wtorek, 23 lutego 2021
Alcatraz w ostatnim tygodniu lutego
Jedyne czego mła się ogrodowo teraz boi to nagłej zmiany temperatur w marcu. Mało co jest paskudniejszego dla ogrodnika niż zmrożona wiosna. Jakby zamrozić nadzieję. Mła się "pociesza" tzw. globalnym ociepleniem czyli prognozowaną wyższą temperaturą w marcu. Z drugiej strony tak się jej niemile przypomina że ostrej zimy to w tym roku niby miało nie być. No cóż, w końcu spora część meteorologii to zabawa z modelami a jak nieraz wygląda stosunek modeli do rzeczywistości to sobie możemy poobserwować na podstawie tzw. pandemii koronawirusa, gdzie o modelach nie tak dawno lansowanych w mediach jako jedynie słuszne prognozy rozwoju sytuacji epidemiologicznej, chcą najszybciej zapomnieć zarówno ich autorzy jak i ci którzy owe modele lansowali. Tak więc mła z lekkim niepokojem czeka na marzec.
niedziela, 21 lutego 2021
Codziennik - niedzierla prawie że wiosenna
Wychodzi na to że mła jest wymęczona i tyle. W przyszłym tygodniu mła podejmie próbę odstawienia od cycka Pana Dzidka, znaczy będzie samodzielne wychodzenie na podwórko i nawet do najbliższego sklepu na ploty. Za dwa tygodnie będzie dreptał samodzielnie dalej a pod koniec drugiej dekady marca zostanie trwale odłączony od medycznych przyrządów i będzie z niego easy rider ( są gryplany jak to pojedzie do Heńka i wogle ). Małgoś jutro jedzie na dobitkę szczepienia i tyż snuje plany jak to po połowie marca uda się niekontrolowana do sklepu i nakupi sobie wszystkiego czego jej nie wolno jeść i to w dużej ilości. Postanowiła zrobić zarzundowi na złość i dożyć do trzynastki, coby całą trzynastkę radośnie przeputać na przyjemności życia. Każdy ma swoją wizję wiosennego szczęścia. Dzisiejszy wpis ilustrują fotki przesadzeniowe ( biały słoń tyż wylądował w misce z sukinkulentami, mła upieprza ceramiką doniczusie aż niemiło, gdzie wyląduje biały zestaw ogrodowy z klatką i ptoszkiem mła jeszcze nie wie ). No i fota Szpagetki i Mrutiego. W muzyczniku relaksująco i wędrująco Skaldowie ( mła wczoraj widziała ptasie klucze i to ją tak wędrownie nastroiło ).
czwartek, 18 lutego 2021
Termin przydatności - wpis o starzeniu się, kolejny
W dzisiejszych czasach to mła podejrzewa że rozmowa w Trujce ze słuchaczem nagrana byłaby wcześniej a karwa starannie wypikana, taka prawda czasu i taka prawda mikrofonu, he, he, he. Pewnie bardziej niż przekleństwa raziłyby insze treści. Czasy się zmieniają a z nimi zmienia się język. Stara to sprawa że wyrazy zmieniają znaczenie, jedne nam się nobilitują, inne wulgarnieją ( kudy tam staropolskiemu kutasowi do jego współczesnego znaczenia ). Po zmieniającym się wokół nas języku chyba najszybciej dostrzegamy że "nasza pora już minęła". Wyrazy znaczą coś inszego niż kiedyś, to co odbieramy jako zalew wulgaryzmów czy też wręcz chamstwa to często ( nie zawsze ) tylko zmiana norm społecznych. Cóż nam zostaje? Wołać "O tempora, o mores !" za Cyceronem? Zważywszy na to jak skończył Cyceron, człowiek niezwykle światły, który jednak nie zauważył że to republika konserwowana do bólu wyhodowała cesarstwo, mła sądzi że lepiej sobie odpuścić mowy narzekające, he, he, he. Przynajmniej te dotyczące języka. My sobie ponarzekamy a karawana pójdzie dalej. Jedyny z tego pożytek to taki z bezpośredniej tresury. Nieco pary z nas zejdzie i może najbliższe otoczenie zacznie szanować troszki nasze uszy.
Nie tylko po zmieniającej się wokół niej mowie mła odczuwa własne starzenie. Hym... mła nie zawsze łapie sens dowcipów, no nie śmieszą jej. Wydają jej się płaskie, bez polotu, takie bardziej pospolite. Nie że obrazoburcze i wogle, mła uważa że szukanie śmieszności nawet w najczarniejszych sytuacjach czy w tzw. najświętszych okolicznościach jest czymś bardzo ludzkim. Więźniowie obozów zagłady też sobie opowiadali dowcipy a wszelkie wzniosłości aż się proszą o przykrojenie ich do ludzkiej miary. Choć mła zauważyła że życie zazwyczaj przerasta kabaret. Po premierze dzieła wiekopomnego "Żywot Briana" autorstwa komików z Monty Pythona, traktującego o wypaczaniu idei, kretynizmach zawierzeń różnych, nie tylko stricte religijnych, ludzkiej naturze i jej przewrotności, zagotowało się wśród chrześcijan że ho, ho. Pikiety, akcje, zakazy, no bo wicie rozumicie - atak na chrześcijaństwo ( hym... Chrystus pojawia się w tym filmie tylko raz, podczas kazania na górze i to wszystko, nikt nie robi sobie żartów z tego co mówi ale bekę mamy na całego z niedosłyszących i interpretujących jego słowa - pewnie to najbardziej zabolało, ta drwina z chęci interpretacji zgodnej z własnym widzimisię ).
Czy jednak to co śmieszyło i śmieszy nadal mła jest tym samym co może rozbawić ludzi sporo młodszych ode mnie? Nie jestem tego pewna, to co uchodziło w moich czasach za myślenie zdroworozsądkowe dziś nie wydaje się już tak oczywiste. Weźmy taki tekst - "Bo chcę zostać kobietą. Chcę być kobietą. Chce żebyście od dziś mówili na mnie "Loretta". To moje niezbywalne prawo jako mężczyzny." No, może śmieszyć to że jest mowa o niezbywalnym prawie mężczyzny do bycia kobietą ale teksty Monty Pythona o tożsamości płciowej w świetle rozwoju nauki, a konkretnie biologii człowieka nie są już takie jednoznaczne. Czas zmienia perspektywę. Kiedy zaczynam myśleć o zrozumieniu istoty transseksualności w ujęciu medycznym, terapii już nie hormonalnej a genowej, czuję się troszki niepewnie. To już nie jest śmianie się z czyjejś "beznadziejnej walki z rzeczywistością" tylko z kalectwa. Nie rżę przeca z tego powodu że ktoś się urodził z niewykształconymi kończynami czy z brakiem twarzoczaszki, zaczynam dziwnie się czuć kiedy uświadamiam sobie że żart z Lorettą może uchodzić za naśmiewanie się z urodzenia się z takim a nie innym zestawem i konfiguracją genów. Humor jest chyba równie nietrwały jak mowa, jego właściwe poczucie trwa mniej niż jedno pokolenie.
Mła łapie się też na tym że nudzą ją współcześnie tworzone filmy, zwłaszcza te wzorowane na grach komputerowych. Bo gry tego rodzaju to świat obcy dla mła, absolutnie jej niebawiący. Wirtualne rolniczenie, zbieranie grzybków, ucinanie głów i rozpierduchy w ogóle mła nie kręcą. Granie z kimś on line i wcielanie się w postać wymyślaną przez kogoś inszego mła jest w stanie zrozumieć, to nic inszego jak projekcje literackie tylko mniej pola do wyobraźni własnej zostawiające ( lecz też żyjesz czyimś życiem w innym świecie ). Może mła musi po prostu czekać na rozwój gatunku, na razie robią gry dla dwunastolatków albo dorosłych na poziomie mentalnym dwunastolatków, może kiedyś stworzą gry dla pań starszych. Całkiem ale to całkiem insze. Panie starsze będą wówczas pędzić do domów by dopaść domowego większego ekranu aby pokazać na nim księżniczce Elżbiecie co naprawdę o niej myślą albo poczuć się dziwnie chodząc samotnie ulicami miasta potraktowanego przez prawdziwą zarazę. Wszystko przed nami, w końcu kino zaczęło się od pokazu pociągu wjeżdżającego na stację a przez całe lata za szczyt sztuki filmowej uchodziło kopanie kogoś w tyłek. Dziś oglądając takie obabrazki filmowe mła się zastanawia nawet nie nad tym czy to ekscytowało czy śmieszyło tylko nad tym po co w ogóle to ludzie oglądali? Nuuuda! Sto lat życia z ruchomym obrazem a mła nie bardzo jest w stanie wyobrazić sobie wrażliwości ludzi "przedfilmowych". Pewnie ludzie grający w wirtualu kiedyś tam w przyszłości nie będą mogli sobie wyobrazić jak mła mogła żyć bez gier. No mła "...młodość zeszła marnie, bez kikimobilu, biofonu, wirocyklu i astrodaktylu" jak to pisała Poetka. środa, 17 lutego 2021
Święto Książniczek i Gwiazdorów
Mła się przysłuchuje kocim miaukom, tłumaczy z kociego na ludzki i z przerażeniem stwierdza że wyhodowała okropne stado - łobuz i awanturnik ( Pasiak wylazł z fabryki ale fabryka cóś nie chce wyjść z Pasiaka ), wyłudzacz i zarazem rozbójnik ( Mrumi potrafi być przymilny by za chwileczkę stać się zuchwałym ), transpłciowa kocica która marzy o tym by komuś spuścić wpiendrol ( Sztaflik ), puszczalska nimfetka a właściwie gruba nimfica ( Okularia ) i egotyzm w formie doskonałej ( Szpagetka ). Cud że przy wspólnym życiu z tą bandą mła tylko szpakowata a nie bielutka jak ten gołąbek. Mła wie że są na świecie grzeczne koty, ułożone i przyjacielskie ( Laluś i Danuś przeca takowymi były, ekscesów złodziejskich i wyżerań odeszłym się nie pamięta ), mła nawet widzi dobre cechy charakteru u Mrumiego i Sztaflika ale reszta?! Zgroza! Pasiak i Okularia powinni trafić na terapię do kociego behawiorysty, dla czarnego charakteru Szpagetki nie ma nadziei ( Szpagetka jest niereformowalna jak Felicjan ). No ale tak po prawdzie to Szpagetka, Okularia i Pasiak spadły mła z nieba, znaczy to jest tak że rodziny się nie wybiera. Rodzina wybrała mła i mła teraz ma za swoje. Gasi pożary, studzi temperamenta, godzi charaktery i wkracza jako przemoc domowa kiedy Szpagetka usiłuje zarządzać domem i okolicą ( taki cud Natury - niecałe dwa kilo a ego jak u Napoleona ). Mła z okazji dzisiejszego święta zapoda super karmę, mam nadzieję że nie będzie plucia i obrazy, oraz polowań na "flak od kaszanki".
Dzisiejszy wpis ilustrują kocie prace Stasysa Eidrigevičiusa a w muzyczniku dziś kocia piosenka. Kotom mła z bardzo rana włączyła koci kryminał z Youtuba ( dwa naparzające się kocury ). Chłopaki i Sztaflik wpatrzeni w ekran i zjeżeni. Okularia olała bo ona woli romanse, a Szpagetka nie lubi żadnych filmów bo nie rozpoznaje na nich Szpagetki.
niedziela, 14 lutego 2021
Nieromantyczne podsumowanie pandemiczne
No ale mła nie ma zasięgów, nie jest niebezpieczna, to sobie może pisać co chce. Inaczej by to wyglądało gdyby mła jakimś cudem zasięgi sama z się miała albo jej zasięgi robiono. Mła jest nie tylko za opodatkowaniem gigantów, mła jest tyż wielką zwolenniczką zmuszenia ich do przestrzegania zasad: ochrony danych, obiektywizmu i w ramach wisienki na torcie zaprzestania mnóstwa zabaw z algorytmami. Niepokoi ją jak diabli banowanie tego ryżego debila z Hameryki przez medium, które go wykreowało. To jest już tak czytelne że trzeba być ślepym żeby nie zauważyć nadmiernego wpływu korporacji. Oczywiście cała ta sprawa ma się nijak do tego czegóś co wytworzyły nasze głupki z zarzundu i co nazwały daniną medialną ( jak zwykle kretyńsko pojechali z podwójnym opodatkowaniem, w żadnym sądzie międzynarodowym by się to nie ostało ). To taka opowieść dla niezorientowanych, nie mająca naprawdę na celu ściągnięcie pieniędzy z mega korporacji. Żeby była kropeczka nad i, nasz zarzund to na żadną wojenkę prawdziwą z korporacjami nie pójdzie bo jest za cienki w uszach. Ta niekompetentna ekipa z takim charakterystycznym dla się patriotycznym zadęciem dała ciała w tym temacie już zeszłym roku, podziękowania za zaniechanie w sprawie opodatkowania Google i spółki składał nam osobiście były vice prezydent USA. I tak dobrze bo po prawdzie to wystarczyło tupnięcie nóżką pani gubernator zza Wielkiej Wody i dziewczęta i chłopcy z zarzundu na tyłkach by usiedli a rączki w pozycję służ ułożyli. Tyle w kwestii patriotyzmu zarzundu i jego sprawczości.
Nasze polityczne z zarzundu otworzyły kolejne fronty walk tyle że mła nie śledzi bo "ale to już było". Mła czuje w lewej pięcie że chyba koniec kadencji nam się będzie zbliżał ale czy to będzie już zaraz czy za rok to nie wie. Mła sądzi że i u nas jak wszędzie popandemiczne rozliczenia źle się skończą dla obecnego zarzundu, niestety mła nie jest jak na razie w stanie wykrzesać z się optymizmu wobec programu ( a raczej jego braku ) obecnej opozycji. Mła czeka na cóś nowego bo "ale to już było" ze strony opozycji odbija się jej czkawką. Nie chodzi nawet o zmianę szyldów tylko o zmianę pokoleniową, mła ma dość styropianów tkwiących wciąż jedną nogą w komunie, sierot po lewicy i nawet prezenter chcący być dobry dla wszystkich jej nie ekscytuje. O korwiniątkach nie wspomnę bo mła uważa ich za pożytecznych idiotów Wujka Wołodii, w najlepszym razie. No a przede wszystkim ma dość tych wszystkich pieczeniarzy, którzy urządzą się przy każdej władzy i doją państwo czyli nas aż niemiło. Pewnie znowu, quźwa, przyjdzie jej głosować na mniejsze zło. Ten absolutnie nieromantyczny walentynkowy wpis ilustrują zdjęcia z czasów grypy hiszpanki i jedno późniejsze ( chyba z lat 30 XX wieku, przyłbice tak urocze że nie mogłam się oprzeć ). W muzyczniku białe śpiewy czyli bułgarska muzyczka.czwartek, 11 lutego 2021
Tivoli - Villa d'Este część III
Dżizaas i mła poszły w kierunku południowo - zachodnim, znaczy kierowały się na Romettę, z tarasu której widziały znajdujące się na tarasie poniżej Fontannę Prozerpiny - Fontana di Proserpina i Fontannę Sowy - Fontana della Civeta. Tak po prawdzie to jakby dwie fontanny w jednym i w dodatku jedna z nich jest chyba najdziwniejszą z fontann w tym ogrodzie tak pełnym zdziwności. Te dwie fontanny razem z Fontanną Rometta tworzą jedną całość architektoniczną, ich tarasy są połączone schodami, a pod tarasami znajdują się nimfea. Fontanna Prozerpiny pełniła za czasów Ippolito i jego krewnych funkcję jadalni na świeżym powietrzu. Piknikowisko znaczy. Fontanna składa się z centralnego nimfeum i dwóch bocznych nisz, między którymi znajdują się cztery spiralne kolumny owinięte pędami winorośli wykonanymi w technice stiuku ( ostatni duży obrazek poniżej ). Z fontanną Rometta znajdującą się powyżej łączyły ją niegdyś dwa ciągi schodów, dziś ostały się tylko jedne schody które mła bohatersko pokonała usiłując cóś tam cyknąć. Fontana di Proserpina została zaprojektowana i zbudowana przez Alberto Galvaniego w latach 1569–70. W centralnej niszy umieszczono w 1640 roku posąg bogini płodności Prozerpiny, który niestety zniknął. Ostał się jedynie Pluton, mąż owej bogini, niesiony na muszli podtrzymywanej przez dwa koniki morskie ( koniki to eufemizm, kobyły nastojaszcze ). W niszach po bokach znajdują się posągi Trytonów jadących na delfinach i dmuchających w buccina czyli trąbki z muszli. Po prawdzie to Fontana di Proserpina wcale nie miała być fontanną poświęconą uprowadzonej do piekieł bogini, zaprojektowana została jako Fontanna Cesarzy ( znaczy miały być posągi Cezara, Augusta, Trajana i Hadriana, które miały zdobić narożniki, natomiast w nimfeum miał stać posąg Aretuzy - nic z tego nie wyszło ).












