Pamiętacie taki pościk Zjawisko - egzoty w ogrodach ? W nim już mi się udało zadać pytanie o sens uprawy w naszym klimacie niektórych roślin. Klimat nasz niby przyjazny roślinom, wszak nazwa umiarkowany sugeruje że wiele z nich powinno w nim rosnąć bezproblemowo. Wiele nie oznacza jednakże wszystkich które byśmy chcieli widzieć u siebie w ogrodzie, nie oznacza też że ogrodowe odmiany powstałe z dzikich roślin porastających naszą część Europy wytrzymają wszystkie zawirowania aury. Tak, tak, Kochani, świetnie to widać na przykładzie kosaćca ( przepraszam za brzydkie słowo ) syberyjskiego, który mimo nazwy sugerującej pochodzenie ze znacznie zimniejszego klimatu jest swojakiem. Wicie rozumicie gatunek da radę, zniesie zarówno ciężkie zimy jak i wiosenne ekscesy pogodowe, nowoczesne odmiany nie są tak tolerancyjne. Obce geny ( delikatnie japońskie na ten przykład ) które obecne są w grupie ogrodowych irysów nazywanej irysami syberyjskimi wierzgają kiedy czują że cóś nie bardzo klimacik im pasi. No i oto wprowadzamy do ogrodu roślinę której nazwa sugeruje że to hardcore, niby odpornego kosaćca, który potrafi rosnąć wstecz a w ekstremalnych przypadkach zamierać. Jeszcze gorzej jest z pochodzącym najprawdopodobniej z basenu Morza Śródziemnego kosaćcem bródkowym. Średnio rośnie się przy silnych wiosennych przymrozkach odmianom starym, odmianom najnowszym tej rośliny jakby nie było tzw. podstawowego doboru, rośnie się często bardzo paskudnie. Najbardziej narażoną na ekscesy aury jest kategoria SDB, irysowych karzełków , której kwiaty raz na parę lat są uszkadzane przez wiosenne przymrozki ( na fotce nr 1 macie taki uszkodzony przymrozkiem kfiotek ).
No to co? Przestać uprawiać? Tworzyć ogród wyłącznie z dzikich gatunków występujących u nas. Siać tylko to co rodzime. Dobra, to wypluć tę kaszę jęczmienną, gryczaną, wyrzygać pszenicę i ziemniaczki. Tak się nie da, człowiek zbyt głęboko zaingerował w środowisko, cała cywilizacja powstała na tej ingerencji. Nie ma bezbolesnego powrotu do grup zbieracko - łowieckich, mrzonka o złotej przeszłości i ludziach idealnie wpisanych w naturę jest zresztą bajką ( jak opowiadają mi o cudownym zintegrowaniu z naturą takich grup to zawsze radośnie pytam o liczebność, stopień wojowniczości i uzupełnianie diety obrzędami egzokanibalizmu albo endokanibalizmu, które pojawiają się wraz z sukcesem mierzonym rozwojem populacji ). Mamy w "repertuarze ogrodowym" gatunki obce i ich odmiany ogrodowe, które są odporne na wiosenne przymrozki. Hamerykańskie lasy i prerie podarowały Symphyotrichum novae-angliae i Symphyotrichum novi-belgii, jeżówkę Echinacea purpurea, która całkiem nieźle u nas daje radę i kupę innych roślin.To samo dotyczy sporej grupy chińskich irysów czy peoni ( no i nie możemy narzekać przy tej chińszczyźnie że kwitnie dopiero latem albo i jesienią, jest co prawda bardziej przez to narażona na podmarzanie niż hamerykańskie rośliny kwitnące latem ale nie są to straszne delikatesy ). No a poza tym nie można popadać z jednej przesady w drugą - zamiast sadzenia egzotów przynajmniej 10 dębów na działce 600 metrowej w celu odtworzenia prapolskiej kniei i żadnych chabrów bławatków bo to wraże przybłędy, parę tysięcy lat siedzą ale przybłędy, he, he. Jak martwi nas możliwość zamiany host w zgniłą papę to dosadźmy sobie pierwiosnków a przede wszystkim wykrzeszmy z siebie choć odrobinę optymizmu. Ogrodnik jakby z natury rzeczy jest optymistą ( czasem co prawda dobrze poinformowanym, he, he, ale jednak optymistą ).
Narcyzki przetrwały zimnych ogrodników i dają czadu. Przede mną dopiero kwitnienie poeticusów. Późnawo.
Ewidentny koniec kwitnień na Ciemiernikowszczyźnie. w tym roku ścinam kfioty i suszę. Siewek i tak mam od cholery!
W samym Alcatrazie nie jest tak tragicznie, mam wrażenie że mróz działał nierównomiernie - na Schrekowisku i Zabukszpaniu są miejsca gdzie wygląda jakby go nie było!
Ogólniejsze widoki Zabukszpania z dedykacją dla Kwiatowej. Reszta Alcatrazu wygląda jak pobojowisko z wbitym w środku byłego Tyrawnika szpadlem! Usiłowałam cóś robić ale oczywiście złośliwy los sprawił że zamiast przykładać się należycie do obrabiania ogrodu wylądowałam z sąsiadką Irenką ( lat 89 ) w szpitalu. Irenka miała przygodę w wyniku której ma tzw. krwiak podczepcowy ( wygląda jakby wszytkie sąsiedztwo jej wlało ) a ja wnerw na twór pod tytułem służba zdrowia! Co jak co ale na pewno nie jest to służba. No, chyba że rozpuszczona.
czwartek, 11 maja 2017
poniedziałek, 8 maja 2017
Zima wiosną!
No strach się bać, złe się czai i ponoć zamierza uderzyć nocą ( jak to złe ). Kartonów mi nie starczy żeby przykryć wszystkie esdebięta więc mam dylemat - co chronimy a co zostawiamy na łasce losu? W dodatku wzbiera we mnie złość i w nerwach mogę podjąć tzw. nieodpowiedzialną decyzję, znaczy olać sprawę i nic nie przykrywać. Ech, szlag by to trafił! Pieprzeni ogrodnicy o imionach dotychczas mi nieznanych ( np. dziś jest Heladiusza, natychmiast zionę uczuciem w kierunku Heladiuszy ). Do tej pory zimni ogrodnicy nazywali się Pankracy, Serwacy i Bonifacy a teraz jest Heladiusz. Spadkowi temperatury patronowała niejaka Ewoodia. Czort z nią, wstrętne babsko, bardziej paskudne od zimnej Zochy. Z zimnymi ogrodnikami to jest niby tak - zjawisko klimatyczne, które jest charakterystyczne dla naszej, środkowej części Europy, kiedy w połowie maja, po okresie utrzymywania się wyżu barycznego ( jakiego wyżu ja się pytam?! ) nad Europą Środkowo - Wschodnią następuje zmiana cyrkulacji atmosferycznej, wyż słabnie i napływa pierońsko zimne powietrze z obszarów polarnych. Po prawdzie zimni ogrodnicy mogą się pojawiać nieco wcześniej ale ich najczęstsze występowanie to czas pomiędzy 10 a 17 maja. No są ci zimni coroczni, naukowo potwierdzone zjawisko. Wyraźnie fluktuacja w nim z lubością występuje spędzając sen z powiek ogrodującym w sporej części kontynentalnej Europy. Niby wiesz że będą ale oni tak z zaskoczki parę dni wcześniej Ewoodię i Heladiusza namówią do działań ogrodom nieprzychylnych. W tym roku zimni wydają mi się szczególnie nieprzyjaźni, no po prostu winter is coming i w ogóle. Nie dość że wiosna zimna i jak do tej pory przeciągle marcowa to jeszcze zimni ogrodnicy wcześniej zimnem potraktują ogrody. Pultanie we mnie wzbiera, ja się zapytowywuję Wielkiego Ogrodowego - co to jest do cholery za wiosna bez wiosny?! Ja przestanę Zwierzchności zawierzać w sprawach podstawowych i przerzucę się na ateizm wojujący ( bardzo interesujące wyznanie! ). Proszę natychmiast włączyć farelkę! Włączyć nie włanczyć!
niedziela, 7 maja 2017
Codziennik - spleenowaty niedziel
Dziś nie jest niedziela, żeńska forma istnienia nie osiąga takiego depresyjnego dna, dziś jest niedziel - smętny jak wisielec dyndający na żyłce wędkowej z której miał korzystać w cudownie zapowiadający się weekend. Gdyby to była niedziela to coś bym w domu porobiła, poczytała , pooglądała a może nawet upichciła ale jest niedziel i tylko smętnie gapię się przez okno na zapłakane podwórko i mżawkowy Alcatraz. Wszystkie moje gryplany ogrodowe poszły się tradycyjnie gryplanić, w domu smętek po kątach a koty rozłożone na piernacie tak że wcisnąć się nie ma gdzie. Dobrze że choć wczoraj nie zważając na przedburzowy ciężki wozduch czyli wszechogarniającą duchotę popracowałam na Suchej - Żwirowej i troszki w Alcatrazie. No i ze spraw pocieszających to fakt że pralka naprawiona ( tylko ile to pranie będzie teraz schło?! ). Takie sobie te pocieszki, średnio mnie na duchu podnoszą, tym bardziej że prognoza na ten tydzień to pogoda deszczowa i niewysokie temperatury. Podłamka! Nic to, włożę kaloszki, zabiorę parasol i udam się na jakąś ekskursję. To nie jest dobry dzień na zaleganie w pieleszach ( tym bardziej że pielesze zajęte ), postraszę sobą podódzkie okolice i "wolną naturę". Łona przyrody mi trzeba a nie tzw. oferty kulturalnej! Jak przylezę to profilaktycznie potraktuję się alkoholem ( jak maj będzie tak smętny i nieogrodowy jak kwiecień to witaj klubie AA ) żeby kluchy w gardle nie wyhodować ( choć nie wiem czy to coś da bo po rodzinie szerzy się wirusowa zaraza, kolejna w tym roku ) a potem głębokim popołudniem będę oglądała pocieszające reportaże z kostnicy. Taa, cholerny niedziel!
