wtorek, 19 października 2021

Wpis odstresowujący


To będzie wpis dla wszystkich którzy  się denerwować nie mogą tym co im się do domu ze świata wdziera ( mła sobie odpuściła dzisiejszy teatrzyk bo i tak już wszystko wiadomo ).  Pogoda co prawda  nie jest taka jak zapowiadano, no wiecie, słońce i Hawaje ( ciepławo ledwie było a dziś słoneczko to się pojawiło na dwie godzinki ) ale pisać  jest o czym i o kim bo liście  się ładnie przebarwiają, marcinki jeszcze kwitną a nasze koty wyraźnie przybierają na wadze. Małgoś nawet jakby bardziej rześka ( wczorajszy dzień był dla niej dniem snujnym ).  Mła na snujność  sobie nie  mogła pozwolić ale za to wczoraj wieczorem zaległa z kotami. Koty się o dostęp do mła mało nie pobiły bo wicie rozumicie - pozycjonowanie się odbywa przy pomocy dostępu  do mła. Nieoczekiwanie wygrała Sztaflik, która od czasu incydentu z czułej pamięci Kochasiem zwiększyła namolność w stosunku do mła ( i nie tylko do mła, czule wali czółkiem w lodówkę bo wie co w niej schowane ).  Mła nynowała, buniolowała aż się Sztaflik rozfelicjaniła i zaczęła na mła radośnie burczeć a nawet zęba pokazywać. Sztaflik po naszym ukochanym Felicjanie wzięła w spadku cieszenie się złym humorem.  Ostatnio jej się felicjanizmy nasilają. Bardzo. W związku ze zwycięstwem Sztaflika w wieczornym festiwalu miendolenia Szpagetka i Mruciu byli  obrażeni ( odwróceni do mła tyłkami ), Okularia i Pasiak olali temat  bo szybko im się powieczki przymknęły.  No wiecie ciepło było, na ekranie w Midsomer  się mordowali, mła w sumie blisko, inne koty tyż, no to się przysnęło na wyrku. Dobrze że mła zaprogramowała wyłączenie  po seansie bo jak już się wszyscy oprócz mła rozespali to szans na wygrzebanie się spod kotów nie było!

 

Przyszły dziś nasze róże odszkodowawcze. Postanowiłyśmy  z Mamelonem że obydwa "Alfonsy" ( 'Souvenir d'Alphonse Lavallee'  ) posadzimy u niej, mła zrobi odnóżkę, znaczy odrost sobie u Mamelona wyuprawia z tych różyczek i dopiero ten posadzi. Doszłyśmy  do tego wniosku bo krzewy mniejsze  niż zazwyczaj. Darowanemu się nie patrzy, to były  ostatki więc  trza się cieszyć z chudzinek ale to Mamelonu bardziej  się przyda solidna ciemna róża. Mła posadzi jutro swoje krzewiki. W ogrodzie   dziś mła towarzyszyło całe stado,  mła musiała Szpagetkę zawracać z fabrycznego terenu, dziurwę w murze fabrycznym  małpa znalazła. W zamian za posłuszeństwo trza było dokarmiać surowizną, kota skrzeczała jak papagaj domagając się nagrody. Jakiego wyrachowanego potworka sobie wychowałam! Dziś  po południu to już   wszystkie koty waliły czółkami w lodówkę, dobrze że czarnule sobie nie przypomniały sposobu Lalusia i Felicjana na otwieranie lodówki ( ślady na uszczelce niewidoczne, trza by się  przyjrzeć więc do łebków nie wpadły cudowne  pomysły ). Mła  niepokoi czy czarnule sobie jednak nie przypomną,  Mruciu jak podejrzewam chętnie by się nauczył i jeszcze Pasiaka wyszkolił a mła cóś starsza i nie wie jakby zniosła w tym wieku grabieże lodówkowe. Jutro ma być ponoć jeszcze  cieplej, na mła czekają wkopki cebul  hiacyntowych i nasadzenie  fiołków motylkowych Viola sororia  'Rubra'.  W przyszłym  roku mła musi mocno porozsadzać insze  fiołki motylkowe  i kokoryczki. Fiołkom to się raz na jakiś czas należy a tegoroczne  dość wilgotne lato spowodowało że się kokoryczki znów  porozrastały


Dziejsze  fotki z Alcatrazu zamieściłam we  wpisie relaksacyjnym, a na zdjątku poniżej  mła zdjęła swoją pracę domową. Zgadnijcie co mła usiłowała robić ( z marnym skutkiem bo niewprawna )? Nie będę nawijała  że konika z rzędem tej czy temu  kto zgadnie, bo  skąd u mła niby konik, oporządzenie to by mła jeszcze skombinowała ale źwierza dużego to rady nie da. Jak myślicie, co mła uprawiała?


Dzisiejszy muzycznik  nie jest tak  przebojowy jak wczorajszy, nie zawsze człowiek natrafi na taki rodzynek. Bossa nova będzie, Ewwa zaśpiewa.

poniedziałek, 18 października 2021

Zielony Wałek

 
Mła miała pisać o motylkach i roślinkach ale się wyraźnie nie da. Nie da się bo jak nie kijem go to pałką. Najsampierw była srandemia z całą rzeszą wyznawców ciężko zawierzających w naukę objawioną, teraz  będziemy mieć  kryzys  energetyczny ( do terroryzmu tak się przyzwyczailiśmy że nie robiłby na nas żadnego wrażenia  ). Abstrahując od tego że są konkretne przyczyny dla prawdziwego kryzysu ( totalne zaniedbanie przez państwa energetycznej  infrastruktury poprzez tak szeroki wachlarz działań jak gospodarka socjalistyczna i maksymalizacja zysków kapitałowych ) to mła znów obserwuje ondulowanie mgły, znaczy podobne ruchy mendialne jak na początku srandemii.  Bejrut odcięty, Indie się zmagajo! Media wyjo! Zajebiste podwyżki cen surowców energetycznych na całym świecie, choć   tak po prawdzie nie ma żadnej ( podkreślam żadnej ) realnej przyczyny takiego stanu rzeczy poza polityką. Oczywiście obrywa Putin, który ma za uszami, ale jakoś nie obrywają niemieccy politycy czy totalnie odjechani członkowie Komisji Europejskiej, ambitnie wyznaczający cele Zielonego Ładu, który ma tyle wspólnego z ekologią co ja z uprawianiem biegów przełajowych.

Odejście od energii z paliw kopalnych cacy, mła jest za,  ale jak to zrobić? Pomysł KE jest taki - zadekretować! W świecie  w którym serwerownie zjadajo tej energii tyle co huty.  Mła nie podejrzewa pseudoekologicznego zacietrzewienia, mła podejrzewa jak zawsze grube pieniąchy na horyzoncie i zmasowaną  kampanię mendialną która ma urobić społeczeństwa ( jeżeli jeszcze nie wiecie to Youtube będzie blokował filmy które  będą podważać jedynie słuszną linię, czuję  już  hasełko - "odpowiedzialność za słowo i obrazek" , hym... sorry, w odpowiedzialność za słowo  i obrazek tejże firmy w życiu  nie uwierzę, nie po tym co tam można obejrzeć  ) coby dały zarobić wielkim korporacjom masowo i systemowo korumpującym polityków ( sterowanie przez polityków przy wsparciu mendiów oczekiwaniami społeczeństwa, konkretnie zmniejszanie ich do  wizji michy z ryżem  ). Utwierdza ją w tym niemal wszystko, łącznie z tym jak mendialni przedstawiali osiągnięcia laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki.  Jak to się skończy?  Źle.  Nie dla nas ale dla programu pod tytułem  Zielony Ład. 

Narzucane ideologie  w naszej kulturze są efemeryczne, nieustannie  się zmieniają, modyfikują je rewolty. Tak to już jest od czasu  Oświecenia. Rozwój i trwanie naszej zachodniej cywilizacji następował zawsze poprzez  otwarcie ( jak każdej  zresztą  ale  niektórym cywilizacjom, , takim jak  indyjska  czy chińska,  zaprogramowano  naturalną barierę ochronną  jaką jest zamknięcie, one je zniosą  ) i to jest przyczyną korozji idei  w kulturze zachodniej. Jak na razie widać  klęskę poprzedniej wielkiej ideologii Zachodu - globalizacji, rozumianej  jako autostrada dla pomnażania  kasy poprzez "dzielenie się gospodarką". Zmodyfikowano  ten szczytny projekt ( wszystkie wielkie  projekty są szczytne i dla dobra ludzkości ) w maszynkę do robienia kasy a kiedy maszynka przestała  przynosić krocie to zajęto się konstruowaniem inszej. Oczywiście globalizacja będzie postępować, to na swój sposób naturalny proces cywilizacyjny ale już się na promowaniu projektu  nie zarobi, nie można bowiem go do końca kontrolować ( Chiny bezczelnie się zamykają, jak zawsze kiedy są ekonomicznie zagrożone i tną koncerny po mackach a Indie  wypracowały sobie  własny system korupcji  nie do ogarnięcia przez ludzi Zachodu ). No to teraz drżyj planeto, będziemy dobrzy dla środowiska!


Żeby nie było smętnie to dziś zdjątka kotów, Jaśnie Panienki zalegajo! W muzyczniku tyż kocio, do mła  przemówiło od razu kiedy usłyszała "Mama, just killed a mouse".

sobota, 16 października 2021

Alcatraz znów jesiennie płonie

Alcatraz październiczeje na całego! Tydzień niskich temperatur i malutko światełka  spowodowały szybkie  przebarwienie się  liści. Jeszcze tydzień temu liście  klonu tojadolistnego miały kolor  żabiej zieleni,  dziś płoną niczym ognisko u Bobusiów. Coraz bardziej złota jest magnolka w okolicach byłego Zabukszpania ( hym... po ataku ćmy wypadałoby jednak  temu miejscu jakąś nową nazwę nadać, nic  się po bukszpanach nie ostało ) czerwienią się liście azalek  i oczarów, przebarwiają się też  fotergile. No pięknie się robi, może nie japońsko szalenie ale coolorowo na całego. Mła okutana w sweterki i watowane kamizeleczki przebijała  się przez Alcatraz coby sobie pooglądać. W łapie  rozgrzewająca kawa w kubeczku ( herbata jesienna w związku z planami nabycia metalowego stoliczka nie zostanie nabyta w tym miesiącu, a wogle trza się ograniczać, krajzys jest ), skarpety na stopach wsuniętych w "donaszane" trepki ( butki  też nie zostaną nabyte, stoliczek jest cudny ), pod nosem gil ( nie będę wspierać  Big Pharmy ze względów ideologicznych, miód od  Cio Mary, cytryna od Małgoś i własny zachomikowany spirytus wystarczą ) i mła się  wolniutko przemieszczała  po swoim ogrodzie, obserwując sikorki szalejące w bluszczu pnącym się po ogrodzeniu. Tak na spokojnie ptoszki obserwowała bo koty nie przepadają za taką pogodą jak dzisiejsza, futerka były  grzane w domu. Cała piątka z politowaniem  patrzyła z wyrka na mła przywdziewającą ogrodowy strój.


Jak długo potrwa tegoroczna orgia  coolorów nie wiadomo, zapowiadają ciepłe dni. Mła ma nadzieję że w tym roku pięknie przebarwią się kolkwicje, od paru lat nie  dają jakichś zjawiskowych jesiennych spektakli, choć przecież mają całkiem sporo słoneczka. Mła liczy też na ogniste przebarwienia kalinowych liści, na razie jednak prawie wszystkie  rosnące u niej kaliny jeszcze są w zieleniach. Zazwyczaj zaczynają przebarwiać się  wówczas kiedy kończy się przebarwianie klonów japońskich i palmowych, tak jakoś w tym samym czasie kiedy liście azalek japońskich podłapują jesienne coolorki. Na coolory ambrowca nie liczę, wredny chwaścior!  Hym... miałam dziś lekkie wyrzuty sumienia że tylko spaceruje po  ogrodzie zamiast ciąć,  wkopywać i wkopywać, cebulować i w ogóle wyżywać się ogrodniczo. No ale prognoza  taka że szykuje nam się ciepła druga połowa miesiąca to co  ja się będę przemęczać i nie daj Wielki Ogrodowy  przeziębiać! Zaleniwczyłam!

piątek, 15 października 2021

Codziennik - październikowo przedweekendowo

Mła się wyżyła w sprawie wiadomej, zajudziła, wypisała, podpisała i ma nadzieję że Wyszkowskigate nie przyschnie,  bo jak się okazało mnóstwo  ludzi to porównanie  żołnierza AK do Dirlewangera ruszyło.  Każdy ma  prawo mieć poglądy, powstańcy warszawscy tyż  je mają a są one różne i różniste.  Niektóre takie że strach się bać. Można się z nimi zgadzać albo i nie zgadzać ale nie można wobec tych ludzi się w taki sposób zachowywać jak zachował się Wyszkowski. Jak ktoś   jest chamem to żadne stanowiska i ordery tego nie zmienią, nadal będzie chamem tylko na stanowisku i udekorowanym. Za czasów młodości mła mawiało się że są ludzie którym się ręki nie podaje, dla mła takim człowiekiem jest Wyszkowski. Żadne symetryzmy że jedni tak inni podobnie w tym wypadku nie ujdą. Tak jaki i opowieści o wiekowych babciach w roli "maskotek" ( to w wykonaniu pani minister od  niczego do niczego - każdy sądzi po sobie, projekcja to się nazywa ). PISdante i przystawki zafundowały nam drugi PRL, wówczas takich chamów jak Wyszkowski, durnych, bez kindersztuby, niewykształconych a awansowanych za zasługi na prominentne stanowiska było mnóstwo. Niehtórym  redahtorkom  chyba tęskno  do takich  klimatów, o dziwo tym młodszym co realiów komuny  nie znajo. No cóż, doświadczenie to kapitał nie do przecenienia.W związku z tym zamieszaniem koło Wyszkowskiego tydzień mła upłynął w politycznym zgiełku, we wściekłym jazgocie,  bo tak  to w dzisiejszych czasach wygląda.

Tak na marginesie to mła się chciała  przy tej okazji po raz enty  ( do znudzenia, może ludzie wreszcie pojmą że w kupie siła i poczują w sobie moc sprawczą  )  rozprawić z pewnym mitem, który tak lubio opozycyjne bo zdejmuje z nich odpowiedzialność za klęski. Mit mniłości ludu , któren to lud i owszem głupawy ale choćby przez to podatny na polityczne urabianie. PISdante u władzy  nie są wynikiem jakiegoś szczególnego  masowego  uwielbienia tej partii przez  nasz ludek,  ich niszcząca kraj władza jest wynikiem słusznej obrazy na obecną główną partię opozycyjną  jej wyborców ( cóś się głową nie chciało ruszyć coby wyborcom się obraza odwidziała i tak się przerżnęło kolejne  wybory ), głupoty mendialnych "symetrystów" ( "dajmy im porządzić" po tych numerach z 2007 roku zakrawa na zanik mózgu ) i ambicyjek szefów kanapowych partyjek.  Wyborcy PO ukarali tę partię zagłosowaniem na nowych, znaczy Petru i Kukiza albo zostaniem w domu. PISdante w 2015 roku zgarnęły mniej  głosów niż PO w 2011, kiedy startowała po drugą kadencję ( podczas zawodów o drugą kadencję nie jest już tak słodko ). Żaden to wielkie wynik, niecałe 20% społeczeństwa zagłosowało za zwycięzcami . Gdyby panie i panowie na lewicy wówczas nie myśleli o tym  które i którzy z nich są najfajniejsi to Zjednoczona  Prawica z tymi wszystkimi głosami które dostała nie mogłaby  rządzić samodzielnie i rozwalać państwa. Ale ambicyjki były i lewicowi skończyli poza parlamentem, co na jakiś czas ich otrzeźwiło ( niestety nie na długo ).
 
Symetrystów mendialnych natomiast nic nie otrzeźwiło, nadal żyją w świecie w którym wybory  to konkurs na najlepszego a nie na mniej szkodliwego, którego rezultatem są  np. obecne rządy  durniów. Mła czuje  jednak że gdyby prawdziwy wiatr zmian powiał to właśnie one symetrysty najbardziej by japę darły że jak to, nie można i wogle. Po wysłuchaniu wywiadu z obecnym prezydentem Warszawy do mła w całej oślepiającej jasności dotarło dlaczego Tusk wrócił. Cooledzy partyjni popadli w mendialnie podpowiadany symetryzm i coraz bardziej  zaczęli  przypominać  dyletantów z przeciwnego obozu.  Porażkę w ostatnich wyborach łopozycyjne ponieśli bo poziomem doszlusowują do zarzundzających obecnie. Równanie w dół. Tusk wrócił teraz żeby później do zgliszcz mu wracać nie przyszło!  To jest smutne jak doopa wygłodniałego jeża.
 

We mła się przewraca, nie jest mła ani fanką Tuska ani tym bardziej Kaczyńskiego.  Do  obydwu panów ma  spore ale. Niestety widać wyraźnie że w tym kraju mamy dlatego duopol i partie wodzowskie bo mamy tylko dwóch polityków sprawczych, cała reszta to ludzie których mła nazywa  "politykami anegdotycznymi".  Nie mam złudzeń co do Konfy, dużo pitolenia, opowieści  o jednaniu przy jednoczesnym dzieleniu, brak  umiejętności odróżnienia gdzie kończy się państwo a zaczyna religia, chciejstwo a nie real politik  - dobra z nich opozycja ale władza byłaby z nich marna. Zazwyczaj ci co najgłośniej wrzeszczą o wolnościach obywatelskich najszybciej  je odbierają.  Nie mam złudzeń co do lewicy - wydmuszka!  Hołownia - placement. Mła ten żałosny  i mimo pozornych  zmian niezmieniający się od lat stan  zasmuca,   w politycznych ofertach duopolu bardzo mało jest dla niej a insi mogo co najwyżej robić za języczek uwagi.   Zresztą cóś nam politycy prawdziwych ofert nie przedstawiają, hasełkami walą i myślą że to wystarczy.  Mła przestało wystarczać ładne parę lat temu, teraz nie mam ochoty wpaść z deszczu pod rynnę.  Najmniej szkodliwy, głosować na najmniej szkodliwych. Hym...PWP - Partia  Wesołych Pacanów? "Tania Siła"  - Partia Pracowników Eksportowych?  WŻ - Wieś Żąda? Religianci -  odpadają w przedbiegach, jak i   Stowarzyszenia Załatwiania Posad "Kuzyn" a na "Naszość" to mam po ostatnim tygodniu alergię objawiającą  się komputrowstrętem.


