sobota, 24 lipca 2021

Ulewajki


Mła znów  jest smutna a kiedy mła jest smutna to wiecie że się robi zła. Wicie rozumicie, jeszcze nie bukizm  ale na pewno syndrom Małej Mi. Źródło smutku jest takie że mła nic z nim zrobić nie  może,  c'est la vie jak to mawiajo Francowate.  Mła to wie ale akceptować jej nadal ciężko, całe dotychczasowe życie  uczyła się mła żeby jakiś sens widzieć w tym naszym żywocie a wobec nieuchronnego wciąż cóś jakby niedowidząca.  Mła się zrobiła jak ta osa, nie żeby jej  nagle talia się wcięła, nic z tych rzeczy.  Mła żądli i jadzi i ciężko z nią ostatnio wytrzymać.  Nawet samej mła. Mła paskudnie nakrzyczała na Mrutka i teraz on jest obrażony i co gorsza smutny. Mła jest zła na siebie bo Mruti  nie powinien być smętny, powinien być szczęśliwy i  rabladorowaty, to jest jego stan naturalny. Mła podpieści i odda mu w ramach zadośćuczynienia swój kawałek indyka z jutrzejszego obiadu, może wówczas się odobrazi i wróci od Małgoś do mła ( obecnie śpi na Małgosinym wyrku i kiedy wchodzę do pokoju on obraca się do mła grzbiecikiem ) i smuteczek zniknie. Resztę kotów mła widuje tylko z okazji posiłków i przy okazji prac ogrodowych,  w domu  bywają rzadko. Nawet nie mogę oblookać Szpagetki bo nie jestem w stanie jej złapać. Ledwie się naje ( nie przeszkadzam ) to już zmyka  a kiedy mła chce ją zatrzymać to piskorzy. Może to i dobrze że koty żyją swoim tajemniczym ogrodowym życiem bo mła nie nadawa się teraz na towarzystwo. Co prawda mła niedługo wyjedzie na mały wywczas w lubym towarzystwie ale mła postanowiła sobie że się tak oderwie od realu na ile to będzie możliwe. Nie chciałaby nikomu psuć swoimi problemami i humorami  tej chwili oddechu.


Mła dokończy ten wpis jutro, dziś cóś się zapada. Na fotkach Sztaflik  i Mrutek ( Mrutek jest pocieszany ). W muzyczniku "And I Love Her".
 
Prasówka
 
Mła zrobiła prasówkę żebyście Wy nie musieli robić.  Coraz  głupiej - nasz zarzund wymyśli że trza nam w ramach ekologii stosowanej zbudować fabrykę lekstrycznych samochodów w związku z czym należy wyciąć kolejne parę hektarów lasu.  Ciekawe co będzie z tymi montowniami samochodowymi w Polszcze w świetle planowanej  przez UE zmiany silników spalinowych  na lekstryczne?  Cóś  się  mła zdawa że najsampierw  kumple zarzundu sprzedadzą drewno z wycinki,  a później to będzie tak że zanim ich firmy postawią za państwową kasę jakieś cóś, zanim  za nasze pieniądze zaplanują, pozyskają  kasę i wybudują całą infrastrukturę to w onych montowniach od  dawna chodzić  będą zmodernizowane linie produkcyjne  pod tę elektryfikację motoryzacji.  Kolejna stępka pod  wirtualny prom.  Mła oczekiwa  kiedy nasz kłamliwy premier  wraz  ze swoim zdebilałym rzundem poinformujo naród  że oto budujemy kosmodrom.  Najlepiej  to w tym miejscu co zostało po Puszczy  Białowieszczańskiej.  A może w Bieszczadach? Dla równowagi  w pełowsko zarzundzanym   mieście  Odzi urzędnicy miejscy  dbajo o zazielenianie  ale o kolegów jeszcze bardziej. Nowe nasadzenia drzew  wyglądały tak że  bryły korzeniowe nie były odwinięte z plastikowych zabezpieczeń, ulewa która nas nawiedziła odkryła  tę smętną prawdę.   Dżefko  by jakiś  czas pożyło, pewnie akurat tyle żeby nie trza było za gwarancyjne darmo nowych nasadzeń robić.  W ogóle sprawa zazieleniania  miasta robi się tak dęta jak swego czasu było dęte  powszechne kostkowanie a potem skurczysyństwo deweloperskie. No mła raczej trudno oskarżyć o to że ona jest dziki zwolennik betonozy, mła zawsze uważała że w mieście powinno być  wincyj zielonego  ale mła ma oczy i uszy więc widzi i słyszy  - nie o zielone  tu chodzi ale o robienie kasy. Wyciąć stare drzewa i nieustająco sadzić młode, a kasa płynie. O śmieciach mła sie nawet pisać nie chce, nadmieni tylko że odkąd  gmina zajmuje się  wywozem śmieci z polecenia zarzundu to mła nie wie za co płaci. Drzewiej płaciła za konkretną ilość wywiezionych odpadów, teraz wygląda na to że płaci za "cały świat". Mła jest blisko wkarwienia  się i nie płacenia w ogóle bo rachunków od gminy mła jakoś nie dostaje tylko  polecenia zapłaty. Gmina się, quźwa, jeszcze nigdy że mła  nie rozliczyła z podatków. Ciekawe dlaczego? Może dba o mła zdrowie, no bo jakby mła zobaczyła na cóż ona płaci to szlag  mógłby ją trafić.
 

 
Polityczne szalejo. Nie da się już nic  zaplanować bo nikt nic  nie wie.  Jakoweś przesilenia ido bo jedni chco namiętnie segregacji sanitarnej  a inne nie, w związku z czym rzecz się skończy na ulicach. W państwach o wysokim stopniu wyszczepienia większość zakażeń to osoby zaszczepione, co wydawa się mła logiczne. Skoro zaszczepili większość  to przeca jasne  że zaszczepionych będzie  się zakażać więcej niż niezaszczepionych. Proste to jak  drut, nie trza  być specjalistą od wielomianów i innych matematycznych mądrości. No chyba  że znów  wrócimy do sprawy testów i ich wiarygodności, co chyba nie byłoby żadnemu  z zarzundów na rękę . Obecnie narracja jest taka - czepionka nie powoduje zahamowania zakażeń  tylko powoduje łagodny przebieg  choroby.  No dla mła to zawsze było jasne, z tym że  nie do końca wiadomo jak się z tego zadania osłabienia symptomów choroby wywiążą  obecnie podawane preparaty. Hym... skoro łańcuch epidemiologiczny nie zostaje  przerwany przez czepienia   to po co te paszporty? Po co te zaświadczenia  o szczepieniu skoro zaszczepiony nadal roznosi wg. tych supertestów?
 
