niedziela, 17 stycznia 2021

Wielki Mróz

Przyszedł Wielki  Mróz! Znaczy wreszcie po paru latach cóś jakby zima powróciło do miasta Odzi. Na dzień dobry mła zabolał kręgosłup  w inszy sposób  niż dotychczas. Cóś jakby ból  korzonków tylko wyżej przeniesiony. Nie jest  to ból który nie pozwala nabrać powietrza  ale przemieszczanie się mła okrasza jękami i stękaniem. W  związku z tym planowane dziś zajęcia przyjemnościowe jak i te mniej  przyjemnościowe mła przekłada na termin późniejszy a sama należycie wysmarowana okrutnie śmierdzącą maścią leczniczą będzie wygrzewać kości zalegając z kotami. Jedyne  jej wyjścia to te z pieskami i na zrobienie zastrzyku  Fifce, su Mamelona i Sławencjusza. Obiadowe zajęcia  bezczelnie zwaliłam na Małgoś - Sąsiadkę bo przy gotowaniu rosołu można spokojnie podsypiać. Koty fabryczne i nie tylko podkarmione, domowe to wręcz opchane,  ptokom zadane to mła  będzie zalegiwać z czystym sumieniem.  Mła  cieszy się z dużego śniegu  bo mimo tego że on niebezpieczny dla niektórych iglaków uprawianych przez mła to okrywa jej róże z chińskimi  genami, które mrozów nie lubią ( à propos róż mła przeglądała z Mamelonem nowe oferty i sobie  trzy róże na Podwórko upatrzyła, takie raczej  mało wymagające ). Wczoraj mła zainspirowana     Romanowym  nizaniem  szklanych koralików wyciągnęła  do czyszczenia swoje szklane zabaweczki nabywane swego czasu na tzw. ruskich targach ( było cóś takiego w latach  dziewięćdziesiątych, potem dla mła zdechło bo handel papierosami i alkoholem był najbardziej opłacalny a mła ani z tych palących ani z tych mocno chlejących ).

Mła z lubością kiedyś po takowych targach  chodziła i wypatrywała  różności - zabaweczek prawie  że ludowych, porcelany Łomonosowa, szklanych  figurynek, szali robionych na drutach z cud grzejnej wełny a delikatnych jak  puszek i koronkowo mrozowych. Oj, przydałby się jej teraz taki cieplutki kokonek. Mła  co prawda nie wie  czy zalegałaby w takiej dziewiarskiej doskonałości , pamięta swój zachwyt nad splotami pajęczymi szali. To w ogóle był jakiś cud, ażurek a grzało jak  swetrzysko gęsto dziergane. Domyślam  się że to kwestia tworzywa, wełna musiała być  jakaś specjalna czy cóś. Szale  się niestety wynosiły ale figurynki szklane  się ostały.  Mła od czasu do czasu wyjmuje swoje szkiełka z tzw. stałych stanowisk na przeglądy i czyszczenia. Na dworze biało , zawieje nawet były a u mła w domu coolorowo na kuchennym stole, bo te szkiełka to takie w coolorach czystych i radosnych. Mła sobie zaświeczuszkowała i cieszyła się jak  głupia światłem przenikającym  coolory szkła.

Przy okazji wyciągania szklanych zabawek wyciągnęłam i insze  figurki kupowane  w latach dziewięćdziesiątych po różnych zdziwnych sklepikach. Jamniki z biało polewanej  glinki, jakieś pseudosmoki   czy stworzonka przedstawiające nieznane nauce gatunki źwierząt. Rzeczy swoiście urodne że tak rzecz określę ( mła nigdy nie miała tzw. dobrego gustu ) ale cieszące mła.  Miło było tak wczoraj przeglądać  łupy z dawnych dni i wracać wspominkami do miejsc których już  nie ma ( nasza ulubiona zabawa z Mamelonem - "Pamiętasz ten sklep koło Magdy, no wiesz ten co to taką niezłą galanterię skórzaną w nim mieli?" ).  Mła   zaczyna czerpać z uroku wspominków, znaczy spierniczała  po całości. No ale to czerpanie jest takie  miłe, mła sobie przypomina różne takie cudności które można było nabyć ( i nie było one plastikiem "podszyte" ) , szkiełka, glinki ale także smaki i zapachy których  można  było spróbować i powąchać. Perfumy  a właściwie  to woda toaletowa "Venezia", która pachniała inaczej  niż pachnie teraz, pączki z prawdziwej mąki a nie z mieszanki, jabłka  o różnych smakach. Ech... było i minęło. Ledwie dwadzieścia czy trzydzieści lat  temu, w czasach bezkomórkowych kiedy słowo facebook nikomu nic nie mówiło.

Dzisiejsze zdjątka to poranna przebieżka po Alcatrazie ( mła niepokoił ten mróz zapowiadany, choć  nie osiągnął  u nas jakichś  strasznych wartości bo i miasto zazwyczaj  jest cieplejsze niż szczere pole  i w łódzkim bardzo niskich  temperatur nie było ), sąsiedzkie dziecko mogące  się cieszyć bałwankiem parapetowym zrobionym przez starszego brata i domowizna ( łącznie z nowym aloesem, którego mła dostała od Mamiego i Sławencjusza  coby kolekcje zasiliła ). W muzyczniku Skaldowie z "okresu góralskiego".


piątek, 15 stycznia 2021

Już połowa stycznia za nami


Mła myśliwała  że sobie w tym roku za pomocą prundu z ogrzewaniem poradzi ale rady ni ma - ido mrozy trza przygrzać  solidniej co znaczy że kasy jej ubędzie w porponie. Na szczęście Mamelon która została jej faktorem w sprawie armatury (  o sprawie zakupu armatury i tzw. rozwinięciu  mła nie pisała  bo co się ma denerwować ) wygrzebała troszki tańszą ofertę na jeden kranik od kumpletu ( nawet z dostawą licząc ) i mła w końcu zamontuje sobie przy wannie  ( i nie tylko ) normalny  wanienny osprzęt. Pocieszkowe to  bo przynajmniej  mła uda się na czymś  w końcu oszczędzić skoro na paliwku nie może. Pocieszające  jest też to że mojemu lokatorowi wreszcie  zamontowali okna za które mła zapłaciła w październiku. Wiecie, powtarzam się ale mła gryzie jak wesz ten problem -  ja  rozumiem wszystko, ochronę osób starszych, słabszych, chorych  na  nowotwory ale kurna nadal nijak nie rozumiem  jak  ma ich przed chorobą chronić zamknięcie gospodarki, skutkujące coraz mniejszą kasą na ochronę zdrowia i zamknięcie dostępu  do normalnego leczenia. No tępa jestem. To wszystko działające na pół gwizdka napawa mła zgrozą. Na szczęście nie tylko u nas ludzie trzeźwieją i zaczynają zamiast tej histerii mendialnej  wykrzywiającej real widzieć prawdziwy obraz świata w którym żyją. Widać to choćby po oporze społeczeństw wobec tej  rozpaczliwej próby przedłużania przez władzuchny zamknięcia ludzi w chałupach we wszystkich krajach które wprowadzały  lockdown jako metodę walki z pandemią, wystarczy wleźć na społeczniaki żeby zrozumieć że  to ostatnia taka zagrywka w wykonaniu zarzundów ( mła  nie jest aż tak społeczna  ale napisali  jej to tacy  co po społeczniakach chodzo i co wcale  mła nie zdziwiło  bo mła już  wcześniej  odczuwała  że to ostatnie tango w Paryżu). Mła cóś nie wierzy  że 75%  użytkowników społeczniaków to opłacane trolle ale za to wierzy w to co widzi i słyszy w mieście Odzi, znaczy że wkarw ludzki na załatwianie sprawy pandemii rośnie ostatnio niezależnie  od preferencji politycznych wkarwionych i w to co jej mówią znajomi o podobnej sytuacji w inszych miejscach .
 
Nawet zdyscyplinowani sąsiedzi zza Odry kolejnego  zamknięcia by  nie zdzierżyli, więc politycy na szczeblu centralnym przedłużajo jako mogo ten czas  w którym jakby nie wypada stawiać  pytań o zasadność wprowadzenia takich a nie  innych rozwiązań w walce z  zarazką i nie trzeba odpowiadać przed wyborcami za własne decyzje, często durne niemal  do granic możliwości. Szczepionka ma obecnie robić  za dupochron politycznych, podobnie jak swego czasu robiły maseczki. Jak się nie chco szczepić to im godzinę policyjną fundujo, cóś mła się zdawa że  we Francyji rzundzące zapadły na syndrom Wersalu, jeszcze troszki i  żółte kamizele to bandzie miłe wspomnienie bo to co się po takim stłamszeniu  ludzi urodzi będzie naprawdę groźne. Nie wiem jak Wy  ale mła  odnosi takie wrażenie że chętnie by się  z różnych rzeczy wycofano tyle że nikt z zarzundów nie  wie jak więc  się  czepiają tego wyszczepiania  jak tonący brzytwy ( tylko że po tych wszystkich kretynizmach  które popełnili nieufność w ludziach sie zalęgła i cóś nie bardzo są chętni do dawania rzundzącym alibi ). Nikt bowiem nie chce przyznać się do popełnienia błędu i bycia kiepskim   przywódcą. Odpowiedzialność polityczną  trza by  ponieść, bycie u władzuni by się skończyło w wielu  przypadkach raz na zawsze, jeszcze jakichś  rozliczeń by ktoś zechciał. Strach władzuni czuć  tym większy im bardziej  ludzie fikają. Kiedy  fikają tysiące jest dla władzy źle, kiedy zaczynają  fikać miliony władza przestaje  być władzą. Idziemy w tym kierunku a rzundzące jak na razie  zaklinajo rzeczywistość usiłując wyleźć z  twarzą z tego horroru, który nam zgotowali. Ciągle wierzą że to jest jeszcze możliwe. Jak na razie jesteśmy zakładnikami tej wiary, moim zdaniem już niedługo.



Mła z radością odnotowała  w tym tygodniu  kontrowersje, które wywołało zamknięcie konta twitterowego faceta z wewiórką  na głowie. Ha, ha, ha i jeszcze he, he, he. Najsampierw  wylansowali gwiazdę a teraz ćwierkajo to nie my i pokazujo jak to łatwo jest sterować tzw. wolnością słowa. Straty na giełdzie dały do myślenia ale jednocześnie jest strach u dupy bo ktoś może zacząć  grzebać w historii różnych twittnięć i dojść  do ciekawych wniosków jak to z panem T. naprawdę było. Fejdzbuk zesrał się wcześniej,   że tak rzecz ujmę, pewnie ma więcej do ukrycia. Powoli ale nieubłaganie zmierzamy w stronę płatnych serwisów społecznościowych  ( dojdą wszak jeszcze podatki korporacyjne ), cenzurę netu prorokowaną bodajże w kwietniu zeszłego  roku przez mła w roli wróżki Edny już mamy. Czarno na białym! Mła się zastanawia  jak to się dalej rozwinie tzn. czy obecni użytkownicy portali społecznościowych będą się  kiedyś kajać przed wnukami ( "Ale ja tego bloggera to tak nieświadomie sobie zainstalowałam" ) czy po prostu konieczność   płacenia za udział w serwisach, która  znacznie zmniejszy z wiadomych względów  ich rolę społeczną, nie wyeliminuje zagrożenia dla  demokracji  i sprawę brzydkości w społeczniakach  będzie można odpuścić ( z górnego C pieje ale jak się głębiej nad tym zastanowić to o to właśnie kaman ). Może  być różnie, jeszcze nawet zarysu  mła nie widzi jak to by się miało układać, wie tylko że przy płatnych serwisach przepływ pieniędzy znacznie łatwiej wyśledzić i że nie ma pretekstu  do "analiz dla reklamodawców".
 
