Mła wczoraj wychynęła do ogrodu, zwabiona ciepełkiem. Na oko to w ogrodzie przedwiośnie, mła jednakże taka cóś mniej sprawna, znaczy mła w fazie pozimia. Jednakże tak było miło że nawet słabująca Kasiuleńka raczyła wyjść na słoneczko, po czym z tego szczęścia nastąpiło rzyganie. No bo Kasiuleńka porządnie wody się napiwszy. Tak średnio jest z naszą Kasiuleńką, co się polepszy, to się popieprzy, obecnie brak apetytu ale w kocinie życie się telepie i uszka popuchnięte Aestinem smarowane jakby ciut, ciut lepsze. Mamy nadzieję że przetrwa marzec ten starzec, staramy się bardzo. Mła ustępuje jej we wszystkim, jest na każde miauknięcie, kota nasza odziedziczyła niemal cały majątek łóżeczkowy po Sissi, nikt nie śmiał zająć spanek, bo Kasiuleńka łypała oczkami. Jedzenie jest na żądanie i mła czyma kciuki za to by apetyt znów się pojawił, całowanie tako samo na życzenie, miejsca priorytetowe na parapecie zajmowane na chama to święte prawo a wszelkie pretensje stada wobec zajmującej są natentychmiast uciszane przez mła. Nie wiem jak długo Kasiuleńce uda się z nami zostać, widzę że to zdrówko to naprawdę problematyczne, nie jest z nią dobrze, ale mła sobie postanowiła że teraz to ma być luksus, a nie takie zwykłe, kocie życie i robię wszystko by Kasiuleńce stworzyć warunki dla królewny. Jutro jedziemy na płukankę i kontrolę uszek. Z ludźmi kole mła tyż nie jest najlepiej. Geriatria w naszej kamienicy niby trzyma się jako tako, jednakże martwi mnie brak apetytu też u Gieni i pozimowa forma Irenki. Nie da się ukryć że tegoroczna zima nie była dla nich łaskawa. O Panu Dzidku nawet nie chce mła się pisać, za smutne to jego bytowanie na pół gwizdka. Starość, ta kocia i ludzka, daje nam w kość.
Mła stara się tyż cóś w chałupie robić, choć tak po prawdzie to zdaję sobie sprawę że to próba ogarnięcia stajen Augiasza. Potrzeba rozwiązania problemu dostosowania powierzchni życiowej do możliwości sprzątalniczej mła robi się coraz bardziej paląca. Mła zamierza w tym miesiącu ruszyć do przodu ze sprawami najważniejszymi, Kitty ma rację twierdząc że trzeba to robić, kiedy ma się jeszcze siły. W ramach sprzątań i układań, mła ponachodziła różne rzeczy. Na przykład znalazła starą lampkę Małgoś - Sąsiadki, wewiórkę wykonaną przez zakład w Katowicach, z dumnym napisem "Wykonano ręcznie", choć jest to odlew, co dla mła jest oczywiste. Rzecz stara ale nie na tyle żeby mła czuła szaconek dla zabytku. Czym prędzej wyjęłam farby do porcelany i wkurzająca mła biel pieńka zniknęła. Teraz cza wyjąć jeszcze z środka wewiórki żarówkę i farby wypalić w niezbyt wysokiej temperaturze. Wyjmowanie ustrojstwa przekracza zdolności mła, więc chyba udam się do Sławencjusza, któren jest geniuszem dłubactwa wszelkiego. Mła zaczęła też wiosenny przegląd roślin domowych, głównie sukinkulentów ale nie tylko, bo przeca mła się dorobiła stadka asparagusów i kliwii. Ponieważ w tym roku wielkich strat nie było, mimo tych cholernych mrozów i dość oszczędnego grzania przez mła, kupiłam sobie w nagrodę przeceniony po kwitnieniu storczyk. Nie jest to ulubiony sabotek, tylko chyba jakieś dendrobium. Chyba, bo market ograniczył się do info - "Storczyk mix". nie powinnam narzekać, bo cena była "biletowo - miejska". No i to by było na tyle. Fotki ogrodowo - domowe, z olbrzymią przewagą tych ostatnich a w Muzyczniku muzyczka z czasów młodości mła. Pamiętacie lata 80 i to odjechane brzmienie? jak nie pamiętacie to sobie posłuchajcie Tears For Fears.
Lampeczka cudna 🧡😻 u nas Myszka coś lepszy apetyt ma, może słoneczko zadziałało. Na tygodniu zaraz znów krew i będziemy weta pytać czy ma jakieś wnioski, ale mówi że jak będzie coś się działo złego to da znać. Na razie chce te krew jeszcze trzy razy zbadać te białka. Zamówiony Felix z promocji i tyle. Czekamy na ten zabójczy rachunek za prąd, bo jeszcze nie przyszedł...
OdpowiedzUsuń