Mła się wydawa  wysoce prawdopodobny taki scenariusz wypadków - wyszczepione zaczno umierać no bo wszystko kiedyś umiera, starsze i słabsze najpierw  bo taka jest kolej rzeczy.  Tylko że  to w tej grupie  było najwięcej  szczepień więc mła  tak sobie sobie myśli że będzie z jednej strony ryk  że oto uśmiercili staruszków śmiercionką a z drugiej strony będzie  ryk że oni wszyscy zeszli na choroby towarzyszące.  A statystyki będą jakie były, bo jakby któś nie wiedział to  w 2020 roku nie było na świecie zarazianej hekatomby.  Gdyby liczyć sam  covid to żałośnie a gdy liczyć z chorobami towarzyszącymi  to tyle na świecie co  roku  umiera na grypę i grypopodobne. Z tym że grypy  w roku zeszłym cóś niemnożko i zgonów z nią związanych  śladowe ilości a nie takie jak zawsze. Za to jest w niektórych krajach spory wzrost zgonów powstałych w  wyniku walki z koronawirusem.  Mła sobie myśli że powoli zbliża  się czas dojrzewania społeczeństw do  tzw. wymiany elit, matriks to tylko postrzeganie rzeczy, kiedy ono się zmienia zmienia się świat, a wkarw społeczny widocznie rośnie bo ludzie mają już po prostu covidu dosyć i brzydko pisząc są w stanie zaakceptować śmierć z tego powodu, zwłaszcza że "Doświadczenie nas uczy, że zawsze kto inny umiera."
 

Nasze polityczne oprócz wycinania lasów robio teraz salto do tyłu, znaczy zaczynajo odkręcać narrację o reformie sądowej. Idzie na ostro, so aresztowania, nabzdyczenia, nie bo nie, piskorzenie. Zaraz będzie walka na haki i emocje wzrosno. No a wszystko przez to że Ursula zapowiedziała Małołżeszowi że i owszem, zamiast tygodnia ma cztery na posprzątanie syfilandu ale później to przeplute, przyklepane i  niech  mnie sbijo moja ruszowfa pupa jak dostaniecie kase jak ordnungu nie bedzie. Kasa czyli forsa na Nowy Wał czytaj kampanię wyborczą, to  rzecz niezbędna, tak się wydawało do niedawna co poniektórym. A mła się od dawien dawna wydaje że ta forsa nam potrzebna  na płacenie zobowiązań po rozdawnictwie, Człowiek Kryształ właśnie pokazał skalę naszego rzeczywistego zadłużenia i problem się robi  który  mła wyproroczyła 6 lat temu - z 500+ robi się 500-  ! W kampanii wyborczej politycy mogą obiecać  wszystko wszystkim ale jak tak dalej  pójdzie to sama inflacja sprawi że za pińcet to sobie waciki będzie można kupić, a tu jeszcze obsługa kolosalnych długów i one same przed nami do spłacenia.
 
Tak świetnie było za premierzycy, to teraz trza za to świetnie płacić i kombinować i godzić  się na wszystko co durnoty brukselskie wymyślo bo się quźwa z kolan wstawało. Albo godnościowo  i z honorem żreć szczaw i mirabelki, które miała nam załatwić Plebania Obywatelska. Generalnie jest to smutne  ale trafiają się jaśniejsze bo śmieszne momenta. Np. nasz minister obrony zamierza urządzić  stacjonowanie naszych nowych czołgów na granicy białorusko - rosyjskiej, to się nazywa polityka  mocarstwowa. Przy takim gównodowdzącym lepiej nie krzyczeć "Na Moskwę !" , "Na Berlin!"  bo  cholera wie  gdzie nasze wojska  mogą wylądować. Nasza najnowsza I Prezes Sądu Najwyższego  jako absolutnie niezawisła władza sądownicza czeka na polecenia premiera w sprawie wyroku TSUE  ( a tak  brzydki TSUE o nadmiernej zależności  władzy sądowniczej od ustawodawczo - wykonawczej ćwierkał, kłamliwy ) a nasz TK ( właściwie powinien  to być  KC - kawa i ciasteczka ) siedzi w cichości bo wyrok TSUE to jedno ale wyrok Trybunału Praw  Człowieka to inna bajka. Ciekawe czy teraz  nasza rozsądna inaczej marszałek sejmu by ryczała  że tu jest Polska i nie ma żadnych praw człowieka? Najinteligentniejszy z posłańców straceńców, pan perukarz, ruszył  na z góry  przegrany  bój o hamerykańskie wartości mierzone cinżkimi  dolarami. I śmieszno i straszno.  Ciotka Elka twierdzi że nuda, przydałby  się jaki zezwłok dla zagęszczenia akcji, cóś jak w Ojcu Chrzestnym.  Ciotka ma krwawe instynkta, ale twierdzi że za te pieniądze które ona  na utrzymanie teatrzyku płaci to  powinna mieć leperiadę.  Już nawet wybrała ofiarę -  minister Zerro, załatwiony przez tercet przyboczny zwany KaKaO widelcem, którym uczyliśmy jeść  Francowatych, dostarczonym przez niejakiego  Kownackiego. Naprawdę krwawa intryga.  Jak się bawić to się bawić - mła jest za rozwaleniem wszystkich od prawa do lewa, takie posłannictwo mniłości w sobie niesie! Straszne, mła naprawdę musi odpocząć.
 
Z rzeczy  istotnych - na magnolkach budują się pąki, mikołajka nadmorskiego wtranżalają ślimory, mła rozsadza irysy. Najistotniejsze - Mruciu się odobraził, mła przyszykowała mu  miejsce w koszyczku naprzeciw lilii, będzie się nawaniał ( Mruciu bardzo lubi wąchać  kfiotki ).  Kaktusy kwitną. W muzyczniku projekt piosenkarkopodobny ale muzyczka w studiu wygenerowana miła  dla ucha. 


piątek, 23 lipca 2021

Ogrodowe rozkminy - ogrody Mezopotamii - część druga

Zacznijmy od początku czyli od Sumerów. Mieszkańców Mezopotamii przywykliśmy sobie wyobrażać na podstawie asyryjsko - babilońskich  wizerunków. Wicie rozumicie, włos trefiony  henną farbowany, kolorowa odzież z włókien roślin jak i tych tkanych z sierści zwierząt, biżuteria obfita na głowie, szyi, i odnóżach, cały ten starożytny jaskrawo kolorowy i błyszczący splendor. Jednakże to obraz słabo przystający do tego jak  wyglądali ci pierwsi twórcy cywilizacji Międzyrzecza. Sumerowie byli jako prekursorzy jeszcze zieloni i to prawie że  dosłownie. Na wielu malutkich ludzkich figurkach wyrzeźbionych z kamienia mydlanego, artefaktach bezsprzecznie związanych z Sumerem, widać spódniczki  wyglądające jakby  były  z liści, noszone zarówno przez mężczyzn jak i kobiety. Ba, nie jakichś tam bidoków, tylko osoby o wysokiej pozycji społecznej. Ten facet z fotki obok był pisarzem o imieniu Dudu. Piśmienny a spódniczka u niego jak u ludów które pisma nie znają.   Hym... i tu się ujawnia "perwersja" Sumerów, może i kiedyś, zanim Sumerowie zostali  "tymi" Sumerami  te spódniczki były  liściaste  ale w czasach kiedy osiedlili się  w dolnej Mezopotamii zarówno kobiety jak i mężczyźni nosili spódniczki najpierw z owczej skóry z włosiem  powiązanym w ozdobne pęczki,  a później z owczej, spilśnionej wełny ( Grecy nazywali ten typ materiału kaunakes  ). Jeżeli odzienie z sierści zwierząt przypomina odzienie z roślin to  może świadczć o tym że dla zhierarchizowanego  społeczeństwa uprawa roślin stanowiła najważniejszą sprawę, widzieli swój świat z perspektywy uprawiacza zielonego ( zanim przeszli  od włókniny do tkania minęło pół tysiąca lat i   później co prawda jeszcze bardziej perwersyjnie ozdabiali tkaniny pęczkami frędzli które miały przypominać im wełnianą odzież, która miała przypominać im odzianko z roślin, he, he, he ) .

Od uprawy roślin  zaczęła się ich cywilizacyjna przygoda i  nawet w czasach świetności, kiedy bardzo mocno rozwinęli handel,  nigdy o tym nie zapomnieli. Co do  pochodzenia Sumerów istnieje wiele różnych koncepcji, jednakże prawie  wszyscy badacze zgadzają się w  jednym punkcie - skądkolwiek by nie przyszli umiejętność melioracji gruntów znali zanim przybyli do Mezopotamii. Musieli być zatem ludem od dawna rolniczym. Potwierdza to  sumeryjski mit o stworzeniu, w tzw. debacie  między owcami a zbożem, wygrywa chlebek. Sumerowie uważali  że  bez zwierząt czyli mięsa, mleka, wełny da się żyć, bez chleba nie sposób. Wiedzieli też  że póki nie było upraw nie było cywilizacji. " Od wschodu do zachodu słońca niech będzie wychwalane imię Zboża. Ludzie powinni poddać się jarzmu Zboża. Kto ma srebro, kto ma klejnoty, kto ma bydło, kto ma owce, zasiądzie w bramie tego, kto ma zboże i będzie tam spędzał czas". Tako się kończy zapis na glinianej tabliczce napisanej w połowie III tysiąclecia p.n.e. Podobne  to do   stosunku do  zielonego starożytnych Egipcjan.  Jasne jak słońce  że szanse  na rozwój ogrodnictwa istnieją tylko  u ludów rolniczych, pasterze nie zakładają ogrodów. Wszystkie inne ludy które pojawiły się w Mezopotamii po Sumerach przejęły od nich umiejętności uprawy gleby. W Mezopotamii były ogrody ponieważ Sumerowie podobnie jak  Egipcjanie oprócz zbóż uprawiali rośliny o znaczeniu  gospodarczym. Z czasem zaczęli uprawiać zielone dla przyjemności. Podkreślam rolę Sumerów  i ich wyższość  cywilizacyjną  ( nie mylić z kulturalną ), bo ich wpływ  na oblicze  Mezopotamii  był nieporównanie większy niż jakiegokolwiek ludu który później władał tą starożytną krainą.

Tak przy okazji ubranek warto zastanowić się dlaczego ludzie zamieszkujący nizinne tereny leżące niedaleko  Zatoki Perskiej łazili w kożuchach (  bo te skóry to były  przeca wyprawiane na modłę kożuchową  ) a potem w spilśnionej wełnie. Dobra, wełna grzeje, wełna chłodzi ale nie aż tak, he, he, he.  Oczywiste jest  że wówczas w tym rejonie panował inny klimat, na pewno bardziej łagodny niż ten który był w w dolinie  Nilu, sąsiadującej z błyskawicznie pustynniejącą od X tysiąclecia p.n.e. Saharą. Dolne  Międzyrzecze było wymarzonym  miejscem  do uprawy roślin, dolina między dwiema dużymi rzekami niosącymi użyźniający osad, o ciepłym ale nie ekstremalnie klimacie.  No boskie warunki.  Nic  dziwnego że Sumerowie wymyślili raj, czyli Ogród Bogów.  Koncepcja raju, którą tak twórczo rozwijali ogrodnicy następnych epok w miejscach oddalonych od  Międzyrzecza o tysiące kilometrów,  najprawdopodobniej  nie przyszła z Sumerami z ich tajemniczej ojczyzny, zrodziła się w miastach południowej Mezopotamii. Trochę z tęsknoty za heimatem, że tak to określę. Sumeryjski raj znajdował się wg. badaczy albo w Dilmun w obecnej Arabii Saudyjskiej, albo w górach Libanu, albo w najstarszym sumeryjskim  mieście Eridu, albo w mieście Nipur, albo w innych miejscach   które wydają się znawcom  cywilizacji  sumeryjskiej i archeologom tymi jedynymi właściwymi. Jedno z nich nosiło nazwę Edin, ale rzecz jasna naukowcy są zdania że koncepcja  Edenu jest późniejsza ( za łatwo by było ). Jak sobie  Sumerowie wyobrażali boski ogród? Jeden z dwóch najstarszych  znanych  nam kawałków literackich  czyli "Epos o Gilgameszu" ( drugim są  "Teksty Piramid" ), powstały około 2100 p. n. e. w czasie trwania  III dynastii Ur, opisuje nam podróż Gilgamesza do cudownego ogrodu bogów, w którym bije źródło rzeki, ukryte  w  górach pokrytych   cedrowym lasem, pełnym "roślinnego życia". W micie raj utożsamiany jest z miejscem, w którym bogowie zabrali na wieczne życie deifikowanego sumeryjskiego bohatera potopu, Utnapisztima. Teraz  zrobi się ciekawiej - w ogrodzie bogów Gilgamesz znajduje wszelkiego rodzaju drogocenne kamienie, podobne do  tych z Księgi Rodzaju: "Był tam ogród bogów: wszędzie wokół niego rosły krzaki niosące klejnoty... owoce karneolu ze  zwisającą z niego winoroślą , piękne dla oka, liście lapis lazuli obwieszone gęsto owocami, słodkie do zobaczenia... rzadkie kamienie, agat i perły z morza.". Hym... pojechali. Oczywiście w micie jest i wąż i tajemnicza roślina mająca magiczne  właściwości. Taa...Trochę  tajemnicza jest sprawa rajskiego ogrodzenia, sumeryjski raj  jest niewątpliwie miejscem wydzielonym ale czy ogrodzonym? Miał dozorcę, niejakiego  Humbabę potwora, może starczył do pilnowania tych karneoli i agatów?

Mła pragnie wam zwrócić uwagę na pewien szczegół - koncepcja raju wiąże się z zadrzewieniem terenu. I to nie byle jakim, Sumerowie tak jak i wiele innych ludów przed nimi i po nich,  darzyli drzewa niezwykłym szacunkiem. Może jakaś metafizyka  się w nas ludziach odzywa kiedy stoimy wobec potężnych organizmów, zazwyczaj bardziej długowiecznych niż my. Taka namiastka wieczności na tej Ziemi. Mit Świętego Drzewa na pewno obecny u Sumerów nieobcy był też ich sąsiadom z Akadu czy Asyryjczykom. Wiemy  że w Akadzie a zwłaszcza w Asyrii odtwarzano ikonografię sumeryjską dotyczącą tego tematu, z czasem wypracowano nawet odrębne  formy przedstawień.  Czy  Święte Drzewo  miało takie samo znaczenie  jak dla Sumerów to odrębna sprawa, mła się jednak przychyla do zdania tych badaczy którzy uważają  że wraz  z unifikacją kultury Międzyrzecza mit o Świętym Drzewie był powszechny i jednakowy  zarówno w Asyrii jak i Babilonii przynajmniej od XVI wieku p.n.e.  Sumeryjski mit o raju od późniejszych koncepcji odróżnia obecność w nim lasu.  Był on tak ważny że pojęcia Cedrowy Las używano jako synonimicznego do Ogrodu Bogów.  Mła zastanawiała się czy aby  ta tęsknota  za drzewami, którą odczuwali też  starożytni  Egipcjanie,  nie była dla Sumerów osiadłych w dolinie aluwialnej Eufratu i Tygrysu, będącej terenem nizinnym i  w dużej mierze bagiennym, tęsknotą za miejscem z którego przyszli.

Ludom sąsiednim, kręcącym się po Bliskim Wschodzie przed osiedleniem się w środkowej i  północnej  Mezopotamii,  leśna koncepcja przypasowała.  Z drzewami byli przedstawiani władcy ( obok macie płaskorzeźbę z wizerunkiem Sargona i drzewka ) Akadu i Asyrii.  Miejsca uprawy roślin, szczególnie te w których uprawiano drzewa  były odwzorowaniem boskiego porządku. Być może w tym należy upatrywać szczególnego stosunku do ogrodów ludów  Mezopotamii. W  Kodeksie Hammurabiego, pochodząc z XVIII wieku p.n.e., znajdują się "paragrafy"  poświęcone prawnej ochronie ogrodów. Oczywiście dotyczyło to głównie ogrodów świątynnych i królewskich. Były to ogrody zarówno  prestiżowe jak i gospodarcze, niektóre z nich, na przykład w Lagasz czy  Uruk zajmowały powierzchnię 2 hektarów. Prestiżowe dlatego że w od czasu Sumerów zajmowanie się ogrodnictwem uchodziło za rozrywkę  bogatych. Świadczy o tym znane  nam z przekazów zajmowanie się  przez wielu   władców,  w chwilach wolnych od rządzenia,   pielęgnowaniem ogrodów.  Coś jak książę Karol i te jego rabarbary odmianowe, wspaniałe ogrody wypełnione  rarytetnymi roślinami dodawały splendoru.  Czy władcy Mezopotamii uprawiali te swoje ogródki osobiście to insza sprawa. Być może uprawiano je rytualnie, tak świątecznie od czasu do czasu. Na pewno władcy interesowali się  botaniką i  korzyściami uzyskiwanymi z jej lepszego poznania.

Asyryjski król Sanherib ( 704-681 p.n.e. ) sadził egzotyczną bawełnę w pałacowym parku, gdyż sam chciał "obserwować jak z rośliny powstaje tkanina".  Podobnie jak władcy Egiptu władcy  Mezopotamii z wypraw wojennych przywozili  różne, nieznane dotąd mieszkańcom  Międzyrzecza rośliny, które starali się aklimatyzować.  Sargon I, panujący w latach 2340 – ok. 2284,  określany  jako "strażnik ogrodów" oraz "miłośnik nowych roślin",  ze swoich wypraw przywiózł do Mezopotamii  róże. Jego  botanicznej   pasji zawdzięczamy najstarsze w dziejach wzmianki o tych kwiatach. Wyprawy wojsk  oprócz  oczywistego celu jakim  było wklepanie  przeciwnikowi i zagarnięcie jego terytoriów oraz dóbr materialnych, miały na celu pozyskanie zielonego i nie tylko zielonego ( Akadyjczycy a po nich  Asyryjczycy lubowali się w odtwarzaniu krajobrazów  podbitych krajów, różne  stwory i  rzeczy w związku z tym zbierali ). Przebywający na obcych terytoriach  żołnierze – na polecenie króla – mieli zbierać miejscowe okazy botaniczne, przekazywano je uczonym  znawcom roślin, którzy szli za armią. Mła wydawa się  że ten głód  nowości, także tych botanicznych,  to raczej  dziedzictwo semickich mieszkańców Międzyrzecza po koczowniczych przodkach. Przejść i wchłonąć. No ale to jest tylko gdybanie mła,  nic popartego  dowodami twardymi  jak skała.

Najstarsze założenie ogrodowe  z czasów  Sumerów czyli z III tysiąclecie p.n.e., znamy tylko z przekazów pisanych. We wprowadzeniu do  "Eposu o Gilgameszu", tytułowy bohater, władca sumeryjskiego Uruk, mówi o jego terytorium następująco -  "Jedna mila kwadratowa to miasto, jedna mila kwadratowa to sady i jedna mila kwadratowa to wyrobiska gliny". Mła nadmienia że   w języku sumeryjskim nie było osobnych słów na określenie sadu i ogrodu – obydwa miejsca uprawy zielonego nazywano tym samym wyrażeniem Tak jak w Egipcie, tak i w Mezopotamii głównym czynnikiem warunkującym powstanie i przetrwanie ogrodów była umiejętność sztucznego nawadniania terenu. Ogrody  tworzono niemal zawsze w nieprzyjaznym  terenie który trzeba  było przystosować pod  uprawę roślin,  projektowano je tak  aby dobrze spełniały  przeznaczoną im rolę  - źródła pożywienia, miejsca sprawowania obrzędów oraz odpoczynku, rozrywki, a także miejsca o znaczeniu prestiżowym. Ze źródeł wynika że większa  część ogrodów  "żywiła raczej duszę niż ciało", znaczy że były to ogrody wypoczynkowe i ozdobne. W ogóle ogrody sumeryjskie były ogrodami miejskim, znaczy zakładano jej wewnątrz murów miast. W ogrodach tych nie mogło zabraknąć drzew, tak  ukochanych przez Sumerów  (  personifikowano je  jako bóstwo o nazywane  Ningiszzida, któremu  powierzona była piecza  nad wegetacją i które strzegło bram nieba i władało przejściem do  świata podziemnego ).

Najstarsze zachowane pozostałości po takim  założeniu  datuje się na początek XVIII w. p.n.e. , to prawie zmierzch Sumerów. Ogród ten znajdował się na dużym wewnętrznym dziedzińcu pałacu w Mari, zwanym  z ówczesnych  źródeł pisanych jako Dziedziniec  Palm. Cechą charakterystyczną tego pierwowzoru patio był dekoracyjny zbiornik na wodę umieszczony wśród drzew palmowych. Mari leży co  prawda w Syrii, dość daleko od dolnej Mezopotamii, ale było to  miasto państwo pozostające pod silnym wpływem Sumeru ( sytuacja troszkę podobna  do  sytuacji Fenicji i Kartaginy ). To właściwie jedyne znalezisko ogrodowe, które możemy połączyć z Sumerem, jak  widzicie nader  to skromne.  Troszkę słabo, inaczej  niż w Egipcie, gdzie można się spokojnie dokopać do pozostałości ogrodowych i gdzie na podstawie ikonografii  grobowej czy skrzynek funeralnych z miniaturowymi przedstawieniami możemy jako tako odtworzyć  wygląd ogrodów. Dlaczego tak się stało? Insza kultura, insze pochówki no i niesprzyjające okoliczności przyrody a  przede wszystkim niesprzyjające okoliczności  historii. Mezopotamia  to shaker do robienia koktajli z ludów, następcy  obejmowali miejsca życia  poprzedników i modyfikowali ich założenia.  Ilość warstw i zmian w nich wielokrotnie poczynionych nieraz  w odstępie krótkiego czasu,  sprawia problem archeologom.  Jakby było mało na tych terenach zazwyczaj było cóś mało spokojnie, nawet dziś  są to miejsca konfliktów zbrojnych ( podczas wojny syryjskiej obrobiono wykopaliska w Mari, cóż,  badaniom i datowaniu  to na pewno nie sprzyja )


Jak zatem widzicie ogród sumeryjski to zjawisko  nader tajemnicze.  Możemy najwyżej spekulować jak wyglądał na podstawie późniejszych założeń ogrodowych, do których się dokopaliśmy albo po których zostały nami opisy.  Tak naprawdę nie wiemy co w ogrodnictwie  starożytnej  Mezopotamii jest dziedzictwem Sumerów a co innowacjami wprowadzonymi przez inne ludy.  Zakładamy że takie a  takie ogrody tworzono w tym i w tym czasie na terenach  takich a takich,  do końca  nie jesteśmy pewni. Tyle wiemy co się dokopiemy.   Wszystkie nasze domysły na temat roli którą  odegrali Sumerowie w tworzeniu typu ogrodu mezopotamskiego  opieramy na ich potężnej roli kulturotwórczej, która znalazła wyraz  w piśmiennictwie i tworzeniu  zrębów architektury,  która przeszła  do legendy. Nie mamy jednak  co narzekać, może nie zostawili  obrazków i  rzeźbionych świątyń ale za to zostawili Raj.

wtorek, 20 lipca 2021

Covidzianki


Dziś covidzianki, znaczy  i straszno i śmieszno. Szef rządu UK, ozdrowieniec, siedzi w kwarantannie  bo miał kontakt ze swoim  ministrem, zaszczepieńcem. Siedzi  i udaje Makarona, licząc na to że jesienią wzrośnie fala zachorowań i będzie sobie mógł segregować sanitarnie i widmo rozliczeń  brexitowych się odsunie.  Hym... nie wiem czy będzie mógł bo to zależy od tego ile osób wyjdzie na ulicę i ile będzie pozwów sądowych. W  USA jest podział polityczny - w stanach republikańskich zakaz segregacji sanitarnej, w demokratycznych paszporty i te sprawy, znaczy demokraci robią wszystko żeby trumpizm powrócił bo  ideologia im przesłania realny osąd sytuacji, Amerykanie mają już  wyraźnie dosyć bawienia się w covid. W  naszej poczciwej UE wakacje  więc ludzie jeszcze nie tak zniecierpliwieni bo wypoczywają po stresach.  Niektórzy zaczynają mieć  prawdziwe problemy typu powodzie błyskawiczne, inni mają suszę i pożary, przy tym wszystkim covidowanie  wydawa się niezrozumiałą rozrywką. Akcja szczepień ma się nijak, w dodatku  robi się ciekawie bo się statystyki zaszczepionych nagle zmieniają. Wygląda na to że im więcej  na oddziałach szpitalnych osób zaszczepionych tym bardziej spada poziom zaszczepienia społeczeństw.  Nagle się człowiek dowiaduje  że to co do niedawna było oficjalną statystyką jest już szacowaniem. Taa... Do mainstreamu przebijają się coraz  bardziej licznie informacje sugerujące słabą skuteczność  szczepionek w grupach wysokiego ryzyka. Agencje amerykańskie  FDA i CDC nie zezwoliły na użycie trzeciej dawki przypominającej, bardzo patrzy się im na łapy więc zaraz europejska EMA będzie miała drobny problem, bo padną pytania o celowość działań. No i Niemcy mają na co innego teraz wydawać kasę niż na dawki przypominające zamówione przez Makrelę. 


Mendia szalejo, mła odnosi dziwne wrażenie  że ich rolą jest skłócanie społeczeństw  na tle czepionkowym. Nastawia się jednych przeciwko drugim wg. najlepszych wzorców totalitarnej propagandy - divide et impera.  Jednakże nawet najzacieklejsi  covidianie  zaczynają powolutku trzeźwieć. No bo miało być fajnie, miało być miło, szczepionki miały pomóc wrócić  do normalności tylko że normalności nie widać. Wraz  ze schodzeniem osób zaszczepionych nie tylko na covid ale i na insze  choroby,  w wielu osobach budzi się podejrzenie czy to aby nie słynna  koincydencja czasowa. Nie jest istotne czy tak jest naprawdę, ludzie  od  dawna w tej histerii nie myślą racjonalnie, istotne jest że kredyt zaufania się kończy ponieważ obietnica szczęśliwości nie została spełniona a ludzie jak to ludzie, umierają. Mła zauważyła że boje szczepionkowe toczą się głównie w necie, znikają nam  powoli z życia realnego a to jest znak zmęczenia społeczeństwa  tematem.

Na razie jest spokojnie bo usiłuje się w  temacie szczepionkowym marchewkować co gówno daje ( widać po loterii ), mła przypuszcza że przy sięgnięciu  po bacik może się u nas zrobić jeszcze mniej spokojnie niż w Europie Zachodniej, bowiem my mamy rozwalone sądownictwo. Poziom społecznego zaufania wobec  rzundzących, środków masowego przekazu i sądownictwa szoruje u nas po dnie, jeszcze trochę  i zaistnieje   problem bo  suweren nie będzie się mógł dalej łudzić że nie został oszukany. To jest zmartwienie  dla zarzundu, nie tylko naszego zresztą bo oporność ludu lubi  się udzielać. Kochane covidowe i foliarze, mła niesie dobrą nowinę - pewne sprawy są jednak zależne od Was, pandemia będzie trwać dopóki będziecie pozwalać na zabawę w pandemię. Jak  już  Wam się znudzi to będziecie mogli chorować zarówno na covid jak i na inne niemodne choroby, będziecie leczeni lekami po których nie ma tzw. objawów długiego covidu, w lecznicach a czasem i w szpitalach na które płacicie podatki.   A w ramach rozrywki będziecie mogli pogrillować politycznych i pomyśleć o tym jak udupić koncerny.


Fotki domowe, Rabarbara proszona o  adres, Agniecha i Mariolka i Kocurek termin późniejszy, teraz Roamana i Rabarbara. Mła napisze mailem  a Pegasus zanotuje kiedy konkret. W muzyczniku muzyczka "wcząsająca" . Mła przypomniała sobie "La Grande Bellezza" Sorrentino. A dziś oblooka jakiś filmik starego dobrego Frederico.


poniedziałek, 19 lipca 2021

Codziennik - przerywnik króciutki

Mła pracowicie skrobie post  mezopotamski, ogródkuje, paczy czyli  zbiera się do pakowania paczek jak ten sójek za morze i jeszcze załatwia co ma do załatwiania, czyli wyłazi w miasto. Dekarza jej poczeba na gwałt ! Koty w porządku, katują mła w rzadkich chwilach przebywania w domu. Szpagetka potłukła talerz Małgosi i talerzyk  Gieni, bardzo jest z siebie zadowolniona. Mrutek  z Pasiakiem znów kombinują jak denerwować psa sąsiadów, Okularia i Sztaflik  balują w ogrodzie i raczej je słyszę niż widzę. Mrutek ponadto wymyślił sobie nowe zajęcie - chce być operatorem drzwi lodówki. Mój inżynier! Dla Was mła zamieszcza foty kwitnień domowych i muzycznik motywujący.

niedziela, 18 lipca 2021

Ogrodowe rozkminy - ogrody Mezopotamii - część pierwsza

Dwa lata temu podczas upału  mła się zajęła historią ogrodów najstarszych w naszym kręgu kulturowym.  Na początku mła wzięła się za Egipt starożytny, teraz wraz z gorącem obezwładniającym mła poczuła  że czas się zająć ogrodami Mezopotamii,  znaczy powstałymi w rejonie  tzw. Żyznego Półksiężyca, miejsca gdzie narodziła się nasza cywilizacja.  Mła zacznie od uprzedzenia że prosto nie będzie bo w stosunku do silnej i trwałej państwowości starożytnego Egiptu  i jego etnicznej  historii,  to co się działo w tym samym czasie w Mezopotamii można spoko  określić cytatem z mistrza Willa - "opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości", na szczęście jednak w przeciwieństwie do dalszej części słów mistrza,  wiele znacząca. Ziemie  między Tygrysem a Eufratem, będące  istnym koktajlem z wymarłych ludów i nieistniejących  królestw, nieustannie targane wojnami, najazdami jakimś cudem  wydały z siebie  cywilizację, będącą  jedną z kolebek z których wzrośliśmy. Egipt trwał wchłaniając to co obce i tworząc niby jednorodną kulturę i cywilizację, na terenie  Mezopotamii mamy do czynienia z wieloma kulturami  które na przestrzeni tysiącleci  tworzyły to  co określamy jako kulturę i cywilizacje Międzyrzecza. Nie jest  ona rzecz jasna tak zunifikowana jak egipska, nie mogła być  choćby z tego powodu że tworzyły ją o wiele  bardziej zróżnicowane etnicznie społeczeństwa. Trudno nam porównywać z braku materii różnice między ogrodami czasów Sumeru a Akkadu a mogły być  całkiem spore. Wrzucamy to  do jednego worka z napisem Mezopotamia i wierzymy święcie w Ogrody Semiramidy. Wszystko tu  jest do ogarnięcia nieco cięższe niż w przypadku Egiptu w którym zafiksowanie jego mieszkańców na wieczności pozwala nam dziś zajrzeć poprzez groby starożytnych w przeszłość. Nie znaczy to jednak ze ogarnąć  się nie da.  Dobra, teraz będzie podkład  czyli przygotowanie historyczne. 

Sumer 

Najstarszą cywilizacją Międzyrzecza jaką znamy są państwa Sumerów, przybyłego  najprawdopodobniej ze wschodu ludu, który osiedlił się w dolnej części Mezopotamii ( Dolna Mezopotamia w przeciwieństwie do Dolnego Egiptu leży na południu, tam gdzie Eufrat i Tygrys łączą wody zanim wpadną do Zatoki  Perskiej  ).  Zamieszkany przez Sumerów dolny odcinek Niziny Mezopotamskiej to region gorący i parny, o kontynentalnym klimacie, obfitujący w bagna i mokradła. Tygrys i Eufrat wylewają tu na przełomie kwietnia i maja, a ich wylewy zasilane przez topniejące śniegi gór Armenii są gwałtowne - objętość wody w rzekach wzrasta ośmiokrotnie zalewając niemal zupełnie płaski teren. Nie wiadomo skąd przybyli Sumerowie ale wiadomo że posiadali wiedzę która umożliwiła im organizowanie rolnictwa w oparciu o meliorację.  Działo to się w połowie IV tysiąclecia p.n.e. . Koniec IV tysiąclecia p.n.e. to już  rozkwit tej kultury, choć jej ośrodki: Ur, Uruk, Lagasz, Kisz, Umma, Eridu, Szuruppak, Nippur  nie zostały przez nich wzniesione. Oni zasiedlili  i rozwinęli siedziby autochtonów, ludu  tzw.  kultury Ubajd.  Na początku trzeciego tysiąclecia p.n.e. Sumerowie znali już pismo, koło, potrafili meliorować ( zarówno nawadniać jak i osuszać  ) i  budowali na płaskim terenie wysokie konstrukcje zigguratów czyli świątyń, mające przypominać im górski kraj pochodzenia. Sumeryjskie królestwa walczyły przeciwko najeźdźcom semickim czy elamickim jak i między sobą. Od czasu do czasu  ktoś stawał się hegemonem i wydawało mu się że rządzi całym Sumerem. Zdarzyło się że wydawało się innym  że zarządzają Sumerem  - Gutowie, Akkadyjczycy czy wreszcie Asyryjczycy i Babilończycy  stawali się   władcami sumeryjskich państw czy to w wyniku podboju, sojuszy czy też powolnego rozpływania się tożsamości sumeryjskiej w semickim żywiole. W  XVI wieku p.n.e. państwowość sumeryjska już nie istniała.

Akad 

Akadowie zamieszkiwali tereny położone na północ od Sumeru, w środkowo - wschodniej  Mezopotamii. Pojawili się  tam w III tysiącleciu p.n.e., później niż Sumerowie na południu.  Byli ludem mniej gospodarczo rozwiniętym od Sumerów za to bitnym ( tak to już jest  ) więc od południowych sąsiadów czerpali wzorce,  co i raz ich napadając w celach naukowych. Wraz  z ziemiami przyswajali kulturę ich uprawy i insze zdobycze kulturalne, jednakże zachowali odrębność języka ( ludom semickim mowa Sumerów musiała sprawiać problemy  ). Dość szybko z koczowniczego ludu jakim byli, stali się tzw. zawołanymi rolnikami. Hym... jakiś  ślad po tym że byli swego czasu dominującymi nad Sumerami pozostał w mitologii, gdzie bóg zajmujący się pasterstwem cieszył się uprzywilejowaną pozycją  wśród  bogiń, taki silny pasterz tego... ten. Stworzyli jeden porządny ośrodek miejski nazywający się Akad ( oni Akadowie, państwo Akad, stolica Akad - lud z wyobraźnią  ) z którego zarządzali całym państwem. Historia zapamiętała ich jako twórców pierwszego imperium na tych terenach. W czasach największej chwały sięgało ono do ziem syryjskich, Morza Śródziemnego, Zatoki Perskiej, aż do północnych terenów Mezopotamii  należących  do  "wybitych na  niepodległość" Asyryjczyków. Było to państwo tak potężne że o wiedza jego największym władcy przetrwała zawirowania historii,  imieniem groźnego Sargona nazwano Sargona nie mniej groźnego, władcę z numerem  II przy imieniu, który stworzył z kolei potężne państwo asyryjskie i którego imię znamy z Biblii. No  ale to  było znacznie później, wieki po tym kiedy Gutejczycy i Lulubajowie, ludy koczownicze z gór Zaragoz po których ślad nie został, zniszczyły potęgę Akadu i sprawowały władzę zarówno nad Sumerem  jak i Akadem.

Asyria 

W czasach świetności Sumerów na północ od ich terytorium powstało miasto Aszur, na terenach które  później podlegać będą Akadom, oczywiście pod sumeryjsko - akadzkim  protektoratem. Zamieszkiwali  je coraz liczniejsi potomkowie plemion amoryckich zwani Asyryjczykami. Tak, tak, to są  ci sami Amoryci o których stoi w  Dobrej Księdze,   semicki lud, kuzyni Kananejczyków. Amoryci zanim założyli własne państwo rozpełzli się z Aszur na całą północną Mezopotamię, gdzie stopniowo  przejmowali władzę w miastach Sumeru i Akadu.  Władzę , bowiem jak to się zdarzało i innym słabiej cywilizowanym ludom,  przejęli spuściznę cywilizacyjną  sumeryjsko  - akadyjską.  Oczywiście dołożyli do nie niej coś swojego, do dziś toczą się spory uczonych jak  wielki był to wkład. To od przejęcia władzy w  Aszur zaczyna się właściwa historia państwa asyryjskiego. Państwo asyryjskie miało swoje wzloty i upadki, jego historię dzieli się na trzy okresy trwające od około roku 2025p.n.e.  do 612 p.n.e. . Przez około 1500 lat ten lud był  jednym z największych "graczy" na terenie  Międzyrzecza. Bywali potęgą militarną, ale też cywilizacyjną, jak już nasiąkli zdobyczami poprzednich cywilizacji to tak że wykręcać można  było. Do historii przeszli przede wszystkim jako lud groźny, "Gniazdo Lwów" czyli  ich stolicę Niniwę zrównano z ziemią ( po uprzednim wybiciu mieszkańców ) tak że już w starożytności nie sposób  było odnaleźć miejsca w którym ją zbudowano. Bano się bowiem bardzo zdolności Asyryjczków do reaktywowania państwowości.  Najbardziej znanymi władcami Asyrii byli Aszurnasirpal II, wspomniany wcześniej Sargon II, Aszurbanipal  ( ten od rozwalenia Babilonu i stworzenia biblioteki w Niniwie ).

Babilonia

Inni potomkowie ludów amoryckich,  nawet nie kuzyni Asyryjczyków a ich bracia, stworzyli państwo operując z miasta Babilon, położonego w środkowej Mezopotamii .  Jak to w rodzinie bywa bracia tłukli się niemożebnie. Twórcy państwa babilońskiego pojawili się na terenach Międzyrzecza nieco później niż Asyryjczycy, Pierwsze państwo babilońskie powstało około  1893 roku p.n.e. Najbardziej znanym władcą babilońskim tego okresu, zwanego państwem  starobabilońskim,   jest Hammurabi, twórca słynnego Kodeksu, ten który  wymyślił prawo ( znaczy nie że pokrzywdzony wydłubywał oczko krzywdzącemu tylko państwo przejęło na siebie wymierzanie sprawiedliwości i specjalnie powołany w tym celu urzędnik to oczko wydłubywał ).  Dynastia Hammurabiego panowała od XIX do XVII wieku p.n.e. , następnie Babilon opanowali Hetyci, a jeszcze później Kasyci, którzy przyleźli z gór Zaragoz i którzy są ludem tajemniczym, bowiem ciężko na podstawie języka ich pod kogoś podpiąć. Kasyci w przeciwieństwie do Hetytów cóś po sobie w Babilonii zostawili - ideę państwa  wykraczającego poza związek miast. Dość silnie jako niesemicki element napływowy odczuwali odrębność  od  asyryjskich sąsiadów, to oni utrwalili podział  Mezopotamii na Asyrię i Babilon. Kulturotwórczo było słabiutko,  nasiąkali jak i inni kulturą wcześniej zamieszkałych ludów. Czas Hetytów i Kasytów nazywany jest okresem państwa średniobabilońskiego. Po przymusowym wymarciu dynastii królów kasyckich,  czyli  w XII wieku p.n.e.na tronie zasiadła dynastia wywodząca się z Chaldejczyków, semickiego ludu mówiącego językiem pokrewnym do aramejskiego. Spokojnie nie było, przez parę stuleci odchodziło ostre naparzanie się z Asyrią ( przy  znacznym udziale sąsiadów Elamitów, którzy czuli się w obowiązku mącić ) aż na  tronie osiadł  Nabokadnezar I  czyli Nabuchodonozor I ( panowanie jego dynastii  nazywa się okresem przejściowym).  Jednakże to nie on tylko jego imiennik  z cyferką  porządkową II, który zasiadł po serii kolejnych bojów   babilońsko - asyryjskich na tronie,  został największym władcą Babilonii ( okres poprzedzający jego panowania czyli czasy króla Nabopolassara  oraz jego rządy nazywa się erą  państwa nowobabilońskiego ), tym który między innymi  podbił Jerozolimę i zaimportował Żydów. W historii zapisał się jako hegemon Mezopotamii i przede wszystkim jako budowniczy  Babilonu, miasta od którego pochodzi pojęcie "stolica świata"  Potęga nowego Babilonu nie trwało długo, król perski Cyrus Starszy obalił ostatniego chaldejskiego władcę Babilonu i w 539 roku p.n.e. wkroczył triumfalnie do miasta. To w zasadzie koniec samodzielnej Mezopotamii. Władcy perscy połączyli Babilonię z Asyrią i stworzyli  jeden organizm, który  był częścią perskiego imperium.

Okres perski i helenistyczny to import  do Mezopotamii zdobyczy innych cywilizacji.  Kultura starożytnych ludów Mezopotamii "roztopiła się" z czasem w nowo powstałych imperiach jak kultura aztecka w hiszpańskim katolicyzmie. Tworzyła ukryty nurt, życiodajny dla nowych cywilizacji. Ten piękny lew z pałacu w Suzie na fotce  powyżej nie powstałby gdyby w Babilonie nie było  odpowiednio ozdobionej procesyjnej drogi. Hym... ozdóbstwa procesyjnej  drogi  mogłyby nie zaistnieć gdyby nie namiętność Sumerów do  kolorowych mozaik.

Dobra tyle podkładu, żebyście  się mniej więcej orientowali jak ta Mezopotamia wyglądała. Tort wielowarstwowy z ludów i kultur, którego przygotowanie  trwało sporo czasu.

piątek, 16 lipca 2021

Lujnięcie, lektura, lenistwo

Błysnęło, huknęło , pieprznęło!  I to nie raz. Pan Dzidek  określił to jako letni  Sylwester. Dzieci znów dmuchane  zabawki i łódeczki  mogo wyciągać coby po ódzkich ulicach popływać.  Wincyj betonu, wincyj! Deweloper na każdym skrawku zielonego bo miasto za działkę zarobi a zadłużone jest po uszy, bo na inwestycje  piniądze so potrzebne. Część inwestycji po prostu niezbędna ale niektóre pomysły naszej samorządowej władzuchny są od  czapy i gdyby nie groźba pojawienia się w mieście złodziei z partii wszystko wszystkim obiecującej i bardzo przy tym patriotycznej to Pani Hania musiałaby się nieźle tłumaczyć. A tak ma luksus rzundzenia bo jest dla mieszkańców naszego wesołego miasteczka tym  mniejszym złem. A teraz   nas znowu zalało. Co gorsza dużo drzew  w mieście ucierpiało, połamane, niektóre wyrwane  z korzeniami. 
 
A u nas w Odzi to dżefka na wagę złota, po tej rzezi Szyszkowej  to mieszkańcy walczą o każde stare drzewo.  Miastem zarzundzający  czują narastający wnerw odzian bo zaczęli ćwierkać o masowych nasadzeniach.  Tylko kiedy te młodziaki dżefkowe podrosną na tyle żeby nam zapewnić jakie takie chłodzenie latem i grzanie zimą ( taki las  to cóś nie sprzyja powstawaniu ekstremalnych temperatur ). Sporo dzielnic  do późnego popołudnia miało problemy z prundem, są miejsca gdzie nie da się przejechać komunikacją miejską  jak i zwykłym samochodziszczem bo pozrywane co nie trza  i pozalewane. Pewnie znów będzie mantra ze strony politycznych że cóś czeba zrobić z tą infrastrukturą, no cóś czeba.  Robi nam się wiatrodróżka na kształt alei tornad, jaką mają w Hameryce. Tylko u nas  nie wieje od południa a z zachodu.  Najpierw niszczy Francję i Beneluks, potem Niemcy, Czechy i nas.  Zatrzymuje  to się gdzieś w połowie  Białorusi i Ukrainy. Polityczne udajo że cóś z tym zrobio bo majo wpływ na temperaturę słońca. 
 
 
Jakby było mało durnoty politycznej mła ponownie  zrobiła  błąd  i sięgnęła po lekturę po którą sięgać  nie powinna. Znów głupia mła  się skusiła na historię XX wieku, niepoprawna jest  Miała mła dać odpocząć ciału a umysł zająć ale przy lekturze się podniosło ciśnienie,  co ciału wcale dobrze nie zrobiło.  Oj, nie było to,  jak mła myślała,    historyczne pitu - pitu  wersja złagodzona czyli  dla ludu,  mła sobie lubi poczytać kawałki popularno  - naukowe, to był totalny odjazd, kolejne si fi z żenującą bibliografią.  Umysł mła wyraźnie zaczął się buntować, nici z cielnego odpoczynku bo mła podniosło. Taki to sobie zafundowałam efekt lektury.  Opracowania historyczne, nawet  popularyzujące temat, muszą mieć qurna jakieś ramy, odnosić  się do faktów.  Można sobie pozwolić na interpretację ale nie można faktów pomijać albo tworzyć nowych bo to już nie jest historia  a beletrystyka. Jak  tak dalej  pójdzie  to mła  nic  nie zdziwi, mła już  czytała durnoty na temat masowej asymilacji mniejszości żydowskiej w II Rzeczypospolitej to teraz  za jakiś czas poczyta o tym jak w latach 60 ubiegłego wieku wyklęci napadali na posterunki   UB. Cóś idzie w tym kierunku. I nie ważne  że UB zmieniło się w SB  w 1956 roku a ostatni leśny do lat 60 nie dotrwał, UB ładniej wygląda, partyzant musi być bo tfurcy pasi. Papier jest cierpliwy, zniesie wszystko, mła aż tak cierpliwa nie jest. Mła wie że mła ciągle na temat jakości historyków narzeka ale co ma robić kiedy oni  znów zaczynają się bawić w twórców  mitów, przejść nad tym do porządku dziennego?
 
To nie tylko wpływ tzw. polityki  historycznej, wszak średniowieczni  kronikarze historią się zajmujący często też pisali pod tezę czyli dla aktualnego władcy, mła ma wrażenie że problem jest głębszy choć też od  dawna znany i piętnowany.  Hym... mła by nazwała zjawisko nadmierną subiektywizacją.  Mła uczono że  przedmiot badań  trza maksymalnie zobiektywizować a teraz mła widzi że tworzy się posthistorię, całkiem inszą jakość i   mało kogo  rażą np. błędy kwerendy  i inne duperele warsztatowe popełniane  nie w imię ideologii a "osobistej wizji twórcy". Mła zmęczona beletrystyką lubiła sobie poczytać "cóś konkretnego", w ciągu ostatnich dziesięciu lat widzi jak jej lektura "cięższa" i  "średnio - ciężka"  zmienia się w beletrystykę i mła się nie ma w co wgryźć. Jan Długosz i jego mity słowiańskie mła  ma przed oczami, to tak mniej więcej w tym stylu.  Mła postanowiła teraz czytać  dla odprężenia  kryminały krwawe bardzo, takie przynajmniej z trzema trupami. Taka  kiniga nie będzie  niczego udawać, "chamskie czytadło".


We mła po tej nagłej zmianie pogody z upału na upał troszki mniejszy to leń się zalągł. Koty mła nakarmiła i zamiast leźć  do obowiązków to mła się snuje. Ma co prawda alibi w postaci opadniętego ciśnienia bo  po lekturze  się zapobiegawczo  naćpała, no ale to tym bardziej powinna się ruszać a nie kombinować jak by sobie tu zalec i powieczki na oczęta opuścić.  Mła sobie zapodała do zapachu   podeszczowego cud woń  fiołków ( uzyskaną zdaje się z korzeni irysów ).  Lipy  cóś przestały pachnieć a mła do tej orzeźwiająco zniewalającej woni deszczu potrzebowała  jakiegoś słodkiego komponentu. Może pachnidło pomoże mła energię jakąś z siebie wykrzesać. Przydałoby się bo roboty ma huk a leń zalęgnięty pracy nie sprzyja  i zamiast jak ten pszczółek  pracować w pocie czółka  mła w necie siedzi.   Mła się pociesza kłamliwie że przynajmniej mózg jej pracuje. Mła doszła do wniosku po przeglądzie info że rzundzące po tych huraganach i deszczach rzucą  się na to ulubiony temacik jak to   klimat się zmienia za naszą sprawą, co w jakiejś części jest prawdą  ale mniej więcej taką jak ta że covid to jak gruźlica groźny.

Ludzie mają wpływ na klimat przez rabunkową eksploatację zasobów, która wynika  nie tylko z przeludnienia co raczej w głównej  mierze z nadmiernych różnic w dostępie do dóbr, zjawiska  powstałego w  wyniku odwiecznego durnego zarządzania lub  też jego braku. I tyle. Antropocentyryści klimatyczni są dla mła równie śmieszni jak "zdobywcy kosmosu", co wcale nie oznacza  że mła taka rabunkowa gospodarka nie wnerwia i że uważa że najlepiej  nic nie zmieniać i konsumować, konsumować i  jeszcze raz konsumować. Trza zmienić i to naprawdę duuużo ale traktowanie ludzi jak stada owiec którym opowiada się bajki tworzy z nich stado owiec. To jest złe, nazywając  rzecz po imieniu.  Paskudnie  myślę że jedno co dobre w tej  klęsce żywiołowej  to jest to że do ludzi  dotrze  jak wygląda prawdziwe zagrożenie i dostrzegą różnice między histerią pandemiczną a tym co im rzeczywiście zagraża. Howgh! 

Teraz   do fotek.  Mła sfociła prezenta, znaczy cud bombonierkę szklaną w kolorze właściwego różu, bransoletkę chłodzącą z kryształków, oraz kawunie z obronionymi przed Małgoś cukierkami ( musiałam odwinąć z papirków i powiadomić że oplwałam ) na tle obabrazka i różowo - łososiowo - zielonego kotka z  pocztówki.  Następnie mła zapodała coolor malw właśniie kwitnących i zapolowała na fruwacze. Na fotkach poniżej spróbujcie doliczyć  się wszystkich widocznych  na nich owadów, he, he, he. W muzyczniku muzyczka łagodząca.