 
Domowo to jest tak że mła podczytuje i nałogowo  ogląda serial "Vera". No i mandarynki żre. Koty są  dla niej w miarę  łaskawe, mła musi z każdą  miauczącą i każdym miauczącym mieć osobną sesję, taką półgodzinną przynajmniej. Dwie i pól godziny dziennie na nynowanie kotostwa. Dobrze że to nie w jednym ciągu bo mła by łapy odpadły od głaskania. Szpagetka oczywizda chce nynowania uprzywilejowanego, znaczy dwa razy dłuższego niż reszta towarzycha. W zamian oferuje dokładne oślinienie oraz rozkoszne wsadzanie upazurzonej łapy w oko ( nie ze złością i  skrzekiem tylko tak niby  z przeciągania się  pacnie ). Sztaflik osiąga szczyty upierdliwości jeśli chodzi o wychodzenie ( wiadomo mrozy się szykują więc najlepiej  żeby okno było stale otwarte ), miaukliwa robi się już w momencie powrotu z dworu, kiedy okienna zamyka skrzydło. Okularia olewa towarzystwo i koncentruje  się na posiłkach, które jej zdaniem mła zbyt rzadko podaje.
 
Mrutkowi i Pasiakowi śnieg już  się znudził, obecnie rozwalają dom. Nadmiar energii u moich kocurów usiłuję rozładować porykiwaniem i rzucaniem w nie kapciami ( spoko, miękkimi ) co one uznają za zaproszenie do zabawy ( skoki na mła albo mła w roli słupka do odbijania się ). Ogrodowe  gryplany mła to  wymyślanie miejsc gdzie jeszcze u niej w ogrodzie mogą rosnąć  ciemierniki, a ogrodowanie sprowadza się do okrywania wrażliwszych krzewów. Atmosferę ogrodową mła  markuje w domu paląc kominek aromaterapeutyczny z olejkiem z bobu tonka, luby zapach siana od czasu do czasu mła przełamuje ulubioną kompozycją z neroli, bergamoty i olibanum z drzewem sandałowym i odrobinką cynamonu. Styczeń  upływa jej na robieniu  rzeczy których robić  nie planowała ale  los ją zmusił. Znaczy mła grzecznie wychodzi z pieskami, nosi paczki do szpitala i występuje w roli  pielęgniarki okręgowej ( dla ludziów i źwierząt ). W  przerwach wykłóca się na tematy śmieciowe.  Mła obecnie jest w połowie pisania kolejnego postu o ogrodach Villa d'Este  ale jakoś  wolno jej to idzie. 

No więc  jak widzicie nic na działkach się nie dzieje, władza się nam odkleiła od realu ( nawet ta czwarta ), kłopoty większe i mniejsze jak zawsze obecne, kocie życie w normie, ogród uprawiany jak to w styczniu mam w zwyczaju. Teraz  foty - ogród mła fragmentarycznie zdjęty i bałwanek ulepiony przez Julkę, naszą czteroletnią sąsiadkę, na podwórku sąsiedniej kamieniczki. Jest tyż  fragment Podwórka mła, z sosenką formowaną przez śnieg i iglakowisko oraz kaliny. Z domowych fotków sązeszyciki mła na bieżąco uzupełniane ( nie tylko ogrodowe )A w muzyczniku dziś Pan Czesiu w ulubionych przez mła wersjach utworów.

