Ciepełko, takie w sam raz, bez duchoty straszliwej. Jednakże mła widzi po roślinach że deszczyk już by się przydał i to taki parodniowy. Irysy TB ładnie się rozwijają ale mła nie uważa tegorocznego sezonu wyższych kategorii za udany. Odmiany kłoszą się pojedynczo, nie kwitną grupami a tylko takie kwitnienie mła satysfakcjonuje. Niektóre odmiany bardzo mła cieszą bo ich kwiaty są dokładnie takie jakie miały być. Robertowa 'Nature Whispers' ( pierwsza fotka u góry i ta z dołu ) robi u mła w tym roku za gwiazdę sezonu, łatwo zakwita, dobrze się rozrasta i jest nie za słodka bo jej kwiaty rozwijają się z beżowymi dolnymi płatkami. Co ważne pędy są mocne i irys się nie pokłada. Mła chce z tej odmiany zrobić sporą grupę, mającą za zadanie rozjaśnić ukochane przez mła irysowe "brudy" i nieoczywistości.
Mła oczekuje z niecierpliwością na kwiaty odmiany 'Sergey' ale się cóś doczekać nie może, za to pojawią się w większej ilości kwiaty odmiany 'Menthol Atmosphere' . gdyby zakwitły razem z tym Sieriożą cinżko niekwitnącym mła by mogła ucieszyć oko ulubionymi barwami spranych szmatek w masie a tak to tylko pół radości. No ale nie ma co narzekać, w końcu cóś tam irysowego u mła kwitnie, w tym roku jest całkiem sporo ogrodów w których bródki nic nie pokazały jeno szarawe liście. Mła nadal odkrywa hym... krecią robotę ślimaków. Na ten przykład pęd wygryziony w miejscu do którego przylegał pąk. Wiadomo, chciało się do słodkich płatków to się wyżarło. Albo nadechlane rozwijające się pąki. I tak jest lepiej niż w przypadku irysów SDB. Irysy TB mają długie pędy, droga do smacznidełka cóś trudniejsza.
Pamiętacie mój wpis histeryczno - energetyczny sprzed dwóch lat? Jak nie pamiętacie to mła Wam zapodawa link . Mła już wówczas czuła że idzie na nas groza, nadpercepcję miała. Bo zdaniem mła jeżeli czegoś szybko zarzund nie zrobi to blackout mamy jak w banku! Z jakich powodów? Przede wszystkim z powodu sypiącej się infrastruktury. I na nic pocieszania Agniechy że te panele słoneczne to zaraz każdy będzie miał bo panele słoneczne to trza w sieć wpiąć żeby mieć prund kiedy słoneczka nie ma. I tu napotykamy problem zwany siecią przesyłową! Nasze państwo jak zwykle załatwia problem od doopy strony, to jest ulubiona metoda państwa. Mali prywatni wytwórcy prądu obciążają niewydolną sieć, znaczy należy ograniczyć ilość małych prywatnych wytwórców prądu. Najłatwiej to zrobić podnosząc ceny sprzedawanego takim wytwórcom prądu. Nie ma rozliczeń kilowat za kilowat, jest prund lepszy i prund gorszy a magazynować prundu nie sposób, więc chcąc nie chcąc panelowcy będą musieli płacić za lepszy prund wielkich dostawców. Nasze państwo oczywiście tak go wyceni żeby starczyło na pensję krewnych królika rozmieszczonych po różnych zarządach firm energetycznych. Nihil novi.
Oprócz radości przesyłu mamy ciągnącą się jak spagetti sprawę zdychających kopalń, w tym tej bynajmniej niepełzającej katastrofy ekologicznej - kopalni odkrywkowych węgla brunatnego. Każdemu kto będzie bredził na temat tego że energia z węgla brunatnego może być przyjazna, że filtry i że inni produkują zalecam pomieszkanie w pobliżu kopalni węgla brunatnego i elektrowni, może być nawet u tych "niedoprych Niemcoff" którzy nam kopania zabraniają a sami majo. Ćmok ideologiczny opada wraz z zauważalnym gołym okiem wysychaniem wszystkiego wokół i zmniejszającą się co roku liczbą znajomych ( specjalność polska, zainteresowanym polecam zapoznanie się z tym dlaczego zakłady w Bełchatowie są uważane za jednego z największych trucicieli w Europie, a są na podium ). Nie ma to jak sprawdzić na własnej skórze dlaczego cóś jest be, jakoś wówczas łatwiej przychodzi pochylanie się nie tyle nad biednymi górnikami co nad ich biednymi dziećmi. Na szczęście kopalnie odkrywkowe będą odchodziły w niebyt, koszty ich eksploatacji po prostu są zbyt wielkie bo woda robi się bardzo cenna a węgiel w starych odkrywkach się po prostu kończy. Nie wiem dlaczego obecny zarzund pieprzy na temat tak długich terminów
wygaszania kopalń, przeca ci co ten węgiel w Dziurwie Bełchatowskiej
kopią mówią że to jest nierealne bo węgla zabraknie.
Może przesunięcie terminów ma zwalić kłopot z zamykaniem kopalń, które wcale proste nie jest i wymaga ogromnych nakładów, na późniejsze zarzundy. Pytanie co po Bełchatowie? Pomysły typu lekstrownia atomowa to tak między bajki włożyć, jakby miała powstać to już powinno się cóś dziać a nie tylko tradycyjne pobieranie pensji przez takich co zostali ulokowania na stanowisku "speca od atomowej energetyki" coby zasysać mogli. Poza tym atom nie jest rozwiązaniem dla Bełchatowa, obecna technologia pozyskania energii atomowej wymusza sytuowanie elektrowni w pobliżu dużych zbiorników wodnych, wszyscy którzy liczą na to że zalanie zbiornika w miarę neutralną chemicznie wodą będzie proste powinni natychmiast otrzeźwieć. Poza tym budowanie atomówki gdziekolwiek w tym kraju wbrew społeczeństwu po prostu się nie uda. Elektrownia szczytowo - pompowa, taa... o jakiej mocy produkcyjnej? Hym... mła wychodzi ze przed blackoutem to będzie nas ratował import energii. I to przy założeniu że ktoś coś wreszcie zrobi z infrastrukturą do przesyłu. Od sześciu lat rzundzi nami ekipa co to jak każda poprzednia zmiany w energetyce obiecywała i słowo rozwój przez wszystkie przypadki odmieniała. No i co? Wstaliśmy z kolan, cieszycie się? Mła przegląda w necie ofertę świeczek, he, he, he.
Dzisiejszy przyciężki wpis o lekstryce ozdabiają elektryzujące prace Aleksandra Sigova, urodzonego w połowie ubiegłego wieku w Petersburgu malarza i ilustratora książek. W muzyczniku muzyka lekstroniczna, znaczy Jon i Vangelis.
W sprawie Szpagutkowskiej kary nie będzie bo wszyscy mła przekonują że to czysta mniłość Szpagetkę do takiego ekscesu przywiodła jak przygotowanie dla mła wkładki dokawowej z myszki ( nie widzieli jednak TEGO spojrzenia kocich oczek ) a po drugie za łapę nie złapałam. Po trzecie moje karanie odnosi przeciwny do zamierzonego skutek. Przykład: Małgoś - Sąsiadka ukarana kurczakiem przyrządzanym na modłę hinduską, w sosie w którym imbir pływa a cebula i czosnek mieszają się z cynamonem i inną kolendrą zażyczyła sobie na obiad "tego z ryżem co było zrobione kiedy malutka była chora". Taa... i tyle z moich planów terroryzowania żarciem i wymuszania określonych zachowań. Powinnam albo karać owsianką na wodzie bez soli albo w ogóle. Nienawidzę gotować owsianki i boczyć się na kota, znaczy bezkarność u mła w chałupie się pleni i plenić będzie.
Mła chcąc żyć w miarę bezstresowo musi spróbować zmienić siebie skoro otaczających mła osób zmienić nie sposób, że tak sobie rymnę. Zmiana status quo może być groźna - Szpagetka przeca może nasilić wyrażanie uczuć, nieważne już jakich, o ile mła będzie dla kota zimna i nieprzychylna, a Małgoś może dojść do wniosku że owsianka po bengalsku to jest właśnie to co lubi najbardziej i zacznie częstować nią też mła , coby mła się przekonała jaka owsianka po bengalsku dobra. Mła zatem przyjmuje że wszystko jest OK na tym najlepszym ze światów - Szpagetka mła kocha zażarcie a nie tylko za żarcie a Małgoś wyhodowała sobie kosmopolityczne kubki smakowe i prezentuje niemal niewiarygodny w jej wieku głód nowości kulinarnych i to mła za tą mniłością i tresowaniem kubków stoi. Cóś pozytywnego znaczy, zamiast zamartwień i potrzeby poczucia że opanowało się sytuejszyn za pomocą kar. Tak mła sobie tłumaczy i lukruje te swoje porażki wychowawcze.
W sprawie maczków co są zupełnie nie takie jak mła chciałaby żeby były to mła postanowiła polubić czego zmienić nie może. Właśnie jest w trakcie wyczytków o rozmnażaniu maków perskich, naszło ją podświadomie ( mła jest w trakcie lektury o pracy mózgu i nieświadomych korzeniach naszych niby świadomych decyzji ) coby tych maczków było wincyj i że koniecznie mła musi nabyć rugosy o czerwonych pylnikach i to w liczbie większej. Mła jeszcze miała objawienie na temat brzózek białokorych na których tle te rugosy i maczki będą sobie porastały. Może nie jest to bardzo bardzo leśnie ale jest dzikawo, więc do Alcatrazu jakoś tam powinno pasić. W kwestii maczków z Suchej - Żwirowej to dla towarzystwa są przeca odpowiednie irysy. Tego z drugiego zdjęcia powyżej mła musi przesadzić, pierwszy już rośnie gdzie trzeba. Niebieski powędruje do inszych niebieskich, a w najbliższej okolicy maczków pojawi się odmiana 'Naples' ( na pierwszej dużej fotce poniżej ). Ujarzmię ten łosoś makowych płatków! Mam nadzieję że nie skończy się jak w przypadku Szpagetki i przypadku Małgoś.
Niebieskie irysy powędrują w inszą część Suchej - Żwirowej, mła musi porozmnażać dla nich stachysy bizantyńskie dla towarzystwa i rozplanować na nowo nasadzenia z goździków. Duuużo roboty się szykuje na Suchej - Żwirowej. No i zakupy trza będzie mła poczynić - dyptamy, białe jeżówki, hyzopy odtworzyć, może przylawendować? Dobrze byłoby też dorwać mikołajki nadmorskie Eryngium maritimum. Z tymi ostatnimi może być problem. Inszych mikołajków w bród ale tego którego mła by chętnie odtworzyła nie ma. Tak to jest. Szczęśliwie dla mła Mamelon odsadziła gipsówkę, znów u mła będą kwitły urocze chmurki delikatnych kwiatków. Niby nie było ciężkiej zimy z wielkimi mrozami, aura wiosenna wręcz wymarzona bo nie sucho i bez letnich temperatur a na Suchej - Żwirowej powypadało mnóstwo roślin. Oj zdziwności, zdziwności się dziejo!
W Alcatrazie jest inszy problem, cholerny jesionek posiał te swoje dzieci gdzie się da. Alcatraz jest zajesionkowany, mła która stawiała na leśność teraz będzie musiała lasek nieco przerzedzić. Po raz kolejny! Poza jesionkiem inne drzewka łatwo siejące się w Alcatrazie odliczyły - mła ma plantację klonów ( niektóre drzewka zostawi bo mła się klony podobią ), wierzby za którą nie przepada, brzózek ( zostają ). Tak szczerze pisząc to mła przydałoby się teraz cóś mechanicznego do cięcia, z drugiej strony mła jakoś nigdy nie umiała tak do końca "dogadać się" z mechanicznymi narzędziami do ogrodu. Proste kosiarki mła stawały okoniem to co mogłaby jej zrobić piła? Wynajęcie człowieka do cięcia kosztuje i to wcale nie mało i jeszcze wymagałoby pilnowania wykonania roboty czyli tzw. chodzenia za tyłkiem bo mła mogłaby zobaczyć Alcatraz z wyciętymi nie tymi drzewami co potrzeba. Mła jakoś nie dowierza najemnej sile ogrodowej, jest w stanie jako tako zaufać Pani Isaurze ale chłopu z piłą to never!
A co pozaogrodowego? Mła sobie słucha wieści z frontu covidowego i zastanawia się kto jeszcze wierzy zarzundom? W sprawie pochodzenia wirusa jest już wystarczająco jajecznie, naczelny dohtor od paniki w USA zdaje się jest zdrowo umoczony w sprawę wyciszania podejrzeń na temat chińskiego laboratorium. Mła przewidywa jednak że pohukiwania na Chińczyków w sprawie "odszkodowania za zarazę" ucichną jak nożem uciął w momencie kiedy jak po nitce do kłębka dolezą do roli koncernów z przewagą hamerykańskiego kapitału w sponsorowaniu takich a nie innych badań w wiadomym laboratorium. To już nie jest teoria spiskowa, przeca to że z tzw. Zachodu zlecano wiadomej placówce badania jest dość powszechnie znanym faktem, ciekawe jest natomiast to że powiązani z koncernami przez granty czyli kasę wysocy urzędnicy ( urzędnicy bo problem nie dotyczy jednego faceta w Stanach ) usiłowali za wszelką cenę unikać powiązania słów chińskie laboratorium i SARS-CoV-2. Dlaczego? Co takiego sponsorzy urzędników medycznych usiłują ukryć, tylko to że zlecali prace badawcze instytucji która pracowała nad wirusem dla chińskiej armii? Przeca nie rozstrzygnięto na 100% pochodzenia wrednego wirusa, któren jak do tej pory nie okazał się być śmiertelny jak dżuma. Zatem o co kaman? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, mła się zdawa że ta sprawa ma nie tylko drugie ale i trzecie dno i że przypadkiem moglibyśmy zobaczyć taki kawałek prawdziwego świata który by większość z nas zadziwił ( biznes ma w dupie politykę bo polega na zarabianiu kasy i nie ważne kto u władzy byle swój - a czy to demokracja czy zamordystyczni spadkobiercy Mao ma znaczenie nawet nie drugo czy trzecio ale któreś tam z kolei rzędne, robiący dobrze biznesu politycy dogadajo się zawsze, bez względu na oficjalnie prezentowane stanowiska ).
U nas w kraju tzw. namolność czepionkowa robi się cóś męcząca. Wygląda jakby się spieszono z upłynnieniem produktu zanim okaże się nieświeży. Albo mało skuteczny, tak się mła uplingło pod kopułą bo lektura mendiów mainstreamowych ją do tego skłoniła. Trwa wyszukiwanie wariantu wirusa któren "pokaże moce". Mamy wietnamski, indyjski któren się dorobił nazwy Delta, nepalski i meksykański. Hity ubiegłej jesieni, czyli brytyjski, brazylijski i południowoafrykański są już passé. Mła podejrzewa że trwa casting na wirusa przełamującego "siłę czepionek", bo nie wszędzie da się zwalić winę za jesienne zachorowania na "nieodpowiedzialnych niezaszczepionych". No a gdyby kolejne zachorowania na wszystko + covid znów przypominały wypracowaną dzięki lockdownom siłę wodospadu to cóś trza będzie zrobić. Dla zarzundów to najlepiej byłoby wyrzucić kogoś z sań ale tu zdawa się wszyscy w różne rzeczy umaczani, jeszcze zeznawać przed wilkami zaczną, więc strach. Za kolejny lockdown wdzięczne narody mogą dokopać i żadne piniądze z UE tego nie wynagrodzą, zresztą kto wie jakie te pieniądze będą bo na razie to obiecanki cacanki a głupiemu radość. Więc dobrze by było żeby pojawił się jakiś superwirus, który zdejmie z zarzundów odpowiedzialność za czepionkowanie i pójście tą drogą razem z psem Sabą ( mła sama nie wie czemu ale ostatnio jakoś wraca do co ciekawszych momentów z prezydentury Kwacha ).
Z innej beczki - mendia bardzo przeżywają tzw. rozklejenie się marszałka Sejmu. Nie wiem czemu bo jesteśmy krajem o niewielkim znaczeniu i w dodatku naszej zwierzchności nikt normalny nie traktuje poważne. Powinno zachowanie jednego z najwyższych urzędników w państwie raczej martwić naszą dyplomację, ale tej nie mamy więc problem w zasadzie nie istnieje. Byliśmy prowincją Europy obecnie jesteśmy jej zadupiem ale przeca decyzje o tym co za naszą wschodnią granicą nie zapadają ani u nas ani nawet z naszym udziałem ( od czasu pamiętnego najazdu chłopców od Antoniego na placówkę NATO cóś jakby nieufność się zalęgła względem nas wśród atlantyckiej wspólnoty ), więc wielkich szkód marszałek nie narobił bo jak kto szaleje z młotem pneumatycznym po ruinie to co on tam jeszcze może spieprzyć? Co do osobistego wymiaru sprawy to w przeciwieństwie do Clintona nasz marszałek się naprawdę zaciągał, to dziś widać. Pamiętajcie dzieci - narkotyki to zło, a wąchanie substancji odurzających może zamienić Was w marszałka Sejmu!
Teraz o dzisiejszych fotkach. Oczywiście Szpagetka na swoim wyrku ( byłym moim wyrku ) i w starannie wyleżanej żubrówce. Irysy kwitnące i róże jako obowiązkowy punkt programu w czerwcowych wpisach, troszki roślin z Alcatrazu i kwitnąca i pachnąca robinia akacjowa - sama słodycz. Ostatnie zielone listki to parocja perska, dopiero w tym sezonie zdaniem mła się prawilno wybarwia. Ostatnie fotki to koty dochodzące u Dżizaasa. Ten grubas z ostatniej dużej fotki nad tekstem o marszałku nazywa się Frajer ( jako pierwszy dał się złapać do pułapki z żarciuchem coby na badania, szczepienie i sterylkę pojechać ale szczerze pisząc nie wygląda na frajera tylko na kocurka co sobie potrafi wszystko załatwić ). Będzie odchudzany bo dochodzącemu nie wypada być tak grubym. Na fotce bocznej Tygrysio, a na pierwszej razem z Frajerem Przylep. Na ostatnich trzech fotkach siostrzeńcy i fragment Doroty, która z mła tworzy Komitet do Spraw Wyżywienia i Zabawiania Siostrzeńców. W muzyczniku muzyczka wesoła, Mamelonu dedykuje bo czeka ją fotel dentystyczny.
Długi weekend minął mła na ogrodowaniu i kotowaniu, znaczy przyjemnie. Teraz troszki przemyśleń ogrodowych po tym weekendzie wylazłych. Maki i maczki, wielka nieodwzajemniona miłość mła. Tak, tak, nieodwzajemniona mimo tych fotek które sugerują że jest cóś inaczej. Bo mła z maczkami albo nie wychodzi albo wychodzi nie tak jak sobie umyśliła. Np. ten widoczny na fotce egzemplarz odmiany 'Prinzessin Victoria Louise' ma kwiaty bardziej łososiowe niż różowe i różni się od rosnącego nieopodal drugiego egzemplarza tejże samej odmiany, który jest różową słodyczą. Mła kupowała bezkwietne sadzonki, nie sądziła że aż tak będą różnić się odcieniem płatków. Tych pięknych makowych płatków, jednych w swoim rodzaju, powstałych z tworzywa nie do podrobienia. Starzy mistrzowie niderlandzcy potrafili oddać fakturę i delikatność największej makowej ozdoby. Ech... a u mła ona nie w takim coolorze w jakim mła by sobie życzyła żeby była! Mła myślała nad tym żeby dosadzić jeszcze parę egzemplarzy 'Prinzessin Victoria Louise' ale teraz ma zgryza. No bo co to będzie jak nowe zakupy będą miały jeszcze insze odcienie? Trza było sadzić biało kwitnącą odmianę 'Perry's White' to nie byłoby problemu, ale mła się różyki marzyły no to teraz ma! Jakby było mało kiedyś tam posadziła mak perski czyli Papaver bracteatum ( fotka nr 1 ), który jest przepiękny i pasuje dokładnie do niczego w Alcatrazie a już na pewno nie do typu ogrodu leśnego , którym Alcatraz ma się stać. A tu problem bo mak to nie jest roślina którą się przesadza ( patrz palowy system korzeniowy ) a jedyne co mła do głowy przychodzi to by do tej czerwieni czymś nawiązać, jakim krzewem tę ogrodowość mało leśną przyciszyć czy cóś. I to krzewem solidnym bo maczek do ułomków nie należy, tak ze sto dwadzieścia cm mają jego pędy.
W Alcatrazie o tej porze roku jest co prawda czerwono ale jak widzicie jest to nieco in na czerwień. No rodki to qurna jak raz pasujo do maczków! Taa... Może kielichowiec w okolicy, może jeszcze jaka insza czerwień kwitnąca w tym terminie, cóś trza będzie wymyślić bo jak na razie to maczek jest ni w pięć ni w dziesięć, zupełnie nie na miejscu. Jedno co dobre w kwestii makowej że żaden z maków mła nie wylega. Pokładanie się pędów to prawdziwa zmora dla tych którzy cenią efemeryczną urodę makowych kwiatów. Mało smutniejszych widoczków w ogrodzie niż te piękne płatki o jedynej w swoim rodzaju fakturze utytłane w ziemi. A to wszystko przez to że maki nie lubią mieć za wilgotno w korzonkach, to co dla innych roślin jest zasobną i w miarę wilgotną ogrodową glebą na maki źle działa. Sucho ma być choć z dobrutkami dostarczanymi w odpowiednich porcjach. Już choćby z tej racji ciężko będzie mła zestawić mak z Persji rodem z innymi roślinami Alcatrazu. Co najwyżej z jaką dzikawą różą o czerwonych kwiatach kwitnąca w końcu maja i na początku czerwca. Hym... znowu mła wraca do róż rugosa o czerwonych pylnikach.
Jak na razie to u mła kwitną kwiaty róż w inszym coolorze niż czerwone. Moje "majówki" w tym roku pięknie kwiatami oblepione, to obsypanie spod którego ledwie liście widać to urocza cecha róż kwitnących raz w sezonie. Żadna z powtarzających odmian nie kwitnie tak obficie jak te krzewy różane które zakwitają tylko raz w roku. Co prawda mła z niepokojem obserwuje zwinięte listki, już mła wie kto w nich siedzi. Jednakże mła nie ma zamiaru występować w tym wypadku z chemią, postanowiła twardo wierzyć że ci co w tych zwiniętych listkach siedzą spotkają swoich wrogów, którzy pomszczą, niejako przy okazji, podniszczoną urodę liści róż mła. Jak to leciało? - "Pomsta do mnie należy, mówi Pan". Hym... jakby nie było słowo na niedzierlę w sam raz. A tak w ogóle to mła zauważyła ciekawą rzecz, zwiniętych listków z roku na rok mniej, tak jak i tych pociętych przez skoczki. Myślę że u mła w Różance zainstalowali się tacy dla których skoczki to ta ulubiona część menu. No i tak jakoś bez histerii typu co to będzie jak potną mi zeżrą w tym sezonie, powolutku z sezonu na sezon moim różom przybywa zdrowych liści. Skoczki to nie wredna ćma bukszpanowa z Azji rodem.
A co u kotów? Dziś mła przeżyła cóś co sobie w zeszyciku zapisze, jako wydarzenie wiekopomne. Po południu został odwalony numer w stylu czułej pamięci Felicjana, sprawca nie został złapany ale mła ma swoje bardzo konkretne podejrzenia. Mła zdarzało się znaleźć żabę z odgryzionym łebkiem w pantoflu, obudzić się z zimną i sztywną myszką na twarzy ale pierwszy raz ktoś jej wrzucił ubitą myszkę do kawy której mła nie skończyła pić. Mła była wróciła z cmentarza i usiłowała się napić chłodnej kawy z zostawionego przy komputerze kubka a tu siurprajz! Dobrze że mła łyczka nie wzięła bo by mogła zejść z powodu zakrztuszenia się płynem. Mła wyjęła stworka uświerkniętego za ogonek i wszystkie koty natychmiast się koło niej znalazły z proszalnym - Daj, daj natentychmiast ! Wszystkie z wyjątkiem jednej osoby, która siedziała na komódce i bardzo pilnie się myła. Ta osoba nie reagowała na trupka gryzonia, mimo wycia, mruczenia, gruchania i proszalnych miauków innych kotów. Ta osoba patrzyła na mami i nie spuściła wzroku mimo tego że mła się w tę osobę intensywnie wpatrywała. Mła nie złapała za łapę ale swoje wie. "Ale na miejscu zbrodni nie ma Makawitego!" Tej osobie się zbiera ! Myszka została pochowana w kompoście, kubek leży w chlorze, ta osoba przeniosła się właśnie z parapetu na wyrko, coby zająć swoje uprzywilejowane miejsce na poduszce.
No i to by było na tyle. W nowym tygodniu będzie pachniała nam robinia czyli akacja, która właśnie obsypała się kwiatami. Kończy się sezon irysów IB a rozpoczyna na dobre sezon irysów TB. Ponoć pogoda ma być kratkowa, znaczy oprócz cud słoneczka i odpowiednich temperatur zapowiadają ukochane przez mła wiosenne deszczyki z prawie letnimi burzami. Dobrze bo woda w odpowiedniej ilości jest tym po czym ogród wygląda najlepiej. Do połowy tygodnia mła będzie jeszcze chodzić i doglądać siostrzeńców ( dziś Jeffik się z radości porzygał, womit nastąpił tuż po zapakowaniu w żołądek nadmiernej ilości jedzenia bo łakomego Baltazarka trza wychowywać żeby z cudzych misek nie wyżerał a jednocześnie uczucia się chciało okazać Dorocie ). Przed mła papiery do roboty i insze liczenia oraz kuszenie ekip remontowych - zobaczymy co się uda zrobić. No i ogród, cięcie i kolejne rośliny wysadzane do wsadzania do paczek i do ogrodu Dżizaasa. No i robienie ciast z truskawkami, Małgoś po urodzinkach cóś się rozochociła. W muzyczniku dziś ulubiony przez mła nocturn Chopina. Muzyka nocy, dla mła muzyka nocy czerwcowej.