Zaleganie uparte zaimpregnowane na otoczenie.
Zezwoliłem na sesję?! Było wydane pozwoleństwo?! Wypad z tym aparatem!
Proszę zwrócić uwagę na rozciapierzenie łapki. To tak na wszelki wypadek, jakby przyszło mi do głowy zalec koło Felicjana. Hym... tego... łapka przygotowana do karcenia. To nie jest podpieranie się łapuchną, to dyskretna groźba.
Wczoraj po południu na Suchej - Żwirowej jakby zaczęło się dziać. Niestety dziś esdebięta namakają i co gorsza przywabiają ślimory. Skorupkowe małe są paskudne dla irysowych kwiatów, nienawidzę ich tak mocno jak hostowi pomrowów!
Wreszcie zaczęły wyglądać magnolie. Oj, nie była ta wiosna dla nich życzliwa. Człowiek się cieszy z mżawki bo ulewa gwałtowna mogłaby szybciutko to spóźnione tegoroczne kwitnienie zakończyć. Jedno co dobre że przy chłodnej pogodzie magnolki jeszcze pokwitną!
Półcienista część Alcatrazu powolutku robi się paprotno - hostowo - kokoryczowo - fiołkowa. No i dobrze! W tym roku mniej na niej dzikich lokatorów a więcej siewek pożądanych roślin - miodunek, fiołków i przylaszczek. Oby tak dalej.
A teraz to wszystko zmżawkowane, uwilgocone i smętnie mokre! Ech! Nie dziwię się że koty twardo zalegajo, kto by chciał być zmżawkowany, uwilgocony i mokry?! Tylko ktoś komu koty piernata zajęły.
Zaleganie uparte zaimpregnowane na otoczenie.
Zezwoliłem na sesję?! Było wydane pozwoleństwo?! Wypad z tym aparatem!
Proszę zwrócić uwagę na rozciapierzenie łapki. To tak na wszelki wypadek, jakby przyszło mi do głowy zalec koło Felicjana. Hym... tego... łapka przygotowana do karcenia. To nie jest podpieranie się łapuchną, to dyskretna groźba.
Wczoraj po południu na Suchej - Żwirowej jakby zaczęło się dziać. Niestety dziś esdebięta namakają i co gorsza przywabiają ślimory. Skorupkowe małe są paskudne dla irysowych kwiatów, nienawidzę ich tak mocno jak hostowi pomrowów!
Wreszcie zaczęły wyglądać magnolie. Oj, nie była ta wiosna dla nich życzliwa. Człowiek się cieszy z mżawki bo ulewa gwałtowna mogłaby szybciutko to spóźnione tegoroczne kwitnienie zakończyć. Jedno co dobre że przy chłodnej pogodzie magnolki jeszcze pokwitną!
Półcienista część Alcatrazu powolutku robi się paprotno - hostowo - kokoryczowo - fiołkowa. No i dobrze! W tym roku mniej na niej dzikich lokatorów a więcej siewek pożądanych roślin - miodunek, fiołków i przylaszczek. Oby tak dalej.
A teraz to wszystko zmżawkowane, uwilgocone i smętnie mokre! Ech! Nie dziwię się że koty twardo zalegajo, kto by chciał być zmżawkowany, uwilgocony i mokry?! Tylko ktoś komu koty piernata zajęły.
sobota, 6 maja 2017
Oczekując na kwitnienie irysów SDB
"Powolutku jak żółw ociężale" - że zacytuję poetę zbliża się kwitnienie irysów SDB. Tak szczerze pisząc trochę to wygląda jakby nie wyglądało i coś czuję że po raz kolejny to kwitnienie będzie takie na wpół zadowalające. No taki mamy klimat, nieprzewidywalny i w ogóle. Staram się nie zniechęcać do uprawy, choć oczekiwanie na powalające kwitnienia irysowych karzełków zaczyna przypominać oczekiwanie na Godota. Pocieszająco staram się sobie wmawiać że inni mają bardziej przerąbane, np. tegoroczni maturzyści jacyś tacy wybrakowani z powodu niezgrania kwitnienia kasztanowców z egzaminami maturalnymi. Ech, chciałoby się czasem ( bardzo głupio zresztą ) żeby tak wszystko układało się w życiu "pod kancik". Szczęśliwie tak nie jest ale człowiek zawsze niezadowolniony jak kontroli nie ma. Taki już ten człowiek jest - kierownik kontroler siedzi w najbardziej by się zdało uległym i płynącym z losem ludzkim osobniku. Cóż, moja część ogrodowa stara się cieszyć tym co los dla niej zadysponował, choć nie zawsze jest to lekkie , łatwe i przyjemne. Irysy kłoszą się nierówno ale wygląda na to że ich kwiaty nie zostały zdeformowane przez niskie temperatury. Dobre i to - hurra i na cześć Wielkiego Ogrodowego trzykrotne banzai! Co prawda coś się pokręciło Zwierzchności bo przyuważyłam szybko przygotowujące się do kwitnienia dwie odmiany TB ale Zwierzchność mimo że bezczasowa to z ludzkiego punktu widzenia starszawa i mogło się Jej pokróliczyć miażdżycowo czy cóś ( tu przywołuję ten fragmencik Dobrej Księgi o stworzeniu ludzia na podobieństwo Zwierzchności, he, he ). Zdziwne to wymieszanie kwitnień różnych kategorii irysów bródkowych, w ogóle nie mam pojęcia czym je tłumaczyć. Mam nadzieję że wszystkie irysowe kępy coś tam wyprodukują, chciałabym zrobić solidną inwentaryzcję po przeprowadzce z Pumilotonów na Suchą - Żwirową. No niby pozaznaczałam odmiany ale wicie rozumicie jak to jest ze znacznikami, pewna zgodności odmianowej będę dopiero kiedy karzełki zakwitną. Przede mną ulubiony sport majowy - ranne oblookiwanie nowo rozwiniętych irysów. Kocham to, cały rok czekam na te chwile!
No a co z Alcatrazem? Alcatraz nadrabia zaległości, w tej chwili trwa cebulowe szaleństwo. Oczywiście 'Thalia' bije na cebulę wszystkie inne odmiany narcyzów. Śliczna i elegancka! W zeszłym roku jesienią miałam zaćmienie umysłowe i kupiłam trochę najnowszych odmian. Nie tędy droga. że się tak wypiszę. Wszystkie nowe kupione przeze mnie odmiany narcyzów to wazonowce, choć na początku sezonu sądziłam że tak źle nie będzie i tylko jedna z nich będzie nieco przecywilizowana. Te narcyzy mają przede wszystkim wielkie kwiaty, co jak już wspominałam w którymś z postów i owszem świetnie wygląda w wazonie ale na moich rabatach to już niekoniecznie. Sama budowa kwiatów mimo że bardzo cywilizowana nie raziłaby gdyby nie ten king size. Hym... to nasadzenie z najnowszych odmian narcyzów zdecydowanie bardziej pasi do Keukenhof niż do Alcatrazu, porośniętego o tej porze roku fiołkami nie tylko motylkowymi, niezapominajką i miodunkami. No wyraźnie nie ta bajka. Ciekawe czy cebule nowych odmian przetrwają do następnej wiosny? Przyznam że śmiem wątpić i to wcale nie z lekka. Być może zatem sprawa rozwiąże się sama. Na razie wielkie kwiaty nowych odmian wzbudzają solidne zainteresowanie owadów, no przynajmniej widać że w Alcatrazie obudziło się życie. Nawet jakby było to życie wraże i źle wróżące dobrej formie roślin to cieszę się że w ogóle jest. O tej porze roku zazwyczaj to bzykało, furczało i w ogóle dawało znać że żyje, w tym roku zbyt długo było cicho.
Cieniste i półcieniste miejsca Alcatrazu powolutku nabierają prawdziwie wiosennego sznytu, po prawdzie takie widoczki to zazwyczaj pojawiają się pod koniec kwietnia a w pierwszych dniach maja to jest po prostu pełnia kwitnienia. Jednak nie ma co narzekać i ściśle trzymać się kalendarza skoro Zwierzchność uznała za stosowne przesunąć terminy kwitnień. Grunt że w ogóle jet kwitnienie! Łażę po Alcatrazie w kaloszkach, łypię bardzo złym okiem na podagrycznik ( mimo zachęt ze strony Meg cóś nie mogę się do niego przekonać ) i planuję gdzie posadzę bardziej lubianego przeze mnie chwasta czyli żywokost. Do tej pory uprawiałam Symphtum officinale czyli żywokost lekarski zwany też żywokostem szorstkim. Bylina urocza choć pełzająca i wymagająca od czasu do czasu ograniczenia przez wykopki. Dość długo zastanawiałam się czy nie kupić kwitnącego w kolorze niebiesko niezapominajkowym żywokostu kaukaskiego Symphtum caucasicum. Niestety ten pożądany żywokost jakoś mi nie podszedł pod ślepia w żadnym z odwiedzanych przeze mnie miejsc roślinnych zakupów. No nie złożyło się.
Mogłam była za to bezproblemowo zakupić mieszańcowy żywokost Symphytum x uplandicum 'Axminster Gold'. Taa, tylko on mi się nie podobał, nie zagrało między nami. Znacznie bardziej przemawia do mnie żywokost wielkokwiatowy Symphtum grandiflorum o złoto obrzeżonych liściach 'Goldsmith' a jeszcze bardziej jego odmiany o niebieskich kwiatach 'Wisley Blue' czy 'Hidcote Blue' ( na zdjątku obok ). U Beth Chatto można kupić uroczą odmianę 'Hidcote Pink' o kwiatach w odcieniu delikatnego łososiowego różu, przyznam bezczelnie że już mam dla niej miejsce choć nie wiem jeszcze jak ją dopadnę. Miło też prezentują się dla oczu kwiaty Symphtum ibericum czy Symphtum asperum. Może nieco mniej przemawia do mnie odmiana Symphtum ibericum 'All Gold', złotolistne odmiany wyglądają czasem jak rośliny cierpiące na chlorozę, za to z przyjemnością "wkleiłabym" w Alcatraz pochodzącą z Niemiec odmianę Symphtum ibericum 'Blaueglocken' . No jest z czego wybierać z tego żywokostowego dobra, które pasiłoby do miodunek, brunner i fiołków!
Teraz o kalinach. Zaczyna się kwitnienie a mnie po raz kolejny rzuciło w kalinowe zakupy. W Alcatrazie pojawi się kalina japońska 'Grandiflorum'. Mam straszną słabość do japońskich kalin o kulistych kwiatach. Tak przy okazji udało mi się zrobić zdjęcie na którym jest widoczna różnica wyglądu kwiatów kaliny koreańskiej Viburnum carlesii ( druga fotka poniżej ) i Viburnum x burkwoodii ( trzecia fotka poniżej ).
Rozwijają się też na całego kwiaty magnolii. Na zdjątku poniżej debiutująca w Alcatrazie nowozelandzka magnolka 'Black Tulip'. Jak dla mnie urocza i jakoś bardziej przemawiająca do serca niż amerykańskie mieszańcowe kuzynki z drugiego i trzeciego zdjątka poniżej. Kwiaty ma stosunkowo niewielkie w porównaniu do popularnych magnoliowych mieszańców co czyni ją nieco mniej egzotyczną ( taa, żadnej magnolii nie możemy nazwać rośliną swojską, he, he). Niestety inna nowozelandzka magnolia, 'Vulcan', nadal bez kwiatów!
No a co z Alcatrazem? Alcatraz nadrabia zaległości, w tej chwili trwa cebulowe szaleństwo. Oczywiście 'Thalia' bije na cebulę wszystkie inne odmiany narcyzów. Śliczna i elegancka! W zeszłym roku jesienią miałam zaćmienie umysłowe i kupiłam trochę najnowszych odmian. Nie tędy droga. że się tak wypiszę. Wszystkie nowe kupione przeze mnie odmiany narcyzów to wazonowce, choć na początku sezonu sądziłam że tak źle nie będzie i tylko jedna z nich będzie nieco przecywilizowana. Te narcyzy mają przede wszystkim wielkie kwiaty, co jak już wspominałam w którymś z postów i owszem świetnie wygląda w wazonie ale na moich rabatach to już niekoniecznie. Sama budowa kwiatów mimo że bardzo cywilizowana nie raziłaby gdyby nie ten king size. Hym... to nasadzenie z najnowszych odmian narcyzów zdecydowanie bardziej pasi do Keukenhof niż do Alcatrazu, porośniętego o tej porze roku fiołkami nie tylko motylkowymi, niezapominajką i miodunkami. No wyraźnie nie ta bajka. Ciekawe czy cebule nowych odmian przetrwają do następnej wiosny? Przyznam że śmiem wątpić i to wcale nie z lekka. Być może zatem sprawa rozwiąże się sama. Na razie wielkie kwiaty nowych odmian wzbudzają solidne zainteresowanie owadów, no przynajmniej widać że w Alcatrazie obudziło się życie. Nawet jakby było to życie wraże i źle wróżące dobrej formie roślin to cieszę się że w ogóle jest. O tej porze roku zazwyczaj to bzykało, furczało i w ogóle dawało znać że żyje, w tym roku zbyt długo było cicho.
Cieniste i półcieniste miejsca Alcatrazu powolutku nabierają prawdziwie wiosennego sznytu, po prawdzie takie widoczki to zazwyczaj pojawiają się pod koniec kwietnia a w pierwszych dniach maja to jest po prostu pełnia kwitnienia. Jednak nie ma co narzekać i ściśle trzymać się kalendarza skoro Zwierzchność uznała za stosowne przesunąć terminy kwitnień. Grunt że w ogóle jet kwitnienie! Łażę po Alcatrazie w kaloszkach, łypię bardzo złym okiem na podagrycznik ( mimo zachęt ze strony Meg cóś nie mogę się do niego przekonać ) i planuję gdzie posadzę bardziej lubianego przeze mnie chwasta czyli żywokost. Do tej pory uprawiałam Symphtum officinale czyli żywokost lekarski zwany też żywokostem szorstkim. Bylina urocza choć pełzająca i wymagająca od czasu do czasu ograniczenia przez wykopki. Dość długo zastanawiałam się czy nie kupić kwitnącego w kolorze niebiesko niezapominajkowym żywokostu kaukaskiego Symphtum caucasicum. Niestety ten pożądany żywokost jakoś mi nie podszedł pod ślepia w żadnym z odwiedzanych przeze mnie miejsc roślinnych zakupów. No nie złożyło się.
Mogłam była za to bezproblemowo zakupić mieszańcowy żywokost Symphytum x uplandicum 'Axminster Gold'. Taa, tylko on mi się nie podobał, nie zagrało między nami. Znacznie bardziej przemawia do mnie żywokost wielkokwiatowy Symphtum grandiflorum o złoto obrzeżonych liściach 'Goldsmith' a jeszcze bardziej jego odmiany o niebieskich kwiatach 'Wisley Blue' czy 'Hidcote Blue' ( na zdjątku obok ). U Beth Chatto można kupić uroczą odmianę 'Hidcote Pink' o kwiatach w odcieniu delikatnego łososiowego różu, przyznam bezczelnie że już mam dla niej miejsce choć nie wiem jeszcze jak ją dopadnę. Miło też prezentują się dla oczu kwiaty Symphtum ibericum czy Symphtum asperum. Może nieco mniej przemawia do mnie odmiana Symphtum ibericum 'All Gold', złotolistne odmiany wyglądają czasem jak rośliny cierpiące na chlorozę, za to z przyjemnością "wkleiłabym" w Alcatraz pochodzącą z Niemiec odmianę Symphtum ibericum 'Blaueglocken' . No jest z czego wybierać z tego żywokostowego dobra, które pasiłoby do miodunek, brunner i fiołków!
Teraz o kalinach. Zaczyna się kwitnienie a mnie po raz kolejny rzuciło w kalinowe zakupy. W Alcatrazie pojawi się kalina japońska 'Grandiflorum'. Mam straszną słabość do japońskich kalin o kulistych kwiatach. Tak przy okazji udało mi się zrobić zdjęcie na którym jest widoczna różnica wyglądu kwiatów kaliny koreańskiej Viburnum carlesii ( druga fotka poniżej ) i Viburnum x burkwoodii ( trzecia fotka poniżej ).
Rozwijają się też na całego kwiaty magnolii. Na zdjątku poniżej debiutująca w Alcatrazie nowozelandzka magnolka 'Black Tulip'. Jak dla mnie urocza i jakoś bardziej przemawiająca do serca niż amerykańskie mieszańcowe kuzynki z drugiego i trzeciego zdjątka poniżej. Kwiaty ma stosunkowo niewielkie w porównaniu do popularnych magnoliowych mieszańców co czyni ją nieco mniej egzotyczną ( taa, żadnej magnolii nie możemy nazwać rośliną swojską, he, he). Niestety inna nowozelandzka magnolia, 'Vulcan', nadal bez kwiatów!
wtorek, 2 maja 2017
Hygge weekendowy
No i mamy nowy luksus dla kręgosłupa i kotów. O ile kręgosłup zachwycony o tyle koty cóś niezadowolone. Po pierwsze dla Lalka jest za wysoko ( żąda podnoszenia ) a dla Felicjana za nisko ( Felicjan uwielbia wchodzić na wyrko drogą przez szafkę ), po drugie Okularia uznała że czas się zacząć bać materaca bo ona go nie zna za dobrze i w ogóle to nie zostali sobie przedstawieni. Po trzecie czarnule okazały się szalenie konserwatywne, pretensje były o to gdzie są ich materacowe dołki. Za nic mając moje kręgosłupowe dobro poszukiwały swoich grajdołów i układały się w miejscach gdzie takowe kiedyś były tylko po to by wstać szybciutko i porykiwać głosikami pełnymi pretensji. Dołów nie ma i szybko nie będzie, kręgosłupu też się coś od życia należy a dołki to sobie trzeba uporczywie wysiedzieć a nie liczyć na materacowe latka. Nic to, po jakimś czasie się niestety przyzwyczają i żegnaj mój komforcie - będą zalegały masowo jak na starym materacu. Jednak na razie okazują niezadowolenie, niektórzy aż tak że był trzepany tyłek ( Felicjan potłukł jeden z moich ulubionych kubków - twierdzę że celowo, bo trącał go łapą mimo moich ostrzegawczych krzyków ). No tak, coś przybyło coś ubyło, bilans się zeruje.

Sztaflik odkrywa nowego piernata, Na sznupie widoczna zaskoczka i lekkie zaniepokojenie - to nie jest znajome! Obce!!!
Szpagetka eksploruje piernata zaraz po ucieczce Sztaflika.
Kuźwa, tu był mój dołek! Mnie się nic nie pokręciło.
No jakże to tak?!
Mój wzrok jest smutny i zobacz - nie będę się na ciebie gapić, będę błądzić smętnymi oczkami po pokoju i rozglądać się za starym, kochanym materacem. Takie miał cudowne grajdołki.
Podłość ludzka nie zna granic, ta złośliwa małpa ten durny podkład pod siebie kupiła! Nic empatii, co za bydlę!
Położę się, z przymusu. Niech nie myśli że będzie sama na piernacie zalegać.
A jakby tak się kulgnąć na boczek a potem na plecki?
No, może być. Zniosę to i będę zalegać. Ale ze wstrętem!
Jak Szpagetka zalega to Sztaflik się decyduje. Na sznupie widoczny wyraz podejmowania decyzji - też zmusić się i zalec żeby nie pozwolić zagarnąć Szpagetce całego piernata.
Pogoda jakby ciut lepsza, co napawa otuchą. Dziś rano oblookałam kłosy na irysach SDB, no, wreszcie coś się zacznie dziać. Pojawiły się nawet pierwsze kwiaty, choć dośc skromnawo. Mam nadzieję że zimny kwiecień nie wpłynie na jakość kwitnienia. Przede mną sadzenie lawend, szczególnie cieszy mnie odmiana 'Melissa Lilac', taki średniak lawendowy z kwiatami w kolorze wrzosu. Dosadzę też odmianę 'Imperial Gem' i spróbuję czy w ódzkim klimacie uda się uprawiać z powodzeniem ( znaczy czy nie będzie rosła nędznie ) Lavandula x chaytorae 'Sawyers'. Tę ostatnią lawendę sadzę nie tyle ze względu na jej kwiaty co ze względu na piękne, szare liście. Przede mną ulubiona czynność ogrodowa - sadzenie roślin. Co tam pielenia i przycinania, robię sobie dobrze nasadzając zielone w ten przedłużony weekend. Przy okazji sadzenia lawend podzielę wreszcie kępę owsa wiecznie zielonego Helictotrichon sempervirens. Wygląda na to że dojrzał do podziałki a stanowiska już mam dla niego naszykowane. To fajna trawa o ile nie podłapie grzyba wygląda pięknie. Planuję mieć z pięć solidnych kęp żeby rabata Sucha - Żwirowa nie była zbyt "sztywna" w pasie lawendowo - szałwiowym.
W Alcatrazie oczywiście jeszcze mocno wiosennie cebulowo, bardziej kwietniowo niż majowo. Mogę nadal cieszyć się kwitnieniami na Ciemiernikowszczyźnie. Porządnie kwitną też szafirki i pierwiosnki. Zaczynają kwitnienie pierwiosnki motylkowe. Zamierzam w tym roku zdrowo je porozsadzać, są naprawdę uroczymi roślinami, w dodatku mało kłopotliwymi. Zanim jednak zabiorę się do sadzenia czeka mnie przemeblirowka kolejnej części dawnego Landryna, słodyczastej rabaty bylinowej. Jeszcze sporo roślin z tej rabaty trafi na podwórko i zasili tamtejsze nasadzenia. Umyśliłam sobie przeniesienie chabrów górskich tak żeby kwitły już na nowych stanowiskach. Na ich miejscu na byłym Landrynie, które z powodu rozrastania się magnolki jest obecnie bardziej zacienione niż kiedyś, zamierzam posadzić morze kuklików zwisłych. Bez napinania, na luziku wykonam to zbożne dzieło mini szpadelkiem.
Uff! Tekścik powyżej pisałam w niedzielę, wczoraj i dziś cudnie weekendowałam. Był nawet szkółking z którego przywiozłam sobie mały ostrokrzew. Wygląda na coś karłowatego, ma małe liście, źródełko jakby zmętniało na moje pytanie co to za jeden. Znaczy nieznajomek się pojawił, zobaczymy jak sobie poradzi. Popołudnie spędziłam ryjąc w ziemi, w związku z czym szczęśliwa jestem jak prosię po kąpieli błotnej. Nawet deszcz który znów zaczął lać mi nie przeszkadza, wszak podlewa moje nowe nasadzonka. Zaraz zrobię sobie drinka świątecznego i zalegnę na piernacie przed włączonym kompem. Upodlę się jakimiś detektywami sądowymi czy czymś w tym guście ( he, he, he, odkryłam program o ciekawostkach z kostnicy - czegóż to Amerykanie nie wyprodukują?! ) i normalnie odpłynę w towarzystwie kotów które już zaakceptowały piernata. Prawdziwy weekendowy hygge!
Sztaflik odkrywa nowego piernata, Na sznupie widoczna zaskoczka i lekkie zaniepokojenie - to nie jest znajome! Obce!!!
Szpagetka eksploruje piernata zaraz po ucieczce Sztaflika.
Kuźwa, tu był mój dołek! Mnie się nic nie pokręciło.
No jakże to tak?!
Mój wzrok jest smutny i zobacz - nie będę się na ciebie gapić, będę błądzić smętnymi oczkami po pokoju i rozglądać się za starym, kochanym materacem. Takie miał cudowne grajdołki.
Podłość ludzka nie zna granic, ta złośliwa małpa ten durny podkład pod siebie kupiła! Nic empatii, co za bydlę!
Położę się, z przymusu. Niech nie myśli że będzie sama na piernacie zalegać.
A jakby tak się kulgnąć na boczek a potem na plecki?
No, może być. Zniosę to i będę zalegać. Ale ze wstrętem!
Jak Szpagetka zalega to Sztaflik się decyduje. Na sznupie widoczny wyraz podejmowania decyzji - też zmusić się i zalec żeby nie pozwolić zagarnąć Szpagetce całego piernata.
Pogoda jakby ciut lepsza, co napawa otuchą. Dziś rano oblookałam kłosy na irysach SDB, no, wreszcie coś się zacznie dziać. Pojawiły się nawet pierwsze kwiaty, choć dośc skromnawo. Mam nadzieję że zimny kwiecień nie wpłynie na jakość kwitnienia. Przede mną sadzenie lawend, szczególnie cieszy mnie odmiana 'Melissa Lilac', taki średniak lawendowy z kwiatami w kolorze wrzosu. Dosadzę też odmianę 'Imperial Gem' i spróbuję czy w ódzkim klimacie uda się uprawiać z powodzeniem ( znaczy czy nie będzie rosła nędznie ) Lavandula x chaytorae 'Sawyers'. Tę ostatnią lawendę sadzę nie tyle ze względu na jej kwiaty co ze względu na piękne, szare liście. Przede mną ulubiona czynność ogrodowa - sadzenie roślin. Co tam pielenia i przycinania, robię sobie dobrze nasadzając zielone w ten przedłużony weekend. Przy okazji sadzenia lawend podzielę wreszcie kępę owsa wiecznie zielonego Helictotrichon sempervirens. Wygląda na to że dojrzał do podziałki a stanowiska już mam dla niego naszykowane. To fajna trawa o ile nie podłapie grzyba wygląda pięknie. Planuję mieć z pięć solidnych kęp żeby rabata Sucha - Żwirowa nie była zbyt "sztywna" w pasie lawendowo - szałwiowym.
Uff! Tekścik powyżej pisałam w niedzielę, wczoraj i dziś cudnie weekendowałam. Był nawet szkółking z którego przywiozłam sobie mały ostrokrzew. Wygląda na coś karłowatego, ma małe liście, źródełko jakby zmętniało na moje pytanie co to za jeden. Znaczy nieznajomek się pojawił, zobaczymy jak sobie poradzi. Popołudnie spędziłam ryjąc w ziemi, w związku z czym szczęśliwa jestem jak prosię po kąpieli błotnej. Nawet deszcz który znów zaczął lać mi nie przeszkadza, wszak podlewa moje nowe nasadzonka. Zaraz zrobię sobie drinka świątecznego i zalegnę na piernacie przed włączonym kompem. Upodlę się jakimiś detektywami sądowymi czy czymś w tym guście ( he, he, he, odkryłam program o ciekawostkach z kostnicy - czegóż to Amerykanie nie wyprodukują?! ) i normalnie odpłynę w towarzystwie kotów które już zaakceptowały piernata. Prawdziwy weekendowy hygge!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
