niedziela, 22 marca 2026

Weekendownik - pierwszy wiosennik

Mimo pięknej pogody i powolutku zbierającej się ku życiu Kasiuleńki, nie był to dla mła leciutki tydzień. W ponierdziałek zaczęło się od bólu młowego kulanka, takiego ćmiąco - strzykającego, średniej upierdliwości. Niestety we wtorek było jako tako tylko do południa, na pogrzeb Babci Halinki pojechałam z napiendralającym kolanem i pragnieniem zażycia kolejnej dawki ketonalu. Kolejne dni zajęło mła zorientowanie się, co tak naprawdę się z tym kulankiem dzieje. Szczęśliwie okazało się że problemem nie są kości, czy ścięgna ( no dobra, wiązadło krzyżowe cóś tam tego, ale to nie jest w moim wypadku sprawa wymagająca poważniejszej interwencji! ), tylko problem z mięśniem, taki do rozwiązania masażem i rehabem domowym. Właściwie powinnam się tego spodziewać, wszak siostrzane kulanka, zbudowane podobnie do mojego, nie tak dawno musiały być masowane i rehabilitowane. Cóż, taka nasza uroda. Mła i tak późno trafiło. Inszych trafia solidniej, vide Kocurrkowe przejścia.

Najchętniej uprawiałabym ten rehab razem z uprawianiem ogrodu, ale niestety ten numer nie przejdzie. Są czynności, które mła musi sobie na razie odpuścić. Na szczęście to nie jest tak że absolutny szlaban na uprawę zielonego i mogę cieszyć się ogrodowaniem. Razem  z kotami, bo kiedy słoneczko troszki mocniej przygrzewa całe stado wylega i zażywa kąpieli słonecznych. To właśnie tym kąpielom w promieniach marcowego słoneczka, mła przypisuje wzrost formy Kasiuleńki. Nie wiem jak jej wyniki, jutro się dopiero dowiem, ale kota zwróciła się ku życiu, pochłaniając swoją porcję żarciucha. Ten zwrot nastąpił po tym kiedy mła zakupiła była za naprawdę ciężki pieniądz, maść na koci apetyt. Lek cudowny, bo działa przez samo wpatrywanie się w opakowanie. Mła ani razu jeszcze nie użyła, bo Kasiuleńka regularnie pojawia się przy misce i nawet zaczęła żądać zwiększenia porcji.

Nie wymawiam jej tego zakupu, dla mla najważniejsze że je a że lek nierozpakowany to tylko dobrze. Płukanie obecnie odbywa się dwa razy w tygodniu, spróbujemy odstawienia antybiotyku. Oczywiście świerzbowiec story trwa w całym stadzie, mła szaleje z wcierkami i kroplami usznymi, w związku z czym stado jest na mła obrażone, chodzi po somsiadach i roznosi plotki że niby mła katuje koty. Główne pleciuchy to Mrutek i Helenka, Sztaflik i Okularia zalegają na suchych rozplenicach razem z Kasiuleńką. Powinnam wyciąć stare źdźbła ale gdybym to zrobiła, to zlikwidowałabym ulubione miejsce zalegań. Walić to, grunt to kocie zadowolnienie, jak zaczną kwitnąć barwinki i floksy szydlaste kocie estetyki zaczną zalegać na nich, mła wtedy przytnie trawska.

Przywitaliśmy wiosnę nadwyrężeni po ciężkiej zimie, ale jakoś się zbieramy, mimo tych kulanek i prób zejścia ze starości. Może nie w komplecie, ale jakoś się po paskudnym początku roku odliczamy. Mła stara się by info ze świata nie powodowało u niej ataku apopleksji, oddycham ogrodem i usiłuję się krzątać wokół swoich spraw. Bardziej mła martwi przedłużające się milczenie Romi, niż to kretynizmy z wysokości politycznych mównic, które nas dociskają. Znaczy nie mównice, tylko te kretynizmy. W tym tyźniu, który nadchodzi nic nie planuję, profilaktycznie. No bo wicie rozumicie jak to jest z tymi planowaniami - "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach." To by było na tyle, zdjęcia zdziśki i wczorki a w Muzyczniku Freddy razem z chłopakami.



1 komentarz: