niedziela, 12 września 2021

Codziennik - leniwczenie, prasóweczkowanie

Mój boszsz... ileż mła  ma wpisów  do dokończenia. Ogrody Międzyrzecza, zamek w Łańcucie tak w połowie  zrobione a mła tu już myśli nad wpisami z lasu.  No zgroza, Panie, zgroza!  Wychodzi na to że mła jest znacznie bardziej  leniwą rurą  niż sama o sobie  myśli że jest ( bo mła się ocenia jako leniwca piątego stopnia w skali ośmiostopniowej ). No nic  to, mła cóś tam poskrobie zamiast w domku sprzątać ( ykhym... ykhym... ). Roślinki  do paczków przejrzała, nadal żyją! Wstyd na całego i  mła przyznaje że jest ohydną sójką  która wybiera się za morze. Od paru miesięcy się wybiera.  No ale przynajmniej  paczki będą właściwe. Znaczy ciemierniki, irysy i wogle. Szczególnie ważne jest wogle. Mła zawsze była opieszała, zupełnie jak  jej Tatuś, ale ostatnio bije rekordy. Srandemia  jej zaszkodziła, powolność okołocovidowa  się u niej  wytworzyła i to taka której żadne czepionki rady nie dadzą. Dno!

Prasówka dzisiejsza: Ze spraw zamartwiających mła - w kociarni łódzkiego schroniska epidemia panleukopenii! Koci tyfus zbiera ponoć straszne żniwo, animalsy bioro uliczne kocięta do siebie, do schroniska kotów obecnie się nie przyjmuje  bo ryzyko zarażenia zbyt duże. Oczywiście zaczęło się od tego że  nie przynosić  dzikich i sobie  radzących ( znaczy kandydatów  do sterylki i  dokarmiania przez wolontariat ) ale potem wylazło szydło z worka. Kwarantanna dla maluchów okazała się  za słaba i wirusisko się rozniosło. Wszystko przez to  że się na schronisku oszczędza co roku. Dla mła jest jasne że koty w budkach koło kamienic czy bloków, wysterylizowane, dokarmiane itd. mają większe  szansę na  normalne kocie życie  niż te które z racji słabizny ogólnej  muszą pozostać w kociarni ( no chyba że  się los do nich uśmiechnie i trafiają do domów ).  Tylko że budkami całego kociego miejskiego stada ogarnąć  się nie da, najwyższy czas zrobić schronisko takie jakim powinno być w XXI wieku. Tyle dopłacamy do lotniska z którego mało co lata,  a wstyd że na schronisko z zabezpieczeniami, z możliwością zrobienia w nim  prawdziwej kwarantanny dla  zwierzaków   nas  nie stać! 

Ze spraw durnowatych -  mamy jakiś stany wyjątkowy czy cóś. Ciekawe, w dwóch miejscowościach przy granicy koczują imigranci i  tam jest ten stan a tymczasem przez insze miejsca graniczne  na wschodzie i niektóre na południu jado se karawany. Nach Berlin jado. Busami. Pan płemieł jak ten  Poncjusz Piłat w wydaniu  Monty  Pythona łączki czyści. No bo są głanice i głanice, niepławdaż? Całość  przypomina happening i tylko ludzi żal którzy tu przyszli za lepszym życiem. Jak to nam się zmienia  opcja, nasi w UK samo dowartościowanie Wysp  Brytyjskich,  Ukrainiec w Polsce to z kolei psowacz rynku pracy.  Ktoś z Bliskiego czy dalszego Wschodu, wiadomo - samo zło i przejadacz socjalu. Ale w UK to te benefity się należały, co?  Mła "uwielbia"  opowieści o tym jak to Polacy naród pracowity a  "brudasy" nie. Taa... na tym dzikim Zachodzie  to mła widziała różnych krajanów, Polacy nie różnią się wcale od inszych nacji - jak mogą jechać na socjalu  to jadą do  oporu.

Za stara jestem na bajki o narodzie  wybranym. Mła wkurza to poczucie wyższości jakie się zalęgło w łebkach świeżo dopieniężonych. Pobogacilim się, co? Dupka w pierze obrosła na  pieniążkach z gastarbeiterki wysyłanych. Taa... zaraz będzie skubanie ale to jeszcze słabo do ludzi dociera. Poczekajcie, poczekajcie, miska ryżu czeka. I coraz jaśniej widać że w Europie dodrukowane dzięki unijnym instytucjom pieniądze niczego nie zmienią, problemem  bowiem nie  jest kasa a system   który konserwuje  niewydajne od lat struktury. Jakoś  do lewicowych redahtorków na pół gwizdka dociera że umiera nie tylko zachodni kapitalizm, umiera zachodnie państwo socjalne. W boleściach.  Oni to niby wiedzą ale mła ma wrażenie że tak naprawdę nie przyjmują do wiadomości,  bowiem dalej pieprzą w stylu wszystko dla wszystkich. Im mądrzej tym głupiej, że tak Gombrowiczem pojadę. Niektórzy przerażeni  polityczni usiłują za to uciec od Europy, durnowato bo tu trza uciekać od systemu w inny system.  Ech...

Mam wrażenie że te redahtory  z lewa i prawa niby  niektóre młodsze od mła ale mentalnie to tkwią jeszcze w XX stuleciu. Przeprowadzajo rewolucje które już zostały dokonane. Mła to najlepiej widzi przy sprawie ruchu LGBT, redahtory  cóś bardziej wzmożone od samych działaczy, którzy wiedzą że fala wzbudzona w latach 70 ubiegłego stulecia po prostu dociera w coraz dalsze zakątki świata Zachodu i teraz kolej na nas. Przyzwyczaimy się do nieheteronormatywnych  tak jak przyzwyczailiśmy się do związków nieformalnych. Za czasów dzieciństwa mła posiadanie tzw. nieślubnego potomstwa stygmatyzowało. Taa... nie jestem  pewna  czy dziś  aby większość dzieci nie rodzi się w związkach które nie są małżeńskimi. No i co z tego? Któś  się dziś czuje z tego powodu wzburzony?  Mła namiętnie przywołuje ten przykład bo on jest zrozumiały prawie dla każdego ( bo prawie każdy z taką sytuacją się zetknął ) i dobrze  uwidacznia zmiany obyczajowości, tego że obyczajowość to nie constans. Z taką falą społecznych zmian się nie walczy bo się walczyć nie da, jak  któś uważa inaczej  i wyłazi naprzeciwko niej to zostanie zmieciony. Przez historię. Mła nieco martwi że lewicowe redahtory w większości są równie durne co niektóre prawicowe, miary nie znajo. Mła rozumie polityków, lewicowi robią za surferów co na fali płyno ale dziennikarze?  Na barykady jak ten Zola? Za sprawę wygraną w latach 70? Czasem  mam wrażenie że polskie społeczeństwo które jest konserwatywne, jest jednak znacznie mniej zakonserwowane niż  tzw. elity polityczno - mendialne.

Te z prawej i te z lewej. Tak praktycznie jest mniej konserwatywne bo co prawda ludzie  na wsiach potrafio jeszcze patrzyć na księdza jak na "człowieka  bożego" , znaczy inny gatunek ( no chyba że z kasą za mocno  chachmęci, wtedy trzeźwieje nam naród aż dziw ),  to na Pana Waldorfa nikt złego słowa nie powie, choć nawet na tych wsiach wszyscy wiedzą co i jak i że zasłużony ten człowiek  męskie wdzięki wolał.  Przez grzanie  polityczno - mendialne tematu LGBT, nadmierne  zdaniem  mła jeśli chodzi o tzw. zasięgi społeczne, nikomu się dobrze nie robi,  a już samemu ruchowi LGBT to najmniej. Już się wytwarza cóś takiego jak przed II Wojną w stosunku  do Żydów - wszyscy Żydzi byli  źli ale Icek z sąsiedztwa to swój.  Mła po rozmówkach z ludźmi widzi że teraz jest cóś podobnie - wszystkie "pedały" i "lesby"  samo zło, z wyjątkiem Pana Raczka i tego kuzyna którego posiadamy. Wychodzi jej na to że to klasyczny temat polityczno - mendialny zastępczy, zajmijmy się wolnością  obywatelską 10% społeczeństwa i dajmy sobie spokój z ceną kaszanki która jest istotna dla 97% obywateli. Też ech...

 

Ze spraw zabawnych - goły prokurator robiący zakupy w świdnickim sklepie okazał się być nominatem pana mynistra od  niesprawiedliwości ( to zostało spolsatyzowane w niektórych relacjach, znaczy ani słowa o tym w jaki sposób ta osoba znalazła się na tym stanowisku ). Hym... tego,  Zbysiu to ma rączkę do osobowości.  Najsampierw niejaki  Zaradkiewicz z lekka naćpany przechadzający się w piżamce po mieście, teraz ten gwiazdor. Mła zastanawia jak golas  chciał zapłacić w tym sklepie, gdzie mógł schować kartę, pieniądze papirowe, bilon? Może chciał płacić w naturze? W każdym razie ma dużo szczęścia, dolnośląska policja wyjątkowo go nie zabiła tylko przekazała pod kuratelę rodziny ( co to za kuratela skoro narąbany jak  patefon wylazł naguteńki  z chałupy? ). Nie wiem co gorsze, czy konsekwencje służbowe  czy publiczne rechoty z powodu  prokuratorskiego siurka mikrego rozmiaru? Na mła ta wiadomość podziałała  rozweselająco, mła od roku ma gdzieś  to mało sprawiedliwe ramię naszej władzy wykonawczej. 

Od paru ładnych lat wie że nie należy wzywać policji bo co ona, ta policja,   może ( poza tym że może ubić wzywającego - to wie od paru tygodni ) a do prokuratury należy pisać  z dużą ilością  prawniczej łaciny ( jeśli się chce żeby się odpierniczyli ) albo z przywołaniem paragrafów ( jeśli się chce żeby się czymś zajęli ).  No wiecie stosowanie prawa w Kartonlandii, pośmiać  się można i na wszelki wypadek szpadelek  naostrzyć jakby jaka bandyterka prawdziwa, taka bez munduru, chciała napaść. Mła wie że to tak naprawdę wcale nie jest wesołe ale wydawa jej się że lepiej rechotać  niż załamywać ręce, przeca to nie są sprawy na które mła ma wpływ ( niestety ). A tak w ogóle to problem z naszymi resortami siłowymi to nie jest kwestia ostatniego czasu, znaczy epoki dojnej zmiany. On istniał i za SLD i za PO, wszak bardzo wiele można zamieść pod  dywan zasłaniając się "bezpieczeństwem państwa" i było to często wykorzystywane do przykrywania  nadużyć .  Teraz jest  tylko  bardziej operetkowo - tragicznie bo mamy na czele służb osobę  o której problemie alkoholowym krążą od lat plotki i emeryta, który i owszem, gierki partyjne uprawia ale na polityce dotyczącej  strategicznych z punktu widzenia  bezpieczeństwa resortów po prostu się nie zna. Rezultat każdy widzi!

Teraz  fotki. To co powyżej tuż - tuż  to trawska z Suchej -  Żwirowej i wściekle zielony ambrowiec oraz  owocowanie Alcatrazu i ogrodowi  łowcy. W ogrodzie jeszcze nie czuć jesieni, raczej zmęczenie latem, tak bym to określiła. Owoce w Alcatrazie ładnie się wybarwiają ale  to dopiero początek jesiennego sezonu. Trawy jak widzicie cóś nierówno się kłoszą, na rozplenicach ani kłoska za to obiedka obsypana.  Jeszcze nie widać  zimowitów ani marcinkowego szału, gdyby nie pająki  i rozchodniki to równie dobrze mógłby to być jeszcze sierpień. Za to Mrutek z fotek obok i poniżej cóś jesień poczuł ( choć może to było odreagowanie po laniu jakie mu wczoraj wieczorek spuściła Szpagetka ), Mruti zażądał  kontaktu z pościelą, kurtularnie spał pod narzutą. Na jednej z fotek powyżej  macie  go z pozie obrażonego zalegającego na stole. Pierwsze fotki  to Szpagetka, wkurzona a potem urażona,  co chyba widać. Szpagetka się wkurza z zazdrości o mła i uraża z powodu michy. Ona  jesiennie czuje jak i Mrutek że jednorazowe porcyjki cóś małe ( madka i Dohtory sądzą inaczej ). Są jeszcze fotki  z przesadzań ( mła rozsadziła Graptopetalum filiferum, które miało rozetki przybyszowe i  małą Echeveria purpurosum ) i nowych osłonek  Romany. W muzyczniku dziś Taniec Eleny Michała  Lorenca.

piątek, 10 września 2021

Codziennik - zalatalnik i przedluźnik

Mła jest zalatana, a w rzadkich chwilach kiedy nie jest zalatana to na ten przykład  dwiema lampkami wina się uwali ( po czym z trudem musi leźć do sklepu i wyglądać  na czeźwą, co proste nie jest o czym przekonał się jeden prokurator któren wybrał się na golasa pohandlować ). Dziś mła ma troszki więcej luzu więc może na momencik się zainternetować ( mła ostatnio wchodziła tylko na zaprzyjaźnione  blogi, swój zostawiając leżący odłogiem ). Mła zrobiła sobie  poranną prasówkę a tam po staremu, znaczy władza zajmuje się sobą, my zarzundzani zajmujemy się sobą. Tak jest u nas, na świecie nieco inaczej.  Jednakże mła nie bardzo się chce odsiewać ziarno od plew,  znaczy z szumu medialnego wyciągać  fakty a nie kreowane na fakty zjawiska mendialne ( do czego  to doszło, półprawdy i zwykłe kłamstwa ),  więc przyjmuje takie założenie  że zarówno na świecie jak i w Kartonlandii ( zwanej dawniej  Cebulandią ) nic tak  brzemiennego w znaczenie się nie dzieje, no  nic  coby wymagało uwagi  mła.  Mła zatem beztrosko zajmuje się kotami i ogrodem,  który jak i jej blog odłogiem leży i w przeciwieństwie do blogiego bezczelnie zarasta nie w tych miejscach  co trzeba. Mła w poniedziałek jedzie straszyć  grzybki i rybki, znaczy ma czas wolny i  teraz powinna koty odpowiednio nastawić  żeby znów  nie dały Cio Mary do wiwatu. Koty bowiem  czas moich wyjazdów odpoczynkowych wykorzystują coby Cio tresować. Małgoś  mają opanowaną, służy "na dwóch  łapkach", Cio ma jeszcze ambicje wychowawcze więc jest pacyfikowana. Po powrotach słyszę dziwne opowiastki  od sąsiadów jak to Cio z miseczkami  po ogrodzie latała i błagalnie wabiła a z ukrycia na dachu szopki obserwowała ją cała piątka skubańców ( Gienia się wygadała że to nie tylko Szpagetka ).

Sucha  - Żwirowa zarośnięta na  całego, może  nie  dżangel  ale dziki step! Szykuje się prawdziwe "odgruzowywanie", szpadel będzie w użyciu na bardzo poważne.  No nie jest to Zosiny "nieporządek miły" tylko  "Ja tu widzę  niezły burdel!". Trza mnóstwo przekopków  i wykopków dokonać ale to dopiero za tydzień. Z powodu wyżej wymienionego. Co prawda mła wypocznie nie w Toskanii ale na Pomorzu, jednakże wyjazd jest wyjazdem. Mła nie pozwoli sobie grzebać ani w nosie ani w tyłku bez potrzeby ( wyjazd  dla przyjemności jej zdaniem taką potrzebą nie jest ) i traktować  się jako  osobę drugiej  kategorii, która nie może wleźć  do restauracji. Poczeka aż puste pieniążki z dodruku się przejedzą i wdziączny włoski naród  wyrazi tę wdziączność swojemu zarzundowi. 

Mła ma wrażenie że do przyszłego roku sprawa się wyjaśni, zarówno ze szczepionkami, samym  wirusem i umoczeniem  co poniektórych w "zdziwne zbiegi okoliczności". Sądzę że cóś przyspiesza, jakby to okienko w którym wg. zwolenników teorii Wielkiego Resetu można było go dokonać się zamykało, he, he, he. No tak, mła na urlaubie będzie mogła w towarzystwie innych antyszczepionkowców chcących obalić ustrój ( ech, ekstrema! ) przy wieczornym winku i obieraniu  grzybów snuć miłe spiskowe teorie. Tak  między prawdziwkiem a krawcem i łykiem czerwonego francowatego. Dom wakacyjny stoi w lesie, pomost z niego  w bajorko wychodzi,  na który  wyleźć  można z wędeczką.  Cóż  mła więcej po tych zalataniach, chodzeniu na rzęsach, ludzkich i kocich przypadłościach często  nawiedzających  może przynieść  spokojniejszą  spokojność? Mła zamierza bezczelnie  szlajać  się po lesie, no może wyskoczy troszki na jeziorko albo nad morze, które ledwie pół godziny drogi od domu wakacyjnego. Może jaką wyprawę po "brocante" się urządzi, znaczy po zrzuty  śmieciowe z Reichu i Niderlandów, w celu wyszukiwania  doniczków i szmat?  Może ichnie szkółki nawiedzi w poszukiwaniu słynnego  granatowego  rodka impenditum i róż zdziwnych a piąknych?

 

Teraz o kurlturze. Ostatnimi czasy mła jest niekurturalna. Nie że mało, w ogóle. Co mła zasiędzie albo zalegnie to zasypia!  Ani sztuk wizualnych, ani muzyki, ani nawet lektury.  No dno! Za to mła się uświadomiła że w społeczniakach istnieje cóś takiego jak powszechnie dostępne filtry do preparowania realu. No piąknie, teraz mła już wie skąd ta unifikacja celebryckich ryjków. Do tej pory mła tkwiła w mylnym błędzie sądząc że trza płacić grube piniądze za przerobienie rysów twarzy tak żeby być podobnym do manekina, teraz wie że takowa przyjemność jest darmowa. Znaczy "darmowa" w tym sensie  że zgadzasz się na udostępnianie danych nie wiadomo komu  i w nie wiadomo jakich celach ( nie łudź się że szczytnych droga użytkowniczko i drogi użytkowniku serwisów społecznościowych ) i wciskajo ci wszystkie reklamy świata. Jesteś członkostwem znaczy możesz poszaleć na swój temat. Mła się natentychmiast przypomniał jeden durny film z Brucem Willisem, "Surrogates" się nazywał. Hym... po latach on  się mła jawi jako wcale nie tak durny.  No wiecie, Bruce jak zwykle po raz któryś tam z rzędu ratuje świat, można  sobie odpuścić ale rzeczywistość plastikowych ludzików sterowanych  zdalnie przez niedoskonałych  właścicieli daje do myślenia. W tym realu właściwie prawie każdy może być tym kim chce, niemalże nieograniczona  wolność.  Jednakże okazuje się że to tylko więzienie stworzone z projekcji, ot kolejna odsłona matrixu, w który ( choć chyba poprawniej  byłoby w którą - matrix mnie się żeńsko kojarzy )  ludzie zanurzają się absolutnie dobrowolnie. Jak to czas weryfikuje  kino, z produkcyjniaka wychodzi cóś poza siekanką a z oskarowych gniotów mało co się ostaje oprócz nadęcia.

 

Dobra, teraz  zdjątka. Na trzech pierwszych to Mrutazy zbierający się do ziewania. Mruti przechodzi sam siebie jeśli chodzi o septembralne lenistwo, zaleganie na słoneczku czy to na floksach szydlastych czy na wyrku, wieczorne zaleganie na mła, ewentualnie na klawiaturze kompa.  No i te pretensje kiedy człowiek chce się ruszyć czy cóś tam napisać. Ryki takie że mła jest niemal pewna że jeszcze trochę a któś tu złoży doniesienie anonimowe  do TOZu. Na czwartej  fotce Mrutek higienista. Poniżej  fotki nowego grubosza Crassula ovata 'Sunset', bardzo miła dla oka roślinka. Musi  stać  w pełnym słońcu coby coolorki właściwe mieć. No i na koniec czerwona osłonka dla Romany.  Ona jest bardziej w wiśnie szklankę niż w ciemne  bordo ale czerwień  jest czerwień. Ma malutką,  mniej niż minimetrową,  niedokładność w powleczeniu, praktycznie niewidoczną bo na rancie. To jest trzynastka, mła myśli że trzykrotka dałaby w niej radę. Osłonka  jest ceramiczna więc tak prosto futerkom nie pójdzie bo ciężkawe będzie. Kusząco ją przedstawiam na szalach i w towarzystwie szkieł. W muzyczniku dziś Kalina oraz Pan Janek  i Pan Mieciu śpiewają o paniach  do życia niezbędnych.

niedziela, 5 września 2021

Patchwork czyli poczworek

Mła prasówkuje, sama właściwie nie wie po co bo jakby czytała po raz enty to samo. Zacznę od  Afganistanu. Powoli wychodzi drugie dno, moim zdaniem  tam jest jeszcze trzecie i czwarte a ci  którzy odtrąbili zmierzch  Hameryki to raczej odtrąbili zmierzch jawnych działań politycznych.  Mła ma wrażenie  że po około trzydziestu latach   Hamerykanie nauczyli się jednego od Chińczyków - ma być  cicho a dezinformacja  ma być siana tak  obficie że  nikt nie ma prawa mieć pewności. Znaczy typowa mętna woda. Nie żeby  Hamerykanie tego wcześniej  nie robili, nie robili tylko tego na taką skalę. Mła odnosi od pewnego czasu wrażenie że jest uczestnikiem spektakli medialnych - konkretnie to od czasu walki z terrorem tak się w niej zalęgło. Odmienianie w kółko że dla bezpieczeństwa trza  poświęcić wolność  cóś do niej  nie przemawiało. Nigdy nie widziałam  niczego racjonalnego w czołgach stojących wokół Heathrow, na cholerę czołgi na terrorystów lotniskowych? I to w sytuacji gdy samolot można rozwalić  czymś o wielkości guzika od płaszcza. Przeca to jest nielogiczne, durne, kompletnie bez uzasadnienia. A ludzie łykali i stali boso  w tych  halach odlotów, mimo tego że złośliwi dziennikarze  nawet  na tak zabezpieczonym lotnisku jak Ben Gurion Airport potrafili bez problemu przemycić  co trzeba. Potem był kryzys, który był do przewidzenia bowiem ilość bajeru wciskanego ludziom i "ondulacji pieniądza" osiągnęła wartości krytyczne.

Kryzys  finansowy nie był niczym innym jak tylko zebraniem kasy do konkretnych portmonetek. Rządy nie wspierały  przeca obywateli  tylko ratowały banki, no bo banki uratują obywateli. Taa... a wilki celnym kopem wysyłają Czerwone Kapturki za drzwi domu babci, coby dziewczątek nie narażać na  kontakt ze sobą. Potem zaczęła się histeria klimatyczna.  Nie myślcie że mła jest z tych  co to żyjta nie oglądając  się na koszty,  wyngiel palcie i ropę tyż namiętnie  a  będzie cacy, planeta  zniesie  wszystko. Absolutnie nie. Mła nie jest ślepa i widzi że klimat się zmienia, mła wie tyż z racji swoich  zainteresowań historią że on się zmieniał od zawsze, od kiedy istnieje Ziemia. Mła uważa że nasz wpływ na klimat nie przekracza jakichś marnych procentów, że największy wpływ na klimat ziemski ma nasza gwiazda. W całym układzie słonecznym obecnie rośnie temperatura a ludzie żyją tylko na jednej planecie. Modele klimatyczne?  Modele są tylko modelami, symulacjami których trafność jest  często tak samo kiepska jak długoterminowe prognozy pogody. Zbyt wiele zmiennych.

Co nie znaczy że  uważam że nie mam prawa żyć w miejscu z czystym powietrzem i wodą, wśród rozmaitości inszego życia, w poszanowaniu tego co mnie otacza i co wcale do mnie nie należy.  Modyfikacja żywności - to jest przekręt o którym nawet pisać mła się nie chce bo jest tak oczywisty. Zachłystywanie się GMO jako remedium na głód powstający  z przyczyn politycznych. Największymi beneficjentami GMO okazały się koncerny chemiczne. Teraz mamy na tapecie pandemię, która  najszybciej i najbujniej rozwija się w najbardziej wyszczepionych populacjach. Im mniej szczepień tym  mniej nowych zgonów na zarazę najmodniejszą liczonych rok do roku, że o zakażeniach sprawdzanych za pomocą  lipnego testu ledwie napomknę ( test wykrywa wszystkie wirusy jak leci ). Gdybym była teoretykiem spiskowym to już bym ćwierkała o korelacji i o  tym że owe fale mają przykryć skutki szczepień i że możliwe jest że z każdą kolejną dawką preparatu roszczeniowe społeczeństwa  bogatych  krajów będą zmniejszały swoją liczebność i poprawiały kondycję ( słabi won, zostaną najsilniejsi i mało kosztowni dla systemu ). Wróżka Edna pokiwałaby  głową i stwierdziła że tak się kończą zdobycze medycyny zastosowane bez głowy.  Uznawanie każdego żywota, nawet takiego który bez podtrzymywania  nie jest w stanie samodzielnie istnieć, doprowadza zdaniem niektórych do tego że  społeczeństwo jest chore i różnym takim przychodzą wtedy pomysły na uzdrawianie społeczeństw kosztem wszystkich żywotów, tak na  modłę determinizmu biologicznego.

Co łączy te wszystkie  katastrofy - terroryzm, kryzys gospodarczy, wynikający z obu zjawisk kryzys migracyjny, kryzys  zdrowia? Jedna rzecz, wszystkie "walki z" są możliwe dzięki rozbudzeniu przez media  emocji w społeczeństwie. Bez emocji, kiedy patrzy się na chłodno na  te wszystkie sprawy wyglądają one inaczej.  Przede wszystkim  łatwo dostrzec że politycy wszystkich opcji uzależnieni są od wielkiego kapitału. Tak, tak, lewica jak najbardziej. To nikt inny jak postępowy Obama zarządził przeniesienie pieniędzy podatników do kieszeni bankierów. Te pieniądze miały co prawda  coraz mniejszą wartość  gdyż od przynajmniej dwudziestu lat drukujemy na całym świecie pustaki ( Obama spróbował przy  tym cóś dla przekonań zrobić, ubezpieczenie medyczne, co w warunkach hamerykańskiego zawyżania ceny świadczeń było przepisem na narastanie zwałów  śniegu mogącego zamienić  się w lawinę,  hamerykańskim problemem nie jest bowiem powszechność ubezpieczeń a niemiłosiernie paskarskie ceny nawet prostych usług medycznych i leków ). Korporacje ładujące piniądz w politycznych i organizacje kontrolne nawet nie kryją się już  z tym że mają apetyt na jawne uprawianie polityki. Skąd to wiadomo? Stąd że rok temu społeczniak zablokował konta urzędującemu prezydentowi USA. A jaka była retorsja władzy pochodzącej z wyboru na wyrwanie medium? Żadna. 

Korporacje są z gruntu rzeczy mało demokratyczne i nastawione na zysk, nawet te  które o dobrodziejstwach ćwierkajo i o fundacjach ( fundacja to taka inna nazwa przedsiębiorstwa ). Parcie na szkło szefów korporacji to jest początek ich końca, najpierw upadek szefów potem zmniejszenie znaczenia korporacji. Skąd Wróżce Ednie przyszło to  do głowy?  Początkiem końca potęgi hamerykańskiej mafii był rozgłos. Nawet biedny Hoover, zapamiętale ćwierkający że mafii nie ma i próby wplątania mafii w wielką politykę, która tyłek by jej chroniła,  nic nie dały. Mafia stała się tylko  jedną z wielu organizacji, spsiała i już. Mafię wielką i potężną  oczywiście wykreowali polityczni stojący za prohibicją, korporacje wszechpotężne wykreował "duch wolnej przedsiębiorczości" nie tyle Reagana co Busha seniora. Ludzie są jeszcze cali w emocjach ale po intensywnym używaniu  uczuć mózg musi wypocząć, ot biologia. Nie ma emocji, zaczyna się jasny  ogląd sytuacji.  Mendialni,  czyli ramię korporacji,  pompuje i zachęca do kąpieli ile wlezie ale ta rzeka już raz była nawiedzana i  jakoś mało chętnych do wchodzenia w jej wody.

A jak tam z emocjami na naszym własnym podwórku w kryzysie chorobowym. Hym... pamiętacie  superszpiega, tajnego do "granic niemożliwości" rosyjskiego agenta jakim był Standartenführer Stirlitz, SS dla przyjałciół? Otóż pewnego razu Stirliz napotkał na swojej drodze, ładne i zalotne młode kobiety z dość mocnym maquillage. "O,  karwy!" - pomyślał Stirlitz. "O, pułkownik Isajew!" - pomyślały karwy. Tak mniej więcej wygląda stosunek społeczeństwa  do standartenführerów.  Dziś w ramach ozdóbstw fragmenciki różnych obabrazków, mła tak pasiło to do tematu wpisu.  Bo mła zbiera różne takie fragmenty obrazu rzeczywistości i usiłuje to sklecić w jedną całość. Tak na prawdę rzecz z góry skazana na niepowodzenie - zbyt wiele info, zbyt mało info,  dużo zmiennych, ale każdy z nas  chce mieć jakieś tam  pojęcie w jakim świecie żyje. No i mła sobie dobiera te skrawki i stara się zrozumieć jak działa światek. Zdziwne że niby same jedwabki i insze kóronki we fragmentach realu widzi a jak przychodzi  do oglądania całości to...hym.  Cóś jak na obabrazku  Jerzego Dudy Gracza poniżej. W muzyczniku bardzo  niepoprawne piosenki mistrza Jeremiego. Jak to nam się te normy zmieniają, mam nadzieję że nikogo nie urażę bo nikogo urażać nie chcę. Dziś ludzie kochający mniej standardowo się urażają łatwo, co jest oczywiście skutkiem nagonki  z jednej strony i wykorzystywania przez polityków  dążenia  do uregulowania przez   nieheteronormatywnych swojej sytuacji z drugiej. Tyż emocje, emocje i jeszcze raz  emocje, podgrzewane ku korzyści politycznych. No ale mistrz Jeremi teksty zabawne pisał a nikomu jeszcze dystans  do samego siebie nie zaszkodził, więc mła piosnki zamieszcza. Tym bardziej że wykonanie przednie.



piątek, 3 września 2021

Codziennik - pomysł mła na jesienno zimowy czas

U mła zmiana w zachowaniu  kotostwa. Koniec wojenek wewnętrznych, towarzystwo  czuje zazdrość straszliwą o kotowskie Dżizaasa i się integruje! Mrutek i Szpagetka w jednym wyrze, wtulenie typu tyłek  - głowa, mruczenie i przednie łapki oparte  na cielsku mła. Mamy  cię, posiadamy, mruczymy, zylujemy i masz nas kochać!  Jak  mła się  przewróci  na  drugi  boczek to Sztaflik z Okularią   z mruczeniem i łapkami posiadającymi  już czyhają.  Pasiak obstawia  głowę mła. Dziś  w nocy mało nie poddusiły mła. Rano miłość do mła im nieco przeszła, po śniadanku zapodanym  tylko znikające ogony widziałam.  Wczesnym popołudniem mła zrobiła sesję Pasiakowi,  Mrutek określił ją jako żenującą, jego zdaniem  Pasiak pokazał się od  najgłupszej strony i nie było kogo  focić.  Co innego Mruciu, któren jest panterem i zawsze  samczo wychodzi na zdjęciach. Seksownie choć nieostro, yntelygętnie  i wyględnie, a Pasiaku ma otwartą paszczę i wygląda jak jeden poseł partii łobecnie przy władzuni. Po takiej  obrazie  to Pasiak oczywiście  wymiauczał że na zdjęciach to wcale nie on pochrapuje tylko Pantaleon!

 

Podczas wizytowania  kontrolnego Pabasi, która z walki z firmami telefonicznymi uczyniła hobby, mła wstąpiła  do sklepu w którym zauważyła  urocze doniczusie.  Na tyle urocze że zapytała sprzedającą z jakiej  to firmy takie fajności.  Okazało się że  kobitka sama toczy  i wypieka oraz szkli. No to mła natentychmiast wdała się w rozgawory na temat wyższości szkliwa proszkowego Valencia nad szkliwem Głębia  Oceanu czy Tigerlilie. No i tak od słowa do słowa o kolorze szkliwek  do ceramiki w ogóle i mła się umówiła na odbiór doniczuszki. Każdy ma swój  kawałek  Bolesławca. Mła jest cała happy bo jeszcze ją któś dokształcił w dziedzinie ceramiki.  Mła już ma wizję dużego  kominka aromaterapeutycznego, nie bździągwy ale czegóś większego. W ogóle mła  ma wizję i kto wie czy nie będzie musiała brać jakichś środków zwalczających halucynacje bo mła pomysły są rozliczne a wypiekanie jest kosztowne. A pani od wypiekania jest na etapie testowania możliwości  wypiekania form różnych i widać że chętna do testów, robi się niebezpiecznie.  Mła się troszki bała że zarazi ją entuzjazm Pani Ceramicznej i mła zamiast pracowicie a pieniężnie spędzać czas na papirzeniu, zacznie spędzać  czas na przyjemnym ale grosza nie dającym   lepieniu. Lepiej jej w to  nie wchodzić bo jeszcze nie wylezie. No i co z tego strachu?  Taa... bała się i dlatego mła zaczęła szukać kursów  wytwarzania ceramiki. Cio Mary dziś patrzyła na nią potępiająco, czas powiedział mła że teraz to już się tak schowa  że mła na pewno go nie znajdzie, koty są oburzone kosztami wypieków przekładającymi się na wołka i rarytetne puszki. No i dlaczego te pretensje? Mła tylko na cztery dni na wakacje pojedzie grzybowo - wędkowe  zamiast do Toskanii na prawie dwa tyźnie ,  to sobie ma żałować?! Nie wiem co z tego ceramiczenia  wyjdzie ale też chcę mieć przyjemność jaką w czas jesienno - zimowy. Co mam robić w tym listopadzie w którym bandyci na pewno będą kombinowali jakby tu uziemić ludzi i jeszcze goowno dającą   szprycę im wcisnąć?

W temacie sukinkulentów to poza wczorajszym zakupem przypadkowym zupełnie,  eszewerii w rewelacyjnej cenie złoty dziewięćdziesiąt  dziewięć za jedną dużą sztukę ( to ta widoczna  na fotce ) to kwitną po raz enty kaktusy. Mła nie wie co jest grane, nawozu nie dawała wiosenna porą akurat tym kaktusom co kwitną nieustannie, zagadką dla niej  jest dlaczego w tym roku jakby się  te biedactwa nakwitnąć  nie mogły do syta. Produkujo i produkujo te kwiaty.  Nie to że mła im żałuje, mła się cieszy, tylko zastanawia się czy aby tych swoich produkcyjniaków czymś nie nawieźć? No bo to jest kwitnienie z przerwami niemal przez cały sezon ( od czerwca tak dają ).  A jak one się tak wykwitną  że padną z wycieńczenia? Mrutek twierdzi że one kwitnieniem reagujo na jego cudowną obecność, ponoć wszystko co wyczuwa  Mrutka obok siebie natentychmiast zakwita, a ja mam być zdaniem naszego największego kota, czołowym przykładem tego stanu. Mruti twierdzi że madka  jest należycie gruba, tylko jeszcze nad jakością  i błyskiem sierści powinna popracować. Madka pracuje wcierając sobie odżywkę Jantar.

W temacie przypadkowych zakupów to mła jeszcze wczoraj nadwyrężyła swoją niezbyt głęboką  kieszeń i za całe oszałamiające sześć złociszy nabyła porządną rosyjską chustę. No wiecie,  Pawłowoposadskaja Manufaktura, wełenka którą mła musiała  prać ręcznie. Na zdechłym różu te delikutaśne kfiotki, pastelowo tak. Metka była, nówka sztuka nieśmigana, ciekawe kto to na wysortach przepuścił. Takie chusteczki w tym rozmiarze i  coolorach to coś kole  czterech stów chodzą.  Mła się zastanawia czy to wkładać na się czy  tylko  w domowym zaciszu podziwiać jako cenność ubabraniową. W ramach  radości z oszczędzania na ciuchach ( no butków niet ale za to jaka rarytetna chusta, he, he, he )  mła cóś na mózg wzięło i padło i nie wiadomo  po co kupiła kolejną szklaną pierdołę. Wewiórka biało złota ( to złote to chyba za rudość robi )  pasząca  do jej różowych szkiełek. Za ten zakup mła się skarciła i nie kupiła sobie loda ( właściwie   to sorbetu ) na który leciała  jej ślinka. No jakaś  kara za zakupoholizm  musi być! Mła się co prawda pociesza że taka Mariolka to na grzybobraniu komodę znalazła i jeszcze parę donic,  ale po pierwsze to stres przy robaczywym prawdziwku wymaga natentychmiastowego odstresowania, po drugie jak  grzybów niezbyt  wiele  to jakoś głupio do domu powracać z pustą ręką. No a mła  przeca nie grzybobrała!

W  ogrodzie życie rtoczy się po swojemu, znaczy po  ogrodowemu, z rzadkimi  ingerencjami mła.  W przyszłym  tyźniu może się uda i mła cóś  będzie mogła w ogrodzie wykonać popołudniami.  Może bo wiecie jaki czas jest złośliwy i jak mła nie może nic zaplanować bo skurczybyk się chowa. No cóż, ten  brak czasu dla ogrodu ma swoje plusy i minusy. Niewątpliwym  minusem jest czekające mła odchwaszczanie, niewątpliwym  plusem jest to że nie niepokojone rośliny i zwierzęta całkiem nieźle sobie bez pomocy mła radzą, róże zaczęły jesienne kwitnienia ( niestety nie wyszło najlepiej, ale na ulewy rzęsiste nic się nie poradzi ). Anafalisy i rozchodniki dają teraz  czadu, powoli kończą  się jeżówki. Mła będzie musiała dopytać Mamelona jak to jest z cięciem hibiskusa  syryjskiego bo z tych deszczy niespokojnych to jej hibiskus  pięknie  bujnął. Mła się nawet zastanawia  czy jeszcze jednego nie posadzić gdzie na Suchej  - Żwirowej bo to długo a ładnie kwitnie i w sumie poza tym przycinaniem to takie  bardziej bezosbsługowe w warunkach ogrodu mła. Żywiny  robio co chco, niektórych mła woli unikać więc sobie poczeka aż  się nażrą przed zimą i dopiero w chynch wejdzie. Dziś fotki różniste a  w muzyczniku  piosenka już jesienna. Czesiu, Pan Julian, Alibabki i mimozy.