Na przewracanie się wewnętrzne najlepsze zajęcia fizyczne. Szansy na ogrodowanie  w mijającym tygodniu za dużo nie było, popadywało i nadal popaduje a jak  już  świeci to nie tak jak powinno i zimno.  To jest raczej szansa na przeziębienie. Zostają zajęcia domowe, jakby mniej inspirujące ( mła nigdy nie potrafiła zrobić ze sprzątania nie tylko sztuki ale nawet czynności przyjemnej ).   Mła doszła  do wniosku że najmilszym z zajęć będzie domowe miendolenie kotów.  Hym... tylko że wdzięczne obiekty miendolenia  nie zawsze są wdzięczne.  Mła odkryła podczas karesów z Okularią troszki niepokojącą sprawę niepokazywania uszek. Przy okazji mła dorwała się  do Okulariowych usteczek. Mła je sprawdza bowiem Okularia co prawda nie ma problemów z zębami wynikające z tego że Okularia szybko zaczęła ząbki gubić ( Dohtory mła powiedzieli że to osobnicze i że kiedy Okularia u mła się zjawiła to było kocięciem ale na tyle dużym że braków w karmieniu  czym trzeba nie udało się już nadrobić - teraz to nie do uwierzenia ale nasza Panna Obła kiedyś  była szkieletowatym kociaczkiem )  ale maumau co jakiś czas sprawdza stan dziąseł.
 
Zazwyczaj przy takich okazjach Okularia otrzymuje nową ksywkę, no wiecie - Uchyl ustka jak Marilyn. Kto to nie ma z tyłu ząbków, nasza Marlena?  A teraz uśmieszek jak u Mae! Każda ksywka na literę M się zaczyna. Tm razem sama Okularia zapodała ksywkę - Muoana a właściwie to Muoooana. Nasza kota to lubi takie egzotyczne imiona, radośnie reaguje, znaczy mruczenie nasila kiedy słyszy.  Co prawda mruczy też kiedy Sztaflik na nią porykuje Maaajol ( mła sądzi  że  to ma być Mariola ), no ale Sztaflik to w zasadzie facet a Okularia to lubi kiedy kocury do niej tak czule. Piescocha jest, jak to mawia Ciotka Elka - "Garbaty nosek, zainteresowanie seksem". Sztaflik ostatnimi czasy bardzo felicjani, znaczy stare numery naszego Felicjana sobie przypomina i mła ma podrapki. Leży byczyca na grzbieciku i porykuje zachęcająco, mła podrapuje po uszku i po brzuszku a ona gniewne warczenia uskutecznia i łapie mła za ręce zębiszczami. 
 
Mła obrażona wstawa i dopiero kot się wścieka. Bo nie ma wstawania, mła ma siedzieć koło kota , drapać i dać  się gryźć! A Sztaflik będzie się wtedy cieszyć złym humorem. Mła to się nie podobie  bo Mrutek i Pasiak zachwyceni tymi pokazami, jeszcze się utrwali w tych łebkach że tak można.  Chłopaki w ogóle nie mają ostatnio dobrej passy, doopska były prane za wychodzenie na chodnik. Wiedzieli że robią nie halo, wyrywanie się było i szybki  bieg do domu. Mrutek cóś tam nawet usiłował pyskować że to jakieś obce rabladory a nie on. Szpagetka wreszcie zaczęła nieco przybierać na wadze (  z nią zawsze odwrotnie niż  z resztą stada - mła się zamartwia kiedy Jej Wybredność  nie tyje ).  Mła musiała ulec i zapodać troszki wątróbki kurzej.  Po zapodaniu była jazda bo Szpagutkowska chciała wyłudzić więcej.  Repertuar jak  u rozpuszczonego bachora, cud że padania na podłogę nie było! Oczywiście mokre rarytetne żarło nagle okazało się niezjadliwe! Przeczekałam, znów je normalnie ale kiedy zatrzymuje się koci wzrok na mła to waży tonę. No chyba  że się pozuje, wówczas niewinność i słodycz!


Teraz o oprawie dla sukinkulentów.  Mła z lekka popłynęła w likwidowanym sklepie. Na szczęście nie sama tylko w towarzystwie Mamelona, w myśl starej zasady - grzech dzielony na dwoje grzeszników to tylko połowa grzechu a w  dodatku cóś bardziej  przyjemny. Zaszalałyśmy ale jak tu nie szaleć kiedy towar schodzi poniżej cen hurtowych. Mła jest obkupiona doniczkowo - osłonkowo a Mamelon wręcz doniczasto  - osłoniasto bo te jej naczynka do zielonego  to takie mamuty. No ale do paproci giganta musowo gigantyczne naczynie, inaczej się nie da. Mła sukinkulenty na szczęście domków dla korzonków  takich rozmiarów nie wymagają, mła sobie powybierała mniejsze doniczki w konkretnym kolorze blue. Co prawda  Mamelon przyjadziła, pokusiła  i mła wróciła do domu z jednym egzemplarzem który nie kwalifikuje się nijak do bycia doniczką mini, ale nawet  ten egzemplarz jest azzurro!


Najgorsze ( najlepsze ) że na doniczkach się nie skończyło. Mła jest opętana ceramicznie ale podczas sklepowych konsultacji z Mamelonem zaświtała jej nowa meblowa koncepcja do której  jak raz pasował stoliczek metalowy.  Koncepcja dotyczy wykorzystania metalowej witrynki, która niegdyś stała w gabinecie w  którym Daniela, mama Wujka Jo, przyjmowała pacjentów. Na onego gracika jakoś nie ma chętnych z bliższej rodziny ( padło zdanko "Źle się  kojarzy." ) więc mła  jako rodzina  dalsza  przystąpiła do negocjacji spadkowego kawałka tortu. Zabytkowy,  zdaniem mła,  fotel dentystyczny nie jest jej marzeniem ( pierwsze pytanko było o to czy abym nie chciała grata do kompletu ) ale w temacie witrynki z metalu mła popuściła wodze fantazji. No i pajechali! Cugli nie było i mła teraz stuka kasę bo stół co prawda przeceniony znacznie ale swoje jednak kosztuje a dla mła nawet stówa w tę  czy w tamtą w obecnych czasach to jest wyzwanie ( w końcu koty mam na utrzymaniu ). 

Wyszło na to że dostukam a resztę dopożyczę i stoliczek z metalu został zamówiony. Rodzina Wujka  Jo uważa moje gusta meblowe za nieco dziwne, oni dyskutują nad secesyjnym kompletem sypialnianym ( z szafą która zajmie  1/3 blokowej kawalerki i to tylko wówczas kiedy pozbędzie  się człowiek rzeźbionych nadstawek ) i straszliwym wersalkogrzmotem. Daniela  miała mieszkanie o wysokości, bagatela, cztery metry osiemdziesiąt, w którym główny piec liczył cóś ponad dwa metry z hakiem  wysokości, mebelki  były jak raz. Hym... w ogóle to mieszkanie jest  troszki jak sezam Ali Baby, niedawno siostra  Wujka Jo natknęła się na narty swojego tatusia ( wypadły z pawlacza podczas opróżniania, dobrze że jej się nic nie  stało ). Na tych nartach jeżdżono  ostatnio w roku 1938, tatuś Wujka  Jo nie pozwolił ich wyrzucić jakieś wspominki miał miłe. Jak na razie koncepcji na wykorzystywanie sprzętu ni ma, siostra Wujka  Jo  oświadczyła że jeździć na tym strach ale spalić się nie godzi!  Będzie się działo!


Mła zamierza też aplikować o roślinki po Danieli, siostra wujka Jo jest znana w dalszej i bliższej rodzinie jako plant killer. Dobra, tyle mła się zdarzyło w mijającym tyźniu, zanurzenie  w  politycznych ( Wyszkowski fuj! ), miendolenie kotów, szalone zakupy za ułamek wartości.  Kurtuly nie było bo mła kombinowała skąd tu forsę a skąd by inaczej  jak z pracy mózgu i rąk! Na kocich fotkach jest "wychudzony" Mruciu, stłuściała Szpagi i Sztaflik schowana za doniczkami. W muzyczniku jesienna muzyczka i Pani Hania.