niedziela, 5 grudnia 2021

Covidiotyzmy nasze powszechne - prasówka czyli karuzela z absurdami

"Przed hospitalizacją najlepiej chroni brak wolnych miejsc."

 Komentarz z netu 

Zacznę od tego co mła powaliło. Wstyd się przyznać ale mła rżała jak koń ze sprawy wcale nieśmiesznej. Mam  nadal nadzieję że to tylko  rechotliwy fejk. W Reichu eutanazja dostępna tylko dla zaczepionych!  Umieraj odpowiedzialnie!  I to mimo jasnego stanowiska mendycznych ( nie mogło być inne ) że czepienie nie chroni przed transmisją wirusa. Nie ważne że zdychasz z bólu bo glejak, daj zarobić Pfizerowi  i Modernie! He, he, he, Najwyższy daj  żeby to nie była prawda!  W krajach Beneluksu trza  będzie na tempo wymyślać cóś fajnego i mendialnie nośnego dla zajęcia publiki, wyszło bowiem na to że te staruszki które miały być chronione przed covidem złym czepionkami cudownymi, to jakoś chronione nie są ( znaczy wynik taki  marnawy cóś okole 13% szansy na to że się nie zakażą jeżeli się zaczepią - w czepionkarstwie takie wyniki traktuje się  jak wyniki w graniach błędu statystycznego ). Oczywizda niesie się grzmienie "ale szczepionki w 91% chronią przed hospitalizacją i w 96 %przed skierowaniem na oddział intensywnej terapii" tylko że złośliwe foliarze radośnie informujo że te procenty szpitalno  - OIOM owe to takie same jak u nieczepów. A w ogóle to te testy  i te procenty to tak na oko, może sprawdzimy jakoś inaczej, tak bardziej naukowo itp. To samo co zawsze  - walka na procenty, mła przytacza choć dla niej to już bezsensowne. Taa... a polityczne dalej usiłujo brnąć w temat, znaczy w jakieś  łobowiązki. Moim zdaniem ryzykujo w tej chwili powstaniem w politycznych organizmach kolca, może niekoniecznie z białkiem,  któren uniemożliwi dalsze kontynuowanie karier. 

Przeca za ten cały czepionkarski syf, opowieści dziwnej treści, zakłamanie, cenzurę, niczym nieuzasadniony sanitarny przymus pośredni i próby wprowadzenia przymusu bezpośredniego trzeba  będzie odpowiedzieć. To nie tak  że tylko wierchuszka unijna, wielu premierów powinno dostać takiego  kopa w dupę żeby na słowo polityka budzili się w nocy zlani  zimnym potem ( kanclerz Austrii, pierwszy od łobowiązku czepionkowego,  wyleciał na kopach, u nas cóś cisza w temacie a mła czuje że kulisy wylotu są ciekawe ).  Nie z woli wyborców, z urzędu, za ciągoty autorytarne. Bo tłumaczenia  nie ma.  Przywództwo jest nie po to żeby poddawać  się medialnej  histerii i dawać zarabiać koncernom, wprowadzać gryplany jajogłowcze przy okazji tłamsząc wolności   łobywatelskie na podstawie modeli komputerowych,  tylko po to by lepiej niż  inni przewidywać  możliwość przyszłego rozwoju wypadków.  Bez modeli, z większym naciskiem położonym na prawidłową  pracę synaps i dendrytów własnych. Kiedy mła słyszy że  KE to naprawdę do dupy ale ten premier Niderlandów czy ten premier Włoch to tacy cacani, to natentychmiast klasyfikuje piejących  jako cinżko chorych na jełopstwo, znaczy cierpiących na  nieodróżnianie tzw. public relations  od rzeczywistych skutków działań.

 
Mła bardziej  niż polityczne skutki czepionkowej porażki interesuje cóś inszego - jak ludzie którzy uwierzyli w narrację "czepionka lekiem na całe zło" a wszystkiemu winni "niezaczepieni roznoszący zarazę" poradzą sobie z tym co ich spotka? Mnóstwo ludzi zaczepiło się i nadal się czepi z musu, mając taki średni stosunek do czepień ale wyjścia nie było  bo przeca funkcjonować musieli. Sporo miało na początku nadzieje że może rzeczywiście  czepionki cóś zmienią, duża grupa czepi się ze strachu podsycanego  nieustannie przez mendia. Mła sądzi  że oni problemów z powrotem do siebie mieć nie będą, gdyż tak po prawdzie to nigdy siebie i nas inaczej wybierających do końca nie opuścili. Jednakże z okazji zarazy ujawniła  się całkiem spora grupa tzw.  "wierzących nauce" czyli zwolenników zamordyzmu szukających  tylko pretekstu do ustawianie życia innym. Co to teraz będzie  kiedy dogmaty przestaną  obowiązywać  a znajomi okażą się byłymi znajomymi? Kac gigant?  Hym... mła sobie myśli  że raczej wyparcie a na sam koniec rola biednej ofiary oszukanej  przez świat. No i to nawet prawdziwe będzie bo rzeczywiście tych ludzi oszukano. Mła ma tylko takie  nieprzyjemnie uczucie z tyłu łba jak wtedy kiedy przy okazji własnego pochylenia się nad  sprawą pogromu kieleckiego, który jak wiadomo  był ubecką prowokacją, przeczytała zdanko "Wina leży zarówno  po stronie prowokatorów jak i tych którzy pozwolili się sprowokować.".  Znów nas podzieliło w sprawach bardzo podstawowych, nie czuję się z tym  dobrze. Myślę że tak naprawdę to mało kto będzie się czuł dobrze ale jakoś nam razem trza  przecież żyć  będzie.

U nas wszystko w powijakach, znaczy jesteśmy w fazie wyparcia i zaprzeczenia. Głównie  mendialnego bo zarzund od dłuższego czasu grzmi ale za bardzo boi się ludzi ( nie antyczepionkowców jak nam  to usiłujo sprzedać ale tych wkarwiennych skokiem cen wszystkiego i nagle wytrzeźwiałych  ) żeby jakieś akcje prawdziwie zamordystyczne wprowadzać. No bo jak tu sprzedać bajki  o greenpass kiedy wszystkie liczące się agencje zajmujące się zdrowiem publicznym musiały w końcu przyznać że  czepionki gówno dają jeśli chodzi o transmisje wirusa. Makarony i inne, przy wsparciu głównie akwizytorów  z wykształceniem mendycznym,   teraz jado na tym  że czepionki hamować  nie hamujo ale służbę zdrowia  odciążajo. Real jednakże znów zaczyna skrzeczeć więc Pambuk zajęty bo polityczne  modły  ślo coby któś  z nich tę odpowiedzialność zdjął. Słabo idzie bo zabawa w Omicron  się nie przyjęła mimo  mendialnego piania, Afryka rozwaliła narrację i tylko najwięksi wyznawcy grzejo temat. Ci polityczni  którzy mogą się ratować bo rozwiązania zamordystyczne  małpowali od inszych zaczynajo się  troszczyć o to co po, apel pani Ursuli w sprawie  obowiązku czepień jakoś  nie wywołał entuzjazmu w EU ( Ursula jest jak  Józef z Hameryki, powtórki z rozrywki raczej nie będzie  bo szykuje się skandal z udziałem polityków Partii Ludowej, wierchuszki sędziów TSUE i członków KE oraz rzecz jasna lobbystów ). 

Sytuacji politycznych nie poprawia fakt że włączenie do leczenia  covid leków takich jak: chloropromazyna,  iwermektyna czy amantadyna,  daje statystycznie lepsze efekty  niż masowe czepienia.  No, naszemu mynistru od ciężkiej  cholery  któren zakazał w październiku  roku 2020 stosowania w leczeniu covid amantadyny raczej to zaszkodzi. Amantadyna miała być niesprawdzona a czepionki w III fazie badań  klinicznych były? Nie do obrony, nawet nasze dupki z zarzundu to czujo i w końcu zaczęły na serio pracować nad  ustawą odszkodowawczą za NOP.  Czepta się czepta, tylko się potem nie czepiajcie -  teraz zmiana gadki czyli witaj  ustawo  o NOP.  Jednak praca nad taką ustawą może zwiastować kłopoty, jak się zacznie  zarzundowi opłacać to z ich chęcią do brania za twarz wszystkiego,  mogą nam  tutaj usiłować  jakoweś łobowiązki wprowadzać. To są ludzie którzy dla  utrzymania władzy  i  za kasę zrobią wszystko. Ech... Nasi zarzundowi się na razie  odpieprzyli i pozorujo działania, jednakże mendialni i lobby mendyczno - farmacetyczne  nie odpuszczają łatwo ( a i durna łopozycja się podpina, jakby nie widziała że ludzie wiedzo że one się maskujo na pokaz a potem razem imprezujo w najlepsze, w dupie mając to czego wymagają od innych - ostatnio mła widziała zamaskowaną łopozycyjną kretynkę na sejmowej mównicy podejrzewającą mikrofon o chęć  sprzedania jej covida ). W końcu  walczo  o życie. 

Manipulacje info  odchodzą takie że człowiek się zastanawia dla posiadaczy jakiej ilości komórek mózgowych są one  tworzone. Szpital specjalistyczny w Poznaniu się zmaga z nawałem nieszczepionych chorych korzystających z aparatury ECMO. Wszystkie aparaty so zajęte przez nieczepionych! Wszystkie znaczy  trzy! Ten wykwit intelektu  to na portalu Gazeta Pl, własności spółki Agora toczącej obecnie boje o kasę z Gazetą Wyborczą.  Pojechali po kursku, czyli tzw. metodą na Jacka Kurskiego - załóż  że  odbiorca jest debilem. Na innych popularnych portalach wcale  lepiej nie jest, popularne ostatnio nam się stabloidyzowały do niemożności i przypominajo skrzyżowanie bulwarówek z aptecznymi gazetkami promocyjnymi. Ludzie czytają  je głównie dla komentarzy pod info, żenada. Podobnie jest z wiarygodnością informacyjnych z  rozgłośni radiowych, mła przestała dziwić spadająca słuchalność. Gdybyśmy byli tak zinformatyzowani jak hamerykańskie społeczeństwo nasz "radiokomitet" mógłby się bujać bo i spadki  oglądalności telewizji mielibyśmy podobne jak  w Hameryce ( tam wszyscy telewizyjni tracą,   od CNN do Foxa ). Tzw. eksperci mendyczni zużywajo się nam ostatnio szybciej niż papier toaletowy przy sraczce.
 
Doktora Grześkowskiego  oficjalnie spuszczono, towarzystwa wzajemnej adoracji zwane dla niepoznaki towarzystwami medycznymi za to równie oficjalne noty  do zarzundu ślo,  bo ich rekomendacje zarzund ma obecnie w dupie, w pamięci posiadając  czym skończyły się poprzednie ( lockdowny, dystansowanie, kwarantanny, maseczki i masowe czepienia dwudawkowym preparatem wielokrotnego użytku ) i jak przełożyły się na gospodarkę i  na ich notowania. Żal bo tak fajnie żarło, byle reumatolog  czy pediatra mógł być ekspertem od wirusologii i immunologi i twierdzić że niezależni od koncernów medycznych  utytułowani badacze ( włącznie z laureatami nagrody  Nobla w dziedzinie medycyny i biologii )  to się nie znajo na temacie. Tak nawiasem pisząc to jest najwyższa pora aby zreformować  ciała doradcze przy rządzie jak i  instytucje kontrolujące medycznych i farmacje. Pierwsza rzecz  do zrobienia żeby się cyrki pandemiczne nie działy. Mła marzeniem  to jest instytucja medyczna niezależna  od politycznych  i pieniężnych i utrzymywana  tylko z pieniędzy łobywateli. Premie pracownicy dostaną wówczas olbrzymią  kiedy farmację  czy  mendycznych na przekręcie złapią, taka skarbówkowa zachęta zależna od wysokości kar  nałożonych na producentów leków czy orędowników terapii. A najbardziej to mła by chciała  uspołecznienia niektórych gałązek przemysłu, ot komusze marzonko.

A jak jest naprawdę? Naprawdę jest lepiej, znaczy widać że mimo sezonu grypowego  i czepień  ( zdaniem mła tyż mimo ) jakoś się trzymamy. Zachorowań jest mniej niż w ubiegłym roku, nie umieramy na covid srowid  tysiącami. Hym... co prawda nigdy wieloma  tysiącami na sam covid nie umieraliśmy ale cinżkich zachorowań i śmierci  jest mniej niż w zeszłym roku ( ten...tego... nas też jest mniej ). Niestety umieramy na wszystko inne, to tzw. dług zdrowotny. Mła to  od początku tej covidozy spędzało sen z powiek, samą ją boleśnie dotknęło - znała osoby które odeszły z powodu takiego długu, który zaciągnięto w ich imieniu. O to ma największy żal do tych którzy poddali się panice i w imię ochrony przed rozdmuchanym niebezpieczeństwem lekceważyli prawdziwe problemy zdrowotne gnębiące innych ludzi. Ta panika zabiła więcej osób niż covid. To nawet nie wypływało z głupoty tylko ze strachu.  Dla mła odryciem jest że tchórzostwo może przyczynić  się do masowych zejść,  do tej pory sądziła raczej  że taktyka "na tchórza"  chroni. Chyba znów pomyliła taktykę ze strategią, zawsze miała ten problem. Mnóstwo ludzi może mieć stwierdzoną obecność patogenu lipnym testem ale prawda jest taka że zgony nadmiarowe to my  mamy z powodu braku leczenia zwykłych chorób a nie z powodu zapuszczenia nam egzotycznego "nowego" wirusa opatentowanego do roku 2019 siedemdziesiąt siedem razy.
 
I ludzie zaczynają to widzieć!  Przynajmniej połowa naszego stada kojarzy fakty. No bo trudno nie widzieć i nie kojarzyć kiedy oficjalną pacjentkę  covidową bez tzw. kontaktu wywala się do domu by sobie w nim umarła.  W dodatku  fałszując wypis szpitalny. To jest jeden nagłośniony przypadek, ciekawe ile jest  tych o których nie wiemy? Może z tego całego bajzlu wyjdzie co dobrego, może w końcu ludzie przestaną się tak opychać tabletkami na wszystko a zamiast tego choć troszki zmienią styl życia, głównego winowajcę jeśli chodzi o tzw. choroby cywilizacyjne? Oby, bo szukanie zdrowia w pigule powinno być ostatecznością a nie normą.  Nadal mam nadzieję  na to że  rzeczywistość pandemiczna zacznie nas trzeźwić nie tylko z pandemicznych opowiastek. Mła strasznie wkarwia to podporządkowanie mendycznych tym od farmacji, mendyczne z uporem maniaka piłują gałąź na której siedzo ( nie wszystkie rzecz jasna, przeca kupa normalsów jest w tych zawodach  ). Żreć statyny, regulować nadciśnienie u wszystkich a nie tylko  u tych  cierpiących na nadciśnienie złośliwe, opychać  się suplementami do niemożliwości i broń  Najwyższy Mendyczno - Apteczyny zadawać pytania czy to aby dobrze  tak sobie  robić!
 
 
P.S. Srajdzbuk podobno znów zawiódł. Wieść gminna niesie że służby czyszczo dane. No jak tu szpiegować, Panie Premierze, no jak szpiegować?!    Są u nas tacy którzy sądzą że to  z msty za numer z Pegasusem, który Izraelczycy wycięli służbom inszych  krajów. Prawilne i  polskopełnokrwiste  lobby w Konfie pewnie tego pewne.  Mła tak sobie myśli że niektórzy skonfederowani to się zapluwajo ze szczęścia, jak mogą Żyda obrzydzić. Mła tam naszła takich którzy biednemu Jezusowi  by wklepali "żydowski spisek" i "antypolskie działania". Jak to szło? Najwyższy wszystko widzi? No pewnie, Pegasusa ma na wyłączność! Dzisiejszy wpis, niemal że surrealistyczny, ozdabiajo prace Vanessy Stockard, kiedyś już były na blogim pokazywane dziełka jej autorstwa.  W muzyczniku świąteczna piosenka, taka w sam  raz do obabrazka powyżej pasząca.



piątek, 3 grudnia 2021

Codziennik - cóś jakby zima

 
No i mamy zimę, nieważne  że nie jest  to zima kalendarzowa czyli astronomiczna, zima jest  bo jest grudzień i meteorologia twierdzi że u nas jest zima. Przez okno wygląda że cóś w tym jest  bo nawet jakby białego przybyło. Mła się rusza, co prawda jak mucha w smole  ale się rusza, koty w dzień  śpio za to w nocy urządzajo brewerie. Sztaflik przyniosła do domu żywą myszkę, o drugiej w nocy mła musiała ścigać koty i ich zwierzynę coby mysie życie ratować.  Sztaflik ma zapowiedziane że  jeszcze jeden  taki numer a zostanie nadana paczką świąteczną do Agniechy ( mysz nie  w jej zagrodzie, ona   jej nie zna,  to się nie będzie tak sumitować  jak Pi ). Mła postanowiła mieć z nadejściem grudnia lepszy humor i jej chciejstwo zostało spełnione. Wicie rozumicie  wirus na O straszny bardzo i wszystkie państwa  odwołujo odloty  do Afryki Południowej i przyloty z onej. No zakaz jest. My też zakazaliśmy i nie ważne że od nas nic tam  nie latało już od  dłuższego czasu. Serio, zakazaliśmy  lotów których nie było. Mła  po raz enty się przypomniał film Mela Brooksa pod  tytułem "Blazing Saddles", tam jest taka scena kiedy sznur wozów jadących go west napadają Indianie. Rodzina czarnych łobywateli,  którzy musieli jechać swoim wozem w odpowiedniej  odległości za wozami białych obywateli bo segregacja i te sprawy,  nie może stworzyć kręgu z wozów zza którego by się mogła ostrzeliwać, więc kręcą się tym swoim wózkiem w kółko. Indianie stają zdumieni, po czym wódz rozeznawszy sytuację ryczy "Schwarze!". Cóż, sztuka  czasem wincyj  mówi  o życiu  niż byśmy byli w stanie założyć.


Mimo że grudzień i wielkie chujinkowe oczekiwanie  Małgoś cóś gorzej się czuje. Nie że przeziębiona czy zacovidowana, pogoda ją dobija. Mła musiała dziś z rana  wysłuchać kolejnych  dyspozycji pogrzebowych - jest cóś nowego, po poprzedniej "najświeższej" zmianie garsonki na kostiumik,  tym razem to biała  bluzka wylatuje z trumny, ma być ta popielata. Reszta zostaje, włos ma być naprawdę porządnie nalakierowany. Mła zmierzyła Małgoś  ciśnienie i cukier, zrobiła mocnej kawy i zapodała biszkopty lady fingers, pomogło o tyle że miałam przypiąć skórzano - pierzastą broszkę i dopilnować żeby najmłodsze pokolenie spadkobierców Małgoś nie pobiło się o ceramiczne pieski grające na instrumentach ( znaczy zostałam spadkobierczynią ). Po południu troszki lepiej, Małgoś nawet do lektury zasiadła.  W okolicach podwieczorkowych wywaliła z trumiennej kreacji broszkę "bo niepoważna".  Potem były narzekania że do kremacji ( Małgoś preferuje spopielanie  ) okularów nie można wziąć. Mła miała na końcu języka pytanie po co? Ugryzła się w ten jęzor bo Małgoś miała po prostu ochotę ponarzekać. Jest nadzieja że wieczorem będzie oglądając polityków w telewizorni  wyzywać ich od złodziei i krwiopijców. Hym... po tym wszystkim mła wie jedno - we własnej trumnie mła wystąpi nago!
 

Koty w związku  z nastaniem zimy robio się namolne. Mruciu żąda co najmniej półgodzinnych sesji głaskomasaży , najlepiej to ze trzy razy dziennie powinny się odbywać, Pasiak ma ochotę na pogaduchy ( nadaje i trąca  mła nosem ) a dziefczynki po prostu na mła zalegajo. Pokotem zalegajo tak że mła się we własnym wyrku ruszyć  nie może bo oburzenie jest okazywane. Takie zalegania odbywajo się nad ranem, mła ma utrudnione wstawanie bo koty zmęczone  nocnym życiem ani myślą wstawać w porze kiedy mła się musi  ruszyć. Mła w zasadzie  nie powinna się dziwić swojej  chęci przyspania w dzień, w nocy polowania a potem jeszcze przyduszenia. Mła jutro pakuje łozdobnie ( bardzo  to lubię robić ) nagromadzone prezenty i nadawa  w poniedziałek, nie że jakieś wymyślności czy cóś, drobiezgi i takie tam. Przyszły tyzień mła ma  cinżki bo musi ogarnąć współwłaściciela, któren najsampierw  starannie rozpierniczył budynek którym zarządzał ( ruina taka że nasza starsza o 70 lat i ledwie  stojąca kamienica to  przy tym dramacie Ritz ) a teraz kombinuje co by tu. Mła przytnie jadowicie i krótko przy tyłku, no niestety, czasem tak  trzeba. Najgorsze że to tzw. przedsiębiorca unijny, wicie rozumicie , dojenie dotacji i pieprzenie o wolnym  rynku. Dżizuuu, kocham takie klimaty jak salowa pełne baseny i kaczki ale co robić, jak nie dopiendrole z grubej  rury to będzie mendzenie a mła nie ma ani czasu ani ochoty  na takowe zabawy.

W niedzierle mła miała zrobić babkę ziemniaczaną z grzybowym nadzieniem  ale za Małgoś strasznie chodzi groch z kapustą, znaczy  jutro nastawiamy gar.  Przy okazji Panu Dzidkowi cóś tam  skapnie. Szczerze pisząc w weekend zamierzam się byczyć, chyba że coś z Fantą wypadnie ( kotka sąsiadki, słabuje ostatnio ). Dzisiejszy wpis ozdabiają prace Vladimira  Dunjicia, serbskiego  malarza, tak bardzo elegancko malowane damy ze źwierzętami. W muzyczniku piosenka którą podśpiewywała Mama mła.


wtorek, 30 listopada 2021

Bye, bye listopad!

Mła jest zła, napisała  post a on wziął i zniknął  bo mła przycisnęła gdzie  nie trza. To wszystko przez brak światła.  Mła jest niedoświetlona  jak te  roślinki i żadna żarówka, choćby  jak najbardziej zbliżone  widmo światła miała  do dziennej jasności, nie jest w stanie mła uszczęśliwić. Mła taka rozwalona brakiem światełka naszej gwiazdy działa na pół gwizdka i przyciska  nie te klawisze co cza. Ech... Pogoda  na dworze dodupna, nie pies ni wydra, znaczy ni  zima ni jesień. Jakieś tam placki śniegowe, dużo  błota i wilgotny ziąb w powietrzu. Deprymujące. Mła postanowiła walczyć  ze złym wpływem aury i wzięła  się za lekturę. Spoko, po ostatnich ambitnych ( zbyt ambitnych  jak dla mła ) pozyszyn to mła się rzuciła, oprócz na Muminki nieśmiertelne,  na opowieści kulinarne z Białorusi.  Tak, tak, opowieści  bo to cóś więcej niż taka zwykła książka  kucharska, to troszki o historii i takich tam obyczajówkach. Wicie rozumicie, mła czyta przepisy na draniki, bulbiszniki, cybryki, oładki i zwykłą babę ziemniaczaną ale okraszone . Wszystko to co tu zapodała z ziemniorów, mła ma wrażenie  że Rusini opanowali sztukę  obróbki ziemniora w stopniu niespotykanym gdzie indziej. 

Ta białorusińska  kuchnia nie jest jakoś szczególnie wykwintna, to raczej proste gotowanie, proste ale nie prostackie.  Doszłyśmy z Ciotką Elką do wniosku że należy wypróbować przepis na babkę ziemniaczaną nadziewaną grzybami. Wygląda smacznie: 10 ziemniaków ścieramy na papę, dodajemy łyżkę stołową mąki, sól i pieprz. Smarujemy bardzo grubo masełkiem głęboką patelnię i rozlewamy połowę masy ziemniaczanej. Na to kładziemy farsz przygotowany z  30 gram suszonych, namoczonych, ugotowanych i  posiekanych  grzybków przesmażonych na masełku z dwiema zeszklonymi cebulami i doprawionych solą i pieprzem. Zalewamy drugą porcją ziemniaczanego ciasta i  do piekarnika. Po dziesięciu minutach  smarujemy śmietaną ( około 4 łyżek ) i rumienimy w piekarniku. W sumie prościzna ale mła w tej prostocie dostrzega urok. Hym... w związku z nadchodzącymi ciężkimi czasami mła szczególną uwagę poświęciła rozdziałowi zatytułowanemu "Potrawy Głodowe", he, he, he.

Oprócz lekturowania to  mła się tyż ukurtularnia za pomocą nettu. Jako stara gospodarcza konserwa ogląda sobie program Wróbewskiego, co się nazywa "Wolność w Remoncie". Mła nie we wszystkim zgadza się z Wróblewskim  ale przynajmniej  może się dowiedzieć co można nowego poczytać. No i zawsze to lepsze niż te  występy politycznych i łopozycyjnych, którzy pieprzą przed siebie przekazy dnia. Oczywiście mła ogląda tyż  stare ale jare programy ogrodowe, trza mieć  jakąś przyjemność. Jak zwykle przy tym snuje ogrodowe gryplany, ostatnio pełne drzew i krzewów. Ogląda tyż sukinkulentowe ogrody, tzw. desert gardens. Gdyby mła kiedykolwiek miała przydomowy ogród zimowy to takie właśnie pustynne nasadzenia by miał. No cóż, na razie ma ogród zimowy na parapetach - tyż dobrze. W ogrodzie  niezimowym to mła powinna obsypać nowo posadzone w tym roku magnolki. Pod koniec tyźnia to zrobi, ma być bardziej sucho i nieco cieplej. Przed przyszłotygodniowym spadkiem temperatury mła zabezpieczy też niektóre insze  delikatesy. Mam nadzieję że spadnie  nieco więcej śniegu, kordełka oszczędziłaby  pracy mła i zrobiła dobrze jej kręgosłupu. A teraz mła szykuje  się na Andrzejki, wokół niej same  Andrzeje - Wujek Jo ( kiedyś chciał żeby rodzina nazywała go imieniem Andrzej ale rodzina zaprzestała bo na nie nie reagował ), Jądrzej , no i najważniejszy Andrzej dla mła - Tatuś. Mam nadzieję że Tatuś przeżył już zamkniętą Portugalię i najnowszego wirusa z kolcami, ogonem i rogami i nie będzie  się usiłował ze mła wykłócać i grozić jak to weźmie czepionki na wszystko. Przed wyjściem andrzejkowym mła musi jeszcze dopieścić koty, żundania są.

Dzisiejsze zdjątka to ten wygrzebek w towarzystwie. W muzyczniku nadal Wanda Warska.

poniedziałek, 29 listopada 2021

Groch z kapustą w różnych sosach

"Jakoś tak się składa, że w ostatnich czasach między teoriami spiskowymi a rzeczywistością istnieje coraz mniejszy interwał czasowy" 

Komentarz z netu 

Pomieszanie z poplątaniem, groch z kapustą i dysonanse poznawcze. Chaos, Panie tego, chaos po całości. Bańki i banieczki, wojny i wojenki ale jak się dobrze przyjrzeć to jest prosto. Klucz tylko znaleźć. Podziały w świecie biegną  cóś inaczej niż nam to mendia przedstawiajo. Narracja w mainstreamie jest  taka: zaszczepieni walczą z antyszepionkowcami. Taa... tylko jakim cudem  większość antyszczepionkowców jest zaszczepiona? Narracja wśród  przeciwników przymusu jest taka  że  albo walczą z faszyzmem  albo walczą z komuną, czasem walczą nawet z oboma  naraz i sami ze sobą. Wszystko to tylko pitulenie, jak odrzucić nazewnictwo to widać jasno że ścierają się ze sobą zwolennicy przymusu państwowego i jego przeciwnicy. Wyszło to  daleko za sprawę szczepionek, których skuteczności nie broni już nawet skorumpowana WHO.  Nie broni bo się bronić nie da, fakty można  bowiem różnie interpretować ale nie da się im ni cholery  zaprzeczyć ( szczepionki nie działają i trza znaleźć jakieś  wyjście  z sytuacji, wyjście nazywa się Omicron ).  To jest właściwa linia podziału - zamordyści kontra swobodziarze, żadnej innej tak naprawdę nie ma.  Oczywiście nie idzie to prosto i łatwo. Niedawno nasz przyłębski trybunał uznała że prawa człowieka  nie zawsze są zgodne z polską konstytucją, część zamordystów bardzo  źle  to przyjęła a część  wolnościowców hurra. Hym... mła  zdumiewa ta radość  wśród  tych  co niby za wolnościo. No bo wicie rozumicie, wolność  ale od czego? Jak na razie to mła wychodzi że w wielu przypadkach jest to wolność  od rozumu.

Nie miejcie złudzeń, cały czas mła o tym pisze że większość ludzi jest w stanie poświęcić  wolność  dla bezpieczeństwa ( vide Szwajcarzy ), oczywiście  tylko  do tego momentu w którym się orientują że wraz z zabraniem wolności zabiera się im też prawo do bezpieczeństwa ( a to się zdarza zawsze, nieuniknione  jak obroty Ziemi ). O ile konotacja słowa  wolnościowiec jest u nas pozytywna ( jakoś nikt nie pamięta że  anarchizacja  życia wykończyła naszą państwowość w XVIII wieku )  o tyle nikt nie chce  być zamordystą bo to przeca be, więc  wymyśla sobie  alibi, zasłania te ciągoty wyrosłe na strachu  i pewnie stąd  to dość zajadłe  antyszepionkowanie, foliarzenie czy płaskoziemczość.  Ciężko się przed  sobą przyznać do tego że jest się zamordystą, zwłaszcza jak całe lata myślało się o sobie jako o demokracie. Wydaje  mi się też że trochę większa u covidian niż u drugiej strony  jest konieczność tworzenia stada. Stado zapewnia bezpieczeństwo, jest nas więcej mamy rację. Taa... Foliarze  tyż to majo ale się mła odnosi wrażenie że jednak jest to słabiej rozwinięte, foliarze z natury  bywajo mniej stadni. Oczywiście do tego wszystkiego czyli grochu z kapustą, zamieszania zamordystyczno - wolnościowego podaje  się różne sosy.  U nas lubią ten antysemicki ( szczególnie widoczny po stronie prawej sceny  politycznej ) więc mamy opowiastki o tym jak to spisek żydowski wytruwa szczepionkami  cały Izrael żeby nikt nie myślał że koszerni niewolący świat za tym stoją. 

Taa... Lewa strona zapodaje za to ubite prawa obywatelskie  grillowane w zaprawie "Liberté!", mamy mieć mniej  wolności żebyśmy  byli prawdziwie  wolni.  Jakoś jedni i drudzy mniej chętnie poruszają temat właściwy - problem nie jest koszerny ale na pewno jest wielkokapitałowy, a wbrew temu co małe Zyzie z prawicy sobie myślo to kapitał nie ma narodowości. Zyzie nie lubio o wielkim kapitale tak myśleć bo to by ich zmusiło do przyznania że lewica kiedyś tam w zamierzchłych czasach miała rację. Problemem jest nadmierna koncentracja kapitału. O dziwo lewica w ogóle o tym myśleć  nie chce  bo bardzo cwanie sobie  umościła gniazdko pieniążkami wielkiego kapitału ( fundacyje różne ) i zajmuje się głównie obyczajówką, znaczy walczy o prawo do wyrażania osobowości przez procent osób niebinarnych przy jednoczesnej chęci ograniczenia praw wszystkich do dysponowania własnym ciałem ( wyjątkiem jest  aborcja,  bo na niej można ugrać poparcie aż miło i nikt lewicy  nie pyta o durnoty typu prawa pracownicze i o to kto płaci jej rachunki, hym... lewica już  żyje w świecie dochodu podstawowego ).  Też żadna to nowość, mła się powtarza jak zacięta płyta.

Rzecz jasna jest sporo ludzi o prawicowych poglądach  i sporo  o poglądach  lewicowych, którzy  jak to się mawia  - myślą w poprzek. Nie mają judeoofobii czy zawierzeń w naukę.  Ale ci od banieczek nie bardzo chcą żeby to myślenie w poprzek było widoczne. Bo jeszcze się  upowszechni! Tylko że myślenie ma  to do siebie  że jak  już człowiek raz  zacznie to przestać nie może i  robi  mu się w bańce ciasno.  No i bańkę opuszcza przez co bańka maleje. Nie mieści się w niej taki   gej, który  ma prawicowe poglądy gospodarcze,  jest zwolennikiem legalizacji związków partnerskich,  przeciwnikiem państwowego przymusu i jakby  było mało to uważa że obecna sytuacja migracyjna to wplątywanie zwykłych ludzi w politykę mocarstw i napędzanie kasy przemytnikom. Jeszcze tylko do  szczęścia brakuje żeby był muslimem. I na kogo ten biedny gej ma głosować? Myślę że trza nam stworzyć nową platformę ( he, he, he ) porozumienia, trzeba przy tym  tworzeniu kierować  się logiką a nie  emocjami, które ją wyłączają i tworzą z inteligentnych ludzi histeryków podatnych na sterowanie  - dotyczy to zarówno tych bardziej prawych  jak i tych bardziej lewych.

Mła nie ma  się na ten przykład na kim oprzeć, nikt w parlamencie nie  wyraża jej poglądów.  Jest jak ten biedny gej narodowiec bo wszyscy w parlamencie obecni zamiast kierować  się  potrzebą stworzenia  spójnego, logicznego prawa, wykraczającego poza partyjne i prywatne widzimisie kompromisu,  którego większość  społeczeństwa jest w stanie uznać za prawną normę,  kierują się albo ideologicznym zacietrzewieniem albo cinżkim interesem własnym. Dla prawicy ciało  winno być wolne od przymusu państwowego ale z wyłączeniem  macicy, dla lewicy  macica może  sobie  być  wolna za to cała reszta nie.  Argumenty logiczne żadne - jedni bredzą o prawach osób nienarodzonych depcząc przy tym prawa osób narodzonych ( uwielbiam te teksty o reprezentacji tych nienarodzonych, mła ma  od razu ochotę spytać kto im ową reprezentację powierzył  bo raczej  nie opiekunki prawne embrionów ), drudzy  pieprzą o zdrowiu publicznym które  jest sumą dobrostanu jednostek a nie zalecaniem wszystkim jak leci  jednej  terapii bez względu na to czy ją zniosą czy nie ( medycyna ma leczyć  przede wszystkim ludzi a nie społeczeństwo ). Jedni  i drudzy są siebie warci zdaniem mła. Dupki żałosne.

Mła chyba ogłoszenie powinna do gazety dać - "Poszukiwa się  polityka ograniczającego rolę państwa do podstawowych zadań i gwarantującego prawa jednostki do samostanowienia o sobie.  Niechęć  do koncentracji  wielkiego  kapitału obowiązkowa ( żadnych fascynacji ludźmi typu Bezos  czy Musk ). Mile  widziana  chęć przywrócenia prymatu medycyny nad  farmacją. Niezbędna gotowość do   posadzenia poprzedników  za kratkami (  mła chętnie by też posadziła niektórych z KE gdyby to tylko było możliwe ). Preferowany wiek - od 30 do 60 lat. Wymagana wyłącznie potwierdzona   umową notarialną jednokadencyjność i odróbek po kadencji dziesięciu lat  w strukturach państwowych z wyłączeniem na lat pięć spółek skarbu państwa. Oczywizda z jednoczesnym zakazem nawiązywania inszych stosunków pracy ( znaczy żadnych Gazpromów )". Fajnie by było jakby się kto zgłosił. Do parlamentu UE taka sama zasada, mła by sobie jeszcze domarzyła że możliwe ma być  odwołanie KE w głosowaniu i rozpisanie nowych wyborów. Mła  w jednokadencyjności czyli możliwości załapania się do  samorządu czy parlamentów jeno  raz na powiedzmy 25 lat, upatruje narzędzie  uleczenia tego cuchnącego bagienka, którego najgorszym przykładem jest pani która obecnie szefuje rozwalaniu KE i kto wie czy nie UE ( po uprzednim starannym rozwaleniu dwóch resortów w rzundzie Makreli, przy czym sprawa Bundeswehry śmierdzi na kilometr  ) czy nasze zarzundowe kwiatuszki. Uff, dosyć tego grochowo - kapustnego  menu, z kiepskimi sosami na dokładkę. Dzisiejszy wpis ilustrują prace Hannah Willow, w muzyczniku Wanda Warska ( w towarzystwie zawodzącego Pana Czesia ).

P.S. Pilnie poszukiwany dom  dla  Jogiego. U Psicy jest za dużo  kotów i dochodzi do ekscesów typu lanie chromego Kapsla ( inna rzecz  że Kapsel zdrowieje i wiadomo że się stawia ). Jogi wyedukowany i w  ogóle sam miód i uroda. Potrzebny kochający domek.



Jakoś tak się składa, że w ostatnich czasach między teoriami spiskowymi a rzeczywistością istnieje coraz mniejszy interwał czasowy :-)

Czytaj więcej na https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-rzad-wielkiej-brytanii-oglasza-nowe-restrykcje-po-wykryciu-p,nId,5672293#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoxm
zczatwiacza interesów  do pracy w parlamencie pilnie poszukuję. Wikt i opierunek  na czas kampanii wyborczej zapewniam. Kandydatki i kandydaci tylko  w przedziale wiekowym - 30 - 60 lat."

sobota, 27 listopada 2021

Śnieg nieduży ale wagi ciężkiej, cóś jak mła

Spadł  pierwszy śnieg. Wcześnie rano wyglądał jeszcze oszałamiająco, koło dziesiątej zachwyty minęły - cinżka, mokra breja i uczucie wilgotnego chłodu.  Przygniata gałęzie, paskudnie wodnieje pod  stopami, fuj, łobrzydliwość!  Jakby  było mało tej pluchy śnieżnej prognoza na pierwsze dni grudnia z tych mało  mła zachwycających, znaczy trza zamówić paliwo.  Mało, tylko tyle coby  solidnie mury przegrzać i  nie marznąć w nocy. Oczywiście ceny opału kosmiczne ale pan premier dobrotliwie zrezygnuje z części akcyzy. Za to równie dobrotliwie z nas zedrze w przyszłym roku dla zdrowotności naszej. Hym... mła spytała Wróżki Edny czym to się skończy  taka dobrotliwość a wieszcząca jej obwieściła że wysypem robótek na czarno i że gospodarczo to będzie partyzantka i podziemie bo  nikt o zdrowych zmysłach nie będzie bulił na stojący odłogiem szpital na Narodowym czy tym podobne inwestycje. A rachunków za "darmowe" czepionki to lepiej narodowi  tak nachalnie przed oczy nie pchać i o tym  to nawet nasz niemundry zarzund wie. Mła zatem  musi  być zdrowa bo jakby co to chyba tylko na poszeptuchę będzie ją stać. Zatem trza zainwestować w paliwo coby kotów i siebie nie przeziębić.  Cóż, życie z  rachunkami za opał to nie jest radość i wesele, mła się pociesza tym że zarzund  daje choć występy rozrywkowe za ten piniądz  co z nas  ściąga.  Marna to pociecha bo repertuar zarzundu kiepski i jakby nieświeży ale zawsze cóś.

Ponieważ ostatnio co sobotę  mła baluje z hydraulikami ( jak tak dalej  pójdzie to mła napisze książkę o wyższości zaworów gazowych nad tymi powszechnie używanymi w hydraulice ) to po południu postanowiła uciec z domu i udała się po kocie zakupy  i na  przegląd mikołajowy. Nawet się jej udało choć  ten cały Black Friday po polsku to niezła ściema jest. Do domu wróciłam ledwie żywa i dobrze że Małgoś okazała serce i prawdziwy hart ducha, znaczy wykonała obiadek pod tytułem kartofel i śledź w śmietanie, bo mła padła po tych wędrówkach sklepowych ( nie żeby były dzikie tłumy, mła by się w żadne  tłumy nie pchała choćby za darmo  towar dawali - mła ma uczulenie na tłum,  po prostu wiele miejsc mła musiała odwiedzić żeby dostać to co chciała ). Koty wystąpiły z pretensją  do śledzia  ale mła udawała że nie rozumie o co im chodzi. A teraz mła sobie odpocznie, kawy wieczornej się napije a po jej wychlaniu  obejrzy  łupy i zacznie je obrabiać. No chyba że znów niektórzy zaczną wabiąco mruczeć i mła będzie musiała ( musiała podkreślam ) łobowiązek madki kotów wypełnić czyli zalec wraz z nimi.

Na fotkach to cóś  białe, wilgne i  obciążające moje rośliny, w muzyczniku joik,  pieśń z kraju wiecznej zimy.

środa, 24 listopada 2021

Listopadzizm i wymóżdżenia mła podsumowujące "rozwijającą" lekturę


Mła sobie  szuka  zajęcia, szuka  bo się martwi. Kotowymi przypadłościami (  mała dropiatka Nikusia u Kocurro ), ludzkimi przypadłościami ( dzieci Izydora  chorujo i mła sobie wyobraziła jak Izydor się martwi i z tej wyobraźni  to sama zaczęła się martwić, nie  o te testy  pitupitu ale o to że naprawdę chore dziecko Izydora stało  na deszczu po ten durny test zamiast w wyrku leżeć i na medycznych oczekiwać - nóż się w kieszeni otwiera ), roślinnymi przypadłościami ( jeden z asparagusów  cóś mła się nie podobie ). Listopadowy humor mła ma od tego wszystkiego. Jak sobie jeszcze pomyślała  o tych wmuszaniach czepionki w ludzi którzy muszą podróżować, albo leczyć  się w szpitalu to też  jej się od tego lepiej nie zrobiło. Potem sobie  czarnowidzko   uświadomiła że   po austriackim przekroczeniu Rubikonu  i niemieckich awanturach  ( Niemce to lubio totalitarne ciągoty  z Austrii sprowadzać  ) czeka nas nie miękkie rozmontowywanie systemu a raczej prędzej czy później mało przyjemne załatwianie spraw z zarzundami ( oby bez patroszenia ).   Oj, będzie się działo! Tak po całości. Mła bardzo lubi swoje różowe  okulary i nie ma ochoty ich zdejmować ale rzeczywistość skrzeczy. Listopadzieje od tego w środku, kafkizm  się w niej zalągł i dziobie duszydło mła. Trza cóś, Panie tego, zacząć  robić  żeby człowieka  nie dogniotło, tylko problem jest taki że robota się w rękach nie pali. Snuj  się za to snuje. Niedobrze. Mła się zmusiła do dokończenia lektury, którą z miesiąc międliła.  Hym... to było cóś jakby bohaterstwo.

Mła oczywiście poddusza swoje koty, podduszanie robi jej dobrze na jestestwo, koty tyż wyraźnie zadowolnione - łebki się odchylajo, oczka zapluszczajo, moduł mruczący się włącza. Mła pucha  w miękkie futra, drapie po słodkich dupkach, ćwierka  im do uszek. Pomaga, mła izolowana od  zgniłości listopadowych zapada się w kotostwo. Wieczorkami  mła udawa się do Mamelona i to jej służy.  Mamelonu chyba tyż. Za to na pewno nie służy to naszym portfelom, oglądamy różniste stronki wypatrując  okazji, które po dokładnym przeliczeniu  okazują się nie być aż takimi okazjami. Kupujemy bardzo dużo, klikając radośnie w ikonki po czym starannie  nie realizujemy zakupów.  Hym... tzw. stosunek przerywany. Czasem niestety cóś nas  jednak podkusi żeby  zakupić i wówczas jedna strofuje drugą i walczymy wspólnymi siłami z chciejstwem i materializmem. Przy okazji mamy troszki zabawy bo oferty z netu tłumaczone translatorem są po prostu cudowne.  Gdyby nie to że mła absolutnie  nie pasuje wysoka cena,  rozmiary, coolor oraz materiał z którego został towar oferowany  wykonany,  to mła pewnie by się skusiła na zakup pościeli   bo posiadanie pościeli "w stylu duszpasterskim"  wydawa się mła odjazdowe. 

Albo posiadanie czegóś w  "czeski rzucik" czy  "nadziewane w sześć płatek ". Na szczęście sześćpłatek  jest okrutny, zarówno z nadzieniem jak i bez, a czeski rzucik przypomina  coolorowe womity, więc mła nie realizuje pokus napędzanych semantyką. Taa... kretyńskie te nasze radości, mła powinna czytać Mamelonu na głos Heideggera pitulenia o nicości  a  Mamelon grzebać w myślach coby jakie kawałki miłe dla naszych uszu wycyckać z tej smętnej filozoficznej pulpy ( np. ten stosowny na czas naszej zdziwnej odgórnie zarządzonej zarazy - "Pytanie jest pobożnością myślenia", staramy się być nabożne z całych sił bowiem wiemy że "Rezygnacja jest gotowością do wejścia w nowy układ" a my sobie dopiero układ układamy, znaczy zastanawiamy się jak podzielimy pieniądze Gates'a i Bezosa  między siebie i te siedem miliardów inszych ludziów). A zamiast tego rechoczemy  z wpadek sztucznej ćwierćinteligencji.
 
No bo my tak w sprawie transhumanistycznych ciągot niektórych technokratycznych to w zasadzie jakby oprotestowujemy. Nie będziemy się z ćwiarą  zbytnio fraternizować ( właściwie to siostrzyć ).  Po pierwsze sztuczna jest dupowata i prosto ją oszukać, po drugie ma tendencje do  pętlenia się jakby Alzheimera miała. Owszem możemy się ze sztuczną zabawiać ale żeby tak cóś na poważnie to jednak nie tego. Nie ten poziom, nie ta matryca. Problem  z uczeniem sztucznej zdaniem mła najlepiej oddaje takie zdanie Rozczochranego Alberta - " Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się."  To nie jest przeca kwestia jakichś  obliczeń a zmian mentalnych, cóś nie do przeskoczenia bowiem do tej pory nie wiemy które z wyładowań elektrycznych , zwanych przez nas myśleniem, stanowią o naszej świadomości. Szczerze pisząc to  nie za bardzo wiemy czym  w ogóle jest ta świadomość, znamy tylko objaw, który odczuwamy.  Nasz rozwój odbywa się przez negację, kreację i weryfikację, możemy maszyny nauczyć weryfikować, troszkę negować  ale jak z uczeniem negacji i kreacją? Te  kreacje maszyn  to nie są po bliższym się   im przyjrzeniu aż tak nadzwyczajne.  Jakoś nie rozwiązują za nas problemów matematycznych z wyższej półki ( prawidłowości w teorii liczb pierwszych  choćby ), krótko  pisząc wyżej procesora nie podskoczą.  To całe pitu - pitu, opowiastki nawiedzonych  o transhumanizmie, które mła podczytywała  to takie bajki dla fascynatów technologii ( oni uwielbiajo nie widzieć słabości wysoce złożonych systemów ). Mła  cóś się  wydawa że ta cała obecna pop gadka o transhumanizmie to zwykła pulpa, przykrywka do odhumanizowania, w dodatku tak jakoś kiepsko zapodawana że nawet taka matołecka jak mła się zorientowała że to lanie wody i lep na muchy.

Owszem, technologie rozwijają się w sposób dla nas przeciętniaków niemal niewyobrażalny ale zasadniczo to jak wspomniałam  podstawowych problemów jakoś nie rozwiązujo, np. z magazynowaniem energii lekstrycznej nadal jesteśmy w lesie baterii, jakby było mało to  ciągle słabo odporni na magnetyczne zawirowania a stopień naszego uzależnienia od nieodpornych na wiatr słoneczny technologii czyni sytuację o wiele  bardziej dla nas groźną niż sto lat temu.  Do tego jeszcze te problemy pozatechnologiczne, dotyczące działania wszechświata,  złośliwie napomknę że i owszem wiemy prawie od 400 lat że istnieje grawitacja ale nadal nie znamy jej natury.  Fizyka kwantowa daje nam już sto lat odpowiedzi  na pytania  jakim cudem ten  świat trzyma się kupy ale odpowiedzi na te najważniejsze  jeszcze nie udzieliła.  Cieniutko. Wdrożyliśmy sztuczną  do obliczeń i mamy różne nowe pomysły i zabawki  ale prawdziwego przełomu technicznego i technologicznego jakoś nie widać. Opowieści o zmianie  ludzkości za pomocą technologi w świadomy rój mają  w sobie ten sam czar co opowieść o potworze Frankensteina. I ten sam stopień realizmu. Za pomocą dostępnych technologii to można odczłowieczyć i odświadomić, to wszystko. Ludzie będący stale on line to żadna mentalność roju tylko cinżki nałóg. Tyle po lekturze ( ciężko mła szło, z przerwami, dużo mundrych wyrazów ), która miała mła rozwinąć i wogle jej otworzyć nowe horyzonty. Mła teraz powie polecającemu lekturę że nic z tego nie zrozumiała  bo stara jest i ma umysł sztywny jak galareta prosto z lodówki, zawsze to grzeczniej niż mu zapodać że on cinżko naiwny ( młodzi ludzie już tak majo, ostatnio tak się jakoś zrobiło że dla mła młodzi to ci  co są po trzydziestce, he, he, he, przejawiajo  taki stopień naiwności który za czasów młodości mła charakteryzował znacznie młodszych osobników  ). A mła weźmie się tradycyjnie listopadowo za  "Dolinę Mumunków w listopadzie", lekturę sam raz dala niej, taką do której chętnie wraca bo nie ma w niej żadnych cinżko mundrych wyrazów.

Dobra, teraz o ozdobnikach - to jesienne elfy i wiedźmy autorstwa Arthura Rackhama,  brytyjskiego ilustratora z przełomu wieków XIX i XX.  W muzyczniku możecie sobie odsłuchać co obecnie podśpiewuje sobie mła. Ryczę jak Florence, własny skrzek mnie na duchu podnosi. I aaaaaaaa, aaaaaaaa, aaa, aaa, aaejkheaaa, akhhaaa!

poniedziałek, 22 listopada 2021

Codziennik - jesienność późnolistopadowa

Prasóweczka - mła przeczytała artykuł pani K. z jej żądaniem segregacji sanitarnej skierowanym do zarzundu . No cóż było klasycznie, jak to cza segregować bo część społeczeństwa zawierzyła nauce i co z tego ma. Mła do tej pory sądziła że zawierzenia to głównie w "Gościu Niedzielnym" ale widać mła się robi otępiała na starość. Na pewno jednak mniej niż redaktory który taki kawałek puściły w gazecie, mającej w stopce redakcyjnej hasło "Nie ma wolności bez Solidarności". No i gdzie ta solidarność i ta wolność? Cóś jakby mentalność Kalego, solidarnie to jest tylko wtedy kiedy solidaryzujemy się z tymi wyczepionymi bo nam za to płacą? Co to w ogóle za nawoływanie do podziałów?! Pani K. mentalnie cóś blisko do pani G. działaczki na rzecz zwiększenia praw zygot i płodów kosztem życia praw ludzi urodzonych, zdaniem mła obie są ciężkostrawne. Do tego stopnia że mła ma ochotę tym paniom zaproponować udział w takim performance jaki widziała w filmie "La Grande Bellezza" - solidny rozbieg i przypieprzenie czółkiem w filar akweduktu.  Trzecia pani która jest dla mła denerwująca to pani Makrela, której cóś cinżko się rozstać z urzędem i co i raz jakiegoś byka gabarytów przewodnika stada ustrzeli.

Na szczęście udało jej się tym razem wkarwić nawet własny zarzund który wyczuł z kolei wkarw unijny. Na jedno szczęście nasze dupki poczuły że kryzys na granicy się zaraz będzie kończył i przynajmniej się podłączyły pod unijną politykę z groźbą odcięcia połączeń kolejowych. Mogli to zrobić w sierpniu ale słupki były ważne. U nas mendialne ogólne pianie jak to Polacy chcą lockdownu. Taa... proponuję tym razem zmienić taktykę, Biedronki i Lidle nie pracujo, urzędasy zapiendralajo - każdy chce odpocząć. Mła czyta te opowieści Szeherezady w mainstreamie informacyjnym  z obowiązku, są bowiem nużąco jednostajne, jednostronne i wykrzywiające obraz rzeczywistości. Dotyczy to nie tylko srandemii ale też wszelkich nowych wałków. Cóż, po tej lekturze politycznej wiem już jedno - o ile nie pojawi się któś mający cóś racjonalnego i realnego do zaproponowania to mła sobie darowuje wybory - szkoda jej głosu bo wszyscy teraz obecni w polityce nie majo jej nic do zaproponowania. W żaden sposób nie są przedstawicielami ani opinii mła ani jej interesów. Politycznie to mła jest obecnie na etapie spuszczania wody po obecnym zarzundzie i jego parlamentarnej opozycji. Dobra łobowiązek łodwalony, przejdźmy do spraw milszych. 

Ostatnie złoto jesienne chwile w ogrodzie, znaczy  u mła jeszcze resztki liści na berberysach i wytrwale na prawie zielono, w pełnym ulistnieniu  egzystuje  ambrowiec. Mła i Pan Darek dokonywali pospiesznych ogrodowych prac, bo  już lada chwila śnieg i przymrozki. W końcu mamy  końcówkę listopada, ma prawo śnieżyć. Mrozić będzie głównie w nocy, ale tak  bez przesadyzmu.  Mła ma wrażenie że śniegu raczej nie zobaczy prędzej  niż w grudniu.  Koty w porządku ale mła się  znów stresuje bo ten rok  u Kocurro cinżki, na zdrowiu zapadła  jedna z młodszych członkiń  rodziny,  prześliczna niebieskooka  popielato - dropiata  Nikusia.  Trzymamy mocno kciuki.   Poszukujemy też bardzo dobrego domu dla kota wyjątkowego umaszczenia i usposobienia, Jogurcik  się nazywa i jest ponoć prawego charakteru, metafizycznie wrażliwy ( usiłował ulokować  się w kościele ) a jednocześnie zaradny ( nawiązał stosunki z Panią Sklepową ). Z urody przypomina koty które  wyszły spod  pędzli z chińskich i japońskich artystów, normalnie czar  Orientu z tą jednolicie szarą częścią  okrywy. Koty mła zdrowe  ale tak mła skoncentrowana  na tym żeby nie upaść  Mrutka rozpasła niechcący  Pasiaka, któren  osiągnął  gabaryty Piesowej Łazanki. Teraz mła już pilnuje wszystkich z żarłem, nawet Szpagetki, która jak wiadomo  nie jest z tych łapczywych ( no chyba że wołek surowy albo wątróbka kurzęca ).


Mła  się wzbogaciła kaktusowo o trzy malutkie ( wiadomo, cena ) kaktusiki. One takie  jakby prezentowe troszki bo kiedy Ciotka Elka  dowiedziała  się że  mła by chciała  to kasa prezentowa została mła przekazana. Ciotka  bowiem doszła do wniosku że  taki prezent to ona mła chętnie zasponsoruje  "Zamiast głupoty  kupować!". Wczoraj wieczorem mła została dumną posiadaczką sulcorebutii Sulcorebutia rauschii i echinocereusa Echinocereus pectinatus var. rubispinus. Wybarwienie rebutii, i kolor cierni echinocereusa bardzo mła się podobają. Sama już sobie dofundowałam malutkie gymnocalycium Gymnocalycium horstii. Gymnolek  jest nieco dziwny, miękkawy,  ale ten gatunek  ponoć tak ma. Pampiak, znaczy pochodzi z pamp Ameryki Południowej, naturalnie występuje w Urugwaju i Argentynie. Sulcorebutia pochodzi z kolei z Boliwii a nowy echinocereus to Meksykanin. Zdjęcia nówek nie są najlepsze ale pogoda  jest jaka jest, światła mało a przy sztucznym świetle robione  fotki nie pokazują prawdziwych coolorów. No a  w tym wypadku to coolorki przeca chodzi.  Pampiaka mła posadziła razem z krewnym z Argentyny, natomiast do coolorowych kaktusów dosadziła gymnolka zmieniającego coolor pod wpływem nasłonecznienia, Gymnocalycium mihanovicii.

Ponieważ mła nie może cieszyć się czymś  dużym, jakimś przełomem mentalnym większości społeczeństwa ( mła jest pewna  że on przełom się dzieje ale mła jest  z tych presto, presto a społeczeństwo jest z tych langsam, langsam, he, he, he ), który umożliwiłby mła spokojniejsze patrzenie w przyszłość to mła się cieszy tzw. małym. Wiecie,  takimi drobnymi przyjemnościami życia codziennego typu zasłonka zrobiona z olbrzymiego szala z indyjskiej bawełny wymacanego w lumperionku i nabytego za  trzy złote polskie ( uwielbiam kupować takie szmatki za cenę biletu MPK - sumienie mnie nie rusza, ba, nawet czuję się jakby lepiej  ze świadomością że przelezę się "nogami" dla zdrowotności ), jak i  prezentową poduszeczką w kocie fête galante. Ponieważ  sama cieszę  się prezentami postanowiłam w tym roku zatrudnić  św. Mikołaja.  Nie  że na umowę,  porobi u mła na zlecenie - kogo dzisiaj  stać na ZUS?! Albo ZUS albo działalność  czyli prezenty, he, he, he. Do niezłych absurdów dochodzimy.  Części składowe mikołajowego mła właśnie kompletuje ( czekolady wiadome na razie nabyła ) , nie chodzi o to żeby było drogo, chodzi o to żeby było przyjemnie.

Niektórzy dostano szpieniądze, bo akurat to im się przyda najbardziej ( nawet jak piniądz niewielki  to zawsze to coś ), insi dostano drobiazgi ale takie żeby ciepło się  człowieku zrobiło. Za drogo nie będzie ale jak sami  widzicie  nawet   trzy złote mogą sprawić  że jakoś tak lepiej na duszy się robi.  Mikołaj musi  mieć w tym roku sporo roboty  bo mła się wydawa że trza go w czas kryzysowy wesprzeć, niech nosi  choćby słoik  domowych  powideł, chodzi o to by jak najwięcej osób poczuło że są dla mła ważne. Taka własna wersja Orkiestry Świątecznej Pomocy, wspierająca głównie na duchu, żebyśmy poczuli się ważni. No i przede wszystkim żeby  mła poczuła się ważna, obdarowywanie  to czysty  egoizm, człowiek czuje się taki wspaniałomyślny, dobry  i wogle. Dzisiejszy wpis mła obkleiła  zdjątkami z listopadowego Podwórka i Alcatrazu,  fotkami kaktusowych  łupów i pokrzepiających dobrutek ( nie wszystkich, niektóre  musiała przed krążącą niczym sowa polująca na myszki Małgoś schować - ona ma jakiś radar nastawiony na pojawiające się w domu słodkości ).  W muzyczniku piosenka zapewniająca że nie ma na świecie takiej rury, której by nie można odetkać ( mła miała weekend hydrauliczny, Gieni udało się zalać Małgoś, wyobraźcie sobie  jaką rewie urządziły panie starsze - mła latała  z acardem i kropelkami a hydraulik rurował ).