niedziela, 20 czerwca 2021

Zabawy na upał - sukinkulenty, zielone domowe i kocie gierki

Mła się zabrała  na poważnie  za swoje sukinkulenty bo  taka  pogoda że  tylko przy takich odpornych  na upały roślinkach robić w zaciszu chłodnego domku. Postanowiła swoje aloesy posadzić w jednym pojemniku. Oczywiście nie dało się bo roślin podrosły.  A mła szczwanie planowała że  łatwiej jej będzie podlewać jedną dużą doniczkę   niż parę mniejszych.  Nic to, posadziła przynajmniej dwa coolorowe alojzy w jednej doniczce, bo mają podobne wymagania. Parę dni po przesadzeniu coolorowe alojzyy wyjadą na dwór, mła chce żeby nabrały odpowiedniego natężenia coolorków.    Odpowiednia barwa dla tych odmian  to  wściekle pomarańczowy przechodzący w czerwień. Doniczka jest  rozkosznie niebiewska, znaczy w jasnym odcieniu błękitu, przechodzącego   w turkuso - beż  i krem,  więc te ogniste barwy to taki  kontraścik oczo...tego... pląsowy.  Na słońce wystawione zostały grubosz któremu końcówki "listków" powinny się wybarwić na coolor pomarańczowy  i eszolcje które powinny uzyskać fioletową barwę. Oczywiście zabawy sukinkulentowe to nie jedyne przesadzanie  roślin domowych.  Mła ma dwa asparagusy, których listeczkami koty gardzą jako drobnicą niejadalną - Asparagus setaceus 'Plumosus' i Asparagus umbellatus 'Myriocladus', oba spore. Na tyle spore że lepiej  ich nie przesadzać  tylko solidnie nawieźć.
 
Mła jak wiecie rozbroiła swoje słoje mszasto - bluszczowe bowiem bluszcze na tyle  się rozrosły że zaczęły wyłazić ze słojów.  Jak już wylazły to zawędrowały do ogrodu, mła ma nadzieję że  się ładnie porozrastają  i troszki urozmaicą bluszczowisko.  No ostały się słoje i troszki mchu, mła się zastanawiała leniwie od pewnego czasu coby tu teraz w słoje wpakować i doszła do wniosku że zanim cóś wpakuje trza jej słoje przykryć korkiem. Oczywiście z dostępnych w sklepach kole  mła korkowych zakryć żadne nie pasi. Mła nabyła drogą kupna duże korki w IKEA i będzie dopasowywać poprzez przycinanie - nie ma lekko. Co do roślin słoikowych to mła głęboko przemyśliwa, szczerze pisząc to sama nie wie czym się te przemyślenia zakończą. Jej słoikowe oplątwy żyją  ale one na żwirku pasione i minimalnej dawce wody, to nie jest  mszasty klimat.
 



Koty - taa... czy dostaliście kiedyś w głowę małą piłeczką gumową zrzuconą z wysokiej szafy? Cudowne uczucie, wręcz jedyne w swoim rodzaju.  Każda masochistka krocie by zapłaciła za takowe doświadczenie. Mła od wczoraj zarobiła dwa razy, jeżeli zarobi trzeci piłeczki zostaną przed Mrutkowskim schowane. Nie będzie katowania madki! Szpageton wczoraj badzo mało po cesarsku a po prawdzie to w ogóle niearystokratycznie udała się do śmietnika, gdzie na koszu z odpadami zmieszanymi polowała na muchy. Kosz zamknięty, ona na klapie, muchy latajo, ona łowi - Gienia donosi. Mła wczoraj łapki myła i brzuszek oraz kikutka, tak na wszelki wypadek. No bo wiecie - mła  ma podstawianego kikutka pod oczy z rykiem "Puchaj! Puchaj kikutka!". Mła pucha bo co ma robić, ale wolałaby żeby kikutek się w związku z tym puchaniem  po śmietnikach nie wycierał. Szpagetka mycie zniosła z wyjątkową godnością, upał więc  się jej podobało. Sztaflik prowadza się obecnie z Pasiakiem, choć słowo prowadza się  jest właściwie nie na miejscu - zalegajo razem pod berberysem.  Przychodzą tylko na posiłki.  Mruciu zalega nad nimi na parapecie, natomiast Okularia zaszyta jest pod magnolią bo ona tam razem ze Szpagetką lubi zalegać. Na jedno szczęście zaczęły odpuszczać mła nocne zabawy na rzecz nocnego życia na dworze.  Mła w związku z tym miała dziś przez większą  część nocy wyrko tylko dla siebie, luksus znaczy.




Teraz o fotkach. Pamiętacie bajkę  "O dwóch Dorotkach"? "... a  w dziwnym tym domu, u dziwnej tej kobiety koty i psy ze stołu jadały a ludzie z podłogi". Taa... mła niewątpliwie jest czarownicą ( tak do czterdziestki z hakiem to była czarodziejką )  bo zaczarowała swoje koty i one teraz nijak nie chcą jeść inaczej  jak tylko ze stołu albo jak majo do wyrka podane. No, czasem piknikują w ogrodzie. Mła sama z podłogi jako czarownica  nie jada a personelu mła szczęśliwie nie zatrudnia więc kwestia zapodawania żarcia snu jej z powiek nie spędza. Gości mła przyjmuje albo przy inszym stole albo przy "tym" stole chlorkiem radośnie woniejącym. Na fotce macie gry żarciuchowe, Sztaflik z boczku obchodzi Mrutka coby  go podstępnie z michy wygryźć, co widać na pierwszej kociej   fotce  bo zwycięska Sztaflik przycupnęła na krawędzi stołu i podchlewa. Akcja znaczy zakończona powodzeniem.  Mrutek co prawda pożera dokładnie to samo żarło które je Sztaflik,  ale za to z jej michy. Kontrolnie patrzy czy aby zdąży zjeść pierwszy i może uda mu się odbić michę. Potem jest Mrutek leżakujący i Szpagetka, która łaskawie pozwoliła sfocić kikuta, któren zaczyna obrastać siorstką. No i sukinkulenty do wystawienia, może  z wyjątkiem haworsji.  W muzyczniku "upalne piosenki" i naprawdę genialne interpretacje, każda na swój sposób.


sobota, 19 czerwca 2021

Właśnie leci kabarecik

Komedyjka na sobotni wieczór  z dużą wkładką muzyczną dla tych co nie kibicują. Mła otworzywszy swoje okienko  na świat a tam właśnie leci kabarecik, wszystko tak mniej więcej na poziomie jasnowidza Jackowskiego i detektywa Rutkowskiego. Znaczy i śmieszno i straszno. Ałtentyczne fuckty się wylewajo z portali jak popsuta mielonka z puszki otwartej co na słoneczku w dni upalne z tydzień leżała.  Już quźwa nie wiadomo co mendia od się dodały a co jest występem wg. pomysłu własnego politycznych. Najsampierw  było że Ruskie zarzund w skrzynkach mailowych napadły, teraz wychodzi na to że Ruskie nie muszo napadać bo one są w komitywie z naszym zarzundem i są "bliskim kręgiem".  Ciekawe  co na to portale udostępniające powszechnie darmową pocztę i  jak się ma  do tego  ten regulamin pocztowy  "z wglądem" ? Czy one portale też już są władza certyfikowana? To jest tak durne że mła choć wie że powinna ręce załamywać to cóś nie może bo jej uniemożliwia wykonywanie gestów załamywania rąk  na podołku,  ból onego podołka od nadwyrężonej śmiechem przepony. Mówcie i piszcie  co chcecie,  zarzund na swój sposób zwraca nam wartość kasy którą w niego pakujemy, są lepsi od niejednego standupera i wielu kabarecików. Czasem mam wrażenie że potrafiliby zaskoczyć samego mistrza Bareję. Mynister Czepionka wyrasta na  nową gwiazdę zarzundu! Konkurencja ostra więc   wypada docenić faceta.
 
 
Na świecie  oczekiwanie na falę IV, wywołaną przez wariant ( nowe  piękne słówko )  a nie mutację ( która jest démodé ) wajrusa. Mutacje w wajrusie tworzą  się ciągle  a szereg mutacji tworzy wariant,  wyjaśniał bardzo uczony pan ekspert. No i dlatego ( dlaczego?)  wszyscy powinni się czepić! Nawet ci co nie powinni się czepić bo jak się nie zaczepią to będo zabijali służbę zdrowia, co i tak jest już zabita. Albo tych co się zaczepili i powinni być odporni ale jak pokazuje doświadczenie  to tak średnio odporni są ( mła wczoraj  przeczytała "pokrzepiające"  dane  - aż dwie trzecie zakażonych w  UK wajrusem w wariacji delta to niezaczepieni i ponad połowa zgonów to tyż oni -  z czego mła wysnuła że nowe zakażenia  to ponad 30% zaczepionych a w szpitalach zgony rozkładają  się na obydwie grupy tak że lepiej pisać enigmatycznie  "ponad połowę"  - przy czym należy zwrócić uwagę że stosunek zejść do zakażeń jest nikły i dobrze,  bo to czysta zgroza by była gdyby jaśniej  bo liczniej i wychodziłoby że zgonów cóś więcej  wśród zaczepionych, matematyka się kłania ). Mła w dziedzinie straszalnictwa wirusowego odkryła  że mendia w tym tyźniu popełniły straszliwy błąd - wywiadowały i wezwały na przesłuch niejakiego Eichelbergera, któren jest psychologiem i podszedł do tematu zawodowo.  Lepiej nie wywiadować  i nie wzywać na przesłuchy ani psychologów ani socjologów - oni z racji wykonywanego zawodu wiedzą na  czym polega manipulacja i potrafią powiedzieć, o ile są dobrzy, w którym miejscu do niej dochodzi. Eichelberger x lat temu to miał romans  z terapeutyzowaną ale zęby w zawodzie zjadł i uchodzi za dobrego specjalistę, więc się wziął i tak wypowiedział że  redahtory kłopot mieli bo dziadyga cóś nie na bazie i nie po linii.
 
Maksymę "Divide et impera" wprowadzaną w życie przez politycznych przy pomocy  części środowiska lekarskiego usiłującego cóś bardzo konkretnego dla się ugrać,  zapodano wywiadującym i przesłuchującym niemalże  na tacy ( jakoś nie załapali, he, he, he i nie ciągnęli tematu )  - Eichelberger  bardzo słusznie przypomniał że pacjent ma swoje prawa, że lekarz nie Pan Bóg, polityczny człek żaden  to Anioł Stróż,  a bawienie się w inżynierię społeczną może przynieść ( bo często przynosiło ) opłakane rezultaty. Tak zwany covidowy sceptycyzm ( ciekawe  czy  E. już został oficjalnie  zakwalifikowany do  foliarzy i płaskoziemców ) wręcz bił od pana psychologa, chyba nawet  w stopniu silniejszym niż od mła. Być może dlatego że mła jest młodsza od  Eichelbergera i jest z pokolenia "tableta pomoże na wszystko" ( co jest oczywiście bardzo głupie  ) a nie z tego które wyrosło w przeświadczeniu że medycyna ostatecznie jest zawsze zawodna. W   każdym razie miło było w mendiach mainstreamowych poczytać i posłuchać kogoś kto jasno i otwarcie powiedział że cała narracja mendialno  - polityczna dotycząca covidu jest robiona tak jakby rzeczywiste zwalczanie choroby nie było tu celem nadrzędnym. Na razie my oddychamy a zarzund i medyczni z utęsknieniem wyczekują jesienno - zimowego sezonu chorobowego ( mła by napisała że grypowego ale grypa na covid zeszła więc nie wypada ).
 
