Łatwo obwinić migranta, miliardera trudniej. Dlatego tak świetnie ma się powoli narastający rasizm i konflikty na tle narodowościowym. Mła ma do migracji stosunek dość trzeźwy, w Europie nie zmieści się prawie cała Afryka i pół Azji, w USA nie zmieści się cała Ameryka Środkowa i pół tej Ameryki Południowej. Jednakże ludzie będą migrowali, bo od zawsze migrują, od czasów kiedy nie było jeszcze żadnych granic i żadnych państw. Problem nabrzmiał i w końcu trzeba go rozwiązać, bo będziemy mieli co i raz taką Ceutę albo przerzutowe akcje ze strony Łukaszenki. Niekontrolowana migracja to zamęt, więc jasne jest że migracje należy kontrolować. W zasadzie jest to proste, zamknąć granice i już, tylko czy jest to rozsądne? Nie jest. Zacznę od klasyki - migranci zabierają miejsca pracy. I tak i nie. Prawda jest taka że migranci pracują za relatywnie mniejsze pieniądze, za które spora część Polaków nie poszłaby do roboty. Z punktu widzenia tuziemca szukającego roboty, migranci zaniżają pensje, godząc się na niższe stawki. A jak to wygląda z pozycji tego samego tuziemca kupującego w sklepie żywność. Jest tak drogo że nie powinno już drożeć, trzeba obniżać koszty. W jaki sposób je obniżać? Można zarżnąć kurę i płakać że jajecznicy nie będzie, czyli płacić godziwie tuziemcom robiącym przy żywności, żeby potem ci sami tuziemcy wpadali w zdziwko że chlebek nasz powszedni kosztuje coś tam 50 złociszy. Można jeszcze zaćwierkać zatrudniającemu że za dużo chce zarobić, tylko że nie wszyscy są Januszami biznesu ( tak nawiasem pisząc Januszom biznesu pewne możliwości powinno się zdrowo przyciąć, tak, jak i koncernom, które powinna w końcu dopaść ustawa antykartelowa! ). Jak ma się wyjść na swoje kiedy podatki są jakie są, czy bardzo wielcy przedsiębiorcy nie mają aby za dużych ulg, kosztem małych pracodawców? Nie wiem, ale wiem że coś z tą kwadraturą koła, w którą wpisani są migranci, w końcu trzeba będzie nam zrobić, bo piendrolnie. Teraz mła się wypowie na temat pozornie tylko polityczny, bo to nie jest problem do rozwiązania dla prawicy, czy lewicy, to jest problem do rozwiązania dla wszystkich. Powoli do ludzi zacznie w końcu docierać że prawdziwym konfliktem w którym bierzemy udział, jest ten między ludźmi żyjącymi tak se średnio, naprawdę biednymi a klasą bogatą i stale się bogacącą, dla której migranci to wygodne odwrócenie uwagi od stanu rynku pracy. To tu jest coś mocno nie tak.
Migracja migracji nierówna. Co do migracji ze wschodu w Polsce i Europie. Wskaźnik zatrudnienia Ukraińców w Niemczech wynosi obecnie równe 50% w ujęciu osób, które spędziły w kraju około 3,5 roku od fali przyjazdów w 2022 roku, wskaźnik zatrudnienia dla uchodźców z 2015 roku z Syrii i Afganistanu w Niemczech obecnie wynosi ok. 35%. Po prawie 11 latach. W Polsce wskaźnik zatrudnienia uchodźców Ukrainy wynosi 65%, licząc z tymi , którzy przybyli przed wojną wskaźnik osiąga 80%, a doliczając pracujących studentów 95%. Migracja z krajów bliższych kulturowo "lepiej się wchłania" na rynek pracy. W UK przed brexitem Polacy którzy robili jak Ukraińcy, przy okazji robiąc też za chłopca do bicia, w czasie kiedy torysi wyprawiali głupoty a Partia Pracy zajmowała się byciem nie tyle antyizraelską, co prawie antysemicką. Potem Polacy zaczęli wyjeżdżać i z tej ponad półtora milionowej rzeszy trwa tam obecnie coś kole 700 tysi. Za to przypłynęli ludzie na łódkach. Osoby docierające do UK na małych łodziach to "azylanci", którzy ze względów prawnych nie mają natychmiastowego dostępu do otwartego rynku pracy. Tak, to jest witaj kochany socjalu, idzie to dokładnie w tę stronę, w którą poszło w Niemczech. Odpowiedzią dlaczego tak jest, są przeciągające się procedury i hołubienie na socjalu. Jakoś nikt się nie zdobył na pomysł nakazywania prac społecznych za to utrzymywanie na socjalu. Szkoda, bo tych ludzi można by wykorzystać i przeszkolić zawodowo. Pytanie tylko czy ci ludzie naprawdę przyjechali do pracy, czy do raju. Bądźmy szczerzy - jeżeli po dekadzie pobytu w Reichu pracuje niewiele ponad 1/3 migrantów, to nie była to migracja zarobkowa tylko socjalna. Dobra, dobra - uchodźcy. Tylko dzieci dorosły chodząc do niemieckich szkół, rodzice przez dekadę mogli poznać język a zatrudnienie jest w tej grupie jakie jest. Sorry ale azylantem nie powinno się być wiecznie, wiec nie ma co udawać - Niemcy wyhodowali sobie migracje socjalną. To jest znacznie bardziej kłopotliwe niż problemy związane z migracją zarobkową.
Migracja zarobkowa ma swoje własne, nieciekawe oblicze - firmy szukają tanich pracowników za granicą, posługując się argumentem że na polskim rynku pracy nie ma pracowników. Nie ma pracowników za oferowane pensje, czy nie ma pracowników w ogóle? To jest pytanie na które powinniśmy sobie odpowiedzieć, bo cuda wianki się dzieją. Oraz na pytanie czy chcemy rozwijać biznes za wszelką cenę, czy może robić to nieco mniej ofensywnie, mniej konkurencyjnie, za to bardziej spokojnie, bez powodowania napięć społecznych. Wiecie odwieczne prawo biznesu - prywatyzować zyski, uspołeczniać straty nie powinno być państwową doktryną. Coś bardziej mła się widzi że państwo powinno pilnować by bogacenie się nie odbywało się kosztem wszystkich innych wokół. Mła się obawia że to kontraktowanie robotników za granicę będzie wymagało wzmożonej kontroli, bo wyrosną nam obozy pracy. To są koszty za które zapłacimy my wszyscy a nie tylko właściciele biznesów. Jeżeli nie ma pod ręką pracowników, to może pomysł na biznes powinien być nieco inny. Ostatnio coś nasz zarzund zaostrza kryteria przyznawania pozwoleń na pracę, pojawiły się już pierwsze artykuły o tym jak Kolumbijczycy będą cierpieć. No cóż, mogą poszukać pracy w Hiszpanii, która ma duży wzrost gospodarczy, więc powinno być sporo roboty dla ludzi posługujących się językiem hiszpańskim. Nie jesteśmy w stanie zbawić całej Kolumbii, mamy swoje własne kłopoty i kłopociki. Rozwiązywanie problemu konkurencyjności przez sprowadzanie taniej siły roboczej podoba się mła znacznie mniej niż rozwiązywanie takiego problemu przez innowacyjność, zmiany w produkcji, czy cóś. A co z migrantami? Oni na tym wszystkim też nie wychodzą najlepiej. Im dalej od domu rodzinnego zawędrują, tym dla nich mniej ciekawie. Z jednej strony niby dostęp do dobrobytu, taa... powiedzcie to robotnikom, którzy budowali Dubaj, z drugiej strony zwyczajny wyzysk i często, gęsto niechęć miejscowych, których wkurza masowe pojawienie się ludzi o innych normach kulturowych, wyznających inne wartości i zmieniający ten swojski świat, do którego byli przyzwyczajeni. Łatwiej psioczyć na migranta, niż na tego, który go zatrudnia, więc obrywają jak ten Cygan za kowala.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz