środa, 10 lipca 2024

Upał mało senny

Oczekujemy na burzę, bo nas od rana nią straszą. Tak po prawdzie to mła jej nie czuje, na dworze gorąc straszny, koty się pochowali i śpią, staruszki się pochowali i śpią a mła cóś  mało sennie ogląda  kaktusy. Miałam w planach wyjście po wiśnie na rynek ale doszłam do wniosku że to nie jest najlepszy pomysł.  Robienie dżemiku do zimowych naleśniczków poczeka a mła zmniejszy własne szanse na zdechniecie z gorąca. Na obiad dziś sałata z jogurtem, chyba dam radę przełknąć. Może, bo tak po prawdzie to mam  mrożoną kawę. Pycha! Mła maluje części do kompozycji pod  szklany klosz, Mamelon ma rację - mła jest infantylna  do bólu, tylko zabaweczki jej w głowie. Taa... No a kto kupił  ceramicznego ptoszka z pot pourri?! Gajowy Marucha?! Mła nie tyle czuje  niesłuszność  tych twierdzeń na temat swojej osoby,  mła odczuwa że wszystkie so w jakimś  tam stopniu infantylne tylko mła jest szczera wobec siebie istota i  tak, mła przyznawa z dumą - jestem przedszkolakiem z prawie sześcioma dychami na karku! Dlatego teraz jest upaprana zieloną farbą a dokumenty pracowe odłogiem leżo. Wczoraj nad nimi ślęczałam, teraz czas na upaprunek.

Gibon miał drugą operację, tym razem wydostał się cwanie z kojca i zeżarł swoją puszkę wraz z opakowaniem. Dohtory wyciągnęły, całe zdumione bo numer z tych rzadkich. Jutro do Gibona przychodzi umówiona behawiorystka, będzie rozmowa o lęku separacyjnym. Dziś Gibon zdjął sobie szew, na szczęście pod szwem już wygojone. Kołnierz miał ściągnięty ledwie minutkę. Mrutek miał ropnia na uszku, to po tej awanturze z Lucasem o wyganianie do domu. Mimo upału wygoiło się ładnie, Mrutek teraz uzupełnia siły, które stracił  na zwalczenie infekcji. Znaczy żre jak SUV paliwo.  Mła Wam teraz zapoda stare przepisy w sam raz na upał, to z "Bluszczu", w latach 30 XX wieku tak lody kręcili.

P.S. Pan Krzysiu się przyznał - mieszka z Malwinką. Malwinka jest szara, pręgowana i ma trzy miesiące. Zdążyła olać Pana  Krzysia, bo na czas nie wymienił żwirku. Jeszcze wczoraj Pan Krzysiu, który w życiu kota nie miał, nie chcial i wogle, deklarował hodowanie kocicy twardą ręką.  Dziś mimo upału karnie jechał po żwirek delikatniejszy dla  łapek i wędkę. Po powrocie bredził o matach wodnych dla kota, chyba upał mu zaszkodził. Spodziewam się "wyścigu zbrojeń", Pan Macenty przeca może poczuć się sprowokowany  do zakupu najnowszego wynalazku w dziedzinie rozrywka dla kota. W końcu Czarna z ABBY jest tego warta.

P.S. W kamienicy pojawił się kolejny mały, szary ze zrzutu. Odebrany takim co nie powinni mieć nic żywego. Ola z Michałem przynieśli, wiadomo już że gnojek zostanie bo Fanta, dama kapryśna, zaakceptowała. Na pięterku zakocone po kokardę, Gienia tęsknie ogląda nowe foty Coco. Ech... U Psicy nadal trwają konkursy na koci personel.

W Muzyczniku "Les roses blanches" śpiewa Berthe Sylva. Miła melodyjka ale  smutne słowa, prawdziwa chanson française,  śpiewany valse  - musette, zwany inaczej java. Gra dla Was też Django Reinhardt. Do 1945 roku valse  - musette + jazz manouche czyli cygański jazz, to była najbardziej popularna muzyka we Francji, cóś na kształt ichniego disco - polo, takie disco - franco, he, he, he.
 


wtorek, 9 lipca 2024

Kraina uśmiechu

Mła poczuła się w  łobowiązku czym prędzej donieść że nasza kraina uśmiechu to tak jakby kraina grymasu. Znaczy jest jak wszędzie, bujamy się z naszymi politycznymi, którzy bujają nas. Mamy obecnie nadal sezon powyborczy, zaraz będziemy mieli sezon przedwyborczy i generalnie jesteśmy lekko tymi sezonami zmęczeni i cóś troszki wkarwieni. Każdy o cóś inszego się nerwuje ale jak ludków podpytać to wychodzi na to że denerwuje ich brak zmian. No bo nie o take Polskie itd. 

Jak obecnie jest? Jest nijak, so opowieści o rozliczeniu ale coraz bardziej te rozliczenia iluzoryczne. Niby  Fundusz Sprawiedliwości się wysypał, niby prokuratura działa ale jak przychodzi co do czego to dość powszechne jest odczucie że nic nie działa a tu jakieś markowanie działań  odchodzi. Nie że ludzie aż tak msty spragnieni  ale był obiecany porządek i rozliczanie z nadużyć, to ludzie oczekiwali zrobienia porządku i rozliczenia z nadużyć. A tymczasem mieliśmy przedstawienia pod tytułem komisje śledcze, akty oskarżenia wobec co najwyżej drugorzędnych polityków i... No i co? Mła wie że młyny sprawiedliwości mielą powoli ale tu może zaraz nie być czego mielić. Mój boszsz... jedyne czego oczekuje wyborca to skuteczności i spójności a tu słabo z jednym jak i drugim.  Dopiero teraz majo być jakoweś ciekawe przesłuchania, jak mła zna życie wyjdzie kapiszon. No dobra, nie ma prawdziwych igrzysk to co z chlebkiem? Ano tak sobie, wszystkie czekajo na kasę, która niby jest,  z tym że jej nie ma. Na chwilę obecną widzimy zamilczenia i  uniki,  kpiny z obywateli,  pokazy niekompetencji kolejnych przygłupów oraz nadal trwające  ograbianie i dokręcenie śruby społeczeństwu ( od eko idiotyzmów zaczynając, poprzez niezrealizowaną obietnicę  kwoty wolnej od  podatku i usunięcia tej nieszczęsnej, wprowadzonej  przez PISdniętych składki zdrowotnej, będącej w istocie kolejnym podatkiem,  potem kolejne podwyżki cen energii, udawanie że NFZ działa,  na  planach budowy CPK, co to ma nie być CPK  kończąc ). Kasy ni ma.

Powoli, powoli, kończy się miesiąc miodowy rzundzących i ludu. Rzeczywistość skrzeczy a ludzie ten skrzek słyszo.  Przykład z podwórka ódzkiego z cyklu  "Co robio  korpo w naszym kraju?". Tera będzie o tym co robio  z prawami pracowniczymi. Polski pracownik jest za drogi, zatrudnia się Ukraińców i wykorzystując polskie prawo  niemiłosiernie się ich eksploatuje. Zero urlopów, płacy za nadgodziny i tym podobnych socjalistycznych głupot.  Koncerny rodem z Reichu tak lubiejo. Nie mam nic przeciwko sile roboczej z Ukrainy ale za to mam dużo przeciwko różnemu traktowaniu pracowników, bo  to jest po pierwsze niesprawiedliwe, po drugie szkodliwe dla rodzimej siły roboczej. Już się robi  problem ze znalezieniem pracy przez Polaków, choć ciągle słychać narzekania jak to pracowników mało. Sorry, bardzo tanich pracowników jest mało.  Takich, których praca jest nisko opłacana więc zysk dla korpo większy. Słabo opłacony i przeszkolony pracownik to niższa jakość produktu Made in Poland, co zdawa się nie mieć dla rzundzących znaczenia.  Hym... jedyne czym Europa może konkurować jeszcze ze światem to jakością. No bo te korpo tak inwestujo. Taa... a jak tam ze zwolnieniami podatkowymi? Gdyby Ukraińcy podlegali od A do Z pod polski kodeks pracy firmy płaciłyby wincyj. Wszystkim. No chyba żeby w imię pretekstu konkurencyjności chciały wynieść produkcje poza Europę i prędzej niż  później płacić solidne cła za badziew, którego nikt by tu nie kupił. Mła bardzo nie podobie się polityka rzundu wobec korpo, nie tylko Big Techu. Jest znacznie bardziej dupowłaźna niż polityka Brukseli.

Ludzie widzą że to nie uśmiechnięta Polska a szyderczy rechot zarzundzających więc jeszcze troszki a dojdziemy do ośmiu gwiazdek  z taką uśmiechniętą. No bo  nie na to się umawialiśmy. Nie na dopieszczanie korpo, to jest 2024 a nie 2004. Taką metodą to z boomersa można zrobić zetkę. W końcu padnie pytanie "Po co mamy tak robić padając na twarz, skoro na koniec miesiąca większość zysków z tej pracy rozpływa się gdzieś tam, my otrzymujemy grosze a protest w sprawie tej paskudności to sobie możemy włożyć, bo Ukraińcy czy Hindusi będą robić za marne  rupie, nie dlatego że bardzo chcą tylko dlatego że innego wyjścia nie majo?" Jak jeszcze sobie doliczymy  zrujnowane zdrowie i kiepściznę NFZ, brak czasu dla rodziny i  dla siebie, zdewastowane środowisko, bo korpo przepisy środowiskowe naginajo namiętnie a na koniec uświadomimy sobie że to my jesteśmy głównym płatnikiem podatków w tym kraju, bo korpo jest dopieszczane,  to rzundzące mogo się zdziwić że po miesiącu miodowym będą mieli zaraz do czynienia z pozwem rozwodowym i oświadczeniem że nigdzie nie jest  przyrzeczone że prezydentem Polski  zostanie któś z koalicji 15 października. Po doświadczeniach z kapitalizmem na maxa i oligopolami, ludzie bardzo lubio słuchać opowieści o protekcjonizmie, radościach socjalu i końcu globalizacji.  Nie można ich za to winić, mła w końcu też  chce dobrych zarobków, silnego i sprawczego państwa, dobrych usług publicznych, wysokiej jakości żywność i produktów oraz work -  life balance.

Mła chce, inni tyż chcą. A co do tej pory dostaliśmy? TVP której niemal nikt nie ogląda, bo zarzundolubni  oglądają nadal  TVN a  sierotki po PISie przeniosły się do Republiki, promil obywateli będzie mógł korzystać z opłacanej przez  państwo procedury in vitro, niższy jest VAT dla kosmetyczek, kretyńskie naciski na kredyt 0%, co jest tak gupie że od razu wiadomo że chodzi o przekręt, 100 urzędników działających w randze ministra, przelewy z budżetu państwa na  nader liczne NGOsy, stowarzyszenia i fundacje przyjaciół obecnej władzy,  programy idiotycznych dopłat do elektromoblilności - ostatnio rowerki lekstryczne,  pushbacki co to były złe teraz są dobre, 800 na plusie, program edukacyjny "Na złość Czarnkowi". Czy tylko mła ma wrażenie że średnio z tymi zmianami?  Dobra,  rozdawnictwo PISdniętych  było z pożyczek, które musimy spłacić  - 950 miliardów peelenów w 8 lat. Zaprawdę sporo, mła zawsze martwiło rozdawanie pożyczonej kasy na prawo i lewo, jednego Gierka już w swoim życiu przeżyła i odsetki od odsetek spłacała. Hym... to może zaczniemy cóś robić żeby obywatele godziwie zarabiali. No wicie rozumicie, mniej socjali za to większe zarobki. Większe zarobki to większe podatki, więcej kasy z podatków to   ten dług można zacząć spłacać i jeszcze na polepszenie jakości usług publicznych by się cóś uszczknęło. Biznes się kręci, te klimaty. Taa... zarzundowe cóś głuche, sprawy ważniejsze majo. Wszak zaraz następna kampania wyborcza. "Ridi, Paglliacio, sul tuo amore infranto..."

Dziś za ozdóbstwo robią prace postimpresjonisty z kręgu nabistów,  Édouarda Vuillarda, malarza codzienności a w Muzyczniku boski Luciano śpiewa Leoncavalla.

Ridi Pagliaccio, sul tuo amore infranto!

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,luciano_pavarotti,vesti_la_giubba.html
Ridi Pagliaccio, sul tuo amore infranto!

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,luciano_pavarotti,vesti_la_giubba.html

sobota, 6 lipca 2024

Codziennik - lipcowy upalnik

Mła powinna zrobić prasówkę ale jej się nie chce. W skrócie  to jest tak: złe wieści dla Ukrainy z frontu i z  jej zarzundu, któren się żre, złe wieści dla Rosji spoza frontu i z gospodarki, która mimo dęcia propagandystów jak to jest świetnie,  jest na tyle dodupna że prawda wygląda, właśnie jak dupa zza krzaka, złe wieści dla Chin,  bo zamiast planowanego odbicia gospodarczego jest  dołowanko, złe wieści dla Francuzów  bo polaryzacja społeczna robi się hamerykańska, złe wieści dla Brytyjczyków bo zamienił stryjek siekierkę na kijek ( mła się zmusiła i oblookała debatę! ), złe wieści dla Niemiec bo kryzys się pogłębia a w  dodatku udało  im się wkarwić  prawie całą Europę, złe wieści dla Amerykanów, bo z której strony nie patrzeć wszędzie dupa. A dla nas całkiem niezłe wieści, paczymy jak się rzundzące byłe i rzundzące obecne napiendralają, co jest naprawdę pozytywne ponieważ nie zajmują się  nami. Hym... zdaniem  mła nie ma nic  gorszego niż polityk doglądający elektoratu. Spad na drzewo i to natentychmiastowy. Polskie mendia mainstreamowe chciały pomocy w walce  o wyciągnięcie kasy od Big Techu. Niby słuszne ale sorry, ta propaganda i bajki w ich wykonie, mła tego nie kupuje - jeden ściek z Big Techem. Tyle prasówki.  A poza tym mła sobie woli w ten upalny dzień pooglądać  co tam ludeczkowie piszo, pokazujo albo mówio. Mła oblookuje filmiki, które nagrywają ludzie na tym Zachodzie, potem troszki doczytywuje i widzi jak byk że istnieje jednak cóś takiego jak tożsamość europejska. Tak wiem, to się politycznie kojarzy ale mła tu bez  polityki, mła po prostu zauważa że jest  mnóstwo pojęć Starego Świata, które my tu uznawamy powszechnie za nasze, także  szczerzepolskie, a które  gdzieś tam na świecie ludzi, niby  bliskich nam kulturowo,  wprawiają  w zadziwienie. Wzrastaliśmy w pewnych wartościach, taplamy się w nich, nie zastanawiając się  czy one są tylko nasze narodowe czy wychodzą poza narodową wspólnotę a wychodzi na to że wychodzą, he, he, he. Dla mła jest zaskoczeniem na jak wielu płaszczyznach mamy wspólną wrażliwość tu w Europie i jak bardzo różnimy się od Australijczyków, Kanadyjczyków, Amerykanów z którymi powołujemy się na wspólnotę wartości. No a po południu mła idzie na imprezkę.

No to by było na tyle. Dziś fotki z balkonu Cio Mary, krasnale wśród pelargonii rzundzą, he, he, he. W Muzyczniku leniwie. Ella  i  Louis śpiewają i grają muzykę Georga.

środa, 3 lipca 2024

Codziennik - przygotowania do zrzutu kilogramów

Wczoraj wieczorkiem w ramach podbudowy naukowej odchudzania mła obejrzała sobie dwa filmy na temat otyłości. No wiecie jaka mła jest, lubi się wywiedzieć. Najsampierw było sporo info dołujących, wicie rozumicie, te komórki tłuszczowe wyhodowane w dziecięctwie, których ilości się nie zmniejszy,  co najwyżej ich rozmiar można zredukować. Hym... mła się decyduje na tę redukcję a tu następny zonk i dobijanko - za otyłość odpowiadają też substancje zawarte w opakowaniach plastikowych przeznaczonych do pakowania żywności ( UE już części z nich zakazała ) a także opryski upraw  pestycydami! Zaburzają gospodarkę hormonami. Oczywiście Amerykanie, w których społeczeństwie jest już 42% ludzi otyłych ( nie z nadwagą, otyłych ) mają na to odpowiedź, jeszcze więcej chemii czyli leki typu Ozempik czy Mounjaro. Mła siedziała i gapiła się w ekran jak zaczarowana a na tym ekranie opowiastki snuto jak to w ostatnim półwieczu spowodowano plagę otyłości, która jak się okazuje nie jest aż tak zależna od stylu życia, co dla mła samo w sobie nie jest  aż taką niespodziewanką, jednak skala zależności procesu tycia od chemii używanej w spożywce nieco ją zdołowała. Z perspektywy mła wygląda to tak, najsampierw przemysł spożywczy cię tuczy  a potem przekazuje przemysłowi farmaceutycznemu, który cię leczy. Zysk jest, akcje idą w górę. Pierwsze o czym mła pomyślała to o ograniczeniu ziemi uprawnej trafiającej w łapy koncernów a potem o rozwaleniu takiego Nestle. Od samego myślenia o tym poczuła że chudnie. 

A teraz o przygotowaniu zestawu śniadaniowo - obiadowo - kolacyjnego. O ceramikę mła chodzi, jeszcze nie o potrawy. Mła powyciągała niebiewskie talerki i miseczki. No nie ma że nie ma jak są. Jednolite w coolorku, tak jak zalecała Romi. No dobra, prawie jednolite.  Mła teraz będzie na tych skorupach spożywać, mając nadzieję że coolorek nie doda urody żarciu i mła będzie w związku z tym  spożywać mniej wszystkiego co jej zazwyczaj  w boczki, bandzioch i tyłek wchodzi. Jeżeli okaże się  że mła mimo tych błękitów stołowych nadal żre jak żarła, to zaistnieje przesłanka dowodowa w kwestii bycia przez  mła drobiem, konkretnie kurą Gallus gallus domesticus ). Pierwszym podaniem na tych niebiewskich skorupkach będzie słynna kapuścianka vel zupka prezydenta vel Kwaśniewska polewka. Zupka zostanie podana w celu obkurczenia narząda, znaczy żołądka. Ciekawe ile dni mła na niej wytrzyma. Mła udała się na konsultację do Mamelona,  bo obiecała że będzie się z nią dzielić wszystkim odchudzającym, każdym info, wszelkimi pomysłami. No a potem to miało być wiśta wio i jedziemy ze zrzucaniem z boczków. Koniec  z oponami i tym materacem z przodu i fotelem z tyłu! Mamelon jest załamana, raz już z kapuścianką próbowała i przerżnęła, bo tak była głodna. Mamelon ma znacznie ciężej niż mła, bowiem jest panią na Sławencjuszu a ten stanowczo odmówił brania udziału w kapuścianym eksperymencie ( choć wcale by mu nie zaszkodziło ) i Mamelon będzie gotować dla niego "wszystko kuszące". To się nazywa mieć przerąbane. Mła by zastosowała w tym wypadku prozdrowotne żywienie przymusowe, znaczy gar zupy i głuchotę na jęki ale Mamelon ma dobry charakter i dlatego będzie miała pod górkę. 

No dobra, pierwsza micha kapuścianki już za mła. Bez ziemnioczków, za to z buraczkami i fasolką oraz pomidorkiem. Zjadliwa ale  dupska nie urywa, jest więc szansa że mła się wylaszczy  jak Olek przed tymi wyborami prezydenckimi. Dodatkowo mła zakisiła małosolne, ogórki wszak też słabo tuczące a mła cholernie lubi. To by było na tyle, wpis ilustrowany fotkami na temat a w Muzyczniku piosenka  o warzywkach, znaczy "Ballada Jarzynowa" w  wykonie Ireny Kwiatkowskiej, kiedyś już na blogim obecna.

niedziela, 30 czerwca 2024

Różności i różnidełka

Zacznę od ogłoszenia prawdziwego rarytaska, Pana Kota Ejtego, zwanego Puzzlem , któren nie dość że urodny to jeszcze mundry bardziej niż profesur. Tylko poważne oferty, w głupoty kot się nie będzie zagłębiał. Kandydaci na stanowisko opiekunów majo być odpowiedzialne i bardzo kochać. Kot nie ma wymagań co do wyglądu opiekunów, poziomu ich zarobków czy tam innych takich nieistotności. Charakter majo mieć prawy i uznawać się za szczęśliwców o ile  okaże się że pan Ejty zwany Puzzlem uznał że ich oferta jest najciekawsza. Pan Ejty informuje że  podanie na stanowisko opiekuna przyjmowane jest pod wskazanym na blogu Psicy w Swetrze   telefoonem, to Zasweterkowana Psica poinformuje o wynikach konkursu, znaczy wyborze Pana Ejtego zwanego Puzzlem.  Teraz mła przejdzie do kotostwa własnego, które jak zwykle jest nieposłuszne, niesubordynowane, niewdzięczne i  jeszcze parę innych nie sobą reprezentuje. Gdyby mła miała na podstawie kociego zachowania zbadać poziom mniłości świata do się to miałaby cinżkie załamanie nerwowe. No qurna nie są to dobre koty, no nie są! Jakby się im mła nie przyglądała to z każdej strony wyglądają na stado rozbisurmanionych egoli. Na takim tle to Pan Ejty zwany Puzzlem to normalnie któreś tam wcielenie Wszechmiłości. Taki Mrutek na ten przykład, tyle jest w chałupie miejsc do spania a on nadal koniecznie  musi się katować leżeniem na suszarce z rozwieszonym świeżym praniem. Bo co, bo luba wilgoć chłodzi ciałko? Madka mu tłumaczy że jeszcze reumatyzmu dostanie a on  na madkę paczy i oczko mu się przymyka, paszcza rozwiera i ziewa drań jeden a potem się na tym praniu ponownie uwala ( oczywiście mła wszystko musi prać od nowa ). Madka do niego z łapami żeby zgonić a Mrutek z pretensją że był pierwszy, że prania pilnuje a mła nie docenia a w ogóle to się przypieprzam nie wiadomo o co i przez to wszystko Pasiak wyemigrował, czego Mrutek nigdy mła nie wybaczy. No Mrutek jest ze mła niezadowolniony. Dziefczynki wcale nie lepsze, żądania są kretyńskie typu stój przy mnie i patrz jak  będę jadła, bo jak się  odsuniesz to nic nie zjem. Spoko, mła stoi i zżerane są odpowiednie ilości jedzonka. Oczywiście najlepiej smakuje podane o trzeciej nad ranem, mła już nie protestuje, wyćwiczona jest. 

Jeśli chodzi o ogród  mła nic nie napisze ze względów oczywistych, znaczy mła jest za stara żeby w upalne weekendowe dni cokolwiek robić w ogrodzie. Będzie co będzie i trudno. Jeśli chodzi o tzw. walkę ze zniedołężnieniem starczym to mła na razie obżera  się przed godziną zero, czyli nieodwołalnym terminem rozpoczęcia odchudzania. Nie wiem czy słusznie, może powinnam już raczej zbierać siły mentalne żeby być w stanie odmówić sobie kawałka serniczka  czy deserku zrobionego rękoma  Mamelona? Na razie jednak jeszcze jadam słodkie, choć nie są to ilości zabójcze dla organizma to mam świadomość  że tyłek jest pasiony. Zgodnie z zaleceniem Romi mła wyciągnęła niebiewskie talerze, co prawda pierwszy na nie nałożony posiłek ( pomidorki ze śmietaną ) to nie była wcale taka mała porcja. Hym... może ta wielkość porcji zacznie się zmniejszać z czasem.

 
Mła stara się nie słuchać ani nie oglądać politycznego netu  bo tam ryczenie i tupanie nogami, no wicie rozumicie, płacz, wrzaski i zgrzytanie zębów bo prawica robi się coraz mniej prawicowa, znaczy tzw. elitki progresywne, które miały  do tej pory w dupie to co ludzie myśleli na temat durnot covidowych, zielonowalstwa, płci zmienianych w zależności od nastroju zrozumiały że kończy się czas kiedy wszystko było można. Prawica robi się centrystyczna. Jeżeli we Francji wygra Front Narodowy to Ursula i jej nowa paczka będą musieli gruntownie przemyśleć parę dotychczasowych polityk europejskich. W Stanach panika  po całości bo Joe wygrał konkurs na pierwszego rezydenta domu spokojnej  starości. To że Donald dostał nagrodę pocieszenia dla króla mitomanów cóś progresywnych nie cieszy. Szczerze pisząc to bliższa koszula ciału i bardziej mła zainteresowana jest tym co robi ze sobą Europa a jej zdaniem Europa szczęśliwie normalnieje.  Do tej pory była za bardzo wychylona w lewo, to lewicowa opowieść królowała na salonach politycznych Europy, choć politycy ją snujący należeli do różnych centrowych ugrupowań. Straszenie skrajną prawicą to ulubiona zagrywka lewicy, tylko że ta Baba Jaga dzieci pożerająca  Meloni nie okazała  się być faszystką i juntą w jednym. To ci bardziej na lewo są zamordystyczni, jakby się tak lepiej przyjrzeć. Cóś mła się zdawa że francuska "skrajna prawica" powtórzy tę włoską ścieżkę.

 
Z inszych sprawek netowych to mła sobie ogląda przeprowadzki, znaczy jak ludzie z inszych krajów przyjeżdżają do  Polski i tu się osiedlają. Nie wszyscy mają polskie korzenie, nie wszyscy są  z krajów biedniejszych od Polski, mła ogląda bo interesują ja motywacje, które za tym stoją. No Rosja czy Ukraina to wiadomo, ludzie stamtąd mykają bo nie dość że ekonomicznie, politycznie dupanda to jeszcze wojna. Ale są też migranci z Niemiec, UK i całkiem spora grupka z USA. Wicie rozumicie, dla nas Polaków to może się wydawać nieco dziwne ale fakt jest faktem, kupa tych nowych migrantów z Zachodu bredzi o "wyższej jakości życia" i "bezpieczeństwie". Tak jakby u nas napadów nie było, złodziejstwa i tym podobnych radości. Mła jakoś nie zauważa nagłej poprawy bezpieczeństwa, wprost przeciwnie, mła się zdawa że w Polsce jest o wiele  bardziej niebezpiecznie niż było. Hym... albo te migranty z Zachodu jeszcze nie pokosztowały tych radości albo u nich jest teraz rzeczywiście dziki zachód a my tu małe żuczki nieświadome tych okropności. Jak dla mła to nieco zdziwne, bo w Polsce jest od cholery migrantów zewsząd  i nikt mła nie wmówi  że jest ich mniej  niż w np. takich Niemczech.  Jest też od groma migrantów muzułmańskich a problem bezpieczeństwa, który jest z nimi niby związany, nie jest z kolei przez tych migrantów  z Zachodu, tu w Polsce w ogóle odczuwany. O co kaman? Dlaczego w Reichu jest niebezpiecznie a w Polsce to niby cacy? O co tu tak naprawdę chodzi i dlaczego ludzie myślą że w Polsce, kraju przyfrontowym,  z kupą migrantów jest bardziej  bezpiecznie? Czyżby policja niemiecka czy brytyjska albo amerykańska olewała swoje obowiązki? Może tak być, od czasu nieszczęsnego Floyda i zamieszek BLM mła jest  w stanie uwierzyć że policja nie chce się kopać z politykami.

Druga sprawa to ta jakość życia. No dobra, podróże kształcą - w Polsce jest dość wysoka jakość  życia. Wiem, niektórzy mogą być zdziwieni  ale mła widzi jak ten świat zagramanicą wygląda. Wszystkim narzekającym na Cebulandię polecam odwiedzenie paru europejskich krajów.  Dla solidnie wątpiących wycieczka  do krajów pozaeuropejskich. Niekoniecznie Indie, wystarczą Kanada i USA, nawet ZEA z tym ichnim  Dubajem, co to niby jest rajem i wszystkie miliardery i milionery  się tam udajo. Dobra, jest w Polsce mnóstwo spraw, które Polaków dobijają. Polska nie ma super usług publicznych, nasz NFZ to tragedia w trzech aktach z których każdy następny jest  bardziej krwawy niż poprzedni, szkolnictwo leży  i kwiczy, wstrząsane kolejną serią reform ( po bozio - ojczyźnianych teraz odważnie  - lewicowych ), temat obywatel a urzędy to obiekt ćwiczeń dla ulubionego sportu Polaków - narzekania.  Sieć transportowa, czy to kolejowa czy drogowa zostawia wiele do życzenia, oględnie pisząc, o lotniska toczy się nieustająca polityczna awanturka. Mieszkamy w chałupach o mniejszym metrażu niż na Zachodzie  i gorszym wykończeniu, za które w stosunku do zarobków płacimy sporo.  Dodajmy do tego płace niższe niż na zachodzie i południu Europy, o  Stanach w ogóle nie ma co  pisać, wysokie koszty  życia, paskudną jak wszędzie klasę polityczną i ludzi wokół, którzy nie są  królami small talks i mistrzami przyjaznych uśmiechów. Do tego jeszcze pogoda, Polska zimą i jesienią to jedna wielka depresja. No i quźwa, mimo tych wszystkich wad ludzie tu przyjeżdżają, osiedlają się i twierdzą że za ich przeprowadzką do Polski stała chęć skorzystania z wysokiej jakości życia, jakie my tu mamy, bo to jedzonko, bo ten balans między pracą a życiem ( przeca zapieprzamy dłużej  niż ludziska z innych krajów Europy ), a język polski to jakoś zniosą.  Zdziwko, nie? 

Dzisiejszy wpis ochładzają obrazy Gustave Calliebotte'a, troszki mniej znanego impresjonisty. W Muzyczniku tyż piosenka chłodząca. Burt Bacharach pisał takie  piosenki że nawet mła bez fałszu może sobie zanucić.

piątek, 28 czerwca 2024

Na życzenie publiczności

Przyszedł gorąc, taki wilgotno paskudny i obezwładniająco  muralno miejski. No nie podobie mła się taka pogoda ale cóż robić ale cóż robić? Na ocipienie klimatu narzekać? Jeszcze komu do łba przyjdzie aerozole w tej naszej błękitnej otoczce rozpylać. No  bo wicie rozumiecie, teraz naukowce hamerykańskie doszły do wniosku że zasiarczenie i te inne pyły to może jednak nie takie złe bo czysta otoczka cóś się bardziej nagrzewa czy tak jakoś. Mła się od razu przypomina taki film Woody Allena pod tytułem "Śpioch". Woody zahibernowany w drugiej połowie XX wieku po przebudzeniu liczył na jakiś zdrowy posiłek à la "swoje czasy". No wicie, rozumicie, miody organiczne, kiełki pszenicy. A te naukowce, które go wybudziły proponowały mu to co uchodziło za najzdrowsze w ich czasach, 200 lat  po zamrożeniu Woody'ego, znaczy steki, smażeninę w głębokim oleju, krem karmelowy. Te naukowce!  "To tytoń, jedna z najzdrowszych substancji", "cukier  krzepi" itd.  Najśmieszniejsze że z tym tytoniem i cukrem to nie do końca bujda. Ech... niezależnie od tych naukowych najnowszych teorii, czy też tych teorii nieco starszych,  mła sądzi że gorące lato należy znieść z godnością ( najlepiej to w wannie ). Intermezza, czyli gwałtowne burze też tam znosić, z tym ze mając towarzystwo kocie. No bo wiadomo, jak leje  to trza chronić futra, silnego wiatru czterołapy nie znoszą, a te  chałasy na niebie i błyski to zupełnie jak Sylwestrzane wybuchy.

Upalna pogoda  nastroju mła nie poprawiła, mła nadal czuje się strasznie staro ale powolutku, powolutku pracuje sama  nad sobą. Samo użalanie się jeszcze nikomu nie pomogło, trza tu jakieś działania podjąć. Siedząc wraz z Mamelonem nad urodzinowym deserkiem Sławencjusza ( serek, śmietana 30% i dużo owocków ) mła tak rzuciła w przestrzeń że chyba powinnyśmy schudnąć. Mamelon była za, więc będziemy się pilnować z żarłem. Od  moich urodzin, bo od urodzin Mamelona, które wypadają wcześniej niż urodziny mła, to wcześniejszy termin nie do dotrzymania.  Wicie rozumicie, szok mentalny by się nam zrobił a po  do znaniu szoku mogłybyśmy żreć więcej. Mła musi zrezygnować ze słodyczy a Mamelon to właściwie nie musi rezygnować z niczego ale za to musi zacząć chodzić i przestać korzystać z czaru czterech kółek. Owszem, duże  zakupy  tak ale te mniejsze to absolutnie  nie. Teraz należy  się wziąć za określenie czym są duże zakupy. Cóś mła się zdaje że będzie Mamelona bolało ale nie  ma zmiłuj, jesteśmy po prostu za grube żeby  dożyć starości w stylu "Wandziu trzymaj się!". Trzeba podjąć te bolesne czynności zaradcze. W nagrodę za poświęcenie obiecałam Mamelonu wyjazd na przyszłoroczne wakacje na plażę bez gór w pobliżu. Nawet zaczęłam już konsultować ze spotkaną przypadkowo w tramwaju  Dżizaas, która na słowo wakacje natentychmiast zaczęła merdać nogą zamiast ogonem, jakby ślinić się i nerwowo pocierała szyje, cóś smycz na niej czując. Na razie mła znalazła lokalizacje, potem sobie uszczegółowi co i jak. Jest nadzieja że wizja nas wylaszczonych w kostiumach kąpielowych wspomoże nasze wysiłki odchudzeniowe.

Dziś Sławencjusz jedzie na blokadę, na tym etapie jest jego leczenie. Po blokadzie ma być rozćwiczywane, znaczy Sławencjusz też ma swoje zadania do odrobienia. Zatem wszyscy mamy się ruszać i wogle. Mła już samo to że coś robi ze swoją zniedołężniałą starością napawa lekką otuchą, lekką bo tu jeszcze cza mózg  ćwiczyć. Mła  obejrzała sobie przed chwilą fragmenty debaty prezydenckiej w Stanach i doszła do wniosku że ćwiczenia mózgu konieczne, choćby kwiczenie przy tym z niej wychodziło straszliwe. Obecny prezydent jest w fazie demencji, nie jestem pewna czy lekkiej, niby przyszły jest w fazie rzeczywistości urojonej. Jeżeli Hamerykanie będą mieli taki wybór to proroczę najniższą frekwencję wyborczą w historii ichnich wyborów. Z tego co widziałam to się  mła  zdało że to obaj kandydaci przebili najniższy z poziomów naszych krajowych polityków a to jest sztuka! Dlatego mła będzie bardzo  ćwiczyła swojego mózga, żadnego lenistwa, ćwiczenia matematyczne i rozmyślania o skonstruowaniu bomby neutronowej, coby nam wszystkim odstraszanie załatwić.

Na wszystkie komentarze mła odpowie po południu, dziefczynki mła była mocno zalatana w tym tygodniu a jeszcze papiry w chałupie miała do zrobienia. Po południu  jak wrócę to przysiądę do odpowiadania. Na powszechne życzenie publiczności mła zapodaje kolejne zdjątka z Mamelonoison a w Muzyczniku wesołą pogrzebową muzyczkę z Nowego Orleanu.