poniedziałek, 30 marca 2026

Rozmyślania okołoniedzierlne o polskim grajdołku

Wczoraj była Niedziela Palmowa, czas kiedy na osiołku jeden facet przejechał wśród wiwatujących tłumów. Tych samych, które parę dni później postanowiły go pogrążyć, wyzwalając od ukrzyżowania niejakiego Barabasza. Historia, która ukształtowała nasz świat zachodni, tłuczona od niepamiętnych lat, najsampierw przez Kościół i jego pracowników, potem wzięta na warsztat przez pisarzy, filmowców i innych ludzi od opowiadania historii. Czy ta opowieść czegoś jeszcze kogokolwiek uczy? Hym... na pewno nie polityków, zwłaszcza tych zwanych populistami, którzy jeszcze nie zdążyli zamienić swoich rządów w reżimy autorytarne. Nic a nic nie dociera do ludzi, kiedy ogłupia ich poparcie tłumu a szczególnie ta wiedza że emocje, które się wywołało,  są jak morze, nad którym ciężko zapanować. Budowanie na emocjach prędzej, czy później  kończy się źle, politycy, którzy "w emocjach" robią, nie chcą tego widzieć, choć przecież każdego z nich czeka utrata poparcia, choćby częściowa. Jak to władza nad ludzkimi emocjami oszołamia! Jak zaślepia i nie pozwala dojrzeć zagrożeń. Ech...

Mła postanowiła przełamać blokadę wewnętrzną i zagłębiła się solidniej w to polityczne,  co ostatnio nam tworzy rzeczywistość. Ponieważ bliższa koszula ciału skupię się na naszych. Nie jestem entuzjastką rządów platformianych, uważam PełO za partię wodzowską naszego rodzimego Donalda, która jest obciążona wszystkimi wadami partii wodzowskiej. Niestety, jak mówi polskie przysłowie  - Na bezrybiu i rak ryba. PiSdnięte, które są taką samą partią wodzowską, tylko z głupszymi pomysłami,  popełniły gruby błąd stawiając na bezmyślnego Nałroky'ego i jeszcze większy stawiając na Czarnka, oraz nie dołączając  do próby rozliczeń sprzymierzonego tworu, jakim była ta cała Solidarna Polska, czy jak jej tam. PiSdnięte od zawsze skupione na tym żeby na prawo od nich był tylko beton, wyrywają elektorat innym prawicowym ugrupowaniom, co raczej nie służy zdolności koalicyjnej. Mła na to paczy i widzi że powoli, powoli, ale jednak zbliża się samozaoranie PiSdniętych. Konfa nie dowozi, cóś za małe przełożenie ma na prezydenta, albo dziefczynki i chłopcy kombinują granie na kogoś swojego, albo, o co ich podejrzewam, zaczęli drżeć na myśl o tym że trzeba będzie się stać  choć nieco podobnym do starej europejskiej prawicy i co to będzie? Bo wicie rozumicie, lubiana na ogół Meloni zobaczyła że granice jej władzy wyznacza niezależne sądownictwo, lud jej  to w referendum uświadomił, Bardella, o ile go Francuzi wybiorą, będzie  się melonizował, itd. No jakby nieco inna jakość, cofanie się przed tzw. pójściem na rympał,  prawicowe partie Europy oddziela od naszej prawicy przepaść cywilizacyjna.  Nawet od AfD, którego szefostwo nie jest heteronormatywne. Ech... ta polska przeterminowana konserwa, z Barunowem po cichutku trzepiącym kasę na czele.

Po drugiej stronie spektrum politycznego, partie towarzyszące KO,  cóś jak "Karnawał Zwierząt" Saint Saensa, nigdy nie pamiętam tych melodii. Partia Hołowni zanika czy jakoś tak, lewica to głównie występujący marszałek Sejmu, chłopki robią przy wojsku i tyle ich widać. W sumie mam wrażenie że polska polityka to rodzimy Donald, Sikorski ogarniający pozadom i Kierwiński trzymający nasze podwórko za ryjec. Oczywiście rodzimy Donald poświęca się wdzięcznemu dowalaniu swojemu największemu błędowi, czytaj Nałrokyemu.  Nałroky współpracuje równie wdzięcznie nadstawiając policzki, bo tak to jest, kiedy stary polityczny wyjadacz, który niejednego "spadkobiercę" w partii wykosił, bierze się za świeżynkę polityczną, w dodatku słabo ogarniętą i wyposażoną przez Nadprezesa od PiSdniętych w ekipą doradców, która śmiało może konkurować w mundrości z ekipą doradców Ryżego z Hameryki. Pozwalają mu na kontakty z przegrywami, jakieś jeżdżenie na CPAKi, które olewa zarówno prezydent, jak i wice prezydent US a gościem honorowym jest najkrócej urzędująca premier UK, albo na wyprawę na Węgry, z której miksowali się ci z prawicy, którzy mają jakiekolwiek szanse w wyborach. Dodaj człeku do tego obronę kretyńskich ustaw Ziobry i nagle się okaże że o jedno veto za dużo i grono coolegów ze stadionu, ma tobie ochotę spuścić wpiendrol. Prezydent jest na najlepszej drodze do robienia za ozdobnik, im wyżej podskakuje, z tym większą siłą zderza się z rzeczywistością. Czy może cóś z tym zrobić? Jeszcze może, ale musiałby się odwrócić od sponsorów i grać bardzo cwanie. Hym... wydawa mła się, że u państwa Nałrokych mądrzejszą połową jest ta w spódnicy, ale akurat jej nie wybrano na urząd. Wesoło nie jest, choć mogło być gorzej, no wiecie, patrzę na Rosję, patrzę na Stany. 


Pochylę się nad tym Nałrokym, którego szef z Hameryki wystawił. Nałroky jak wiecie usiłował zablokować pożyczkę z UE, kasę, która ma być wydana na rozwój polskiej zbrojeniówki, infrastrukturę i budowę służb. Obecnie wystrzelani ze sprzętu w Iranie Amerykanie usiłują wepchnąć się na krzywy ryj w kolejkę za zapłaconą przez UE broń dla Ukrainy i w kontrakty innych państw. Tak, w nasz też - chcecie Patrioty odbierać w 2035 roku? Amerykanom udało się już wkarwić Szwajcarów i to tak do białości, mianowicie Szwajcarzy rzucili przed się że ani myślą przepłacać za F-35 i Amerykanie mogą się spodziewać zerwania kontraktu. Ogólnie zaczyna się mówić że amerykańska broń jest przestarzała, za droga i nijak się ma do współczesnego pola walki. To nie jest cała prawda, ale faktem jest że strzelanie do dronów wartych jakie parę tysi, rakietami za milion,  jest gupie. No a teraz to wpychanie się Yankees w kolejkę jeszcze dołożyło do pieca i szykuje się niezłe rzucanie papierami. Zważywszy na to że wg. PiSdniętych od Niemca broni  nie trza brać, bo wraży, zostaje pytanie ile Francuzi mogą nam wyprodukować, w sytuacji, gdy Amerykanie odpadajo? Oczywiście jest to pytanie durne i wyłazi teraz cała krótkowzroczność prawicy i jej myślenie życzeniowe,  niewiedza o tym jak świat wygląda. 

Jedno co dobre z tego słynnego weta kredytowego, to ruszenie sprawy złota. Jaszczomb Glapiński szedł w kupowanie kruszcu i mamy sporo rezerw. Oczywiście nie mam złudzeń, Jaszczomb to złoto kupował dlatego żeby nadwyżek urobku NBP nie przekazywać wrażemu rządowi rodzimego Donalda a nie że taki mundry był, jednakże kruszec jest. Pomijając całą tę dętą spekulację, która  niby miała zastąpić europejski kredyt - niby, bo jakby nie wypaliła to państwo  musiałoby zaciągnąć kredyt i to na gorszych warunkach niż europejskie - dobrze byłoby to złoto przemieścić. Szczególnie dotyczy to złota zdeponowanego w US. Wicie rozumicie, Niemce mają lekki problem z odebraniem swojego kruszcu, miejmy nadzieję że nasze rezerwy są odbieralne. US nie są od zeszłego roku państwem godnym zaufania, ale to jest na inszy wpis i szczerze mówiąc taki, którego mła aż się pisać nie chce. Tzw. Safe - 0% może być niezłym pretekstem do ściągnięcia  kruszcu z US i zastanowienia się nad tym, czy rezerwę złota utrzymać, czy uszczuplić inwestując w nasze potrzeby itd. Szczęśliwie durnowate PO dojrzało do procedowania prezydenckiej ustawy Safe, zamiast się obrażać i bardzo dobrze, bo polityka to nie jest zabawa dla infantylnych i emocjonalnie niestabilnych, co najbardziej jaskrawo widać w przypadku amerykańskiego prezydenta ( w rok i trzy miesiące od geniusza grającego w szachy 5 D  do Dyzmy, który zaszedł za daleko! ). Tak to wygląda, jak się właściwą treść odcedzi z tych wszystkich - "A ten to tamtemu powiedział i on mu wtedy odpowiedział i tamten na to..."


