Wieści różne i różniste, dobre, mniej dobre i średnio dodupne. Z dobrych - wielka ulga, parametry nerkowe Kasiuleńki nie są aż tak tragiczne żeby nie podjąć próby ratowania, za jej złe samopoczucie odpowiada nie kiepski stan nerek ale stan zapalny w inszym miejscu, z którym jej stary organizm średnio sobie radzi. Wszedł antybiotyk i kocie jakby nieco lepiej, co od razu widać po jej zachowaniu. Najważniejsze że wrócił apetyt bez wcierki, jest jedzenie, picie, normalne sikanie, pojawiły się żądania wobec mła. Nasz mały feniks jeszcze raz podnosi się z popiołów. Mła suplementuje Kasiuleńkową trzustkę, nereczki, żołądeczek w nadziei że tak poprawi działanie organu. Najważniejsze że się jeszcze raz udało, że nereczki pracują i mimo tego że mocznik taki sobie to nie jest bez wyjścia i da się coś dla Kasiuleńki zrobić. Łatwo nie będzie ale jest szansa że przy odpowiedniej terapii Kasiuleńka nacieszy się jeszcze wiosną. Nasza kota bowiem ogroduje, wyleguje się na zaschłej trawie, której mła nie ścina, coby Kasiuleńce było ciepło od spodu. Słoneczko przygrzewa a Kasiuleńka przybiera pozy, znaczy że zadowolniona z życia a to jest dla mła najważniejsze. Niech ten stan trwa jak najdłużej. Kiedy myślę o Kasiuleńce to niejako z automatu myślę też o Kocurrkowej Myszce i Rominym Cacusiu. Zastanawiam się co u Romi, zero wiadomości i zaczynam się martwić, ech...
Wczoraj miał miejsce zabieg Dżefika, zwanego Wasylem, najgrubszego kota Dżizaasa i Jądrzeja, ząbki były robione. Mła po południu zadzwoni i o zdrówko się wypyta, no i o ustalenia pogrzebowe. No właśnie, z wieści mniej dobrych to same pogrzeby wokół, po tej zimie staruszki i nie tylko staruszki padają jak kawki. Nie tylko Babci Halince przyszło odbyć podróż w Wielkie Nieznane, mła co i raz się dowiaduje że ktoś znajomy odszedł. Kiepsko się z tym czuję, ale robić? - Nikt nie jest wieczny, każdy ma jakiś termin przydatności i już. W związku ze związkiem, znaczy z tym terminem przydatności urządzam sobie starość, znaczy jestem w trakcie pisania propozycji kamienicznej, ciężko mła to idzie. Szczerze pisząc kocie zmartwienia i jednoczesne usiłowania przeprowadzki to trochę dużo jak na mła. Tylko że mła musi to ruszyć, bo przeca młodsza się nie robi i nie wydawa mła się żeby z czasem wszystko zrobiło się proste, łatwe i przyjemne a mła nagle jakimś cudem sprawniej ogarniająca rzeczywistość. Wyznaczyłam sobie termin i po prostu wykonam ten pierwszy krok kadryla, choć wcale nie chce mła się tańczyć.
Z wiadomości dodupnych - staram się niczego politycznego nie słuchać i nie czytać, bo to co do mnie fragmentarycznie dociera, powoduje u mła natychmiastowy wkarw, taki z toczeniem piany z ust i wywracaniem gałek ocznych. Dotyczy to zarówno info krajowych, jak i zagramanicznych, zdawa się że na świecie występuje równomierny wysyp politycznych idiotów. Mła się robi coraz bardziej antysystemowa, niemal do bólu, choć wiem że antysystemowość nie czyni tak od razu sprawczym. Jak tak dalej pójdzie to przyjdzie mła się zapisać do jakichś anarchistów albo innej sekty. Ech... wielka to prawda że dobre czasy tworzą słabych ludzi, dobrobyt ponad miarę, nawet taki na kredyt, źle działa na mózgi. To taka prawda, którą nie bardzo chce się poznać, człowiek w końcu ewolucyjnie stworzony do lenistwa, czyli jak najmniejszego zużywania własnej energii a tu taki siurprajz, paradoks paskudny że rozleniwienie jednak jestestwu zagraża. No cóż, wzrosną ceny energii dzięki pomarańczowej małpie z brzytwą zza Atlantyku i to mimo ruszenia rezerw. Nie że mła jakieś histeryczne wizje snuje, po prostu destabilizacja regionu to coś o skutkach długofalowych, to nie tak że wojna ryżo - irańska się skończy i wszystko szybciutko wróci do normy. Nie wróci, bo technikalia. Tak to jest jak za geopolitykę biorą się pazerni dyletanci, zwiększone rachunki płacą jak zawsze malutcy. Dla nas to, czy Wujek Wowa, czy Ryży z Hameryki, usiłują przekonać sami siebie że się liczą, to wsio ryba, kasa płynie z naszych kieszeni. Trudno się nie wnerwiać na stetryczałych dziadów i towarzyszące im pompy ssące.
No dobra, to by było na razie na tyle. Fotki domowo - ogrodowe i nawet Muzycznik z okazji Kasiuleńkowej mijanki z Cichą zapodam. W końcu jeszcze w zielone gramy, więc się należy. "Golden Brown" to jakby troszki o Kasiuleńce, na saksofonie gra Laurence Mason, który podrabia The Dave Brubeck Quartet. Nawet nieźle to wyszło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz