Mła się czuje niekomfortowo bo zostawiła uprawę blogiego na ponad dwa tygodnie i czytacze jej wypocin są w związku z tym niedopieszczeni. Mła zatem postanowiła czytaczy dopieścić. Wpis taki co to się zwoje od niego nie przegrzeją a oczka się napasą. Mła wyciągnęła ze starego dysku co był właśnie do niej powrócił, zdjęcia z wyprawy do Albionu, którą odbyła chyba przed ośmiu laty. Okolica taka do zaprezentowania w lutowy wieczór się nadająca bo to południowy Devon, ulubiona letnia wypoczywalnia Brytyjczyków w latach 20 - 30 XX wieku. Rozgrzewa znaczy. To tam Hercules Poirot rozwiązywał niektóre ze swoich wciągających czytelników spraw ( Kryminalna Agatha urodziła się w Torquay i darzyła sporym sentymentem rodzinne strony ). Nawet Jane Marple do południowego Devonu zawiało w celach detektywistycznych. Jak się do tego doda że na bagnach i wrzosowiskach Dartmoor szalał piesek od Baskervillów to nie ma się co dziwić że pochłaniającą kryminalne czytadła mła bardzo nosiło coby to hrabstwo ujrzeć. Tym bardziej nosiło że ogrody devońskie uchodzą za jedne z najciekawszych w UK a wielu roślin w nich rosnących nie spotyka się w chłodniejszych częściach Wielkiej Brytanii. Tak nawiasem pisząc to sam Devon jest klimatyczną zagwozdką, na wzgórzach Dartmoor wiosna gości jakiś miesiąc po tym kiedy pojawia się na devońskim południowym wybrzeżu. Mła odwiedziła Devon w lipcu ( no prawie jak rasowy Brytyjczyk, bo oni lubieją zaliczać devońskie kąpieliska w sierpniu, tradycyjnej porze wakacji ).
Mła teraz pokaże Wam domiszcze ( z zewnątrz ) i ogród w którym luby Hercules pospołu z Jane mogliby prowadzić śledztwo w sprawie mordu dokonanego na np. pani domu z tajemniczą przeszłością. Przesłuchania urządzaliby w słonecznym salonie, gdzieś pomiędzy fortepianem i wysokiej klasy gramofonem ( mnóstwo płyt ze starym, dobrym jazzem ). "Ślad naprowadzający" mógłby znajdować się w szafie pani domu, pomiędzy kreacjami ( plażowe piżamy, wiejskie spencerki na chłodne dni, eleganckie suknie z obniżonym stanem na wieczór ) lub w pomieszczeniu spiżarni, w książce kucharskiej na stronie z przepisem na konfitury z moreli albo w tej klitce niemalże celi więziennej jaką architekt zaprojektował dla służącej. Po południu detektywi wyłaziliby do ogrodu, przy czym Hercules nigdy nie wylazłby poza część bardziej formalną ( no chyba żeby zwłoki szofera albo ogrodnika malowniczo wyglądały z krzewów hortensji ) a Jane włóczyłaby się wszędzie niuchając w sprawie morderstwa i przy okazji podpatrując nasadzenia, jak to zwariowani ogrodnicy mają w zwyczaju. Pies Baskervillów wsiąkłby gdzieś w okolicy klifu i tylko nocne wycie świadczyłoby o tym że wszystko z nim w porządku ( bo to był pies co czuł w sobie wilka ).
No to do konkretów - Coleton Fishacre to rezydencja w stylu Arts And Crafts, położona w 24 akrowym ( 97000 metrów kwadratowych ) ogrodzie na klifach. Znajduje się nieopodal miejscowości Kingswear, która z kolei znajduje się kole bardziej znanego Dartmouth. Dom w Coleton Fishacre został zbudowany jako wiejski dom dla Ruperta D'Oyly Carte i jego żony, Lady Dorothy Carte, w latach 1923–1926. Architektem był Oswald Milne, były asystent Edwina Lutyensa, będącego guru ruchu Arts And Crafts. Konstrukcja zbudowana jest z lokalnego gruzu łupkowego z dachem łupkowym z surowca z kamieniołomów Delabole. Miejsce pod przyszłą budowę ponoć wypatrzono z jachtu. Mimo że rezydencja została wybudowana jako wiejski dom, Lady Dorothy traktowała ją jako swoje pied-à-terre, przynajmniej w końcu lat 20 XX wieku. Rupert był drugim panującym hotelarsko - teatralnej dynastii, urodzony człowiek sukcesu znaczy ( ale nie jechał tylko na opini przodka, sam wystawił hicior nad hiciory - "Mikado" ). Jak się posiada sieć Savoy to można pomyśleć o właściwym ożenku. W 1907 roku Rupert poślubiła Lady Dorothy Milner Gathorne-Hardy , trzecią i najmłodszą córkę drugiego hrabiego Cranbrook, z którą będzie miał córkę Bridget i syna Michaela. Michael w roku 1932 wieku 21 lat zginął w wypadku samochodowym w Szwajcarii i ostała się rodzicom tylko Bridget. To ona przejęła dom po rozwodzie rodziców w 1941 roku ( olbrzymi skandal to był - cudzołóstwo udowodnione, Lady Dorothy przeprowadziła się cztm prędzej na Bahamy i poślubiła St Yvesa de Verteuila, który był współoskarżonym w sprawie rozwodowej ). Rupert czasem pojawiał się w Coleton Fishacare odwiedzając rezydencję w tzw. długie weekendy ( uwielbiał ogrodnictwo i morze, no i niestety zbyt szybką jazdę samochodem, którą to wadę odziedziczył po nim syn ). Po jego śmierci w 1949 roku Bridget sprzedała dom Rowlandowi Smithowi, właścicielowi hotelu Palace w Torquay. Obecnie rezydencja wraz z ogrodem jest jest własnością National Trust ( konkretnie to od 1982 roku ).
Ogród w Coleton Fishacre znajduje się na nadmorskiej skarpie ( taki w miarę łagodny spadek , kończący się jednakże klifem ) nad Zatoką Pudcombe. Został pierwotnie zaprojektowany przez Lady Dorothy i zawiera rzadkie i egzotyczne rośliny, które nieczęsto udają się poza klimatem tropikalnym ( ze względu na bliskość Prądu Zatokowego w tej części wybrzeża Devonu egzoty całkiem nieźle sobie rosną, co mła stwierdziła naocznie ). Lady Dorothy była znana z pozyskiwania egzotycznych gatunków roślin podczas swoich podróży zagranicznych, wówczas to było w dobrym tonie roślinki importować. Cartesowie zatrudniał sześcioosobowy personel do utrzymania ogrodu ( w porównaniu z personelem domowym było sześć do czterech na korzyść ogrodu, znaczy od początku ogród dominował nad domem ). Dziś zalicza się ogród w Coleton Fishacre do ogrodów tzw. klasy II, wymienionych w brytyjskim krajowym rejestrze historycznych parków i ogrodów.
Jak widzicie na załączonych obrazkach ten ogród ma dość nietypowy jak na angielskie ogrody z początku XX wieku podział. To znaczy nietypowy w powszechnym odbiorze. Nie ma w nim wydzielonych przez strzyżone cisy czy buki "zielonych pokoi" rodem z Hidcote Manor Garden czy klasycznego rozkładu rabat z ogrodu autorstwa Gertrude Jekyll w Hestercombe Gardens. Za to po oczach wręcz bije ta cecha brytyjskiego stylu uprawiania ogrodnictwa wypracowana za rządów królowej Wiktorii, która pełnię wyrazu osiągnęła za czasów jej syna, króla Edwarda VI, jaką było ( i chyba nadal jest ) ukazywanie nieoczekiwanych widoków, tworzenie dziwnych "naturalnych " perspektyw, wtapianie ogrodu w krajobraz. W stosunku do klasycznego stylu edwardiańskiego ogrody tworzone w zaawansowanych latach dwudziestych XX wieku były bardziej swobodne ( mła zauważyła to dawniej, podczas swojej pierwszej brytyjskiej wyprawy ogrodniczej oglądała Kiftsgate Court Gardens w Gloucestershire, które w latach dwudziestych założyła Heather Muir a po mistrzowsku rozwinęła w latach pięćdziesiątych Diane Binny ). Zaczynało się rozformalizowanie stylu, tak miłe brytyjskim ogrodnikom.
W Coleton Fishacre są strefy z nasadzeniami bylinowymi i krzewami w których edwardiański duch jest bardzo odczuwalny ( choć tworzywo rabat bywa naprawdę egzotyczne ) ale większość nasadzeń w tym ogrodzie jest jednak z innej bajki. To jeden wielki woodland z punktami widokowymi. Im bliżej domu tym bardziej odczuwalny jest wpływ ogrodnictwa spod znaku Alfreda Parsonsa czy Gertrude Jekyll, im bliżej klifu i "dzikich lasów" tym robi się swobodniej ( np. tzw. psia ścieżka wygląda bardzo naturalnie, określiłabym to nawet jako bardziej naturalne niż sama naura, he, he, he ). Hercules byłby zdegustowany, dla Jane mogłoby to być ciut za nowatorskie, pies Baskervillów byłby zachwycony!
sobota, 8 lutego 2020
piątek, 7 lutego 2020
A co doma?
A ja mam swój intymny koci świat. Cztery kocie księżyce dają swojej pańci w zad! Znaczy robio co mogo żeby mła się nie nudziła. Mła co prawda nie wie jakim cudem by się jej mogło udać wkrojenie jakiejś chwilki na to żeby się choć trochę ponudzić ale one tak prewencyjnie, te moje koty dla mła zajęć szukajo. Szpagetka zwana obecnie Baby Yoda leczy ogon po wypadku. Część włosków u nasady ogona już odrasta ale część z nich dopiero ze strupkami odłazi. Obecnie wychodzą te przy końcówce ogona, jednak na samym końcu ostała się nienaruszona kita. Szpagetka ma zatem prawdziwy lwi ogon, nauczyła się nim wymachiwać w zupełnie inszy sposób niż czyni to reszta kotów. Hym... to nie kotka, to prawdziwa domina! Strzela tym ogonem jak z bicza. Charakterek też u niej odpowiedni, mła jej zdaniem musi spełniać wszelkie zachcianki kociej damy. Tak, po Szpagetkowemu mła w ogóle tylko po to istnieje żeby swojej najmniejszej kocie służyć. W nagrodę jest na mnie robione "rączką" ( rzeczywiście wyciąga tę łapkę jak Baby Yoda, czasem co prawda pazur wyciąga ale jak wiadomo pazur osadza w miejscu chcącego bliższego kontaktu, znaczy to też w stylu Baby Yoda ).
Ogonek łysawy może być oglądany tylko za specjalnym pozwoleństwem, dotykać można wtedy kiedy gwiazda ma dobry humor. To znaczy mła może oglądać, insze kocie osobniki majo całkowity zakaz oglądania, dotykania i miauczenia na temat ogonka. Dottore powiedzieli że ogonka niczym nie smarować i żeby zostawić go w spokoju ( Cio Mary miała pomysł z rehabilitacją ale Szpagetka zabiła ją wzrokiem i Cio się szybciutko wycofała ). Oczywiście Szpagutek jest cwana i wyłudza "na ogonek" żarło od Małgoś - Sąsiadki, która twierdzi że na starość człowiek znacznie powinien ograniczać ilość spożywanego mięsiwa. No i mamy rezultat - Szpageton chce żreć tylko wołowinę i kaczyznę, białe mięsko jest be! Szkodliwe dla Kociej Pierwszej Damy. Fuj!
Szpagetce w rozbisurmanieniu dzielnie sekunduje Mrutuś. Na zdjęciu poniżej zaleguje ze Szpagetką ( on to ta gruba foka ). Poniższe zdjęcia właściwie nie wymagajo komentarza ale jakby ktoś nie był za dobry w kotoznastwie to tak właśnie wygląda kot który czuje się panem domu. Relaks i wyluzowanie od ogona aż po otwartą paszczę. Taa...
Sztaflik stara się być nieuchwytna dla obiektywu. Tylko raz udało się mi ją w obiektyw złapać i zrobić zdjątko. Oczywiście było to przy czynności zakazanej. Tak, tak, miała miejsce próba wysadzania bluszczy ze słojów ( dwie opklątwy już zginęły, właśnie Sztaflik robi za główną podejrzaną ). Jak widzicie mina z lekka głupia, w końcu mła niemal złapała na gorącym uczynku! Okularia w ogóle nie daje się focić, jak widzi aparat w moim ręku to zanika. Hym... ciekawe co też ma na sumieniu? Może chodzi o tę awanturę którą zrobiła Mrutkowi za niestosowne podejście do jej absztyfikantów ( Okularia traktuje Mrutka jak konkurencję a madka Mrutka zastanawia się czy cóś jest na rzeczy , to znaczy czy Mruciu jest gejem ). Poczekam na cieplejsze, słoneczne dni i wówczas sfocę Okularię w plenerze, we wnętrzu mojej szafy ( a tam się chowa przed obiektywem ) cinżko zrobić jej portrecik.
Poza służeniem kotom mła uprawia kurestwo domowe, znaczy tak się krząta po chałupce jak prawdziwna kura domowa. Z okazji długiego przedwiośnia mła odgruzowała kuchnię ( ilość wyniesionych worów z niepotrzebnymi rzeczami kosztowała kręgosłup mła nieco bólu ). Nie wiem jak to się dzieje że mła ma w kuchni ciągle tyle rzeczy, niektóre i niektórzy majo tak ponoć z ciuchami, mła ma z kuchennymi statkami. Teraz mła sobie ostro przyrzekła że szlaban na gary! Z rzeczy niekuchennych ale tak po prawdzie też nie niezbędnych mła pokaże Wam swoje lalunie z odzysku. Obok macie ciuszki w które lalki ubabrano w Czajnach, sam stylonowo - wiskozowy styl i szyk, z dużą ilością kleju na dodatek. Mła miała zdecydowanie inszą wizję laleczek.
Czajeńskie ciuchy zasiliły śmieci segregowane ( dział mieszane ) a mła po lekturze i miłych godzinkach w necie ( he, he, he, zapoznanie się z ikonografią tematu ), którym mogła się poświęcić z okazji grypy ( naszej własnej europejskiej zarazy ), ubabrała odzyski w pościelówkę. Znaczy nabyła drogą kupna za całe 2 złote polskie ( słownie dwa ) w osiedlowym lumperionie stosowne materiały. Z tych niemnieckich echte adamaszków, tudzież satynki bawełnianej mła wykonała cóś co jej się kojarzy z miastem na lagunie znanym z karnawałów. Klasyka, żadnych piór w tyłku! Nie są to kopie historycznych strojów karnawałowych, mła się tylko inspirowała.
Laleczki sztuk trzy gotowe do zakloszowania oczekują zamknięte w płóciennym worku w szafie ( coby się nie kurzyły im te jasne ubabranka ) a mła zastanawia się jak wykorzystać materiałowe resztki poniemieckie. Wykoncypowała sobie że uszyje z nich woreczki napachniające do szuflad i szafy z bielizną ( no niby mogłaby wyrzucić ale cóś jej żal ładnych materiałów, takie ma skrzywienie po burej komunie ). Jakby ją brało przeziębienie albo co ( lepiej żeby albo co jednak jej nie brało ) to już ma gotowy gryplan na zaleganie. Teraz tylko sobie poczyta na temat wypełnień onych poduszeczek, znaczy w jakim to rodzaju wypełnienia najdłużej utrzymuje się zapach. Jak zawsze mła zaczyna od zapoznania się z teorią. A w ogóle i bez związku to jest prawie czwarta po południu a słoneczko świeci! Będzie coraz jaśniej czego świadomość mile usposabia mła do świata.
P.S. Zobaczcie kogo mój arlekin przywabił. Biedronka cóś podejrzana i w dodatku inwalidka.
czwartek, 6 lutego 2020
Zima której ni ma!
Tu Brzoza, tu Brzoza. Nadawam po przerwie technicznej. Przerwa się przedłużyła bowiem polska córa francowatej telekomunikacji zachowuje się jak ta córa Koryntu, która to nie tylko nierząd ale i złodziejstwo cwane przy okazji urestwa uprawia. No ale tera to ja już mam sprzęt, łącze i kontakt ze światem ( co mła od razu zaszkodziło bo się natknęła w necie na Tercet Półegzotyczny z ministerstwa chyba dla jaj zwanego Ministerstwem Sprawiedliwości i poczuła się gorzej na jestestwie ). Jak mła nie miała kontaktu ze światem sporo się działo, zarówno u świata jak i u mła. Na świecie poszukujo zimy a mła nie poszukuje bo u niej od 15 stycznia jest przedwiośnie. Tego dnia właśnie mła naszła w Alcatrazie pierwsze kwiaty przebiśniegów. Śnieżyczki skuszone ciepełkiem wzięły i bezczelnie zakwitły. Rzecz jasna nie wszystkie naraz. Pojawiły się kwiaty nivalisek, gatunkowe bo odmianowe wychodzą cóś jakby mniej chętnie. Elweski zakwitły dopiero pod koniec stycznia, tak jakoś przed pamiętnym 29, kiedy to pierwszy raz w tym roku w mieście Odzi spadł śnieg ( breja topliwa ale na bezrybiu i rak ryba ). Obecnie wyłażą liście od śnieżyczek Woronowa, być może w końcu uda mła się zobaczyć ich kwiaty we własnym ogrodzie.
