sobota, 7 listopada 2026

Superba - Porto Antico di Genova

Genua jakby taka  łódzka, ma cóś jak odpowiednik Manufaktury.  To stary port, czyli Porto Antico, który jest częścią portu w Genui, obecnie wykorzystywaną jako obszar mieszkalny, ośrodek turystyczny, kulturalny i usługowy.  Wicie rozumicie, ludzie odwiedzający Genuę czują się w obowiązku zobaczyć to miejsce. Podzielony jest na dwa obszary przyznane na zasadzie koncesji przez państwo dwóm spółkom oraz obszar zarządzany bezpośrednio przez gminę Genua.  Teren powszechnie znany jako "Expo" , ponieważ odbywała się na nim wystawa Expo '92 w Genui, całą renowację przygotowano na wystawę, która miała uczcić miasto związane z Krzysztofem Kolumbem w  pięćsetną rocznice odkrycia Ameryki. Porto Antico rozciąga się na  długości od Piazza Cavour do Ponte Parodi i jest ograniczony od strony rzeki estakadą, czymś dla mła urbanistycznie niepojętym.  No ale o estakadach w Genui to lepiej nie mówić, w mieście były z nimi kłopoty. W 2018 roku runęła estakada Ponte Morandi, co skończyło się śmiercią 43 osób.  Teraz jest nowa estakada, Genova San Giorgio,  która  ponoć jest najlepszym możliwym rozwiązaniem dla wymagającego górzystego terenu, zabudowanego do bólu. Sama lokalizacja estakady jest kluczowa nie tylko dla Genui,  ale dla całych Włoch, ponieważ łączy autostradę A10 z portem i stanowi kręgosłup transportowy Ligurii. Port w Genui  to największy morski port Włoch,  zarówno pod względem powierzchni, jak i pod względem przeładunku kontenerów. Miasto z niego żyje. Mła wszystko to rozumie, ale szczerze pisząc to jest zdania że estakada urody miastu nie dodaje.

Za to Porto Antico i owszem, czyni miasto bardziej atrakcyjnym. Za projekt renowacji portu i uczynienia z niego nowego centrum miasta, odpowiada włoski architekt. Renzo Piano. To on wpadł na pomysł  by nabrzeża Porto Antico , których jest jak mrówków, stworzyły  rozległy obszar z widokiem na morze, w którym znajdują się punkty koncentrujące tzw. życiowe aktywności, bardzo zresztą zróżnicowane. Mamy zatem galerie sztuki, muzea, obiektyw wystawowe i targowe, miejsca dla przeznaczone dla rozrywki, morskie  akwarium i tzw. biosferę.  W sumie na powierzchni ponad 230 000 kwadratowych metrów stworzono miasto w mieście. Taka Manufaktura na sterydach, wzbogacona mariną.  Każdego roku w Porto Antico odbywają się dwa wydarzenia, które cieszą się dużym uznaniem genueńczyków i turystów: wiosenną Festa dello Sport oraz letni festiwal muzyki, teatru i tańca Porto Antico Estate Spettacolo, który odbywa się na malowniczym placu Arena del Mare. Znaczy tam odbywają się główne wydarzenia, bo festiwale tak naprawdę się rozpełzają po poszczególnych częściach całej tej portowej dzielnicy.  Teraz mła napisze właśnie o nich, zacznę od najstarszej w okolicy części, w której znajduje się  kilka budynków z XVII wieku,  które ostały się po wielkich wyburzeniach z  lat 60 XX wieku ( aby zrobić miejsce dla tej estakady, która biegnie wzdłuż portu na odcinku około sześciu kilometrów, od Sampierdarena do Foce ). Porta Siberia  to brama, która była częścią murów zbudowanych między 1551 a 1553 rokiem przez Galeazzo Alessiego . Był to punkt dostępu do Molo Vecchio, zbudowanego jako przedłużenie Mandraccio, półwyspu używanego w starożytności jako naturalne miejsce do przybijania statków. Udokumentowana historyczna nazwa to w rzeczywistości Porta del Molo, podczas gdy nazwa powszechnie używana dzisiaj jest zapożyczona od sąsiedniej bramy, zbudowanej w czasach nowszych, która dała nazwę całemu kompleksowi. Nazwa pochodzi od cibaria, po polskiemu "żywność", ponieważ  drogą morską przybywała i wypływała stamtąd żywność. Kiedyś  mieścił się tu punkt poboru cła, dziś jest muzeum sztuki i czasowe wystawy.

Nie do przeoczenia jest Bigo, konstrukcja zainspirowana zarówno kształtem, jak i nazwą bigo (  to tradycyjny dźwig do załadunku statków ), która pełni podwójną funkcję: mieści obrotową windę panoramiczną, która oferuje 360 - stopniowy widok na miasto, a jednocześnie stanowi konstrukcję nośną dla  innej konstrukcji napinającej na potrzeby  znajdującego się pod nią placu Piazza delle Feste.  Bigo jest uważane  w zakresie konstrukcji rozciąganych, za taki cud techniki jak port lotniczy   w Denver.   Wieloramienny Bigo jest  centralnym elementem Porto Antico, mła miała znowu łódzkie skojarzenia przez to że podwieszona konstrukcja dachu wantowego podtrzymuje te  membrany namiotowe, które okazjonalnie zadaszają plac poniżej.  Cóś to jak  czasowa Stajnia Jednorożca w Mieście Odzi. Jakby było mało to w porcie znajdują się też Magazyny Bawełny, zatem mła poczuła się niemal jak w domu, he, he, he. Budynek z przełomu wieków XIX i  XX wieku, niegdyś pełniący funkcję magazynu dla towarów przewożonych w tranzycie na Molo Vecchio, obecnie jest wielofunkcyjnym obiektem mieszczącym Centrum Kongresowe Porto Antico di Genova.  Znajdują się sklepy, bary, kino wielosalowe oraz wszelkie insze tzw. obiekty kulturalne i rekreacyjne. Zajmuje to wszystko  powierzchnię ponad trzydziestu jeden tysięcy metrów kwadratowych, solidne domiszcze.  Przy nabrzeżu Magazynów Bawełny cumują jachty, z tych rarytetnych. Co drugi nosi żeńskie, rosyjskie imię, więc człek zakłada że wie, kim są właściciele.  No cóż, to po to by można było takie luksusowe jachty budować giną ludzie w ukraińskich okopach. Te luksusy można wynająć, utrzymanie jachtu z załogą to kosztowna sprawa, więc jachty na siebie pracują.  Z nabrzeża można obserwować cumujące po drugiej stronie portu promy i rekonstrukcje klasycznego pirackiego galeonu, robiącego zdawa się za wycieczkowiec. To ponoć obiekt, który był swego czasu planem  filmowym dla  "Pirartów" Romana Polańskiego.  Jednakże to nie te wszystkie bigi, magazyny i jednostki morskie wywarły na mła największe wrażenie w Porto Antico, prawdziwym najnajem jest tam Akwarium i Biosfera.

Akwarium w Genui zajmuje się badaniami i edukacją w zakresie ochrony środowiska, no i eksponowaniem morszczyzny i przybliżaniem tego świata ludziom.  Akwarium w Genui,  jak się podkreśla, zawsze dbało o utrzymanie wysokich standardów opieki nad zwierzętami i zapewnienie im dobrostanu. Pozyskiwanie zwierząt odbywa się zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, zawsze, gdy to możliwe, faworyzując pozyskiwanie zwierząt hodowanych w innych akwariach, wspierając wewnętrzną reprodukcję gatunków hodowlanych lub wymianę lub pozyskiwanie nadwyżek zwierząt pomiędzy placówkami stosującymi tę samą politykę. Generalnie mają tam szczęśliwie fioła na punkcie ochrony środowiska. Z kolei zaprojektowana przez Renzo Piano Biosfera, która  to odjazd innego rodzaju. Kula została wzniesiona w 2001 roku z okazji odbywającego się w mieście szczytu G8,  jest zawieszona nad morzem w Ponte Spinola, w bezpośrednim sąsiedztwie Akwarium.  w Genui. To szklarnia, w której odtworzono mikroklimat  lasu tropikalnego,  z ponad 150 gatunkami roślin i zwierząt, w tym paprociami drzewiastymi, palmami oraz kilkoma gatunkami ptaków, żółwi i ryb.  Kula ma średnicę 20 metrów, waży łącznie 60 ton i ma  powierzchnię wystawową wynoszącą około 200 m².  Gatunki roślin i zwierząt  rozwijają się w niej dzięki komputerowemu systemowi kontroli klimatu, który utrzymuje odpowiedni poziom temperatury i wilgotności wewnątrz kuli. Klimat regulowany jest przez dwa system: sztuczny, stosowany zimą, składający się z maszyn  umieszczonych pod kulą, które wykorzystują ciepło wody morskiej do zasilania, za pomocą pompy cieplnej i szeregu grzejników; drugi naturalny, składający się z systemu ruchomych "żagli", które w zależności od położenia słońca zmieniają nasłonecznienie, zacieniając powierzchnię w większym lub mniejszym stopniu.  System ten pozwala na utrzymanie temperatury wewnętrznej pomiędzy 14 °C zimą a 30 °C latem, przy stałej wilgotności powietrza 60%. Taki to zdziw techniki. No dobra, to by było na tyle o Porto Antico di Genova.


piątek, 6 listopada 2026

Weekendownik - liściopadnik

Politycznie nam się nieco uspokaja, bo jak to mówił Mike Tyson ""Każdy ma jakiś plan dopóki nie wyjdzie na ring i nie dostanie w ryja", znaczy politycy światowi i nasi  zderzajo się z rzeczywistościo, tą mniej kreowaną przez mendia i wielbicieli. Mła ma cichą nadzieję że w przyszłym roku dojedzie się obecnych brukselskich, którzy robią się coraz bardziej wnerwiający.  Nie że mła jest eurosceptyczna, wprost przeciwnie, mła myśli że czas iść naprzód i wdrażać reformy UE. Zacząć choćby od ukrócenia takich cudownych pomysłów jak pozatraktatowe rozszerzanie kompetencji KE, obchodzenie procedur i marginalizowanie demokratycznej kontroli państw, które to pomysły doprowadzają ludzi do wnerwu jak kontynent długi i szeroki. Pytanie czy się uda to np. pod kierownictwem takiej francuskiej prawicy. Hym... przypuszczam że wątpię, bo w razie gdyby jednak zwyciężyła Le Pen, w co osobiście coś nie tego, mimo korzystnych dla niej sondaży, to będzie miała bajzel na własnym podwórku. AfD to ten sam problem, tyle że znacznie większy.  Bo moi mili po rzundach populistycznej do bólu prawicy przyjdzie nieuchronne rozczarowanie i  nadejdzie taka żądna władzy lewica że komuna nam się przypomni. A nie da się ukryć że cóś szybko robić trzeba bo UE, czy też właściwie KE się rozpasała; Mercosur wprowadzony ot tak se, Zielony Wał, nierozliczony srovid itd.  Bardzo jasnym staje się że KE demokracja cóś przeszkadza i reforma niezbędna. Podziały w sprawie reformy UE  nie przebiegają tak jak nam się wydawa, taki niby eurosceptyczny Matołżesz wspomagany prze Nadprezesa  podpisywał wszystko zielonoładowe jak leci, taki euroentuzjastyczny Tusku, postawił się w zeszłym roku ETPC i na tym nie poprzestaje. Jeden i drugi jakoś się nie chwali wyczynami, ciekawe dlaczego, he, he, he? Czyżby elektoraty nie zdzierżyły?

Domowo to mocno jesiennie, koty żrą żarełko jak SUVy paliwo, mła z niepokojem ogląda własne boczki - czyżby się cóś gdzieś powiększyło? Po spodniach wchodzących na tyłek bez problemu, to  nie sądzę, ale w lustrze to mła jakby optycznie się zwiększyła i nie ma że nie ma. Wyglądam jak Szwajcaria, mała z dwiema górami z przodu i dość dużym zapleczem dobrobytu ukrytym z tyłu. Wygląd, który Cio Mary, szczupluteńka sylfida,  określa jednym słowem - tragedia. No cóż, gdyby mła miała te parę centymetrów wysokości wincyj, to wszystko wyglądałoby inaczej, ale mła ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu, cóś pomiędzy niskorosłym niziołkiem a mocno wyrośniętym krasnoludkiem. Mła się tak zastanawia czy nie lepiej byłoby jej być barankiem ukrytym w pudełku, którego hodować chciał Mały Książę, za pudełko mogła by robić jaka abaja. Mła by tak sama swoich uczuć estetycznych nie raziła przeglądając się w sklepowych szybach, czy domowym lustrze. Ech... Co robić, mła już nie urośnie tylko kurczyć się będzie z wiekiem, wypadałoby schudnąć, ale to bolesna procedura. Ozempiki i Mounjaro nie wchodzą w grę z tzw. przyczyn zasadniczych i nie chodzi tu o kasę, tylko o to że mła jest z tych, którzy miewają nader często tzw. ciśnienie krwi zejściowe i niskie cukry, o innych problemach nie napomykając. Poza tym są jeszcze względy estetyczne, szybka utrata wagi w pewnym wieku oznacza duuużo zwisającej skóry. Mła mogłaby przestać wyglądać jak Szwajcaria a zacząć wyglądać jak Japonia, znaczy wszystko się trzęsie i przemieszcza. No cóż, zostaje mła się cieszyć że nie wygląda jak Rosja, tak ogromna że nie do opanowania i w żaden normalny ustrój się nie mieści. Dobre i to. 


Mła ostatnio nic filmowego nie ogląda, bo po pierwsze primo nie odczuwa potrzeby, po drugie nic ją interesującego jakoś nie wynalazła. Jak na razie to w mijającym tyźniu potrzebę dramatu zaspokajali u mła politycy, którzy mieli w repertuarze tragikomedię. Mła tak czuje że powinna coś przeczytać, tylko jest ten problem że sama nie wie co. Poza tym, jak już jakieś czytadło zamierza wyciągnąć, to pojawia się Mrutek, który koniecznie chce robić za bibliotekarza. Mrutek w ogóle jest niesubordynowany, wrócił z rozwalonym uchem i to tym pooperacyjnym. Nic się nie przejął wyrzutami mła, tylko wymruczał madce że tamten wyglądał gorzej. Mła musiała odseparować go od Sztaflisi, która twierdziła że jest znanym dochtorem uszkologiem i od Helenki, która z kolei wymiaukiwała że jest wykwalifikowaną pielęgniarką. Mła już widziała ten antybiotyk ładowany w ucho Mrutiego po wylizywaniu  go przez dziefczynki. I tak na wszelki wypadek zastanawiam się czy czegoś w uszko nie władować, żeby się nie paprało.  Na razie uszko przemyte ale mła się martwi, żeby Mruti nie rozdrapywał, jak się będzie swędząco goiło. Trzeba obciąć Mrutiemu pazurki, a to może być cóś takiego, jak dramat muzyczny Wagnera - zdeterminowana baba w hełmie czyli mła jako Brünnhilde  i mój słodki Mruciu, nagle przemieniony w Albericha, wokół płomienie a nad nami niebo przecinane błyskawicami. Wszyscy śpiewają w niskim rejestrze, za to bardzo głośno i trwa to wszystko przez długie godziny. 

No dobra, to by było na tyle. Fotki domowo - ogrodowe, w tym rarytetna z niechętnie pozującą Sztaflisią, w Muzyczniku muzyczka stara ale jara. Nat King Cole tym swoim ciepłym głosem śpiewa jesienną piosenkę.

środa, 4 listopada 2026

Superba - katedra w Genui

Katedra San Lorenzo w Genui  czyli z włoska cattedrale San Lorenzo di Genova,  to najważniejsza świątynia w  tym mieście. Chyba też najbardziej oblegana przez turystów. Położona na placu o tej samej nazwie, w samym sercu historycznego centrum miasta, jest jednym z punktów "must see" w stolicy Ligurii. Wicie rozumicie, budynek tak ważny jak Palazzo Ducale, tylko szczęśliwie  niestrawiony przez pożar i nieodbudowany w klasycystycznym stylu. No dobra, zacznijmy od początku, czyli jak to we Włoszech od antyku. Badania archeologiczne wskazują że teren  placu i katedry San Lorenzo był wykorzystywany jako cmentarz już w czasach rzymskich a od połowy III wieku służył jako miejsce pochówku dla wspólnoty chrześcijan. Badania te wykluczyły jednak obecność miejsca kultu przed IV - V wiekiem.  Według miejscowej tradycji święci Wawrzyniec i Sykstus II, w drodze do Hiszpanii, zatrzymali się w Genui w domu znajdującym się w okolicy obecnej katedry i tam, po ich męczeństwie,   najpierw wybudowano kaplicę a następnie kościół poświęcony św. Wawrzyńcowi (  patronowi miasta, dzielącemu obowiązek wraz ze świętymi Jerzym , Janem Chrzcicielem i Sebastianem ). Ponoć pierwsza świątynia chrześcijańska w tym miejscu została zbudowana około roku 569. Miało  to się wiązać się z ucieczką do Genui arcybiskupa Onorato, który zbiegł z Mediolanu obleganego przez Longobardów. Pierwsze pewne wzmianki o istnieniu kościoła pochodzą z roku 878, kiedy biskup Sabatino nakazał przeniesienie tam relikwii San Romolo.  Od IX wieku San Lorenzo zaczął pełnić funkcję katedry obok Bazyliki Dwunastu Apostołów ( poświęconej San Siro od VI wieku ), która stała poza starożytnym centrum miasta. Będąc położona poza starożytnymi murami miejskimi ( w tzw. burgus ), starożytna bazylika San Siro stała się zbyt łatwym celem dla ciągłych i niszczycielskich najazdów piratów saraceńskich i nie była bezpiecznym miejscem do odprawiania obrzędów przez biskupów. Ostateczne przeniesienie siedziby biskupiej do San Lorenzo nastąpiło w 1007 roku a  bazylika San Siro została powierzona mnichom benedyktyńskim.

Nowa ranga budowli sprzyjała urbanizacji wszystkiego wokół niej, po włączeniu w nowe mury w 1155 roku i połączeniu trzech starożytnych centrów miejskich ( castrum , civitas i burgus ), to miejsce stało się prawdziwym sercem Genui.  Obecny budynek kościoła wznoszono w XI wieku na istniejącym już cmentarzu i stopniowo rozbudowywano go aż do XVI wieku. Kościół został konsekrowany w 1118 roku przez samego papieża Gelazego II, jednego z tych papieży, którzy dzielnie walczyli z niemieckimi cesarzami o inwestyturę. Budynek dziś prezentuje niezwykłe zróżnicowanie stylów; od pierwotnej struktury romańskiej, wyraźnie widocznej na ścianach bocznych i ich portalach, po majestatyczny styl gotycki, w którym wzniesiono  asymetryczną fasadę z dwukolorowymi czarno - białymi pasami,  oraz w trzech majestatycznych portalach inspirowanych stylem francuskim. Późniejsze interwencje doprowadziły do ​​włączenia elementów renesansowych i manierystycznych , w tym kopuły i apsydy, zaprojektowanych w XVI wieku przez architekta Galeazzo Alessiego. Dla mła dominującym stylem w tej budowli jest jednak gotyk. W roku 1098  rozpoczęła się radykalna przebudowa katedry w stylu romańskim, wspierana funduszami z wypraw krzyżowych, innych przedsięwzięć wojskowych, czytaj intratnych wojenek i podatków miejskich. Odpowiadał za nią niejaki  Magistri Antelami, prace przy budynku powierzono rzemieślnikom z regionów alpejskich, to oni stworzyli zasadniczą konstrukcję obecnego kościoła. W 1133 roku, genueńska siedziba biskupów została podniesiona do rangi arcybiskupstwa przez papieża Innocentego II, mile wspominanego w Polsce, ponieważ wydał  bullę protekcyjną dla archidiecezji gnieźnieńskiej i tym samym odwołał rozporządzenie z 1133 roku o podporządkowaniu Polski diecezji magdeburskiej.

Z epoki romańskiej  do dziś przetrwały jak wspomniałam dwa boczne portale: San Giovanni na północy i San Gottardo na południu, części apsydy i chóru oraz niektóre sekcje naw. Portal San Giovanni to najstarsze wejście do kościoła, od Piazetta San Giovanni.  Powstał w latach 1118 -1142. Architraw portalu to ponownie wykorzystany element rzymski, a całość stanowi najstarszą zachowaną część dekoracji rzeźbiarskiej zewnętrznej. Niedaleko portalu znajduje się fasada baptysterium. Portal San Gottardo  powstał w latach 1155 - 1160,  z ozdobnym małym przedsionkiem ( tzw. protiro ). Przy jego dekoracji rzeźbiarskiej pracowali mistrzowie z Luki i Pizy. Kunsztowne głowice kolumn przedstawiają mityczne stworzenia, takie jak przedziwne dwucielne smoki i orły, postacie symboliczne (  jak choćby król  Dawid ),  oraz groteskowe a pełne fantazji przedstawienia, na przykład osła grającego na harfie. Oczywiście i w tym wypadku wykorzystano resztki po starożytnościach rzymskich, np. wtórnie wkomponowano element z rzymskiego marmuru z epoki cesarstwa ( datowany na około II wiek n.e. ). Kolejna wielka przebudowa kościoła rozpoczęła się gdzieś około roku 1230 ( choć pierwsze koty za płoty to rok 2017 ), rzecz jasna w stylu gotyckim, który z Francji rozpełzał się na całą Europę.  Nowy  projekt obejmował stworzenie imponującej fasady z dwiema wieżami i wnętrzem ze sklepionymi modnie nawami.  Najbardziej gotycko wypada ta  dwukolorowa, w zasadzie,  fasada z czarnymi i białymi pasami, składająca się z trzech majestatycznych portali. Na mła te portale zrobiły olbrzymie wrażenie z powodu  użycia różnobarwnego materiału do kamieniarki. Tak naprawdę to z perspektywy osoby która liznęła nieco historii sztuki,  to główna fasada zwrócona na zachód,  ukazuje przejście od stylu romańskiego do gotyku hym... na wpół francuskiego. Niesamowita mieszanka. Silnie inspirowana wzorcami wielkich katedr północnej Francji, szczególnie tej w Rouen i wspaniałej katedry w Chartres, zachowuje XIII wieczne francuskie kanony rzeźby, prawdopodobnie za sprawą wyspecjalizowanych pracowników, sprowadzonych z rejonów, w których gotyk był już stylem dominującym.

To była pewna norma że wraz z zatrudnionymi budowniczymi rozprzestrzeniały się nowinki architektoniczne. Jednocześnie jest w tym wszystkim rys rodzimy, swoisty dla tego miejsca ( mła oblookała parę starych kościołów w Genui ). Trzy gotyckie portale pochodzą z pierwszej ćwierci XIII wieku i wyróżniają się stylistycznie na tle architektoniczno-rzeźbiarskiego układu katedry. Wraz z endonarteksem włączonym w grubość dzwonnic, stanowią one jedyny ślad projektu przekształcenia San Lorenzo w całkowicie  gotycką katedrę, projektu, którego realizację rozpoczętego po 1217 roku a następnie przerwano ( o czym świadczą boczne filary z przerwanymi sklepieniami ) i nigdy nieukończono. No tak to bywa z katedrami, coś zaczynano, potem zarzucano i jeszcze później podejmowano przebudowując w kompletnie innym stylu. To przemienne ułożenie pasów białego marmuru karraryjskiego i czarnego kamienia z Promontorio ( bardzo ciemnego lokalnego wapienia ), które tak zaintrygowało mła,  było uznawane  za symbol szlachectwa i przywilejem przyznawanym jedynie najbardziej wpływowym rodzinom Republiki, tak budować mogli  tylko  Doria, Fieschi , Spinola i Grimaldi. Majestatyczny a zarazem wyrafinowany efekt uzyskany za pomocą kamiennej okładziny miał głosić chwałę Superby, Republiki Genui, dumnej,  bogatej,  dla której finansowanie monumentalnych dzieł z dochodów z handlu morskiego nie stanowiło problemu. Tak w ogóle to zżycie miasta z morzem przeniknęło do architektury, niektóre techniki konstrukcyjne stosowane do łuków i dachów bezpośrednio zaczerpnięto z doświadczeń genueńskiego budownictwa okrętowego.

Główny portal katedry, który wywołał zachwyt mła,  to przepiękna struktura, w której marmurowe kolumny przeplatają się z elementami murowanymi zdobionymi intarsjami z motywami geometrycznymi, palmetami i spiralami o wyraźnej klasycznej inspiracji. Białe marmurowe rzeźby, które nadal zdobią fasadę, pochodzą z XIII wieku. Luneta głównego portalu  podzielona jest na dwie części. W górnej pojawia się Chrystus w chwale, czyli Pantokrator, zamknięty w mistycznej mandroli ( takiej całopostaciowej aureoli w kształcie migdała ) i otoczony symbolami czterech ewangelistów ( tzw. tetramorfozą czyli zwierzątkami symbolicznymi : aniołem dla Mateusza, skrzydlatym lwem dla Marka, orłem dla Jana i skrzydlatym wołem dla Łukasza ).  W dolnej  części ( wzdłuż architrawu ) wyrzeźbiona jest scena męczeństwa świętego Wawrzyńca vel Lorenzo, patrona katedry, przedstawionego  na ruszcie. Hym... ten obraz grillowania świętego szczęśliwie ginie pod tronującym Chrystusem, mały jest.  Ponoć kiedyś rzeźby te były jasno polichromowane, wzbogacone mozaikowymi teserami , masą szklaną i złoceniami , co czyniło fasadę bardziej realną, jednakże dla mła ta wyblakła wersja jest prawdziwie urodziwa.   Po bokach portalu, w bocznych ościeżach znajdują się również dwa pionowe cykle rzeźbiarskie, na prawej stronie  przedstawiona jest genealogia Jezusa Chrystusa według linii Jessego, zwieńczona Trójcą Świętą, na lewej stronie  umieszczono szereg scen, począwszy od Zwiastowania po Ucieczkę do Egiptu, przechodząc przez Nawiedzenie, Narodzenie, Objawienie Pańskie, Ofiarowanie w Świątyni i Rzeź Niewiniątek . Bezpośrednio nad portalem centralnym znajduje się rozeta z XV wieku. Dwa mniejsze portale na fasadzie nawiązują strukturą do portalu centralnego, choć są prostsze. Archiwolta  z  motywem zygzakowatego pręta, jest takim typowym elementem dekoracyjnym  dla francuskiej architektury gotyckiej zaimplementowanym w tej włoskiej katedrze.  Oba portale zwieńczone są lunetami zdobionymi motywami geometrycznymi i architrawami, każdy ozdobiony kartuszem pochodzącym z XVII wieku.

No jest pięknie, koronkowo i subtelnie, katedra majestatyczna a odfruwa do nieba dzięki tym portalom. Żeby tak całkiem nie odfrunęła umieszczono na schodach pilnujące ją lwy. Dodano je w 1840 roku, zostały wyrzeźbione  przez Carlo Rubatto. To takie neoklasycystyczne lwy, umieszczono je tam by jeszcze bardziej zmonumentalizować  bryłę  katedry i nawiązać trochę przy tym do  lwów pod  kolumnami, umieszczonych na końcach fasady,  pochodzących z XIII wieku i  przypisywanych szkole Benedetto Antelamiego.  Mimo że stylistycznie to wszystko niby od Sasa do Lasa, to jednak jakimś cudem pasi, co mła uznawa za typowy włoski miracolo. W ogóle dekoracja rzeźbiarska wymiata w tej katedrze. W prawym rogu fasady, nad lwem szkoły Antelami, znajduje się kolumna będąca zarazem rzeźbą, taka w stylu baaardzo francuskiego gotyku, popularnie zwana "Ostrzącym Noże". Postać, która w  prawdopodobnie przedstawia świętego Jana Ewangelistę, trzyma w rękach zegar słoneczny z metalowym gnomonem.  Rzeźba pełniła  funkcję zegara słonecznego dla miasta, łącząc niejako sakralną rolę katedralnego świętego z funkcją regulatora czasu, istotnego dla handlu odbywającego się na placu przed Duomo. Z inną niewielką rzeźbą wiąże się legenda. Mały, śpiący piesek, wyrzeźbionego u podstawy jednej z kolumn prawego portalu ( od strony Via San Lorenzo ), ponoć jest przedstawieniem stworzenia,  które należało do jednego z kamieniarzy pracujących nad fasadą; po śmierci zwierzątka jego właściciel chciał uwiecznić je w marmurze, aby zachować  o nim pamięć. Podobno głaskanie rzeźby  przynosi szczęście, szczególnie w miłości, jednakże  historycy sztuki, w trosce o stan rzeźby, złośliwie  twierdzą że ta  figurka to  prosty element zoomorficzny, typowy dla średniowiecznego repertuaru dekoracyjnego XIII wieku. Taa... znamy te numery, przynosi szczęście i już, co pewnie sprawi że za jakiś czas do pieska nie będzie dostępu. 

Mła nie będzie Wam tu dokładnie całej rzeźbionej  części fasady opisywać, bo byłby to wpis kilometrowy, tyle tam historii ze Starego i Nowego Testamentu. Rzeźby i detale fasady przez wieki przeniknęły do  genueńskiego folkloru i często gęsto o  tych drugorzędnych elementach, nietypowych lub zaskakujących jak ten piesek, tworzono opowieści zamieniające się w legendy. Zresztą nie zawsze to są rzeźby, np. tzw. Szachownica San Lorenzo to  znajdująca się na północnej ścianie ( po lewej ), pod jednym z dużych okien niedokończonej wieży,  marmurowa szachownica wmurowana w ścianę. Wg. legendy znalazła się tam z powodu zemsty Megollo Lercariego. Genueński kupiec Megollo Lercari, obrażony na dworze w Trapezuncie po wygranej w szachach z dworzaninem Andronikusem, dokonał straszliwej zemsty, przejmując greckie statki i wysyłając cesarzowi Aleksemu II beczkę zawierającą nosy i uszy jego poddanych. Szachownica została zamurowana w katedrze w 1314 roku jako wieczna pamiątka jego zemsty. Taa... te szachy to taki krwawy sport. Jest też inna wersja legendy o szachownicy.  Roczniki Caffaro podają, że w XII wieku spór między Genuą i Pizą został rozstrzygnięty grą w szachy, którą wygrali Genueńczycy i  na pamiątkę tego triumfu szachownica została umieszczona na fasadzie katedry.  Kolejny dziwny detal znajduje się w pobliżu narożnika głównej fasady, to blok marmuru z wyrzeźbioną ręką i dłonią trzymającą mały krzyż pattée, znaczy taki, którego cztery ramiona są wąskie w środku i stopniowo rozszerzają się na zewnątrz. Relief ten interpretowano jako przedstawienie "państwowej ręki", co miało wskazywać że katedra do 1930 roku należała do mieszkańców Genui, a nie do diecezji. Bardziej romantyczna wersja jest taka że jest to pomnik młodego rzeźbiarza, który zmarł przedwcześnie podczas budowy a którego ojciec wyrzeźbił krzyż w formie nagrobka w fasadzie katedry. Z rzeczy nielegendarnych to  na marmurowych cokołach portali widoczne są liczne średniowieczne graffiti, w tym takie  przypominające herb Triestu ( włócznię świętego Sergiusza ), będące świadectwem kontaktów handlowych między Genuą a Adriatykiem. Znajduje się tam również "filetto" ( wzór do gry w tria ), prawdopodobnie wyrzeźbiony przez wiernych lub pospólstwo, które zatrzymywało się na schodach katedry. Gra była podejrzana, ponieważ mówiono, że mężczyźni używali jej jako pretekstu do zaglądania pod spódnice  kobiet wychodzących z kościoła. Na kolumnach portalu wciąż widoczne są otwory po bełtach kuszy , będące świadectwem krwawych walk wewnętrznych między frakcjami gwelfów i gibelinów, które miały miejsce w Genui w XIII wieku. Ta katedra pełna historii, nie tylko takiej przez duże H, ale bardzo malutkiej.

Wracając do historii obiektu, to pomiędzy 1307 a 1312 rokiem ukończono fasadę a także wzniesiono prawą dzwonnicę, porzucając pierwotny projekt ( z powodu kryzysu miasta po niszczycielskim pożarze w 1296 roku ), który przewidywał dwie bliźniacze dzwonnice zintegrowane z fasadą. Katedra do dziś jest taka fasadowo asymetryczna, co jednak  nie zmniejsza jej urody. Jednocześnie przebudowano wewnątrz kolumnady, wstawiając nowe kapitele i fałszywe empory, dbając o zachowanie istniejących wcześniej elementów romańskich, które ocalały z pożaru.  W tej samej fazie przebudowy kontrfasada została wzbogacona o dekoracje freskowe. W 1455 roku dobudowano loggię do lewej wieży a w 1522 roku dodano manierystyczne zwieńczenie do prawej wieży, co zdaniem mła sprawiło że zyskała na urodzie. W latach 1527 - 1530 katedra została  uszkodzona w wyniku eksplozji prochowni  znajdującej się w pobliżu Pałacu Biskupiego. Było poważnie, bo wybuch  spowodował zawalenie się dachów prezbiterium i apsydy. Aby zaradzić tym szkodom, około 1550 roku Rada Miasta zleciła perugijskiemu architektowi Galeazzo Alessiemu przeprowadzenie gruntownej renowacji budynku. Projekt zakładał likwidację starej wieży Nola nad transeptem i zastąpienie jej kopułą wzorowaną na rzymskiej kopule Panteonu. Prace te jednak nigdy nie zostały w pełni ukończone,  działania ograniczyły się do przebudowy apsydy, wzniesienia kopuły nad transeptem, ponownego wykonania podłogi i wykonania sklepień kolebkowych u stóp krzyża, zastępujących pierwotne drewniane kratownice. Mła się przyzna szczerze że wnętrze katedry zrobiło na niej mniejsze wrażenie niż katedra z zewnątrz. Może zbyt dużo oczekiwałam po tym  oglądzie zewnętrznym. Wnętrze budowli jak to w klasycznym planie bazyliki,  podzielone jest na trzy nawy i klasycznie jak to w Italii mieści rzeźbiarskie i malarskie dzieła z wyższej półki, w tym prace takich artystów jak Luca Cambiaso, Lazzaro Tavarone i Matteo Civitali. Przy lewej nawie znajduje się wspaniała kaplica San Giovanni Battista, zbudowana jako  miejsce przechowywania prochów patrona miasta, przywiezionych do Genui w czasie pierwszej krucjaty przez przywódcę wyprawy Genueńczyków,  Guglielmo Embriaco, zwanego Testadimaglio. Przy okazji przywiózł też artefakt zwany Sacro Catino,  islamską czarę z zielonego szkła, który Genueńczycy uznawali za Świętego Graala, kielich użyty przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Znajduje się on dziś w podziemiach, gdzie mieści się  Muzeum Skarbu San Lorenzo.

