Zaginęła Okularia, nia ma jej od soboty rano, podobno była widziana w niedzielę. Cała jestem w nerwach. Na razie tyle, bo na nic więcej nie mam siły.
Blog w zasadzie ogrodowy
środa, 22 lipca 2026
Okularka
sobota, 18 lipca 2026
"Odyseja" - mła oblookała i donosi
"Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi zburzywszy,
długo błądził i w tułaczce swojej siła różnych miast widział,
poznał tylu ludów zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów!"
"Odyseja" Homer
Spryt Odysa przyniósł zwycięstwo, które okazało się klęską i teraz cały świat ma PTSD. A wszystko to zgrabnie opowiedziane, jak choćby brzemienna w skutki wizyta u czarodziejki Kirke ( Samantha Morton wielką aktorką jest a scena zamiany w świnki duża sprawa! ), czy historia wyspy Syren albo moja ulubiona, bardzo wierna tekstowi historia psa Argosa, czy dobrze pomyślana historia wizerunku Ateny, ukazującej się Odysowi. Jak dla mła to ten film ma wszystko co mła w kinie lubi - dobrze opowiedzianą historię z pomocą świetnych obrazów, dobrze zagraną ( na tyle dobrze że mła nie przeszkadzał ten potoczny amerykański angielski, który czasem ją drażni w tych wszystkich Trojach i Aleksandrach ). Oczywiście są mielizny typu "Nasza epoka brązu się kończy", zdanie które wypowiada Odys, czy "Płyńmy ku zachodzącemu słońcu". Są też drewniane aktorsko momenty, że tak napiszę poziom aktorstwa nie jest równy. No ale jest widowisko, kostiumy są naprawdę filmowe, nikt nie silił się na antyk rodem z Hollywood, szczęśliwie zdaniem mła. Nolan bawi się w wikińskie łodzie, postać Agamemnona przypominającą Batmana, choć dla mła ten Agamemnon ma więcej z Dartha Vadera, określoną paletę barw, której większość nie będzie kojarzyła ze światem antycznym, bo przeca ludzie teraz informowani przez AI, nieważne że kłamliwie, jak ten świat antyku wyglądał. Muzyka Ludviga Göranssona z tych medytacyjnych, kiedy wybrzmiewa głośniej czuć w niej mrok. To dobra ścieżka dźwiękowa dla filmu o zagubieniu, ale mła nie sądzi żeby podbijała listy przebojów. No i takie to kino autorskie, choć nie wierzę żeby miłośnicy "Incepcji" bardzo je docenili. Dlaczego? Bo jest to film długi, mało teledyskowy i opowiada o mało przyjemnych sprawach, szczególnie takich, które dotyczą w większości mężczyzn. Filmy o granicach sprawczości człowieka rzadko kiedy cieszą się popularnością wśród publiczności. Mła się podobało, czy będzie się podobać innym? Nie wiem, ludzie mają różne oczekiwania wobec tego filmu.
Za ozdóbstwa dziś robią obrazki sztuki mykeńskiej, czyli z czasów w których toczyły się jakieś historie, które potem obrosły mitem. W Muzyczniku fragmenty ścieżki dźwiękowej, ten z Syrenami i "Another Name".
czwartek, 16 lipca 2026
Kolejny lipcowy odmeldunek
Fotki zdziśki z biegu i w Muzyczniku cóś na nową falę upałów. Gorączka wokół, gorączka w człowieku. Chyba zacznę gorączkowo obcałowywać Sztaflika na straży zupek, he, he, he.
niedziela, 12 lipca 2026
O naturalności głębokich smutków
Wpis Ani Bzikowej chodzi za mła od dłuższego czasu, mła się leniwie nad nim zastanawiała. Wydawało mła się, może nieco naiwnie, że mła by się na cóś takiego, co Bziczek wypraktykowała, mogła pisać, bo przeca mła generalnie to tak frontem do ludziów i różnych spraw ciekawa. Potem jednakże mła sobie przypomniała jak to ją "kręcą" różne zloty i zlociki, jak nie lubi zorganizowanych imprez, nawet jak wiążą się z wyjazdami w fajne miejsca. Mła tak bardzo szczerze spytała samą siebie czy miałaby ochotę pojechać na jakieś warsztaty, podczas których mogłaby poodkrywać z pomocą innych własne jestestwo? Hym... śladu nie zostało po tym optymistycznym "Myślę że bym się wpasiła", bo otóż bym się nie wpasiła, nawet jak warsztaty odbywałyby się na Karaibach. Nie wiem czy to skrajny indywidualizm ( mam nadzieję że nie, nie lubię myśleć o sobie jako istocie aspołecznej do bólu! ), czy ten sceptycyzm, który czasem zahacza o cynizm i który nie pozwala mła zawierzać w różne dobroci, czy też wewnętrzne przekonanie o braku potrzeby stosowania jakichś szczególnych działań naprawczych w młowym jestestwie. Mła nie zawsze żyje się najlepiej samej ze sobą, ale uważam ten stan za naturalny i w pewien sposób pożądany, szczerze pisząc nie rozumiem dlaczego miałabym to zmieniać. Nie wiem czy pamiętacie ale kiedyś napisałam o tym że moim zdaniem nadużywa się dziś terminu "depresja" i określa się nim różne egzystencjalne bóle, które nas gniotą. Szafuje się hojnie lekami, lecząc te wszystkie melancholie, które są niejako naturalnym objawem normalnego funkcjonowania. Mła nie twierdzi że depresja nie istnieje, mła twierdzi że nie każdy głęboki smutek jest depresją. A my boimy się głębokich smutków, cała nasza zachodnia kultura się ich boi, chcemy tylko fajnych, budujących nas pozytywnie doświadczeń. Jakby smutek nie mógł budować pozytywnie! Jak się mła nad tym głębiej zastanawia, to się jej ta cała pogoń za naprawą siebie wydawa w prawie każdym przypadku bezcelową. Nie można naprawić tego co nie jest zepsute, tylko jest jakie jest.
Mła to teraz pewnie wsadzi kij w mrowisko ale przeca szczerość to wartość sama w sobie - przepracowanie traum nie zmienia przeszłości, jedyne co zmienia to myślenie o niej. To obłaskawianie świata minionego. Mła rozumie i wie że potrzebne, są ludzie którzy mają taki PTSD, który uniemożliwia im funkcjonowanie. Jednakże większość ludzi nie cierpi na PTSD i mła zachodzi w głowę dlaczego tak wiele osób czuje potrzebę, jak najbardziej autentyczną, przepracowania traum, które nie były doświadczeniami granicznymi? Co skłania nas do szukania pomocy, w sytuacji kiedy nie mamy traumy wojny, wypadku, zbrodni? Dlaczego jesteśmy tak nieodporni na zwykłe życie? Nie wiem. Po prostu nie mam pojęcia dlaczego dochodzimy do wniosku że coś jest z nami nie tak, bo nas smutek gniecie i dlaczego nie uznajemy tego stanu za naturalny. Gabinety psychologów pełne, warsztaty, treningi świadomości pod okiem couchów od jestestwa mają się świetnie, tylko czy to wszystko naprawdę pomaga? Jakby pomagało to przeca gabinety powinny pustoszeć a te warsztaty zamierać a jednak tak się nie dzieje. To się rozwija i przypomina coraz bardziej normalny rynek usług. Kosmetyka dla duszy. Tylko prawda, smętna a jakże, jest taka że nie ma idealnej recepty na wszystkie bóle, nie ma recepty nawet na omijanie bólu i udawanie że on nie istnieje, tylko od nas zależy czy uśmierzymy to co nas boli, czy też będziemy sobie żyli bez uśmierzania. Czy naprawdę wszystkie nasze bóle wymagają zmiany myślenia o nich? Czy tak boimy się każdego smutku że wolimy żyć urojeniem, które pozwala ludziom z PTSD normalnie funkcjonować? Jak pisałam, rozumiem że są bóle z którymi normalnie żyć nie sposób, ale coś mła się zdawa że ofiary wojny na warsztatach o jestestwie nie spotkasz a i w gabinetach psychologów nie pojawiają się tak często jak powinny. Pełno za to w nich ludzi bojących się smutku, wręcz całkowicie wobec niego bezradnych. Usługi w pełnej gotowości czekają na klientów, tfu, pacjentów. To nie jest tak że to ludzie sami z siebie szukają ukojenia, że popyt wytwarza podaż, to cóś bardziej skomplikowanego, jakiś rodzaj sprzężenia zwrotnego, którego mła nie rozgryzła.Mła zauważyła że rynek literatury poradnikowej od jestestwa rozwija się prężnie, porady w kwestii zostania biznesmenem, szczęściarzem w związku, mistrzem Zen, znajdziecie w każdej księgarni. No i znów to natrętne pytanie, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego mimo tego uzbrojenia w porady "Jak żyć", sens tego życia cóś coraz bardziej nam umyka? Mła cóś żmijka Socjologia użarła, bardzo niejasno mła podejrzewa że kryje się za tym konsumpcjonizm i stanozjednoczońskie remedia na to, że nie spełnia ten konsumpcjonizm naszych potrzeb, w świecie, w którym religijne doktryny nie stanowią już odpowiedzi. Mła na to myślenie naprowadziła pewna zmiana w konsumpcjonizmie, obecnie tryndne jest konsumowanie doświadczeń, gromadzenie rzeczy zeszło na drugi plan. To mła jakoś tak zagrało z tym leczeniem smutków, wszak konsumpcjonizm ma za zadanie uczynić nas szczęśliwymi tu i teraz. Smutki w konsumpcyjnym społeczeństwie się leczy albo przepracowuje, przy okazji na tym zarabiając. Takie są te moje socjo - podejrzenia. Kochane ludzie życie to nie bajka a na końcu się jeszcze umiera. Nieraz ciężko. Nie pomoże niepalenie tytoniu, niechlanie alkoholu i brak ćpania. Co najwyżej się w tej trumnie będzie lepiej prezentować z powodu braku ekscesów, czyli dość nudnego życia. Przepracowanie traum nie zmieni faktu że zaistniały. Sorry ale w tej sytuacji smutek to objaw jasnego osądu rzeczywistości. Po cholerę tłumić jasny osąd? Dlaczego nie mamy być z powodu ludzjiej kondycji zasmuceni? Mła nie rozumie, dlatego mła się nie nadawa na warsztaty i poszukiwanie siebie. Mła dość dobrze orientuje się gdzie jest, u progu starości, z przeszłością której nie sposób zmienić, tego nie dokona nawet demencja mła. Jest jak jest, trzeba wykorzystać te rzadkie chwile szczerości, które człowiek ma sam ze sobą i przestać się bać na zapas smutków i bólów. Taka już nasza natura że nas jestestwo boli i smuci. Naprawdę trzeba się bać stanu kiedy w ogóle nie boli i nic smuci, obawiam się że taki stan to tak bardziej pod psychiatrię podpada.
Wybrałam najbardziej nostalgiczne japońskie obrazki dla ozdóbstwa mojego wpisu pełnego dzikich podejrzeń i odpowiednio smętną muzyczkę - królowa nostalgii Kalina.
piątek, 10 lipca 2026
Mrutek meloman
"Kot"
"Jest cały czarny, lecz ogon ma elektryczny.
Gdy śpi na słońcu, jest najczarniejszą rzeczą, jaką sobie można wyobrazić.
Nawet we śnie łapie przerażone myszki. Poznać to po pazurkach, które wyrastają mu z łapek.
Jest strasznie miły i niedobry. Zrywa z drzew ptaszki, zanim dojrzeją."
Zbigniew Herbert
czwartek, 9 lipca 2026
Wieści ze świata - skrót i z głowy
W Rosji wojna rosyjsko - rosyjska o paliwa. Ponieważ Ukraińcy walą masowo w rafinerie i bazy paliwowe a Rosjanie widzą co się dzieje i panikują, na rynku paliw w Rosji jest po prostu krach. Kłopot jest właściwie z każdym rodzajem paliwa i to w okresie żniw, co nie wróży dobrze. Jest na tyle kiepsko że z brakiem paliw mierzy się też armia. Zakaz eksportu benzyny, paliwa lotniczego i diesla przez producentów tych paliw oznacza mniejszą kasę ze sprzedaży wpływającą do budżetu państwa. Mniej kasy na wojenkę. Obecnie w Rosji jest tak że przed skutkami SWO jest trudno uciec, ceny paliw przełożą się przeca na ceny towarów i usług, które już i tak szybowały za wysoko jak na kieszeń przeciętnego Rosjanina. Państwo rosyjskie chyba będzie szło w kierunku Wenezueli, sprzedawać może nierafinowaną ropę. Państwo to w ogóle coraz mniej sprawcze, obrona przeciwlotnicza coś słabo istniejąca a państwo najchętniej swój obowiązek obrony scedowałoby na bronionych. Za to rosyjskie państwo zadbało by jacht Wujka Wowy bezpiecznie dotarł do bazy na północy, z dala od dronów ( co zdaniem mła spowodowało że dolecenie do portów dalekiej północy jest dla ukraińskich sił dronowych zadaniem ambitnie kuszącym! ). Jakby było mało zadłużenie regionów osiąga katastrofalny poziom, co przekłada się na wyłączenia prądu i dostaw wody w miastach niektórych z nich. W związku ze związkiem regiony zaczynają pustoszeć, państwo w regionach po prostu przestaje funkcjonować. Nie że Rosja zaraz się rozpadnie, to na razie proces zapadania się.
