Mała górki i dołki, tak to już jest ze zdrówkiem starszych pań. Mła usługuje i podsuwa lepsze kąski a Kasiuleńka mła pomiata, znaczy nie jest tak tragicznie. Rezyduje od 10 do 16 na Podwórku, wita się z lokatorami, pełni honory domu, śledzi Sztaflika i Helenkę. Mła nie jest witana, mła się nie zauważa i się o mła opowiada że jest kłujem. Kiedy mła podchodzi do Kasiuleńki musi okazywać czołobitność i obiecywać rarytasy, albo nadzwyczajne traktowania. Kasiuleńka wymyśliła karmienie, hym... Felicjanizmy są uskuteczniane. Najważniejsze że to jej służy. Mrutek z powodu tych przywilejów Kasiuleńki obrażony, mła przekupuje go surowizną. Dużą jej ilością, bo Mrutuś z tych wymagających. Na inne rzeczy apetyt średni, ale surowiznę żarłby w każdej ilości, na co mła z czystego rozsądku nie przystaje. Dostaje surowizny naprawdę sporo, ale nie tyle co by chciał, więc nie obraża się na Kasiuleńkę, tylko na mła. No wicie rozumicie, korupcja za słaba, choć zdaniem mła to jest to przekupstwo dużą ilością mięcha.
Okularia śpiąca tak że mła chyba będzie musiała z nią pójść na badania, chrapie całe dnie, budzi się wieczorem, nażera, załatwia co trzeba i w szybkim czasie dociera do wyrka. Sztaflik i Helenka chodzą swoimi drogami, głównie do Alcatrazu. Dżefik po operacji zębowej doszedł szybko do siebie i uzupełnia emocjonalną stratę tych sześciu ząbków zwiększoną ilością pochłanianego papu. Dżizaas z Jądrzejem też mają zamiar zrobić swojej pozostałej dwójce kotostwa badania, tak na wszelki wypadek. Korzystam z pięknej pogody na dwórku, choć zdarzają mła się chwile takiej senności że przyłożenie piętnastominutowe zamienia się w dwugodzinną, popołudniową drzemkę. W poniedziałek idę z Kasiuleńką na kontrolę, odbieram też pastę na apetyt. Kasiuleńka szczęśliwie, tfu, tfu, tfu, je bez pasty, ale mła chce mieć jakby co jakieś wsparcie, tym bardziej że brak apetytu odbijać się może na trzustce a na to nie możemy sobie pozwolić. W tym nadchodzącym tyźniu muszę też wydrukować moje pismo kamieniczne, pójść do fryzjera, pójść na pogrzeb, zacząć przedwielkanocne porządki, ech... dużo tego.
Polityczne uprzykrzają życie, znaczy constans. SWO robione przez US nazywane "Epicką Furią" zamienia się w "Epicką Klapę", mła nadal zadziwiona tym że politycy Yankees są tak samo durni jak politruki z Kremla, znaczy myślą, że bombardowani ludzie rzucą się na nich z kwiatami i podziękowaniami. Jak na razie w wojnie ryżo - irańskiej wygrywa Izrael, przegrywają Arabowie z Zatoki Perskiej i konsumenci na całym świecie. Europa zaczyna warczeć, nielubiany przez mła premier Hiszpanii Sanchez powiedział wreszcie cóś rozsądnego na temat durnych wojenek starych dziadów, żebyż jeszcze lewoskrętność nie przysłaniała mu widoku na real, to byłoby na prawdę cóś. No bo wicie jak to jest z tymi politycznymi przemówieniami i okularkami ze światopoglądu, które przesłaniają widok na rzeczywistość i uniemożliwiają realizację tego wszystkiego, co wydawało się rozsądne w deklaracjach polityków.
Pamiętacie co Ryży mówił o ustaleniach płci, choćby w sporcie, o regulacjach klimatycznych, o migrantach, o niewplątywaniu się w bezsensowne wojny? Macie po tych przemowach pseudoreligijną hipokryzję, zafiksowanie na wiatrakach, brutalność funkcjonariuszy ICE zabijających na ulicach obywateli amerykańskich, opowiastki o Grenlandii i regularną wojnę w Zatoce Perskiej, mającą wpływ na światową ekonomię. Mowy mowami, a potem przychodzi wdrożenie programu i zaczynają się schody. Im bardziej podniośle przemawiają, tym gorsze rzeczy robią. Nasze polityczne żrą się o SAFE jak o niepodległość, jakby z góry nie było wiadomo że tak czy siak ten kredyt weźmiemy, bo sami nie wygenerujemy kasy na tu i teraz, co nawet Jaszczomb z NBPu przyznaje. Awantura polityczna nie o rzeczywistość, bo ona jest jaka jest, tylko bicie piany i to przez lewych, prawych i tych z centrum. Prawiczki nie mają realnych pomysłów więc ujadają, lewica ujada na prawych, bo tylko na tym wzrasta, centrowe czują że bez ujadania się nie da i dołączają do chóru, zamiast skoncentrować się na sprawczości. Mła od tego jazgotu łeb napiendrala i boi się do neta zaglądać. Obejrzałam nowy film Jana Komasy, "Dobry Chłopiec" to się nazywa. Mam mieszane uczucia, nie uważam że jest to najbardziej udany film Komasy, choć świetnie zagrany. Temat "jak sie nie da wychować to trzeba wytresować" czyli studium o potrzebie istnienia granic, wartości i tego czym naprawdę jest wolność wyboru, jak dla mła troszki w tej filmowej opowieści spłaszczony, no, ale wiecie jaka jest mła - wybrzydza i szuka dziurwy w całym. Film da się obejrzeć bez wstrętu. W necie oglądam cykl National Geographic o odkryciach archeologicznych w Egipcie, marzy się mła odwiedzenie nowego muzeum w Gizie. To tak w ramach rozproszenia złych myśli o starości. Hym... nieprędko będzie te marzenia można zrealizować, tym bardziej że nie widzę siebie na zorganizowanej przez biuro podróży wycieczce do tego muzeum. Kasa, misie, kasa. Trzeba będzie pokombinować, zamierzam wciągnąć w tę imprezę stały zespół wycieczkowy, w grupie taniej i bezpieczniej. Mamelon lekko przerażona, bowiem wyszło jej że razem z płaskowyżem Giza to przynajmniej ze trzy dni dreptania wśród zabytków. Mamię Mamelona wizją późniejszego odpoczynku na plażach koło El Alamein. Jest jeszcze opcja prostsza, słabo mła satysfakcjonująca - wycieczka nie do muzeum ale przepłynięcie Nilem z Asuanu do Luksoru. To mogłaby być opcja przyszłoroczna, bo mła mogłaby na tę imprezę szybciej uzbierać kasę. Pożyjemy, zobaczymy, jak na razie Bliski Wschód i okolice są cóś mało wakacyjne.Fotki zdziśki z Alcatrazu, a w Muzyczniku dziś Jefferson Airplane i opowieść o drugiej stronie lustra.