 
Portale należące  do koncernu AGORA na przemian  z covidem ostatnio katujo mła problematyką LGBT, bo cza uświadamiać. Mła nie ma nic przeciwko osobom homoseksualnym, transpłciowym czy też niebinarnym, mła uważa że należą im się takie same prawa  jak i inszym łobywatelom.  Jednakże czytając artykuły zamieszczane na owych  portalach mła ma wrażenie że wymaga się od niej robienia za żołnierza bo oto toczy się wojna. Co prawda  sztucznie wykreowana i namiętnie uprawiana przez parę stron konfliktu - zarzund i jego szerokie otoczenie  chcących odciągnąć uwagę od narastających problemów które w rzeczywisty sposób dotyczą  nas wszystkich bez względu na to kto  kogo  kocha ( to strona inicjująca działania )   i dającą się podpuszczać przez zarzund i polityków usiłujących wjechać na tzw. szczytnych hasłach do miejsca przy  korycie oraz zarabiające na konflikcie mendia,  grupę działaczy LGBT którzy być może sądzą że obecność  w mendiach przyzwyczai  ludzi do tego  że  LGBT w ogóle istnieje. Jednakże jeżeli mła sto dziesiąty raz przeczyta reportaż nr 111 o niedolach to jej tolerancja się od tego nie pogłębi, mła nie wierzy też żeby kogoś w typie "twardego przeciwnika LGBT" kolejny tekst przekonał.  Jest takie zjawisko jak przegrzanie tematu, mła jest cierpliwym czytelnikiem ale skoro ona czuje zmęczenie  to co dopiero inni, mniej cierpliwi.
 
Zakaz aborcji eugenicznej  rozgrzewa bo dotyczy olbrzymiej części społeczeństwa, problem ruchu LGBT to powodowane przez media kojarzenie go z "dziwnością" i "innością" - mało to rozgrzewające dla ogółu. Parady, tęczowe flagi, srutututu, ach jacyż my wyjątkowi czyli inni - przeca nie w tych tęczach i makijażach dragqueen leży sedno sprawy tylko w ograniczaniu praw obywatelskich z powodu orientacji seksualnej. Homoseksualni, trans i inni  płaco takie same podatki,  przestępstwa swoim istnieniem nie popełniajo a tych samych praw nie majo!  Mła ma takie zdziwne wrażenie że ruch LGBT idzie w folklor a nie w to co istotne, w ruch obywatelski. A mendia agoralne temu przygrywajo, ojla, ojla, oj, dana dana, bo protest, bo flaga, bo działacz się  wyprowadza z Cebulandii.  Bo click będzie bo ciekawskie chco "chłopa za babę przebranego" zobaczyć.  Skutkiem takich działań może być  nie tyle nienawiść zapiekła  co zwyczajna obojętność, a to jest  że tak rzecz ujmę, broń obosieczna. To chyba najmniej mła śmieszy ze wszystkich śmieszności naszych mendialnych. Ma to całe folklorystyczne zajmowanie się przez mendia ruchem  LGBT  gorzki posmak wykorzystywania, mła wyczuwa w tym cóś brzydkiego, czego być może nie czują zaaferowani własną sprawą przedstawiciele ruchu.
 
 
Zupełnie z innej beczki ale za to bardzo śmieszne  i  mało straszno. Jak laicyzować kraj - przepis z Krakowa rodem ( arcybiskup krakowski nam odleciał ). 1. Pomyl wykaz świętych Kościoła Katolickiego z listą członków obecnej rodziny panującej. 2. Rób wszystko  żeby nie zapomniano o twoich poprzednich dokonaniach -  łagiewnickim ślubie rozwodników,  gdzie jedna z rozwiedzionych osób  doczekała się z poprzedniego związku  trójki dorosłych dzieci. 3. Z całych sił staraj się nie odróżniać  co boskie a co cesarskie.  Staranie zabełtaj i samo się wyleje!  Dla mła sprawa łobojętna, odnotowała, ale dla wierzących już nie bardzo, niektórzy kamieniczni nam się zapultali po  raz enty. Wierzący w końcu mają różne poglądy polityczne, niekoniecznie zbieżne z tymi które  prezentuje olbrzymia większość polskiego Episkopatu . Hym... mła wzrastała w latach kiedy  KK jawił się jako ten który daje odpór złu siłą moralną, niezłomnością przekonań własnych i tolerancją wobec słabości innych.  Nie jest ważne  czy był to obraz prawdziwy, taki obraz był i taki się mła utrwalił. Teraz mła widzi inny obrazek  -  zamiast tzw. kościoła powszechnego to w wykonaniu hierarchów jest robiona całkiem oficjalnie druga partia władzy ( podołek obolały że wstać  ciężko i leżeć  ciężko a nawet siedzieć  ), koalicjant zarzundu prowadzący politykę par excellence.  Taki PSL w czarno czerwonych sukienkach. Do tego stwierdzenia upoważnia mła stosunek hierarchów do sakramentów ich Kościoła, stosunek do władzy, niekiedy wręcz dupowłazieńczy i zbytnie zainteresowanie materialną stroną świata przejawiające  się w tym aby ugrać swoje za wszelką cenę, nawet  za cenę śmieszności ( taa... kolejny następca kardynała Macharskiego tak pojechał bez zażenowania że zażenowani zrobili się wierni, jakby mało było Dziwisza i tych wszystkich "niejasności" z nim związanych  ).
 
Taki obraz KK jest nie tylko w odbiorze mła, wystarczy przyjrzeć  się badaniom socjologów. Trzydzieści lat bez komuny i niemal  całkowita degrengolada instytucji, którą dość powszechnie uznawano jeszcze w końcu  ubiegłego wieku za "sumienie  narodu",  doprowadza do tego że jej część, znaczy  młodsze duchowieństwo  niższego  szczebla,  nie może się wręcz doczekać "wykopków". No cóż, w każdej chwale rośnie ziarno upadku, rosło i wtedy kiedy tego ludzie masowo nie zauważali. Jednakże  w każdym upadku kiełkuje coś  co może zamienić  się kiedyś w cóś wielkiego, czego być może teraz jesteśmy nieświadomi. Pożyjemy i zobaczymy co też przyniesie biskupia wycieczka do Watykanu. Czy to już zamieranie kultu na ziemiach polskich i pożegnanie z  katolicyzmem jako religią powszechną, czy też coś jeszcze z tego odbije i wyrośnie. Jakby co to mła będzie tęsknić za kościółkową wersją Pawlaka, mało kto tak jak   on potrafi rozśmieszyć mła. Nawet mynister Czepionka się chowa. Dzisiejszy wpis o śmiesznostkach wadzy, jej okolic i mendiów,  ozdabiają prace Gerge'a Shipperleya. Ponad 30 lat facet wraz  z żoną prowadził galerię i sklep z oprawą obrazów i grafiki w miasteczku Aurora w stanie Illinois, ale tak po prawdzie  to w 1994 roku w zostawił handelek w rękach żony a  zaczął malować na poważnie. Wykształcenie stosowne miał, ukończył Art Institute of Chicago gdzie  studiował pod kierunkiem Ruth Van Sickle Ford i Marianne Grunwald-Scoggin.  W muzyczniku pieśń o czarnej kawie pozwalającej przeżyć trudne chwile śpiewa Sarah Vaughan a   Ella wychwala gorącą czekoladę.  Na dokładkę Pearl Bailey czuje bluesa w Saint Louis.


                        
        

czwartek, 17 czerwca 2021

Codziennik - okazjonalnik zakupowy

Upał! Mła przygotowuje sobie tego typu obiadki co na fotkach. Podpija do tego kawkę albo i herbatkę  ze  śmietanką,  z której to  śmietanki przyjdzie jej zrezygnować bowiem są takie osoby które niby sobie tylko polegują  gdzie  nie powinny, ale guzik prawda że tylko polegują.  Te osoby się przesuwają w kierunku mła filiżanki, truskawkami się szczęśliwie  nie interesują.  Jeszcze nie odkryły że pod truskawkami  lody i tyż śmietanka, kiedy odkryją to strach się bać. No bo wiecie,  te osoby są bardzo ale to bardzo namolne czyli po prostu bezczelne. Agniecha doceni grzeczność Pi,  w porównaniu z takimi osobami to Pi jest prawdziwym  kocim  aniołkiem.  Czy Agniecha  wie jaki los na loterii wygrała? Przeca u mła Okularia uchodzi za najgrzeczniejszą z kot! Gdyby nie jej wyprawy w celu przywabienia nowych kocurków to chodząca świętość niby. Niby! Są jeszcze insze osoby w domu które w nimbie świętości nie chodzą i one dopiero dajo mła popalić - żądania związane z upałami majo.  Mła spełnia  bo co ma robić, choć zabawy nocne powodują że rano ma ochotę razem z kocyndrami przesypiającymi upał kimnąć. Tylko że mła to nie wolno, mła musi kole chałupy się kręcić  coby koty nie narzekały na pogorszenie jakości  życia.

Mła przy okazji zadań kamienicznych czasem nachodzi tzw. okazje. No ten przykład podczas zakupów  smętnych  w Leroyu typu wkręt, nakładka i uszczelniacz, mła naszła przecenione o połowę  magnolie. Znaczy najpierw  były przecenione o 30%  ale później to już o ponad 50% . Mła kupowała krzoczki w dobrej kondycji taniej niż byliny bo za 10 złociszy. Pozwoliła sobie też na krzoki większe i tylko troszki droższe znaczy 20 złociszy i jeszcze większe,  znaczy jej wzrostu. A co mła nabyła?  Mła nabyła Zymonki czyli magnolie rozmnażane w szkółce Zymona. Na ten przykład zakupiła nówkową odmianę 'Sweet Merlot',  nowozelandzką magnolkę wyhodowaną przez Vance Hoopera, która została zarejestrowana  w 2004 roku. To krzyżówka Magnolia  soulangeana 'Sweet Simplicity' ( mateczka odmian 'Old Port' i 'Sweet Valentine', używana do krzyżówek  przez Hoopera ze względu na powolny wzrost  i zwartą formę ) z odmianą 'Black Tulip' . 'Sweet Merlot' kfiotki podobne ma do  'Black Tulip' z tym że tepale są jaśniejsze po wewnętrznej stronie. Ponoć kwitnie na tyle późno że udaje  jej się unikać  wiosennych przymrozków, pożyjemy zobaczymy.   Forma tej odmiany jest zwarta,  roślina jest gęsto rozgałęziona, rośnie raczej wolno i wysokość 3-4 metrów osiąga dopiero w  wieku   20 lat.
 


Kolejną  odmianą debiutującą w Alcatrazie  dzięki  przecenie jest  'Raspberry Fun', ponoć loebnerka niezwykle  urodna pochodząca od  odmiany 'Leonard Messel'. Wyuprawiał ją   Carl Ferris Miller   ( facet który jakby przypadkiem stworzył jedno z najbardziej znanych arboretum w Azji ) w Korei w 1987 roku. Tworzy nieco większe kwiaty niż odmiana od której pochodzi,  z licznymi tepalami ( 16-18 ). Z zewnątrz są bardziej różowe, a wewnątrz bladoróżowe.  Odmiana rośnie szybciej niż 'Leonard Messel'  a jej pokrój jest piramidalny.  'Raspberry Fun' została zarejestrowana w 1994 roku.  Magnolia Loebnera  Magnolia x loebneri  ‘Leonard Messel’ to jeszcze jeden krzoczek  ( solidny, mojego wzrostu ) który zostanie posadzony u mła.  Odmiana nazwana na cześć dawnego właściciela Nymans w Sussex – pięknego ogrodu wypełnionego rzadkimi krzewami ( teraz rzecz jasna posiadłość National Trust ). To dość duże jak na mieszańcową magnolkę, ładne drzewko, takie o szeroko i nisko rozpościerających się gałęziach.



Mła chce żeby  jej magnolka była bardziej krzewiasta  niż drzewkowata.  'Leonard Messel' bardzo  obficie kwitnie i jego uroda polega na masie kfiotków a nie na  cud formie dwunastopłatkowych kfiotów podziwianych z bliska. Kfioty i owszem, mocno różowe  w pąkach,  po rozchyleniu się tepali pokazują  wewnętrzną ich część delikatnie zaróżowioną. Tepale rozchylają się  szeroko  a długie płatki przewieszają się - forma kwiatu taka sobie. Jednakże 'Leonard Messel' bardzo, bardzo obfite kwitnący to prawdziwa uczta  dla oczu. Bo masa robi swoje. Z łakomstwa mła nabyła tyż  Magnolia stellata 'Kikuzaki'  ( 10 złociszy - jak mogłam nie nabyć? ).  Ta magnolka to krzew dorastający do 2,5 - 3 m wysokości. Kwiaty ma średniej wielkości, białe z delikatnym różowym odcieniem na zewnętrznej stronie tepali. Są mocno pełne  bo liczą aż do 30 tepali. Rośnie dość wolno, za to dość  szybko wchodzi w okres kwitnienia ( zakwitają nawet dwuletnie sadzonki ). No i na ostatek mła dorwała magnolkę 'Alixeed '.  To magnolka tajemnicza, RHS uznaje roślinę za mieszańca, niektóre arboreta za magnolię gwiaździstą. Bardziej drzewkowata niż krzaczasta, dorasta do 4 metrów  w wieku 10 lat. Kfioty ma mieć intensywnie pachnące, w kolorze bardzo bladego różu, z tepalami  które się  nie rozkładają. Jak widzicie to było prawdziwe magnoliowe obłowienie.
 


Oczywiście wkopanie magnolek w upał jest hardcorem ale trzymanie ich w donicach na dłuższą metę odpada. Trzeba będzie się nieźle spiąć i dokonać wkopek czy też wkopków. Mła nabyła już odpowiednie worki kwachowatego torfu, coby glebę przygotować i właściwie wszystko teraz czego jej potrzeba to ochoty coby wyleźć do nagrzanego ogrodu i szpadlem popracować. Mła na bezczela udawa że robi cóś inszego, baaardzo ważnego - a to pierze wyczynowo ( no bo jak nie prać jak błyskawicznie schnie ), a to roślinki domowe przesadza bo jej sukinkulentom się przyrasta, a to fasolkę szparagową albo szparagi o barwie młodej fasolki przyrządza do zezjodku na wieczór ( obiad nam się przesunął na wieczór z powodu gorąca ). Jednakże donice jak ten wyrzut sumienia stoją na widoku i mła za długo nie będzie mogła przed sobą udawać że oto "załatwia sprawy o znaczeniu międzynarodowym".  Pobranie paczuszki  od Kocurrka mła powierzyła Sławencjuszowi któren ma lepszą posturę do podźwigu, więc zmęczenie dźwiganiem odpada -  wymówki nie ma. Chyba  bladym świtem mła dokona magnoliowych wkopków.


Dobra, teraz o dzisiejszych fotkach -  na tych pierwszych jest szczwaność i bezczelność Okularii.  Kolejne to Szpagetka w zieleni - domowej i ogrodowej ( Mrutek niby się umówił na sesję fotkową ale tylko Pasiak zapikulił za oknem to Mrutusia wcięło ). Na fotkach, mimo że mła pisze o zdobyczach do Alcatrazu, to Sucha - Żwirowa i różankowe pierwszyzny. Trza się cieszyć tym co kwitnie. W muzyczniku muzyczka w sam raz na upał.