Dziś za ozdóbstwo robią ilustracje pewnego szwedzkiego rysownika, którego nazwisko mam gdzieś zapisane, problem tylko w tym że nie pamiętam gdzie. Te prace to jako żywo przedstawienie wzajemnych stosunków Tatusia i Rattuska. W Muzyczniku cóś filmowego na temat rzek.
sobota, 4 lipca 2026
Lipcowy meldunek
No i przyszedł lipiec, najbardziej letni ze wszystkich letnich miesięcy. Gorąc nieco zelżał, jak dla mła to z naciskiem na nieco. W środę pożegnaliśmy ostatecznie Babcię Marysię, Dziadek Kazio jakoś do siebie dochodzi, choć u nich w rodzinie to teraz ciąg nieszczęść. Na początku tygodnia u Gosi i Piotrusia odszedł ich najstarszy piesek, ukochany przez wszystkich Miętus, zwany też Głodnym Oczkiem, z racji opanowania trudnej sztuki eleganckiego wyłudzania żarełka. Miał czternaście latek i te czerwcowe upały wyraźnie mu nie służyły, zatrzymał się w ogródku, po wyjściu z basenika w którym się ochładzał. Jakby mało Gosia z Piotrusiem mieli nieszczęść. Cała nadzieja w tym że Dziadek Kazio zacznie teraz dbać o siebie, bo do tej pory więcej czasu poświęcał zdrowiu Babci Marysi i jakoś to wszystko się ułoży. Gosia powinna mieć niedługo urlaub, może uda się jej odetchnąć z Piotrusiem i psami. Natalka ma w lipcu praktyki, Dziadek Kazio tournée po lekarzach, w zasadzie gryplan gotowy.
Tatuś nasz odetchnięty pojechał do domu nad morze. Obiecał nam że jeszcze przyjedzie, bo odpoczął. Krokomierz dalej na ręce. Mła smutno, choć rozumie że Tatusiowi tęskno było za Rattuskiem, który ponoć bardzo ucieszony z jego powrotu. Misia pewnie teraz będzie tęsknić. Ech... Helenka została odłowiona i pojechała do dochtórek. Zęby do robienia, krew pobrana, antybiotyk zapodany, wieczorem zjedzone. Dostaje zestawik z antybiotykiem i syropkiem, bo trza wyleczyć choć trochę to zapalenie przyzębia przed zabiegiem, ale zjada tak se. Muszę zapodawać surowiznę, bo to lubi najbardziej. Dalej baruję się z urządzeniem sobie przyszłości, co znacznie lepiej wygląda niż urządzanie sobie starości. Przy upalnej pogodzie marzy się mła wyjazd nad morze, ale to się może tylko pomorzyć, bo so łobowiązki i na urlaubie się już było. W ramach poprawiania sobie humoru poszalałam z przyszłorocznymi planami wakacyjnymi, z których nie wiem co wyjdzie, ale przeca tak nie do końca mła jest przekonana że wyjść musi. Chodzi o przyjemność planowania. Prawie nie bywam w ogrodzie, czas mi strasznie szybko mija i nie mam kiedy, w dodatku popołudniami gorąco. Usiłuję trochę czytać, ale będę szczera - usiłuję. No i to tyle lipcowego meldunku.
Dziś za ozdóbstwo robią kocie obrazki, dwa pierwsze autorów mła nieznanych, a szkoda, bo fajne są ( Behemot zakąszający grzybkiem i Białe Lenistwo! ), autorami dwóch pozostałych prac są e Louis Valtat i Charles Camoin. W Muzyczniku "I'll fly away" i Rising Appalachia. Takie raczej nieoczywiste wykonanie. Mła bardzo lubi ten hymn, napisany przez Alberta E. Brumleya w latach 1929 - 1932 i opublikowany w 1932 roku przez firmę Hartford Music w zbiorze zatytułowanym "Wonderful Message". To najweselsza piosenka o Cichej jaką mła zna. Albertowi napisanie piosenki zajęło aż trzy lata, od pomysłu, który mu wpadł do głowy podczas zbioru bawełny w 1928 roku do niemal daty wydania. Różne wersje utworu wypróbowywał, ale ta właściwa przyszła najpóźniej. Podobno Brumley inspirował się balladą "The Prisoner's Song" z 1924 roku. Hym... hymn śpiewany podczas uroczystości religijnych, jeden z najbardziej znanych utworów gospel, będący zarazem nowoorleańskim hymnem pogrzebowym, ma takie kryminalne korzonki.














