Były swego czasu bajki z mchu i paproci to teraz będzie szczera prawda z okolic kapusty i szczawiu, Małgoś - Sąsiadka jest nieszczęśliwa. Kiedy skończyła się oficjalna kwarantanna to zaczęła się pogoda niesprzyjająca wyprawom pań mocno starszych na ryneczek. Owszem, Małgosia wychodzi na świat, drepcze do gołąbków, krzesełko sobie wystawia coby powietrza zażyć na Podwórku, były nawet spacery poza nieruchomość ale do ryneczku Małgosi dojść ciężko. Pozostaje jej korzystanie z chodzenia ryneczkowego mła. Małgosia niesprzyjające jej okoliczności przeżywa na tyle cinżko że usiłuje po mła jeździć. Najlepiej by było żeby mła miała stałe zatrudnienie na ryneczku bo tyle razy musi nań wychodzić "po cóś jeszcze" że przynajmniej mogłaby jakąś kasę kosić za niemal nieustanne przebywanie na ryneczku. Oczywiście zrobiło się nam w końcu z tego nieustannego przebywania źle, zaistniało cóś co Małgosia nazywa "wilcze oczy kozie gardło", mamy za dużo żywności w domu. Mła ma ograniczone możliwości, żołądek ma konkretną pojemność i rozciągać w nieskończoność się nie może. Małgoś głównie jadłaby słodkie i to nie owoce ( jabłuszko, banan czy sezonowe owoce jak truskawki czy czereśnie ) tylko ciastunia, sorbeciki, garaletki czy lody. Jogurt jest be, nawet wymieszany z owockiem i lekko osłodzony. Za to nutella jest cacy. Kiedy zdechł był por, zwiędła sałata i spleśniał nam chleb mła wygłosiła oświadczenie że koniec z marnowaniem żywności. Małgoś patrzała na mła dziwnymi oczkami, tak Felicjan patrzył na maumę kiedy cóś kombinował. No i nastąpił dzień zemsty - jabłuszka z bananem uprużono i dodano do tego kapustę i pomidor. Za okrasę robił tekścik "Nic się u mnie nie marnuje". Kapusta z bananem jest prawie tak dobra jak sałata z sokiem malinowym, mła pomyślała sobie "A więc wojna". Napisałam do Małgoś długi list ( żadne tam mówienie, waga słowa pisanego się liczy ) w którym zagroziłam przejęciem gotowania, donosem do dzieci i diabetologa że Małgoś zażera się słodyczami oraz limitem wyjść mła do sklepu i na ryneczek. Ponadto zażądałam wprowadzenia prawidłowej piramidy żywieniowej i niekombinowania z rachunkami i ukrywania lodów pod pozycją "to zielone co go nie lubię" ( szparagi ). Chyba zagrożenie donosem poskutkowało bo dziś zamiast kapuściano - bananowej ohydy jadłyśmy fasolkę szparagową z masełkiem a Małgoś na deser męczeńsko wtranżalała "suche" andruty, bo słoik z nutellą wziął był wyparował. Jutro na obiad zostaną zapodane duszony królik, młode ziemniaczki i mizeria, na deser truskawki. Gdyby wzrok Małgosi mógł zabijać leżałabym martwa od jakichś pięciu godzin.
poniedziałek, 22 czerwca 2020
niedziela, 21 czerwca 2020
Deszcze niespokojne z okazji nadejścia lata
Deszcze codzienne i sauna, od czasu do czasu grożą w prognozach namiętnym wichrem. Mła usiłuje działać w ogrodzie mimo tropikalnych warunków. Walczy jak plantator kauczuku na Malajach z przerażającymi stadami kumorów i z krwiożerczymi kleszczami. No bo wraz z dżdżem żywina drobna nam odżyła i w ogrodzie zaroiło się od wszelkiej "paskudy". Koty szczęśliwe łapią kumory a mła cóś mniej szczęśliwa bo Alcatraz w tym roku został rajem ślimaków. Skorupki, nagusy, oczkowe, wszystkie żrą zielone ze szczególnym uwzględnieniem rarytetnych funkii. Mła powinna w zasadzie być zła ale jakoś nie jest, pewnie dlatego że cała jej złość na tydzień przed wyborami skupia się na politycznych wszelkiej opcji.
Mła zadzwoniła do Mamelona bo nie jest w stanie przejść tego kawałka co chałupkę Mamiego od jej chałupki dzieli i dowiedziała się że Mamelon ma najprawdopodobniej zamontowaną antenę w główce bo odbiera ( albo nadaje ) sygnały i ma dokładnie tak samo jak mła - usiłuje cóś robić po czym opada z sił i jest wypluta. Takie zdublowane zachowania dowodzą zdaniem mła istnienia jakiejś antenki. Co gorsza powróciło Mamelonu uczulenie, na szczęście lżejsza wersja. Mami dziś miała zaleganie po wczorajszym grillku u Gosi za to mła postawiła na czynny odpoczynek. Spociła się jak mysz ale jakieś dwa metry kwadratowe oczyściła z korzeni. Na przygotowanie gruntu pod azalki już jej sił brakło. Rąbnęła na trawę obok Szpagetki i uznała że szlus, trza jej Mrutiego polującego na biedronki oglądać a nie dzikie wykopki w duchocie urządzać.
Wraz z nadejściem lata kończy się kwitnienie kalikantusów, mła żałuje że mija czas ich świetności. Nic to, będą piękne zielone liście. Mła tak polubiła swojego mieszańcowego kalikantusa że chętnie posadziłaby jeszcze przynajmniej jeden krzew tej odmiany. Roślina jest naprawdę cool, nie to co cherlawa 'Venus'. Mła się zastanawiała czy nie posadzić go na tle jodły koreńskiej 'Silberlocke' i cisa 'Wojtek' ale doszła do wniosku że miejsce obok tych roślin należeć będzie do oczarów. Oczar kwitnie zimą albo w czasie przedwiośnia, żeby należycie się zaprezentować potrzebuje odpowiedniego tła i roślin z tzw. przyjaznym systemem korzeniowym. Zarówno jodełka jak i cis na sąsiedztwo i tło się jak najbardziej nadają. Znaczy dla kalikantusa 'Hartlage Wine' trza szukać inszego miejsca, może po drugiej stronie Alcatrazu.
Dzisiejsze fotki są takie pół na pół, trochę z Podwórka a troszki z Alcatrazu. Z okazji nadejścia lata mła udało się zrobić zdjęcie Sztaflikowi, kota była bardzo wkurzona z tego powodu. Mła zwabiła ją na żyr, razem z Okularią. Na koniec sfocona Szpagetka robiąca za odaliskę. Chłopaki dziś siedziały troszki w domu w domu, Mrutek po łapaniu kumorów zalegał w wyrku a Pasiak na parapecie bowiem postawił sobie za punkt honoru nie wpuścić Epuzera do domu ( Epuzer oczywiście wlazł innym oknem i ryczał o chlanie z inszego parapetu, Pasiak się kompletnie pogubił i miauczał na Mrutka, któren przybiegł go uspokajać - zgoda i cisza zapanowała dopiero kiedy michy były pełne ). W przyszłym tygodniu madka kosi trawę, będzie się działo!
piątek, 19 czerwca 2020
Codziennik - dzień za dniem biegnie a nawet pędzi
Mła się wynarzekała do Mamelona że niby ciągle coś robi ale rzeczy dla niej istotne odłogiem leżą bo czas się jakoś złośliwie kurczy kiedy mła ma się za nie zabrać. Mamelon stwierdziła że czai bazę bo u niej z czasem robi się dokładnie to samo co u mła. Jestem zmęczona bo się zwijam jak ten mrówek ale wokół mnie bordello kwitnie w najlepsze. Co prawda mła zaczęła w tym tygodniu trenować asertywność ale asertywność nie zawsze można zastosować. Covid nasz powszechny jest świetnym pretekstem do nieróbstwa ( ostatnio kurier któren miał przywieźć umowę wymagającą podpisu nie zadzwonił do Cio Mary coby się konkretnie umówić, nie odbierał od niej telefonu a jak już pod wieczór po całym dniu czekania się odezwał to zaćwierkał że ten brak kontaktu to przez zarazę ) ale mła wie że lenistwo na dłuższą metę źle się kończy i trza swoje zrobić.
W tym tygodniu mła odpuściła sobie zajęcia z wiedzy o świecie, już sam widok gęb politycznych ją wkurza a jakby jeszcze miała ich słuchać albo czytać te ich mundrości dla świata to chyba by się obwiesiła z łobrzydzenia. Fuj, aż mła w przełyku gulgocze jak sobie o nich pomyśli. Mła poczytała sobie zamiast info - info książkę rozrywkową, zajęła się urodą ( maseczka wewnętrzna z lodów z truskawkami ), oblookała serial co to jest polską filmową wersją kryminalnej powieści hamerykańskiego pisarza, poszperała w necie w sprawie jednej paproci i dwóch astrologów. Z całej okultystycznej otoczki w której tak lubili się pławić najwyżsi nazistowscy przywódcy tylko działania Wilhelma Wulffa i Karla Krafta nie dają bardzo prosto się wyjaśnić, mła się zastanawia czy były to tylko tzw. samospełniające się przepowiednie za którymi stał któryś z alianckich wywiadów albo taki cwany lis jak Walter Schellenberg czy też oprócz wykonywania poleceń ci konkretni astrologowie jakimś cudem potrafili wyciągnąć wnioski jak nie z tych swoich wykresów to z czegoś inszego.
Większość ze spełnionych przewidywań można wytłumaczyć wiedzą operacyjną i wykonywaniem zadań wywiadowczych, ale jeżeli prawdą jest to że w 1941 roku czy też w pierwszej połowie roku 1943 Wulff wyćwierkał "Dass Hitler noch vor dem 7 Mai 1945 Jahre eines geheimnisvollen Todes sterben werde" a ambitny do bólu pronazistowski Kraft w 1940 roku , zanim Hitler uderzył na ZSRR, zapodał że jeżeli wojna nie skończy się choćby częściowym pokojem z niektórymi aliantami do zimy 43 roku to Niemcy czeka katastrofa i to zapodał z konkretami, to dokładność tych przepowiedni ( Wulff sobie mógł po wojnie koloryzować ale Kraft zmarł w Buchenwaldzie w 45 roku więc nic nie kręcił po wojnie na swój temat ) mła zaciekawia. Mła jest słabo wierząca w paranormalność więc drąży co zostało dodane a co miało miejsce naprawdę, przy okazji odkrywając i insze fascynujące rzeczy. Straszne czasy są naprawdę bardzo ciekawe.
W ogrodzie parno i duszno bo to co napadało paruje. Koty wygrzane jedzo średnio, znaczy chłopcy się rzucajo a dziewczynki to tak po pół porcji. Generalnie obowiązuje wypoczywu, nawet polowań zaniechano. Dopiero wraz z falą deszczu mła widzi koty w domu, przemoczone i niezadowolone drą sznupy o natychmiastową gratyfikację z powodu zmoczenia futer. Mła się wówczas uwija bo niektórzy zbezczelnieli aż tak że usiłują mła podgryzać po piętach. Pasiak zadomowił się do tego stopnia że zaczyna pyskować Epuzerowi, co Mrutek przyjmuje z pełnym niedowierzania oburzeniem. Na szczęście Epuzer zażyty w bojach, te Pasiakowe pomruczyste pretensje ma gdzieś, bardziej mu pasi uwielbienie Mrutiego. Dziefczynki w ogóle nie interesują się "chłopskimi" sprawami, dla nich najważniejsze to zająć właściwą pozycję w wyrze, na mebelku przy oknie, albo tuż - tuż przed monitorem. Zająć i nie ustąpić!
Znów miałam napad zakupoholizmu, na szczęście taki który można spokojnie określić incydentalnym ( słowo incydent brzmi zaprawdę uspokajająco ). Wszystko przez pogodę bo zaczęło lać a ja tu znów bez parasola w centrum handlowym ( Ciotka Elka twierdzi że zapominanie parasola to jest zapomnienie Freudowskie, nieświadomie świadome ). Na szczęście skończyło się tylko na poszewkach na poduszki ( dwie, przecenione z 29 złociszy na 9, 99 peelena ) i na malutkim kompleciku, znaczy filiżance ze spodeczkiem, do espresso ( no bo ja mam po prostu za mało skorup do mycia ). W chwili pakowania zdobyczy do torby wiedziałam że dałam ciała i trza mi uciekać z tych sklepów bo kasa potrzebna jest na cóś innego niż kolejne poszeweczki czy skorupki. Cio Mary mła pocieszała że poszeweczki w każdej ilości są u mła mile widziane bo koty przeca na wyrku zalegają i mła nieustająco cóś pierze w związku z tym zaleganiem. No ale nabycia nowej skorupki tak prosto wytłumaczyć się nie da a i Cio Mary tyż nie jest do końca obiektywna bo i ona popełnia zakupowe grzychy naprawdę cinżkie i w związku z tym jest skłonna wybaczać takowe u innych. Mła się zastanawia czy nie napisać za karę ze 100 razy "Minimalizm jest piękny, potrzebny i dobrze robi na duszę".
Na razie w ramach ekspiacji to mła wykonywa dżemy. Zaczęła od powidełek rabarbarowych z bardzo małą ilością cukru ( dała też troszki, naprawdę tyci tyci, muscovado bo wyrazistość tego cukru wzbogaci rabarbarowy kwach ), w gryplanach wyprawa po truskawki i klasyczny dżemik. Może będzie jeszcze robiony dżem rabarbarowo - bananowy i rabarbarowo - imbirowy chutney. O przetworach z czereśni nie ma co marzyć, nie te ceny owoców. Żeby poczuć się prawie bezgrzesznie mła zaczęła tyż zapiski irysowe i nie tylko irysowe uskuteczniać w zeszyciku ogrodowym. W tym roku czeka ją zrobienie nowych mapek nasadzeń SDB. Szczęśliwie zeszycik łatwiej uporządkować niż ogród, mła czyniąc zapiski ma wrażenie że cóś ogarnia całokształt ( w realu ogrodowym to mła niczego nie ogarnia bo mało czasu może ogrodowi poświęcić a zielone robi co chce ). Szukając jakichś innych pozytywów zwycięstwa chwaściorów nad mła to ona doszła do wniosku że przymusowe nieróbstwo ogrodowe pozwoliło doprowadzić jej krokodyle łapy do jako takiego wyglądu. Mła nabyła jeszcze w ramach promocji dwa kremy do rąk i wciera zapamiętale mając nadzieję że jak ruszy w piel to dłonie jej nieurękawicznione będą odporne i nie zamienią się tak szybko gadzie łapy.
Dzisiejszy wpis zilustrowany domowymi fotami ( maseczka do użytku wewnętrznego i Pasiak na nielegalu na stole ). W muzyczniku The Hot 8 Brass Band gra stary hicior Marvina Gaye "Sexual Healing". Nie dość że Gaye wymawia się jak gej to jeszcze tekścik, Panie tego, o nieprzyzwoitościach. Odtrutkę Wam serwuję na tych wszystkich politycznych z nadania ducha śniętego, których gęby są pełne dewocyjnej adoracji jedynego słusznego sposobu życia, a reszta ciałka usia siusia szaleje i tylko strach się w tych małych politycznych móżdżkach gnieździ coby się nikt nie dowiedział. Bo to wstyd być złapanym. No a kraść to nie jest wstyd! Nawet jak złapią to zawsze można powiedzieć że to dla dobra ogólnego i w ogóle to odpalimy dolę, jakieś tam + na cóś. A z dupcenia nieprawomyślnego same kłopoty!
czwartek, 18 czerwca 2020
Magnolia Siebolda
Tak w przerwach między smażeniem dżemów, załatwianiem tysiąca i jednej spraw, doglądaniem Małgoś - Sąsiadki i edukacją kotów ( nie wiem czy to Pasiak czy Mrutek wpadł na to że jak się zrobi bunkier z upolowaną zwierzyną szarą - nie dochodzę czy gryzonie to zwierzyna płowa, dla mnie jest szara - pod biblioteczką to madka smrodu padlinki nie wyczuje ) doskakuję do ogrodu. Nie tyle żeby coś w nim zrobić, raczej tylko go sobie oglądam i wygarniam z niego rezydujące w swoich bazach Szpagetkę, Okularię i Sztaflika, dla której okolice Suchej - Żwirowej chyba zrobiły się zbyt upalne ( jej obecna baza znajduje się pod jedną z magnolek ). Alcatraz mimo upalnej pogody nie jest duszny, od tej masy zieleniny w nim rosnącej bije późnym popołudniem i wieczorem miły chłodek. W Alcatrazie kwitnie "najpóźniejsza" z moich magnolek - magnolia Siebolda Magnolia sieboldii. Magnolia Siebolda została nazwana na cześć Philippa Franza von Siebolda ( 1796–1866 ), badacza flory i fauny Japonii, bardzo nietuzinkowego człowieka.
Gatunek opisano w zachodniej systematyce późno bo dopiero w XIX wieku ( w 1688 roku pierwsza magnolia - magnolia wirginijska - trafiła do Europy ). We wschodniej Azji ten gatunek magnolii nazywa się też koreańską magnolią górską bądź też magnolią Oyama. Naturalnie gatunek występuje w Japonii, na Półwyspie Koreańskim oraz w środkowych i północnych Chinach ( głównie w prowincjach Anhui, Jiangxi, Liaoning, Zhejiang, oraz północnej części Fujian, a także w regionie autonomicznym Kuangsi ). Oprócz gatunku Magnolia sieboldii subsp. sieboldii występującego w Japonii, wschodnich Chinach i Półwyspie Koreańskim ( liście dochodzące do długości 16 cm, kwiaty o 9 - 12 tepalach i czerwono - purpurowych pręcikach ) , wyróżnia się dwa podgatunki: Magnolia sieboldii subsp. sinensis występujący w południowo - zachodnich Chinach ( ten podgatunek ma charakterystyczne bardzo duże liście, dochodzące nieraz do 22 cm długości ) oraz Magnolia sieboldii subsp. japonica występująca w Japonii ( dla tego podgatunku typowy jest kwiat o 6 tepalach i zielonkawo - białych pręcikach ).
Magnolia Siebolda zaczyna kwitnienie kiedy na krzewie są już liście, w czerwcu. W odróżnieniu do innych gatunków jak i mieszańców magnolii kwitnie długo i wytrwale, o ile lato nie jest straszliwie suche i gorące to kwitnienie może ciągnąć się i przez dwa miesiące. Kwiaty są czarkowate, lekko przewisają, dochodzą do średnicy 8 - 13 cm. Bardzo przyjemnie i intensywnie pachną. Jednakże nie wyobrażajcie sobie że ta magnolka jest wręcz obsypana kwiatami, to długie kwitnienie wynika z tego że kwiaty na magnolii Siebolda zakwitają stopniowo. Być może to że jest ich mała liczba na krzewie w jednym czasie i to że są one częściowo ukryte wśród liści sprawia że uprawa tej magnolii nie jest powszechna. Ogrodnicy rzucają się raczej na mieszańce kwitnące na nagich pędach bo są to kwitnienia spektakularne. Magnolia Siebolda nadaje się raczej do ogrodów naturalistycznych, nie jest z takich "narzucających się oczom".
W naturze magnolia Siebolda dorasta nawet do 10 metrów wysokości i jest rozłożystym, często wielokonarowym drzewem. U nas w ogrodach jest znacznie niższa, na ogół dorasta do 4 metrów wysokości i ma krzewiasty pokrój. Dość szybko wchodzi w okres kwitnienia, nawet bardzo młode krzewy produkują kwiaty. Magnolia Siebolda jest z tych wytrzymałych na zimowe chłody, znosi spadek temperatury do -30 stopni Celsjusza ( uprawia się ją w Finlandii ). Gorzej jest z letnimi suszami, magnolie lubią kiedy powietrze i gleba są w miarę wilgotne. Jeśli chodzi o wystawę to świetny dla tego gatunku magnolii jest półcień, w rozproszonym świetlistym półcieniu rośnie i kwitnie najlepiej. Wymagania glebowe takie jak u innych magnolek, lekko kwaśno i próchniczo. Magnolia Siebolda występuje też w"ogrodowych" odmianach takich jak 'Colossus', która zdobyła nagrodę Garden Merit przyznawaną przez Royal Horticultural Society, czy 'Micheko Renge' odmiana o pełnych kwiatach którą wyhodowano w Japonii.
Gatunek opisano w zachodniej systematyce późno bo dopiero w XIX wieku ( w 1688 roku pierwsza magnolia - magnolia wirginijska - trafiła do Europy ). We wschodniej Azji ten gatunek magnolii nazywa się też koreańską magnolią górską bądź też magnolią Oyama. Naturalnie gatunek występuje w Japonii, na Półwyspie Koreańskim oraz w środkowych i północnych Chinach ( głównie w prowincjach Anhui, Jiangxi, Liaoning, Zhejiang, oraz północnej części Fujian, a także w regionie autonomicznym Kuangsi ). Oprócz gatunku Magnolia sieboldii subsp. sieboldii występującego w Japonii, wschodnich Chinach i Półwyspie Koreańskim ( liście dochodzące do długości 16 cm, kwiaty o 9 - 12 tepalach i czerwono - purpurowych pręcikach ) , wyróżnia się dwa podgatunki: Magnolia sieboldii subsp. sinensis występujący w południowo - zachodnich Chinach ( ten podgatunek ma charakterystyczne bardzo duże liście, dochodzące nieraz do 22 cm długości ) oraz Magnolia sieboldii subsp. japonica występująca w Japonii ( dla tego podgatunku typowy jest kwiat o 6 tepalach i zielonkawo - białych pręcikach ).
Magnolia Siebolda zaczyna kwitnienie kiedy na krzewie są już liście, w czerwcu. W odróżnieniu do innych gatunków jak i mieszańców magnolii kwitnie długo i wytrwale, o ile lato nie jest straszliwie suche i gorące to kwitnienie może ciągnąć się i przez dwa miesiące. Kwiaty są czarkowate, lekko przewisają, dochodzą do średnicy 8 - 13 cm. Bardzo przyjemnie i intensywnie pachną. Jednakże nie wyobrażajcie sobie że ta magnolka jest wręcz obsypana kwiatami, to długie kwitnienie wynika z tego że kwiaty na magnolii Siebolda zakwitają stopniowo. Być może to że jest ich mała liczba na krzewie w jednym czasie i to że są one częściowo ukryte wśród liści sprawia że uprawa tej magnolii nie jest powszechna. Ogrodnicy rzucają się raczej na mieszańce kwitnące na nagich pędach bo są to kwitnienia spektakularne. Magnolia Siebolda nadaje się raczej do ogrodów naturalistycznych, nie jest z takich "narzucających się oczom".
W naturze magnolia Siebolda dorasta nawet do 10 metrów wysokości i jest rozłożystym, często wielokonarowym drzewem. U nas w ogrodach jest znacznie niższa, na ogół dorasta do 4 metrów wysokości i ma krzewiasty pokrój. Dość szybko wchodzi w okres kwitnienia, nawet bardzo młode krzewy produkują kwiaty. Magnolia Siebolda jest z tych wytrzymałych na zimowe chłody, znosi spadek temperatury do -30 stopni Celsjusza ( uprawia się ją w Finlandii ). Gorzej jest z letnimi suszami, magnolie lubią kiedy powietrze i gleba są w miarę wilgotne. Jeśli chodzi o wystawę to świetny dla tego gatunku magnolii jest półcień, w rozproszonym świetlistym półcieniu rośnie i kwitnie najlepiej. Wymagania glebowe takie jak u innych magnolek, lekko kwaśno i próchniczo. Magnolia Siebolda występuje też w"ogrodowych" odmianach takich jak 'Colossus', która zdobyła nagrodę Garden Merit przyznawaną przez Royal Horticultural Society, czy 'Micheko Renge' odmiana o pełnych kwiatach którą wyhodowano w Japonii.
poniedziałek, 15 czerwca 2020
Wypoczywu
Było gorąco więc koty ze mła robiły sobie w miniony weekend głównie wypoczywu. W domku, w ogrodzie, u sąsiadów na parapecie, gdzie się tylko dało. Niektórzy zaczynali od słodkiego zalegiwania prawie że w kłębuszku by stopniowo się rozwijać. A jak się już rozwinęli!
A pozy jakie przy tym rozwijaniu się przybierali i miny jakie strzelali! Dobrze że Felicjan mła wytresował odpowiednio to zdumienie postępującą wraz z zajmowaniem wyrkowego terytorium bezczelnością mła nie zatkało powietrza w płuckach. Najsampierw było delikatne szturchanie łapką coby mła się przesunęła ale potem to mła otrzymała kopa "nóżką".
No bo Mrutuś to w czasie upałów lubi mieć wyrko na wyłączność. Taa... Mła tyż prać nie może bo Sztaflik preferuje zaleganie na pralce i pralka ma ani mru - mru, Pasiak opanował stół i tylko przesuwa lekko tyłek kiedy mła na tym stole żarełko im do misek ładuje. Na szczęście Szpagetka i Okularia przebywają większość dnia w ogrodzie, zamieniają się bazami i to jest w zasadzie jedyny ruch jaki wykonują ( poza podejściem do misek ale żądania są wysuwane w kierunku mła coby miski z żyrem przynosić do ogrodu ).
Całego stada mła nie sfociła bo Sztaflik nie życzy sobie focenia i zamieszczania fotek w necie, bo jak wiadomo kotofile czyhajo a Sztaflik wyburczała mła że o na nie będzie żadnym obiektem. Natomiast dźwięk uruchamianego aparatu powoduje dużą nerwowość u Pasiaka, zdziwne bo Pasiak nikogo się już w zasadzie w domu nie boi , Ciotkę Elkę i Cio Mary wita miaukiem a od Małgoś - Sąsiadki domaga się żarła. Być może to ta sprawa z kociętami z sąsiedztwa, które podobno wcale nie są jego ( dwa się miotnęły, na szczęście rozdysponowane a kotka która się przybłąkała zaraz będzie miała sterylkę i zostaje w sąsiedztwie na stałe ) i Pasiak się po prostu ukrywa ( małe są szare ).
Teraz opowiastki o czem innem. Mła kupiła sobie letni strój. Letni strój jest tak naprawdę koszulą nocną ale mła czem prędzej wycięła z niego durnowatą "bieliźnianą" wstążeczkę i ma pseudosukienkę na upalne dni. Taką domową rzecz jasna. O zakupie zadecydował wzorek ( to ten z wyznaniami miłości do kotów i kawy ), granatowo - szary, niebrudliwy coolorek oraz fakt że dzianinka jest z normalnej bawełny. Cena była promocyjna i mła się skusiła. Natomiast przy męskim koszulku typu t shirt mła popłynęła co w przypadku zakupu ciuchów jej się niezwykle rzadko zdarza. Wzorek, Panie tego, był taki urokliwy że mła już się widziała jako tego potwora ubabranego w morskie potworzęta. Bawełna przyzwoita, cena niestety nie ale mła pomyślała sobie że nie była na wakacjach to choć podkoszulek con animale marini sobie kupi. Sama sobie tłumaczyła "A inni to na wódkę wydajo!" Teraz mła ubabrana w podkoszulek będzie się przechadzać w upalne dni po ogrodzie i udawać że jest na wakacjach.
Na dworze ostatnio jest cóś zbyt ciepło więc mła z rana prawdziwego ( tak kole godziny piątej z minutami ) przyniosła nowe kwiaty do wazonów. Mła się pocieszy nimi w domowych pieleszach, po prostu w domu pożyją dłużej niż w tym gorącym powietrzu na zewnątrz. Teraz jej pachnie różami, jaśminowcem i przede wszystkim peoniami. Mła bardzo lubi zapach peonii, szczególnie odmian o białych kwiatach. Pachną, że tak to określę, bardziej wytrawnie niż odmiany o kwiatach różowych czy czerwonych . No i całkiem przyzwoicie wygląda ten peoniowy bukiet w różowo - szarym wazonie ( mła się trochę bała że będzie "łowicki" jak ta wycinanka i zbyt jaskrawy róż peonii cóś się będzie gryzł z wazonem ale da się to znieść, mogło być gorzej ). Z rzeczy równie miłych jak kwiaty w domu to Tatuś zadzwonili i mła się cieszy bo wygrała małą wojenkę psychologiczną. Mła sobie umyśliła że to Tatuś ma się interesować mła a nie odwrotnie bo mła się bardzo bała żeby nasz Tatuś nie odniósł wrażenia że oto odchodzi z tego świata bo wszystkie córki jak jedna niewiasta ( no bo przeca nie jak jeden mąż ) rzuciły się go o zdrowie dopytywać, telefonami, wizytami zadręczać. Ma być normalnie i Tatuś powoli z rekonwalescenta ma się nam zamieniać w naszego Tatusia. Chyba idzie ku dobremu bo Tatuś żyje swoimi zwykłymi sprawami. Ostatnio pouczał Tytusa, któren znów przyniósł był cudze śmieci i usiłował je wciągnąć przez wejście dla kotów, w którym zresztą utknęły. Rattus to podobno anioł nie kot na tle Tytusa ( któremu trzeba było uświadomić ile kosztuje wywózka odpadów ). Mła stwierdza że jest nieodrodną córką swojego Ojca, jest znana ze swoich przemów do zwierząt prawie jak św. Franciszek ( Mamelon zawsze ma bekę, bo mła czasem rozmawia z nią przez telefon prowadząc jednocześnie negocjacje z kotami albo przemawiając im do rozsądku ).
Subskrybuj:
Posty (Atom)

