Sprawa dotyczy wykonywania zawodu dziennikarza i służb specjalnych. Służby specjalne w Polsce mogą werbować dziennikarzy, ale tylko w obwarowanych ścisłymi wymogami prawnymi przypadkach. Zgodnie z przepisami, werbunek dziennikarza wymaga zazwyczaj zgody odpowiedniego organu, i to nie byle urzędnika, tylko Prezesa Rady Ministrów lub koordynatora służb specjalnych. Ustawa nie zabrania werbunku wprost, jednakże musi zostać spełniony szereg określonych warunków formalnych. Kiedy formalności nie dopełniono, werbunek jest niezgodny z prawem. Werbunek jest uzasadniany wyższą koniecznością, taką jak bezpieczeństwo państwa. W praktyce wygląda to tak że służby mają zakaz tajnej współpracy z nadawcami, redaktorami naczelnymi, dziennikarzami lub wydawcami, bo pod bezpieczeństwo państwa da się podpiąć w naszym systemie tylko parę spraw. No i mamy różne doświadczenia z komuny. Tajemnicą Poliszynela jest to że dla wywiadu zagranicznego PRL pracowały takie tuzy jak: Ryszard Kapuściński ( pod pseudonimami "Poeta" i "Vera Cruz" ), Bogusław Wołoszański ( "Ben" ), Krzysztof Mroziewicz ( "Sengi" ). O ile występy zagraniczne nie budziły u nas jakoś kontrowersji, o tyle dziennikarze pracujący dla PRL - owskich służb na krajowym poletku to śliski temat. Wykonywanie zleceń na konkretne tematy, na podsuwanych przez służby kompromatach, korzystanie z informacji dziennikarskich przez służby, a nawet wsypywanie źródełek - różne rzeczy PRL - owskim dziennikarzom się zdarzały. W czasach III RP współpraca dziennikarzy ze służbami jest nadal tematem na którym można się poślizgnąć. Ostatnio przydarzyło się to Janowi Pińskiemu, facetowi z olbrzymimi zasięgami na YouTube.
Piński, mimo że sam dziennikarz, jakoś nie darzy ludzi swojego fachu przesadnym szacunkiem. Od dawna ćwierka o tzw. przeciekach ze służb, czyli celowemu wprowadzaniu poprzez powiązanych ze służbami dziennikarzy, tematów do publicznej debaty, którymi te służby usiłują grać i brać udział w politycznych rozgrywkach. Takie sterowanie opinią publiczną, wicie rozumicie, stara sprawa taśm z pewnej restauracji, czy pojawienie się info o zakupach Matołżesza. Tzw. kontrolowane przecieki to w zasadzie robienie z serwisów dziennikarskich słupa ogłoszeniowego służb. Piński zamiast ćwierkać ogólnikami zaczął rzucać nazwiskami i ... uwaga... cenami za usługi. To już grube oskarżenia, bo zalatuje to jakby korupcją. Tu rzecz dotyczy też adwokatów i prokuratorów. Do tej pory zdawa się metodą przeciwników Pińskiego było dyskredytowanie go jako mitomana a teraz jest cisza. No i ta cisza jest tym, co mła niepokoi. Byłabym bardziej spokojna, gdyby o paranoi Pińskiego szeroko informowały media, tylko media jakoś nie korzystają z okazji i nie dowalają Pińskiemu. Jakby ciszej nad tą trumną było w interesie wszystkich. Sprawa medialnie nie istnieje, mimo tego że 8 kwietnia w domu Pińskiego odbyła się akcja, która wg. Pińskiego wiązała się ze znalezieniem podsłuchów i niezapowiedzianą wizytą "kominiarzy". Rzecz poszła żywcem na YouTube. Któś podstawił karetkę, przyjechała policja, żeby sprawdzić policję i parę tysi ludzi na live słuchało co się u Pińskiego dzieje. Na X można zobaczyć było że karetka i policjanci w liczbie ekip dwóch są prawdziwi, jak najbardziej. Policjant wpuszczony do chałupy kazał się Pińskiemu spakować, przyszedł wezwany przez Pińskiego mecenas i nagle towarzystwo policyjne z karetką się zwinęło. Sprawa jako żywo zaczęła przypominać zastraszanie policją pana Wojtunika, którego służby wzięły na cel, kiedy zaczął ujawniać brzydkości. Wicie rozumicie, padają nazwiska dziennikarzy, prokuratorów i nagle u Pińskiego jazda, na którą media powinny się rzucić jak kot na gołębia inwalidę. A tu w mainstreamie mendialnym cisza. Hym... ostatnio takie dziwne jazdy na Giertycha w WP, nie żebym tak strasznie wierzyła we wszystko co mówi Piński, tak cóś wybiórczo z tym moim zawierzaniem, ale zaczęłam się mocno zastanawiać czy aby kto czego nie zleca.
Na koniec - szef NIK - u wystąpił po raporcie NIK o powołanie komisji badającej związki służb z środowiskiem dziennikarskim i zawodami zaufania społecznego. Przy okazji może się dowiemy dlaczego spółki Skarbu Państwa płaciły takie krocie za reklamy niektórym redakcjom. Za rządów PO takim, za rządów PiS siakim. Co o tym wszystkim sądzić tak do końca nie wiem, ale wiem jedno - w mendiach w których znajdę info nawet na temat koloru majtek podrzędnej gwiazdki z jakiejś mało znanej telenoweli, cisza o domniemanej paranoi na temat służb specjalnych bardzo znanego youtubera jest bardzo głośna. A tak poza tym mam nieodparte wrażenie że fakt, że obecne zarzundzające dały ciała z rozliczeniami poprzednich zarzundzających, ma dużo wspólnego z tą głośną ciszą.







