czwartek, 11 maja 2017

O mrozoodporności ogrodów

Pamiętacie taki pościk Zjawisko - egzoty w ogrodach  ?  W nim już mi się udało zadać pytanie o sens uprawy  w naszym klimacie niektórych roślin. Klimat nasz niby przyjazny roślinom, wszak nazwa umiarkowany sugeruje że wiele z nich powinno w nim rosnąć bezproblemowo. Wiele nie oznacza jednakże wszystkich które byśmy chcieli widzieć u siebie w ogrodzie, nie oznacza też  że ogrodowe odmiany powstałe z dzikich roślin porastających  naszą część Europy wytrzymają wszystkie zawirowania aury. Tak, tak,  Kochani, świetnie to widać na przykładzie kosaćca ( przepraszam za brzydkie słowo ) syberyjskiego, który mimo nazwy sugerującej pochodzenie ze znacznie zimniejszego klimatu jest swojakiem.  Wicie rozumicie gatunek da radę,   zniesie zarówno ciężkie zimy jak i wiosenne ekscesy pogodowe, nowoczesne odmiany nie są tak tolerancyjne. Obce geny ( delikatnie japońskie na ten przykład ) które obecne są w grupie  ogrodowych irysów nazywanej irysami syberyjskimi wierzgają kiedy czują że cóś nie bardzo klimacik im pasi. No i oto wprowadzamy do ogrodu  roślinę której nazwa sugeruje że to hardcore,   niby odpornego kosaćca, który potrafi rosnąć wstecz a w ekstremalnych przypadkach zamierać. Jeszcze gorzej jest z pochodzącym  najprawdopodobniej z  basenu Morza Śródziemnego kosaćcem bródkowym. Średnio rośnie się przy silnych wiosennych przymrozkach   odmianom starym, odmianom najnowszym tej rośliny jakby nie było  tzw. podstawowego doboru,  rośnie się często  bardzo paskudnie. Najbardziej narażoną na ekscesy  aury jest kategoria SDB, irysowych karzełków , której kwiaty raz na parę lat są uszkadzane przez wiosenne przymrozki ( na fotce nr 1 macie taki uszkodzony przymrozkiem kfiotek ).

No to co? Przestać uprawiać? Tworzyć ogród wyłącznie z dzikich gatunków występujących u nas. Siać tylko to co rodzime. Dobra, to wypluć tę kaszę jęczmienną, gryczaną, wyrzygać pszenicę i ziemniaczki. Tak się nie da, człowiek zbyt głęboko zaingerował w środowisko, cała  cywilizacja powstała na tej ingerencji. Nie ma bezbolesnego powrotu do grup zbieracko - łowieckich, mrzonka o złotej przeszłości i ludziach idealnie wpisanych w naturę jest zresztą bajką ( jak  opowiadają mi o cudownym zintegrowaniu z naturą takich grup to zawsze radośnie pytam o liczebność, stopień wojowniczości  i uzupełnianie diety obrzędami egzokanibalizmu albo endokanibalizmu, które pojawiają się wraz z sukcesem mierzonym rozwojem populacji ). Mamy w "repertuarze ogrodowym" gatunki obce i ich odmiany ogrodowe, które są odporne na  wiosenne przymrozki. Hamerykańskie lasy i prerie podarowały Symphyotrichum novae-angliae i Symphyotrichum novi-belgii, jeżówkę Echinacea purpurea, która całkiem nieźle  u nas daje radę i kupę innych roślin.To samo dotyczy sporej grupy chińskich irysów czy peoni ( no i nie możemy narzekać przy tej chińszczyźnie że kwitnie dopiero latem albo i jesienią, jest co prawda bardziej przez to narażona na podmarzanie niż hamerykańskie rośliny kwitnące  latem ale  nie są to straszne delikatesy  ). No a poza tym nie można popadać z jednej przesady w drugą - zamiast sadzenia egzotów przynajmniej 10 dębów  na działce 600 metrowej w celu odtworzenia prapolskiej kniei i żadnych chabrów bławatków  bo to wraże przybłędy, parę tysięcy lat siedzą ale przybłędy, he, he. Jak martwi nas  możliwość zamiany host w zgniłą papę to dosadźmy  sobie pierwiosnków a przede wszystkim wykrzeszmy z siebie choć odrobinę optymizmu. Ogrodnik jakby z natury rzeczy jest optymistą ( czasem co prawda dobrze poinformowanym, he, he, ale jednak optymistą ).


Narcyzki przetrwały zimnych ogrodników i dają czadu. Przede mną dopiero kwitnienie poeticusów. Późnawo.






Ewidentny koniec kwitnień na Ciemiernikowszczyźnie. w tym roku ścinam kfioty  i suszę. Siewek i tak mam od cholery!


W samym Alcatrazie nie jest tak tragicznie, mam wrażenie  że mróz działał nierównomiernie - na Schrekowisku  i Zabukszpaniu są miejsca gdzie wygląda jakby go nie było!




Ogólniejsze widoki Zabukszpania z dedykacją  dla  Kwiatowej. Reszta Alcatrazu wygląda jak pobojowisko z wbitym  w środku byłego Tyrawnika szpadlem! Usiłowałam cóś robić ale oczywiście złośliwy los sprawił że zamiast przykładać się należycie  do obrabiania ogrodu wylądowałam z sąsiadką Irenką ( lat 89 ) w szpitalu. Irenka miała przygodę w wyniku której ma tzw. krwiak podczepcowy ( wygląda jakby wszytkie sąsiedztwo jej wlało ) a ja wnerw na twór pod tytułem służba zdrowia! Co jak co ale na pewno nie jest to służba. No, chyba że rozpuszczona.






poniedziałek, 8 maja 2017

Zima wiosną!

No strach się bać, złe się czai i ponoć zamierza uderzyć nocą ( jak to złe ). Kartonów mi nie starczy żeby przykryć wszystkie esdebięta  więc mam dylemat - co chronimy a co zostawiamy na łasce losu? W dodatku wzbiera we mnie złość  i  w nerwach mogę podjąć tzw. nieodpowiedzialną decyzję, znaczy olać sprawę i nic nie przykrywać. Ech, szlag by to trafił! Pieprzeni ogrodnicy o imionach dotychczas mi nieznanych ( np. dziś jest Heladiusza, natychmiast zionę uczuciem w kierunku Heladiuszy ). Do tej pory zimni  ogrodnicy nazywali się Pankracy, Serwacy i Bonifacy a teraz jest Heladiusz. Spadkowi temperatury patronowała niejaka Ewoodia. Czort z nią, wstrętne babsko, bardziej paskudne od zimnej Zochy. Z zimnymi ogrodnikami to jest niby tak - zjawisko klimatyczne, które jest charakterystyczne dla naszej, środkowej części Europy, kiedy w połowie maja, po okresie utrzymywania się wyżu barycznego ( jakiego wyżu ja się pytam?! ) nad Europą Środkowo - Wschodnią  następuje zmiana cyrkulacji atmosferycznej, wyż słabnie i napływa pierońsko zimne powietrze z obszarów polarnych. Po prawdzie zimni ogrodnicy mogą się pojawiać nieco wcześniej ale ich najczęstsze występowanie to czas pomiędzy 10  a 17 maja. No są ci zimni coroczni, naukowo potwierdzone zjawisko. Wyraźnie fluktuacja w nim z lubością występuje spędzając  sen z powiek ogrodującym w sporej części kontynentalnej Europy. Niby wiesz że będą ale oni tak z zaskoczki parę dni wcześniej Ewoodię i  Heladiusza namówią do działań ogrodom nieprzychylnych. W tym roku zimni wydają mi się szczególnie nieprzyjaźni, no po prostu winter is coming i w ogóle. Nie dość że wiosna zimna i  jak do tej pory przeciągle marcowa to jeszcze zimni ogrodnicy wcześniej zimnem potraktują ogrody. Pultanie we mnie wzbiera, ja się zapytowywuję Wielkiego Ogrodowego - co to jest  do cholery za wiosna bez wiosny?! Ja przestanę Zwierzchności zawierzać w sprawach podstawowych i przerzucę się na ateizm wojujący ( bardzo interesujące wyznanie! ). Proszę natychmiast włączyć farelkę! Włączyć nie włanczyć!

niedziela, 7 maja 2017

Codziennik - spleenowaty niedziel

Dziś nie jest niedziela, żeńska forma istnienia nie osiąga takiego depresyjnego dna, dziś jest niedziel - smętny jak wisielec dyndający na żyłce wędkowej z której miał korzystać w cudownie zapowiadający się weekend. Gdyby to była niedziela to coś bym w domu porobiła, poczytała , pooglądała a może nawet upichciła ale jest niedziel i tylko smętnie gapię się przez okno na zapłakane podwórko i mżawkowy Alcatraz. Wszystkie moje gryplany ogrodowe poszły się tradycyjnie gryplanić, w domu smętek po kątach a koty rozłożone na piernacie tak że wcisnąć się nie ma gdzie. Dobrze że choć wczoraj nie zważając na  przedburzowy ciężki wozduch czyli  wszechogarniającą duchotę popracowałam  na Suchej  - Żwirowej  i troszki w Alcatrazie. No i ze spraw  pocieszających to fakt że pralka naprawiona ( tylko ile to pranie będzie teraz schło?! ). Takie sobie te pocieszki, średnio mnie na duchu podnoszą, tym bardziej że prognoza na ten tydzień to pogoda deszczowa i niewysokie temperatury. Podłamka!  Nic to, włożę kaloszki, zabiorę parasol i udam się na jakąś ekskursję. To nie jest dobry dzień na zaleganie w pieleszach ( tym bardziej że pielesze zajęte ), postraszę sobą podódzkie okolice i "wolną  naturę". Łona przyrody mi trzeba a nie tzw. oferty kulturalnej! Jak przylezę to profilaktycznie potraktuję się alkoholem ( jak maj będzie tak smętny i nieogrodowy jak  kwiecień to witaj klubie AA ) żeby kluchy w gardle nie wyhodować ( choć nie wiem czy to coś da bo po rodzinie szerzy się wirusowa zaraza, kolejna w tym roku ) a potem głębokim popołudniem będę oglądała pocieszające reportaże z kostnicy. Taa, cholerny niedziel!

 Zaleganie uparte  zaimpregnowane na otoczenie.

 Zezwoliłem na sesję?! Było wydane pozwoleństwo?! Wypad z tym aparatem!

Proszę zwrócić uwagę na rozciapierzenie łapki. To tak na wszelki wypadek, jakby przyszło mi do głowy zalec koło Felicjana. Hym... tego... łapka przygotowana  do karcenia. To nie jest podpieranie się łapuchną, to dyskretna groźba.

Wczoraj po południu na Suchej - Żwirowej jakby zaczęło się dziać. Niestety dziś esdebięta namakają i co gorsza przywabiają ślimory. Skorupkowe małe są paskudne dla irysowych kwiatów, nienawidzę ich tak mocno jak hostowi pomrowów!




Wreszcie zaczęły  wyglądać magnolie. Oj,  nie była ta wiosna dla nich życzliwa. Człowiek się cieszy  z mżawki bo ulewa gwałtowna mogłaby szybciutko to spóźnione tegoroczne kwitnienie zakończyć. Jedno co dobre że przy chłodnej pogodzie magnolki jeszcze pokwitną!




Półcienista część Alcatrazu powolutku  robi się paprotno - hostowo - kokoryczowo - fiołkowa. No i dobrze! W tym roku mniej na niej dzikich lokatorów a więcej siewek pożądanych  roślin - miodunek, fiołków i przylaszczek. Oby tak dalej.



A teraz to wszystko zmżawkowane, uwilgocone i smętnie mokre! Ech! Nie dziwię się że koty twardo zalegajo, kto by  chciał być zmżawkowany, uwilgocony i mokry?! Tylko ktoś komu koty piernata zajęły.

sobota, 6 maja 2017

Oczekując na kwitnienie irysów SDB

"Powolutku jak  żółw ociężale" - że zacytuję poetę zbliża się kwitnienie irysów SDB. Tak szczerze pisząc trochę to wygląda jakby nie wyglądało i coś czuję że po raz kolejny to kwitnienie będzie takie na wpół zadowalające. No taki mamy klimat, nieprzewidywalny  i w ogóle. Staram się nie zniechęcać do uprawy, choć oczekiwanie na powalające kwitnienia irysowych karzełków zaczyna przypominać oczekiwanie na Godota. Pocieszająco staram się  sobie  wmawiać  że inni mają bardziej przerąbane, np. tegoroczni maturzyści jacyś tacy wybrakowani z powodu niezgrania kwitnienia kasztanowców z  egzaminami maturalnymi. Ech, chciałoby się czasem ( bardzo głupio zresztą ) żeby tak wszystko układało się  w życiu "pod kancik". Szczęśliwie tak nie jest ale człowiek zawsze niezadowolniony jak kontroli nie ma. Taki już ten człowiek  jest - kierownik kontroler siedzi w najbardziej  by się zdało uległym i płynącym z losem ludzkim osobniku. Cóż, moja część ogrodowa stara się cieszyć tym co los dla niej zadysponował, choć nie zawsze jest to lekkie , łatwe i przyjemne. Irysy  kłoszą się nierówno ale  wygląda na to że ich kwiaty nie zostały zdeformowane przez niskie temperatury. Dobre i to - hurra i na cześć Wielkiego Ogrodowego trzykrotne banzai! Co prawda coś się pokręciło Zwierzchności bo przyuważyłam szybko przygotowujące się do kwitnienia dwie odmiany TB ale Zwierzchność mimo  że bezczasowa to z ludzkiego punktu widzenia starszawa i mogło się Jej  pokróliczyć miażdżycowo  czy cóś (  tu przywołuję ten fragmencik Dobrej Księgi o stworzeniu ludzia na podobieństwo Zwierzchności, he, he ). Zdziwne to wymieszanie kwitnień różnych kategorii irysów bródkowych,  w ogóle nie mam pojęcia czym je tłumaczyć. Mam nadzieję że wszystkie irysowe  kępy coś tam wyprodukują, chciałabym zrobić solidną inwentaryzcję po przeprowadzce z Pumilotonów na Suchą - Żwirową. No niby pozaznaczałam  odmiany ale wicie rozumicie jak to jest ze znacznikami, pewna zgodności odmianowej będę dopiero kiedy karzełki zakwitną. Przede mną ulubiony sport majowy - ranne oblookiwanie  nowo rozwiniętych irysów. Kocham to, cały rok czekam na te chwile!

No a co z Alcatrazem? Alcatraz nadrabia zaległości, w tej chwili trwa cebulowe szaleństwo. Oczywiście 'Thalia' bije na cebulę wszystkie inne odmiany narcyzów. Śliczna i elegancka! W zeszłym roku jesienią miałam zaćmienie umysłowe i kupiłam trochę  najnowszych odmian. Nie tędy droga. że się tak wypiszę. Wszystkie nowe  kupione przeze mnie odmiany narcyzów to wazonowce, choć na początku sezonu sądziłam że tak źle nie będzie i tylko jedna z nich będzie nieco  przecywilizowana. Te narcyzy  mają przede wszystkim wielkie kwiaty, co jak już wspominałam w którymś z postów i owszem świetnie wygląda w wazonie ale na moich rabatach to już niekoniecznie. Sama budowa kwiatów mimo że  bardzo cywilizowana nie raziłaby gdyby nie ten  king size. Hym... to nasadzenie z  najnowszych odmian  narcyzów  zdecydowanie  bardziej pasi do Keukenhof niż do Alcatrazu, porośniętego o tej porze roku fiołkami nie tylko motylkowymi, niezapominajką i miodunkami. No wyraźnie nie ta bajka. Ciekawe czy cebule nowych odmian przetrwają do następnej wiosny?  Przyznam że śmiem  wątpić i to wcale nie z lekka. Być może zatem sprawa rozwiąże się sama. Na razie wielkie kwiaty nowych odmian wzbudzają solidne zainteresowanie owadów, no przynajmniej widać że  w Alcatrazie obudziło się życie. Nawet jakby było to życie wraże i źle wróżące dobrej formie roślin to cieszę się że w ogóle jest. O tej porze roku zazwyczaj  to bzykało, furczało i w ogóle dawało znać że żyje, w tym roku zbyt długo było cicho.

Cieniste i półcieniste miejsca Alcatrazu powolutku nabierają prawdziwie wiosennego  sznytu,  po prawdzie takie widoczki to zazwyczaj pojawiają się  pod koniec kwietnia a w pierwszych dniach maja to jest po prostu pełnia kwitnienia. Jednak nie ma co narzekać i ściśle trzymać się kalendarza skoro Zwierzchność uznała za stosowne przesunąć terminy kwitnień. Grunt że w ogóle jet kwitnienie!  Łażę po  Alcatrazie w kaloszkach, łypię bardzo złym okiem na podagrycznik ( mimo zachęt ze strony Meg cóś nie mogę się do niego przekonać ) i planuję gdzie posadzę  bardziej lubianego przeze mnie chwasta czyli żywokost. Do tej pory uprawiałam Symphtum officinale czyli żywokost lekarski zwany też  żywokostem szorstkim. Bylina urocza choć pełzająca i wymagająca od czasu do czasu ograniczenia przez wykopki. Dość długo zastanawiałam się czy nie kupić kwitnącego w kolorze niebiesko niezapominajkowym żywokostu kaukaskiego Symphtum caucasicum. Niestety ten pożądany żywokost jakoś mi nie podszedł pod ślepia w żadnym z odwiedzanych przeze mnie miejsc roślinnych zakupów. No nie złożyło się.

Mogłam była za to bezproblemowo zakupić mieszańcowy żywokost Symphytum x uplandicum  'Axminster Gold'. Taa, tylko on mi się nie podobał, nie zagrało między nami. Znacznie bardziej przemawia do mnie żywokost wielkokwiatowy Symphtum grandiflorum o złoto obrzeżonych liściach 'Goldsmith' a jeszcze bardziej jego odmiany o niebieskich kwiatach 'Wisley Blue' czy 'Hidcote Blue' ( na zdjątku obok ). U Beth Chatto można kupić uroczą odmianę 'Hidcote Pink' o kwiatach w odcieniu delikatnego łososiowego różu, przyznam bezczelnie że już mam dla niej miejsce choć nie wiem jeszcze jak ją dopadnę. Miło też prezentują się dla oczu kwiaty Symphtum ibericum czy Symphtum asperum.  Może nieco mniej przemawia do mnie odmiana Symphtum ibericum 'All Gold', złotolistne odmiany wyglądają czasem jak rośliny cierpiące na chlorozę, za to z przyjemnością "wkleiłabym" w Alcatraz  pochodzącą z Niemiec odmianę  Symphtum ibericum 'Blaueglocken' . No jest z czego wybierać z tego żywokostowego dobra, które pasiłoby do miodunek, brunner i fiołków!



Teraz o kalinach. Zaczyna się kwitnienie a mnie po raz kolejny rzuciło w kalinowe zakupy. W Alcatrazie pojawi się kalina japońska 'Grandiflorum'. Mam straszną słabość do japońskich kalin o kulistych kwiatach. Tak przy okazji udało mi się zrobić zdjęcie na którym jest widoczna różnica wyglądu kwiatów kaliny koreańskiej Viburnum carlesii  ( druga fotka poniżej ) i Viburnum x burkwoodii ( trzecia fotka poniżej ).




Rozwijają się też na całego kwiaty magnolii. Na zdjątku poniżej debiutująca w Alcatrazie nowozelandzka magnolka 'Black Tulip'. Jak dla mnie urocza i jakoś bardziej przemawiająca do serca niż amerykańskie mieszańcowe kuzynki z drugiego i trzeciego zdjątka poniżej. Kwiaty ma stosunkowo niewielkie w porównaniu do popularnych magnoliowych mieszańców co czyni ją nieco mniej egzotyczną ( taa,  żadnej magnolii nie możemy nazwać rośliną swojską, he, he). Niestety inna nowozelandzka magnolia, 'Vulcan', nadal bez kwiatów!



wtorek, 2 maja 2017

Hygge weekendowy

No i mamy nowy luksus dla kręgosłupa i kotów. O ile kręgosłup zachwycony o tyle koty cóś niezadowolone. Po pierwsze dla Lalka jest za wysoko ( żąda podnoszenia ) a dla Felicjana za nisko ( Felicjan uwielbia wchodzić na wyrko drogą przez szafkę ), po drugie Okularia uznała że czas się zacząć bać materaca bo ona  go nie zna za dobrze i w ogóle to nie zostali sobie przedstawieni. Po trzecie czarnule okazały się szalenie konserwatywne, pretensje były o to gdzie są ich materacowe dołki. Za nic  mając moje kręgosłupowe dobro poszukiwały swoich grajdołów i układały się w miejscach gdzie  takowe  kiedyś były tylko po to by wstać szybciutko  i porykiwać głosikami pełnymi pretensji. Dołów nie ma i szybko nie będzie, kręgosłupu też  się  coś od życia należy a dołki to sobie  trzeba uporczywie wysiedzieć a nie liczyć na materacowe latka. Nic to,  po jakimś czasie się niestety przyzwyczają i żegnaj  mój komforcie - będą zalegały masowo jak na starym materacu. Jednak na razie okazują niezadowolenie, niektórzy aż tak że był trzepany tyłek ( Felicjan potłukł  jeden z moich ulubionych kubków - twierdzę że celowo, bo trącał go łapą mimo  moich ostrzegawczych krzyków ). No tak, coś przybyło coś ubyło, bilans się  zeruje.


Sztaflik odkrywa nowego piernata, Na sznupie widoczna zaskoczka i lekkie zaniepokojenie - to nie jest znajome! Obce!!!

Szpagetka eksploruje piernata  zaraz po  ucieczce Sztaflika.

Kuźwa, tu był mój dołek! Mnie się nic nie pokręciło.

No jakże to tak?!

Mój wzrok jest smutny i zobacz  - nie będę się na ciebie gapić, będę błądzić smętnymi  oczkami po pokoju i rozglądać się za starym, kochanym materacem. Takie miał cudowne  grajdołki.

Podłość ludzka nie zna granic, ta złośliwa małpa ten durny podkład pod siebie kupiła! Nic empatii, co za bydlę!

Położę się, z przymusu. Niech  nie myśli że będzie sama na piernacie zalegać.

A jakby tak się kulgnąć na boczek a potem na plecki?

No,  może  być. Zniosę to i będę zalegać. Ale ze wstrętem!

Jak Szpagetka zalega to Sztaflik się decyduje. Na sznupie widoczny wyraz podejmowania decyzji - też zmusić się i zalec żeby nie pozwolić zagarnąć Szpagetce całego  piernata.

Pogoda jakby ciut lepsza, co napawa otuchą. Dziś rano oblookałam kłosy na irysach SDB, no, wreszcie coś się zacznie dziać. Pojawiły się nawet pierwsze kwiaty, choć dośc skromnawo. Mam  nadzieję że zimny kwiecień nie wpłynie na jakość kwitnienia. Przede mną sadzenie lawend, szczególnie cieszy mnie odmiana 'Melissa Lilac', taki średniak lawendowy z kwiatami w kolorze wrzosu.  Dosadzę też odmianę 'Imperial Gem' i spróbuję  czy w  ódzkim klimacie uda się uprawiać z powodzeniem ( znaczy czy nie będzie rosła nędznie ) Lavandula x chaytorae  'Sawyers'. Tę ostatnią lawendę sadzę nie tyle ze względu na jej kwiaty co ze względu na piękne, szare liście. Przede mną ulubiona czynność ogrodowa - sadzenie roślin. Co tam pielenia i przycinania, robię sobie dobrze nasadzając zielone w ten przedłużony weekend. Przy okazji sadzenia lawend podzielę wreszcie kępę owsa wiecznie zielonego Helictotrichon sempervirens. Wygląda na to że dojrzał do podziałki a stanowiska już mam dla niego naszykowane. To fajna trawa o ile nie podłapie grzyba wygląda pięknie. Planuję mieć z pięć solidnych kęp żeby rabata Sucha - Żwirowa nie była zbyt "sztywna" w pasie lawendowo - szałwiowym.



W Alcatrazie oczywiście jeszcze mocno wiosennie cebulowo, bardziej kwietniowo niż majowo. Mogę nadal cieszyć się kwitnieniami na Ciemiernikowszczyźnie. Porządnie kwitną też szafirki i pierwiosnki. Zaczynają kwitnienie pierwiosnki motylkowe. Zamierzam w tym roku zdrowo je porozsadzać, są naprawdę uroczymi roślinami, w dodatku mało kłopotliwymi.  Zanim jednak  zabiorę się do sadzenia czeka mnie przemeblirowka kolejnej części  dawnego Landryna, słodyczastej rabaty bylinowej. Jeszcze sporo roślin  z tej rabaty trafi na podwórko i zasili tamtejsze nasadzenia. Umyśliłam sobie przeniesienie  chabrów górskich tak żeby kwitły już na nowych stanowiskach. Na ich miejscu na byłym Landrynie, które z powodu rozrastania się magnolki jest obecnie bardziej zacienione niż  kiedyś, zamierzam posadzić morze kuklików zwisłych. Bez napinania, na luziku wykonam to zbożne dzieło mini szpadelkiem.






Uff! Tekścik powyżej pisałam w niedzielę, wczoraj i dziś cudnie weekendowałam. Był nawet szkółking z którego przywiozłam sobie mały ostrokrzew. Wygląda na coś karłowatego, ma małe liście,  źródełko jakby zmętniało na  moje pytanie co to za jeden.  Znaczy nieznajomek  się pojawił, zobaczymy jak sobie poradzi. Popołudnie spędziłam ryjąc w ziemi, w związku z czym  szczęśliwa jestem jak prosię po kąpieli błotnej. Nawet deszcz który znów zaczął lać mi  nie przeszkadza, wszak podlewa moje nowe nasadzonka. Zaraz zrobię sobie drinka świątecznego i zalegnę na piernacie przed włączonym kompem. Upodlę się jakimiś detektywami sądowymi czy czymś w tym guście ( he, he, he, odkryłam program o ciekawostkach z kostnicy - czegóż to Amerykanie nie wyprodukują?! ) i normalnie odpłynę w towarzystwie kotów które już zaakceptowały piernata. Prawdziwy weekendowy hygge!