sobota, 9 maja 2020
Majowanie w Alcatrazie
Były słodkie weekendowe plany a wyszło jak zawsze - mła musiała dać odpór lokatorowi w kwestii pretensji dotyczących kosztów wywozu śmieci, dostawy wody, odbioru ścieków itd. . Stara sprawa, używać by się pojemniczków chciało i najlepiej żeby one raz na jakiś czas były myte, wywożenie mieć regularne i owszem ale dlaczego trza za to wszystko tyle płacić i jeszcze segregować? Takoż samo przyjemność dostarczania wody i wygoda ściekowa kosztuje, jednych mniej, drugich więcej w zależności od tego ile zużywają i produkują. Taa... pytania w sprawie ceny tzw. mediów zasadniczo nie są do mła, ale to mła jest tą do której można się wylać na tematy związane z użytkowaniem owych dobrodziejstw. Mła rozumie irytację niektórymi problemami śmieciowymi, rozumie że cena wywozu śmieci niesegregowanych jest kosmiczna, że niektórzy majo z segregacją problem, od się może dodać że podatek od nieruchomości to też nie są grosze ale czasem, kiedy jest sobota i ładna pogoda a jej się dulczy to ma ochotę powiedzieć brzydko żeby się od niej odpieprzono a pretensje wnoszono gdzie indziej i to najlepiej na piśmie. Mła jednak tego nie robi, ona szuka wyjścia typu dodatek mieszkaniowy albo cóś bo ona przeca wie że to nie do końca jest tak że ludzie nie chcą płacić za to czego używają, często to jest tylko strach coby na życie starczyło. Ta "ludzka twarz" kamienicznika nie wypływa z dobrego charakteru mła, mła po prostu wie że lepiej tłumaczyć i się dogadywać niż toczyć kretyńskie boje o coś na co żadna ze stron nie ma wpływu.
No i tak zamiast od tzw. późniejszego rana zaląc się w Alcatrazie i pracowicie ciąć krzewy mła wylądowała w nim dopiero po obiadku ( i tak dobrze że Małgoś - Sąsiadka wykazała się prawdziwym zrozumieniem i sporą część jedzonka na dziś i na jutro przygotowała własnoręcznie, za co część jej i chwała bo bardzo odciążyła mła ). Po obiadku było jakby cóś zbyt ciepło na działania w krzewach i mła zajęła się przyziemiem, znaczy pieliła ten swój podszyt i snuła przy okazji gryplany. Główny gryplan dotyczy bukszpanu oddzielającego Zabukszpanie i Podskarpek. Mimo pryskania i przycinania rośliny wyglądają źle. Jeszcze walczę bo ja nie z tych co poddają się łatwo konieczności wywalenia czegoś zielonego ale tak na wszelki wypadek zaczęłam rozmyślania na temat jeżeli nie bukszpan to co. Szczerze pisząc chciałabym cóś zimozielonego ale nie na tyle wysoko rosnącego żeby przesłoniło widok na magnolie. A może w ogóle inaczej podejść do tematu i posadzić w miejscu "tragedii bukszpanowej" byliny? Takie bergenie sercolistne trzymają długo liście. Z drugiej strony przydałoby się znaleźć nowe lokalizacje dla funkii, sporo z nich wymaga przesadzenia do nowej gleby i dopieszczenia bo ubiegłoroczna susza dała im do wiwatu. No nie wiem. Jak na razie walczę z całych sił o zdrowie bukszpanów i wyrzucam sobie hym... tego... trochę przedwczesne pomysły na nasadzenia.
Mimo tego że padało Alcatraz nadal nie jest należycie nasiąknięty. Mła ma nadzieje że maj będzie bardziej chłodny i przede wszystkim bardziej deszczowy niż kwiecień. Podczas pielenia Zabukszpania u mła się objawił stres, brzydkimi słowami z jej ust się wydobywającymi się objawił. Stres związany był z tym że mła się nie może doliczyć niektórych funkii. No wzięły i zaniknęły. Mła podejrzewa gang nornic, które zamiast kulturalnie jak na dobre gryzonie przystało chrapać zimową porą, korzystając z niemal wiosennej styczniowo - lutowej aury rozbudzone szalały w Alcatrazie ( na Podwórku nie śmiały ze względu na koty ). Pewnie podczas tych szaleństw korzonki moich funkii robiły za przekąski! Zero litości dla małych szubrawców, żadnego użalania się nad podlecami kiedy zobaczę je w kocich pyskach. Porządne nornice zimą śpią bez względu na pogodę . Howgh! O ile zmniejszyła się ilość funkii o tyle zwiększyła się liczba brunner. Mła zauważyła kolejne siewki. Liście tych nówek nie są jakoś specjalnie wysrebrzone czy pokryte pięknymi wzorami ale mają ładny kształt, są soczyście zielone a kwiaty tych roślin są urocze. Jeśli chodzi o mła to brunnery w Alcatrazie mogą się siać do woli, podobnie jak przylaszczki, wszelkie fiołki, kokoryczki czy kopytniki. Mła co najwyżej przesadzi jak się cóś nieodpowiednio wysieje.
I tak na pieleniu, nerwowaniu się na nornice i braki funkiowe oraz na snuciu niecnych gryplanów postbukszpanowych zeszła mła sobota w Alcatrazie. Niby mła cóś zrobiła choć było to bardzo dalekie od tego co sobie uplanowała. Szczególnej satysfakcji mła nie czuje z powodu wykonania prac ogrodniczych, ot, raczej taką satysfakcyjkę. Jednakże miło było spędzić czas w ogrodzie, ptocy śpiewali, koty pomiaukiwali i na niebie pojawiły się baranki zwiastujące zmianę pogody ( oby na jak najbardziej deszczową ). Chyba wszyscy dziś w tym towarzystwie bawiącym w ogrodzie byliśmy tak sobie po zwyczajnemu ludzko - kociemu szczęśliwi. Mła to wnioskuje choćby z tego że nasza zazwyczaj płochliwa Okularia pozowała do zdjęć jak prawdziwa gwiazda. Takie pozy to przybierają przed obiektywem głównie Szpagetka i Mruciu, czasem Sztaflik. Okularii "rozkładówka" rzadko się zdarza.
piątek, 8 maja 2020
'Klik Klik' - kolejny irys SDB "na pocieszkę"
Tegoroczny sezon SDB jest z takich o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Zeszłoroczna letnio - jesienna i tegoroczna zimowo - wiosenna susza, no i jakby było mało tych nieszczęść to przymusowe przesadzanie jesienią zupełnie nie w tym terminie w którym irysy lubią być sadzone ( prace lekstryczne, wszystko to odbiegało od gryplanów ) wyraźnie irysowym kłączom nie posłużyło. W tym roku kwiaty pojawiają się na nielicznych pędach a jak już się pojawiają to nie są jakoś szczególnie urodne. Tylko prawdziwe hardcory zniosły w miarę dobrze paskudne warunki i bardziej obficie kwitną ( ale kwiatami co najwyżej średniej jakości ). Zeszłoroczne zakupy kwitną wybiórczo, jednym z takich co się zawziął w sobie, wysilił i kfiota objawił jest odmiana 'Klik Klik' autorstwa Roberta Piątka. Ten karzełek został zarejestrowany w 2017, siewka oznaczona 13-330-A-RP. SDB jest wynikiem krzyżowania odmian 'Gaily Forward' i 'Glint'. Odmiana dorasta do 30 cm wysokości i należy do tych zakwitających raczej pod koniec sezonu. Dla mnie to prawdziwe kwitnące pocieszenie w tym paskudnym irysowym sezonie. Kwiat, jak niemal wszystkie irysowe kwiaty w tym roku, nie jest najwyższej jakości, np. bródka nie jest białą szczoteczką na lawendowym tle tylko smętnym wymoczkiem ale jakie ja mam głupie wymagania. Najpierw było sucho, potem padało, później wiało i mroziło - cud że kfiot się ostał, co tu o szczoteczkach bredzić. Kiedy pojawi się kwiat następny to dołączę zdjęcia, może będzie się lepiej prezentował . Jednak nawet taki kfiotkowy paskudek zmitrężony przez aurę daje pojęcie o tym że to jest ciekawa odmiana i warta miejsca w ogrodzie ( choćby dlatego że żywotna ). Mła zamierza sadzić kłącza 'Klik Klik' kole Robertowej odmiany 'Perelka', będzie pasiło jak ulał.
czwartek, 7 maja 2020
Szczał w głowę!
Mła zarobiła szczał w głowę!!! Tak się poczuła. Po rozmemłaniu i rozbajdaniu śladu ni ma. Nie dlatego że mła się w karby wzięła tylko życie ją wzięło. Zacznę od snów proroczych, kiedy mła śnią się zębiszcza a Dżizaasowi śni się ciemna woda to należy się szykować na poważne kłopoty. Nawet Tatuś niedowierzający cichnie w obliczu empirii. Tym razem mła się wyśniło na młodszego siostrzeńca, musiał być operowany bo konieczność była taka ( 72 godziny to na ogół maksymalna wytrzymałość organizmu na zmiany martwicze ). Wyobraźcie to sobie - pandemia przejawiająca się głównie chodzeniem na rzęsach przez medycznych i utrudnionym dostępem do nich, moja nagle spokojna siostra, mój nagle niespokojny szwagier, ciężko przestraszony Tatuś bo on już wie że każda pełna narkoza jest ryzykowna i nasze dziecko które musi się jak najszybciej znaleźć na stole. Skończyło się dobrze, mały już jest w domu, rodzina oddycha z ulgą. Trafił na dobry zespól, który choć gonił resztkami śnił wziął i się zmobilizował dla dzieciaka. Obecnie obaj siostrzeńcy zajmują się obserwowaniem życia kotów dziadka a ich rodzina dochodzi do się. Jak widzicie okoliczności nie służyły trenowaniu rozmemłania bo życie człowieka spięło a nie rozbajdało.
Późnym popołudniem mła się dowiedziała że nasz pan Pocztowy miał rację w kwestii pocztyliady, "one mu mogą" i "to co najwyżej". To żadna niespodziewanka. Polityczne zdaje się przeżywają temat głównie dlatego że ten zrobił cóś tamtemu a tamten cóś temu a zdaniem mła wszyscy celowo zamykajo oczki by nie widzieć tego co najistotniejsze - pocztyliady ni ma nie dlatego że opozycja be, że zdrajca w szeregach, że my się dogadali czy tym podobne głupoty ale dlatego że suweren odmówił współpracy w tym temacie. To tylko i aż tyle. Na wierchuszce to idzie tak jak mła myślała że będzie szło, młodsze usiłujo dusić starego - stare numery, mła się nie będzie ekscytować bo nie ma czym. Numer któren wyciął suweren jest ciekawszy ( jak suweren czegóś rzundzącym odmawia to jest to sygnał dla tych ostatnich typu "zęby mię się śniły ", he, he, he ). Nie wiem czy do politycznych wszystkich opcji dotarło że troszki się zmieniło i idą ciężkie czasy, jak się okazało nawet ciemny lud ma pewien próg przyswajalności a jak się na czymś zafiksuje ( pseudopandemia ) to może nawet uchlać rękę co karmi. Mła od czterech, no, prawie pięciu lat, obserwuje degrengoladę struktur państwa i wieszczy kryzys z którego cinżko będzie wyjść właśnie przez brak struktur. Dochodzi przy tym do wniosku że raz na jakiś czas społeczeństwo musi się nauczyć na własnej skórze i to boleśnie ( żeby mu się utrwaliło ) że pojęcie "za darmo" tak naprawdę w ekonomii nie istnieje.
Ogród mła widziała z daleka, wydawało jej się że cóś więcej irysów kwitnie. Jutro to sprawdzi, pracę z dokumentami przesunęła sobie na poniedziałek i zacznie świętować piąteczek. Będzie miała więcej czasu dla kotów ( musi się przyjrzeć Pasiakowi, cóś mało ostatnio jada a to może oznaczać że albo trza z nim do weta albo że stołuje się "na mieście", znaczy w fabryce - tam się składają na karmę dla szczurołapków ), dla roślinków, dla się. Może znów jej się uda popaść w lekkie rozmemłanie ( ale bardzo lekkie, bo chciałaby się zabrać do przycinania niektórych krzewów w Alcatrazie ). Kto wie czy nie zawędruje do Mamelona, bardzo już za nią tęskni. Jako przewodnicząca mła zarządza jutro święto państwowe, a dziś wieczorkiem "Seksmisja" ma się pojawić na monitorku. Raz na jakiś czas mła czuje potrzebę coby poobcować z Maksem i Albercikiem. Dzisiejsze ozdóbstwa drogi pamiątniczku to japońskie pocztówki z początku XX wieku. Pierwsza grafika jest autorstwa Zuigetsu Ikedy, trzecia Tanigami Konana, czyjego autorstwa jest druga zostaje słodką tajemnicą internetu. Na pocztówkach cynerarie, wiosenne kwitnące doniczkowce mojego dzieciństwa. Mła pamięta ich zapach niuchany w okolicach Wielkanocy. Dziś ma większą szansę zobaczyć je na skwerku na południu Europy ( robią tam za bratki i stokrotki w sezonie wiosennym ) niż w naszych kwiaciarniach. Jako muzycznik dziś robi Boccherini ( ten od rzępolonego menueta ) i nocne granie na ulicach Madrytu.
środa, 6 maja 2020
Rozmemłoń z rozbajdaniem
Senność, Panie tego, senność po całości. Mła dziś musiała troszki łobowiązków wykonać, ruszyła znaczy przed się w miasto, w urzędy, w płacenia niekoniecznie przez internet itd. . Wszystko pracowe takie trochę na pół gwizdka, półwyczekujące na nie wiadomo co. Tak się kończą karnawały, grajo nie grajo, co dalej z tą imprezą i co robić a czego nie? A wogle to któś podpieprzył kielyszyki i zwomitował w sałatkę! Powolutku ludziów zaczyna nurtować pytanie co to teraz będzie, taki niepokój mła wyczuwa wyzierający zza maseczek. Jeszcze ludziska nie wpadli na to że można zapytać po co w ogóle ta kwarantaniana żaba była jedzona. Na to to wpadną za jakieś pół roku najwcześniej. Oczywiście polityczne nadal szalejo na parkiecie jako te króle balu ale to się nie przełoży jakoś boleśnie na resztę. Mła to wysnuła drogą dekukcji bo real się dziś u nas pojawił bardzo ranną porą w postaci pana Pocztowego, któren przyniósł był świadczenie pieniężne Irence i przy okazji niejako się był wypowiedział wyczerpująco na temat co "one mu mogą" w kwestii pocztyliady zwanej nie wiadomo dlaczego wyborami korespondencyjnymi . No one mu mogą to samo co jeden pan mógł Panu Majstrowi i nie jest to dobre info dla zarzundu. Ja uprzejmie chciałam donieść naszym władzom kochanym i w trójpodziale władz jedynym prawdziwym że stale wśród suwerena powiększa się ilość tych co mają w dupie tzw. uchwały zarzundu, natomiast z utęsknieniem wyczekują kiedy el Dorado, które własnymi ręcami wypracował dla nas nasz nigdy niekłamiący pan premier złotousty ( nie za miskę ryżu bynajmniej wypracował a za cinżkie pieniędze ) z naczelnikiem naszym ukochanym i prezydętem od długopisu pospołu, sypnie groszem na potrzeby wszystkie. I nie ma że nie ma bo suweren wie z TVP że jest. W zamian za donos oczekuję na wręczenie kfiotka ( goździk sztuk jeden z asparagusem w charakterze tzw. przybrania ) oraz gratyfikację pieniężną ( najlepiej jakieś pińcet z plusem na kota ).
Tyle ze świata. W domu stara bryndza tzn. trza się wziąć za sprzątanie. Najgorsze jest właśnie to że trza się wziąć, branie się mnie jakoś ciężko wychodzi. Bardziej kuszą mła ogrodowe wdzięki, chętniej cóś porobiłaby w Alcatrazie. Tylko że Alcatraz mokry i zimnawy a przez to przeziębialny ( no i bardzo dobrze że właśnie taki, mła to świetnie rozumie że on po suszy musi dojść w spokoju do siebie ) ale dom za to demobilizujący, sennorodny i kuszący wyrem z ułożonymi na nim i upozowanymi zachęcająco kotami. Z jednej strony mła chciałoby się powieki opuścić i komara przyciąć a z drugiej szkoda jej czasu na chrapanie, coś by zrobiła tylko że to coś nie ma nic wspólnego z braniem się za sprzątanie. Tak szczerze pisząc to w ogóle nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek braniem się . Mła rozbajdana przez kwarantannę, niezborna jakaś taka i rozmemłana, jakby jej się przestało chcieć chcenia. Energii jej starcza tylko na to żeby wykonać zadania pieniędzem opłacone a potem z niej powietrze uchodzi jak z przekłutego balona ( no, może nie do końca bo huku nie ma i mła nie lata jak opętana co czasem się zdarza gumowym przedmiotom z których schodzi powietrze, mła tylko zwyczajnie kapcanieje ). Mła zaczyna podejrzewać że to przymus kwarantanniany jej zaszkodził, leń się uaktywnił i teraz mła ma przerzuty. Najgorsze że chyba zaatakowało jej mózg. Jedyne lekarstwo na ten stan rzeczy jakie mła przychodzi w tej chwili do głowy to bolesne i pełne samozaparcia zabranie się do roboty i powrót do nieco zapomnianego rytmu codzienności. Ech... Mła ma dziś dla Was obrazeczki z inszej beczki - japońskie cud dziełka autorstwa ( od góry ) : najprawdopodobniej Hishida Shunso ( drugi obrazek to na pewno jego praca, pierwszy to cóś nie jestem pewna ), Hiroaki Takahashi, Kawanabe Kyosai. No i ma Kalinowe piosenki. One, te piosenki, są takie trochę jak mła dziś, sprzeczności pełne.
wtorek, 5 maja 2020
'Meet Me' - irys SDB "spóźnialski"
'Meet Me' został zarejestrowany przez Barrego Blyth'a w 2012 roku. Siewka oznaczona # U17-1. SDB była efektem krzyżowania odmian 'Smooch' X 'Dreamerino'. W sezonie 2012/13 została wprowadzona na rynek przez szkółkę Tempo Two. Odmiana dorasta do 38 cm wysokości, zaliczana jest do bardzo wcześnie kwitnących.Do mnie pierwszy raz zawitała ze szkółki Barrego parę lat temu, wielokrotnie przesadzana, jakimś cudem się uchowała. Na wszelki wypadek sprowadziłam jeszcze jedno kłącze z zaprzyjaźnionego ogrodu i w tym roku, który jest paskudny dla irysów SDB, ta wielokrotnie przenoszona odmiana zakwitła. To jest irys spóźnialski, ładnych parę lat czekał z tym kwitnieniem. Co prawda nie mogę zwalać tego stanu na słabość odmiany, kaprysy kłącza itd. Mła sama odpowiada za takie długie oczekiwanie na kfioty, było nie biegać z kłączem po rabacie jak nie przymierzając kot z pęcherzem. Gdyby mła zostawiła roślinę w spokoju, dała jej odetchnąć ze dwa lata to kto wie czy łany by się już nie kwieciły na Suchej - Żwirowej. No tak, tylko mła nie jest z tych którzy roślinki w spokoju zostawiajo, zbyt nudno by było i na co mła by mogła narzekać? A wędrujący spóźnialski irysek jest urodny i w kiepskim sezonie sprawił mła niespodziankę. Sprawił, bo mła zapomniała go przesadzić, he, he, he.
poniedziałek, 4 maja 2020
Codziennik - luz czyli bieg jałowy
Wzięli i poluzowali. Oczywiście jak to u nas w zwyczaju, w uwielbianym stylu narodowym "Ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!". No i jest, na dzień dobry w galeriach pozawieszały się systemy, żłobki i przedszkola półpauzują, staruszki się wykłócajo że nie ma godzin a wszystko to przesiąknięte niepewnością ludu naszego w kwestii dla polityków najważniejszej - będą czy nie będą te wybory co wyborami nie są ale być mogą, z tym że koniecznie, przeplute i przyklepane ale się odwołamy. Znaczy politycy bawio się sami sobą, co może nie byłoby może takie złe gdyby nie to że po pierwsze primo bawio się za nasze, a po drugie secundo to ich zabawa cóś się przekłada na życie nasze codzienne. Ludzie z kwarantanny wyleźli a tu dalej nierzeczywistość i niedorzeczność. Mła się przygląda zjawiskom z bezpiecznej odległości, znaczy ma nadzieję że jej zapłotek jest w miarę bezpieczny ( nie chodzi tu mła rzecz jasna o bezpieczeństwo od koronnego, wiecie co mła sądzi na temat "zarazy", mła się bardziej obawia konsekwencji życia jak we śnie i twardej pobudki ). Kotowskie dostosowujo się do okoliczności, dziś objawił się Pasiak i Mrutek pokazał na co stać "zdradzone serce". Na początek Pasiak dostał od Mrutka zakaz wstępu do domu i mówienia do madki mamo.
Potem Mruciu doniósł gdzie Pasiak w nocy spał ( Mrutuś jak Laluś nie uznaje donosicielstwa za be ) i madka musiała przemówić do Pasiaka bo nie będzie nikt spał na suszarce na której została rozłożona świeżo wyprana kordła ( madka znów musi prać ). Jeszcze później Pasiak stwierdził że Mrutek rymuje się z prostytutek i była granda. Obecnie chłopcy biegają po dachach szopek razem ze Sztaflikiem, która zawsze jest chętna aby komuś wklepać. Okularia wysiaduje kępy kwitnących floksów szydlastych ( bo jej zdaniem pięknie się na nich prezentuje ) a Szpagetka wraz z mami oczekuje w domu na dżedż. Po dzisiejszych zakupach wreszcie Małgoś - Sąsiadka, Ciotka Elka i mła piją normalną kawę, znaczy świeżo zmieloną i dobrze zaparzoną African Blue. Mła ostatnio cierpiała bo nawet najbardziej staranne parzenie nie pomagało inszej kawie nie szkodzić mła na jestestwo. Mła ma w końcu tyż w chałupie swój ulubiony szampon, teraz tylko fryzjer by się jej przydał. No i może jakich zapach ( niedrogi ) dla dobrego samopoczucia. W sumie to przeca niedużo ale jakże to zmienia codzienność mła. Ona taka jakaś przez tę obecność lubianej kawy ( przeca nieluksusowej ) w puszce i szamponiku co jej dobrze na tzw. łysy jedwab robi bardziej dopieszczona przez życie. No niemalże kobieta luksusowa! No i choć mła zdaje sobie sprawę że ten luz to dla gospodarki bieg jałowy troszki jej lepiej. Na tyle lepiej że pozazdrościwszy Kurze Naczelnej mła tyż postanowiła wrócić do malunków. Mebelki bedo kończone i mła znalazła ramkę, którą zamierza katować farbami.
Za ozdóbstwo dzisiejszego wpisu robią irysowe fotki z Suchej - Żwirowej ( irysowy sezon jest kiepski w tym roku ). Mła dziś na niej troszki popieliła. Opryskała też po raz enty bukszpan, nie wie czy to na dłużej pomaga. Skończy chyba się na tym że jednak zakupi wiadome bakterie.
niedziela, 3 maja 2020
Radośnie "smutny deszczyk sobie mży"
Mła sobie podśpiewuje piosenkę dla "prawdziwego Polaka", językołamacza, katorgę dla obcokrajowców chcących cóś tam po polsku zanucić. No wicie rozumicie, deszczyk, Grzeszczyk i mżenie. Ponadto leszczyny, leszcze, dreszcze i trzeszczenie w stawach. To jeden z tych tekstów Przybory do którego muzyki nie napisał Wasowski, ale muzyczka swingowa a mła lubi te klimaty. No i Pan Wiesiu wykonał utworek w sposób mistrzowski, mła natentychmiast wraz z nim znienawidziła tego podrywacza Grzeszczyka. Co prawda w oryginalnej wersji utwór dotyczył deszczu padającego we wrześniu, ale Przybora napisał o deszczyku mżącym w czasie sezonu na leszcze a ten kojarzy się mła ze wszystkimi ciepłymi miesiącami roku. Mła uwielbia piosenki Starszych Panów a te deszczykowe lecą u niej bardzo często ( Barbara Krafftówna tak pięknie je śpiewała - mła tyż "Jak niegdyś Danae, że wspomnę dla przykładu przez lata już całe mam słabość do opadów." ), chyba zresztą już o piosenkowym smutnym deszczyku w blogim kiedyś pisała. No i deszczyk sobie mży, wcale nie smutno. Małgoś - Sąsiadka oznajmiła mła dziś z rana triumfalnie "Bardzo ładna prognoza, będzie padało, może nawet przez tydzień!" Później zeszła Ciotka Elka z radosną nowiną że po dziesiątym maja zapowiadają załamanie pogody. Jak stwierdziła "Ma padać i na pewno nie będzie upałów.". Mła aż zajrzała do netowych pognoz, czego ostatnio nie robiła za często żeby się nie denerwować. Rzeczywiście wygląda dobrze. Co prawda wiele roślin już suszowego czasu nie nadrobi ( tulipany, wczesne irysy ) ale jest szansa na to że róże czy jeżówki będą nieźle kwitły.
Teraz o kotach. Pasiak po raz enty polazł nie wiadomo gdzie i Mrutek przeżywa. Pasiak posiada nabiał i pewnie go pognało w rejony bogate w niewysterylizowane damy, jednakże Mruti nie rozumie potrzeb i ma wyraźnie pretensje wymieszane z tęsknicą. Skutek jest taki że napada madkę i dziewczynki i żąda gonienia za nim po dachach szopek oraz podgryzania mu gardzioła z jednoczesnym robieniem wściekłego zająca ( próba rozerwania ofiary tylnymi łapkami ). Madka ma problem z tym wściekłym zającem i robi tylko cóś na kształt podgryzania szyjki z czego Mruti jest niekonent. No madka się nie sprawdza jako madka, zdaniem Mrutiego znaczy. Mrutek już popiskiwał z pretensjami w jej stronę. Co prawda są to pretensje dziecinne, do prawdziwych pretensji to temu daleko.
Czułej pamięci Felicjan to potrafił mieć pretensje, Mruti ma pretensyjki bo charakter u niego tak słodki jak u czułej pamięci Lalusia i Daneczka. Zdziwne bo Felini sznupkę miał anielsko dziecinną a Mrutki z wyglądu jest dorosły panter łowca. Tak to usposobienie nie zawsze pasi do fizjonomii, nie tylko ludzie tak majo. Na szczęście na pretensje dobre jest miąsko, uśmierza w mig "wszelkie żale że wcale". Tak à propos zdziwności i fizjonomii, mła zauważyła ciekawe zjawisko u Szpagetki. Przed nałożeniem mięcha do michy sznupka Szpagetki wygląda cóś jak twarz Hồ Chí Minha, szczupłe to, oczka majo głodne ale łagodne wejrzenie. Po zechlaniu miąska zamiast Wujaszka Hồ mła widzi przewodniczącego Mao - sznupa jak księżyc w pełni a spojrzenie władcze. Hym... żadne inne kotowskie nie przechodzą takiej spektakularnej przemiany przy żarciu, mła podejrzewa Szpagetkę o nadmimiczność i z lekka martwi się o jej móżdżek ( niewielki ale nieźle kombinujący ).
A co w ogrodzie? Ogród zostawiony został deszczykowi. Ma się nawadniać a mła ma nie przeszkadzać. Może przyjść, pooglądać ale z pieleniem ma się wstrzymać. Tak samo z sadzeniem bylin. Mła ma poczekać z tym wszystkim aż się ogród należycie napije i odpocznie po suszy. Nawet Małgoś - Sąsiadka wyczuwa właściwość takiego postępowania, wczoraj rzuciła do mła tekstem "Daj odetchnąć temu zielonemu". No to mła daje, choć strasznie ją kusi żeby tu podciąć, tam pielnąć a gdzie indziej przesadzić. Jednak mła zdaje sobie sprawę że nadgorliwość gorsza niż faszyzm i że ogrodnictwa tyż to dotyczy. Mła zatem spaceruje po mokrym ogrodzie i cieszy oczy odżywającym zielonym. Wieczorami w ten majowy weekend mła ogląda na forumach ogrodniczych zielone inszych i stara się być dobrej myśli. Może ten sezon ogrodowy nie będzie aż taki zły? W końcu zaraz zaczną kwitnąć lilaki, zwane potocznie bzami i zapach się będzie niósł po całym ogrodzie i wpełznie tyż do domu. Wystarczy tylko okna pootwierać coby się majem nacieszyć. W roli ozdóbstw dzisiejszego wpisu mła zamieściła zdziśkowe fotki z ogroda i Szpagetkę w rolach Wujaszka Hồ i przewodniczącego Mao. No i pioseneczki dla uciechy Waszej mła dodała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