środa, 13 stycznia 2021

Wpis bezczelnie leniwy


Mła jest w trakcie lektury dostanych na Boże Narodzenie książek i Wam tyż postanowiła cóś miłego zapodać w klimacie wiejskim , starannie obdartym z Cepelii. Mła wie że jest bezczelna bo wysługuje  się artystami zamiast w pocie  czółka  pisać o wyższości  świąt Wielkiej Nocy nad  świętami Bożego Narodzenia ( ulubiony temat mniemanologów ) ale czasem tak miło jest z książczyną wślizgnąć się do wyra między koty i przenieść się w insze światy. Mam nadzieję  że wybaczycie. Mła wkleiła  Wam spektakl który bardzo lubi, cało godzinkę  macie do słuchania i oglądania naprawdę niezłego singspielu. Mła lubi nie tylko te kawałki  śpiewane przez Igę  Cembrzyńską, Justynę  Steczkowską i Janusza Radka, cała galeria postaci "ze wsi rodem", wójt, pleban, chłopcy z LZSu jest jej bliska. No czuje siłę gromady wiejskiej w sobie. Nie wstyda  się onej gromady  bo ona  sól ziemi.  Mła co prawda nie miała cóś za wielu znanych jej przodków żyjących na naszej wsi ale z tych znanych  jest cholernie dumna,  chłopstwo było z nich takie że dziedzic   nie podskoczył ( włościany prawdziwe, młyny jakoweś i sady, pradziadek zapatrzony w  Witosa, Bataliony Chłopskie - te klimaty ). W  dodatku co wcale nie tak znowu częste u nas  na wsiach  dobrze  żyjące z inszymi nacjami ( nic tak ludzi nie dzieli jak skrajna bieda, kiedy tylko człowiek  ma co do gara włożyć  jakoś milej  nastawiony do świata ).  Mła bardzo żałuje  że po tych swoich  chłopskich przodkach nie odziedziczyła ich pracowitości, mła jest leniuch co zdaje  się ma po "księżniczkach haremowych", znaczy po przodkiniach mówiących  turkmeńskimi narzeczami. Miłego oglądania Wam życzę albo choć słuchania.  Dla okrasy jeszcze są obrazki Dudy Gracza.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Sukinkulenty

W pierwszych słowach tego wpisu ulżę sobie na temat  nowego bloggera. W zeszłym roku informatycy zajmujący się tą  aplikacją wyprodukowali nowe, lepsze, na - naj  super mega gówno! Dla mła cały zespół  pracujący nad nowym  bloggerem zasłużył na solidnego kopa w zadek, wykonanego butem stalą podkutym. Mła się nawet  sadystycznie zastanawia czy podeszwa  buta  do  wymierzania kary nie powinna mieć jakichś kolców czy czegóś w tym guście, wicie rozumicie , im mocniejszy bodziec tym silniejsza reakcja. Choć po prawdzie reakcja powinna nastąpić  po refleksji a mła podejrzewa że bloggerowi są do owej niezdolni. Któryś już miesiąc mija od wprowadzenia nowinek a wklejanie fotek nadal jest katorgą, zapis HTML jest mało czytelny, przenoszenie tekstu pod  foty wymaga nieraz  dłuższego  kombinowania. Generalnie to z całkiem niezłej aplikacji możliwej do opanowania nawet przez informatycznie niedorozwiniętych zrobiono paskudny w obsłudze program który wygląda na taki  mający odstraszać  od użytkowania. Qurcze, może bloggerowi walczą z obciążeniem sieci przez pitu - pitu, tak podstępnie, że niby ludzie sami z siebie  milkną a nie że któś im jakieś limity wyznacza albo co insze w tym guście? Kto wie?  Jeszcze trochę i pojawio się tacy  co  do tych bloggerowych niedoróbek teorię dorobią, rzecz  jasna spiskową.

No dobra, ale mła nie o tym chciała pisać, mła się chciała wylać via klawiatura na monitor w sprawie sukulentów. Jak wiecie mła od pewnego czasu przeżywa  fascynację tą grupą roślin. Roślinne hardcory są  w stanie przeżyć zapominalstwo mła jak i kontakt trzeciego stopnia z kotami. Mła ma taką małą fazę na eszewerie. Eszeweria  nazwę rodzajową  zawdzięczają  Atanasio Echeverría y Godoy , ilustratorowi atlasów botanicznych, który przyczynił się do powstania dzieła. "Flora Mexicana".  Echeveria  to rodzaj roślin należący do rodziny gruboszowatych Crassulaceae, pochodzący z  obszarów półpustynnych Kalifornii, Ameryki Środkowej, Meksyku i północno-zachodniej Ameryki Południowej. Według niektórych ujęć taksonomicznych do rodzaju tego należy około 150 gatunków ale są  z tym pewne jazdy bo jest bardzo  bliskie pokrewieństwo  z gatunkami Cremnophila, Graptopetalum, Pachyphytum i Thompsonella, a także z gatunkami Sedum sect. Pachysedum . Molekularne badania filogenetyczne wielokrotnie wykazały, że rodzaj nie jest monofiletyczny. Badania nadal trwają i co i raz są zaskoczki, rośliny zmieniają nazwę, zaliczane są do innego rodzaju.  Eszewerie są roślinami mało wymagalnymi, co jest dobre dla zapominalskich domowych ogrodników. Nie należy ich często podlewać (  w czasie sezonu wegetacyjnego podlewa się je co dwa tygodnie, w czasie upałów raz w tygodniu, zimą podlewanie zrobić raz w miesiącu - no chyba że  pomieszczenie ciepłe , wtedy dwa razy na miesiąc podlewanko ). Eszewerie kochają słoneczko, im więcej tym lepiej.

W cieplejszych rejonach Europy eszewerie uprawia się w gruncie, u nas można zrobić  z niej roślinę tarasową. Gatunki na ogół znoszą leciutkie przymrozki, z hybrydami gorzej. Najlepiej schować je do pomieszczeń zanim temperatura spadnie poniżej  5 °C . Większość eszewerii traci  z czasem  dolne liście ( szczególnie zimą ) dlatego  gdy, odcinamy  pęd i ukorzeniamy rozetkę,  czasem korzonki  na takim pędzie rośliny wyrastają bez  ziemi. Usuwanie zdechłych liści jest konieczne bo nieusunięte  mogą się rozkładać się, tworząc środowisko sprzyjające atakom grzybów. Oczywiście mła nie tylko eszewerie uprawia, zidentyfikowała swoje kolorowe aloesy - ten na fotce obok to  'Christmas Carol'. To niewielki aloes, osiągający na maksa trzydzieści cm wzrostu. Na południowej wystawie pięknie się wybarwia, u mła rośnie  na zachodniej w związku z czym  mła planuje go latem dosłonecznić na Podwórku. Mła uprawia też odmianę 'Jurassic Chameleon', on ma  inny pokrój niż płaskawy 'Christmas  Carol' i jest mniej  coolorowy, ale  dla oka  przyjemny.

Jeśli chodzi o uprawę tzw. żywych kamieni czyli litopsów to mła odniosła  sukces umiarkowany, z czterech kamyczków przeżyły dwa. Z tym że  tym dwóm cóś ma się na życie. Na pierwszej  fotce  jest  nieznana mła z nazwy forma Echeveria gibbiflora, na drugiej Echeveria purpurosum, na trzeciej mieszaniec ( mła podejrzewa Echeveria gibbiflora 'Purple Pearl' ).  Później są dwie fotki różnych miksów a następnie Echeveria lilacina, Echeveria gibbiiflora, Echeveria chihuahuensis ( przez mła zwana ciułałką  ). Potem to już wiecie co, choć mam takie jakieś zdziwne uczucie że ten z przedostatniej fotki ma swoją nazwę która z litopsem ma niewiele wspólnego. W muzyczniku  senne koszmarki naczelnika  poczty w Tomaszowie o których śpiewają Skaldowie.

piątek, 8 stycznia 2021

Ogrodowa beza oklapnięta

Beza, beza  i po bezie. Dziś rano  mroźno, później słonecznie czyli  topliwie, wieczorkiem  znów mrożąco. Skutek taki  że zamiast bezy na gałęziach pojawiły się śnieżne  gluty ( hym... to nie jest za dobre określenie,  słowo glut nie pasi mła do słowa krystaliczny, które kojarzy jej się ze śnieżnymi przemianami ). Koty dziś zdegustowane pogodą, po wczorajszych szaleństwach które przystoją  raczej młodym psiakom a nie  poważnym kocurom, moi chłopcy udają  że te  baraszkowania naśnieżne  to nie oni. Mła się przewidziało a oni są porządne, nastojaszcze kocury, które preferujo karolyfery oraz inne Miami. Dobra, mła ma dowód na śnieżne szaleństwa w postaci zabieganego śniegu, znaczy któś wczoraj ślady na miętkim i puchatym zostawił, dziś w nocy mrozek ściął i utrwalił i mła posiada twardawy i chrzęszczący corpus delicti na   okoliczność rabladorowanie kocurów. Utrwalony na focie! Takich śladów nie zostawiają godnie kroczące koty, takie ślady zostawiają dwa koty przekonane o tym że są rabladorami!


Śnieg topniejący w południowym  słońcu  i zamieniający się w lodowe sopelki wraz z nadchodzącym zmierzchem jest widowiskowy inaczej. Robi za kontrast, mła jej zimowy ogród wydał się jakiś taki bardziej  coolorowy niż ten widywany w bezśnieżne  a słoneczne  dni. Cud  jakowyś! Na tle bieli zieleń iglacza jakby bardziej zielona, czerwone owocki berberysków wręcz jarzeniowe a frondy nerecznicy czerwonozawijkowej mają najpiękniejszy, jasny odcień zieleni młodych wiosennych listków drzew ( nerecznica czerwonozawijkowa wypuszcza frondy późną wiosną i  ich coolor nie ma nic wspólnego z zielenią -  porządna czerwonozawijka rozwija  się na miedziano ). Mła cieszy oczy tymi zmianami dekoracji odbywającymi się  w tak krótkim czasie. Cieszy się też że Bestia Ze Wschodu postanowiła jednak zostać na wschodzie, wyższe temperatury sprzyjają śnieżeniu. Kiedy spada mocno poniżej zera zazwyczaj nie śnieży tylko paskudnie mrozi.

Mła dziś miała mieć  luzik ale wczoraj wieczorem się okazało że z luziku nici. No  to mła przy okazji dociskania w inszych sprawach, docisnęła  też w sprawie ogrodowej. Wykonała tzw. pierwszy krok kadryla w kierunku podcinania drzew w lutym ( konieczne jest to niestety bo u mła na Podwórku  konary robinii nie tylko są na nieodpowiedniej wysokości ale jeszcze wyłażące tak "z siebie" że mogą zagrozić przewodom ). Przy okazji tego podcinania mła chce się pozbyć suchatka grabowego, drugiego pnia drzewa które runęło jesienią na Suchą - Żwirową. Ugadywany Tomeczek nie był szczególnie szczęśliwy z powodu ugadywania, zdaje się że ma po prostu dość karczowania działek ( mła się dziś nasłuchała co Tomeczek sądzi o ludzkiej głupocie, ogołacaniu działek z drzew, kretynach deweloperach oraz innym tałatajstwie ). Jednakże mła nie zamierza odpuścić, postanowiła  Tomeczka nękać telefonami oraz napuszczać  na niego Ciotczyno Elkowego Włodzimierza ( szczególnie liczy na to napuszczanie ponieważ Włodzimierz  jest  wujkiem Tomeczka a  jak twierdzi  Ciotka Elka piłowanie jednego tematu przez Włodzimierza jest obrzydliwie skuteczne, rodzina bliższa i dalsza chcąc uniknąć refrenów w jego wykonaniu  ucisza go robiąc to czego Włodzimierz  chce - Ciotka Elka  nazywa to upierdliwością wyczynową ). Ogrodowo zatem nie był to dzień stracony!

Dziesiejsze tematy fotek to: dowód rabladorowania kocurzastych, uglutany Alcatraz oraz coolorki na białym  tle, domowizna czyli  hiacynty i Sztaflik w ciepełku zalegająca oraz Pasiak na nielegalu ( na stole znaczy ). Muzycznik dziś taki dowodzący na gruncie dialektyzmu materialistycznego czy też materializmu dialektycznego że  Szatana  nie było, nie ma i nie będzie ( cóś mła ten tekst przypomina, Siostry, he, he, he ). Chyba oblookam sobie wieczorem bardzo mało poprawnie politycznie i bezczelnie seksistowsko jedną z moich ulubionych  komedii. Raz na jakiś czas mła "Seksmisja" się należy.