poniedziałek, 2 listopada 2026

Listopadowy zadusznik

No i mamy zaduszki, zwane przez mła zadusznikiem, bowiem mła, podobnie jak jej Babcia Wiktoria, cóś źle reaguje na dym z wielu zniczy. Mła jest obecnie w takim stanie psychicznym że lepiej żeby nie rozpamiętywała, szczególnie kocich odejść. Boli po Kasiuleńce, boli po Okularii, no i odzywają się starsze rany, których boję się nazwać imieniem. Ech... Jakoś  łatwiej pogodzić się z tegorocznymi odejściami Babci Halinki, czy Marysi, bo one że tak to określę - należycie nażyte. Listopad zaczął się raczej wszawo, zamiast słonecznego dnia z prognozy pogody, było takie pochmurne smędzenie. Pogoda ni to, ni sio, niedookreślona. Mogło być gorzej, mogło lać, ale mła była tak nastawiona na nierdzielne słoneczko że pochmurne smędzenie zniechęciło ją do ogrodowania i spacerów. Usiadłam do porządkowania zdjęć z podróży, co zajęło mła niemal całe popołudnie. Qurcze, ale napstrykałam! Jestem mocno do tyłu z wpisami podróżniczymi, mimo tego że parę w miesiącu wklejam. Może za dużo chcę pokazać, ale z drugiej strony po co robić wpis podróżniczy z czterema zdjęciami na krzyż i tekstem typu - Tu byłam! Zwiedzam turystyczne samograje, ale staram się je szczegółowo obfocić i jeszcze jakieś info na ich temat zamieścić, żeby nie były to tylko moje wrażenia. Mam bowiem takie zdziwne poczucie że te samograje wcale nie są tak dobrze znane jak się powszechnie uważa. Dzieje się tak dlatego że są niby must see i zakłada się że wszyscy, wszystko o nich wiedzą, co jest dość oczywistą nieprawdą. Wicie rozumicie, mnóstwo ludzi ogląda Giocondę, jeden na pięciu wie co ogląda, jeden na dziesięciu rozumie to co ogląda.


To by było na tyle, fotki świątecznie chryzantemowo - dyniaste a w Muzyczniku Allegro con spirito z Concierto de Aranjuez Joaquina Rodrigo w wykonie gitarowym Narciso Yepesa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz