czwartek, 7 października 2021

Jesiennik październiczny

Bla, bla, bla i pitu, pitu a tu się dzieje w naszym blogowym kółeczku. Jazdy z pracą Romany, kulanka Agniechy ( naprawione ) i Kocurrka ( świeżo rozwalone ), mła rozmówki brzydkie z Fabrycznym.  Jedno co dobra że tfu, tfu, tfu! - jakby zwierzęco ciut lepiej.  U Małgosi Zapapilotowanej  jest  nawet przychówek, mały piesek się pojawił ( będzie, będzie się działo ). Poza  kółeczkiem  blogowym to wygląda tak że Ciotka Elka  będzie wyprowadzana na spacery przez mła bo  zauważyłam  że cóś mało wychodzi co wyraźnie jej nie służy.  Nie dlatego że Ciotka Elka  jakoś straszliwie srandemii się boi, po prostu nam się zasiedziała a to nie służy  osobom znacznie  od Ciotki Elki zdrowszym a co dopiero jej. Mła postanowiła wyciągać  Ciotkę Elkę na zakupy włóczkowe, Ciotka  Elka jako zagorzała druciara na ten lep się przylepi i będzie robić tup, tup, tup. Może to nasze ódzkie powietrze nie jest najlepsze ale zawsze to jakaś wentylacja. 

Roboty ogrodowe ciągle się  coś tuż przed  a nie w trakcie albo i po. Nie wiem dlaczego tak jest że mła się cały czas nie składa, co się usiłuje zabrać  to albo pogoda czy Najwyższy  Ogrodowy albo jakie insze sprawy jej czas zabierajo. A mła planowała w tym roku, dokonać roszady marcinków na Suchej - Żwirowej.  Floksy wiechowate też chciała z tyłu rabaty posadzić bo te jej zdechławe pastele, znaczy takie bardzo jasne floksy w nieoczywistych coolorach na tyle się porozrastały że mogłaby z nich zrobić większe  kępy (  bo to co przeniosła w zeszłym roku to jakoś tak zaginęło w masie zieleniny  na Suchej - Żwirowej ). Do przesadzenia ma też parę różanych krzewów, które rosną nie tam  gdzie powinny ( na szczęście mła doszła  do takiego wniosku zanim te róże zamieniły się w potwory ).  Ze spraw różanych to powinna  się jeszcze z Mamelonem namówić na wybór róż odszkodowawczych ( bo dostałyśmy nie takie jak zamawiałyśmy, znaczy cześć kwitła inaczej - nawet o tym nie pisałam  bo w czasie ich kwitnienia insze problemy  mła głowę zaprzątały ).

Jak sami widzicie gryplany są, żeby tylko  jeszcze było jak się zebrać i w spokoju popracować. Mła zauważa  u się zniechęcenie, może  nie tyle ogrodowaniem tylko  tym co się  przy tym jej ogrodowaniu dzieje. Teraz o takich okolicznościach  ogrodowania które ją ostatnio mocno zniechęcajo do wyłażenia  na Podwórko. Jak tylko mła wychodzi do ogólnie dostępnej  części  nieruchomości to się natychmiast koło niej  materializują sąsiedzi, którzy koniecznie chcą zażyć towarzystwa.  Mła się trochę czuje jakby salon towarzyski na tym Podwórku prowadziła. Co gorsza jak insi widzą u nas zebranie podwórkowe to czym prędzej do nas na Podwórko włażą i mła czuje się w łobowiązku jakieś rozmówki uskuteczniać. Pogoda była taka piękna a mła nie wiedziała  jak się ludziów grzecznie pozbyć żeby w spokoju popracować. Mła wie że to stęsknienie za rozmowami, nawet takimi o odwłoku Maryni, to dlatego że ludzie, zwłaszcza starsi, siedzieli cięgiem w domu przez ponad rok.  Jedno co dobre mła w tym widzi, to zmniejszający się  wśród nich poziom strachu przed nieznanym. Ale za to gadajo jak najęci! Spróbujcie cóś robić jak Wam któś  nad głową stoi i jeszcze do tego rozmówki uskutecznia. 

Mła jak jej  już mocno doskwierają te dobrosąsiedzkie stosunki to ewakuuje się do Alcatrazu, gdzie też ma roboty  huk, jednakże nerwuje się bo  chciałaby przede wszystkim zrobić porzundek na Suchej  - Żwirowej. No i nacieszyć  się w spokoju kwitnącymi marcinkami i kotami w nich buszującymi zamiast wysłuchiwać w kółko  jakie to marcinki i kokoty piąkne. Mła przez pewien czas myślała że to z nią cóś nie tak i że po prostu przez te durne lockdowny zdziczała. No ale potem jej się przypomniało że przeca mła  miała gdzieś te  lockdowny i cały czas kursowała, natomiast niektórych sąsiadów to przez parę miesięcy  nigdzie nie było widać. Znaczy to nie tak że z mła wychodzi odludek tylko że "przymusowo" zamknięci nadrabiają wyposzczenie. Taa... jeszcze jeden denerwujący mła skutek srandemii. Trudno, trza znieść  z godnościom osobistom, w końcu dobrze że ludzie wracają do normalnego  życia.


Pewnie macie już dość  widoków marcinków z motylami i bez motyli, czy też inszych  pszczółek i trzmieli. Będzie troszki fotek z jesienniejącego październikowego Alcatrazu. Nasz duży ogród  nie jest jeszcze w fazie ognistej, liście klonów dopiero nabierają coolorów, troszke bardziej  coolorowe sa liście oczarów.  Jesienność zdecydowanie lepiej widać wśród warstwy podszytu. Powoli  żółkną i zanikają liście kokoryczek i funkii, kwitną jesienne kfiotki ale tak  jakoś wybiórczo ( cyklameny tak, pluskwice nie ). Wśród paproci kończy się czas wietlic, za to w pełnej krasie prezentują  się nerecznice i  języczniki. Bardziej niż na Podwórku w Alcatrazie pachnie jesienią, mła myśli że to z powodu opadających liści i miejsc pokrytych mchem. Czekamy jeszcze na ptasie migracje, kiedy jest ciepło gdzieś tak w połowie października ( jak zimno to wcześniej ) Alcatraz zazwyczaj nawiedzają szpaki, cały ogród wówczas śpiewa a w domu mła słucha kocich koncertów wykonywanych  na parapetach ( no nie jest to czas kiedy koty mogą swobodnie się poruszać, mła wypuszcza  je dopiero wieczorami  i przed świtem musi zgarnąć z powrotem  do domu ). Nie  posadziłam jeszcze cebul  hiacyntów, bezczelnie się przyznam  że czekam  na marketowe przeceny cebul żeby troszki ich dosadzić, znaczy dokomponować. Głównie myślę o krokusach i hiacyntach, w tym roku odpuszczam cebulowanie wyczynowe czyli akcję ze śnieżyczkami ( może polepszy się choć troszki materialnie w przyszłym roku, to cóś się uda nowego zakupić z rarytetnych śnieżyczkowych cebul ).

Ze spraw nieogrodowych to mła korzysta brzydko na cudzym nieszczęściu.  Znaczy nie wiem do końca  czy tak  brzydko i czy na nieszczęściu, na pewno jednak na biznesowym częściowym niepowodzeniu.  Ulubiony sklepik  mła z piendrołami właśnie kończy działalność, egzystował sobie jako tako, sprzedając w necie i żywcem, a panie ze sklepiku jeszcze robiły  oprawę uroczystości. Oprawa uroczystości  mimo srandemii się utrzymała ale sklepik już nie. Mła się dogadała z paniami ze sklepu  i odłożyła sobie  doniczki i zające wielkanocne cud urody na które  nie było jej kiedyś stać i po dziesiątym wniesie  opłatę za one dobra. Kupuje je za ceny hurtowe, znaczy takie dające się przeżyć. Kolekcja aloesów mła znajdzie  godną oprawę a święta wiosenne zostaną przyprawione urodą figurek do których mła się śliniła od ponad dwóch lat ( naprawdę drogie były, więc się ostały ).   Mła się jeszcze bardzo  ślini do kieliszków jajkowych, tylko tu już sknerstwo się w niej odzywa.

 
Wiecie, mła ma  tych kieliszków jajkowych całkiem sporo, szczerze pisząc to trochę zbyt dużo w stosunku do zżeranych jajek.  bardziej oczy jedzo niż  żołądek jest zapychany. No ale wicie jak to jest, jesienny zestaw  herbaciany na stół to człowiek zaczyna durnie myśleć a może  by tak cóś zapodać jeszcze do tej herbatki?  No a potem się karci w myślach za rozbuchanie konsumpcyjne! Mimo tych tanich ( w miarę ) zakupów mła żal bardzo  że z listy jej ulubionych sklepów znika kolejny.  Nie ma już naszego spożywczaka na rogu, tak świetnie zaopatrzonego w towary wyższej jakości niż marketowe, zaniknęła pasmanteria a teraz ten sklep. W mojej okolicy w ciągu  pięciu lat zniknęło na odcinku jednej przecznicy sześć  sklepów. Część jeszcze przed srandemią. Mamy za to w byłym mięsnym  Żabkę z gównianym  towarem i pralnie  piniąchów z akcesoriami do e - papierosów ( na miejscu naszego  sklepu lekstrycznego ).  Tak zarzund popierał te rodzinne sklepiki, tak kochał tych sklepikarzy aż tą mniłością starannie wykończył. Zdaniem mła dyskonty miały świetnych lobbystów! Zamykanie sklepów mła się tak  jakoś zgrało z tym jesiennym zamieraniem przyrody. Ech...


Wieczorami mła zalega z kotami przed monitorem ale smętnie zauważa  u się  chęć powrotu  do "starych, dobrych fimów". Zamiast najnowszego koreańskiego hitu  stacji na N mła znów katuje brytolskie kryminałki sprzed dwudziestu lat. Hit  stacji na N ją po prostu nuży, ileż można oglądać odzierania z godności bohaterów opowieści. Dla mła to emanacja epoki społeczniaków, znaczy zajrzyjmy do flaków i pocieszmy się z tego jacy to  insi głupi i chciwi albo zmuszeni okolicznościami do brania udziału w durnotach, zabawmy się tym "czelendżem" który jak mu się przyjrzeć  wcale nie jest zabawny. Mła tak z wysokiego C ale  mła w tym serialu zobaczyła cóś czego ludzie wydawa jej się że nie widzą, to straszliwe szyderstwo z  nich samych.  Cóż,  większość widzów odbiera koreański   serialk bardzo płasko, na poziomie dziecięcym,  że tak to zjawisko  określę. Co do samego tworzywa - jakoś mła nic w odkrywczego w treści nie widzi a forma  jest  cóś mła męcząca.

Zdaniem mła  hitem to się zrobiło bo trafiło w gusta urobione społeczniakami, brzydota tego serialu ginie w wycinaniu ciasteczek i zamieraniu kiedy Baba Jaga patrzy i w tej całej "memologii" która buduje  się w necie wokół koreańskiej produkcji.  Dla mła to jak latynoskie telenowele, bardziej  ciekawe społecznie  niż artystycznie. Hym... koreański   hicior   to na pewno nie jest cóś takiego jak  pierwszy sezon "Dark". Po paru odcinkach nic właściwie mła nie mogło w warstwie scenariuszowej zaskoczyć, mła wypytała takich co  dobrnęli dalej niż mła w oglądactwie i  zyskała potwierdzenie że Wróżka  Edna rację miała - nic nowego pod słońcem, kalka  goni kalkę ale za  to jak marketing działa! Teraz tak  zupełnie z inszej  beczki o fotkach Szpagetki, to na nich widać jasny podszerstek.  Szpagetka twierdzi tyż  że widać anemię z powodu zbyt małej ilości wołka zapodawanego do najsłodszych ust.  Moim zdaniem to nie anemia  tylko wyrudzenie na słoneczku złapane.

W muzyczniku dziś muzyka Vladymira Martynova, na pewno słyszeliście ale nie kojarzycie ( ścieżka  filmowa "La Grande Bellezza" .

poniedziałek, 4 października 2021

Przegląd zaraziany - rozmyślania nad tajemnicami bolesnymi

"Żyła złota = zabezpieczeni muszą być chronieni przed niezabezpieczonymi poprzez zmuszanie niezabezpieczonych do użycia zabezpieczenia (szczepienia), które nie zabezpieczyło zabezpieczonych..." 

De Doctrina, komentarz netowy

 
Teraz dla zainteresowanych  ( reszta niezainteresowanych sobie może odpuścić ) do właściwych info o covid - 19,  takie podsumowanie. Trzecia dawka dwudawkowej, dobrowolnej szczepionki, bez której nie wpuszczą człowieka  do wincyj niż połowy krajów w Europie i absolutnie darmowej, która kosztowała podatników miliony, wydane przez rządy ( zresztą  jak się okazuje tak naprawdę  bez  zgody  podatników ),  daje do myślenia.  Mła wie że większy odsetek niezaszczepionych  niż szczepionych ląduje w szpitalach  z diagnozą covid,  to w końcu łatwo jest przeliczyć.  Problematycznie robi się w momencie kiedy dowiadujemy się o braku testowania w kierunku covid osób zaczepionych. Przeca one jak się okazuje  tyż lądujo w szpitalach, tyle że na innych niż covidowe oddziałach. Mła się zastanawia czemu to w tym kierunku polazło, przeca prosto jest wykazać że większy odsetek  osób z niezaczepionej  części populacji ląduje w szpitalu, niż ten z zaczepionej?  O co kaman zatem z tym brakiem testów?  Przeca to powoduje skutek odwrotny  do zamierzonego. Brak możliwości stwierdzenia jak wygląda skuteczność szczepień to jest curiosum na skalę światową,  No chyba że nie jest curiosum tylko powszechnie stosowaną praktyką, a te dane  o zaczepionych w szpitalach Izraela czy Albionu to po prostu wynik sytuacji bez wyjścia ( znaczy rodziny mogą dziamgać o tym  że zaczepieni leżo i schodzo, ukryć  się nie da więc  cóś tam podajo ).  Jak nie ma solidnych danych to człowiek zaczyna podejrzewać wszystko i wszystkich. Nasze władzunie właśnie tak się zachowują jakby chciały hodować wyznawców tzw. teorii spiskowych.  No bo jeżeli tak prosto wykazać że większa ilość osób spośród niezaczepionych ląduje z powodu covida złego w szpitalach to po co ciemnić? Zostawiam Was z tą zagwozdką i przechodzę do inszych  wieści czepionkowych. 


Fiasko kampanii czepionkowej w Izraelu ( już tak się zaczyna półgębkiem nazywać rezultaty tzw. wyszczepienia ludności tego kraju ) Islandii ( całkiem oficjalnie stwierdzili że czepionki sobie a covid sobie ) ,  Singapuru ( olewajo czepionkowanie, bioro przykład z zacofanych Indii ) kieruje ponownie uwagę medyków ( także tych sprzedajnych karew z establishmentu mendycznego ) na lekarstwa na covid i protokoły leczenia. Obecne protokoły leczenia nie są już uznawane w całości za odpowiednie.  Słynna wentylacja inwazyjna czyli podłączenie pod respirator wysokociśnieniowy jest uznawane za błąd, jako szkodliwe dla pacjentów ( przyspieszając stres oksydacyjny i powodując tzw. ciężkie VILI, czyli uszkodzenia i tak  już osłabionych płuc,  wywołane pracą maszyny i powodujące więcej szkód  niż pożytku ). Zważywszy na to jaki procent pacjentów wychodzi spod takiego respiratora żywymi to leczenie nie uchodzi za mające korzystny wpływ na stan zdrowia pacjenta.  Leczenie ostatniej szansy albo terapia uporczywa - sporo zależy od ogólnego stanu ogólnego pacjenta.  Dłuuugo to trwało zanim doszli  oficjalnie do tego wniosku! Mła to oczywiście nie zaskoczyło, jako tępy profan cóś takiego o tym że respiratory to może niekoniecznie pisała w kwietniu czy maju 2020. Hym... mła na pewno nie jest ekspertem i to akurat dziwi mła że tępy profan jakoś szybciej pokumał  że wybrano błędną ścieżkę leczenia a eksperty cóś tam bredziły.  Bardzo, bardzo mła to dziwi! To się nie klei, jeżeli tępy profan doczytał to eksperci musieli wiedzieć. Brzydko to wygląda!  Albo dupy nie eksperci albo? Mła znów zagwozdkuje bo jej się niemiłe troszki nasuwa na mózg.   Albo mamy do czynienia z pandemią głupoty dotykającą mendycznych wymyślających procedury ale ze świadomym działaniem nie skierowanym  na dobro pacjenta, nie wiadomo czego bać się bardziej. 

Zarzundy ( bo nie medyczni ) zaprzeczyły użyteczności naturalnej odporności na COVID-19, mimo że naturalna odporność po przechorowaniu zapewnia ochronę przed wszystkimi białkami wirusa, a nie tylko jednym.  To wygląda jeszcze bardziej brzydko bo jest sprzeczne z obecnym  stanem wiedzy. Drodzy miłośnicy nauki i postępu, zarzundy bredzą bez naukowych podstaw!  Od roku tak bredzą drodzy "wyznawcy nauki"! Co gorsza rozwijają się jak te pierwiosnki  na wiosnę i zaczynają otwarcie ignorować nawet zalecenia swoich oficjalnych mendycznych czy koncernowe opowiastki. Władzunia absolutna się spodobała, niektórzy twierdzą że trza będzie ryje od koryta granatem usuwać.  Mła ciągle ma nadzieję  że do tego nie dojdzie. Z posiedzenia FDA wypłynęło  takie stanowisko grupy ekspertów że szczepionki wyrządzają więcej szkody niż pożytku.  Mła nie wierzyła własnym oczom, tym bardziej  że info było podane przez mainstream ( nie u nas, w naszym mainstreamowym grajdołku czepionka nadal zbafczynią świata ). To szło tak: antygen, na którym oparte są czepionki, czyli  to SARS-CoV-2 Spike, jest silnie imunogennym białkiem,  na jego "podstawie" stworzono instrukcję  dla organizmu która wytwarza zmodyfikowane "bezpieczne białko". Działanie syntetycznego białka na żywych  organizmach możecie poobserwować. Izrael chętniej niż zarzund Kartonladii publikuje dane na temat działania czepionek.  Skąd takie fale zakażeń w wyszczepionych krajach?  Mła robi się trochę zimno kiedy  o tym myśli,  bo może to być tak  że niby syntetyczne SARS-CoV-2 Spike wywołuje ADE ( zwane przekleństwem wakcynologów - przeciwciała mogą nie neutralizować przyszłych szczepów, ale zamiast tego pomagają im infekować komórki odpornościowe ).  Niektórzy wirusolodzy uważają  że na to niestety wskazują dane  z Izraela, chodzi tu o to że przy tak słabym zróżnicowaniu genetycznym wirus nie powinien być aż tak zaraźliwy. 
 
I że te statystyki śmiertelności w krajach  zaczepionkowanych na maksa  to dowód że syntetyczne, które miało  zapobiegać, nie tylko  że nie zapobiega ale czyni  bardziej podatnym ( mła ze względu na Tatusia ma nadzieję że to czarnowidztwo ). Ponoć to żadna  nówka i odkrycie naukowe, to już się kiedyś zdarzyło. Ciekawe że żaden z portali rozprawiający się z fejkami, zapobiegawczo sponsorowany przez fundacje finansowane  pośrednio przez farmaceutycznych,  mimo badań na milionach ludzi Wam nie napisze dlaczego wzrasta liczba zachorowań wśród populacji najmocniej zaczepionych wymuszaczem syntetycznego białka.  Bredzą o paradoksach ale konkretów nie podajo.  Nie dziwi zatem że i wśród instytucji zatwierdzających czepionki jak ognia  unika się kwestii tzw. miana czyli liczby aktywnego wirusa w wymazach. No bo jeżeli okaże się że miano we krwi zaczepionkowanych  jest takie samo  lub nie daj Boże wyższe  jak we krwi nieczepionych to cała ta historia z wakcynami idzie się beyać. Jak najbardziej oficjalnie i nie ma czego zbierać. Miana ze śluzówki nosa są takie same dla zaczepionych i tych niekłutych, znaczy strach się bać!  Jakby było  mało tych historii z NOPami. Nie wygląda to dobrze dla tych wszystkich którzy tak bezrefleksyjnie utwierdzali społeczeństwo że tylko czepionki nas uratujo. To już  nie tylko poważne piniądze, to poważne kariery polityczne i poważne powiązania ze światem biznesu na włosku zawieszone. Dlatego o czepionkach tylko dobrze a każdy pytający co i jak zostaje z miejsca antyczepionkowcem, płaskoziemcą i murdercą babci i dziadka. Mła ma nadzieję że nie wylano jednak dziecka z kąpielą bo inaczej to ludzie w doopie będą mieli każdą czepionkę, nawet te jak najbardziej potrzebne i szczelne.  A to jest bardzo groźne!  
 

Mła się czasem zastanawia co to będzie jak  real na tyle  rozminie się z matrixem że nawet najwięksi zwolennicy czerwonej  pigułki będą mieli problemy z jej przełknięciem. Jasne  że  zarzundy liczą na pamięć złotej rybki,  jednakże skutki  przykrywania kryzysu kryzysem innego rodzaju mogą być takie że tu żadna pamięć potrzebna nie będzie bo skrzek realu będzie się niósł. Co to się wówczas będzie działo? Poczucie bycia oszukanym ( przeca czepionki miały załatwić  covida złego ) można co prawda przypudrować oszukiwaniem siebie samych ale  to nie jest możliwe długoterminowo. Ósma dawka zdaniem mła rozwieje wszelkie złudzenia, he, he, he.  Mła przyuważa  tak na marginesie że rysuje się już bardzo ale to bardzo wyraźna linia podziału między establishmentem a społeczeństwem. Bez względu na to  czy prawi czy lewi, wszyscy niemal establishmentowi mają tendencję do zamordyzmu sanitarnego. Hym... przedziwne i wyjątkowe jest to że w mocno republikańskich ( republikanie kochajo łapówki tak samo jak demokraci ) stanach południowych USA wierzgajo  tak mocno przeciwko sanitaryzmowi na szczeblu władzy ustawodawczej, wykonawczej  i sądowniczej.  Mła napisze cóś w stylu korwiniątek,  bo to akurat jej pierwsze na myśl przylazło - za dużo tam  broni w rękach obywateli żeby sobie można było pofikać. Diagnoza pewnie jak z doopska bo prostota cepa a życie bardziej skumplikowane ale się tak mła nasunęło. W Kartonladii obstawia się przewidująco wszystkie łopcje, zdaniem mła nie dociska  się tak mocno  jak w inszych krajach Europy bo my też z tych co jeszcze wierzgania nie zapomnieli.  No więc jest  czecia dawka powtórkowa jak najbardziej,  ale szczepienie dzieciów jak po grudzie idzie.  Połowa Polaków się zaszczepiła ( a  wyszczepia się  zgodnie ze sztuką w sytuacji takiej jak ta  połowę populacji )  i jak na razie u nas zaczepionkowani nie chorują już na wynik testu. Jakby nie patrzeć pandemie  nie trwają przez nieskończoną ilość czasu, to są sprawy cykliczne - grypy, koronawirusy trwają około dwóch lat bez szczepień ( na koronawirusy  się do tej pory w ogóle czepionek nie robiło gdyż zbyt szybko mutują i cóś łagodnieją ).
 

Dzisiejszy wpis ilustrują prace koreańskiej artystki Lee S. Hee vel Chodam Soo. Urodziła się w 1963 roku. Chyba urodziła bo mła  to się wydawa  że ta sztuka bardzo kobieca jest ale tak po prawdzie to nie jest do końca pewna czy aby artystka nie jest artystą. Obrazki są bezpretensjonalne i urocze, do mła od razu przemówiły. W muzyczniku też tak jesiennie a jeszcze w ramach śmiesznostek różnych i polewki z  tzw. unoszenia się,  mła Wam zapodaje link do rozkminy na temat nieszczęść pana Ziemkiewicza. Obraz mentalności Kalego w pełnej krasie, he, he, he  ( https://opinie.wp.pl/kataryna-kto-slowem-wojuje-opinia-6689953670240928a ).

sobota, 2 października 2021

Codziennik - przyjemna październikowa sobota

 
Miało  być o zarazie ale jak tu może być o zarazie kiedy Mruti wnosi do madki pretensje o niedokarmianie. No bo wiecie Mrutkowi wyszło że 400 gram to powinna być porcja  jednorazowa a nie to co kotek może zjeść w ciągu dnia bez robienia sobie prezesa na grzbiecie i zwisów brzusznych.  Madka usiłuje  tłumaczyć ale Mrutek coś głuchy na tłumaczenia, skutkiem czego pożera jedzonka pół kilo dziennie ( z wykradunku ) i nabiera ciałeczka. Madka do niego  - Opanuj się  Mruteczku! Mrutek do madki - Rabladory tyle jedzo! A powinny jeszcze wincyj! Madka zresztą nie powinna narzekać, kot żre znaczy zdrowy. W temacie  Kochasia bez zmian, mła napisze dopiero wówczas kiedy konkrety będą. Szpagetka wraz z babim latem rozpoczęła jesienne szlajanie się. Wczoraj wróciła o wpół do dwunastej w nocy i zażądała żarcia i cud  że to nie było żądanie żarcia na wynos.  Nie wiem kogo czy czego ona tam w ogrodzie pilnuje ale twardo patroluje Alcatraz.  Może to  tak na wszelki wypadek żeby sytuacja  z Kochasiem się nie powtórzyła. W patrolach towarzyszy jej Sztaflik, ale nasza wojownicza księżniczka nie jest  tak zajadła jak Szpagetka, parę razy ogród  obleci i parapetuje a trójnóg  nadal na patrolu. Rano czarnule dosypiają po szopkach i późno konsumują śniadanie. Mruciu, Pasiak i Okularia śpią kurtularnie w domu i śniadanko spożywają  wcześnie, Mruti usiłuje  śniadaniować nawet bardzo wcześnie - ciemno na dworze  kiedy głód  go budzi. Taa... madka daje odpór, we Mrutku budzi się nachalność i jest przemoc łóżkowa.  Na szczęście madka tak się potrafi zanaleśnikować w kołdrze że Mrutku zostaje jeno poszewki podgryzać. Śniadaniuje zatem nasz największy kot  dopiero z Pasiakiem i Okularią. Po czym natychmiast wybywa  bo sprawy o znaczeniu międzynarodowym wzywają.


Mła się nie dziwi bo jesień pokazała tę swoją miłą stronę.  Drzewa zaczynają się przebarwiać, marcinki kwitną jak szalone a nad nimi fruwają stada fruwaczy, słoneczko przygrzewa i ogród wabi. Młą się  nawet jako tako czuje, Zielenica zrobiła swoje.  Mła wystarczy troszki klimat zmienić  coby akumulatory naładować, mła zgadza się z Gosią że przynajmniej raz na kwartał należy choć na dwa dni wyjechać tak wakacyjnie żeby  się podładować. Nie wiadomo jak długo mła tak sobie  będzie mogła jeździć.  Hym... mła dziś czytała w portalu pod tytułem Onet o cudownych wizjach paszportu środowiskowego. Taa... to już ekototalitaryzm  zdaniem mła,  przywiązywanie ludzi do miejsc kojarzy się jej jak najgorzej. Ze zniewoleniem. W ogóle jakoweś dziwne rzeczy wyczytuję, wiecie że teraz prawa obywatelskie nazywają się swobody? Hym... może dlatego że swobody cóś łatwiej odebrać niż prawa? Ze wszystkich politycznych ruchów mła najbardziej nie lubi tych które usiłują uszczęśliwiać ludzi na siłę. Zazwyczaj  się doczepiają do jakichś naprawdę oddolnych ruchów społecznych  i szpikują je wizjami o których twórcom  tych  ruchów  w ogóle się nie śniło. Mła odnosi wrażenie że obecnie zarówno ci po prawej  jak i ci po lewej  mają tendencje do lepiejwiedzizmu,  w jakoweś skrajności ludziska popadajo. Mła jednakże optymistycznie wierzy że się wzajemnie ci uszczęśliwiacze nasilni pozżerają w myśl zasady że moja prawda jest najmojejsza. Znaczy odpiendrolą  się od  normalsów bo te ichnie rewolucje zaczną pożerać własne dziatki. Oby jak najszybciej. 


Bo świat mimo działań korpo i paskudów politycznych wypuszczających na ludziów  covida złego bywa miejscem bardzo miłym, słonecznym jesiennie i takim z fruwającymi motylami. Każdy z nas ma jakieś  kłopoty ale w takie słoneczne dni one jakby troszeczkę  się zmniejszają. Czasem tylko o tyci, tyci bo nasz chory cóś tam raczył zjeść albo lepiej oddycha, czasem bardziej  bo możemy wyleźć na świat i popatrzeć w ciepełku, bez wiatru smagającego i deszczu siekącego  na to co wokół. I w ogrodzie popracować.  Mła docenia, nawet bardzo bardzo. Dziś co prawda mła dużo nie zrobiła w ogrodzie bo u Mamelona proszony  obiad ( pomagałam komponować menu ) a jak proszony obiad to później pogwarki w miłym towarzychu. Małgoś też ma swoje szczęśliwe chwilki, pogwarki z Gienią o zaćmie ( koty oczywiście na kolanach ) z kawą i ciastem.  Ciotka Elka i Włodzimierz szykują się na przyjęcie  u ciotczynej wnuczki, Dżizaas ma tyż proszony obiad u Teścichy.  Co prawda Cio Mary  i Wujek  Jo niby w domu ale Wujek  Jo udał się do garage ( mła podejrzewa że tam  może oczekiwać na niego Waldemar z  piwkiem i nową koncepcją naprawy mechanizmu  okiennego w autku ) a Cio Mary zasiadła  do telefonu z tzw. listą pogwarkową. Życie towarzyskie nam kwitnie! I dobrze bo do takiego  ładnego dnia towarzystwo pasi. No i wino!
 

Na fotce wyżej  jedna z pocztóweczek które mła dostała od Kocurrka, hym...wzrok jak u Szpagetki, portretowy. Mła prezentuje tyż nową doniczkę niebiewską i aloesa któren się zwie  Aloe brevifolia. Aloes wsadzony w garnuszek któren mła nabyła po znacznej przecenie ( chętnych nie było a za osłonkę spoko robi ).  Pozazdrościwszy Dorze mła nabyła tyż dwie miseczki za grosze, bo cóś ją nosiło nabywczo i sama niebiewska doniczka jej napadu zakupoholizmu nie nakarmiła. Na dole macie jesienne obabrazki ogrodowe.

W muzyczniku dziś VV, mła powoli zapada na Violetto Villasizm. Stada kotów jej się śnią! I  mła  z dziesięciolitrowym garem nakładająca łychą do mich. Violetta śpiewa arię Violetty, taką w sam raz pasującą do wstawienie się lekkiego mła na tym obiadku u Mamelona.

piątek, 1 października 2021

Pocieszkowy post codzienny


A się dzieje. Mła wczoraj zamiast paczkować bujała się z Kochasiem, którego trza było gdzieś  na szybko umieścić i to z ekspresowym badaniem u veta. Bo Kochaś zaczął wyglądać na takiego któren się zbiera do odwalenia kity. W związku ze związkiem mła była zajęta. Wieści od  Kocurrka najpaskudniejsze z paskudnych ( nasz wspaniały Rudy Jaguar odszedł bo był słabiutki a wątroba zdaje się nie podjęła pracy ), wieści od Psicy też niewesołe ( Kapsel oczekuje na biopsję, mła rozumie problem ropnia opornego na antybiotyki - jest się czym martwić ) a tu jeszcze u niej w chałupie kocurek po przejściach, taki do leczenia i moje stado, które nagle obudziło w sobie  mordercze instynkta w myśl  pierwszego i najważniejszego  przykazania  - " Nie będziesz miała  kotów innych przed nami", znaczy "Słuchaj madka, my są Koty twoje jedyne, Panie i Pany  i będziesz nas wielbić".  Nawet mimfomanka  co się mimfa czyli Okularia,  okazała się być wściekłą suką i usiłowała zrobić biedakowi kęsim. No akcje były i mła jest w związku  z tym  wypluta. Bo  wieści złe o źwierzętach mła przeżywa, czasem bardziej niż wieści złe o ludziach. Mła myśli  że to dlatego że żywina jest bardziej od nas  ludzi bezbronna. Wszystko co mła miała przedwczoraj i wczoraj zrobić  zostało zrobione ledwie na pół gwizdka i znów się mła nawarstwia. Nic to, to co miało pójść przedwczoraj poszło i oby poczta działała należycie. Kolejne paczkowania w poniedziałek.  Mła poza tym będzie musiała przedpołudniami w chałupie siedzieć bo telefonu w sprawie kota Kochasia oczekuje i robotę ma papirową, szczerze pisząc to się cieszy bo się ostatnio mła nalatała. Ma mła nadzieję że Kochaś powróci na nasze Podwórko, znaczy że to coś wyleczalnego, przeca umierającego by moje kotostwo nie dobijało. Chyba.

Kurtula - mła sobie podśpiewuje wraz  z internetowym nauczycielem. Nie sama,  Małgoś też ryczy. Repertuar mamy klasyczny, znaczy nie wyrykujemy bel  canto arii operowych, tylko klasyczne polskie  biesiadniki wyjemy. No wiecie - "Czerwony pas, za pasem broń".  Bywa śmiesznie, Małgoś nie dość  że głucha to jeszcze Najwyższy  Chóralny nie obdarzył jej poczuciem rytmu, właściwie te jej wykony to  są surrealistyczne.  Mła nie powinna krytykować, sama nie jest wiele lepsza w tym wykonawstwie ( Ciotka  Elka określiła to tak  - "Jakby Iga Cembrzyńska chciała być  Bernardem Ładyszem" ). Mury grube, sąsiedzi się nie skarżą a podobno śpiew powoduje dotlenienie organizma. No to śpiewamy prozdrowotnie. Nawet jeżeli to jest znana pieśń pogrzebowa ( "Anielski orszak niech jej duszę przyjmie" ) którą Małgoś wprowadziła do repertuaru w ramach ćwiczeń mła ( "Po co, po co?!  Żebyś mogła na moim pogrzebie  ładnie zaśpiewać!" ).
 
Ciotka Elka z nami nie śpiewa, stawia na nebulizację! Koty są za to chętne do współpracy, szczególnie Pasiak ( wybitnie  muzycznie uzdolniony, siła  głosu imponująca, skala tyż niezła ).   Mrutek to raczej tancerz a nie śpiewak, tak jak i Sztaflik,  Okularia może robić za rekwizyt ( np. zalegająca na otomanie odaliska w II akcie ), a Szpagetka ma charakter primadonny  i  produkuje skrzeki  i oczywiście uważa że to wystarczy dla fanów i profanów.  Hym... normalnie domowe stowarzyszenie śpiewacze  "Lutnia", choć w naszym wypadku to chyba "Mendolina". Na razie mła się nie zapisała na ceramiczne lekcje, po pierwsze  brak czasu po drugie finanse cóś skrzeczą.  Co nie znaczy że projektów nie robi. Wow, jakież mła ma pomysła! Prawie wszystkie  z kotami w roli głównej!


Teraz Alicja w Krainie Czarów czyli mła ponownie w Krainie Korpo . Mła  skończyła się była umowa z operatorem  neta i telefonu i mła musiała podpisać nowy cyrograf. Jak to mawiała rzeczona Alicja "Coraz zdziwniej i zdziwniej" - mła  ma teraz do wyboru nie poszczególne usługi, mła się musi decydować na pakiet. Musi bo chce mieć net po kablu  bez limitów a jedyny operator który jej go zapewnia ( ze względu na to gdzie mła mieszka ) sprzedaje jeno pakiety. Mła szukała inszych ofert ale ni ma. I tak mła mimo tego że nie ogląda od 16 lat telewizji znów ma  telewizję w tym pakiecie, jakieś straszliwe ilości kanałów które jej absolutnie nie są potrzebne  do niczego. Ponieważ mła nie ma odbiornika i nie zamierza go mieć, to nie bardzo rozumie dlaczego korpo chce mła takową ofertą uszczęśliwić. Druga sprawa to komórka - mła jest bardzo wsteczna ( czytaj bardzo postępowa ) i komórki nie ma i mieć nie zamierza. Tym bardziej że zagramanicę  jej się jakoś wyjazd nie kroi a tylko tam mła używa komórki.  No ale komórka musowo w pakiecie jej została wciśnięta i nie ma że nie ma.
 
Mła zamierza zapytać prawnika od konsumpcji i okolic jak to z tymi pakietami i wciskaniem  niechcianego jest. Czy cóś się może jednak. zmieniło? Może trza z gadami powalczyć? Cio Mary lubi aktywność!   Pakiet jest korzystny tylko dla korpo, mła zmusza do kupowania usług niepotrzebnych.  Mła już kiedyś na temat  takiego  uszczęśliwiania jej pisała,  w Kartonlandii to korpo jest uprzywilejowane względem mła, Cio Mary znów elaboraty będzie słać.  Mła jeszcze bardziej  niż takowe  uszczęśliwianie zezłościło  to że  żeby odebrać tzw. bonus czyli prawo do zniżki ( czytaj właściwie skalkulowanej ceny ) to mła musi albo uaktywnić numer którego uaktywniać nie chce, albo podać  numer cudzej komórki na którą przyjdzie SMS potwierdzający ( który to numer czym  prędzej wyląduje w bazie i będzie przetwarzany co wiąże się z telefonami  "naszych partnerów"  - niedoczekanie ).  Mła zamierza złośliwie udać  się do punktu operatora i wykonać tę operację zniżkową za pomocą telefonu jakiegoś biednego pracownika korpo. W kraju w którym nie można kupić konkretnej usługi  inaczej niż w pakietach z niepotrzebnościami trza ograniczać zasięgi i ciąć ośmiornicę  po mackach, he, he, he. 


Bo korpo sobie cóś za śmiało poczynają, a w Google i jej prawej  macce ( hym... mła zna takich którzy daliby się pociąć że lewej, cóś do nich słabo dociera że to ta od brania pieniąchów  a w tym wypadku strona nie ma znaczenia ) Youtube to już w ogóle  w dekielki zarzundu uderzyło, zaczynają działać w stylu "Trybuna Ludu" prawdę ci objawi ( objawi a nie powie, na to zwracam szczególną uwagę ). Przy okazji niejako  utrącono  paskudną Russia Today, usiłując upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. U nas co prawda wybryki korpo przegrywajo z wybrykami politycznych, cóż, nie każde państwo ma taki tercet jak ten który ostatnio za pomocą tevałki państwowej uświadomił przygranicznym hodowcom bydła  że trza zainwestować w pasy cnoty dla żywiny. A dzieciów z oka  nie spuszczać, najlepiej w piwnicy zamknąć razem ze zdalną nauką. Przy okazji okazało się  że istnieje granica wydolności propagandowej, są numery które są taką dratwą szyte że wywołują skutek odwrotny od oczekiwanego przez szewca.  Mła obecnie porykuje bo tercet  twierdzi że nasza państwowa tevałka, zwana pieszczotliwie partyjną szczujnią,  zaburzyła przekaz.
 
Panowie chcieli co inszego a wyszło jakoś tak dziwnie że wszyscy sobie przypomnieli opowiastki o tym jak nasz pan od służb po pijaku całował suczkę rasy bokser ( ponoć przemiłą ). Jak zwykle zaprezentowała się radosna banda idiotów przy której Gang Olsena to wytrawni intelektualiści. Robią co mogą żeby mła humor poprawić. Szkoda że kosztem inszych ludzi bo i te migracyjne sprawy nie takie proste i ludziom blisko wschodniej granicy mieszkającym cóś mało do  śmiechu.  Negocjacje  turowskie - przekaz jest taki że  Pepiki niech uważajo  bo pożałujo. Taa... już widzę jak Krecik biegnie coby nas przepraszać i stópki obcałowywać. To my na skutek lenistwa i głupoty ludzi z zarzundu mamy problem z płaceniem kar a nie odwrotnie. I żadne antyczeskie bulgotania w Bogatyni i wycieczki związkowe pod siedzibę sądu tego nie zmienią. Argumenty  to się w sądzie przedstawia a nie na ulicach.  Trzeba się było z Czechami albo dogadać  albo procesować  do upadłego wyciągając różne kfiotki ( można było ) a nie olewać temat i mieć pretensje do całego świata zamiast  do siebie. A co do ludziów z Bogatyni  - taką władzę sobie wybrali, więc o co kaman? Mam nadzieję że w Bełchatowie śledzą rozwój sytuacji z uwagą.


Dobra, teraz covidzianki. Mamy czwartą falę, ciężko wypracowaną przez Syntezatora ( złośliwe ludzie  nie chcą chorować kiedy trzeba więc tu się obetnie a tam doda  ). Oczywiście w szpitalu leżą sami niezaszczepieni i jeden prezydent Białegostoku, który wylądował tam po dwóch czepionkach i którego nijak nie udało się w cieniu upchnąć ( jakby składzików na szczotki w szpitalu nie było! ). Hym ... "Osobie zaszczepionej przeciwko COVID-19 będącej świadczeniobiorcą w rozumieniu art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych udziela się świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych innych niż określone w § 11, § 15 i § 16, bez konieczności wykonywania testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2". Ekhem, ekhem... I możesz sobie smarkać i się podduszać ile chcesz, grypa jest - zrozumiano! Mendia straszo ale cóś kiepsko idzie, jakby to ująć - ten film już grali. Zobojętnienie jakoweś mła obserwuje ( już o tym pisała, zjawisko się nasila ) wśród ludku w kwestii covid, obecnie  bardziej ludzi kole mła interesują koszty opału na zimę czy też o ile im komorne wzrośnie z racji kosztów opału   a nie to ile ludzi zmarło na na covida złego.
 
Zarzund podejrzewajo o matactwa, nie tylko covidowe, real zaczyna skrzeczeć i walić cenami jak obuchem. Hym... zdawa się że nic tak skutecznie z histerii okołocovidowej nie leczy jak solidna inflacja. Największe osiągnięcie naszej władzuni w walce  z zarazą, kampania czepionkowa, jakoś się nie odradza. Co prawda władza robi co może, niedługo to chleb będzie  cinżko nabyć bez certyfikatu ale powszechnego entuzjazmu dla czepionek nie ma. I trudno się temu  dziwić, czepionka pobierana co 6 - 9 miesięcy nie jest tym czego oczekiwali ludzie.  Tak po prostu. Cóż, tego oczekiwania zarzundowi nie udało się zmodyfikować. Innym zarzundom zresztą tyż nie. Ciekawe czy przedłużą paszport zaraziany, ponoć maleje w szybkim tempie liczba chętnych na zbieranie czepionkowych stempelków. Paszport ma być tylko na rok i zdawa się że punktem odbicia się będzie dla różnych politycznych chcących wypłynąć na szerokie wody  coby na tym roku się skończyło. Dla zainteresowanych mła zrobi osobny przegląd covidziany, bo sporo informacji o samym wirusie i zmianach w procedurach medycznych się pojawiło.  No ale przeca nie samym covidem człowiek żyje, he,he, he. 
 

Kryzys się rozlewa, optymiści twierdzo  że to Wielki Plan globalistów, mła jako pesymistycznie nastawiona łobywatelka postkomuszego państwa twierdzi że nikt tu nad niczym nie panuje a jeżeli jakowyś plan był to już jest nieaktualny. Wali się nam system, to drugi upadek systemu za życia mła. Najsampierw rypnął komunizm, teraz wykłada się XX wieczny kapitalizm. Ożeż quźwa!  W jakich ja ciekawych czasach żyję! Dziś foty marcinków dla ozdóbstwa, ich sezon w pełni!