niedziela, 27 września 2026

Ostatnie niedzierla września

To był kolejny niełatwy tydzień dla mła. Nie pisałam o tym, bo nie chciałam zapeszać - Tatuś nam wylądował w szpitalu z problemami  z oddychaniem. Oczywiście pierwsze o czym pomyślałam to Tatusiowe serce, jednakże sprawa okazała się nie tak oczywista. Owszem Tatuś dostał diuretyki itd., ale też zapodano mu antybiotyk. Jak się okazało nasz Tatuś sprytnie kamuflował przeziębienie, robił co uważał w kwestii pobieranych leków, a do lekarza postanowił udać się dopiero wtedy, kiedy już naprawdę czuł się fatalnie. No i wylądował na SORze w szpitalu, gdzie go potrzymali pod tlenem, wlewając w krwioobieg co trzeba. Niestety szpital Tatusia zdawa się niczego nie nauczył, bo po wyjściu zaczął od szaleństw remontowych, jazd na cmentarz, zakupów wielkogabarytowych i pasienia kota ( Rattusek ponoć schudł z tęsknoty! ). Znaczy Tatuś znów robi co uważa, co mła martwi. Zamierzamy przejąć z Dżizaasem kontrolę, coby wyeliminować najgorsze ekscesy. Oczywiście Tatuś po naprawieniu w szpitalu zrobił się krnąbrny.

Po tych wszystkich przeżyciach mła jest emocjonalnie wyprana. Napiszę więcej, mła jest wyprana, odwirowana, wyżęta i obecnie się suszy. Postanowiłam poleźć do ogrodu i coś porobić, skończyło się na tym że siedziałam i gapiłam się na zielone. W ogrodzie już widać jesień. Kwitną marcinki i zaczynają jesienne cyklameny i zimowity. Mła sobie obiecuje że się solidnie weźmie za ogród, pytanie tylko kiedy, bo karuzel życiowy jej się kręci. Ech... jakoś nie czuję że niedawno był urlaub. W ogrodzie śledziła mła Helenka, Mrutek razem ze Sztaflikiem śledzili popisy Tofika, kota Oli, który opanował w tym roku wyłażenie  i włażenie przez lufcik. Najpierw było oczekiwanie pod oknem co Tofik zrobi a potem drażnienie suczki, która przyszła do somsiadów z wizytą. To już w trójkę, bo Tofik się przyłączył. Mła słyszała to ujadanie, więc zabawa się udała. Właściwie powinnam zgarnąć kotostwo do ogrodu, ale po prostu nie miałam siły. Nie tylko moje koty są niegrzeczne. Czarna u Maćka tyż mu dała popalić, hym... ma budowany osobny pokój. Po porannym pogryzieniu Maciek zdecydował że nie będą spali razem ( taa... wyszło szydło z worka, teraz się okazało że to zarzekanie że nie sypia się z kotem to bujda! ) i czas na osobne osiatkowane pomieszczenia dla królewny ( "Będzie na swoim i ma nie wchodzić do mojego!" ). W naszej kamieniczce tylko Malwinka od Krzysia jeszcze jako tako w  grzeczna. Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć.

W ostatni weekend września w Mieście Odzi tradycyjnie trwa Light Move Festiwal. Mła zabrawszy na imprę Ilonę, meine Freudin aus Hannover. W Hanowerze mają podobną imprezę, która odbywa się zazwyczaj  w połowie października. Jesienne festiwale światła odbywają się w całej Europie, w tym roku najbliższe nam odbędą się w Berlinie i Pradze. Berliński festiwal będzie bardzo długi, ma trwać od 9 do 18 października, ten w Pradze trwa tyle ile ten łódzki, trzy dni. tylko że od 15 do 18 października. Świecić się będzie też w Turynie, Amsterdamie, Eindhoven i Oslo. Oczywiście te festiwale są bardzo różne, sztuka światła niejedno ma imię.  Nie wszystkie też są darmowe, na niektóre trasy miasta i organizatorzy sprzedają bilety. Nie są to straszliwie drogie  bilety, ale darmoszki absolutnej nie ma.Najdrożej oczywiście jest w Oslo, no ale Norwegia jest w ogóle dość drogim krajem.

Jak dla mła to było wystarczająco świetliście coolorowo w Mieście Odzi.  Jak zawsze tłumek, choć tegoroczne iluminacje jakoś specjalnie nie powalały. Za to były inne atrakcje - sowa zbierająca na ptoszki, food trucki z żarłem w niebotycznych cenach i nowe świecące zabawki. Pewnym novum było podświetlenie wnętrz. Polazłyśmy do kościoła Mariackiego na Bałutach, którego oświetlone wnętrze  były bardzo me gusta.  Przy okazji Cio Mary, która do nas dołączyła,  uświadomiła mła że leżąca w krypcie tego kościoła Stanisława Leszczyńska, położna z Auschwitz,  to nasza rodzina od strony Babci Wiktorii. Dżizuu, w ogóle nie jarzyłam że ona to właśnie ona, dzieci kiedyś chroniono przed wiedzą o tym, jakie przeżycia były udziałem dorosłych. Do tej pory kościół Mariacki kojarzył mła się tylko ze ślubem pradziadków a tu siurprajz - ta Stasia Leszczyńska tam leży. A mla zawsze myślała że to całkiem inna Leszczyńska. Chyba powinnam solidnie przesłuchać Cio Mary, jest teraz najstarszą osobę z tej matczynej części familii.  No dobra, to by było na tyle. Fotki wczorki i zdziśki a w Muzyczniku Electric Light Orchestra, he, he, he.


czwartek, 24 września 2026

MAK Wien - te wsystkie empiry i biedermeiery

Mła teraz pokaże troszki rzeczy w stylu empire i biedermeier. Szczególnie temu ostatniemu  mła poświęciła sporo uwagi. Biedermeier to styl wyposażenia wnętrz, który świat zawdzięcza monarchii Habsburgów. Mła dlatego postanowiła tak bardziej przyjrzeć się zbiorom biedermeierowskim, które są zdecydowanie bardziej kojarzone z naddunajskim państwem, niż powiedzmy to meble, porcelana, czy szkło powstałe w epoce Empire. Biedermeier, jako nurt w kulturze i sztuce użytkowej, rozwijał się w Europie Środkowej w latach 1815 - 1848. Powstał z myślą o wygodzie i potrzebach klasy średniej, był taki bardzo bourgeois, stanowiąc skromniejszą, bardziej przytulną alternatywę dla pompatycznego stylu empire, który nijak pasił do mieszczańskich wnętrz. Wnętrza wykonane w tym stylu miały być uporządkowane, przyjazne i służyć celebrowaniu życia rodzinnego w zaciszu domowym. Gemütlich moi Drodzy, gemütlich. Jak informuje Wikipedia.pl - styl "Był odpowiednikiem stylu regencji i wczesnowiktoriańskiego w Anglii, stylu federalnego w Stanach Zjednoczonych oraz stylu Restauracji i Ludwika Filipa we Francji." Naszym gustom biedermeier dość bliski, ponieważ rozwijał się też na ziemiach polskich, w zaborze austriackim i pruskim. Znaczy niejako braliśmy udział w rozwijaniu tego stylu. Tak po prawdzie to nikt dokładnie nie określił co jest tym biedermeierem, a co nie jest, ramy czasowe też się nieco rozłażą, jednakże nie sprawia straszliwych trudności rozpoznanie cech stylu.  

Jak cóś mocno napakowane złoconym mosiądzem, to raczej inszy styl niż biedermeier. Motywy metalowe klasyczne w takich meblach ćwierkają nam że to styl Ludwika XVI lub empire, motywy muszli i kfiotków, pełne krzywizn, to styl rokoko. Biedermeier zaś to ograniczenie metalowych okuć mebli, bardziej ceniono wówczas urodę drewnianych oklein. Owszem, bardzo lubiano intarsję, ale nie taką, która dawała po oczach. Ceniono elegancję wzorów i pewną dyskrecję ich użycia. Formy biedermeierowskich mebli oparto na uproszczonym i oczyszczonym z nadmiaru wszelkich ozdóbstw mebli w stylu empire. Stąd ich pewna masywność. Meble cechowała funkcjonalność i wygoda, Bardzo lubiano ciepłe, rozjaśnione, pogodne barwy i zarówno w doborze gatunków oklein drewnianych ( głównie brzozowa czeczota, jesion, wiąz, topola, czereśnia i grusza, a z ciemniejszych odcieni to mahoń i orzech ), jak i ozdób, oraz obić. Czasem zdobiono meble snycerką, ale i w tym wypadku jej formy były bardzo oszczędne. Mła lubi meble z tego okresu, za prostotę i piękne kształty. Wicie rozumicie, niby masywne ale linie płynne, sama forma urzeka, nie trzeba złoceń, drewno broni się samo. Tapicerka też bez szaleństw, żadnych pikowanych chesterfieldów, materiał obiciowy prezentuje się godnie. Można podziwiać wzory. Jednocześnie te piękne meble są wygodne, jakby wymarzone do rozsiadania się i zalegania. No i jeszcze jedno typowe dla tego czasu, co rozpełzło się z Wiednia po całym świecie - gięte meble Thoneta. Tak po prawdzie powinno się rozpełznąć z niemieckiego Boppard, ale w Prusach nie doceniono, natomiast w Wiedniu nie tylko doceniono, ale wręcz rozpieszczono.

Porcelana wiedeńska w okresie biedermeieru przeżywała szczególny rozkwit. Cesarska Manufaktura Porcelany w Wiedniu w tzw. okres Niedermayera, łączyła typową dla ducha epoki funkcjonalność z niebywałym kunsztem malarskim, tworząc obiekty o unikalnym charakterze użytkowym a także kolekcjonerskim. Charakterystycznym motywem była tzw. Wiener Rose - subtelny motyw pojedynczej, rozkwitłej różowej róży ( często z pąkiem ), malowany bardzo miękko i naturalistycznie, zdobił serwisy. Modne też były weduty, czyli widoki miejskie, lub pejzaże, oraz przedstawienia scenek rodzajowych. Kochano też złocenia wszelkiego rodzaju, matowe i błyszczące. Dodajcie do tego jeszcze reliefy i już wiecie że było na bogato. Mła ujmie to tak - jak dla niej to czasem nawet zbyt bogato. Porcelana wiedeńska, zarówno ta empirowa, jak i ta z czasów kiedy królował biedermeier, to nie zawsze jest to, co pewien wyliniały, gruby tygrys lubi najbardziej. Typowe dla biedermeieru były serwisy, szczególnie się wyżywano na tych herbaciano - kawowych. Pojawiły się też tzw. Kabinetteller, za którymi mła nie przepada - talerze z których się nie je, nie są w guście mła.

Jakoś bardziej do mła przemówiły szkiełka, mła zawsze miała słabość do szkieł. Austria a zwłaszcza Wiedeń, była w czasie gdy królował styl biedermeier jednym z najważniejszych ośrodków wytwórczości szklarskiej w Europie. W tym okresie rozwinięto produkcję szkła o głębokich, nasyconych barwach i efektach wizualnych imitujących kamienie półszlachetne. Mła widziała to już w weneckim muzeum szkiełek w Murano. Wielką popularnością cieszyło się szkło hialitowe,  czarne lub czerwone, litialinowe, czyli marmurkowe, opalinowe oraz agatynowe. Opalinowe leciutko iryzowało, agatynowe przypominało ułozenie warstw w agatach. Mla jednak najbardziej przypadło do gustu szkło emaliowane. Mistrzowie tacy jak Anton Kothgasser czy Samuel Mohn wsławili się miniaturowymi, niezwykle precyzyjnymi malowidłami emaliowanymi na szkle ( wicie rozumicie, widoczki miast, motywy architektoniczne, kwiatowe oraz sentencje ). Mła urzekły szklanki z rybkami i mopsem. Szczególnie ta ostatnia zrobiła wrażenie, pewnikiem przez motyw. Obok tradycyjnych karafek, szklanic, kielichów i bombonier tworzono miniaturowe flakony na wodę kolońską o fantazyjnych kształtach: ryb, rogów czy instrumentów

Złotnictwo i "srebrnictwo" tej epoki tyż ciekawe. W modzie oprócz tzw. garniturów biżuteryjnych, czyli parure, były skromne pierścionki. Perełki i turkusy, to chyba ulubiony zestaw. Biżuteria zrobiła się w pierwszej polowie XIX wieku cóś mnie elitarna.  Wytwarzano srebrne naczynia i sztućce, które  miały służyć przede wszystkim wygodzie domowników podczas kameralnych spotkań rodzinnych. Zrezygnowano z nadmiernej pompatycznej ozdobności naczyń empirowych,  na rzecz łagodnych, często obłych  linii. Cukiernice, dzbanki, mleczniki, tace  miały często gładkie powierzchnie, podkreślające piękno i połysk samego metalu. Albo były rokokowo pofałdowane i nieco przysadziste. Ozdoby ograniczano do minimum, co najwyżej jakieś delikatne grawerunki, tłoczenia o motywach roślinnych ( lubiano liście akantu, albo girlandy ). Zdarzały się subtelne akcenty architektoniczne lub użycie emalii. To był świetny czas dla kawiarek, imbryków i  cukiernic. Ech... pojawiły się też  koszyczki na owoce i bombonierki. Wytwarzano zarówno pojedyncze sztuki jak i zestawy obiadowe i deserowe, które nierzadko ozdobiono  grawerunkiem inicjałów właściciela lub herbem. To też czas, kiedy pojawiają się papierośnice.

Teraz troszki o nazwie epoki. Powstała od połączonych nazwisk Biedermann i Bummelmeier, bohaterów z tomu wierszy Biedermaiers Liederlust (1869), których autorami byli Adolf Kussmaul, S.F. Sauter i Ludwig Eichrodt.  Hym... to nie były miłe wierszyki, szczerze pisząc to autorzy kpili z Biedermanna i Bummelmeiera, ich ograniczeń i ciasnoty umysłowej. Niektórzy nazwę stylu wywodzą z kolei od satyrycznej postaci  Gottlieba Biedermaiera, rzekomego autora wierszy Kussmaula i Eichrodta publikowanych wcześniej w Monachium.  No dobra, to by było na tyle. Fotki muzealne a w Muzyczniku "Wiener Blut". Co prawda walc jest późniejszy niż biedermeier, powstał w 1873 roku, ale jest za to tak wiedeński że bardziej nie można.