Wnętrze katedry było stale wzbogacane między XVI a XVII wiekiem. Freski w kaplicy Lercari namalowano  w połowie XVI wieku a ich autorami byli Luca Cambiaso i Giovan Battista Castello, znany jako il Bergamasco. Renowacja prezbiterium została ukończona w XVII wieku, kiedy to, w latach 1622 - 1624, Lazzaro Tavarone ozdobił sklepienie i absydę obrazami z opowieściami o świętym Wawrzyńcu, umieszczonymi w złoconej stiukowej oprawie.  W drugiej połowie XIX wieku  powierzono dekorację sklepień i apsydy niejakiemu Maurizio Dufourowi, urodzonemu w rodzinie pochodzącej z Francji, która zbiła fortunę w przemyśle cukierniczym w Genui. Dufour wraz z z Piaggio Mussinim stworzył freski w stylu neo - XV - wiecznym na sklepieniu apsydy, ponoć he, he, he, cukierkowe. Freski te pozostały widoczne do 1966 roku, kiedy to podczas dalszych prac restauracyjnych, mających na celu oczyszczenie kościoła z XIX wiecznych nawarstwień, pokryto je bielą.  Budynek w ostatnich 150 latach przeszedł kilka takich renowacji "oczyszczających". W latach 1894 -1900 pracami kierował architekt Marco Aurelio Crotta , pod ścisłym nadzorem Alfredo d'Andrade, potem w latach 1932 - 1933 było kolejne odkręcanie,  mające na celu przywrócenie katedrze średniowiecznego wyglądu, po II Wojnie Światowej  stworzono podziemne muzeum katedry pod kierunkiem  Franco Albiniego, no i ostatnie, prace renowacyjne przeprowadzono z okazji Jubileuszu 2000 roku.  W czasie II Wojny Światowej w 1941 roku, w katedrze miał miejsce swoisty cud, brytyjska flota,  wykorzystała gęstą mgłę u wybrzeży Ligurii i zaatakowała centrum miasta. Podczas tego ataku  wystrzelony z pancernika HMS Malaya pocisk trafił prosto w katedrę. Na szczęście nie wybuchł. Pocisk został usunięty przez techników i zrzucony do  morza po zabezpieczeniu, dziś  można oglądać jego replikę i przeczytać na tablicy tekst dziękujący Komu Trzeba za to że  okazał się badziewny. 

We wnętrzu na mła największe wrażenie zrobiły kolumny oddzielające wnętrza naw. Ta kolumnada  podtrzymująca ostrołuki, jest jak już wspomniałam    wynikiem odbudowy po niszczycielskim pożarze w 1296 roku. Odbudowa, ukończona około 1308 roku, stanowi wyjątkowy przypadek symbiozy stylistycznej, ponieważ budowniczowie zdecydowali się na ponowne wykorzystanie kolumn romańskich, ocalałych  z poprzedniej budowli, wieńcząc je nowymi kapitelami i systemem pozornych empor, co oczywiście jest rozwiązaniem  rodem z gotyckiej Francji. Część gotycka, ta dolna, gdzie kolumny podtrzymują rząd czarno-białych, pasiastych łuków, wcale się wizualnie nie gryzie z poprzednią serią romańskich okrągłych łuków z szarego kamienia, znajdujących się na górze, datowanych na XI - XII wiek. Wymiana kolumn z zachowaniem nienaruszonej górnej części była możliwa dzięki odpowiednim drewnianym konstrukcjom ciesielskim, których budowę ułatwiło bogate doświadczenie genueńskich rzemieślników w budowie statków. Tak, tak, pisałam że morszczyzna się przydała. Dolne kolumny mogły zatem zostać wymienione, pozostawiając nienaruszone romańskie łuki powyżej, w galerii dla kobiet. Takim  miastowym szczególikiem jest epigraf  umieszczony wzdłuż kolumnady, zaczerpnięty z Kroniki Jakuba de Voragine i datowany na 1312 rok. Tekst upamiętnia pięknymi, gotyckimi literami szlachetne pochodzenie Genui, łącząc je z mityczną postacią trojańskiego księcia Janusa, prawnuka Noego, który rzekomo wybrał to miejsce ze względu na jego strategiczne położenie. Taa... trojański prawnuk Noego, urocze. Nad centralnymi drzwiami znajdują się dwa freski namalowane między końcem XIII a początkiem XIV wieku, przedstawiające Sąd Ostateczny i Gloryfikację Marii Panny, oba utrzymane w bizantyjskim stylu. Pierwszy z nich namalował niejaki  Marco il Greco, malarz udokumentowany w mieście na początku XIV wieku.  Być może namalował, bo tak do końca nie wiadomo.  Mła bezczelnie przyznawa że wylazła z kościoła dość szybko, zdecydowanie bardziej interesowało mła to co na zewnątrz,  niż jego wnętrze. Ani pomnik nagrobny rodziny Cybo, wykonany z marmuru w XVI wieku przez Giacoma i Guglielma della Portę we współpracy z Niccolò da Corte, ani XIII wieczny marmurowy sarkofag w którym pierwotnie znajdowały się prochy Jana Chrzciciela, dzieło francuskie,  mła nie zatrzymały. Mła za nic mając barokowe marmury i stiuki pruła do kolumn i rzeźb cud urody portali.