojego kącika ) zanim funkie ulegną i staną się wspomnieniem. To jest priorytet w tym roku , wyprzedza walka  ze ślimorami odliczanie irysów.

Powoli kończą kwitnienie magnolki, jeszcze tylko pąki na Magnolia sieboldii się rozwiną i  mła zakończy sezon magnoliowy w Alcatrazie.  W tym roku  mła postanowiła wspomóc  magnolki mineralnym nawozem, raz na jakiś czas drzewkom się należy. Kupi taki specjalistyczny, specjalnie drogi nie jest więc jakoś da radę i nawiezie  swoje drzewka.  Magnolki kwitnące wiosną zasila się do sierpnia, w czasie kiedy tworzą nowe pąki kwiatowe zimujące na drzewie.  Nie to żeby mła narzekała  że tegoroczne kwitnienia słabe  czy cóś, po prostu magnolkom należy się teraz dokarmianie  bo  drzewka dzielnie co roku przyrastają a wiadomo że jak przyrastają to z czasem  kwitnienie może  być bardziej skąpe bo siły idą w co inszego. Tak samo  jak magnolie mła postanowiła potraktować nawozem jedną ze swoich jabłonek, jest śliczna i pięknie przyrosła zwisającymi pędami. No ale kwiatuszków było w tym roku jak na lekarstwo, znaczy nawiezienie się należy bo przycięcie na ozdobnych jabłonkach było wykonane prawilno.

Przycięcie  będzie się za to należało w tym sezonie  mojemu stareńkiemu krzewowi pigwowca Chaenomeles ×superba i złotlinu japońskiego Kerria  japonica  'Pleniflora'.  Wybujały aż nieprzyzwoicie , złotlin wymaga opanowania bo zbyt się rozrasta a pigwowiec stracił ładny pokrój - wyraźnie czas na sekator i szpadelek. À propos kolorków jarzeniowych, znaczy takich w jakich kwitną dwa wymienione krzewy, to mła zauważyła że w pobliżu czekoladowo  kwitnących  ciemierników zamiast cud białych narcyzków  'Thalia' i ich biało kwitnących  kuzynów z tej samej  grupy, pojawiły się tzw. oczojebności.  No pełna groza bo to niedaleko moich różowo kwitnących magnolek.  Cała moja nadzieja we wrażym pobzygu cebularzu, znaczy  że się weźmie i pokusi na te złocistości.  Choć jak znam  życie to pobzyg będzie wolał żerować  na moich ulubionych odmianach a nie na tym słonecznie radosnym oczojebku.

Po takich atrakcjach coolorystycznych mła czym prędzej ucieka w zieloność i jakieś biele  co najwyżej. Wczesnowiosenne pragnienie coolorów już jej powoli przechodzi, mła się nasyciła barwami kwitnień w Alcatrazie, teraz liczy na to że  będzie  mogła paść oczy wszystkimi odcieniami zieleni, rolę coolorowego ogrodu przejmie  Sucha - Żwirowa i kwitnienia irysów bródkowych i letnich bylin.  No i rzecz jasna kwitnienia różanych krzewów. Alcatraz ma być zielonym wytchnieniem dla oczu podczas lata i oczu oczarowaniem podczas jesiennej orgii przebarwień liści. Sami widzicie, całkiem insze są już w tej chwili moje dwa ogrody, ten podwórkowy i ten "właściwy".  Oba wymagają pielęgnacji ale całkiem innej, hym... Alcatraz w zasadzie uprawia się sekatorem i nożycami do gałęzi oraz piłą w cięższych przypadkach a Suchą - Żwirową to tradycyjnie gracką, szpadelkiem, małymi grabkami.  Oczywiście oba ogrody wymagają zasilania gleby zarówno nawozami ( kompost, od czasu do czasu nawozy mineralne i suszony  bydlęcy obornik ) ale zasilanie  Alcatrazu na solidnie odbywa się na masową skalę  w miesiącach wiosennych, po kwitnieniu krzewów a główne nawożenie Suchej   Żwirowej ma miejsce jesienią. Dobra, teraz najważniejsza atrakcja domowa - Szpagetka zdjęta podczas wypoczywu. W muzyczniku    wielkie damy polskiej muzyczki, prawie tak wielkie  jak Szpagetka burcząca na mła - Krycha, Ewwa, Graża.


niedziela, 16 maja 2021

Wizyta Tatusia

Przyjechał Tatuś i tarzaliśmy się w rodzinnej rozpuście. Znaczy  był obiad  u Dżizaasa, kocie opowieści czyli porównania  osiągnięć pupili, problemów zdrowotnych i wychowawczych itp.  ( Szpagetka i jej "nóżka" były oczywiście tematem  głównym ), rozmówki plotuśne, polityczne i inne ( na stół wyjechało wino gruzińskie, naprawdę niezłe ). Mła odetchnęła po stresującym tygodniu, choć wiedziała że  Szpagetka zrobi jej  grandę z powodu zaabażurowania na czas wyjścia mami do Dżizaasa. Dziś  Tatuś jedzie  do swojej dziewczyny by  zabrać ją na troszki do siebie, przyda  się jej oderwanie od  chałupy  bo miała bardzo ciężkie  półrocze - tzw. konsekwencje walki z pandemią i  ogólny stan  naszych służb medycznych przełożyły  się na liczebność jej najbliższej rodziny. Tatuś  się zaczepionkował bo on się namiętnie czepionkuje ale jakoś bardzo sceptycznie podchodzi do hurra optymizmu czepionkowego i cóś tam podgadywał na temat "za choroby leczenie by się wzięli".  Po dokładniejszym rozpytaniu to się okazało że Tatuś jest  z tych którzy skuteczność czepienia w tzw. opanowaniu zarazy obliczają na 35 do 40 %,  przy czym wzrost odsetka zaczepionych nie wpływa jego zdaniem znacząco na podniesienie  skuteczności. Troszki zastanawialiśmy się jak może się   kształtować sytuacja z odpornością  stadną przy niskim  wyczepieniu ale zdaje  się  że kształtuje się dokładnie tak samo jak przy wyczepieniu wysokim,  spływają powoli  dane i nie jest to tak jak usiłują  nam wmówić zarzundzający pospołu z mendiami że się wszyscy czepią i jest cudownie. Mój własny  Tatuś,  czepionkarz zawołany,  twierdzi że wszystko wskazuje na to  że przy okazji pandemii poszedł bezczelny  przewał "na czepionkę", na co wskazuje brak wielotorowości w szukaniu remedium na covid.

Zgodził  się ze zdaniem  mła że unijni dali ciała przy zawieraniu kontraktów, przy czym dodał że podejrzewa grubsze przepływy gotówki i  lobbing w najczystszej postaci a nie  czysty kretynizm jak mu sugerowała mła. Hym... Tatuś może mieć rację, zazwyczaj w kwestiach słabości ludzkiego charakteru  ją ma. Od tematów czepionkowych przeszliśmy do tematów politycznych i wszyscy zgodzilim się  że obecna rozpierducha w Izraelu  wybuchła w tak dogodnym  momencie dla Bibiego jak podpalenie Reichstagu  dla Adolfa. Potem omówiliśmy sytuację u somsiadów  przy czym tu  ujawniła się różnica zdań.  Tatuś twierdzi że rządy Angeli to  najlepszy dla Niemców czas, po czym zgodził się ze mła  że teraz może być cóś gorzej co mła z kolei pozwoliło ujadzić że skutkiem dobrych rządów nie powinno być pogorszenie sytuacji obywateli  w skutek problemów nierozwiązanych i nawarstwionych latami przez przywiązanie do modelu zarządzania przez ten dobry rzund . Po czym  mła wyciągnęła trupa pod tytułem thatcheryzm i usiłowała Tatusiowi wykazać jak dalekosiężne skutki polityki niweczą tzw. dorobek przywódców.  Po czym przeszli my do naszych baranów i usiłowaliśmy wymyślać  co jeszcze trza dodać do koncertu życzeń zwanego Nowym Ładem.  Ja osobiście jestem za  znaczącym wzrostem nakładów na szkolnictwo i badania  naukowe, oraz budową kosmodromu imienia Tych co Ukradli Księżyc.  Uważam że stypendia na rzecz każdego kształcącego się  studenta o średniej ocen cztery to co najmniej  czterdzieści i cztery tysięcy na roczek  powinny wynosić.  No i oczywiście darmowe napoje energetyzujące dla onych.