"Od zawsze" razem z przebiśniegami kwitną w Alcatrazie cyklamenki. Kwiaty Cyclamen coum pojawiły się w pierwszych dniach lutego. Niestety nie widać nowych siewek ( znaczy młodziutkich, drobniutkich cyklamenowych listków ), tak jak miało to miejsce w latach ubiegłych, znaczy przedwiośniach ubiegłych. Zeszły rok zdaje się mnożeniu cyklamenów nie służył. Zresztą on mało któremu zielonemu służył. Nowych siewek nie ma ale mła cieszy się z tych roślinek które są. Tfu, tfu, tfu! - zapowiada się całkiem udany cyklamenowy sezon, mła naszła sporo drobniutkich pączków wychylających się z opadłych na ziemię liści kasztanowca zwanego kasztanem. Na tzw. szał ciał trzeba będzie jeszcze poczekać ale na razie są pozytywne cyklamenowe sygnały. Mła się zastanawia leniwie czy aby nie nabyć odmianowych wiosennych cyklamenków. Szczególnie kusząco uśmiechają się do niej z ofert szkółek ogrodniczych odmiany o mocno wysrebrzonych liściach. Sezon liściowy trwa u cyklamenów dłużej niż ten kwiatowy, mła już widzi te srebrzenia pod kasztanowcem. Niestety mła poszaleć mocno nie może bo zobowiązania skrzeczą a mła się nie całkiem nadaje na oszustkę, która za wykonane roboty nie płaci. Także te liście to raczej się będą masowo srebrzyć jedynie w wyobraźni mła, z powodu braku hucpy i "z nadmiaru" skrupułów.
Szał zimowych kwitnień to jednak nie cebulowe a byliny. Ciemierniki dają czadu! Pierwsze zaczęły już w grudniu ciemierniki białe i ich mieszańce wcześnie kwitnące z serii 'Helleborus Gold Collection'. Teraz do pełni kwitnienia szykują się już ciemierniki będące mieszańcami później kwitnących gatunków. To nieustające przedwiośnie czy też "angielska zima" to wymarzona aura dla tych roślin. Tak szczerze pisząc to mła te wspaniałe ciemiernicze kwitnienia rekompensują brak śniegu i prawdziwej środkowoeuropejskiej zimy. Wicie rozumicie, śnieg w mieście króciutko jest biały a ciemierniki kwitną dłuuugo. Jak pogoda sprzyja i słoneczko nam świeci można wyleźć z kocim stadem do Alcatrazu i pogapić się nieco na zielone, które akuratnie jest białe, różowe a nawet karmazynowe. Co prawda słoneczne dni nie są tej zimy w mieście Odzi częstym zjawiskiem ale to mła akurat jest w stanie znieść, bo opad wszelki jest bardzo mile widziany w naszej wyschniętej krainie. Do kwitnień cebulaczków i ciemierników zaraz dołączą kwitnienia "zimowych" krzewów. Oczarom pękają już pąki a leszczyna lada moment zacznie pylić. Mamy w tym roku mega długie przedwiośnie, mła się cieszy że te pierwsze kwitnienia będą długotrwałe. Załamań pogody w tę lub w tę w prognozach nie widać. No i bardzo dobrze! Cieszmy się jak jest czym, kto wie jakie nas lato czeka w tym roku?
"Od zawsze" razem z przebiśniegami kwitną w Alcatrazie cyklamenki. Kwiaty Cyclamen coum pojawiły się w pierwszych dniach lutego. Niestety nie widać nowych siewek ( znaczy młodziutkich, drobniutkich cyklamenowych listków ), tak jak miało to miejsce w latach ubiegłych, znaczy przedwiośniach ubiegłych. Zeszły rok zdaje się mnożeniu cyklamenów nie służył. Zresztą on mało któremu zielonemu służył. Nowych siewek nie ma ale mła cieszy się z tych roślinek które są. Tfu, tfu, tfu! - zapowiada się całkiem udany cyklamenowy sezon, mła naszła sporo drobniutkich pączków wychylających się z opadłych na ziemię liści kasztanowca zwanego kasztanem. Na tzw. szał ciał trzeba będzie jeszcze poczekać ale na razie są pozytywne cyklamenowe sygnały. Mła się zastanawia leniwie czy aby nie nabyć odmianowych wiosennych cyklamenków. Szczególnie kusząco uśmiechają się do niej z ofert szkółek ogrodniczych odmiany o mocno wysrebrzonych liściach. Sezon liściowy trwa u cyklamenów dłużej niż ten kwiatowy, mła już widzi te srebrzenia pod kasztanowcem. Niestety mła poszaleć mocno nie może bo zobowiązania skrzeczą a mła się nie całkiem nadaje na oszustkę, która za wykonane roboty nie płaci. Także te liście to raczej się będą masowo srebrzyć jedynie w wyobraźni mła, z powodu braku hucpy i "z nadmiaru" skrupułów.
Szał zimowych kwitnień to jednak nie cebulowe a byliny. Ciemierniki dają czadu! Pierwsze zaczęły już w grudniu ciemierniki białe i ich mieszańce wcześnie kwitnące z serii 'Helleborus Gold Collection'. Teraz do pełni kwitnienia szykują się już ciemierniki będące mieszańcami później kwitnących gatunków. To nieustające przedwiośnie czy też "angielska zima" to wymarzona aura dla tych roślin. Tak szczerze pisząc to mła te wspaniałe ciemiernicze kwitnienia rekompensują brak śniegu i prawdziwej środkowoeuropejskiej zimy. Wicie rozumicie, śnieg w mieście króciutko jest biały a ciemierniki kwitną dłuuugo. Jak pogoda sprzyja i słoneczko nam świeci można wyleźć z kocim stadem do Alcatrazu i pogapić się nieco na zielone, które akuratnie jest białe, różowe a nawet karmazynowe. Co prawda słoneczne dni nie są tej zimy w mieście Odzi częstym zjawiskiem ale to mła akurat jest w stanie znieść, bo opad wszelki jest bardzo mile widziany w naszej wyschniętej krainie. Do kwitnień cebulaczków i ciemierników zaraz dołączą kwitnienia "zimowych" krzewów. Oczarom pękają już pąki a leszczyna lada moment zacznie pylić. Mamy w tym roku mega długie przedwiośnie, mła się cieszy że te pierwsze kwitnienia będą długotrwałe. Załamań pogody w tę lub w tę w prognozach nie widać. No i bardzo dobrze! Cieszmy się jak jest czym, kto wie jakie nas lato czeka w tym roku?
poniedziałek, 13 stycznia 2020
'Pumpin' Iron' - irys SDB "zeszycikowy"
No i jest już pierwsza korzyść z zapisków zeszycikowych ( starszych, które zostały przepisane do nowego kajetu ). Mła wie że te kłączka które dostała od Ewandki, te świetnie się rozrastające i niezawodnie kwitnące esdebiaczki to nic innego tylko utytułowana odmiana autorstwa Paula Blacka. 'Pumpin' Iron' została zarejestrowana w 1990 roku ale do dziś robi wrażenie na rabacie. Przede wszystkim kolor rwie ślepia a poza tym irysek jest pełen wigoru, szybko się rozrasta i kwitnie jak marzenie. Nawet po trzech latach na jednym stanowisku nadal wygląda dobrze. 'Pumpin' Iron' dorasta do 36 cm wysokości i jest odmianą kwitnącą w środku sezonu irysów SDB. W powstaniu tego irysa uczestniczyła siewka Dyyer'a oznaczona # G-6: ('Demon' x ('Cherry Garden' x 'Bloodspot')) którą skrzyżowano z odmianą 'Forte'. 'Pumpin' Iron' do handlu wprowadziła szkółka Mid - America w roku rejestracji odmiany. Ten irys zgarnął wszystko co możliwe do zgarnięcia dla amerykańskich irysów SDB - Honorable Mention 1992, Award of Merit 1994, Cook-Douglas Medal 1996. Tylko Dykes Medal mu oszczędzono, he, he, he.
Subskrybuj:
Posty (Atom)