sobota, 21 maja 2016

Majowy Podskarpek i Zabukszpanie ( wraz ze Shrekowiskiem )

 Wreszcie jest prawdziwie majowo, ciepełko z przekropkiem, takie że tylko uwalić się na trawie i robić ghrrrr....ghrrrrr. To ostatnie to  oczywiście nie ja tylko grono najbardziej rozleniwionych  kociambrów w okolicach  miasta Odzi . Psują opinię słynnym z pracowitości kotom z centralnej Polski, he, he. Jednak moim zdaniem lepiej że nie pomagają, jak sobie przypomnę pomoc polegającą na ucieczce z wątłą sadzonką rarytetnego disporum w  zębach to jeszcze mnie trzęsie. Poranny przegląd ogrodu ( z kubkiem kawuni w jednej łapie a rogalikiem nadziewanym  wisienkami produkcji Ciotki Elki w drugiej ) uświadomił mi że  nadal najbardziej zadbaną częścią Alcatrazu jest Podskarpek i Zabukszpanie wraz ze Shrekowiskiem. Nie dlatego że on taki super wypielony tylko raczej dlatego że  w takich niby swobodnych nasadzeniach  chwaściory nie rażą a niektóre  to nawet nieźle wyglądają. Teraz wystarczy takie "easy" nasadzenia wprowadzić w całym Alcatrazie i w końcu będę mogła patrzeć na mój ogród bez wyrzutów sumienia ( oj, ty mój biedny i zaniedbany ). Decyzja podjęta ale wicie rozumicie - te wszystkie gryplany zrealizować jeszcze trzeba a tu stawy  trzeszczą, plecki bolą, tłuste ciałko podejrzanie szybko się męczy. Przerobienie całego ogrodu w pojedynkę ( Dżizaas po porzuceniu grządki ziołowej nie zostanie za karę dopuszczony do prac ogrodowych, a poza tym to strach - zachorzałe płucko myśli  że powojnik alpejski trzeba wyrwać bo zachwaści ) proste i szybkie nie będzie. Przerabiam Alcatraz malutkim kawałkami, powolutku.

Przegląd roślin na  Podskarpku i Zabukszpaniu ( wraz ze Shrekowiskiem ) uświadomił mi że mam zdecydowanie za mało paproci w ogrodzie. Jak człowiek sadzi rodgersje i morze funkii to aż się prosi o coś co rozbije wrażenie "blaszanych" nasadzeń. O ile  funkie występują u mnie w takiej ilości że uda mi się nimi "objechać" cały ogród ( lubię sadzić po parę egzemplarzy jednego gatunku czy odmiany - znaczy traktuje jak wszelkie inne byliny ) o tyle paproci do dzielenia nie mam znów tak dużo. Znaczy przede mną zakupy, rzecz dla mnie przyjemna a dla mojego portfela w tej chwili nie bardzo wskazana. Ze względu na to że nie wszędzie w Alcatrazie dadzą radę nerecznice muszę skupić się na paprotnikach. W okolicy  jak na razie paprotna posucha, po pierwszym szkółkingu zorientowałam się że na ofertę paprociumów trzeba jeszcze trochę poczekać. Znaczy coś tam jest ale to akurat nie jest to na czym mi zależy. Oprócz paprotników będę potrzebowała sporo sadzonek adiantum ( polska nazwa tej paproci "niekropień" jest moim zdaniem okropna - niekropna ). Adiantum venustum  wraz z upływem  czasu  fajnie się rozrasta tworząc "łączki" paprotne ale zanim ruszy z kopyta trochę jednak mija. Moje Adiantum venustum jest w fazie powrotu do życia po przesadzeniu i nie wygląda na to żeby w Alcatrazie z pomocą tego egzemplarza udało się szybko  "przyłączkować".  Rany, masowe zamówienie  wisi w powietrzu a ja się zastanawiam skąd wezmę kaskę ( odłożyłam sumkę na irysy i muszę jej teraz bronić sama przed sobą ).






Szczęśliwie poza paprociami nie mam wielkiego deficytu  innych roślin cieniolubnych. Całe łany czekających na podział fiołków odoratek i motylkowatych, brunnery i miodunki, bergenie i kokoryczki, do półcienia i na słoneczne placyki multum  bodzichów - da się Alcatraz obsadzić bez kolosalnych wydatków na nowe byliny. Co nie znaczy że czegoś nowego sobie nie dokupię, he, he. Wstrzemięźliwość zakupowa nigdy nie była u mnie jakąś wybitną, rzucającą  się w oczy cechą  charakteru. Ostatnie zakupy bylinowe były jednak w miarę rozsądne - takie epimedium ponownie wprowadzone do Alcatrazu to świetny zadarniacz, roślinka nie potrzebująca wielkich starań i w ogóle.  Czuję się rozgrzeszona bo rozrośnięte epimedium nie przepuszcza tak chwastów, więc trochę oszczędzę kręgosłup.  Tak się usprawiedliwiam. Gorzej z usprawiedliwieniem zakupu Disporum longistylum 'Green Giant'. Ten zakup da się chyba tylko usprawiedliwić dużą słabością  do wszelkich disporów ( disporumów? ) czyli parników. Podobnie mam zresztą z disporopsisami, tylko zasiąść i zapłakać bo rośliny nie tak popularne i w związku ze związkiem ceny sadzonek też są, nazwijmy to,  "niepopularne". No ale w końcu parników i disporopsisów nie kupuję w ilościach hurtowych! Raz na jakiś czas człowiek może  pozwolić sobie na tę ten .....tego.....ekstrawagancję!

Jedna bolesna sprawa która wylazła w czasie przeglądu ( odstawiłam kubeczek kawuniowy  i dokonałam wykopku odkrywkowego ), miskanty z Podskarpka  i Zabukszpania już się nie obudzą - cześć ich pamięci.  Nie wiem co się stało, podejrzewam wilgotną zimę ale dwie stare kępy dały ciała. Qrcze a taką miałam cud wizję - niskie miskanty a za nimi rutewka  'Elin'. No i co?! No i pstro! Wiele miskantów w Centralnej Polsce nie obudziło się po tej zimie, taki kurna mamy klimat! Zastanawiam się teraz czy odtworzyć to nasadzenie czy też troszkę przemeblować Podskarpek i Zabukszpanie i uzyskać trochę miejsca na nasadzenia z azalek. Azalki czują się w tych rejonach bardzo dobrze, kwitną cool i nawet tzw."ratowane bidy" nabierają w tym miejscu ogrodu wigoru. Może  więc pójść za tym co podpowiada sam Alcatraz  i nie wciskać mu na siłę roślin które mogą kipnąć z bliżej nieokreślonych przyczyn ( w końcu tak naprawdę to ja tylko podejrzewam tą zimową wilgoć o uśmiercenie miskantów, pewności wcale nie mam ).
Tyle na świecie miłych azalek sobie żyje, na pewno da się zaprosić sporo z nich  do Alcatrazu bez specjalnych obaw że odlecą przy w sumie bezmroźnej zimie. Ostatnio do Alcatrazu została zaproszona stara ale jara  azalia 'Irene  Koster' (  Grupa Occidentalis Azalea ) i dokupiona  jako towarzystwo dla  'Chanel' i 'IlTasso' azalia 'Gena Mae' ( Grupa Mollis Azalea ) - na ostatnich  trzech fotkach trzy ostatnie ww.azalki  "w kolejności". Może już czas zaprosić następne?




piątek, 20 maja 2016

Majowe kwitnienie drzew

Wracam do domu a tu łup wiadomość dnia - za parę dni wojna. UE ma na nas napaść, tak wynika z relacji Małgoś - Sąsiadki. Ciotka Elka  potwierdza, premiera miała występ w stylu Józefa Becka i wraża UE  nie dostanie od nas  eksterytorialnego korytarza, czy tam czego chce.  Cholera, najgorsze że nasza super fregata ponoć płynie na  Morze Śródziemne i kto nas teraz będzie bronił przed ostrzałem z SMS "Schlezwig - Holstein". Przyznam że mnie zatkało prawie tak jak wtedy gdy zaatakowaliśmy NATO, ale potem sobie przypomniałam że obecnie rządząca nami "prowincja" ( mam tu myśli typ mentalności, a nie miejsce zamieszkania - wszystkich mieszkających na tzw. prowincji, którzy mogli poczuć się urażeni użyciem tego sformułowania w kontekście  "władzy" przepraszam z całowaniem rączek i nóżek ) lubi inscenizacje  historyczne. Apele  partyzanckie, śluby, takie tam srutututu.  Uspokojona zajęłam się realem , czyli szybkim foceniem drzew. Bo  to o drzewach kwitnących w maju chciałam napisać i żaden alarm bojowy ( "Panie  Michale larum grają" ) związany z inscenizacją nie odciągnie mnie od  rzeczy prawdziwych i dla mnie istotnych. Zniosłam pozorowanie  pracy i krętactwa  poprzedniej  władzy, zniosę i inscenizacje historyczne obecnej.



Kiedy myślimy o drzewach kwitnących w maju to przeważnie przed oczami stają nam jako żywe  "maturalne kasztany" czyli kasztanowce i piosenkowe "białe bzy" czyli lilaki. A przecież lista gatunków drzew kwitnących majową porą jest znacznie większa. W Alcatrazie w maju podziwiam nie tylko kwiaty kasztanowców i duszę  się niemal od zapachu oblepionych kwiatami lilaków, jest to dla mnie też czas kwitnienia jarzębów. Sporo tych drzew rośnie w  ogrodzie, mam do nich pewną słabość. Kwiaty rodzaju Sorbus nie są może tak efektowne jak kwiaty innych przedstawicieli rodziny różowatych, ale w masie potrafią zrobić wrażenie.  Nie mają tak egzotycznego wdzięku jak kwiaty kasztanowca zwyczajnego ( jak coś tak kwitnącego można  było nazwać  zwyczajnym? ) ale białe baldachy składające się z mnóstwa pięciopłatkowych kwiatuszków roztaczają urok innego rodzaju - swojskie to drzewko, bezproblemowo wpisujące się w krajobraz. Nie ma dylematów czy jarząb zmieści nam się w ogrodzie, bo mnóstwo jest gatunków i form - spokojnie można znaleźć  takie które zmieszczą się nawet w niewielkim ogrodzie. Taki Sorbus setschwanensis jest drzewkiem dorastającym na maksa do 4 metrów i to po wielu latach.  Podobnie niewielkimi drzewkami są jarząb kaszmirski Sorbus  cashmiriana  i jarząb Koehnego Sorbus koehneana. W naszym klimacie te trzy ww. jarzęby rosną raczej jak krzewy niż jak drzewa. W szkółkach  spotyka się często formy szczepione na pniu, ale uwaga na uszkodzenia mrozowe roślin wysoko szczepionych. Mój jarząb Koehnego dopiero teraz tak naprawdę dochodzi do siebie po zimie sprzed czterech lat.  Lepiej mieć krzak niż "niewyjściowe" drzewko. Warto jednak posadzić takiego jarzęba zarówno dla naturalnego uroku kwiatów jak i subtelnej bieli owoców zawieszonych na ciemnoczerwonych, czasem wpadających w fiolet szypułkach. Niewysokim drzewem nadającym się do niezbyt dużych ogrodów jest  też jarząb pospolity Sorbus aucuparia  'Pendula'. Zazwyczaj jest szerszy niż wyższy ( wysokość drzewka  zależy od miejsca szczepienia na podkładce ). Istnieje forma jarzębiny o zwisających pędach i wielobarwnych liściach - 'Pendula Variegata', stara odmiana powstała przed latami osiemdziesiątymi XIX wieku ). Mnie co prawda nie przypadła do gustu bo jej liście są jakieś takie nieregularnie zażółcone, co sprawia wrażenie jakby drzewo było zachorzałe czy cóś, no ale można taką złocistolistną odmianą rozświetlać półcień ( w pełnym słońcu listki "variegatowate" lubią się przypiekać ).



Jarząb pospolity Sorbus aucuparia 'Flanrock' w szkółkach sprzedawany jako 'Autum Spire' ( odmiana wyhodowana w irlandzkiej szkółce Flannery’s Nurseries LTD w 2000 roku ) dorasta do 5 metrów ale jest wąziuteńka jak topola włoska. Nieco wyższa i trochę szersza jest odmiana jarzęba pospolitego 'Fastigiata'. Mieszańce jarzębów, takie  jak jarzęby Arnolda Sorbus x arnoldiana :  'Golden Wonder' ( data powstanie odmiany to coś tak około 1950 roku, wyhodował niejaki pan J. Lombarts w Zundert w Holandii ), 'Copper Glow', 'Vermiljon', 'Schouten' też urodne i nie tylko nadające się do parków. Trochę martwi mrozoodporność niektórych odmian, no ale do cholery magnolie soulengeana też się w Polszcze sadzi. Tajemnicze ale bardzo piękne są jarzęby 'China Lace'  i 'Pink Veil' ( ponoć tożsama z odmianą 'Red Tip' - nie wypowiadam się stanowczo bo nie wiem czy aby na pewno, problematyczna jest też dla mnie odmiana 'Coral Pink' która podejrzanie kojarzy mi się z 'Rowancroft Coral Pink' ). Na pewno mieszańce co sugeruje umieszczenie w  wykazie RHS tylko określenia  Sorbus przed nazwą odmiany. Całkiem niedawno odkryłam też jarzęba dalekowschodniego Sorbus commixta i poczułam że moje jarzębinowanie  w Alcatrazie będzie niepełne bez odmiany tego jarzęba pod tytułem 'Embley'. Szczęśliwie też niewielkie to drzewo, da się upchnąć.  Natomiast nie znajdę miejsca na insze mieszańce,  nie da rady wcisnąć  "miczurinów". 'Granatnaja' ( krzyżówka Crataegus sanguinea i Sorbus aucuparia tożsama z ×Crataegosorbus miczurini ‘Ivan’s Bell’ ), 'Businka' ( rosyjska odmiana z 1999 roku ), 'Likornaja'( krzyżówka jarzębu pospolitego Sorbus aucuparia i aronii czarnoowocowej Aronia melanocarpa ) przegrywają ku wielkiemu żalowi Ciotki Elki spragnionej smażenia jarzębinowych dżemów ( pogadanki o zatruciu środowiska spływają po Ciotce Elce jak woda po kaczce ) z różowością owoców 'Pink Veil' czy barwą jesiennych liści 'Embley'. Tym bardziej że taka 'Granatnaja' jest krótkowieczna do bólu. Pozostaje mi się cieszyć z uprawy większego jarzęba jakim jest jarząb mączny Sorbus aria.




W maju czadu daje też głóg dwuszyjkowy Crataegus laevigata 'Paul's Scarlet'. Głupio przez rodzinę nazywany różanym drzewkiem od pewnego czasu regularnie daje po oczach różowością.  Przestałam  go co roku przycinać do kształtu "zdyscyplinowanej kuli" ( cytat z pani Gieni ), koryguje tylko co bardziej  wybujałe  fragmenty wczesnowiosenną porą. W końcu to też ponoć nieduże drzewo, wyżej 6 metrów nie podskoczy. Zamierzam dosadzić mu kolegę kwitnącego w podobnym terminie i w podobnym kolorze.  Mój kasztanowcowy zakup sprzed paru lat straszliwie męczy się na podwórku, no wyraźnie nie to miejsce. Wykopię z bryłą korzeniową, przeciągnę ją korzystając ze starego  prześcieradła i pomocy pana  Andrzejka i tadam!....... kasztanowiec czerwony Aesculus × carnea 'Briotti' wyląduje w Alcatrazie. Drzewko szczęśliwie mniejszych rozmiarów niż kasztanowiec pospolity i nie jest tak  żarte przez wrednego szrotówka. Odmiana znana od 1858 roku (  krzyżówkę kasztanowca pospolitego Aesculus hippocastanum z amerykańskim kasztanowcem krwistym Aesculus pavia uzyskano na początku XIX wieku ). Ponoć na maksa może mieć 15 metrów wysokości ale sądzę że na glebie Alcatrazu będzie dobrze jak z trudem dojdzie do 10 ( z zadyszką i po wielu latach ). Nowe wspaniałe drzewo dla ptaków i hym .....tego....kotów. Może uda się zwabić cudem odnalezioną fabryczną kocicę zwaną Różową Obróżką ( psiapsiółka moich kocich dziewczyn ). Nie ma to jak odpoczynek na konarkach umajonych kwiatami.



czwartek, 19 maja 2016

'Palaver' - irys IB z tych nie wszystkim się podobających

" O  Boże jaki brzydki!" - tak  Ciotka Elka przywitała kwitnienie odmiany 'Palaver'. Przygroziłam napluciem do "proszonej" kawy, czym udało mi się uzyskać dla brzydala nadzieję - "Może on się jeszcze zmieni"  zaćwierkała Ciotka Elka pomiędzy jednym a drugim łykiem kawy pitej wg. ciotczynego określenia "z pewną podejrzliwością". Rzeczywiście w ponury majowy poranek ( tak, bywają takie ), w przerwie między deszczami i powiewami arktycznymi,  to specjalnego wrażenia ten irys nie robił. Na dworze buro a na rabacie przybrudzony wrzosik kopułki z jakąś beżowopodobną plicatą na dolnych płatkach. Niby lubię "szmateksy" i "brudole" ale 'Palaver' w tym majowym zimnie nie rozgrzewał mego serca. "Taki wyrzygany" - brzmiała ocena nr 1. Ocena nr 2 była już trochę wyższa - "Wyrzygany ale te płatki szerokie i falujące nie są takie złe".

Ocena nr 3 wypadła  przy nieco lepszej pogodzie, kiedy irys na dobre się rozwinął i była naprawdę wysoka. Pierwszy kwiat całkiem długo "trzymał" kształt klasycznej kopułki ( rany, fobia kopułkowa chyba przeszła od  Roberta na mnie  - zarażonam ), budowa kwiatu i stosunek wielkości i szerokości płatków dolnych do płatków kopuły bliski ideałowi, kolory rozwinęły się ( jak to  u Blytha ) z tych brudno wrzosowo - beżowych odcieni w czystsze, pastelowe tony. Rozgałęzienie pędów niezłe, szykuje się długie kwitnienie. Zapowiada to naprawdę niezłego irysa, oby tylko dobrze się rozrastał. Teraz metryczka - 'Palaver' został zarejestrowany w 2013 roku przez Barrego  Blytha, w sezonie 2013/2014 wprowadzony do handlu przez szkółkę  Tempo Two. Odmiana jest wynikiem krzyżowania ( 'Hussy' x 'Wide Open') X 'Spiced Lemon'. Irys dorasta do 51 cm, kwitnie w środku sezonu IB.

P.S. Ciotka Elka twierdzi że "Nic się temu irysu nie poprawiło - paskudny". Od wczoraj pija kaweczkę z Dżizaasem, he, he.


wtorek, 17 maja 2016

Wielka Akcja Różana

Taaaa, przesadzanie róż w maju. Na pewno nie jest to optymalny termin dla ulistnionych krzewów, ale qrcze ziąb jak się patrzy, Zimna Zocha przyprowadziła zimnych kolegów i w dodatku leje. No i moje stare mchówki nie wyglądały najlepiej na  przypisanych im stanowiskach. No a jak ruszyłam  róże mchowe to jakoś tak poszło że zahaczyło też o inne róże. W sumie przesadziłam badylkowato rosnące odmiany róż  historycznych i jedną angielkę ( która ledwie zipie  i nie wiem jak to z nią dalej będzie ).  Teraz lista  "wysadków".  Na początek mchowe 'William Lobb' i 'Nuits deYoung', następnie remontankę ( czyli  inaczej hybrid perpetual ) 'Empereur du Maroc', ponoć pierwszą różę o czerwonych kwiatach bez śladu fioletowego odcienia. Potem pomyślałam a co tam i burbonka 'Madame Isaac Pereire', o niepowtarzalnym ciepłym odcieniu ciemno różowych kwiatów też znalazła nowe miejsce do życia. Następnie na nowe stanowisko powędrował 'Gypsy Boy' i wspominkowana zdechława austinka 'Tradescant'. No i się porobiło straszliwie ciemno, bo wszystko to róże o ciemnych kwiatach. Co prawda niedaleko rośnie 'Coupe d'Hébé' o jasno różowych płatkach ( z lekkim wiśniowymi podbarwieniami ) a i 'Madame Isaac Pereire' wcale nie taka ciemno kwietna. Jak jednak pomyślę sobie że uplanowałam posadzić niedaleko tej "ciemnej grupki" naszego nowego faworyta ( z Mamelonem realizujemy drugą część różanego zamówienia z marca ), starą ale jarą odmianę 'Raubritter', staje się jasne że będzie ciemnawo i aż się prosi o jaśniejsze  sąsiedztwo. Jestem na etapie przemyśleń czy nie rozjaśnić tej grupy burbonką 'Variegata di Bologna' ( taaa, kolejny wykopek ). Po głowie chodzi mi też towarzystwo pod tytułem miskant 'Kleine Silberspinne'. W końcu te róże będą z czasem porządnymi, dużymi krzaczorami, w większości tylko raz kwitnącymi, więc taki niezbyt duży rozjaśniający akcent w postaci dwóch lub trzech kęp ww. miskancika dobrze by różyczkom robił. Może zestaw niezbyt klasyczny ale co tam. Klasyka przymusowa, a nie taka , którą się czuje to nuda straszliwa.

niedziela, 15 maja 2016

Codziennik - majowo pozaogrodowo

 Nie samym ogrodem człowiek żyje, może i dobrze dla jego pleców i stawów kolanowych. W domu pełna rozrywka czyli mało mnie nie rozerwało ze złości, kiedy Dżizaas zafundowała sobie naprawdę solidne zapalenie płuc, takie z rzężeniem i niemożnością złapania oddechu.  Zafundowała bo zlekceważyła tzw. dobre rady całego najbliższego otoczenia ( czym potwierdziła mądrość twierdzenia "Mądry rad nie potrzebuje a głupi nie posłucha", he, he ) i "olała" zapalenie oskrzeli ( " Bo ja mam  tylko alergię" - zabrakło  tylko "zaprzysiężonych" zapewnień o samobadaniu się za pomocą stetoskopu, ale  było ponoć blisko ). Mam siostrę która jest niemal intelektualistką ale słabo u niej ze zdrowym rozsądkiem. No i teraz mały potwór dogorywa w swojej norce na górze, obstawiony antybiotykami, wziewkami, żarłem i czymś na kształt czułej troski. Nasz Tatuś sądzi że nic jej nie będzie ale to jest Tatuś, facet który twierdzi że osoba po badaniu izotopowym jest zawsze promienna. Ja głową kiwam i mam nadzieję że Dżizaas  doświadczony choróbskiem to już teraz na pewno będzie w stanie "po samobadaniu"  postawić prawie medyczną  diagnozę  że plucie ropskiem jednak nie jest zwykłą reakcją na alergen.  Znaczy liczę na to że w przyszłości bezsensowny odpór  dawany rodzinie,  przyjaciołom i przede wszystkim medycznym będzie mniej silny i Dżizaas nam nie padnie na jakąś  głupio zlekceważoną  chorobę ( którą,  jak w przypadku tej obecnej, zlekceważy głównie dlatego żeby pokazać że jej racja  jest "najmojejsza" ) .

 Dżizaas i koty mają podobny stosunek do działań medycznych uprawianych na ich osobach, przemywanie ślepek Sztaflika i kontrola podejrzanie wykrzywionego kła Lalusia przebiega z oporem porównywalnym z oporem na  Kielecczyźnie wobec działań niemieckiego okupanta. "Zadawanie" kropelek na kleszcze Felicjanowi skończyło się po raz kolejny pochlaniem mojej ręki i pobiciem kociego dupska. Do tego doszła dwugodzinna  ( znaczy do kolejnej michy ) obraza, która objawiała się pomrukami wydawanymi na mój widok i chodzeniem "na sztywnych łapach". Szpagetka zabiegi znosi z godnością, za to potłukła dwie filiżanki ( na kuchennym blacie i w szafce ).  W szafce sprawdzała czy aby na pewno  nic tam przed nią nie ukryłam ( zdarza mi się tam schować na chybcika  gorące mięcho, dawniej  chowałam w piekarniku ale na piekarnikowej rączce  Felicjan potrafił zawisnąć i piekarnik otworzyć ). Właściwie tylko o Okularii dałoby się napisać że zachowuje się jak na domowego kota przystało, gdyby nie to że sex kota ma świra na punkcie kocurów. Może to nie tak źle że  przynajmniej dwa  z moich pięciu kotów mogę bezproblemowo zakropelkować. W końcu mogły mnie  chlać wszystkie. No a poza tym mogło być gorzej bo mogłam hodować prawdziwe tygrysy.  Jednak dla kotów szykuje się spora zmiana, może nie tyle dla moich co dla odwiedzających - koniec zostawiania "czułych wiadomości" na drzwiach i nie tylko na drzwiach. Wiadomości jadą niemożebnie i nadszedł czas na repelenty. Proszę bardzo, odwiedziny na podwórku, w ogrodzie - nie mam nic przeciwko kociemu życiu towarzyskiemu, ale oblewania okolic domowych dłużej nie zniosę.


Teraz trochę o tych szkiełkach co są na zdjęciach.  Czasem mi się zdarzy robić wykopki po szopach, albo poszukiwania w dawnych spiżarniach w ramach tzw. radości kamienicznika. Zdarza mi się też wykopać dosłownie coś  z ziemi w ogrodzie czy tej podwórkowej ( różne  to bywają cymesy, nawet talerze z glinki ciężkiej jak czołgi ze  znakiem swastyki - Panzerteller? ).  Zdobycze ostatnio doprowadzone do porządku to dwa syfony szklane, aluminiowa kanka na mleko, dwie małe buteleczki z niebieskawego szkła. Po wyczyszczeniu te zdobycze archeologiczne ustawiłam na jednym z kuchennych blatów. W ramach samodogadzania kupiłam sobie buteleczkę "z ptaszkiem w kształcie korka" jak to określiła Małgoś - Sąsiadka i słoiko- kubek z niebieskiego szkła. Przyznaję że jestem happy, jakbym nie wiem jakiej  klasy martwą naturę ustawiła.



Postanowiłam też wyeksponować dawno temu namalowane "komunistki". Sezon taki komunijny, modlitewno - prezentowy i te "komunistki" w "niebiewskościach" pasują mi do syfonów i innych szkiełek. Nawet do srebrzystości aluminiowej kanki pasują.  "Komunistki" to nie są żadne dzieła sztuki, raczej "portrety pozbawione indywidualizmu" czyli pochwala białych sukienek. Moja przyjaciółka Pabasia twierdzi że już w młodości byłam paskudnie złośliwa czego dowodem mają być niewyjściowe twarze "komunistek". Uważam że przesadza, facjaty "komunistek" są po prostu nijakie, ale sukienki....... sukienki nadal mnie się podobią, he, he.




Ogród stara się wtargnąć do domu  - żniwa  tulipanowe mają się ku końcowi, w wazonie ostatki. Teraz w domowych pieleszach  nastał czas narcyzków i konwalii, walają się po wazonach jak to mawia Małgoś - Sąsiadka. Postanowiłam w tym roku  nie ścinać do wazonów gałęzi lilaków. Nie dlatego że szybko  więdną ( obieram gałęzie do łysego z liści, rozbijam końcówki tłuczkiem, osobno dostawiam pędy z liśćmi i jakoś  lilaki w wazonach się trzymają  ) ale dlatego że  bardzo obficie kwitną i  ich zapach wdziera się  do pomieszczeń. Chyba  nie dałabym rady gdyby jeszcze został wzmocniony "wazonowo". Musiałam też przyciąć podokiennego berberysa, bezczelnie zapomniał że jest karłowaty i wypuścił pędy zaciekawione życiem domowym. Żadnych  berberysów wchodzących do domu przez okno! Nie wiem co się z tym krzewem  porobiło od zeszłorocznego cięcia formującego. Przycięłam a ten mi teraz pędy wypuszcza nie w tym kierunku co trzeba i nie takie jak trzeba. Zielone atakuje dom! Choć w tym  wypadku zielone jest akurat czerwone, bo to czerwonolistna odmiana berberysu.




W ogrodzie pojawiły się kolejne lilaki, przyznaję bez bicia  że mam problem z odmówieniem sobie zakupu tych krzewów.  Ale do cholery - drzewko czy krzew zawsze lepsze niż połać  banalnego Tyrawnika, takie jest moje zdanie, howgh!  Tyrawnik jest ciężkoutrzymalny w naszym klimacie, wymagający tyrania i jeszcze mało ekologiczny. A taki lilak jest zielonolistny, cień dający i przez parę tygodni pięknie pachnący. Owszem walka z odrostami nie jest najłatwiejszą z walk, ale wolę sekatorować i wykopki urządzać raz na jakiś czas, niż co tydzień z kosiarką zasuwać. Dobra przedstawiam nówki - na pierwszej fotce poniżej mieszaniec lilak Syringa x chinensis 'Saugeana'. To mieszaniec  Syringa laciniata ( a tak naprawdę to Syringa x persica 'Laciniata' ) i Syringa vulgaris, dorasta na maksa do  3 metrów ( rośnie w tempie około 15 cm rocznie ). Pokrój zdecydowanie krzewiasty, pędy pięknie się przewieszają. Lilak z drugiej fotki poniżej to odmiana lilaka pospolitego Syringa vulgaris 'Belle de Nancy'. Z tego lilaka można zrobić drzewko, tak jak inne "pospolite" lilaki dorasta do  około 4 metrów, posadzony zatem został nieco z tyłu, na podwórku zalilakowanym do nieprzytomności rzecz jasna. Kolorek kwiatów  jedyny w swoim rodzaju - bardziej róż niż lila. Qrczę, miało być o wszystkim innym tylko nie o ogrodzie ale ja jak ten Katon wiecznie pieprzący o zniszczeniu Kartaginy - o czym bym nie zaczęła na ogrodzie kończę.



Jak już jesteśmy w ogrodzie to doniosę na Zygfryda - nie podobają mi się jego nowi koledzy. Wolałabym żeby zaprzyjaźnił się  z biedronkami albo złotookami, towarzystwo w którym obecnie gustuje może go tylko nauczyć pochłaniania irysowych kwiatów ( te małe muszelkowe "snailsy" są paskudnie  irysożerne ).


P.S. Zgadnijcie komu wypadł kieł i komu trzeba było pyszczydło okładać, bo nie pozwolił pańci interweniować kiedy jeszcze można było?!

sobota, 14 maja 2016

Pokręcony sezon - irysy SDB w 2016 roku

Powinno być że powolutku sezon SDB nam się kończy ale to nieprawda. Sezon u mnie się właściwie skończył zanim na dobre się zaczął. Po prawdzie to nie powinnam narzekać bo niezbyt obfitego kwitnienia mogłam się spodziewać. Zeszłoroczne prace "inżynieryjne" przeprowadzane w bezpośrednim sąsiedztwie "Pumilotonu"  w końcówce października i sprzątanie po nich, wysadzanie  kłączy na chybcika, żeby zdążyć zanim człowieka  przymrozki pozbawią możliwości grzebania w ziemi,  nie wróżyły kwitnących łanów. Jednak  zaskoczyło mnie to że dziwnie kwitły i nadal kwitną  też irysy, które nie miały wstrząsających przeżyć. Przypuszczam że to wina aury, raczej nie zeszłorocznych letnich upałów i suszy ale w sumie dość mokrej zimy i długo nie mogącej dojść do siebie, zimnej wiosny.




Nie żeby nic nie kwitło, skłamałabym gdybym napisała że żadna z odmian masowo nie pokazała kwiatów ale wszystko to jakieś takie niezsynchronizowane, kwitnące nie w terminie. Dodatkowo  wiele pokazujących się kwiatów irysowych jest po prostu "niedorobionych", znaczy pouszkadzanych w fazie budowania "kłosa" ( chyba te  cholerne kwietniowe, bardzo późne przymrozki ). Groza mnie ogarnęła jak zobaczyłam trzy kwiaty "wyczekane" na hamerykańskich irysach,  mających rozpczynać kwitnienie  dość wcześnie. Nastawiałam się na niesamowite widoki i fakt było mocno niesamowicie, tylko że  nie koniecznie tak jak oczekiwałam. Te paskudne fale wiosennych przymrozków uszkadzających kwiaty to jest właśnie problem z uprawą irysów SDB w naszym klimacie. Przynajmniej w centralnej Polsce ( z południa dochodzą  wieści że sezon całkiem całkiem,  Robert nawet twierdzi że dawno tak dobrego sezonu SDB nie miał ). No nic zobaczymy jak to się dalej potoczy, w końcu  prawie połowa SDB nadal przygotowuje się do kwitnienia. No więc  sezon niby trwa, ale nowych esdebiaczków na kwitnienie których wyczekiwałam już nie będzie. Czyli skończyło się mimo tego że na rabatach nadal kwitną irysowe maluchy. Pokręcone to wszystko!



czwartek, 12 maja 2016

'Duma Jazwinu' - irys SDB w " fioletach" zaimportowany z leśniczówki

Bardzo miły dla oka fioletowo - niebieski irys, z widocznym ( po dokładniejszym wlepieniu ślepi ) ciemniejszym znamieniem w okolicach niebieskiej bródki.  Kopułka trzyma kształt ( Robert ma idée fixe na punkcie klasycznie zamkniętych kopułek ), szerokie dolne płatki trzymają poziom, na dzień dobry sadzonka wyprodukowała dwa pędy kwiatowe. Czego chcieć  więcej? Co prawda niebieskość umieszczona przez Roberta w polskim opisie odnosi się głównie do bródki,  ten irys to właściwie  świetny self ( plama przy bródce  różni się tylko walorem czyli natężeniem koloru, inaczej ilością światła w kolorze ) w pięknym odcieniu fioletu ( na mojej rabacie oglądany przez Ciotkę  Elkę ,  Małgoś - Sąsiadkę zusammen z Panią Gienią w świetle zachodzącego słoneczka zrobił furorę ). Jak na razie mój trzeci nowoczesny fioletowy SDB ( dwa pozostałe to 'Wish Upon A Star' i 'Bourgeois' ), reszta moich "ciemnych  fioletów" w tej kategorii irysów bródkowych to starsze odmiany, o klasycznie ułożonych płatkach dolnych ( znaczy zwisających  a nie ustawionych w poziomie do kopułki ). O fioletowych selfach mogę napisać jedno - zawsze się taki na rabacie przyda, he, he. Znaczy nie wykluczam kolejnych zakupów esdebiaków kwitnących w tym kolorze, tym bardziej że fiolet "niejedno ma imię" a ja lubię  oglądać subtelną  grę odcieni na irysowej rabacie. Teraz metryczka - 'Duma Jazwinu' ( pod taką nazwą został zarejestrowany w AIS,  nie ma naszego miękkiego Jaźwinu, nazwy leśniczówki, jest "angielska" jej wersja , łatwiejsza do przyswojenia dla zagranicznych zairysowanych ) - został  uzyskany z nieznanych rodziców. Tak, tak duma  leśniczówki ma nie tylko nieznanego tatusia, tym razem wcięło dane mamusi - czasem tak się zdarza jak nasion multum.  Odmiana została zarejestrowana przez Roberta Piątka w  2012 roku, do tzw. obrotu trafiła rok później. 'Duma Jazwinu' dorasta  do 33 cm, kwitnie  od początku sezonu, czasem do jego końca. Już teraz, po wyprodukowaniu dwóch pędów ze standardowej sadzonki  widzę że to będzie bardzo żywotny irys. Robert zapowiadał że ta odmiana bardzo dobrze się rozrasta i niezawodnie kwitnie. Stałe  miejsce na rabacie znaczy zapewnione!