Tatuś jest z kolei  za przyznaniem każdemu obywatelowi niewolnika uczynionego z uchodźcy, gospodarstwa dzietne powinny mieć  ich więcej w zależności od posiadania potomstwa, Dżizaas coś  bredziła  o stępce od promu,  co to już miał pływać po szerokich wodach świeżo  oczyszczonego Bałtyku. Po  dopłatach na krowę, świnię, owcę i dziecko, niezbędna jest zdaniem nas wszystkich dopłata na kota. I to nie żadne pińcet tylko jakieś normalne piniądze, które zniosą inflację którą nam radośnie obecny zarzund zafundował. No i psy i konie też cóś powinny dostać, mła jest nawet za tym żeby chomiki dostały. Przy okazji pastwienia się przez nas nad New Deal Tatuś orzekł że kapitalizm jest do dupy ale  socjalizm ma cóś większą skłonność do przeradzania się  w dyktatury. Po czym  rozważaliśmy czy lepiej się żyje w  państwie w  którym rządzi mafia złożona  z układu finansowy establishment - zarzund, czy też w państwie którego struktury są mafijne czyli samo jest mafią. Jak  widzicie wino się lało, he, he, he . Na koniec objawił się Jądrzej przybyły z kursu żeglarskiego i rozmówki zahaczyły o problem recyklingu. Mła wróciła do domu późno a Szpagetka już czekała coby jej nawymyślać. Mła zdjęła kocie abażur i pół nocy  pilnowała coby nie było rozlizywania szwów. Wybaczone miała dopiero po śniadanku i to tylko dlatego że pada i Szpagetce chce się z mami troszki w wyrku pozalegać. Dziś nie ma fotek  z ogrodu bo jak pisałam pięknie nam pada w związku z czym  korzystamy z uroków domowizny i aparat sobie odłogiem leży.Za to macie stareńkie ilustracje do  wróżkowych opowieści, autorzy to  Hilda Hechle - środkowy obabrazek, Edmund  Dulac - dwa  pozostałe. W  muzyczniku z cyklu piosnki stare ale jare opowieść o deszczyku w słoneczny dzień padającym  w wykonaniu CCR.

sobota, 15 maja 2021

Wszystko na raz i bardzo króciutko

Będzie krótko i wrzutowo bo  przyjeżdża Tatuś do rekonwalescentki, kotłowni i mła - w tej kolejności, a mła ma taki burdel w chałupie że sama nie wie w co ręce włożyć.  Co prawda Tatuś równie jak mła dzielny w dziedzinie zaburdelowywania  miejsc zamieszkania  ale mła postanowiła obniżyć swoje miejsce na podium, coby dobry przykład dawać. Rekonwalescentka  o drugiej w nocy żądała żarcia, pije i leje coby złe wypłukać, słodycz charakteru okazuje tylko kiedy mła wykonywa polecenia Zwierzchności i zdejmuje znienawidzony  abażur. Na górze  iryski co to tak poglądowo dla Romany i  Mariolki mła sfociła i dla Dory, która na iryski domowe się nie załapie, tak przy okazji to mam nadzieję że te u Agniechy pokazały choć jeden kfiotek,  na dole kwitnący Alcatraz dla Rabarbary a z boku oczywiście Gwiazda z miną numer 51 "Patrzę na Cię poważnie i z rozczarowaniem" - Kocurku to pewnie  nawet z taka miną Jej Wyniosłość  się podobie. Później napiszę więcej, na razie lecę do innych zajęć. Pilnych!

Muzycznik bardzo wiosenny i radosny, znaczy Starsi Panowie dumający  nad Prosną.

piątek, 14 maja 2021

Od Gwiazdy dla Fanów

Szpagetka  twierdzi że ma fanów i powinna cóś prowadzić, jakie insta albo tłyter. No wiecie takie  miejsca w necie za pośrednictwem których można  wymienić odciski łapy na papirze na bilety NBPu za które można nabyć wołowinę.  Mami  by się zagoniło do pisania i " tak byśmy żyli jak nababy" jak twierdzi Szpagi, która wyraźnie znów zaczyna kombinować. Mami dała  stanowczy odpór i Szpageton jakby cóś obrażona, poszła podrzemać. Największa obraza jest jednak za stosowanie narzędzia tortur widocznego  na zdjątku obok, Szpagetka ma gdzieś obcięcie łapki ale żeby kołnierz na szlachetną szyjkę?! Mami Ty suko! No dobra, od początku.  Mła dziś pojechała ze Szpagetką na kontrolę, Sławencjusz nas zawiózł bo to  daleko ( mami jak Zaswetrowana Piesa wyznaje zasadę  lepszy dobry dohtor daleko niż  nijaki blisko ) a mami się obawiała o stan szlachetnego zdrowia rekonwalescentki nazajutrz po operacji.  Niesłusznie się obawiała, rekonwalescentka bowiem zrobiła z kuwety basen a po wymianie żwirku natentychmiast przystąpiła  do ozdobienia kuwety sprawą grubszą, po czym zaczęła domagać  się głośno  żarła. Mła po  źle przespanej nocy ( pilnowanie coby kolejna próba odkołnierzowania nie zakończyła się powodzeniem jak ta wieczorna )  ledwie powłócząc nogami polazła do kuchni a następnie zapodała  jazgoczącej lepszą konserwę, która została w całości zechlana. Rany, 100 gram, trochę dużo jak na raz dla mojej Szpagetki.