No i to by było dziś na tyle, ponieważ temat niemiły, to zdjęcia hym... "najfajniejszych obiektów". Znaczy kwitnienia w ogrodzie, nieustanne obrabianie mebelków, nowe biżuteryjne pocieszki z tych tanich, no i oczywiście Kasiuleńka jako gwodździca programu. W Muzyczniku w tym smutnym tyźniu mła zapodaje przecudnie śpiewającą Patricię Janečkovą. Odeszła od nas prawie trzy lata temu, w wieku zaledwie 25 lat. Zostało po niej to przepięknie zaśpiewane "Laudate Dominum" z Requiem Mozarta. 


środa, 25 marca 2026

Sprawozdalnik zdrówkowy, z fotkami ogrodowymi

Meldunek Kasiuleńkowy. Wyniki trzustki kiepskie ale kota nadal je bez maści dla maćków i to je dużo. Inna sprawa że nie tyje od tego jakoś bardzo. Jednakże leżakuje na słoneczku, uczestniczy razem z innymi dziefczynkami w awanturach z Mruciem, sika normalnie, kupy jak u słonia. Nie wygląda zatem na to że zdecydowała się na odejście, raczej ciągnie ją ku życiu. Prowadzi nawet taką małą, zbrodniczą działalność na boczku. Wicie rozumicie, Mrutek lubi wczesnym rankiem robić za bibliotekarza, znaczy kiedy mła przed szóstą rano usiłuje dosypiać, Mrutek wywala książki z biblioteczki w ramach pobudki.  Mła ma natentychmiast wstawać i usługiwać ze śniadankiem, bo inaczej Mruciu wszystkie książki "będzie czytał". Otóż nasza Kasiuleńka po cichutku podchodzi do książek i zaczyna pracować na nich pazurkami. Zapytana o to co też wyprawia, twierdziła że właśnie przechodziła i przegnała obcego kota, któren się pastwił na książce zrzuconej przez Mrutka. Mła nie ma serca bić kłutej dupki ale powiedziała Kasiuleńce co myśli o występnych kłamicielkach i niszczeńcach. Kasiuleńka mła odmiauczała że akurat te dwa określenia na pewno nie odnoszą się do Kasiuleńki, która jest księżno - hrabinią, a jak wiadomo księżno - hrabinie niczego nie niszczą i w ogóle nie kłamią, zwłaszcza w sprawach dotyczących  drapanej literatury.

No cóż, nie należy dowierzać Kasiuleńce. Wg. wyników jest źle, a kocie jakby lepiej, sami widzicie że nie ma co zawierzać. Mła postanowiła że pójdzie za wskazaniem Dochtórki - leczymy nie wyniki, tylko kota. A więc walić wyniki, paść, podpieszczać a może z czasem te wyniki jakoś lepiej będą wyglądały?  Z wynikami to w końcu jest tak że zakres referencyjny to jednak pewna średnia a przeca każdy organizm jest inny. Dochtórka wspomniała że od dwóch lat leczy kociego pacjenta, z tych wychodzących, któren wg. wyników powinien już dawno spać pod jabłonką. A tymczasem pacjent ma się na tyle nieźle że zmniejszyli mu częstotliwość płukania. Zdziwność taka, do odnotowania w jakim kompendium wiedzy dla lekarzy weterynarii. Oby Kasiuleńce się takoż przydarzyło. Na razie kota w pełni korzysta z wiosennej aury, po drugim śniadaniu wychodząc do ogrodu niemal na cały dzień. Wraca w porach posiłków, czyli co trzy, cztery godziny i po zezjodku myk, wylegiwać się na rozpoczynających kwitnienie barwinkach. Wczoraj razem z Helenką czaiła się przez moment na cytrynka radośnie nieświadomego zagrożenia, ale potem leniuszenie wzięło górę i było przybieranie póz na słoneczku. Pozy z tych rozczulających, mła nawet nie śmiała podejść z aparatem, żeby nie przeszkadzać w słoneczkowaniu.

Mimo że z Kasiuleńką jakby, tfu, tfu, tfu, nieco lepiej, to we mła cierń siedzi. To tak od zeszłego roku, od odejścia Szpagutka. Zbliża się rocznica i mła nastrój siada, to silniejsze ode mnie. Najpiękniejsza zabrała ze sobą spory kawałek młowego serca w zaświaty, mła od momentu jej odejścia czuje się po prostu stara. Wicie rozumicie, zdarzenie,  które jest kroplą przepełniającą czarę.  Nie planowałam po tym pozostawieniu mła prze Szpagutka, powiększenia stada, ale z "nowymi dziefczynkami" to była sytuacja bez wyjścia, bo kto chciałby wziąć dwie stare kotki? Teraz mła walczy o to żeby starość Kasiuleńki była długa i pogodna, bez bólu i z rządzeniem, tak jak to koty lubieją. Mła ma nadzieję że trochę jeszcze dla Kasiuleńki uda się z życia wyciągnąć, żeby ona i tym samym mła, łyknęły jeszcze troszki szczęśliwych chwil. Mła wie że z Kasiuleńkowym zdrowiem kiepsko, ale kota wyraźnie znów zaczęła cieszyć się życiem a więc "Chwilo! Trwaj,  jesteś piękna!"

niedziela, 22 marca 2026

Weekendownik - pierwszy wiosennik

Mimo pięknej pogody i powolutku zbierającej się ku życiu Kasiuleńki, nie był to dla mła leciutki tydzień. W ponierdziałek zaczęło się od bólu młowego kulanka, takiego ćmiąco - strzykającego, średniej upierdliwości. Niestety we wtorek było jako tako tylko do południa, na pogrzeb Babci Halinki pojechałam z napiendralającym kolanem i pragnieniem zażycia kolejnej dawki ketonalu. Kolejne dni zajęło mła zorientowanie się, co tak naprawdę się z tym kulankiem dzieje. Szczęśliwie okazało się że problemem nie są kości, czy ścięgna ( no dobra, wiązadło krzyżowe cóś tam tego, ale to nie jest w moim wypadku sprawa wymagająca poważniejszej interwencji! ), tylko problem z mięśniem, taki do rozwiązania masażem i rehabem domowym. Właściwie powinnam się tego spodziewać, wszak siostrzane kulanka, zbudowane podobnie do mojego, nie tak dawno musiały być masowane i rehabilitowane. Cóż, taka nasza uroda. Mła i tak późno trafiło. Inszych trafia solidniej, vide Kocurrkowe przejścia.

Najchętniej uprawiałabym ten rehab razem z uprawianiem ogrodu, ale niestety ten numer nie przejdzie. Są czynności, które mła musi sobie na razie odpuścić. Na szczęście to nie jest tak że absolutny szlaban na uprawę zielonego i mogę cieszyć się ogrodowaniem. Razem  z kotami, bo kiedy słoneczko troszki mocniej przygrzewa całe stado wylega i zażywa kąpieli słonecznych. To właśnie tym kąpielom w promieniach marcowego słoneczka, mła przypisuje wzrost formy Kasiuleńki. Nie wiem jak jej wyniki, jutro się dopiero dowiem, ale kota zwróciła się ku życiu, pochłaniając swoją porcję żarciucha. Ten zwrot nastąpił po tym kiedy mła zakupiła była za naprawdę ciężki pieniądz, maść na koci apetyt. Lek cudowny, bo działa przez samo wpatrywanie się w opakowanie. Mła ani razu jeszcze nie użyła, bo Kasiuleńka regularnie pojawia się przy misce i nawet zaczęła żądać zwiększenia porcji.

Nie wymawiam jej tego zakupu, dla mla najważniejsze że je a że lek nierozpakowany to tylko dobrze. Płukanie obecnie odbywa się dwa razy w tygodniu, spróbujemy odstawienia antybiotyku. Oczywiście świerzbowiec story trwa w całym stadzie, mła szaleje z wcierkami i kroplami usznymi, w związku z czym stado jest na mła obrażone, chodzi po somsiadach i roznosi plotki że niby mła katuje koty. Główne pleciuchy to Mrutek i Helenka, Sztaflik i Okularia zalegają na suchych rozplenicach razem z Kasiuleńką. Powinnam wyciąć stare źdźbła ale gdybym to zrobiła, to zlikwidowałabym ulubione miejsce zalegań. Walić to, grunt to kocie zadowolnienie, jak zaczną kwitnąć barwinki i floksy szydlaste kocie estetyki zaczną zalegać na nich, mła wtedy przytnie trawska.

Przywitaliśmy wiosnę nadwyrężeni po ciężkiej zimie, ale jakoś się zbieramy, mimo tych kulanek i prób zejścia ze starości. Może nie w komplecie, ale jakoś się po paskudnym początku roku odliczamy. Mła stara się by info ze świata nie powodowało u niej ataku apopleksji, oddycham ogrodem i usiłuję się krzątać wokół swoich spraw. Bardziej mła martwi przedłużające się milczenie Romi, niż to kretynizmy z wysokości politycznych mównic, które nas dociskają. Znaczy nie mównice, tylko te kretynizmy. W tym tyźniu, który nadchodzi nic nie planuję, profilaktycznie. No bo wicie rozumicie jak to jest z tymi planowaniami - "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach." To by było na tyle, zdjęcia zdziśki i wczorki a w Muzyczniku Freddy razem z chłopakami.