Najmilejsi moi, wiem że chcecie czytać o sprawach przyjemnych i szukacie odstresunku na blogach, youtubach i innych społeczniakach. Tylko Najmilejsi moi my nie jesteśmy teraz w czasie kiedy możemy się odstresowywać bezkarnie. Nie, to nie histeria, znacie mła, wiecie że mła ma na bicie piany taką alergię że mało nie zeszła ze złości w czasach niemiłosiernie panującej nam parę lat temu histerii srovidowej. Mamy problem z upadkiem imperium za naszą wschodnią granicą, na który nasi wspaniali politycy znajdują remedium w postaci wybudowania u nas bazy wojskowej innego upadającego imperium. Mła para idzie uszami i po prostu szlag mnie trafia, kiedy myślę o tym że trwa licytacja na szczycie o to, czy szef CIA kocha bardziej premiera, czy prezydenta, za to nikt nie zamyka granicy z Białorusią i Rosją, oraz nie przygotowuje polskiej armii do radzenia sobie z wojną hybrydową. Polityków mamy durnych i przekupnych, oraz najwyraźniej żyjących wizją tego że jakby co to "przez Zaleszczyki". Tylko że mamy rok 2026 i to nie zadziała a dupę lepiej ruszyć przed jakimś tragicznym wydarzeniem, niż po nim. Mamy problem, bo nie radzimy sobie z wojną informacyjną i hybrydowymi działaniami zachodzącego słoneczka Wujka Wowy. Tym razem zachód słoneczka może oznaczać taką zapaść sąsiedniego państwa, że możliwy jest jego rozpad i to taki niekontrolowany. Jeżeli boją się tego zarówno politycy chińscy, jak i amerykańscy, to politycy europejscy, szczególnie z krajów ze zdychającym imperium sąsiadujących, też powinni się bać. No i kombinować co by tu i z kim gadać po Wujku Wowie jakby co i w ogóle mieć jakiś pomysł na to co dalej.
Tymczasem jest lajlajlaj. Handelek sobie kwitnie, chciwość zaślepia, co kończy się źle nawet dla gigantów takich jak Nestle, czy Association Familiale Mulliez. Korporacje globalne, z tym że rodowód europejski, to szwajcarskie i francuskie interesy w piątym roku wojny Wujek Wowa w Rosji przejął. Ze strony mła zero współczucia, tylko smętne pytanie jak te światłe zarzundy Szwajcarii i Francji tolerowały istnienie sytuacji, w której firmy z siedzibą na ich terytorium, występowały przeciwko polityce interesów państwa? Myślicie że w szczerzepatriotycznej Polsce jest inaczej? No to śnijcie dalej, o słodka naiwności. To nie jest czas na tolerowanie przez państwo wolności biznesa, tylko na dociskanie. Choć kryzys energetyczny u bram. Głęboko gdzieś mam też obecnie interesiki partyjne, teraz jest taki moment że ten, kto ogarnie twardo sytuację wygra wszystko i żadne wybory w przyszłym roku tego nie zmienią. Nasze polityczne jakby tego nieświadome. Inna bajka to jest to że Rosjan atak hybrydowy powinien zdrowo kosztować, reżimy mają to do siebie że rozumieją tylko tzw. silne odpowiedzi. Mła nie zamierza nikogo namawiać na atak nuklearny na Rosję, mła namawia na pokazanie Rosji jak szybko można jej wyłączyć łączność i światło, zablokować możliwość przewozu towarów itd. Rosjanie nie są idiotami, widzą że ich kraj się stacza i świetnie wiedzą, kto za to odpowiada, czy też raczej chcą wierzyć że to nie oni odpowiadają i odpowiednio zmotywowani mogą dać do zrozumienia elitom że czas na zmianę. Nie wszystkie działania musimy koordynować z ciężko ostrożnymi, mimo że mniej ryzykującymi. Mamy sporo sąsiadów o zbieżnych z naszymi interesach, pogapmy się co robią Finowie.No i do jasnej cholery wyciszmy ten partyjny jazgot w mendiach! Kiedy włączają się alarmy ludzie naprawdę mają w dupie czy to premier, czy prezydent jest bardziej cacy! Czy my ludzie zwykłe mamy się czego obawiać? I tak i nie. Możemy obawiać się działań terrorystycznych, zamachów, pożarów itd. Nalotów celowych i zmasowanych nie. Jeżeli nasze zarzundzające nie przytną u tyłka rosyjskiej propagandy i nie wprowadzą, niestety, jakiejś formy zamordyzmu wykluczającego prorosyjskie nastawienie z przestrzeni publicznej, to będziemy też podatni na straszenie i pranie mózgu. Trzeba bardzo uważnie patrzeć w tej sprawie władzy na ręce, bo to jest olbrzymie pole do nadużyć. Nie chciałabym żebyśmy zapadli na rusofobię, bo politycy na tym dorwą się do koryta. Rosjanie to tacy ludzie jak my, tylko uwikłani w gorszą historię i mentalnie spętani przez wieki zniewolenia. Czują się dobrze pod butem, bo doświadczyli niewyobrażalnego dla nas upadku podczas fal anarchii przerywających dyktaturę. Czeka ich wiele pracy nad państwem, czy państwami, które stworzą na tym co zostanie po Wujku Wowie. Dla nas zamordyzm mendialny jest baaardzo niebezpieczny, im krócej trwa tym lepiej. Nie dajmy się też naciągać różnym Januszom biznesu na tzw. produkcję wojenną. Już sporo tego produkujemy i trza nam wspierać kapitał państwowy.Dlaczego mła o tym wszystkim pisze? Bo "Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy". Dobrze jest być świadomym na jakim zakręcie historii właśnie jesteśmy, chowanie głów w piasek nie zabezpiecza nam w żaden sposób tyłków Najmilejsi. Patrzcie uważnie co teraz robią nasi politycy i czego nie robią i jakby co to podnoście larum publicznie wywrzaskując, żebyśmy się nie obudzili wszyscy z ręką w nocniku. Dla równowagi ducha mła umieszcza przy tym wpisie fotki retro baletowe i kojący, radosny walczyk.