Następnie rekonwalescentka zaczęła pruć  sznupę  że ona chce  do ogrodu.  No niestety, ogródek jeszcze musi poczekać a nam się trza było zbierać do jazdy.  Taa... ledwie mła uchyliła drzwi coby koszyczek transportowy przynieść ( Szpagetka jako  malizna jest koszyczkowana a nie transporterkowana ) to Szpagetka skorzystała z okazji i umknęła. Tylko cóś, Panie tego,  jak ten błyski, jak ten szelest i po kocie domowym. Mła biegiem do ogrodu łapać inwalidkę, mało sobie zębów nie wychlastałam o doniczkę na przyszopiu kiedy biegłam pod magnolkę na którą Szpagi postanowiła wleźć ( na szczęście z trzema łapami to nie jest proste ). Kiedy Szpagetka zobaczyła  że mła się zbliża postanowiła  uciec do fabryki, mła ledwie zdążyła małpę przed płotkiem złapać. Wiecie ja już po tym wszystkim porannym wiedziałam że Pan Dohtor będzie zadowolony, a  po tych rykach wkurzonych jakie urządziła w samochodzie to mła oczekiwała że będzie zadowolony bardzo bardzo. No i rzeczywiście był, stwierdził że to nie ten sam kot  co wczoraj i że kota wyraźnie chciała się pozbyć tej łapy jak jaka jaszczurka ( mła sobie  pomyślała że jaszczurka  cinżko jadowita ). Zalecił żeby nie przesadzać z jedzeniem, pilnować cwaniury ze szwami, podać trzy razy antybiotyk  i przyjść na kontrolę we wtorek.  Kiedy spytałam o ogrodowanie  bo ona bardzo by chciała i  opowiedziałam jak rano temu dała wyraz to go wzięło i zatchnęło. Ze względu na możliwość ekscesów  Gwiazdy siedzimy w chałupie  do wtorku. Widzicie jak podziałały Wasze  fluidy!

To są fotki zdziśki, Szpagetka focona bez abażurku i bez uwidocznienia rany, bo sobie wyraźnie tego kota nie życzy. Mrutek robi się bardzo zazdrosny, zaczyna lizać łapę - madka będzie musiała z nim poważnie porozmawiać. W muzyczniku piosnka kolejnej "silnej" żeńskiej istoty - Carmen śpiewała Don Jose  "Près des remparts de Séville chez mon ami Lillas Pastia, j’irai danser la seguedille et boire du Manzanilla,...". Ech,  mła się marzy po tych stresach jaka miła meta w Sewilli i manzanilla do popitki, taniec  sobie może odpuścić. No ale sobie pomarzy, na szczęście ma własną kocią Carmen do obróbki.

czwartek, 13 maja 2021

Wrzuta i uzupełnienie

Szpagetka przeżyła operację, cięte  wysoko ale  do żywego czyli nad stanem zapalnym, nie rozlazło się i Dohtor M. Z. ze stanu koty zadowolony. O 15 jadę po Gwiazdę, piorę i suszę  łóżeczko na tempo.  Małgoś opanowana, mła jej zadała na ciśnienie, bo mocno skoczyło kiedy czekała ze mła i Ciotką  Elką pod telefonem. Później napisze więcej. Wasze fluidowanie pomogło. Dzięki Kochane !

 

Właśnie zamknęłam  Jej Upierdliwość w łazience, schodzi z narkozy bardzo powoli ale mimo tego  że łapki tylko  trzy to plączą  się jakby osiem  ich było. Podpiła wody i dobrze bo wysika co złe. Za obcięcie łapki nic mła nie grozi ale za założenie kołnierza! Mła już usłyszała cichy skrzek jak to nie nadawa się na matkę. No ale kołnierz to musowo bo kikutek już był rozruszany, no to teraz przydałoby się  cóś rozlizać. Kołnierz był mocno dobierany bo na Szpagetkę nic  nie pasowało, albo za duże albo za małe te kryzki, jakby co to jutro na wizycie kontrolnej będziemy docinać. Dziękuję Wam jeszcze raz za ciepłe fale wysyłane  w naszym kierunku, nie wiem jak Szpagutowskiej  ale mnie pomogły na pewno. Teraz tak - Kocurek nie szalej  z żadnymi wysyłkami, Ty masz dwanaście sztuk na  utrzymaniu  plus Młodego i pracę taką że niech jasna  cholera, albo i nie cholera bo z robotą  podobno krucho coraz bardziej. Agniecho to jest Wielkie Uff i u Ciebie, niech się Latający takiego stanu rzeczy trzymie.
 
Agniecho, Kocurku, Romano, Rabarbaro i Dorko, Mariolko, Bziczku i Wy Wszyscy którzy nie pisali komentów ale których dobre  prądy przesyłane podtrzymywały nas  na duchu,  gdybym  mogła jeszcze prosić o dobitkę  fluidów, już może mniej  intensywnych żeby Was nie stresować, na czas rekonwalescencji Wielkiej Kikutii Alcatrazu, Pani  na mami, Imperatorowej Osiedla, Zdobywczyni Mrutka i Trójłapej Bogini.  Hym... Najgłębsza Obrazella  położyła się za mła i błyszczy koloidalnym srebłem na szwach, w zakryzowanym  łepku starannie zapluszczone ślepka, coby na mła nie patrzeć bo odraza może womity spowodować. Dobrze że Złe  Mzimu  wykrojone, charakterku egotycznego niestety nie zmieniono, został i coś mła mówi że jeszcze się rozwinie że ho, ho i jeszcze raz ho! Przed chwilą było pierwsze podejście do szwu, mimo kołnierzyka Rany, już czuję jaka mła bajeczna noc  czeka !  Małpisko teraz wygryza sobie ogon  do którego może sięgnąć mimo kołnierza. Ostentacyjnie ! Dziś  fotki kfiotków które mła zrobiła po telefunie wiadomym, kiedy z niej zeszło.  W muzyczniku piosnka o takiej jednej co charakterem  bardzo Szpagetkę przypominała.

środa, 12 maja 2021

W temacie kwitnień

Mła w temacie kwitnień jak  Młynarski w temacie Marioli. Znaczy wypowiada się. Prawdziwie letnia pogoda w ciągu ostatnich trzech  dni spowodowała wybuch kwitnień. Wszelakich, kwitną drzewa i krzewy, kwitną byliny i cebulowe, wszystko w koło kwitnie ale mła się tym  nie cieszyła tylko martwiła coby  nóżka Szpagetki czymś  brzydkim nie zakwitła. Bo temperatura  jak na dochodzenie nogi przed zabiegiem  stanowczo zbyt wysoka.Mła miała pomysł na rivanolowanie ale Szpagetka stanowczo odmówiła współpracy, zostały tylko okłady. No i niestety dodatkowe  antybiotyki, bo bez ich dowalenia byłoby naprawdę kiepsko. Mła Wam jednak nie będzie truć o brzydkościach, wystarczy że my obie ze  Szpagetką mamy zgryz, nie chcemy żeby nasze zmartwienie odbierało  Wam radości majowania. Szpagetka to w ogóle by uznała  że  nie uchodzi i że  ona jako dama powinna prezentować zawsze odpowiednią formę. Rozumiecie, Jaśnie  Pani może mieć  zły humorek bo kosteczka dokucza albo migrenka drobna ale żeby tak o intymnościach, o  osobistej  sprawie  "nóżki" ! Nacieszcie zatem oczy różowym kwitnieniem alcatrazowego sadku i magnolek. Nam się od Waszego majowania troszkę udzieli dobrych wrażeń a  wszystkiego dobrego nam teraz potrzeba. Wystarczy tych smutków.

Mła oglądała  i  sfociła  w poniedziałek  to co wylazło z tajemniczego olbrzymiego pąka, fotkę zamieściła obok. Nie wygląda to na kwiat odmiany  'Vulcan'.  Po pierwsze nie ten coolor, po drugie nie ten rozmiar, reszta czyli  ilość tepali się zgadza. Mła jednakże nie jest przekonana o tym że ma do czynienia z inną  odmianą magnolii, wyczytała bowiem w necie że coolor jej kwiatów bardzo mocno zależy od warunków atmosferycznych, znaczy pochodząca z Nowej Zelandii odmiana nie wytwarza w chłodniejszej części Europy kwiatów o tak świetnym coolorze jaki mają kwiaty na drzewach tej magnolki uprawianych w Nowej Zelandii.  Ponadto moja roślina zakwitła po raz pierwszy, drugie kwitnienie może być inne, właściciele szkółki w której wyuprawiano tę odmianę  zauważyli że największe znaczenie dla wybarwienia kwiatów ma pogoda w lecie podczas którego magnolia zawiązuje pąki. Im lato  gorętsze  tym coolor mocniejszy, aura zimowa  ma znaczenie drugorzędne dla barwy kwiatów choć może decydować o ich rozmiarze. Nawet w mniejszym rozmiarze i  w "zwykłym" różyku  kwiaty domniemanego  Vulcana robią wrażenie. Są urocze, choć mają tylko połowę wielkości kwiatów odmiany 'Betty'  a powinny mieć ich rozmiar. Mła tak sobie wykombinowała że to za sprawą budowy kwiatów, przypominającej  budowę kwiatów jednego z przodków odmiany  'Vulcan' - Magnolia campbelli.

W "sadku" nie wszystko wygląda tak jakby mła chciała. W poniedziałek mła niestety z bólem  ogrodniczego serca skonstatowała że cóś jakby poległa w temacie jednej ze swoich  wisienek japońskich. Chyba nie doczeka się grubszej wisienki japońskiej Prunus serrulata 'Amonagawa',  egzemplarz który rośnie w ogrodzie mła jest prawdziwą kolumną. Hym... ma jeden pień i konar jednocześnie a wszystko na wysokości jednego metra to w obwodzie  jak dwie  łapki Mrutka razem wzięte + spuchnięta  "nóżka" Szpagetki. Buja ten huźdyk wysoko, dobija do pięciu metrów wysokości a w stosunku do  pni innych wisienek cieniutki jak talia  osy. Patykowaty do bólu, od nasady pnia  do wierzchołka.  No cóś piąknego! Rośnie u mła już sporo lat a jakoś ciała nie nabrał, w tym samym czasie inne drzewka niby owocowe zdążyły zamienić się w potwory, niektóre złośliwie wypuszczają podziemne kłącza ptasiej wiśni, jakby im było mało terenu który  już zajmują. 'Amonagawa' ma piękne kwiaty ale wrażenia w Alcatrazie nie robi przez ten pokrój. Ech... mła zostanie szukanie inszej wisienki o kwiatach podobnych do kwiatów 'Amonagawa' i zupełnie innej sylwetce od pokroju tej odmiany.

Kalinowo jest całkiem udanie w tym roku choć mła wolałaby żeby kaliny trochę z kwitnieniem poczekały na lepszą formę Szpagetki, mła by się  mogła ich zapachem nacieszyć w ogrodzie. Teraz mła jest razem z Gwiazdą izolowana w chałupie, okna  w sypialni ma pozamykane  "na wszelki wypadek" i radość z kwitnienia kalin dla niej praktycznie żadna. Moja śliczna, elegancka  koreańska kalinka  pewnie przekwitnie zanim Szpagutek wydobrzeje na tyle że będzie mogła ogrodować z mła, cóż będziemy  wąchać za to kwitnące lilaki.  A tak w ogóle to po wczorajszym kryzysie i senności straszliwej dziś  Szpagetka w jakby lepszej  formie. Znaczy obrażona  na mła bo musi siedzieć  w chałupie, nie ma lekko, nie można pozwolić sobie  na taki eksces wyjściowy  jaki miał miejsce w zeszłym tygodniu, jutro operacja  i "nóżka" ma być otęchnięta. Obraza Szpagetki po tym jak nie mogła doprosić się wyjścia do ogrodu za pomocą przymilań i popluwań z jednej strony łamie  mła serducho a z drugiej napełnia nadzieją że jest poprawa i udało się zmniejszyć  zapalenie.  Na koniec mła Wam zapodaje zdjęcie zrobione przez Panią Isaurę, która wczoraj nas nawiedziła i oblookała za mła  Suchą - Żwirową. W muzyczniku ulubiony kawałek  Felicjana, znaczy Feliżą. Violetta czuła swingowe  nuty, nie wiem dlaczego zawsze śpiewała  rzewne kawałki. Tekścik  kretyński ale Feliżą nasłuchiwał, kojarzył tę muzyczkę z drapaniem poduszek łapek i natychmiast grzbietował jak słyszał "Tygrysiątko". Do czasu odkrycia ulubionej muzyczki Feliżą, mła była przekonana że koty nie są specjalnie muzykalne i właściwie  to wsio im ryba co leci.